Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

[Aktualizacja] O tym jak czekam od miesiąca na e-booka, czyli o problemach sprzedażowych małych wydawców

Przez ostatnie kilkanaście lat kupiłem w polskich księgarniach parę tysięcy e-booków. Ale chyba nie zdarzyło się jeszcze, abym ostatecznie plików nie dostał.

Polski rynek książek elektronicznych jest bardzo rozproszony. Mamy kilku wielkich graczy z obrotami sięgającymi tysięcy sprzedanych sztuk dziennie. Mamy też małe firemki, które cieszą się z każdej transakcji. I gdy w takich zamawiasz e-booki jest dreszczyk emocji, czy wszystko zadziała, czy jednak nie.

Aktualizacja z godz. 17.15: w dwie godziny po publikacji artykułu sprawa została załatwiona i e-booki dostałem. :) Myślę, że możecie już bezpiecznie je kupować, a księgarnia będzie dokładała starań, aby sytuacja się nie powtórzyła.

Chciałbym ponownie podkreślić jedną rzecz – celem artykułu nie jest atak na tego konkretnie wydawcę i bardzo proszę o zakładanie dobrej woli w komentarzach. Na tym przykładzie chciałem pokazać pewne zjawisko i pokazać dylemat, jaki stoi przed małymi firmami, które myślą czy i jak sprzedawać e-booki.

Miesiąc bez e-booka

Wszystko zaczęło się od tego, że dostałem wiadomość od znajomego, Adama Pietrasiewicza, że wznowiona została powieść „Powroty”, której był współautorem. Jest teraz dostępna w sprzedaży w księgarni wydawnictwa OdeSFa.

27 grudnia 2022 wszedłem na stronę, zobaczyłem, że jest e-book, kupiłem, płacąc 19,90 zł (teraz jak widać cena poszła w górę). Nie zakładałem chyba nawet konta, bo tego nie wymagali. Pomyślałem, że dostanę wiadomość mailową z linkiem do pobrania.

Jednocześnie przeczytałem, że czas obsługi zamówień to 5 dni… No cóż, pewnie wysyłają ręcznie – jak dawniej Solaris. Ale w ciągu pięciu dni nie dostałem żadnej wiadomości poza potwierdzeniem płatności, dlatego wysłałem zapytanie, co z e-bookiem. Dostałem owszem, odpowiedź, że książka jest na moim koncie. Ale przecież nie mogę się na nie zalogować, a możliwość odzyskania hasła nie działa. Po kolejnej korespondencji dostaję przeprosiny, że faktycznie sklep przestał w Wigilię wszystkie maile wysyłać…

Po paru dniach zostało to naprawione. 9 stycznia 2023 wreszcie hasło odzyskałem, zalogowałem się – oho, książki są!

Ale niestety po kliknięciu dowiaduję się, że… link do pobrania wygasł:

No i na tym moja historia korespondencji z księgarnią zakończyła się – nie otrzymałem odpowiedzi na kilka kolejnych wiadomości. Zaproponowałem m.in. jeśli nie mogą tych linków aktywować, to niech mi przyślą po prostu w załączniku te pliki i sprawa będzie załatwiona.

Co z tym zrobię? Nic. Mój czas jest cenniejszy niż stracone dwie dychy.

Aktualizacja: po publikacji artykułu kontakt ze strony księgarni został wznowiony i e-booka dostałem. :)

Zastanówcie się, czy chcecie sprzedawać e-booki

To nie jest artykuł o tym, jak źle potraktowała mnie jedna z księgarń.

Nie podejrzewam ich o złą wolę – przypuszczam, że jest to typowy przykład „nieogarniania” w sytuacji, gdy wydawnictwem, sklepem i wszystkim zajmuje się jedna czy dwie osoby. W przypadku sklepu OdeSFa, widać po numerze zamówienia (72), że sprzedaż dopiero wystartowała. Którą mogłem być osobą zamawiającą tam e-booka? Trzecią? Piątą?

Ale niech ten przypadek będzie też lekcją dla mniejszych wydawców – czy na pewno chcą sprzedawać e-booki.

Ja do tego wydawców zwykle zachęcam, bo przecież wtedy cały przychód idzie bezpośrednio do nich i nie trzeba się z nikim dzielić. Ale do sprzedaży książek elektronicznych trzeba się przygotować. Wygenerowanie pliku e-booka (w kilku formatach), udostępnienie klientowi linku, to jest proces który musi działać poprawnie. A to, że jakiś system, na którym postawiliśmy księgarnię ma moduł sprzedaży e-booków nie daje gwarancji, że wszystko zadziała. Na przykład link wygaśnie. No i co w takiej sytuacji można zrobić? W efekcie coś, co duży sklep ogarnie od ręki, w przypadku małego będzie przeszkodą nie do obejścia.

Tak samo jeśli księgarnia chce być np. w naszej porównywarce, to wtedy musi mieć jakiś system afiliacyjny, aktualizować pliki XML z danymi – to wszystko musi działać automatycznie i rzetelnie. Jak widzę, że muszę wyjaśniać jakieś absolutne podstawy, to już wiem, że raczej nic z tego nie będzie.

No i jeszcze funkcje, które mają duże sklepy, a mniejsi wydawcy bardzo rzadko, czyli np. wysyłkę na Kindle, PocketBooka, inkBOOKa, integrację z Dropboksem. To też wpływa na wybór danej księgarni przez klienta.

A oczekiwania kupujących rosną i równają raczej do tych największych graczy. Zresztą jest ciekawy inny przykład: ArtRage z niemal hobbystycznego serwisu robiącego pakiety książkowe niedawno przekształcił się w księgarnię. No i choć robią wszystko co się da, aby zadowolić klientów – widzę również u nas w komentarzach narzekania, bo nie wszystko zadziałało jak np. w Empiku.

Liczę na to, że OdeSFa się „ogarnie” i nikt inny takich doświadczeń jak moje mieć nie będzie.

Ale mali wydawcy powinni być tego świadomi:  jak nie czujesz się na siłach, to nie sprzedawaj e-booków. Po prostu wstaw je do dystrybucji w firmach, które się tym zajmują. Oczywiście oddasz pewnie sporą część marży dystrybutorowi, ale za to nie będziesz miał kłopotów, gdy coś nie zadziała.

I małe uzupełnienie, bo pojawiła się sugestia, że chcę w tym momencie zagonić małych wydawców w sidła wielkich dystrybutorów. Nie o to chodzi. Zwykle mały wydawca większość obrotów ma jednak wciąż w papierze. Jeśli zapewnienie jakości sprzedaży e-booków będzie zbyt kosztowne, dobrym pomysłem może być oddanie tego komuś innemu. Choć chyba wciąż najlepszym modelem w „mainstreamie” jest prowadzenie jednocześnie sprzedaży przez samego wydawcę i przez inne kanały dystrybucji.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

45 odpowiedzi na „[Aktualizacja] O tym jak czekam od miesiąca na e-booka, czyli o problemach sprzedażowych małych wydawców

  1. OdeSFa pisze:

    Dziękujemy za subtelne zwrócenie uwagi na zaistniały problem. Rzeczywiście mieliśmy problemy techniczne z mailingiem sklepowym w okresie świątecznym, ale od jakiegoś czasu wszystko działa dość sprawnie.
    Oczywiście zaraz sprawdzimy co i jak.
    Za cenne rady dziękujemy, ale raczej nie skorzystamy.
    W imieniu zespołu
    Jacek Franco Horęzga

    5
    • Maciej pisze:

      Odpowiedź na poziomie marketingowca z firmy pana Tadzia handlującej mydłem i powidłem. Takie wydawnictwa powinny przestać istnieć.

      37
    • Adam pisze:

      A szkoda, bo kto jak kto ale Robert na rynku wydawniczym zęby zjadł.
      Czasem nie warto się obrażać tylko lepiej posłuchać i przemyśleć.

      24
    • klm pisze:

      Odpowiedź jak u Janusza restauratora pod niepochlebną opinią. „Innym smakuje!”

      23
    • manowce pisze:

      też ostatnio miałam problem ze sklepem, co miesiąc realizował zamówienie „do 10 dni”, i też mi tłumaczyli, że „mogłam zadzwonić” :D po co udostępniać kanały komunikacji, z których się nie korzysta? a może ktoś nie ma Facebooka? albo go nie lubi? ja nie wiem, czy ten „zespół”, o ile istnieje, to podziela sentymenty pana Jacka. gdyby szef tak pisał do klientów w moim imieniu, to bym się ze wstydu spaliła.

      18
  2. Gyubal pisze:

    Usterki się zdarzają, ale już arogancki komentarz „w imieniu zespołu” ;) świadczy o tym, że „zespół” ;) powinien udać się na jakieś podstawowe szkolenie relacji z klientem i kreowania wizerunku.

    24
  3. Marcin pisze:

    Panie Jacku, trzeba było pokornie przeprosić autora wpisu, wysłać mu plik za który zapłacił, dodać gratisik i byłoby po sprawie. A tu widzimy butę i pewność siebie. Pokory tu brak. Dobre rady zawsze w cenie,tutaj raczej dobrej przyszłości nie widzę. Ja nie spróbuję u nawet zerknąć na stronę, nie mówiąc o zakupach. Ech…..

    20
    • Robert Drózd pisze:

      Właśnie tak się przed chwilą stało, dostałem maila i pliki dostanę, z gratisem. :)

      7
    • OdeSFa pisze:

      Panie kolego – gratisik został zaproponowanym, klient oczywiście przeproszony. W mailu. Czekamy na odpis. Mimo wszystko jestem trochę ciekawy, dlaczego panu Robertowi brakło odrobiny dobrej woli, aby kliknąć przez Facebooka, gdzie jesteśmy codziennie i gdzie w zasadzie niemal wszystkie potknięcia są załatwiane. Po prostu. Oczywiście problem zaistniał i tutaj nie ma się z czym spierać. Coś się psuło przez Święta w systemie, maile nie dochodziły, teraz chyba nie działa przekierowanie. Pozdrawiam.

      1
      • Dziadzisko pisze:

        Wstydź się panie Robercie, mogłeś wysłać jeszcze polecony list albo gołębia, co by się przypomniał o zapłacony towar.

        38
      • Kruszynerix pisze:

        Panie Kolego, może dobrej woli zabrakło w momencie w którym okazało się że maile trafiają w próżnię. Oczywiście mógł się domyślić że należy pisać na Facebooka, ale równie dobrze mógł się domyślić że plik należało ściągnąć wcześniej i nie zawracać obsłudze sklepu głowy.
        Ja też bym zrezygnował na miejscu Roberta i zanotował sobie żeby tu więcej zakupów nie robić. I tak też sobie notuję. Domyślać się nie lubię, Facebooka nie lubię, a nie jestem dużym blogerem żeby wymusić odpowiedź na maila opisując sprawę publicznie.
        Panie Jacku, każdemu związanemu z branżą wydawniczą życzę wyłącznie dobrze, więc trzymam kciuki za rozwój wydawnictwa. Ale szczerze powiedziawszy – niesmak pozostał

        24
      • Jarek pisze:

        Nie wszyscy mają albo chcą korzystać z facebooka. A mając kilka kanałów kontaktu z klientami, monitoruje się je wszystkie. Jeśli mi coś nie działa, to po pierwsze kontaktuję się przez oryginalną stronę, potem ew. telefon (wolę pogadać z kimś niż czekać czasem tygodniami na odpowiedź emailową), a jak nie ma tel to w końcu ew. facebook.
        Ja pracuję w dziale wspomagania IT na uniwerku, zdarza się, że jakieś zgłoszenie się przedawni i student albo jakiś inny pracownik nie ma rozwiązanego problemu, bo wyniknął inny problem, o kilka rang ważniejszy i trzeba było się tym zająć. Ale jak przychodzi już kilka maili z ponawianą prośbą o zajęcie się tematem, to wtedy trzeba coś zrobić na 100%. Nie wiem jak zdarzyło się w waszym przypadku, ale zdecydowanie nie przysłużyło się to, bo teraz macie nieszczególną opinię.
        Tak czy siak – powodzenia życzę. Bo większa konkurencja na rynku jest tylko z pożytkiem dla nas, czytelników.

        12
      • krzyszp pisze:

        „Mimo wszystko jestem trochę ciekawy, dlaczego panu Robertowi brakło odrobiny dobrej woli, aby kliknąć przez Facebooka”

        Podziwiam tupet i dziękuję za informację u kogo nie kupować.
        A Pan Robert kontaktował się przez kanał komunikacji taki, przez jaki dokonał zakupu i nie jego rolą jest się domyślać, gdzie namierzyć sprzedawcę.

        Za to rolą sprzedawcy jest starać się wywiązać z obowiązków ZANIM klient się wkurzy i opisze sprawę publicznie…

        36
      • Sebastian pisze:

        Pan kolega taki bezpośredni i taki wyluzowany i nic sobie nie musi mieć do zarzucenia. Taki Pan kolega jest równy gość. Panie kolego. Inni też powinni zrozumieć, że sie system wykrzaczył. Nie? No Panie kolego, nie róbmy problemu, święta były. No zdarza się, prawda? Można było na fejsa wejść i wyjaśnić, przecież Pan kolega tylko stał i czekał na fejsie. Taki pomysł na biznes miał. Zrobię kramik, a jak klient ma problem to będzie wiedział, żeby na fejsa wskoczyć, krótka piłka, wyjaśnimy i po sprawie. Bo na fejsa wszyscy dziś, Panie kolego wchodzą. W czym problem więc? Panie kolego.

        19
      • Marek pisze:

        Mimo wszystko, jestem trochę ciekawy, dlaczego zabrakło odrobiny wolnej woli, żeby odpowiedzieć na maila?

        12
      • Miszel pisze:

        Oj, oj…. „Panie kolego”, „gratisik”, „brakło odrobiny dobrej woli”…
        OdeSFa brnie coraz głębiej i paskudniej. Protekcjonalny ton, urażone ego. Pogrążacie się już na starcie – z taką firmą nie chce się mieć do czynienia.

        16
      • Tomek pisze:

        Dziękuję za wymowny komentarz. Już sobie zapisuję na czarnej liście waszą księgarnię. No cóż, ktoś tu nie odrobił lekcji i nie wie, że sugestie klientów są ważne bo to pozwala rozwijać swój biznes i być proklienckim. Ja, jak widzę sklep który sprawy reklamacji załatwia tylko przez FB to od razu omijam szerokim łukiem. Nie każdy korzysta i chce korzystać z portali społecznościowych. Problemy emailowe w okresie świątecznym? Każde wytłumaczenie jest „dobre” ale nie rozumiem czemu klient nie może pobrać zakupionej książki zawsze i o każdej porze bo wy wolicie dawać klientom linki czasowe… Same ceny książek czy dostępność to za mało, przynajmniej dla mnie, o tym gdzie kupuję decyduje też jakość obsługi i wsparcia, sam na co dzień pracuję z klientami i wiem jak to działa.

        5
      • Gregrex pisze:

        Po wpisie Roberta nic nie miałem do Odesfy – bo i Robert napisał w sposób bardzo wyważony, właściwie tylko że to małe wydawnictwo i jeszcze nie ogarnia – ale po tej odpowiedzi Odesfy już tak – raz w życiu napisałem do jakiejś firmy via facebook, normalnym jest dla mnie mail lub telefon a jeśli firma uważa że nienapisanie do niej na fejsbuku to brak dobrej woli to brak mi słów + ten lekceważąco-kpiący ton. Szczerze mówiąc mam nadzieję że ten Januszex długo nie pociągnie – chyba przespaliście pod lodem ostatnie 20 lat, dziś taki „standard” to może jest do przyjęcia na Białorusi ale w Polsce już nie.

        7
      • Ach Ci Millenialsi pisze:

        Nie każdy korzysta z Facebooka. Zmuszanie klientów do załatwiania reklamacji przy pomocy serwisu społecznościowego jest słabe i nieprofesjonalne.

        2
  4. mjm pisze:

    Odnośnie ArtRage mam wrażenie, że tu działają dwa czynniki. Pierwszy to ulgowe traktowanie ziomków, którzy robią dobrą robotę, a jak coś będzie nie tak, to nie ma co się spinać, przecież na pewno dobrze chcieli. To nie jest wielkie korpo nastawione na zyski i niszczenie wszystkiego wokół.
    A drugi – klient awanturujący się pewnie nie jest tak powszechny i przy mniejszej skali działalności są dużo mniejsze szanse trafienia na takowego. Jak Empik pośle błędnie spam do 1 mln ludzi, to ktoś się mocniej wkurzy i zacznie robić dym. A w ArtRage’u wyślą niezamawianą przesyłkę reklamową do 50 tys. ludzi i nie trafią na kogoś, kto wyśle donos do Prezesa UODO.
    Przecież przez wiele lat przy każdym zakupie BookRage’a domyślnie zaznaczona była zgoda na newsletter, co jest bezczelnym łamaniem prawa. I jakoś tak to sobie trwało aż do końca.

    3
    • Robert Drózd pisze:

      To jest jedna z tych rzeczy, które mnie uwierają przy Omnibusie, RODO, różnych nowych ograniczeniach – że są to wszystko rzeczy których głównym celem jest poskromienie korpo żerujących na naszych danych, manipulujących nami itd. Tyle, że oni sobie zwykle radzą, mają od tego armie prawników. Ale te same obowiązki dostaje jednoosobowa firma i łatwo się tutaj wywrócić, bo tu np. 20 tys. kary z WIIH może rozwalić działalność, o ile oczywiście nie zrobiły tego wcześniej rachunki za gaz czy prąd. Tak więc z tego punktu widzenia mam tolerancję dla wpadek kolegów z ArtRage, choć oczywiście sami stanęli w szranki z największymi. :) I to też jest powód dla którego na Świecie Czytników nigdy sam nie otworzyłem sklepu z e-bookami, choć byłem namawiany wiele razy.

      15
    • kjonca pisze:

      ” w ArtRage’u wyślą niezamawianą przesyłkę reklamową do 50 tys. ludzi i nie trafią na kogoś”

      No nie wiem …

      4
  5. RA pisze:

    Ja miałem ciekawą przygodę z księgarnią Nexto.

    Zakupiłem książki wydawnictwa MAG, w międzyczasie padł mi dysk i pliki nie otwierały się poprawnie. Postanowiłem pobrać książki, ale nie generowały się.

    Napisałem do suportu, gdzie po kilkutygodniowym oczekiwaniu odzyskałem tylko ich część, a za resztę zwrócono pieniądze. Najgorsze obecnie tytuły niedostępne i kolekcja nie pełna :(

    2
    • Kopia Zapasowa pisze:

      ludzie dziela sie na dwie grupy…

      13
    • keiran pisze:

      Miałem z nexto dokładnie to samo. Co ciekawe – od jakiegoś czasu zauważyłem, że pliki w nexto generują się automatycznie. To powinno prawdpodobnie zapobiegać sytuacji, że coś się nie wygeneruje, bo już tego nie ma.
      Ja w sumie nexto dalej do końca nie ogarnąłem kwestii reklamacyjnych, bo support każe mi wskazać co się nie pobiera i z których zamówień. A że mam tam kilkaset książek to nie jest to najwygodniejsze…

      1
      • mjm pisze:

        Automatyczne generowanie (lub jego brak) ebooków w Nexto cały czas zależy od wydawnictwa – część plików tworzona jest od razu, część dopiero po kliknięciu.

        1
  6. Max pisze:

    Mimo wszystko powinni podziękować za darmową reklamę ;).

    1
  7. Olgierd pisze:

    Myślałem e-księgarnia była jeszcze na etapie wdrożenia „proszę o dostarczenie treści cyfrowych, które nie są zapisane na nośniku materialnym” — jak to dalej idzie w przepisie „jeżeli spełnianie świadczenia rozpoczęło się za wyraźną zgodą konsumenta przed upływem terminu do odstąpienia od umowy i po poinformowaniu go przez przedsiębiorcę o utracie prawa odstąpienia od umowy” ;-)

    Nie kojarzę nawet czy każda (duża i renomowana) księgarnia o tym pamięta — a ta, która na pewno pamięta… nie przepuszcza bez zaznaczenia tej opcji. Chyba po to, żeby robić sobie mniej kłopotów ;-)

    2
  8. xdf pisze:

    No nieźle, trzeba być znanym blogerem, żeby dostać książkę, za którą się zapłaciło.

    9
  9. Simplex pisze:

    Czy ktoś zna jakiś godnby polecenia serwis naprawy Kindli? Po 3 latach padł mi Oasis a amazon się wypiął (nie naprawiają uszkodzonych czytników, doradzają recycling – bardzo eko).
    Chciałbym spróbować go naprawić, bo ekran jest cały, wyświetla mi ostatnio otwartą pozycję, ale się nie włącza (po wciśnięciu przycisku włączania na chwilę zapala się zielona dioda), ale nie chcę oddawać go do serwisu który zepsuje go bardziej. Za wszelkie polecenia z góry dziękuję.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Ludzie podawali czasami takie adresy:
      http://www.seventi.pl/
      https://serwistelefonow.waw.pl/serwis-czytnikow-ebook/

      Ale szczerze mówiąc jeśli to jest zepsute bardziej niż np. przycisk włączania, to chyba nic nie wymyślą.

      A próbowałeś standardowych metod: 40 sekund do restartu, podłączenie do komputera/powerbanka?

      0
      • Simplex pisze:

        Próbowałem :)
        Trzymanie przycisku nic nie daje, podłączenie do PC też nie. Czytnik raczej nie jest wyładowany.

        Właśnie te dwa serwisy znalazłem w google, więc się do nich odezwę. Dzięki za pomoc.

        0
        • Robert Drózd pisze:

          To jeszcze próbuj powerbanka i wszystkich ładowarek jakie znajdziesz w domu. On mógł się rozładować (tego nie sprawdzisz) i możliwe że da się go wybudzić.

          0
  10. Jeremy pisze:

    Cóż, dzięki rozwojowi i popularyzacji e-czytników próg wejścia na rynek wydawniczy jest niższy niż kiedykolwiek – a przynajmniej się taki wydaje. W efekcie pojawiają się problemy, o których dawnym, sztywnym, ale za to doświadczonym, dinozaurom nawet się nie śniło, że mogą wystąpić. W imię starego, dobrego „a ch…j, jakoś to będzie, damy radę”. ;) I tylko klienta szkoda.

    2
  11. Jeremy pisze:

    Cóż, dzięki rozwojowi i popularyzacji e-czytników próg wejścia na rynek wydawniczy jest niższy niż kiedykolwiek – a przynajmniej się taki wydaje. W efekcie roi się od nowych małych graczy i pojawiają się problemy, o których dawnym, sztywnym, ale za to doświadczonym, dinozaurom nawet się nie śniło, że mogą wystąpić. W imię starego, dobrego „a ch…, jakoś to będzie, damy radę”. ;) I tylko klienta szkoda.

    0
  12. Bartosz pisze:

    na kilkaset kupionych eboków miałem raz problem- kupiony w piątek w święto dostałem dopiero w poniedziałek. A akurat wtedy chciałem zacząć czytać tą książkę.
    Typowo książka jest dostępna poniżej pół godziny. Niesamowicie to wygodne że można kupić książkę będąc w dowolnym miejscu na świecie i za 15 minut zacząć ją czytać. Wystarczy tylko internet. Bez płacenia za przesyłkę, czekania na paczkę.

    4
    • Robert Drózd pisze:

      O tak, dla mnie to jest główna zaleta e-booków i decydowała o tym, że nieraz kupowałem plik nie patrząc za bardzo na cenę.

      4
    • aztec pisze:

      Oj, kiedyś byłem w Australii i jeden polski sklep z grami i e-bookami (CDP) nie chciał mi sprzedać „Sezonu burz” Sapkowskiego z uwagi na niepolski adres IP.

      0
      • mjm pisze:

        To nie przypadek, że tego sklepu już nie ma ;-)

        Tam chyba nie chciało im się robić wyjątku dla ebooków i z automatu stosowali te same blokady regionalne, co dla gier.

        0
  13. Robert Drózd pisze:

    Jeden komentarz usunąłem, szanujmy się jednak nawzajem, niezależnie od sytuacji. :)

    4
  14. Krzychu pisze:

    Mnie też uderzyło to, że os samego początku kilkakrotnie Robert się zastrzega, że nie chce nic wytykać, robić krzywdy (a nie dostał tego, za co zapłacił), a Jaśnie Pan Księgarz właściwie pretensje ma, że się nie tak odezwał do niego w sprawie.
    „Przepraszam, przepraszam, przepraszam” to pierwsze słowa, które powinien zostawić W KAŻDYM SWOIM WPISIE w tej sprawie, gdziekolwiek się odzywa. Niezależnie od tego, że – zakładam! – użył tych słów w wysłanym w końcu mejlu do klienta.
    Ręce opadają, pewnie jeszcze mają pretensje „do rzeczywistości”, że nie jest tak pięknie, jakby chcieli.
    No i może nie być…

    8
  15. Spriggana pisze:

    „widzę również u nas w komentarzach narzekania, bo nie wszystko zadziałało jak np. w Empiku.”
    Hehehehe. Jak Empik wrzucił u siebie ebooki to testowo kupiłam coś taniego. Kupowałam w piątek wieczorem, pliki mogłam ściągnąć już w poniedziałek… Najwyraźniej i w Empiku przez pewnien czas ktoś musiał ręcznie kręcić korbką :-D

    1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.