Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Tak wygląda horror DRM. Microsoft zamknął sklep z e-bookami i… usunie wszystkie zakupione tytuły

Częścią systemu Windows 10 jest Microsoft Store – czyli sklep z różnymi treściami. Od roku 2017 można było tam kupić e-booki, które dało się czytać w przeglądarce Edge.

Dziś jednak Microsoft ogłosił zamknięcie części e-bookowej. Powodu nie podali, ale zapewne się nie opłacało, a sklep nie zdobył wielkiej popularności.

I co jest tu najważniejsze i najbardziej szokujące: w lipcu 2019 Microsoft usunie klientom wszystkie zakupione e-booki i dostęp do nich. Klienci dostaną zwrot wszystkich wydanych kwot.

Ta decyzja spowodowała już zgryźliwe komentarze wśród amerykańskich publicystów. Zacytuję choćby artykuł Cory’ego Doctorowa.

The idea that the books I buy can be relegated to some kind of fucking software license is the most grotesque and awful thing I can imagine: if the publishing industry deliberately set out to destroy any sense of intrinsic, civilization-supporting value in literary works, they could not have done a better job.

Niedawno media obiegły zdjęcia z idiotycznego rytuału palenia książek. A co powiedzieć o firmie, która „pali” swoim klientom całe biblioteczki?

Przypadek Microsoftu oczywiście tylko potwierdza znaną tezę – wszelkie treści zabezpieczone DRM trzeba traktować jako wypożyczone, a nie zakupione. Firmie przestanie opłacać się biznes, wtedy zrobi co zechce.

Można powiedzieć, że zachowali się ładnie o tyle, że zwracają pieniądze – choć to pewnie z obawy przed akcją prawną ze strony klientów. Ale co w sytuacji, gdy danej książki nie można już kupić gdzie indziej? Albo kupiliśmy ją taniej w promocji? Albo robiliśmy notatki i podkreślenia, bo tak… notatki też znikną w lipcu 2019. Co ciekawe, jeśli klient dodawał kiedykolwiek adnotacje, to Microsoft podaruje mu dodatkowo 25 dolarów na zakupy w Microsoft Store.

Co zrobić?

Na szczęście my sobie na te historie patrzymy z pozycji ludzi, których takie problemy nie dotyczą. Bo, jak wiadomo, żadna poważna polska księgarnia DRM już nie ma. Jeśli nawet sklep upadnie, co się zdarzało – nasze pobrane e-booki dadzą się odczytać przez kolejne dziesiątki lat. DRM służy do zabezpieczenia tylko tego, do czego jest stworzony, mianowicie wypożyczeń (np. w Legimi).

Fakt, że zamykano u nas też księgarnie sprzedające książki z DRM – np. bezkartek.pl – ale systemy zabezpieczeń tam stosowane (Adobe DRM lub Mobipocket) sprawiały, że te książki można było przekonwertować i używać ich dalej.

Gorzej mieli np. ludzie kupujący wydania niektórych pism Agory (np. Logo czy Cztery Kąty) w aplikacji na iPada. W pewnym momencie firma ogłosiła, że aplikacje nie będą wspierane i jakiś czas później wyleciały ze sklepu Apple, nie ma już możliwości pobrania tego, za co kiedyś zapłaciliśmy.

A czy ktoś z Was kupował e-booki ze sklepu Microsoftu? Nie wiem czy w ogóle były one dostępne w Polsce, bo nie mam Windows 10. Nie wiem też, czy jest możliwość zdjęcia tego DRM. Popularne narzędzie DeDRM obsługuje starszy format Microsoftu czyli .lit – ale chyba oni ten format już dawno zmienili i był to prawdopodobnie EPUB z jakimś autorskim zabezpieczeniem.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

55 odpowiedzi na „Tak wygląda horror DRM. Microsoft zamknął sklep z e-bookami i… usunie wszystkie zakupione tytuły

  1. krzyszp pisze:

    A jednak dalej najpopularniejsze w Polsce jest Kindle…

    Ile razy trzeba ludziom mówić że są idiotami, zanim zrozumieją, że vendor-lock-in jest złem???

    7
  2. TaurusTheBlack pisze:

    @krzyszp mam w domu 2 kindle i na 187 kupionych e-booków tylko 1 (jeden) pochodzi z Amazona, reszta to mobi z polskich e-księgarni. Polecam poznać coś, co zamierza się krytykować, a tym bardziej wyzywać innych od idiotów.

    36
    • krzyszp pisze:

      „pochodzi z Amazona, reszta to mobi z polskich e-księgarni. Polecam poznać coś, co zamierza się krytykować.”
      Do czasu, aż się dowiesz, że ta firma zblokuje urządzenia, bo jakaś firma tego zażądała…

      Takich przykładów było mnóstwo, ale fani myślą, że to ich nigdy nie spotka…

      3
      • Robert Drózd pisze:

        Ale co ma Amazon konkretnie zblokować? Wgrywanie własnych plików po kablu? Wysyłkę mailową? To ostatnie może zrobić (albo nałożyć limity), ale jest niewyobrażalne, aby skasowali możliwość odczytywania swoich plików.

        Zresztą nawet jeśli by im coś takiego odbiło – to każdy włącza tryb samolotowy i nie włącza już nigdy więcej internetu. Powodzenia w zdalnym blokowaniu.

        A co do książek z Kindle Store – oczywiście nie wiadomo co będzie za 10 lat, dlatego wiele osób, które tam kupują, ściąga DRM, żeby za 10 lat nie mieć problemów.

        21
        • mjm pisze:

          Na przykład zablokują wgrywanie plików MOBI, no bo przecież prywatne dokumenty to pliki Worda albo tekstowe, a nie jakieś MOBI.
          Na razie uznali, że prywatne dokumenty nie potrzebują okładek, ciekawe jaki będzie kolejny krok.

          2
          • Robert Drózd pisze:

            No, tu się zgodzę. Same MOBI mogą. Choć byłoby to trochę ciężkie w realizacji – z jednej strony blokują MOBI, z drugiej jak wyślesz mailem DOC, to trafia na czytnik jako MOBI.

            5
          • Sebastian pisze:

            Mi nie zablokują, od kilku lat nie dostałem aktualizacji na swoje PW1. :P A jak jakimś cudem wypuszczą aktualizację z taką łatką to ich pozwę bo to będzie jawne ograniczanie wolności dysponowania sprzętem, za który zapłaciłem z własnej kieszeni.

            1
            • Michal pisze:

              Jest to jak najbardziej mozliwa ewentualnoscia. Wystarczy wspomniec piloty do telewizora Logitech Harmony, mogace kosztowac nawet ponad 1500zl, ktorym producent zdalnie wylaczyl jedna z najwazniejszych funckji pare miesiecy temu. Albo czolowego amerykanskiego producenta sprzetu ogrodowego, ktory wypuscil system zdalnych zraszaczy kosztujacych kilkaset dolarow, a po troche ponad roku, calkowicie wylaczyl usluge sprawiajac, ze zraszacze staly sie niedzialajacym zlomem. To sa tylko takie przypadki z ostatnich kilku miesiecy.

              1
        • kondrart pisze:

          No oboje macie trochę racji. Z jednej strony Amazon może usunąć twoje pliki, bo na podstawie tytułu, lub treści, lub widzimisię jakaś firma twierdzi, że to plik do którego ma prawa autorskie. Jeśli wygrasz proces sadowy z tą firmą trzecia – plik zostanie przywrócony (albo i nie, jeśli proces potrwa i plik zostanie skasowany z backupów). Tak już działa np chomikuj. Z drogiej strony, jeśli nigdy przez przypadek nie włączysz w Kindlu internetu, nie zrobisz aktualizacji, nie podepniesz go do komputera który ma połączenie z internetem, to istnieje szansa, że zabiegi amazonu nie poskutkują.
          Najprościej jednak mieć kopię wszystkich książek na dysku. Kasują? Kupuję inny czytnik i przegrywam na niego książki.

          7
    • tak tylko marudzę pisze:

      Jawne prowokacje trolli najlepiej ignorować. ;)

      27
      • Doman pisze:

        Sam problem nie jest wirtualny, ale wymiana kindla na inny czytnik to w sumie żadne rozwiązanie. W końcu chyba każdy liczący się producent ma system aktualizacji i każdy może w aktualizacji zablokować ważną funkcję. Pozostaje kwestia zaufania do danego producenta, albo szukanie hipsterskiego czytnika na linuksie i otwartym oprogramowaniu.

        0
  3. Koletman pisze:

    @krzyszp Czy Ty na prawdę wierzysz w to co piszesz? W Polsce sprzęt od Amazona jest popularny ale że tak powiem po głowie depcze mu Pockebook. Z tego też nie jest monopolistą jeżeli chodzi o sprzedaż ebooków. Nie wiem jakie tam w Norwegi macie księgarnie internetowe ale pewnie jest gorzej jak w PL. Tu przynajmniej nie ma DRM. I tu trzeba przyznać, że autor tego bloga mocno się do tego przyczynił. Dzięki Robert.

    40
  4. Maria pisze:

    Robercie mylisz dwie rzeczy. Ludzie korzystający z tej usługi Microsoftu NIE KUPILI KSIĄŻEK. Oni kupili licencję na dostęp do treści drogą elektroniczną. To tak jak z dożywotnim abonamentem na siłownię – działa do końca dni użytkownika lub siłowni.

    Wielki plus dla MS za to że zwracają całą kwotę, a nie jakieś ochłapy albo nic – to jest właśnie zaleta korzystania z rozwiązań dostarczanych przez wielkich. Gdyby tę usługę prowadziła mała firemka to by po prostu upadli i szukaj wiatru w polu.

    Rozumiem, że wydźwięk artykułu miał być: „DRM to zło!” i z tym się całkowicie zgadzam, ale niechcący utrwalasz fałszywe przekonanie że kupując eBooki kupujemy książki – nie kupujemy to ma miejsce jedynie jeśli kupujemy eBooka na fizycznym nośniku (np. Biblia na CD czy obecnie na pendrive).

    5
    • Robert Drózd pisze:

      No, o tym piszę dalej w artykule – że DRM oznacza tylko dostęp na zasadach jakie ustali posiadacz licencji.

      Ale z tym się nie zgodzę: „utrwalasz fałszywe przekonanie że kupując eBooki kupujemy książki”. Jeśli dostaję plik i mogę z nim zrobić co chcę, to co kupuję? Bo według mnie jednak książkę, no i potwierdziła to ostatnio UE dając zielone światło na niższy VAT.

      12
      • asymon pisze:

        Ale sprzedać takiej „książki” nie da się…

        4
      • Katemeika pisze:

        A jednak nie kupujesz książki. Kupujesz licencję, a ta ma określone pola eksploatacji.

        2
        • midway pisze:

          @Katemeika Jaką licencję? Dostaję plik z książką. Zresztą na użytek własny nie potrzebowałbym żadnej licencji.

          2
          • Katemeika pisze:

            Czyżby? Ja jeszcze ani razu kupując ebooka nie otrzymałem książki. Zawsze dostawałem tylko dostęp do pliku, czyli w wielkim uproszeniu zbioru zer i jedynek, który mój czytnik przetwarzał do postaci »strawnej« dla mnie [litery tworzące tekst].

            0
            • midway pisze:

              Też nie dostałem fizycznie książki tylko plik z książką. Różnica między „dostać plik” a „dostać dostęp do pliku” jest dla mnie nieuchwytna, więc może piszę o tym samym, co Ty. Natomiast licencji to mi nikt nie dał, co mnie szczególnie nie martwi, bo za możliwość poczytania licencji to bym nie zapłacił.

              1
            • Popaj pisze:

              Co z tego, że ebook jest zbiorem zer i jedynek? Nikt Ci nie zabrania wydrukowania ich a następnie własnoręcznego zdekodowania. Książka pozostaje książką, nieważne czy zapiszesz ją przy użyciu tuszu na kartce, czy ładunku elektrycznego w pamięci flash.

              2
        • Doman pisze:

          Ale kupując książkę papierową czy film na płycie też oprócz kawałka papieru czy tworzywa sztucznego dostajesz licencję i tez z ograniczonymi polami eksploatacji (nie można np. wypożyczać komercyjnie czy publicznie odtwarzać). Jedyne co czyni fizyczną książkę wyjątkową to art. 51 ust. 3 ustawy o prawie autorskim, który mówi o „egzemplarzu”, a cyfrowy plik bez nośnika egzemplarzem w interpretacjach nie jest. Wystarczy przeformułować ten ustęp i już żadna księgarnia nie będzie mogła praw odsprzedaży e-booka ograniczać.

          3
      • Maria pisze:

        UE dała to zielone światło naginając własne zasady. Właśnie dlatego że to usługa było wymagane było specjalne działanie UE.

        eBook nie jest egzemplarzem utworu w rozumieniu prawa autorskiego. Dlatego nie można go sprzedać. Natomiast ten sam tekst wydany na CD już jest i mógł być objęty niższym VAT bez zgody UE.

        Ps. Odnośnie odsprzedawania/dziedziczenia licencji. Co jakiś czas pojawiają się zmiany też w tej dziedzinie. Np. w Nimczech sąd uznał że licencję OEM (przypisaną do sprzętu) można odsprzedać co wcześniej było niemożliwe. Możliwe że prawodawstwo unijne się zmieni i licencje na utwory będą traktowane tak jak egzemplarze utworów czyli będziemy mogli nimi handlować, darować i dziedziczyć. Wtedy rzeczywiście kupowanie eBook’a będzie kupowaniem książki. Na razie niestety tak nie jest.

        2
  5. bq pisze:

    Mam nadzieje, ze nie zablokuja mozliwosci czytania epubow w Edgeu. Od jakiegos czasu, gdy sie nudze w pracy sciagam ebooka z swojej biblioteki I czytam bez koniecznisci instalowania czegokolwiek.

    1
  6. luke pisze:

    Zastanawiam się w jakiej formie ten zwrot będzie.
    Znając M$ to będzie to voucher do ich sklepu.

    2
    • Robert Drózd pisze:

      To napisali w FAQ: zwrot tą samą metodą jaką była płatność (czyli np. na kartę), a jeśli będzie to niemożliwe to kredyty w sklepie.

      2
  7. Tomek pisze:

    Cóż, pierwsze co robię po instalacji Windows 10 to wyłączam w opcjach sklepu wszelkie automatyczne aktualizacje i rekomendacje po czym więcej do niego nie zaglądam.

    6
    • D pisze:

      Bohater!

      1
      • Piotr pisze:

        Już niedługo. Kolejne systemy operacyjne mają być płatne w formie prenumeraty. Coś jak obecnie profesjonalne narzędzia z Adobe. Tak, wiem, pewnie się to „jakoś” obejdzie tak jak teraz obchodzi się DRM, aktywacje online czy kiedyś klucze sprzętowe ale ten ruch nie zatrzyma zmiany. Będzie się działa powoli, uparcie, aż zdecydowana większość przestanie zwracać na to uwagę. Jak w przypadku komórek gdzie lat temu trochę był szum że to śledzenie, monitorowanie i Wielki Brat w zamian na wygodę. Teraz niemal każdy już się „zapisał” do komórkowego bractwa, a osoby starające się „pozostać niezauważone” tracą na to sporo energii i są przez innych zwykle uważane za dziwaków.

        1
        • Robert Drózd pisze:

          No właśnie zastanawiam się kiedy Windows 10 zrobi się płatne subskrypcyjnie. Pewnie zrobią tak, że stare instalacje będą miały np. 3 lata za darmo, a nowe już od pierwszego roku.

          0
          • TRD pisze:

            Może warto kupić system w wersji BOX nie OEM? Bo jeśli dobrze rozumiem OEMa nie można przenieść na następny zakupiony komputer natomiast BOX można instalować bez przeszkód na kolejnych. W tej sytuacji płacąc za OEMa kupujemy abonament do końca życia komputera z którym OEM był zakupiony, a kupując BOX do końca życia systemu i sprzętu go wspierającego. A że Win10 ma nie mieć końca to… :)
            Ale pewnie i tak coś wymyślą, żeby to ubić.

            3
            • Doman pisze:

              Pytanie jak długo w ogóle boxy dla klientów indywidualnych będą w sprzedaży. A druga sprawa jest taka, że często nie mamy za bardzo wyboru, bo np. dostajemy system z laptopem.

              1
  8. Krzysztof pisze:

    Panie Robercie, niestety obawiam się że nie kupuje Pan książki a licencję na korzystanie z niej. I nie, nie może Pan z nią zrobić co się Panu zechce. Dla przykładu polecam aktualny regulamin sklepu woblink paragraf 6. Jasno jest określone że publikacje elektroniczne podlegają zupełnie innym regulacjom.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Przeczytałem ten punkt i tam jest pomieszanie z poplątaniem. Prawdopodobnie ten regulamin powstawał na początku gdy Woblink miał tylko książki w aplikacji, potem go dostosowano do innych sytuacji. Widać to wyraźnie w punkcie 12 – najpierw czysty chaos, potem na końcu zdanie, że i tak nie dotyczy to EPUB i MOBI.

      Albo jak sobie w przypadku plików czytnikowych wyobrazić realizację punktu 16 czyli wypowiedzenie umowy licencyjnej? Mam im oddać pobrane pliki i będą mnie ścigali jeśli ich nie skasuję z czytnika?

      2
      • Krzysztof pisze:

        Dalej w ramach dyskusji nt. co w zasadzie kupujemy: kupując ebooka na woblinku klikamy że zgadzamy się na:
        Niniejszym zgadzam się na natychmiastowe wykonanie umowy i udostępnienie mi treści cyfrowych przed upływem ustawowego terminu do odstąpienia od umowy. Potwierdzam, że zostałem poinformowany(a) o utracie przysługującego mi prawa odstąpienia od umowy w chwili udzielania tej zgody, oraz że przeczytałem(am) i akceptuję Regulamin platformy Woblink

        Umowa Licencyjna na korzystanie z zamówionych Publikacji Elektronicznych zawierana jest na czas nieoznaczony, z możliwością jej wypowiedzenia w każdym czasie, poprzez usunięcie Konta lub usunięcie Aplikacji z Urządzenia Końcowego. Z tytułu korzystania z Publikacji Elektronicznych nie będą pobierane jakiekolwiek opłaty okresowe.

        Czyli – nie kupujemy tam książki a licencję.

        Sprawdzając dalej, przejrzałem inne regulaminy:
        https://virtualo.pl/regulamin-zakupow/ – paragraf 4, pkt 1 b ii – licencja, nie ma nic o sprzedaży, paragraf 6 dodatkowo wszystko komplikuje…

        https://ebookpoint.pl/przewodnik/regulamin.phtml tu wygląda na sprzedaż – III 3.1

        http://files.legimi.com/static/terms/pl/regulamin-swiadczenia-uslug.pdf bardzo ciekawy jest punkt VII. 17 (choć mowa o odcięciu dostępu do serwisu, nie od licencji), tu nie ma wprost informacji, że nabywamy licencję – zakładam że nabywamy produkt.

        https://www.ibuk.pl/regulamin.html#regulaminsprzedazy paragram 10 pkt 6 mówi o zakupie – tu też nie ma wprost mowy o licencjach.

        I po tej dość nieciekawej lekturze nadal nie wiem jak tak naprawdę jest (-: Może to temat na oddzielny artykuł? „Co ciekawego siedzi w regulaminach e-księgarni?”

        0
  9. Borsuk1& pisze:

    Dzisiaj można wyłączyć zdalnie wszystko co ma komunikację z Internetem niezależnie czy jest DRM czy nie. Jak pisał już ktoś nawet zraszacze ogrodowe. Hejt na Amazon nie ma sensu. Operacje wyłączenia sprzętu może zrobić każdy od małego chinskiego producenta telefonów i smart bandów po Apple i MS. DRM jest tylko odpryskiem problemu. Jest to problem co w ostatnich latach właściciele sprzętu nie maką kotroli nad swoimi urządzeniami. Producent może im zmieniać soft a tym samym specydkacje kiedy sobie wymyślili.

    1
    • Quetz pisze:

      Czekaj, czekaj, gdyby tylko była w Kindle opcja wyłączenia WIFI…

      2
      • asymon pisze:

        Ale jak Amazon zdalnie zablokuje ci czytnik, to już nie dasz rady wyłączyć wi-fi…

        0
        • Krzych pisze:

          Żeby Amazon zdalnie zablokował ci czytnik, musisz mieć włączone wi-fi…

          2
          • Perdifficilis pisze:

            No i jeśli ktoś do tego stopnia obawia się zdalnego zniszczenia świata, to minimalna wiedza o elektronice i małe wiertło, pozwala stosunkowo łatwo unieszkodliwić antenę wifi i nie ma siły na żadne zdalne działanie.

            Bo sam tryb samolotowy producent może rzeczywiście obejść umieszczając w kodzie odpowiednie opcje.
            I choć to myślenie nieco paranoiczne to jednak obecnie zdaje się nie do końca pozbawione podstaw.

            0
  10. mm pisze:

    A nikt nie widzi pozytywów? W sumie to bym się ucieszył jak ktoś by mi teraz zwrócił 100% pieniędzy za zakupione „książki” w jakiejś księgarni. Przecież książek nie czytam w kółko tych samych. Zwykle to kupuję, wrzucam na czytnik, czytam i więcej do nich nie wracam. A tu ktoś przychodzi i mówi, zabieramy Ci zakupione książki ale oddamy w zamian 100% pieniędzy na nie wydanych.
    Może szkoda by było jakichś pojedynczych pozycji ale w większości to „jednorazówki”.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Ha, na FB też padł ten argument. :) No niektórym to może być na rękę, ale w Stanach gdzie ten sklep głównie działał jest sporo opcji wypożyczenia np. Kindle Unlimited czy Overdrive. Więc jeśli jednak ktoś płaci za e-booka to generalnie chciałby go mieć.

      0
  11. sodar pisze:

    PlaysForSure to był Microsoftowy DRM dla muzyki. Niestety przestał grać.

    0
  12. wolny człowiek pisze:

    Tak wygląda w praktyce brak posiadania fizycznych przedmiotów.
    Tylko nie mówcie że książki zajmują miejsce itp i dlatego ebook lepszy. Jest dobry do momentu kiedy ktoś nie zadecyduje o twojej własność bez twojego udziału.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Twój komentarz to jest klasyczna „polemika z chochołem”. Jakbyś uważnie przeczytał artykuł, to byś wiedział, że w Polsce nie mamy praktycznie problemu DRM, jak również tego, że ktoś nam zabierze zakupione e-booki.

      1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.