Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Nowe wydanie Słownika języka polskiego dla Kindle + porównanie dwóch aktualnych wersji

Parę tygodni temu donosiłem, że strona zabałagnionemiejsce.pl, z której można było pobrać Słownik języka polskiego dla Kindle ponownie działa.

Teraz autor, ukrywający się pod pseudonimem San Zamoyski doniósł mi o nowej wersji słownika, którą przygotował w październiku 2019. Słownik ściągniemy jak zwykle z repozytorium autora.

Największą zmianą w porównaniu do poprzedniej wersji z 2016 jest pojawienie się trzeciego źródła definicji w postaci Wikipedii. Najpierw wyświetlana jest definicja najkrótsza (z SJP.pl), potem uzupełnienia z Wikisłownika i Wikipedii. Jest też szereg poprawek (np. nie pojawiają się już puste synonimy i przykłady).

Przez te zmiany plik się trochę rozrósł (35 MB), ale nadal bez problemu wysłałem go mailowo na czytnik. Oczywiście jeśli nasza poczta (np. Gmail) nie akceptuje tak dużych załączników, można skorzystać np. z programu Send To Kindle.

Ostatnią zmianą jest możliwość wsparcia autora słownika przez wpłatę na PayPala.

Porównanie dwóch słowników

Równolegle swój słownik oparty o SJP.pl przygotowuje Athame. Również niedawno (bo we wrześniu 2019) wyszła jego nowa wersja, o czym wspominałem.

Czym się te słowniki różnią i który wybrać?

Technicznie oba słowniki są oparte o bazę SJP.pl, tak więc nie powinno być wielkiej różnicy w liście słów.

Po lewej stronie słownik Athame („Słownik języka polskiego”), po prawej Sana („Creative Commons SJP”).

Wpisałem „Kindle”, którego to słowa nie ma, ale widzimy że listy słów są bardzo podobne, choć drugi słownik ma ich więcej.

Różnica i to spora jest w definicjach.  Zobaczmy na przykładzie. Najpierw Athame:

Potem San:

W słowniku Athame znajdziemy wyłącznie krótkie definicje z SJP.pl. Przejrzyjmy kilkanaście haseł.

W słowniku Sana są też definicje z Wikisłownika  i Wikipedii, przez co hasła rozstają się nieraz do bardzo obszernych rozmiarów.

Można zadać pytanie, po co dodawać do słownika definicje z Wikipedii, skoro jak dobrze wiemy Kindle sam zaciąga te definicje z internetu? Ano właśnie dlatego, że nie zawsze jesteśmy online, no a co jeszcze ważniejsze – słowniki obsługują odmianę wyrazów, Wikipedia już nie.

Podsumowanie

Które podejście jest lepsze? Okienko słownika w czytnikach Kindle wydaje się być stworzone do krótszych definicji. Bo przewijanie będzie uciążliwe, choć oczywiście możemy też przejść do pełnego hasła – z menu podręcznego wybieramy „Open Dictionary”.

Z drugiej strony rozszerzone definicje mogą pomóc jakieś słowo zrozumieć bliżej.

Oba słowniki są bezpłatne, możemy więc je pobrać i ocenić samodzielnie.

Który słownik języka polskiego preferujesz?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Ciekaw jestem, którą wersję preferujecie.

PS. Słowniki wgrywamy na czytnik jak każdą inną książkę. Więcej na ich temat w artykule Słowniki na Kindle – pytania i odpowiedzi.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

19 odpowiedzi na „Nowe wydanie Słownika języka polskiego dla Kindle + porównanie dwóch aktualnych wersji

  1. Agalin pisze:

    Moim zdaniem brakuje opcji „innego słownika”. Natomiast z tych 2 wolałbym wersję Athame – wydaje mi się, że jak już słowo zainteresowało nas na tyle, że chcemy sprawdzać je w Wikipedii, to równie dobrze można to zrobić na innym urządzeniu niż czytnik.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Hmm, no racja, choć ten „inny” to musi być po prostu wydanie nieoficjalne, np. to oparte na słownikach PWN.

      0
  2. Piotr Sapkowski pisze:

    No fajnie, chętnie wypróbuję. Zmorą w obecnej wersji były dla mnie wyjaśnienia typu „naiwny – przymiotnik pochodzący od naiwności”. To oczywiście przykład wyrazy były nieco trudniejsze. No super, dziękuję za takie wyjaśnienie.

    5
    • Rudzielec pisze:

      Dokładnie! Żeby chociaż była możliwość przejścia do hasła „naiwność” to nie byłoby problemu :)

      1
      • asymon pisze:

        Dawno, dawno temu była taka opcja w kindlach, ale z jakiegoś powodu została wyłączona.

        0
        • Tomek pisze:

          Nie została, tylko trudno ją znaleźć. Po wywołaniu hasła oprócz wyjaśnienia pojawia się tabelka z „Highlight, Note, Share, lupką i trójkropkiem”. Trójkropek to kolejne menu, tam klikamy w Open Dictionary, „a dalej to tak jak u ludzi :-)”.

          2
  3. massurro pisze:

    Niby „darowanemu koniowi…”, ale korzystanie z sjp.pl jest bardzo mało profesjonalne.

    1
    • Doman pisze:

      Możesz rozwinąć w jakim sensie? To w końcu jest amatorski słownik stworzony po godzinach przez anonimowego hobbystę (nawet jeżeli w zawodowym życiu zajmuje się profesjonalnie czymś z branży okołosłownikowej)
      Czy chodzi o to, że baza sjp.pl jest w jakiś sposób trefna? (wiem, że też amatorska)

      10
    • Katemeika pisze:

      Poproszę nieśmiało: jakieś przykłady błędnych definicji.

      1
  4. bq pisze:

    Komentarz troche na temat.
    Ostatnio zdarzylo mi sie tlumaczyc tekst z ang/pol z pogranicza biologii – o grzybach. A ze zawsze nawet jesli cos wiem, to wole miec backup – jesli cos nie z mojej dziedziny uzylem Oxford-PWN online, za ktory place miesiecznie – slownik nie potrafil znalezc polskiej wersji tak banalnego slowa jak zarodniki (spores). Google translate bez problemu. Oczywiscie skasowalem subskrypcje slownika.

    0
    • Doman pisze:

      Translator googla jest uczony maszynowo. W przypadku słownictwa naukowego może mieć tą przewagę, że stosunkowo łatwo znaleźć przetłumaczone podręczniki czy artykuły, które będą stanowiły bazę do nauki.

      Osobiście nie jestem ani naukowcem ani tłumaczem, ale do amatorskiego przetłumaczenia bardziej skomplikowanych pojęć dziedzinowych często używam wikipedii i sprawuje sie ona całkiem nieźle. Oczywiście zdarzają się błedy w linkowaniu międzyjęzykowym czy przypadki, że pojęcie szczegółowe w jednym języku linkuje do pojęcia bardziej ogólnego w innym, więc nie można tego stosować bez zastanowienia i weryfikaji.

      3
    • MaK pisze:

      Sprawdziłem oksfordzkie słowniki papierowe – zarodnik/spore jak najbardziej są na swoim miejscu. Coś musi być w takim razie nie tak z wersją online.

      2
    • cranky pisze:

      Podziwiam wkład pracy „amatorów”, którzy rozwijają słowniki mimo pełnej obojętności Amazonu na potrzeby użytkownika. W temacie i poza – do tłumaczeń niezastąpione są glosbe (pl.glosbe.com/en/pl/) i bab.la (pl.bab.la). Milo byłoby mieć na Kindlu również słownik synonimów.

      0
  5. Marek pisze:

    Czy z tym repozytorium wszystko jest w porządku? Chrome mi blokuje tę stronę a Edge się na niej zawiesza i nic się nie da zrobić?

    0
    • Doman pisze:

      U mnie działa, przynajmniej w chrome. Ogólnie. Tzn. strona jest nieszyfrowana, więc jest ostrzeżenie i nie wyświetla się banner ze zrzutka.pl (nie wiem czemu), ale poza tym problemów nie ma. Takoż na firefoksie.

      0
    • Cthulhu pisze:

      U mnie działa (Edge).

      kB

      0
  6. Wiedźma pisze:

    Wikipedia to nie słownik – to tak przede wszystkim. To encyklopedia. Definicje słownikowe i encyklopedyczne to dwie różne rzeczy. W encyklopedii nie będzie odmiany wyrazów, bo tym zajmują się odpowiednie słowniki. I vice versa – w słowniku języka polskiego nie będzie tylu informacji, co w encyklopedii, bo tam definicja musi być krótka i zwięzła; hasło skupia się na gramatyce i użyciu. Są też oczywiście słowniki terminologiczne, ale to całkiem inny temat.
    Ogólnie – definicja zbyt szeroka w słowniku to błąd (tak samo jak zbyt wąska).

    1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.