Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Porównanie polskich księgarni z e-bookami: programy lojalnościowe

Tumski_Bridge_Wroclaw_love_locks_01d

W drugim artykule porównującym polskie księgarnie z e-bookami, przyjrzę się programom lojalnościowym.

Polski rynek książek elektronicznych jest jednym z najbardziej konkurencyjnych na świecie. Podczas gdy w największych krajach trwa walka między kilkoma platformami, w Polsce o uwagę klienta konkuruje kilka dużych i kilkanaście mniejszych sklepów.

Księgarnie chciałyby nas do siebie przywiązać i szukają różnych pomysłów na to, byśmy do nich wracali i to u nich zrobili kolejne zakupy. Stąd pomysły na programy lojalnościowe.

W pierwszym artykule pisałem o formach płatności. Spośród wymienionych tam kilkunastu księgarni, programy lojalnościowe ma dziewięć. Omówmy je od tych najbardziej znanych.

Aktualizacja z 6 kwietnia 2017: po roku w zasadzie artykuł jest aktualny – zmieniło się tylko w przypadku Empiku.

Woblink

bumerangst112014

Bumerang w Woblinku to chyba najbardziej „klasyczna” forma promocji lojalnościowej, a jednocześnie bardzo skuteczna.

Przy każdym zakupie powyżej 20 złotych, za każde wydane 10 złotych otrzymamy kody obniżające następne zamówienie o 10 złotych. Np. jeśli wydamy 42 złote – dostajemy 4 kody po 10 złotych. Kody widzimy na naszym koncie, każdy ma też datę trwania.

woblink-kody

Oznacza to, że jeśli kupujemy w Woblinku dużo – to prawie każdą właśnie wydaną książkę kupimy o co najmniej 10 złotych taniej.

Wyjątek od tej zasady jest w dwóch sytuacjach:

  • Dla książek najtańszych (nie da się obniżyć ceny niżej niż do 14,90 zł)
  • Gdy książka jest w promocji – a warunki promocji są takie, że bardziej opłacałoby się użyć kodu. Wtedy trzeba poczekać na koniec promocji.

Ponieważ każdy większy zakup powoduje otrzymanie kodu – wiele osób ma ich nadmiar, co jest jednocześnie zachętą, aby robić kolejne zakupy

Kody nie są przypisane do klienta, dlatego, choćby u nas w komentarzach kwitnie ich wymiana.

Nexto

Program lojalnościowy Nexto opiera się na dwóch elementach.

Po pierwsze – każda zarejestrowana osoba ma domyślnie 5% rabatu od niemal wszystkiego. Nexto jest jedną z nielicznych księgarni, które wciąż umożliwiają zakup bez rejestracji – dostaniemy jednak wtedy tylko jeden format (zwykle EPUB) i nie mamy takich funkcji jak biblioteczka czy wysyłka na Kindle. Dlatego kupno bez rejestracji nie ma wielkiego sensu.

Domyślna zniżka 5% utrudnia trochę komunikację promocji – bo bardzo cena na banerze różni się od tej, którą widzimy na stronie – np. baner komunikuje 12,90 zł – a tak naprawdę mamy 12,26 zł – czyli lepiej.

Po drugie – możliwość doładowania konta punktami Nexto i płacenia przy ich pomocy. Punkty czasami możemy kupić taniej niż ich nominalna wartość, przez co ostateczne zakupy wychodzą taniej.

nexto-punkty

Np. teraz przy kupieniu 12500 punktów (co pozwala na zakupy za 125 złotych) płacimy tylko 110 złotych – to dodatkowe 12% zniżki.

Z reguły punktami można zapłacić również za książki w promocji – co daje miłą kumulację. Wyjątkiem jest sytuacja, gdy promocja oparta jest na kodzie rabatowym – wtedy korzystając z kodu nie zapłacimy punktami. Dotyczy to też popularnej niegdyś Okazji Dnia.

Kiedyś program  Nexto wyglądał bardziej bogato – można było np. zbierać punkty za polecenia książek czy komentarze. Niestety – przy okazji zmiany właściciela księgarni jesienią 2014, zrezygnowano z programu, a posiadacze punktów mieli miesiąc na ich wydanie, co powoduje pewną nieufność u tych, którzy się nie wyrobili.

Aktualizacja z kwietnia 2017: Nexto wciąż tego głośno nie rozgłasza, ale na początku roku wróciła możliwość zbierania punktów! Np. dodatkowe punkty dostaniemy za każde zamówienie, a także za inne czynności – szczegóły na obrazku.

Nasze saldo znajdziemy na stronie Punkty Nexto.

Virtualo

punkty1

Virtualo nie ma programu premiującego zakupy – ale ma możliwość doładowania konta – kupujemy punkty, którymi możemy płacić za książki.

Często, ale nie zawsze punkty te można kupić taniej – np. przy doładowaniu na 200 złotych dostajemy 15% zniżki (płacimy 170 złotych). Ważne, że punktami można zapłacić za wszystkie produkty, również w promocji.

Od grudnia 2016 możemy wybrać doładowanie konta na dowolną kwotę.

Ebookpoint

ebookpoint-polka

Program lojalnościowy Ebookpoint jest o tyle nietypowy, że nie trzeba nic robić, aby brać w nim udział poza… wydawaniem pieniędzy. Dlatego niektórzy klienci nawet nie wiedzą, że korzystają z jego udogodnień.

Zasady proste: za każdą wydaną złotówkę dostajemy jeden punkt.

Po przekroczeniu 250 punktów – otrzymamy stały rabat w wysokości 5%.

Po przekroczeniu 750 punktów – rabat wyniesie 10%. Teoretycznie wydanie 750 złotych nie jest taką prostą sprawą – ale wielu z Was taki rabat już posiada. Ja też. :-)

Punkty można zdobywać też np. wystawiając oceny i pisząc recenzje, ale ponieważ za każdą dostaniemy tylko 2 punkty, uzbieranie do rabatu może być dość nużące.

Co ciekawe – mimo że wg regulaminu, rabat lojalnościowy nie łączy się z promocjami – w praktyce bardzo często się łączy – a nawet sama księgarnia informuje nieraz o tym na banerze – np. zniżka 40% oraz dodatkowe 10% od obniżonej ceny dla stałych klientów. Albo gdy kupujemy książkę w promocji dnia (za 9,90 zł) – to płacimy za nią w rzeczywistości tylko 8,91 zł.

O programie lojalnościowym Ebookpoint pisałem szerzej w czerwcu 2013.

Legimi

legimi-klub-mola

Klub mola książkowego w Legimi – to chyba jeden z najmniej znanych programów lojalnościowych.

Punkty zbieramy za cały szereg czynności: rejestrację, połączenie konta z Facebookiem, aktywowanie aplikacji. Najwięcej zarobimy za zakupy na Legimi (1 pkt za wydaną złotówkę), a także za korzystanie z abonamentu – ja dostaję po 40 punktów co miesiąc.

Możemy też doładować konto do płatności (działa jak w Virtualo i Nexto) – za każde doładowanie otrzymamy dodatkowe punkty lojalnościowe.

Punkty umożliwiają obniżenie ceny książki do 50%, za 10 punktów dostajemy złotówkę zniżki.

W momencie kupna wybieram, jak bardzo chcę obniżyć cenę – np. w przypadku nowości: Zabić smoka. Ukraińskie rewolucje zamiast 33,90 zł zapłacić mogę 16,95 zł – i tak dobrej ceny nie dostanę w tym momencie w żadnej księgarni.

legimi-zabic-smoka

Z mojego punktu widzenia, użyteczność punktów jest jednak dość problematyczna. Nie możemy w księgarni Legimi kupować książek, które są w abonamencie – a tych, które nie są w abonamencie jest coraz mniej. Dlatego choć zebrałem już 1330 punktów – co dałoby mi zniżkę rzędu 133 zł – to nie mam jej jak wykorzystać.

Jeśli nie mamy abonamentu, a korzystamy aktywnie z Legimi – promocja może być bardzo opłacalna.

Koobe

koobe-punkty

Punkty Koobe – to chyba jeszcze mniej znany program, podobnie zresztą jak sama księgarnia.

Program działa podobnie jak w Legimi – punkty otrzymamy za zakupy e-booków (10 punktów za 1 zł), komentarze, polecanie znajomym.

Zebrane punkty wymieniamy w stosunku 100 punktów = 1 złoty. Oznacza to w praktyce, że książka kupiona za 30 złotych da nam 300 punktów, czyli 3 złote zniżki na kolejne zamówienie.

Ebookoo

ebookoo-program

Punkty Ebookoo – to również mało znany program, działający podobnie jak w Koobe i premiujący zakupy.

Za wydaną złotówkę dostajemy 100 punktów. Chcąc kupić książkę za 29 złotych, musimy zebrać 2900 punktów – czyli wcześniej wydać 290 złotych. Daje to efektywny zwrot w wysokości 10%.

Gandalf

gandalf-punkty

Program punktowy Gandalfa to również zwrot za wydatki w sklepie.

Za każde wydane 50 złotych (bez kosztów dostawy, bo dotyczy to całej oferty sklepu) dostaniemy 1 punkt. Ten 1 punkt oznacza 1 złoty zniżki przy następnym zamówieniu, chociaż są jeszcze dodatkowe ograniczenia. Np. jeśli uzbieramy 30 punktów (czyli wydamy 1500 złotych) to wykorzystamy je na zakupy powyżej 90 złotych… Punkty można też zdobywać w cotygodniowych konkursach na najlepszą recenzję.

Z programu nigdy nie skorzystałem bo mam na koncie 0,09 pkt i raczej z nimi nie zaszaleję. :-) Zwrot za wydatki wydaje się symboliczny i mało przydatny kupującym e-booki.

Empik

empik-payback

Empik.com jako taki nie ma swojego programu lojalnościowego, ale bierze udział w programie PayBack. Za każde wydane 3 złote dostaniemy 1 punkt PayBack.

Punktami można potem płacić – i tak aby zapłącić za książkę, która kosztuje 22,84 zł musimy wydać 2284 punkty. A te punkty zbierzemy, wydając wcześniej w sklepie 6852 złote.

Dlatego trudno powiedzieć, że Empik premiuje zakupy e-booków. :-) Wynika to jednak z charakteru samego programu PayBack, który opłacalny jest np. dla osób tankujących paliwo, albo dokonujących dość wysokich zakupów.

Aktualizacja z kwietnia 2017: Empik zrezygnował parę miesięcy temu z programu PayBack i rozwija własny program Mój Empik – posiadanie karty upoważnia do różnych zniżek, choć dotąd nie natrafiłem na e-bookowe.

[Uzupełnienie] Muve

muve-kompania

Sklep Muve ma program lojalnościowy o nazwie Kompania (dawna Kompania Graczy). Za każde zakupy w sklepie otrzymamy zwrot w wysokości 5% w formie punktów złota. 100 punktów złota ma wartość 1 PLN.

Punkty złota można wykorzystać na trzy sposoby:

  • obniżyć cenę dowolnych zakupów w sklepie
  • wydać punkty złota na coś z Katalogu Nagród
  • wziąć udział w Aukcji, gdzie licytowane są przedmioty premium

Do tego można wykonywać na stronie specjalne misje, są też „eventy specjalne”, gdy liczba wielkość zwracanych środków wzrasta, np. z 5 na 10%.

Podsumowanie

Przyjrzyjmy się jeszcze raz omówionym programom.

Księgarnia Premiowanie zakupów Zasada działania
Woblink Tak Wydatki powyżej 20 złotych dają nam kody rabatowe po 10 złotych
Ebookpoint Tak Wydanie 250 zł daje 5%, a 750 zł – 10% stałej zniżki.
Nexto Nie Można doładować konto punktowe, często ze zniżką.
Virtualo Nie Można doładować konto punktowe, często ze zniżką.
Legimi Tak Punkty zbierane w Klubie Mola Książkowego dają do 50% rabatu.
Koobe Tak Punkty zbierane w programie można zamieniać na rabat.
Ebookoo Tak Punkty zbierane w programie można zamieniać na rabat.
Gandalf Tak Punkty zbierane w programie można zamieniać na rabat.
Empik Tak Punkty zbierane w programie PayBack można zamieniać na rabat.
Muve Tak Punkty zbierane w programie Kompania można zamieniać na rabat lub nagrody.

Próbując ocenić skuteczność programów – wydaje mi się, że najlepszy jest tutaj Bumerang w Woblinku – tutaj faktycznie każdy zakup jest impulsem, aby dokonać następnego, aby kod się nie zmarnował. Bardzo mnie cieszy stały rabat w Ebookpoint, ale pewną wadą tego programu jest mniejsza świadomość jego istnienia. Regularnie doładowuję konta w Nexto i Virtualo (gdy akurat jest zniżka). Rzadziej korzystam z programu Legimi – powód opisałem powyżej. W Koobe czy Ebookoo rzadko kupuję. Z kolei programy Gandalfa i Empiku wydają mi się nastawione na osoby dokonujące znacznie większych zakupów niż kilkanaście-kilkadziesiąt złotych za e-booka.

A z których programów Wy korzystacie i które uważacie za najbardziej użyteczne dla siebie?

Na końcu ankieta. Można zaznaczyć kilka odpowiedzi.

Z których programów lojalnościowych korzystasz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Autor zdjęcia: Juandev, CC BY-SA 3.0

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

80 odpowiedzi na „Porównanie polskich księgarni z e-bookami: programy lojalnościowe

  1. Jagum pisze:

    Wspomniałbym jeszcze o możliwości obniżenia ceny kuponami allegro przy zakupie ebooków. Ostatnio za ebooki warte koło 150 zł zapłaciłem 60 zł mniej :D.

    2
  2. cybercount pisze:

    W Legimi da się kupić książkę, która jest w abonamencie. Na około, ale się da. Trzeba się wylogować, dodać ją do koszyka, zalogować się ponownie i można przejść do koszyka i naliczać zniżkę.

    9
    • Robert Drózd pisze:

      O proszę, tego nie znałem. :-) Specjalnie aby korzystać z Book Boxa jakiś czas temu założyłem sobie drugie konto…

      0
  3. Pioterg666 pisze:

    W przypadku Woblinka można by jeszcze wspomnieć o systemie osiągnięć, który działa jak w grach komputerowych. To oczywiście działa raczej jako forma zabawy i nie jest związana z aspektem finansowym, niemniej mnie zachęciło choćby do wypełnienia profilu. Zbieram się jeszcze do napisania jakichś recenzji, ale z tym mam problem, bo bardzo nie lubię pisać :-)

    2
    • asymon pisze:

      To nie jest zabawa, ja niestety nie zdobędę odznaki, bo trzeba się podpiąć pod facebooka – nie, dziękuję. No chyba że „Paranoiczny”, ale takiej nie ma.

      I może warto napisać wprost, że kody Bumerang najbardziej opłacają się dla ebooków o „okładkowej” cenie 25zł, wychodzi 40% rabatu. Ebook kosztujący 30zł kupimy 33% taniej.

      3
      • pioterg666 pisze:

        Też nie mam FB. Nikt nie mówi, że musisz mieć każdą odznakę :) Dlatego właśnie uważam to za zabawę, bo korzyści z tego są znikome dla obu stron (dla klientów tzw „fun”, dla Woblinka np. kilka recenzji książek pod ich portalem – co przy planach włączenia wtyczki do lubimyczytac.pl ma już znaczenie marginalne)

        0
      • zipper pisze:

        ” Bumerang najbardziej opłacają się dla ebooków o „okładkowej” cenie 25zł, wychodzi 40% rabatu. Ebook kosztujący 30zł kupimy 33% taniej. ”

        ja tam płacę złotówkami, a nie procentami :-)

        1
      • Bociek pisze:

        Opłacalność jest stała – zawsze 10 zł mniej.

        0
  4. Yuukisaya pisze:

    Na początku mojej przygody z ebookami bumerang z woblinka był najczęściej używany, ale teraz jeśli już korzystam z jakiegoś programu to Klub Mola z Legimi. Chociaż i tak teraz kupuję bardzo okazjonalnie – abonament plus zapasy dają duuuużo czytania, także punkty idą głównie na obniżanie ceny Nowej Fantastyki – 4 zlote to nigdzie na codzień nie dają.
    Przyznam, że te paybacki itp nastawione na zakupy w tysiącach złotych to już jakiś kosmos w moim odczuciu… Komuś pewnie się to opłaca

    2
    • tzigi pisze:

      Nie wiem, jak inni, ale ja korzystając z paybacka nie odczuwam, że jest on nastawiony na zakupy w tysiącach złotych. Po prostu mam przy sobie zawsze różne karty – w tym kartę PB – i jak akurat trafię na miejsce, gdzie mogę przy płaceniu ją pokazać i dostać punkty to to robię. Co jakiś czas sprawdzam, ile się punktów zebrało i mogę je wykorzystać po prostu jako „pieniądze” do płacenia gdzieś. Tyle.

      Czyli jak dostanę od rodziny w ramach prezentu kartę do Empiku (to jest niewiarygodnie popularne) i idę sobie kupić książkę – okazuję kartę. Jak jestem gdzieś w trasie, muszę zatankować i akurat trafię na BP – okazuję kartę. Jak muszę w jakimś mieście szybko kupić bilety zbiorkomu i akurat trafię na kiosk sieci, która też pozwala na zbieranie punktów PB – okazuję kartę. Tak długo jak ją przy sobie mam i pamiętam, żeby spojrzeć, tak długo mogę dostać punkty. W pojedynczych miejscach zbierają się powoli, ale jak pamiętać o sprawdzaniu to nagle okazuje się, że miejsc jest dużo. A punkty zbierają się w tle i czasami się przydają. Nie żeby były to wielkie kwoty, ale ze 100 zł/rok można uzyskać – chociaż tu głównie pomaga okazjonalne tankowanie na BP (którego swoją drogą nie lubię i zajeżdżam tam tylko wtedy, kiedy w okolicy akurat nie ma innej) albo wyposażanie domu (kupowaliśmy rok temu podstawowe sprzęty AGD i czasami trafiało się, że w najtańszym sklepie i tak przyjmowali kartę PB, więc taka lodówka czy pralka naprawdę dużo punktów daje). I chyba bardziej na tym to właśnie polega – w przeciwieństwie do innych opisanych w artykule rozwiązań, które są ściśle księgarniane.

      1
      • Grzegorz pisze:

        Warto tylko dodać, że właściciel programu PB (a zapewne i inne podmioty, którym może on te dane udostępniać) zbiera w ten sposób bardzo dużo informacji o zwyczajach zakupowych oraz miejscach pobytu posiadacza danej karty. A dane te można przecież później wykorzystywać na wiele różnych sposobów.

        Dlatego nigdy nie planowałem mieć karty PB, bo tak nikłe korzyści nie są warte sprzedawania naszej prywatności. Uprzedzając ewentualne pytania: karty płatniczej używam wyłącznie w bankomacie. Jednym.

        10
        • tzigi pisze:

          To podaj mi przykład wykorzystania tych danych w sposób dla mnie negatywny. Realny, nie wydumany. Nie przeszkadza mi sprzedawanie mojej prywatności jak dzięki temu oszczędzam pieniądze. Nie ma w tej prywatności niczego, na ukryciu czego by mi zależało, więc jest mi wszystko jedno.

          Przez dobrych kilka lat postępowałam podobnie jak ty (śledząc różne sposoby ukrywania swojej tożsamości, otwierając osobne konta, korzystając przede wszystkim z gotówki), a potem stwierdziłam, że w gruncie rzeczy nie mam co ukryć, a jest szybciej, prościej, wygodniej i taniej jak oddaję swoje dane big data. W ten sposób noszę ze sobą od pół roku jeden i ten sam banknot – zawsze płacę kartą, a gotówkę noszę na wszelki wypadek, więc w ogóle nie zdarzyło mi się go użyć.

          5
          • Grzegorz pisze:

            Sprzedawanie danych kontaktowych agencjom reklamowym, sieciom partnerskim, operatorom telekomów. To raz. A dwa: inwigilacja, tworzenie profilu danej osoby, co robi, gdzie bywa, na co wydaje pieniądze. To nie są wydumane teorie, tak wygląda obecnie rzeczywistość. I nie sprzedałbym tych danych za podane przez Ciebie sto złotych. Dlatego też dodatkowo prywatny telefon (uchowaj Boże, nie żaden smartfon) przez 90% czasu znajduje się w jednym miejscu, po co ma przesyłać niezliczonej liczbie instytucji informacje o moim pobycie.

            A kartą nie płaciłem chyba nigdy.

            10
            • tzigi pisze:

              Nadal nie podałeś CO ZŁEGO ma mi się stać. Sprzedaję moje dane. I? I? I? Spersonalizują oferty, sprofilują reklamy (których zresztą nie widzę, bo od dekady używam AdBlocka – byłam bardzo early adopterem) będą wiedzieć, o której godzinie co kupuję i? I? I? Nie kupuję niczego, czego mogłabym się wstydzić, nie łamię prawa (tak, piratuję, ale tego polskie prawo nie zabrania – może to być wątpliwe moralnie, ale nie jest karalne), nawet samochodem nie przekraczam prędkości (więc jakby ktoś chciał po logowaniu się komórki sprawdzić prędkość, z jaką przemieszczam się po drogach to i tak mu wyjdzie zgodna z prawem). Czego mam się konkretnie bać? Wydumana inwigilacja mnie nie przeraża – bo po prostu nie można w niej znaleźć niczego na mnie. A sprzedawanie danych? I co się stanie? Zadzwoni do mnie student siedzący w call center i zaoferuje jakąś bzdurę? Odbiorę, poinformuję, że mają wykasować numer z bazy danych oraz, że każdy następny telefon zgłoszę na policji jako stalking. A potem dodaję numer do blokowanych. W ostatnich 3 latach (kojarzę akurat bo to od początku studiów doktoranckich) dzwonili tacy delikwenci może 5 razy – za każdym razem co innego i każdemu spokojnie odmówiłam. Straciłam na to mniej niż 5 minut życia. Też mi problem – większym problemem dla mnie jest spóźniający się tramwaj.

              No to co złego mi się stanie, że sprzedaję swoje dane? KONKRETY proszę.

              9
              • Grzegorz pisze:

                Przytoczone przez Ciebie przykłady nie są oczywiście sprawami życia i śmierci, ale młodzi patrzą trochę inaczej na takie zagadnienia. Dla mnie prywatność jest niezwykle ważna i nie chciałbym, aby ktokolwiek wiedział co robię i gdzie przebywam. Z zasady.

                Poza tym nie uwzględniasz sytuacji, gdy ktoś wykradnie powyższe informacje i użyje ich w celu okradzenia konta bankowego, użycia fałszywej tożsamości czy też zwykłego szantażu i żądania okupu. To nie jest fantastyka naukowa. Im więcej informacji zostawiamy, tym łatwiej będzie je w przyszłości użyć przeciwko nam.

                7
              • bq pisze:

                Grzegorz. Co z tego, ze ktos wie gdzie przebywasz. Takich Grzegorzow jest kilka miliardow na ziemi, paradoksalnie im wiecej informacji udostepniane jest przez wieksza ilosc osob tym bardziej one nikna, bo ich jest za duzo. 2. sa ubezpieczenia, jesli ktos mi obrobi konto online to mi to zwroca. Do szantazu wystarczy ci droga fura przed domem, albo zona nietrzymajaca jezyka za zebami.

                5
              • tzigi pisze:

                „Okradzenia konta bankowego” – hmm, żyję za stypendium doktoranckie. Osoba, która się włamie na moje konto zyska maksymalnie 1000 zł (jeśli włamie się w dniu wypłaty stypendium). Szkoda, ale nie powód, żeby logować się do banku przez TOR (a zresztą trzeba by jeszcze mi ukraść komórkę, bo każdy przelew jest autoryzowany SMS-em).

                Szantaż? Okup? Każdy, kto prześledzi mnie w internecie zobaczy, że:
                a. nie robię niczego czym można by mnie szantażować – a fałszywe działania w swoim imieniu prosto denuncjować
                b. jak widać w punkcie o pieniądzach okupu mogę zapłacić tak wiele, że każdemu będzie się chciało ryzykować konflikt z prawem – dla 1000 zł. Bycie prekariatem ma swoje zalety.

                Podaj może jakieś *realne* niebezpieczeństwa…

                1
            • bq pisze:

              No i co z tego, ze jakies amazony wiedza gdzie jem, czy przebywam??? Przeciez nic nielegalnego nie robie. Niech sobie wiedza. Nie bede zyl jak jaskiniowiec myslac codziennie ” o boze pojechalem z Walbrzycha do Wroclawia ONI juz o tym wiedza”, Nawet jesli sie zalogujesz w burdelu to kogo to obchodzi- to paranoja jakas. No chyba, ze bylbym politykiem wrazej partii, ktora mowi ludziom co maja a czego nie maja robic w prywatnym zyciu. Wtedy bym myslal.

              7
              • Grzegorz pisze:

                Widzisz, ja też nie myślę o tym, że ktoś może mieć jakieś informacje o mnie, bo… zwyczajnie wiem, że ich praktycznie nie ma :) Nie widzę powodu, aby się wystawiać na celownik.

                Ale w dobie fejsbuka prywatność stała się wadą, a nie zaletą.

                8
              • pioterg666 pisze:

                @Grzegorz – skąd pomysł, że nie ma? Właśnie sam się sprofilowałeś tutaj na blogu. A jak się nie logujesz przez 7 TORów i innych proxy, to bez problemu można namierzyć gdzie mieszkasz, od biedy od jakiego dostawcy masz internet. Jaką masz szybkość tego łącza, więc mniej więcej ile też za to płacisz. No chyba, że kradniesz wifi sąsiadom, ale porządny z Ciebie obywatel, więc nie sądzę.

                6
              • Grzegorz pisze:

                @pioterg: nie korzystam z wi-fi, nigdy ;)

                5
              • bq pisze:

                Widzisz, ja sie zajmuje rekrutacja. I po selekcji CV, kiedy mam juz zredukowana liczbe kandydatek, kandydatow, ktorych deklarowane umiejetnosci i doswiadczenie mnie satysfakcjonuja, robie sobie druga selekcje – patrze sie na facebooka. I jest to bardzo ciekawe. Widze a) przecietnych ludzi z jakimis przyjaciolmi b) swirow i  ludzi z misja ( jedna laska miala hopla na punkcie modyfikacji ciala – profil wygladal na skrzyzowanie klubu SM ze sklepem rzezniczym, albo facet, ktory zyjac 40 lat w UK mial na bogatej liscie przyjaciol TYLKO osoby pakistanskiego pochodzenia) i c) tabula rasa – czyli ludzie, ktorzy nie maja facebooka – czyli cos probuja ukryc, najczesciej okazuje sie, ze to ludzie, ktorzy maja konflikt z prawem i maja co ukryc (zarejestrowani pedofile, zlodzieje etc – w UK dostep do tych danych jest na wyciagniecie reki – w prasie i rejestrach sadowych) I ty sie wlasnie mimowolnie wpisujesz w ta ostatnia kategorie. Wieksze szanse na rekrutacje maja u mnie ludzie a) i b).

                2
              • asad1 pisze:

                @bq
                Haha, ludzie nie mający konta na FB próbują coś ukryć („na pewno” coś nielegalnego, może przestępstwa). To dopiero paranoiczne podejście.
                Zbyt wielu uwierzyło Zuckerbergowi, że prywatność jest passe. :(

                19
              • Grzegorz pisze:

                @bq: nie wiedziałem, że nie posiadając konta na portalach społecznościowych bliżej mi do osób podejrzanych niż zwykłych obywateli, którzy skupiają się na swojej pracy i życiu, a nie na tworzeniu mitu własnej osoby w internecie. No, ale dla młodych życie toczy się według zasady: „nie masz fejsa – nie żyjesz”.

                I trochę niefortunne to ostatnie porównanie… Nie każdy, kto żyje w realu, a nie w internecie, to potencjalny przestępca. Sam wolałbym zatrudnić osobę, która nie spędza czasu na fejsbuczkach, niż taką, która tworzy tam hagiograficzny opis swojej osoby. Zapewne w większości w czasie godzin swojej pracy.

                @asad1: głos rozsądku, dziękuję.

                11
              • pioterg666 pisze:

                @Grzegorz – to, że nie korzystasz z wifi niewiele zmienia. Albo korzystasz z kabla, wychodzi na to samo, albo korzystasz z internetu tzw. mobilnego. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że ukrywasz przed całym światem co kupujesz i gdzie chodzisz, po czym obcym ludziom (nam tutaj), mówisz bez problemu jakie czytasz książki i gdzie je kupujesz (tylko Woblink). Chodzi o to, że jesteś niekonsekwentny :)

                9
              • bq pisze:

                asad1: Wkladasz w moje usta slowa, ktorych nie wypowiedzialem, a potem z nimi dyskutujesz. Nie napisalem „na pewno cos nielegalnego” napisalem „najczesciej”.
                Grzegorz: Dokladnie jak napisales „dla młodych życie toczy się według zasady: „nie masz fejsa – nie żyjesz”.”
                Ja tego nie oceniam. 98% ludzi, ktorych rekrutuje ma 16-21 lat i 100% ma facebooka, pewnie mniej snapchata lub watsapp. Nawet sam sie zdziwilem, ze nie moglem znalezc ich grafika pracy kiedys bo jakis mlody czlowiek mi powiedzial, ze go nie ma – bo ich manager publikuje go w ich grupie na facebooku (tutaj musialem zareagowac, bo papier to papier ;-).
                I nie bede ryzykowal reputacji firmy, czy pieniedzy swojego szefa na zatrudnienie do prostych w sumie prac kogos o kim wiem mniej, skoro wiekszosc mi daje wiecej informacji o sobie zupelnie za darmo. Nie moja strata. Nie chce, zeby moj szef przyszedl do mnie i powiedzial – widzisz co on zrobil? dlaczego tego nie sprawdzilec. Za to mi placa. Reputacje sie ma raz, a potemjest trudno rzeczy odkrecic. Moja firma ma siedzibe niedaleko szkoly, jest z nia nie zwiazana w zaden sposob, ale takie rzeczy o ktorych wspomnialem musze brac pod uwage. A to, ze sie kreuja? kazdy sie kreuje, chodzisz w jakis ubraniach, jezdzisz jakims samochodem tez sie kreujesz.

                1
              • mjm pisze:

                Grzegorz: Jak do banku wejdziesz w kominiarce, to myślisz, że pierwszą myślą kasjerki będzie „o, ten pan lubi chronić swoją prywatność”? ;-)

                2
              • asymon pisze:

                @mjm: wiesz… trochę jednak słaba ta analogia ;-)

                6
              • mjm pisze:

                @asymon: Wiem, skupiłem się na tym, żeby była śmieszna, a nie dobra ;-)

                1
              • bq pisze:

                asymon – analogia moze slaba, ale pracowalem kiedys w banku i wierz mi, ze klient wchodzacy na sale kasjerska w czapce jakiejkolwiek to automatyczne przypomnienie kasjerowi, w ktorym miejscu pod biurkiem umieszczony jest przycisk alarmowy takie sa procedury . Jak wchodzisz z hoodie na glowie do sklepu z drogim sprzetem elektronicznym jest dokladnie tak samo.

                2
              • asymon pisze:

                No mi się właśnie zapala lampka, jak widzę opcję „zaloguj się przez facebooka”.

                7
              • pioterg666 pisze:

                @Asymon – można mieć lewe konto na FB i używać go jako jednego loginu wszędzie gdzie się da. Sam masz taką pocztę „na spam”, to działa dokładnie tak samo. Znam takich co tak właśnie robią i sobie chwalą :)

                0
              • Doman pisze:

                Ale jednak FB ma jakieś algorytmy wyszukujące fejki, bo od czasu do czasu ludzie dostają blokadę i prośbę o podesłanie kopii dokumentów. Przynajmniej tak przydarzyło się kilku moim znajomym korzystającym z z „pseudonimów artystycznych” zamiast imion.

                0
              • Athame pisze:

                I co? Wysłali?

                0
              • W. pisze:

                Co do wypowiedzi bq na temat rekrutacji i posiadania konta na fb, to być może kiedyś z powodu jego braku nie będą mógł znaleźć żadnej pracy. Chyba będę musiał zejść na drogę przestępstwa, żeby mieć z czego żyć. ;) Na szczęście będę już wtedy miał długoletnie doświadczenie w „ukrywaniu się”. Może nawet w takim nowoczesnym i wygodnym świecie policja będzie szukała podejrzanych tylko na fb. Zatem od razu zostanę przestępczym geniuszem zła.

                PROFIT! ;)

                13
              • Grzegorz pisze:

                @W: albo wtedy modny będzie inny portal społecznościowy, a posiadanie konta na FB uznane zostanie za staroświeckie i osoby z fejsbukowymi profilami nie będą brane pod uwagę w czasie rekrutacji, gdyż starają się ukryć swoje działania na tak starej stronie :P

                A ja zawsze myślałem, że liczą się kompetencje, a nie członkostwo w jakimś wirtualnym klubie myszki miki :P

                @bq: a i dzięki za stwierdzenie, że chodząc w ubraniu się kreuję. Zawsze myślałem, że po prostu lubię czyste ubrania.

                8
              • mól książkowy pisze:

                a potem dziwimy się w firmie kogo przyjął dział rekrutacji… masakra chłopie naprawdę!

                2
          • Winetoo pisze:

            Jeśli dane wpadną w niepowołane ręce to potencjalny ich posiadacz może dowiedzieć się że:
            – Wydałeś 3 tys. w biurze podróży
            – Wydałeś 1 tys. w sklepie turystycznym
            – Zatankowałeś na stacji w pobliżu miejsca zamieszkania a następnie w Szczecinie.
            Wniosek – jesteś na wakacjach – włam jest bezpieczny.

            A skąd będzie wiedzieć który dom jest Twój? Wbrew pozorom to łatwe do dowiedzenia się. Na podstawie danych z programu lojalnościowego można ustalić w których sklepach robisz zakupy w ten sposób ustalając miejscowość/dzielnicę. Następnie na podstawie pieniędzy jakie wydałeś np. w salonie Gerdy na drzwi, w salonie Opla na naprawę w cyfrze na abonament często (nie zawsze) można ustalić miejsce Twojego zamieszkania. Wystarczy pooglądać sąsiednie domy i patrzeć gdzie jest antena Cyfry, a na podjeździe stroi Opel a drzwi to model Gerdy. Podałem to oczywiście w uproszczeniu aby łatwo oddać sposób w jaki nic niepozorne ślady sumarycznie nas zdradzają.

            Oczywiście w przypadku szarego Kowalskiego żaden złodziej nie będzie się „bawił” w taką inwigilację tylko po to by mu ukraść pralkę czy telewizor. Ale na podstawie punktów będzie miał informację kto co miesiąc zostawia tysiące w sklepie RTV i nim się zainteresuje w pierwszej kolejności :-)

            Tyle jeśli chodzi o podstawy a możliwości jest sporo więcej – ot choćby jeśli na podstawie danych wyjdzie że zdradzasz żonę. (wystarczy odpowiednio duża dawka danych statystycznych) to łatwo można cię szantażować – oczywiście wpierw trzeba Cię znaleźć ale to proste gdy się wie (z systemu punktowego) że co czwartek około 16 robisz zakupy w tej samej cukierni, a co drugą środę chodzisz do tego samego fryzjera – wtedy wystarczy poczekać z kamerką tu i tu i porównać nagrania. Następnym razem gdy przyjdziesz do cukierni wystarczy podejść i powiedzieć płacisz dwa tysiaki albo powiem żonie.

            Bezpieczny jest tylko ten co nie ma nic do stracenia i nie ma nic do ukrycia. Ale i tacy nie powinni rozdawać swojej prywatności bo im więcej szarych Kowalskich korzysta z jakiegoś systemu tym bardziej na ich tle widoczne są przypadku odbiegające od normy.

            5
            • tzigi pisze:

              I tylko koniec twojego posta jakoś mnie dotyczył – nie mam nic do stracenia (najcenniejszym moim sprzętem jest rzęchowaty dwuletni laptop, dla którego jedynym sensownym systemem operacyjnym jest Ubuntu, oraz 16-letni samochód, który nawet centralnego zamka nie ma – żadne z nich nie jest warte więcej niż 1500 zł [a pewnie nawet mniej] i nie planuję nigdy przerzucać się na cenniejsze rzeczy – potencjalny złodziej więcej zarobiłby kradnąc wszystkie moje książki [chociaż zgaduję, że nie robi się włamu po to, żeby wynosić kilka tysięcy antykwarycznych pozycji o teorii literatury i kilka setek nowości fantastycznych – prościej okraść księgarnię]) ani nic do ukrycia (serio, nie pamiętam, kiedy ostatni raz złamałam prawo – nawet denerwuję każdego znajomego, z którym idę po mieście, bo nie zgadzam się nigdy na przejście na czerwonym świetle). Sprzedawanie mojej prywatności za punkty PB w żaden sposób mi nie przeszkadza, a każdy „przeglądacz” danych od razu zyskuje świadomość, że nie dysponuję niczym, po co warto się jakkolwiek fatygować.

              A żeby nie być szantażowanym wystarczy trzymać się prawa oraz przyzwoitości.

              Czekam na kolejne powody, dla których mam nie sprzedawać prywatności za drobne zniżki – nadal nie widzę niczego dla mnie szkodliwego.

              3
              • Grzegorz pisze:

                Abstrahując od głównego tematu (jak widać dla niektórych sam fakt, że ktoś może gromadzić informacje osobowe nie jest wystarczającym powodem do niepokoju, cóż, takie czasy), to 16-letni samochód może stanowić zagrożenie dla środowiska i bezpieczeństwa drogowego. Chyba, że regularnie ma wymieniane wszystkie części.

                4
              • tzigi pisze:

                „Może”. Podpowiem: serwisuję go regularnie, nie oszczędzam na bezpieczeństwie, na przeglądach nie oszukuję i nigdy nikt nie miałam żadnej negatywnej uwagi na temat stanu pojazdu. Po prostu nie jest to wrak sprowadzony z Niemiec, a samochód, który w 2000 roku moja znajoma kupiła z salonu, jeździła nim wiele lat serwisując u producenta, a potem stwierdziła, że chce nowy, więc ja kupiłam tamten (kosztował akurat tyle, że byłam w stanie sobie na to pozwolić). Nie ma klimatyzacji, nie ma centralnego zamka, wartość rynkową ma niewielką, ale jest wygodny i mało pali, a regularne serwisowanie pomaga utrzymywać go w stanie zupełnie bezawaryjnym.

                Ale fajnie było ironicznie założyć, że inny internauta jest tępym, chciwym polaczkiem, który kupuje złom i jeździ nim, aż drzwi odpadną, prawda? Bo tylko taki wniosek można wyciągnąć z twojego komentarza.

                2
              • Grzegorz pisze:

                @tzigi: nigdzie nie napisałem nic o przywarach narodowych, a jedynie wyraziłem obawy o stan pojazdów poruszających się po polskich drogach. Nerwy są więc niepotrzebne :)

                2
  5. Gosienka pisze:

    A ja właśnie nie korzystam z Woblinka. Nie znoszę presji czasu, a kody mają termin ważności. A i ceny na Woblinku mnie nie przekonują do zakupów nawet po obniżce kodem. Zdecydowanie wolę Virtualo i Ebookpoint. Payback o tyle fajny, że punkty można wykorzystać żeby zapłacić za zakupy. W Empiku.com na przykład już kilka razy obniżyłam sobie cenę książki mooocno (na ile punktów starczyło), tylko resztę dopłacając.

    5
    • Jakub pisze:

      Bez przesady z tą datą ważności. Gdy kończy się termin kodu – zawsze można podać tu na blogu. Później spokojnie można odzyskać. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło czekać na wolne kody – zwykle są już gotowe do wklepania ze ŚCz, a w ostatecznościpo kilku minutach ktoś Ci poda. Odnośnie cen – oprócz jakichś megapromocji -50-70%, prawie zawsze bardziej się opłaca kupić w Woblinku z kodem, niż gdzie indziej.

      2
      • Dominik pisze:

        czy ja wiem? Punkty kupione w virtualo -15% + promocja 25% to już to samo co kupon, a promocje na virtualo są zazwyczaj od 30% i lepsze. Na woblinku opłaca się kupować książki, które prawie nigdy nie są w przecenie w księgarniach i nowe książki.

        1
  6. lenka pisze:

    O punktach na gandalfie nie wiedziałam – a mam 3.95 ;). Payback to się opłacał, kiedy sam program startował i można było załapać się na promocje po kilka tysięcy punktów – parę ładnych stówek na książki papierowe poszło, obecnie koło 100 zł rocznie udaje się uciułać, bo system nieco uciążliwy w korzystaniu się zrobił i nie na moją pamięć, ale korzystać z punktów można przy promocjach, co sprawia, że jest dość atrakcyjny.

    2
  7. Sylwia pisze:

    „Virtualo nie ma programu premiującego zakupy” – Robercie, muszę zaprotestować! W Virtualo kiedy jest się ich stały klientem (trzeba ileś sumarycznie wydać, ale nie wiem jaka jest to kwota) dostaje się tzw. „konto Premium”. Na stronie nigdzie o tym nie piszą, stąd pewnie niewiedza o tym programie. Mając konto premium wszystkie książki (także te już w promocji) kupuje się z 10% rabatem (od ceny promocyjnej). Wyjątek stanowi kupowanie punktów. Ale punkty można kupić kiedy są w promocji, więc potem sumarycznie ma się trzy rabaty: rabat na książkę, rabat z konta premium i rabat z racji zapłaty punktami. Szybka matematyka mówi tyle, że jeżeli książka jest w promocji 35% (a to dość częsty rodzaj promocji), to suma rabatów może wynieść: 0,65*0,9*0,9(za kupno punktów, chociaż można tutaj uzyskać nawet 20%) = 0,5265; 1-0,5262 = 0,4735, czyli w przybliżeniu 47%! Dlatego Virtualo ma moim zdaniem najlepszy program lojalnościowy! (nie, nie płacą mi za reklamę :) ).

    4
    • Robert Drózd pisze:

      O tym parę osób mi mówiło, ale stwierdziłem, że to jest uznaniowe (tak samo jak od Amazonu można np. z okazji urodzin wydobyć jakiś rabat), a skoro tego nie komunikują, to trudno liczyć, że po spełnieniu jakichś warunków się załapiemy.

      Swoją drogą, ja w Virtualo zrobiłem sporo zakupów i propozycji nie dostałem. :-)

      1
      • Sylwia pisze:

        Fakt, skoro nie ma nigdzie o tym informacji to nawet nie wiadomo ile trzeba wydać, żeby się załapać. Napisałam o tym, bo myślałam, że może gdzieś jest informacja, jak działa przyznawanie tego rabatu, tylko ja jej nie znalazłam.

        Dla mnie z tym rabatem (póki go mam), trudno znaleźć mi lepsze ceny książek :-)

        1
      • Shilton pisze:

        Jest dokładnie tak jak napisałeś. Też kupiłem na Virtualo ponad 50 knig, ale żadnego rabatu 10% nie dostałem.

        Według mnie najlepsze jest Ebookpoint – gdzie np. po rabacie 50% można cenę końcową obniżyć jeszcze o 10%.

        1
      • Dominik pisze:

        Zapytałem mailowo o ten rabat i dostałem taką oto odpowiedź „Rabat Premium przyznawaliśmy w ramach podziękowania Klientom, którzy w minionym roku zrobili u nas zakupy na największą kwotę. Nie ma o tym informacji w regulaminie, gdyż jest to prezent, niespodzianka od nas dla Klientów. Obecnie jeszcze nie wiemy, czy rabat Premium będzie przyznawany w 2017 r. Na pewno planujemy wprowadzenie programu lojalnościowego, który będzie obejmował wszystkich naszych klientów i w ramach którego za zakupy będą oni otrzymywali kody rabatowe lub punkty.
        Jesteśmy na etapie opracowywania takiego programu. Jak tylko wejdzie on w życie, będziemy o nim oficjalnie informować.

        2
    • Piotrek pisze:

      To chyba dają po znajomości :) Sporo tam wydałem i nic takiego mi nie przyznano. Może trzeba spełnić jakieś specyficzne warunki.

      4
      • Sylwia pisze:

        Nie wiem, jaki jest ich algorytm. Po tym co tu piszecie jeszcze bardziej zaczęło mnie to zastanawiać. Kontaktów żadnych tam nie mam ;) A kupiłam już u nich ponad 80 książek. I jakieś kilkanaście książek temu przyznali mi ten rabat, ale czy charakteryzuje się to przyznawanie jakimś sensownym algorytmem to doprawdy nie wiem.

        0
  8. anda pisze:

    Dwa drobne uzupełnienia:
    Virtualo nagradza niektórych stałych klientów dodatkową zniżką, obowiązującą przez określony czas – o jej przyznaniu informują mailem i chyba nie chwalą się tym aspektem programu w regulaminie.
    Punkty w Gandalfie mają termin ważności – chyba 2 lub 3 lata, kilka razy dostałam powiadomienie o wygaśnięciu punktów.

    0
    • Sylwia pisze:

      A to nie wiedziałam (o tym, że działa przez określony czas). Nie dostałam w tej sprawie żadnego maila, po prostu zauważyłam przy któryś zakupach, że cena jest niższa. I jedyną informację znalazłam o tym jak to działa na stronie zakupów punktów: „Jeżeli posiadasz Rabat Premium, zakup doładowań punktów odbywa się bez rabatu, natomiast przy realizacji punktów czyli płatności za produkty, Rabat Premium będzie naliczany według normalnych zasad.”

      Dzięki za informację :)

      0
      • anda pisze:

        Informacja o czasowym ograniczeniu na pewno była w mailu (i, o ile pamiętam, przed zmianą strony była widoczna w profilu konta, ale tu pamięć mnie może zawodzić) – kojarzę, że mail został przez mój program pocztowy sklasyfikowany jako newsletter, więc istnieje spore ryzyko, że inny program potraktował go jak spam…

        0
        • Sylwia pisze:

          To by tłumaczyło dlaczego mogłam to ominąć :) Bo newslettery czytam jak mam akurat tego dnia fantazję, ale często od razu usuwam.

          A co do informacji na profilu konta, to niestety nic nie znalazłam. Widocznie na nowej stronie już tego nie ma.

          0
  9. Drożdż pisze:

    A właśnie za chwilę mi się kończą kody więc jeśli ktoś chce to niech korzysta:
    do 14,04
    xdwjodfu
    nzbbnltz
    aqkccipl
    vvfoplrq
    i do 18.04
    islllcci
    klmrjbpf

    0
  10. wq pisze:

    W Woblinku denerwujące są te ich promocje pt. „Drożej niż z kodem”, które uniemożliwiają użycie kodu. Wg mnie kody powinny działać zawsze i byc liczone po prostu od normalnej ceny.

    14
    • Ar't pisze:

      Z punktu widzenia klienta, masz całkowitą rację. Jednak patrząc z drugiej strony te promocje są właśnie po to, by kupić tego nie było można w promocyjnej cenie i księgarnia przez to nie dokładała, koniec końców, do interesu. Bo co innego zmniejszyć swój zarobek, a co innego dołożyć.
      A i czasem (tak mi się wydaje z nikłych przecieków) jest obostrzenie z wydawnictwa że nie można sprzedawać poniżej jakieś ustalonej ceny, przez jakiś ustalony czas, bo kary, bo alboco.

      0
  11. Robert pisze:

    Opłacalność kodu Bumerang jest sprawą czysto matematyczną i warto o tym pamiętać.

    Rozpatrzmy więc cztery najczęstsze sytuacje:
    * Sytuacja 1: tylko kod Bumerang
    Sam kod Bumerang opłacalny jest teoretycznie dla każdego ebooka w cenie powyżej 14,90 zł, ale oczywiście najbardziej opłacalny jest dla ceny zbliżonej do 24,90 zł.
    Rabat „bumerangowy” waha się w przedziale 0,07-40,16%.

    * Sytuacja 2: kod -30% vs kod Bumerang
    Korzystamy z rabatu -30% dla ceny normalnej poniżej 21,30 zł i powyżej 33,30 zł.
    Dla przedziału 21,30-33,30 zł bardziej opłacalnie wychodzi kod Bumerang.

    * Sytuacja 3: kod -40% vs kod Bumerang
    Korzystamy z rabatu -40% dla ceny normalnej poniżej 24,83 zł i powyżej 25 zł.
    Kod Bumerang jest opłacalny wyłącznie dla malutkiego przedziału 24,83-25,00 zł.

    * Sytuacja 4: każdy kod przynajmniej -41% vs kod Bumerang
    Dla każdego rabatu większego niż -41%[1] opłaca się kupić zawsze (chyba że taniej jest w innej księgarni), a kod Bumerang przestaje mieć znaczenie.

    [1] Wystarczy teoretycznie -40,17%, ale z takimi rabatami rzadko się spotykamy.

    15
  12. bq pisze:

    Ja wlasnie po raz pierwszy zrobilem zakupy w Klubie Mola Ksiazkowego w Legimi. Dlugo sie zastanawialem po cholere, skoro i tak wiekszosc rzeczy czytam w abonamencie. Az naszla mnie potrzeba, zeby ponownie przeczytac Wiktora Suworowa, plus nowe jego rzeczy. Jego ksiazki sa w roznych ksiegarniach kolo 3o PLN. Rabat woblinka daje mi 10 znizki, ale suwak Legimi daje mi 15 znizki. Historia ceny na upolujebooka daje najnizsza cene wlasnie 15 PLN – czyli wiem jak wydac punkty legimi. O ile nie pojawi sie w abonamencie, ale pewnie za 10 lat bede chcial znowu cos przeczytac a abonament pewnie nie bedzie juz istnial.
    Poza tym Abonament jest genialny. Ostatnimi miesiacami przerzucam 3 – 4 ksiazki miesiecznie :-) kocham to. Kindle Paperwhite 3 pokrywa sie gruba warstwa kurzu, nawet wspomnianego Suworowa wrzucilem w inkbooka. [wpis nie jest sponsorowany, aczkolwiek jesli Legmi zacznie moje pochwaly sponsorowac to nie mam nic przeciwko temu lol… ]

    2
  13. Michał pisze:

    Co do PayBacka (czyli m.in. do Empiku), to zraziłem się do niego n-lat temu, gdy BP przeszło ze swojego programu lojalnościowego na PayBack, niekorzystnie przeliczając przy okazji punkty. Od tego czasu nie tankuję na BP i postanowiłem nie dać wrobić się w kartę PayBack. Co zresztą okazało się bardzo słuszne po słynnym przyznaniu się jednego z szefów PayBacka, co PayBack wie o konkretnych klientach dzięki analizie ich zakupów..
    Tak więc pamiętajmy też o swoich danych decydując się na jakikolwiek program lojalnościowy.

    5
    • Grzegorz pisze:

      „Co zresztą okazało się bardzo słuszne po słynnym przyznaniu się jednego z szefów PayBacka, co PayBack wie o konkretnych klientach dzięki analizie ich zakupów..”

      No proszę, a to zaskoczenie…

      6
  14. Sam pisze:

    Ja akurat lubię empik, tam kupuję książki i zbieram sporo punktów na Payback. Fajnie było ostatnio kupić dzięki karcie książki praktycznie za darmo. Teraz zbieram od nowa, ale coś czuję, że dzięki promocjom w empiku już niedługo uzbieram na kolejne zakupy ;)

    1
  15. Piotrek pisze:

    Nie wykorzystam na razie także proszę kody:
    do 12.04:
    jpldanvi
    wvubklta
    dgxjjdhn
    dwmcubju
    do 14.04:
    sitfvpuj
    tclnvdav

    0
  16. ligia75 pisze:

    Poza virtualo, gdzie też mam rabat premium, trzeba jeszcze wspomnieć o publio, które nagrodziło mnie za zakupy w minionym roku kodem uprawniającym do pobrania za darmo DOWOLNEJ książki z ich oferty :)

    0
  17. tomo88 pisze:

    Te programy lojalnościowe to super rzecz. Jestem molem książkowym, ale do tej pory polegałem na wydaniach papierowych, czasem czytając z monitora. Teraz czekam na Kindla Paperwhite 3 zamówionego w obecnej promocji i mam zamiar zrobić sporo zakupów. Mam też konto w Legimi, ale nie chcę abonamentu. Przy programach lojalnościowych tych dwóch księgarni (z innych korzystam, lub będę korzystać sporadycznie) wszystkie pozycje, które chcę zakupić, kupię na prawdę tanio i wolę już ebooki kupować w Legimi i Woblinku, a abonament Legimi odpuściłem i moim zdaniem lepiej na tym wyjdę, jak te pieniądze, które zapłaciłbym za abonament, przeznaczę na zakup książek. Poza tym abonament ten może nie być wieczny i za ileś lat może okazać się, że i tak pożądane pozycje z niego trzeba będzie kupić, a jak będę na bieżąco kupował pozycje i składował je, to nie będzie wielkiego płaczu i niezadowolenia, że trzeba budować e-biblioteczkę niemal od zera, bo na razie ebooków mam nie za wiele, gdyż czytanie z ekranu mnie odpycha – konkretnie moje oczy ;)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      No, to jest właśnie kwestia oceny co nam się opłaca. Ktoś woli śledzić promocje i trafiać na dobre okazje – a ktoś inny może wziąc abonament i tylko rozglądać się za książkami których w Legimi nie ma. Inna sprawa, że ja choć mam Legimi, to parę książek ostatecznie i tak kupiłem w promocji, aby je czytać na Kindle i mieć w amazonowej chmurze.

      0
      • tomo88 pisze:

        U mnie polowania i kupno ebooków mocno zwiększą się po dotarciu Kindle – mam już całą listę książek do kupienia :) Przydałoby się zestawienie zagranicznych księgarni, które mają zbliżone programy lojalnościowe. Korzystam z księgarni Kobo, a teraz zacznę też intensywnie zamawiać z Amazonu, jednak chętnie poznałbym jakieś inne zagraniczne księgarnie z ebookami w języku angielskim, o których nie wiem, a które oferują zniżki za częste kupowanie. Chcę kupić z dziesięć pozycji zagranicznych w cenie 7-12 dolarów w księgarniach Kobo i Amazonu, ale zastanawiam się, czy nie istnieją jakieś inne, o których warto wiedzieć, a które też oferują możliwość tańszego zakupu za częste kupowanie.

        0
  18. Marta CW pisze:

    Tak a propos aktualizacji artykułu, Empik już nie uczestniczy w programie PayBack. Ma teraz coś własnego, ale nie znam dokładnie zasad :)
    pozdrawiam

    1
  19. Eczytanie pisze:

    Ja nie korzystam z żadnego programu lojalnościowego. Kupuję, kiedy coś mi wpadnie w oko.

    0
  20. Kamil pisze:

    W Nexto jest dodatkowo kickback punktowy za każdy zakup gotówka :)

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Zgadza się, przywrócili to na początku tego roku. Czekam aż zaktualizują pomoc, bo warto opisać to w osobnym artykule.

      0
  21. Gogi pisze:

    Czy napisał Pan może artykuł o abonamentach w księgarniach?

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.