Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Marzenia drukarza

Portal Dwutygodnik.com ma cykl wywiadów „Projekt książka”. To regularne spotkania z ludźmi, którzy przyczyniają się do powstania książek – od autorów do księgarzy.

Niedawno ukazała się rozmowa z  Janem Piotrowskim, drukarzem, współzałożycielem drukarni Efekt.

Nasz czytelnik, RobertP zwrócił mi uwagę na wypowiedzi dotyczące przyszłości czytania.

Wie pani, ja czytam głównie w nocy. Gdyby ktoś wymyślił taki nośnik, który by wyświetlał mi tekst przed oczami w postaci na przykład hologramu… Myślę, że to tylko kwestia czasu. […]

A teraz na przykład jest bardzo modny, już pani pokazuję, taki papier Ecco Book. Kremowy, matowy. Bardzo dobrze się go czyta. Jeśli do tego jest użyta odpowiednia wielkość czcionki, to czytanie staje się przyjemne. Mam już problemy ze wzrokiem. Niektórych książek nie przeczytam tylko ze względu na użytą wielkość czcionki. Ale jak mówię – docelowo książki znikną. Ktoś w końcu wymyśli taki nośnik, który okaże się przełomem. Bo te dotychczasowe to tylko wprawki. […]

Jest jedno, co może działać na korzyść książek. To, że ludzie w pracy bez przerwy się posługują ekranem. I mają tego potąd. Jak już przyjdą do domu, to może chcieliby jednak coś normalnego zobaczyć. Ale od kilku lat obserwuję, że odchodzimy od papieru na każdej płaszczyźnie.

Kto pokaże temu Panu czytnik z e-papierem?

Ja też myślę, że transmisja tekstu prosto na siatkówkę, albo i do mózgu będzie ostateczną formą czytania. Póki co jednak mamy papier elektroniczny, w którym czcionkę powiększyć można i choćby to jest rewolucją dla wielu osób, które książek papierowych czytać nie mogły – pisałem o tym w artykule nt. kupna czytnika babci/dziadkowi.

Swoją drogą w wywiadzie znajdziemy kilka ciekawych uwag – że ten papier nie zawsze jest taki wspaniały:

Wie pani, ale też czasami to dbanie o elegancję wyklucza przyjemność czytania. Jak już mówiłem, czytam głównie w nocy. Dawniej wszyscy uważali, że elegancko jest drukować na takim błyszczącym papierze, białej kredzie. Jak ktoś czyta przy lampie, to tak się przy tym namęczy…

No i coś na temat kosztów druku, których brak dla niektórych z nas jest żelaznym powodem, aby e-booki były znacznie tańsze. Różnica trzech złotych nas zadowala?

Ile kosztuje wydrukowanie książki?
Grosze. Przy nakładzie 1000 sztuk druk egzemplarza książki kosztuje 3,60 zł. Mówimy o książce czarno-białej, około 160-stronicowej, z kolorową laminowaną miękką okładką. Książki powyżej 10 tysięcy egzemplarzy drukuje się w drukarniach rolowych. I te koszty są jeszcze niższe. Koszt wydruku jednego egzemplarza spada wtedy poniżej 3 złotych.

To dlaczego książka kosztuje dziś przeważnie około 40 złotych?
To w pełni dyktat hurtowni. Hurtownie większość książek biorą w komis. Czyli to wydawca ponosi całe ryzyko. On też ponosi wszystkie koszty: wynagrodzenie autora, tłumacza, redaktora, korektora, skład, łamanie, druk…

Cały wywiad na dwutygodnik.com, podpowiem też (kiedyś o tym pisałem), że w prawym dolnym rogu ekranu jest link do wersji EPUB bieżącego numeru. Bardziej go ukryć chyba się nie dało.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

32 odpowiedzi na „Marzenia drukarza

  1. Mirtoma pisze:

    Warto przeczytać cały wywiad, bardzo ciekawe spostrzeżenia zawodowca z branży, która kiedyś odejdzie w przeszłość, ale z pewnością nie tak szybko. I tak odebrałem tę wypowiedź o alternatywach dla książki drukowanej, że p.Piotrowski jednak czytniki z e-papierem widział, ale chyba nie przypadły mu do gustu.

    0
  2. Robert pisze:

    No, nie wiem… Mam wrażenie że panu ktoś pokazywał ekran, ale raczej tabletu… Trzeba by pana zapytać… Bo tak to możemy gdybać…

    0
  3. Suaby pisze:

    A mnie drażni jak ktoś używa słowa czcionka zamiast font. Czcionka to materiał zecerski, taka wypukła litera. Wiem, że się czepiam, ale to tak jak powiedzieć że e-booki czyta się na tablecie.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Jak widać z cytatu wyżej, zawodowy drukarz nie przejmuje się tym rozróżnieniem :)

      0
    • KonradK pisze:

      Tak jak mnie drażni zamienne używanie pojęć „firmware” i „BIOS”, ale chyba Wikipedia nie jest z nami.

      0
    • R pisze:

      Wiedziałem że istnieje jakaś różnica, ale nigdy na to nie zwracałem uwagę, bo to nikomu nie przeszkadza. Ale po przeczytaniu to (jak się znam) drukarz nie popełnił błędu, bo większa czcionka = większy font. Zaś Robert tutaj może i masz rację chociaż moim zdaniem można domyślnie uznać że chodziło o czcionkę komputerową czyli po prostu obraz pojedynczego znaku. Ale mogę się mylić :D Ogólnie dla mnie słowo font brzmi nie po polsku i wolę czcionka, ale na przyszłość będę się pilnować.
      A co do twojego porównania to raczej pomylić czytnik książek z monitor brajlowskim :D

      0
    • Tofi pisze:

      A nie drażni ciebie polecenie drukuj w menu? Brak fizycznej matrycy dyskwalifikuje jakikolwiek druk cyfrowy do nazywania go drukiem. Po prostu nie łapie się w definicję druku. A jeżeli jednak uznasz wydruk z atramentówki jako druk, to na e-czytniku masz czcionkę nie font i nie wyświetlaną a drukowaną.

      0
    • Taraban pisze:

      Rozróżnienie na czcionki i fonty było zasadne w czasach ołowiu. Wtedy czcionka oznaczała pojedynczy słupek ołowiu z odlanym kształtem litery. Podkreślmy, że czcionka ma swoje wymiary, masę. Czcionki można użyć w zecerni, podrzucić w dłoni albo złośliwie włożyć komuś do kanapki. W erze komputerów, kiedy poszczególne litery, czy ogólniej mówiąc glify, nie mają postaci fizycznej, czcionek już nie używamy. Dlaczego więc nie pozwolić im być czymś trochę innym? Szkoda pozbywać się pięknego przecież słowa i rezerwować go wyłącznie dla podręczników historii drukarstwa i kilku zapaleńców nadal dłubiących w ołowiu.

      Niezauważalnie, w miarę jak zecernie pustoszały, czcionka stała się odpowiednikiem fontu czy też kroju (wiele osób myli zresztą także pojęcia fontu i kroju), przeszła do języka potocznego. Jest to naturalny proces – język polski jest językiem żywym o dużej adaptatywności. Wiadomo, że bardziej właściwie, bardziej profesjonalnie jest mówić o kroju/foncie, ale z kolei czy jest o co kruszyć kopie jeżeli zachowana jest komunikatywność przekazu? Przecież nawet część typografów i projektantów rezygnuje czasem z fachowej terminologii na rzecz nawet nie czcionki, tylko prostego słowa-wytrych: „litera”. „Jaką literą zrobiłeś tytuły?” – i wszystko jasne ;)

      Stąd mój apel: nie obruszajmy się na czcionkę. Jeżeli na dźwięk tego słowa jesteśmy w stanie wyobrazić sobie nie tylko umorusanego ołowiem pana z młoteczkiem w ręku grzebiącego w kaszcie, pozwólmy jej żyć własnym życiem, zaadaptować się do nowej rzeczywistości. Wszak czcionka jest słowem rodzimym, font zaś to zapożyczenie z języka angielskiego.

      0
      • Ocelot pisze:

        Wiki podaje, że z łaciny ;).
        Nie wiem dlaczego przeszkadza niektórym to, że słowo które z powodu zmian w technice może odejść w zapomnienie, znalazło nowe znaczenie. Język ma być żywy a nie skostniały.
        Zresztą nawet największy dostarczyciel systemów operacyjnych używa w języku polskim słowa czcionka, i to z takim znaczeniem styka się 99% użytkowników.

        0
  4. Pan Goladkin pisze:

    Jako pracownik prawie drukarni czuje sympatie zawodowa – my tez mamy 4 falcerki, krokodyla, 2 krajarki, zbieraczke (zamowienia po 5-10 tys egzemplarzy – skladanie recznie odpada), sztance, sklejarkę i to, co obcina juz prawie gotowe ksiazki z niepotrzebnych resztek. Ale maszyny drukujacej nie mamy – drukarnie przywoza nam gotowe arkusze do obrobienia.

    Fajna praca – zwlaszcza ze jak maszyna stoi to mozna czytac, niekiedy dlugo :)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      A za przynoszenie do pracy czytnika nie jesteś szykanowany? ;P

      0
      • Pan Goladkin pisze:

        No, probowałem czytać na początku na czytniku, ale za bardzo zwracał uwagę, teraz w domu czytam na czytniku a w pracy na androidzie/smartphonie. Telefon nie budzi protestów podczas chwili przerwy :)

        0
    • R pisze:

      Będąc w podstawówce, miałem wycieczkę po drukarni i było wszystko o czym wspomniałeś i nawet maszyny drukującej chyba nie było. Pamiętam że pokazali nam po kolei co się robi na podstawie jakiegoś katalogu. I była to jedna z najciekawszych wycieczek :D.

      0
    • Tofi pisze:

      Właśnie mi uświadomiłeś jak bardzo monotonną pracę wykonywałem przez kilka lat. Jako „osoba kreatywna” aż tak bardzo tego nie odczuwałem, mimo, że nie raz pomagałem przy niskonakładowych drukach, gdzie wszystko robiło się ręcznie.

      0
    • spideri pisze:

      Ze słownika PWN

      czcionka
      1. «prostopadłościan z odwróconą literą lub znakiem drukarskim, dającymi w druku odbitkę tej litery lub znaku»
      2. «kształt i wielkość liter w druku»

      font
      «rodzaj pisma dla komputera lub drukarki»

      0
  5. SStefania pisze:

    O, tak, te wielkie litery na czytniku bardzo się moim rodzicom spodobały, bo babcia jest tak ślepa, że bardzo zwraca uwagę na wielkość liter, a lubi czytać. W jej przypadku głównym problemem byłaby nieznajomość angielskiego, w którym jest oprogramowanie Kindla, rodzice zresztą też mieliby z tym problem :|

    0
    • Robert Drózd pisze:

      O tym pisałem w tym tekście nt. kupna dla babci/dziadka. Angielski na Kindle występuje tak incydentalnie, że każdy jest w stanie tego czytnika nauczyć się w parę minut. Zresztą wiele innych marek ma język polski.

      0
    • Ar't pisze:

      Może to w tym miejscu niepopularne ale czytnik to nie oznacza automatycznie kindle.
      Są czytniki innych firm i tam już odkryli istnienie języka polskiego.
      :)

      I w sumie zgodzę się z Robertem że da rade ogarnąć kindla przez starszych bez znajomości angielskiego. Kłopoty mogą pojawić się jak będzie coś niestandardowego (ale często i polski na takie sytuacje nie wiele pomaga).

      0
  6. BioBuster pisze:

    No i coś na temat kosztów druku, których brak dla niektórych z nas jest żelaznym powodem, aby e-booki były znacznie tańsze. Różnica trzech złotych nas zadowala?

    No cóż, pisałem o tym w komciach. Żeby sobie sprawdzić koszty druku, które nie są wiedzą tajemną. Dodam, że na chwilę obecną to jednak nie jest różnica trzech złotych, która miałaby nas zadowolić, bo dochodzi różnica w VAT, która przy cenie książki 30 zł jest rzędu 4 złotych. I nie, nie jest tak, że bronię wysokich cen książek, tylko tak jak powiedział w wywiadzie Pan Jan, wypadałoby zobaczyć powód tej ceny tam gdzie on faktycznie jest, a nie jechać nietrafionym rantem „papierowa kosztuje 30 a e-book powinien 10 bo przecież odpadają koszty druku”.

    0
    • asymon pisze:

      Nic się nie zmieniło, najwyższy procentowo udział w cenie ma marża hurtowni/księgarni, czy to w przypadku zwykłej książki (empik, matras, małe księgarenki…), czy ebooka (woblink, publio, virtualo, itp.). I autorzy na to się godzą, bo sprzedawanie poza „głównymi kanałami dystrybucji” chyba nie jest tak fajne i opłacalne jak się wydaje.

      Ale ile by nie tłumaczyć, ludzie i tak będą pisać „kochane publio/kochany woblinku, jesteście super, a ceny są tak wysokie, mimo że nie ma kosztów druku i magazynowania, a jeszcze zły rząd dał 23% VAT” :-)

      Zresztą kochany amazon też narzuca cenę $9,99, ale nie schodząc z marży własnej, tylko wydawcy, co pokazują np. ostatnie boje z Hachette.

      0
      • rudy102 pisze:

        No ale.. w przypadku ebooków nie ma hurtowni, a jak powiedział pan drukarz to one są odpowiedzialne za wysokie ceny książek.
        Ten jeden cały etap – magazynowanie książek, transport, to wszystko odpada.

        0
        • Doman pisze:

          No przecież są, np. Virtuallo ma platformę, z której biorą inne księgarnie. Do tego duża księgarnia z eBookami może być sama dla siebie hurtownią jak empik czy matras.

          0
        • BioBuster pisze:

          W przypadku normalnych, nieselfowych e-booków to nadal jest ten łańcuch (w nawiasach kwadratowych ogniwa opcjonalne): autor, [agent], wydawnictwo, [dystrybutor], sprzedawca.

          Dokładnie tak jak napisał @Doman, rolę hurtowni przejęły platformy, dodajmy do tego, że to nie jest tak, że platformy wzięły się znikąd, kto miał doświadczenie w dystrybucji fizycznej, i ma refleks, bierze się teraz za cyfrową. Więc ogniwo dystrybutor nadal zazwyczaj w łańcuchu tkwi i swoją działkę bierze.

          No i @rudy102 sorry, ale przestawiasz chorągiewkę, jeszcze niedawno było „bo przecież koszta druku!”, okazuje się, że są niskie na tyle, że równoważy jest różnica w VAT. To teraz wyskakujesz z kosztami magazynowania i transportu. To może tym razem sprawdź czy tutaj nie masz analogicznej sytuacji. Bo te koszta transportu to nie jest kurier 12,50 zeta za każdy egzemplarz książki.

          0
          • rudy102 pisze:

            Ja przestawiam chorągiewkę? Coś Ci się chyba pomyliło.
            Zawsze pisałem o innych kosztach.
            Dystrybucja? Do przesłania pliku z wydawnictwa do księgarni trzeba pośredników? Serio? :D I płacą im tyle ile hurtownikom?

            Zresztą, nie widzę, żeby ceny były szczególnie niskie kiedy pomija się nie tylko dystrybucję, ale i nawet krok [sprzedawca]. Wydawnictwa mają sklepy na swoich stronach i jedyna ciekawa oferta jaką tam wypatrzyłem to promocja pyrkonowa na sklep.powergraph.pl

            0
            • BioBuster pisze:

              Do przesłania pliku z wydawnictwa do księgarni trzeba pośredników?
              No więc, jakby to powiedzieć… Welcome to the real world, Neo.
              Nie, żeby to było jakoś szczególnie dobre, tylko po prostu tak tak ten świat działa.

              Zresztą, nie widzę, żeby ceny były szczególnie niskie
              I tu się w 100% zgadzam. Też chciałbym zobaczyć na stronach wydawnictw ceny o 30-40% niższe niż w e-bookarniach (choć przypomnę, że to nadal nie jest 10 zeta, tylko bliżej 20).
              Wyjątkiem (a przynajmniej ja nie wiem o innych) jest tu RW2010. Ale co z tego, że mają uczciwy podział z autorem i na własnej stronie ceny o 30% niższe niż w e-bookarniach, skoro jak się okazuje sprzedaż w dystrybucji własnej to malutka cząstka ich zysków, zarabiać zaczynają dopiero na tych e-bookach, które sprzedają się na w rządzących rynkiem stronach.
              Niemniej oby rynek toczył się w tym kierunku.

              0
  7. Lag pisze:

    „Ja też myślę, że transmisja tekstu prosto na siatkówkę, albo i do mózgu będzie ostateczną formą czytania.”
    A wlew substancji wchłanialnych ostateczną formą jedzenia.
    Ja podziękuję…

    0
  8. misterx pisze:

    3,60 zł. to tylko koszty wydruku. A koszty transportu, magazynowania… A też nie wszystko wydrukowane się sprzeda i to też trzeba w cenie zapisać… Tak że na mój chłopski rozum dalej uważam, że e-book powinien być znacznie tańszy, niż papier :-)

    0
    • BioBuster pisze:

      No ba, na chłopski rozum to możesz nawet uważać, że powinny być darmowe :-)
      Natomiast istotne jest co uważasz za „znacznie” tańsze. Czy 30 za papier i 20 za e-book to już znacznie tańsze?

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Koszty magazynowania są czasami tak istotne, że wydawnictwo woli oddać nadmiarowe książki za parę złotych niż trzymać w magazynie – vide wielka promocja papierowego Znaku w styczniu.

      0
      • BioBuster pisze:

        Przepraszam, a co nie jest istotne?
        Koszt licencji też jest istotny i wydawnictwo woli sprzedać e-booka którego za tydzień nie będzie już mogło sprzedawać za dychę (choć za mało jest takich akcji, za mało).
        Oczywiście, że każdy koszt jest istoty, i każdy koszt wpływa na cenę końcową, i to kalkuluje sobie wydawca, to znaczy na przykład ustawia próg czasowy, kiedy magazynowanie przestanie się amortyzować w normalnej cenie książki i robi wyprzedaż zalegającego towaru. Ale to, że jest istotny, nie musi oznaczać, że jest wysoki.
        Z kolei to, że jest niski nie oznacza, że nie odgrywa żadnej roli w biznesplanie.

        0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.