
W jaki sposób podejmujemy decyzje o zakupie czytnika?
Jesteśmy różni i do wyboru czytnika podchodzimy na różny sposób. Niektórzy po prostu kupują pierwszy model, jaki im się nawinie lub jaki jest w promocji. Inni przeprowadzają wielomiesięczne poszukiwania, czasami zamawiając i zwracając, bo coś im nie pasuje.
Na tym blogu często staram się pomóc w decyzji, w moich testach, porównaniach czy przewodnikach. Robiłem nawet porównania różnych marek.
A co na ten temat mówi psychologia?
Spis treści
Paradoks wyboru
O tym, jak można podejmować decyzje zakupowe, pisał kilkanaście lat temu psycholog Barry Schwartz, w wydanej także w Polsce książce Paradoks wyboru. Cechą immanentną dzisiejszego życia jest to, że wciąż musimy o czymś decydować, a dostępne opcje wydają się nieograniczone. Od tego, co zjeść na śniadanie, przez to jaki sprzęt kupić, aż po wybory życiowe, np. pracy, czy partnera. To może nas męczyć, a czasami wręcz paraliżować.
I tak samo jest z wyborem urządzenia do czytania e-booków. Po raz pierwszy pisałem o tym 11 lat temu w artykule Paradoks wyboru, czyli jak wybieramy czytniki.
Już wtedy ludzie mieli dużo problemów z decyzjami. A dziś jest jeszcze gorzej. Mamy w Polsce sześciu liczących się producentów czytników, każdy z nich sprzedaje po kilka modeli. Łącznie więc mamy na rynku kilkadziesiąt urządzeń.
Jak się okazuje, to jak łatwo wybrać nam czytnik zależy od tego, czy jesteśmy maksymalistą czy satysfakcjonistą.
Koncepcję dwóch podejść do zakupów stworzył jeszcze w latach 50. ubiegłego stulecia Herbert A. Simon, zdobywca nagrody Nobla z ekonomii w 1978 roku. Wspomniany wcześniej Barry Schwartz rozwinął ją bardziej pod względem praktycznym.
Maksymalista
Maksymalista (ang. maximizer) to człowiek, który szuka po prostu najlepszej opcji i chce być jej absolutnie pewien.
Kupując telefony, komputery, aparaty fotograficzne tacy ludzie przerzucają się wynikami benchmarków, porównują oceny testów, no i wszystkie możliwe parametry techniczne.
Taka osoba pyta na forach „jak najlepszy czytnik za 600 zł”, albo „chcę najlepszy notatnik do pracy”. Będzie czytać rankingi, pytać jaki jest „TOP 3 najlepszych czytników e-booków”. No, a portale chętnie takie zestawienia podsyłają.
Wciąż są czytelnicy, którzy wymagają ode mnie właśnie takiego podejścia do testów. Szukać obiektywnych mierników! Ile czasu wytrzyma na baterii. Ile to będzie zmian stron. Jak jest współczynnik kontrastu. Jaka jest wydajność aplikacji Androida. I niech na końcu będzie ocena w procentach. Czy dam konkretnemu modelowi 85% czy aż 97%.
Maksymaliści marzą o tabelkach, w których każdy parametr ocenię w skali 1-10, nadam odpowiednie wagi, utworzę ostateczną ocenę, po której będzie można posortować tabelkę i powiedzieć, że NAJLEPSZYM CZYTNIKIEM JEST [i tu wpisz nazwę].
Dla maksymalisty rosnąca liczba opcji do wyboru (np. modeli urządzeń) będzie koszmarem, bo gdzieś może kryć się jeszcze jakaś opcja, o której nie poczytał, której nie przetestował i nie ocenił. I dlatego maksymalista rzadko jest w pełni zadowolony – bo zawsze istnieje coś, co mogłoby być jeszcze lepsze
Wielu maksymalistów jest też perfekcjonistami, czyli takich najlepszych rezultatów oczekują w całym życiu, choćby w pracy.
Satysfakcjonista
Odwrotnością maksymalisty jest satysfakcjonista (ang. satisficer) – to ktoś, kto szuka rozwiązania „dostatecznie dobrego”, choć niekoniecznie najlepszego.
Taki człowiek określa najpierw cel, jaki chce osiągnąć – czyli – na czym mu w czytniku zależy, a potem wybiera ten, który spełnia podane warunki, bez szukania dalej. Duża liczba możliwych opcji nie musi tu przeszkadzać – może tak być, że już pierwsza czy druga sprawdzona opcja wystarczy.
No i nie ukrywam, że jestem zwolennikiem tego podejścia. Czytnik ma służyć do czytania, a nie do bicia rekordów. Nieraz ludziom radzę: jeśli nie wiesz czego szukasz, to wybierz jakiś podstawowy model, a potem się zobaczy.
Maksymaliści będą szukali tak długo, aż będą przekonani, że dokonali najlepszego wyboru. A po zakupie może się szybko okazać, że przecież nie uwzględnili jakiegoś czynnika, który jest ważniejszy, a… niemierzalny – na przykład wygody obsługi.
Z drugiej strony satysfakcjonizm posunięty do granic może oznaczać akceptację bylejakości. Czasami widuję ludzi, korzystających z czytników, gdzie strony zmieniają się 5 sekund, albo korzystających z pirackich plików, które wyglądają beznadziejnie. Kupując nowszy model, albo oficjalny plik mieliby znacznie większą wygodę – oczywiście przy założeniu, że mają na to środki. Taka osoba nieraz jednak macha ręką i stwierdza „jakoś mi się czyta”.
Oczywiście obie te postawy nie są zerojedynkowe. Schwartz pisał o „skali maksymalizmu”, czyli tym, jak bardzo zdeterminowani jesteśmy, aby szukać lepszego rozwiązania. Czasami jest też tak, że w danej dziedzinie zadowalamy się byle czym, w innej rozglądamy się miesiącami. Ktoś potrafi za telefonem chodzić przez rok, ale ciuchy kupuje pierwsze lepsze. Nieraz jest i tak, że im więcej na dany temat wiemy, tym większe wymagania zaczynamy mieć. Czytniki z oddali wydają się być jednolitym lasem, ale im więcej artykułów czy filmów wpada – tym bardziej widzimy pojedyncze drzewa i różnice między nimi.
To, jak się zachowujemy, ma też pewne tło socjologiczne. Brytyjski ekonomista, Fred Hirsch twierdził, że im bogatsze jest społeczeństwo, im więcej podstawowych potrzeb mamy spełnione – tym większymi maksymalistami jesteśmy, bo „wystarczająco dobre” nam nie wystarcza. Poszukiwanie najlepszego rozwiązania bywa też sposobem na podkreślenie statusu, szczególnie gdy w wyborach konkurujemy z innymi. Choć wydaje mi się, że może mieć to znaczenie przy kupnie samochodu, ale raczej nie czytnika.
Jak czytać testy czytników?
Niektórzy czytelnicy moich testów czytników zarzucają mi, że to nie są właściwie recenzje, a instrukcje użytkowania, bo raczej pokazuję jak z takiego czytnika się korzysta, niż go oceniam.
I faktycznie, unikam jednoznacznych ocen w rodzaju „gwiazdek” czy procentów. Nie wyliczam też jednoznacznie wad i zalet.
Jednocześnie, gdy kupuję, wypożyczam czy dostaję czytnik do testów, staram się korzystać z niego dłużej niż standardowy tydzień lub dwa. Tak, aby mieć perspektywę użytkownika, a nie dziennikarza technologicznego, którym nie jestem i nie chcę być.
Przyjęcie takiej perspektywy ma wiele praktycznych konsekwencji.
Np. testowanie baterii. Jeśli mam telefon, to liczy się dla mnie to, aby wytrzymał cały dzień na baterii, ale również jeśli wyjdę z domu z 25%, to żebym był w stanie jeszcze z niego korzystać i wrócić, nawet jeśli będzie to oznaczało konieczność włączenia oszczędzania energii.
W przypadku czytnika liczy się to, żeby nie biegać do ładowarki tak często jak w przypadku telefonu, no i żeby komunikat o padniętej baterii nie zepsuł mi parugodzinnej jazdy pociągiem.
Przy czym, umówmy się – pojemność baterii, to już dziś nie jest rzecz najważniejsza, bo w plecaku praktycznie zawsze mam ze sobą powerbanka i wiele osób też ma, bo telefony padają często.
Albo jakość ekranu. W moich dawnych testach dokładnie przyglądałem się podświetleniu, czy jest równomierne, jaki ma odcień, co się z nim dzieje. Nie bez przyczyny, bo wiele czytników miały pod tym względem problemy. Ale dzisiaj coraz częściej ekran nie sprawia żadnego problemu. Mogę się doszukiwać drobnych nierówności, ale na co dzień jakie to ma znaczenie?
Oczywiście nadal mógłbym wrzucać zdjęcia do Photoshopa i sprawdzać pipetką czy oświetlenie po lewej nie jest aby o 0,3% większe niż po prawej. Ale jeśli tego nie zauważam gołym okiem – po co mam sprawdzać?
No i kwestia szybkości czytnika. W przypadku czytników z Androidem dawniej kryterium sukcesu było to, czy cokolwiek da się uruchomić i czy będzie w ogóle używalne. Bywały czytniki, gdzie uruchomienie aplikacji Kindle zajmowało minutę. Dzisiaj sięgam po najnowsze modele Onyxa, no i po prostu korzystam tam z Kindle, w ogóle nie zastanawiam się nad wydajnością. Problemy są dopiero, gdy jej zabraknie.
Mógłbym korzystać np. z programów do benchmarkowania, które mi pokażą o ile % firma przyspieszyła procesor w nowszej generacji. I może faktycznie to niektórych zachęci do zakupu. Ale czy to, że jeden czytnik jest od drugiego szybszy o 10% będzie miało przełożenie na codzienne korzystanie?
Dzisiejsze benchmarki starają się nieraz symulować codzienne korzystanie, pokazują więc wydajność urządzenia w różnych zastosowaniach. Ale takich, które byłyby dostosowane do tabletów z e-papierem, chyba wciąż nie istnieją.
A tymczasem ja nie szukam czytnika idealnego, tylko odpowiedzi na pytanie: czy korzysta się z niego faktycznie.
Zadowoleni z decyzji?
Ostatecznym efektem naszej decyzji o wyborze czytnika jest to, czy będzie nam się z niego dobrze korzystało.
We wspomnianym artykule o paradoksie wyboru umieściłem ankietę z pytaniem „Czy jesteś zadowolony/a ze swojego wyboru ostatniego czytnika?”.
No i gdy patrzę dziś na wyniki – są zaskakujące.

92% z czytelników odpowiedziało, że tak – bez wątpliwości. 7% początkowo wątpliwości miało. A jedynie 13 spośród 1485 osób powiedziało, że nie.
To by wskazywało na to, że decyzje o kupnie czytnika podejmujemy na tyle racjonalnie, że niezależnie od efektu – jesteśmy zadowoleni! Ostatecznie przecież czytnik zbliża nas do słowa pisanego i pozwala się zanurzyć w ulubionych książkach.
A jak to wygląda w roku 2025?
W wynikach ankiety, które pokazałem wyżej jest jednak pewien haczyk. Tamten artykuł pochodzi sprzed 11 lat, gdy czytniki, jak wskazuje ich nazwa – służyły głównie do czytania.
Dziś te urządzenia są bardziej skomplikowane, na niektórych nie tylko czytamy, ale też notujemy czy pracujemy. Być może trudniej nam się jest też przesiąść ze starszego modelu na nowy, bo mamy pewne oczekiwania czy doświadczenia.
Oto więc nowa ankieta, z tym samym pytaniem. 😉
A czy Wy, kiedy kupujecie nowy czytnik, jesteście bardziej maksymalistami i szukacie najlepszego rozwiązania, czy raczej wybieracie to, które jest „wystarczająco dobre”?
Grafika: midjourney



Byłem bardzo zadowolony z mojego Kindle PW5 dopóki Amazon nie zablokował możliwości ściągania plików z książkami. Teraz nie jestem zadowolony i szukam czegoś innego.
Chyba tobie zablokował.
Zapewne chodzi o możliwość ściągania ebooków z Kindle Store, którą zablokowano niedawno.
Jestem właśnie świeżo po kupnie nowego czytnika. Po dwóch miesiącach zastanawiania, czytania recenzji, wątków na forach i reddicie, ostatecznie padło na Inkpada 4. Czyli czytnik który przegrał prawie każdą recenzje porównawcze z konkurencją, głównie Kobo Sage i Boox Go 7.
Wszędzie narzekali na powolne działanie, albo ograniczone możliwości względem czytników z Androidem. Tylko że ja chciałem 8-calowego czytnika do epubów i skanów pdf głównie w rozmiarze klasycznej książki. Do tego miałem już Pocketbooka Touch HD3, znam jego system operacyjny, i wiem że Koreader dobrze się z nim integruje. Wszelkie pozostałe możliwości, czy ich brak, to rzeczy drugorzędne.
Więc z pełną świadomością kupiłem „kiepski” czytnik i jestem zadowolony.
Aczkolwiek byłem bliko kupna Boox Go 10.3, gdyby nie brak podświetlenia.
Mam dokładnie bardzo podobnie. Potrzebowałem czytnika 8 cali i walczyłem między Kobo Sage a Inkpad 3 Color. I mimo że wolę Kobo (przyciski z boku to zbawienie), to przestraszyła mnie opinia o baterii, więc zdecydowałem się zaryzykować z Pocketbookiem, który miał być powolny i się wieszać co chwila. Mija miesiąc, a ja jestem szczęśliwy z wyboru (chociaż gdyby teraz wypuścili Sage 2, to jednak bym się pogniewał :D).
Każda kategoria oprócz 'zbędne’ to zwykle tylko parę cech:
* musi mieć (cechy konieczne)
* może mieć (przydatne, ale niekonieczne, w tym niektóre przyzwyczajenia)
* może nie mieć (zbędne, nie będę z tego korzystał)
* nie może mieć (absolutnie nie chcę tego)
Jeśli zostanie więcej niż jeden model, kieruję się ceną.
Mam tak w przypadku wyboru klawiatury.
1) Musi mieć rozmiar 65% lub 75%. Ewentualnie 96%. I mieć oprogramowanie, które pozwala zmienić funkcje klawiszy (Control na pozycji CapsLocka to absolutna podstawa).
2) Może mieć pokrętło (domyślnie do zmiany głośności).
3) Może nie mieć: RGB, choć jakiekolwiek podświetlenie powinna mieć.
4) Nie może mieć prawego Alta w rozmiarze 1u (to wyklucza pona 99% klawiatur w ww. rozmiarach).
Efekt – jest jeden model, który wypełnia te punkty, ale ma inne wady, których nawet się nie spodziewałem (np. 6KRO). Używam go tymczasowo, ale nie jestem do końca zadowolony i czekam na lepsze modele spełniające te wymagania.
PS. Zdecydowanie jestem maksymalistą, choć akurat nie zastanawiam się przez kilka miesięcy, tylko w max. 2 tygodnie przesądzam, że coś się nie nadaje (tak miałem np. ze Scribe).
W sumie przy klawiaturze też mam sporo wymogów z racji że piszę bezwzrokowo. Np. długi Backspace, podwójny Enter, duży Control z lewej, nie mieszający się z jakimś Fn. W efekcie od ok. 8 lat korzystam z jednego modelu (K280e). Pewnie są lepsze, ale do tej się przyzwyczaiłem.
Dla mnie nie ma właściwej odpowiedzi w tej ankiecie. :)
Bo po zakupie nowego czytnika (PW5) byłem zadowolony, ale dziś jestem już mniej. I dziś wybrałbym co innego (mimo że PW5 to wciąż topowy czytnik).
Dlaczego go kupiłem? Bo wcześniej miałem Classica, z którego byłem BARDZO zadowolony. Więc siłą inercji zostałem w ekosystemie.
Po czasie jednak ujawniło się sporo mniej lub bardziej drobnych mankamentów oraz frustrujących ograniczeń.
To dobra okazja żeby wytknąć pewną niezręczność sformułowania punktu 2
„Tak, choć na początku były wątpliwości”.
Przez to pytania nie obejmują 100% użytkowników, bo jeśli wątpliwości pojawiły się dużo później to nie ma co wybrać. Myślę, że intencją było zadać pytanie
„Tak, ale z zastrzeżeniami”.
;-)
Niestety zakup czytnika naszej rodzimej marki okazał się bardzo wielkim błędem.
Bardzo kiepski software, bardzo kiepski natywny reader, bardzo kiepskie wsparcie, nic nie dające kolejne aktualizacje firmware, mierna bateria. Jedyny plus to to że działa już 5 rok. Po podmianie launchera, readera i biblioteki.
Ja jestem gdzieś w środku skali, z niewielkim przechyłem w kierunku Satysfakcjonisty.
Przede wszystkim: unikam urządzeń „do wszytkiego”.
Wiem, że Smartfon robi „prawie wszystko” i oczywiście korzystam ze smartfona, ale mam aparat fotograficzny, latarkę, czytnik (-i), nawigację GPS, itd. -> czyli to wszystko, co teoretycznie robi także smartfon.
Do rzeczy: w czytniku dla mnie najważniejsze jest jak największe zbliżenie do odczucia zwykłego czytania książki.
Czyli:
– bardzo dobry, kontrastowy ekran
– wygodne trzymanie w rękach i zmiana stron
– brak rozpraszaczy (aplikacje, online, powiadomienia, nadmiar opcji)
– bateria, która nie doprowadza do szewskiej pasji :)
– miłym dodatkiem jest dobry tryb nocny
To wszystko.
Mam dwa czytniki, które są bliskie temu mojemu „ideałowi”: Kindle PW 7gen, Kobo Libra 2.
Dla mnie w czytniku im mniej, tym lepiej.
Nie notuję, nie instaluję aplikacji, nie chodzę nawet zbytnio po menu ustawień bo z reguły nie mam po co. Nie przeszkadza mi brak polskiego menu, itp, itd.
Online w czytniku jest mi prawie zbędny, z dokładnością do wysyłki książek via mail na Kindla.
Czuję się maksymalistą ale oferta rynkowa sprawia, że moje zakupy są raczej zgodne z profilem satysfakcjonisty. Od 5 lat mam Pocketbook’a Inkpad X i już przy zakupie był to pewien kompromis:
– ekran 10″ ale tylko 227 ppi
– klawisze fizyczne ale umieszczone nieergonomicznie
Urządzenie, po kilku poważnych naprawach (ostatnio podobno była wymiana płyty głównej i baterii – podobno, bo te same objawy wróciły tuż po upływie gwarancji na naprawę), jeszcze jakoś działa ale sprawia problemy i chętnie wymieniłbym je na nowe. Ale jakoś nie widzę dla siebie nic, co spełniałoby moje wymagania:
– czytnik (a nie notatnik/tablet),
– czarno-biały ekran 10″ 300 dpi,
– fizyczne klawisze po bokach ekranu (asymetryczny design w stylu PB Era albo Kindle Oasis mile widziany)
– dobra obsługa PDF (lub możliwość instalacji Koreadera)
Muszę więc zostać przy swoim obecnym urządzeniu, do czasu gdy ostatecznie padnie i będę musiał znaleźć jeszcze większy kompromis.
Mam Kindle pw5, jestem zadowolony bo działa, a nic więcej nie potrzebuję. Natomiast dzisiaj kupiłbym co innego z powodów politycznych. Np. kobo z Kanady.
To się często określa mianem fanatyzmu.
Albo „głosowania portfelem”, co brzmi dużo mniej strasznie…
Mam PW5 oraz Kobo Libra 2, czyli chyba siedzę okrakiem na barykadzie. Oba zresztą sobie chwalę, z lekkim wskazaniem na Kobo.
Tak długo jak nie znajdę czytnika, który ma dostępne słowniki (czytam po angielsku, hiszpańsku, niemiecku i francusku) oraz translatora, które świetnie sprawdzają się przy nauce kolejnych języków, nic nie przebije Kindle’a i Paperwhite’a. Gdy do 5 dodali nieco większy ekran i regulację barwy, to już w ogóle trudno się do czegokolwiek doczepić.
O samym systemie Amazonowym było tu już sporo, na ten moment da się to obejść, ale możliwe że będę szukać dalej, gdy domkną system, bo trochę oburza mnie koncept wykupowania licencji do książki za kilkanascie dolarów i niemożności pobrania jej.
Ale jesli ktoś z Was poleca czytnik do czytania w językach innych niż polski, to dajcie znać, może jednak stanę się maksymalistką :)
Kindle jeśli nie przeszkadza Ci pieprzenie się z coraz bardziej zamkniętym ogrodem Amazonu, ew. jesteś w stanie jailbreaknąć urządzenie – u mnie KOReader robi swoje, książki kupuje w księgarni Kobo, dużo łatwiej zdjąć zabezpieczenia i pliki czystsze niż to, co dostarcza Amazon.
Kobo Clara BW albo jakiś czarno-biały Pocketbook jeśli przeszkadza powyższe.
Ew. Kobo Libra Color jeśli nie przeszkadzają Ci wszystkie wady Kaleido.
Kupiłam w 2023 Pocketbooka Touch Lux 5 pod Legimi. Od początku miał chyba felerną baterię, po pół roku trafił do serwisu, gdzie wymienili nie tylko baterię, ale cały ekran i gniazdo ładowania. Od tego czasu działa, ale w porównaniu z Kindle PW 3 czyta mi się na nim o wiele mniej komfortowo (czcionka, układ tekstu, kolor podświetlenia, a przede wszystkim szybkość reakcji). Używam go tylko do apek Legimi i Empik Go.
Nie potrafię określić do jakiej grupy się łapię. Z jednej strony wymagam pewnych rzeczy, które czytnik musi mieć (pierwsza, to nie może się zawieszać), a z drugiej zupełnie obojętne mi są inne „udogodnienia”. Niestety, rozwój idzie nie w tą stronę i wymagane opcje raczej są wyłącznie w najbardziej rozwiniętych czytnikach.
Przykład: jaki polecacie czytnik szybki, niezawodny z dobrym słownikiem rosyjsko/ polskim?
O zawieszaniu się, to w ogóle nie pomyślałem. Jak się zawiesza, to dyskwalifikacja i można iść dalej.
Przykład nie ma dobrego wyboru, choć ogólnie najbliżej są Kindle. W sensie – szybki i niezawodny, a słownik może być problematyczny do zdobycia.
Na początku 2024 roku szukałem nowego czytnika. Wcześniej zawsze działałem jak maksymalista: najlepszy, najbardziej optymalny wybór, najwięcej funkcji itd… Tym razem ustaliłem tylko podstawowe wymogi: nie Kindle, bez Androida, z podświetleniem; jako „fajnie mieć”: fizyczne przyciski. Padło na Kobo Libra 2. Nie żałuję, jestem bardzo zadowolony i nie planuję zmieniać, aż czytnik padnie.
Kindle Classic 4. generacji używałem 10 lat, wymieniałem baterię, kiedy stara nie dawała się już naładować. Mam nadzieję, że Kobo posłuży mi równie długo.
Aż wstyd się przyznać – zakup Kindle Colorsoft to zwykły kaprys, zachcianka, jakaś chwila słabości i podjaranie – wow! kolorowy wyświetlacz! W momencie zakupu posiadałam już dwa urządzenia Kindle – PW 7″ i Kindla 10 – to akurat mam stale przy sobie w torebce z uwagi na mały rozmiar. Oba sprawne, używane na bieżąco. W sumie, to jestem zadowolona, ale uczciwie, to podczas użytkowania tego trzeciego najnowszego utwierdzam się w przekonaniu, że to emocje zarządziły zakupem wersji Colorsoft, wcale tak kolorowo nie wygląda ;)
Ja jestem maksymalistką własnej satysfakcji. Generalnie są rzeczy które DLA MNIE są ważne, niezależnie czy to czytnik czy telefon czy suszarka do włosów. Ale ok, w przypadku czytnika mam doświadczenie kilkunastu lat posiadania różnych urządzeń, więc jestem w stanie dość precyzyjnie wyrazić swoje potrzeby. Dlatego szukam sprzętów, które w ważnych dla mnie kategoriach są jak najlepsze, a w tych mniej ważnych mogą być ok. Dlatego ważne dla mnie jest dobrze obsługiwanie Legimi i dobra obsługa PDFów, ale audiobooki? A po co to komu. W telefonie ważniejsza jest dla mnie duża pamięć niż zarąbisty aparat. I tak dalej.
Ja ciągle jestem w obozie Kindle – PW 2 i Oasis 3. Nie mam pojęcia, co wybiorę, gdy padnie mi Oasis. Z jednej strony chciałbym jednak więcej funkcji i swobody, z drugiej strony Send to Kindle i ponad 2000 ebooków, z czego 80% w formacie mobi :) Nie mam kompletnie czasu przerabiać wszystko w Calibre
Ale po co przerabiać? Ustawiasz, żeby Calibre robiło auto-konwersję do EPUB przy wgrywaniu na czytnik i zapominasz o temacie.
(Cała konwersja trwa może sekundę na książkę)
Można też kupić czytnik z Androidem, odpalić apkę Kindle i czytać jak dawniej, o ile książki są w chmurze. :) Choć to raczej ma sens tylko jeśli w ebookach mieliśmy podkreślenia, zakładki, notatki itp.
Tak, apka Kindla jest b. wygodna i sprawia, że nie trzeba się trzymać kurczowo marki Kindle. Nawet nie trzeba mieć czytnika… przy sobie.
Mam od niedawna Onyxa Book go 7 colour i jestem zadowolony. Mam do niego, prócz rysika, pilota. Mam też porównanie bo to mój bodaj 10 czy 11 czytnik. mam kindla (jeszcze tego z klawiaturą) inne Kindle – po oasis 3, Kobo, inkboki (juz nie pamiętam nazw) – z androidem i innymi systemami. Bardzo ważne są dla mnie fizyczne klawisze zmiany stron bo np Oassis 3 niczym się nie różni od PW5 – tylko te klawisze. Kupując OB 7 Go colour porównywałem wiele podobnych czytników. Wyszło jak wyszło i jestem bardzo zadowolony. W życiu (chyba) nie kupię czytnika powyżej 10 cali. Mam taki duży tablet Lenowo (coś 12″) i jest to duże nieporęczne nie wiadomo co. Mam laptopa 13 cali i to jest to. Nie piszę tu by się chwalić co też to ja nie mam ale zasada jest prosta. Na czym mi się najlepiej czyta i wygodnie używa. Przez ten cały czas od pierwszego kindla z klawiaturą kupiłem ok 400 książek i przeczytałem ok 200. Niech każdy robi jak chce. Cena. ważny aspekt – ale kupujemy na lata.
Czytnik miał nie kosztować miliony złotych monet i to było też ważne. Musiał mieć fizyczne przyciski, dobry kontrast, opcje na audiobooki, gniazdo SD, nie musiał być online ,ponieważ książki kupuje we wszystkich możliwych księgarniach i wystarczy mi wysyłka w sklepie na czytnik i sklep musi mieć taką opcje 😁. Dla mnie gwarancja door to door była ważna. Dlatego padło na naszą rodziną markę i wszystko jest ok, tylko ta bateria 😡. Czytnik był w naprawie ( gniazdo ładowania)i musiałam za nią zapłacić, więc z tą gwarancją nie wyszło.
Dziś w sumie niewiele bym zmieniła, bo czytam tylko EPUB i audio, na kolorze mi nie zależy, nadmiar appek , innych opcji nie chce i nie szukam. Z perspektywy czasu jestem bardziej zadowolona niż nie, chociaż preferuje opcje maksymalisty, ale nie im więcej opcji tym lepiej tylko maksymalna zgodność do moich potrzeb. 😁
Zaznaczyłem w ankiecie, że nie jestem zadowolony z ostatniego zakupu.
Jest to Onyx Go 10.3. Po pierwsze okazał się dla mnie za duży, niewygodnie czyta się z ręki na tak dużym czytniku. Po drugie denerwują mnie problemy z ghostingiem w tym modelu.
Poza tym jest to świetny sprzęt.
Jestem maksymalistą i perfekcjonistą w 100%.
Zaznaczyłem w ankiecie, że nie jestem zadowolony z ostatniego zakupu.
PocketBook InkPad Color 3
Wady: bardzo wolno działa, wręcz masakrycznie, zero poprawy w stosunku do modelu touch lux 4. Oprócz tego, już raz był w serwisie – pęknięta samoczynnie obudowa obok gniazda ładowania.
Bardzo żałuję że nie wziąłem androidowego czytnika w formie smartfona – Onyx Boox Palma.
Moim pierwszym czytnikiem był Pocketbook Lux 3. To na nim odkrywałam radość czytania po nocach bez konieczności świecenia lampką po oczach mężowi :) Miał Dropbox, Legimi, podświetlenie. Zadowolenie z użytkowania: 100%. W kolejnych latach rodzina czytników powiększyła się o modele Lux 5 i kolorowe. I tu zaczęły się schody – problemy z baterią, wygaszaczem ekranu, nietrzymaniem daty i godziny itp.
W ubiegłym roku, po rozczarowaniach z Pocketami, skusiłam się na pierwszego Kindle’a w moim życiu – Paperwhite 6 SE. Ta szybkość działania, ten ekran – zakochałam się. Tak, wiem, że ma wady: problemy z Legimi, Empik Go, przesyłanie plików tylko on-line itd. Ale z drugiej strony jest szybki, lekki, ma dobrą baterię, podświetlenie. Nie potrzebuję więcej. Z Legimi głównie korzystam już do odsłuchu audiobooków na telefonie, czasami coś przeczytam na starym Pocketbooku, ale muszę być naprawdę zdesperowana :)
Do rodziny Kindle’a dołączył też recertyfikowany Scribe 2022 (był w atrakcyjnej cenie) – idealny dla męża, który jest zadowolny z szybkości działania słowników.
Podsumowując: Im człowiek starszy, tym bardziej dochodzi do wniosku, że nie trzeba mieć wszystkiego. Czasami za dużo bajerów przytłacza i odciąga od najważniejszej funkcji czytnika – możliwości czytania.
Mam PW 3, któremu za niedługo stuknie 10 lat. W tamtym czasie to był super wybór, ale mój sposób korzystania i z Kindle i z innych urządzeń trochę się zmienił na przestrzeni lat.
W tym momencie, przeglądając ofertę czytników zastanawiam się, czy kupując czytnik z Androidem, część czynności wykonywanych na telefonie albo tablecie, mogłabym przenieść na przyjaźniejszy ekran. Nie zależy mi na robieniu odręcznych notatek, ale myślę że korzystałabym na czytniku z Obsidiana (jako lokalny read-it-later), Anki i może aplikacji O’Reilly – chociaż to może być wygodniejsze na większym ekranie. Potrzebuję oświetlenia i słowników, kolorowy ekran byłby super, ale zwykły też pewnie da radę.
Powiedziałabym, że czuję się satysfakcjonistą, ale jednocześnie te nowe, konkretne zastosowania sprawiają, że koniec końców zerkam na te droższe czytniki. Chyba nazwałabym siebie kupującym ambicjonalnym.Takim, któremu się wydaje, że będzie czytał więcej, szybciej i lepiej na tym następnym sprzęcie :)
ja cały czas marzę o telefonie z dwoma ekranami – jednym zwykłym, a od spodu drugim – e-inkowym. Żebym mogła w jednej chwili przejść na czytanie tej samej treści jak z czytnika.
Jeśli chodzi o czytnik, to kilka lat temu kupiłam ówczesną wersję Paperwhite. Niby dobry, ale w praktyce leży nieużywany, bo czytam z telefonu, często z aplikacji abonamentowych.
Ale bardzo mi się podoba to rozróżnienie i trochę porządkuje moje doświadczenia z kupowaniem samochodu. Szukam teraz nowego samochodu, odwiedzam salony, porównuję specyfikacje. A koleżanka pyta „czemu nie kupisz po prostu Toyoty Yaris?” A ja mówię, że może kupię, ale chcę najpierw sprawdzić wszystkie inne opcje.
Zresztą mam wrażenie, że sprzedawcy bardzo nie lubią takich klientów, jak ja – na stronach ukrywają dane techniczne, utrudniają kopiowanie ich do tabelek, różnie nazywają poszczególne funkcje …
Ja mam czytnik Paperwhite II 6th gen zakupiony jeszcze na początku 2015 roku (czyli już ponad 10 lat). Do zakupu popchnęło mnie głównie podświetlenie by móc czytać wieczorami w łóżku a nie przy biurku z lampką nocną (tak czytałem nie przeszkadzać innym domownikom). Kosztował wtedy ok 450 zł na niemieckim amazonie i było to ok 1/4 mojej wypłaty więc z zamiarem kupna nosiłem się przez parę miesięcy, sprawdzając samego siebie, czy to aby na pewno nie jest fanaberia. Jednak ceny ebooków (często promocyjne), wygoda użytkowania, możliwość noszenia przy sobie opasłych tomiszczy bez wysiłku i wpomniane już podświetlenie przeważyły szalę. Cały czas jestem zadowolony. Bateria trzyma ponad tydzień, światełko działa, nic się nie zacina. Kto wie… może jeszcze moje wnuki będą czytać archiwalne manuskrypty z retro (w przyszłości już na 100% retro) urządzenia…
Podświetlenie było dla mnie jednym z argumentów przy zakupie pierwszego czytnika prawie 9 lat temu (żeby po oczach lampką nie świecić mężowi jak na przesłuchaniu :)). Wybór padł na Pocketbook i kolejne modele dla pozostałych domowników były tej samej marki. Gdy zaczęły im padać baterie i przestało działać automatyczne wyłączanie, zaczęłam dojrzewać do zakupu czegoś innego.
Rok temu stałam się szczęśliwą posiadaczką Kindle Paperwhite 6 SE. Pomimo kilku wad (problemy z Legimi, EmpikGo, przesyłanie plików on-line) mam nadzieję, że długo mi posłuży. Cenię go za szybkość działania, słowniki oraz dobry ekran.
onyx poke 3 kupiony końcem 2021r na podstawie lektury niniejszego serwisu z 750pln. Był wtedy bardzo polecany. Niestety w mojej ocenie zbyt szybko został zapomniany przez producenta i przestał dostawać aktualizacje. Działa do dziś. Bateria wystarcza na 1 dzień (1 książkę :-) ). porównując do kindle oasis ma tylko 1 zaletę – automatycznie pobiera i synchronizuje LEGIMI i tylko dlatego go trzymam. Szukam czegoś nowego – szybkiego tylko do legimi. Polecacie coś?
Niniejszego to chyba nie, bo Poke 3 nigdy nie recenzowałem (i w ogóle żadnego Onyxa 6″), ale czasami go tutaj polecano w komentarzach. To były jeszcze czasy gdy Onyx wypuszczał co chwilę jakiś nowy model.
A co do polecenia – jeśli mimo tego braku aktualizacji Poke 3 Ci pasował, to może Onyx Go 7, zwykły lub kolorowy?
Dwa lata temu testowałem Onyx Page, a teraz kończę test wersji kolorowej, może wreszcie po weekendzie będzie na blogu. Bateria to nadal nie jest mistrzostwo świata, ale dłużej niż dzień trzyma.
a nie ma czegoś tylko do legimi na parę lat – wysokiej jakości ekran, szybkość i pełna obsługa legimi z dodawaniem książek na półkę i obsługą audiobooków. Taki maksymalista tylko i wyłacznie do czytania, do legimi (ewentualnie empik itp)?
Miałem najnowszego PW kupionego na początku roku i początkowo byłem zadowolony. Szybko się jednak okazało, że ogranicza mnie on w notowaniu – po prostu jest to niewygodne. Ale ok, dało się przeżyć… Dopóki nie przesiadłem się na komputerze na Linuksa. Okazało się że Amazon nie wspiera tego systemu, nie ma swojej aplikacji. Wszystkie eBooki kupuję w polskich sklepach i wrzucałem w chmurę Amazonu, więc nie miałem webowego dostępu do tych dokumentów (bo właśnie tak je widzi Amazon).
Cała goryczy się przeleła. Zmieniłem telefon na znacznie większy, sprzedałem tak stary telefon jak i czytnik. Obecnie czytam poprzez Google Play Books na telefonie i nie ma problemów ani z notowaniem, ani z dostępem do notatek.
Oczywiście, brakuje mi nieco eink, ale świadomie brałem telefon z odpowiednim ekranem aby nie męczył oczu i spisuje się świetnie
Rozumiem że chodzi o przeglądanie podkreśleń i notatek na komputerze?
Zakładam, że znasz plik My Clippings.txt i możliwości jego użycia.
Akurat ta funkcja na Kindle for PC działa dopiero od bardzo niedawna, bo od początku 2024: https://swiatczytnikow.pl/kindle-for-pc-w-wersji-2-0-i-nowszych-wreszcie-widzi-nasze-podkreslenia-i-kolekcje-z-chmury/ – wcześniej też nie dało się ich przeglądać bezpośrednio na komputerze. Może da się ten program odpalić pod Wine?
Da się, ale to zwyczajnie za mało. Może się przecież zdarzyć, że zakreslasz jakiś fragment, a potem wracając do niego chcesz nieco więcej kontekstu – no i ten pliczek już tego nie załatwi
A appka Amazon Kindle niestety przez wine już od kilku wersji nie działa. Z Google ten problem w ogóle nie istnieje, bo Play Books są dostępne przez przeglądarkę na dowolnej platformie. Dodatkowo notatki automatycznie zapisują się na Google Drive. O ile więc czytanie na Kindle jest wygodne, o tyle platforma to totalne zacofanie jak dla mnie
Kiepsko działa na wine. Tylko w trybie wsadowym można używać (np. do konwersji). GUI nie działa.
Fajny artykuł.
Traktuje ten serwis i recenzje czytników trochę jak edukację, tzn zwrócenie uwagi które parametry są ważne. Ten serwis przekonał mnie że
* oświetlenie czytnika ma znaczenie. Miałem Kindle keyboard, zmieniłem na paperwhite z oświetleniem. Gigantyczna wygoda czytania wieczorem i ogólnie w każdych warunkach
* 300ppi ma znaczenie . Kindle keyboard miał 167 ppi. Widać postrzępione literki.
* 7 cali vs 6 cali to duża różnica (aż 30% tekstu więcej). Zmieniłem kindle paperwite 6cali na 7calowy i doceniam różnicę
* temperatura barwowa to miła rzecz, podnosi komfort czytania
* parametry procesora, ilość pamieci- czyli to co jest kluczowe w telefonach/komputerach nie ma w sumie znaczenia. I tak ich nie znamy, liczy się szybkość nawigacji, zmieniania stron, wyszukiwania
* że nie potrzebuję kolorowego czytnika (skoro czytam książki tylko) zwłaszcza że obraz mniej wyraźny niż na biało-czarnym
* że nie potrzebuję czytnika 10 cali – za niewygodny do trzymania jedną ręką.
Obecnie posiadam Kindle Paperwhite Colorsof, Kindle 11 2024, a żona ma Paperwhite 12 i 11. Jestem zadowolony z tych czytników chociaż trochę mógłbym ponarzekać na ekrany tych czytników, bo każdy jest jakby z innej parafii. Miałem Scriba pierwszej generacji i w nim ekran był jeszcze inny. Colorsof, to jeszcze zrozumiem, że ma ciemniejszy ekran, chociaż mi to nie przeszkadza, ale pozostałe czytniki mają różne barwy i kontrast. Mimo wszystko i tak pozostaję wierny Kindle, bo nigdy mi się żaden czytnik Amazona nie popsuł i jak sprzedawałem je to też dużo na wartości nie traciłem nawet po kilku latach. Miałem kiedyś Pocketbook’a starszej generacji i samoczynnie ekran wysiadł w nim tak, że tej firmie nie ufam, a innych czytników też nie chcę próbować, przynajmniej w najbliższym czasie.
Od lat czytam książki w wersji elektronicznej, pisałem tu kiedyś, że nawet na Atari Portfolio czytałem i na malutkim ekranie Sony Ericssona. Na czytnik zawsze szkoda mi było odrębnej kasy, zwłaszcza, że dość szybko przesiadłem się na tablet bo czytam głównie w domu i bardzo często późnym wieczorem czy nawet w środku nocy a gdy chciałem sobie poczytać w terenie to googlowa aplikacja zapewniała mi wystarczający komfort synchronizacji miejsca czytania. Tablet z OLEDowym ekranem w nocy robi robotę gdy czcionka jest zielona albo bursztynowa a tło jest idealnie czarne. Mojej żony nie niepokoiła niepotrzebna poświata. Pojawił się jednak temat z świeżą nastolatką na pokładzie, bo „skoro ona ma się nie wgapiać w telefon czy tablet to my też”. Finansowo zrobiło mi się na tyle komfortowo, że zacząłem się rozglądać za czytnikiem by ten argument zgasić. Wtedy trafiłem na Świat Czytników i już tu zostałem chyba na zawsze :) W międzyczasie przez prawie pół roku testowałem PW5 wypożyczony z biblioteki. Wcześniej jednak w domu pojawił się wypasiony kolorowy Boox 10-calowy dla rzeczonej córki w celach edukacyjnych. Szybko okazało się, że kolory w tej technologii nie są atrakcyjne dla dziecka. Do czytania książek jest jeszcze mniej poręczny od mojego Galaxy TAB S6. I na co padło? Na kolorową Erę. Celowałem w czarno-białą, ale pomógł mi jeden taki Donald, któremu udało się obiżyć wartość dolara na tyle, że kolorowa wersja zjechała poniżej tysiaka, który był dla mnie limitem. Czytałem mnóstwo Twoich testów Robercie ale finalnie w Erze urzeka mnie kształt. Każdy ma swoje preferencje, a mi to super robi jak się ją trzyma i używa. I to, że zadbali o zmianę działania przycisków przewijania przy zmianie ręki. No i jeszcze jeden aspekt jest istotny, w Pocketach świetnie jak na moje potrzeby działa przeglądarka. Czytam Twoje artykuły właśnie na czytniku, inne platformy też, głównie technologiczne, o czym córka nie wie :) Kolor mógłby nie istnieć w czytniku ale wziąłem tę wersję bo ma nowsze klamotki a nieco większa szybkość zauważalna jest własnie w przeglądarce. Super jest też etui wpinane w obudowę, dzięki czemu urządzenie jest niezwykle zgrabne. Niestety tryb nocny to spora poświata ale żonie na razie nie przeszkadza.
Z doświadczeń z Booxem wiem, że Android jest jednak słabą opcją, choć w naszym się sprawdza funkcjonalnie. Ale na razie producenci tych urządzeń nie przewidują aktualizacji Androida a w obecnym świecie trwanie na urządzeniu z systemem bez świeżych łatek bezpieczeństwa to trochę strach.
Jak widać wpisałem się chyba w tę grupę od satysfakcji i dobrze mi z tym :)
Podchodziłem do czytników jak pies do jeża. Jakieś 6 lat temu kupiłem swojego pierwszego Pocketbooka Basic Lux 2 na próbę i się zakochałem. Przez te lata od kiedy go kupiłem, kupiłem może z 5 fizycznych książek – całą resztę czytałem na czytniku.
Ostatnio zamordowałem ekran, chwilowo korzystam z Kindle’a żony. Ma pewne plusy w stosunku do Pocketbooka, ale minusów jest zdecydowanie więcej (zaczynając od tego, że całym sercem nie znoszę Amazona, więc nie chcę go wspierać), więc przymierzam się do kolejnego Pocketbooka.
Myślałem, że zdecyduję się na Verse Pro (bo bardzo zależy mi na 300ppi), ale ostatecznie uznałem, że chyba jednak wolę coś z nieco większym ekranem, więc poluję na dobrą promocję na Pocketbook Era.
Jestem zdecydowanie z obozu „wystarczająco dobre jest wystarczająco dobre”.
Czego nie lubię w czytnikach?
Gdy niby nowy model (wprowadzony na rynek w 2025 roku, nie żaden „leżak magazynowy”) okazuje się przestarzały na starcie (np. stary, dziurawy i mocno nieaktualny Android bez perspektywy na aktualizację czy wifi rodem sprzed prawie dwóch dekad – np. brak obsługi pasma 5 GHz czy niespieranie współczesnych standardów jak WPA3).
Nie lubię też, gdy produkt ma kiepskie spolszczenie (tłumaczenie maszynowe, poucinane/poskracane polskie nazwy). Myślę, że rolą lokalnego oddziału/dystrybutora jest zadbanie, aby takie niedociągnięcia nie zdarzały się i były szybko poprawiane w kolejnej wersji softu.
Nie lubię Jeffa Bezosa i jego molocha, więc dla mnie wybór w zasadzie jest prosty – PocketBook. Zresztą pomijając antypatię, Basic Touch był moim pierwszym czytnikiem, obecnym jest Touch Lux 4, przyszłym będzie pewnie Verse. Lubię, jestem przyzwyczajony, nie widzę mankamentów.
Ja przyznaje, że obecna oferta mnie przeraża. Gdy kupowałem pierwszy czytnik wybór był prosty, bo Kindle 4/Classic kosił konkurencję ceną, zwłaszcza jak się kupowało wersję z reklamami od pośrednika. A ja nie byłem pewien, na ile mi się e-czytanie przyjmie, więc nie chciałem ładować dużo kasy. Wtedy Classic, chyba nawet z reklamami, był najtańszą opcja na nowy, nieużywany czytnik, chyba, że ktoś trafił na jakieś wyprzedaże złogów magazynowych.
Gdy Classic w końcu zaniemógł było nieco trudniej, ale Paperwhite (jakaś wczesna edycja) kusił nowym ekranem Carta niedostępnym u konkurencji, a pozostanie w Amazonie dodatkowo kusiło wewnętrznego lenia. Bo samych książek z Amazona do dziś mam na palcach jednej ręki i wtedy łatwo się zdejmowało DRM, ale zawsze przeniesienie biblioteki to jakaś dodatkowa praca. No i też mało kto z konkurencji miał równie wygodna dla zwykłego czytacza alternatywę dla send to kindle. A paperwhite choć nie był najtańsza ofertą, to wciąż raczej taką z niższej półki cenowej, w dodatku trafiłem akurat na jakiś okres amazonowych promocji. Z perspektywy czasu śmieję się, że przy wyborze samo podświetlenie wydawało mi się cechą drugorzędną. W podróż zabierałem lampkę na klips, nie raz używałem np. w słabo oświetlonym pociągu i uznawałem to za akceptowalne rozwiązanie :)
A teraz choć pojemność baterii w czytniku spada w oczach to jak patrzę na cały ten wybór to zamykam przeglądarkę z myślą, że może staruszek jeszcze trochę wytrzyma.