
Zapraszam do testu telefonu Bigme HiBreak Pro Color – to pierwszy zaawansowany smartfon z kolorowym e-papierem na polskim rynku!
Firma Bigme jest na polskim rynku od dwóch lat. Przez ten czas przetestowałem już kilka czytników, a w ubiegłym roku testowałem HiBreak Pro, czyli czarno-białą wersję smartfona.
HiBreak Pro Color jest bardzo podobny do HiBreak Pro, dlatego nie będę powtarzał wszystkiego, co pisałem w tamtym teście, warto zapoznać się z jednym i drugim.
Tutaj spróbuję przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie: co kolorowy ekran daje w takim urządzeniu. No bo w jakimś celu ten kolorowy ekran wybieramy.
Telefon HiBreak Pro Color kupimy w oficjalnym sklepie Bigme.pl. Dostępna jest również wersja z czarną ramką.
Oficjalna cena to 2399 zł. Smartfon z polskiej dystrybucji ma 24 miesiące gwarancji.
Do 31 stycznia 2027 z kodem „BM26” dostaniemy 10% zniżki, czyli zapłacimy 2 159,10 zł
Jest też do kupienia w innych sklepach, ale uwaga: nie pomylmy go ze starszym modelem HiBreak 2 w 1 Color. Ma on mniejszy ekran, mniejszą rozdzielczość i słabszą wydajność. Liczy się tutaj słówko „Pro” w nazwie.
Artykuł powstaje w ramach współpracy z firmą Aktro, ale wszystkie opinie są wyłącznie moje. Jeśli przy zakupie skorzystacie ze wspomnianego kodu rabatowego, otrzymam niewielką prowizję. Dziękuję.
Co warto wiedzieć o HiBreak Pro Color?
Oto najważniejsze informacje na temat telefonu:
- Ekran: 6,13″, rozdzielczość:
- 824 × 1648 px (300 ppi) – odcienie szarości
- 412 × 824 px (150 ppi) – kolor
- Podświetlenie: tak, z regulacją barwy oświetlenia.
- Procesor: Dimensity 1080, Octa-core, 2,6 Ghz
- Pamięć RAM: 8GB
- Wewnętrzna pamięć na pliki: 256 GB (brak wejścia na kartę pamięci)
- Dźwięk: głośnik, możliwość podłączenia słuchawek przez port USB-C lub Bluetooth
- Aparat: tylny (20 Mpx) oraz przedni (5 Mpx)
- Złącza: GSM: 4G, LTE, 5G; Wi-Fi (2.4GHz + 5GHz); USB-C; Bluetooth 5.2; NFC.
- System operacyjny: Android 14
- Bateria: 4500 mAh; brak ładowania indukcyjnego
- Rozmiary: 159,8 x 80,9 x 8,9 mm
- Waga: 180 g
- W zestawie: plastikowe etui, kabel USB Type-C, narzędzie do wysuwania tacy na karty, instrukcja (brak ładowarki)
Podstawowa specyfikacja obu modeli jest bardzo podobna (choć tu producent nie zawsze podaje to jasno), a najważniejszą różnicą pozostaje rodzaj ekranu.
Syntetyczną wydajność telefonu sprawdziłem w aplikacji Geekbench 6.

Wyniki 945 (single core) i 2500 (multicore) są niemal identyczne jak te, które były w HiBreak Pro i odpowiadają smartfonom średniej klasy, choć sprzed paru lat. Wydajność jest jednak wystarczająca do tego wszystkiego, co możemy chcieć robić na HBP Color, bo przecież nie będziemy tu grali, ani montowali wideo.
A czego ten telefon nie ma? Nie jest wodoodporny, nie obsługuje kart eSIM czy ładowania indukcyjnego.
Jest za to NFC i sprawdziłem, ze podobnie jak w przypadku HiBreak Pro działają płatności zbliżeniowe przez portfel Google. Wystarczy np. aktywować na nowym urządzeniu dodaną do portfela kartę.
Wygląd telefonu
Smartfony z linii HiBreak od razu zwracają na siebie uwagę tym, że wygaszony ekran nie jest ciemny, ale jasny – tak jak w przypadku czytników.
Inną rzeczą, która wyróżnia telefony HiBreak są dodatkowe przyciski.
Większość telefonów z Androidem ma po prostu (poza przyciskiem zasilania) dwa przyciski zmiany głośności. Te przyciski po prawej działają mniej więcej jak w każdym telefonie z Androidem.

Ale już te po lewej możemy sobie w dużej mierze konfigurować.

Możemy sobie tam przypisać oczywiście zmianę stron, ale również np. uruchamianie aplikacji, zrzut ekranu itd. Ułatwia to czytanie gdy trzymamy telefon jedną ręką.
Na dole mamy wejście USB-C, slot na kartę SIM (brak możliwości włożenia karty SD) oraz głośnik.

Ramki są konserwatywnie grube, przez co telefon z ekranem 6,13″ może być rozmiarowo większy od niektórych z ekranem 6,2″.
Ekran i porównanie z wersją BW
Różnice między czarno-białym i kolorowym HiBreak zauważymy od razu, również gdy telefon jest uśpiony.

Ekran HBP Color jest ciemniejszy, co szczególnie widzimy na słońcu i przy wyłączonym oświetleniu.

Co ciekawe, gdy włączymy oświetlenie, to okazuje się, że jest ono mocniejsze również w wersji czarno-białej, choć to w HBP Color jest wystarczające.

Obie wersje różnią się też barwą oświetlenia – przy maksymalnie ciepłym HBP jest żółtawy, a HBP Color różowawy. Zwracam jednak uwagę, że na zdjęciu wykonanym w ciemności te różnice barwne są przesadzone, bo w ciemności nigdy z takiego poziomu oświetlenia nie korzystamy.
Jeśli będziemy korzystali z HiBreaka, to podobnie jak na wielu czytnikach z Androidem, warto zaprzyjaźnić się z Centrum e-papieru, gdzie możemy wybierać różne tryby odświeżania ekranu dostosowane do aplikacji i tego co robimy.

Możemy oczywiście z tego nie korzystać, bo ustawienia domyślne są w miarę dobrym kompromisem między czytelnością i szybkością, ale czasami lepiej coś zmienić.
Szybkość odświeżania wpływa też na wygodę korzystania z klawiatury – jeśli dużo piszemy, wystarczy tryb domyślny, ale przy „czasopiśmie” mogą być opóźnienia.
Na ekranie telefonu naklejona jest fabrycznie folia, która chyba ma przede wszystkim likwidować odblaski i ułatwić obsługę dotykową. Zmniejsza ona troszkę kontrast ekranowy, co sprawdzałem przy teście HBP.
Czytanie

Podobnie jak w innych czytnikach i smartfonach Bigme, domyślną aplikacją do czytania jest xReader Pro, zintegrowana z lokalną biblioteką, czyli aplikacją BookShelf. Na filmie można zobaczyć jak otwieram książkę, zmieniam kilka stron oraz ustawień.
W aplikacji znajdziemy sporo ustawień, choćby kilka predefiniowanych trybów dla różnych rodzajów książek.

Mimo wszystko, paru rzeczy może brakować. Zauważyłem np. brak możliwości zmiany wyrównania tekstu, jak również błędne wyświetlenie opcjonalnych podziałów wyrazów, które niektórzy użytkownicy, a także wydawcy wstawiają w plikach EPUB.
Osobom bardziej zaawansowanym mogę polecić aplikację KOReader. Nie ma jej w Google Play (ani appstorze Bigme), musimy ściągnąć plik APK ze strony twórców (lub ze sklepu F-Droid), no i przed instalacją zezwolić na instalowanie aplikacji z tego źródła.
KOReader ma bardzo rozbudowane opcje ustawień tekstu, dlatego pozwoli dostosować wygląd książki do naszych potrzeb i wypełnić maksymalnie ekran.

Sam tekst możemy dostosowywać czasami aż do granic absurdu. Poza rozmiarami tekstu jest też grubość czcionki, kontrast, kerning, odstępy itd.


Jeśli nie potrzebujemy takiego kombajnu jak KOReader, można zainstalować wiele innych a prostszych aplikacji, np. FB Reader (jest w Google Play). Tu mamy bardzo ładny podgląd okładek.

Pliki książek na telefon wgrywać można oczywiście po kablu (urządzenie jest widoczne na komputerze jako MTP – tak jak smartfony z Androidem), można też korzystać z chmur. Niektóre aplikacje mają możliwość podłączenia się od razu do jakiejś chmury, albo – jak FB Reader do katalogu OPDS. To jest Android, tu sporo jest możliwe.
Aplikacje
Aplikacje mają oczywiście swoje ikony na ekranie startowym.

No i zdecydowanie łatwiej mi jest je rozpoznać na kolorowym ekranie, bo monochromatyczne wydają się często bardzo podobne do siebie.
Bigme kontynuuje tradycję instalowania wielu swoich aplikacji, m.in. do tłumaczenia, transkrypcji, kalendarza, czata AI (Bigme GPT), jest też własny appstore alternatywny dla Google Play, w którym znajdziemy różne chińskie aplikacje. Użyteczność tego jest różna, ale jeśli mamy np. swój program do kalendarza, to nie będziemy z tego oryginalnego korzystali. Na Reddicie opisano sposób na debloating, nie wymaga on rootowania urządzenia. Na szczęście aplikacje nie zużywają wiele miejsca na dysku, no i nie są uruchamiane automatycznie.
Legimi jest dobrą okazją do sprawdzenia różnych trybów odświeżania. Zazwyczaj mam włączone „czasopismo”, które preferuje jakość tekstu – w końcu w aplikacji głównie czytam. Dzieje się to jednak kosztem wolniejszego odświeżania i zmiany stron.
Dlatego jeśli miałbym np. przeglądać katalog, to warto wrócić do opcji „domyślnej”, bo jest znacznie szybsza, choć niestety kosztem zauważalnego pogorszenia jakości tekstu.
Ogólnie czytanie na tym telefonie w aplikacji Legimi jest przyjemnością, tekst jest bardzo czytelny (tu czcionka Sanchez), no a wydajnością HBP nie odbiega od przeciętnego telefonu.

Ktoś niedawno zapytał w komentarzu pod testem Bigme B6, po co są nam telefony z Androidem. Poza takimi oczywistymi aplikacjami jak abonamenty na e-booki warto pamiętać o całej liście aplikacji, gdzie my przede wszystkim mamy czytać.
Wiele czasopism, choćby Rzeczpospolita, Newsweek czy Forbes zrezygnowało niestety z wersji EPUB, ale ich treści nadal możemy czytać w aplikacjach. Tutaj aplikacja Wall Street Journal, która jest częścią dostępu do strony WSJ.

Tak samo Wyborcza, która zresztą w wydaniu epubowym, które dostaję na Kindle mocno ogranicza wiadomości lokalne. Tu mogę je sobie zebrać w jednym miejscu.

W praktyce przyjemnie wyciągało się HiBreaka z kieszeni w celu poczytania sobie, co nowego na świecie.
Media społecznościowe i mapy
Przez jakiś czas starałem się używać HiBreak Pro Color jak normalnego telefonu z Androidem. Na przykład zrobiłem coś, czego nie robię nigdy na czytnikach z Androidem czyli… odpaliłem media społecznościowe. Facebooka, X (Twittera) czy Mastodona.
Na tym filmie odpalam X (Twittera) i przewijam.
Można zauważyć, że w domyślnym trybie przewijanie jest faktycznie szybkie. Dzieje się to kosztem ghostingu, ale nie jest aż tak uciążliwe. Mógłbym włączyć tryb „wideo”, gdzie klatek na sekundę byłoby więcej, ale tu już byłoby mniej czytelnie.
Czy jest ryzyko, że ktoś uzależni się od HBP Color podobnie jak od zwykłego telefonu z Androidem? Według mnie tak – jeśli chcemy przeglądać kompulsywnie media społecznościowe, to na kolorowym ekranie jesteśmy w stanie to zrobić. Nie wyglądają one tak „niedzisiejszo” jak na czarno-białym HiBreaku.
Kolorowy ekran ma jednak większy sens, bo jak ktoś publikuje foty z wakacji, to łatwiej można rozpoznać, co na zdjęciu w ogóle jest. Choć nie udawajmy – jakość referencyjna to nie będzie.
Gdy uruchomię aplikację Wikipedii, której czasami używam w różnych miastach jako przewodnika, to łatwiej cokolwiek rozpoznać na mapie.

Również zdjęcia pokazują bliżej to, co akurat oglądamy.

Podczas swojego testu HBP wspominałem, że owszem, mapy da się tam odpalić, ale często informacje są przekazywane przy pomocy koloru i na monochromatycznym ekranie ciężko coś odróżnić.
Tu nawigacja Google jest bardzo czytelna, to co ma być czerwone jest czerwone.

Mogę też włączyć mapę topograficzną, widzę na niej wyraźnie lasy, rzeki, szlaki turystyczne itd.

Jest tu jednak mały haczyk. Podobnie jak przy teście Bigme B7 – możemy stwierdzić, że domyślne ustawienia kolorów są zbyt blade. Dlatego w ustawieniach dla każdej aplikacji możemy te kolory podkręcić, zarówno pod względem saturacji, jak i kontrastu.
Tutaj krótko korzystam z aplikacji Mapa turystyczna, w której wytyczam trasę i sprawdzam różne ustawienia kolorów.
Dlaczego by nie podkręcić tych kolorów dla wszystkich aplikacji? Ano, jeśli będziemy mieli zdjęcia – zrobią się one dla odmiany np. zbyt ciemne, co widzicie też na filmie. Dlatego ustawienia warto dobierać pod zawartość aplikacji – im więcej rysunków, tym mocniejszy kontrast można wybrać.
Gdy wyciągałem telefon na mocnym tegorocznym słońcu, widziałem momentalnie, jaką przewagę ma HBP Color. Tutaj w porównaniu z moim prywatnym Pixelem 8.
![]()
Oczywiście to nie jest tak, że klasyczne smartfony są dziś bezużyteczne w słońcu, bo wiele ma po prostu mocne oświetlenie, ale z e-papieru korzysta się wygodniej. No i nie mamy efektu lustra.
Aparat

Gdy testowałem czarno-białą wersję HBP, nie byłem zbyt zadowolony ze zdjęć, które były dość przeciętne. Ot, można sfotografować krajobraz czy to co nam akurat będzie potrzebne, ale nie liczmy na coś więcej niż oferują nam dziś telefony za kilkaset zł.
Wersja kolorowa ma jednak jedną dość istotną przewagę – mianowicie podczas robienia zdjęcia cokolwiek… widzimy na ekranie. Bo w wersji BW był z tym kłopot. Podobnie gdy przeglądamy zrobione zdjęcia.
Tu zdjęcie wykonane podczas testowania Bigme B6.
Po przeniesieniu na komputer zdjęcie wygląda tak.

Jak widać, zastosowane ciepłe oświetlenie ekranu również ociepliło wygląd podglądu zdjęcia, o czym trzeba pamiętać przy ocenie temperatury zdjęcia.
Bateria
Odniosłem wrażenie, że wersja kolorowa HiBreak Pro zużywa nieco mocniej baterię niż czarno-biała. Wyjaśnienie może tu być dość proste. Kolorowy ekran z ciemniejszym tłem wymaga nieco mocniejszego podświetlenia i poza pracą na mocnym słońcu, rzadko będziemy je wyłączać.
W tle działa usługa DuraSpeed, która ma za zadanie ograniczanie czasu pracy aplikacji w tle. Oszczędza to energię, kosztem ewentualnych powiadomień. Możemy sobie te ograniczenia podejrzeć i je wyłączyć.

Warto jeszcze podkreślić, że nawet jeśli telefon leży uśpiony, powiadomienia z aplikacji nieograniczonych przez DuraSpeed (albo alerty RCB…) przychodzą od razu, tak samo jak na moim głównym urządzeniu.
Niemniej na czuwaniu w trybie „nie przeszkadzać” (z włączoną siecią) telefon nadal trzymał około tygodnia – a przy mocnym użytkowaniu około dwóch dni. Na dłuższym wyjeździe wakacyjnym włączałem np. hotspot, aby korzystać z internetu na laptopie.
W porównaniu z moim Pixelem 8, którego co chwilę muszę doładowywać, są to oczywiście znacznie lepsze wyniki.
Podsumowanie

Ludzie przez lata dopytywali o telefony z ekranem E Ink. Gdy te się wreszcie pojawiły, chyba dotąd nie zdobyły takiej popularności, na jaką zasługują.
W ubiegłym roku, po tym jak przetestowałem „czarno-białą” wersję HBP, przygotowałem też artykuł ze scenariuszami użycia takiego telefonu. Smartfon z e-papierem może posłużyć jako odskocznia od uzależnienia, zastąpić nam czytnik e-booków, można korzystać z niego na co dzień, albo wyciągać na specjalne okazje.
Moje doświadczenie z korzystania z wersji Color było znacznie bardziej zbliżone do tego, jakie mam na co dzień ze „zwykłym” smartfonem. Wygodniej było korzystać z wielu aplikacji, choćby z map, a i media społecznościowe wyglądają „normalniej”.
Podobnie jak w kolorowych czytnikach, ekran Kaleido wiąże się z kompromisami, jak choćby konieczność mocniejszego oświetlenia, jak również niedoskonałe odzwierciedlenie kolorów. Telefon w porównaniu z czytnikami jest jednak bardzo szybki, no a do e-papierowego wyglądu aplikacji da się szybko przyzwyczaić, nawet jeśli musimy sobie parę ustawień dostosować.
Wydaje mi się, że HiBreak Pro Color może być lepszym rozwiązaniem, jeśli chcielibyśmy przesiąść się na niego całkowicie, bo po prostu więcej rzeczy na nim wygodnie zrobimy.
Jeśli jednak miałoby być to drugie urządzenie na potrzeby detoksu cyfrowego, korzystania na słońcu czy odpoczynku od świecącego ekranu, wersja czarno-biała (HiBreak Pro) może być bardziej przydatna. Dlatego nie powiem, że wersja Color jest „lepsza” od czarno-białej, wszystko zależy od tego, do czego chcemy ją wykorzystać.
Wielu rzeczy na pewno nie poruszyłem, więc jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do komentarzy.
PS. Przypominam, że do 31 stycznia 2027 działa kod „BM26”, który daje 10% zniżki w sklepie Bigme.




Odkąd nastała era epapieru, marzymy o smartfonie w tej technologii. To nie jest jeszcze ideał i na pewno go nie kupię, ale może jeszcze kilka lat…
Jak to mówią, coś, co jest do wszystkiego, jest do… Wciąż lepiej mieć telefon i czytnik osobno.