
Magazyn Literacki KSIĄŻKI co miesiąc publikuje listę bestsellerów „papierowych”. Sprawdzamy, które książki są już w wersji elektronicznej. I powtarza się rekord z listopada!
Poniżej widzicie listę z numeru 207 (grudzień 2013), do ściągnięcia m.in. z Virtualo. W tym miesiącu znowu 26 tytułów z listy TOP30 kupimy jako e-booki. To aż 87 procent!
Linki prowadzą do porównywarki Świata Czytników, z wyjątkiem pozycji nr 26, gdzie linkuję do księgarni nieobecnej w porównywarce.
I oto wnioski:
- 26 z 30 bestsellerów posiada wersje e-bookowe. Powtarzamy tym samym rekordowy wynik z listopada.
- Na blogu nie podaję która książka była nowością w rankingu (znajdziemy to w magazynie), ale tu warto odnotować, że w porównaniu z listopadem, w TOP30 jest aż 20 nowości! Wymiana dwóch trzecich zestawienia nie zmieniła odsetka dostępności w e-bookach.
- W przypadku książki Doroty Świątkowskiej, autorki bloga mojewypieki.com, na czytniki dostępna jest – w Woblinku – pierwsza jej książka, która została raczej niezauważona. Dopiero po przejściu autorki do znacznie większego Egmontu, rozszerzone wydanie, zawierające nowe i niepublikowane przepisy, stało się bestsellerem. Wyłączność na sprzedaż tego nowego wydania ma Empik.
- W ośmiu przypadkach są wyłączności – sześć razy Woblink, raz Empik i raz CDP.
Co warto wiedzieć o rankingu:
- „Magazyn Literacki KSIĄŻKI” to miesięcznik poświęcony rynkowi wydawniczemu i księgarskiemu, skierowany do wszystkich miłośników książek, księgarzy, bibliotekarzy, wydawców i dystrybutorów.
- Magazyn można pobrać bezpłatnie w formacie PDF z kilku księgarni, m.in. Virtualo, Publio, Koobe, albo poczytać online w serwisie ISSUU.
- W piśmie poza rankingiem znajdziecie (często ironiczny) komentarz do poszczególnych pozycji autorstwa Krzysztofa Masłonia.
- Zestawienie powstaje na podstawie wyników sprzedaży w ponad 300 księgarniach całego kraju, w tym w sieciach: Empik, Matras, regionalnych Domach Książki. Pod uwagę brane są wyniki sprzedaży z 30 dni. Z tego co mi wiadomo, są to księgarnie stacjonarne. Nie ma dotąd badania określającego wyniki sprzedaży e-booków.
- Ranking z numeru grudniowego odzwierciedla sprzedaż w listopadzie, dlatego jest trochę opóźniony w stosunku do tego, co widzimy dzisiaj w księgarniach.
- Zgody na publikację rankingu udzieliła mi Pani Ewa Tenderenda-Ożóg z Biblioteki Analiz, za co serdecznie dziękuję.



Pozostaje powiedzieć: wow!
Nowości pojawiają się dość regularnie w ebookach, teraz równolegle trzeba uzupełniać ofertę o tytuły starsze. Pomału tracą sens kolejne argumenty zatwardziałych przeciwników.
Zgadza się. Jeśli ktoś wciąż używa argumentu, że „nie ma czego czytać”, wystarczy zaprowadzić go do dowolnej księgarni „papierowej”, pokazać listę bestsellerów – a potem posadzić przed internetem i pokazać e-booki. :-)
Przecież to żaden argument. To, że większość jest fanem np. jakichś autobiografii nie oznacza, że ja też muszę lubić ten gatunek literacki. To, że ktoś lubi kryminały, fantastykę, itd. nie znaczy, że ja też muszę za tym przepadać. To, że ktoś kupuje np. Munro tylko dlatego że dostała Nobla, a gdyby nie ta nagroda to pewnie nie wiedziałby do końca życia o istnieniu tej kobiety, nie znaczy, że każdy musi być taki mainstreamowy i kupować coś tylko dlatego, że jest akurat „modne” (może nie jest to najlepsze słowo w tym kontekście, ale łatwo zrozumieć o co chodzi). Można się kompletnie nie interesować książkami w stylu Chodakowskiej czy Świątkowskiej. Wyjdzie, że zostaną 3-4 książki, które już się przeczytało w listopadzie :D
Poza tym to co się podoba innym, nie musi się pokrywać z tym co ktoś inny lubi.
Andrzej – hispter level hard :) Nie będę czytał Munro bo teraz wszyscy ją czytają, bo dostała Nobla. Ja myślałem, że książki czyta się bo są dobre, a nie ze względu na to jak się o autorze dowiedzieliśmy, ani dlatego, że czyta ją jakaś tam ilość osób.
Moda nie musi pokrywać się z tym co dobre. Wchodzi człowiek do księgarni, nie ma tego, co naprawdę chciałby przeczytać lub dać w prezencie, i w końcu wychodzi z którąś z książek, o której jest głośno. W cenie każdej książki są środki na jej reklamę, ale reklama nie rozkłada się równomiernie. Z drugiej strony, czasami reklama jest tak natrętna, że może zniechęcić do niezłej książki.
Co do rankingu, najbardziej podobał mi się komentarz do niego w Magazynie Literackim;)
Przeczytaj dokladnie – ja nie pisałem o sobie, tylko tak ogólnie. Chciałem tylko napisać, że jakość książki jest odczuciem subiektywnym – każdy może interpretować to jak chce. :)
A co do Munro to prawda jest taka, że przed Noblem na 100 czytelników 99 nie wiedziało o istnieniu tej kobiety. Równie dobrze mogli dać tego Nobla komukolwiek za cokolwiek i myślisz, że ludzie by to czytali bo to dobra literatura, czy dlatego, że dostał/a Nobla? Niestety Nobel nie jest żadnym wyznacznikiem jakości, bo gdyby był, to większość już wcześniej znałaby Munro (podobnie zresztą jak większości innych laureatów). :)
Trochę to wygląda jak konkurs na największy „diament” piłkarski w danym roku na świecie, w którym wygrywa piłkarz, którego nie znają nawet we własnym kraju :)
A co do Munro to prawda jest taka, że przed Noblem na 100 czytelników 99 nie wiedziało o istnieniu tej kobiety.
Alice Munro od lat była typowana jako żelazna kandydatka do tej nagrody.
„Inferno” jest takie same jak wszystkie książki Browna, a stało się nr 1 bo…? No właśnie. Stare powiedzenie głosi, że z gustami się nie dyskutuje – i chyba tak powinno być.
Nieważne, kto i dlaczego zaczął coś czytać. Ja zaczęłam Browna i dałam sobie spokój po 50 stronach… Munro nie zaczęłam wcale, bo nie wiem, kiedy będę miała ochotę na taki typ literatury… Nie jest ważne, skąd wiemy o jakiejś książce i czy ją przeczytaliśmy. Ważne, że ludzie czytają! :)
Tak, poczytałam sobie o Munro. Pierwszą powieść wydała, jeśli dobrze pamiętam, chyba w latach 60-tych, pisze dużo, w najbardziej popularnym języku świata, otrzymała szereg nagród, a do Nobla, tak jak piszesz, typowana była od lat. W 2009 roku był pierwszy przekład jej książki w Polsce, wydany przez mało znane wydawnictwo „Dwie siostry”, które w sumie wydało jej dwie książki. W 2009 roku pisze o niej Dziennik pl jako niestety o nieznanej w Polsce świetnej pisarce. I prawdą jest, że 99/100 w Polsce się nią nie interesowało. Aż dostała Nobla. Jej powieści się nie zmieniły, są takie same z Noblem czy bez, ale teraz jest powszechnie wydawana w Polsce i wszyscy delektują się jej książkami, doceniają wspaniałe pisarstwo itp.
To prawda, że nieważne, kiedy, kto i co czyta. To tylko taka moja uwaga na marginesie odnośnie produktów rynkowych i mody.
PS:
Wydawnictwo „Dwie siostry” ma przepiękne książki dla dzieci (ilustrowane, w papierze).
„A co do Munro to prawda jest taka, że przed Noblem na 100 czytelników 99 nie wiedziało o istnieniu tej kobiety. ”
I co z tego? To znaczy, że ci, którzy dowiedzieli się teraz mają mniejsze prawo do jej czytania?
Panie Robercie, nie „Czas Burz” tylko „Sezon Burz” :)
Ale, na liście jest błąd. „Moje wypieki i desery” to jest zupełnie inna książka, o innej zawartości, niż „Moje wypieki” – zestaw przepisów jest kompletnie inny. To są dwie zupełnie niezależne od siebie pozycje. Owszem, w empiku jest PDF tego konkretnego tytułu, ale w Woblinku jest tylko inna książka tej samej autorki.
Zgadza się, w empiku jest książka nowsza, w woblinku starsza, choć w zasadzie obie są pisane na podstawie bloga.
http://lubimyczytac.pl/szukaj/ksiazki?phrase=dorota+%C5%9Bwi%C4%85tkowska
W ogóle, jeśli chodzi o „Moje wypieki (i desery)”, to książki są przeznaczone trochę dla osób „jedzących oczami” – zdjęcia są równie istotne co same przepisy, na wyświetlaczu e-ink książka sporo traci. Polecam darmową aplikację na androida, są kolorowe zdjęcia, jedna z pierwszych rzeczy, jakie żona zainstalowała na swoim smartfonie :-)
Dziękuję za skorygowanie – z opisu w MLK wynikało, że tamto wydanie było po prostu wcześniejsze.
DRM, widzę, ciągle żywy.
Na szczęście jedna pozycja, choć już bardzo długo jest na listach bestselerów, nie rozumiem zastosowania DRM w tym wypadku bo zdjęcie zabezpieczenia zajęło mi mniej niż 3min z zakupem książki włącznie
Ale Kobo chyba ładnie łyka DRM, przynajmniej mój Mini nie ma problemu. :)
DRM dla „Dowodu” to chyba po prostu kwestia licencji – tak zdecydował zagraniczny wydawca/agent i Woblink ma do wyboru albo sprzedawać w tej postaci, albo wcale.
Nie każdy czytelnik, obsługujący czytnik, zna sztuczki komputerowe, czytnik kupują także starsze osoby dla komfortu czytania. Moja ciocia chętnie przeczytałby „Trupią farmę” (wydana w 2012 r, papierowego wydania nigdzie nie ma, tylko epub DRM), a wie tylko, że książki dla niej oznaczane są jako mobi. Sama też bym przeczytała, ale rozumiem, że wydawca czy zagraniczny agent nie chce moich pieniędzy. W porządku, ich decyzja, tak samo jak moja, że nie będę legalnie kupować książek, żeby nielegalnie dobierać się do ich treści;)
Każdemu autorowi należy życzyć takiego „niezauważenia” książki jak u pani Świątkowskiej- pierwsza książka papierowo została wyprzedana.
Nie ma Greya – jak to możliwe ;)
Bo teraz jest „Inferno” :D
Myślę, że w rankingu za grudzień hitem będą „Resortowe dzieci. media”. Tego jak dotąd nie ma w e-booku.
errata: jest w takiej dziwnej księgarni http://www.xlm.pl/e-booki
to chyba ksiegarnia wydawcy tej ksiazki, co widac na ich stronie…
? Stad tylko u nich jest wersja mobi i ebook.