
Ministerstwo Edukacji szykuje ograniczenie smartfonów w szkołach podstawowych. Mam obawy, czy te ograniczenia nie obejmą wszystkiego co ma ekran, w tym czytników.
Temat wraca od jakiegoś czasu, ale prawdopodobnie będzie zrealizowany. Minister edukacji, Barbara Nowacka zapowiedziała wczoraj:
W ministerstwie właśnie kończymy prace nad dużą zmianą legislacyjną, bardzo istotną dla szkół, która spowoduje, że od 1 września 2026 r. w szkołach podstawowych wprowadzimy zakaz używania telefonów komórkowych. Jest to decyzja przyspieszona w tej chwili, decyzja przyspieszona też po mojej rozmowie z premierem Donaldem Tuskiem […]
Dodała, że takie przepisy spowodują, że dzieci nie będą mogły korzystać z telefonów na lekcjach i w czasie przerw. – Wyjątkiem może być proces dydaktyczny i decyzja nauczyciela, ale nie może być to norma, bo widzimy jak bardzo uzależnione są dzieci od internetu – zaznaczyła.
Nie chcę wdawać się tu w głębszą dyskusję nad sensem ograniczania dostępu, tym bardziej, że mówimy o narzędziu, z którego i tak korzysta się całe życie. Są autorytety, które popierają takie ograniczenia, jak Jonathan Heidt (w książce Niespokojne pokolenie), są też tacy, którzy mają wątpliwości.
W tym momencie zakaz wydaje mi się desperackim, ale jedynym skutecznym krokiem, aby przekierować uwagę uczniów na to, co się dzieje w sali, a nie we wszechświecie tworzonym przez ich smartfony. My, dorośli, nie umiemy do tego wszechświata wejść, ani nad nim zapanować, oddaliśmy kontrolę wielkim firmom technologicznym, które robią wszystko, aby ludzi uzależnić i śmieją się z prób regulacji.
Chciałbym się jednak zastanowić nad czym innym – jakie będą konsekwencje tego zakazu wobec uczniów, którzy korzystają z czytników e-booków. Czy to prywatnie, żeby sobie poczytać w przerwie, czy też mają tam wgrane lektury. Przypomnę, że większość lektur do podstawówki przeczytamy na czytnikach.
Pewnie dużo zależy od konkretnych zapisów prawnych.
- Jeśli rozporządzenie zostanie przygotowane zbyt ogólnie – personel placówek edukacyjnych może prewencyjnie zabierać wszelką elektronikę, w tym czytniki. Pisałem o tym już w 2015. Wtedy w ankiecie aż 27% odpowiedziało, że nie można używać czytników.
- Jeśli zapisy będą zbyt szczegółowe – zaraz zaczną się obejścia.
Co z tabletami, które w wielu szkołach używane są często do notowania zamiast zeszytów? Co z tabletami z e-papierem i czytnikami z Androidem? Tam też można odpalić uzależniające nas treści. Jak do szkoły przyjdzie jeden dzieciak z tabletem i zakitra się z nim w tylnej ławce, to za tydzień będzie już cała grupa.
A co z kolei, jeśli uczeń miał lekturę wgraną właśnie na telefon? Nie jest to może najlepszy dla wzroku sposób czytania, ale skoro patrzą się godzinami w TikToka, mogą i w Mickiewicza. Niedawno zadebiutowała apka mobilna Wolnych Lektur i to dla przeciętnego nastolatka najprostszy sposób na dotarcie do wielu lektur. Tu jest jednak wyjątek, wspomniany wyżej jako „proces dydaktyczny”, podczas omawiania na polskim telefon można by mieć.
Pewnym rozwiązaniem może być zakaz smartfonów oraz wymóg pozostawiania wszystkich innych w trybie samolotowym. Albo określenie wprost, jakie kategorie urządzeń są dopuszczalne, np. właśnie czytniki książek z ekranem z papieru elektronicznego.
A czy spotkaliście się w praktyce w szkołach z zakazem korzystania z czytników? Jak według Was ten zakaz smartfonów zrealizować, żeby nie dotknąć młodych zapalonych czytelników?
Pytanie w ankiecie skierowane jest do czytających nas uczniów, rodziców, lub nauczycieli. Jako „szkoła” – rozumiem szkoły podstawowe i ponadpodstawowe.
Źródło ilustracji: OpenAI.



No, jeśli zakażą wszystkich ekranów w szkole to nie będzie można korzystać z wszelkich elektronicznych tablic, bo to też de facto są ekrany 😛 Sam miałem taką w paru klasach lata temu gdy chodziłem do szkoły. Przypuszczam, że teraz są trochę powszechniejsze.
„Co z tabletami z e-papierem i czytnikami z Androidem? Tam też można odpalić uzależniające nas treści. ”
Czarno-białe (wiem, są kolorowe e-ink) z tą częstotliwością odświeżania i reakcji nie dają dopaminowego kopa.
Kłócił bym się – dobra książka potrafi dać kopa. No i psychologowie są raczej zgodni, że to nie urządzenie, a konsumowane treści są odpowiedzialne za fomo, brak koncentracji i inne zło tego świata.
Książka daje skupienie i koncentrację, bardzo pożądane umiejętności, social media wręcz przeciwnie. To nie jest ten sam rodzaj przyjemności. No i książka się kończy, a social media nigdy.
No nie wiem – wg mnie to ten sam rodzaj dopaminy (w ogóle nie ma innych), ale na pewno różnice między książkami a social mediami są na tyle duże, że pierwsze nie uzależniają, a drugie już tak 😉
Widziałeś kiedys kogoś kto np. na orbitreku na siłowni kompulsywnie przewraca strony czytnika, czytając książkę? :-)
Ja nie, a takich, którzy prawie spadają z maszyny, bo przez 30 minut non stop kręcą kciukiem po nowy filmik co 2 sekundy widzę mnóstwo.
To jednak inny rodzaj stymulacji, coś jak kubek kakao w porównaniu do amfetaminy.
Na orbitreku może nie, ale na rowerku stacjonarnym to i mi się trafiało książkę na czytniku zażywać 😅
Przewijaczy kciukowych owszem jest znacznie więcej, ale na orbitreku widziałem czytnik nie raz z dużą czcionką, a sam, jak ktoś już wspomniał, na stacjonarnym wyłącznie czytam
Jeden z pierwszych artykułów na tym blogu :)
https://swiatczytnikow.pl/czytanie-na-zimowym-rowerku/
Przerwa jest dla uczniów.
Absolutnie – dla uczniow a nie dla screen zombie… – przerwa to czas na interakcje z grupa rowiesnicza, „zresetowanie” glowy, zlapanie swiezego powietrza (zwlaszcza w szkole podstawowej) itp…
Osobiście rozszerzyłbym zakaz o smartwatche i tablety właśnie, a do tego co najmniej do ukończenia 16 roku życia. Plus połączyć z zakazem social mediów właśnie do wieku 16 lub 18 lat.
To wszystko jest i tak spóźnione o wiele lat, ale warto chociaż podjąć próbę.
A nie lepiej po prostu edukować w tym zakresie?
Powinno sie tak czy siak edukowac – na pewno nie zaszkodzi. Natomiast efekt uzaleznienia i wplyw bezwartosciowych tresci nie poddaje sie specjalnie procesowi edukacji – po prostu uzaleznia. Mam 13-latke w domu – mimo godzin rozmow podsuwania badan edukacji w szkole corka wciaz nie radzi sobie z samokontrola – klamie oszukuje przemyca itp byle tylko wkleic sie w jakas glupia apke…
do min. 16 roku zycia zakaz z uwagi na zgubny wplyw mocno rozwijajacego sie ludzkiego CPU… pozniej troche tak jak z alkoholem i papierosami – trzeba tlumaczyc ze syf ale wolna wola…
Popieram Lotnik1976.
Zawsze mnie wkurzało jak siostra mówiła „będziesz miał swoje (dziecko) to zobaczysz” przez co wszelka dyskusja mijała się z celem. Jednak muszę Wam tutaj napisać że – jak nie macie 13-14 latka w domu to nie wiecie o czym mówicie, ba! nawet jak macie to niekoniecznie wiecie – albo co gorsza nie macie pojęcia co robi Wasze dziecko.
Mój 14-letni syn miał sporo zajęć sportowych przez co jego dzieciństwo i młodość obyła się niemal bez telefonu (na tle równieśników to już w ogóle) – mimo to mam podobnie jk Lotnik1976 – dziecko kombinuje jak sobie pograć i ogólnie „siedzieć w telefonie”. W domu mamy jeszcze jako taką kontrolę, gorzej jest w szkole:
Jeśli chodzisz do szkoły publicznej masz tam (dużą) szansę spotkać różnych ludzi: bogatych, biednych, mądrych, głupich kulturalnych a także dzieci mniejszej czy większje patologii lub nawet nie patologicznych ale ogladających jakieś patologiczne treści.
Za „naszych” czasów (tj 20-30lat temu) można było się od takich osób nauczyć brzydkich słów i tyle, nie wiem czego jeszcze, może plucia albo coś w tym rodzaju i koniec – dziś masz duże szanse ogladać z kumplami patostreamy czy jakieś „dziwne” treści – dzieciaki szalenie się wymieniają różnymi takimi rzeczami, krążą jak wirale po korytarzach szkół, są na bieżąco z wszystkimi, zwłaszcza najbardziej kontrowersyjnymi „tematami dnia” w internecie.
Proponuję każdemu kto jest przeciwny zakazowi: wejdz na jakieś sado-porno, jakieś patostreamy z biciem, zabijaniem zwierząt czy innymi strasznymi rzeczami i to ogladaj. OGLĄDAJ. Fajne? Zryło Ci mózg – bo mi by zryło. A co dopiero mojemu dziecku – niestety zwykłe powiedzienie „nie oglądaj tego” nie wystarczy bo często dzieciaki nie wiedzą co zobaczą a jeszcze częściej „kumpel odpalił taki filmik”. Z tego względu – edukacja tak, tak, tak, jak najbardziej ale jest po prostu niewystarczająca.
ps. Jakby ktoś szukał prostych wytłumaczeń typu: „a patologia jesteś(cie)” – ani ja ani osiedle na którym mieszkam prawie takich patologii nie doświadcza. Syn ostatnie 4 lata trenował żeglarstwo itd, ze smartfona i komputera wciąż korzysta w ograniczony sposób (granie raz w tygodniu – dla porównania wielu jego kolegów-ósmoklasistów gra… codziennie do nocy (co dla nas było szokiem ale tak naprawdę jest). Każdy swoje dziecko chwali ale mój syn naprawdę jest i dość zrownoważonym mądrym chłopakiem i relatywnie słabo uzależniony – a jednak i on „wsiąka” w ekran jak w masło i próbuje kombinować żeby mieć telefon choć ostatnie 4 lata gdy trenował żeglarstwo – dzieciaki tam miały często całoweekendowe zawody gdzie nawet nie brały telefonu bo w ogóle nie czuły potrzeby grzebania w nim – a teraz niestety muszę „walczyć z nałogiem”. Nie jest to też że 'nadrabia” – trochę dostępu mial i wcześniej, po prostu młodzież bardzo, bardzo mocno wsiąka w ekrany, zresztą, jak ktoś nie wie o czym pisze niech wsiądzie w tramwaj, autobus, kolejkę, zobaczy co robi młodzież.
Najprościej powiedzieć „trzeba edukować” albo „niech rodzice/dzieci same zdecydują” – to tak nie działa. Tak jak narkoman traci (częściowo) kontrolę nad swoim poczynaniem tak dzieciaki wręcz uzaleźniają się od ekranów. Nie rozumiemy tego bo jeszcze 15 lat temu nie było smartfonów – może już zapomnieliście ale tak, 15 lat temu telefon to był telefon, jakiś prosty fotoaparat i coś nieco tylko bardziej skomplikowane niż Snake, nie było tez patostreamów itp ba! Youtube powstał ledwie 20 lat temu ale i tak nikt nie oglądał filmików przez komórkę gdzieś do 2015 a może i 2020r bo nie miał takich limitów transferu więc taki naprawdę pełnoskalowy dostęp do internetu przez smartfony to jest ostatnie 5, góra 10 lat.
Nasza Corka gra w trzech orkiestrach – granie na komorce jest zakazane – konsola jest w piatek i sobote. Prob ma bardzo duzo – wtorek czwartek i piatek plus indywidualne lekcje. Mimo tego kazda wolna chwile probuje przemycic komorke – mimo ze ma limity czasowe na ekran udaje jej sie to bez problemow obejsc. nasz dom jest social media free – nikt z nas nie uzywa zadnych tego typu smieci wiec tutaj sprawa jest jasna ale znalazla sobie alternatywe – kanaly na WA… to jak walka z wiatrakami niestety. natomiast natychmiast jak (nad)uzyje ekranu jej cale nastawienie do rodzenstwa i do nas sie zmienia – robi sie duzo bardziej nerwowa opryskliwa itp… typowa ekranoza… jak przekroczy limit 2 godzin nastepnego dnia ma phoneban – inne dziecko… ot takie wyzwanie rodzicielskie w XXI wieku…
Tak, WhatsApp nie jest taki niewinny, jak mogłoby się wydawać – wszystko przez te nieszczęsne kanały. Może warto wprowadzić jakiś limit na tę aplikację, np. 20-30 minut dziennie. Wtedy dziecko będzie musiało odpowiednio gospodarować czasem i powinno przeznaczyć go na komunikację, pisanie wiadomości, a nie na oglądanie kanałów…
Nauczyla sie jakos te limity obchodzic – kazda firma z branzy tech kombinuje jak umozliwic byc podpietym…
No tak, już nie chciałem się rozwijać (i tak napisałem wypracowanie a ledwie liznąłem jednej kwestii) wiadomo sam WhatsApp to jedno ale mamy hejty, wyrzucanie z grup itp – dzieciaki już w 5-6 klasie doświadczają „fali”, hejtu i różnych innych form agresji – bez porównania bardziej okrutnych i nieludzkich niż gdyby to robiły w realu.
Dezintegracja, nerwowość, problemy społeczne, zerwane więzi społeczne w klasie… jest tego cała masa ale zaraz by się zaczęła dyskusja co w jakim stopniu jest winne – choć gdyby to wszystko rozłożyć na czynniki pierwsze to byłby ban za szkodliwość jak przy narkotykach, jednak świadomość dopiero rosnie.
Moga korzystać z ekranów ale tylko umiarkowanym limicie czasowym oraz – najważniejsze – tylko pod nadzorem/opieką – bo dzieci same z siebie nie potrafią sobei czasami poradzić z hejtem, nie wyczuwają niewłaściwych zachowań i/lub uznają rozmaite zachowania za normalne – a potem rodzice się dziwią „skąd to, dlaczego moje dziecko jest takie/to zrobiło itp”.
Wiadomo że szkoła to dżungla ale niech ona będzie analogowa, jest wtedy z 5x mniej brutalna.
W klasie syna nauczyciele i rodzice starają się panować nad sytuacją – było nawet raz zebranie rodzicielskie poświęcone temu jak dzieciaki zachowują się na grupach, nawet pomogło… trochę… ale bardziej pomogło wytłumaczenie dziecku żeby unikał niektórych sytuacji, rozmów, żeby nie przejmował sie niektórymi zachowaniami itd itp. Tylko siedź non stop nad/z dzieckiem i mu doradzaj, podpowiedź – to raz a dwa to i tak tego nie możesz zrobić gdy jest w szkole.
A i tak mój syn jest raczej dość lubiany w klasie i nie ma konfliktów… czasami zastanawiam się czy niektórzy inni rodzice zdają sobei sprawę z tego co mają w szkole ich dzieci – ale nie, nie, nie będę się wtrącał – nie są to bowiem zdarzenia drastyczne w których miałbym obowiązek zareagować, raczej takie średniego kalibru ale świata nie zbawię, pilnuję tylko żeby moje dziecko wyszło z tego bez szwanku a inne – no trudno, jest szkola, nauczyciele, ich rodzice…
Nie, poczytaj np. o Dark Paterns w social mediach. Całe rzesze specjalistów od psychologi, socjologii, algorytmów pracują na tym, żeby skrolować i klikać. To jest celowe i świadome. To jak walka np. z koncernami tytoniowymi
W szkole powinno zabronić się wszystkich urządzeń elektronicznych dla uczniów. Stare metody powodują konieczność przestawienia się na inną orientację wyszukiwania informacji. Książka nie ma szukajki tylko samemu trzeba wyszukać fragmentu. Do tego wymusza tą samą wersję lektury. Często wersje na czytnik nie są z wzorcowanymi wersjami lektur np.: przypisy. Co gorsza tak przyzwyczailiśmy się do wygody wykorzystania elektroniki, że jak się wyśle ludzi do starego archiwum to znikają na pół dnia i nie zawsze wszystko znajdą. Tak miałem w pracy, że tylko kilka osób potrafi posługiwać się starymi kartkowymi katalogami, a większość narzeka, że trzeba to przenieść cyfrowo. Tylko stare akta wyciąga się raz na kilka lat i to do innych prac niż bieżące projekty.
Mój syn ma zaburzenia sensoryczne i (podobnie jak ja) nie znosi dotyku papieru. Do tego ze względu na szczególne potrzeby edukacyjne, na czytniku ma ustawioną czcionkę dla dyslektyków, która pomaga mu w zrozumieniu tekstu. Innymi słowy: albo będzie czytał na czytniku, albo wcale.
Co sugerujesz w takiej sytuacji?
Już się zaczyna…
Snake na czytniku to nadal uzależnienie od ekranów.
Poza tym są tablety z e-ink, czytniki z Androidem itd, rozmaite urządzenia pośrednie.
Nauczyciel ma poddawać urządzenia ekspertyzie??? Bzdura.
Z tego względu trzeba zakazać wszelkiej elektroniki – łącznei z zegarkami – nie są potrzebne uczniom w podstawówce.
Mam ósmoklasistę (więc jego już zakaz dotyczył nie będzie) ale wiem co się dzieje w szkołach i naprawdę nic się dzieciom nie stanie jak będą mieć zakaz.
A te wszystkie opowieści: „bo tu mam książkę”, „bo w telefonie mam notatki (zdjęcia)”, „bo muszę przygotować prezentację i potrzebuję dostępu do Wikipedii”, „bo potrzebuję dostępu do internetu do nauki” to ja znam. Nie macie pojęcia jak dzieciaki się uzaleźniają od ekranów – i w szkole w której nikt nie ma czasu żeby każdego z osobna pilnować (to nie to co w domu, nauczycieli w szkole jest mniej niż dzieciaków – jakby ktoś nie wiedział).
Dlatego – zdecydowanie – lepiej zakazać niż robić jakieś wyłączenia a potem ekspertyzy czy dotyczy to też czytników z Androidem, a bez nie, czytników wszystkich czy tylko z kolorowym e-ink (a dlaczego?), tudzież zwykłych tabletów ale z e-ink. To po prostu rozprasza dzieciaki a poza tym one są takie zdolne że rolki i patostreamy odpalą i na smarwtchu – więc nie, nie – mam odmienne zdanie od Pana Roberta i mam nadzieję że nie wylejemy zakazu z kąpielą i nie zrobimy z tego bezzębnej protezy, kolejnego udawanego albo pseudozakazu. Najlepiej by było gdyby dzieciaki miały zakaz do 16 r.ź. korzystania z interntu bez opieki/nadzoru.
W szkolach podstawowych powinno być nauczanie przy pomocy tradycyjnych metod. Jest to czas kiedy dzieci powinny nauczyć sie korzystać ze swojego mózgu i rozwijać jego możliwości. Umiejętność samodzielnego myślenia, logicznego rozumowania, rozwiązywania problemów, umiejętność pisania ręcznie (kaligrafia). Używanie wszelkiego rodzaju „protez” różnego rodzaju w tym okresie jest tylko pozornym ułatwieniem (eufemistycznie określanym „nowoczesnością”). W rzeczywistości upośledza to rozwój tych młodych ludzi. Na wszelkie „nowinki technologiczne” przyjdzie czas później a wtedy rzeczywiście będą one traktowane jako narzędzia do dalszego rozwoju a nie jak się obecnie dzieje, że dzieci/młodzież jest bezwolnym towarem dla wszelkiego rodzaju struktur.
Powiem tak. W bibliotece szkolnej szanse na wypożyczenie lektury są bliskie zera (nie wnikam czemu tak jest). Rozwiązaniem jest biblioteka publiczna (szanse podobne jak w szkolnej), kupno książki (niepotrzebny zakup jednorazowy) albo wolne lektury na kindlu. I co mam w takim razie zrobić? Mam bezsensownie wydawać kasę na książkę, której nikt nie potrzebuje? Warto czasem pomyśleć i wychowywać dziecko tak by wiedziało, gdzie są granice korzystania z telefonu
Ja wiem, że to jest strona poświęcona czytnikom i wiele osób – z różnych powodów – przedkłada e-booki nad książki papierowe. Ale chyba jednak ważniejsze jest to, co czytamy, i fakt, że w ogóle czytamy, a nie to, w jaki sposób (na papierze lub na czytniku) czytamy.
Dlatego ogromne zdumienie wzbudził we mnie powyższy post, w którym przeczytałem, że kupno papierowej książki jest „niepotrzebnym zakupem” i „bezsensownym wydatkiem”. Naprawdę nie wiem, jak można w taki sposób oceniać zakup książki dla dziecka (niezależnie od tego, czy to jest lektura, czy nie).
Poza tym – pamiętajmy – zakaz ma dotyczyć korzystania z określonych urządzeń W SZKOLE. Dziecko będzie mogło bez przeszkód czytać lekturę na czytniku w domu, w podróży i w każdym innym miejscu. Lektur się raczej nie czyta w szkole.
A wychowanie… jasne, trzeba wychowywać i edukować, ale skala zjawiska jest tak duża, szkody olbrzymie, mechanizmy tak uzależniające, że sama edukacja nie wystarczy.
Ile lektur szkolnych zdarzyło Ci się przeczytać już po skończeniu edukacji? Mi dokładnie jedną – Mała apokalipsę Konwickiego. Swojego zdania nie zmienię. Nie wszystkie książki są potrzebne w domowej biblioteczce. Czy zbieractwo książek to jakiś wyznacznik mądrości życiowej? Tego magicznego elitaryzmu głoszonego z dumą przez czytających książki?
W moim przypadku np. książki papierowe to kompletnie poroniony pomysł. Szkoda mi po prostu miejsca na zbieracze kurzu.
A co do rad, kiedy dziecko ma czytać, to sobie daruj. Czemu dziecko ma czytać wyłącznie poza szkołą? Jakiś aksjomat? Ma przerwę, ma czasem okienko i czemu tego nie wykorzystać na kundla? Lekkiego urządzenia, które nie obciąży zbytnio i tak przeładowanego plecaka. Poza tym na lekcjach podczas omawiania lektury, dzieci korzystają z książek (sic!). Czasy się zmieniły
Tak jak pisałem wyżej, ze względu na zaburzenia sensoryczne (dotyk papieru) i szczególne problemy edukacyjne (konieczność używania czcionki dla dyslektyków), mój syn albo czyta na czytniku, albo wcale.
Dlaczego chcesz uniemożliwić mojemu synowi czytanie książek w szkole?
Ja jestem za zakazem. Myślę, że korzyści z zakazu używania urządzeń jednak przewyższą ewentualny brak możliwości poczytania na czytniku. Najgorzej jak zaczną wpisywać wyjątki w ustawę – od razu zacznie się kombinowanie.
Jeszcze tylko chciałam się odnieść do twojego akapitu o tworzeniu notatek na tablecie. Czy naprawdę jest to popularne w podstawówce? Wydaje mi się jednak, że na tym etapie edukacji, to zeszyt powinien być narzędziem do notowania.
Jestem na pewno przeciwny telefonom na lekcjach. W szkole moich dzieci jedna z nauczycielek angielskiego w ramach procesu dydaktycznego każe dzieciom wyciągnąć telefony i grać w gry. Takie coś nie powinno mieć absolutnie miejsca.
W szkole mamy zakaz używania bez zgody opiekunów. Czyli jak się coś dzieje to uczeń idzie do dyżurnego nauczyciela czy pani ze świetlicy i prosi o możliwość zadzwonienia do rodziców. I to jest wg mnie ok.
Nie, nie i jeszcze raz nie.
Po pierwsze – jak już wspomnieli przedmówcy – trudno byłoby wytyczyć granicę pomiędzy dozwolonymi a niedozwolonymi urządzeniami (kwestia telefonów z ekranem e-ink, kolorowych czytników z Androidem itp.), co może stwarzać pole do nadużyć.
Po drugie, to, że większość lektur przeczytamy na czytnikach, nie oznacza, że dzieci robią to powszechnie. Robert przecenia polskie dzieci w tym względzie :-) Poza tym lektury czyta się raczej poza szkołą. A na przerwach dzieci powinny się ruszać, a nie czytać. No i dzieciom w wieku, którego dotyczyć ma zakaz, wygodniej jest czytać książkę w wersji papierowej (ale to temat na dłuższą wypowiedź). Dlatego ewentualne szkody wynikające z zakazu (tytułowe wylewanie dziecka z kąpielą) będą minimalne.
Poza tym spójrzmy prawdzie w oczy: lektura wgrana na telefon jako argument za korzystaniem z telefonu w szkole to taka sama ściema jak punkt pocztowy Żabka.
To i ja dodam parę słów od siebie.
Mieszkam we Włoszech i mam dwie córki w liceum. W tym roku wprowadzono zakaz używania telefonów w szkołach. Z tym, że u jednej zakaz jest nawet na przerwach, a u drugiej tylko podczas lekcji (chyba, że akurat są potrzebne do zajęć).
W ubiegłym roku, gdy nie było jeszcze zakazu, były lekcje, że telefony się wyłączało i składało na biurku nauczyciela.
Co do czytników i tabletów: nie ma zakazu używania (niektórzy robią notatki na tabletach, albo są omawiane lektury).
Jestem zadowolona z zakazu, bo to zawsze kilka godzin, gdzie ich wzrok odpoczywa od niebieskiego ekranu (chociaż nie do końca, bo w klasach są e-tablice), zwłaszcza, że dla młodszej telefon jest przedłużeniem ręki!
Takie pokolenie.