Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Największy niemiecki wydawca rezygnuje z DRM dla e-booków

verlagsgruppe-rh-logo

Rzadko podaję tutaj informacje z branży wydawniczej, ale ta jest na tyle istotna, że może wpłynąć na cały europejski rynek.

Verlagsgruppe Random House to niemiecki oddział największej na świecie grupy wydawniczej Penguin/Random House, będącej własnością Bertelssmana. Rocznie wydają 2500 książek i zatrudniają 900 osób.

W informacji prasowej opublikowanej dzisiaj Random House ogłosił wycofanie się z „twardego DRM”, rozumianego jako pełną kontrolę nad otwieraniem książek. Nastąpi to z dniem 1 października.

Stwierdzili, że jakkolwiek taki DRM czasami działa bardzo dobrze, to jednak na niektórych systemach i platformach utrudnia dostępność e-booków.  Nie wymieniono konkretnie technologii Adobe DRM – ale z niej głównie wydawnictwo korzysta.

Co w zamian? W kanałach sprzedaży wydawnictwa pojawią się pliki zabezpieczone przez „miękki DRM”, rozumiany jako po prostu znaki wodne. Według komunikatu Random House takie zabezpieczenie wystarczy do śledzenia nadużyć w przypadku kopiowanych książek, a ułatwi czytelnikom zarządzanie choćby własną cyfrową biblioteczką.

Co to oznacza?

Dla nas – sprawa oczywista, niemieccy wydawcy dochodzą do tego, co już parę lat temu odkryli polscy – że im trudniejsze zabezpieczenie, tym trudniej ma czytelnik, a pirat sobie zawsze poradzi. Pisałem o tym na początku istnienia tego bloga, gdy wydawcy i księgarnie w Polsce trzymały się jeszcze Adobe DRM i ignorowały posiadaczy Kindle – że przytoczę choćby artykuł: Jak to ^mmazur kupował książkę z Empiku i na Kindle wrzucał. W 13 krokach.

Niestety na świecie, poza Polską i paroma innymi krajami, DRM trzyma się mocno. Dlatego komentatorzy na blogach anglojęzycznych są poruszeni decyzją Random House. Np. autor The Digital Reader pisze, że to zmiana fundamentalna.

Wprawdzie Adobe publikuje kolejne wersje oprogramowania i planuje „niełamliwy” DRM, ale wydawcy idą w innym kierunku – i bardzo dobrze.

Ułatwi nam to życie również pośrednio: niektóre e-booki nie ukazują się po polsku tylko dlatego, że zagraniczny wydawca, czy też właściciel licencji domaga się zabezpieczeń Adobe (tak jak ma w swoim kraju), a polski wydawca wie, że taka książka w Polsce sprzeda się bardzo słabo.

Jakiś czas temu temu przygotowywałem się z pewną księgarnią do premiery naprawdę fantastycznej serii. E-booki opracowane perfekcyjnie, wykorzystujące możliwości nowych formatów mobilnych, wyglądające świetnie na Kindle. Miałem na ten temat gotowy artykuł. No i… na parę dni przed premierą zagraniczny partner zapowiedział, że musi być DRM. A skoro tak, to nawet nie próbowano tego wprowadzać.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

10 odpowiedzi na „Największy niemiecki wydawca rezygnuje z DRM dla e-booków

  1. YuukiSaya pisze:

    Powiem wam, że naprawdę zabawnie jest czytać na Goodereader czy Mobileread utyskiwania na DRM i zamknięte ekosystemy, podczas gdy mnie to nie dotyczy. I oni biedni nie wiedzą, co zrobić z tym fantem! Stróże moralności oburzają się na zdejmowanie zabezpieczeń „bo łamiesz licencję, ty zły niedobry piracie!”, użytkownicy albo się męczą w zamknięciu ekosystemów albo szukają rozwiązań. I chociaż wspomina im się, że DRM jest przyczyną ich problemów, to nie potrafią się postawić i zebrać, dopiero wydawca łaskawie decyduje się na przejście na znak wodny. Alleluja!

    A po prawdzie – skoro to duży wydawca i na dużym rynku, to jego działania mogą mieć wpływ na innych graczy. I nie tylko niemieckich, ale też w pozostałych krajach. Może też nieco spadną ceny, bo utrzymanie DRM jednak kosztuje.

    Naprawdę ciekawa informacja.

    0
    • Athame pisze:

      Ale po co się stawiać. Popularna wtyczka do calibre od DRM’uje prawie wszystko, a po ponad 1,5 roku walki poległo także Apple’owskie FairPlay.

      0
      • kjonca pisze:

        Choćby po to, żeby po użyciu tej wtyczki ABW/CBŚ/BSA nie zapukało Ci do drzwi.

        0
        • Jajub pisze:

          Ci, to jeszcze pół biedy. Ją najbardziej bałbym się pukania Żydów, masonów i rowerzystów.

          0
        • W. pisze:

          Te 2 pierwsze instytucje to raczej będą miały kiedyś w nowszej wersji oprogramowania od Hacking Team lub podobnego, obok funkcji „wgraj delikwentowi pornografię dziecięcą”, także funkcję „wrzuć ebooki ze znakiem wodnym delikwenta na chomiki i zgłoś do wydawców”. ;)

          0
      • YuukiSaya pisze:

        A po to się stawiać, że głosowanie portfelem jest skuteczniejsze. W chwili obecnej nic nie zmusi Amazona i wydawnictw do ogólnego zdejmowania DRM bo ludzie i tak to kupują. Bo nie mają specjalnie wyjścia. U nas z tytułu efektu skali (tylko w drugim kierunku) rynek poszedł na watermarki żeby przyciągnąć klienta i w ten sposób najpierw mieli możliwość w ogóle się utrzymać, a potem rozwinąć. Oni się już rozwinęli, im watermarki niepotrzebne. A klienci? Kupiłeś Kindla to teraz tylko Amazon plus kilka pomniejszych sklepików. Kupiłeś Kobo to teraz tylko Kobo.

        Wtyczką tylko obchodzę problem na mikroskalę, w skali makro dalej ten problem istnieje.

        0
  2. Monika pisze:

    Raz w życiu przytrafiło mi się kupić ebooka z DRM. Umordowawszy się niemożliwie z jego odpaleniem postanowiłam trzymać się od tej technologii z daleka. Jak widzę inni też doszli już do takich wniosków – lepiej późno, niż wcale :)
    Tego typu zabezpieczenia wydają się anachronizmem: to jakby zabezpieczać bank przy pomocy wymyślnej kłódki, podczas gdy ewentualny włamywacz i tak dokona kradzieży przez sieć. Technologia tak bardzo zmieniła rynek, że potrzebuje on nowych rozwiązań, nowego modelu zarabiania na literaturze. Wydaje się, że taki model powoli zaczyna się kształtować na rynku muzycznym, więc jest szansa, że również książka doczeka się swoich zmian.

    0
  3. dfs pisze:

    To tak jak z grami komputerowymi – a to jakieś badziewie musi działać w tle i mieć cały czas połączenie z Internetem, a to płyta musi siedzieć w napędzie, mimo że cała gra jest na twardym dysku, a to jak masz nagrywarkę DVD, to gry nie zainstalujesz (musisz wcześniej wymontować [!] nagrywarkę), a to trzeba zainstalować jakieś badziewie typu Steam i jeszcze coś dociągać, mimo że cała gra jest na płycie. A „pirat” ściąga gierę, uruchamia piracki instalator – który nie chce neta i nagrywarka też mu nie przeszkadza – potem odpala patch i gra!

    0
    • Grzegorz pisze:

      Na szczęście gog.com z założenia nie sprzedaje gier z DRM. A sądząc po tym, że utrzymują się na rynku już prawie dekadę i oferują oprócz starszych pozycji i indyków także coraz więcej nowości i gier od największych producentów, to ta forma sprzedaży ma sens. Ludzie nie chcę być traktowani z góry jako potencjalni złodzieje. Tylko tyle i aż tyle.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.