Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Walka z piractwem nie zwiększa sprzedaży książek? Tak wynika z polskiego badania sprzed paru lat

Czy opłaca się walka z piractwem książek? Co stanie się, jeśli niektóre e-booki będziemy usuwali z pirackich serwerów, a inne tam zostawimy?

Tym tematem zajęła się trójka naukowców z Wydziału Nauk Ekonomicznych na Uniwersytecie Warszawskim: Wojciech Hardy, Michał Krawczyk oraz Joanna Tyrowicz.

Wstępna uwaga na temat daty

O badaniu dowiedziałem się z notki PAP sprzed paru dni. Warto jednak na początku sprostować pewną dezinformację, jaka tam się wkradła.

Otóż badanie nie było przeprowadzone w 2016 roku, jak twierdzi PAP – a w latach 2012-2013. Raport „Internet Piracy and  Book Sales: A Field Experiment” można pobrać ze stron WNE UW w formacie PDF. Potwierdziłem to, kontaktując się dziś z jednym z autorów.

I faktycznie, czytając notkę PAP odniosłem wrażenie, że już kiedyś z opisem tego badania się spotkałem. Niemniej, nie wspominałem o nim tutaj nigdy, a warto, bo jego wyniki każą nam się zmierzyć z pewnymi przekonaniami, które nie muszą być prawdziwe.

Przebieg badania

Badanie miało formę eksperymentu przeprowadzonego wspólnie z wydawcami, który trwał przez rok, począwszy od 1 października 2012. Wspomagała go Polska Izba Książki.

Wybrano około 240 książek wydanych, lub wznowionych w tym okresie. Z różnych dziedzin – beletrystyka, podręczniki, literatura faktu itd. Wszystkie tytuły podzielono na pary, które miały podobną tematykę i powinny sprzedawać się podobnie.

Zatrudniono też firmę, która miała wyszukiwać nieautoryzowane kopie w sieci. W przypadku połowy książek, zgłaszano żądanie ich usunięcia. Swoją drogą, większość tych kopii była na Chomikuj.pl, który to serwis – jak wspominają autorzy – ma politykę szybkiej reakcji na takie zgłoszenia. Pozwoliło to w dużej części przetrzebić nielegalne zasoby.

Co ciekawe, serwis plagiat.pl, który zajmował tymi zgłoszeniami wysłał w ciągu roku 11952 żądania. To pokazuje, jaka jest skala piractwa. Warto zwrócić uwagę, że w badaniu odfiltrowano pliki o małych rozmiarach, które zwykle były po prostu darmowymi fragmentami promocyjnymi.

Po roku porównano sprzedaż, traktując łącznie e-booki i papier. Wyniki skorygowano o zwroty z poprzednich wydań. Przytoczę tutaj tabelkę ze statystykami opisowymi z 11 strony raportu.

CT – to „control treatment” – próba kontrolna książek, wobec których nie podejmowano działań antypirackich. Średnia sprzedaż – po korekcie zwrotów – wyniosła 4008 (a mediana 1112).

ET – to „enforcement treatment” – próba badawcza książek, wobec których podejmowano działania antypirackie. Średnia sprzedaż wyniosła 4200 (mediana 1181).

Uwaga – w pierwotnej wersji wpisu zamiast mediany podałem odchylenie standardowe. :-)

Na pierwszy rzut oka pewne różnice widać. Porównano jednak oryginalne pary książek. No i żaden z zastosowanych testów statystycznych nie wykazał, że ta różnica jest istotna. Ograniczono badanie do książek, dla których były pirackie wersje (bo nie dla wszystkich były) – nadal nic.

A zatem – cytując notkę PAP:

To, czy pirackie kopie książek były łatwo czy trudno dostępne, nie miało realnego przełożenia na sprzedaż książki.

Szach mat, wydawcy?

Kilka wniosków

Zanim przyjmiemy jakiś wniosek, warto jednak się zastanowić, co mogło wpłynąć na wyniki badania.

Na 17-18 stronie raportu mamy dłuższą dyskusję. Autorzy zastanawiają się, dlaczego nie sprawdziło się przypuszczenie, że sprzedaż książek „piraconych” będzie się istotnie różnić. Są cztery powody:

  1. Typowy argument „pro-piracki” – że ściągnięcie pirackiej wersji jest formą „wypróbowania” przed zakupem.
  2. Że czytelnictwo e-booków jest zbyt małe, aby piractwo e-bookowe miało wpłynąć na ogólną sprzedaż książek. To dobry argument dla 2012-2013, dzisiaj już chyba mniej.
  3. Badanie objęło 240 tytułów, ale nie ze wszystkich segmentów – dlatego może być tak, że w przypadku specjalistycznych tytułów ma to większe znaczenie. Swoją drogą, zauważyliście w powyższej tabelce wartości minimalne? Ciekaw jestem, co to za książka, która sprzedała się w czterech egzemplarzach…
  4. A to argument „antypiracki” – jest możliwe, że w badaniu nie zauważono wpływu na sprzedaż, bo wiele książek ma swoje substytuty. Tak więc jeśli ktoś nie znalazł np. jednej powieści danego autora na Chomiku, to mógł sięgnąć po inną – a tego badanie już nie sprawdzało.

Dla mnie chyba najistotniejszy jest argument drugi – badanie mogło być przeprowadzone za wcześnie. Bardzo chętnie bym poznał jego kontynuację, np. z tego roku, bo e-booków jest więcej – skala piractwa, przynajmniej pod względem różnorodności dostępnych tytułów, też jest pewnie większa.

Autorzy przyznają też, że wyniki nie mogą reprezentować całego rynku książki, a to dlatego, że spośród 70 zaproszonych wydawnictw na udział zgodziło się jedynie 11. Były to m.in.: Czarne, Insignis, Jaguar, Lexis Nexis, Prószyński, Sonia Draga, Wolters Kluwer.

Nazw 60 firm, które odmówiły – nie poznamy. I to też jest jakaś prawda o polskim rynku – pewne rzeczy wydawcy uznają za pewnik i nie mają ochoty ich weryfikować.

PS. Warto jeszcze dodać, że od kilku lat na UW działa projekt iPiracy, w ramach którego wyszło sporo innych publikacji i wyników badań. Nie przyglądałem im się jeszcze, ale może będziemy się w stanie z nich sporo nauczyć na temat piractwa.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

36 odpowiedzi na „Walka z piractwem nie zwiększa sprzedaży książek? Tak wynika z polskiego badania sprzed paru lat

  1. Rumburak pisze:

    a ja jestem ciekaw co składa się konkretnie na cenę książki, chociażby procentowo. Ile dostaje najważniejsza w tym wszystkim osoba czyli autor, ile redaktor, korektor, wydawca, hurtownia, księgarnia. Pamiętam jak wiele lat temu mówili że cyfryzacja zmieni rynek, ceny będą niższe, autor więcej zarobi, nie zarobi tylko kilku pośredników. A lata mijają a ceny wcale tak nie spadają, czy to chodzi o książki, gry czy filmy… A piractwo zawsze będzie. jeżeli chodzi o książki w Polsce to problemy są pewnie dwa: mało ludzi czyta (co za tym idzie są nie duże nakłady książek) i ceny są za wysokie jak na zarobki. Bez załatwienia drugiego problemu z pierwszym będzie trudno coś zrobić.

    3
  2. Skylla pisze:

    Cóż, gryzoń pełni funkcję współczesnej biblioteki. Czy biblioteki wpływały kiedyś na sprzedaż książek? Oczywiście, że tak. No i co z tego? Idea bibliotek sięga czasów biblioteki aleksandryjskiej, czyli jest trochę starsza od współczesnej komercjalizacji wszystkiego:-). Przeciętny czytelnik czasem książki kupuje, czasem dostaje od znajomych, a czasem wypożycza. Tak było zawsze.

    19
  3. ruda pisze:

    Mediana to jednak jest na poziomie tysiąca z groszem w obu przypadkach a nie 7-8 tysięcy. Wartości w trzeciej kolumnie to odchylenie standardowe a nie mediana.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Ajaj, faktycznie. Nie wiem, na co patrzyłem, przecież w takich rozkładach mediana jest zwykle niższa niż średnia.

      1
  4. marmez pisze:

    „A to argument „antypiracki” – jest możliwe, że w badaniu nie zauważono wpływu na sprzedaż, bo wiele książek ma swoje substytuty. Tak więc jeśli ktoś nie znalazł np. jednej powieści danego autora na Chomiku, to mógł sięgnąć po inną – a tego badanie już nie sprawdzało.” Ale badanie uwzględnia to, bo podaje czy zmniejszyła się liczba zakupów danej książki, gdyby działania antypirackie wpłynęły, to danego tytułu kupiono by mniej (bo kupiono by inny…).

    Pozdrawiam

    0
  5. jsz pisze:

    W braku odpowiedniego e-booka w, khm khm, bibliotece internetowej dalszą opcją będzie pewnie częściej biblioteka zwykła niż księgarnia (e- czy nie e-), w końcu po co płacić za coś, co jest za darmo. Może jakoś inaczej jest w przypadku tych wszystkich gier o tron co to każdy musi na już…

    1
    • KarloS pisze:

      Biblioteka zwykła wcale nie jest za darmo. Trzeba ją zlokalizować, pojsc do niej, zapisać sie za pierwszym razem, poszukać w indeksie i na polkach, mieć ograniczony czas na czytanie, zwrócić (czyli kolejna podróż). Dużo łatwiej i szybciej kupić ebooka. :)

      0
      • jsz pisze:

        E tam. Zapis fakt, ale trwa chwilkę, wiele bibliotek (jeśli nie większość?) pozwala książkę zamówić przez internet. Tyle że podejść trzeba, ale to też rzadko problem, chyba że ktoś chodzi tylko praca-sklep-lodówka-komputer. Inaczej można codzienny spacer wykorzystać, żeby podejść do biblioteki, jest to także zdrowsze ;)

        2
  6. Hubert pisze:

    Nikt nie bierze pod uwagę jednej prostej prawdy, którą podsunął mi do przemyśleń znajomy: treści „pirackie” są pobierane w większości przez ludzi, którzy i tak nie zapłaciliby za nie. Po prostu by tego filmu, książki, czy innego utworu nie skonsumowali, gdyby trzeba było zań zapłacić. Są osoby jak ja: uważam, że za czyjąś pracę trzeba zapłacić, bo gdybym ja coś stworzył, to chciałbym mieć z tego zysk. Więc płacę, najwyżej poczekam na cenę promocyjną. Ale znam takich, że gdyby nie było „za darmo”, to po prostu wzruszyliby ramionami i dali sobie spokój. Ba, znam osobę, która buszuje tylko na chomiku i czyta jedynie znalezione tam książki. Badanie potwierdziło teorię mojego znajomego: likwidacja piractwa nawet o grosz nie podniesie zysków wydawnictw.

    22
    • Jarek pisze:

      Zgodzę się, ale tylko częściowo. Część piratów faktycznie i tak nie kupiłaby książki, ale zapewne jest też wielu, którzy specjalnie nie kupują, „bo będzie na chomiku”. Chcieliby coś przeczytać (np. hiciora o którym znajomi rozmawiają), tylko po co mają płacić skoro nie muszą? Gdyby nie było takiej opcji, zwiększyłoby to szansę, że jednak sięgną do portfeli. Coś jak ludzie, którzy nie chodzą do kin, „bo za pół roku będzie na torrentach”. Gdyby torrentów nie było, to może nie na każdy, ale na część filmów by się wybrali do kina (chociaż pewnie faktycznie przerób mieliby mniejszy niż przez torrenty).

      3
      • maria pisze:

        W Polsce w latach 90-tych nie było torrentów a ludzie do kin chadzali rzadziej niż obecnie.

        Po prostu ludzie czekali aż film będzie na DVD albo w TV. Tak samo z książkami jak ktoś nie musi „na już” to czeka kilka miesięcy i porzycza z biblioteki albo od znajomych.

        0
    • Don pisze:

      Nie sądzę że tak jest.
      Istnieje odsetek ludzi, którzy np. nim coś kupią sprawdzają czy tego nie ma na chomiku.
      Nie ma to kupią, jest to nie kupią (kupią sobie coś innego).

      Moim zdaniem są osoby które:
      – kupują i czytają tylko legalnie
      – osoby które pobierają i czytają tylko nielegalnie
      – i osoby mieszane, coś ściągnąć coś kupią i przeczytają.
      – osoby nieświadome, które nawet nie wiedza, że ściągają i czytają nielegalnie.

      1
      • mactajg pisze:

        Wg mnie można jeszcze dopisać osoby pobierające nielegalnie, ale nie korzystające ze ściągniętych zasobów. (W analogii są jeszcze osoby kupujące na zapas ze świadomością, że może nigdy zakupionego ebooka nie przeczytają, ale był tanio.)

        2
      • maria pisze:

        Osób jest więcej:
        – osoby jak ja, które ściągają z chomika klasykę (będącą w domenie publicznej). Nie chodzi mi o nowe wydania starych dzieł ale starocie które ktoś (np. scandal) zeskanował, zrobił OCR i wrzucił do sieci gdy o polskich księgarniach nikt nawet nie marzył. Jestem piratem czy nie? Formalnie nie.
        – Osoby które z chomika ściągają kopie elektroniczne książek, które posiadają w wersji papierowej – dla wygody by na wakacje zabrać czytnik a nie kilkanaście tomów. Sa piratami czy nie? Formalnie tak, ale szkody nikomu nie czynią.
        – Osoby które z chomika ściągają książki któe leżą w pobliskiej bibliotece a robią to tylko dlatego że nie chce im siętam iść. Formalnie są piratami, ale czy komukolwiek przynoszą jakąkolwiek stratę? Gdy nie było chomika chodzili do biblioteki, po to czego na chomiku nie znajdują nadal chodzą do biblioteki. Nigdy nie kupowali i nie będą kupować.
        – Osoby które na chomiku znajdują pierwszy tom z jakiejś serii i go czytają (cały a nie tylko darmowy fragment) a później kupują całą serię (lub nie). Formalnie oczywiście są piratami ale czy komukolwiek przynosza straty? Nie, wręcz przeciwnie. Nawet przysłowiowi handlarze narkotykami pierwszą działkę dają gratiś.

        2
    • Marian Koniuszko pisze:

      To jest doskonały wniosek, do którego doszedłem jakiś czas temu.
      Dlatego zawsze śmieszą mnie wyliczenia różnych wydawców (w szczególności z branży filmowej), że stracili tyle a tyle miliardów fortunodolarów, bo jakiś film (książka) wyciekła do sieci.
      Błędnie zakładają, że KAŻDY, który ściągnął pirata kupiłby bilet do kina, albo płytę (najlepiej rare blue ray collectors edition).

      9
  7. asymon pisze:

    Duże różnice w sprzedanych nakładach poszczególnych tytułów, duże odchylenie standardowe, z takim wiele rzeczy można dopasować do teorii :-P

    0
    • Doman pisze:

      Czyli trzeba dużo większej próbki, a tej nie ma bo większość wydawnictw się nie zgodziła…

      1
      • asymon pisze:

        Chodzi mi raczej o to, żeby nie wrzucać do jednego worka tytułu, którego sprzedano 4 (cztery) egz. i takiego, którego poszło 60 tys. Może warto np. podzielić dane według wydawnictw?

        Nie pamiętam już dobrze i nie mam żadnej książki pod ręką, ale chyba test jest mocniejszy, jeśli odchylenie jest mniejsze.

        Ale faktycznie sezon ogórkowy w pełni, skoro ktoś wyciągnął badania z 2012 r. Może znajdą chę chętni do powtórzenia?

        2
        • Doman pisze:

          Przyznam, ze nie miałem czasu zajrzeć do samych wyników, więc piszę z opisu Roberta. W tym momencie wydało mi się, że książki dobrano w pary losowo już w momencie wydawania i jedną w parze „broniono” przed piratami. Poza tym grupowanie (choćby zgrubne) według cechy, którą chcesz porównywać w obrębie grupy jest chyba błędne już na poziomie założeń.

          0
          • ocelot pisze:

            Grupowano podobne książki z tego co napisał Robert. Ja to rozumiem tak, że w parze były np. 2 książki fantasy znanego autora, 2 biografie osób o podobnej popularności itd.

            0
    • Robert Drózd pisze:

      Generalnie zgadza się. Nie wiem jak duża musiałaby być różnica, żeby jednak statystycznie wychodziło.

      0
  8. Grzesiek pisze:

    Ze mną było tak, że dopóki nie stać mnie było na książki, to piraciłem bez miłosierdzia. Od momentu od którego zaczęło mnie stać na kupno ebooków to kupuje i po kilka miesięcznie.

    A na „Januszowy” argument „a jak na samochód Cie nie stać to też ukradniesz?” mam odpowiedź – jakbym wtedy nie piracił, to bym dzisiaj nie kupował, bo nigdy bym nie wyrobił sobie nawyku czytania. Okres w którym będę zaopatrywać się w ebooki legalnie, będzie prawdopodobnie sporo dłuższy od tego, w którym pobierałem je nielegalnie, więc wydawcy i tak będą na plusie.

    24
    • aga pisze:

      Januszowe to jest traktowanie wszystkiego w takich kategoriach. Jak ma się czuć autor, którego książkę spiraciłeś, żeby w przyszłości dać zarobić innym autorom? Pierwszy telewizor też ukradłeś, żeby wyrobić sobie nawyk oglądania telewizji?
      Kurcze, rozumiem, że piractwo będzie istnieć, sama też czasami piracę, ale nie lubię usprawiedliwiania piractwa. Kradniesz to nie tłumacz się głupio i tyle.

      0
      • Pedro pisze:

        No i jak się czuł ten autor? Dostał skrętu kiszek ?

        Gdyby nie ściągnął za darmo to by nie przeczytał bo stać by go też nie było.
        A dzięki temu dzisiaj go stać żeby kupować i czytać. Ekosystem się zamyka.

        Wszystko dąży do równowagi, gdyby tak pozwolić na to co narzucają nam monopoliści książka kosztowałaby i 100 PLN. Dzięki tej naturalnej ścianie piractwa trend podwyższania zostaje zahamowany.
        Wiesz czemu gry na PC kosztują przeciętnie połowę tego co na PS4 ? Bo na PC istnieje piractwo które chłodzi głowy producentów. Na PS4 piracenie jest niemożliwe i dlatego też ceny gier rosną do niebotycznych rozmiarów.

        2
      • Łukasz pisze:

        Ale piractwo to nie jest kradzież. Sciągnięcie książki nie powoduje, że komuś ubywa jakiejś książki. Dlatego zestawienie piractwa z kradzieżą telewizora czy samochodu jest po prostu baaardzo na wyrost. I nie, spiracenie książki nie znaczy też, że autor i wydawca tracą jakiś potencjalny ekwiwalent pieniężny o wartości tej książki, bo nie da się dowieść, że gdyby Grzesiek nie spiracił Ani z Zielonego Wzgórza w podstawówce, to poszedłby do księgarni i kupił ją sobie za 25zł. Najprawdopodobniej w ogóle by jej nie przeczytał/pożyczył od kolegi/wypożyczył/przeczytał streszczenie.

        4
  9. R pisze:

    Ja się przyznam bez bicia, że ściągałem książki kiedy uczyłem się, studiowałem ale kiedy zacząłem pracować (dorywczo) nie jest dla mnie żądnym problem kupić książkę w promocji za wartość jednej godziny pracy i też nadrabiając kupuję książki autorów których przeczytałem nielegalnie, a którzy swojego czasu mnie zachwycili. Co prawda czytam też dużo mniej niż kiedyś. I przez te wszystkie lata, czytając o waszych książkowych listach wstydu, nie kupuję więcej niż 2 książek na zapas.

    5
  10. Darth Artorius pisze:

    Polskim autorom warto dać zarobić, żeby pisali więcej, ćwiczyli pióro i nie zniechęcali się.

    0
  11. Kondrart pisze:

    „serwis plagiat.pl, wysłał w ciągu roku 11952 żądania” co pokazuje skalę piractwa? Bzdura. Serwis ten wysyła żądania oparte na mocno naciągniętych zasadach. Wystarczy plik o określonym typie i określonej objętości oraz poszukiwanym tytule i ciach. Na przykład plik Word o nazwie „Czarna Szabla JK opinie” o objętości 2 MB będzie z automatu uznany za piractwo, niezależnie czy w tekście jest choćby jedno zdanie cytatu z książki. Podobnie z automatu zostanie usunięta okładka książki o rozdzielczości 75×100 Px, dostępna na Wiki w rozdzielczości 1000×2000 px. Zresztą nie ważne co przedstawia – jeśli metadane zawierają opis – okładka danej książki – to usuwamy. Czy naprawdę sadzicie, że usunięcie okładki zwiększa sprzedaż książki? Jeśli tak, to trzeba pozasłaniać witryny księgarni. Szczytem było chyba przyznanie sobie praw autorskich do plakatu z prośbą o pomoc dla chorej dziewczynki – i uparte usuwanie go z serwisu chomikuj (polecam: http://makoczytaramoty.blogspot.com/2016/08/i-dlatego-chomikujpl-powinno-byc.html) Z przyjemnością zapoznałbym sie z analizą ile z wysłanych żądań okazało się „strzałami w pustkę” – ale na takie badania serwis się nie zgodzi.

    3
    • Doman pisze:

      Z jednej strony głupia sprawa, z drugiej trochę ciężko mi współczuć, podobnie jak ludziom, którzy trzymali ważne, legalne pliki na serwisie megaupload i stracili do nich dostęp po zdjęciu serwisu.

      1
  12. Łukasz pisze:

    Myślę, że powód, dla którego walka z piractwem ma niewielki wpływ na sprzedaż książek, jest zupełnie inny niż to, co przedstawiono jako wnioski. W Polsce książki – i inne piracone produkty, jak filmy i gry – kosztują więcej niż przeciętna osoba jest na nie wydać lekką ręką. Dlatego z reguły sposób myślenia jest taki: „jak znajdę tę książkę za 10zł albo mniej, to ją sobie przeczytam, jak nie – trudno.” No i książek za 10zł się raczej nie znajduje, więc się je piraci. Jeśli znikną natomiast kopie pirackie i zostaną tylko te >10zł, to taka osoba – pozbawiona wersji darmowej (tj. pirackiej) – w ogóle książki nie przeczyta. A wiec usunięcie pirackiego pliku nie wpłynie na zakup wersji legalnej. Innymi słowy: osoby próbujące walczyć z piractwem najczęściej kierują się zupełnie nieprawdziwym założeniem, że osoba, która nie będzie miała dostępu do pirata po prostu kupi oryginał, podczas gdy taka osoba w ogóle nie zainteresuje się legalną wersją. Dlatego wszelkie szacunki dot. wysokości kwoty, jaką autorzy tracą na piractwie są pozbawione sensu.

    2
  13. tadek boruta pisze:

    A czemuż to „badacze” piractwa zawsze skupiają się na zyskach i stratach firm? Jakoś mało badań o pozytywnych skutkach tego zjawiska. Zajdel w „Limes Inferior” trafnie zauważył że szara strefa jest wręcz niezbędna każdemu społeczeństwu.
    Wpływ na czytelnictwo, wpływ na oglądalność, edukacja, promocja (darmowy marketing), archiwizacja, rozwój technologiczny. Można by tak wymieniać i wymieniać.

    Walka z piractwem to walka z wiatrakami, której nie sposób wygrać.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.