
Polska Izba Książki udostępniła zapisy dwóch interesujących webinarów poświęconych rozliczeniom za sprzedaż i wypożyczanie e-booków.
W ostatnich miesiącach głośno dyskutowano o sposobach wynagradzania wydawców i autorów, głównie w kontekście sporu wydawców z Legimi.
Polska Izba Książki, która zrzesza wielu uczestników tego rynku, postanowiła zebrać różne perspektywy. Przeprowadzone zostały dwa spotkania na temat tych rozliczeń, a w sieci udostępniono zapisy dla wszystkich zainteresowanych. Przy czym kolejne szkolenia z tego cyklu będą dostępne już wyłącznie dla firm należących do PIK.
Dla przeciętnego czytelnika jest to pewnie za długo i zbyt szczegółowo. Wiem jednak, że Świat Czytników czytają zarówno autorzy, jak i wydawcy, a dla nich zaprezentowane filmy mogą zawierać bardzo przydatną wiedzę.
Udostępnianie e-booków w praktyce – część I
W pierwszym filmie mamy wystąpienie Anny Czerwień-Gaś, specjalistki prawa autorskiego z agencji Andrew Nurnberg Associates Warsaw.
W prezentacji przedstawiono szybki przegląd metod rozliczania sprzedaży i wypożyczania e-booków.
Najwięcej kontrowersji wzbudził tzw. model abonamentowo-proporcjonalny, znany również jako ‘revenue pool’. W tym modelu dochody z subskrypcji są gromadzone w jednej puli, która następnie jest dzielona według liczby przeczytanych stron lub pobrań.

Po krótkiej prezentacji nastąpiła burzliwa dyskusja. Prelegentka porównała pulę wypłat dla wydawców do wygranych w loterii lub kumulacji w Lotto. Wynika to z faktu, że wypłaty za wypożyczenia zależą od wpłat klientów pomniejszonych o koszty działania platformy. Na to obecny na webinarze prezes wydawnictwa Czytelnik zwrócił uwagę, że dla niego „loterią” jest to, ile wydawcy dostaną, bo to się okazuje dopiero po każdym miesiącu…
Warto tu wspomnieć, że często używa się zamiennie określenia „revenue share”, nie musi ono oznaczać tego samego, bo wydawca może się dogadać, że jego udział będzie inny niż wynikający z puli.
Udostępnianie e-booków w praktyce – część II
W części drugiej mamy wystąpienia praktyków.
Krótkie prezentacje mieli przedstawiciele firm sprzedających i wypożyczających e-booki:
- Empik Go / Virtualo – Agnieszka Adaszewska oraz Anna Winnicka
- IBUK Libra / PWN – Anna Chojnacka i Piotr Kołacz
- Legimi – Katarzyna Domańska i Mikołaj Małaczyński
- Publio.pl / Agora – Beata Gutowska
- Lex.pl / Wolters Kluwer – Włodzimierz Albin
Prowadząca spotkanie Ewelina Szyszkowska rozmawiała także z przedstawicielami agencji literackich: Tomasz Bereziński (Graal) oraz Marcin Biegaj (ANA Warsaw)
Tutaj część prelegentów wykorzystała chyba okazję, żeby troszkę posprzedawać (wszak „na sali” było kilkudziesięciu wydawców), no ale mając YT można zawsze sobie mniej zajmujący fragment przewinąć. Najwięcej konkretów padło chyba ze strony Empiku oraz Legimi.
Np. Empik wykorzystuje model „godziny rozliczeniowej”, która odpowiada godzinie słuchania audiobooka. W przypadku e-booków następuje przeliczenie: 705 znaków na 60 sekund.

Prelegentki zwracały uwagę, że jest to model „demokratyczny”, co oznacza, że nie są faworyzowani żadni wydawcy, ani dostawcy mniej czy bardziej jakościowych treści. Godzina każdej książki wyceniana jest identycznie.

Legimi podkreślało, że w przyjętych modelach wynagrodzenia liczy się de facto to, ile łącznego przychodu platforma zbierze. A ponieważ Legimi „oferuje abonament w najwyższych cenach na rynku”, to pozwoli wydawcom zarobić najwięcej.

Przedstawiciele Legimi pokazali też wyniki badania jakościowego, w którym sprawdzili dyskusje na temat książek, których nie ma w abonamencie. Co im wyszło? Że ledwie 15% kupi nową książkę niedostępną w subskrypcji, a ponad połowa wybierze po prostu inny tytuł.

Oczywiście jest to odpowiedź Legimi na wątpliwości dotyczące tego, że oferta abonamentowa w ostatnich miesiącach się skurczyła, a część książek jest dostępna tylko za dopłatą w „katalogu klubowym”.
Wśród prelegentów byli też przedstawiciele firm, które mają abonamenty działające na bardziej „tradycyjnych” zasadach. Np. firma IBUK podkreślała, że w akademickim abonamencie Libra wydawca dostaje wynagrodzenie, nawet jeśli student przeczyta jedną czy dwie strony.
Włodzimierz Albin, opowiadający o prawniczej bazie Lex, wspomniał, że wielu problemów z rozliczeniami można uniknąć, jeśli to sam wydawca (w tym przypadku Wolters Kluwer) ma serwis abonamentowy. Ale nie jest to oczywiście rozwiązanie dla każdego.
Z kolei szefowa Publio podkreślała, że wypożyczenia nie wypierają sprzedaży egzemplarzowej, raczej rozwijają się równolegle.
Bardzo ciekawe było zdanie agentów literackich, którzy powiedzieli, jak podejście do wypożyczeń wygląda na świecie. Otóż najwięksi światowi wydawcy, tacy jak Penguin Random House czy Harper Collins kategorycznie zabraniają udostępniania e-booków w ramach subskrypcji, przede wszystkim w takich modelach jak „revenue share”, „revenue pool” czy „flat rate”. Z jednej strony chodzi tutaj o zapewnienie minimalnego zarobku na jednej udostępnionej książce, z drugiej – o liczne spory prawne w Stanach np. z Amazonem. Jeśli danego wydawcy nie ma w Kindle Unlimited, to nie chce być też obecny w innych usługach tego typu. Ale już mniejsi wydawcy, lub agenci, którzy mają prawa do danej książki są bardziej elastyczni, zakładając, że trzeba uwzględnić specyfikę konkretnego rynku.
Podsumowanie
Obu webinarów, które trwają łącznie niemal 3,5 godziny wysłuchałem z dużym zainteresowaniem, choć jednocześnie z pewnym niedosytem, bo dobrze byłoby kilka wątków pociągnąć. Np. na czacie padło pytanie o to, jak wygląda stosowanie modeli subskrypcyjnych w innych krajach Europy – czy są inne kraje, gdzie np. „revenue pool” zrobił większą karierę.
Brakowało też trochę uwzględnienia tego, jak zabezpieczane są e-booki, bo to jest w Polsce znacząca różnica między sprzedażą i wypożyczaniem. Jeśli ktoś patrzy wyłącznie na rynek w Stanach – tam DRM jest wszędzie, u nas tylko przy wypożyczeniach. To też wpływa na decyzję klientów, jaką formę nabycia książki wybrać.
Bardzo się cieszę, że Polska Izba Książki zdecydowała się opublikować te nagrania, bo dzięki nim każdy ma odrobinę wglądu do tego, jak działa rynek e-booków.



Oglądałem te wystąpienia i dla mnie najważniejszy wątek to procent, który platforma oddaje wydawcy. Okazuje się, że ma to małe znaczenie czy to jest 40
Czy 50 czy 60%. Jeśli cena niektórych abonamentów na rynku wynosi -50% przez cały rok, to znaczy, że platforma zabiera te pieniądze od wydawców. I opowiadanie im że mają wyższy procent, a potem zmnienszanie cen o 50% to jest niezła socjotechnika. Rzeczywiście liczy się po ile platformy sprzedają swoje abonamenty a nie ten %, bo 60% z zera jest … zero
To już się pojawiało podczas targów krakowskich w kuluarach. Najlepiej wydawcom byłoby zbudować coś swojego i decydować o cenie abonamentu. Inaczej taki Empik zawsze śrubę dokręcić może
Byłbym bardzo zdziwiony, gdyby niektórzy wydawcy nie pracowali już nad własną platformą wypożyczeń. :)
Czyli niedługo może pojawić się zjawisko, które od dawna już mamy w streamingu wideo: żeby oglądać różne filmy trzeba mieć zwykle kilka subskrypcji, bo jedna nie zapewni dostępu do wszystkich ciekawych tytułów :-(
A to katalizuje różne patologie – wyłączności, lojalki, jakieś dziwne ruchy żeby niby nie pozwalać na dzielenie kont…
Dlatego nie mam żadnego serwisu od filmów i ich zwyczajnie nie oglądam.
Zyski:
– mniejsze wydatki co miesiąc
– więcej czasu na czytanie i aktywność fizyczną
– brak frustracji z powodu szukania co by tu obejrzeć
– brak pytań ze strony zombie przyssanych do telewizora i smartfona o to czy widziałem rzecz X
Te same zyski osiągniemy rezygnując z czytania.
Ale straty dla nas samych będą większe
To już trochę tak jest. Ale mamy parę dużych różnic:
– w przypadku filmów jest już chyba kilkanaście serwisów VOD, dla książek w zasadzie dwa
– w przypadku filmów nie kupisz w sensownej cenie pojedynczego tytułu, a w przypadku ebooków zwykle już tak
Nie widzę sensu w kupowaniu filmu na własność / na zawsze – wystarczy mi obejrzenie 1x, coś jak seans kinowy.
Książki papierowe zawsze kupowałem, więc elektroniczne też. Mogę czytać ile chcę, robić dowolne przerwy, zakreślać i notować, wracać po czasie i czytać ponownie. Ale każdy ma swoje ulubione metody.
Ja mam na odwrot – rzadko zdarzylo mi sie przeczytac te sama ksiazke 2 x. Film (nie ogladam za duzo nowosci) po kilku latach obejrze jak nowy – niby cos pamietam, ale nie pamietam calej fabuly i zawsze dostrzege jakies detale niedojrzane. Na amazon Prime kupuje czasami jakies stare filmy.
Jasne, też oglądam niektóre filmy kolejny raz, tyle że przeważnie w ramach abonamentow (tj. bez ekstra kosztów) a jeśli za dopłatą to i tak wychodzi zwykle taniej niż zakup filmu.
Ale może już dość o tym bo to w końcu portal książkowy, nie filmowy ;-)
Władca Pierścieni na HBO jest w edycji standardowej, nie rozszerzonej.
¯\_(ツ)_/¯
Zarówno książki czytam jeden raz, jak i filmy oglądam jeden raz. Są wyjątki w obu przypadkach, ale nie na tyle liczne, bym np. robił lokalną kopię zapasową, czy to e-booków (wystarczy mi to, co leży w chmurze Amazona), czy też filmów (nie pobieram, tylko oglądam online).