Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Wszystkie nasze pirackie hipokryzje

Znacie serwis Chomikuj? Co ostatnio z niego ściągnęliście? Jeśli wierzyć rzecznikowi serwisu przepytywanemu przez Grzegorza Ułana z Antywebu – są to zapewne materiały stuprocentowo legalne, np. edukacyjne czy stworzone przez samych użytkowników… 

Zachęcam do przeczytania tego wywiadu sprzed miesiąca, bo jest on kuriozalny na kilku poziomach.

  • Po pierwsze – pytający zauważa rzecz oczywistą – niezależnie od szczytnych deklaracji, w serwisie aż roi się od treści, które zamiast ściągnąć za darmo powinniśmy kupić: „uważamy że to zwykły warez”. Po co użytkownicy płacą za transfer? Żeby ściągać skany gazet na wolnej licencji? Czy raczej najnowsze sezony ulubionego serialu?
  • Po drugie – przedstawiciel firmy odbija spokojnie piłeczkę, powtarzając znane argumenty o tym, że przecież to nie oni, a użytkownicy, serwis zawsze usuwa pliki, które właściciele praw oznaczą jako nielegalne.
  • Po trzecie – komentarze do wpisu to wspaniały popis hipokryzji i cynizmu. Ha ha, jaki jestem cwany, ściągam bo mi wolno, to jest LEGALNE, więc czemu się drodzy dziennikarze i blogerzy przypieprzacie do mojej legalnej rozrywki.

I tak sobie żyjemy od lat w tym trójkącie – wydawcy/chomikuj/konsumenci – dwie ostatnie grupy są zadowolone, a pierwsza toczy pianę z ust i liczy straty.

O liczeniu strat kiedyś pisałem – jeśli ktoś mówi, że wydawcy tracą 250 milionów złotych, to wchodzimy na obszary zarezerwowane dla fantastyki naukowej. Nie mam też złudzeń, że skuteczna akcja prawna wydawców prowadząca do zamknięcia jakiegoś serwisu coś tutaj zmieni. Na to czeka na pewno konkurencja, która szybko zapełni lukę. Wydaje mi się, że skuteczniejszą drogą dla wydawców będzie nie tyle walka, co współpraca, niezależnie od oceny moralnej postępowania serwisów udostępniających pliki – uczyniła to np. grupa Olesiejuk.

Ale nie można udawać, że zjawisko piractwa, no dobra, użytkowników udostępniających e-booki nie ma wpływu na sprzedaż. Zadajmy sobie pytanie, kto myśląc o kupnie e-booka nie sprawdził choć raz przy okazji czy nie ma wersji alternatywnej. Naprawdę? Nigdy? Gratuluję. Ja tego testu nie zdałem.

Co więcej – istnieją ludzie, dla których e-book to po prostu darmowy plik pobrany z sieci. Oni nawet nie mają świadomości, że e-booki można kupować, a jeśli mają, wydaje im się to czymś absurdalnym. Po co płacić, jeśli jest za darmo?

Samo ściąganie e-booków z dowolnych źródeł nie jest w Polsce zabronione, nielegalne jest tylko udostępnianie. O tym było już na Świecie Czytników wielokrotnie (np. Kindle i pirackie pytania).

Ale rachunek ekonomiczny jest prosty. Nie kupisz e-booka, autor i wydawca nie zarobią w tym jednym przypadku kilku-kilkunastu złotych. Nie znaczy to rzecz jasna, że każde ściągnięcie to strata autora (odsyłam do serwisu Strata Kazika, który takie podejście ładnie wyśmiał), bo nie każdy po prostu wydałby pieniądze.

Chodzi mi tutaj konkretnie o sytuację, kiedy masz możliwość zapłacenia i byś zapłacił, gdyby nie to, że istnieje „darmowa” wersja, z której korzystasz.

Nie chcę tu istnienia podobnych serwisów kompletnie potępiać, bo czasami są jedyną metodą dotarcia do jakiejś treści w formie cyfrowej. Najbardziej oczywiste – książki dotąd niedostępne w formie elektronicznej. Czasami mnie kusi, żeby sprawdzić ile „releasów” słynnej grupy Skan-dal ma już legalne odpowiedniki. Sądzę, że nadal nie dobiliśmy do 50%. Rozumiem to, bo uzupełnianie tzw. backlisty przez wydawców jest czynnością znacznie bardziej żmudną niż wypuszczanie premier, wymaga bowiem aneksowania dotychczasowych umów, renegocjacji i innych żmudnych czynności, po to aby wypuścić plik, którego kupi może 100 osób. Fakt, to inwestycja w rynek, ale często też działanie poniżej progu opłacalności.

Z drugiej jednak strony nie przekonuje mnie tłumaczenie mające wszelkie cechy moralnego szantażu – jeśli nie ma e-booka, to kup papier. Jak bardzo się to nie sprawdza – pamiętamy przy okazji „Sezonu Burz”. Dobrze, że wtedy wydawca się zreflektował.

Doceniam też poręczność chomika w dostępie do treści, które wprawdzie objęte są prawami autorskimi i nie powinno ich tam być, ale… nikt o zdrowych zmysłach nie będzie się domagał ich usunięcia. Choćby skany polskich czasopism z czasów PRL. Niedawno skoczyłem z radości, widząc konto użytkownika Lachsum, który sukcesywnie skanuje pisma Młody Technik z lat 1959-1990. W piwnicy mam sporą kolekcję, którą w czasach podstawówki kompletowałem po 100-200 starych złotych w antykwariatach. A tutaj poręczny PDF – jaka to oszczędność miejsca. I zawartość cudowna – przykładowo tekst o Apple z 1978 roku.

Czasami myślę, że iPada stworzono po to, aby przeglądać na nim stare Młode Techniki. ;-) Ryzyko, że właściciel praw – kto nim właściwie jest po tym, gdy wydawcy zmieniali się wielokrotnie – się obudzi i poprosi o usunięcie jest zerowe. Również chyba nikt by za reprinty dzisiaj nie zapłacił, tak więc potencjał rynkowy ponownego wydania jest zerowy. Tymczasem praca jednego człowieka odzyskuje dla społeczeństwa jedno z najciekawszych pism tamtych czasów. Jakoś tym się utrzymywane z naszych podatków biblioteki cyfrowe nie zajęły.

Tak więc wyszło, że i ja jestem odrobinę hipokrytą. Zastosuję też etykę relatywistyczną. Do takich zachowań zmusza nas obecna sytuacja – prawo autorskie niedostosowane do formy cyfrowej, nie uwzględniające utworów osieroconych i podlegające lobbingowi ze strony różnych branż. Każdemu z nas grozi zetknięcie się z „szarą strefą” – choćby w sytuacji, gdy jedyny dostępny podręcznik będzie kserokopią, albo skanem. Albo gdy książki, która jest nam potrzebna, zagraniczna księgarnia nam sprzedać w formie elektronicznej nie chce, bo mieszkamy w Polsce? Kiedyś czekalibyśmy 2 tygodnie na przesyłkę papieru, dzisiaj mamy inne możliwości.

Powinniśmy jednak poziom tej naszej hipokryzji monitorować. Kto może stracić na tym, że podejmuję decyzję o ściągnięciu jakiegoś pliku? Czy ten plik mogę nabyć w inny sposób? Jakie rozwiązanie uznałbym za usprawiedliwione, gdybym był autorem danej książki?

I na tym artykuł zakończę, bo za bardzo trąci rachunkiem sumienia. :-)

Autor zdjęcia: Klarasch, CC BY-SA 3.0

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

323 odpowiedzi na „Wszystkie nasze pirackie hipokryzje

  1. gosc pisze:

    Z drugiej strony ‚ściągają’ tez ludzie którzy kochają czytać a po prostu ich na to nie stać. Nie wszystkie książki znajdziemy w bibliotekach których stan wszyscy znamy (zwłaszcza w mniejszych miasteczkach). Ceny książek są po prostu za wysokie w stosunku do przecietnych zarobków w naszym kraju (realnych). Sam chętnie korzystam z okazji jak BookRage, itd. ale jest ich stosunkowo niewiele. Myślę ze ludzie chcą kupować i chcą wspomagać autorów ale kiedy cena jest przystępna. W obecnej sytuacji albo większość z nas ‚ściąga’ książki albo zachowuje morale a na pytanie ‚ile książek Pan/Pani przeczytała w tym roku’ oblewa się rumieńcem. Żaden obcokrajowiec nie zapłaciłby 40-50 eur za książkę (przy zarobku 1200 eur). Nie miejmy do siebie pretensji jeśli nic nie ulega zmianie w tej kwestii
    Ot taka moja dygresja.

    3
    • eRajwa pisze:

      Książka to nie jest towar pierwszej potrzeby (w przypadku beletrystyki), a chociażby w mojej osiedlowej bibliotece jest sporo nowości. Jeśli ktoś nie chce to nie będzie ściągał.

      Z resztą co to za tłumaczenie, że nie stać na e-booki (które można upolować za dyszkę) w sytuacji gdy kupuje się czytnik za kilkaset złotych.

      0
      • Grzesiek pisze:

        Czytnik to koszt 10-ciu książek, a czytać można setki – matematyka. Ale nie o to chodzi. Jeśli nie jest dobrem pierwszej potrzeby to głupio zakładać, że jak nie ściągną to kupią. Tu nie ma przelicznika 1:1. Nie stać ich i tyle, do księgarni nawet nie wejdą. Jasne są tacy co ściągają bo mogą mimo, że ich stać, ale nie ma ich aż tylu. Pamiętaj też, że jak człowieka odetniesz od kultury bo go nie stać, to się oduczy i jak go już będzie stać to i tak nie kupi, bo wyda na wódę, dziwki i lasery.

        4
        • eRajwa pisze:

          Można się nie odcinać od kultury – nie trzeba za wszelką cenę gonić nowości, są wolne lektury, jest bookrage, jest amazon z książkami za dolara. Jest w końcu Legimi z abonamentem w cenie biletu do kina. Kto nie chce ten nie kradnie i wspiera autora, którego ceni. Tłumaczenie się drożyzną to wygodna droga na skróty.

          0
          • gosc pisze:

            Pewnie ze można szukać książek kilkuletnich, w promocji, w osiedlowych bibliotekach, albo śledzić codziennie Amazona i inne strony w ‚polowaniu na promocje’. Tylko ile z nowości będzie w takiej promocji a ile trzeba będzie czekać az cena nowości spadnie do akceptowalnego poziomu ? Z kim sobie podyskutujesz o nowej książce jesli Twoi mniej zamożni koledzy będą odpowiadać ‚ czekam az cena spadnie’.

            0
            • eRajwa pisze:

              Spieszę z odpowiedzią na Twoje pytanie: „Z nikim”

              Albo przyoszczędzasz na nowości i pozostajesz uczciwym wobec autora, doceniasz jego wysiłek, a samemu próbujesz prowadzić życie kierując się zasadą nie robię drugiemu co mnie niemiłe.

              Albo chcesz brylować w towarzystwie znajomością najnowszej literatury, nie myśląc o autorze i żyjąc pod dyktando własnych egoistycznych pobudek.

              Ja tam wolę z pisarzem grać w jednej drużynie.

              1
              • gosc pisze:

                akurat z ceny pisarz dostaje mniej niz ksiegarnia (20-30% wg art. w linku podanym w ktoryms komentarzu) Jesli czytelnicy i autorzy ‚wymusza’ obnizke tej mazy to wszyscy beda zadowoleni. Kogo wiec bronisz, autora czy ksiegarnie i innych ‚posrednikow’ ? Po komentarzach widac ze problem istnieje i nie ma co generalizowac ‚zlodzieje’ i wszytkiego tym stwierdzeniem zalatwic.

                0
              • Dominik pisze:

                Zasadniczo jaka jest różnica między pójściem do biblioteki i wypożyczeniem książki, a wejściem na chomika i jej pobraniem? Żadna. Jak jeszcze nie zarabiałem to nie chciało mi się specjalnie jechać autobusem do miasta i przechodzić pół miejscowości z buta żeby zdobyć tą samą książkę, którą mogłem po prostu pobrać nie wychodząc z domu.

                1
      • Rafał pisze:

        Ale czytając z biblioteki „okradasz” autora tak samo, jakbyś ściągnął z chomika.

        2
        • NL pisze:

          Biblioteki nie ściągają książek z netu. Ich działalność jest uregulowana prawem. A z drugiej strony, Ty też możesz swoje egzemplarze książek pożyczać innym osobom. Ba, w ograniczonym zakresie możesz nawet kopiować (sponsorowane przez nieszczęsną opłatę repro).

          0
          • ellsworth pisze:

            Powinieneś był napisać: ich działalność jest uregulowana prawem, bo ktoś sobie tak, a nie inaczej wymyślił.

            I tu tkwi sedno sprawy. To nie jest morderstwo czy gwałt, który każdy normalny człowiek uzna za czyn zły, niezależnie od tego co prawo by o tym mówiło. W przypadku tych bibliotek i chomików jest to kwestia tylko i wyłącznie czyjegoś widzimisię, legalizujące jedno i delegalizujące drugie. Niczego, absolutnie niczego innego. Z punktu widzenia zarówno twórcy jak i odbiorcy jedno i drugie niczym, absolutnie niczym się nie różni. Czytelnik w obu przypadkach przeczyta. Autor w obu przypadkach nie zarobi.

            Tak więc, odpowiedz jeszcze raz na pytanie: czy różni się biblioteka od chomika?

            2
        • eRajwa pisze:

          Zapytaj jakiegoś autora o zdanie? Bo Ty rozumiem, żadnej książki nie popełniłeś.

          0
          • mól książkowy pisze:

            Ale nikt nie broni autorom wydać swojej książki na własny rachunek jako e-book np na swoim blogu z opłatą „co łaska”. Jak zbierze się odpowiednia kasa to znaczy, że jest potencjał i można pisać dalej. Może problem leży w zbyt wielkim mniemaniu autorów o swoich dziełach? Przytaczana tu biblioteka to z mojej perspektywy dokładnie to samo co ściągniecie pliku z chomika – autor nic z tego nie ma, a ja nie muszę stać w kolejce po książkę, moknąć na przystanku itp.

            1
            • zipper pisze:

              jak masz tak niskie mniemanie o ich dziełach to po kiego ściągasz i tracisz czas na czytanie? Aż tak mało warty jest twój wolny czas?

              0
              • mól książkowy pisze:

                Kolego – właśnie zdarzyło mi się – więcej razy niż chcę pamiętać – skasować książkę z tego powodu, że mi się nie podobała. I szkoda było mojego czasu. I rękę bym sobie odgryzł gdybym zapłacił wyszydzone przez Ciebie 10 zł za e-booka do którego musiałem się zmuszać, aby dobrnąć do 30%.

                2
      • Bogdan pisze:

        Mów za siebie, chyba dla Ciebie to nie jest towar pierwszej potrzeby…

        1
    • Mnie nie stać na drogie auto w związku z tym jutro pójdę do salonu i sobie auto którym bardzo chciałabym jeździć wezmę…
      Książki byłyby tańsze gdyby miały większe nakłady – niestety nakłady dramatycznie maleją a koszt jednostkowy wzrasta:(

      0
      • Walduś pisze:

        To nie jest dobry przykład :) Ty nie idziesz do salonu i nie ODJEŻDŻASZ samochodem, po którym zostaje PUSTE MIEJSCE. Ty KOPIUJESZ samochód i odjeżdżasz, a bryka DALEJ STOI W SALONIE :D

        Jeśli NIE SKOPIUJESZ, to nadal Cię nie będzie stać na samochód w salonie :) A dealerzy w głupocie swojej będą dalej przekonywać, że jakbyś nie skopiowała, to kupiłabyś oryginał :D

        0
        • zipper pisze:

          argument nie do końca trafiony, ale gdyby każdy mógł za darmo skopiować sobie samochód, to nikt by nie produkował nowych i nie opracowywał nowych rozwiązań, bo po co?

          jeżeli każdy będzie kopiował książki, to kto je będzie wydawał?

          0
          • Grzesiek pisze:

            „Wszyscy” mogą kopiować książki, a biznes wydawniczy jakoś się nie zawalił.

            0
            • zipper pisze:

              Mówimy cały czas o Polsce? I może całkiem się nie zawalił, ale liczba porzuconych przez wydawców serii rośnie z roku na rok.

              I utrzymuje się to tylko z osób kupujących, więc branie pod uwagę ściągaczy w tym kontekście nie ma za bardzo sensu.

              0
              • mól sikążkowy pisze:

                Ok, jeśli wydadzą to na co czekam bezskutecznie od dziesięcioleci obiecuję kupić wszystko jak leci w cenie do 10 zł – bo tyle uważam za godziwą cenę za coś co powstanie niejako przy okazji wydania papierowego. A teraz z drugiej strony – rozumiem, że ten chłam drukowany tonami jest świetnie poczytny – szkoda tylko, że w ten sposób obniża się oczekiwania współczesnych czytelników.

                0
              • asymon pisze:

                @mól: Polecam:

                http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/1575165,1,czego-polacy-nie-czytaja-i-dlaczego.read

                Coraz trudniej odróżnić, co jest literaturą, a co produktem książkowym – mówi Alicja Gałandzij. Według niej literatura padła ofiarą kryzysu, gdy wydawcy rezygnowali z bardziej ryzykownych tytułów. W takiej sytuacji zawsze wygrywają pewniaki, czyli autorzy znani, a nie nowe nazwiska.

                1
              • zipper pisze:

                wow, obiecujesz, że kupisz za cenę do 10 zł? No to już się wydawcy ustawiają w kolejce, żeby kupić licencje na te kokosy i mannę z nieba.

                swoim komentarzem sam sobie odpowiedziałeś dlaczego nikt twoich książek nie wyda.

                No i jeżeli chodzi o moje zdanie, to ściąganie czegoś, co jest niedostępne w kraju jest w pewien sposób usprawiedliwione.

                0
              • mól książkowy pisze:

                Ale kolego widzisz problem nie tam gdzie jest: oni i tak nie wydają tych książek, a jak znam życie to nie wydadzą nigdy! I teraz widzę to jako samonapędzające się perpetuum mobile: oni nie wydadzą bo piraci, piraci nie kupią bo nie ma wydań i lepiej/szybciej/taniej/wygodniej ściągnąć z neta.
                A jak nie chcą robić e-książek po 10 zł – ich problem, bo ja nie widzę żadnego sensu kupować e-booka w cenie 5 zł niższej niż wydanie papierowe.

                1
              • asymon pisze:

                @mól: Załóżmy że koszt konwersji do ebooka takiej starej książki to 1500zł, bo tyle to z grubsza kosztuje. No chyba że mamy studenta, który zrobi to za 200zł :-)
                Bierzemy oczywiście książkę z domeny publicznej, inaczej płacimy pewnie jakieś drugie tyle za licencję.

                Piszesz, że kupisz za 10 zł, policzmy więc, ilu takich moli musiałoby kupić?
                1) w tych 10 zł zawiera się podatek vat, 23%, czyli 10/1,23=8,13zł netto
                2) załóżmy że sklep z ebookami weźmie 30% prowizji (strzelam), więc zostanie nam za egzemplarz 8,13 * 0,7 = 5,70zł
                3) żeby wyjść na swoje muszę więc sprzedać 1500/5,7 = 263 ebooki w tej cenie. Dużo to, czy mało dla niszowej książki, której prawie nikt nie poszukuje?

                Jeśli dochodzą koszty licencji dla autora czy spadkobierców, musimy sprzedać ponad 500 kopii, żeby WYJŚĆ NA ZERO, a co z ZUS, PIT, itp? Jak widzisz, ebooki to interes życia :-)

                0
              • gosc pisze:

                @asymon: A dlaczego zakladasz ze sklep z ebookami wezmie 30% ?!! Moze tu tkwi problem. Jesli nie wezma 5% to niech autor sprzeda na swojej stronie.
                I zostawcie w koncu w spokoju tych studentow! :)

                0
              • mól książkowy pisze:

                @asymon – chcesz powiedzieć, że nie sprzeda się 263 egzemplarze książki??? Informuję Cię zatem, że chętnie kupię nawet po 15 zł cały cykl Akt Dresdena w języku Polskim. Ukazało się 15 tomów z czego w naszym zapyziałym kraiku jedynie 5. Uprzedzam – mam wiele w oryginale jednak jest to jedna z niewielu książek którą wolę czytać po polsku.
                Twoje wyliczenia ukazują jedynie pazerność sklepów i słabość ogólnego systemu. Nie bierzesz również po uwagę, że przygotowując tłumaczenie kolejnego tomu Akt ebook jest produktem ubocznym. Nie wmówisz mi, że aby pokryć koszty jego wydania i sprzedaży może być jedynie 5 zł tańszy niż jego papierowe wydanie.

                0
              • asymon pisze:

                @mól: Wyliczenia podałem dla książek z domeny publicznej, gdzie jedyne koszty to:
                – skanowanie+ocr
                – korekta
                – formatowanie ebooka

                Robi tak, zdaje się, wydawnictwo Inpigo z mniej znaną klasyką polską i faktycznie sprzedają książki tylko elektroniczne, w cenie 5zł :-) I powtórzę, 260 kopii elektronicznych pozwala wtedy na wyjście na zero (fakt, nie wiem czy prowizja to 5, 30 czy 50%). Możesz do nich napisać z pytaniem o sprzedaż i czy już sobie kupili po czerwonym lambo.

                Koszty wydania jednego tomu „Akt Dresdena” są znacznie większe, Musisz doliczyć koszty licencji, tłumaczenia, druku… Z poprzedniego wyliczenia odpada ci tylko skanowanie+ocr, bo korektę+formatowanie dla ebooka i tak musisz zrobić osobno. Pozdrawiam (chłodno) osobę odpowiedzialną za ebooki Kronik Narnii CS Lewisa.

                PS. „Akt Dresdena” nie czytałem, ale mam w amazonowej liście życzeń… czekam na promocję :-) Czy to jest trochę podobne do opowiadań o Solomonie Kane?

                0
              • mól książkowy pisze:

                @asymon zaraz zaraz – koszt Dresdena (Solomona Kane nie czytałem, sprawdzę co to) moze i byc wyższy ale: dostaje się wersję elektroniczną którą się tłumaczy, robi okładkę, skład (i tu w zasadzie kończy się praca nad ebookiem), drukuje, dystrybuuje i sprzedaje. I weź mi wytłumacz dlaczego ebook kosztuje tylko 5 zł taniej niż papier!?!? Przejrzałem właśnie promocje księgarni z ebookami – doszedłem do wniosku, że cenę dyktuje tylko marketing, jest to tylko „podatek od nowości”. Uważam, że NIC nie stoi na przeszkodzie aby ebooki były w znacznie niższych cenach.

                1
              • Dominik pisze:

                @asymon, kolega raczy żartować? By wydrukować jakąś książkę potrzebny jest plik tekstowy z tą książką. Przerobienie jej na mobi to 10 sekund w konwerterze. Prawie jak darmo. Korekta gotowego pliku (poprawienie akapitów i dzielenia linii, ewentualne braki w spacjach) to niecałe 8 godzin roboty dla jednej szybko czytającej osoby. Nie mam pojęcia skąd wzięło ci się 1500 złotych, ale pozdro :)

                0
          • ellsworth pisze:

            Gdyby Jezus, żył w dzisiejszych zwariowanych czasach to poszedłby siedzieć za piractwo.

            I to bynajmniej nie za rozboje na Morzu Martwym, tylko właśnie za ‚nielegalne kopiowanie’. Czym było jego rozmnożenie chleba i ryb w czasie Kazania na Górze jak nie podręcznikowym przykładem tego co dziś zwą piractwem? Naruszył ‚prawa autorskie’ piekarzy do chleba wg. ich receptury, a i rybacy ponieśli niepowetowane straty (znacznie bardziej realne od wyimaginowanych strat wydawców książek), ponieważ nasyceni ludzie (jeszcze 12 koszy resztek zostało!) oczywiście nie kupili ich ryb i chleba.

            Doprawdy zwariowane czasy nastały i traktowanie z wielkim namaszczeniem jakichś zwariowanych konstrukcji prawniczych jest kuriozalne. Już się pojawili ludzie, którzy patentują części ludzkiego ciała, rośliny itp. a to dopiero początek!

            0
            • zipper pisze:

              a gdyby Gimli żył w naszych czasach to by wam wszystkim wpierniczył.

              Co jest dziwnego w płaceniu za ebooka? Czym to się różni od zapłacenia przewodnikowi miejskiemu za opowiedzenie historii miasta? Też nic materialnego ci z tego nie zostanie.

              0
              • ellsworth pisze:

                Gimli, w przeciwieństwie do Jezusa, nie jest stawiany za wzór cnót oraz wzór moralny (niezależnie od tego, czy się wierzy czy nie). Tak na marginesie.

                A co do wycieczek z przewodnikiem miejskim, to jest ciekawy temat. Np. w Krakowie funkcjonuje coś takiego jak darmowe wycieczki z przewodnikiem (Cracow Free Tour). Ludzie spotykają się w określonym miejscu o określonej porze i idą z przewodnikiem zwiedzać miast nic za to nie płacąc.
                I teraz trzymaj się, bo będzie najlepsze. Ci przewodnicy, którzy za to biorą pieniądze odsądzają darmowych od czci i wiary zarzucając im wszystko co się da, a chodzi oczywiście o to, że darmowy nie bierze za swoje usługi pieniędzy (niczym chomikuj), podczas gdy oni chcą kasy.

                0
        • NL pisze:

          To również nie jest dobry przykład, bo salony zarabiają na sprzedaży konkretnych samochodów na wyłączność. Książki pisane w pojedynczych egzemplarzach byłyby nieco droższe.

          0
        • Zglanowany pisze:

          Czyli zamiast skanera i OCR wpadasz z drukarką 3D i tokarką :)

          0
  2. Dinth pisze:

    A mi sie wydaje ze ebooki sa ciagle zbyt drogie, wzglednie my za malo zarabiamy. Juz nie duzo, moze o ten podatek VAT, ale ciagle zbyt drogie.
    Sam swego czasu przeczytalem na oko z ponad setke ebookow od SkanDal, ale wtedy realia byly inne przeciez. Potem SkanDala juz nie bylo, ale pojawil sie chomik i wtedy zaczalem korzystac z niego. Ogolnie duzo piracilem :)
    W momencie jednak gdy zaczelo mnie byc stac na kupno ebooka (co niestety wiazalo sie z wyjazdem za granice) ani razu nie zastanawialem sie nad kupnem jakiekolwiek ebooka ktory mnie zainteresowal, obojetnie czy w polskich ksiegarniach, czy na Amazonie. Mysle ze wydawcy juz sobie znacznie odbili moje wczesniejsze piracenie, bo samych ksiazek ktore kupilem, a ktorych pewnie nigdy nie przeczytam z powodu braku czasu uzbieralo mi sie na Kindlu ponad setka.

    1
    • zipper pisze:

      jeżeli 15 zł za ebooka to za dużo, to może pomyśl o tańszym hobby?

      0
      • Dinth pisze:

        Spoko, mnie to rybka, ja rocznie kupuje wiecej ebookow niz bede w stanie przeczytac w swoim zyciu. Docelowo moje prawnuki ciagle beda mialy co czytac :) Stac mnie, wiec sobie nie zaluje.
        Ja jednak mieszkam w kraju, w ktorym zarabiam 100,000 zl rocznie, a ebooki nawet nowosci i bestsellery mozna kupic za 5-10zl.
        Inaczej sytuacja wyglada w kraju gdzie ludzie zarabiaja 2 czy 5 zl za godzine pracy, a ebook kosztuje 15-30 zl. Jednak jest to jedna czy dwie dniowki.

        1
      • mincel82 pisze:

        Żal mi ludzi którzy mówią : „jeżeli 15 zł za ebooka to za dużo, to może pomyśl o tańszym hobby”…
        To może wy dla odmiany pomyślicie ze może akurat te ebooki po 15zł to nie w moim/kogoś innego guście literatura, a to co tego kogoś/mnie interesuje to niestety kosztuje 30 -40 – 50zł

        Może weźcie to pod uwagę zanim znowu wypalicie z takim kiepskim i oklepanym tekstem.

        0
        • zipper pisze:

          to zmień hobby?

          ja kiedyś chciałem strzelać się na ASG, ale kupno karabinu (używanego!) to co najmniej 400 zł. I co, wybrałem inne hobby.

          Nie stać mnie na wspinaczkę górską, to robię co innego. Dlaczego z czytaniem ma być inaczej?

          0
          • mincel82 pisze:

            Ale nie wiem czy wiesz, do asg da się kupić pistolet za 200 i nie trzeba od razu walić kasy na karabin za 400…
            Wspinaczka… spoko, mam sprzęt skompletowany… drogo było ale mam… tylko że mi teraz się nogi odzywają i będę chyba musiał odpuścić choć to bardzo fajny sport i daje niesamowitą satysfakcję…

            Zrozum, nie trzeba rezygnować z czegoś bo jest drogie… nie masz kasy na książkę która kosztuje 45zł? to nie kupuj taj za dychę jak Ci nie pasuje tylko weź poczekaj, dołóż jeszcze dychę, a za jakiś czas kolejną i kasa na ten droższy tytuł się znajdzie. Nie trzeba z niego rezygnować lub kupować tego co tanie bo jest tanie. Deczko chęci i się da!

            0
            • zipper pisze:

              no ale przecież o tym samym mówimy :-)

              Ja odpowiadam na argumenty „nie stać mnie to kradnę”. Ja robię tak jak ty – nie stać mnie, to zbieram pieniądze, czekam na promocję, organizuję co innego.

              0
              • mincel82 pisze:

                Już się bałem ze będziesz mnie przekonywał że lepiej olać to o czym się marzy/ma ochotę i znaleźć inne zainteresowania…
                :)
                Po prostu twardym i upartym trzeba być.

                0
          • Grzesiek pisze:

            Bo książka kosztuje 30zł, a nie 300zł. I jeśli kogoś nie stać nawet na to zostaje mu już tylko lepienie babek z piasku albo kradzież.

            0
            • mincel82 pisze:

              Już ktoś to w komentarzach napisał… ale jak czytam to co Grzesiek wyżej maźnął to aż mnie targa i to powtórzę:

              Jakim cudem raz na miesiąc nie znajdziesz 10 żeby sobie na książkę odłożyć na jakiś ciekawy tytuł, jak na kupno czytnika to już było Cię stać?

              Ludzie… AAAAAAAA!

              0
              • Grzesiek pisze:

                Coś się tak na ten czytnik uparł? Większość ludzi, których znam (biednych i bogatych) e-booki czyta na komputerze.

                0
              • mincel82 pisze:

                To życzę powodzenia z oczami na starość Grzesiek…
                Mi automatycznie słowo e-book kojarzy się z czytnikiem z e-papierem…
                Chcesz czytać na kompie? Powodzenia u okulisty.

                0
              • mól książkowy pisze:

                @mincel82 czyli jeśli stać mnie na czytnik ebooków automatycznie mam przepłacać za książki i umacniać chory system??? Odwołam się do prostej ekonomii podaży i popytu: większy popyt i skłonność do zakupu będzie wtedy kiedy książka będzie po max 15 zł czy po 35 zł (5 zł mniej niż wydanie papierowe)?

                0
              • Pedro pisze:

                ” jak na kupno czytnika to już było Cię stać?”

                Przestań histeryzować. Na alledrogo można kupić Nooki z uszkodzonym podświetleniem i sprawną matrycą za 60 PLN.

                0
            • zipper pisze:

              ale mało jest osób, których NAPRAWDĘ nie stać, większość jest takich, które twierdzą, że ich nie stać.

              poza tym są biblioteki, markety, przybytki typu „tania książka” itd.

              0
              • mincel82 pisze:

                No to skoro są takie przybytki jak tania książka czy biblioteki (nawet takie w których już można czytnik z eksiążką pożyczyć) to w czym kłopot?

                Jak zależy to się zawsze rozwiązanie znajdzie… jak kupowałem czytnik to ponad pół roku bujałem się ze zorganizowaniem kasy którą będę mógł na to wydać bez zająknięcia. Jak komp chciałem zmienić to wziąłem dodatkową robotę w co drugi weekend w pracy, ale kupiłem nowy a nie na bazarze z niewiadomego pochodzenia.
                Rower? taka sama odpowiedź jak komputer, dodatkowe godziny.

                Jak się chce to się da, trochę czasu na to schodzi ale można i nikt mi nie powie że tak nie jest.
                Bądźmy poważni.

                0
              • Grzesiek pisze:

                Coś tak trywialnego jak godziny pracy mogą powstrzymać ludzi od korzystanie z biblioteki. Wystarczy, że pracujesz od 9 do 17 i u mnie w mieście nic nie wypożyczysz.

                0
              • zipper pisze:

                że niby w weekendy zamknięte? proszę cię.

                poza tym, „pracuję od 9 do 17 więc ściągam z chomika” to chyba najbiedniejsze tłumaczenie ever.

                0
              • rudy102 pisze:

                I autor oraz wydawnictwo też gówno mają z tych tanich książek i bibliotek, ale nie przeszkadza to wam w waszej legalnej hipokryzji.
                Nie widzę wielkiej różnicy między ściągnięciem z chomika a kupnem w bibliotece.

                0
              • oLiardi pisze:

                Zipper weź się ogarnij i przestań pisać bzdury. Co post to głupota. Bo ja mam, bo ja nie potrzebuje, bo ja bo ja. Rusz mózgiem i popatrz jak ludzie żyją, a ty nie potrafisz spojrzeć dalej niż koniec swojego nosa. Nie każdy mieszka w mieście gdzie takie przybytki są. Ja np do najbliższej biblioteki mam 35 km, tyle samo do księgarni i marketu, w którym taniej książki ani żadnej (poza kucharską) nie widziałem. „Tania książka”, z tego co wiem, jest 100 km ode mnie.

                0
              • zipper pisze:

                „Ja mam daleko to ściągam”. Co rusz to nowy „argument”, który jest w istocie tylko i wyłącznie wymówką.

                A biblioteka jest w każdej gminie, taki jest obowiązek ustawowy.

                0
              • oLiardi pisze:

                Ale ty jesteś walnięty na umyśle… Widzisz tylko to co ci pasuje, a reszte olewasz. Piszę, że mam 35km do biblioteki w jedną stronę (zadanie dla ciebie-oblicz ile to jest w obie strony, podołasz?;), nie jestem jedyną osobą w tym kraju która nie ma biblioteki na sąsiedniej ulicy. Ludzi nie stać na kupno książki za 30-40 plnów ale maja mieć pieniądze na dojazd do niej? Bilet w jedną stronę 11 pln (znowu zadanie dla geniusza) A skoro już bierzesz się do ustaw to jest szereg ustaw, które nie działają lub działają bardzo wadliwie, ale oczywiście zipperek który ma w (_!_) wszystkich poza sobą nic takiego nie widzi.

                0
              • zipper pisze:

                Tak, po twoich komentarzach widać, że mieszkasz daleko od cywilizacji.

                Poczta pewnie też nie dociera.

                0
              • oLiardi pisze:

                Czas na edycję się skończył więc będzie post pod postem. Nie ściągam z chomiczka, jedyną „książką” ściągniętą z tego typu serwisów była instrukcja do samochodu, który kupiłem w Danii, ale argument do ściągania juz mam: na złość zipperowi i jego dziecinnemu zachowaniu. Dorośnij człowieku, na tej planecie żyje kilka miliardów ludzi, twoje zdanie jest tylko i wyłącznie twoim zdaniem, a sposób w jaki je pokazujesz nie znajdziesz dużo ludzi przyklaskujących ci. Stać mnie na książki to je kupuję, ale potrafię zrozumieć ludzi, którzy jeśli mają wybór zapewnić dzieciom lepsze wykształcenie albo wakacyjny wyjazd a kupić kilka ebooków po chorych cenach (45 zł za ebook Ursuli k LeGuin kiedy za 20 mogę mieć papierową wersję jest chore) wybierają dzieci i chomiczka. Ty z twoim zero jedynkowym spojrzeniem na świat jesteś po prostu żałosny i obyś nigdy nie miał takiego wyboru, wtedy dopiero byś teorie na piracenie tworzył…

                0
              • asymon pisze:

                oLiardi: „Ziemiomorze” to przecież sześć książek. W dniu premiery ebook kosztował w publio.pl 35 zł, wychodzi mi 5,80 zł za książkę, srsly…

                A co do kształcenia dzieci, to „Czarnoksiężnik” wszedł do kolekcji Cała Polska czyta dzieciom.

                0
              • oLiardi pisze:

                asymon: Ja Cię proszę nie pisz bzdur jak zipper http://www.publio.pl/ziemiomorze-ursula-k-le-guin,p95230.html w chwili obecnej cena „promocyjna” 50,32 pln (więc jakie 35?), drożej niż za ciężką papierową cegłę w księgarni, na allegro w chwili obecnej cena z dostawą to niecałe 46 zł. Nie obchodzi mnie ile to jest książek, mnie obchodzi CENA ebooka, która jest chora.

                0
              • NL pisze:

                Potwierdzam, sam kupiłem za 35 pln. Zresztą nawet przy obecnej cenie to wychodzi porównywalnie z promocyjnym 10 pln za książkę. Jeśli to nadal jest za dużo, to trzeba chyba faktycznie zainwestować w buty i czas na wybranie się do biblioteki.

                Nie wspominając już o tym, że w przypadku cegły forma ebooka to dodatkowy atut – na Amazonie w tej chwili już większość wersji elektronicznych kosztuje więcej, niż „fizycznych”, bo wygodniej je targać.

                0
              • oLiardi pisze:

                O proszę, kolejny… Po co tylu ludzi wchodzi na stronę poświęconą książkom jeśli czytać ze zrozumieniem nie potrafi?
                Gratuluję kupna za 35 a teraz udostępnij mi maszynę czasu żebym mógł kupić w tej cenie, bo jak pokazałem, TERAZ jest za 50, a chyba każdy kojarzy co było a nie jest itd

                Nie ochodzi mnie, że cegła, rączki mi do zadka nie przyrosły, utrzymać cegłę w nich mogę. Obchodzi mnie to, że ta cegła drukowana której nakład jest ograniczony, więc kiedyś się skończy i może zostać unikatem, jest tańszy niż coś co istnieje dotąd póki prąd jest. Jest tańsze niż coś co można choćby głupim kopiuj/wklej rozmnożyć z 1 sztuki do 8 miliardów, a koszt tej operacji będzie niższy niż druk cegiełek. Dalej nie rozumiecie prostego przekazu? Że ebook jest za drogi w stosunku do książki drukowanej? No to gratuluję! Dołączyliście do grona osób, które zasady czytania ze zrozumieniem oraz logicznego myślenia nie posiadły.

                0
              • NL pisze:

                Po pierwsze nie obrażaj ludzi, bo przypomina mi się dowcip o ministerstwie, k.., kultury.
                Po drugie, promocja była -> można podejrzewać, że jeszcze będzie.
                Po trzecie, jeżeli na taniej książce trafisz egzemplarz za 5 pln, to też będziesz sobie życzył, żeby ebook kosztował mniej?

                0
              • asymon pisze:

                oLiardi:

                Po pierwsze, obrażanie przypadkowych ludzi w internecie jest niefajne. Jeśli ci tego nie wytłumaczyła mama albo pan od informatyki, to ja proszę, weź się ogarnij. Np. czytaj na głos swoje komentarze, zanim klikniesz „Opublikuj”.

                Po drugie, w jednej z porównywarek cen ebooków jest historia cen i alert na maila.

                0
              • eRajwa pisze:

                @asymon

                Nie tak dawno wysyłałeś mnie do gimnazjum, więc w sprawie obrażania ludzi przyganiał kocioł garnkowi.

                0
              • oLiardi pisze:

                Ach czymże was obraziłem? Stwierdzeniem, że czytać ze zrozumieniem nie potraficie? Prawda w oczy kole? Mam być milusi dla dzidziusiów? No przeeepraaaaszaaaam, ale nie widzę powodu żeby nie pisać tego osobom, które widząc A czytają B, bo A im do ich widzimisię nie pasuje.

                „Po trzecie, jeżeli na taniej książce trafisz egzemplarz za 5 pln, to też będziesz sobie życzył, żeby ebook kosztował mniej?” I po tym fragmencie ręce mi opadły, potem palec wskazujący się podniósł i w czoło puknął. Napiszę żebyś zrozumiał (w co wątpię, ale niech tam, dzień dobroci) nie, nie chcę żeby kosztował mniej niż 5 zł, CHCĘ PŁACIĆ ZA EBOOKA MNIEJ NIŻ WYNOSI CENA OKŁADKOWA KSIĄŻKI PAPIEROWEJ -duże litery żebyś przeczytał i, może, zrozumiał. Tak trudno zrozumieć?
                „Po drugie, promocja była -> można podejrzewać, że jeszcze będzie.” Podejrzewać możesz wszystko i wszystkich, łacznie ze swoją żoną, o wszystko, twoja sprawa. A moją jest podejrzenie, że do chwili kiedy będzie ta mega uber obniżka do 35 zł ja zapłacę mniej za papier z wysyłką. I dostanę do ręki te, na oko, pól kilo papieru, który darmowy dla nikogo nie jest, atrament, pracę x drukarzy, x maszyn, magazynierów itd taniej niż ty zapłaciłeś za 2 megowy pak pikselów, które uzyskałeś na drodze kopiowania, i doklejenia znaku wodnego, bazowego 2 megowego pliku. I tak, o to się pluję, że cena tego zestawu pikseli jest wyższa od pracy iluś tam ludzi, maszyn itd itd. To już raz czy dwa pisałem, ale oczywiście nie zrozumiałeś, czyż nie? No po co to komentować, lepiej się puszyć o ministerstwie k kultury. Ja kulturę i szacunek mogę okazywać właścicielowi tego serwisu oraz kilkunastu ludzi, którzy potrafią przeczytać czyjś post ZE ZROZUMIENIEM i, mimo że nie zgadzają się z treścią, zrozumieć czyjś punkt widzenia. Ty nie potrafisz

                0
              • NL pisze:

                No to cena na allegro, czy okładkowa? 20 w końcu, czy 46? Jeśli stosować kryterium ceny na allegro, to dlaczego nie ceny na taniej książce?
                Skoro zmieniasz w locie swoje wymagania (20-46-cena okładkowa), to nie dziw się, że ktoś nie wie, jakie one akurat w danym momencie są – możemy odpowiadać jedynie na to, co umieszczasz tu na piśmie.

                Co do promocji, to postaraj się zrozumieć jedną rzecz, którą chciałem Ci przekazać, być może niezbyt jasno: jeżeli dla kogoś cena ‚regularna’ jest zbyt wysoka, to może poczekać na promocję. Od braku książki z głodu nie umrze. Oczywiście jest to pewna niedogodność, więc łatwiej jest skorzystać z rozwiązania prostszego, choć mniej etycznego. Zgadzamy się?

                O kosztach wydania elektronicznego i ryzykach z nim związanych jest napisane gdzieś obok w osobnym wątku.

                0
              • oLiardi pisze:

                Ja nie mam nic przeciwko czekaniu na obniżkę ceny do poziomu akceptowalnego dla kupującego. Ja jestem przeciwny cenie ebooka równego papierowemu wydaniu.

                A co do książki LeGuin nie zmieniłem zdania, zanim doczekamy się promocji cenowej (sensownej) na nią to papier będzie tańszy.

                0
      • waku pisze:

        Mało grzeczna wypowiedź.Pogardliwa.Mnie stać bez problemu,kupuję też nadal wersje papierowe,kupuję audiobooki,korzystam tez z biblioteki,ale też jestem zdania,że e-booki w porównaniu z papierowymi wersjami są za drogie.nie mówimy tu o okazjach,bo to zupełnie inna sprawa.Biję się w piersi-jak gdzieś przeczytam o jakiejś książce,recenzja mnie zanęci a nie mogę jej znaleźć w wersji legalnej-szukam inaczej:(.

        0
      • bożena pisze:

        czytanie to nie hobby – to potrzeba… i dla ludzi zarabiających minimum to te 15 zł jest całkiem sporym wydatkiem…nie to że jakoś popieram ściągnie ebooków, tylko nie podobają mi się tego typu komentarze…

        0
      • mól sikążkowy pisze:

        Kolego ale ile książek jest w takiej cenie? Bo ja kupiłem 2 książki w cenie do 15 zł które uznałem za warte przeczytania – reszta tytułów w tej cenie to albo starocie które powinny być przeczytane w ogólniaku (biblioteka) albo zwykła utylizacja drzew bo lektura dość niskich lotów.

        0
    • asymon pisze:

      To kwestia podejścia, ktoś z rodziny, opowiadał o swoim znajomym regularnie kupującym płyty CD na Stadionie X-lecia od tzw. „ruskich”. Ten znajomy biedny raczej nie był, tylko uważał że płyty CD w empiku są za drogie, a te na stadionie bardziej odpowiadają temu, co uważa za „dobrą cenę”.

      To że artysta nic nie ma z tego, że kupi na stadionie, kwitował stwierdzeniem „zobacz jakimi oni jeżdżą samochodami w teledyskach”.

      0
  3. jdm pisze:

    Cena ebooka ponad 10 pln jest dla mnie niezrozumiała, druga sprawa kupując w papierze powinien mieć prawo do ebooka, zamiast tego nabywam ebooka za 3pln taniej niz papier, zazwyczaj ponad 30 pln….papier mozna sprzedac a co ja zrobie z plikiem?

    0
    • mincel82 pisze:

      Z plikiem możesz postąpić jak z samochodem, spisać umowę w której stwierdzasz że zrzekasz się na rzecz innej osoby prawa własności do niego… musisz tyko usunąć go z dysku/czytnika i zdaje się poinformować księgarnie od której go kupiłeś… Robert już kiedyś pisał o tym artykuł jeżeli mnie pamięć nie myli… było coś o tym, odszukaj jak Cię to interesuje.

      0
    • Z. pisze:

      Dokładnie. Dopóki nabywając e-booka nie będę nabywał takich sam praw jak przy papierowej książce, dopóty cena 10 pln będzię dla mnie granicą ceny e-booka.

      1
    • mincel82 pisze:

      … o cenie zapomniałem…
      Ebook od papieru różni głównie to ze papier jest zadrukowany… w obu przypadkach wyjściowy jest plik. Ten plik trzeba opracować: przeczytać, poprawić literówki, poukładać grafiki jak są itp… potem albo przerobić na mobi/epub lub po prostu na druk puścić… więc żeby przygotować ebook potrzeba tak samo dużo pracy jak zwykła książkę. Różnica to efekt końcowy (plik/papier).
      To powinno wyjaśnić czemu ebook nie jest aż tak tani jak byś chciał… Można tylko się zastanawiać czemu nadal na ebooki mamy vat 23% a na papier 5%… różni je tylko format końcowy. nakład pracy jest taki sam i treść ta sama.

      0
      • jdm pisze:

        efekt końcowy to nie tylko różnica plik/papier ale w przypadku papieru jeszcze wydruk każdej kopii, transport do sklepu, magazynowanie, opłacanie strażnika który pilnuje towaru :), czyli same koszty, w przypadku pliku, koszty kończą się na edycji i złożeniu tekstu, w przypadku papieru tutaj się dopiero rozpoczynają… więc wybacz ale różnica między papierem a elektroniką rzędu 3 pln nadal pozostaje dla mnie zagadką….

        0
        • asymon pisze:

          Druk to grosze, a sprzedając ebooki trzeba zapłacić (ponoć sporą) prowizję sklepowi, czy to publio, czy woblink, czy virtualo.

          Można oczywiście samemu zrobić sklep z ebookami, zaprojektować stronę w Ms Frontpage, opłacić hosting, zgłosić do GIODO… Oczywiście reklamę mamy gratis bo sklep będzie taki dobry, że wszyscy się pocztą pantoflową dowiedzą. Ale na szczęście da się zatrudnić studenta, który zrobi to za przysłowiowe 200zł.

          0
          • zipper pisze:

            jakie są przysłowia o 200 zł? ;-)

            0
          • oLiardi pisze:

            „Druk to grosze, a sprzedając ebooki trzeba zapłacić (ponoć sporą) prowizję sklepowi, czy to publio, czy woblink, czy virtualo.”

            Tak, GENIALNE rozumowanie. Empik nie pobiera prowizji od sprzedaży, ani matras, ani hurtownie, ani mała księgarnia…. Wszyscy te papierowe książki trzymają, noszą oczywiśćie za darmo z całkowicie dobrego serca. Jest gdzieś info ile pieniędzy na książce sprzedawanej za 30 pln dostaje wydawca i autor, a ile zżerają pośrednicy i to są kwoty kilku złotych dla wydawcy i 1-2 dla autora, resztę zabierają ci co najmniej się napracowali. Więc jeśli wydawcy opłaca się drukować (nie, kuźwa, druk to nie są grosze) dla powiedzmy 6-8 złotych to dlaczego nie opłaca się mu sprzedawać ebooka za 15? Po odliczeniu marży sklepu woblink i reszty miałby podobną kwotę i, jak podejrzewam, nie miałby kilkumiesięcznej zwłoki przy czekaniu na przelew ( czyt. empik nie trzymałby cudzej kasy)

            0
            • asymon pisze:

              Odpisywałem jdm, który napisał: w przypadku pliku, koszty kończą się na edycji i złożeniu tekstu – pozwolę się z tym nie zgodzić.

              Co do kosztów składowych papieru, to np. na wyborczej jest infografka, prawdziwa czy nie, nie wiem, innych danych nie mam.

              Ty z kolei piszesz: resztę zabierają ci co najmniej się napracowali, choć tzw. życie pokazuje, że autorzy którzy wydają sami, z pominięciem tych „nierobów”, naszego rynku nie zawojowali. Podawanie przykładów ze Stanów (Hocking, Konrath czy Howey) jest trochę bez sensu, chyba nie ta skala. Ja niestety na naszych selfpublisherach się sparzyłem i na razie nie tykam, chyba że ktoś coś może polecić.

              0
              • oLiardi pisze:

                Trochę namieszałem w poście, ale juz się biorę do prostowania i od razu odpowiem na Twój post.
                „Ty z kolei piszesz: resztę zabierają ci co najmniej się napracowali, choć tzw. życie pokazuje, że autorzy którzy wydają sami, z pominięciem tych „nierobów”, naszego rynku nie zawojowali” Za tych, którzy najwięcej zarabiają na książce i najmniej przy niej pracują uważam hurtowników, empiki, sporą część księgarzy (nie wszystkich, znam kilku, którzy reklamują książki, urządzają spotkania itp). Najczęściej wydawca ew. marketingowcy wynajęci przez nich robią szum o jakimś tytule. Przy self publishingu nie ma nikogo kto zdjąłby to z głowy autora więc najczęściej ich tytuł nie dociera do ludzi bo o niej po prostu nie wiedzą. Czemu tak jest można wytłumaczyć prosto: brak możliwości, wiedzy, chęci czy po prostu czasu i siły na promowanie.
                Jest kilka wydawnictw specjalizujących się w wydawaniu ebooków selfie w  Polsce, nie kojarzę żeby któreś organizowało jakąś promocję więc jak mają się autorzy przebić? Sam często kupuję książki od rw2010, ale wiem o nich tylko dlatego, że wydają u nich autorzy, których już czytałem i polubiłem. Self publishing w Polsce to jest, no cóż, hobby o którym dowiedzą się tylko znajomi królika, niestety, bo jest kilka perełek o niebo lepszych od tego co leżakuje w empiku. Nie ma info o selfie w sieci, nawet na stronach typu lubimyczytać nie ma o nich słowa (sam kilka tytułów dodałem do tamtejszej bazy), nie ma wzmianki w prasie (tu piję do Nowej Fantastyki, która olewa całość rynku ebookowego nie mówiąc już o selfie). Krótko mówiąc nie przebijają się bo nikt o nich nie wie. Rynku USA nie biorę pod uwagę, ale i tam przebiło się tylko kilku autorów, o tysiącach innych tylko rodzina pamięta/wie.

                0
        • Aimee pisze:

          Gdzieś spotkałam się z tym, że cena e-książki nie jest wysoka tylko i wyłącznie ze względu na vat, ale także ze względu na… stawkę wynegocjowaną przez autora. Autorzy często za e-książki życzą sobie więcej niż za wersję papierową.

          0
        • Paulina K pisze:

          Taaa. Tylko w Polsce te ebooki są takie drogie, jakoś za granicą można nabyć dosłownie za grosze, a zdarzają się dni na Amazonie, że dobre tytuły kupuję się po 0,99$ a czasem nawet i 0! Serio – skoro da się za granicą, to dałoby się i u nas.
          Ja mogę wydać te 15zł, ale dam zarobić zagranicznym, bo za te 15zł mam 5 ebooków w promocji, a nie 1 w Polsce… Przynajmniej język podszkole i na tym lepiej wychodzi zagraniczny sprzedawca – i ja.
          A potem wszyscy w Polsce się dziwią, że jest piractwo.

          Gdyby ebooki w promocji chodziły po 5zł kilka razy w miesiącu to nawet nie zaglądałabym na chomika.
          Polować KILKA miesięcy na jakąś książkę, żeby kupić taniej niż 30zł to przesada.

          0
          • mól sikążkowy pisze:

            Dodaj, że dość często potem jest rozczarowanie poziomem lektury – vide ostatni Wiedźmin (moim zdaniem).

            0
          • zipper pisze:

            Tak wszyscy podają przykład amazonu, ale ja tam wchodzę codziennie prawie i nigdy nic ciekawego w promocji nie widzę. Te mityczne tytuły po 1 dolara to w dużej większości jakieś płocie.

            Czasem się zdarzy coś ciekawszego, a tak to 7 dolców trzeba na stół wyłożyć.

            0
            • Maciek pisze:

              2nd that ;-)
              Sensowne ksiazki na Amazonie kupiłem na 5-8€. Tak mi jakos srednio wychodzi.
              Za 1€ mozna od biedy cos kupic jak ktos ma duzo czasu i koniecznie chce cos przeczytac.
              W polskich e-ksiegarniach kupuje ebooki za 10-40zl. I rzeczywiscie mam ich za duzo, znacznie wiecej niz jestem w stanie przeczytac.

              IMHO rynek ebookow w PL sie rozwija i bedzie jeszcze lepiej. Niech tylko ceny czytnikow jeszcze spadna. Np taki Kindle Classic na amazon.de 49€ :-)
              200zl w PL jak na czytnik to jest bardzo malo tym bardziej ze to jednorazowy zakup na lata.

              0
              • Maciek pisze:

                Miało byc:

                Sensowne ksiazki na Amazonie kupiłem za 5-8€ kazda.

                0
              • bongozz pisze:

                Mylisz sie. Ile juz ebookow znanych autorow zakupilem za co laska, to nie spamietam na szybko. Inna jest sprawa, ze wyciaganie Amazonu jest srednio udanym argumentem w dyskusji o cenach ebookow. Firma Bezosa jest gigantem, ktory moze sobie pozwolic na takie akcje promocyjne.

                0
              • Paulina K pisze:

                No, 5euro to więcej niż 5$ to fakt. Amazon ma to do siebie, że jak robi promocje, nawet te po 0,99$, czasem 5$, to trwają chwilunię, czasem mam wrażenie że kilka godzin, bo ja rano kupiłam a po południu już normalna cena itd itp.
                I trzeba by każdego dnia cały czas wertować, żeby trafić.

                zipper – dla Ciebie płocie, ktoś inny może to lubić. Jeden lubi fantasy, drugi s-f, dla każdego co innego będzie płociem, ale obrażać od razu kogoś nie ma sensu przecież.

                Gdyby większość ebooków była po te 10pln, to bym nie narzekała, ale póki mam inne możliwości – to będę narzekać na polski rynek. Do czasu aż się zmieni ;-)

                Swoją drogą – ja kupuję mnóstwo książek, w księgarniach, antykwariatach, wymieniam się, ebooki też mi się zdarza. Więcej mam wszystkich książek niż czytam. A i tak zaglądam czasem na chomika – chociaż już rzadziej…

                0
      • bożena pisze:

        treść, owszem, ta sama, nakład pracy może także, ale…ile ton papieru i tuszu oraz pracy drukarni dochodzi w wydaniach papierowych? przecież tych kosztów nie ma w wydaniu ebooków… więc już z tego powodu powinny być sporo tańsze…

        0
  4. Tiger pisze:

    A ja ściągam sporo ale i kupuje tez mnóstwo książek… Zdecydowana większość jednak tego co ściągam to książki, które nie mają dla mnie większej wartości. W tym sensie, że gdyby nie było ich w necie to i tak bym ich nie kupił… Więc zbytnio wydawcy i autorzy na mnie jednak nie tracą.

    0
  5. Janus pisze:

    Nie mam na czytniku żadnych pirackich plików; nigdy nawet nie sprawdzałam, czy coś jest dostępne na chomikuj. Jeśli chcę przeczytać jakiegoś e-booka, a jego cena mi nie odpowiada, czekam na promocję, w międzyczasie czytając coś innego.

    0
  6. zipper pisze:

    Nie będę udawać – kiedy kupiłem czytnik, trochę cwaniakowałem. Ale teraz? Mam kupione ponad 60 książek, z których do tej pory przeczytałem… 13. Więc mogę spokojnie czytać dalej i polować na promocje po 10-15 zł bez ściągania czegokolwiek z chomika.

    a ci, którzy płacą za transfer na chomiku to frajerzy.

    0
    • ordinaryman pisze:

      A dlaczego ci co płacą za transfer na chomiku to frajerzy?

      0
      • zipper pisze:

        bo płacenie za pirackie treści w dobie internetu to frajerstwo?

        0
        • Pedro pisze:

          Nie, to cwaniactwo. Frajerstwem jest sądzić że oni chociaż w minimalnym stopniu czują się frajerami.

          0
          • zipper pisze:

            Nie trzeba czuć się frajerem, żeby nim być.

            Jeżeli płacisz za legalnego ebooka to twój stan posiadania zwiększa się – mimo, że jest to przedmiot niematerialny, to posiadasz go na własność.

            Kupując transfer na chomiku płacisz za nic.

            0
            • dumny chomikarz pisze:

              O, pan znawca prawa autorskiego się odezwał.

              „płacisz za legalnego ebooka to (…) posiadasz go na własność (…)”

              Jeśli płacisz za legalnego ebooka to płacisz za licencję na plik, w której treści mogą się znaleźć np. takie kwiatki:

              Użytkownik nabywający Produkty w Serwisie zobowiązany jest dbać o to, aby żadne inne nieupoważnione osoby nie miały do nich dostępu (…) W przypadku wykrycia takich sytuacji Administrator może kierować roszczenia z tego tytułu względem znanego mu Użytkownika Produktu (…)

              Udostępnianie w Internecie zakupionych Produktów (…) jest zabronione. (…) W przypadku wykrycia wyżej wymienionych sytuacji Administrator może kierować względem zidentyfikowanego nabywcy roszczenia (…) (z regulaminu Nexto, bold mój)

              Czyli nie tylko nie dostajesz pliku na własność, ale jeszcze zobowiązujesz się do pilnowania interesu sprzedawcy oraz uznajesz jego prawo do pozwania Ciebie jeśli z jakiegokolwiek powodu plik znajdzie się w sieci. Chociaż teoretycznie w ramach dozwolonego użytku możesz ten plik dać mamie, tacie, żonie i cioci Krysi a każde z nich podobnie. Ale jeśli kolega cioci przyjaciółki żony wrzuci plik na chomika to Ty uznałeś prawo sprzedawcy do pozwania właśnie Ciebie.

              I to jest odpowiedzialność cywilna z tytułu przyjętego zobowiązania a nie karna z ustawy o prawie autorskim, więc obrona „to nie ja” może nie zadziałać.

              „na chomiku płacisz za nic”

              Nieprawda, na chomiku dostajesz plik nieobciążony żadnymi zobowiązaniami czy ograniczeniami poza tymi zapisanymi w ustawie o prawie autorskim. Czy trzeba akurat płacić za transfer na chomiku żeby ściągnąć plik to inna sprawa, są też inne serwisy, gdzie są inne warunki. Poza tym na chomiku pliki do 1M są za darmo a po rejestracji można bez opłat ściągnąć 50M tygodniowo – czyli większość ebooków się łapie.

              Podsumowując: płacąc za ebooka dostajesz licencję na plik, w której mogą się znaleźć różne ograniczenia czy zobowiązania, czasem dość paskudne. Płacąc (lub nie) za transfer na chomiku lub nie płacąc za inne pirackie źródła dostajesz plik „no strings attached”. Jak dla mnie, więcej za mniej. :-P

              ps. I co, panie znawco prawa? Łyso?

              0
              • mól książkowy pisze:

                Spoko – zipper nie odpisze na niewygodny dla siebie komentarz, bije tylko pianę ale merytorycznie jest słabiutki.

                0
    • Tomek pisze:

      To jest proste tylko jeśli nie czyta się SF&F. W tym świecie niestety jest tak, że jest sporo cykli. W wersji cyfrowej często wydane są losowe tomy. Co z resztą? Często są to tak stare cykle, że na papier nie ma co liczyć. Na razie stosuję prostą taktykę (czytaj męczę wydawców). Tyle, że już mi się to trochę znudziło. No i jak to Robert napisał, to im się nie opłaca :/

      Ale tak czy inaczej płacić za ściągnięcie pirata. Nie rozumiem tego :/

      0
      • zipper pisze:

        Jasne, kiedy chcesz poczytać coś, co jest niedostępne w sprzedaży to ściąanie nie jest aż tak moralnie „naganne” jak ściąganie nowości.

        Dla przykładu można na chomiku znaleźć wiele książek wydawnictwa ISA, które już niestety książek nie wydaje i nie zamierza. Czasem w tanich książkach dorwę jeszcze jakiś pojedynczy egzemplarz ale to wszystko.

        0
        • gosc pisze:

          „Jasne, kiedy chcesz poczytać coś, co jest niedostępne w sprzedaży to ściąanie nie jest aż tak moralnie „naganne” jak ściąganie nowości.” Powołując się na Twoje poprzednie posty bylem raczej skłonny oczekiwać ze napiszesz coś w stylu ‚ powinieneś odkładać kasę i czekać aż się pojawi w sprzedaży oryginalna wersja a nie ściągać’ :) jeśli dla Ciebie ściągnie takich rzeczy jest mniej ‚moralnie naganne’ to dla innych takie samo może być ściąganie książek na które nie moga sobie pozwolić w powodu ceny. Jak widac większość z nas ma elastyczne kręgosłupy moralności tylko każdy na innym jego odcinku:) peace!

          0
          • zipper pisze:

            Oczywiście, tylko ja czekam na sensowne argumenty. Mnie argument „nie da się kupić w Polsce więc ściągam” jest wystarczająco przekonujący, a „nie stać mnie to ściągam” nie, bo większość tylko mówi, że ich nie stać, a tak naprawdę wolą wydawać na inne rozrywki pieniądze „przyoszczędzone” na chomiku.

            0
            • gosc pisze:

              a jesli dla kogos ‚inna’ i ‚kazda’ rozrywka sa ksiazki i jesli wyda pieniadze zaoszczedzone na chomiku wlasnie na kupno ksiazek ktore nie sa dostepne w ebooku?? :D takie podwojnie zakrzywienie kasoprzestrzeni ;)

              0
        • mól książkowy pisze:

          Tu cię mam: w takiej sytuacji idziesz do komisu czy na aukcje – a ja? Szukam w necie.

          0
  7. Mat pisze:

    Zgłaszam się – NIGDY nie sprawdzałem dostępności pirackich wersji e-booków, które chciałem kupić. Zawsze kupuję – i to całkiem sporo. A nawet nie zawsze czekam na promocję, jak mi na czymś bardzo zależy.
    Natomiast przyznaję się: jeżeli jakaś książka nie jest dostępna w postaci e-booka, a mam jej wersję papierową, to bez wyrzutów sumienia ściągam pirata.

    0
    • Fred pisze:

      Ja u siebie już dawno wprowadziłem coś w stylu Twojego drugiego akapitu. Jeśli mam książkę w papierze, to jeśli nie mogę dokupić tanio ebooka (czyt. na promocji za 10pln) to nie widzę problemu w ściągnięciu pirata. W końcu już zapłaciłem za tą książkę, nie ?

      Podobnie z grami komputerowymi ;) Mam małą kolekcję w domu, a już od paru lat jestem w nim tylko na chwilę. Tak więc nie widzę nic złego w ściąganiu kopii zapasowej z netu, skoro grę już kupiłem tylko nie wziąłem ze sobą nośnika ;)

      0
  8. NL pisze:

    Chomik stronę zgłaszania naruszeń praw autorskich ma specjalnie zaprojektowaną w ten sposób, aby zniechęcić do korzystania z niej jak największą ilość potencjalnych zgłaszających (straszenie udostępnianiem danych osobowych chociażby). Ja z właścicielami takiego „biznesu” nie chciałbym robić biznesu.

    0
  9. dumny chomikarz pisze:

    Chomikuję, ściągam i nie uważam tego za żadną hipokryzję. Uważam, że restrykcyjne prawo autorskie to przeszłość, im prędzej ostatecznie trafi na śmietnik historii, tym lepiej dla nas wszystkich.

    Nawet jeśli ktoś ten przeżytek epoki papieru łupanego chce traktować poważnie, to może niech się zastanowi nad tym, że na chomiku czy w innych miejscach ebooki są często lepszej jakości niż te sprzedawane. Zwłaszcza ebooki niszowe, wydane wcześniej w papierze przed laty, nie mające szans na znalezienie się na topliście MLK czy jakiejkolwiek innej. Jak to jest, że wydafcy wznowienie papierowe, jeśli robią, potrafią zrobić porządnie a ebook to często chamski skan, którego nawet nikt nie sprawdził spellcheckerem, że o przeczytaniu nie wspomnę?! Chciałem kiedyś kupować, lubię ebooki dobrej jakości, mogę za to płacić nawet jeśli nie wierzę w prawo autorskie. Ale one nie były dobrej jakości. Były jakości fatalnej. Czy raczej „jakosc1 fala1ne,” bo właśnie taka sieczka tam była. To ja mam za to płacić? Wydafca mną, klientem jawnie pomiata a ja mam za to płacić? Bez jaj. Może „Gra o tron” jest porządnie przygotowana, ale na „Grze o tron” nie kończy się świat i nie powinien się kończyć szacunek dla klienta.

    A to przecież nie koniec. DRM zwalczyliście, ale zamiast niego jest równie parszywy znak wodny. Czyli takie samo traktowanie klienta jak złodzieja, może nawet bardziej parszywe niż ten DRM. Pracowałem kiedyś przy otwarciu sklepu za zachodnią granicą i pierwsza rzecz, która mnie tam uderzyła, to że nie było tych cholernych bramek, których u nas pełno. Zapytałem o to jednego z tamtejszych pracowników i powiedział, że oczywiście kradzieże się czasem zdarzają, ale bramek nie będzie, bo gdyby postawili to by mogli od razu zamykać sklep. Żaden szanujący się uczciwy klient nie wejdzie tam, gdzie patrzą na niego jak na choćby potencjalnego złodzieja. A my tu dajemy sobą pomiatać i nikogo to nie dziwi.

    Do zobaczenia na chomiku :-)

    0
    • NL pisze:

      „Czyli takie samo traktowanie klienta jak złodzieja, może nawet bardziej parszywe niż ten DRM. ”
      DRM przeszkadza, znak wodny nie.
      Zabezpieczeń przed kradzieżą nie ma tam, gdzie straty są na tyle nieduże, że nie opłaca się w coś takiego inwestować (finansowo albo wizerunkowo). Tymczasem w naszym kraju (i innych postsowieckich, i zapewne nie tylko), gdzie cały czas cwaniaczenie (aż po kradzież w rozmaitych postaciach, wliczając w to eufemistycznie nazwane „zatory płatnicze” chociażby) jest dowodem zaradności, sposobem na uzyskanie sprawiedliwości społecznej czy sukcesem z wykiwania władzy okupacyjnej – takie zabezpieczenia są niestety smutną koniecznością. Fajnie by było żyć w społeczeństwie pełnym wzajemnego zaufania, bez bramek w sklepach, ogrodzonych osiedli i kontroli bezpieczeństwa na lotnisku, ale póki co – to po prostu nie działa. Tylko najwięksi idealiści po sparzeniu się 5 razy za szóstym nadal nie założą rękawicy azbestowej.

      0
      • dumny chomikarz pisze:

        „DRM przeszkadza, znak wodny nie.”

        Czy zawsze ktoś musi bezmyślnie powtórzyć tą brednię? Wiesz dlaczego myślisz, że znak wodny nie przeszkadza? Tylko dlatego, że się na szczęście nigdzie poza Polską właściwie nie przyjął. To możesz myśleć, że nie przeszkadza. Jakby się, $DEITY uchowaj, przyjął na świecie w większym stopniu, wiesz co by było? Po kilku dniach by były wirusy wyciągające te pliki i udostępniające je na torrentach czy innych donkejach. Polskę też to czeka, ale nieco później. I wtedy zobaczysz jak nie przeszkadza.

        Oczywiście, prędzej czy później cały ten domek z kart upadnie, ale ile osób wcześniej będzie miało poranną wizytę policji albo proces sądowy za „udostępnienie”, ile zdrowia natracą udowadniając, że nie są wielbłądami?!

        Znak wodny jest parszywy podwójnie. Nie tylko jest to jawne traktowanie klienta jak złodzieja, ale, co gorsza, „zabezpieczenie” zorientowane na narobienie kłopotów niekoniecznie temu, kto plik „ukradł” czy „udostępnił”, ale temu, który go kupił! Bez względu na to czy sam udostępnił, czy stracił nad nim jakoś kontrolę.

        To jest obłęd. DRM jaki był taki był, ale jak zaczną poważnie te znaki wodne traktować i ciągać ludzi po sądach, będzie bezpieczniej mieć plik piracki niż kupiony. A wy się pozwalacie tak traktować i jeszcze się głupio cieszycie.

        „to po prostu nie działa”

        Działa, działa. Bramki są tylko dlatego, że ludzie na to pozwalają.

        ps. Moderatora proszę o nieprzepuszczanie poprzedniego komentarza :-)

        0
        • NL pisze:

          Twoja argumentacja wygląda trochę jak „nie przypinajcie rowerów, bo to kusi, żeby je kraść”.
          A problemem jest po prostu to, że ludzie nie chcą płacić za czyjąś pracę – nawet tych „przysłowiowych” 10 złotych w promocji. Żeby napisać coś porządnego, trzeba poza talentem włożyć w to dużo czasu i pracy. A za to po prostu należy się zapłata.

          Reszta to tylko dorabianie ideologii, gdybanie i kazuistyka. Na przykład: „wszyscy” (od państwa, przez pracodawców, po złych wydawców i OZZy) mnie „okradają”, w związku z tym i ja mogę.
          Albo … itd.

          0
          • dumny chomikarz pisze:

            „nie przypinajcie rowerów”

            Głupia analogia jest głupia. To nie jest „przypięcie”, nikt i nic nie powstrzymuje przed odczytaniem skopiowanego pliku, tak było przy DRM. To jest mechanizm, który ustawia kupującego w sytuacji domyślnego podejrzanego. I nieważne, że skazać się nie będzie dało, nieprzyjemności będzie miał właśnie on. A jak jeszcze jakiemuś policajowi przyjdzie do głowy, żeby zająć komputer do sprawdzenia przez biegłych…

            Myślisz, że to niemożliwe? Był sobie taki serwis jak odsiebie.com, komuś się uwidziało, że jest „piracki”, policja weszła, za nią prokurator, potem sąd. I klapa, sądy wyśmiały policję i prokuraturę, ale zajęło to ponad trzy lata a dochodowy biznes został zniszczony. Niech się teraz komuś uwidzi, że skoro plik, który kupiłeś a potem np. zgubiłeś pendrive ma znak wodny wskazujący na Ciebie, to na pewno trzeba Cię przycisnąć. Nie, nie życzę Ci tego.

            „problemem jest po prostu to, że ludzie nie chcą płacić”

            Być może. A może nie. Ale przede wszystkim problemem jest to, że nie rozumiecie rzeczywistości. Model biznesowy oparty na wymuszaniu płacenia za kopię upadł. Zdechł. Kto nie chce zapłacić za kopię, nie zrobi tego i koniec. Nie można go do tego zmusić, można co najwyżej zachęcić. Jakością, dodatkowymi usługami, czym tam kto będzie próbował. Trupa prawa autorskiego trzeba pochować i już, nie zmartwychwstanie.

            0
            • NL pisze:

              Oczywiście, aparat represji zawsze będzie w stanie jeśli nawet nie znaleźć paragraf na danego człowieka, to i tak proceduralnie go wykończyć.
              Znak wodny póki co pełni funkcję trochę straszaka (gdyby chcieli po prostu wyłapać ludzi wypuszczających pliki w sieć, łatwiej by było o watermarku nie informować) , a trochę sposobu, pozwalającemu wydawcom na rezygnację z DRM przy zachowaniu namiastki kontroli nad dystrybucją. W idealnym świecie pewnie coś takiego mogłoby z czasem zniknąć, ale w naszym – świecie totalnej inwigilacji – i tak zostanie, tylko ukryte, żeby śledzić preferencje czytelników, ścieżki dystrybucji itp.

              Technicznie watermark ma dla użytkownika przytłaczającą przewagę nad DRM, bo po prostu go nie czuć. A że ktoś może mieć problemy w swoim umyśle, w związku z obawą o spisek władz, czy NWO, albo po prostu z tym, że na złodzieju czapka gore, to… już jego problem. Zmienię zdanie w momencie, kiedy faktycznie komuś kolbami w drzwi załomocą, bo ktoś mu w autobusie zwędził czytnik z tysiącem książek i wrzucił je w sieć bez zdjęcia znaku wodnego.

              Ale jest jeszcze drugi wątek. W całej tej kwestii chodzi mi przede wszystkim o coś innego: o to, że kopiując bez płacenia po pierwsze, nie płacisz za usługę, która jest świadczona według określonego cennika; po drugie, podcinasz gałąź, na której siedzisz (twórczość przestaje się opłacać, przenosząc do granicy – autor ginie z głodu albo tworzy dla sponsorów), a po trzecie – przyczyniasz się do powstawania rozmaitych mechanizmów opresji (sankcje nie byłyby potrzebne, gdyby nie było przeciw komu ich stosować).

              Nie bronię tutaj prawa autorskiego w jego obecnej postaci i ze wszystkimi szczegółami (bo IMHO są tam nadużycia i cały czas próbuje się wprowadzić kolejne), ale tego, że autor powinien otrzymywać wynagrodzenie za własną pracę. W niektórych przypadkach (niektórych społecznościach) „co łaska” działa, w innych nie za bardzo – bo nawet, jeśli komuś książka się podoba, to wielu nie widzi potrzeby wrzucić do skarbonki, skoro dostają za darmo. Chomik jest w pewnym sensie przybliżeniem tego zjawiska, tyle, że nie zastąpił sieci dystrybucji, w których przynajmniej część kasy trafia do kieszeni twórców.

              Ryzykując eksperyment myślowy: w proponowanym przez Ciebie świecie, gdzie wszystkie książki można kopiować za darmo – z czego będzie żył autor? Albo ze sponsoringu (w tym pewnie jakiś 1 promil ze sponsoringu od „wdzięcznych czytelników” i na zasadzie efektu Metra, inni z mecenatu i product placement), albo z pracy w innej branży. Nie wydaje mi się, żeby to pozytywnie wpłynęło na podaż książek, i to jeszcze takich wartych przeczytania.

              „można co najwyżej zachęcić. Jakością, dodatkowymi usługami, czym tam kto będzie próbował.”
              Sama książka (tzn. jej treść) już jest taką zachętą czy wartością! A jeśli nie, to nie rozumiem, po co ktoś czyta – z przymusu, z masochizmu?
              Dodawanie do książki miecza wiedźmińskiego to już inna branża: nie pisarstwo, a marketing. I zamiast autorowi, zaczynasz płacić całej dodatkowej czapce, która zaraz wymyśli jak nie ściganie za prawa autorskie do książki, to za te do wspomnianego miecza wiedźmińskiego.

              0
            • dumny chomikarz pisze:

              „Znak wodny póki co pełni funkcję trochę straszaka”

              Nie owijajmy w bawełnę – to jest terroryzowanie własnych klientów.

              „watermarku nie informować”

              Ty naprawdę myślisz, że oni tak z dobrej woli informują a nie dlatego, że nakazuje tak prawo? Z jakiej choinki się urwałeś?

              „Zmienię zdanie w momencie”

              No jasne, bo choćby niemiecka historia z redtube nie przekonuje, że wydafcy posuną się do wszystkiego oprócz może przemocy fizycznej?

              Tak, szansa, że mnie to trafi jest pewnie jedna na milion. Ale trafia przecież kogoś niemal codziennie, nawet jeśli jeszcze nie w Polsce i nie za ebooki. W dodatku o redtube usłyszeliśmy bo prawnicy wydafców pojechali totalnie po bandzie, łamiąc chyba każde prawo, które mogli złamać. Ale nie zawsze tak jadą i nie zawsze o tym słyszymy.

              „twórczość przestaje się opłacać”

              Ale oczywiście wiesz, że te brednie to co najmniej odkąd zaczęto produkować magnetowidy? A chyba nawet magnetofony…

              „do powstawania rozmaitych mechanizmów opresji”

              LOL. Ruki pa szwam albo w kajdanki. Mam akceptować świństwo, bo inaczej ktoś mnie spróbuje zmusić do zaakceptowania świństwa? Ty tak poważnie?

              „gdzie wszystkie książki można kopiować za darmo”

              Od lat można kopiować filmy i muzykę za darmo. Książki też, tylko że nie w Polsce. Może nie wszystkie, ale wystarczająco dużo, a jeśli jest problem to najczęściej z totalną niszą na której nikt już od dawna nie zarabia.

              Najzabawniejsze, że ja to wszystko już słyszałem, nie raz i nie dwa. Te same „argumenty” padały gdy popularne stawało się dzielenie programami, potem muzyką, potem filmami, teraz książkami… pewnie to nie koniec. Tak samo, prawie tak samo jak teraz Ty i ten człowiek niżej znaku wodnego, różni nieszczęśnicy bronili kolejnych przegranych technologii dymania klienta, czy to różnych odsłon DRM w plikach, czy choćby, tak, to prawda, regionalizacji DVD.

              0
    • zipper pisze:

      znak wodny jest kompletnie nieinwazyjny i niezauważalny dla klienta (poza wyjątkami, gdzie znak wodny jest źle zrobiony i to tylko na niektórych urzadzeniach)
      i jeżeli to jest dla ciebie argument za piraceniem, to to zwykła wymówka.

      i jak mają cię nie traktować jak złodzieja, skoro sam wypinasz pierś z dumą oznajmiając, że ściągasz WSZYSTKO? ;-)

      0
      • dumny chomikarz pisze:

        „mają cię nie traktować jak złodzieja, skoro (…) ściągasz”

        Bosz… kolejny. Toż kiedy ściągam, jestem od tego znaku wodnego stuprocentowo bezpieczny. On zagraża tylko tym, którzy kupują.

        Jeśli pracujesz w jakiejś większej firmie przeskanuj sieć korporacyjną i zobacz ile znajdziesz tych poznakowanych ebooków. Co się stanie jeśli ktoś to zrobi, kilka skopiuje i wrzuci na chomika? Kto będzie miał, jeśli ktokolwiek, kłopoty? Nie ten, co skopiował, nie ten co wrzucił, nie ci co ściągną. Nie. Kłopoty będzie mieć ten, kto kupił.

        Rozumiem walkę z DRM, ale znak wodny to wypędzanie diabła szatanem. Czas zacząć walczyć ze znakami wodnymi.

        0
        • zipper pisze:

          „Kłopoty będzie mieć ten, kto kupił.”

          Nie. Tzn. nie od momentu ustalenia, kto tak naprawdę plik wrzucił.

          I kto uploaduje w sieć korporacyjną ebooki? Nikt mądry.

          0
          • zipper pisze:

            dodam jeszcze, że wrzucenie ebooka w sieć korporacyjną już samo w sobie jest pogwałceniem prawa, więc znak wodny spełnia swoje zadanie doskonale.

            0
          • dumny chomikarz pisze:

            „nie od momentu ustalenia, kto tak naprawdę plik wrzucił.”

            Jeśli można „ustalić kto tak naprawdę wrzucił” to po co w ogóle znaki wodne?! Może następnym razem spróbuj pomyśleć zanim coś napiszesz.

            „kto uploaduje w sieć korporacyjną ebooki?”

            Litości. Mało to ludzi ma po prostu jednego laptopa, którego używa i w pracy, i w domu?

            „wrzucenie ebooka w sieć korporacyjną”

            Czy was myślenie boli, że takie dyrdymały wypisujecie?

            0
            • zipper pisze:

              „Litości. Mało to ludzi ma po prostu jednego laptopa, którego używa i w pracy, i w domu?”

              nie słysałem jeszcze o sieci, w której udostępnia się całe dyski twarde, ale jeżeli takie istnieją, to gratuluję adminom.

              po drugie, ustalenie, kto jest właścicielem pliku w chomiku jedynie ułatwia proces ustalenia, kto plik de facto wrzucił. Bo to osoba udostępniająca nielegalnie odpowiada za ten fakt, a nie ktoś, kto udostępnił plik koledze, a ten z kolei wrzucił go na warezy.

              Skończ zresztą z protekcjonalnym tonem, bo widać, że o prawie autorskim wiesz mało. Blisko niczego.

              0
              • dumny chomikarz pisze:

                „nie słysałem jeszcze o sieci”

                Aha, to ktoś, kto kupił ebooka ma mieć kłopoty dlatego, że administrator sieci w firmie nie zna się na swojej pracy?

                „ułatwia proces ustalenia, kto plik de facto wrzucił”

                W krasnoludki też wierzysz?

                Wrzuca się albo pliki skopiowane bez wiedzy tego, kto je kupił, albo ze zdjętym znakiem wodnym. Albo jedno i drugie. Znak wodny nie służy niczemu poza terroryzowaniem własnych klientów.

                „osoba udostępniająca nielegalnie”

                No właśnie. A znak wodny prowadzi do kogoś, kto może zasadniczo zacytować wujka Staszka, mistrza ciętej riposty. Tylko czy będzie wiedział o tym i czy się odważy?

                „prawie autorskim wiesz mało”

                Więcej od ciebie. Ty zacznij zresztą nie od prawa autorskiego a od nauki czytania ze zrozumieniem. Podpowiem: „kłopoty” to niekoniecznie wyrok.

                0
              • Pedro pisze:

                „nie słysałem jeszcze o sieci”

                Z całym szacunkiem ale wygląda na to że po prostu mało słyszałeś.

                „Bo to osoba udostępniająca nielegalnie odpowiada za ten fakt, a nie ktoś, kto udostępnił plik koledze, a ten z kolei wrzucił go na warezy”

                Buhihi, w Polsce mieszkasz czy w Bajlandii ? Tutaj policja czy prokurator potrafi jak pokazuje niejeden program w TV typu „Państwo w Państwie” po najmniejszej lini oporu aby odhaczyć sukces.

                0
              • dumny chomikarz pisze:

                @Pedro
                Ja nawet słyszałem, we własnej okolicy zawodowej, o kilku przypadkach administratorów, którzy zakładali backdoory w sieci na wypadek rozstania z pracodawcą. I o kilku innych takich przypadkach, które znalazły się w prasie. Więc uważam za całkiem możliwe, że niejeden administrator wyciąga pliki użytkownikom.

                ps. I, na litość $DEITY, po linii najmniejszego oporu.

                0
              • zipper pisze:

                @Pedro: skoro ja bajam, a ty jesteś nośnikiem prawdy objawionej, to może zapodaj wachlarzem wyroków, w których odpowiedzialność za cudze działanie poniosła osoba, która kupiła książkę, ale ktoś inny ją wrzucił na chomika?

                Ja nie słyszałem. Może były jakieś ugody pozasądowe, bo się ktoś przestraszył.

                0
              • dumny chomikarz pisze:

                @self, „zacytować wujka Staszka”

                A jednak nie. Zgłębiłem trochę temat i w regulaminie Nexto znalazłem treść delikatnie mówiąc paskudną, której konsekwencje mogą być bardzo niemiłe niezależnie od możliwości udowodnienia winy w sensie prawnokarnym.

                0
          • lukas pisze:

            Tak. Z myślenie życzeniowe niewiele tutaj zmieni. Kłopoty będzie miał ten, kto kupił i jeszcze będzie się musiał naprawdę dużo i długo tłumaczyć. Wiem.

            0
  10. Zglanowany pisze:

    Piratuję. Nie piratuję na potęgę, ale pewnie tylko dlatego, że nie mam czasu na przyglądanie się nowościom.
    Są dla powody, dla których ściągam nielegalne pliki.

    1. Mam te książki w wersji papierowej (Sapkowski, Tolkien, Lem – tutaj akurat podczas ostatniej wyprzedaży kilka udało mi się dokupić). Nie widzę sensu kupowania (za praktycznie te same pieniądze tej samej ksiązki, jeśli będę chciał do niej wrócić i czytać ją w wygodniejszej formie.

    2. Piratuje to, co nie jest dostępne w wersji E-booka – książki głównie historyczne (Churchill, Historia ZSRR, II Wojna Światowa, czy Historia Rosji). Większość z tych e-booków i tak sam przerabiam z PDF. Podejrzewam, że wiecie, jak wygląda pdf książki wydanej po raz ostatni 30 lat temu :)

    Jest jeszcze powód 2.1 – książka nie jest wydawana w e-booku. Jak to było w przypadki nowej książki Andzeja Sapkowsiego. Ściągnąłem PDF, przeczytałem na DXG, a jak trafiła się dodatkowa gotówka, to i tak zakupiłem wersję papierową.

    Mówienie o sobie, że nie jestem piratem jest pełne hipokryzji. Pamiętajmy, że nawet korzystanie z Youtube jest nieczym więcej niż oglądaniem w większości nielegalnych treści (za wyjątkiem kanałów oficjalnych). Nie ma w cywilizowanym świecie osoby, która nigdy nie oglądała przegrywanego ‚u ruskich’ VHS, nie kopiowała kaset na Commodore, czy Atari. Nie wierzę w to, że nie mamy tutaj osoby, która NIGDY nie oglądała filmu ściągniętego z neta :)

    0
  11. hiena pisze:

    Ja nie rozumiem z kolei jakim cudem eksiazka moze byc droższa od papierowego wydania? Taki Kull czy Conan z rebisu chociazby. No ludzie, mam placic 40 złotych za kilkanaście kilobajtów, podczas gdy 500 stron na fajnym pulpowyn papierze znajde na promocji w empiku czy innym matrasie ( czy nawet na stronie wydawcy) za 30 zeta?
    Tak długo jak wydawcy będą lecieć w kulki, jedynym sklepem, który dostanie ode mnie kasę jest bookrage.

    0
    • zipper pisze:

      To już niestety polityka niektórych wydawców. Rebis czy Fabryka Słów nie rozumieją specyfiki rynku i nigdy nie ma u nich większych promocji na e-książki…

      Też nad tym ubolewam, niestety.

      0
      • Tomek pisze:

        Czasami coś dają. W Publio z okazji Polconu można było wspomnianego Kulla i Conana kopić z 50% rabatem. Ale fakt, gdyby ceny były lepsze (albo promocje częściej) to bym pewnie kupił więcej ich książek, a tak to są w schowku.

        0
        • zipper pisze:

          50% w przypadku Fabryki Słów oznacza dopiero zejście do akceptowalnego poziomu z ceną :P

          Teraz dają super okazję „przedpremierową” na Takeshiego za 22 złote, gdzie ja mogę w matrasie dostać papier już dzisiaj za złotych 27.

          0
      • terek pisze:

        caly czas wydawcy, wydawcy i wydawcy.
        A gdzie słowo o pośrednikach, żądających od razu 40-50% rabatu na tytuł.
        Koncowa cena uwzglednia ten rabat

        0
    • Emil W pisze:

      To teraz posłuchaj, jaką miałem przygodę.

      Ostatnio kupowałem dla mamy ebook o chorobie refluksowej w wydawnictwie EscapeMagazine.pl. I tam do każdej kupionej u nich książki dodajesz zawsze jej ebook gratis.

      Kupiłem ebooka, bo mama chciała szybko, ale jakiś tydzień później dostałem dostałem maila z ofertą dokupienia papierowego wydania za 11 zł. W tej sumie 11 zł zawierała się książka papierowa i jej wysyłka. Od razu zwietrzyłem wałek, bo przeciez nigdzie tak nie ma, żeby dopłacic kilka złotych i dostać czy to ebooka czy to papier do wcześniej zakupionego. A tu taka niespodzianka.

      Kobieta z wydawnictwa odpowiedziała mi, że uważają, że tak jest uczciwie, bo mam ebook i jakbym płacił normalną cenę za ten papier to bym płacił dwa razy za to samo (za treść). A tak to dopłacam za sam nośnik (papier) i wysyłkę. Logiczne, nie? :-)

      Ale podkreśliła, że to tylko dlatego że kupiłem u nich bezpośrednio, bo z takiego zamówienia mają większą marżę i wtedy moga zaoferować coś ekstra w podziękowaniu. I niby masa ludzi z tego u nich korzysta, bo każdy chcce szybko ebooka tak jak ja, a potem jednak ludzie wolą papierową książkę.

      Rzecz jasna dokupiłem za te 11 zł wydanie papierowe :-)

      0
      • Aimee pisze:

        Ja sobie więcej takich wydawnictw życzę -_-
        I o ile jeszcze w stanie jestem zrozumieć, że z jakiś powodów wydawnictwu nie opłaca się do ebooka dodawać za małą kwotę papierowej ksiażki, o tyle nie potrafię sobie przetłumaczyć, dlaczego przy kupnie papieru nie mogę za te 5-10 złotych dokupić sobie ebooka – już nawet nie muszą mi go za darmo dawać.

        0
  12. Jaga pisze:

    Proporcje cen książek do zarobków w Polsce wybitnie zachęcają do piractwa. Istniejące alternatywy to: emigracja lub – wybierany przez przytłaczającą większość – wtórny analfabetyzm.

    0
  13. Miko pisze:

    Co to w ogóle za absurdalny pomysł, żeby – jeśli chcę kupić książkę (a ona jest do kupienia) – sprawdzać równocześnie, czy da się ją ukraść? WTF?! Och, wejdę sobie do sklepu kupić batonika, ale przy okazji spawdzę, czy da się go podpieprzyć…?

    Czy nigdy nie zdarza mi się kraść treści? Jest tylko jeden taki przypadek – kiedy jakiś mecz (który mnie interesuje) nie jest prezentowany w żadnej polskiej telewizji, a nie mam możliwości obejrzenia go legalnie. Albo choćby półlegalnie.

    Półlegalne są np. te sposoby, kiedy – podszywając się pod internautę brytyjskiego – płacę (!!!) za transmisję na stronach Sky Sports. Formalnie to nielegalne, bo jestem w Polsce, a licencja Polski nie obejmuje. Ale z drugiej strony, płacę uczciwą stawkę legalnemu nadawcy.

    Są też sposoby nielegalne, które stosuję wtedy, gdy wszystkie inne zawiodą. Ale meczu nie znajdę w bibliotece (jak książkę). Na mecz nie mogę poczekać miesiąca (na „House of Cards” mogę). Książek, gazet, filmów, seriali po prostu nie kradnę.

    0
    • Zglanowany pisze:

      Z prostej przyczyny. Czasami wrzucane są pliki, które wcześniej były kupione i z których zdjęto zabezpieczenia. Sam w taki sposób sprawdzam jakość niektórych plików.

      0
    • ordinaryman pisze:

      A jak potrafiłbyś sobie tego batonika w sklepie sklonować?
      Zrobiłbyś to?
      Taka dziwna umiejętność, ty klonujesz, inaczej nie kupiłbyś bo nie miałbyś na niego pieniędzy.
      Sprzedawca nie traci nic bo i tak nie kupiłbyś z powodu braku gotówki ale też nie traci tego swojego batonika bo może go sprzedać komuś innemu.

      0
      • zipper pisze:

        skoro sprzedawca nic nie traci to może niech 100% „klientów” ściąga książki z chomika?

        0
      • terek pisze:

        „Sprzedawca nie traci nic bo i tak nie kupiłbyś z powodu braku gotówki ale też nie traci tego swojego batonika bo może go sprzedać komuś innemu.”

        a gdyby tak wszyscy klonowali batoniki.. To za jakis czas batonik byłby przeterminowany, bo fabryka batonikow powiedzialaby „niestety zamykamy biznes” – sprzedaliśmy tylko jeden batonik.

        A wówczas podniosłby się lament – jak to nie opłaca im sie robic batoników, przeciez wszyscy ich potrzebujemy. NATYCHMIAST.

        0
  14. YuukiSaya pisze:

    Ugh, wysmarowałam taki piękny komentarz i mi neta ucięło…

    Generalnie zamysł był taki, że zgadzam się z Robertem w pełnej rozciągłości. A chomik… Cóż, jak wydawca wciska mi tylko papier, który często już mam, to niech się wypcha, że wydam drugie tyle na ebooka. Chociaż mam kilka takich pozycji, których wersje elektroniczne kupiłam mając już papier, no ale to wyjątki (Zajdel!) i nie kosztowały mnie zbyt dużo. Poza tym – czarna dziura dzieł, którym nie stuknęło 70 lat od śmierci autora/tłumacza a nie są świeżynkami czy mega-hitami. Gdzie je dostać? Doktor Dolittle w komplecie, gdzie znajdę? Niektórych tomów nawet w papierze nie wznawiają. A przecież to popularna lektura. Co z tymi mniej popularnymi? Prawo autorskie pozwala spadkobiercom autorów hitów żyć przez 4 pokolenia w dostatku, ale skazuje też na zapomnienie utwory osierocone, mniej popularne czy z pewnych względów niewygodne. Czasopisma to w ogóle temat do przemilczenia, ma-sak-ra. I co ma zrobić czytelnik? Brać co mu wydawca każe? Pfff, dziękuję, postoję.

    A najlepsze w tym wszystkim są 2 fakty:
    1. przeciętny pirat i tak wydaje więcej na kulturę
    2. gdyby wersje pirackie nie były dostępne, wcale piraci nie kupiliby w to miejsce dokładnie tyle dóbr legalnych

    Ot, zagwostka.

    0
    • asymon pisze:

      przeciętny pirat i tak wydaje więcej na kulturę

      To podobno nie do końca prawda. Pisał też o tym Orliński, naprawdę polecam książkę „Internet”… :-) W skrócie: Niejaki Stan Liebowitz przeprowadził badania, z których wynikało, że piraci więcej kupują. No i fajnie, cytował go Lessig w  „Wolnej Kulturze”, tyle że potem mu (Liebowitzowi) wyszło, że jednak teza ta nie jest prawdziwa.

      0
  15. wujo444 pisze:

    A wydawcy nadal mają nas za jeleni. Ostatnio wydawca gier przygodowych, Daedalic Entertainment usunął jedną ze swoich starszych gier z platformy Steam tylko po to, by wprowadzić nową wersję. Nowa, uzupełniona o kilka bonusów wersja nie byłaby problemem gdyby nie to, że jednocześnie wydawca nie raczył załatać starej wersji, w której bugi uniemożliwiają jej ukończenie. Sytuacja wygląda tak, że chcąc ukończyć The Whispered World niektórzy powinni kupić ją ponownie, i nawet 85% rabat nie zmieni tego, że jest to patologia.

    0
    • zipper pisze:

      nie rozumiem? ja whispered world ukończyłem bez problemu, nic mi o bugach nie wiadomo.

      nowa wersja whispered world ma mieć dodany komentarz autorów i soundtrack. nic poza tym.

      0
      • BioBuster pisze:

        Stara wersja na steamie nie miała języka polskiego. Wersja deluxe ten język ma.
        Ale pomijając to, czy nawet bugfixy. To jak można pisać „A wydawcy nadal mają nas za jeleni.”???!!! Ile było takich akcji na te 3000 gier które są do kupienia na Steamie?

        0
        • zipper pisze:

          W większośći przypadków mi aktualizowano wersje gier do nowszych.

          A Daedalic to krętacze i nie tylko w przypadku Whispered World się to niestety objawia.

          0
          • BioBuster pisze:

            No dokładnie i dlatego mówię, że pisanie „wydawcy nadal mają nas za jeleni” i popieranie tego tym przykładem jakby to była norma jest brzydką manipulacją.

            0
            • BioBuster pisze:

              A. Gdyby kogoś interesował finał tej konkretnej historii to na Steamie ci którzy mieli starą wersję dostali za friko Sepecial Edition.

              0
  16. mincel82 pisze:

    Osobiście szukałem na Chomiku tylko w sytuacji kiedy nie było wersji E książki.
    Poza tym pożyczanie książek… ja po prostu pożyczyłem ostatnio mojego kindla koleżance z pracy bo mam na nim kilka tytułów które chciała przeczytać…
    Co do prawa autorskiego… Jak mnie pamięć nie myli to zgodnie z nim mogę wykonać kopię np płyty audio dla kogoś z najbliższej rodziny/lub od kogoś z najbliższej rodziny… tę samą zasadę stosuję (z braku innej) do e-booków. Z bratem wymieniamy się co ciekawszymi tytułami i wszystko zostaje w rodzinie :) …

    Niestety boli też to że, jak napisane jest w artykule, są wydawane nowości lub najbardziej znane a nikt nie dba o kompletne wydania danych autorów. W ten sposób szukam kompletnej trylogii Morrell’a „Bractwa” (róży, nocy i mgły, kamienia). Niestety jest tylko ‚Bractwo róży’ w formie E, jako najbardziej znane… Ale są też miłe zaskoczenia. Np szukałem kiedyś ‚Kompanii Braci’… nie było, ale pół roku później wyszła jako E… czasem warto poczekać trochę :)

    98% moich zbiorów jest legalna, reszta nie z braku wydanych oficjalnie wersji E. Ale jak tylko jest możliwość to legalizuję :)

    0
  17. Agnieszka pisze:

    Ja największy zgryz mam z książkami, które już mam w wersji papierowej (bo kupiłam dawno temu jak jeszcze czytniki należały do kategorii s-f), a teraz chciałabym je jednak mieć na czytniku (bo wygodniej), a one ciągle kosztują średnio ok. 30 zł (choćby nieszczęsny „Wiedźmin”). No bo przecież za nie już zapłaciłam, czasem nawet po 2 razy (bo np. rzeczony Wiedźmin czy Harry Potter czy Diuna rozeszły się po rodzinie i znajomych i musiałam drugi raz kompletować) więc chyba mogę z gryzonia, co? Z drugiej jednak strony jakbym miała już wcześniej jedno wydanie, a potem chciała nowe, w innej szacie graficznej czy z innymi bajerami, to nikt by mi go nie dał za free tylko dlatego, że mam to wcześniejsze. Pół biedy jak książka nie ma wersji elektronicznej a ja już mam papierową, wtedy czuję się rozgrzeszona. W innych sytuacjach pozostaje czekać na różne promocje, ale nie umiem odpowiedzieć na pytania jaka cena byłaby dobra za książkę, którą już przecież mam, a chciałabym mieć tylko tak, na wszelki wypadek, żeby zawsze pod ręką była na czytniku (jest to pewna forma luksusu, czyż nie?). Kiedyś marzyło mi się, że jak pokażę książkę w wydawnictwie to oni mi ją jakoś oznaczą i e-booka dadzą za darmo albo za jakąś symboliczną opłatą.

    0
  18. lowsys pisze:

    Ja tam książki kupuje, rzadko kiedy wydam więcej niż 15PLN a i tak mam kolejkę (jak większość z nas) na parę miesięcy do przodu. Ostatnio szukałem czegoś o Słowianach i oczywiście wszystkie poważniejsze pozycje są dostępne tylko na papierze i prawie wyłącznie na allegro. I tu moja wątpliwość – kupuje książki sprzed 90 roku na allegro, te pieniądze na pewno nie spowodują pisania większej ilości wartościwych książek ani nie wpłyną na obniżenie ceny, ot nie daje zarobic chomikowi :). Poza tym czytanie skanów w większości wypadków to masochizm i jeszcze kosztuje jakieśtam chomikosmsy…

    0
  19. Deszczowy pisze:

    Od wielu lat mieszkam za granicą. Jeszcze parę lat temu nie było innej możliwości
    zdobycia poskich książek. Pierwszą ksiegarnią , gdzie mogłem legalnie kupić był Woblink
    z aplikacją na iPada w cenie około 10€ za książkę, a były też droższe. Teraz są wydawnictwa
    (np. cdp.pl -ograniczenie regionalne) , gdzie chciałbym ale nie mogę kupić. Czasami,
    zanim kupię legalnie, ściągam ,czytam i decyduję czy warto. Jeśli warto Kupuję legalnie.

    0
  20. Tematyka własności w formie elektronicznej jest bardzo ciekawa choćby dlatego, że można poniekąd uznać, że nie są to dobra rzadkie. Innymi słowy, skoro wszyscy mogą korzystać z powietrza, bo (póki co) ono się nie kończy, to jak patrzeć na pliki komputerowe, które też się nie kończą? Tutaj znowu można mówić o własności intelektualnej, ale jest to niezwykle trudny temat, bo z jednej strony każdy ma prawo do dysponowania swoją własnością i zarabiania na niej, ale z drugiej trudno zahamować dzielenie się wiedzą, którą ktoś spisał. Osobiście nie wyrobiłem sobie jeszcze zdania, ale ten wpis w pewnym sensie mi pomaga, dzięki :)

    0
    • zipper pisze:

      Miejsce na dyskach jest dobrem rzadkim i temat zamknięty. Transfer też nie jest nieograniczony. I ostatecznie czas poświęcony na stworzenie książki też.

      Suma dóbr rzadkich i ograniczonych daje coś nieograniczonego?

      0
  21. Chciałem odnieść się tylko do sprawy pakietów Papier+ebook, która jest wyczekiwana przez wielu czytelników. Przykład muzyki: kupuję płytę winylową na koncercie, otwieram w domu, a tam wylatuje karteczka z linkiem i kodem do ściągnięcia wersji cyfrowej. Oczywiście, że mógłbym sobie zgrać winyla do mp3 jeśli bym bardzo pragnął, ale wydawca wie, że dzisiaj winyl jest do kolekcji a na codzień pomyka się po mieście ze słuchawkami i przenośnym grajkiem. Przykład drugi http://www.bandcamp.com : płacę za album na cd,winylu,kasecie i automatycznie uzyskuję dostęp do wersji cyfrowej, jeszcze zanim otrzymam zamówioną przesyłkę pocztą. Z grami chyba też tak bywa, że kupując pudełko dostajemy kod do wersji cyfrowej na Steam. Da się? DA!
    A czy piracę? Coraz mniej przy coraz większych wyrzutach sumienia.

    0
  22. nitjsefni pisze:

    Wszystkie pliki na moim czytniku są legalne. Lubię płacić za książki, bo uważam, że w ten sposób wspieram zarówno wydawcę, jak i autora. Co więcej – czasem kupuję pliki właśnie i tylko dlatego, że chcę w ten sposób wesprzeć ich „twórców”. Dotyczy to szczególnie genialnych audiobooków, które ostatnio wydaje jeden z popularnych serwisów ;)

    Nie znaczy to oczywiście, że nigdy nie pobrałem jakiegoś nielegalnego pliku…

    0
  23. RA pisze:

    Mam sporą kolekcję książek, dużo kupuję nowych i używanych w tym z allegro. Obecnie wolę jednak książki na czytnik, bo moje mieszkanie zmienia się w bibliotekę. Chomik to przyjaciel wydawców i konsumentów, pomimo że niektórzy twierdzą co innego. To jedyny sensowny sposób promocji czytelnictwa, a nie akcje medialne typu rodzice czytają dziecku (nie neguję tego, iż rodzice powinny czytać dzieciom książki. Państwo nie powinno jednak trwonić publicznych pieniędzy na oczywiste rzeczy, które powinny być w pojone w szkole podstawowej). Sam czytam więcej, mogąc zapoznać się z książką na chomiku i co dziwne kupuję całkiem sporo tych przeczytanych, które mi się spodobały (słabe według mnie książki odstawiam po połowie i nie wracam do nich).
    Ceny to rzecz względna. Mam określony budżet w Polsce znacząco okrojony, a ceny na dobra konsumpcyjne wyższe od kilku procent do kilkudziesięciu w porównaniu do zachodnich sąsiadów. Nie wspominając o wyższych dochodach najczęściej na skutek niższych marż oraz preferencyjnych podatków i ulg dla biednych ludzi z krajów starej unii. My ludzie na dorobku do wszystkiego dopłacamy, budujemy od nowa to, co kiedyś dobrze działało i wymyślamy koło od nowa, nawet jak wygląda to jak kwadrat i nie chce się toczyć :(

    Czytnik jest obecnie tani w porównaniu z miejscem zajmowanym przez tradycyjne książki. 300PLN za najprostsze modele to inwestycja, która zwraca się w kilka miesięcy. Rachunek za prąd nie rośnie znacząco, a ile więcej książek się przeczyta dzięki poręczności. Obecnie czekam na duży czytnik z androidem do 1200 PLN, bo literatura techniczna lubi przestrzeń.

    Co do opłat na chomiku to wszystko kosztuje, nawet powietrze nad darmowym morzem :P
    Opłata reprograficzna, ZAIKS i RIAA to ta sama klasa co chomik tylko rząd ich wspiera, a bym składał się na rozwój szacownych instytucji.

    0
  24. iap pisze:

    Jest dobra oferta na muzykę? mam abonament na Spotify. Da się kupić większość nowości w formie ebooków (nie wspominam Fabryki Słów, która każe mi czekać miesiąc na wersję mobi, jakoś to przełykam)? Płacę za nie księgarniom internetowym. Nie jestem w stanie obejrzeć moich seriali nie wydając horrendalnego majątku na 5 abonamentów (albo nawet i nie to, niektórych seriali w ogóle nie jestem w stanie legalnie obejrzeć)? Jaki to pech dla tych, którym mógłbym legalnie zapłacić.

    0
  25. pawbuk6 pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł odnoszący się do problemu praw autorskich, problemu, z którym od kilku lat zmaga się branża oprogramowania komputerowego, gier komputerowych i muzyczna. W tym konflikcie między wydawcami, a „piratami” (nie lubię tego określenia) najlepiej jest chyba stanąc po środku.
    Moim skromnym zdaniem wydawcy nie mają racji kiedy uważają, że każdy kto nielegalnie (albo nawet legalnie, ale nie zapłacił) pobral plik z internetu, na pewno by go kupił, gdyby ściąganie było niemożliwe. Totalna bzdura. Piractwo w dużej mierze bierze się z faktu, że gry, oprogramowanie, muzyka i ebooki są zbyt drogie w stosunku do naszych pensji. Nikt nie dostosowuje cen do naszych warunków. Wiadomo przecież, że przeciętny Polak zarabia ok 4 razy mniej niż przeciętny Niemiec, a często musi płacić więcej. Tak więc liczenie skopiowanych z sieci plików do strat jest nieporozumieniem. Wydawcy niewiele tracą na piractwie – tej kasy i tak by nie zobaczyli :D
    „Piraci” też nie są fair – w końcu powinno się płacić za czyjąś pracę. W przypadku ksiązek czy muzyki odpada argument o tym, że ściąganie na własny użytek jest nielegalne, więc zostaje głównie apelowanie do sumienia „piratów”.
    Jest coś jednak nie tak z calym tym systemem – rozumiem, że autor powinien otrzymywać tantiemy od swoich dzieł, z tym nie polemizuję. Dlaczego jednak z tych tantiem mają jeszcze żyć jego wnuki? Po śmierci autora prawa autorskie powinny wygasać, a dzieła powinny być publicznie dostępne.
    Co jednak z żywymi autorami? Tutaj trzeba podkreślić jedną rzecz – autorzy dostają dość niewielki procent od każdego sprzedanego egzemplarza, zarabiają głownie wydawnictwa i pośrednicy. Książki są po prostu za drogie, a już szczególnie ebooki, przy których odpadają koszty produkcji. Mam zapłacić tyle samo (a czasem nawet drożej) za ebooka jak i za papierowe wydanie? Kuriozum.
    Jako student nie zarabiam zbyt wiele, ebooki kupuję głownie podczas promocji, chomikuję tylko te ksiązki, które już kupilem w wersji papierowej (kpia zapasowa :D )i te, których nie mogę dostać jako ebooków. Zdarzyło mi się też przygotowywać własne wersje ebooków na podstawie plików pdf :D

    0
  26. Zoe pisze:

    Nigdy mi do głowy nie przyszło, żeby ściągać książki z chomika, ale tylko dlatego, że uważam to za kradzież. Gdyby była to normalna platforma, na której można legalnie kupić, a pieniądze trafiają do autora – proszę bardzo. W przeciwnym razie to nie ma sensu. Prawa autorskie są czyjąś własnością, a własność to rzecz święta. Nie wyobrażam sobie, że ktoś przyjdzie do mnie do domu i sobie po prostu coś zabierze, więc ja też innym nie zabieram. Sprzedaż – tak, kradzież/przywłaszczenie, czy jakkolwiek inaczej to sobie nazwiemy – nie. Ale piszecie tutaj o dwóch istotnych kwestiach:
    1. Wciąż zbyt wąski rynek ebooków – nie jestem w stanie dostać książek swoich ulubionych autorów. Dawno temu przerzuciłam się na ebooki, z książek papierowych już nie korzystam i mam problem, bo nie ma w wersji elektronicznej ani Topora, ani Vonneguta, czy Nabokova lub choćby Josepha Hellera. Wspólnie moglibyśmy stworzyć bardzo długą listę. Znam ich twórczość jeszcze z czasów „papierowych”, ale gdybym miała zapoznawać się z nią dzisiaj i byłabym zdeterminowana, być może rozważałabym jednak inne, mniej legalne formy zdobycia książek, które mnie interesują.
    2. Ceny ebooków są nieadekwatnie wysokie w stosunku do ich papierowych odpowiedników. Na szczęście są promocje oraz autorzy, których jednak można kupić za nieduże pieniądze (mam na myśli kwotę do ok.10zł) Zdaję sobie sprawę z tego, że gdyby ebooki kosztowały tyle, ile naprawdę powinny, wówczas rynek książki papierowej po prostu by upadł, ale może tak właśnie powinno się stać. Być może „papier” będzie kiedyś taką bardziej ekskluzywną formą książki i wówczas te kosmiczne ceny miałyby swoje uzasadnienie. Gdyby ebooki kosztowały maksymalnie 10zł (podaję tę kwotę jako umowną) prędzej czy później zdominowałyby rynek książki, a większość chodziłaby z czytnikiem pod pachą. Sprzedaż książek by zdecydowanie wzrosła. Wydawnictwa na pewno nie straciłyby na takiej zmianie profilu.

    0
  27. Nekocia pisze:

    Będąc studentką (niepracującą) czytanie około stu książek rocznie byłoby dla mnie niemożliwe gdyby nie serwisy typu gryzoń.

    Rozumiem, że są promocje, można ebooka zgarnąć za 10 złotych ale (bo przecież zawsze jakieś „ale” musi być)… Po pierwsze, to nadal byłby duży wydatek – co najmniej tysiąc rocznie. Po drugie, nierealne jest, by wszystkie tytuły, które pragnęłabym przeczytać byłyby po te 10 zł, bo najczęściej kosztują one od dwudziestu do trzydziestu kilku złotych. Po trzecie, nadal często się zdarza, że książki nie mają oficjalnej wersji elektronicznej. Po czwarte, nieraz ściągam translacje zagranicznych ebooków, ponieważ wielu książek po prostu w Polsce nie ma.

    Oczywiście to nie tak, że nigdy nie kupiłam żadnej książki, wręcz przeciwnie.
    Wychodzę również z założenia, że jeśli kupować to tradycyjne książki, z nie elektroniczne.

    0
    • terek pisze:

      droga studentko, czy Ty widzisz w jaki absurd popadasz?
      ” można ebooka zgarnąć za 10 złotych ale (bo przecież zawsze jakieś „ale” musi być)… Po pierwsze, to nadal byłby duży wydatek – co najmniej tysiąc rocznie. ”

      Poniewaz mam do czynienia odrobine z „subkulturą więzienną” to argumentacja jest tam powszechnie znana. Przeciez nic mu nie ubyło – bogaty jest.
      Nie dałbym 100 000 za ten samochód, ale mi się podobał…..

      0
    • KBKBKB pisze:

      „Będąc studentką (niepracującą) czytanie około stu książek rocznie byłoby dla mnie niemożliwe gdyby nie serwisy typu gryzoń.”

      No bez jaj — bibliotek nie ma?

      0
      • MariuszR pisze:

        KBKBKB pisze:
        „Będąc studentką (niepracującą) czytanie około stu książek rocznie byłoby dla mnie niemożliwe gdyby nie serwisy typu gryzoń.”

        No bez jaj — bibliotek nie ma?

        I tu dochodzimy do pytania: co za różnica, z biblioteki czy z chomika? Autor i tak na tym nie zarobi a tylko nachodzić się trzeba. No chyba że właśnie w tym chodzeniu, bo albo płacimy i mamy albo trzeba trochę wysiłku i czasu na zdobycie książki poświęcić.

        0
    • Sebastian pisze:

      „Wychodzę również z założenia, że jeśli kupować to tradycyjne książki, z nie elektroniczne”

      Dlaczego? Do mnie trafia postulat: „ebook powinień być znacznie tańszy od papieru”. Dużo tańszy ale nie darmowy.

      0
    • eRajwa pisze:

      Takie legitymizowanie ściągania jest żałosne.

      0
    • Emi pisze:

      „Będąc studentką (niepracującą) czytanie około stu książek rocznie byłoby dla mnie niemożliwe …”

      Stylistycznie to zdanie jest naprawdę brawurowe! Błędy na poziomie szkoły podstawowej. Wstyd!

      0
  28. 8 o'clock pisze:

    Przecież Polacy książek nie czytają? Skoro nie czytają, to nie mają powodu ściągać ich z chomika.

    PS:
    Na chomiku są książki, których nie ma w sprzedaży, nie są wznawiane i brakuje w bibliotekach. Innymi słowy, wydawcy w ogóle nie są nimi zainteresowani.

    0
    • terek pisze:

      ” wydawcy w ogóle nie są nimi zainteresowani.”

      ale oczywiście uwzgledniłeś to, ze wydawcy jednak muszą miec prawo do wydania ksiazki, a z tym moze byc problem – bo wygasly/zmienil sie pierwotny wlasiciel, jest problem z prawem do tłumaczenia?

      A moze wydawcy powinni stworzyc dla siebie superCHOMIKA i mowic zagranicznym wlascicielom praw – wicie rozumicie, przeciez was nie okradamy i tak bysmy od was tych praw nie kupili. Wiec nic nie tracicie.

      0
      • 8 o'clock pisze:

        Jakby nie było problemu z wydawaniem książek, to nie byłoby wydawnictw. Wystarczyłby self-publishing i wolne lektury. Ja np. nie obarczam użytkowników problemami mojego zawodu.

        0
  29. Sebastian pisze:

    Problem jest bardziej ekonomiczny niż moralny. Nasze elity i gwiazdy mediów to cebulaki a dochody większości społeczeństwa są na poziomie, na którym zakup Kindla wprost z Amazonu to mały snobizm i przemyślana inwestycja (no bo gwarancja). Dopóki lektura nawet kradzionej książki robi z człowieka intelektualistę a zakup czytnika to poważna inwestycja nie ma co płakać na chomikiem tylko nad ludźmi którzy tam robią interesy.

    0
    • Nekocia pisze:

      Co do gwarancji z Amazonu-kupując czytnik bez reklam w sklepie w Polsce lub na allegro gwarancja nadal nas obejmuje.

      0
      • Sebastian pisze:

        No właśnie, bez reklam. Ja pisałem o tańszej wersji popularnej na Allegro kontra międzynarodowa, droższa niezależnie od kogo kupujemy.

        0
        • WdB pisze:

          Przecież reklamy można, z pomocą konsultanta Amazonu, usunąć z czytnika, więc jaka dla nas w PL różnica?

          0
  30. PanGoladkin pisze:

    Jeśli ebook jest dostępny do zakupu i/lub nie posiadamy wersji papierowej, którą sami przerabiamy na wersję cyfrową to nielegalne pozyskiwanie ebooków jest kradzieżą i nie ma w tym wielkiej filozofii, to czy moralne jest np. oddawanie autorom najmniejszej części ze sprzedanej książki to już inna sprawa.

    0
  31. ŁANONIM pisze:

    Kopiowanie nie ma znaczenia.
    Nieautoryzowana dystrybucja treścią w przypadku książek nie ma praktycznego przełożenia na stan rynku.

    Najlepiej sprzedający się chałturnicy mimo wszystko królują na listach bestsellerów (czyli guście i możliwościach pani/pana Bylejakiego). Grafomani i artyści pisać nie przestają, bo mają imperatyw intelektualno-emocjonalny.

    Jeśli tomiki poezji drukuje się w nakładzie 300 – 500 sztuk to jakie znaczenie ekonomiczne ma kopiowanie tej publikacji? Ten tytuł powstał z innych powodów niż zarobek, bo z samego rachunku musi przynieść stratę.

    Wielka literatura powstaje obok ekonomii. A byle co i tak się sprzeda. Ergo tak czy siak kopiowanie nie ma znaczenia

    0
    • Sebastian pisze:

      Nie ma znaczenia dla kultury, dla ludzi którzy żyją z rynku jakieś znaczenie ma. Patrz płacz pani Kaji Malanowskiej o 6800zł.

      0
      • KBKBKB pisze:

        Malanowska i kultura nie powinny stać obok siebie. No proszę Cię.

        0
        • Sebastian pisze:

          No to właśnie wynika pośrednio z mojej wypowiedzi :)

          Ale to nie jest zamierzony efekt, nie mam pojęcia co piszę ta autorka i nie oceniam tego.

          0
    • zipper pisze:

      firma, w której pracujesz z punktu widzenia ekonomicznego w skali kraju nie ma żadnego znaczenia.

      więc od dzisiaj wszyscy przestają płacić twoje faktury, bo nie ma to żadnego znaczenia.

      0
  32. PanGoladkin pisze:

    To może dla rozładowania atmosfery zacytuję pewną złotą myśl Jean-Claude Van Damme’a:

    „Kiedy idę przez salon od kominka do okna zajmuje mi to 10 sekund, ale ptakowi zajmuje to sekundę, a tlenowi zero sekund!”

    Może to nieco rozjaśni ten aspekt świata ebooków :)

    0
  33. Agata pisze:

    Według mnie wszystko jest kwestią ceny. E-booki są wciąż za drogie, a to „wodzi na pokuszenie”. Większość wolałaby się „nie chrzanić” i kupić pięknego, przystosowanego do mojego czytnika e-booczka a nie sprawdzać pięćdziesiąty plik z chomika. Z tym, że wg mnie e-booki nie powinny przekraczać ceny 20zł. W innym przypadku logika podpowiada nam, że to głupota płacić za coś np. 45zł co jest nienamacalne – nie mamy pięknej okładki, kolorków, zapachu. Mamy plik. Niektórzy kupują beznadziejne książki tylko przez wzgląd np. na „piękne wydanie”. Co nam zostanie jeśli e-book okaże się popisem grafomaństwa? – Nic. Kasa wyrzucona w błoto, nawet nie można „oddać na prezent”. Jesteśmy materialistami i kombinatorami z natury. A rynek e-booków nie ułatwia nam obierania wyłącznie prawej drogi.

    0
    • 8 o'clock pisze:

      Według mnie ceny akurat są ok – ciągłe promocje, ale z dostępnością tytułów, czy to w papierze, czy elektronicznie, jest gorzej.

      0
    • zipper pisze:

      a jak idziesz do masażysty to też nic materialnego po twojej wizycie nie zostaje poza dobrym samopoczuciem.

      to po co mu płacić?

      Kiedy ja kupuję książkę to płacę za jej treść i jest to też forma wynagrodzenia dla wszystkich osób, które przyczyniły się do jej powstania.

      Kali płacić – Kali dostać do ręki to dość przestarzałe rozumowanie w czasie, kiedy coraz więcej rzeczy jest niematerialnych.

      0
  34. Aaaby kupic pisze:

    Jako autor rozdzialu do podrecznika dostalam jednorazowo 450 zl. Autorow bylo jeszcze 10. W ciagu 2 lat po publikacji zadnych przelewow wiecej nie bylo. Mam nadzieje, ze „prawdziwi pisarze” maja korzystniejsze umowy, chociaz z tego co pisala Malanowska, to wychodzilo z 7% ceny dla autora. Tez raczej nieduzo.

    0
  35. stefan pisze:

    Nieznośna lekkość bytu – tylko portal aukcyjny w zdzierskiej cenie (w tym przypadku zero kasy dla autora czy wydawcy). Zero nowego papieru czy ebooka. Zero zahamowań. Pociągnąłem z gryzonia, bo szkoda mi czasu na bieganie po bibliotekach. Malarstwo białego człowieka – pociągnąłem żeby zobaczyć co to jest. Coś tam poczytałem i zarzuciłem – nadęty Łysiak mnie irytuje (merytorycznie robi wrażenie). Kupić można papierowo – sprawdźcie za ile (oczywiście to wydawnictwo prawie albumowe więc jest uzasadnienie dla ceny). Uniwersum Metro, Bajon, Davies, Koper, Ciszewski i paru innych – kupuję e-booka, czasem w dniu premiery, bez względu na cenę lub cierpliwie czekam na promocję. Daję zarobić tym, których książki lubię. Przez lata wydałem fortunę na papier, ale mam dość składu makulatury w domu. Nie zamierzam kupować już więcej książek papierowych. Wyjątek zrobiłem ostatnio dla Bajona, którego genialny Koń Alechina funkcjonuje tylko na papierze i nie jest komercyjny na tyle, żeby go ktoś spiracił elektronicznie. Po przeczytaniu udostępniłem znajomym, zapewne popełniając przestępstwo względem prawa autorskiego. To samo zrobiłem z większością papierowej biblioteczki, której nie miałem ochoty dźwigać przy przeprowadzce. Biję się w piersi, bo postąpiłem bardzo nieetycznie.

    0
  36. plyta666 pisze:

    http://wyborcza.biz/biznes/1,101562,9689459,Co_sie_sklada_na_cene_ksiazki__I_dlaczego_to_ciezki.html

    koszt kupna książki w POLSCE jest porównywalny z USA – korekta, zarobek autora, promocja i zarobek wydawnictwa to cząstka ceny zakupu książki – przy ebooku opada jeszcze koszt jeszcze jej wydruku, poza tym lepiej chyba sprzedać po niższej cenie większą ilość i nauczyć czytelników regularnego czytania i sięgania po literature

    0
  37. Amadeuszx pisze:

    Nie wiem czy zauważyliście, ale książki z wydawnictwa Helion są na chomiku niedostępne lub bardzo trudno dostępne…

    0
  38. gosc pisze:

    Co to za argumenty żeby zmienić hobby albo ze książka nie jest artykułem pierwszej potrzeby. Nowy samochód, smartphone, czy buty Lajki nie dodadzą nam inteligencji, brak dostępu do książek w prostej linii doprowadzi do wtórnego analfabetyzmu społeczeństwa (co już widać na większości forów internetowych). Skoro da się robić aplikacje i gry na telefony za 3-5 zeta to czemu nie można za tyle sprzedać e-booka? Byłbym w stanie uwierzyć ze cena wynika z kosztu druku i papieru ale w przypadku ebooka??? Przecież nakład jest nieograniczony! Oczekując od ludzi żeby CZYTALI trzeba ich do tego zachęcić! A jaki jest lepszy sposób niż cena? Jeśli koszt zakupu byłby na prawdę niski (czytaj, wręcz śmiesznie mały) to jestem przekonany ze cały biznes z pirackimi ebookami by sie skonczyl. Chyba każdy z nas woli klikać, zapłacić i cieszyć sie ebookiem wydanym pod swój czytnik a nie skanem watpliwej jakosci. Ile z ceny ksiazki/ebooka trafia do autora a ile ma z tego wydawnictwo? Po co w ogóle podatek od ksiazek i ebookow? Czy samo Państwo nie może prowadzić lepszej polityki ‚proksiazkowej’ ? Nie, bo po co, analfabetami lepiej się steruje. Niech książki kosztują po 400zl , wtedy kupimy sobie jedna na rok ale jakże szczęśliwi ze udało nam się uciułać! Ludzie chcecie czytać – ściągajcie z netu aż się łącza przepalą. Skoro da się sprzedwac książki po 8-10 zl (łaskawa super mega hiper czasowa promocja) to widocznie taka jest ich cena (albo i niższa) a ceny typu 40-50zl ‚bo to nowość’ albo akurat autor jest ‚na fali’ to tylko chęć nachapania się pieniędzmi przez jak najkrótszy czas. Sprzedajcie milion książek po 5 zl i cieszcie sie popularnością zamiast 10000 po 50 a reszta pójdzie z chomików i podobnych. Skoro ceny ‚oryginalow’ sugerują takie rozwiązanie to widocznie wszyscy są zadowoleni i po co bić piane o ‚złych piratach’.

    0
    • gosc pisze:

      poza tym pamiętajmy ze ludzie z natury nie maja ‚sk*****nstwa’ we krwi, jestem przekonany ze dając im normalny wybór nie mielibyśmy nawet o czym teraz dyskutować.

      Pozdro mole ksiazkowe!
      (w przypadku ebooka ciegle jest sie molem czy raczej jakims wirusem ksiazkowym?:) )

      0
    • zipper pisze:

      To pokaż innym jak to się robi i wydaj nowego ebooka znanego autora w cenie 3 zł. Będę stał z boku i klaskał.

      0
      • gosc pisze:

        nie zajmuje się wydawaniem. W naszym kraju książki są ciągle postrzegane jako towar luksusowy. A tak być nie powinno. Skoro zarabiamy dziadowskie pieniądze to niech ceny przynajmniej książek będą na odpowiednim poziomie żebyśmy nie cofali się w rozwoju. Skoro kawa w całych Włoszech może kosztować 1e niezależnie od sklepu (i producenta) to w Polsce książka może kosztować 5 zl niezależnie od autora. Byłoby fajnie, a może w końcu doczekalibyśmy się czytników jako głównego prezentu komunijnego bo dzieciaki i rodzice mogliby napychać je legalnymi książkami aż by mieli dość. Co do autorów, sadze ze jeśli cena x ilość dałaby taki sam przychód to nie mieli by nic przeciwko, popularność dostawaliby niejako gratis :) Nie zapominajmy ze cały czas mówimy o ebookach gdzie, jak sadze, koszt sprzedaży jednego albo miliona jest taki sam.

        0
        • zipper pisze:

          „nie zajmuje się wydawaniem”

          to dlaczego wiesz lepiej od wydawców, jaka powinna być cena ebooka i im laskawie „doradzasz” ?

          0
          • gosc pisze:

            pisze jaka być powinna z punktu widzenia użytkownika. Jeśli będzie popyt to i podaż nadąży. Nie ‚doradzam’ ale idąc Twoim tokiem rozumowania cena książki nie gra roli a ona najlepiej jakby cały czas była ‚dla wybranych’. Akcje jak bookrage , promocje po -80% i ich wydźwięk w mediach pokazuje ze ludzie oczekują i chętnie korzystają z książek w takiej a nie innej cenie. Jeszcze raz będę sie upierał ze cena x ilosc zrobia swoje i wszyscy będą zadowoleni (poza chomikiem). Chcesz ebooka: 5 zl. Chcesz papier? Koszt papieru , druku, transportu, etc + 5 zl i masz papier. Gdzie jest blad?

            0
          • martyna pisze:

            Wydawców powinno interesować zdanie czytelników. Niestety, niektóre wydawnictwa prezentują tak samo betonowe podejście jak Twoje w dyskusji: „znajdź sobie inne hobby”, „przerzuć się na kawę”. Czasem i książki nie pomogą kulturze w dyskusji. A argumenty w rodzaju „nie jesteś x, dlaczego się zatem wypowiadasz?” Są śmieszne, ponieważ, idąc tym tropem, nikt nie powinien się wypowiadać o niczym poza swoim zawodem czy rzeczami znanymi sobie z autopsji.

            0
            • zipper pisze:

              jeżeli ktoś nie rozumie, dlaczego postulat wydawania książki po 3 zł za sztukę i 10 zł za fizyczną kopię, to inaczej się nie da.

              Zwłaszcza, że sa już w dyskusji dziesiątki komentarzy na temat kosztów wytworzenia ebooka i papieru. Wystarczyłoby poczytać.

              0
              • Marek pisze:

                Nie potrzeba nam „mesjaszy książkowych”. Ba! Nikt ich nawet nie będzie słuchał. Jeśli wydawcy nie potrafią nadążyć za zmianami rynkowymi, technologicznymi, socjologicznymi, to jest ich problem. Samymi słowami nikt świata nie zmienił. Nawet Jezus musiał umrzeć, aby coś się „ruszyło” w społeczeństwie. To samo prawo, choć nie spisane, obowiązuje w świecie książki. Jeśli oferta jest niezadowalającą, to przy rosnącym popycie, użytkownik sam stworzy nową – odpowiednią dla siebie

                Jeśli mam pieniądze i nie muszę ich przeznaczyć na rachunki, lub jedzenie (jako student) to książki kupuję, rezygnując z butelki wódki/wyjścia do klubu/ nowych butów/ wycieczek. I są to z reguły pozycje naukowe. Ale jeśli funduszy brak, to moje gumowate sumienie nawet nie zadrży widząc rosnący pasek pobierania. Zwłaszcza kiedy potrzebuję coś zrobić na wczoraj, albo poczytać celem wyostrzenia zdolności umysłowych i pogłębienia rozwoju kulturalnego oraz duchowego. I jeśli teraz wyedukuję się do najwyższych poziomów ludzkiego umysłu, to kiedyś, przy przy zarobkach wyższych niż moich rodziców, kupię dzieciom całą bibliotekę. Taka cyniczna, niedbała wizja przyszłości ;P. Niech pisarze nauczą swoje dzieci tworzyć, to będę kupował dzieła ich latorośli dla swoich pociech. Niech twórcy i wydawcy nie narzekają, iż istnieje piractwo. Że na zachodzie jest inaczej. Wszyscy żyjemy w polskiej rzeczywistości i musimy się z nią zmagać. Także z stosunkiem wysokości wypłaty do cen produktów. „Nie” dla wybrańców i świętych krów. Szacunek, miłość, pieniądze klientów zdobywa się jakością usługi, a nie teoriami wyciągniętymi z utopijnych wizji ekonomicznych, nieuwzględniających czynnika ludzkiego, który powoduje optymalizacyjny wybór najłatwiejszej ścieżki.

                A z osobistych historii to mam szczęście, bo książki zawsze pchały mi się w ręce. Czy to szkolne konkursy, czy dorośli znajomi (będącymi znacznie ciekawszymi postaciami niż moi rówieśnicy na każdym etapie rozwoju), którzy z uśmiechem na ustach obdarowywali mnie pozycjami ze swoich księgozbiorów (a działo się to zupełnie bez okazji – ot tak #pstrykpalcami#). Książka mnie kocha ;) i będę ją brał bez zastanowienia, jeśli pojawi się ochota, jak Kmicic Oleńkę, jak Azja Basię, jak Cezar Kleopatrę. I co roku wydaję na nią kilkaset złotych.

                0
              • Marek pisze:

                Poza tym wolę wydać 9 dolarów miesięcznego abonamentu na bibliotekę internetową taką jak scribd (w tej cenie mam dostęp do +400 000 pozycji), zapłacić 1000 zł za kurs językowy celem zdobycia możliwości czytania w oryginale, albo skorzystać z darmowego repozytorium takiego jak serwis archive org, niż płacić horrendalne sumy wydawnictwom, które są żałosne w matematyce, socjologii, marketingu i jedyną możliwość uzyskania wysokiego przychodu widzą w nabijaniu wyjściowej ceny książki.

                0
        • zipper pisze:

          a jeśli kawa i książka to dla ciebie dobra porównywalne to przerzuć się na kawę. W maku po mniej więcej 1 euro.

          0
          • gosc pisze:

            nie napinaj sie o kawe. To byl przykład. Konkurencja, czy tez odgórna regulacja zrobiła swoje. W Szewcji tani jest sport bo rzad promuje politykę prozdrowotna. Jeśli w Polsce zmieni sie mentalność jeśli chodzi o książki to może właśnie z ich powodu staniemy sie książkowa stolica europy. Takie utopijne marzenie.

            0
  39. slavicek pisze:

    Straszny chaos myślowy mi sie zrobił, ale pozwólcie, że wtrącę swoje trzy grosze…

    Jedni krzyczą „nie ma ebooków danego autora, to jak ja mam czytać, co dopiero jak kupować?” Do tych mam pytanie, to co z papierem? Dopóki nie dorobiłem się czytnika, obkupywałem się w sklepach z tanią książką albo na wyprzedażach w supermarketach, gdzie fajne rzeczy potrafiły kosztować parę złotych. Na pewnym etapie sprzedawcy chcą się pozbyć książek zalegających w magazynach. Albo czasem wystarczy popatrzeć na Allegro, czy serwisy ogłoszeniowe – jeśli zależy Ci tylko na przeczytaniu dzieła, to dlaczego nie kupić używanego? Nie chcesz kupować – idź do biblioteki. Ktoś podnosił argument, że pracuje w godzinach otwarcia wypożyczalni. To nie może taki nieszczęśnik poprosić mamy, taty, siostry, kumpla, kogokolwiek, żeby załatwił sprawę za niego?

    Z jednej strony jest w nas przekonanie, że książka (czy inne dobro kulturowe) to coś, co warto mieć. Moja książka, mój film, choć tak naprawdę jesteśmy tylko właścicielami nośnika, a czasem kupujemy coś, bo będzie ładnie wyglądać na półce, albo po prostu jesteśmy opętani żądzą posiadania :)

    Z drugiej strony, pirackie ebooki są tak popularne w znacznej mierze dlatego, że te same wytwory kultury, które chcemy mieć na własność, mamy za nic nie warte. Jeśli coś jest darmowe, to nie jest dobre, bo za darmo to można, za przeproszeniem, w gębę dostać.

    I sami sie zapętlamy, bo odkrywamy, że gromadzimy rzeczy, których mieć nie chcemy i ich nie potrzebujemy.

    A może po prostu piracimy dlatego, że po prostu uważamy, że darmowy dostęp do kultury nam się należy, a wszystkie te gromy, które rzucamy w stronę wydawców, twórców itp to po prostu próby usprawiedliwienia samych siebie?

    0
    • rudy102 pisze:

      Co z papierem? Już ci mówię. Mogę kupić używany papier i autor nic z tego nie ma, mogę iść do biblioteki i autor nic z tego nie ma. Mogę pobrać z chomika i autor nic z tego nie ma.
      Wszystkie trzy sposoby są prawnie dozwolone i autor nic z nich nie ma. Wskaż różnice.
      Poza tym nie lubię papieru i nie po to kupowałem czytnik, żeby czytać papier. Papier czytam jak muszę (podręczniki). Nigdy rocznie nie przeczytałem tyle książek ile od końcówki grudnia tego roku, czyli od czasu, kiedy mam czytnik, bo takie to przyjemne, nie to co papier.

      0
      • eRajwa pisze:

        Zapytałeś jakiegoś autora jak on to widzi?

        0
        • rudy102 pisze:

          Ale co konkretnie widzi? Żeby widzieć różnicę między chomikiem a biblioteką czy allegro musiałby chyba być jakimś zacofanym, ciemnogrodzkim technofobem. Nie wątpię, że tacy wśród naszych pisarzy istnieją.

          0
          • slavicek pisze:

            Ależ jest różnica. Finansowa.

            Kupując książkę stajesz się właścicielem materialnej kopii dzieła, którą możesz potem dowolnie dysponować. JEDNYM, konkretnym egzemplarzem.

            Ale to ciągle autorowi przysługuje prawo do decydowania o swoim dziele, więc jeśli już tak bardzo chcesz dla szczytnej idei propagowania kultury rozdawać za darmo cudzą pracę, to wypadałoby przynajmniej zapytać autora, co on na to.

            „Chętnie zapłacę autorowi omijając tego oszusta wydawcę” – powiesz. Naprawdę? Próbowałeś? Napisałeś kiedyś do autora, żeby udostępnił Ci taniej jakąś swoją powieść? Odsprzedał egzemplarz autorski? Przesłał Ci plik Worda ze swoją powieścią, który na pewno ciągle trzyma na dysku? Nie, bo przecież zabiłby Cię śmiechem?

            Czy nie, bo trzeba się pomęczyć, trzeba może wydać kasę, a na chomiku mam wszystko za darmo…?

            Ludzie, pisanie i wydawanie książek to jest praca, każdy chce zarobić. Za pracę należy się wynagrodzenie, chyba, że głośno i wyraźnie oświadczę, że robię coś dla przyjemności i charytatywnie.

            Biznes ma dwie strony – jesteś klientem, który zgłasza zapotrzebowanie na tanią, najlepiej darmową, dobrą literaturę, wolną od błędów i ładnie złożoną. Daj takie ogłoszenie. Czy sądzisz, że jeszcze dziś odpisze Ci Stephen King, Amos Oz, ktokolwiek ze znanym nazwiskiem, czy raczej będzie to Jan Kowalski z Koziej Wólki?

            0
  40. Cyber Killer pisze:

    1. Na to wszystko jest tylko jedno skuteczne rozwiązanie – przywrócenie krótkiego okresu copyrightu tak jak było na początku XX wieku. Obecna ochrona 70 lat po śmierci autora jest absurdalna i ogrom dzieł w ten sposób bezpowrotnie znika, bo nikt nie ma do nich praw, ale żeby nie kopiować pilnuje wiele organizacji. Domena publiczna bardzo na tym wszystkim cierpi.
    2. Starsze książki w ebookach – o tak, to bym sobie sprawił, np cały (ponad 20 ksiażek) Riftwar R.E. Feist’a… No ale nie ma :-/.
    3. Również uważam że eksiążki są za drogie i nie jest to hobby. Hobby to zajęcie na co człowiek jest gotów wydać znaczące ilości pieniędzy (dla mnie np gry RPG, podręcznik to kwota rzędu 50-100 zł, kostki po 2-5zł/sztuka, itd), natomiast książka literacka to codzienna rozrywka i jako taka powinna być tania tak jak inne tego typu formy (telewizja, gry komputerowe, itd).

    0
    • eRajwa pisze:

      Telewizja kablowa jest tania? Gry komputerowe w dniu premiery są tanie?

      Cena książek z biegiem czasu również spada do akceptowalnego poziomu.

      0
      • pawbuk6 pisze:

        Cena książek spada do akceptowalnego poziomu? Po ilu latach?

        Opiszę jak to było z grami komputerowymi – na początku rzeczywiście były drogie, a ich cena powoli spadała. I tak większość osób zaopatrywała się w nie na giełdach. Dopiero w XX wieku weszły na rynek tanie serie, w których za niewielkie pieniądze można było kupić kilkuletnie gry. Taki stan utrzymywał się przez ładnych parę lat – drogie gry premierowe (100 – 130 zł), po roku cena gry spadała do ok 70 zł, następnie do ok 50 zł, po dwóch, trzech latach grę można było kupić w cenie ok 20 – 30 zł.
        Rewolucję zrobił jednak Steam – olbrzymia platforma sprzedażowa firmy Valve, który zaczął organizować Winter oraz Summer Sale. Obniżki cen na poziomie nawet ponad 75% były 3 lata temu szokiem dla wielu osób. Steam oferował i oferuje tylko gry w formie cyfrowej, w dodatku przypisywane do konta, a nie edycje pudełkowe.
        To byla rewolucja dla branży. Inne sklepy oferujące gry cyfrowe i pudełkowe nie chciały zostać w tyle, więc również zaoferowały klientom wyprzedaże. W pewnym momencie obniżki cen były już tak wielkie, że nawet wyprzedaże Steamowe – 75% nie robiły na naszym rynku wrażenie. Wiele osób zaczęlo kolekcjonować masowo gry na Steamie – po co „piracić”, skoro można nabyć legalnie (zwiększając dodatkowo swoją kolekcję) za kilka, kilkanaście zł?
        Podczas takich kilkudniowych wyprzedaży twórcy często zarabiali kilka razy więcej niż przez resztę roku.
        Do walki włączaly się kolejne sklepy – GreenManGaming, Gamersgate, cdp.pl, Muve.pl itd. Polskie firmy też ostro namieszały na rynku, nie tylko polskim.
        W tej chwili do gry włączyla się również inicjatywa Humble Bumble, czyli paczki gier niezaleznych (a czasem i nawet wielkich wydawców) kosztujące co łaska (w wyższej wersji zazwyczaj około 5 dolarów).

        Teraz żeby nie odchodzić od tematu ebooków – dla branży książkowej są one tym samym, czym dla branży growej były gry dystrybuowane cyfrowo. Do ebooków potrzebny jest czytnik, do gier cyfrowych potrzebne jest w miarę szybkie łącze internetowe.
        Ebooki mogą nieźle namieszać na rynku, jednak potrzebny jest taki książkowy Steam, który rozpocznie wielkie wyprzedaże. Może Amazon?
        Ceny ebooków spadną do kilku złotych, to skończy się też piractwo w takiej skali. Po co coś ściągać nielegalnie, skoro można kupić za 5 złotych.
        Na razie ceny ebooków w promocjach spadają czasem do 10 złotych, to jest już i tak bardzo dobrze, ale potrzebne jest przełamanie tej bariery.
        Dla większości osob 5 złotych to naprawdę bardzo niewielka suma, więc będą kupowali coś, nawet tego nie potrzebując do końca. Tylko czy wydawcy są gotowi na takie ryzyko?

        0
        • zipper pisze:

          przecież na steamie gry w przecenach kosztują dokładnie tyle samo co ebooki w Polsce.

          „Unicestwienie” z oferty wyd. Otwartego dopiero co wyszło a ja już kupiłem je za 15 złotych. To mniej niż dałem za Age of Empires 2, grę niemal 15-letnią na tym twoim steamie, w wyprzedaży.

          0
          • pawbuk6 pisze:

            Tylko patrz ile kosztują nowe gry (pudełkowe), a ile nowe książki (papierowe). Nowa książka w Polsce zazwyczaj kosztuje od 35 – 40 zł, nowa gra od 120 – 150 zł. W przecenie ebook kosztuje 15 zł, gra cyfrowa 20 zł :D
            Przy czym na nowsze ksiązki nie ma takich przecen. Kilkuletnia Gra o Tron kosztowała w przecenie ponad 20 zł.
            No i jeszcze jedna sprawa – ksiązkę zazwyczaj pisze jedna osoba, grę tworzy kilkadziesiąt osób.
            Ksiązkę przeczytam w 5 – 8 godzin (to już naprawdę musi być kobyła), w wielu grach tylko pojedyncze przejście (gdzie grę poznam w 60%) zajmuje 20 godzin.
            Jak dla mnie to wydawcy książkowi są po prostu zbyt pazerni, autor z tego niewiele dostaje. Dlatego kupuję tylko ebooki w przecenach do 10 – 15 zł. A jak nie ma ebooka, to ściągam (co jest jednak niewielką częścią książek, które kupuję). Jeśli ktoś mnie lekceważy (brak wydania w formie ebooka, ceny z kosmosu), to ja mam gdzieś jego. A poza tym ściąganie książek, filmów, czy muzyki jest legalne (oprogramowania i gier nie ściągam). Dlaczego tylko ebooki? Skończyło mi się miejsce na półkach. Dlaczego nie wypożyczam książek z biblioteki? Dla wydawcy to dokladnie to samo co ściąganie, a wolę mieć na własność jeśli nie łamię prawa :D

            0
          • oLiardi pisze:

            Ech, sam nie wiesz co kupujesz… Nie kupiłeś 15 letnią grę tylko jej zremasterowanę wersję, która miała premierę w zeszłym roku. Można ją było już kupić ~10 pln

            0
            • zipper pisze:

              Historycznie najniższa cena AOE2 HD na steamie to 3.59 euro (dane serwisu isthereanydeal.com)

              0
              • oLiardi pisze:

                Nie tylko na steamie można kupić gry działające tam. greenmangaming, amazon, gamersgate, nuuvem, muve i tysiące innych i wszystkie robią promocje.

                0
        • gosc pisze:

          zgadzam sie w 100%. Oczywiście zdażają sie promocje, natomiast na regularna niska cen ebooka trzeba czekac tyle ze caly świat juz zapomina ze taka książka wyszła a my ekscytujemy ze ja czytamy bo w końcu udało nam sie ja kupić. W dobie globalizacji taki czasowy ‚lag’ wyklucza nas całkowicie z możliwości zabierania głosu w dyskusji o najświeższej literaturze.

          0
          • asymon pisze:

            Ale tak samo jest na Steamie, „regularne” ceny są znacznie wyższe niż w polskich sklepach. Za Call of Duty: Ghost zapłacisz 60 ojro, czyli jakieś 250 zł. :-D

            0
            • pawbuk6 pisze:

              Bez wyprzedaży Steam jest dla Polaków drogi, bo nie jest dostosowany do naszych warunków (tak jak np w Rosji). Chciałem jednak opisać pewną rewolucję, ktorej Steam dokonał, a mianowicie przyspieszenie spadku cen i wprowadzenie wielkich wyprzedaży.
              Na polskim rynku ebookow czegoś takiego jeszcze nie ma, a myslę, że mogłoby to zniwelować problem chomikowania książek.

              Koszt wyprodukowania ksiązki w cenie ksiązki stanowi dośc niewielki procent, przy ebookach spada prawie do zera. Skąd więc takie ceny?
              Nie żylem w komunie, jednak rodzice opowiadają, że wtedy ksiązki były naprawdę bardzo tanie (co w sumie potwierdza biblioteczka jaką zgromadzili) i dostępne dla każdego. Teraz stały się wręcz towarem luksusowym, bo kogo stać na masowe zakupy ksiązek za 40 zł?
              Ja widzę pewne pozytywy chomikowania – być może przekona to wydawców, że lepiej obniżyć ceny. Lepiej sprzedać 10 tysięcy egzemplarzy po 15 zł niż 500 egzemplarzy po 40 zł :D

              0
  41. rudy102 pisze:

    Autorzy i wydawnictwa nie mają ani grosza z książek używanych. Nie widziałem takiego hejtu na książki używane.
    Z bibliotek jeśli cokolwiek mają to jakieś grosze. Nie widziałem takiego hejtu na biblioteki.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Były też narzekania na biblioteki, np. Gretkowskiej: http://legalnakultura.pl/pl/czytelnia-kulturalna/rozmowy/news/517,panstwo-utrwala-model-ze-wszystko-sie-nalezy-za-darmo
      „Moje książki są w bibliotece i nie mam z tego ani grosza. W Skandynawii biblioteka odprowadza składkę i dostaje się tantiemy. U nas biblioteki się zamyka, są tak niedofinansowane, że o odprowadzaniu tantiem nie ma co mówić. „

      0
    • YuukiSaya pisze:

      I to jest dopiero hipokryzja…

      0
    • bongozz pisze:

      W poprzedniej dekadzie publicysta, niegdysiejszy pisarz Ziemkiewicz ostro jechal na biblioteki. Ach jakie piekne flejmy na usenecie to powodowalo. :)

      0
    • Jacek pisze:

      Ależ autor ma z książki używanej tyle, że już ją (upraszczam) sprzedał w jednym egzemplarzu a co z nią zrobi dalej właściciel to nie ma znaczenia o tym dalej. Do biblioteki też sprzedał – jeden, kilka egzemplarzy. W jednym i drugim przypadku one się nie mnożą, jak pliki cyfrowe. Gdyby każdy z nas zwracał do chomika przeczytane pliki i nikt w czasie, gdy my je czytamy nie mógłby ich pobrać wtedy mielibyśmy analogię, w obecnej sytuacji porównywanie chomika i innych torrentów do biblioteki jest moim zdaniem absolutnie nieuprawnione.
      Gdybyś miał czekać np. 100 miesięcy na dostęp do pliku/książki poszedłbyś do księgarni tradycyjnej lub internetowej i kupiłbyś tą książkę/plik bo nie byłoby o czym ze znajomymi przy piwku za 7 PLN/kufel porozmawiać.

      Wszystkim pomstującym na ceny książek lub innych dóbr kultury i/lub drakońskie prawo autorskie polecam:
      1) samemu napisać jakieś dzieło i próbować się z niego utrzymać przez odpowiedni czas – wszystkie chwyty dozwolone samowydawanie+samosprzedaż , umowa z wydawnictwem, wystawanie z koszyczkiem pod kościołem lub w przejściu podziemnym, co tam komu pasuje

      2) przynajmniej oszacować ile potrzebujesz zarobić w ciągu roku, żeby nie musieć stać pod kościołem i utrzymać rodzinę, a potem do tego dodać: podatek PIT (autorzy mają 50% kosztów uzyskania przychodu więc efektywnie płacą za połowę dochodów), ZUS i NFZ, koszty redakcji (około 1 miesiąc pracy specjalisty), składu ( co najmniej tydzień pracy specjalisty), reklamy w specjalistycznych mediach, wynajęcia serwera ze sklepem, opłacenia transakcji kartami. Do sumy dodajemy jeszcze 23% VAT i  dzielimy przez domniemaną liczbę sprzedanych kopii pliku i wychodzi nam najniższa możliwa cena dzieła (upraszczam, bo można próbować optymalizować VAT/PIT). Niech ktoś z narzekających policzy i pokaże, że to się da zrobić za mniej niż 10 PLN. Mnie to nijak nie wychodzi.

      0
  42. zambezilimpopo pisze:

    Nie wiem, czy coś się w tej kwestii zmieniło, ale swego czasu czytałam komentarze odnośnie prawa autorskiego, z których wynikało, że samo ściąganie plików z internetu, które mieści się w granicach dozwolonego użytku jest legalne. Nie ma więc, co sobie od razu ubliżać od złodziei. Nielegalnie jest natomiast rozpowszechnianie. Dlatego dziwię się, że osoby, które kupują książki, wystawiają je później na chomiku w sposób ogólnodostępny, łamiąc tym samym prawo. Niestety nasze prawo autorskie jest przestarzałe i rodzi takie dziwne sytuacje. Kiedy kupujesz papierową książkę jako właściciel możesz ją odsprzedać, darować albo pożyczyć nieograniczonej liczbie znajomych, bo jest twoja. Niestety nie możesz tego samego zrobić z ebookiem, bo możesz złamać prawo…

    0
    • zipper pisze:

      Jeżeli chodzi o pożyczanie, to jest wręcz przeciwnie – znacznie łatwiej pożyczyć ebooka komuś z rodziny lub znajomemu i w przeciwieństwie do papieru, możecie go czytać jednocześnie.

      0
      • tzigi pisze:

        Jaaasne. Osoby, które nie mają czytnika z czytania ebooka mają przyjemność wielce wątpliwą. A nie każdego na czytnik stać. Mam wielu znajomych, którzy bardzo lubią fantastykę i cieszą się, że mogę im regularnie pożyczać nowe książki Fabryki Słów (kupuję w papierze praktycznie wszystkie). Niestety duża część tych znajomych nie może sobie pozwolić na nabycie nawet jednej książki (więc co dopiero czytnika!).

        I swoją drogą wtedy biblioteki nie pomagają – dzięki mojej biblioteczce przeczytali wszystko bez najnowszych nowości. A biblioteki, która by miała wydane w ostatnich 3 miesiącach książki fantastyczne nigdy nie widziałam (ale też znowu mi zbytnio na szukaniu nie zależy – od znajomych wiem, że oni też nie znaleźli).

        Ta rozmowa odbiegła od piractwa (bo jeśli komuś nie odpowiada czytanie pożyczonych ebooków, to tak samo nie będzie mu odpowiadało czytanie spiratowanych ebooków).

        0
        • zambezilimpopo pisze:

          Ja oczywiście nic nie mam do czytania pożyczonych książek. Piszę jedynie, że prawo autorskie jest przestarzałe i nierówno traktuje właścicieli papierowych książek i nabywców książek elektronicznych. Podzielić się książką papierową można bez ograniczeń, a elektroniczną tylko tak, żeby było to zgodne z ustawą.

          0
          • zipper pisze:

            różnica wynika przede wszystkim z tego, że książki fizycznej nie jesteś w stanie skopiować, to przecież jasne.

            0
            • Xero pisze:

              Punkty ksero zapłakały nad Twoją wypowiedzią, zipperze. Krokodylimi łzami ;)

              0
              • zipper pisze:

                bo ksero jest oczywiście darmowe i wykonanie 1000 kopii książki papierowej to ten sam koszt co pobranie 1000 kopii z chomika.

                Poza tym kserowanie całości w celu udostępnienia też nie jest legalne.

                0
            • mól książkowy pisze:

              A skaner na to niemożliwe…

              0
              • zipper pisze:

                Skanowanie to digitalizacja a przecież mówimy o fizycznej książce vs. cyfrowej. Książka zeskanowana + ocr fizyczną nie jest.

                Błagam, pomyśl, zanim skomentujesz, „kolego”.

                0
      • zambezilimpopo pisze:

        Łatwiej fizycznie na pewno. Ale ilu maksymalnie znajomym mogę wysłać kopie mojego ebooka, żeby nie było to nielegalne rozpowszechnianie? Jak bliska to musi być znajomość i czy nie wystarczy, że znamy się z jednego portalu do przechowywania i udostępniania plików? Wygłupiam się oczywiście. Żeby nie było, to oczywiście jestem za chronieniem własności intelektualnej, ale przez jasne i mądre prawo.

        0
  43. MariuszR pisze:

    Z e-bookami akurat nie mam za bardzo dylematu kupić czy ściągnąć z chomika. Jest sporo promocji i obkupiłem się tak że teraz na rok czytania mi wystarczy. Ponadto e-book kosztuje tyle że te 3 – 4 książki, które jestem w stanie przeczytać w miesiącu kosztują około 60 zł, a więc nie wiele (e-book często kosztuje tyle co paczka papierosów). Pomijam już fakt że jakość materiałów z chomika pozostawia wiele do życzenia.

    Ale… piszę to z punktu widzenia osoby pracującej, mającej dochody. Gdybym był uczniem/studentem z ograniczoną ilością środków pewnie też bym ściągał, szczególnie literaturę specjalistyczną, która do tanich nie należy.

    Jeśli chodzi o książki to moim zdaniem lepiej niech ten kogo nie stać na zakup ściągnie pirata niż ma w ogóle nie czytać, szczególnie uczniowie/studenci. Jeśli będą czytać pirackie to i legalnie też zaczną kupować. Może nie wszystko, ale przynajmniej tych autorów, których będą cenić najbardziej. Jeśli nie będą czytać w ogóle to nic nie kupią.

    0
  44. janusz pisze:

    Z drugiej strony popatrzmy jak skandalicznie działa w Polsce NC+ czy HBO… nawet gdybym chciał legalnie obejrzeć korzystając z netu np. Spartakusa, Zakazane Imperium itd. to… nie mogę… no chyba, żebym miał mega pakiet TV i dostał łaskawie dostęp do HBO GO… tylko, że ja nie mam telewizora i nie mam zamiaru nabywać… mamy XXI wiek, ale do niektórych dostawców nie dociera, że można pewne treści dostarczać via Internet…

    0
    • janusz pisze:

      Wiem, że zdryfowałem z tematu e-book’owego, ale seriale wszelkiej maści to chyba top ten jeśli chodzi o pliki ściągane z Chomika.

      0
  45. Być może jestem frajerem, ale nigdy, podkreślam nigdy, nie pobrałem płatnego e-booka z chomikuj ani z żadnego innego pirackiego serwisu. Albo się w coś wierzy i zgodnie z tym żyje, albo jest się p*** hipokrytą. Żeby się w tym kraju coś zmieniło na lepsze, trzeba zacząć od siebie. Nie osądzam innych. Staram się tylko poważnie traktować dekalog.

    0
  46. Kinga pisze:

    Głośno o tym musi być, bo nauka nie powtarzana, nie jest zapamiętana, a tak, może chociaż kilka osób się nawróci czy pomyśli o tym. Przypomina mi t It Crowd.
    https://www.youtube.com/watch?v=ALZZx1xmAzg

    0
  47. Przemek pisze:

    Wszyscy płacimy specjalny podatek (za drukarki, papier ksero, kserokopiarki itp.) i jest on wypłacany jako rekompensata dla wydawnictw. Więc skoro już zapłaciłem, to legalnie pobieram z chomikuj. A nie są to małe pieniądze, np. jednego miesiąca WSiP otrzymało ponad 300tys. zł. http://www.copyrightpolska.pl/pl/28/44/152/Archiwum-repartycji

    Z tego co wiem, jest również dla autorów książek technicznych osobna rekompensata.

    Jedynie póki co pokrzywdzone wydawnictwa e-bookowe, bo nie mają żadnego nakładu, a to na podstawie nakładu są rozdzielane transze.

    0
    • NL pisze:

      Opłata reprograficzna, o której piszesz, jest rekompensatą za dozwolony użytek osobisty, czyli (z grubsza) za kopiowanie dla bliskich znajomych. Nie za bardzo łapią się tu chomiki i torrenty.
      Problem z repro jest taki, że trafia do organizacji zarządzania zbiorowego, które niekoniecznie wypłacają ją tym, którym powinni (bo skąd ma być wiadomo, kto w jakich nakładach rozchodzi się wśród znajomych), żyją z prowizji i jeszcze na dodatek lobbują, aby obłożyć tą opłatą aparaty cyfrowe i komórki ;)

      0
  48. radekidz pisze:

    Kolega oznajmił mi,że „kupuje” książki na kindla z gryzonia (???)
    Odradziłem mu z jednego powodu , owszem serwery i strona jest poza Polską ,
    ale zapytanie do serwera z IP z puli należącej do Polski.
    Nikt w sieci nie jest anonimowy , wystarczy ,że dostawca internetu udostępni dane i już.
    Skutki są takie ,że albo wysoka grzywna , albo zakup wszystkich nielegalnych treści jakie znajdują się na dyskach oraz kindlu.
    To ,że jeszcze mało zależy wydawcom na ściganiu a więcej na biadoleniu o piractwie , ratuje klientów gryzonia.

    Ja nie ściągam niczego z otwartych serwerów , taką mam zasadę.
    Piractwo dla mnie to sposób na życie – ściąganie jest legalne , udostępnianie już nie.

    0
    • Art pisze:

      Dlatego kupuje się VPN za parę złotych na miesiąc.
      Nie dlatego, że daje anonimowość, ale dlatego, ze ustalenie IP wymaga międzynarodowej pomocy prawnej, a nie zapytania do ISP.

      0
  49. gosc pisze:

    ‚ nie ma wysokich cen są tylko gó***ane zarobki’ : tym zdaniem mógłbym skwitować nasze rozważania.
    Jesli ceny książek sa wzięte z kosmosu w porównaniu z naszymi zarobkami (wiekoszci z nas niestety) to może w ogóle przestańmy wydawać w Polsce, Polscy autorzy niech od razu piszą po angielsku a tłumacze niech zajmą sie czym innym. Problem piractwa zniknie, bo po angielsku i tak będą umieli czytać ludzie bardziej majętni (czytaj wykształceni) których na zakup książki po europejskiej cenie będzie stać. Tylko nich nikt wtedy nie publikuje wyników ankiet ze ‚XX’ procent Polaków nie przeczytało ani jednej książki.

    0
    • mól książkowy pisze:

      Kolego, pociągnę dalej Twoje rozważania: jeśli wydadzą książkę za granicą, to będą musieli zweryfikować cenę która bardzo często jest znacznie tańsza niż tu w kraju. I ciekawe na co wtedy zwalą winę za niekupowanie i niezarabianie na pisaniu (w zasadzie to wydawaniu).

      0
  50. ellsworth pisze:

    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: TO DZIAŁA W DWIE STRONY!!

    Kupując dowolną płytę CD, pendriva, drukarkę, itp. nawet telefon (sic!) w jego cenę masz wliczoną… opłatę za prawa autorskie. I nikogo z wydawców nie obchodzi, że będziesz nagrywał na tej płycie zdjęcia z wakacji, że będziesz drukował swoje własne teksty i tak musisz za WŁASNE DZIEŁO zapłacić IM opłatę za prawa autorskie!

    Jeżeli po tym ktoś oczekuje, że mam się pochylić nad biednymi, pokrzywdzonymi wydawcami to jest niepoważny. Sami mnie okradają w każdej możliwej formie i mają czelność mieć jeszcze jakieś pretensje??

    0
  51. XD pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=0Qkyt1wXNlI

    Neil Gaiman na temat ‚piractwa’ ;)

    0
  52. Aki pisze:

    „Zadajmy sobie pytanie, kto myśląc o kupnie e-booka nie sprawdził choć raz przy okazji czy nie ma wersji alternatywnej. Naprawdę? Nigdy? Gratuluję. Ja tego testu nie zdałem.”

    Ja. Naprawdę, nigdy.

    „Chodzi mi tutaj konkretnie o sytuację, kiedy masz możliwość zapłacenia i byś zapłacił, gdyby nie to, że istnieje „darmowa” wersja, z której korzystasz.”

    Płacę i nie sprawdzam (jak wyżej) czy istnieje wersja darmowa. Płacę nawet jak mam papierowe wydanie, ostatnio właśnie kupiłam „Eden” Lema mimo że papierową wersję mam od dawna.
    Ja po prostu nie lubię mieć plamy na honorze.

    0
    • k1ngp1ng pisze:

      Gratuluję nienagannej moralności. Muszę się przyznać, że ja jeśli posiadam wersję papierową to ebooka niestety ściągam a nie kupuję. Płatne ebooki są dla mnie alternatywą w przypadku tytułów na których specjalnie mi nie zależy a dodatkowo są znacznie tańsze niż wersje papierowe.

      0
      • Aki pisze:

        (wzruszenie ramion) Zanim Robert opublikował ten wpis nawet mi to do głowy nie przyszło, chomik po prostu nie dla mnie.

        0
  53. Marcin pisze:

    Książek się nie kradnie.

    0
    • mól książkowy pisze:

      a jak przeczytam w sklepie??? jak to nazwiesz?

      0
      • slavicek pisze:

        skąpstwem? :P

        0
      • Marcin pisze:

        Nazwę to przeczytaniem książki w sklepie. To nie kradzież.

        0
      • mól książkowy pisze:

        no to czym się różni przeczytanie książki w sklepie od ściągnięcia z netu i przeczytaniu na czytniku w domu/na wczasach? Oprócz tego że kanapą ;)

        0
        • Marcin pisze:

          Różni się to tym, że sprzedawca widzi Ciebie połykającego kolejny tom „Gry o tron” w sklepie i się na to zgadza. W przypadku ściągnięcia pliku z netu wszystko jest poza kontrolą sprzedawcy. W sposób naturalny ilość osób czytających w sklepie jest ograniczona. Nie ma tego ograniczenia w przypadku chomika, którego serwery działają wydajnie.

          0
          • mól książkowy pisze:

            Weź już daj spokój z tym gniotem, dla mnie tragedia o wszystkim i niczym. I nie obraź się, ale argument o kontroli sprzedawcy jest niżej niż poziom gimnazjum, bo nie znajduje żadnego uzasadnienia merytorycznego – chyba, że to rozwiniesz. Moje zdanie jest takie: w bibliotece nie płacę, w sklepie jak czytam nie płacę – w domu też nie. I nie kupię tej książki w tej cenie/w tym sklepie. Wskaż gdzie kradnę i uzasadnij. Na koniec – nikt mi nie zwrócił uwagi, że czytając w sklepie pozbawiam zarobku autora. Niech mnie ktoś poprawi ale autor ma wynagrodzenie od nakładu a nie od sprzedaży? Może tu jest problem?

            0
            • Marcin pisze:

              Czyli Twoim zdaniem nie sposób ukraść eksiążki. Choćbym bardzo chciał to nie jestem w stanie tego zrobić.

              0
              • mól książkowy pisze:

                Widzę, że argumentów jakby nie przybyło, szkoda. A ukraść – proszę bardzo – weź w rękę i uciekaj. Ale moje postępowanie nie uszczupli niczyjego stanu posiadania ale i nikomu go nie poprawi. Świat nie jest czarno-biały, ściągnięcie ebooka z netu to właśnie odcień szarości.

                0
            • slavicek pisze:

              Poprawiam Cię. W zależności od wydawnictwa i rozpoznawalności autora twórca dostaje albo procent od SPRZEDANYCH egzemplarzy, albo dostaje pieniądze za to, że gotowe dzieło dostarczył wydawcy.

              Czyli, jeśli jest Stephenem Kingiem, to nie obchodzi go, ile osób kupi jego książkę, a jeśli jest anonimowym molem książkowym, to wyczytując dzieło jego życia w empiku i odkładając je z radością na półkę pozbawiasz takiego twórcę realnej kasy.

              A swoją drogą, czy owoce swojej pracy udostępniłbyś za darmo pierwszemu lepszemu kolesiowi z ulicy, który powiedziałby Ci, że je wypróbuje, zapłaci jak mu się spodoba, a jak nie zapłaci, to i tak będzie je powielał i rozdawał innym?

              Dla mnie zasada jest prosta. Nie rób drugiemu, co Tobie niemiłe. To wystarczający powód, żeby nie piracić :)

              0
              • mól książkowy pisze:

                Hmmm nie kwestionuję tego co piszesz, ale jakiś czas temu moi rodzice zdecydowali się wydać książkę i pamiętam, że nie mieli opcji od ilości sprzedanych egzemplarzy. Ale czasy i umowy są różne. Gdybym był autorem dokładnie tak bym postąpił – dla mnie to byłoby najlepsze sprawdzenie czy jest zapotrzebowanie na moją pracę. Gdyby faktycznie się sprzedawało to tak bym zrobił. Dywersyfikując źródła dochodów pewnie nie ze wszystkim, ale…

                0
              • zipper pisze:

                A dlaczego tylko jako autor? Najlepiej przenieść to na grunt wszystkich usług

                Pójdę do kina ale za bilet zapłacę dopiero jak film mi się spodoba, tak na dobry początek. Z biletami na koncert tak samo, płatność dopiero po spodobaniu.

                0
              • mól książkowy pisze:

                @zipper masz rację z tym kinem, od dawna nie chórze bo syf nie filmy, drogo i pół godziny reklam…

                0
          • ellsworth pisze:

            No na pewno w takim Tesco sprzedawcy pracujący za 1000 zł miesięcznie są baaaaardzo żywo zainteresowani co się dzieje na stoisku z książkami. Nawet ochrona się nie zainteresuje dopóki nie zaczniesz przewracać regałów z tymi książkami.
            Wymyślasz na siłę i tyle.

            0
            • Marcin pisze:

              Włóż książkę za pazuchę, spróbuj wyjść ze sklepu i zobacz co się stanie. Książki można sobie czytać w sklepie bo po prostu wolno to robić i nie ma tu znaczenia ile kto zarabia w Tesco czy Empik.

              0
              • zipper pisze:

                mnie cieszy, kiedy wydawca książkę zafoliuje.

                Wizja kupowania książki, którą przede mną miętosiło w rękach kilkadziesiąt osób jakoś mnie nie zachęca do sięgania po nowości w empiku.

                0
              • mól książkowy pisze:

                Zaraz zaraz – wg wydawców czytanie w sklepie to kradzież! Przecież nikomu nie zapłaciłeś za treść z którą się zapoznałeś. Książki wolno czytać w czytelni czy bibliotece.

                0
              • mól książkowy pisze:

                @zipper – kolego udzielasz się tu jak nikt inny – ale mim zdaniem mocno naginasz sprawy do swoich poglądów. Przecież nikt nie broni foliowania książek, ja również nie kupiłbym zniszczonej książki. Ale z drugiej strony jak zapoznasz się czy warto kupić książkę? Wybierasz argumenty tylko dla Ciebie wygodne.

                0
  54. wujo444 pisze:

    Z piractwem nie da się wygrać prawem. Zawsze będą tacy, którzy je ominą. I zawsze będzie pewna grupa, która nie kupi bo .

    Z piractwem należy walczyć ofertą. Zauważyli to wydawcy gier, gdzie raz – odchodzi się od zabezpieczeń; dwa – obniża cenę wydań cyfrowych bardzo szybko po premierze; trzy – oferuje produkt stabilniejszy i kompletniejszy niż u pirata (przynajmniej zwykle…). Zauważyli to wydawcy muzyki, którzy konsolidują się wokół Spotify/Deezera/WiMPa, dając za małe pieniądze dostęp do całej muzyki, wszędzie. A na Amazonie dając opcję zakupu CD + MP3.

    Nie zauważyli tego polscy wydawcy, którzy wolą zwalać swoje niepowodzenia na piratów. Tymczasem jak Legimi wprowadziło abonament to część strzeliła focha. Promocje są ale też bez szału, ale jeśli mam dać bazowe 40 zł za Valis w formie cyfrowej, to prędzej poszukam papieru i dostanę w tej samej cenie. I to nie jest ten problem co na Steamie, gdzie wysokie bazowe ceny wynikają z faktu podawania ich w euro i ujednolicenia dla prawie całej zachodniej Europy. To jest cena „okładkowa” dla naszego kraju. Cena, powiedzmy szczerze, z księżyca. A jak jeszcze czytam narzekania co do jakości (bo sam nie kupiłem aż tylu książek by mieć dobrą próbę) to zastanawiam się, ZA CO chcą tyle pieniędzy? Albo w ogóle ich nie chcą, blokując zakupy emigrantom.

    Jeśli pirat „daje ofertę” lepszej jakości, szerszą, bez upierdliwych zabezpieczeń… to czemu się dziwić, że tyle osób z niej korzysta?

    0
    • zipper pisze:

      Za wyjątkiem Sezonu Burz nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, w której wydanie pirackie byłoby wyraźnie lepsze od oryginalnego.

      Z reguły jest raczej w drugą stronę. I to bardzo wyraźnie w drugą.

      0
      • bongozz pisze:

        Nawet tutaj ludzie pisza, ze musza poprawiac ksiazki w Calibri bo sie nie da czytac w formie jaka dostaja od wydawcow.

        0
  55. Lag pisze:

    „Naprawdę? Nigdy? Gratuluję.”

    Dziękuję :D

    0
  56. Stanę w obronie bibliotek cyfrowych :)

    „Jakoś tym się utrzymywane z naszych podatków biblioteki cyfrowe nie zajęły.” Nie zajęły bo nawet jakby chciały, to jak sam piszesz prawa autorskie im na to nie pozwalają.

    W kwestii cen e-booków napiszę tylko, że koszt produkcji e-booka mając dobre źródło wyjściowe (po korekcie itd.) jest pomijalny (200 – 300 zł netto), koszt dystrybucji plików – strona www z możliwością zakupu też pomijalny (serwer nie do zabicia tysiącem tytułów 100 – 200zł/rok), zostają więc koszty marketingu, ale to tak naprawdę chciwość i to bynajmniej nie autorów tylko pośredników robi aktualne ceny e-booków.

    Wypowiedzi na temat troski o legalność plików na chomikuj.pl są zawsze abstrakcyjne i wzbudzają mój uśmiech, ale to zupełnie inna historia…

    0
    • qluk pisze:

      Z tymi kosztami to pojechałeś. Tutaj nie stosuje się trzepakowych serwerów. Może i 200PLN, ale miesięcznie. Do tego trzeba doliczyć zakup silnika sklepu, layout, itp. To się również musi zwrócić. System księgowo-rozrachunkowy oraz inne niezbędne do utrzymania platformy dystrybucji. No to mamy koszt rocznego utrzymania samej platformy na poziomie 5000PLN (serwer relokowany – jakiś względny VPS; ale to nie jest dobre rozwiązanie, domena, support do platformy, pozostałe koszty systemów). Oczywiście nie ma tutaj kosztu uruchomienia platformy dystrybucji cyfrowej. Oczywiście nie ma co wspominać, że każda firma ma też inne koszty stałe.

      0
      • mól książkowy pisze:

        Ale te koszta wydawnictwa/pośrednicy i tak ponoszą, nie chcesz chyba powiedzieć, że w dzisiejszych czasach ktoś może sobie pozwolić na biznes nieobecny w necie??? Zatem te koszta nie są zmienne a stałe.

        0
        • qluk pisze:

          Ale jeśli nie sprzedaje e-książek to wydawca nie musi ponosić kosztu zakupu podsystemu, czy też modułu generowania znaku wodnego lub certyfikacji DRM, zarządzania licencjami udzielonymi na treść, itp. Do tego należy wziąć pod uwagę, że niemal 1/4 ceny końcowej to podatek. Więc to nie jest tak, że „wydawanie e-książek” nic nie kosztuje lub koszty są pomijalne.

          0
          • mól książkowy pisze:

            Wydaje mi się, że system ogarnie sprzedaż ebooków jeśli księgarnia oferuje sklep w necie. Co do 1/4 to z tego co czytałem to podatek jest stosunkowo niewielką częścią kosztów wydania ebooka. Linki są tu w komentarzach.

            0
  57. Kubs pisze:

    „wypuścić plik, którego kupi”
    mówi się „plik, który kupi”
    Pozdróweczka

    0
  58. Olo pisze:

    Zapewne nikt tego wpisu i tak nie przeczyta tak jak ja większości powyższych.. tyle już wody tu przelano. :)

    W moim przypadku, dzięki chomikowi, przeczytałem już dziesiątki jeśli nie setki książek. Nie kupiłem ich bo ich po prostu nie ma… a nie czytam nowości. Czytam właściwie tylko starocie, tyle że nie mainstremowe starocie, a takie niszowe. Nie mam szans na znalezienie takich pozycji w postaci ebooka, a z drukowaną książką pożegnałem się już lata temu i wracać do niej nie zamierzam. Możliwe, że jak bym przeleciał jeszcze raz przez to co przeczytałem to znajdzie się kilka sztuk które są już dostępne, ale to i tak będą tylko „rodzynki”.
    Ktoś powie kupuj to co jest i czytaj co jest…to nie towar pierwszej potrzeby. Zapewniam zatem, że jestem świadomym czytelnikiem i z rozmysłem wybieram to co czytam… nie to co serwują mi wydawcy i co jest teraz „modne”.

    0
  59. Marcin pisze:

    Ściągałem, ściągam i zapewne będę ściągał w najbliższej przyszłości książki z chomika/torrentów. I nie tylko te niedostępne w sklepach. (Nb. nie uważam tego za jakąś „kradzież” – nie uznaję czegoś takiego, jak „własność intelektualna”).

    Mimo to bardzo często kupuję i ebooki, i papierowe książki. Po pierwsze jakość – jest ogromna różnica między czytaniem książki często złożonej dosyć dowolnie, a czytaniem profesjonalnie przygotowanego wydawnictwa. Po drugie, uważam to za formę docenienia i wsparcia autora, wydawcy itp.
    Tym bardziej, że ebooki często są sprzedawane w promocjach; 10 zł to taniej, niż paczka papierosów.

    A dlaczego ściągam, jak mogę kupić? Taki rodzaj testu, czy książkę warto kupić. Często dobre książki, które mam już z chomika, kupuję.

    0
  60. Michał pisze:

    Pasjonuję sie antykiem – ostatnio ktoś mi na Chomiku usunął gramatykę greki z połowy XIX wieku Cegielskiego :). chociaż na bank ta książka jest w domenie publicznej.
    Mnóstwo jest false positivów bo sprawdzają to nie ludzie a automaty, więc autor chomika ze skanami czasopism nie może spać spokojnie imo.
    Prawo autorskie obecnie ma zbyt szeroki zakres i jest bardzo skomplikowane – jego reforma – uproszczenie, jasne potraktowanie dzieł osieroconych, wprowadzenie odpowiedzialności w obie strony (także za niesłuszne usunięcie treści), uniemożliwienie cenzury pod płaszczykiem prawa autorskiego (vide np sprawa „stołu Durczoka” -usuwano film z powodu praw autorskich lecz de facto była to forma cenzury treści niewygodnych), ograniczenie czasu trwania zamiast notorycznego wydłużania – (obecnie w USA nawet do 120 lat!).
    A co pomoże ebookom? Zdalne wypożyczanie z bibliotek na skalę podobną do tej w USA. Do tego więcej prywatnych serwisów z licencją na wypożyczanie obsługujących więcej formatów – czyli większa dostępność. Wtedy chomik będzie miał na pewno mniejszy zasięg. Ale do tego zdaje mi się że trzeba jeszcze epokowych zmian mentalności – tak u odbiorców jak i dostawców treści.

    0
  61. ordinaryman pisze:

    Oczywiście nikt z was:
    1. W życiu nie ściągnął filmu z netu.
    2. Ma wszystkie oryginalne oprogramowanie w komputerze
    3 . Nie oglądał na YT i innych tego typu serwisach pirackich treści
    4. Na wakacjach w Turcji czy Egipcie nie kupił sobie nic pirackiego z ubrań:)
    5. W życiu nie zakupił pirackiej płyty na bazarze – w erze przed Inernetem:)
    6. Zakupy na Allegro wszyscy robią tylko u sprzedawców, którzy należycie rozliczają się urzędem skarbowym – bez względu na cenę – nawet jeżeli jest to nic nie znacząca „pierdoła”
    Gratuluję uczciwości, szkoda tylko, że nie mieszkacie w Polsce :)
    A – ha; jutro na torrentach będzie „Gra o tron” – to pewnie mniejszy ruch będzie na swiatczytników.pl :)

    0
  62. mól książkowy pisze:

    Czy może mi ktoś wytłumaczyć dlaczego słuchowisko sprzedawane jest przeszło połowę taniej niż ebook? Ebook natomiast jest po 22 zł, używany papier na aukcjach jest za 9 zł + przesyłka.

    0
  63. Marcin pisze:

    Kiedyś usłyszałem takie zdanie „Jak będzie mnie stać – to będę kupował oryginały”. Liceum – piraty (brak kasy), studia – piraty (mimo stypendium), pierwsza praca (pensja średnia krajowa) – piraty, kolejna praca (pensja podobno dużo lepsza) – jeszcze nie wiem, ale chyba też piraty.
    Ale pewnie są też tacy, którzy nie idą na koncert – bo idą do kina, nie idą na piwko ze znajomymi, ale idą z nimi na basen. Nie chodzą do teatru, ale kupują książki. Pójdą do opery, ale zrezygnują z muzeum. Kwestia podejścia.

    0
  64. para pisze:

    Byłem ostatnio w bibliotece, chciałem przejrzeć jakieś czasopismo sprzed 2 lat, szukałem konkretnego artykułu w konkretnym numerze a wiem że biblioteka je prenumeruje i udostępnia w czytelni.
    Dowiedziałem się że nie ma bo poszły na makulaturę, kopia elektroniczna – zapomnij.
    Na chomiku były…

    0
  65. h. pisze:

    Biznes maksymalizuje swoje zyski, a ja swoje. Obaj (wydawca i ja) dzialamy zgodnie z prawem. Czemu jeden jest OK a drugi be?
    Mi nie podoba sie wiele dzialan wydawcow (ceny ebook/papier, koniecznosc wielokrotnego placenia za ten sam content: raz papier, drugi raz ebook, czas ochrony prawnej utworow), wydawcom pewnie nie podobaja sie moje dzialania.
    Tak dlugo jak toczy sie gra rynkowa, tak dlugo bedzie istniec taka sytuacja. Jedyny znany sposob na zmiane to sprawic zeby sciaganie bylo nieoplacalne (relacja ceny oryginalu do dotkliwosci sankcji).

    Ale prawdziwa hipokryzja jest wyzywac jednych od zlodziei a drugim stawiac pomniki.

    0
    • eRajwa pisze:

      Wydawca kontra Ty? Może sklepikarz kontra Ty? Kradniesz w sklepikach? W końcu można taaaaki profit mieć :>

      Stawiając w taki porąbany sposób sprawę zupełnie wykluczasz twórcę, autora, pisarza, to on w końcu decyduje się skorzystać z tego lub innego wydawcy.

      0
      • Dawids pisze:

        Nie!
        Nie kradnę w sklepach, ale kupując w nich pytam czy jest możliwość zwrotu. Tylko takie sklepy preferuje i do takich zawsze wracam. A szczerze powiedziawszy jeszcze nigdy nic nie zwróciłem (no chyba że było uszkodzone). Handlowcy tą zasadę dawno zrozumieli a nasi wydawcy dalej myślą że jak napiszą na okładce Bestseller to każdy się na to rzuci. Dlaczego tak trudno zaleź darmowe fragmenty książek i nie mam na myśli paru stron czy jednego rozdziału, ale na przykład fragmentu który by stanowił 30-50% książki i tak najlepsze jest na końcu:). I póki to nie ulegnie zmianie to ciężko będzie „wyleczyć” ludzi z chomika

        0
      • h. pisze:

        Nie, nie kradne. Kradziez jest nielegalna i mozna isc za to siedziec (i sprawdz prosze status prawny sciagania tresci zanim napiszesz ze sciaganie tez jest nielegalne). To ze porownujesz sciaganie do kradziezy nie swiadczy o Twoim poziomie najlepiej (patrz „strata kazika”).

        Autora wykluczam, niestety. Gdyby publikowali swoje konta bankowe chetnie przelewalbym po 5 zl za kazda przeczytana ksiazke (nie sadze zeby wydawca dawal im wiecej).
        Prawda jest brutalna: druk, dystrybucja, marketing i wydawca nie sa autorom i czytelnikom do niczego potrzebni (mi przynajmniej i nie widze potrzeby finansowania ich dzialalnosci). Mam nadzieje, ze doczekamy finansowania ksiazek w sposob crowdfundingowy, podobnie jak to sie ma z grami.

        Co jest porabanego w pilnowaniu wlasnych interesow i dzialania zgodnie z nimi? Caly biznes tak dziala. Myslisz, ze firmy kupuja drozej jesli moga miec taniej? Albo podatki wyzsze moze dobrowolnie placa? :p

        Jak ebooki beda po 5-10 zl (w normalnej dystrybucji, bez polowania i kupowania na zapas bo akurat dzis jest promocja) to bede kupowal, jak nie, to nie.
        Caly pic w tym, kto jest dla kogo czy czytelnik dla wydawcy czy moze odwrotnie. A jak sie nie da zyc ze sprzedazy ksiazek w takiej cenie, to moze czas na zmiany w tym modelu biznesowym?

        0
  66. Kokosal pisze:

    Jeżeli masz jabłko i się nim z kimś podzielisz, to nadal macie tylko jedno jabłko.
    Jeżeli posiadasz jakąś wiedzę, znasz jakąś opowieść, i z kimś się tym podzielisz, to tobie nic nie ubyło, a obdarowany ma teraz tyle co ty.
    Lecz patrząc z drugiej strony: jeżeli ktoś poświęci kilka lat życia na napisanie dzieła dla np. wąskiej grupy specjalistów i zostanie to wydane w nakładzie kilkuset egzemplarzy, a w chwilę potem można sobie to ściągnąć z chomika, to nie mogę nie nazwać tego złodziejstwem.
    Wykładowcy na uczelniach mawiają: „proszę państwa, wiem, że w bibliotece tego nie ma, ale jest na chomiku”.
    Kiedyś o randze uczelni świadczyły zbiory biblioteczne …

    0
    • Marek pisze:

      Kiedyś także rysunki konstrukcyjne, projektowe, warsztatowe wykonywało się ręcznie (poczynając od studenta, a kończąc na doświadczonym inżynierze), a dziś rapidografu, lub pisaka używa się tylko z okazji największych świąt narodowych. Chcesz się wyrobić podczas przyswajania wiedzy z szybko powiększającego się dorobku intelektualnego ludzkości – korzystasz z technologii. Nie zmienię tego trendu, a i wydawcy powinni być świadomi, iż kijem Wisły nie cofną.

      0
  67. bartoszka1996 pisze:

    Widze ze rozgorzala sie tutaj dyskusja chomik vs biblioteki. I wlasnie na ten temat mam pytanie – Jaka jest roznica pomiedzy „pirackim” sciagnieciem ksiazki dostepnej w bibliotece (nie mowie o jakis nowosciach, chociaz czasem nawet i nowosci mozna znalesc w bibliotekach) a wypozyczeniem tej ksiazki z biblioteki? Ja widze tylko roznice w wygodzie czytania – wole ebooki.

    0
    • NL pisze:

      Ja widzę przynajmniej jedną: ograniczenie dystrybucji. Do bibliotek trafia określona ilość egzemplarzy, którą w określonym czasie jest w stanie przeczytać tylko określona ilość czytelników (20 lat temu do nowości w bibliotece bywały kolejki na pół roku i więcej – dziś pewnie nie jest dużo lepiej). Inni muszą czekać albo kupić własny egzemplarz, co zapewne wpływa na nie umniejszanie sprzedaży.

      0
    • asymon pisze:

      Ściągane „pirackich” plików z ebookami jest w świetle polskiego prawa legalne, nie grozi ci odpowiedzialność karna. Nielegalne jest ściąganie „pirackiego” oprogramowania (np. gier, windowsa, ms office) które „obciążone jest” prawami autorskimi. Ścigane jest UDOSTĘPNIANIE do ściągania jakichkolwiek plików, do których nie ma się praw, ebooków, filmów, muzyki, czy gier.

      Co do różnic, biblioteka zapłaciła za książkę, książka jest tylko jedna, więc rocznie może przeczytać ją skończona ilość osób, a jeśli będzie zainteresowanie, biblioteka może kupić drugą, trzecią kopię (i autor zarobi), ktoś nie mogąc się doczekać na książkę kupi ją sobie (i autor zarobi). A jeśli ktoś udostępnia 10000 ebooków na chomikuju, to po pierwsze niekoniecznie te pliki sam stworzył na podstawie kupionych książek (autor nie zarobił), a po drugie może je udostępnić dowolnej ilości osób (ale autor też na tym nie zarobi).

      Myślę, że chodzi o pomieszanie trzech rzeczy: łatwości wymiany plików, bezkarności (prawo nie nadąża – frazes) i braku świadomości, że pieniędzy zapłaconych chomikujowi autor ma niewiele (choć to akurat niektórym chyba nie przeszkadza, to jest najsmutniejsze). Dział PR chomikuj robi z nas przysłowiowego „tata wariata”, twierdząc że wszystko co robią jest w 100% fajne i legalne, a tak w ogóle są firmą cypryjską, więc polski sąd może im skoczyć. Polecam też lekturę wpisów na Antywebie.

      Jeszcze postraszę na koniec – wyżej piszę o tzw. odpowiedzialności karnej, ściganej z urzędu w momencie zgłoszenia (podobnie jak kradzież – policja ma obowiązek zareagować na zgłoszenie). Bo jest też druga możliwość – autor (albo inny właściciel praw do pobranego pliku) pozwie osobę pobierającą pliki w procesie cywilnym, tak jak ty się możesz z sąsiadem procesować o cokolwiek, np. że głośno puszcza muzykę, albo „o miedzę”. Wtedy to pozywający (właściciel praw) musi udowodnić, że osoba, która pobrała plik, naraziła go na straty, może też żądać od niej jakiejś rekompensaty, według własnego uznania. Jeśli ktoś wytacza proces cywilny, musi sam wydobyć np. od chomikuja dane osób, które pobrały pliki. W procesie karnym hosting ma obowiązek takie dane wydać na żądanie policji czy prokuratury.

      0
      • Offka pisze:

        A któż zabrania dystrybutorom tworzenia bibliotek cyfrowych?
        Legimi to chyba taka pierwsza jaskółka, tylko należy jeszcze konkurować ceną i zawartością – proste.
        Problem też w tym, że biblioteka na swej działalności nie zarabia, jej działalność polega na darmowym udostępnianiu książki, dzięki której „ukulturalniam się”.
        W przypadku treści cyfrowych sprawa nie do pojęcia. Mimo że biblioteki cyfrowe byłyby zbawieniem np. dla osób niepełnosprawnych, które mają problem z dostępem do zwykłej biblioteki. Dlaczego więc nie? Ciekawe pytanie, prawda?
        A odpowiedź oczywista – bo chodzi oczywiście na możliwości zarabiania na dostarczaniu treści, nie tylko jej wytworzeniu.
        Niestety treść intelektualna nie jest traktowana w obrębie rynku tak samo. Wszystko zależy od nośnika.
        Steam, a właściwie firma Velve, aby zabronić obrotu wtórnego cyfrowymi grami zakupionymi w jego serwisie, zmieniła nawet regulamin. Tak naprawdę gry na Steamie jedynie wypożyczamy (dożywotnio albo do czasu upadku firmy).
        Ale skoro tak, skoro ktoś chce narzucić nam tak ograniczoną możliwość dysponowania produktem, za który płacimy to dlaczego nie widać tego w cenie?
        Ok, niech treści cyfrowe mają narzucane ograniczenia, ale nie udawajmy, że dostaję produkt pełnowartościowy.
        Cena za ebook, grę w formie cyfrowe, taka jak za książkę papierową jest po prostu nieadekwatna do produktu, który dostaję, a właściwie wypożyczam (bo przecież ebooka też nie wolno mi odsprzedać, prawda?).
        Coś tu jest bardzo nie tak…

        A jeśli chodzi o chomika, to ostatnio dostałam wiadomość, że XBMC na moim koncie, program dostarczany na zasadzie open source na wszystkie platformy sprzętowe na dokładkę, to naruszenie praw autorskich. Zablokowali mi legalny plik. Dostępny jest wszędzie, wiec nie chodzi o stratę, ale był na moim koncie, bo uważam, że dobre open source należy promować.
        Jak więc widać chomik też bywa nadgorliwy.
        Ba, istnieje teoria, że niektóre programy typu open source są zgłaszane jako naruszenie licencji do tego typu serwisów przez płatną konkurencję. Ale sądzę, że to teoria spiskowa. :)

        0
  68. gosc pisze:

    odbiegając nieco od tematu:
    jestem niesamowicie zadowolony ze mimo gorącej dyskusji (co widać po ilości komentarzy) wszyscy trzymają poziom wypowiedzi, tak ze aż chce się czytać i polemizować!! gratulacje drodzy Państwo!
    Jak widać nie ważne czy z Gryzonia czy z księgarni ważne ze wszyscy czytając staliśmy się jeszcze bardziej kulturalni.

    0
  69. saker2 pisze:

    Witam;)
    ja kiedy szukam książki, wpisuję tytuł w kilka wyszukiwarek ebooków, fajnie że są;), jeżeli nie ma, szukam gdzie się da;), ale nie da się ukryć że nowe tytuły często są, a stare w sklepie niestety nie, i wtedy szukam na chomiku czy gdziekolwiek. Papieru i tak bym nie kupił, nie po to mam czytnik, i z chęcią zapłacę wydawcy ebooka, ale niestety wiele książek nie ma wydanych oryginalnie.
    Np. ostatnio szukałem Shoguna;) tak mi się zachciało czytać, oczywiście oryginału nigdzie nie ma po polsku, więc skorzystałem z zrobionych przez inne osoby,
    pzdr

    0
  70. Antoni pisze:

    1. Nie stać mnie na książkę papierową, więc pożyczam ją od kogoś lub z biblioteki –> jestem w porzo gościu.
    2. Nie stać mnie na ebooka, więc kopiuję go od kogoś –> jestem złodziejem.

    Pytanie: gdzie logika? Niektórym z komentujących jest raczej obca, nie potrafią więc uzasadnić tezy, że autor/wydawnictwo traci choćby grosz na książce, której – czy ją pożyczę od kogoś, czy nie – bym nie kupił, bo jest moim zdaniem za droga. Mówią mi: „nie stać cię, nie czytaj”. Ja odpowiadam: „nie nadążasz za przemianami technologicznymi, nie wydawaj”.

    0
  71. Marty_martinez pisze:

    Kurcze, wygląda na to że jestem lepszy od Autora – nigdy nie sprawdziłem czy książki które kupuje są „zachomikowane”… ;-)

    0
  72. Wojteczek pisze:

    Mam papierową książkę „Okrążmy świat raz jeszcze” wydanie z lat 80 tych (dwa tomy zajechane niemiłosiernie, czytam ją dwa razy w roku taki fetysz:) Czy muszę kupować wydanie elektroniczne? czy ściągnąć z „gryzonia” i czytać na czytniku.
    Takie tam moralne dywagacje

    0
    • nrp47 pisze:

      Nie musisz kupować, ponieważ ściągasz to jaka własną kopię zapasową, która, jako że posiadasz oryginał ci się należy. Taka wykładnia wynika z interpretacji ebooka jako oprogramowanie komputerowe.

      0
  73. Anik pisze:

    „Ale rachunek ekonomiczny jest prosty. Nie kupisz e-booka, autor i wydawca nie zarobią w tym jednym przypadku kilku-kilkunastu złotych.”
    To czemu nie pójść dalej? Wspierajmy biednych autorów i wydawców! Niech utworzą sobie konta i będziemy na nie wpłacać datki, niezależnie od kupionych przez nas ich książek. Bo przecież z czegoś boroki muszą żyć ;(

    A tak serio: to czym piractwo różni się od pożyczenia papierowej książki z biblioteki lub od znajomego? Tak, twórcy na tym zarabiają, ale tylko raz, a przeczytać może ją 100 osób.
    Czy też powinnam się czuć winna, że taki egzemplarz czytam i to, o matko jedyna!!, za darmo!! Brrr…

    1
  74. aqq pisze:

    Z chomikiem to także inna sprawa.
    Kto z władzy i jak wysoko ma z tego pieniądze?
    Kilka innych pirackich serwisów zostało zamkniętych i to niemal od razu po postawieniu zarzutów. A są to sprawy i takie gdzie zarzuty oddalono.
    Zatem pytanie pozostaje otwarte. Dlaczego chomik ciągle działa? :)

    0
  75. edmun pisze:

    Wiecie co Panowie?
    Dla każdego z tych, co mówią, że kupując oryginały – wspieramy autorów a wydawcy nie biorą dużej części. Polecam film Artifact wydany przez zespół 30 Seconds To Mars. Nie musicie być fanem ich twórczości aby zobaczyć takie osoby jak Chester Bennington z Linkin Park czy wokalistę System of a Down wypowiadających się na temat „kontraktów” z wydawcami

    1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.