W projekcie Fantazmaty zwykle wydawana jest proza polska, ale tym razem mamy wyjątek.
Obieżyświaty to pierwsza tegoroczna, a ogólnie 29. antologia, która zbiera opowiadania fantastyczne autorów z zagranicy. To drugie takie podejście po zbiorze Bernharda Jaumanna z roku 2020.
Czy za siedmioma górami, lasami i rzekami fantastyka jest taka sama? Czy po przekroczeniu granicy kraju trafiamy do innego literackiego świata? Przekonajcie się dzięki opowiadaniom z różnych zakątków globu!
Znajdziecie tu teksty starsze i nowsze, geograficznie bliższe i takie z drugiego końca świata. Dowiecie się, co można kupić za inkaskie złoto i jakie cuda kryje pozornie jałowa pustynia… O ile te cuda nie są spiskiem bogów, obnażającym naszą bezradność w poszukiwaniu sensu. Nie martwcie się, jeśli nabierzecie wątpliwości co do życia po śmierci i roli własnej duszy, nie będziecie w tym sami. Zawsze możecie zwierzyć się tajemniczemu gościowi, którego zaprosiliście na kolację – to raczej lepsze rozwiązanie niż topienie smutków w wirtualnym barze. Kontakt ze sztuką również bywa kojący, jeśli tylko jej wytwory nie zaczynają żyć własnym życiem. Koniec końców przynajmniej będziecie mieć o czym opowiadać w domu spokojnej starości.
Do pobrania ze strony Fantazmatów są cztery formaty: PDF, EPUB, MOBI oraz RTF. W formacie PDF antologia liczy sobie 226 stron.
Oto lista opowiadań:
- APP Pekurinen (tłum. Karolina Wojciechowska) – Nieszczepiony
- Paul van Leeuwenkamp (tłum. Damian Olszewski) – Nieznane dzieło
- Novae Caelum (tłum. Weronika Trzeciakiewicz) – >RESTART SYSTEMU
- John P. Murphy (tłum. Weronika Trzeciakiewicz) – W domu pogodnego seniora na końcu świata
- Vandana Singh (tłum. Kamila Regel) – Somadewa: Sutra Niebiańskiej Rzeki
- Lord Dunsany (tłum. Magdalena Postrzygacz) – Rozbójnicy
- Lord Dunsany (tłum. Magdalena Postrzygacz) – Krewniacy elfów
- Charles Victor Tench (tłum. Emilian Wojnowski) – Rekompensata
- Lord Dunsany (tłum. Agnieszka Kasprzycka) – Gość
- Lord Dunsany (tłum. Natalia Laprus) – Upadek Babbulkund
- Algernon Blackwood (tłum. Sylwia Kowalicka) – Człowiek, który poznał prawdę
- Vylar Kaftan (tłum. Marcin Piecyk) – Ciężar wschodzącego słońca
Mamy tu więc pracę nie tylko oryginalnego autora, ale również tłumacza. Co więcej – pod każdym z opowiadań zobaczymy listę osób, które zajmowały się kolejno: redakcją, korektą, weryfikacją, kontrolą weryfikacji (!), a także kontrolą przed składem. Oto przykład:

Odnoszę wrażenie, że hobbystyczny projekt ma znacznie bardziej dopracowane procedury redakcyjne niż więksi, komercyjni wydawcy.
Tradycyjnie, cały zbiór jest dostępny na licencji Creative Commons, z zaznaczeniem użycia niekomercyjnego. Możemy te pliki dowolnie kopiować i przekazywać, nie możemy tylko na nich zarabiać i tworzyć na ich podstawie nowych treści.
Przypominam też, że jeśli chcemy wesprzeć projekt Fantazmaty, można podjąć z nimi współpracę, albo dorzucić się na Patronite do kosztów bieżącej działalności. Są też na Buy Coffee.




Brawa dla ekipy Fantazmatów! Już powoli zaczęły mi się kończyć lektury w gatunku fantasy, a tu proszę. Jaka miła niespodzianka.
Nie sądziłem, że lektury mogą się kiedykolwiek skończyć. :)
Tylko fantasy i tylko te, które już mam kupione i czekają na czytniku ;)
„Odnoszę wrażenie, że hobbystyczny projekt ma znacznie bardziej dopracowane procedury redakcyjne niż więksi, komercyjni wydawcy.”
Ha, ha, to jest wrażenie graniczące z pewnością.
Fantazmaty to nie zawsze moje klimaty. Ale podejście do tematu i procedury wydawnicze – wzorcowe, obecnie już chyba niespotykane w żadnej innej redakcji. Jakość przegrywa z optymalizacją kosztów (czytaj – maksymalizacją premii zarządów).
4 nazwiska wpisane w pozycji „korekta”. Ciekawe ile błędów zostało w tekście? W ciemno mam przekonanie, że to liczba większa niż 0 (słownie „zero”).
Wynik epubcheck:
Check finished with errors
Messages: 0 fatals / 15 errors / 0 warnings / 0 infos
A to tylko błędy strukturalne. Takie potworki w kodzie: `– A on nie jest s z k o l o n y? – spytał Urho.` Możliwe, że intencjonalne, choć osobiście nie dostrzegam tu sensu.
Procedury redakcyjne tutaj są tym, co powinno być standardem. Szkoda tylko, że etapy potraktowane po macoszemu.
Być może nie mają specjalistów od przygotowywania e-booków w wersji na czytniki, więc może warto się do nich zgłosić z pomocą.
Całkiem niezły wynik. A jak rozumiem ci ludzie robią to hobbystycznie. Przebadaj może dla porównania jakąś książkę popularno-naukową wydaną niedawno przez PWN, najlepiej jakieś tłumaczenie. W ciemno mam przekonanie, że liczba błędów będzie tam znacznie większa.
Jeśli istnieje jakakolwiek dłuższa książka (podkreślam: książka, nie książeczka dla dzieci, w której jest tyle tekstu, że zmieściłby się na jednej stronie A4) bez ani jednego błędu, to bardzo chętnie bym się z nią zapoznał. ;) W Fantazmatach akurat doskonale sobie zdajemy sprawę, że naszym zadaniem jest minimalizacja liczby błędów i doszlifowanie tekstów, ale stanu, gdy nie znajdzie się tam absolutnie żaden błąd maści wszelakiej, nie osiągniemy nigdy, bo jest to niemożliwe, nawet jeśli założylibyśmy, że przed publikacją przeczyta to od deski do deski 1000 osób (obecnie czyta kilkanaście, a i tak się omsknie jakaś literówka czy brakująca kropka, choć wydawałoby się, że nie powinny).
Ocenianie całej antologii po błędach technicznych, które nie utrudniają zapoznania się z treścią, jest mało poważne, natomiast jeśli znasz się na konwersji i chcesz pomóc w ulepszeniu tego etapu (co zasugerował Robert), to jak najbardziej zapraszam, akurat konwersja często nam trochę problemów sprawia i przydałby się ktoś, kto w tym bardziej siedzi.
Nawiasem to faktycznie z jakiegoś powodu rozstrzelenie stało się spacjami, spróbujemy to poprawić w przyszłości, gdy zbierzemy więcej spostrzeżeń i uwag, ale nie uważam, żeby ten potworek, jakkolwiek kłujący w oczy, uniemożliwiał komfortowe zapoznanie się z treścią.
No dobrze. Błędy wskazywane przez epubcheck to głównie brak obrazków. Widać, że EPUB powstał w wyniku jakiejś niedoskonałej automatycznej konwersji, po czym delikatnie poprawiony w sigilu (liczne znaczniki tego programu w kodzie).
Porównałem wersję EPUB z wersją PDF i w tej drugiej nie ma rozstrzelonego tekstu, choć wizualnie wygląda on na niezbyt spójny. Przypuszczam więc, że EPUB został uzyskany w wyniki OCR pliku PDF, a nie na bazie czystego tekstu, przy czym najlepszym formatem jako baza pod różne inne formaty, wydaje się być Markdown (Common). Sam zapis w formacie MD też łatwo uzyskać z wielu popularnych formatów, ale często wymaga drobnych poprawek (gubi np. kursywę).
Zakładając, że plik RTF (jedyny czysto tekstowy z dostępnych) jest pozbawiony błędów, jestem w stanie utworzyć poprawny plik EPUB w wolnym czasie. Oczywiście nie jako magiczną, szybką konwersję, tylko jako solidną bazę do dalszego dopieszczenia. Przy okazji – dziś w przypadku komercyjnych produkcji wymagane jest spełnienie wytycznych EAA (a w Polsce PAoD). Nie ma takiego wymogu w przypadku wydań hobbystycznych, ale to dobry zwyczaj. Przy okazji opcje dostępności wymuszają poprawny skład pod kątem technicznym oraz strukturalnym, co wymusza 100% zgodności z epubcheck + dodatkowe uściślenia.
Obecnie opracowuje komercyjnie skład od zera książki nie po polsku, co jest dość obciążające. Szczególnie korekta w nieznanym języku wymaga wstępnego zaufania narzędziom AI, a potem zweryfikowania tego, co zasugeruje. Tempo pracy jest więc mało imponujące, jeśli liczyć liczbę stron (ujednoliconych) dziennie.
Jeszcze przy okazji – sigil nie wymusza utworzenie poprawnego (bezbłędnego) pliku EPUB, a dodatkowo nie automatyzuje dostosowania e-booka do opcji dostępności. Wtyczki do sigila potrafią dodać deklarację zgodności i nawet podpowiadają, by opisać obrazki (ale tego nie wymuszają). To jednak deklaracje zgodności, a nie pełne przystosowanie tekstu, tak by był w pełni poprawnie (formy gramatyczne) odczytywany przez czytniki ekranu.
Oczywiście jako edytor (x)HTML umożliwia uzupełnienie braków i poprawienie np. tekstów typu: „12-godzinny tryb pracy” na właściwe: „dwunastogodzinny tryb pracy”. W pierwszym przypadku oczywiście czytnik ekranu przeczyta: „dwanaście godzinnych tryb pracy”. Tylko jak widać, to metoda „wszystko musisz zrobić sam i nie pomożemy w tym, ale też nie będziemy przeszkadzać”.
No i inne programy, także komercyjne, są niespecjalnie lepsze – mają w większości takie same ograniczenia i braki choćby wymuszania poprawnego składu.
Bardzo nie lubię też uwag typu: „brzydkie formatowanie nie przeszkadza w zapoznaniu się z treścią”. Ładnie sformatowany i bezbłędny e-book czyta się przyjemniej. I jest to zauważalna różnica.
Bardzo chętnie przeczytam. Przy okazji będzie możliwość porównania jakości tłumaczeń (Lorda tłumaczyło trzy różne osoby). Może rośnie nam nowy Marek Marszał? A co do zastrzeżeń technicznych – dzielicie włos na czworo. Zastrzeżenia co do obecności błędów podobnie jak zastrzeżenia co do niskich rozdzielczości ekranów e-papierowych mogą mieć tylko osoby, które nie próbowały konwertować pierwszej lepszej książki papierowej. Książki od zawsze miały sporo błędów, pomylonych czcionek, plam tuszu drukarskiego itp.