Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Dyrektywa Omnibus – co to oznacza dla kupujących e-booki i jak przygotowały się polskie księgarnie?

Od Nowego Roku głośno w mediach o „Omnibusie”. Obowiązek podawania cen z ostatnich 30 dni przed promocją wywołuje sporo emocji.

Omnibusa określano jako dyrektywę dotyczącą „Black Friday”, bo przy okazji promocji przedświątecznych w sklepach (np. z elektroniką) mieliśmy różne sztuczki, np. sztuczne podnoszenie cen, aby potem epatować wysokością zniżki. Podanie ceny z ostatnich 30 dni ma takie praktyki ograniczać, przynajmniej w teorii.

W artykule przyjrzę się dokładnie, co Omnibus oznacza dla kupujących książki elektroniczne i jak do jego wdrożenia przygotowały się polskie księgarnie.

Aktualizacja z 17 stycznia 2023: są już pierwsze uwagi UOKiK na temat wdrożenia Omnibusa – część dotyczyć będzie też księgarń z e-bookami.

Czy Omnibus obejmuje w ogóle e-booki?

Czym właściwie jest Omnibus? Jest to dyrektywa UE z 27 listopada 2019, która wprowadza liczne zmiany w prawie ochrony konsumentów. Jej przepisy wdrażają poszczególne kraje Unii, w Polsce zaktualizowana Ustawa o prawach konsumentów oraz Ustawa o informowaniu o cenach towarów i usług weszła 1 stycznia 2023.

Należałoby zacząć od tego, że… wcale nie jest pewne, czy to wszystko dotyczy e-booków i audiobooków. Serio.

Jeśli zajrzymy bezpośrednio do wytycznych opublikowanych w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej, dyrektywa Omnibus nie obejmuje treści cyfrowych, ani w ogóle usług – a wyłącznie towary:

Dyrektywa w sprawie podawania cen ma zastosowanie do „produktów”, które należy traktować w kontekście tej dyrektywy jako „towary”. „Towary” są zdefiniowane w innych przepisach unijnego prawa ochrony konsumentów (11) jako rzeczy ruchome. W związku z tym dyrektywa w sprawie podawania cen, w tym art. 6a, nie ma zastosowania do usług (12) (w tym usług cyfrowych) ani do treści cyfrowych.

Jak zauważa Wojciech Wawrzak z bloga Prakreacja, w polskiej ustawie przyjęto szerszy zakres – bo już i towary i usługi.

Czy treść cyfrowa jest towarem na gruncie tej definicji? Na pewno nie jest rzeczą, na pewno nie jest energią. Można byłoby się pokusić o podciągnięcie jej pod prawa majątkowe, biorąc pod uwagę, że najczęściej jest jednocześnie utworem w rozumieniu prawa autorskiego. Niemniej, taka interpretacja kłóci się z fundamentami implementacji dyrektyw europejskich opartej właśnie na rozróżnianiu towarów, usług cyfrowych i treści cyfrowych. Pokazuje to zresztą nowelizacja ustawy o prawach konsumenta, które te pojęcia rozdziela.

Dlatego też tak naprawdę nie ma pewności, czy e-booki i audiobooki są objęte dyrektywą i czy księgarnie mają obowiązek podawania tych wszystkich informacji.

Tak więc teoretycznie księgarnie mogłyby nic nie robić. Ale jak mi w jednym ze sklepów powiedziano – ciężko sobie pozwolić na to, aby zaryzykować, że się popełniło błąd. Według ustawy kara za niedotrzymanie obowiązków, którą nakłada wojewódzki inspektor Inspekcji Handlowej może wynieść do 20 tysięcy złotych, a w kolejnych przypadkach będzie wyższa.

Co zmienia dyrektywa Omnibus?

Najważniejsza zmiana to obowiązek informacyjny dotyczący cen. W artykule 4 ustawy o informowaniu o cenach towarów i usług czytamy:

W każdym przypadku informowania o obniżeniu ceny towaru lub usługi obok informacji o obniżonej cenie uwidacznia się również informację o najniższej cenie tego towaru lub tej usługi, która obowiązywała w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki.

Zwróćmy uwagę na trzy rzeczy:

  • Obowiązek jest tylko gdy mamy do czynienia z ogłoszoną obniżką, a nie standardową ceną, która… też może być zmieniana. Nikt tego nie zabrania.
  • To nie ma być najniższa cena z ostatnich 30 dni, tylko z 30 dni przed rozpoczęciem aktualnej promocji.
  • Ustawa nie odróżnia informacji i reklamy, bo dalej podaje „Do reklamy towaru lub usługi wraz z ceną, przepisy ust. 1–4 stosuje się odpowiednio”.

Wiadomo też, ze obowiązek nie dotyczy programów lojalnościowych, kart rabatowych i różnych spersonalizowanych zniżek.

Ustawa jest dość krótka i nie podaje więcej szczegółów, które znajdziemy z kolei rozporządzeniu Ministra Rozwoju i Technologii z 19 grudnia 2022 w sprawie uwidaczniania cen towarów i usług, choć… nie ma tam właściwie niczego, co przyda się sprzedawcom e-booków. Pozostaje więc zgadywanie i podglądanie konkurencji.

Omnibus w praktyce

Pierwsze informacje o cenach z ostatnich 30 dni zaczęły się w sklepach pojawiać w połowie grudnia 2022. Do dziś wdrożyło je większość popularnych księgarń, choć np. w przypadku sklepów prowadzonych przez wydawców różnie z tym bywa.

Większość stron podeszła do tego obowiązku tak, że podaje po prostu najniższą cenę z ostatnich 30 dni. Jak wspomniałem wyżej – powinna być to najniższa cena sprzed startu obecnej promocji – jeśli tak jest, to nieraz ta najniższa cena jest wyższa niż obecna – i tak właśnie powinno być.

Popatrzmy na przykład świeżej nowości: Złożone zagadnienia architektury oprogramowania z Ebookpoint.

Obecna cena promocyjna to 59,40 zł – ale najniższa poprzednia cena to 69,30 zł.

Księgarnie różnią się miejscem podawania tej ceny z 30 dni. Większość robi to na stronie produktu – ale niektóre też na listach książek czy na stronie głównej. Oto fragment strony głównej Woblinka.

W efekcie przy każdej książce mamy aż 3 ceny. Czy to nie przesada? A może po prostu nadmierna ostrożność i obserwowanie, „co zrobią inni”.

Co z obniżkami procentowymi? 20, 30, 50% taniej! Według Omnibusa należałoby tę obniżkę podawać w stosunku do tej najniższej ceny sprzed 30 dni. Co prowadzi do pewnego absurdu, że jeśli promocję powtarzamy po dwóch tygodniach, to komunikowana obniżka musiałaby wynieść całe zero procent.

W przypadku książek mamy jednak rozwiązanie, które sugeruje Komisja Europejska w swoich wytycznych:

oprócz obniżek cen sprzedawca może stosować inne rodzaje praktyk promujących przewagę cenową, takie jak: […] porównywanie z innymi cenami, np. cenami innych podmiotów gospodarczych lub sugerowaną przez producenta ceną detaliczną

No, a ceną sugerowaną w przypadku książek jest po prostu cena okładkowa. Tak więc księgarnie mogą nadal podawać obniżki procentowe w stosunku do ceny okładkowej. Z czego praktycznie wszystkie korzystają na stronach produktów.

Ale z informowaniem o promocjach jest już różnie.

Odnoszę wrażenie, że niektóre księgarnie wręcz unikają powoływania się na procenty przy promocjach. Empik i Virtualo nie wyświetlają już procentów obniżki na banerach.

Od jednej z księgarń raczej „papierowych” partnerzy dostali kategoryczne polecenie usunięcia starych banerów z procentami.

Choć dyrektywa wcale tego nie zabrania. Zacytuję ponownie wytyczne Komisji Europejskiej.

Art. 6a nie uniemożliwia podmiotom gospodarczym ogłaszania obniżek cen w sposób ogólny, na przykład: „20 % zniżki na wszystko dzisiaj” […]

Jeżeli obniżka ceny (opisana w pkt 1.1) zostaje ogłoszona w formie ogólnego oświadczenia, np. fizycznego banera lub komunikatu internetowego, „wcześniejsza” cena nie musi być podana na tym samym nośniku, na którym prezentowane jest ogłoszenie o obniżce ceny. „Wcześniejsza” cena poszczególnych towarów objętych ogłoszeniem musi natomiast zostać podana w punkcie sprzedaży, tj. na odpowiednich metkach z cenami w sklepach lub w sekcjach cenowych interfejsów sklepów internetowych.

No, ale widać, że duzi gracze wolą dmuchać na zimne i poczekać na pierwsze interpretacje.

Omnibus a klienci

Gdy popatrzymy na relacje mediów dotyczące Omnibusa, dominuje triumfalizm, że oto wreszcie koniec przekrętów! Bo faktycznie przed takim Black Week corocznie niektórzy zauważali podwyżki cen. Szczególnie widać to było w branży RTV/AGD.

Skąd się to wszystko brało? W dużej mierze z braku świadomości, ile wart jest dany produkt. Telewizor, pralkę czy lodówkę kupujemy raz na 5-10 lat, albo i rzadziej. Producenci zasypują nas różnymi modelami, które różnią się jedną czy dwiema literkami, mają dziesiątki marketingowo nazwanych funkcji, ale tak naprawdę nie wiemy, co nam jest potrzebne. Dlatego nieraz oceniamy wartość produktu po prostu na podstawie jego ceny. Nie kupimy najtańszej pralki, bo się pewnie zaraz zepsuje. Tej najdroższej też nie, bo kogo na to stać. Ale jakąś w średniej cenie, no i teraz właśnie jest super okazja, bo przeceniona o 600 złotych. Byliście w takiej sytuacji? No i tutaj wchodził mechanizm sztucznego zawyżania cen, który potem skutkował „mega promocjami”. To jest trochę dziwne, że się na to łapiemy, bo przecież są porównywarki cen, można sprawdzić ceny historyczne. Ale gdy nie mamy czasu, to sztuczka działała. Dlatego dobrze, że Omnibus to troszkę ukróci.

Odnoszę jednak wrażenie, że niektórzy widząc cenę w poprzednich 30 dniach niższą niż obecna promocja uznają automatycznie, że sklep ich oszukuje. Jakim prawem Euro sprzedaje telewizor o 200 zł drożej niż miał w promocji przed świętami? Choć przecież promocje mają to do siebie, że są ograniczone czasowo i różne.

W przypadku e-booków takie reakcje pojawiały się od dawna – w 2018 książka przez jeden dzień kosztowała 9,90 zł? To dlaczego teraz ktoś robi promocję na 14,90 zł? Co to ma być za promocja? I na pewno będzie trochę takich narzekań, gdy te ceny są bardziej widoczne. Pamiętajmy jednak, że zawsze możemy porównać ceny, zapisać się na alert – a jeśli książkę chcemy przeczytać, to zapłacić nawet trochę więcej niż mogliśmy dawniej. Czy nikt dzisiaj nie kupuje masła i mleka, bo rok temu były tańsze?

Tyle moje teoretyczne rozważania, pytanie oczywiście, jak podawanie poprzedniej ceny wpłynie na sprzedaż.

Wydaje mi się, że księgarnie (ale i inne sklepy) zmienią z czasem sposoby prowadzenia promocji.

  1. Duże promocje będą ogłaszane rzadziej niż co 30 dni, tak aby cena z poprzednich 30 dni nie była „mało atrakcyjna” w porównaniu do obecnej.
  2. Mniej będzie promocji jednodniowych – szczególnie jeśli potem cena z tego jednego dnia ma wisieć przez 30 dni na karcie produktu.
  3. Więcej będzie promocji wiązanych (np. 2 w cenie 1), albo personalizowanych (np. kody rabatowe), bo w tych przypadkach dyrektywa nie obowiązuje.

Będzie może też mniej promocyjnego grania samą obniżką, bo nie tylko to się liczy, gdy książkę kupujemy.

E-book to nie lodówka

A co ja o tym sądzę?

W przypadku e-booków wdrażanie Omnibusa wydaje mi się burzą w szklance wody. Książki kupujemy częściej niż lodówki, jesteśmy tu znacznie bardziej świadomymi klientami.

A to, co odróżnia rynek książek (papierowych i elektronicznych) od np. rynku AGD/RTV to stałe ceny sugerowane/okładkowe. Wiadomo, że jeśli pójdziemy do księgarni stacjonarnej, często zapłacimy tyle ile na okładce, z kolei przy zakupie w Internecie zwykle dostaniemy obniżkę.

Taka konstrukcja rynku właściwie uniemożliwia manipulację cenami odniesienia i podnoszeniem ich przed promocją tak aby pokazać „dużą obniżkę”.

Owszem, wydawcom zdarza się podnosić ceny okładkowe przy kolejnym wznowieniu czy nawet dodruku – za tym idą również ceny sugerowane dla e-booków. Ale zwykle dzieje się to raz na jakiś czas, a nie po to, aby uzyskać jednorazowy sprzedażowy efekt. No i robi to wydawca, a nie sprzedawca.

Z tego też powodu na rynku e-booków Omnibus nie musi nas chronić przed manipulacjami, bo te po prostu nie miały miejsca.

Informacja o najniższej cenie może poprawić naszą świadomość na temat tego czy i kiedy kupować e-booki. Ale tak naprawdę niewiele zmienia jeśli chodzi o nasze zakupy.

Przypomnę o czym pisałem w artykule o polowaniu na e-booki. Zwracajmy uwagę na promocje, korzystajmy z nich mądrze. Ale niech promocja nie będzie głównym powodem dla którego kupujemy e-booka! Jestem pewien, że jest wiele książek, których zakup będzie dobrym wyborem nawet jeśli teraz kosztują 40 zł.

PS. Nasza porównywarka cen e-booków nie jest sklepem i nie obowiązuje jej nowa dyrektywa, ale od paru dni przy książkach podajemy również najniższą cenę z poprzednich 30 dni. Być może ułatwi to decyzję o zakupie, albo podpowie, na jakiej wysokości ustawić alert cenowy.

PS2. Skupiam się w tym artykule na rzeczy najbardziej widocznej, którą są ceny, ale Omnibus wprowadza również inne obowiązki dla sklepów – to opiszę w osobnym tekście.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

28 odpowiedzi na „Dyrektywa Omnibus – co to oznacza dla kupujących e-booki i jak przygotowały się polskie księgarnie?

  1. mjm pisze:

    Dodałbym jeszcze jedną rzecz: jeśli chodzi o rodzaje aktów prawnych UE, to mamy:
    – rozporządzenie – jest wiążącym aktem ustawodawczym. Musi być stosowane w całości na całym obszarze UE,
    – dyrektywa – jest aktem ustawodawczym wyznaczającym cel, który muszą osiągnąć wszystkie państwa UE. Sposób jego osiągnięcia określają jednak poszczególne kraje za pośrednictwem swoich własnych aktów prawnych.

    Ponadto dyrektywa 98/6/WE w sprawie ochrony konsumenta przez podawanie cen produktów oferowanych konsumentom (zmieniona przez Omnibusa) zawiera następujący artykuł 10:
    „Niniejsza dyrektywa nie stanowi przeszkody dla Państw Członkowskich w przyjmowaniu lub utrzymywaniu w mocy przepisów, które są korzystniejsze pod względem przekazywania informacji konsumentom i porównywania cen, bez uszczerbku dla ich zobowiązań wynikających z Traktatu.”

    W związku z powyższym uznanie, że polski ustawodawca nowymi regulacjami dotyczącymi cen chciał objąć również treści cyfrowe, wydaje się całkiem prawdopodobne (przyjmując, że świadomie skorzystał z możliwości przyjęcia przepisów korzystniejszych dla konsumentów od minimum określanego przez Omnibusa).

    0
    • Robert Drózd pisze:

      I taka jest interpretacja np. autora Prakreacji, problem w tym że jednak nigdzie te treści cyfrowe wprost nie zostały ujęte – a w ustawie o informowaniu o cenach szczególnie. Specjalnie ją podlinkowałem, żeby pokazać, że do podawania cen dla treści cyfrowych ona ma się nijak.

      0
    • Olgierd pisze:

      Właściwie to mógł to zrobić nieświadomie — dyrektywa 98/6/WE w/s podawania cen produktów nie definiuje pojęcia produktu; polska ustawa o informowaniu o cenach towarów towarów i usług mówi tu o „towarach”, którymi są także „prawa majątkowe zbywalne”, i tu nie widzę żadnych przeciwwskazań odnośnie treści cyfrowych — bo nie każda treść cyfrowa będzie prawem majątkowym zbywalnym i vice versa.
      Zatem: „zwykłe” treści cyfrowe może nie podlegają przepisom o podawaniu cen, ale zbywalne prawa majątkowe i owszem, niezależnie od tego czy mają formę treści cyfrowych czy jakąkolwiek inną.
      Tak mi się wydaje ;-)

      1
  2. prad pisze:

    „ale od paru dni przy książkach podajemy również najniższą cenę z poprzednich 30 dni”
    Dużo kodu trzeba było dopisać? Skrzywienie zawodowe :)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      W sensie, czego dopisać? Kodu? Niedużo, bo historię cen książek porównywarka przechowuje od dawna, więc wystarczyło to wyciągnąć. Oczywiście przy okazji wysypało się co innego i Okazje cenowe nie działały przez parę dni, ale już powinno być OK. :)

      2
      • asymon pisze:

        A to może przy okazji tabelę „historycznych notowań”? I wykres (jak u konkurencji), tylko może w miarę możliwości z liniową osią X (czasu)?

        8
        • Olej pisze:

          jesli koncert zyczen to ja najpierw bym poprosil o alerty z uwzglednieniem zlotej polki ebookpoint i nexto premium ;)

          8
  3. hocik pisze:

    Skoro mowa o cenach i korektach to mam prośbę o korektę na linkach do wydawnictwa WAM
    https://ebooki.swiatczytnikow.pl/ebook/9788327728494,ks–marek-starowieyski–lukasz-piatak–zrodla-muzulmanskie-o-jezusie-ewangelia-b.html
    Cena 99 zł jest ceną normalną bez promocji, a przy faktycznej promocji 20% na stronie pokaże się 52% co wydaje się super okazją.

    0
  4. nurz27 pisze:

    Książki kupujemy częściej niż lodówki? Dobrze by było:)

    0
  5. Krystian pisze:

    „Więcej będzie promocji wiązanych (np. 2 w cenie 1), albo personalizowanych (np. kody rabatowe), bo w tych przypadkach dyrektywa nie obowiązuje.”

    A czy nie jest tak że jak sklep zrobi promocje „Wszystko -50% z kodem TANIEJ50” który umieści na stronie głównej to się taka promocja też wlicza w „najniższą cenę z 30 dni”?

    0
    • mjm pisze:

      Jeśli to jest publiczny kod, to wlicza się do ceny „omnibusowej”. Dlatego Robert napisał o kodach personalizowanych, bo te już traktowane są inaczej.

      0
      • midway pisze:

        Czyli kody bumerang wyprzedziły swoją epokę :-)

        1
        • mjm pisze:

          Na pewno kiedyś Publio rozsyłało indywidualne kody, gdy na przykład kupiło się u nich pierwszą część jakiejś serii, to podczas premiery kolejnej części w mailu dostawało się kod rabatowy na kontynuację.

          0
      • Robert Drózd pisze:

        Tak naprawdę to nad tym się pewnie prawnicy w wielu sklepach głowią od paru miesięcy. Dla nas to się wydaje dodaniem kolejnej (potrzebnej lub nie) informacji, a kolega z pewnej księgarni mówi, że pół grudnia spędzili na spotkaniach z działem prawnym. :)

        1
        • Krystian pisze:

          Magia przepisów unijnych z dodatkiem polskiej inwencji twórczej. Do dzisiaj spotykam się z odpowiedzią „bo RODO” przy różnych kuriozach nie mających w ogóle nic wspólnego z RODO.

          5
  6. Robert Drózd pisze:

    Jeszcze o różnym podawaniu cen, tu jest ciekawy przypadek
    https://czasopismo.legeartis.org/2023/01/informacja-obnizce-ceny-towaru-najnizsza-cena-30-dni-przed-wprowadzeniem/

    Lidl podaje zniżkę -20% na kiełbasę w stosunku do innej kiełbasy tego producenta.

    To tak jakby wydawca podawał zniżkę na książkę w stosunku do innej książki tego wydawcy. :)

    Najwyraźniej testują, na ile mogą sobie pozwolić.

    0
    • krzyszp pisze:

      Z biegiem lat zaczynam coraz bardziej rozumieć pogląd, że właściwie każda forma reklamy to tak naprawdę zalegalizowane oszustwo.
      Bo jak inaczej tłumaczyć wielkie reklamy produktów/usług z podanymi cenami i gwiazdką „przedstawiona informacja nie stanowi oferty handlowej”?

      Z promocjami jest niestety jeszcze gorzej i mnie osobiście wkurza wrzucanie „-50%” dla ebook’a, dla którego „cena okładkowa” obowiązywała przez pierwszy tydzień – tak naprawdę, to po jakimś sensownym okresie ta „promocja” to tak naprawdę jest cena regularna…

      Sam zresztą często widzę pozycje z taką promocją „- 40%” np. za 24.99, która na innej platformie jest sprzedawana w cenie 25.99 podanej jako normalna cena…

      1
  7. Józef pisze:

    Ciekawe że akurat amazon się nie dostosował, nawet jeśli chodzi o książki papierowe

    1
  8. Sylwia pisze:

    Jak dla mnie lepiej by było, żeby był jeszcze obowiązek pokazywania najwyższej ceny z ostatnich 30 dni. Bo jest różnica jak mamy rzecz, której najwyższa cena była 100 zł, najniższa 45 zł, a teraz jest przecenione z 100 zł na 50 zł, niż kiedy najwyższa cena to 60 zł., najniższa 45 zł, a teraz jest przecenione z 100 zł na 50 zł, kiedy tak naprawdę tego 100 zł to nigdy nie było.

    0
    • mjm pisze:

      Przecież Omnibus powstał w celu walki ze sztucznym zawyżaniem cen przed promocją, a Ty chcesz sprzedawców jeszcze bardziej do tego zachęcić. Bo co ich powstrzyma przed faktycznym podniesieniem ceny do 100 zł (a może nawet i 120 zł) chwilę przed obniżką?

      1
      • Sylwia pisze:

        Nie wiem po co powstał Omnibus, ale sytuacja w której wpisuje się przekreśloną cenę 1000 zł i promocję za 500 zł, podczas gdy tej ceny 1000 zł to nigdy nie było, to jednak wprowadzanie klienta w błąd.

        0
        • mjm pisze:

          Omnibus jest odpowiedzią na skargi konsumentów niezadowolonych, że sklepy potrafią na jeden dzień podnieść cenę z 450 zł na 1000 zł, tylko po to, żeby następnego dnia zrobić promocję -50% z ceną 500 zł.

          0
          • Sylwia pisze:

            Mimo wszystko o wiele częściej widzę przekreślone ceny „przed promocją”, których to cen w tym sklepie nie było przez ostatnie kilka lat (świętny przykład sklepu firmowego TMZO; robię tam zakupy często i te rzeczy wiecznie „w promocji” już mnie zaczynają irytować), niż taką sytuację jak opisałeś powyżej.

            A co do sytuacji, którą opisałeś powyżej, to sklepy raczej zrobią coś innego. Wrzucą informację o tym, że coś jest przecenione z 1500 zł na 450 zł, później wróci to do „normalnej” ceny 1000 zł, a następnie zrobią kolejną promocję z 1500 zł na 500 zł. I skąd ty jako konsument masz się dowiedzieć, że ta cena 1500 zł jest wyciągnięta z kapelusza i tak naprawdę nigdy jej nie było?

            0
            • mjm pisze:

              Rozumiem Twoją irytację (ba, zdecydowanie ją popieram), ale wydaje mi się, że próba uregulowania informowania o „najwyższej cenie z ostatnich 30 dni” jest dużo gorszym rozwiązaniem niż obecna „najniższa cena”. Głównie dlatego, że sklep będzie w stanie to bardzo łatwo obejść, chyba że stworzy się jakiegoś potwora (trudnego technicznie do wdrożenia).
              Bo albo będzie wystarczyło, że sklep zmieni cenę na niepromocyjną na 30 minut raz w miesiącu między 2 a 3 w nocy, albo w przepisach zapiszemy, że np. najwyższa cena to taka, która obowiązywała w sposób ciągły przez minimum 24 godziny, itp.
              Dlatego wprowadzono „najniższą cenę z 30 dni” jako referencyjną. Jeśli obecna cena jest zbliżona, to kupujesz, jeśli nie – czekasz na lepszą (zakładając, że nie spieszy Ci się z zakupem).

              1
              • Sylwia pisze:

                Hmm… To może średnia cena z ostatnich 30 dni? Wybacz, ale ta najniższa cena jakoś mnie nie przekonuje. Bo o ile są to sklepy, w których często robię zakupy (jak ten firmowy sklep TZMO), to wiem, że te przekreślone ceny to bzdura, o tyle w innych sklepach łatwo się naciąć.

                0
              • mjm pisze:

                Do średniej mam podobne zastrzeżenia – jest podatna na manipulacje sklepu (choć dużo mniej niż najwyższa cena) oraz może być trudna do zdefiniowania (np. jak liczyć średnią miesięczną, gdy cena zmienia się w ciągu dnia – ważymy ceny godzinowo, czy bierzemy cenę na koniec dnia?).

                To taka walka z manipulacją sklepów za pomocą środków, które nie są odporne na manipulacje.

                Już chyba najlepiej byłoby wymagać od sklepu pełnej historii ceny danego produktu za ostatnie 30 dni – tabelka/wykres z każdą zmianą ceny.

                1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.