Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Omnibus: pierwsze interwencje UOKiK w sprawie prezentacji cen w sklepach – wpłyną też na księgarnie?

Parę dni temu napisałem, co w polskich sklepach zmienia wdrożenie dyrektywy Omnibus.

Najważniejszy jest inny sposób wyświetlania cen, w przypadku promocji – trzeba pokazać najniższą cenę z ostatnich 30 dni. Sklepy do tego podchodzą w różny sposób, przepisy są czasami niejasne, więc co do szczegółów było wiele wątpliwości.

Wczoraj na stronach Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów ukazał się obszerny materiał z przeglądem tego, jak rynek Omnibusa wdrożył. Cytując prezesa UOKiK:

Od początku monitorujemy praktyki dotyczące wdrożenia nowych przepisów. Widzimy już, że nie wszyscy przedsiębiorcy się do nich dostosowali. Wiele nieprawidłowości obserwujemy zwłaszcza w zakresie uwidaczniania cen, w tym najniższej z ostatnich 30 dni przed obniżką. Wspólnie z Inspekcją Handlową zadbamy, aby prawo było przestrzegane – z korzyścią dla konsumentów. Rozpoczynamy kontrole w sieciach handlowych, wystąpiliśmy także o wyjaśnienia do około 40 przedsiębiorców z branży e-commerce, w planach są dalsze kontrole w sklepach stacjonarnych

UOKiK rozpoczął już kontrolę w sześciu stacjonarnych sieciach (np. Biedronka, Lidl czy Żabka), wezwał już do złożenia wyjaśnień kilkadziesiąt firm z branży e-commerce:

AliExpress, Allegro, Amazon, Avans, Biedronka, Bytom, C&A, CCC, Ceneo, Decathlon, Douglas, Electro, Empik, Eobuwie, Euro RTV AGD, H&M, Hebe, Intersport, Jysk, Kappahl, Lidl, Martes, Media Markt, Media Expert, Notino, Orange, Play, Plus, Recman, Reserved, Rossman, Sephora, Shopee, Smyk, Tchibo, T-Mobile, Vistula, Wittchen, Zalando, Zara.

No, to są tak naprawdę wszyscy duzi gracze, czyli na każdej niemal stronie dopatrzono się jakichś niezgodności. Na pierwszy rzut oka poszły platformy handlowe, firmy z szeroko pojętą elektroniką, AGD, czy ubraniami. Spośród sprzedających e-booki mamy tylko Empik, choć oczywiście nie wiadomo czego dotyczą uwagi Urzędu.

Jakie są nieprawidłowości?

Na stronie UOKiK pojawiły się prawdziwe przykłady błędnego oznaczenia cen. Nietrudno rozpoznać sklepy, z których zostały wzięte.

Skupię się na tym, co może dotyczyć też księgarń z e-bookami.

  1. „Podawanie aktualnej ceny sprzedaży i ceny przekreślonej bez zamieszczenia informacji, czym jest cena przekreślona.”

    Mój komentarz: w przypadku księgarni należałoby podawać, że jest to np. cena okładkowa książki. Ale patrzmy dalej.
  2.  „Podawanie aktualnej ceny sprzedaży i ceny przekreślonej, przy czym komunikat wyjaśniający, że cena przekreślona jest najniższą ceną towaru, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki, jest dostępny dopiero po rozwinięciu.”

    Mój komentarz: UOKiK nie dopuszcza jak widać ukrywania informacji, czym jest przekreślona cena.
  3. „Posługiwanie się przy prezentowaniu obniżek (ceny przekreślonej) innymi wartościami referencyjnymi z pominięciem najniższej ceny z 30 dni przed obniżką.”

    Mój komentarz: to jest typowa praktyka w Amazonie, który w pomocy w sekcji ceny referencyjne i oszczędności podaje np. medianę z ostatnich 30 dni.
  4. „Obliczanie wielkości obniżki (np. 20%, 150 zł) w odniesieniu do ostatniej lub standardowej ceny towaru, a nie najniższej ceny z ostatnich 30 dni.

    Mój komentarz: no i to chyba najważniejsza uwaga dla księgarń. Urzędowi może nie spodobać się pokazywanie zniżek w stosunku do cen okładkowych, które są „standardowymi” cenami książek. 

To ostatnie mnie bardzo dziwi, bo przecież sama Komisja Europejska w swoich wytycznych dopuszcza takie rozwiązanie.

oprócz obniżek cen sprzedawca może stosować inne rodzaje praktyk promujących przewagę cenową, takie jak: […] porównywanie z innymi cenami, np. cenami innych podmiotów gospodarczych lub sugerowaną przez producenta ceną detaliczną

Nie po raz pierwszy zatem polskie urzędy stosują bardziej restrykcyjną interpretację przepisów unijnych niż sama Unia. Porównywanie cen e-booków do cen okładkowych papieru ma według mnie bardzo dużo sensu, bo od tego i tak liczone są promocje, no i to jest rzeczywista oszczędność w porównaniu do pójścia do księgarni stacjonarnej.

Problem w samej idei „promocji”

Wkleję jeszcze obrazek ze strony UOKiK wyjaśniający zasadę nowych przepisów.

Od 1 stycznia 2023 r. każdy przedsiębiorca, który ogłasza promocję lub wyprzedaż, musi podać w dobrze widocznym miejscu przy towarze – oprócz aktualnej ceny – najniższą cenę z 30 dni poprzedzających obniżkę. Te informacje powinny być przedstawione w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości oraz umożliwiający porównanie cen. Przepisy dotyczą sprzedaży stacjonarnej, internetowej i reklamy, także w telewizji czy radiu.

Wątpliwości budzi według mnie w ogóle coś takiego jak „ogłaszanie promocji”.

Przecież książki i inne produkty są nieraz w nieustannej promocji. Jedna promocyjna cena zmienia drugą.

Tymczasem Unia, ustawodawca (i UOKiK) chce, aby tę poprzednią promocyjną cenę uznać de facto jako cenę standardową, do której tę nową powinniśmy porównywać. Ale ta poprzednia niższa cena też wynikała z tego, że księgarnia chce konkurować z innymi. W efekcie dyrektywa, przygotowana pod Black Friday i sztuczne obniżki cen może przeszkadzać w komunikacji w pozostałych sytuacjach. Człowiek zobaczy „3% obniżki wobec poprzedniej ceny”, no i machnie ręką, choć okazja może być nadal bardzo dobra.

Podsumowanie

Coś mi się wydaje, że wielu prawników, marketingowców i projektantów zarwało wczoraj nockę i rozważa, co zmienić, aby dostosować się do wykładni Urzędu.

Ale szczerze? Jeśli problemy z wdrożeniem dyrektywy można znaleźć niemal u wszystkich, to oznacza, że prawo zostało skonstruowane źle i niezrozumiale dla przedsiębiorców. Co zresztą nie jest nowiną. O tym wie każdy, kto np. rozlicza podatki, stara się o jakieś pozwolenia czy spełnienie norm. Nawet nie mając złych intencji, często nie jesteśmy pewni, czy nasze postępowanie nie zostanie przez jakiś urząd zakwestionowane.

Jeśli potwierdzi się to, że księgarnie nie będą mogły podawać zniżek w stosunku do cen okładkowych, to jest dla klientów (i dla mnie) raczej zła informacja, bo utrudni to porównywanie promocji w poszczególnych księgarniach. Teraz widzę, 40 vs 20% i wiem na czym się skupić. Jeśli procenty znikną, trzeba będzie za każdym razem porównywać ceny. Dla księgarni może to zmiana niekoniecznie tak zła, bo skończy się granie na nieraz sztuczne obniżki procentowe, na przykład wszystko -30%, jedna książka -50% i promocja „do -50%”.

Ciekaw jestem, co o tym sądzicie. Czy to dobrze, że Urząd jest taki restrykcyjny, czy jednak sklepy powinny mieć więcej swobody w prezentowaniu oferty?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

50 odpowiedzi na „Omnibus: pierwsze interwencje UOKiK w sprawie prezentacji cen w sklepach – wpłyną też na księgarnie?

  1. RA pisze:

    Zasady powinny być sztywne i jednoznaczne. Jeżeli teraz sprawia to problem przepisy doprecyzować przez interpretacje. My konsumenci nauczymy się zasad za kilka m-cy i nie będzie problemu. Tylko niech nie zmieniają zasad w trakcie gry :(

    3
  2. mjm pisze:

    „Przecież książki i inne produkty są nieraz w nieustannej promocji. Jedna promocyjna cena zmienia drugą.”

    Dla mnie to brzmi jak: mamy patologiczny rynek, a nowe regulacje nie są do tej patologii dostosowane.

    11
    • Robert Drózd pisze:

      Brzmi to jak „wprowadźmy ustawę o jednolitej cenie książek, przez pół roku nie będzie problemu z podawaniem ceny z ostatnich 30 dni” :)

      3
      • mjm pisze:

        Ustawy to domena parlamentu, nie e-księgarni. Te mogą ewentualnie dokonać zmowy cenowej, ale będzie przypał jak się wyda.

        Biorąc pod uwagę dynamicznie tkwiący w stagnacji rynek ebooków, zamrożenie cen na poziomie papieru byłoby interesującym eksperymentem.

        Na szczęście dla e-księgarni wyglada na to, że mocno rosną audiobooki, choć ciekawe ile z tego zgarniają oferty abonamentowe (Audioteka Klub, Storytel, Legimi), a ile to zakup mp3.

        0
      • Tomek pisze:

        Jeśli na książkach papierowych często jest cena wyjściowa (czyt. nadrukowana fabrycznie, przez wydawcę) to można ją uznać za tą wyjściową, niepromocyjną. Tak samo powinno być z ebookami, nieważne czy są w ciągłej promocji czy nie, powinna być zawsze podana cena wyjściowa, bez promocji i opisana, że to jest właśnie TA cena, wtedy nie będzie problemu z cenówkami promocyjnymi. Ja nie widzę w tym problemu aby tak było.

        0
        • Tomek pisze:

          Dziś byłem w sklepie z ciuchami i butami. Na półce buty, metka z jakąś przekreśloną ceną (czyt. opisana „cena ch.”), poniżej „zyskujesz 50%” a pod tym cena o połowę niższa od tej powyższej, już nieprzekreślona. Omnibus widzę nie u wszystkich wdrożony…

          0
    • Paweł pisze:

      „Przecież książki i inne produkty są nieraz w nieustannej promocji. Jedna promocyjna cena zmienia drugą.”

      To oznacza, że to nie są rzeczywiste promocje, a to co się nazywa „standardową ceną” jest fikcją. Wydaje mi się, że podawanie najniższej ceny z ostatnich 30 dni jest słusznym pomysłem właśnie z powodu takich praktyk.

      5
      • Marek pisze:

        Czy jeśli kawiarnia robi „happy hours” od 10 do 12 od poniedziałku do piątku i serwuje kawę po 5 zł zamiast 12 zł, to nie jest to promocja na kawę, tylko normalna cena?

        Co to w ogóle znaczy „promocja”? Moim zdaniem, to hasło, które ma nas zachęcić do kupienia towaru, którego nie potrzebujemy. Bo zwykle to nie interesuje mnie jaka jest obniżka w sklepie X, tylko jaka jest cena towaru w danym sklepie w porównaniu z innymi.

        A czy podawanie najniższej ceny z ostatnich 30 dni będzie dla klientów korzystne? Nie wiem.

        2
  3. mrownik pisze:

    > Jeśli potwierdzi się to, że księgarnie nie będą mogły podawać zniżek w stosunku do cen okładkowych

    Skąd taki wniosek? Oczywiście, że będą mogły. Kto im zabroni i na jakiej podstawie?
    Po prostu, jeśli informacja się potwierdzi, to będą musiały podawać zniżkę w stosunku do najniższej ceny z ostatnich 30 dni. A jeśli zechcą, to mogą podać *również* w stosunku do ceny okładkowej.

    3
    • Robert Drózd pisze:

      Może tak, może nie, zobaczymy co na to UOKiK, no i jak na stronie produktu będą wyglądały dwie różne procentowe wartości obniżki. :) Serio, nie chciałbym być w skórze projektantów, którzy dostaną takie zadanie.

      0
      • Kasia pisze:

        Taką opcję na swojej stronie wprowadziła księgarnia Gandalf. Pokazuje cenę okładkową + procent zniżki, cenę aktualną, a następnie ostatnia najniższą cenę z ostatnich 30 dni, przy niej jeśli aktualna cena jest w lepszej promocji niż ta z 30 dni dodatkowo procent obniżki, a przypadku gdy cena z ostatnich 30 dni była niższa od aktualnej procent nie jest wyświetlany :)

        2
        • Jarek pisze:

          Właśnie chciałem napisać: „a co zabrania księgarni pokazywać więcej informacji?”. Wymóg jest tylko co do najniższej ceny z ostatnich 30 dni przed obniżką, by była pokazana bez wątpliwości. Ale przecież można umieścić dodatkowe informacje, że ta sama książka w wersji papier kosztuje o 40% więcej, że do ostatniego tygodnia cena była wyższa o 30% itd itp. Oczywiście wszystko tak by nie zaciemnić informacji jeszcze bardziej.

          3
  4. klm pisze:

    No i dobrze. W Allegro nie wiedziałem, że mają dymek, takie to prokonsumenckie. A na e-booki -20% od papieru mnie nie interesuje, bo kupuję ebooka.

    4
  5. rudy102 pisze:

    Przecież wieczne „promocje” to patologia, tak samo jak skreślanie ceny ebooków na podstawie papieru, który jest zupełnie innym produktem. Tak jakby w sklepie przy ziemniakach pisali że jest promocja i dodali obok skreśloną cenę pomidorów. xd
    A przepisy po pierwsze są polskie, nie unijne, więc co ma do tego KE? Po drugie są dobre, tylko Janusze biznesu mają problem ze zrozumieniem.

    7
    • Robert Drózd pisze:

      Ja rozumiem że Januszy biznesu można nie lubić, ale naprawdę sądzisz, że jak 40 czołowych sklepów źle wdrożyło przepisy, to jest ich wina, a nie źle skonstruowanych przepisów? Pisałem o tym w pierwszym artykule, że z ustawy czy rozporządzenia ciężko wyciągnąć jakieś konkretne rozwiązania. KE w swoich wytycznych takie rozwiązania daje, ale może się okazać, że są one niezgodne z interpretacjami urzędników.

      A przepisy są polskie, ale są efektem wdrożenia dyrektywy unijnej, bo w taki sposób Unia wpływa na przepisy w krajach członkowskich. A już nie po raz pierwszy tak jest, że w porównaniu do założeń KE nasi urzędnicy dokręcają śrubę i uznają, że u nas będzie bardziej restrykcyjnie, a na pewno bardziej skomplikowanie.

      3
      • mjm pisze:

        Wszedłem właśnie na C&A oraz H&M – nie ma jakiegokolwiek śladu najniższej ceny z ostatnich 30 dni. To nie jest kwestia niezrozumienia, tylko w pełni świadome i bezczelne zignorowanie wprowadzonych regulacji.

        Media Marktowi najprawdopodobniej nie udało się jeszcze przebudować strony. Na początku stycznia były promocje z przekreślonymi cenami bez ceny Omnibusowej. Dziś nie mogę znaleźć ani jednej przekreślonej ceny, czyli wygląda na to, że zmienili sposób prezentacji promocji do czasu wdrożenia zmian.

        Amazon prezentując medianę z 30 dni zamiast najniższej ceny zrobił to, bo przepisy są niejasne? Bądźmy poważni.

        6
        • Robert Drózd pisze:

          Amazon faktycznie bardzo kombinuje. Wydaje mi się, że oni odróżniają promocję od jakiejś „zwykłej obniżki” :)

          Np. jeśli wejdziesz na zakładkę Okazje na amazon.pl to tam przy większości produktów jest „Ostatnia najniższa cena” i w dymku mamy legitnie „Jest to najniższa cena produktu na Amazon.pl w ciągu ostatnich 30 dni przed zastosowaniem obniżki ceny.”

          Ale jak wejdziesz z wyszukiwania na jakiś produkt z niższą ceną, gdzie nie ma oznaczenia promocji, to wtedy często pokazują tę medianę.

          0
          • Krzysztof pisze:

            Co do amazona… i zreszta wielu dużych sklepów.
            Uważają często, że są ponad prawem i łamanie przepisów opłaca się bardziej niż ich przestrzeganie.

            Tak w ramach ciekawostek – kiedy amazon.pl wprowadził konta firmowe to przez pierwszy miesiąc nie potrafił wystawić poprawnej faktury… więc to że amazon kombinuje i nie dostosowuje się do europejskich przepisów to nie pierwszy przypadek.

            Po prostu uważają że koszt jest niższy niż tworzenie gigantycznego [w ich przypadku] systemu dla [relatywnie małej jako rynek] europy.

            Zresztą – dla amazona to jeszcze jednen gigantyczny problem – oni przecież częściowo funkcjonują jako „portal aukcyjny” – którą cenę najniższą powinni pokazywać jak ten sam produkt pod ich szyldem sprzedaje 5 sprzedawców? Najniższą z 30 dni z wszystkich sprzedawców?

            2
      • Dumeras pisze:

        Tylko czy to na pewno wina źle skonstruowanych przepisów, czy kombinowania ich obejścia, dopasowania do polityki własnej sklepu?
        Chyba najwyraźniej widać po amazon, że kombinują.
        ;-)

        1
        • Robert Drózd pisze:

          Tyle że kombinują w skali całej Europy – np. w Niemczech jest dokładnie taka sama strona:
          https://www.amazon.de/gp/help/customer/display.html?nodeId=GQ6B6RH72AX8D2TD

          I to jest właśnie ciekawe, bo Omnibus w Niemczech obowiązuje chyba od maja 2022, no i tamtejszy odpowiednik UOKiK się nie przyczepił?

          2
        • mjm pisze:

          Myślę, że niedostatecznie precyzyjne przepisy to najmniejsza część zamieszania i dotyczy szczegółów łatwych do naprawienia (typu korekta etykiety „najniższa cena” na „najniższa cena z 30 dni”).

          Trochę wynika z kombinowania sklepów, czyli np. prezentacja ceny omnibusowej szarym tekstem na szarym tle, czcionką o rozmiarze 3 punktów.

          Większość problemów jest spowodowanych przez to, że sklepy nie wyrobiły się ze zmianami technicznymi na swoich stronach. Część kombinowała jak spełnić wymagania Omnibusa wykorzystując istniejącą funkcjonalność strony. Chyba tak zrobiło Allegro, które już wcześniej miało pole z przekreśloną ceną – teraz dali tam „najniższą cenę z 30 dni”, ale bez odpowiedniego podpisu (dymek wyskakujący po najechaniu myszką jest niewystarczający).
          Część sklepów zrezygnowała z „przekreślania cen” do czasu aż poprawią stronę – wydaje mi się, że dotyczy to np. Media Marktu.
          A pozostałe sklepy poszły na rympał – nie wprowadziły zmian w kodzie strony na czas, ale dalej robią promocje.

          3
        • Tomek pisze:

          Taka Biedronka i tak „omija” te przepisy bo wszystkie promocje jakie mają to „niższa cena przy zakupie X sztuk” a to są tzw. wielosztuki a to pod omnibusa nie podlega. Nie wiem zatem co uokik chce tam kontrolować…

          3
      • Jarek pisze:

        No dobrze, ale co jest niejasnego w sformułowaniu, że „należy pokazać najniższą cenę z 30 dni przed zastosowaniem aktualnej obniżki w sposób nie budzący wątpliwości co do tej najniższej ceny”? Hmmm, jak to napisałem to sam mam wątpliwości, bo jak widać te 40 sklepów postanowiło, że oni wątpliwości nie mają co do spsobu prezentacji tej najniższej ceny. Czyli, że ustawa jest za mało precyzyjna.

        1
        • asymon pisze:

          Podobnie było jak wprowadzono 14 dni na zwrot towaru, sklepy z wbookami wprowadziły możliwość rezygnacji z ustawowego prawa, wtedy mogłeś pobrać plik. Jeśli nie zrezygnowałeś, plik mogłeś pobrać dopiero 14 dni po zakupie.

          Ja wiem, tłumaczenie byłoby, że ludzie masowo zaczną zwracać ebooki, ale np. na amazon.com można zrobić zwrot i bez ustawy i jakoś nie zbankrutował.

          1
      • R pisze:

        Nieważne jak dobrze napisali by prawo, przedsiębiorcy będą sprawdzali na ile mogą sobie pozwolić je naciągnąć. To nie jest problem z wdrożeniem prawa i jego przestrzeganiem tylko z przeciąganiem liny po obu stronach.
        Jak widać przykłady że żaden z gigantów nie dał rady pokazuje że każdy starał się interpretować na swój sposób dostosują prawo do swojej firmy. Jeśli prawo było by w 100% sztywne to niektóre sklepy nie mógłby się do niego komfortowo dostosować, a przewidzenie wszystkich przypadków bez testów nie jest możliwe.

        3
  6. Magdalaena pisze:

    Ja tylko mam zastrzeżenie do tego, że średnia cena ma być z ostatnich 30 dni, a nie powiedzmy z 90 dni. Jeśli jakiś produkt non stop jest „w promocji” to znaczy, że pierwotna / okładkowa cena była sztucznie zawyżona. Tak jest z ebookami i np. z kosmetykami w Superpharmie.

    2
  7. Olgierd pisze:

    > no i to chyba najważniejsza uwaga dla księgarń. Urzędowi może nie spodobać się pokazywanie zniżek w stosunku do cen okładkowych, które są „standardowymi” cenami książek.
    To ostatnie mnie bardzo dziwi, bo przecież sama Komisja Europejska w swoich wytycznych dopuszcza takie rozwiązanie.

    oprócz obniżek cen sprzedawca może stosować inne rodzaje praktyk promujących przewagę cenową, takie jak: […] porównywanie z innymi cenami, np. cenami innych podmiotów gospodarczych lub sugerowaną przez producenta ceną detaliczną

    Nie po raz pierwszy zatem polskie urzędy stosują bardziej restrykcyjną interpretację przepisów unijnych niż sama Unia. Porównywanie cen e-booków do cen okładkowych papieru ma według mnie bardzo dużo sensu, bo od tego i tak liczone są promocje, no i to jest rzeczywista oszczędność w porównaniu do pójścia do księgarni stacjonarnej.

    Nawet czytając jakieś „wytyczne”, warto czytać je w całości: sklepy nadal mogą porównywać swe ceny z cenami konkurencji lub stosować „promocje wiązane”, ale nie w sposób sugerujący, że to obniżka — jak jest obniżka, to muszą stosować się do reguł z „Omnibusa”.

    Bajdełej: jaką okładkową cenę ma e-książka? Mam ich zapisanych kilkaset, na żadnym nie mam żadnej ceny ;-)

    Oczywiście, że obniżkę (promocję, upust — jak zwał, tak zwał) należy liczyć nie od ceny „sugerowanej, okładkowej, RSP”, etc., lecz od poprzedniej najniższej ceny. Nawet jeśli te -3% (od poprzedniej, już bardzo niskiej) nie będzie aż tak zachwycało — to przeciwne założenie pozwoliłoby na myk w postaci „dziś podwyższamy cenę sugerowaną o 30%, a jutro robimy promocję -20% od ceny sugerowanej”.

    4
    • Robert Drózd pisze:

      No dobrze, ale porównywanie z „sugerowaną przez producenta ceną detaliczną” oznacza dla mnie też podanie o ile procent cena obecna jest niższa niż ta sugerowana. Faktycznie, pewnie w przypadku *ogłoszonej promocji* trzeba by podawać dwie wartości, tradycyjną i omnibusową.

      „jaką okładkową cenę ma e-książka?” – jeśli przyjmiemy że e-książka nie jest osobnym bytem, a po prostu elektroniczną formą książki wydawanej w postaci papierowej nie widzę tu żadnej manipulacji, aby stosować okładkową cenę książki papierowej.

      Amazon czy sklepy z e-bookami w krajach europejskich gdzie jest regulacja jednolitej ceny stosują określenie „Digital List Price”, czyli odrębną cenę referencyjną wersji cyfrowej. U nas się to jakoś nie przyjęło, choć niektórzy wydawcy mają dwie odrębne ceny okładkowe, to spora część podaje tylko „papierową”.

      1
      • mjm pisze:

        „jeśli przyjmiemy że e-książka nie jest osobnym bytem, a po prostu elektroniczną formą książki wydawanej w postaci papierowej nie widzę tu żadnej manipulacji, aby stosować okładkową cenę książki papierowej”

        No ale nie możemy tak przyjąć, bo to nieprawda.

        5
      • kandelbery pisze:

        „jeśli przyjmiemy że e-książka nie jest osobnym bytem, a po prostu elektroniczną formą książki wydawanej w postaci papierowej ”

        Jeśli przyjmiemy, że płyta CD nie jest osobnym bytem a po prostu elektroniczną wersją muzyki na koncercie, to możemy porównać z ceną biletu na koncert?

        3
      • Olgierd pisze:

        Ależ oczywiście: sklep może prawie wszystko (pomijając czyn nieuczciwej konkurencji, nieuczciwą praktykę rynkową, etc.) — w kwestiach ceny też może wszystko, ale *jeśli chwali się obniżką, to musi chwalić się prawidłowo*.
        Przyszłość pokaże jak UOKiK i sądy będą interpretować myki rodzaju wielkiego napisu „-20%” i maluśkiego dopisku „od ceny, jaka wydawałaby Ci się rozsądna” ;-)

        2
  8. Methos pisze:

    Taki 'nowy nieład’ cenowy …

    1
  9. Krzysztof pisze:

    Dzień dobry,
    Nie zgadzam się z interpretacją, że cena okładkowa powinna być ceną referencyjną dla ebooka – książka i ebook to moim zdaniem inne produkty. Obłożone innymi kosztami wytworzenia, przechowywania, podatkami, kosztami promocji, wielkością popytu…

    Co do zasady „promocja” lub „obniżka ceny” dotyczy jednego sklepu. Nie można więc moim zdaniem porównywać „o ten sklep ma promocję -50% a tamtem -30%” – może sklep który ma -30% ma z założenia niższe ceny bazowe?

    Co do wątku o ciągłej promocji – dla mnie sytuacja kiedy coś jest w ciągłej promocji oznacza, że nie ma promocji w ogóle. Po prostu jest cena za którą sklep chce sprzedać produkt i tyle.

    A co do porównywania zniżek – po co w ogóle porównywać %? Przecież mnie jako klienta interesuje cena (i ewentualnie renoma sklepu) i dokładnie to pokazują porównywarki cenowe – te wszystkie %obniżki to tylko szum informacyjny.

    A i jeszcze co do niejasności przepisów = one są bardzo jasne – masz sklep = masz pokazywać najniższą cenę z 30 dni i do niej odnosić obniżki. To że sprzedawcom to nie pasuje bo nagle wyszło że obniżek nie ma – to zupełnie inna sprawa.

    6
    • Olgierd pisze:

      > Nie można więc moim zdaniem porównywać „o ten sklep ma promocję -50% a tamtem -30%”

      Można, acz to jest zupełnie inna sprawa: reklama porównawcza nie jest zakazana, aczkolwiek teraz jej forma będzie wymagać jeszcze większej ostrożności — właśnie dlatego, że nie jest jeszcze jasne jak będą interpretowane różne „minusy z procentami” (jeśli będzie taka wykładnia, że to konsumentowi sugeruje obniżkę — bo każdy to tak rozumie — to pobite gary i nie będzie już żadnych „prawdopodobnie najlepszych piw” ;-)

      1
      • asymon pisze:

        Ale jakie znaczenie ma, czy książka jest przeceniona 30, czy 50%? Ważne jest, ile złotówek ostatecznie wyciągasz z portfela.

        Choć też mnie irytuje, że jeden sklep przecenia z innej ceny niż drugi.

        1
    • mjm pisze:

      Obecny (a może należy zacząć powoli pisać „stary”) sposób funkcjonowania rynku ebooków, gdzie mamy cenę referencyjną oraz zniżkę procentową od tejże, jest jasny i czytelny z punktu widzenia osoby, która bardzo dobrze się w nim orientuje (i z perspektywy takiej osoby jest wpis Roberta). Takim osobom wprowadzenie Omnibusa utrudni szybką ocenę opłacalności promocji.

      To dlatego, że rynek ebooków, w pewnym uogólnieniu, wygląda następująco:
      – wszystkie księgarnie stosują te same ceny „okładkowe”, czyli masz pewność, że -35% w jednej księgarni to lepsza oferta niż -20% w innej,
      – większość ebooków można kupić za 50% ceny okładkowej najpóźniej w ciągu 1-2 lat od premiery,
      – rabaty powyżej 50% zdarzają się dużo rzadziej i obejmują tylko mniejszą część dostępnej oferty.

      Z tego wynika, że jak widzisz ebooka przecenionego o:
      – 40% w stosunku do ceny referencyjnej, to czekasz aż będzie -50%,
      – 50% w stosunku do ceny referencyjnej i chcesz danego ebooka, to kupujesz; jeśli nie jesteś przekonany, to czekasz na lepszą promocję, która jednak może nigdy nie nadejść,
      – 60% w stosunku do ceny referencyjnej – bierzesz, bo taniej pewnie nie będzie.

      No i oczywiście wypada orientować się w wyjątkach (oraz opcjach łączenia promocji), czyli np:
      – Znak i Otwarte – ciężko liczyć na zniżki większe niż 40-45%, niektóre pozycje nigdy nie osiągają nawet tego,
      – Copernicus Center Press – tu z kolei można doczekać się -60%,
      – Iskry, Stara Szkoła, Wielka Litera – prędzej czy później będą w promocji „każdy ebook po 15 zł”,
      – Agora – najlepsze ceny będą pod koniec roku w Publio,
      – grupa Helion – co 2-3 tygodnie jest promocja -40%, a audiobooki poniżej 15 zł,
      – MAG, Bellona – należy śledzić swiatksiazki.pl, bo można trafić na rabaty powyżej 60%,
      – Zysk – dba o swój zysk i dobre promocje są równie często spotykane jak yeti.

      Wymóg podawania procentów względem ceny Omnibusowej w oczywisty sposób zamaże ten obraz.

      Ale jak wspomniałem, dotyczy to osób świetnie orientujących się w rynku ebooków. Natomiast Omnibus ma za zadanie chronić przeciętnego konsumenta, który nie będzie spędzał kilku miesięcy na analizie funkcjonowania danego rynku, żeby nie zostać zmanipulowanym przez sprzedawcę.

      9
      • Marek pisze:

        „Natomiast Omnibus ma za zadanie chronić przeciętnego konsumenta, który nie będzie spędzał kilku miesięcy na analizie funkcjonowania danego rynku, żeby nie zostać zmanipulowanym przez sprzedawcę”

        Aby nie zostać zmanipulowanym przez sprzedawcę wystarczy 5 minut czasu, dostęp do internetu i sprawdzenie po ile dany towar ma konkurencja. Aby kupować zawsze w bardzo dobrych (najlepszych) cenach, to już inna bajka.

        Sam (niestety) kupuję e-booki czasem na takich super promocjach i mam książek pewnie więcej niż dam radę kiedykolwiek przeczytać :)

        4
      • oshin pisze:

        Bardzo ładne podsumowanie :)

        Ebooki, tak jak książki papierowe, mają cenę wyjściową u wszystkich taką samą, więc układ: cena bazowa, cena promocyjna (niższa), najniższa cena z ostatnich 30 dni byłby jasne i czytelne.
        Wydaje mi się, że w układzie gdy za cenę wyjściową odpowiada sklep, to też byłoby działanie ochronne. Bo musiałby podwyższać cenę min. 30 dni przed promocją, żeby cena najniższa z ostatnich 30 dni nie wykazała machlojki. Ale może nie doceniam sklepów ;)

        2
  10. Maciek pisze:

    W ciągu ostatnich 20 lat nie kupiłem jeszcze książki w cenie okładkowej (mówię oczywiście o tradycyjnych, dużych wydawnictwach). Nie tylko dlatego, że te ceny są niedostosowane do rzeczywistości, sztucznie napompowane, ale również dlatego, że trudno w ogóle trafić na księgarnię (internetową, ale również tradycyjną), która by ich używała do czego innego, niż do oznaczania wielkości obniżki.

    Nie chcę więc mieć porównania do ceny okładkowej. Chcę mieć porównanie do najniższej ceny z ostatnich 30 dni (a jeszcze lepiej: z ostatnich 60 lub 90 dni, może ktoś się odważy). Idealnie robi to Ebookpoint.

    5
    • Magdalaena pisze:

      Zdarzało mi się kupować polskie książki w cenie okładkowej, kiedy potrzebowałam ich natychmiast i w wersji papierowej. Kupując polskie ebooki zawsze sprawdzam cenę w porównywarce – w końcu dostaję ten sam produkt i w tym samym czasie, więc czemu przepłacać.

      Jeśli kupuję ebooki po angielsku, to zgadzam się na cenę Amazona – wiem, że nowości nieprędko stanieją i sprawdzałam, że konkurencja ma zwykle takie same ceny.

      1
      • Sylwia pisze:

        „Jeśli kupuję ebooki po angielsku, to zgadzam się na cenę Amazona” – ja mimo wszystko sprawdzam jeszcze Google Books, bo często się zdarza, że ceny są o niebo lepsze od Amazona (o ile Amazon nie ma w danym momencie jakiejś promocji).

        0
    • Robert Drózd pisze:

      Rzadko bo rzadko, ale zdarza mi się też kupować książki papierowe w cenie okładkowej, gdy kupuję je w księgarni stacjonarnej (np. w Książnicy w Olsztynie). I gdy tam jestem widzę, że są też ludzie którzy przychodzą i je kupują. Bo generalnie polowanie na promocje to jest czasami dla chętnych – jeśli ktoś kupuje książkę za 44,90 zł, a zaraz za obiad płaci więcej, to nie będzie się zastanawiał czy nie kupić książki za 30 i nie zaoszczędzić na obiedzie w barze mlecznym. :) Tak samo jak ktoś kupuje książkę na prezent – jak wyda te 10 zł więcej, to obdarowany jest więcej dla niego wart. :) Nie mówiąc o tym że prezenty kupuje się na ostatnią chwilę i nie ma czasu żeby zamówić, albo trzeba zapytać księgarza o rekomendację.

      Tak więc cena okładkowa cały czas bywa ceną sprzedaży, choć oczywiście nie w internecie, gdzie konkuruje się przede wszystkim ceną (no i jakością obsługi). Księgarnie stacjonarne konkurują lokalizacją i natychmiastowym dostępem do książki papierowej.

      2
      • Magdalaena pisze:

        „Księgarnie stacjonarne konkurują lokalizacją i natychmiastowym dostępem do książki papierowej.”

        Przy papierowej książce cena okładkowa ma sens. Bo to faktycznie jest cena obowiązująca w części stacjonarnych księgarni.
        Ale ebook to dla mnie inny produkt i cena okładkowa z papieru bezpośrednio go nie dotyczy.

        „Bo generalnie polowanie na promocje to jest czasami dla chętnych – jeśli ktoś kupuje książkę za 44,90 zł, a zaraz za obiad płaci więcej, to nie będzie się zastanawiał czy nie kupić książki za 30 i nie zaoszczędzić na obiedzie w barze mlecznym. :)”

        Zarabiam całkiem nieźle, ale pomysł przepłacania za towary budzi we mnie pewną odrazę. Po co kupować papierową książkę w stacjonarnym empiku za 45,99 zł, jeśli można ją zamówić na allegro za 39,99 zł?
        Na tej samej zasadzie nie kupiłabym perfum w Sephorze czy Douglasie za pełną cenę, skoro w Glamour czy Notino mogę zapłacić powiedzmy o 1/3 mniej.

        2
      • Dumeras pisze:

        Z tym kupowaniem na prezent, to ja mam zazwyczaj inne odczucie. Gdy kupuję i nie sprawdzę jakie są / były promocje na daną książkę, to wyjdzie, że kupiłem w cenie okładkowej, a obdarowany, gdy bardziej zorientowany, lub gdy sprawdzi, to wyjdzie, że dychę wydałem ;-)

        1
  11. Kubson pisze:

    Widać nie mogą się pogodzić z tym Omnibusem, że już nie mogą chociaż częściowo robić klientów w konia.

    6
  12. Fenrior pisze:

    Omnibus też jest kontrolowany przed odpowiednie do tego organy, więc według mnie to dobra zmiana dla sklepów, wszyscy w zasadzie powinni to wdrażać u siebie jak najszybciej, w media expert już jest.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.