Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Badanie czytelnictwa BN za 2020: pandemia nic nie zmieniła, e-booki to wciąż nisza

Biblioteka Narodowa: 42% Polaków czyta książki

Biblioteka Narodowa ogłosiła parę dni temu wyniki corocznego badania czytelnictwa.

Jak co roku, do mediów najbardziej przebija się jedna liczba: 42% Polaków przeczytało co najmniej fragment jednej książki.

Sama liczba pozwala na ostrożny optymizm, gdyż wartość jest wyższa niż rok czy dwa lata temu. Niemniej to wciąż oznacza, że większość ludzi w Polsce nie czyta książek. Przyczyn jest wiele i zastanawiają się nad tym od lat fachowcy. Dla mnie te 58% nieczytających to wciąż ogromne oskarżenie wobec szkoły, która zniechęca do czytania dla przyjemności czy też własnego pożytku. Wprawdzie im młodsza osoba, tym częściej deklaruje czytanie, ale jak zauważają autorzy raportu:

W grupie wiekowej 15–18 lat czytelników jest aż 76%, co w sposób oczywisty wiąże się z pobieraniem nauki w szkole, choć warto przy tym odnotować fakt, że jednocześnie
co czwarta osoba w tej grupie deklaruje, że w ciągu roku nie czytała żadnej książki. Trudno sobie wyobrazić, że uczęszczając do szkoły można nie mieć kontaktu z książkami, prawdopodobnie zatem część badanych, którzy udzielili takiej odpowiedzi, nie traktuje jako książki materiałów dydaktycznych udostępnianych online przez nauczycieli czy też samodzielnie zdobywanych w internecie.

A może po prostu uznali, że podręcznik czy lektura to nie książka?

Wśród innych przyczyn komentatorzy wskazują wysokie ceny książek (co nie jest według mnie sensownym powodem, bo ceny nie rosną od kilkunastu lat, jest rynek książki używanej itd.), brak dostępu do bibliotek, konkurencję ze strony innych mediów, wreszcie brak czasu i przemęczenie pracą. To ostatnie jest chyba często pomijane. Z perspektywy czytelniczej bańki, afirmującej czytanie jako element pewnego stylu życia, trudno czasami zrozumieć ludzi pracujących po kilkanaście godzin dziennie (włączając w to obowiązki domowe), którzy te niewielkie ilości czasu, które im zostają, wolą przeznaczać na rozrywki wymagające mniej wysiłku, choćby serial. Z drugiej strony czy np. lektura Mroza to znacznie „wyższa” rozrywka niż oglądanie serialu o Chyłce? W dyskusjach o popularności czytania łatwo wpaść w pułapkę traktowania tego sposobu spędzania czasu jako czegoś bezwarunkowo lepszego.

Co zmieniła tutaj pandemia? Na pewno nie rzuciliśmy się wszyscy na książki. Nadal ledwie 11% respondentów przeczytało więcej niż 7 książek w ciągu roku. Co jednak ciekawe: wśród osób pracujących zdalnie i mających więcej lub tyle samo obowiązków, więcej niż 7 książek przeczytało 20%. Można powiedzieć, że brak dojazdów do pracy trochę zwalnia nam czasu, choć jednocześnie pamiętajmy – pracujący zdalnie to zwykle pracownicy umysłowi, a ci zawsze trochę więcej czytali.

Autorzy raportu nie pozostawiają złudzeń:

Wydaje się zatem, że to jednak nie pandemia w pierwszej kolejności decyduje o postawach lekturowych Polaków, lecz nadzwyczajne okoliczności przez nią powodowane wyostrzają jedynie różnice społeczne widoczne już wcześniej.

Tyle uwag ogólnych, które na blogu poświęconym czytnikom możnaby potraktować jako dygresję, gdyby nie moje przypuszczenia z ubiegłego roku, że pandemia wzbudzi większe zainteresowanie e-bookami. Gdy rozmawiam z księgarniami, to praktycznie każda twierdzi, że w 2020 sprzedaż wzrosła.

W wynikach badania jednak tego nie widać. Jeśli chodzi o e-booki, to prawie nic się nie zmieniło. Korzystanie z cyfrowej formy książki deklaruje 5% czytających – czyli nawet nie 5% społeczeństwa, a tylko z tych 42%. Do tego forma książki cyfrowej rozumiana jest bardzo szeroko – może to być plik, z którego korzystamy na czytniku lub tablecie, może to być też książka czytana online.

Jedna dość istotna zmiana dotyczy sposóbu pozyskiwania książek cyfrowych. Wzrosła tutaj rola abonamentów – to już 28% czytelników e-booków. To odpowiada intuicyjnej ocenie, zgodnie z którą coraz więcej osób szuka czytników z aplikacjami Legimi czy Empik Go, a obie firmy coraz odważniej te usługi promują. Spadło z kolei „bezpłatne pobieranie książki znalezionej w internecie”, czyli w dużym stopniu synonim piractwa. Dawni miłośnicy „gryzonia” przenoszą się na abonament?

Niekoniecznie, bo popatrzmy dokładniej na wykres.

Te wszystkie statystyki dla 2020 powstały na podstawie zaledwie 45 odpowiedzi. Nie ma w raporcie szczegółów na temat istotności statystycznej, ale nie przywiązywałbym się do stabilności tych trendów.

Wróćmy do tych nieszczęsnych pięciu procent.  Jak to się dzieje, że z kim bym na polskim rynku e-booków nie rozmawiał, ten twierdzi że jest dobrze – a w wynikach badań tego nie widać? Niestety – mówimy wciąż o niszy. Jeśli rynek e-booków ma 5% rynku książki (ilościowo, kosztowo, jak by tego nie liczyć) i wzrośnie o całe 20%, to z perspektywy całego rynku jest to wzrost z 5 do 6%. Z perspektywy populacji – wzrost jeszcze mniejszy.

W roku 2013, czyli 8 lat temu (!) miałem tutaj taki optymistyczny artykuł: my 3 procent, niedługo trzydzieści? Zastanawiałem się, czy wzrost rynku e-booków widoczny w Stanach jest w stanie powtórzyć się u nas. Tak się nie stało. W znacznie bogatszych od nas Niemczech udział e-booków w całym rynku to 5,9% – dane podaję za prezentacją Jensa Klingelhöfera podczas niedawnego panelu Polskiej Izby Książki.

E-booki mają już solidne umocowanie w rynku. Od paru lat przy analizie nominacji lubimyczytac.pl widzę ok. 90% pozycji w wersji elektronicznej. Poza paroma papierowymi epigonami wydawnictwa już nie narzekają na to, że „się nie opłaca”. Wygląda więc na to, że mamy już dość stabilną sytuację, w której miejsce znajdują różni gracze. A że e-booki wciąż to znacznie mniejszy biznes niż papier – no trudno, ale jako czytelnikom jakoś nam to nie przeszkadza.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

40 odpowiedzi na „Badanie czytelnictwa BN za 2020: pandemia nic nie zmieniła, e-booki to wciąż nisza

  1. mjm pisze:

    „Można powiedzieć, że brak dojazdów do pracy trochę zwalnia nam czasu”

    Paradoksalnie, u mnie jest odwrotnie. Długie dojazdy do pracy pociągiem bardzo sprzyjały czytaniu książek. Teraz ten czas spędzam w domu i nagle książka ma dużo większą konkurencję w postaci innych czynności, którymi mogę się zająć.

    10
    • Robert Drózd pisze:

      To prawda, zależy jak się dojeżdża, ja pracuję w domu, ale w 2020 przeczytałem mniej też przez to że mniej jeździłem koleją, SKM czy autobusami. Ale znam ludzi, którzy mieszkając pod miastem, codziennie spędzali 1-2 godziny w samochodzie i wtedy wiadomo, czytać nie mogli, ewentualnie tylko słuchać.

      4
    • Anka pisze:

      „Można powiedzieć, że brak dojazdów do pracy trochę zwalnia nam czasu”

      Przepraszam, może nie w temacie, ale zawsze reaguję na tego typu uwagi, które świadczą o kompletnej ignorancji i braku wiedzy o gospodarce (ta uwaga tyczy również rządzących) – pora sobie uświadomić w tym kraju nie wszyscy pracują zdalnie! Wiele ludzi pracujących np. na produkcji nie ma możliwości pracy zdalnej! piekarz, drukarz, budowlaniec, monter samochodowy… jestem pracownikiem księgowości w zakładzie produkcyjnym, na zdalnej pracy od marca ub roku byłam może trzy dni, dział kard bez dnia pracy zdalnej …
      czytam, zarówno w domu, jak i w czasie jazdy komunikacją miejską, i nie ma dla mnie znaczenia, czy pandemia jest, czy jej nie było, bo czytać zawsze lubiłam i to jedno pewnie się nie zmieni, a wszelkie ankiety i statystyki wyrażają raczej nasze pobożne życzenia, niż rzeczywistość

      2
    • Marek pisze:

      U mnie podobnie długi dojazd do pracy i dużo przeczytanych książek 52 rocznie.

      0
  2. sylwek-torun pisze:

    i dobrze, że nisza, bo inaczej kasta wydawnictw ustaliłaby stałą cenę książki i inne regulacje, o których pisałeś

    dla nas to win-win, regulacji mało, promocji dużo, abonamenty są w pytę, a sam jak robisz podsumowania coroczne to wiesz, że na ebooku wychodzi prawie wszystko

    rynek na tyle duży, żeby wydawcom opłacało się robić ewersje, a na tyle mały, żeby jakieś konglomeraty się nie wcinały

    pozdro

    8
  3. blebleble pisze:

    To badanie jest mylące, bo osoby, które przeczytały 1 książkę (to można rozciągnąć do kilku książek) zafałszowują istotny obraz pozycji rynku e-booków. Bo w kontekście nas interesującym nie ma znaczenia ile % osób czyta e-booki, a ile papier, tylko ile % rynku zakupów książki biorą e-booki. I tutaj można w ciemno założyć, że większość osób, które przeczytała 1, 2 czy 5 książek w ciągu roku, to osoby które czytają papier. Ale z moich obserwacji wynika, że osoby czytające e-booki kupują książki albo hurtowo (na zapas), albo po prostu dużo. Natomiast wśród osób które czytają papier takich osób jest zdecydowana mniejszość w stosunku do całości populacji czytaczy papieru. Co nie znaczy, że nie ma osób kupujących papier na kilogramy. Chciałbym zobaczyć jak to wygląda w przełożeniu na sprzedaż, a nie na deklarowaną ilość czytanych książek.

    5
    • Robert Drózd pisze:

      Zgadzam się jeśli chodzi o ten % zakupów. Niektórzy wydawcy bardzo aktywni na rynku e-booków mówili że e-booki to już wartościowo u nich nie jest 5%, ale znacznie więcej.

      Niestety w Polsce nie ma żadnego wiarygodnego badania na ten temat.

      3
      • blebleble pisze:

        Właśnie to mnie najbardziej interesuje, jaki rząd wielkości sprzedaży stanową ebooki. Jest jeden interesujący mnie wydawca w PL, który opiera się całkowicie w kwestii ebooków, a ja zaprzestałem zakupu papieru i szykuję się żeby coś pomęczyć o ebooki, tylko szukam dobrego argumentu ekonomicznego.

        0
        • Gregrex pisze:

          No nie wiem – nie szkoda czasu/prądu – chyba już lepiej kupić te parę książek w papierze.

          0
          • blebleble pisze:

            Komu lepiej, temu lepiej. Mnie się podoba, że pozbywam się makulatury.

            4
            • Gregrex pisze:

              Miałem na myśli walkę z jakimś wydawnictwem o parę książek. Jakieś 5 lat temu też przerzuciłem się w w większości na e-booki i co roku wydaję na nie czterocyfrową kwotę natomiast jak nie ma to nie drę szat tylko kupuję papier – czy w domu będzie 1000 czy 1100 książek to już nie robi wielkiej różnicy…
              A e-booki są generalnie gorsze – książki oprócz ceny wymagały jeszcze miejsca więc trzeba było rozsądniej zarządzać zakupami. Z e-bookami… nie ma takich ograniczeń.
              Zasada żeby nie kupować na zapas bo e-book to nie książka – zawsze będzie niestety się nie sprawdza, wygasają licencje i nawet świetne książki np. Richarda Pipesa (Znak co wy robicie?) znikają więc czasami trzeba kupować na zapas…

              2
              • blebleble pisze:

                No a ja właśnie doszedłem do wniosku, że szkoda mi miejsca na papier i zrobiłem zamianę, kupiłem ebooki i sprzedałem papier. Z 1800 książek papierowych zeszło do 1000, a chciałbym w perspektywie paru lat dojść do maks 500. A jeśli chodzi o Vesper (bo o nich mowa) to wydają dużo i fajne. Kupiłbym w ebooku niemal wszystko co wydają, a w papierze to może Lovecrafta.

                1
    • Andrzej pisze:

      Wlasnie mialem ten sam aspekt poruszyc. Moim zdaniem ludzie czytajacy e-booki czytaja po prostu wiecej. W tym roku zaczalem sobie robic „liste” przeczytanych ksiazek i mimo, ze nie czytam godzinami, to wyszlo juz 14 tytulow. Za e-bookami i iloscia przeczytanych tytulow przemawia tez dostepnosc. Jak mi sie spodoba ktoras seria, to kupuje od razu wszystkie co wyszly.

      0
  4. Totengott pisze:

    Ja bardzo ubolewam, że Vesper nie wydaje ebooków. Cholernie by się przydało, ale są skubani nieugięci…

    1
    • Czytelniczka pisze:

      Oj tak, chociażby Drakula… Z braku laku kupiłam audiobooka, chociaż nie żałuję, bo bardzo dobry lektor, szczególnie w roli hrabiego ;)

      0
  5. Tomasz B pisze:

    A jak wygląda sytuacja z audiobookami?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      W całym raporcie nie ma na wzmianki na temat audiobooków czy książek dźwiękowych, nie wiem czy one nie są uwzględniane, czy też raczej traktowane jako formaty cyfrowe.

      0
      • Gregrex pisze:

        Hmm… pytanie czy audiobook to jeszcze książka czy bardziej „film”, no… może przesadziłem ale: „audycja radiowa”, słuchowisko.
        Bliżej temu do youtuba niż wikipedii.
        Osobiście nie mogę się przemóc – sporadycznie odpalam audiobooki w aucie ale absolutnie nie czuje się jakbym to czytał, ciężko się zaangażować… to nie dla mnie.
        ps. Czekam na samochody autonomiczne żeby przynajmniej na autostradzie zostawić los komputerowi i zająć się lekturą.

        4
        • Tomasz B pisze:

          Wg mnie audiobooki świetnie się sprawdzają przy pracach domowych.
          Aby przekonać się do nich polecam zerknąć na audiobook/słuchowisko „Lśnienie” Kinga. Rewelacyjnie zagrane głosem.

          4
        • mjm pisze:

          Mam podobne odczucia odnośnie słuchania literatury pięknej. Za to bardzo podeszły mi audiobooki z reportażami i ich najczęściej słucham podczas jazdy samochodem. (Może to kwestia tego, że literatura faktu jest dużo mocniej osadzona w rzeczywistości, większość pojawiających się pojęć czy postaci będzie nam znana, więc łatwiej jest podążyć za treścią, gdy część uwagi poświęcamy na prowadzenie samochodu.)

          A w domu, jako tło do różnych czynności domowych, to najchętniej podcasty, zwłaszcza takie w formie dialogu.

          1
  6. Marcin pisze:

    Czytałem ten raport i komentarze do niego. Tam była mowa o 2000 ankietowanych, trochę mało chyba. Poza tym jak obiektywnie zróżnicowana była próbka i 12 pytań, które raczej dotyczyły książek papierowych.
    Myślę, że co do rynku elektronicznego znacznie więcej odpowiedzi przyniesie niedawno zakończone badanie, przeprowadzone przez lubimyczytac.pl. Zresztą tam na odpowiedzenie na pytania trzeba było poświęcić 10-15 minut. Wyniki chyba mają być jakoś w maju.

    0
    • Shellest pisze:

      Dlaczego mało? 2000 to dość typowa próba w takim badaniu. Przy poziomie ufności 95% i 30 milionach populacji, próba 2000 daje (wspomagam się kalkulatorem online) błąd maksymalny jakieś 2%.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Zgadza się, ale chyba tylko dla odpowiedzi dotyczących całej populacji (ile % przeczytało książkę).

        0
  7. WaszZenek pisze:

    Proponuje to zestawic z rekordowymi wynikami Netfliksa.

    Czytanie to wysilek umyslowy i intensywna praca mozgu. Ogladanie filmu to leniwa przyjemnosc niczym pierdzenie na kanapie. Proponuje wszystkim przebiec 10 km i po powrocie zabrac sie za czytanie ksiazki. Nie da sie. Ale po wysilku film jak najbardziej mozna ogladac.

    Wiekszosc ludzi to leniwce i tyle. Macie po prostu lekko przyglupi narod.

    1
    • rudy102 pisze:

      Dokładnie, ja to jestem kimś bo czytam co tydzień nowy kryminał Remigiusza Mroza, nie to co przygłupi plebs siedzący przed netfliksem.

      12
    • Sceptyk pisze:

      A po biegu siadasz przed telewizorem i zasypiasz po 10 minutach. Film też wymaga pewnego skupienia.

      4
    • Vorph pisze:

      Nikt mi nie wmówi, że czytanie książek od znanego polskiego autora kryminałów produkowanych w ilości hurtowej wymaga więcej wysiłku intelektualnego, emocjonalnego, jakiegokolwiek, niż obejrzenie „Synecdoche, New York” albo zagranie w „This war of mine”.

      Więc może nie generalizujmy i nie bawmy się w żenujące fetysze rodem z profili typu „nie czytasz, nie idę z tobą do łóżka”.

      4
  8. Roman pisze:

    Dziwi mnie niski poziom czytania ebooków.
    Sam za młodu czytałem dużo książek papierowych, w dorosłym życiu przestałem kupować książki ponieważ nie miałem gdzie ich trzymać, biblioteka to zawsze problem z racji mieszkania w małym mieście i ograniczonej oferty. Natomiast od roku 2011 kiedy zakupiłem pierwszego Kindla nie schodzę poniżej 45 przeczytanych książek w roku. Wielu moich znajomych powiela ten schemat

    6
  9. Bukoholik pisze:

    Mam wrażenie nie za jakiś czas ogłosi się konkurs „Kto dotknął w tym roku książkę?” Nie ważne czy to jest papier czy e-book ważne dla mnie, że mogę robić to co lubię. Co do społeczeństwa trudno nie podejrzewać o objawy analfabetyzmu kiedy czytanie dłuższe niż kilka linijek sprawia ludzią kłopot. Warto się zastanowić co z tego przeczytanego fragmentu tudzież jednej książki zrozumiało zacne 42% ;) każde badanie idzie tak przedstawić, żeby były ochy i ahy. Wystarczy poprosić tych 42% o wymienienie trzech autorów z imienia i nazwiska. Obiecuję powód do poprawy humoru przedni. Nie wspominając,że czytnik ebooków jest tylko czytania? Pozdrawiam

    2
    • Dziad z lasu pisze:

      „[…] trudno nie podejrzewać o objawy analfabetyzmu […]”
      A po co zaraz podejrzewać, skoro dowody mamy jak na tacy („kto dotknął książkę, nie ważne, sprawia ludzią, poprosić tych 42%”, a do tego haiku „obiecuję powód do poprawy humoru przedni”; interpunkcja to osobny powód do głębokiej zadumy)?

      5
  10. Tomek pisze:

    Inna sprawą jest też jakie książki ludzie najcześciej czytają… Kryminały , thrillery , romanse itd. Książki wymagające intelektualnego wysiłku (popularnonaukowe, historyczne, eseje, litaratura piękna) są w niszą w niszy jaką są książki… Według mnie ilość książek przeczytanych też moze za wiele nie mowić, ile ludzie czytają . Pytanie powinno być bardziej szczegółowe i dotyczyć mniej wiecej ilośći stron jaka zawierała przeczytana książka. Ja czytam ok 50 książek w ciągu roku, ale niejednokrotnie są to pozycje 500+ i 1000+ stron.

    3
    • Sylwia pisze:

      Jak już chcemy wymagać intelektualnego wysiłku, to przypominam: „liczba książek”, a nie „ilość książek”, bo książki są policzalne :) To samo co do stron, one także są policzalne :)

      9
    • Marek pisze:

      Akurat dla mnie takie pozycje jak kryminały , thrillery , romanse nie istnieją, jak napisałeś czytam tylko literaturę popularnonaukowe, historyczne, eseje, literaturę pięknę ostatnio odkryłem Sandora Maraia..

      0
  11. herr tusk pisze:

    Książki papierowe są drogie, te ciekawe i grubsze to wydatek minimum 50 zł a często nawet 80-90. To jest za dużo. Tym bardziej dziwi mała popularność książek elektronicznych. Myślę że wciąż zbyt mało ludzi ma świadomość istnienia czytników, a ci co o nich wiedzą nie mają zaufania. Często słyszę jak książka to tylko papierowa. Ja też tak kiedyś myślałem dopóki nie zacząłem korzystać z ebooków. Dziś papierowa to dla mnie dziwna książka.

    3
  12. AgaR pisze:

    Przy tego typu podsumowaniach zawsze mnie interesuje grupa badawcza – jak żyję nikt mnie nie ankietował w tej kwestii, a szkoda.

    2
  13. Kuba pisze:

    „nic nie robisz, tylko czytasz i czytasz. I co masz z tego czytania? Byś chociaż przeczytał jak płytki położyć w przedpokoju” gdzieś mi jeszcze dudni w uszach 😉
    Mam jednak wrażenie, że niektórzy przeczytali tylko poradnik „Jak zbudować państwo z tektury, gówna i patyków” 😔

    3
    • Bukoholik pisze:

      Oczy cię nie bolą? Ile można byś se film obejrzał. No ale jak mamy pacjentów typu ” ja się cały czas uczę…”

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.