Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Harlequin MIRA obniża ceny e-booków (oraz kilka wypowiedzi na temat cen)

Średnia cena e-booka w kategorii Literatura piękna wynosi 19,50 zł.

O tym temacie wspominałem już kiedyś przy okazji promocji dnia, sprawa jest jednak na tyle ciekawa, że warto pociągnąć ją dalej. Chodzi o stałą obniżkę cen e-booków – średnio o 33% – przez wydawnictwo Harlequin Mira, znane głównie z literatury kobiecej.

Firma Virtualo, która była chyba największym propagatorem tej obniżki wypuściła na ten temat artykuł, który ukazał się pierwotnie w branżowej „Bibliotece Analiz”, a od kilku dni jest dostępny online.

Artykuł zaczyna się od stwierdzenia, że rynek nie nadąża za oczekiwaniami czytelników. Wydawcy wciąż momentami żyją sytuacją sprzed 3 lat, gdy sprzedaż była mikroskopijna.

Teraz rynek wygląda zupełnie inaczej i chociaż mamy do czynienia z dynamicznym rozwojem, nie jest on jednak kilkuset procentowy, jak życzyliby sobie wszyscy jego uczestnicy. Dlaczego tak się dzieje? Głównie dlatego, że polityka cenowa wydawców nadal jest dość zachowawcza i często zbyt mało elastyczna. Rynek kultury cyfrowej jest wprost stworzony do eksperymentów cenowych mających na celu znalezienie najlepszej ceny dla ebooków. W przestrzeni wirtualnej testowanie strategii cenowych nie jest skomplikowanym przedsięwzięciem logistycznym, a analityka webowa i raportowanie w czasie rzeczywistym daje możliwości nie występujące na rynku książki tradycyjnej.

Wydawcy bronią jednak cen swoich książek, a klienci w takich cenach nie chcą kupować (zwłaszcza wersji cyfrowych), dlatego kierują swoje wirtualne kroki na portal z futrzakiem. Dodatkowo wiele dobrych tytułów jest nadal w wersji cyfrowej niedostępne, a nie obserwujemy dużej dynamiki wzrostu liczby digitalizowanych tytułów. 84 proc. niemieckich wydawców oferuje swoje ebooki, w Polsce około 1000, czyli około 30 proc. wydawców, którzy regularnie wydają nowe publikacje i mają ich co najmniej kilkanaście.

Małgorzata Błaszczyk z Virtualo stwierdza jednoznacznie:

Klienci oczekują zniżek rzędu 50 proc., gdyż według ich intuicji tyle powinien kosztować ebook. Wzrosty sprzedaży są generowane głównie wtedy, kiedy robimy duże akcje promocyjne. Sprawy nie ułatwia dodatkowo 23-proc. stawka VAT, która sztucznie podnosi cenę, przez co w percepcji klienta jest ona jeszcze mniej atrakcyjna.

Jako ciekawostka – średnia cena beletrystyki w Virtualo wynosi 19,50 zł.

Dalej jest moja wypowiedź, że klienci przecież konfrontują ceny e-booków z ceną papieru – przy czym nie patrzą na cenę okładkową, a na to, za ile dzisiaj mogą dostać papier, czyli nieraz znacznie taniej.

Warto poznać punkt widzenia samych wydawców.

Marek Dobrowolski, szef handlowy wydawnictwa Nasza Księgarnia i członek rady nadzorczej PDW:

Oczywiście zdaje sobie sprawę z zasady obowiązującej w handlu, że produkt powinien kosztować tyle, ile skłonni są za niego zapłacić klienci. A mamy taką sytuację, wykreowaną przez nas wszystkich, że pogoń klientów za promocjami na ebooki wymusza bardzo znaczące obniżanie cen detalicznych. Kłopot w tym, że te ceny promocyjne nie mają nic wspólnego z kalkulacją kosztów na dany produkt – książkę, choć wydaną nie w wersji tradycyjnej, a elektronicznej. Gdybyśmy brali, wydawcy, pod uwagę przede wszystkim kalkulację kosztów, to książka elektroniczna nie powinna być tańsza od jej „siostry” drukowanej więcej niż 10-15 proc. Wydawcy obniżają ceny promocyjnie nawet na hity, evergreeny, nowości o 50 proc. i więcej, bo traktują ebooki jako wsparcie sprzedaży książki tradycyjne. Ebook staje się de facto nośnikiem reklamy książki drukowanej. Dystrybutorzy i specjaliści w zakresie analizy rynków elektronicznych bardzo długo sugerowali, że takie obniżki spowodują wielokrotne zwiększenie grupy docelowej, zainteresowanej kupnem książki. Że poszerzy to po prostu grupę odbiorców książek, w ogóle. Jak to się jednak ma z prognozowanym wzrostem sprzedaży ebooków, wspominałem już wyżej. Inna sprawa, już zupełnie kuriozalna, że część „specjalistów” często powtarza, że książka elektroniczna jest za droga, stąd stosunkowo słabe wzrosty sprzedaży Równie dobrze można by uznać, że książka drukowana też jest w Polsce za droga, bo czytelnictwo mamy w kraju na wielokrotnie niższym poziomie, niż dla przykładu w Czechach.

Wyróżniłem najważniejszą część tej wypowiedzi – bo ona pokazuje, jak na e-booki patrzą dzisiaj wciąż wydawcy papierowi. Bardzo dobrze też wyjaśnia, dlaczego np. na Warszawskich Targach Książki e-booki nie były promowane. Skoro wg wydawców przychodzą tam klienci „papierowi”, to nie nosi się drewna do lasu i nie promuje papieru przez e-booki.

Anna Juszkiewicz z wydawnictwa Czarne, które też obniżyło w 2013 ceny e-booków o 10-15%:

Wiemy, że czytelnicy chcieliby usłyszeć, że ebook powinien kosztować jak najmniej. Niestety jest to sprawa bardziej skomplikowana z punktu widzenia wydawcy. Na pewno dokładamy wszelkich starań, by Czytelnicy dostawali w swoje ręce świetny produkt – najlepszej jakości i w rozsądnej cenie, z reguły znacząco niższej niż cena egzemplarza papierowego. Z naszych obserwacji wynika, że sprzedaż na rynku ebooków wciąż charakteryzuje szybkie tempo wzrostu, co niezwykle nas cieszy. Nasza sprzedaż kształtuje się na poziomie satysfakcjonującym, ale oczywiście mamy apetyt na więcej.

No i Magdalena Żalazowska z wydawnictwa Harlequin MIRA:

Co do polityki cenowej, to prawda, że przy ebooku nie ponosimy kosztu druku, jednak jest on tylko ułamkiem całkowitej ceny. Za ceną ebooka kryje się wynagrodzenie za pracę wielu ludzi, min. autora, redakcji, korektora, grafika, pracowników wydawnictwa i dystrybutorów. Nie zapominajmy też o tym, że stawka podatku VAT na ebooki to wciąż 23 proc., a nie 5 proc., jak w przypadku książek papierowych. Dlatego ebook nie powinien kosztować mniej niż dwadzieścia kilka złotych. Radykalne obniżanie cen ebooków może być niebezpieczne dla rozwoju całego rynku, który nie będzie rentowny.

Wypowiedzi nie zaskakują. Temat promocyjnych cen poruszałem z wielu stron w artykule Czy promocje po 9,90 zł zniszczą rynek e-booków? Wszyscy byśmy chcieli, aby e-booki kosztowały kilkanaście złotych, albo i mniej – i to najlepiej bez promocji – żeby te promocyjne ceny, którymi się cieszymy pozostały na stałe. Ma to jednak efekty uboczne w postaci niższej postrzeganej wartości książek – po prostu wyższe ceny nominalne zawsze stanowią jakiś punkt odniesienia.

Z drugiej strony wciąż wydaje mi się, że wydawcy nie zdają sobie sprawy z tego, jak dewastujące dla opinii o e-bookach jest to, że ktoś raz odwiedza księgarnię i widzi ceny rzędu 20-30 złotych. Przeciętny człowiek nie będzie śledził promocji, ustawał alertów cenowych – po prostu dojdzie do wniosku, że e-booki są drogie i nie warto w to wchodzić. Choć – podkreślmy – to nie jest prawda – ja większość tytułów kupuję poniżej 20 złotych i sądzę, że u Was jest podobnie. Ale to wymaga zaangażowania. Dlatego cieszą mnie inicjatywy wydawców obniżające podstawowe ceny e-książek. Wtedy promocje nie muszą już sięgać 50-60%, ale i tak dostajemy dobrą cenę.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

31 odpowiedzi na „Harlequin MIRA obniża ceny e-booków (oraz kilka wypowiedzi na temat cen)

  1. Dinth pisze:

    Zupelnie z innej beczki – ktokolwiek wie kiedy zostanie wydany Jasienica w ebooku ? Wzglednie plotki dlaczego jeszcze nie zostal wydany?

    0
    • KecajN pisze:

      Wydaje mi się, że jedna z pozycji z trylogii „Polska…” była kiedyś dostępna w eClicto. Sprawdzałem przed chwilą – jest Polska Jagiellonów ale tylko jako audiobook. Nie jestem pewien, czy została wycofana, czy może pamięć mnie zawodzi… :-(

      0
  2. porcoazurro pisze:

    Chciałbym przy tej okazji wspomnieć problem, o którym pisze Robert Levine w książce „Free Ride”. Dotyczy on co prawda rynku amerykańskiego, ale podejrzewam, że u nas to się aż tak nie różni.

    W USA książki w twardej oprawie (tzw. hardcovers) kosztują od 25 do 30 dolarów, a książki w miękkiej (paperbacki) – około 15 dolarów, przy czym Levine twierdzi, że w przypadku tych pierwszych druk i kolportaż kosztuje tylko 3,5 dolara na egzemplarz.

    Dalej czytamy: „W większości przypadków wydawca nie byłby w stanie sprzedać wystarczającej ilości paperbacków, żeby pokryć wydatki na książkę.” Te wydatki to głównie bezzwrotna zaliczka dla autora, którą w teorii powinny pokryć tantiemy ze sprzedaży, ale w praktyce nie zawsze się to udaje – natomiast podniesienie ceny hardbacku o 10 dolarów w stosunku do paperbacku jest już w stanie zamortyzować inwestycję.

    Główną tezą Levine’a jest to, że kupując książkę, nie płacimy za nośnik, tylko pracę ludzi, którzy ją stworzyli i opublikowali – pisarza, redaktora, wydawcy, etc., a ona ma w miarę stałą wartość niezależnie od tego, czy jej rezultat widzimy na papierze czy na ekranie czytnika.

    0
    • BioBuster pisze:

      Trudno nie przyznać racji.
      Jeśli dla kogoś nie ma znaczenia treść a jedynie cena, to zawsze może po prostu kupować to, co jest na rynku najtańsze albo cieszyć się masą darmowych e-booków z Amazona

      0
      • quiris pisze:

        A nie zauważyłeś, że prawda zwykle leży gdzieś w środku. Większość potencjalnych czytelników chce po prostu kupować dobre książki w atrakcyjnych cenach. Na pewno nie zbliżonych do ceny okładkowej książki drukowanej.

        Wkurza mnie to wymądrzanie się wydawców, że koszty druku są marginalne i nie wpływają znacząco na koszt książki. Oprócz kosztów druku, są jeszcze koszty transportu, koszty magazynowania, koszty wymiany uszkodzonych egzemplarzy itd.

        Sorry, ale „ciemny lud” nie kupuje tej gatki, skoro oczekiwania czytelników są takie, żeby cena ebooka kosztowała połowę ceny książki drukowanej i jeśli w końcu wszechwiedzący wydawcy to zauważą, tym szybciej rynek książki elektronicznej będzie się rozwijał.

        0
        • BioBuster pisze:

          Aha. Na szczęście w przypadku e-booków nie ma żadnych dodatkowych kosztów, bo pliki przygotują się przy okazji same, przestrzeń dyskowa jest obecnie darmowa, pliki znakują krasnoludki w czynie społecznym a udostępniają nabywcy w trybie 24/7 wróżki zębuszki.
          Nie mówiąc już o tym, że znacznie łatwiej autorowi napisać takiego e-booka niż książkę papierową i z radością zadowoli się 50 groszami za sprzedaną sztukę.

          Doprawdy, jasną sprawą jest, że oczekiwania kupujących są, żeby kupić jak najtaniej, a sprzedających, żeby jak najdrożej sprzedać.

          Natomiast podejście „ściągnę sobie z chomika zamiast poczekać pół roku aż będzie za 15 zeta w promocji” jest w mojej opinii żenujące.

          0
          • rudy102 pisze:

            Pliki oczywiście trzeba przygotować. Koszt to od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, jak wynika z lektury cenników firm zajmujących się konwersją . Płaci się tylko raz. Ile książek za to wydrukujesz?
            Porównywanie kosztu wynajęcia serwera do wymienionych kosztów dot. papieru – serio? Tym bardziej, że księgarnie strasznie skąpią na serwery, o czym można się przekonać przy co lepszych promocjach.
            Koszt znakowania – jak chcą mnie traktować jako potencjalnego pirata, który po zakupie wrzuci na chomika, to niech to robią na swój koszt, a nie na mój.

            0
  3. mmena pisze:

    Koszt druku nie jest jedynym, ktorego nie ponosicie.

    0
  4. F. pisze:

    „Co do polityki cenowej, to prawda, że przy ebooku nie ponosimy kosztu druku, jednak jest on tylko ułamkiem całkowitej ceny. Za ceną ebooka kryje się wynagrodzenie za pracę wielu ludzi, min. autora, redakcji, korektora, grafika, pracowników wydawnictwa i dystrybutorów.”

    Jeśli dobrze zrozumiałem ten fragment to np. koszty korekty czy grafika są liczone podwójnie – raz dla książki papierowej, raz dla e-booka, mimo że te koszty poniesiono już przy „produkcji” książki papierowej więc nie można ich liczyć drugi raz przy „produkcji” ebooka. Ktoś w tych wydawnictwach chyba nie rozumie na czym polega prowadzenie biznesu, a o kalkulacji kosztów produktu chyba w życiu nie słyszał…

    0
    • KecajN pisze:

      Zastanawiam się, dlaczego nikt nie podaje porównania kosztów papieru, transportu, magazynowania i innych kosztów z kosztem przechowywania wirtualnej książki wraz z utrzymaniem platformy. W tym drugim przypadku nie są one z pewnością zerowe ale na zdrowy rozum powinny być znacznie niższe. Poza tym, nikt nie ponosi strat z tytułu „nie wstrzelenia się” z nakładem (patrz: stoiska taniej książki papierowej) ani nie pojawia się problem wyczerpania nakładu w przypadku niespodziewanego wzrostu popularności książki. Odnoszę wrażenie, że mało kto traktuje ten biznes poważnie i dlatego wszyscy raczą nas demagogią a nie realnymi informacjami.
      A nam pozostają źle złożone ebooki z masą błędów i niedoróbek (np. nie spotkałem ostatnio książki popularnonaukowej, w której symbole oznaczone literami greckimi byłyby poprawnie wyświetlone, co sugeruje wykorzystanie niechlujnego skanu jako źródła).

      0
      • Dumeras pisze:

        Błędy z np. greckimi literami alfabetu raczej wynikają z tego, że plikiem wyjściowym jest pdf.
        Na skanach to raczej tylko na chomiku się pracuje ;-)

        0
    • asymon pisze:

      Ktoś w tych wydawnictwach chyba nie rozumie na czym polega prowadzenie biznesu, a o kalkulacji kosztów produktu chyba w życiu nie słyszał…

      Życie pokazuje, że korekta dla ebooka jest rzeczą niezbędną. Ale fakt, raczej się tego nie praktykuje, o czym niejednokrotnie było na ŚCz :-( O, proszę, reklamacja zgłoszona do sklepu ksiazki.pl w listopadzie 2013r.

      0
    • BioBuster pisze:

      Nie są liczone podwójnie. Po prostu istnieją tak dla e-booków jak i dla papieru.
      Jak film wychodzi na DVD czy BD to uważasz, że powinien być za cenę nośnika, bo przecież koszty produkcji były poniesione na okoliczność dystrybucji kinowej?

      0
    • zipper pisze:

      „Jeśli dobrze zrozumiałem ten fragment to np. koszty korekty czy grafika są liczone podwójnie – raz dla książki papierowej, raz dla e-booka, mimo że te koszty poniesiono już przy „produkcji” książki papierowej więc nie można ich liczyć”

      Oczywiście, że są liczone podwójnie. Ebooka przed wydaniem trzeba ponownie sprawdzić i złożyć w zasadzie od nowa, chyba że nie przeszkadzają ci literówki, zlepione wyrazy, rozstrzelone słowa i inne rzeczy, na które można natrafić. Podejście „przecie korekta i redakcja już była, to po co robić znowu” najczęściej doprowadza do tragicznych jakościowo wydań.

      0
      • Ar't pisze:

        chyba że nie przeszkadzają ci literówki
        no tak, skoro ocr-je sie pdf to takie pewnie się pojawią i trzeba ponownie robić korektę, tyle tylko, że przecież można dostać materiał wcześniejszy i wtedy już takich problemów nie ma.

        Tylko to wymaga spojrzenia na e-book inaczej, a nie jak do tej pory, traktować jak papier.

        0
        • Adampe pisze:

          Ar’t dokładnie można dostać materiał wcześniejszy. Nie znam się na profesjonalnym składzie wydawniczym, ale wydaje mi się, że nikt w drukarni nie układa literek jak Gutenberg, tylko składa książkę w latexopodobnym procesie na komputerze, posiadając elektroniczną wersję tekstu książki. Naprawdę nie da się tego wyeksportować do ebookowego pliku? A jeśli nie, to zapewne wystarczy napisać kompilator. Przecież kodu też nie pisze się w asemblerze (lub niższej), tym zajmuje się kompilator.
          Jeśli powyższe jest prawdą, to wtedy następuje redukacja kosztów, podwójna redakcja nie jest konieczna.

          0
          • pytajnik pisze:

            „Naprawdę nie da się tego wyeksportować do ebookowego pliku?”
            da sie – oznacza to eksport do różnych formatów. Nastepnie sprawdzenie poprawnosci (czyli korekta) i wyłapanie róznych dziwnych wpadek. Plus do tego pokonwertowanie obrazków, jesli ksiązka ma sklad nietypowy – tabelki, diagramy, wykresy, wyrożnienia to dodatkowa praca.

            0
  5. rudy102 pisze:

    Ja tej polityki cenowej nie rozumiem. Nie oczekuję zniżek 50% tylko cen na poziomie kilkunastu złotych. Codzienne promocje typu pińcet losowo wybranych książek nie są mi potrzebne do szczęścia, bo z reguły i tak kupuję coś na rzadszych, mniejszych promocjach, zrobionych z pomysłem i mających jakiś sens.
    Ta polityka powoduje, że głośne, znane pozycje, które mam w planach do nadrobienia, pobieram z chomika, nie mogąc doczekać się porządnej promocji, a kupuję książki będące w promocji, o których często w życiu nie słyszałem, bo np. zainteresuje mnie okładka.
    Z tłumaczeń wydawnictw rozumiem tylko kwestię VAT, bo traktowanie sprzedaży ebooka jako usługi to faktycznie idiotyzm, no ale towarzysze z Brukseli jak zawsze wiedzą lepiej. Reszta argumentów do mnie nie trafia.

    0
  6. Cyber Killer pisze:

    Cała sprawa się tu rozbija o to że ludzie pracujący u wydawców nie traktują ebooka jako prawdziwej książki, bo są starzy lub mają światopogląd starych ludzi. Dlatego im nie zależy, głównym środkiem zarobku jest dla nich papier, więc nie obniżą ceny ebooka za bardzo ponieważ wtedy papier mógłby się nie sprzedać odpowiednio dobrze. W dalszej perspektywie ebooki kosztujące tyle ile powinny (tzn gdzieś około 5 zł lub i mniej) doprowadziłyby do upadku książek papierowych, ludzie by na potęgę przenieśli się na czytniki i kupowali ebooki w bardzo dużych ilościach. Sytuacja niby dobra, ale wtedy autorzy mogliby się obudzić, że tak w sumie to oni nie potrzebują do niczego wydawców i przerzucić się na self publishing (widziałem w sieci oferty korekty & składu ebooków za kasę rzędu kilkaset $ – sporo, ale nie jakoś zabójczo nawet dla zwykłych śmiertelników zwłaszcza że ten wydatek się zwróci). Bez autorów sytuacja finansowa wydawców mogłaby zacząć wyglądać słabo… i tu jest cały pies pogrzebany. Dlatego nigdy nie dostaniemy ebooka od wydawcy w cenie odpowiednio niższej od papieru.

    0
    • zipper pisze:

      „W dalszej perspektywie ebooki kosztujące tyle ile powinny (tzn gdzieś około 5 zł lub i mniej) ”

      Jak to mawia dzisiejsza młodzież – „skisłem”.

      0
      • KBKBKB pisze:

        Ale jeśli rynek ebooków w Polsce jest taki mizerny, a przez wydawnictwa traktowany jako promocja rynku papierowego to równie dobrze ebooki mogą rozdawać za darmo, a nie walczą z gryzoniem czy innymi objawami piractwa.

        Po prostu solą jak potłuczeni i szukają na prawo i lewo usprawiedliwienia dla wszelakich prób utrzymywania marż.

        0
    • Robert Drózd pisze:

      Ja zrozumiałem te wypowiedzi na odwrót – właśnie dlatego obniżają ceny e-booków, bo traktują je jako promocję wersji papierowej. Zakładają, że im więcej osób będzie czytać e-booki, tym więcej sięgnie po wersje papierowe, a czasami i ci którzy kupili e-booka, kupią też papier.

      0
      • Dumeras pisze:

        Ok, nie mam nic przeciwko takiemu podejściu, ale w tym momencie tłumaczenie, że cena ebooka powinna być o 10-15% od „papieru” jest delikatnie mówiąc chybione i nieprzekonujące.
        Różnica w cenie powinna wynikać nie bezpośrednio z innego medium, ale praw jakie są dla tego media przewidziane. A we wszystkich wypowiedziach branżowych o tym zapominają. Tylko ze strony czytelników w takich dyskusjach wysuwane są argumenty dotyczące praw jakie przysługują nam podczas zakupu wersji elektronicznej lub papierowej książki.
        Kupując wersję elektroniczną tak na prawdę dostaję licencję na jej przeczytanie, to jest usługa świadczona przez dostawcę, co dosadnie widać w podatku vat. W przypadku zabezpieczenia drm jestem ograniczony do 6 urządzeń, już to ograniczenie może spowodować, że za 10-20 lat nie będę miał możliwości otworzenia i przeczytania swojej książki. Bez drm jest ciut lepiej, ale nie koniecznie idealnie, w niektórych księgarniach w regulaminie jest wprost napisane ograniczenie, do np. 99 urządzeń. Znak wodny też nie jest idealnym rozwiązaniem, bo trwale „piętnuje” dany egzemplarz i przypisuje go do jednej osoby, a nie ma takiej wartości choćby sentymentalnej jak autograf, czy dedykacja, życzenia w książce papierowej. Wszelkie zabezpieczenia obniżają tak na prawdę wartość książki, uniemożliwiają swobodne z niej korzystanie. Z tego też wynikają utrudnienia z odsprzedażą, pożyczaniem, itp. Za kilka lat możemy znaleźć się na ławie oskarżonych, bo w między czasie ktoś wykradnie i udostępni publicznie nasz plik. Z książką papierową jest to o wiele mniejsze ryzyko.

        0
        • zipper pisze:

          A ebooka mogą czytać jednocześnie wszyscy członkowie twojej rodziny na różnych urządzeniach. Możesz ebooka pożyczyć bez najmniejszego problemu znajomemu, który znajduje się na drugim końcu świata.

          Ja nigdy w życiu nie sprzedałem kupionej przez siebie książki, dlatego taki argument jest dla mnie bez znaczenia.

          A wydaje mi się, że piorunująca większość kupuje książki głównie po to, żeby je przeczytać. Ustalanie ceny ze względu na pracę, jaka była potrzebna, aby dzieło powstało jest dość sensowne.

          0
  7. AJ pisze:

    Pewne fakty i liczby na temat kosztów i zysków z książek i ebooków wróciły niedawno przy okazji dyskusji na temat sporu Amazona z Hachette, np. tutaj.

    “Look at Harper’s own numbers,” DeFiore wrote. “$27.99 hardcover generates $5.67 profit to publisher and $4.20 royalty to author. $14.99 agency priced e-book generates $7.87 profit to publisher and $2.62 royalty to author.”

    0
    • Tofi pisze:

      Jeszcze należało by dodać, że gdyby zamiast $ stała tam złotówka, to proporcje sprzedaży by się zmieniły. Jak by nie było 200 razy 30 zł jest mniej niż 500 razy 15zł.
      Nie zapominajmy o fakcie, że e-book bez dostępnej platformy nie istnieje. Mimo, że cali w telefonach coraz więcej, to nie wyobrażam sobie czytania ebooka na telefonie – zatem czytnik, ale czytników dających użytkownikowi swobodę jak na lekarstwo: kindle – zamknięty, kobo – bez wsparcia dla Polski, lub możliwości dostępu do polskiej księgarni z poziomu czytnika, Rysiek poketbooka jest dopiero pierwszym czytnikiem z oprogramowaniem ukierunkowanym na klienta, a nie na sprzedaż książek przez producenta czytnika. Wciąż brakuje na rynku czytników z obsługą PDF, tak by można było je czytać bez konieczności powiększania fragmentu (13 calowce w cenach dla śmiertelników, lub przynajmniej 10 cali z dużą rozdzielczością).

      0
    • pytajnik pisze:

      W Polsce 40 zł cena detaliczna to 20 do 22 zł DLA DYSTRYBUTORA
      Czy ktoś ten wątek poruszy. Bo jakoś nie widzę

      0
  8. Sir_Yaro pisze:

    Mnie dziwi, że nikt z przedmówców nie zwrócił uwagi na znacznie – w mojej opinii – ważniejszy fakt. Kupując papier dostaję do ręki coś konkretnego, coś co należy do mnie i mogę z tym zrobić cokolwiek. Wytapetować ściany, pomalować farbkami lub coś równie kuriozalnego… Np sprzedać. :]
    Zadziwiające, że żaden wydawca nie poruszył kwestii iż w przypadku ebooków sprzedawane jest prawo do przeczytania książki, a nie książka… W rezultacie zostaję z plikiem z którym generalnie nie mogę _nic_ później zrobić.

    Dla mnie własnie TO jest powodem oczekiwania _bardzo_ wysokich obniżek. Naprawdę nie widzę powodu dlaczego za faktycznie pożyczenie książki miałbym zapłacić więcej.

    0
    • Tofi pisze:

      Przeczytaj swój post w kontekście DRM free. Możesz sobie wydrukować i wytapetować pokój, a później pomalować farbkami. To o czym piszesz nie ma miejsca w Europie ze względu na „wyczerpanie utworu”, więc nawet Steam ma osobną umowę licencyjną dla UE, osobną dla USA i osobną dla reszty świata. Umowy Amazonu nie czytałem, bo nie posiadam ich urządzenia.

      0
      • Sir_Yaro pisze:

        Tofi. Nie mogę. Plik nie jest fizycznym bytem. Więc w oczywisty sposób wszystkie fizyczne operacje na nim nie są możliwe.
        O tym „wyczerpaniu” przeczytam sobie bo nie wiem o czym piszesz. Natomiast co do reszty. Jeśli „to o czym piszę nie ma miejsca w Europie” to bardzo Cię proszę pokaż mi choć jedno miejsce gdzie mogę swoje ebooki (kupione w 5-10 róznych księgarniach) sprzedać.
        Będę niezmiernie Ci wdzięczny.

        p.s.
        Tofi Steam nie jest najlepszym przykładem. Zasadniczo gry na nim są tańsze niż w sklepach, a ilość przecen jest ogromna. Kupno produktów z 80-90% przeceną nie jest niczym niezwykłym i niespotykanym… I dlatego – w przypadku steama godzę się na wypożyczanie gier, a nie ich faktyczne kupno.

        0
  9. Doman pisze:

    @Tofi
    Prawnicy mówią na to „wyczerpanie praw”. Ale interpretacja tego w kontekście utworów rozprowadzanych bez fizycznego nośnika wcale nie jest taka oczywista.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.