
Czytniki z Androidem są nową kategorią urządzeń, z którą nie wszyscy recenzenci sobie radzą.
Weterani Świata Czytników pamiętają być może, że dawno temu często narzekałem na poziom testów czytników w polskich mediach czy portalach technologicznych. Wytykałem przede wszystkim ignorancję, która wynikała z tego, że technologia e-papieru była dla dziennikarzy czymś nowym i nie wiedzieli jak do tego podejść.
W ostatnich latach narzekam już znacznie mniej, bo ogólny poziom testów znacznie się poprawił. Powód tego był jeden: autorzy rzeczywiście z czytników korzystają, mają pewne doświadczenie, dlatego nie popełniają kardynalnych błędów.
Sytuacja się troszkę zmienia, jeśli mamy zupełnie inną kategorię czytników, którą są urządzenia z Androidem. I w ten sposób dochodzimy do recenzji PocketBook InkPad Eo, autorstwa Pawła Grabowskiego, którą opublikował Spider’s Web.
Przypomnę: PocketBook InkPad Eo to dziesięciocalowy czytnik z Androidem, który niedawno testowałem.
Producent spowolnił odświeżanie?
Autor na początku narzeka na wolne działanie czytnika.
Czytam w normalnym tempie, więc bardzo szybko nauczyłem się, że wystarczy, że pod koniec ostatnich zdań na stronie kliknę ekran, to akurat nowa strona załaduje się w idealnym momencie, ale już np. moja żona, która wręcz pochłania książki, miała problem. Przez chwilę myślałem, że to wina używania Legimi, ale nawet wrzucenie pliku z książką na dysk niewiele zmieniało. […]
I wtedy mnie olśniło. Z jakiegoś powodu producent ustawia domyślnie częstotliwość odświeżania na niską wartość. Zwiększenie jej eliminuje problem z wolnym przechodzeniem pomiędzy stronami. Nie potrafię zrozumieć, po co robić naprawdę fajne urządzenie, a następnie samemu je ograniczać, co powoduje, że pierwszy kontakt nie jest przyjemny. Chwila spędzona w ustawieniach sprawiła, że czytnik przeszedł ogromną metamorfozę. Strony wręcz zaczęły zmieniać się błyskawicznie, poprawiły się doznania towarzyszące urządzeniu. Sugerowałbym, żeby na przyszłość dać użytkownikom wysoką częstotliwość odświeżania domyślnie, a opcję zmniejszenia zostawić dla masochistów. Jeżeli zdecydujecie się kupić ten czytnik to od razu idźcie do ustawień i poprawcie swój komfort korzystania z urządzenia. Zwłaszcza że zmiana nie wpływa zbytnio na czas pracy PocketBooka. A jak włączycie tryb Ekstremalny, to poczujecie się jakbyście prowadzili Ferrari.
Bardzo słusznie autor napisał że „z jakiegoś powodu” częstotliwość odświeżania jest niska.
I ten powód jest taki, że w przypadku e-papieru mamy wybór – albo wolniejsze odświeżanie – i świetna jakość tekstu, albo szybkie odświeżanie – i słabsza jakość tekstu, z ghostingiem włącznie.
W zależności od tego, z jakich treści korzystamy, na czytnikach z Androidem można wybrać tryb odświeżania. Odpowiedni dialog tak wygląda na InkPadzie.

Tryb Ekstremalny oznacza bardzo szybkie odświeżanie, ale również ghosting, czyli przebijanie poprzednich stron – no i ciekawe, że autor tego nie zauważył. A może faktycznie ghosting nie jest takim problemem?
Oczywiście ta perspektywa laika powinna być też ostrzeżeniem dla producenta. Bo jeśli autor portalu technologicznego nie potrafi się zorientować o co chodzi w tych trybach odświeżania – to ile osób również się nie zorientuje, no i będzie korzystać w czytnika w sposób mało optymalny?
Swoją drogą, o kolorowym ekranie Kaleido 3, który jest przecież największą innowacją tego typu czytnika nie mamy w artykule nic. Autor nie zrozumiał więc właściwie po co w czytniku e-papier, choć zauważa jego zalety:
Duży plus za zastosowanie ekranu, który praktycznie nie odbija światła, dzięki czemu nawet w pełnym słońcu widzimy wyraźnie czytaną treść.
Dobre i to. Z drugiej strony – skoro w recenzji nie mamy narzekania na wygląd kolorowego ekranu Kaleido, to może potwierdzenie, że zwykły użytkownik tego nie zauważa?
Czytnik w cenie wakacji?
Tytuł artykułu jest oczywiście clickbaitowy i w dzisiejszych czasach trudno mieć o to pretensję. Wybór między wakacjami a czytnikiem wydaje się absurdalny, bo na wakacje zawsze zabrałbym jakiś czytnik, co najwyżej tańszy. 😉
Ale wygląda na to, że autor uwierzył w swoją tezę, w podsumowaniu czytamy tak:
Cena jest zbyt wysoka. Za 1999 zł możecie mieć tablet Huawei MatePad 11,5 S PaperMatte, który ma matowy ekran, na którym świetnie czyta się książki, komiksy to czysta przyjemność, a jakość działania jest fenomenalna. Za połowę wartości dostaniecie MatePada 11.5 bez S, który również jest godny polecenia. Nie potrafię uzasadnić wydania 2500 zł na czytnik, nawet gdy ma aparat, floating ball i świetny czas pracy.
Pomieszanie z poplątaniem. Huawei PaperMatte ma ekran z matową powłoką, ale to wciąż LCD. Zwykły MatePad 11.5 ma po prostu zwykły ekran LCD.
I nie, nie wydajemy 2,5 tysiąca na czytnik dlatego że ma „aparat, floating ball i świetny czas pracy”. Aparat – jak pokazałem w swojej recenzji ma swoje wady, ale przede wszystkim: dziesięciocalowy czytnik ma być narzędziem do pracy z tekstem. Kupujemy go, jeśli chcemy np. czytać PDF, notować, korzystać z aplikacji Androida, w których ważna jest treść – np. ostatnio korzystam często z nowej apki Rzeczpospolitej.
Kupowanie dziesięciocalowego czytnika z Androidem po to, aby czytać na nim wyłącznie książki z Legimi faktycznie mija się z celem. Do tego celu nada się doskonale np. 7-calowa Era lub InkPad 4 z ekranem 7,8″. Mniejsze i tańsze.
To tak, jakbym kupił najnowszego iPhone 15 Pro (już od 5999 zł), przetestował rozmawianie przez telefon i narzekał, że jest za drogo.
Podsumowanie
Jak się okazje, czytnik z Androidem może stanowić wyzwanie dla recenzentów. No i autor Spider’s Web na nim poległ.
Czy InkPad Eo wart jest wydatku rzędu 2500 zł? Jak już wspomniałem, ma on mocną konkurencję w postaci dziesięciocalowych tabletów Onyx Boox, a jeśli nie potrzebujemy Androida, to bierzemy tańszego Kindle Scribe. Musimy jednak coś wiedzieć o całej kategorii czytników oraz zastanowić się nad ich przeznaczeniem. Tylko wtedy nasz test będzie przydatny dla potencjalnych nabywców.
Odnoszę wrażenie, że recenzent Spider’s Web dostał InkPada, trochę się nim pobawił, wrzucił parę zdjęć i wrażeń, po czym z ulgą odesłał go do producenta i zabrał się za inne tematy. A szkoda, bo czytniki z Androidem zasługują na więcej uwagi.
W artykule są linki afiliacyjne.



Popełniasz jeden dość istotny błąd, nazywając SpidersWeb „portalem technologicznym”. Prawidłowa kategoria dla nich to „pudelek pseudotechnologiczny” :) Oni leżą i kwiczą, więc nie ma co ich nawet kopać, można tylko wspomnieć, że za każdym razem, kiedy ktoś linkuje do SpidersWebu, to ginie mały koteczek ;)
Dlatego dałem link z nofollow :D
A odpowiadając, dlaczego jest sens kopać – no bo może ktoś po „recenzji” na SW trafi tutaj.
Takie też są potrzebne/przydatne.
Nie mogę się doczekać recenzji Onyx Boox Go 10.3
Powinna być w przyszłym tygodniu. W tym mam parudniową konferencję, gdzie chcę sprawdzić jak mi się będzie notowało.
Nie wiem, czy czytnik z andro to jest to, czego szukam. Mam „zwykły” dobrej jakości ośmioletni już. Ze słownikami (jeśli potrzeba). I bateria, mimo wieku trzyma dłuugo, (Tyle, że dbam o niego). Jedyne co mi doskwiera to mała pamięć (ok 4GB), ale to jestem w stanie przeżyć. Czy brakuje mi, że nie jest andro, nie. Co kto lubi. Na czytniku ze względu na ekran czyta mi się fenomenalnie, nie zamienię tego na tablet… Ktoś tu się poprostu pomylił, a może nei miał go w rękach, i tyle.
Ja potrzebuję jako drugi czytnik. Interesuje mnie jak najbardziej czytelny pdf, najlepszy możliwy kontrast i właśnie android, żebym mògł go ròwnież dołączyć do abonamentu Legimi jako tablet.
Nie na temat ale jeszcze nie było wpisu z promocjami. Kody Woblink:
dkvicdytr
ehjxesdjn
Tekstu na SW nie czytałem, ale tylko po tych cytatach tutaj mogę napisać, że zgodzę się, że nie widzę sensu wydawania takiej ilości pieniędzy na coś co jest drogie i nie różni się (na plus) od innej, tańszej rzeczy. Ja mam Kindle i mi to wystarcza. Żona tablet Samsunga, którego używa tylko do Legimi (czyta szybko, jedną książkę w jeden dzień potrafi przeczytać). Ja czasami ten tablet wykorzystuję do obejrzenia jakiegoś filmu. Wydałem na niego jakieś 600 PLN. Bateria trzyma długo. Aparat etc jest słaby, ale nigdy nie miałem zamiaru z tego korzystać. Argumenty typu „praca z tekstem” na czytniku za ponad 2k PLN do mnie nie przemawiają. Taki przerost formy nad treścią.
A dla mnie zakup 10 calowego czytnika z Androidem był strzałem w dziesiątkę, ponieważ piszę doktorat i większość materiałów mam w formacie pdf. Bardzo zależało mi na opcji pisania po nich, a na moim Kindle’u nie dałoby się tego zrobić. Wszystko zależy od naszych potrzeb i to, co dla jednego nie jest warte 2000 złotych, dla drugiego jak najbardziej jest.
Tablety e-ink stanowią absolutną niszę. Każdy z nich kierowany jest do specyficznego klienta, który w gruncie rzeczy wie czego od sprzętu wymaga. Recenzent „w cenie wakacji” szokuje – ignorancją.
Nie mam oczywiście danych o sprzedaży – ale gdyby to była taka nisza, Onyx Boox by nie wypuszczał co roku paru nowych modeli, a PB by nie kupował specjalnie firmy BigMe, która się w tych tabletach specjalizuje.
„Odnoszę wrażenie, że recenzent Spider’s Web dostał InkPada, trochę się nim pobawił, wrzucił parę zdjęć i wrażeń, po czym z ulgą odesłał do go do producenta i zabrał się za inne tematy.”
To podsumowuje każdy artykuł na Spidersweb jaki czytałem. Poziom dyletanctwa na tej stronie jest rekordowy.
Może nie jest grupą docelową? I nie lubi technologii, mimo, że jako bloger technologiczny powinien? Trochę go rozumiem, ale tylko trochę. Co prawda mam czytnik i sobie chwalę, myślę nad drugim do notowania, co prawda nosi mnie, żeby kupić taki z Andkiem, ale też możliwość pobawienia się czymś nowym. Tyle, że mam świadomość, że to samo jestem w stanie zrobić na zwykłym tablecie, zresztą mam tablet i go używam do czytania, notowania etc. Ale poza czasem pracy tablet ma jeszcze jedną istotną wadę, rozprasza jak kaszel w jesienny wieczór. Mogę na nim czytać też Facebooka, oglądać YouTube, a nawet grać w gry i te wszystkie czynności o sobie przypominają. Oczywiście powyłączałem co mogłem, ale sama świadomość mocy dalej bywa rozpraszająca. I ta cecha powoduje wszystkie wątpliwości, bo dla jednych to plus, dla innych zbędny rozpraszacz. Ja należę do tych drugich.
„Oczywiście można mieć zastrzeżenia do szerokiej ramki po prawej stronie, która nie służy do niczego, ale dzięki niej urządzenie przypomina książkę.”
Wydawało mi się, że to oczywiste, że w tej części jest elektronika (płyta główna i bateria), a z punktu widzenia użytkownika, to ułatwia trzymanie tego urządzenia w jednej ręce przy czytaniu.
Cóż Spidersweb to blog gdzie piszą pozytywnie TYLKO gdy dostaną pieniądze. A jak ktoś nie zgodzi się zapłacić to dają komuś kto danego sprzętu w ogóle nigdy na oczy nie widział i nie słyszał z poleceniem „zmieszania z błotem”
Przeczytałem tamtą „recenzję”. Poziom ignorancji kosmiczny, a przy okazji człowiek dowiaduje się, że instrukcję obsługi wciąż warto przeczytać. :)
Inne wpisy rażą dyletanctwem. Nawet w przypadku portalu dla laików warto trzymać poziom i trzymać się faktów zamiast własnych przekonań. ;)
Cóż, nie od dziś popularna jest strona/grupa na FB „czytam antyweb dla beki”, tam są artykuły z antyweb oraz Spidersweb. Oba mają ten sam poziom tekstu.
SpidersWeb był kiedyś porządnym portalem technologicznym, ale Naczelny (i właściciel zarazem) miał ambicje stworzyć coś ambitniejszego, o szerszych (humanistycznych?) horyzontach i chyba poległ. SW przekształcił się „portal NIE TYLKO o technologii” (podkreślenie moje). Owszem, pojawiały się na nim bardzo długie, dobre i dogłębne artykuły analizujące rozmaite tematy w „niedzisiejszy” i wybitnie niepudelkowy sposób, czasem wręcz przemian cywilizacyjnych, a na pewno zagrożeń wywołanych m.in. nowymi technologiami (to się chyba – nie pamiętam dokładnie – „SpidersWeb Premium” nazywało i przynajmniej kiedy jeszcze tam zaglądałem było darmowe), ale pojawiało się też coraz więcej artykułów „od podstaw”, × stylu „jak skopiować pliki na usb” czy „jak założyć darmowe konto pocztowe”. Nazwiska autorów (i autorek) były takie, że do dzisiaj nie wiem czy to autentyki, czy wzięte z sufitu pseudonimy redaktorów SW nie chcących „plamić się” taką twórczością. Ale najgorsze było zaangażowanie byłego „portalu technologicznego” w politykę. Przodował tu portal prawniczy SW (zarejestrowany profilaktycznie jako oddzielny podmiot z innym redaktorem naczelnym, prawnikiem), specjalizujący się w jazdach na poprzedni rząd pod pozorem z trudem udawanego obiektywizmu (ale tyle go tam było, co w manifestacjach KOD, choć poziom wyrafinowania oczywiście miał wyższy). Wielu ludzi to odrzuciło, co widać było w komentarzach. W sumie nie wiem czy nie to było powodem odejścia kilku najlepszych redaktorów (dwóch założyło własny kanał o technologii na YT, a np. odpowiedzialny w „starym SpidersWeb” za teksty naukowe już wcześniej wrócił do pracy wyłącznie na uczelni).
Słowem – SW próbował rozprzestrzeniać się we wszystkich możliwych kierunkach i w sumie rozwodnil się, rozpuścił, merytorycznie niemal zniknął.
„Bo jeśli autor portalu technologicznego nie potrafi się zorientować o co chodzi w tych trybach odświeżania – to ile osób również się nie zorientuje, no i będzie korzystać w czytnika w sposób mało optymalny?”
To nie jest portal technologiczny. To brukowiec który jedyne co robi to obrzydza nowoczesne technologie. Proponuję poczytać głupoty jakie piszą o samochodach elektrycznych. Ale taki mają profil czytelnika i z tego żyją. Strach przed nowym i innym to ich hasło naczelne.
No a ja dałem za MatePada 11.5S 1699zł, do tego piękna okładka Folio za 199zł i do eink juz raczej nie wrócę. W zestawie w cenie jest też fantastyczny rysik, zainstalowany program do notatek i drugi do malowania. I tak, żaden eink nie da takiej jakości w czytaniu komiksów.
Nie czytałem recenzji na S, ale obiektywniej byłoby samemu zrobić test tego Matepada drogi Autorze.
Ten Paweł Grabowski to pisze głównie w dziale autoblog. Sugeruję Robercie, napisanie w odwecie recenzji Tesli ( albo nawet lepiej, jakiejś beemwicy, bo tam plują na elektryki, a kopciuch to świętość) i zjechanie, że kosztuje tyle co pół kawalerki w Trójmieście i nie mieści się do windy ;-)
No i na Tesli nie da się czytać e-booków. Po co mi taki samochód.
Chyba da się. Tamto oprogramowanie na tych monitorkach ma programy do e-booków.
A KoReader pójdzie? :)