Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Kobo ma „naprawialne” czytniki – a ile kosztują części do nich?

Udostępnij na FB Udostępnij na Mastodonie

Parę miesięcy temu producent czytników Kobo ogłosił, że modele Clara i Libra Colour będą „naprawialne”, tak aby każdy mógł kupić sobie części i wymienić. Ale czy to się opłaci?

W moich pierwszych wrażeniach na temat Kobo Clara pisałem, że Kobo realizuje swoje obietnice. O możliwości naprawienia czytnika dowiemy się z krótkiej papierowej instrukcji dołączonej do czytnika. Jest tam też link do strony kobo.com/repairability, gdzie dowiemy się szczegółów.

W pierwszej kolejności Kobo przypomina o gwarancji – jeśli czytnik się zepsuje, to jest wymieniany lub naprawiany przez firmę iFixit. Ale jeśli  nie przysługuje nam gwarancja, albo się skończy (po 24 miesiącach), to będzie można zakupić autoryzowane części zamienne.

Zamówić można albo samą część, albo cały zestaw naprawczy, obejmujący też narzędzia czy dodatkowe taśmy montażowe.

Ceny części do czytników Kobo

Na stronie iFixit znajdziemy już ceny części do nowych czytników – no i troszkę może opaść entuzjazm.

CzęśćCena samej częściCena zestawu naprawczego
Płyta główna (Clara)29,99 EUR37,99 EUR
Płyta główna (Libra Colour)34,99 EUR41,99 EUR
Ekran i wewnętrzna ramka (Clara BW/Colour)89,99 EUR96,99 EUR
Ekran i wewnętrzna ramka (Libra Colour)129,99 EUR136,99 EUR
Tylna obudowa29,99 EUR37,99 EUR
Przednia ramka29,99 EUR37,99 EUR
Akumulator (Clara)39,99 EUR46,99 EUR
Akumulator (Libra Colour)44,99 EUR51,99 EUR

Jak ocenić te koszty? Wymiana baterii może być sporym wydatkiem, bo to 200-220 zł, ale daje możliwość przedłużenia „życia” czytnika o parę lat. Podobnie – uszkodzenia płyty głównej zdarzają się rzadko, ale za ok. 160-180 zł mamy możliwość dłuższego korzystania z czytnika.

Ale co z ekranem? Ekran dla czytnika Clara BW/Colour kosztuje ok. 400 zł – a przecież sam Clara BW kosztuje 619 zł. Podobnie przy ekranie dla Libra Colour – prawie 600 zł, to 2/3 ceny nowego czytnika (obecnie 919 zł w promocji).

W Polsce np. czytniki PocketBook serwisuje firma Fixit. Nie znam aktualnego cennika, ale koszty wymiany ekranu są chyba zbliżone.

Uwaga: pierwotnie pomyliłem ją z iFixit – to są inne firmy. Dziękuję Cyfrankowi za zwrócenie uwagi.

Poradniki dotyczące naprawy

Poza częściami na sprzedaż, na stronie iFixit znajdziemy też poradniki na temat naprawy.

Na przykład:

Są to ilustrowane przewodniki, wymieniające też narzędzia, których trzeba użyć i ostrzegające przed popularnymi błędami. Co ciekawe, jako wikipedysta zauważyłem przycisk „Edit”, czyli przewodniki można uzupełniać, nie sprawdzałem, jaki tam jest proces redakcyjny.

Takie tutoriale będą ciekawe również dla osób, które nie mają Kobo, a chciałyby zobaczyć, jak radzić sobie z naprawą czytnika. Choć zapewne inne marki mogą stwarzać więcej trudności np. z dostaniem się do wnętrza.

Podsumowanie

Na razie dyskusja o „naprawialności” nowych czytników Kobo jest raczej teoretyczna i to nie tylko dlatego, ze większość części pozostaje niedostępna. Trwa przecież okres gwarancji, no a wtedy przecież sam producent załatwia naprawę czytnika, chyba że akurat odmówi nam naprawy/wymiany z powodu np. uszkodzeń z naszej winy.

Ceny części zamiennych nie zaskakują – najdroższym elementem czytnika jest oczywiście ekran, co w każdym przypadku nieobjętym gwarancją stawia pod znakiem zapytania sens naprawy, skoro niewiele drożej możemy kupić nowy czytnik – i zwykle jest to nowy, lepszy model. Nie widzę więc tutaj zachęty ze strony Kobo pod względem kosztowym, aby inwestować w starsze czytniki.

Inaczej może to wyglądać przy mniejszych naprawach – te już są już bardziej opłacalne.

Oczywiście Kobo realizuje tutaj nadchodzące wytyczne unijne. Ale najważniejszy jest dla mnie czynnik marketingowy. Czytniki Kobo jako jedyne może naprawić każdy, producent daje taką możliwość i udostępnia części. A że tłumy się do takiej naprawy zapewne nie rzucą, to już inna sprawa.

A czy Wy biorąc pod uwagę takie ceny, kupowalibyście zapasowe części do czytników?

Udostępnij na FB Udostępnij na Mastodonie

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

16 odpowiedzi na „Kobo ma „naprawialne” czytniki – a ile kosztują części do nich?

  1. Koszyczek pisze:

    Ja uważam, że przepisy powinny raczej wymuszać dłuższą gwarancję i trwałość produktu. Zakaz jego postarzania pod groźbą gigantycznych kar. Takie zabawy w majsterkowanie są bez sensu, bo większość ludzi tego nie potrafi lub nie będzie chciało robić, a zmuszać ich nie sposób.
    Mam np. flagowy tablet Samsunga kupiony ponad 4 lata temu, któremu bateria trzyma wciąż nawet 3-4 dni i miał ostatnio nawet jakąś aktualizację. Ewidentny przykład na to, że produkt może być solidny i trwały, jak tylko się o niego dba. I tutaj właśnie jest też chyba druga strona medalu, pamiętajmy, że to konsument też może odpowiadać za szybsze zużycie i popsucie sprzętu i nie wiem czy prawo powinno go wtedy chronić, mam wątpliwości, chociaż wiem, że brak domniemania korzystnego dla „nierozgarniętego” konsumenta oznacza prawdopodobne nadużycia po stronie producenta i sprzedawcy…

    4
    • Nano pisze:

      „(…) konsument też może odpowiadać za szybsze zużycie i popsucie sprzętu i nie wiem czy prawo powinno go wtedy chronić (…)”

      Nie powinno? Doprawdy? Czy wobec tego prawo powinno chronić w równym stopniu pacjentów palących i nie palących papierosy, mając na względzie, iż ci pierwsi psują swoje ciała zwiększając tym samym obciążenie systemu opieki zdrowotnej? Czy palacze nie powinni płacić wyższej składki zdrowotnej w celu zachowania równowagi w bilansie zysków i strat systemu jako całości? Nie łudźmy się, że płacona akcyza zrównoważy koszty leczenia onkologicznego raka płac…

      1
      • KonradK pisze:

        Jeżeli ktoś komuś obieca, że ten drugi będzie mieć coś nieodpłatnie, choćby ten drugi tego czegoś nie chciał, to następnym krokiem będzie domaganie się wyższych składek od tych, którzy przyczyniają się do tego, że to nieodpłatne coś będzie im potrzebne.

        0
  2. KonradK pisze:

    „Takie zabawy w majsterkowanie są bez sensu, bo większość ludzi tego nie potrafi lub nie będzie chciało robić, a zmuszać ich nie sposób.”

    Lepiej zatem zmusić producentów.

    1
  3. Czytamsobie pisze:

    Ja byłbym skłonny zakupić i samemu wymienić części. Ale w wybranych przypadkach, np. jeśli po latach bateria szwankuje. Pytanie tylko jak długo (po ilu cyklach ładowania) ogniwo osiąga 70% oryginalnej pojemności i jak bardzo przekłada się to na (dys)komfort czytania. Przyznaję jednak, że sięgnąłbym po dobry zamiennik w niższej cenie (w taki sposób np. oszczędziłem kilkaset złotych na wymianie baterii w moim laptopie).
    Podobnie wymieniłbym ekran, gdyby jego pęknięcie wynikało z mojej winy. Tutaj jednak brałbym oryginalne części.
    @Koszyczek w komentarzu powyżej poruszył jeszcze kwestię zużycia sprzętu przez konsumentów. Istotna uwaga. Sądzę jednak, że w takim wypadku producent w dokumentacji powinien określić możliwe oznaki naturalnego zużycia i starzenia się produktu oraz podać wskazówki jak konserwować i chronić zakupiony sprzęt. Np. w przypadku baterii określić kwestię cykli ładowania. Dodatkowo, kiedy kupiłem baterię do laptopa, producent informował, że początkowo rozładowywanie może być szybsze, ale opisał też oczekiwane funkcjonowanie po dwóch tygodniach. Jeśli wyniki były poniżej tych parametrów, to miałeś prawo do wymiany.
    Kluczowe jest informowanie konsumentów. Zarówno odnośnie naturalnego starzenia się produktu, jak i jego naprawy (przez serwis, a w tym przypadku także konsumenta) i oczekiwanych rezultatów.
    Kiedy naprawa jest dla mnie bez sensu? W przypadku dużego skoku technologicznego, co, na szczęście, w przypadku czytników nie dzieje się tak szybko jak w smartfonach.

    5
  4. KPL pisze:

    I to jest realne podejście proekologiczne.
    A nie tworzenie urządzeń „na klej” (nieotwieralnych, nienaprawialnych).
    Przepisy powinny zmusić producentów, aby dostęp np. do baterii był łatwy (tak jak w dawnych telefonach komórkowych, gdzie każdy bez problemu był w stanie sam sobie wymienić baterię).

    1
    • Jędrys pisze:

      Albo łatwa wymiana baterii, albo wodoszczelność, szczególnie przy wymianie w warunkach domowych

      5
      • midway pisze:

        Jeszcze jest trzecia alternatywa – brak wodoszczelności i brak wymiennej baterii.

        4
      • mjm pisze:

        Albo dobry projekt uwzględniający wodoszczelność oraz możliwość łatwej wymiany baterii.

        1
      • Marek pisze:

        Ale miałem kilka smartfonów z łatwą wymianą baterii i wodoszczelnością. Ostatni Galaxy s4 Active.

        1
      • mikeyoski pisze:

        Argument z czeluści czterech liter powtarzany jak mantra. Pierwszy z brzegu przykład – Galaxy s5. Dało się?

        2
        • Robert Drózd pisze:

          No i z jakiegoś powodu podajesz model sprzed 10 lat, bo potem Samsung z tego zrezygnował.

          Btw. miałem samsunga s2 mini, do niego wymienną baterię, no i moja z nim przygoda kończyła się tak, że zawsze musiałem nosić baterię, bo i oryginał i zamiennik nie mogły czasami dna przetrzymać…

          4
          • Prawo do naprawy pisze:

            Dlaczego zrezygnował? Bo klejenie telefonów uniemożliwia zwykłemu użytkownikowi wymianę podzespołów. Więc łatwiej jest podjąć decyzję o zakupie nowego urządzenia. A ten mini nie miał prawa ci trzymać całego dnia na baterii bo taka to była wtedy technologia.

            1
          • mikeyoski pisze:

            Podaję ten przykład, bo stanowi znakomity kontrargument, że jak łatwy dostęp, to tracimy na uszczelnieniu. A to guzik prawda. Z wiadomych przyczyn (kasa misiu, kasa) Samsung zrezygnował z tego rozwiązania. Zresztą dokładnie tak samo postąpili inni ówcześni producenci.

            2
            • Sylwia pisze:

              „Z wiadomych przyczyn (kasa misiu, kasa) Samsung zrezygnował z tego rozwiązania.” – no dokładnie. Może i da się zrobić takie telefony, które będą miały i wodoszczelności i łatwo wymienialną baterię, ale będą znacznie droższe w produkcji. I co, kupisz taki? Skoro wszystko się rozchodzi o tę kasę, to ja wolę jednak tańsze, nierozkładalne telefony niż droższe.

              0
    • asymon pisze:

      Z doświadczenia: klejone urządzenia często da się na otworzyć, ja zwykle miałem problem z zamknięciem, spasowaniem. I te przeklęte zatrzaski..

      Co ciekawe tanie chińskie tablety zwykle dało się rozkręcić, i to klasycznym, małym Philipsem. Wiem że wszystkie są chińskie, ale takie wiodące marki jak Alldocube czy Chuwi (tego nie miałem w rękach, ale jak szukałem tabletu w czasach zarazy, okazało się że są filmiki jak łatwo otworzyć i np. wymienić baterię).

      1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.