Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Straszenia Amazonem ciąg dalszy, czyli wywiad z szefem Arta Tech

Dawno nie polemizowałem tutaj z jakimś artykułem ze Spider’s Web, pojawiła się wreszcie okazja. Bo napisali o potencjalnych skutkach wejścia Amazonu do Polski dla użytkowników Kindle.

Apokaliptyczny tytuł: Kindle jakiego dziś znamy może przestać istnieć, gdy Amazon wejdzie do Polski przynosi wywiad Łukasza Kotkowskiego z Pawłem Horbaczewskim – szefem firmy Arta Tech – ongiś dystrybutora czytników Onyx, obecnie twórcy marki inkBOOK.

Większość wywiadu stanowią ostrzeżenia przed tym, że wejście Amazonu nie będzie zbyt dobre dla polskiego rynku e-booków.

Zgadam się z podstawowym założeniem – segment książek elektronicznych dla Amazonu nie będzie jakoś bardzo ważny – najważniejsza sprawa to sprzedaż wszystkiego, co się da – a tym samym ostre starcie z Allegro. E-booki będą na uboczu, choć mogą być traktowane wizerunkowo, bo Amazon jest z nimi kojarzony i będzie chciał to wykorzystać.

W wywiadzie pojawia się jednak sporo stwierdzeń, z którymi zgodzić się nie mogę i które wręcz mogą wprowadzać w błąd przygodnego czytelnika. Przyjrzę im się dokładniej.

Zamieszanie wokół formatu.

Pominę fragmenty wywiadu, które nie dotyczą e-booków –  przejdźmy do dyskusji o treściach w Amazonie.

Wiemy od zagranicznych wydawców, że w przypadku chęci wprowadzenia swoich książek na platformę Amazonu wydawca musi dostarczyć je w konkretnym formacie, który Amazon jest w stanie przetworzyć. Oczywiście, na rynku polskim, co też jest ciekawe, jest nadal dużo publikacji funkcjonujących w formacie .mobi, które działają na Kindle’u. Trzeba pamiętać jednak, że nie jest to w żadnym razie standard, którym posługuje się Amazon w swojej księgarni. Amazon posługuje się standardem AZW3, który jest następcą formatu .mobi, nierozwijanego od 2006 roku.

Są oczywiście narzędzia, które automatycznie konwertują format .mobi do AZW3, ale przygotowana w ten sposób książka na pewno nie spełniałaby norm jakościowych wyznaczonych przez platformę Kindle. (…) Dlatego wprowadzenie polskich książek na platformę Kindle nie jest tak proste, jak się wydaje.

No i to jest jakieś kompletne nieporozumienie. Owszem, jest kilka odmian formatu książek na Kindle, co opisywałem w artykule 50 twarzy MOBI. Ale polscy wydawcy w większości dzisiaj przygotowują książki w formacie hybrydowym – który zawiera zarówno „stary” .mobi, jak i nowy .azw3. O tym, że Amazon takie pliki akceptuje, świadczy choćby fakt, że możemy je wysłać na nasze czytniki mailowo.

Nawet, gdyby z jakiegoś powodu książki od polskich wydawców nie były kompatybilne z systemem Amazonu, to przecież firma udostępnia narzędzie KindleGen (dla PC, Maca oraz Linuksa), które jako format źródłowy przyjmuje EPUB – a jako wyjściowy jest w stanie wygenerować hybrydowe MOBI. Tak więc bierzemy gotowy plik EPUB, przepuszczamy przez kindlegena i proszę bardzo, możemy publikować.

Kto promuje Amazona w Polsce?

Ciąg dalszy wywiadu.

Łukasz Kotkowski, Spider’s Web: Czy z wygodą Amazonu można w ogóle konkurować?

Paweł Horbaczewski, Arta Tech: To jest pytanie, które bardziej należałoby zadać obecnie funkcjonującym u nas dystrybutorom treści cyfrowych, którzy próbują się promować – w sporej części przypadków – poprzez pośrednią lub bezpośrednią promocję Kindle’a. I to ta część rynku będzie miała największy problem, bo popularyzując Kindle’a, tworzą duże pokrycie rynku potencjalnymi klientami, których Amazon może potem zagospodarować.

Serio? Dystrybutorzy treści promują Kindle? A to nie jest tak, że dopiero gdy księgarnie odkryły Kindle i zrezygnowały tak koło 2012 roku z DRM – sprzedaż e-booków ruszyła?

Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jacy ludzie kupują u nas Kindle’a i czy to są ludzie, którzy rzeczywiście kupują potem książki.

Tu mamy sugestię, że korzystający z Kindle nie kupują książek, tylko ściągają je z dziwnych źródeł. Sądzę, że część na pewno tak robi. Ale czy to oznacza, że kupujący inne czytniki – Inkbooka, PocketBooka itd. – robią inaczej? Nikt tego dotąd nie zbadał i nie sądzę, aby marka determinowała to, że ktoś bardziej lub mniej piraci.

Amazon zablokuje Send To Kindle?

Dalej dyskusja o tym, czy Amazon pozwoli po wejściu do Polski polskim księgarniom na dalsze korzystanie z funkcji „Send to Kindle”.

Kolejne pytanie brzmi – czy przesyłanie tych książek przez firmy trzecie dalej będzie możliwe? Amazon bardzo mocno pilnuje swoich rozwiązań biznesowych. Platforma Kindle służy przede wszystkim do konsumpcji treści dostarczanych przez Amazon. I oni bardzo, bardzo niechętnie patrzą w momencie, kiedy ich konkurencja, nawet na rynkach, na których jeszcze formalnie nie funkcjonują, próbuje się podpiąć pod te rozwiązania.

Zgadza się. Amazon nie ma obowiązku ułatwiać komukolwiek biznesu i jeśli korzystanie z jego platformy będzie uderzało w jego interesy, to nie będą się wahali 10 minut przed blokadą.

Na razie zrobili to raz – w 2015 roku blokując wysyłkę z O’Reilly. Ale tylko tam. Gdy co jakiś czas pobieram darmową książkę dnia z Packt Publishing – tam wciąż jest opcja wysyłki na Kindle, która działa.

Inna sprawa, że ewentualną blokadę wysyłki łatwo będzie obejść. Wystarczy że jako adres nadawcy księgarnia poda nasz adres (niektóre już tak robią). Jeśli Amazon będzie sprawdzał zgodność serwerów wysyłkowych – wtedy w opcjach księgarni pojawi się pole na adres serwera SMTP i hasło. Każdy, kto umie skonfigurować Calibre, poradzi sobie też z konfiguracją wysyłki w księgarni.

A czy na jakimkolwiek rynku Amazon wpuścił do swojego ekosystemu innego dostawcę usług cyfrowych? Nie wpuścił. Te adresy mailowe, którymi posługują się niektórzy operatorzy treści w funkcji „wyślij na Kindle” często są banowane przez Amazona. To często jest walka, gdzie te adresy mailowe trzeba odświeżać i ustawiać wszystko na nowo.

Nie spotkałem się dotąd ani razu z prośbą księgarni, aby zmienić adres wysyłki książek od nich, bo im go Amazon zbanował. Owszem – zdarzały się parę razy przestoje z wysyłką, trwające nawet kilkanaście godzin – ale nie jest to ban.

A ja chciałbym tutaj zapytać. Jak to jest, że większość polskich księgarni ma wysyłkę na Kindle, całkiem sporo ma na PocketBooka – porównanie w artykule.

Tymczasem, tylko jedna – Virtualo – wprowadziła wysyłkę na InkBooka? Dlaczego szef Arta Tech narzeka na dominację Amazonu w Polsce, zamiast lobbować za wprowadzeniem rozwiązania, dzięki któremu zakup treści na InkBooka byłby równie wygodny, jak na dwie pozostałe marki?

Oczywiście słuszna jest teza, że jeśli użytkownicy Kindle będą mieli polski Kindle Store i będą mogli kupować bezpośrednio z czytnika, to żadne ułatwianie przesyłki nic nie da, bo kupno w Amazonie będzie najwygodniejsze – pomijam tutaj kwestię cen. Tyle, że jaki ma z tego płynąć wniosek? Że polskie księgarnie nie powinny sprzedawać MOBI i przyzwyczajać ludzi do Kindle?

Kindle zniknie ze sklepów?

I jeszcze taki passus.

Czyli mówisz, że po wejściu Amazonu do Polski Kindle przestanie być takim czytnikiem, jakim znamy go teraz? Co dokładnie się zmieni?

Co się zmieni – zmieni się to, że inne usługi cyfrowe, poza tymi oferowanymi przez Amazon, będą bardzo trudno dostępne na Kindle’u. Korzystanie z nich będzie mocno utrudnione, w porównaniu do tego, co obserwujemy teraz. Na pewno dostępność samego Kindle’a nie będzie już tak szeroka, jak teraz. Teraz zaimportowanego Kindle’a możemy kupić w większości sklepów z elektroniką, nieraz taniej niż na Amazonie. W momencie, gdy Amazon przejmie tę część rynku, na pewno będą chcieli sami sprzedawać Kindle. I w ten czy inny sposób dostępność Kindle’a w sieciach sklepów będzie utrudniona.

Proponuję przejechać się do Niemiec i zajrzeć do sklepów z elektroniką, albo zajrzeć na stronę Amazonu na temat sprzedaży detalicznej. Kindle kupimy tam w sieciach Saturn, Media Markt, Staples, a także w T-Mobile. Różnica między polskim i niemieckim rynkiem jest taka – że u nas rzeczywiście te czytniki są importowane nieoficjalnie, a w Niemczech sprzedawane w porozumieniu z Amazonem.

Tak więc po ew. wejściu Amazonu do Polski, dostępność Kindle się poprawi o tyle, że przynajmniej w niektórych sieciach nie będziemy musieli się bać, że ktoś zaoferuje nam czytnik sprowadzony z Japonii.

Ale jeszcze jeden cytat.

Będzie można kupić prosto z Amazon.pl, ale będą to Kindle dostarczone już na jasnych warunkach gwarancyjnych. Obecnie możemy w ten czy inny sposób korzystać z rękojmi oferowanej przez sieć sprzedaży. W momencie kupna czytnika od Amazonu obowiązuje nas gwarancja Amazonu i warunki tej gwarancji jasno się wyrażają na temat użytkowania treści, które nie są przeznaczone na tę platformę.

Że co? Że gwarancja Amazonu uniemożliwia korzystanie z treści zakupionych gdzie indziej? Pozostawię to bez komentarza.

Zalety otwartości

Co proponuje InkBook?

My obecnie, na rynkach zachodnich, proponujemy otwartość. Czyli w zasadzie to samo, co proponujemy w Polsce, tyle że na zachodzie jest to bardziej doceniane, właśnie przez wzgląd na to, jak działa Amazon i jak jest postrzegany Kindle. Bardzo fajnym opisem jest jedna z recenzji, którą dostaliśmy na Amazonie amerykańskim, gdzie jeden z klientów określił zmigrowanie z Kindle’a na inkBooka jak przejście z kraju totalitarnego do wolnej demokracji.

Klient ze Stanów ma prawo tak się czuć, tyle, że to wynika ze specyfiki amerykańskiego rynku, który podzielony jest między kilka platform i na którym nie ma wielu książek bez DRM – szczególnie beletrystyki, bo z literaturą faktu jest już lepiej, część sprzedają same wydawnictwa.

Zresztą o tym jest mowa dalej w wywiadzie:

Nagle okazało się, że bez problemu może czytać książki, które kupił na Amazonie – poprzez instalację aplikacji Amazon Kindle. Może sobie korzystać z książek, które wypożycza w Bibliotece Nowojorskiej. Może kupować książki na Kobo Books, na Barnes&Noble i nie jest w żaden sposób, poprzez urządzenie, które ma w ręce, uwiązany do jednej platformy.

Tu się zgodzę – zawsze podkreślałem to przy testach Onyxów oraz InkBooków z Androidem – że możliwość uruchomienia choćby aplikacji Kindle czy Kobo daje elastyczność.  O ile jednak dla kupującego w Stanach, który nie chce łamać DRM – taki czytnik to wolność, dla kogoś, kto kupuje w Polsce – tylko niepotrzebne utrudnienie, bo po co instalować kilka aplikacji, skoro można mieć wszystkie książki w aplikacji domyślnej.

Podsumowanie

Bardzo trafny komentarz Dark Passengera: „Za komuny straszono Czarną Wołgą, teraz Amazonem…” – mógłby posłużyć za motto wywiadu. Bo większość tez sprowadza się do tego, że jako czytelnicy stracimy na potencjalnym wejściu Amazonu do Polski.

Osobiście wcale nie jestem entuzjastą tego wejścia – bo dla nas jako czytelników lepiej raczej nie będzie. Taniej? Może jeśli ruszy usługa Kindle Unlimited, której rywalizacja z Legimi mogłaby być bardzo zajmująca. Bardziej liczyłbym na promocję e-czytania, bo Amazon jest w tym momencie jedynym podmiotem, który jest w stanie puścić reklamy czytnika na billboardach czy w TV. Kiedyś liczyłem, że to będzie Allegro – ale szybko sobie odpuścili.

Wydawcy staną na pewno przed wielkimi dylematami – wpuścić swoje książki do Kindle Store, czy jednak sprzedawać tylko u siebie. Niektórzy – jak Znak – obstają, że nic się nie zmieni, ale to czas pokaże.

Można znaleźć sporo argumentów na to, że dominacja Amazonu ograniczy konkurencję – pouczająca jest tutaj uwaga Pawła Horbaczewskiego na temat syntezy mowy:

Dawno temu, na naszych czytnikach e-booków zintegrowaliśmy syntezę mowy autorstwa Ivona Software, czyli obecną Alexę. Krótko po tym, jak firma została wykupiona przez Amazon, przyszła z góry dyspozycja wypowiedzenia wszystkich umów na urządzenia „embedded”, czyli wbudowane w urządzenia i od tamtej pory firma Ivona jako firma Amazonu może świadczyć usługi syntezy tylko i wyłącznie za pośrednictwem serwisów SaaS.

Dlatego powtórzę – nie traktujmy Amazonu jako dobrego wujka, który wszystkim zrobi dobrze. Nie podoba mi się jednak wyszukiwanie różnych argumentów na siłę, stąd niniejszy artykuł. Najlepiej chyba skupić się na własnej działalności i walce o satysfakcję klienta, a wtedy żadna konkurencja nie będzie zbyt silna.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

81 odpowiedzi na „Straszenia Amazonem ciąg dalszy, czyli wywiad z szefem Arta Tech

  1. bq pisze:

    To kiedy wejdzie? widac juz niektorym zwieracze puszczaja. Rzeznia bedzie przeznaczona jednak supermarketom…

    3
  2. Gregrex pisze:

    Arta-tech? Mam nadzieję że ci Janusze biznesu zdechną i znikną z biznesu.
    Kupiłem nieopatrznie czytnik Lynx – gwarancją tegoż mogłem się podetrzeć, Arta-tech się wypiął.
    A 600zł za 2 tygodnie działania urządzenia to trochę drogo, nigdy więcej nic nie kupię od tych Januszy biznesu. Szkodniki, mam nadzieję że rynek ich zweryfikuje i zdechną odchodząc w niebycie.

    Do tego jeszcze snucie jakichś teorii spiskowych i insynuacje, typowe polaczki-cwaniaczki. Wracajcie panowie do handlu walutą, sprzedaży używanych aut „igiełek” itp.

    24
    • Robert Drózd pisze:

      Zastanawiałem się czy puścić ten komentarz, ale pewnie będą następne w podobnym tonie, wiec tylko prośba – nie obrażajmy tutaj nikogo. Nawet jeśli masz uzasadnione pretensje do tej firmy, nikt nie jest w stanie tego zweryfikować.

      8
      • WiernyCzytelnikSK pisze:

        Niekoniecznie, bo Onyx to już dla Arta Tech historia. Niekoniecznie też musieli się wypiąć oni, bo byli przecież tylko dystrybutorem. To tak jakbyś powiedział, że mając np. telefon marki XYZ wypiął się na Ciebie serwis ABC. Czy to prawda? Ano, jeżeli nie jest to spółka tegoż producenta, tylko firma trzecia, raczej wypiął się na Ciebie producent, który takie, a nie inne obostrzenia nałożył.

        2
        • Robert Drózd pisze:

          No mniej więcej o to chodzi. Dystrybutor w zakresie gwarancji realizuje głównie politykę producenta – jeśli ten mówi że w danym przypadku czytnika nie wymienia, to nie sięgną do kieszeni i nie sfinansują nowego czytnika, bo by poszli z torbami. A firma Onyx jest bardzo specyficzna, wypuszczają rocznie z 10 modeli i rzadko zatrzymują się np. nad aktualizacjami.

          5
          • Turysta pisze:

            A cóż z tego, że „byli przecież tylko dystrybutorem”? Sam szef Arta Techu mówi przecież, że „…obecnie możemy w ten czy inny sposób korzystać z rękojmi oferowanej przez sieć sprzedaży” – ale tylko w odniesieniu do produktów oferowanych przez innych, nie przez siebie?
            Pracuję w innej branży (e-commerce/sprzęt turystyczny), w ofercie mamy produkty różnych firm, z górnej półki, ale zdarzają się reklamacje. Rzadko bo rzadko, jednak zdarza się, że producent się wypina. Jeśli wada jest ewidentna – bierzemy to na klatę, właśnie w ramach wspomnianej rękojmi. Jakoś nam nie grozi pójście z torbami, może dlatego że nie handlujemy chłamem?
            I klient zawsze jest zadowolony, a firma jednak nie traci – choćby z powodu takich wpisów jak ten powyżej, Gregrexa. Któremu się nie dziwię.

            9
          • Borygo pisze:

            No i niech sobie porównają politykę reklamacyjną swoją do Amazonu. Choćby z tego względu takie firmy mają się czego bać i padną jak muchy. Gdy zamawiałem Kindle Touch z USA i okazało się, że puścili lipną przesyłkę (początek sprzedaży i braki towaru). Wysłali następnego najszybsza dostawą i dostałem jeszcze 20 USD na następne zakupy. I wystarczył tylko jeden email.

            7
        • Gregrex pisze:

          1. Po co gwarancja skoro (nawet nie sklep) a jako dystrybutor może się wypiąć podając jakieś pokrętne tłumaczenia???
          2. W tym czasie (wiosna 2015) byli nadal dystrybutorem i sprzedawali – nigdzie nie widziałem by pisali: „produkt bez gwarancji itp”
          3. Możemy tolerować takich… Januszy biznesu (napisałbym dużo ostrzej i to pod własnym nazwiskiem ale ok, powstrzymam się) ale wtedy wciąż będziemy mieć takie sytuacje i takich byznesmenów na rynku. A to psucie rynku. Dostosuj się lub zgiń, jeśli nie tylko potrafią dostosować się do konkurencji i wymagań ale nawet nie potrafią wypełnić własnych zobowiązań (gwarancja) dodatkowo obrażając mnie i sugerując na odległość że jestem oszustem (?!!) to miejsce takiej firmy i takich kolesi jest na śmietniku lub obrzeżach biznesu – mentalnie to autohandel lub bazar z 3 kubkami.
          I do tego jeszcze ten wywiad… w sumie mnie nie dziwi. Może jeszcze niech zaproponują zakaz sprzedaży produktów Amazonu – oczywiście „w trosce o dobro konsumentów”

          6
      • Grzegorz pisze:

        Jak widzę arta tech omijam z daleka.
        Przede wszystkim za okłamywanie klientów hasełkami typu z dumą stworzone w Polsce powinni płacić srogie kary.
        Jak się okłamuje klienta w takiej kwestii to dla mnie taka firma nie istnieje bo okłamie w każdej innej (np. kwestie gwarancyjne).
        Po drugie miałem ich dwa czytniki i testowałem i dla mnie nie są warte połowy ceny np PaperWhite.
        Ni to czytnik, ni imitacja tabletoinku a w oprogramowaniu są takie błędy i bałagan, że wystarczy na*rać i już będzie komplet.

        Zdecydowanie nie polecam.

        3
  3. Michał pisze:

    „Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, jacy ludzie kupują u nas Kindle’a i czy to są ludzie, którzy rzeczywiście kupują potem książki.”

    Tu mamy sugestię, że korzystający z Kindle nie kupują książek, tylko ściągają je z dziwnych źródeł. Sądzę, że część na pewno tak robi. Ale czy to oznacza, że kupujący inne czytniki – Inkbooka, PocketBooka itd. – robią inaczej? Nikt tego dotąd nie zbadał i nie sądzę, aby marka determinowała to, że ktoś bardziej lub mniej piraci.

    Panie Robercie. Mieszkam w największym polskim mieście, zarabiam więcej niż średnia krajowa i większość moich znajomych też. I podział między nami, czytającymi jest taki:

    InkBook – 100% abonament Legimi

    Kindle – 10% treści legalnych, reszta to chomik

    Tak, w tym konkretnym przypadku marka determinuje piratów. To, że nikt, kto nie korzysta z abo Legimi, nie kupuje InkBooka, to inna kwestia. Ja się odnoszę do Pana kontrargumentu :)

    5
    • Robert Drózd pisze:

      Wynika z tego co piszesz, że największym zagrożeniem dla InkBooka nie byłby wcale Amazon, tylko koniec współpracy z Legimi. :-)

      Ciekawe też czy ci którzy przerzucili się na abonament wcześniej piracili. To tylko pokazuje, jak ważna jest w miarę bezobsługowa platforma.

      14
      • Michał pisze:

        No więc nadal ja i moi znajomi. Oczywiście, że wcześniej piraciliśmy, wszyscy to robili. Czy się przyznają, czy nie. I faktycznie, to Legimi było nas w stanie jako pierwsze przekonać, że można inaczej, tak, jak zawsze chcieliśmy. Tanio, legalnie i wygodnie. Czy mam InkBooka dlatego, że to świetny czytnik? Nie. Mam go dlatego, że daje mi to, czego potrzebuję. Przede wszystkim dostęp do właściwie każdej pozycji, także nowości, online, już. Niezły ekran i z podświetleniem, który u mnie jest must have.

        Ale daj mi Kindle z tą ofertą i 90% z nas porzuci InkBooka natychmiast. Choćby ze względu na support, który w Arta Tech właściwie nie istnieje. Arta Tech jeszcze się broni i myśli, że ma szansę. Legimi zapowiedziało wpółpracę z amazonem. Chętnie wrócę do Kindle :)

        Podsumowując, Legimi wypromowało markę InkBook i bez ich współpracy Arta Tech zniknie.

        8
        • Tomek pisze:

          @ „wcześniej piraciliśmy, wszyscy to robili”
          No jak się okazuje niżej (komentarz Krzyśka), jednak nie wszyscy.
          Czyli z kolei uwaga o rzutowaniu własnych doświadczeń na ogół nie była niestosowna ;)
          Mam Kindla od ponad 6 lat i istotnie, na początku tak z połowa treści nie była na nim legalna ;) Ale od jakiś 4 lat nie ściągnąłem nic pirackiego, powiem więcej, na różnych promocjach odkupiłem prawie wszystko, co do tej pory było nielegalne.

          7
        • maria pisze:

          Piszesz, że chcieliście „tanio, legalnie i wygodnie”. Tak właśnie działa Kindle w US. Natomiast jak ktoś chce czytać treści z chomika kupuje inne („otwarte”) czytniki. Czyli sytuacja wyglkąda dokładnie odwrotnie do tej którą opisałeś i którą sugeruje rozmówca SW.

          Nie ma powodu by zakładać że jak powstanie polska księgarnia Amazona to u nas będzie inaczej. A to że teraz chwilowo jest inaczej to sprawka tylko i wyłącznie abonamentu Legimi. Przy czym już za chwilę gdy ten abonament obejmie również Kindle sytuacja zmieni siędość gwałtownie. Wiele osób które jest chętnych na Legimi powstrzymuje tylko to jedno – brak wsparcia dla Kindle.

          5
        • lui pisze:

          Skoro już podajemy statystyki znajomych ;) to jest ciekawa rzecz: nastolatkiem byłem w latach 90tych kiedy wiekszosc rzeczy byla piracka – windows, office, gry, filmy na wideo, muzyka na kasetach wydawanych przez Takt etc. To też nawiasem było zaskajujące, że firmy pirackie (np. Takt) „brandowały” swoje pirackie wydawnictwa ;) Ale wracajac do meritum: nie przeczytałem ani jednego pirackiego e-booka. Nie chodzi o to, że jestem krezusem, ale uważam, że mnie stać i choćby z tego względu nie biorę innej opcji pod uwagę. Ale mam sporo znajomych w pracy, ludzi o 5, 6 i więcej lat młodszych, dla których to jest nadal norma. Chomiki i inne szemrane źródła. Ludzie ktorych stać bez probelmu na zakup legalny. Dalej krążą wsród nich pirackie filmy, ebooki etc. Nie wiem z czego to wynika… W latach 90tych rzeczy legalnych nie bylo zbyt wiele, lub nie bylo wcale, wiec to czesto to nie byla kwetsia wyboru, ale raczje realiow. Teraz wybor jest, wiec moze chodzi o to że nie jest to ściagne i karane w bolesny sposób?

          4
          • Robert Drózd pisze:

            Akurat Takt wydawał piraty, gdy było to legalne – bo nowoczesne prawo autorskie weszło w Polsce bodaj w połowie 1994. Sam miałem parę ich kaset. :) Potem przerzucili się już na legalną dystrybucję i radzą sobie chyba do dziś.

            3
            • lui pisze:

              Zgoda, w tym sensie Takt działa legalnie :) Mam całe pudło gdzieś na strychu. M.in. trzyczęściowe wydanie Use your illusion GN’R bo 150 minut muzyki nie zmieściło się na dwóch kasetach :)

              0
            • yaros pisze:

              Trudno nazwać nowoczesnym prawo autorskie, które ma korzenie w konwencji z końca XIX w. i jest w zasadzie w ogóle nie przystosowane do obecnego rozwoju technologicznego ;)

              7
          • maria pisze:

            Dla wielu problemem nie jest cena dóbr kultury tylko wygoda ich zakupu i konsumpcji. Zauważ że piracenie często kończy się tam gdzie zaczyna wygodny (bezobsługowy) abonament (Legimi) albo wygodne zakupy (Amazon w US)
            Naszym życiem rządzi czas nie pieniądz.

            Jeśli będziemy o jeden klik od legalnych treści to chyba nikt z nas nie będzie wykonywał 10 klików by oszczędzić jakieś grosze. Tymczasem obecnie jeśli chodzi o książki poza Legimi i poza Amazonem to niestety jest tak że aby kupić książkę trzeba założyć konto w kolejnej księgarni, następnie zaufać kolejnemu podmiotowi w kwestii bezpieczeństwa płatności, albo płacić niewygodnie wieloma klikami, a następnie jeszcze pobrać treść i wrzucić na urządzenie. Tymczasem plik z internetu można po prostu pobrać i kliknąć prawym przyciskiem w menu kontekstowym ‚send to kindle’. Gotowe.

            Książkki to i tak łagodny przykład. W przypadku bajek dla dzieci w ogóle nie ma alternatywy dla piratów. W Netfliksie jest odrobina, pozostałych w dystrybucji cyfrowej brak. Więc Kowalski ma dwie możliwości kupować DVD/BR i żonglować płytami w praktyce przy małych dzieciach nierealne, albo kupować płyty i je następnie zgrywać na dysk USB podłączony do telewizora. Przeciętny Kowalski nie ma dylematów – jeśli coś wymaga oprócz jego pieniędzy jeszcze sporo jego czasu i pracy to ściąga pirata bezpośrednio na dysk, a coraz częściej bajki puszcza dzieciom bezpośrednio z pirackiego serwisu przez samrt TV. Co więc jest masa przykładów gdy ten Kowalski za dostęp do tego pirackiego serwisu płaci. Bo jak pisałam to nie kasa jest problemem ale wygoda.

            6
      • Borygo pisze:

        Kiedyś też piraciłem (na Kindlu) a obecnie nie muszę, gdyż mam w kolejce do czytania kilkanaście! książek kupionych legalnie i w dobrej cenie. Wydawnictwa po wielkiej walce poszły po rozum do głowy i zaczęły dostarczać nam to co chcemy i nie musimy już piracić.

        4
      • Jarek pisze:

        Chyba tak jest, bo jak porównać ceny i możliwości, plus support, aktualizacje itp rzeczy, to inkbook wypada bardzo słabiutko. Pisałem w komentarzu pod innym artykułem, że dwa razy bym się teraz zastanowił biorąc inkbooka.
        A Legimi to już nie jest dostępne dla właścicieli Kindli? Coś mi się gdzieś rzuciło na oczy, ale oferta jakby bardziej ograniczona (ale to może tylko dostępność książek w formacie mobi a nie abo na kindlu). Tego abo na kindla jest ciekaw, bo to by był bardzo solidny argument dla mnie żeby nabyć w końcu ten najlepszy czytnik świata ;)

        1
      • Karol pisze:

        Panie Robercie. Nie wiem, czy stnieje coś takiego, jak współpraca Legimi z inkBookiem. Swego czasu (a było to już prawie dwa lata temu) kupiłem abonament Legimi z czytnikiem inkBook. Niestety okazało się, że czytnik wykrywa mniejszą ilość pamięci RAM, niż ma w specyfikacji. Jako, że mieszkam we Wrocławiu udałem się do siedziby ArtaTech. Wtedy byli tam bardzo zdziwieni, że ich czytnik kupiłem z jakąś usługą nielimitowanego dostępu do e-booków.

        0
      • j4c0b pisze:

        Jak miałem Onyxa z anielską aureolą bijącą blaskiem po oczach :) – chomik i podobne serwisy, jak przeszedłem na inkbooka Onyxa:) to 90% Legimi, reszta to to co się jeszcze schomikowało wcześniej. BTW niektóre knigi które wcześniej czytałem z chomika , przeklikałem w Legimi od początku do końca. Niektóre kupiłem w wersji papierowej, bo niektóre warto posiadać w postaci namacalnej:).
        W między czasie nabyłem też kilka ebooków spoza Legimi – ach te promocje ze świataczytników!!!
        Zatem Legimi zaprowadziło tutaj trochę porządku

        0
    • asymon pisze:

      Jednym z powszechnych blędów statystycznych jest wnioskowanie n/t zwyczajów ogółu społeczeństwa na podstawie własnych doświadczeń.

      Tak jak zawsze pod artykułem o nieskuteczności homeopatii pojawiają się wpisy mam, których dzieciom woda z cukrem uratowała życie. Albo dzieciom ich znajomych.

      Pozdrawiam.

      33
      • Michał pisze:

        Jeśli to komentarz do mojej wypowiedzi, to ma Pan coś konkretnego do dodania do moich statystyk? Pisałem o swoich znajomych i chyba jasno to wyraziłem :)

        2
        • asymon pisze:

          „Tak, w tym konkretnym przypadku marka determinuje piratów.”

          No dla mnie nie jest jasne, czy to zdanie dotyczy grona znajomych, czy ogółu użytkowników kindli i inkbooków. Jeśli to pierwsze, to przepraszam.

          7
          • Michał pisze:

            „W tym konkretnym przypadku”, czyli w gronie znajomych, o których wiem, że używają tych dwóch marek. Z reguły nie wypowiadam się na tematy, o których nie mam pojęcia.

            Nie ma za co:)

            0
          • staly_czytelnik pisze:

            Zrozumiałem to dokładnie tak samo jak asymon i podobnie miałem zamiar skomentować. Wśród grona moich znajomych ze Świata Czytników komentarz Pana Michała jest tak właśnie rozumiany ;-)

            7
    • Krzysiek pisze:

      Czytników używam od pięciu lat, Kindla od ponad czterech, moja żona ma Kindla, mój syn ma Kindla … I nie zdarzyło nam się jeszcze ściągnąć pirata, wszystkie e-książki mamy z legalnych źródeł.

      8
      • Tomek pisze:

        U mnie trzy Kindle PW, pirackich e-booków – ZERO!

        4
      • Maciej pisze:

        2 Kindle od ponad 5 lat. Kiedyś na początku miałem kilka książek z gryzonia jak nie było polskich wersji do kupna, więc jakoś strawiłem fatalne formatowanie i błędy w książce. Od lat i teraz 100% legalnych treści kupionych zarówno na amazonie jak i praktycznie wszystkich księganiach polskich.
        Oczywiście mam za dużo ksiażek, oczywiście nie mam ich kiedy czytać ale i tak dalej kupuję. :-)

        3
    • Ula pisze:

      Kompletnie nie rozumiem, czemu tłumaczycie piractwo modelem czytnika. Jak bardzo skomplikowane jest kupienie e-booka i wysłanie go na Kindla albo przerzucenie kabelkiem? W czym mniej skomplikowane jest pobranie plików z Chomika?? Mam wrażenie, że jednak piractwo wynika z braku szacunku do cudzej pracy, a nie z jakichś technologicznych barier nie do przejścia…

      PS. Mam Kindla, na nim kilkaset książek, z Chomika ściągnęłam jedną – „Sezon burz” Sapkowskiego, na złość wydawcy, który nie chciał wydac e-booka.

      0
    • Grzegorz pisze:

      Jakieś dziwne towarzystwo masz :P
      Ja zarabiam mniej niż średnia krajowa.
      Mam w domu 2 Kindle PaperWhite (żony i mój) i podział jest taki, że minimum 75% ebooków kupujemy legalnie.
      Te max 25% to książki, których nie ma oficjalnie w wydaniu eBook lub takie, które są absurdalnie drogie.

      1
  4. A co ma mówić człowiek, którego biznes może bardzo odczuć skutki wejścia Amazonu do Polski? I to niekoniecznie pozytywne skutki?

    Nie mam zamiaru oskarżać Łukasza o artykuł sponsorowany. Tym bardziej, że sam osobiście jest wielkim fanem Kindle. Śmiem natomiast twierdzić, że pan Paweł Horbaczewski tak właśnie ten wywiad praktykował. Nie wystąpił w nim jako ekspert z branży, ale jako orędownik „lepszości” własnego rozwiązania.

    10
    • Robert Drózd pisze:

      Uwagi Łukasza są najczęściej sensowne i właściwie się do nich nie odnosiłem. Sens wypowiedzi jest też dla mnie oczywisty. Ale co mnie uderza, to brak szukania rozwiązań, tylko narzekanie na ten zły Amazon.

      10
  5. Bart pisze:

    Serio to kwestia tygodni kiedy amazon.pl ruszy? Dostaniemy język polski w sofcie na kindla? Spolszczą Prime video i dodadzą napisy po polski do swoich seriali?

    0
  6. rudy102 pisze:

    Ta ich wolność to trzy aplikacje na krzyż dostosowane do eink, a przy reszcie ekran albo w ogóle nie odświeża jak trzeba, albo wręcz przeciwnie – miga jak szalony (np. ColorDict).
    Poza tym hipokryci ostatnio sami zapowiadali swój DRM. Chcieliby być takim Amazonem a są sprzedawcami taniej chińszczyzny.

    15
    • Piotr pisze:

      Trudno się nie zgodzić, że „InkBook to wolność”.
      Jako były użytkownik Classica potwierdzam: był baaaardzo wolny. :)

      A poważniej: cóż mi po urządzeniu, które jest „otwarte i można na nim zrobić wszystko” skoro ma ono wieczne problemy samo ze sobą i korzystanie z niego jest męką?
      Zamiast „robić wszystko” chciałem po prostu poczytać nie zastanawiając się wiecznie: po którym naciśnięciu przycisku urządzenie wreszczcie zareaguje i o ile stron dalej tym razem mnie przeniesie? :)

      20
  7. Czytoholik.pl pisze:

    Bardzo dobry artykuł. Czytając wczoraj wywiad na SW kilka razy kiwałem głową ze zdziwienia cóż to za banialuki opowiada ten CEO z InkBooka.
    Swoją drogą, Panie Robercie, ma Pan jakieś przecieki co do daty wejścia abonamentu Legimi na Kindle? Wspominał Pan wcześniej o szansie na koniec września i przyznam, że wyczekuję tego dnia z niecierpliwością, a na profilach społecznościowych Legimi wciąż są bardzo tajemniczy, co do konkretnego terminu. Może ma Pan jakieś własne wnioski albo informacje?

    6
  8. seb pisze:

    Robercie, masz błąd w nazwisku autora artykułu :)

    0
  9. dfs pisze:

    Nie wchodzę na blog SW i AW, bo to takie technopudelki pisane przez gimbusiarnię.

    18
    • Athame pisze:

      Mam identyczne odczucia po zapoznaniu się trzema przypadkowymi tekstami.

      8
      • lui pisze:

        Kiedyś zaglądałem, ale od pewnego czasu miałem wrażenie że co wchodziłem to trafiałem na artykuł: “zmieniłem IOS na androida” oraz „zmieniłem androida na IOS” gdzie każdy z licznej grupy redaktorów tych serwisów opowiadał o pasjonujących roszadach w swoim telefnicznym portfolio. Wiekszość testów jest powierzchowna, mało prefesjonalna. Takie 3 akapity o „pleckach” urządzenia. Niewiele konkretów przeważnie…

        1
        • mjm pisze:

          Mnie odrzuciły same tytuły artykułów, typu: „Wsadzili mnie do samochodu i kazali wjechać nim w ścianę”, „Jedna rzecz, której nauczyła mnie konsola Nintendo Switch”, czy „Dzięki Razer Chroma HDK zamieniłem swoje biurko w prawdziwy spektakl świateł”. Odniosłem wrażenie, że to nie jest portal o technologiach, tylko o redaktorach piszących dla portalu o technologiach, skoro „ja” jest najważniejsze.

          2
    • Robert Drózd pisze:

      Hejtowanie AW i SW było modne jeszcze w czasach Kindle 2. :D

      A z ciekawości – jakaś polskojęzyczna alternatywa, jeśli chcę wiedzieć, co nowego w technoświecie?

      0
      • A. pisze:

        AW i SW mają jednak spory rozrzut tematyczny (SW chyba nawet bardziej, ale wnioskuję tak po kategoriach na głównej, bo nie czytam właściwie w ogóle [tylko, gdy chcę się pośmiać ;)]) i jednej alternatywy nie ma – ale zawsze można wyłuskać jakieś pojedyncze perełki, które razem wygodnie zebrane (np. w feedly) dadzą lepszą alternatywę, napisałbym wręcz – „dobrą zmianę” ;) Na przykład tabliczni.pl i dailyweb.pl (a w dziedzinie szeroko pojętego IT security to tylko niebezpiecznik.pl, ale to chyba każdy już wie), które w pewnym, niewielkim stopniu zagospodarowują to technologiczne poletko. Pewnie też coś ciekawego da się znaleźć na blogach dobreprogramy.pl + jacyś „samotni strzelcy” publikujący u siebie.

        0
      • dsdf pisze:

        Ja korzystam głównie z PCLabu, Telepolis i Dobrych Programów, choć w przypadku tych ostatnich poziom powoli acz systematycznie spada.

        0
      • Nie po polsku pisze:

        Tylko El Reg.

        1
    • j4c0b pisze:

      a ja wręcz przeciwnie, lubię rozrywkę niskich lotów:) na poprawę humoru jak znalazł.
      z ciekawych serwisów polecam ;) jeszcze b3zpr4wn1k

      0
  10. KecajN pisze:

    Moim zdaniem jest jedno realne zagrożenie ze strony Amazonu: GDYBY chcieli wyciąć konkurencję ebookową w Polsce, wystarczą dumpingowe ceny utrzymywane przez dłuższy czas. DRM nie będzie wtedy większym problemem, bo dla wszystkich posiadaczy Kindle jest on przezroczysty.

    3
  11. Przemek pisze:

    Chcąc niechcąc przyznali się, że za cenę ebooków odpowiedzialny dystrybutor 50% ceny, a nie żaden VAT…

    3
    • asymon pisze:

      Ale to przecież oczywiste :-) Tu i tam w różnych dyskusjach między wierszami przewija się ta marża, nikt nie mówi ile dokładnie, ale tak, to kilkadziesiąt procent.

      Dlatego ebooki kupuje się w dużych przecenach.

      4
  12. Przemek pisze:

    Jeżeli wejdzie Amazon.pl, najbardziej będzie przeszkadzało braku wyraźnego oznakowania selfpublisherów (teraz wiadomo jakie pseudowydawnictwa są). A to, że w pierwszym etapie właśnie self będzie głównie na Amazonie wyniknie z umów długoterminowych jakie mają porządne wydawnictwa, nie tak szybko pojawią się w Amazonie. (no chyba, że Amazon z wyprzedzeniem podpisał umowy i policzył ile teraz wydawnictw będzie dostępnych w ich ofercie). Dla czytelnika minus: brak promocji – będą ale coraz mniejsze, plus: dostęp bez kombinowania do wszystkich funkcji Kindle (okładki, Enhanced Typesetting, Page Flip, WordWise – to jedynie dla uczących się języka polskiego). Dla wydawnictw plus: bezbolesne DRM, normalne ceny za ebooki.

    1
    • maria pisze:

      Na wejściu Amazona czytelnik może tylko zyskać bo dostaną stałe niskie ceny książek. Nie aż tak niskie ja obecnie na promocjach ale niższe niż ceny bez promocji. Więc jak ktoś nie kupował na promocjach będzie miał taniej, a jak ktoś kupował będzie miał teoretycznie drożej, ale w praktyce taniej bo skończy się kupowanie „na zapas” bo promocja, więc zapłaci tylko za to co rzeczywiście przeczyta.

      Autorzy mogą zyskać lub stracić. Self-publisherzy zyskają większą bazę klientów ale też większą konkurencję.

      Wydawcy mogą zyskać lub stracić. Ceny pójdą w dół, ale odpadną promocje. Za to na pewno cały rynek urośnie kilkukrotnie w kilka lat. Więc nawet jeśli tym tortem trzeba będzie siępodzielić z Amazonem to sam tort będzie sporo większy.

      Księgarnie mogą prawie tylko stracić. Powstanie duży i silny konkurent zdolny do wielkich akcji marketingowych, ale jak wyżej rynek urośnie więc zwiększy się potencjał. Jedna aby z tego skorzystać księgarnie powinny się połączyć. Dziś na tym rynku panuje ogromne rozdrobnienie. Przeciętny kowalski nie chce zakłądać 10 kont i pamiętać dziesięciu logónów, nie chce ciągłego szukania i porównywania, nie chce kombinowania i bawienia sięzo kopiami zapasowmi bo za chwilę któaś z tych dziesiąciu może paść jak wiel innych przed nią. Kowalski chce wygody a to daje mu Amazon i właśnie dlatego Kowalski (czy Smith) kupuje w Amazonie nawet gdy tam jest drożej niż u konkurencji.

      2
      • Efemeryda pisze:

        Troszkę obok tematu, ale może amazon ma lepsze podejście do klienta i dopóki nie padnie, to pozostawia pliki na półce. W zeszłym tygodniu doznałam małego zdziwionka. Raz na kwartał robię przegląd posiadanych plików, bo czasem błędy poprawiają i podmieniają na nowszy, a tu ….w Empiku, który wcale mały nie jest i jeszcze nie pada, wycofali książki z oferty i zarazem zabrali mi zakupione pliki z półeczki. Bez żadnej informacji. Dziwne to o tyle, że w innych księgarniach te książki są nadal w tej samej wersji dostępne.

        0
  13. Wojtek pisze:

    Skoro już nawet Robert zaczął spekulować nt Amazona w Polsce to ewidentnie coś jest na rzeczy ☺

    2
  14. Przemek pisze:

    Jeżeli „Autor publikujący poprzez Kindle Direct Publishing zarabia od 30% (jeśli cena książki wynosi powyżej 9,99 dol) do 70% (jeśli cena książki wynosi poniżej 9,99 dol.) od ceny okładkowej. ” dotyczyłoby to wydawnictw, to chyba oczywiste, że wydawnictwa przejdą do Amazonu – u nas progiem psychologicznym cena ebooka 25-30zł, a co dopiero 40zł. Teraz oddają około 50%, w Amaoznie tylko 30%. Oby tylko wejście nie zablokowało możliwości kupowania ebooków w amazon.com – czasem fajne po angielsku można kupić.

    2
  15. Anik pisze:

    A ja polecam artykuł Cyfranka, jak to ładnie Amazon unika podatków
    http://cyfranek.booklikes.com/post/1605998/luksemburg-winien-przyznania-bezprawnych-korzysci-podatkowych-amazonowi

    Ze swojej strony, najbardziej boję się monopolizacji rynku, to nigdy nie jest dobre.

    5
  16. Dziad z lasu pisze:

    „Kto promuje Amazona w Polsce?”
    Powinno być „Kto promuje Amazon w Polsce”; nazwa Amazon jest nieżywotna gramatycznie, stąd w bierniku postać mianownikowa, a nie dopełniaczowa.

    3
    • Athame pisze:

      Masz na swoje rewelacje jakieś potwierdzenie w poważnym słowniku? We wszystkich jakie widziałem biernik jest z „-a”.

      Amazon to nazwa własna i nie podlega takim regułom odmiany jak rzeczowniki pospolite.

      4
      • Krzysztof pisze:

        Dziad to jakiś maniak z misją – kilka dni temu upominał mnie na tym forum w wulgarny sposób (kur… coś tam) za dopełniaczową odmianę „Albatrosa” kiedy pisałem o wydawcy książek H. Cobena. Nie wziął pod uwagę, że taką odmianę stosuje sam wydawca na swojej stronie internetowej i w katalogach. I że po przeboju Laskowskiego chyba można uznać taką odmianę za uzus językowy. Wszak w piosence „Albatros” też jest nieżywotny gramatycznie.

        1
        • Bociek pisze:

          @Krzysztof: „Dziad to jakiś maniak z misją”.
          Abstrahując od formy mogę napisać, że chwała Dziadowi za pouczenia. Sam czasem robię błędy językowe, a bardzo chciałbym ich nie robić. Dobrze, że są ludzie, którzy czuwają nad poprawnością językową.

          1
  17. vvaz pisze:

    Format: to co Robert opisuje to partyzanckie praktyki polskich wydawnict. Nie ma to nic wspólnego z oficjalną, sformalizowaną współpracą z Amazonem. Nie jest to tak duży problem jak opisuje Horbaczewski, ale niezerowy dodatkowy koszt wytworzenia plików dla Amazona może zmniejszych chęć tworzenia przez wydawnictwa plików w innych formatach. Zwłaszcza jeśli to Amazon będzie generował większą część przychodów.

    Promowanie: he, he.

    Send to Kindle: w sytuacji kiedy nie ma oficjalnie Amazona na polskim rynku to im to zwisa. Polskie wydawnictwa nie są dla nich konkurencją sensu stricto. To co robią to partyzantka w dodatku w skali planktonu biorąc pod uwagę całość firmy. Jeśli jednak Amazon wejdzie do Polski to będzie chciał sformalizować współpracę a to oznacza kasę. Znam przynajmniej jeden przypadek niszowego wydawnictwa (ze Stanów) które po długim okresie niezależności weszło do Amazona – skutkiem był skok cen o 20-30%. To jest po prostu haracz dla Bezosa za dystrybucję, przy czym warunkiem było to – o tym jasno poinformowali czytelników – że ceny wszędzie będą takie same i był to warunek Amazona. Zarówno w Amazonie jak i ich własnej księgarni internetowej. Przy polskich wydawnictwach, często operujących na granicy opłacalności to będzie spory wydatek i ja bym się raczej spodziewał zwiększenia cen minimalnych e-booków. Cen podstawowych nie powinno to dotknąć.

    Można się spodziewać wzrostu oferty selfpublisherów, ale to zupełnie inna kwestia.

    Kindle zniknie ze sklepów: oczywista bzdura Horbaczewskiego

    Zalety otwartości: tutaj Robert i komentujący przejechali się po InkBooku mając sporo racji, ale problem wynika z modelu w jakim sprzedający operują. Nie ma praktycznie w Polsce prawdziwych producentów czytników. Wszystko to są brandowane chińczyki i polscy dystrybutorzy są zdani na łaskę prawdziwych producentów, którzy są bardzo kapryśni i tak naprawdę nie obchodzi ich długofalowe budowanie marki. Za parę miesięcy wyjdzie nowy model i wciśnie się go w kilku(nastu,dziesięciu) tysiącach egzemplarzy. Nie widzą sensu w oferowaniu realnego supportu, i tak swoje zarabiają. Dopóki nie pojawi się nowe Xiaomi/Huawei w sferze czytników o realnej konkurencji dla Amazona nie ma co marzyć. Ale wtedy takie firmy jak ArtaTech i tak będą miały [cenzura].

    Co to oznacza dla czytelników:

    – zwiększony koszt minimalny książek, nie ma co marzyć o obecnych promocjach kiedy książki idą po prawdziwych kosztach własnych, 30% ‚for the house’ zawsze będzie musiało być wliczone
    – cichy powrót DRM
    – zwiększy się oferta bo do e-booków przekonają się wydawnictwa, które do tej pory unikały tego rynku z powodu powyżej

    3
  18. Stolec pisze:

    Pamiętam jak nas niektórzy straszyli UE.
    O dziwo ci co tak na nią pluli nadal są na świeczniku w mediach i polityce.
    A do samej UE już wszyscy się przyzwyczaili.
    Teraz znowu ten amazon.
    Zawsze ludzie czują strach przed nieznanym.
    Ja też w szkole bałem się matematyki.
    Bo nie umiałem tabliczki mnożenia.
    Jak ją wkułem to matma była moim ulubionym przedmiotem.
    Był „różaniec bez granic”.
    Będzie „różaniec bez amazon” i „różaniec bez borowania u dentysty” ?
    Ciekawe.
    Ciekawe.

    2
  19. Buhaj47 pisze:

    Przychodzi mi do głowy tylko jedno: Stop making stupid people famous. Dla mnie Spider’s Web to Pudelek świata technologii ze swoimi clickbaitowymi tytułami.

    2
  20. Ja zauważam narastajacy brak dobrych promocji na SF militarną. Oraz inne interesujące mnie działy. Te 9.9p czy nawet 12 zł zachecało do zakupòw. 20 zl już nie.

    Jednak mam hasło dla nas :) – polscy pisarze legalnie !!! Niech jedzą smacznie i piszą dobrze.

    1
  21. Retorta pisze:

    Czy na pewno wejście Amazony na polski rynek bedzie równoznaczne z wejściem Kindle Store? Musieliby, przynajmniej powinni, uzupełnić oprogramowanie Kindla o polską klawiaturę, menu, słowniki. Mieć w ofercie książki po polsku itd.
    W tum celu porozumieliwaliby się z wydawcami i autorami. Ktoś by się już wygadał.

    Swoją drogą jaki to problem zrobić jedną ogólną klawiaturę „utf8”?

    0
  22. TS pisze:

    Nie ma i w najbliższym czasie nie będzie: Kindle po polsku, strony Amazon.pl ani nawet wsparcia technicznego po polsku dla produktów i usług cyfrowych.

    Jeszcze się nie opłaca.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.