Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Czytniki w orbicie polityki, czyli jak MEN pomylił dwa modele PocketBook

Udostępnij na FB Udostępnij na Mastodonie

Temat czytników e-booków w mediach pojawia się rzadko, no i zwykle w kontekście jakiejś afery. I tym razem nie chodzi o czytanie.

Trafiłem dziś w Gazecie Wyborczej na artykuł o niekompetencji Ministerstwa Edukacji Narodowej, które od paru miesięcy nie potrafi przekazać nauczycielom nagród z konkursu na temat innowacji. Choć pobrało już od nich podatek. A nagrodami miały być… czytniki e-booków.

W artykule nie pojawia się jednak konkretna marka. Cytuję fragment listu otwartego, jaki wysłała na adres MEN jedna z laureatek.

14 października 2025 roku zostałam laureatką konkursu „Kierunek: Innowacja 2025”. Informację o sukcesie znalazłam na stronie MEN, a następnego dnia w mailu otrzymałam gratulacje i informację o nagrodzie: czytniku PocketBook InkPad Eo o wartości 1480 zł. W tym samym mailu poinformowano mnie, że zgodnie z regulaminem, który zaakceptowałam, mam wpłacić 148 zł podatku. Uczyniłam to niezwłocznie, jako uczciwa i zdyscyplinowana obywatelka. Od tej pory minęły cztery miesiące. Przez ten czas:

  • czekałam na „najbliższy czas”, w którym nagroda miała zostać mi wręczona przez kuratorium (nie rozumiem, dlaczego nie przez ministerstwo??),
  • 15 grudnia dowiedziałam się, że przez błąd w kopiowaniu nazw z wykazu, obiecano mi inny model niż ten, który faktycznie został zakupiony: PocketBook Color 3, którego wartość rynkowa jest niższa (ok. 1239–1290 zł), choć podatek zapłaciłam od kwoty 1480 zł,
  • po zdecydowanym proteście, moim i innych laureatów, powołanie się na przepisy prawa i zasady uczciwości społecznej otrzymałam informację, że dostarczone już niektórym laureatom (ale wciąż nie mnie) czytniki są „niezgodne” i będą wymieniane, a laureaci mają wziąć udział w logistycznej operacji naprawczej, dostarczając kolejne dane osobowe, o czym już w żadnym regulaminie nie było mowy,
  • przeszłam przez etap ministerialnych przeprosin, obietnic, a ostatecznie, od ponad miesiąca, przez etap całkowitej ciszy. Na pytania laureatów o termin wręczenia nagród resort odpowiada milczeniem. To, co w związkach międzyludzkich psychologowie nazywają ghostingiem, w wykonaniu ministerstwa stało się standardową procedurą operacyjną. Wczoraj był 14 lutego. Za nami więc Walentynki, Święta Bożego Narodzenia, Nowy Rok. A przed nami kolejne tygodnie oczekiwania. Czytnika nie dotknęłam ani razu. Nie wiem, gdzie jest, kiedy dotrze i czy w ogóle dotrze. Wiem natomiast, że podatek został zapłacony i zasilił budżet państwa i tu system zadziałał bezbłędnie i natychmiast. […]

I jeszcze z artykułu w Wyborczej:

Jedna z laureatek opowiada nam o mailu z MEN, który nadszedł w grudniu na prośbę o wyjaśnienie sytuacji.

– W skrócie była to odpowiedź, że zaszła pomyłka, ale otrzymane czytniki będą na pewno tak samo dobre, jak te obiecane. Do tego dołączone były życzenia wesołych świąt.

Świat Czytników nie jest blogiem o polityce, ani o funkcjonowaniu resortu edukacji, tak więc chciałbym się skupić na rzeczy trochę pobocznej, ale chyba dla nagrodzonych nauczycieli istotnej.

Czy otrzymany czytnik jest faktycznie „tak samo dobry” jak obiecany?

Zobaczmy najpierw, o które modele chodzi:

I rzeczywiście – to są urządzenia innych kategorii.

W przypadku InkPad Eo mamy do czynienia de facto z tabletem, który może służyć do pracy z dokumentami czy też korzystania z aplikacji, choć niekoniecznie realizuje wszystkie obietnice, np. aparat uznałem za mało użyteczny.

Z kolei InkPad Color 3 to po prostu urządzenie do czytania książek – prostsze w obsłudze i z mniejszymi „ambicjami”. Ma on też mniejsze rozmiary, więc można go częściej ze sobą zabierać

Na zdjęciu otwierającym artykuł umieściłem InkPad Eo i Color 2 – no i widzimy też efekt uboczny Androida. Po dwóch tygodniach leżenia na półce, w Eo wyczerpała się bateria, na jego mniejszym kuzynie wciąż działa. Urządzenie z Androidem trzeba po prostu ładować częściej. Wyobraźmy sobie, że ktoś w ciągu tygodnia nie ma czasu na czytanie (bo praca), chce sięgnąć po czytnik w weekend, no i w przypadku „lepszego” czytnika z Androidem może go czekać niemiła niespodzianka.

Jedna rzecz, która mi się trochę nie zgadza, to podane ceny.

  • InkPad Eo miał mieć wartość 1480 zł. Tymczasem niedługo po premierze model ten kosztował 2449 zł, obecnie na stronie Czytio widzę cenę 1999 zł, podobną cenę ma Amazon. Bywał odrobinę taniej w promocjach, ale ceny poniżej 1500 zł sobie nie przypominam.
  • No, a InkPad Color 3 chwilę po premierze miał cenę sugerowaną 1499 zł.

Wygląda na to, że w ministerstwie po prostu pomylono modele i faktycznie planowano zamówić Color 3 (który w momencie zamówienia mógł kosztować 1430 zł) – ale zakomunikowano inny model.

Oczywiście nauczyciele mają prawo oczekiwać tego, co im obiecano. Może jednak machnąć ręką na niekompetencję urzędników i wziąć to, co jest? Jeśli ktoś zamierza tylko czytać, również korzystać z abonamentów e-bookowych – to mniejszy model w zupełności wystarczy, może być nawet wygodniejszy.

A żeby skończyć jakąś sugestią. Jakiś czas temu część nauczycieli dostała bony na laptopy, które słusznie uznano za potrzebne narzędzia pracy. A może w przyszłości MEN uzna, że kto jak kto, ale nauczyciele powinni więcej czytać, no i wszystkim da bony na zakup czytników? Albo dostęp do biblioteki e-booków, które ułatwią im rozwój zawodowy? Na pewno wśród czytelników bloga jest wielu nauczycieli. Czy skorzystalibyście z takiego „prezentu” od ministerstwa?

W artykule są linki afiliacyjne.

Udostępnij na FB Udostępnij na Mastodonie

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

24 odpowiedzi na „Czytniki w orbicie polityki, czyli jak MEN pomylił dwa modele PocketBook

  1. Marko pisze:

    Żenujący sposób załatwienia całej sprawy. I jeszcze to mataczenie na koniec. Nieważne co zakupili, liczy się to co oficjalnie obiecali ludziom!
    Można się pocieszać, że wszystko jest lepsze niż Czarnek i jego całkowity brak umiaru i przyzwoitości. Jednak wyborcy obecnej opcji rządzącej oczekiwali pewnych minimalnych standardów, poniżej których się nie schodzi.

    20
    • Adam pisze:

      Miało być o czytniku ale niestety wyszło jak zwykle, czyli znów polityka.
      Przemysław Czarnek wzorem kultury dyskusji na pewno nie jest i jego fanem zdecydowanie nie jestem.
      Ale z tego wszystkiego, co od niego lepsze jest zdecydowanie wyłączyłbym oszalałe lewaczko-feministki, czyli Nowacką, Lubnauer i im podobne.
      Wieje grozą ile już w tej edukacji napsuły, a końca wciąz nie widać…

      8
      • Robert Drózd pisze:

        Powinienem usunąć oba komentarze, ale zostawię, bo się ładnie równoważą. Niekompetencja urzędników ministerstwa czy kuratorium to nie jest bezpośrednio odpowiedzialność ministra.

        1
        • Miszel pisze:

          A mnie się niesamowicie spodobały te „oszalałe lewaczko-feministki”!! Wyobraźnia samoczynnie startuje i natychmiast podsuwa przerażające obrazy w stylu Beksińskiego zmieszanego z nazi- i socrealizmem tudzież scenerią z „The Last of Us”.
          Ach, czemu nie potrafię tego namalować!…..

          1
          • GG pisze:

            Zgodnie z mową miłości redaktora Michnika – „jebać was”. Czytelnicy Wyborczej zostali stworzeni na jego obraz i podobieństwo.

            0
  2. Zbyszix pisze:

    Nic się tu nie klei, rozbieżność cen i nazwy modeli. Ale co by nie było to nie rozumiem afery, darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda… Serio 20 zł różnicy w podatku warte zachodu i takiego rozdmuchiwania afery?

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Podstawą „afery” jest to, że oni najpierw zapłacili podatek, a potem mieli dostać czytnik, którego jeszcze nie dostali. Więc niezależnie od rodzaju czytnika, jest to mało poważne, że muszą się w ogóle dopraszać.

      23
    • Marcinero pisze:

      Afera jest przede wszystkim o to, że musieli zapłacić podatek, a czytników jak nie ma, tak nie ma. Wyobraź sobie, zapłacić 148 zł w październiku albo w listopadzie, a potem czekać aż ktoś się łaskawie zlituje i przekaże Ci nagrodę. Dla jednych 148 zł to mało, dla innych może być dużo.
      Uważa się, że publiczne konkursy są pewnego rodzaju przyrzeczeniem, umową – polecam przeczytać: https://www.parp.gov.pl/component/content/article/87049:konkurs-jako-przyrzeczenie-publiczne-jak-przeprowadzic-prawidlowo

      „darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda” – to tak jakby powiedzieć, że pracodawca w umowie obiecał 5000 zł netto wypłaty, wypłacił 4900 zł, więc nie ma się co czepiać… Bo przecież dał „za darmo”… No a jednak nie, pracownik musiał na to zapracować. Tak samo w konkursie uczestnicy musieli zapracować na to, aby wygrać, wykazać się dodatkowymi działaniami. Więc należy im się obiecane wynagrodzenie (ogłoszona nagroda).

      12
      • Robert Drózd pisze:

        A dodajmy jeszcze coś: w wielu konkursach nagroda składa się z części rzeczowej i pieniężnej na poczet podatku, który jest od razu potrącany.

        Tutaj nie dość, że nie przekazano nagrody, to nie potrafiono załatwić formalności tak, aby nie obciążać nagrodzonych.

        14
      • Sebastian pisze:

        To brzmi wręcz jak przykład jakiegoś typowego oszustwa internetowego. Ta cała akcja to na pewno jest prawdziwa, a nie jakiś kolejny wał po przejęciu konta w domenie gov? Ja wiem, że różne partie coraz śmielej i więcej osób nazywa zorganizowaną przestępczością, i coś w tym jest, ale no kruca felek… ;)

        0
    • Pan Jabu pisze:

      Nie, no luz. Podatek od nagrody zapłacili w październiku, w połowie lutego wciąż nie otrzymali nagrody. Praktycznie rzecz biorąc wszystko jest w porządku. Nie ma absolutnie czego rozdmuchiwać…

      12
    • RobertP pisze:

      W Kodeksie Cywilnym masz na to przepisy

      Art.  919. [Przyrzeczenie publiczne]
      §  1.  Kto przez ogłoszenie publiczne przyrzekł nagrodę za wykonanie oznaczonej czynności, obowiązany jest przyrzeczenia dotrzymać.
      §  2.  Jeżeli w przyrzeczeniu nie był oznaczony termin wykonania czynności ani nie było zastrzeżenia, że przyrzeczenie jest nieodwołalne, przyrzekający może je odwołać. Odwołanie powinno nastąpić przez ogłoszenie publiczne w taki sam sposób, w jaki było uczynione przyrzeczenie. Odwołanie jest bezskuteczne względem osoby, która wcześniej czynność wykonała.

      Czytaj więcej w Systemie Informacji Prawnej LEX:
      https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/kodeks-cywilny-16785996/art-919

      Łamanie Kodeksu Cywilnego przez ministerstwo to jest temat godny nagłośnienia.

      12
    • Zbigniew Maj pisze:

      Serio??? rozbiezność w podatku to niewarte zachodu coś.. To może jak Ci tam wezmą 10 % podatku więcej od dochodu to też nie afera, w końcu wspomożesz państwo.

      1
  3. Gregrex pisze:

    Szkoły są źle zarządzane, właściwie całe szkolnictwo jest źle zarządzane – wynika to z faktu że zajmują się tym zazwyczaj awansowani/nadambitni nauczyciele którzy potem nie ogarniają. Może kiedyś też tak było ale teraz mając ósmoklasistę widzę to szczególnie. Mógłbym napisać książkę na ten temat ale podam tylko jeden przykład z ostatnich dni:
    egzamin ósmoklasisty – ktoś wpadł na pomysł żeby zadania były nie po kolei (numeracja – po 12 masz 16ste – przecież to logiczne, prawda?) a do tego że w niektórych przypadkach należy wyrwać środek „książeczki” z częścią pytań egzaminacyjnych – kiedy to wyrywać a kiedy nie to chyba nie wie nikt, dzieciaki się stresują, mój syn np. wolał nie wyrywać – raz że nie wiadomo czy na pewno, dwa że możesz uszkodzić (podrzeć) cały dokument. Sama wicedyrektor szkoły tłumacząc to nie potrafiła wytłumaczyć dlaczego tak jest i że to oględnie mówiąc nieintuicyjne ale chwaliła się że „przygotowali” na tę głupotę dzieci (to był egzamin próbny, rzeczywisty też jest taki). Ot, po prostu jakaś jej, nieco wyżej postawiona koleżanka, wymyśliła taką głupotę (wygodną pewnie, jak się domyślam dla sprawdzających) i luz, każdy się dziwi co to za g…, nawet wąchają i komentują ale nic z tym nie zrobią, w końcu dzieciaki mają się dostosować do systemu a nie na odwrót, przecież system ani – o zgrozo- nauczyciele nie będą się nigdy dostosowywać do dzieciaków.

    0
  4. Grzegorz pisze:

    W kwestii „bonów”: mam brata nauczyciela. Dawali, to wziął (jego słowa), dorzucił coś i kupił synowi lapka „do grania”. Moja żona stwierdziła, że nie bierze, bo ma swojego i nie potrzebuje następnego. Jak dawali w pandemii dofinansowanie na sprzęt do pracy zdalnej (nie pamiętam nazwy) to ją zmusiłem do wzięcia, bo i tak wymieniałem ruter, to chociaż połowę mogłem oszczędzić. Ale to było na takiej zasadzie, że dawali jakieś grosze, trzeba było swoje dołożyć, wziąć fakturę na szkołę na pełną kwotę. Potem tylko kłopoty z gwarancją, bo to kupione nie na człowieka, tylko na szkołę.

    2
    • asymon pisze:

      Ja z kolei znam dwie osoby, które bardzo skorzystały, bo też laptopy już miały, ale dość leciwe. A wiem co piszę, bo czasem je grzecznościowo „serwisowałem”, jeden miał oidp 4GB RAM (wlutowanego). Drugi z kolei laptop się przydał, bo oczy już nie te i lepiej mieć ekran 16″ zamiast 14.

      Inna sprawa, że sprzedawcy wyczuli pismo nosem i bywały przypadki, że sprzęt z zakresu cenowego 2100-2500 zaczął nagle kosztować 2500, ale dla wszystkich.

      1
      • Marcinero pisze:

        To akurat częsty przypadek w naszym kraju.
        Przy okazji rządowych dopłat do kredytów ceny mieszkań (nie mylić z ich wartością) też wzrosły o wysokość dopłat.

        1
  5. Darth Artorius pisze:

    Edukacja i Służba zdrowia nie do naprawienia w PL :(.

    Inna rzecz, że rządzace PO nie powinno oddawać edukacji w ręce lewicy, podobnie jak kiedyś PiS nie powinien oddawac jej Giertychowi. Lewica po PRL powinna być odsunięta od wszystkiego.

    2
  6. kondrart pisze:

    Nauczyciele to zespół frajerów oszukiwanych przez każdego kolejnego ministra. Są zastraszeni, niezdolni do walki o swoje prawa. Ministerstwo może im dać nawet laurkę zamiast laptopa i nie zaprotestują, bo przez kuratorium dostaną „po łbie”. Przecież nie pójdą do pracy do konkurencji, ha, ha. Przykre jest najbardziej to, że co jakiś czas kilkuset nauczycieli z misją i sercem, jak ci wygrani, jest twardo ustawianych w szeregu, a ich zapał i poczucie misji ginie pod obcasem ministerialnego pociotka. Tak, to ma znaczenie czy dostaną cukierek czy czekoladę, tak, te 20 PLN różnicy w podatku od niespełnionej obietnicy może komuś „przetrącić aspiracje do pracy”, tak, to ma ogromne znaczenie. I nie, nauczyciele są niszczeni przez każdą kolejną władzę, nie ma tu lepszych i gorszych.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.