Rynek książki nie jest dziś przyjazny dla małych wydawców. Wygaszenie działalności właśnie ogłosiło Wydawnictwo Dowody.
Przypomnę, że Dowody (wcześniej Dowody na istnienie) powstały w 2014 roku. Założycielem był Mariusz Szczygieł wraz z Fundacją Instytut Reportażu, a samo wydawnictwo specjalizuje się w literaturze faktu.
O tym, że Dowody przynoszą straty, mówiło się od pewnego czasu. Szczygieł przyznał niedawno, że wydawnictwo zalega mu ponad 100 tysięcy z tytułu honorariów autorskich.
Informację o wygaszaniu działalności podała dziś Gazeta Wyborcza w tekście Wojciecha Szota, a przed chwilą napisał o tym na Facebooku sam Szczygieł.
Z kolei na stronie Instytutu Reportażu pojawił się spory artykuł Na nieistnienie z podsumowaniem całej historii wydawnictwa. Warto ten artykuł przeczytać w całości, bo pokazuje on, jak zmieniał się rynek w ostatnich 12 latach i jak ciężko jest małemu wydawcy nadążyć.
Kilka miesięcy temu zaczęliśmy rozważać wygaszenie działalności. A teraz chcemy domknąć ten etap na własnych warunkach. Wolimy zatrzymać wydawnictwo w tym kadrze: jako małą i niezależną oficynę, która przez ponad dziesięć lat konsekwentnie realizowała swój pomysł na książki. Ponad sto wydanych tytułów, ich wspaniali autorzy i autorki, czytelnicy i czytelniczki, targi książki, spotkania autorskie, nagrody i rozmowy, które te książki wywołały, to dla nas wiele świetnych rozdziałów. Uznajemy je za dobrze napisane i dobrze wydane.
W części poświęconej rynkowi książki pojawia się bardzo ciekawa uwaga na temat e-booków:
Chcieliśmy wydawać świetne książki i właśnie to robiliśmy. W tym czasie rynek książki zmienił się jednak w sposób niebywały. W 2014, 2015 roku spore znaczenie miały jeszcze sieci księgarskie, a sprzedaż internetowa była ważna, ale nie definiowała całego rynku. Dziś ogromna część sprzedaży, widoczności i kontaktu z czytelnikiem skupia się w rękach kilku dużych sieci i platform. Zmieniła się ekonomia wydawania książek, zmieniły się relacje między wydawcami, dystrybutorami, księgarniami i platformami, a także sposób, w jaki czytelnicy odkrywają nowe tytuły. Zmieniły się również sposoby czytania. Dziesięć lat temu ebook był jeszcze dodatkiem do książki papierowej, a dziś jest jednym z formatów, o których trzeba myśleć od razu, w pakiecie z audiobookiem, abonamentem, mediami społecznościowymi, wydarzeniami, prawami zagranicznymi czy potencjalnymi adaptacjami.
Dalej czytamy o konsolidacji rynku, na którym małemu podmiotowi jest coraz trudniej:
Coraz większa część sprzedaży może przechodzić przez ledwie dwa czy trzy podmioty, nad którymi wydawca, zwłaszcza tak mały jak my, nie ma właściwie żadnej kontroli. […]
Tak, próbowaliśmy się do tych warunków dostosować. Szukaliśmy nowych modeli sprzedaży, rozważaliśmy różne możliwości i kierunki. Uznaliśmy jednak, że mimo tych prób ten model już się nie spina, bo ostatecznie przecież nie o to nam chodziło.
Coś się kończy, coś się zaczyna
Przyznaję, że Dowody były jednym z moich ulubionych polskich wydawnictw literatury faktu. Klasyka reportażu, jak Noc generała czy Nie oświadczam się, ale też rzeczy nowe i niesamowicie poruszające jak Pogo czy Głusza. Warto podkreślić, że były to książki dopracowane redakcyjnie i językowo, co na dzisiejszym rynku nie jest oczywistością; gorszy produkt nieraz wypiera lepszy.
Parę lat temu we współpracy z Nexto miałem artykuł z przeglądem oferty Dowodów.
Z nowości ostatnio przeczytałem Jak nie dać się wojnie i innym kryzysom. Zamiast pisać suchy poradnik, autor wybrał się po prostu do Finlandii, która od dziesiątek lat przygotowuje się na potencjalną rosyjską inwazję, warto więc się od Finów uczyć.
Dlaczego wydawca publikujący tak dobre rzeczy musi kończyć działalność?
Parę dni temu pisałem o starcie Hecy – wydawnictwa założonego przez Zygmunta Miłoszewskiego. No, a przecież Dowody to też był taki przykład, że znani autorzy (Szczygieł i Tochman) postanowili „pójść na swoje”, wydawać książki, które kochają, autorów, których znają, rzeczy ambitne i z potencjałem. Ale nie wyszło. Gorzko o tym piszą we wspomnianym artykule:
Dlatego to nie będzie historia o tym, że „gdybyśmy bardziej się postarali, wszystko byłoby możliwe”. Nie wszystko jest możliwe. Zwłaszcza wtedy, kiedy rynek opiera się na mechanizmach, które pozwalają przerzucać koszty, ściskać marże i uzależniać wydawcę od kilku silnych pośredników. Można przez jakiś czas kompensować tę nierównowagę entuzjazmem i przekonaniem do własnych książek. Nie można jednak bez końca kompensować nią konstrukcji systemu. Przychodzi taki dzień, kiedy uczciwa diagnoza nie brzmi „musimy się bardziej postarać”, tylko „nasz model już się nie broni”. I to nie jest kapitulacja. To jest przytomne rozpoznanie.
Nie będę starał się być mądrzejszy, bo łatwo cokolwiek doradzać stojąc z boku.
Mariusz Szczygieł ma dużą rozpoznawalność i zasięgi – na Facebooku prawie ćwierć miliona obserwujących. I może gdyby działał podobnie jak liczni influencerzy – wydawał jedną książkę rocznie, skupiał się tylko na niej, mogłoby się udać. Zasięgi dałoby się zmonetyzować i całkiem nieźle wyjść finansowo. Jego cele były jednak znacznie ambitniejsze.
Jeśli prowadzi się już normalne wydawnictwo z rozbudowanym katalogiem, to trudno jest funkcjonować bez „dojnych krów”, o których wspominałem w artykule nt. Hecy. A takich bestsellerów, ciągnących sprzedaż, pewnie wielu nie było. Co z tego, że np. NIE MA zdobyła w 2019 obie nagrody Nike, a 27 śmierci Toby’ego Obeda w 2020 nagrodę Nike publiczności?
Jedną z kwestii jest oczywiście to, jak dobrze sprzedaje się dziś ambitna literatura faktu. Przy czym nie mówimy tutaj o poradnikach czy książkach podróżniczych, ale takich poruszających naprawdę trudne tematy. Ilu ludzi chce czytać o zbrodniach, trudnościach, aferach, a ilu chce się po prostu zrelaksować po pracy albo poczytać coś ciekawego o świecie? Nic więc dziwnego, że łatwiej chyba zrobić bestseller z kryminału czy thrillera niż z polskiego reportażu albo ambitnej literatury czeskiej.
Może rozwiązaniem dla Dowodów byłby więc imprint kryminalny albo Young Adult? Mam nawet nazwy: „Dowody na zbrodnię” i „Dowody na miłość”. :) Oczywiście żartuję, bo zakładam, że nie każdy chce iść tą drogą i to też nie jest sposób na sukces.
Innym aspektem mogło być to, że Fundacja Instytut Reportażu zajmuje się nie tylko Dowodami, ale prowadzi też księgarnię (Wrzenie świata), miejsce spotkań (Faktyczny Dom Kultury), warsztaty pisania (Polska Szkoła Reportażu), no i nie da się ukryć, że tego jest bardzo dużo.
Kupujcie e-booki, póki jeszcze są
Jak podałem wyżej, wydawnictwo chce odejść z rynku na własnych zasadach, więc nie zakończy nagle sprzedaży.
Ale trzeba mieć świadomość, że kiedyś ten koniec nastąpi. Czy pod koniec tego roku, czy pod koniec przyszłego – tego nie wiadomo. Książki papierowe pozostaną pewnie w drugim obiegu albo w outletach, to w przypadku e-booków wszystkie kiedyś znikną z księgarń, chyba że prawa przejmie inny wydawca. Dlatego, jeśli jeszcze nie macie danego tytułu, rozważcie jego zakup, póki jest dostępny.
Według naszej porównywarki książki Dowodów są w kilku księgarniach, można je też kupić ze stałą zniżką 50% na stronie wydawcy, choć do końca nie rozumiem, jak ta zniżka jest naliczana, bo wiele księgarni ma te tytuły jeszcze taniej.
PS. Dodać też trzeba, że już parę miesięcy temu zakończenie działalności ogłosiło również jeszcze mniejsze wydawnictwo Drzazgi. Ich e-booki też wciąż są, a papier kupimy po 15 zł bezpośrednio na stronie wydawcy, z tym że zostały już pojedyncze tytuły.




A jeszcze taka mała afera związana z Dowodami/Wrzeniem dla użytkowników Facebooka. Zbieżność dat z ogłoszeniem wygaszenia sprzedaży raczej przypadkowa.
https://www.facebook.com/groups/kryzyssm/permalink/2532099933957259/
Springer to akurat mógłby milczeć.
https://i.imgur.com/H9r8Z4a.png
Mimo wszystko nie porównywałbym używania AI do oskarżeń o kradzież.
Literatura faktu nie jest też tak popularna wśród czytelników jak 10-15 lat temu. Widać zresztą to w ofercie wielu wydawnictw, które kiedyś miały o wiele więcej książek tego typu.
Bardzo szkoda wydawnictwa.
Z polską literaturą faktu mam ten problem, że o większości tematów zagranicznych, wolę poczytać autora z zagranicy. Zazwyczaj broni się taka książka na szerszym rynku, zbiera recenzje i dopiero potem jest u nas tłumaczona. Plus mam wrażenie, że polskich autorów nie stać na zbyt duże wydatki przy researchu czy podróżach do różnych miejsc. Oczywiście, są tematy mniej znane i tam często dajemy radę lub teksty o Polsce i naszych problemach.
PS Natomiast z „27 śmierci Toby’ego Obeda” mam ten problem, że o ile jest to bardzo ważna książka i na ważny temat, to dla mnie jest fatalnie napisana, bardzo ciężko się czyta, zdania nie mają rytmu itd. Podobnie miałem także z np. „Genialni. Lwowska szkoła matematyczna”, ale to wydawały chyba Iskry.