Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Białoszewski, Mrożek i Bułhakow na wolnej licencji? Jest lista dzieł do uwolnienia!

Dzieje się właśnie bardzo ważna rzecz dla wszystkich zainteresowanych klasyką literatury XX wieku. Jest szansa na to, że co najmniej kilkadziesiąt książek niedługo będziemy mogli przeczytać bezpłatnie.

Jak dowiemy się na stronie Instytutu Książki, pani Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowegow Małgorzata Omilanowska zatwierdziła listę dzieł przeznaczonych do objęcia programem bezpłatnego udostępnienia w tym roku.

Informację o liście znalazłem na blogu Roberta Błauta.

O co chodzi?

W wielu krajach świata biblioteki narodowe czy też inne instytucje wykupują prawa autorskie do szczególnie ważnych pozycji literatury pięknej, aby udostępnić je bezpłatnie jak największej liczbie czytelników.

Taką inicjatywę zatytułowaną „Udostępnianie piśmiennictwa” realizuje Instytut Książki. Główne założenia dobrze streszcza fragment umowy na przekazanie praw:

Instytut realizuje program „Udostępnianie piśmiennictwa” 2014, którego założeniem jest nieograniczone – terytorialnie, jak i czasowo – udostępnianie osobom trzecim, za pośrednictwem sieci Internet, wybranych w odpowiednim trybie dzieł literatury polskiej oraz przekładów dzieł literatury światowej;

Instytut zamierza udostępniać objęte programem dzieła literatury w oparciu o licencję Creative Commons Uznanie Autorstwa 3.0 Polska albo w oparciu o kolejne wersje tej licencji, jeżeli przewidziany w tych wersjach zakres eksploatacji Utworu nie wykroczy poza określony w  § 3 ust. 2 Umowy katalog pól eksploatacji;

Licencja Creative Commons Uznanie Autorstwa 3.0 Polska umożliwia licencjobiorcy swobodną eksploatację utworu – w tym jego zwielokrotnianie i rozpowszechnianie w dowolnym medium i formacie (m.in. ebook, audiobook, etc.) oraz tworzenie jego opracowań (m.in. przekładów na języki obce, adaptacji, ekranizacji, uscenicznień, etc.). Eksploatacja utworu służyć może dowolnym celom, w tym również celom komercyjnym.

Licencja CC BY umożliwiać będzie niemal dowolne korzystanie z pliku. Można przerobić, remiksować, publikować gdziekolwiek, ba – nawet i sprzedawać, jeśli ktoś za to zapłaci. Na podobnej licencji publikowana jest większość treści z Wikipedii.

Co znalazło się na liście?

Na stronie Instytutu książki znajdziemy listę rankingową 131 dzieł (PDF), które powołana do tego celu komisja proponuje uwolnić.

Programem objęte są dzieła, których pierwsza edycja na polskim rynku miała miejsce co najmniej na 30 lat przed rokiem planowanego zakupu autorskich praw majątkowych.

Lista jest uszeregowana według punktacji. Dominuje klasyka polskiej literatury XX wieku. M.in.:

  • Wiersze Białoszewskiego, Różewicza, Gałczyńskiego, Herberta i Szymborskiej
  • Dramaty Mrożka
  • Opowiadania Borowskiego i Rudnickiego
  • „Mitologia” Parandowskiego
  • Powieści Konwickiego, Gombrowicza, Lema
  • Cykl historyczny Jasienicy

Ci wszyscy autorzy najczęściej zmarli w II połowie XX wieku albo już w XXI wieku i wiele lat jeszcze minie do upłynięcia ustawowego terminu 70 lat od śmierci – gdy wszystkie dzieła danego autora przechodzą do domeny publicznej. Przykładowo – dzieła Miłosza zostaną uwolnione dopiero w 2074 roku. Niewielkie mam szanse, że dożyję.

Wśród tłumaczeń są m.in.:

  • „Zbrodnia i kara” w przekładzie Jastrzębca-Kozłowskiego
  • „Mistrz i Małgorzata” w przekładzie Lewandowskiej i Dąbrowskiego
  • „Ulisses” w przekładzie Słomczyńskiego
  • „Mały książę” w przekładzie Szwykowskiego
  • „Przygody dobrego wojaka Szwejka” w przekładzie Hulki-Laskowskiego

Tutaj prawa autorskie do oryginału często już wygasły – chodzi więc o zakup przekładu.

Co dalej?

Budżet programu na bieżący rok wynosi okrągły milion złotych. Te pieniądze zostaną przeznaczone na wykupienie praw autorskich majątkowych od ich właścicieli.

Ile dostaną autorzy, tłumacze, bądź ich spadkobiercy? Na stronie instytutu znajdziemy ciekawy algorytm (PDF) oraz tabelkę wyceny praw (PDF).

Koszt wykupienia będzie uzależniony od liczby lat, które pozostały do upłynięcia 70 lat od roku wydania dzieła oraz od wybranej licencji.

Na potrzeby algorytmu, przyjmuje się średnią sprzedaż w liczbie 500 egzemplarzy dzieła rocznie, co przez okres 40 lat daje średnią sprzedaż dzieła w liczbie 20 000 egzemplarzy łącznie.

Przyjmuje się, w oparciu o praktykę wydawniczą, że udział honorarium z tytułu autorskich praw majątkowych wynosi:

10 % dla nakładu sprzedanego do 3 000 egz.
15 % dla nakładu sprzedanego 3 001 – 5  000 egz.
16 %  dla nakładu sprzedanego 5 001 – 20 000 egz.

Przyjęto zatem, że autor dostanie mniej więcej tyle ile by zarobił przez pozostałe lata na sprzedaży książki. Kwotę tę otrzyma teraz, a nie rozłożoną na wiele lat, co należy potraktować jako swoistą dotację.

Ile konkretnie? Autor książki w przypadku jeśli zgodzi się na licencję Creative Commons, może dostać od 1725 zł do maksymalnie 69 tysięcy, tłumacz – od 862 zł do 34 tysięcy zł.

Czego nie wiemy?

Oczywiście jest trochę niewiadomych.

Czy autorzy, ich spadkobiercy, ew. inni posiadacze praw majątkowych zgodzą się na odsprzedaż tych praw za podaną kwotę? Algorytm tak samo traktuje pozycje bardzo popularne, jak też prawie zapomniane. Obok siebie na liście mamy „Ocalenie” Miłosza oraz „Solaris” Lema – ta druga ma wciąż znacznie większy potencjał komercyjny.

W jakiej postaci będą udostępnione książki? Mowa o serwisie polona.pl. Oby nie był to wyłącznie skan w PDF – chociaż w Polonie widziałem też EPUB, tak więc mam nadzieję, że jednak zostanie opracowana wersja czytnikowa/mobilna.

Inna sprawa, że jeśli ten PDF będzie na licencji CC BY-SA – to bez pytania o zgodę będzie można z niego zrobić wersję e-bookową.

Czy to na pewno będzie wolna licencja? Regulamin zakłada, że w sytuacji, gdy posiadacz praw nie zgodzi się na udostępnienie na CC – wtedy zostanie zastosowana tzw. Otwarta Licencja Edukacyjna, która jest jednak znacznie bardziej ograniczona, ewentualnie licencja wynegocjowana indywidualnie – tu zgaduję, że jeszcze bardziej restrykcyjna.

Może być więc i tak, że choć książki w Polonie się znajdą, to nadal nie będziemy nic mogli z nimi zrobić. Tak się dzieje teraz w przypadku Korczaka – przykładowo Bankructwo Małego Dżeka jest w Polona.pl w postaci skanu, a wersje EPUB/MOBI księgarnie sprzedają i to wcale nietanio.

Moja opinia

Kilkukrotnie na tym blogu narzekałem, że państwo polskie e-booków nie zauważa, a różne instytucje powołane do promowania kultury nie zawsze rozumieją o co w tym wszystkim chodzi. Na przykład w narodowym programie rozwoju czytelnictwa bardziej chodzi o dofinansowanie bibliotek, niż czytelników.

Tutaj można tylko się cieszyć. Milion złotych to w skali państwa niewiele – a te pieniądze umożliwią uwolnienie nie tylko kolejnych lektur szkolnych, ale także dziesiątek pozycji wciąż popularnych i lubianych. Będę śledził dalsze losy tego programu.

A co Wy chętnie poczytacie z tej listy?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

48 odpowiedzi na „Białoszewski, Mrożek i Bułhakow na wolnej licencji? Jest lista dzieł do uwolnienia!

  1. dampf pisze:

    Idea szczytna. Szkoda tylko, że nie ma na liście „Czarodziejskiej góry” Manna.

    0
  2. Agnieszka pisze:

    Mam wielką nadzieję, że uda się uwolnić książki Jasienicy. Idea wspaniała, zobaczymy co dalej…

    0
  3. SStefania pisze:

    Właśnie czytałam tę listę, z chęcią przeczytałabym ponad połowę tych rzeczy, ale głównie dlatego, że części z nich po prostu nie znam. Wiersze zebrane Herberta pozwoliłyby mi na uwolnienie mnóstwa miejsca na półce, bo tomiszcze jest spore :) Więc trzymam kciuki.
    Z Baśniami Grimmów chciałabym, żeby było to to najbogatsze wydanie z 1989, z dwustoma baśniami, i chyba nawet się zgadza z tym co w tabelce, bo to też był podobno przekład Bielickiej/Bieleckiej (nie mam przy sobie, nie sprawdzę) i Tarnowskiego. Edytorsko było beznadziejne, za to ta treść, ta treść!
    Za to trochę mi smutno, że nie ma szans na moje wymarzone ebooki, czyli słowniki Kopalińskiego. Jedyne dostępne wersje to papier i pirackie PDFy, a ja bym chętnie za nie zapłaciła, gdyby ktoś je porządnie opracował. Nawet nie wiem jakie wydawnictwo zasypać błaganiami o przyjęcie moich pieniędzy?

    0
  4. rudy102 pisze:

    Zamiast reformować prawa autorskie obchodzą narzucone przez siebie ograniczenia pieniędzmi z podatków. To jest po prostu piękne. :D Czekam jeszcze na jakiś odpowiednik wywłaszczenia dla praw autorskich, tak, żeby mogli kupować nawet jak nie będą chcieli im sprzedać. :D

    0
    • Kubuś Puchatek pisze:

      Mógłbyś „podkręcić jasność wypowiedzi”? O jakiej _konkretnie_ reformie prawa autorskiego myślisz? I których autorskich, majątkowych czy osobistych?
      Z przyjemnością poczytam.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Zgaduję, że chodzi o to, że prawo autorskie chroni dzieła przez 70 lat od śmierci autora, co jest w przypadku literaratury okresem często zbyt długim. Gdyby np. skrócono ten okres do 30 lat od wydania dzieła (co jest akurat kryterium załapania się do tego programu) – wtedy w domenie publicznej byłoby wszystko wydane przed 1984 rokiem i wtedy nie byłoby potrzeby tworzenia takich programów.

        0
      • rudy102 pisze:

        Oczywiście, że majątkowych i oczywiście chodzi o absurdalne 70 lat po śmierci, jak Robert wyżej napisał.

        0
        • Dumeras pisze:

          Te 70 lat mnie bardzo irytuje, nie widzę, żadnego uzasadnienia. A jak słyszę o pomysłach jeszcze wydłużenia, to się już tylko scyzoryk w kieszeni otwiera. Zwłaszcza, że tak długi okres ochrony wymuszany jest i największe profity z tego ciągną bezduszne molochy w stylu Disneya. Jakoś tak wewnętrznie się przeciw temu buntuję. Z jakiej racji prawnuki jeszcze ciągnąć mają profity z działalności pradziadka? Prowadząc firmę i przekazując ją dzieciom nie mamy takich gwarancji stabilności dla naszych prawnuków. A jeśli dzieło nie będzie miało parę dekad później siły przebicia, to już wszyscy będą stratni.
          Temat bardzo mnie złości i momentami jestem w stanie wymyślić dość radykalne i nie koniecznie sensowne „przykładziki”. Prawnuk ma pełne prawa do dzieła dziadka poety. Prawnuka zbrodniarza wojennego też za winy dziadka po więzieniach będziemy ciągać? Chyba za bardzo podchodzę do tego tematu emocjonalnie.
          Ale nie lubię takiej formy cenzury jaką są zbyt długie okresy ochronne prawa autorskiego.
          Dużo ciekawych pozycji przepada, bo przez te 70 lat się o nich zapomina. Dużo i tak jest wykorzystywanych „niezgodnie z przeznaczeniem”, przez bezduszne koncerny.

          0
          • Cyber Killer pisze:

            Te 70 lat to właśnie Disney wywalczył, szczegóły na Wikipedii, w artykule o Steamboat Willie. Ile razy dla tej kreskówki o myszce Mickey kończył się okres copyright to Disney załatwiał przedłużenie.

            Obecnie szykuje się kolejne wydłużenie okresu copyright’u. Za parę lat kończy się ochrona dla 4 epizodu Star Wars. Star Wars obecnie jest własnością Disney’a, resztę sami sobie dopowiedzcie.

            0
          • KonradK pisze:

            To kto ma gorzej? Spadkobiercy własności materialnej? Nie mogą jej utrzymać w posiadaniu 70 lat, albo i dłużej od dnia przyjęcia spadku?
            Wcześniej ulega przepadkowi na rzecz ogółu?

            0
          • noia_ pisze:

            Dla pocieszenia mogę ci powiedzieć, że często sam autor umiera zanim zyska prawdziwą sławę i pieniądze, więc przynajmniej jego dzieci mają odszkodowanie za zniszczone dzieciństwo. A przedsiębiorca ma kasę i lans już po 5 latach.
            Poza tym przekładając na biznes to trochę tak, jakby spadkobiercy po 70 latach tracili prawa do marki. Twórca marki zszedł, więc dlaczego następne pokolenia mają czerpać z tego zyski, niech przejdzie na własność państwową.

            0
            • Henio pisze:

              Prawo autorskie powinno być mniej więcej na okres taki jak prawo patentowe.
              Dlaczego naukowiec, wynalazca, może chronić swoją pracę tylko przez maks. 25 lat prawem patentowym, za ochronę którego musi jeszcze zapłacić, a tzw. artyści mają chronione wszystkie swoje dzieła przez 70 lat po ich śmierci? Czy praca wynalazcza jest mniej warta?
              Dlatego prawo autorskie powinno chronić konkretne dzieło przez 25 lat, od chwili publikacji – idąc na rękę artyście, by za ochronę swojego dzieła nie musiał płacić jak za patent.

              0
              • Dumeras pisze:

                Uprzedzałem, że moja wypowiedź jest emocjonalna i nie wszystkie argumenty muszą być racjonale.
                Proszę zwrócić uwagę, że w przypadku dóbr materialnych spadkobiercy zazwyczaj muszą zainwestować w dobra, które otrzymali, dbać o nie poświęcając na to czas i fundusze i tylko od ich zaradności zależy czy przyniesie to zyski i czy utrzyma się przez kolejne pokolenia. W moim subiektywnym odczuciu spadkobiercy praw autorskich nie muszą robić nic i ustawowo mają bardzo długą ochronkę. Ewentualnie zatrudnią adwokata, aby skuteczniej ściągać daninę.
                Dodatkowo jak dla mnie oliwy do ognia dolewa dysproporcja między ochroną praw autorskich a wspomnianych wyżej patentów.
                I żadne argumenty popierające obecny kształt ochronki praw korporacyjnych zwanych autorskimi mnie nie przekonają dopóki ich głównymi beneficjentami będą korporacje.

                0
  5. asymon pisze:

    Kurczę, ale ja nie chcę żeby państwo „sponsorowało” mi książki. Wolę, żeby państwo nie zabierało mi tych pieniędzy, za które chce te prawa kupić, a wtedy sam sobie kupię. (przepraszam, zaleciało z lekka Korwinem).

    A może na przykład obniżyć VAT na ebooki? Że unia nie pozwala? Będzie okazja to zmienić, skoro nasz premier ma być Prezydentem Całej Unii, a córka podobno używa.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      A kupisz te książki w wersji elektronicznej? Jasne – Lema czy Dostojewskiego ktoś sprzedaje i będzie sprzedawał. Ale na liście jest sporo pozycji, które praktycznie nie mają już dzisiaj potencjału komercyjnego. Jeśli nie udostępni tego instytucja publiczna to nikt tego nie zrobi.

      A milion złotych to naprawde niewiele wobec miliarda który ma pójść na cały program rozwoju czytelnictwa (głównie przez inwestycje w biblioteki itd.).

      0
      • KonradK pisze:

        Podczepię się ze swoją odpowiedzią.
        Jeśli posiadacze praw nie zechcą wydać ebooka, to nie kupię. Ich sprawa. Mogliby nawet wypiąć się na Polaków i nie autoryzować tłumaczenia, jeśli taka ich wola. Musiałbym to zaakceptować.
        Instytut zresztą też, jeśli się wypną na jego ofertę.
        A jeśli zechcą wydać ebooka, to też nie kupię. Ebooków z tymi konkretnymi dziełami.

        A skoro jestem w tym wypadku reprezentatywny i utwory same na siebie by nie zarobiły („praktycznie nie mają już dzisiaj potencjału komercyjnego”), niekulturalnych niedoszłych nabywców może wyręczyć Instytut.
        Jeśli prawa wykupi Instytut, zapłaci nikt z niczyich pieniędzy, i śmieszną kwotę . Choć jeśli tak milion tu, milion tam, to w końcu uzbiera się z tego poważna suma.

        0
      • Krzysztof pisze:

        Skoro nie ma Robercie w nich potencjału „marketingowego” to z jakiej racji nabijać kasę prywatnym właścicielom tych praw, które są nic nie warte?

        W mojej opinii skończy się na tym, że właśnie tylko te „bez potencjału” zostaną uwolnione, a właściciele praw do tych z jakimkolwiek potencjałem przeliczą szybko, że można więcej zarobić i ich nie sprzedadzą. A szum sprzyja marketingowi.

        0
      • asymon pisze:

        A bo do wpisu wybrałeś książki trochę tendencyjnie :-) Większość faktycznie mam w wersji elektronicznej i czytając co chwila myślałem „WTF?” I uważam, że Myśliwski, Gombrowicz, Lem czy Mrożek sami się obronią, żal tylko że WL nie wydało listów dwóch ostatnich – kupiłem i stoi na półce, bo >600 stron, twarda opraw. A szkoda, bo za to co przeczytałem, da zasługuje co najmniej na 12/10. Podobnie Jasienica, aferę ze spadkobiercami śledziła cała Polska.

        Mirona się wydaje, nowe (ponoć nieocenzurowane) książki ukazują się nakładem PIW, który chyba nie jest zainteresowany ebookami. Więc pewnie kupię „Pamiętnik z Powstania Warszawskiego” i postawię obok listów Lema-Mrożka.

        Ale doczytałem podlinkowaną listę i faktycznie, skoro większość rodaków lektury czyta tylko w szkole, to może te mniej chodliwe rzeczy warto „uwolnić”? Choć „Na wysokiej połoninie” Vincenza i tak nie przeczyta pewnie nikt kto nie musi lub bardzo chce, nawet za darmo :-)

        A na poważnie, ebooki to wciąż nisza, książki papierowe popularnych autorów i tak będą wydawane. Tyle że wydawnictwa drukujące Brzechwę nie będą już musiały opłacać praw autorskich, bo zasponsoruje je nasze państwo.

        0
        • Dumeras pisze:

          A może lepiej ten milion wydać na lobbing w celu ukrócenia prawa autorskiego? Skrócenie tego o połowę byłoby dużym krokiem na przód. Tak, żeby dzieci jeszcze coś miały w spadku, może wnuki. Ale nie praprawnuki. Które i tak dość często zbyt wiele nie zauważą tego dochodu, bo jak kilkanaście książek zejdzie…

          0
          • asymon pisze:

            Obawiam się, że ten milion lobbystom nie wystarczy nawet na waciki. Jak razie jest trend w drugą stronę.

            EDIT: Tak z grubsza o to chodzi.

            Tu zawsze warto polecić książkę Wolna Kultura Lawrence Lessiga, dostępną za darmo.

            0
            • Dumeras pisze:

              Zdaję sobie sprawę, że całość jest nakręcana choćby przez Myszkę Miki, Gwiezdne Wojny i tego podobne, dlatego napisałem o bezdusznych koncernach (kilka postów wyżej) i własnie miałem na myśli głównie „disneja”.

              dodatkowo nakręcają się przedstawiciele USA i UE. Ci dadzą 40 lat to drudzy dziesięć więcej i taka licytacja jest. A nowe pomysły mówią o 100 latach, a w przypadku praw należących do korporacji jeszcze dłuższym okresie :-/

              0
  6. k@mil pisze:

    na pierwszy ogien :
    Ryszard Kapuściński Cesarz
    Leopold Tyrmand Zły
    Teodor Parnicki Srebrne orły
    no i oczywiscie ksiazki Pawła Jasienicy

    0
  7. mmm777 pisze:

    Jakby to jakaś ciotka od literatury układała…
    `Cesarz’ – czyli propagandowa bzdura, dlaczego? To już nie lepiej by było dać jakiś klasyczny produkcyjniak? Bywały dobrze napisane.
    `Zły’ – przecież to literatura rozrywkowa. Za pieniądze z podatków ? To może lepiej jakiś pornol? Więcej ludzi się ucieszy.
    Herbert – jak on się sprzedaje? Aż takie zapotrzebowanie jest w narodzie?

    A nie jest to forma nagradzania `swoich’, oczywiście ukrytych w masie `innych’?

    Poza tym, czyżby ministra o bibliotekach nie słyszała? Pewnie nie…

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Nie chcę być złośliwym, ale do tego programu każdy mógł wysłać zgłoszenia swoich kandydatów. Fakt, że o tym akurat nie pisałem, ale nie było to tajne.

      A literatura popularna to też część historii literatury.

      0
      • mmm777 pisze:

        Ja się zgadzam, że jest częścią historii, ale porno też. (A co, nie? Czemu nie, tylko dlaczego z podatków…). A `Zły’ to literatura czysto rozrywkowa. (`Złego’ czytałem, jakby co…)

        Pewnie, lepiej, by wszystko było za darmo, szczególnie przed wyborami… ;)

        0
  8. slababateria pisze:

    Jak to jest możliwe, że „Boso, ale w ostrogach” jest w drugiej setce?! To była pierwsza książka o której pomyślałem, gdy włączałem tę listę. Odkąd mam czytnik czekam na elektroniczne wydanie, mam nadzieję że niedługo tego doczekam.

    0
  9. W. pisze:

    Wygląda to obiecująco. Wprawdzie bardziej wolałbym, żeby wykupienie doszło do skutku dla pozycji, które dotąd nie mają wydań elektronicznych, a niekoniecznie są najwyżej na tej liście.

    0
  10. Teresa pisze:

    1/ Paweł Jasienica,

    …..

    2/ Ferdynand Ossendowski, który jest w ogóle nieznany, a od Jego śmierci minęło 69 lat (1945 r.). Pisarz szeroko znany przed wojną, ale po 1945 r. skazany przez władze na całkowite zapomnienie. Wpiszcie sobie w google, to będziecie wiedzieć. Podobno był przed wojną tak popularny jak Henryk Sienkiewicz,
    3/ Bułhakow, nie tylko Mistrz i Małgorzata, ale np. i Biała Gwardia,
    4/ Kazimierz Moczarski „Rozmowy z katem”,
    5/ Fiodor Dostojewski „Zbrodnia i kara”,
    6/ Kornel Makuszyński, np. „Szatana z siódmej klasy” nie ma za darmo, a to też dobro narodowe,
    7/ Z. Herbert,
    8/ K.I. Gałczyński,
    9/ S. Mrożek,
    10/ W. Broniewski,
    11/ wszystkie książki Janusza Korczaka także mogłyby być za darmo, wszak 70 lat minęło od Jego śmierci, a przecież to też dobro narodowe.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Wokół daty śmierci Korczaka była spora afera, co kiedyś opisywałem:

      http://swiatczytnikow.pl/kiedy-zginal-janusz-korczak-i-jakie-to-ma-znaczenie-dla-czytelnikow/

      0
      • Teresa pisze:

        No faktycznie… „W ten sposób postanowienie Sądu Powiatowego w Lublinie z dnia 30 listopada 1954 roku określiło datę śmierci Korczaka na 9 maja 1946 roku. ” Zatem wg sądu Henryk Korczak przeżył wojnę, a umarły tylko dzieci… Ale wstyd… Za ten sąd. Podczas, gdy powszechnie wiadomo, że zginął w 1942 r. w Treblince.
        Szkoda, bo dzieła Henryka Goldszmidta to dobro narodowe i powinno być ogólnodostępne, jak dzieła Sienkiewicza i Mickiewicza. Tak samo dzieła Makuszyńskiego powinny być dostępne dla wszystkich za darmo, Jego utworów nie trzeba tłumaczyć na polski, tak jak i Jasienicy, i Ossendowskiego. W przypadku tego ostatniego władze sprawdziły na cmentarzu czy aby na pewno zmarł. „grabarz cmentarza w Milanówku, pamiętał, jak NKWD w 1945 roku, tuż po wkroczeniu Armii Czerwonej, nakazało mu wydobycie z grobu trumny, aby sprowadzony przemocą dentysta mógł stwierdzić, czy naprawdę nieboszczyk był tym, o kogo im chodziło.”… [za:] W. Michałowski, Syberyjski Lawrence – to z Wikipedii.

        0
    • asymon pisze:

      Ossendowskiego ze spokojnym sumieniem można ściągać z chomikuja :-) Choć kiedyś szukałem i niestety, były tylko z-ocr-owane skany, autorowi nie chciało się robić korekty, bo po co?

      Kilka książek jest na http://literatura.net.pl niestety tylko pdf.

      0
  11. X. pisze:

    Uwalniać! Ognia!!! :-)

    0
  12. Teresa pisze:

    Swoją drogą „Zbrodnia i kara” w ogóle nie ukazała się w formie ebooka. Może na gryzoniu jest, ale nie szukałam tam. Fajnie byłoby, gdyby była za darmo. Nie czytałam tego do tej pory, a spodziewam się, że to nie jest łatwa lektura, więc nie przewiduję wypożyczania, bo pewnie bym przetrzymywała.

    0
    • Piotrek pisze:

      Ukazała się, po czym znikła. Na pewno była jakiś czas dostępna w księgarni eClicto -tam ją kupiłem. Swoją drogą ciekawe czemu znikła…

      0
  13. Magdalaena pisze:

    No niestety, oferta mnie nie poruszyła – część książek z  listy czytałam jeszcze w liceum, albo nawet mam je w domu. A reszta jakoś mnie nie zachwyca.

    Ale sama idea jest słuszna, warto te dzieła zdigitalizować i udostępnić choćby dla kolejnych pokoleń nastolatków.

    0
  14. mmm777 pisze:

    `zdigitalizować i udostępnić choćby dla kolejnych pokoleń nastolatków’
    No i proszę, naprawdę są tacy co o bibliotekach nie słyszeli…

    0
    • K8W pisze:

      Ja słyszałam i nawet mam jedną własną, w Calibre…

      0
    • Dumeras pisze:

      A wyobraź sobie, że są takie miejsca w Polsce, gdzie nie ma bibliotek, a nawet jak się jakaś znajdzie, to hmmm… oprócz lektur obowiązkowych w podstawówce nic nie ma. Jechać po kilkanaście kilometrów po książkę, jeśli w ciągu minuty bez wychodzenia z salonu można ją mieć?
      No i proszę, naprawdę są tacy co nie słyszeli, że Polska to nie tylko Warszawa ;-P

      0
      • kunaka pisze:

        Spróbuj wypożyczyć w dużym mieście „Mitologię” Parandowskiego, kiedy wszystkie (a niech: nawet połowa) gimnazja omawiają ją w jednym czasie, a młode oznajmia (obowiązkowo we wtorek w środku nocy), że na pojutrze ma mieć przeczytane. Kupiłabym, słowo daję, ale legalnie znalazłam tylko e-„Przygody Odyseusza”.
        Wierzcie, lektury na czytnik to rewelacja. Jak mi dziecko oświadcza o 9ej wieczorkiem, że ma ochotę się z „Hamletem” zapoznać, albo „Romantyczność” w całości przestudiować, bo w podręczniku tylko „czucie i wiara…”, to ja myk na Wolne Lektury i jest :) bez przewracania całej chałupy do góry nogami, bo Szekspir, czy inny Mickiewicz rozkłada się w trzecim rzędzie i nikt nie pamięta, na której dokładnie półce.

        0
  15. Cyber Killer pisze:

    No i teraz mi głupio, że w tym roku kupiłem sobie Mistrza i Małgorzatę i to wcale nie tanio. Dobrze że nie pokusiłem się na Solaris jak było podczas jakiejś promocji. Co do reszty pozycji z tej listy – parę lektur więcej, dobrze, będzie można pozbyć się wersji papierowych które zalegają. Chociaż np Baśnie Grimmów mnie zdziwiły na tej liście – to przecież od dawna jest na wolnych lekturach na wolnej licencji.

    0
    • quiris pisze:

      To, że dana pozycja pojawiła się na liście rankingowej nie oznacza, że właściciele praw autorskich podpiszą umowę z IK. Prawdziwy test programu dopiero się zaczyna teraz. Ciekawy jestem, jak długo potrwa wydawanie tego milijona?

      Jeśli chodzi o braci Grimm, to na liście chodzi o „Wybór w tłumaczeniu Bieleckiej i 
      Tarnowskiego”, które to tłumaczenia nie są w domenie publicznej.

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Czy ja wiem… Jeszcze nie jest pewne, jak szybko te wszystkie książki zostaną udostępnione i kiedy pojawią się wersje na czytniki. Jak masz przeczytać M&M teraz, to nie ma mowy o tym, żeby kupna żałować.

      0
  16. mikeyoski pisze:

    Konwicki (szczególnie Mała apokalipsa – jak dla mnie najlepsza lektura szkolna, jaką czytałem), Tyrmand, Niziurski (mój ukochany pisarz z czasów podstawówki), Gombrowicz. Jeśli chodzi o mnie to akurat taki ruch ministerstwa pochawalam. To i tak znacznie mniej niż niektóre resorty wydają na balowanie.

    0
  17. KiryłLazarow pisze:

    Płacenia tłumaczom nie rozumiem. Przecież to bez sensu. Nie wiem jak to było kiedyś, ale wydaje mi się że teraz jak komuś zleca się tłumaczenie ksiązki to po realizacji tego zadania na mocy umowy tłumacz zbywa prawa autorskie do tłumaczenia na rzecz wydawcy. Płacąc tłumaczom wygląda to tak jakby płacić dwa razy za to samo.

    0
  18. 6u56u56 pisze:

    Bardzo fajna inicjatywa. Napiszcie do nich by zrobili tak ze wszystkimi lekturami bo to jest draństwo gdy dziecko przygotowuje się do konkursu z języka polskiego, albo musi coś przeczytac i nie ma w bibliotece. Pół biedy gdy mozna kupic, ale w zeszlym roku zdarzylo sie, ze nie bylo mozliwosci i kserowalo sie na potege.
    No bez jaj by takie rzeczy nie byly dostepne. Jak nie sa niech nie beda lektura.

    A co do kwot to mysle, ze szanownym urzednikom zapomnialo sie jedno lub dwa zera na koncu kwot do zaoferowania.

    0
    • BioBuster pisze:

      Akurat z lekturami szkolnymi to należałoby raczej uwspółcześnić kanon a nie uwalniać stare ramoty i nadal kazać dzieciom czytać „Oto jest Kasia” czy „Awantura o Basię”. Znaczy uwalnianie mi nie wadzi, tylko bzdurny zestaw archaicznych już lektur.
      A na przykład nowe tłumaczenie węgierskich „Chłopców z Placu Broni” bardzo ładne.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.