Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

„Sezon burz” – wydawnictwo nie chce e-booka? Fani go sami zrobili…

Aktualizacja: po miesiącu doczekaliśmy się
– 28 listopada ruszyła przedsprzedaż e-booka.


Drodzy wydawcy. Nie wolno Wam ignorować e-czytelników. Jeśli nie wydacie wersji elektronicznej, ludzie zrobią to za Was.

Dwa tygodnie temu wspominałem o nowym tomie z serii wiedźmińskiej. „Sezon burz” Andrzeja Sapkowskiego został zapowiedziany jako… wydanie papierowe.

Przedpremiera była pod koniec października – a dzisiaj papier powinien znaleźć się już we wszystkich księgarniach.

Kilka osób doniosło mi, że dzwonili lub pisali do wydawnictwa SuperNOWA i mieli tę samą odpowiedź – w tym roku nie będzie e-booka. Czyli co, czytelnik ma grzecznie ustawić się w kolejce po papierowe wydanie w miękkiej okładce?

Nie wiem jaka była przyczyna, dla której SuperNOWA nie przygotowała wersji elektronicznej. Czy była to obawa przed piractwem, czy też po prostu brak świadomości na temat tego, jak ten rynek się rozwinął. A może (co dopisuję następnego dnia) autor miał taki kaprys i praw do e-booka nie oddał…

Czytelnik nie zniesie próżni. Czy to z nudów, czy dla sławy, bo przecież nie dla pieniędzy, ktoś książkę wskanuje, obrobi i wrzuci do sieci. I na początku tego tygodnia pojawiła się wersja elektroniczna. Można ją ściągnąć z dobrze znanych serwisów. I to jest nie tylko niechlujny skan z masą literówek, ale w miarę porządne formatowanie. Nawet wersja epub/mobi jest.

Oczywiście, publikacja tej książki w sieci narusza prawa wydawcy i autora. Nie pochwalam tego. Ale wiem, że to nieuniknione.

Co jest najgorsze? To, że straciliśmy szansę na absolutny rekord sprzedaży polskiego e-booka. Jeśliby wydano „Sezon burz” za np. 20-25 złotych – co jest sporą oszczędnością wobec papieru – nie zdziwiłbym się, gdyby sprzedaż osiągnęła poziom kilkudziesięciu tysięcy.

Bo ludzie chcą kupować legalne książki elektroniczne. Widzę to po tym blogu i popularności promocji, widzę po rozwoju księgarni z e-bookami, po całym rynku. To co robię na Świecie Czytników nie miałoby sensu, gdyby i tak „piraty” wygrywały.

Ale w tym momencie – część ludzi ściągnie to co można ściągnąć i potem oryginału już nie kupi. Autor nie zarobi, wydawca nie zarobi. Szkoda.

Jak przeczytasz "Sezon burz"?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

W ankiecie można zaznaczyć kilka odpowiedzi.

PS. Przypominam o zasadach komentowania – nie umieszczamy w komentarzach żadnych linków do miejsc, gdzie można znaleźć taką kopię.

Autor ilustracji: Tomasz Samojlik, źródło: sapkowski.pl

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

282 odpowiedzi na „„Sezon burz” – wydawnictwo nie chce e-booka? Fani go sami zrobili…

  1. cieplok pisze:

    Ehhhhhh
    Jest dokładnie jak piszesz. Jeśli daliby okazję kupienie ebooka, to wziąłbym go w pierwszym możliwym terminie, bez czekania na promocje i to z pocałowaniem ręki. A tak to pożyczę wydanie papierowe od któregoś ze znajomych i przeboleję to, że będę z papieru jak w średniowieczu.
    Ja na prawdę chciałem im dać moje pieniądze, tylko że oni nie chcieli ich wziąć.

    0
  2. Damian pisze:

    Niestety, straszna ignoracnja. Chętnie bym kupił, a tak mam wydanie papierowe, które do najładniejszych nie należy. Pal licho okładkę, ale papier lichy koszmarnie.

    0
  3. Straty finansowe wynikające z obawy przed nielegalnym rozpowszechnianiem ebooka zapewne byłyby znacznie mniejsze jeśli ten ebook w ogóle by wydano. Moim zdaniem ta zasada sprawdzi się zarówno w przypadku mocno wyczekiwanych książek, jak i tych mało popularnych. Te długo wyczekiwane ktoś zaraz opublikuje na własną rękę, a o tych mało popularnych mało kto się dowie i wersja elektroniczna to dla nich dodatkowa szansa na wzrost sprzedaży.

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Te długo wyczekiwane już zazwyczaj leżą na różnych serwisach hostingowych. W różnych formatach. Bez DRM. Paczki z polskimi książkami osiągają już 8 GB, gdyby ktoś chciał za jednym zamachem całą bibliotekę sobie sprawić.

      0
    • KHRoN pisze:

      Nie wyobrażam sobie w ogóle argumentacji – jeśli jakaś w ogóle była – za „wydając ebooka ułatwimy życie piratom”.

      Naprawdę ktoś, kto podjął taką decyzję, nie miał na tyle wyobraźni żeby sobie uzmysłowić że nie wydanie ebooka wcale nie spowoduje że taki ebook nie będzie krążył po sieci?

      Jeśli powód niewydania ebooka jest inny, to jestem bardzo ciekaw jaki to był powód… i jaką miał argumentację.

      Dla mnie jest to zwyczajnie niewyobrażalne, żeby nie wydać – w dzisiejszych czasach – ebooka takiej książki…

      0
  4. Sophia pisze:

    I za pół roku może wydadzą e-booka i będą narzekać jaki to nieopłacalny biznes… LOL Tyle że nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że wszyscy zainteresowani książką elektroniczną już ją będą posiadali dzięki nieoficjalnemu wydaniu i obrotowi. I oczywiście spora liczba z tych osób z wielką chęcią kupiłaby e-booka w dniu premiery, no ale skoro się ich tak chamsko ignoruje to oni potem się odpłacą tym samym i też będą ignorować jak już e-book wyjdzie. Przecież to jest najprostsze rozumowanie – jak ktoś jest zainteresowany jakimś towarem, którego nie można nabyć oficjalnie to poszuka tego towaru gdzie indziej i jak znajdzie to nabędzie/zdobędzie tam gdzie się da. A wydawca niech sobie czeka aż wszyscy potencjalni nabywcy e-booka już go będą mieli, bo to będzie świetny moment, żeby go oficjalnie wydać :D

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Ktoś nie zauważył, że cykl życia znany z dystrybucji filmów 10-15 lat temu nie da się w żaden sposób przenieść na książki. Zasada „papier, a po 3 miesiącach ebook, to kupią 2x” w żaden sposób nie przejdzie.

      No ale z marketingu to ja tylko 4 miałam, bo lubiłam spać na lekcjach :P

      0
      • KHRoN pisze:

        Przeszło by, gdyby nie to że papierowe książki są dostępne do kupienia a nie tylko do „poczytania/odsłuchania w czasie zamkniętych poczytów/odczytów” (analogia do kina i kastet/płyt) :)

        0
  5. Ktoś pisze:

    Nawet jeśli 1/2 liczba osób, które ściągną ebooka by zapłaciła za niego, to by mieli ładny przychód, a tak mają rękę w…

    0
  6. YuukiSaya pisze:

    Ale to jest dokładnie to samo, co dotyka branżę telewizyjno/filmową – nie wydają porządnych streamingów czy wersji dostępnych online, albo jak są to dostępne nie dla wszystkich, marudzą, że ludzie piracą a oni tracą pieniądze. Tylko pytanie – jak liczyć stratę za spiracenie produktu, który w danej formie nie został mi nigdy zaprezentowany. Nie chcą mojej kasy, ale liczą ją jako swoją stratę – i ten paradoks wali po oczach. Oczywiście, prawa autorskie zostają naruszone, ale skoro skala jest, jaka jest, to może przydałyby się rozwiązania systemowe, bo proste „zakazać/skazać” nie działa. Nie zyskują ani twórcy, ani odbiorcy.

    A SuperNova dostała do przełknięcia gorzką pigułkę, bo zignorowała pewien rynek. I koniec końców jakoś mi wydawnictwa nie żal.

    0
    • Sophia pisze:

      Jest dokładnie tak jak mówisz, chociażby w przypadku wielu nowych seriali/filmów, które ja próbowałam nabyć oficjalnie, ale się nie dało, bo są dostępne np. tylko w danym kraju. No ale jak ściągnę skądś coś nieoficjalnie to wielka wytwórnia krzyczy, że piractwo, oszuści i każdą ściągniętą kopię uznaje jako swoją stratę :D Czyli ja ci czegoś nie sprzedam, ale tylko spróbuj kupić u kogoś innego… LOL Paranoja!

      0
      • Antey pisze:

        @Sophia
        To nie paranoja, tylko świadoma, dobrowolna rynkowa decyzja posiadacza towaru – z kim i kiedy wchodzi w transakcję i w zakresie jakiego przedmiotu (transakcji). Jego wolna wola,towar,prawo, blilans i jego odpowiedzialność.
        W gospodarce rynkowej PRZYMUSU zarabiania nie ma.
        Natomiast jak wszędzie zakaz kradzieży obowiązuje.

        0
        • ketyow pisze:

          Na szczęście ściąganie filmów i muzyki kradzieżą nie jest, dlatego jak wydawca/dystrybutor nie chce mi udostępnić do zakupu plików MKV (które są dla mnie milion razy wygodniejsze niż bieganie do sklepu po płytę bluray, szczególnie kiedy w Polsce do większości filmów/seriali/dokumentów nie ma płyt bluray, a tylko nędzne dvd), to mogę je sobie ściągnąć i robię to legalnie. Wybór wydawcy, że nie chce moich pieniędzy, mój wybór że nie płacę za coś, co nie spełnia moich oczekiwań, kiedy mam dostarczone LEPSZE substytuty.

          0
          • Akacaku pisze:

            Sorki, ale Twoje tłumaczenie jest conajmniej dziwaczne. To jakby powiedzieć, że chcę grę na konsolę A, a ona wyszła jedynie na konsolę B. To ściągnę pecetowy emulator, a potem powiem – wybór wydawcy, że nie chce moich pieniędzy.

            0
            • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

              Eee, a co jest dziwacznego w tym, co napisałeś?
              Wprawdzie nie testowałem wydajności takich rozwiązań, ale takie działanie wydaje mi się w miarę logiczne.

              0
              • Akacaku pisze:

                Widocznie dla mnie ważniejsze jest to, że jest niemoralne.

                A dziwaczne i tak jest – nie używam towaru zgodnie z przeznaczeniem, tylko dobieram się do treści pokątnymi drogami i zwalam na wydawcę, że nie chce wydać tak, jak mi odpowiada, chociaż po to właśnie konsole mają exclusivy, by pozyskać własną bazę klientów ofertą, której nie ma konkurencja.

                0
              • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

                Nie używam towaru zgodnie z przeznaczeniem.
                Też argument. Jeżeli jesteś w stanie użyć czegoś na sposób nieprzewidziany przez producenta świadczy to o Twojej kreatywności.
                Kupiłeś? Kupiłeś.
                Zapłaciłeś? Zapłaciłeś.
                To kij kogokolwiek obchodzi jak tego używasz, jeżeli nie zwielokrotniasz.

                0
              • Antey pisze:

                @Mateusz
                Kupiłeś od kogoś, kto nie miał prawa tego sprzedać – uprawiał paserstwo. Do niedawna przynajmniej zakup od pasera też był przestępstwem.

                No, ale skoro tak elementarnych rzeczy nie rozumiesz…

                0
              • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

                Zacznijmy od tego, że mój słownik bluzgów jest zbyt ubogi, aby oddać mój stosunek do osób, które odpłatnie udostępniają pliki, do których nie maja praw (patrz Chomik)

                To nie jest paserstwo, ponieważ sprzedawany (udostępniany) plik nie został SKRADZIONY. On jest rozpowszechniany z pogwałceniem majątkowych praw autorskich.

                Kupno przedmiotu obarczonego wadą prawną (bo, jak rozumiem to masz na myśli) wg. mojej wiedzy nie było karane. A zgodnie ze stanem sprzed 2 lat w takim wypadku przysługuje roszczenie z naszej strony do sprzedawcy.

                Czego (szczególnie czego elementarnego) nie rozumiem?

                0
            • Amadeuszx pisze:

              Tylko pamiętaj, że o ile ściągnięcie książki/filmu po premierze jest legalne, o tyle ściąganie oprogramowania jest już nielegalne.

              0
          • nosiwoda pisze:

            Nie, nie robisz tego legalnie. Nie jest to kradzież ani paserstwo, ale nie jest to działanie legalne. Doczytaj sobie ustawę o prawie autorskim i prawach pokrewnych, zamiast szerzyć ignorancję.

            0
        • Mczepcz pisze:

          Zakaz kradzieży obowiązuzje. Z tym, że ściągnięcie e-booka to nie jest KRADZIEŻ. Może to być sobie czyn wątpliwie moralny, może i nawet być nielegalny, ale nie jest kradzieżą.

          0
          • Akacaku pisze:

            A nie wydaje Ci się, że to jest kradzież w sensie moralnym, a nie jest nielegalne w sensie prawnym. Jak w Arabii Saudyjskiej legalne jest karanie zgwałconej kobiety za cudzołóstwo – nie ma to nic wspólnego z moralnością, ale jest jak najbardziej legalne.

            0
            • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

              Akacaku!
              Używajmy, proszę, precyzyjnych sformułowań w przypadku „gorącego” tematu. Nie jest to kradzież, ale w większości przypadków jest to przynajmniej w pewnym stopniu niemoralne.

              0
              • Akacaku pisze:

                Dlaczego w pewnym stopniu?

                Ostatnio kolega – fan gier – powiedział mi, że pewna firma zamknęła podwoje, bo choć ich produkt (jakaś platformówka o wikingach, czy coś takiego) osiągnął wielką popularność, 98 % (!!) użytkowników pobrało ją z torrentów. Produkcja się nie zwróciła, miesiące ciężkiej pracy masy ludzi poszło na darmo, stracili pracę, itd. Przy książce też pracuje masa ludzi, nie rozumiem, dlaczego miałbym dobierać się do ich ciężkiej pracy za ich plecami.

                0
              • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

                Dlaczego w pewnym stopniu? W komentarzu niżej dałem Ci małą zagadkę oceny moralności różnych zachowań.
                Nie zawsze jest to tak jednoznaczne.

                0
              • Simplex pisze:

                „Ostatnio kolega – fan gier – powiedział mi, że pewna firma zamknęła podwoje, bo choć ich produkt (jakaś platformówka o wikingach, czy coś takiego) osiągnął wielką popularność, 98 % (!!) użytkowników pobrało ją z torrentów. ”

                Kolega coś przeczytał, opowiadając tobie poprzekręcał, a ty opowiadając tutaj przekręciłeś jeszcze bardziej. Firma wcale nie „zamknęła podwoi”.

                Chodziło o grę Volgarr the Viking i tego tweeta: https://twitter.com/VOLGARR/status/392773669149085696

                Komentarz developera do sytuacji
                http://steamcommunity.com/app/247240/discussions/0/846964364010169295/#c792924952298065088

                0
            • Ewa pisze:

              oj popłynęliście …

              Takie sprawy jak prawo czy moralność są tylko i wyłącznie dla biednych, służą do trzymania za twarz pospólstwa, jakoś wielcy tego świata w swoich uczynkach nie kierują się nimi.

              Człowiek jest obłudny i fałszywy z natury.

              -) pies , zjedz go a zostaniesz osądzony i skazany, nie przejmuj się możesz za to zajadać i wyrzynać np. kurczaki ile dusza zapragnie

              -) aborcja czyli magiczna „dziura”, dziecko z jednej strony „dziury” jest płodem z drugiej zaś człowiekiem, niezła magia ?

              itp. itd. ………

              przykłady takiej „moralności” i „prawa” można mnożyć w nieskończoność, kierujcie się nimi dalej …

              0
              • Akacaku pisze:

                Albo są moralne wymogi bytu, albo człowiek wymyślił moralność. Jeśli są wymogi bytu, niezależne od ludzi, to morderstwo i pedofilia są zawsze złe, niezależnie od tego, co o tym myślę. Jeśli moralność to wymysł ludzi, to morderstwo i pedofilia nie są złe same w sobie (bo nie ma rzeczy zwyczajnie złych), i wtedy mogę np. powtórzyć za Kinseyem ze pedofilia jest równie dobra jak homoseksualizm, a kto uważa, że gwałcenie niemowląt (! – chociaż on to chyba nazywał prawem niemowląt do orgazmu z dorosłym, czy jakoś tak) jest złe, jest po prostu zacofany i ograniczony.

                0
              • Akacaku pisze:

                Ewa, a czytałaś kiedyś „Przedludzi” P.K. Dicka? Nie trzeba być członkiem jakiejś religii, aby dojść do prostego wniosku – albo człowieka nigdy nie wolno zabijać (nie ważne czy jest w stanie płodowym, czy jakimś innym), albo nie ma znaczenia, czy zabijamy sąsiada czy nie, z dowolnego powodu.

                Sorki, ale nie uważam, że Matka Teresa, która odbierając Nobla powiedziała, że nie ma większego zagrożenia dla pokoju, niż aborcja, była starą wariatką.

                0
              • Robert Drózd pisze:

                A sądziłem, że temat książki o wiedźminie nie będzie kanwą do dyskusji o aborcji… Proponowałbym skupić się jednak na temacie.

                0
              • bongozz pisze:

                @Akacaku
                No z ta Matka Teresa to poleciales. Zaintersuj sie moze jakie to ‚moralne’ uczynki ona i jej kolezanki maja na sumieniu.

                0
              • ellsworth pisze:

                @Akacaku
                Jedno magiczne słowo, które kładzie cała Twoją argumentację o moralności i jej nadrzędnej roli jako czegoś niezbywalnego (w odniesieniu do zabijania): WOJNA.
                Otóż nie tylko zabijanie jest dopuszczalne, mało tego czyni cię BOHATEREM, a to jeszcze nie wszystko, bo w oczach drugiej strony ten bohater jesteś MORDERCĄ. Dwie skrajne oceny samego czynu, więc gdzie ta twoja niezbywalna moralność? Toż to hasełko wykorzystywane w sposób dowolny na czyjeś potrzeby, bez oparcia na jakimkolwiek niezaprzeczalnym fundamencie. Czysty relatywizm.

                0
            • Przemek pisze:

              Po prostu cyfrowa biblioteka – żadna kradzież, czy niemoralne postępowanie. Jaka różnica: z biblioteki za darmo czy z sieci?

              A jak się komuś spodoba to kupi (jak będzie możliwość) – proste i uczciwe.

              Sam najpierw przeczytałem np. Morta jako nieoficjalnego ebooka, a później jak była możliwość kupiłem.

              Tak samo tutaj, fanowska wersja moim zdaniem nie uszczupli kieszenie wydawcy i autora, jak komuś się spodoba, to później kupi.

              0
            • Mczepcz pisze:

              Trudno mi wnikać w moralność. Ja tego nie zrobiłem, ja nie pobrałem tej książki i nie mam sobie nic do zarzucenia. Czy odczuwałbym wyrzuty sumienia ściągając? Nie wiem, pewnie bym kupił sobie wersję papierową. Czy uważam, że piractwo jest złe? Uważam, że tak. Ale nie uważam, że jest to kradzież. Nazywanie kopiowania kradzieżą jest nadużyciem semantycznym i wg mnie celowym działaniem wydawców. Trudno mówić tutaj o realnej stracie. Czy np. jeśli porzyczę książkę od kolegi i ją ręcznie przepiszę do zeszyciku będę złodziejem? A jeśli ściągam książkę i przez to powoduję „kradzież” nie kupując to czy wypożyczając książkę z biblioteki nie robię tego samego (przecież już jej nie kupię)? Albo czy jadąc autobusem kradnę samochód? Po pierwsze w świetle prawa w Polsce obowiązującego można ściągnąć tego e-booka bez łamania prawa. I czysto prawnie patrząc, za nazwanie kogoś takiego złodziejem można było by się pokusić o proces cywilny o naruszenie dóbr. Czy zabijając komara staję się mordercą? Co nie zmienie faktu, że mogę uważać, że zabijanie zwierząt jest złe. I tak samo mogę uważać, że piractwo jest złe i nie nazywać tego kradzieżą. Osobiście uważam, że ludziom, za pracę się płaci. I z szacunku do autora powinno mu się zapłacić. Ale inni mają prawo uważać inaczej i w tym wypadku, to kwestia ich sumienia.

              0
              • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

                Dlatego, przynajmniej dla mnie, bliższa jest porównanie do plagiatu czy podróbki niż do kradzieży.
                Można znaleźć znacznie więcej podobieństw. Ale tego nie da się tak dobrze „sprzedać” i zjednać ludzi przy swojej idei. Oczywiście w ogóle mnie to nie dziwi, i na miejscu szeroko rozumianego przemysłu praw autorskich argumentowałbym pewnie podobnie i używał takich samych chwytów retorycznych.

                0
        • Sophia pisze:

          Oczywiście, że nikt nie ma obowiązku mi sprzedać, ale to niech potem nie marudzi jak pójdę po ten towar do kogoś innego. Dla mnie to właśnie jest paranoja, że ktoś narzeka, że nie ma zysku ze sprzedaży towarów czy usług, których nie oferuje. Odsetek ludzi, którzy chcą nabywać cyfrowe dobra kulturowe oficjalnie (i specjalnie piszę oficjalnie, a nie legalnie, bo nieoficjalnie też jest legalnie póki co) jest stosunkowo mały to jeszcze tym, którzy chcą płacić się to uniemożliwia i rzuca kłody pod nogi. A potem wielkie biadolenie. Jak nie chcesz komuś czegoś sprzedać, twoje prawo, ale nie marudź potem, że kupił gdzie indziej.

          0
          • Antey pisze:

            @Sophia
            Ich prawem jest nieoferować i ponosić konsekwencje, Twoim głosować pieniędzmi które zarobiłaś.
            Skoro jedna ze stron umowy nie chce jej zawrzeć, to zmuszanie jej do tego jest rozbojem i tyle.

            Mnie też drażni że np. Amazon traktuje nas jak kraj III kategorii. I wiele innych rzeczy: dlatego NIE KUPUJĘ.
            Nie chcą, ich sprawa.

            0
        • Fresherty pisze:

          Jest różnica między naruszeniem majątkowych praw autorskich, a kradzieżą.

          0
        • ellsworth pisze:

          Gospodarka wolnorynkowa jest gospodarką KUPUJĄCEGO. To sprzedawca ma stanąć na rzęsach, żeby ktoś chciał kupić jego produkt, a nie odwrotnie. Czasy komuny się dawno skończyły. Najwyraźniej niektórzy przespali ostatnie ćwierćwiecze.

          0
  7. Dawid pisze:

    Z szacunku dla Geralta i AS kupiłem papier. Ale brak wersji czytnikowej boli jak przysłowiowa drzazga w fi*cie ;)

    0
    • Artur pisze:

      Ja z szacunku kupię ebooka, jak wyjdzie, a teraz ściągnę. Zakup czytników dla mnie i żony podyktowany był przede wszystkim oszczędzaniem miejsca, zauważyliśmy, że wydajemy jakieś 60% więcej na książki odkąd kupujemy je w formacie cyfrowym. Wydaje mi się, że jest wiele osób, które podobnie jak my, po prostu nie ma co zrobić z książką papierową.

      0
      • adamba pisze:

        Wszystkim, którzy nie wiedzą co zrobić z książkami papierowymi: proponuję dostarczyć do najbliższej biblioteki w ogólniaku.

        0
        • Artur pisze:

          Może nie do ogólniaka, ale tak zrobiliśmy. Bardziej jednak chodzi o to, że niektóre książki chcę mieć, bo może jeszcze wrócę do nich, więc do końca to nie rozwiązuje problemu :)

          0
  8. Tomash pisze:

    Cała trylogia Narrenturm do dziś jest nie do zdobycia w legalnym ebooku, a to był przecież hit sprzedażowy. Wydawnictwa lubią liczyć ile pieniędzy straciły przez piractwo, ale nie lubią liczyć ile straciły przez ignorowanie popytu i popychanie klientów do piractwa.

    0
  9. Sophia pisze:

    Chciałam zedytować mój wpis, ale chyba coś mnie wyrzuciło :( Chciałam jeszcze tylko napisać, że pewnie znowu mamy do czynienia z mylnym rozumowaniem wydawców – nie wydajemy e-booka, bo jak wydamy to wszyscy go od razu spiracą, a tak to grzecznie przyjdą kupić wersję papierową. I pewnie część osób wobec niemożliwości kupienia e-booka kupi papier, ale dla części to są dwa zupełnie różne produkty. W końcu jak chcę kupić chleb i nie ma to nie muszę od razu kupować w zamian bułek, tylko dlatego że to też pieczywo. Mogę po prostu nie kupować chleba i tyle, a sklepikarz sobie może pluć w brodę, że gdyby miał więcej chlebów to miałby większy zysk. A ja tak jak po chleb mogę iść do innego sklepu tak również po e-booka mogę iść gdzie indziej jeżeli wydawca nie raczy go zaoferować.

    0
    • Antey pisze:

      @Sophia
      Otóż NIE MOŻESZ. Tzn. możesz, ale nie wolno.
      Twój przykład jest nieadekwatny – idziesz do innego sklepu, i tam kupujesz INNE pieczywo, od INNYCH ale wciąż właścicieli.
      W przypadku ebooka innego właściela po prostu nie ma, więc nie masz do kogo iść.
      Głosowanie pieniędzmi nie polega na dziecinno-lewackim zachowaniu rozkapryszonego dziecka któremu jeden rodzic zabrania a drugi pozwala i wybiera się dogodnie. Po prostu informuje się wydawnictwo że z racji polityki stracili klienta na ten i potencjalnie inny towar i go po prostu NIE KUPUJE i NIE UŻYWA, skoro nie spełnia wymagań. A pieniądze oszczędza lub wydaje tam, gdzie legalnie inną potrzebę można zaspokoić i daje zarobić bardziej pro-konsumenckim handlowcom.

      0
      • YuukiSaya pisze:

        A w prawdziwym świecie wybór okazuje się prostszy i nikt honorem się nie unosi tylko idzie szukać tego pliku.

        Ustalmy – nie jest chwalebne, że takie ebook nielegalnie jest dostępny i wybierany zamiast wersji papierowej. Ale jeśli wydawca liczy każdą pobraną kopię jako swoją stratę, to czuję wewnętrzny sprzeciw. Trochę jakby mnie cukiernia policzyła w straty bo sama sobie ciasto upiekłam (przy czym analogie ebooków do towarów fizycznych zawsze lekko kuleją). Ponadto na pewno jest część osób, które kupiły papier, bo nie ma innego wyjścia (legalnie), ale ebooka pobiorą żeby przeczytać na czytniku. Czy kupiliby 2x książkę? Nie. Kupiliby tylko ebooka.

        Problem jest większy ale jedno jest pewne – jeśli wydawnictwo zamknie oczka, to piractwo i ebooki nie znikną. Wydawnictwo zniknie. Bo ile można Sapkowskim się utrzymać?

        0
      • ketyow pisze:

        Zgadzam się, że przykład Sophii jest akurat nieadekwatny, ale piszesz:

        „Tzn. możesz, ale nie wolno.”

        Otóż wolno. Udostępnianie jest nielegalne, ale ściąganie tak. Za każdym razem kiedy kupuję ebooka, to nie dlatego, że boję się konsekwencji nabycia z gryzonia, nie dlatego, że na gryzoniu nie ma, a dlatego, że dobrowolnie chcę się podzielić określoną sumą z wydawcą, żeby miał pieniądze na wydawanie kolejnych książek, które mi się podobają. Ale na papierze nie czytam, a papier zajmuje miejsce, co jeszcze bardziej razi, jeśli wydanie nie jest piękne. Więc druku nie kupię. Przykra sprawa, że nasi wydawcy nadal tego nie rozumieją – szczególnie, kiedy mowa o polskim autorze i nie trzeba płacić jakiejś niebotycznej licencji narzuconej przez rynki zagraniczne.

        0
        • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:
        • Sophia pisze:

          Ja mam tak samo – kupuję książki czy muzykę, bo uważam, że tak jak ja zarabiam na swojej pracy tak ktoś inny też powinien dostać pieniądze za swoją. A przecież mogłabym wszystko bez problemu i LEGALNIE (o czym niektórzy zapominają) pobierać z różniastych źródeł w internecie. Oczywiście to nie znaczy, że nigdy niczego nie pobrałam nieoficjalnie, bo jest wręcz przeciwnie, no ale staram się :D A kluczem do zarabiania na czymś jest udostępnienie tego czegoś potencjalnym nabywcom. W tym konkretnym przypadku wydawnictwo zignorowało grupę potencjalnych nabywców, więc grupa sobie poradzi sama, a wydawnictwo guzik z tego będzie miało.

          0
      • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

        Możesz.
        1) Jest to fizycznie możliwe.
        2) Jest to legalne. (Ze strony użytkownika, o czym za chwilę.)
        3) Jest to nieetyczne.

        Wprowadzenie egzemplarza do obrotu wyczerpuje prawo do zezwalania na dalszy obrót takim egzemplarzem.
        Poza tym dozwolony użytek pozwala na korzystanie z utworów już rozpowszechnionych (a fakt, że „Sezon…” jako dzieło podlegające paru autorskiemu został rozpowszechniony chyba nie budzi sporów). Więc do dowolnego utworu możesz się „dobrać” legalnie. Prawo łamie ewentualnie rozpowszechniający, a Ty jako konsument nie musisz w to wnikać, bo to nie Twoja działka. Konieczność sprawdzania legalności rozpowszechniania pliku doprowadziłoby do absurdów.

        A na dodatek teza, że plik z e-bookiem jest przetworzonym egzemplarzem książki (przetworzonym fizycznie, a nie utworem zależnym) jest raczej do obronienia.

        Więc informuje się wydawnictwo, że straciło klienta i używa się prawa do dozwolonego użytku, bo opłaty dla autorów i tak są odprowadzane zgodnie z opłatą reprograficzną. Z ręką na sercu: wiedziałeś o takiej opłacie? Więc mimo wszystko JEST jakaś forma zryczałtowanego wynagradzania autorów za korzystanie z dozwolonego użytku prywatnego błędnie, mylnie i stronniczo nazywanego „piractwem*”. Inna sprawa, że ten system nie działa tak jak powinien, bo wspiera właśnie wydawców i zrzeszonych „profesjonalnych” twórców, a nie tak jak powinien: autorów, wszystkich autorów

        *nie dotyczy programów, ale nie chce mi się tłumaczyć dlaczego. W skrócie: z programami tak nie można.

        Ergo: to był strzał w stopę, a za miesiąc (albo po premierze e-booka) zacznie się chryja jak to ludzie kradną i nie opłaca się robić e-booków.

        Edit rd. poprawiłem linki

        0
        • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

          Ech, coś pomieszałem z linkami.
          Drugi, po „Poza tym” powinien prowadzić do:
          http://prawokultury.pl/newsy/kampania-spoleczna-prawo-kultury/
          A „Inna sprawa, że ten system nie działa tak jak powinien”
          do: http://prawo.vagla.pl/node/9219 (a tam polecam lekturę linkowanych artykułów).

          0
        • Akacaku pisze:

          Dziękuję, że napisałeś, że jest to nieetyczne.

          Czasami mi się wydaje, że tylko ja o tym pamiętam.

          0
          • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

            Ale takie coś można dość łatwo „uetycznić”. Jak dla mnie pobranie książki zazwyczaj jest złe, ale też nie zawsze.
            1) Kupuję e-booka.
            2) Kupuje książkę i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            3) Kupuję używaną książkę i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            4) Kupuję używaną książkę po czym ją sprzedaję i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            5) Pożyczam książkę (z biblioteki/od kolegi/od rodziny) i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            6) Kolega/członek rodziny powiedział mi, że pożyczy mi książkę, ale jej nie biorę i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            7) Książkę mogę pożyczyć (jest w bibliotece/u kolegi/u rodziny), ale tego nie robię i ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            8) Ściągam bezprawnie rozpowszechnianego e-booka, którego czytam.
            I na koniec parę pytań:
            W którym miejscu zaczyna się nieuczciwe zachowanie?
            Czy jeżeli zamienię kolejność (najpierw przeczytam, a potem kupię, pożyczę lub będę mógł pożyczyć), to post factum zmienię „moralność” mojego zachowania? A jeśli przed pobraniem będę planował zrobić coś z tej listy?

            Czy jest na sali etyk?

            0
            • asymon pisze:

              Ha! Dałbym ci plusa, ale nie da się :-)

              Jest książka „Etyka dla myślących” Magdaleny Środy, nawet można kupić ebook. Ciekawe jak wygląda sprawa ściągania jej z torrentów, nie wiem czy nie spowoduje to jakiegoś paradoksu czasoprzestrzennego.

              0
            • Sophia pisze:

              Świetny post! A ja właśnie byłam w jednej z wymienionych przez Ciebie sytuacji. Otóż bratowa pożyczyła mi książkę, ale że wolę czytać na czytniku to ściągnęłam i przeczytałam e-booka. W tym samym czasie pożyczona książka papierowa leżała na półce. Czy postąpiłam nieetycznie?

              Z tą etyką to nie jest taka prosta sprawa, nie wszystko jest czarne bądź białe.

              0
              • szarografit pisze:

                Przecież z punktu widzenia etyki jest to dość proste:
                – ściągnęłaś ebooka, do którego nie miałaś prawa (bo nie zapłaciłaś zań)
                – miałaś prawo do pożyczonej książki, z którego nie skorzystałaś
                Czy uważasz, że jeśli (przykład) masz prawo przejechać przez miasto autobusem (bo ktoś dał Ci bilet obowiązujący tylko w autobusie), a Tobie wygodniej byłoby tramwajem to możesz beztrosko wsiąść do wagonu z autobusowym biletem i pomykać po szynach?

                0
              • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

                Nie jest takie proste. Bo to, że Ty 6 uznasz za moralne, nie oznacza, że ktoś inny tak samo. 8 jest (przynajmniej dla mnie) niemoralne.
                Ale co z 7? Niby możesz, i ktoś pewnie pożyczy, ale o to nie pytasz.
                A co jeśli kolega powiedział, że kupi, a potem pożyczy, a ale ściągniesz wcześniej?
                A co jeśli jednak nie kupi, a ty przeczytasz?
                Dla innych piątka już będzie ostatnia dopuszczona, a niektórzy purytanie stwierdzą, że już 2 jest złe, bo plik jest rozpowszechniany bez zgody.

                0
              • Sophia pisze:

                @szarografit, ja to widzę trochę inaczej. Bazując na Twoim przykładzie komunikacyjnym to ja to widzę tak: autobus zaoferował mi, że mnie dowiezie do punktu A (książka papierowa), ale co z tego skoro ja chciałam pojechać do punktu B (e-book), więc skoro autobus nie chciał bądź nie mógł mnie tam zawieźć to pojechałam tramwajem (nawet nielegalnym :D). W takim przypadku firma autobusowa nie może mieć do mnie pretensji, że traci zysk, bo wybrałam inny środek transportu. Gdyby autobus i tramwaj jeździły równolegle i tramwaj robił to np. nielegalnie i do tego za darmo, to wtedy firma autobusowa mogłaby się wkurzać. Ale skoro nie jeździ do punktu B to nie może mieć pretensji, że ktoś dojechał do punktu B inaczej.

                0
      • Sophia pisze:

        Nie no oczywiście, że porównania e-booków do towarów fizycznych nie są najszczęśliwsze i doskonale o tym wiem, ale fakt pozostaje faktem, że jak wydawca nie chce e-booka wydać, a mnie interesuje dana książka w formie elektronicznej to jeżeli będzie gdzieś to zdobycia to ją stamtąd zdobędę. A wydawcę tak czy inaczej mogę poinformować, że właśnie stracił pieniądze, bo gdyby wydał e-booka to bym go kupiła, a tak zdobyłam inaczej i nikt na tym nie zarobił. Ja akurat należę do osób, które jeżeli nie mogą czegoś zdobyć kanałami oficjalnymi uderzają w kanały nieoficjalne jeżeli tam ten produkt się znajduje. I w takim przypadku nie mam absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Bo dla mnie e-book i książka papierowa nie są wymienne i jeżeli nie ma e-booka to dla mnie nie oznacza, że muszę w takim razie kupić książkę papierową. Jak chce e-booka to e-booka i koniec! A jak wydawnictwo nie chce sprzedać to niech się wypcha! :D Ot takie moje brutalne podejście :D

        0
        • Akacaku pisze:

          Brutalne i nieetyczne.

          0
          • Sophia pisze:

            Ja akurat w takim przypadku nie widzę nic nieetycznego. Dla mnie nieetyczne jest nabywanie jakiegoś produktu nieoficjalnie jeżeli jest on oficjalnie dostępny, ale jeżeli nie jest dostępny to dla mnie nie ma nic nieetycznego w pozyskaniu go z innego źródła. Sprzedawca (tutaj wydawca) i tak nie oferuje tego produktu, więc i tak na nim nie zarobi. No ale etyka to nie nauka ścisła, więc pewnie można by długo dyskutować na ten temat :D

            0
            • Akacaku pisze:

              Dobieranie się do efektów ludzkiej pracy bez wynagrodzenia ludzi, bo ich pracodawca (a dla autora – licencjobiorca) jest głupi, nie może być usprawiedliwione właśnie ową głupotą. Tutaj sprzedawca oferuje Ci treść, stworzoną przez autora i przez zespół ludzi obrobioną, a ty się do niej dobierasz omijając wszystkich, łącznie z autorem, i uważasz, że to jest w porządku.

              0
              • Sophia pisze:

                Tyle że mnie poza treścią interesuje również forma, w jakiej ta treść zostanie mi przekazana. Powiedzmy, że nie mam miejsca na papierowe książki (co zresztą jest prawdą) i dlatego kupuję e-booki. A wydawca mi e-booka nie oferuje. Czy jak chcę kupić film na DVD, a ktoś mi go chce sprzedać jedynie na zdezelowanej kasecie VHS to mam uznać, że przecież to jest ta sama treść, więc nie ma znaczenia? Nie wydaje mi się. No przynajmniej dla mnie to nie jest to samo.

                0
              • nd pisze:

                W jaki sposób wynagradzasz ludzi, gdy „dobierasz się do efektów ludzkiej pracy”, pożyczając książkę od kolegi albo z biblioteki? A może nie pożyczasz książek, bo to też jest nieetyczne?

                0
          • Simplex pisze:

            „Brutalne i nieetyczne.”

            Kapitalizm tak ma.

            0
          • Bang! pisze:

            Tez nie widze w tym jakiegos nieetycznego dzialania ale na potrzeby chwili zalozmy ze jest to rzeczywiscie dzialanie nieetyczne. Co w tej sytuacji mam zrobic jesli system uniemozliwia dzialanie etyczne?

            0
          • Jasiu pisze:

            Nieetyczne to jest raczej niewydawanie książki w formie ebook’a:)

            0
      • Jasiu pisze:

        Jak kto używa w komentarzach słowa „lewactwo” (tudzież odmiany tego słowa) skazuje się na w moich oczach na bycie trollem.

        0
        • mokosza pisze:

          „Jak kto używa w komentarzach słowa „lewactwo” (tudzież odmiany tego słowa) skazuje się na w moich oczach na bycie trollem.”
          takoż i w moim

          0
  10. bin pisze:

    To nie jest głupota, przypadek czy brak wyobraźni. To jest celowe działanie. Tylko ktoś z Afryki w środku dżungli Konga nie wiedziałby, że taki hit zostanie skonwertowany do pirata kilka dni po premierze papierowej.

    Ale prawdopodobnie wydawnictwo stwierdziło: po co inwestować w ebooka? dodatkowe koszty a ktoś kto kupi ebooka to nie kupi papieru ktory i tak trzepiemy masowo i przede wszystkim. Jak nie wydamy ebooka to i tak ci co by go kupili dokonają zakupu papieru a reszta niech czyta pirata bo skoro żałuje na papier to i ebooka by nie kupiła.

    0
    • aylarad pisze:

      Ja obecnie bawię przez dłuższy czas za granicą, więc nie mam zamiaru kupować wersji drukowanej. Oczywiście gdyby wyszedł ebook, ten problem by nie istniał. Na razie zachowuję spokój, ale pewnie moja cierpliwość się niedługo skończy. Jestem przekonany, że na wydaniu ebooka zarobiliby, pomimo tego że książka zostałaby spiracona. Wiedźmin na jest pozycją, która z pewnością sprzedawałaby się równie dobrze jak Lód w promocji za dychę.

      0
    • Michał pisze:

      Uważam, że jednak głupota.
      Przecież oni i tak mają wersję elektroniczną tej książki. Nie sądzę, żeby autor dostarczał im to w rękopisie. A nawet jak dostarczył to i tak ktoś przeniósł do do komputera. Być może jest w formacie QuarkXPressa czy Adobe InDesign ale jest.
      Przekonwertowanie tego do epub to chwila roboty. Może nie wyjdzie zbyt ładnie, ale najwyżej nabywcy by trochę ponarzekali a ebook by był…

      0
  11. Piotrek pisze:

    Trzeba przyznać,że ebook jest bardzo dobrze zrobiony. Często widuję oficjalne ebooki gorzej wydane przez wydawnictwa. Jestem za granicą i przyznaję, już przeczytałem. Tym niemniej sumienie mnie gryzie i z tego powodu będąc w Polsce (już niedługo) książkę zakupię. Nie chcę w pośredni sposób okradać Sapkowskiego. Jasne, można być niezadowolonym,że nie ma ebooka,można go ściągnąć i przeczytać nielegalnie ale czysta przyzwoitość wymaga,żeby książkę zakupić,choćby miała być rzucona w kąt… Ot, takie moje odczucia…

    0
    • nd pisze:

      Autorzy powinni udostępniać możliwość dokonywania darowizn na ich rzecz, co w takiej sytuacji byłoby o wiele lepszym rozwiązaniem niż kupowanie papieru „na siłę”; za kwotę, której i tak większa część trafi do kiesy wydawnictwa/dystrybutora, nie autora.

      0
  12. jaguarek pisze:

    Z innej beczki – Publio straszy hasłem „Książki nie uciekną. Nie bój, nie bój zaraz wracamy”
    Dlaczego w momencie jak kupiłem książkę i nie zdążyłem jej pobrać :(.

    0
    • crazy pisze:

      Szczerze mówiąc, irytuje mnie ten tekst w Publio. A że się wyświetla stosunkowo często, irytuje mnie bardzo. Bo to niby ma być śmieszny żarcik, a na „dzień dobry” traktuje klienta z góry. Ośmiesza go jakby, w sytuacji, kiedy firma sama jest winna, bo właśnie stawia właściciela dóbr (książek), który chce po nie sięgnąć (i nie może tego zrobić), w pozycji pieniacza. Widocznie brak mi poczucia humoru (własnie, to jest ten mechanizm, że widocznie to ze mną coś jest nie tak, skoro wkurza mnie, że nie mogę sięgnąc po książkę, kiedy już się usadowiłam w fotelu gotowa do czytania), bo przeciez to jest takie zabawne, że ktos ci w takim momencie coś zabiera, ukrywa za plecami i nie wiadomo, kiedy odda. No ale przecież odda, więc to jest takie śmieszne. Śmiejmy się, ha ha ha! Nie wiem, kto ich uczył marketingu, ale brną w to konsekwentnie.

      0
      • g pisze:

        Bo teraz jest moda na wyświetlanie durnych stron zamiast białej strony z błędem.
        I oczywiście biała strona z jakimś 404 nie jest fajna, ale wystarczyłaby rzetelna informacja, co się dzieje i kiedy strona będzie dostępna, a nie „dowcipne” grafiki.

        0
  13. wujo444 pisze:

    Gdybym był złośliwy powiedziałbym że pewnie Sapkowski nie zgodził się na publikację ebooka, bo przecież jego sztuka nie działa w innej formie niż papierowa; pewnie wszystkie komputery na których był składany Wiedźmin musiały być egzorcyzmowane… a nie, przecież jestem złośliwy! ;P

    0
    • LLime pisze:

      O tym samym pomyślałem.. nie jest tajemnicą, że Sapkowski nie jest przyjaźnie nastawionym człowiekiem do wszelkich nowinek technologicznych, dlatego nie zdziwiłbym się, ze to on postawił warunek o niewydawaniu ebooka.

      0
    • Andrzej P. Woźniak pisze:

      Od egzorcyzmów to jest Jakub Wędrowycz, a ten komputerami już się zdążył zająć, czego najlepszym dowodem są ślady użycia czosnku w oficjalnych dokumentach: http://prawo.vagla.pl/node/10014

      0
  14. Jami pisze:

    też ubolewam, że nie ma ebooka. Kupiłabym pewnie od razu na premierę, a tak pewnie poczekam, aż ktoś mi na święta zrobi prezent kupując książkę.

    0
  15. Fred pisze:

    To było więcej jak pewne, że tak się skończy. Zadziwia mnie taka ignorancja rynku jakim jest rynek ebooków. Swoją droga SuperNOVA chyba stwierdziła, że nie ma co wydawać ebooka bo aktualna saga w wersji elektronicznej sprzedaje się dość kiepsko (co w sumie nie dziwi bo ceny są za duże jak na ebooka), tak więc po co wydawać ebooka nowej części.

    EDIT: Jakby ktoś nie zauważył, to ani Woblink ani Publio nie działają.

    0
  16. slawko pisze:

    Wysłałem maila do redakcji w tej sprawie. Zachęcam do tego samego jeśli ktoś ma ochotę. Niech wiedzą, że jest popyt tylko produktu nie ma bo wydawca dał ciała.

    0
  17. Marta pisze:

    Nie czytam ‚Wiedźmina’, gdyż tego typu literatura nie leży w kręgu moich upodobań i zainteresowań, ale przyznaje, że wydanie jedynie wersji ‚analogowej’, jest dużym błędem wydawcy (bo na pewno nie jest to niedopatrzenie) .
    Wg mnie wydawcy chodzi przede wszystkim o chęć zysku, co poniekąd jest zrozumiałe. Ale jak już wcześniej wspomniał Pan Robert, w efekcie tego wydawnictwo może więcej stracić, niż zyskać, gdyż współczesna literatura (o czym, nie tylko miłośnicy czytników, mogą się niejednokrotnie przekonać), w dobie powszechności urządzeń elektronicznych, nie lubi, nie toleruje i nie akceptuje ‚elektronicznej pustki’*
    —-
    * „elektroniczna pustka” – Ładne określenie :-)

    0
    • Marta pisze:

      …a swoją drogą, pokusiłam się o sprawdzenie jakości, dostępnej ‚powszechnie’ wersji elektronicznej (kto szuka ten znajdzie!) i muszę przyznać, że całkiem przyzwoite wydanie ;)

      0
  18. Plavius pisze:

    Niestety… Supernowa jest bardzo słaba.. Zawsze mi się marzyło żeby to Fabryka Słów wydawała Sapkowskiego. Mam wszystkie tomy Wiedźmina w wersji papierowej, ale nawet te najdroższe są…no cóż…marne, słabe graficznie, dziwne czcionki itp.

    Szkoda, że nie przeczytałem tego artykułu wczoraj bo zamówiłem już wersję papierową, a chętnie zrobiłbym im na złość. W ramach Waszej edukacji, szanowna SUPER(?)nowo.

    0
  19. jdm pisze:

    również chętnie bym kupił ale max 5 pln… myślę że za ebook to uczciwa cena.. w stosunku do naszych zarobków… więcej to niczym nie uzasadnione nadużycie…

    0
    • Antey pisze:

      @jdm
      Problem w tym, że producenta nie interesuja niczyje zarobki – tylko pokrycie poniesionych kosztów i ew. zarobek własny. Podjął taką a nie inną decyzję rynkową, i powinien ponieść jej rynkowe konsekwencje.
      Pisz ksiażki i sprzedawaj po 5 pln w formie ebooków – kto Ci zabrania ?

      0
    • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

      W skrócie:
      Nie świruj.
      Pół papieru to uczciwa cena – tyle kosztuje druk, magazynowanie oraz rozwiezienie, więc o tyle powinna być tańsza.

      0
    • ketyow pisze:

      Rozumiem, że nie masz telewizora, samochodu, a ten komentarz napisałeś z komputera u kolegi? W stosunku do naszych zarobków to zakup czegokolwiek w tym kraju się nie opłaca, a jednak ludzie kupują, jeśli coś jest dla nich w jakiś sposób przydatne.

      0
  20. mincel82 pisze:

    … wydawca, nieogar, zabił książkę nie wydając jej w formie e… teraz niech płacze i tłumaczy się autorowi z głupoty jaką popełnił i próbuje walczyć z e-piratem do powstania jakiego doprowadził… powodzenie ‚syzyfie’ i niech kolejne twoje wydawnicze decyzje będą bardziej przemyślane.

    p.s. w ankiecie brakuje opcji : nie przeczytam z nikąd bo tytuł mnie nie interesuje … pewnie było by mało odpowiedzi, biorąc pod uwagę kto jest autorem i jaka to saga, ale zawsze by się kilka kliknięc znalazło.

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Ale tłumaczenie będzie takie jak zawsze: „I widzicie? Książki elektroniczne to samo ZŁO! To piraci tylko!”. Ślepota na rozwój e-rynku oraz błyskotliwę karierę cyklu Greya, który autorce dał zarobić, chociaż z początku był to właśnie wyłącznie ebook, wynajdzie najgłupsze nawet argumenty, aby udowodnić swoje.

      0
      • mincel82 pisze:

        ale tu nie ma jak zarzucać piractwa … przynajmniej ja nie widzę podstaw … piractwo zarzuca się z reguły w przypadku nielegalnego powielania form elektronicznych legalnych (najczęściej)… tu forma e legalna nie występuje więc nie ma co piracić, co najwyżej można pogratulować młodzieży naszej że wykazała się duchem czasu i postępu nadrabiając oczywiste niedopatrzenie wydawcy i sama przygotowała formę e, tak popularną w ostatnich czasach, i tworzącą własny odrębny świat na rynku wydawniczym…

        Co więcej, sądzę że wydawca, mając teraz uwidoczniony problem i podsunięte rozwiązanie, powinien odkupić wersję e od jej twórców za kwotę taką samą jak płaci się tłumaczowi, i wydać ją do legalnego obrotu w takiej formie jak jej twórcy ją przygotowali (łatając jego oczywistą ślepotę [ślepotę wydawcy]).

        0
  21. Griszek pisze:

    Stracili mnóstwo pieniędzy przez swoją ( mówiąc brutalnie ) głupotę, ale jak znam życie, to niedługo usłyszymy ile to kasy stracili ( bądź wydaje im się że by stracili ) przez tych złych czytelników ( no bo to nie głupia decyzja wydawnictwa a klient jest zawsze winien ) …. i tylko czemu ten schemat postępowania jakby znajomy jest….

    0
  22. misiek pisze:

    Może jest to oczywiste ale z ciekawości zmodyfikowałbym w ankiecie opcje
    Poszukam wersji nieoficjalnej – kupiłbym e-booka (oczywiście jakby był)
    Poszukam wersji nieoficjalnej – tak, jestem złodziejem

    Może wyniki takiej ankiety dałyby wydawcą do myślenia.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      W tej sytuacji jestem zwolennikiem etyki sytuacyjnej – nawet nie takiej że „okazja czyni złodzieja” tylko „brak okazji do kupienia legalnego ebooka sprawia że się ściąga nielegalne”. Pytanie, kto ściągnął, bo nie mógł, a kto ściągnął bo i tak by nie kupił nie ma za bardzo sensu, każdy powie że nie mógł :)

      0
  23. Magdalaena pisze:

    Zamówiłam papierowe wydanie w merlinie (akurat mam 12 rocznicę pierwszych zakupów u nich i było 10% taniej). Dorzuciłam „Złe leki”, które nie są dostępne w ebooku i nową Szwaję dla mamy.
    I taka sytuacja, kiedy już zapłaciłam za książki i jeszcze ich nie mam, jest niebywale wkurzająca. Bo kindle mnie rozbestwił po prostu i zwykle te 5 minut, które w innych księgarniach czekam na autoryzację, to już jest długo, a co dopiero kilka dni.

    Na pohybel supernowej i innym wydawnictwo ignorującym ebooki!

    0
  24. Adam pisze:

    Zamiast tak tutaj marudzić… Pomyślmy co możemy zrobić? List otwarty do wydawnictwa? Niech te zakute łby liczące każdy grosz nas widzą i wiedzą, że źle liczą!

    https://docs.google.com/document/d/1SBnFCE-6pHxWt9jLH1WmwsibPpLT5zen5DUDajHejK4/edit?usp=sharing

    0
    • spayder pisze:

      Co do formy takiego listu otwartego to chyba powinien być wysłany jako list zwykły pocztą polską (to taka kartka papieru którą wrzuca się do czerwonej skrzynki :) ) – powód pewnie w SuperNowej nie używają e-maili. To takie nowoczesne i „amerykanie” podsłuchują.

      0
  25. Magdalaena pisze:

    @Adam – i co napiszemy? Kochana supernowo – kupiłam Waszą książkę za 38 zł, a wolałabym ebooka za 25 zł?

    0
    • wujo444 pisze:

      Yep. Jeżeli ma to wyglądać w ten sposób, że przy papierze: 19 zł idzie na druk, dystrybucję, pośredników, 9 zł dla autora, 1zł opracowanie książki, reszta dla wydawnictwa; a dla ebooka tylko 9 zł dla autora i 1 zł za opracowanie – mamy sytuację zysku na sztuce 15 do 9 na korzyść ebooka. Tylko wydawca nadal kalkuluje, że sprzedaje więcej papierowych, więc chociaż dla niego zysk na sztuce jest mniejszy, to suma jest większa.

      0
  26. Anna pisze:

    Ujmę to tak – wczoraj zamówiłam wersję papierową (za 32 zł). Ale przeczytam ebooka ;) Gdyby ebooka wydała Supernowa, kupiłabym go bez wahania nawet w cenie, jaką zapłaciłam za papier, nie czekając na żadne promocje. Może wydawnictwo powinno się ocknąć, bo to „nie te czasy, Arlekinie, nie te czasy” (kiedy ebooki nie przynoszą kasy ;).

    0
    • Ender pisze:

      Mam podobnie – jeśli czekam na jakiś tytuł i mialbym możliwość kupienia ebooka od razu – to jestem gotowy zapłacić pełną cenę. W przypadku czegoś co może kiedyś przeczytam – poczekałbym do promocji/obniżenia ceny. Brak ebooka w momencie premiery oznacza, że prawdopodobnie danej książki nie przeczytam, albo kupię zwykłą (i będę potem walczył gdzie ją wcisnąć, bo półki nie są z gumy :))

      0
  27. dominik pisze:

    Chciałem kupić, nie kupiłem. Trudno, pożyczę wersję papierową, a pieniądze wydam na co innego. Wydawnictwo się nie popisało, a liczenie strat z powodu piractwa niewydanych ebooków jest delikatnie mówiąc mało logiczne.
    Zresztą idąc tym tokiem rozumowania powinienem podać wydawnictwo do sądu o odszkodowanie za nie wydanie mojego ebooka, co naraziło mnie na straty. I co z tego że go jeszcze nie napisałem, co z tego że nie złożyłem takiej propozycji w wydawnictwie? Ale mogłem i mógłbym mieć jakiś dochód :) Mógłbym wziąć winę na siebie ale po co? Lepiej zrzucić ja na innych.

    0
  28. Sebastian pisze:

    Wielu twórców i wszystkie podmioty żyjące z kultury są strasznie roszczeniowe. Pieniądze im się należą od Państwa i kropka. Odpowiedzią na nowe media nie jest zmiana modelu dystrybucji kultury ale rosnąca potęga ZAiKS’ów i  innych kasjerów. Płacimy haracz w cenie każdej czystej płyty czy komputera. Po co się będą starać dotrzeć do odbiorców skoro można żądać dotacji i coraz bardziej restrykcyjnego prawa antypirackiego? Lepsze ACTA od ebooka.

    Wiem, że to przegięcie ale jak artyści bywają głodni to sztuka na tym potężnie zyskuje. Kiedyś muzykę popularną tworzył Mozart dzisiaj Bieber.

    0
  29. Gamper pisze:

    Ja podobnie jak Anna zakupiłem wersję papierową (27,50) ale do czytania chyba sobie ściągnę ebooka.

    0
  30. seb pisze:

    Po prostu spamujmy im skrzynkę – niech mają świadomość ile osób CHCE KUPIĆ legalnego e-booka. Ja też nie wiem co robić – nie chce mi się kupować papieru, mam wątpliwości żeby odwiedzić gryzonia, ale przeczytać chcę…

    0
  31. Quetz pisze:

    Ocknijcie się, wydawnictwo zafundowało sobie samospełniającą się przepowiednię. Piracki ebook rozchodzi się jak ciepłe bułeczki, a gdy wydadzą ebooka (za rok???) sprzeda się w nakładzie 100 egzemplarzy. Wtedy usiądą z poczuciem dobrze wykonanej pracy i powiedzą „i dobrze, że nie wydaliśmy od razu ebooka”…

    0
  32. Jacek pisze:

    A ja nie kupię papieru z innego powodu – jest dla mnie bezużyteczny. Jako niewidomy czytelnik nie mam zamiaru wydać 38 złotych, a potem spędzić kolejnych kilku godzin na skanowaniu i przetwarzaniu do tekstu książki papierowej. EPUBa lub Mobi wrzucam sobie do smartfona i czytam, ale skąd mam go wziąć? No dobrze – wiem skąd go wziąć, ale na razie nie chcę. Może jednak SN się ocknie i wyda książkę elektronicznie, żebym mógł ją legalnie kupić. Nie wiem tylko, na ile starczy mi cierpliwości.

    0
  33. Karwasz pisze:

    Czy mógłbym szanownych państwa prosić o uspokojenie z tą ‚kradzieżą’ w komentarzach?

    Kradzież (art. 278 kk) – zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia. Pod pojęciem zaboru rozumie się fizyczne wyjęcie rzeczy spod władztwa właściciela. Dotyczy to również przedmiotu pozostawionego przez niego w znanym mu miejscu w zamiarze późniejszego jej zabrania. Wymóg dokonania zaboru oznacza, że nie jest możliwa kradzież rzeczy znalezionej przez sprawcę lub jemu powierzonej. Nie wyklucza to odpowiedzialności za inne przestępstwo, a mianowicie za przywłaszczenie.

    Rzecz – w sensie prawnym i ekonomicznym są to tylko istniejące części przyrody, które występują w stanie pierwotnym lub przetworzonym – bez względu na to, czy mają jakąś wartość majątkową. Na pojęcie rzeczy składają cię dwie cechy:
    materialny charakter – w szczególności tylko przedmioty materialne mogą być posiadane w sposób powszechnie widoczny;
    wyodrębnienie z przyrody – jest niezbędną przesłanką tego, aby rzeczy mogły funkcjonować w obrocie cywilnoprawnym.

    Jak wszyscy wiemy, zgodnie z życzeniem wydawców, ebook jest USŁUGĄ. Mniam, mniam, dobry ogon, mniam.

    A na Sezon Burz poczekam do wersji oficjalnej. I kupię, bo chcę dostać więcej książek w wersji e w przyszłości.

    0
    • Akacaku pisze:

      Jest jeszcze kradzież w sensie moralnym, moralność często nie idzie w parze z legalnością.

      0
      • Winetoo pisze:

        Witam!

        Kradzież w jak to ująłeś sensie moralnym jest dopiero wtedy gdy ktoś poniósł szkodę. Jeśli ktoś ściąga sobie książkę z sieci która jest dostępna w bibliotekach, albo u znajomych i może ją legalnie i za darmo pożyczyć. To gdzie tu czyjaś szkoda? Gdyby nie ściągnął to by pożyczył, więc nie ma mowy o utraconych korzyściach. Bo wydawca i tak by nie zarobił na tym czytelniku.

        0
        • KonradK pisze:

          Biblioteka, wypożyczająca papierowe książki, musi nabyć jeden egzemplarz na jeden znajdujący się aktualnie w wypożyczeniu. Takie jest fizyczne ograniczenie. Ktoś, kto udestępnia ebooka nieograniczonej liczbie osób, nie podlega temu ograniczeniu.

          0
          • Lukas1850 pisze:

            Przecież ten kto zeskanował książkę, też musiał posiadać oryginał, więc wychodzi na to samo. Różna jest tylko skala – tutaj z jednej książki fizycznej korzysta tysiące osób, w bibliotece najwyżej kilkadziesiąt. Ale tak naprawdę: co mnie to obchodzi jako czytelnika?

            0
            • KonradK pisze:

              No właśnie skala. 1:1 vs 1:nieskończoność (w czasie czytania jednej kopii).
              Ale tak na prawdę, to nie wiem, co Ciebie jako czytelnika obchodzi. Mnie obchodzi o tyle, że jeśli ci, którzy dostarczają mi treści, nie będą zarabiać, mogą zaprzestać to robić.

              0
              • Andrzej P. Woźniak pisze:

                Rzecz w tym, że od czasu wynalezienia (ksero)kopiarki to nie jest skala 1:1, a mimo to jakoś nie zaprzestano dostarczania treści. Mało tego, od dawna ta sama treść jest dostarczana w różnych formatach – oprawa miękka, oprawa twarda, wydanie kieszonkowe, wydanie albumowe (bogato ilustrowane), wydanie dużą czcionką (dla niedowidzących), nagranie audio na kasecie (dla niewidomych)… Jaki problem dodać nowy format czy zrezygnować z formatu, którego nikt nie zamawia? Uznany wydawca rozważyłby wydanie bestsellera nawet w najmniej popularnym formacie i sprzedawanie bez zysku, byleby nie stracić na prestiżu.

                0
              • KonradK pisze:

                Rzecz w tym, że od czasu wynalezienia (ksero)kopiarki to nie jest skala 1:1, a mimo to jakoś nie zaprzestano dostarczania treści.

                A o czym piszesz? Bo ja o pożyczaniu kupionego egzemplarza papierowej książki i jak się to ma do udostępniania w sieci ebooka.
                Jakiekolwiek nielegalne powielenie pozwala na czytanie jednocześnie wielu osobom bez zakupu dodatkowego egzemplarza (w odróżnieniu od wypożyczania).
                Pewnie nie spowoduje to ogólnego upadku wydawnictw. Kradzieże wszelakich dóbr z magazynów producentów i sprzedawców też się zdarzały i zdarzają się i producenci oraz sprzedawcy istnieją nadal.
                Nie jestem tylko powien, czy ten stan by się utrzymał, gdyby oba procedery (kradzież i nieautoryzowane powielanie) uznano za legalne.

                0
          • Winetoo pisze:

            Ale co to zmienia z punktu widzenia czytelnika który i tak nie chce kupić książki? Różnica jest tylko taka że zamiast poczekać kilka miesięcy w kolejce w bibliotece to przeczyta ją szybciej. Wydawca i tak na tym czytelniku nie zarobi nigdy.

            0
            • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

              Jeżeli nie chce Ci się czekać (aż będzie w bibliotece, aż kolega przeczyta), to powinieneś zapłacić właśnie za przyspieszenie dostępności. Przynajmniej ja to tak widzę.

              0
            • KonradK pisze:

              Z punktu widzenia czytelnika to, co powiedziałeś – poczeka/nie poczeka w kolejce. Z punktu widzenia wydawcy – zarobi raz na każdą kolejkę w bibliotece, albo raz na jednego udostępniającego wszystkim nie chcącym ani czekać w kolejce, ani kupić.

              P.S. Korzystanie z biblioteki, zamiast kupowania, uważam z a uświęcone tradycją i prawem dziadowanie. Chyba, że dotyczy pozycji przeznaczonych wyłącznie dla bibliotek, np. niskonakładowe książki specjalistyczne.

              0
  34. empeka77 pisze:

    Ja też o SUPERNOWA mam tylko złe zdanie. Jak kilkanaście lat temu po raz pierwszy czytałem sagę na szarym papierze z kibla, który rozpadał się w połowie lektury aż fruwały pojedyncze kartki to marzyłem o ładnym wydaniu w twardej oprawie. Byłem wtedy zakręcony na punkcie ładnych wydań i bardzo mnie wkurzało, że moja ulubiona seria jest wydana gorzej niż program telewizyjny za 99 gr. Sagę mam przeczytaną trzy razy, i gdy po wielu latach wydali ją porządnie to oczywiście kupiłem i teraz stoi na półce ciesząc moje oko, chociaż nigdy tego wydania nie przeczytałem.
    Teraz jestem zakręcony na ebooki i znowu mam pod górkę. Papierową wersję i tak kupię bo część domowników tylko papier czyta ale ebooka już chyba nie. Walcie się SUPERNOWA!

    ps. gdzie ta wersja nieoficjalna bo nie mogę znaleźć?

    0
  35. KecajN pisze:

    Czekam zarówno na „Sezon…” jak i ostatnią książkę Chmielewskiej. Ciekawe, jak długo…

    0
  36. niepco pisze:

    Zapłaciłem za Sezon burz 27,46 zł korzystając z promocji w bonito i mojej dodatkowej zniżki 5%. E-book w cenie 25 zł nie byłby zatem dla mnie kuszący.
    Tak czy siak wydawca powinien go przygotować licząc na zysk, a tak nic nie zarobił na wydaniu elektronicznym, które i tak się pojawiło i jest niezłej jakości (przynajmniej w mobi), pomijając literówkę w tytule:-) Teraz mam więc papier i legalną kopię elektroniczną na własny użytek.

    0
  37. Schuttenbach pisze:

    Nie rozumiem zamieszania wokół e-booka, p. Sapkowski jest autorem powieści i to czy ma być jakiś e- book , czy klasyczne wydanie książkowe to jego wola, osobiście nawet gdyby cena e-book była 10zł a książki 100zł to i tak kupiłbym książkę, żaden elektroniczny badziew nie odda klimatu książki, bo to nigdy nie będzie to samo mimo jednakowej treści, siedzenie przed kompem czy z tabletem w ręce zamiast trzymania świeżej papierowej odsłony ? stanowczo nie, no ale z drugiej strony cieszmy się że jeszcze są tacy którzy w ogóle czytają książki.

    0
    • andrew pisze:

      Tak już na świecie jest, że niektórzy rozumieją więcej a inni mniej. Widocznie należysz do tej drugiej grupy.

      0
      • Schuttenbach pisze:

        Jak widać po Twoim wpisie Ty należysz do grupy pyskaczy którzy chcą się tylko wypowiedzieć nie wnosząc w swojej wypowiedzi nic sensownego.

        0
        • andrew pisze:

          A czego się spodziewałeś po badziewiarzu korzystającym z elektronicznego badziewia? Taki ktoś nic sensownego nie wniesie do dyskusji przecież.

          0
        • pioterg666 pisze:

          Dobrze, że Ty używając stwierdzenia „elektroniczny badziew” nie jesteś pyskaczem :) Grunt to zacząć dyskusję z zerowym poziomem i zwracać komuś uwagę na to, że jego poziom jest niski, nie?

          0
        • Młot na Upierdów pisze:

          „Jak widać po Twoim wpisie Ty należysz do grupy pyskaczy którzy chcą się tylko wypowiedzieć nie wnosząc w swojej wypowiedzi nic sensownego.”

          ‚Zamknij’ więc komputer (ten elektroniczny badziew) i idź rozkoszować się zapachem papieru.
          Nie każ nam czytać swoich głębokich przemyśleń. Zwłaszcza jeśli nie rozumiesz treści które komentujesz.

          0
    • kowal pisze:

      „… siedzenie przed kompem czy z tabletem w ręce zamiast trzymania świeżej papierowej odsłony ? stanowczo nie.”
      Całkowicie się z Tobą zgadzam. Ja czytam na Kindle :)

      0
    • Cziczako pisze:

      No i krowy mleka nie dają, kury się nie niosą, przez te elektroniczne badziewia. A przed każdym czytającym ebooka, powinien biec człowiek z czerwoną chorągiewką.

      0
    • Matty pisze:

      Ale wiesz, że oprócz komputerów i tabletów są jeszcze czytniki, prawda??

      0
    • kollekk pisze:

      Skoro nie zalezy ci na ebooku to nie rozumiem po co zabierasz glos. Masz swoj papier i sie nim ciesz. Rozumienie zostaw tym ktorzy chca ebooka…

      0
    • Kot i jego Ania pisze:

      Klimat książki buduje jej treść, a nie takie wyssane z palca doznania jak zapach farby drukarskiej czy twarda okładka. Jeśli wg ciebie, czytanie elektronicznej książki ogranicza się do siedzenia przed tabletem czy gapienie się w smartfona to gratuluję rozeznania. Wyobraź sobie, ja czytam w łóżku, w fotelu, w wannie i w poczekalni u lekarza, jednym słowem wszędzie tam gdzie można wyjąć książkę i ją czytać. Moja książka od twojej różni się tym, że gdy ją włączam, mogę wybrać sobie treść dostępną dla kilkuset egzemplarzy. Ty za to masz tylko „świeżość wydania” i dziwaczne w tym kontekście poczucie wyższości. Dla mnie takie zachowanie wynika z ignorancji. Jestem przekonana, że podobni tobie ignoranci siedzą w dziale marketingu superNOWEJ i układają pasjanse na kompie.
      Bardzo dobrze. Nie lubię tego wydawnictwa, niech tracą, za niechlujne, oszkliwe wydania papierowe, za radosną beztroskę w temacie dystrybucji treści elektronicznych. Sezonu Burz nie kupię, pożyczę od znajomego, który już kończy czytać. To jest mój mały wkład w kształtowanie rynku e-booków, niech tracą ci, którzy go nie rozumieją.

      0
    • Simplex pisze:

      „żaden elektroniczny badziew nie odda klimatu książki, bo to nigdy nie będzie to samo mimo jednakowej treści, siedzenie przed kompem czy z tabletem w ręce zamiast trzymania świeżej papierowej odsłony ?”

      2/10. Troll harder.

      P.S. Znak przestankowy na końcu zdania NIGDY po spacji.

      0
  38. Asen pisze:

    Jak narzekamy to narzekamy. Co robić gdy nie ma ebooków?
    Wydawca myśli, pobiegnie do księgarni.
    A ja myślę, nie pobiegnę – kupiłbym ebooka ubu ksiązek wspomnianych poniżej
    (z radością po 9,90 zł, a z bólem po 14,90, a Silverberga nawet za 25 zł.),
    no ale nie ma – to poszedłem na allegro, kupiłem dwie za 14 zł z przesyłką
    prawie nieużywane, właśnie odpakowałem:
    – Isaac Asimov, Gwiazdy jak pył (wiem Rebis niedługo wyda i będzie proponował po 21-35 zł)
    – Robert Silverberg, Człowiek w labiryncie (nikt nie myśli o jego ebookach)
    czyli po 7 zł za sztukę.
    Czytnik odpocznie na chwilę.

    0
    • Tereza pisze:

      „…Czy to z nudów, czy dla sławy, bo przecież nie dla pieniędzy, ktoś książkę wskanuje, obrobi i wrzuci do sieci….” – napisał Robert Drózd we wprowadzeniu do ankiety.

      Książki skanowano w czasach, gdy o czytnikach ebooków nawet nie śniło się twórcom LIBRIé.
      Doskonale pamiętam świetnej jakości elektroniczne wersje grupy „bookSwarez” (później przekształconej w „SCAN-dal”) – w  tamtych czasach nie było alternatywnej możliwości dotarcia do „e-booka”.
      Czasy się zmieniły, zasadnicze pytanie – dlaczego dzisiaj „piraci się” książki ?

      Wydawnictwo oświadcza iż e-booka nie wyda (tzn. może wyda, ale nie wiadomo kiedy) – jednoznacznie dając do zrozumienia że duża grupę klientów ma „w głębokim uważaniu”

      Po upublicznieniu takiego stanowiska – scyzoryk* sam się w kieszeni otwiera.
      * czytaj skaner
      W żadnym wypadku nie mam dylematów moralnych – zdecydowanie popieram „nieoficjalne wydania” i nie powinno być w takim wypadku mowy o jakimkolwiek „piractwie” .
      Jeżeli Państwo postawiło się w charakterze raubritter wobec obywatela, nie tylko rabuje mnie gdzie tylko może – jednocześnie jasno dając do zrozumienia że prawo jest tylko dla nas , ICH -nie obowiązuje.
      Jeżeli cena książki w wydaniu elektronicznym jest niewspółmiernie wysoka do wersji papierowej.
      „Ciemny lud to kupi” – ale nie zawsze. Więc nie dla sławy, ani z nudów – skanowanie uważam za przejaw inteligencji – „…zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia…”
      http://pl.wikipedia.org/wiki/Inteligencja

      0
  39. Przemek pisze:

    W ankiecie brakuje odpowiedzi: Sapkowskiego nie trawię, nie przeczytam :P

    0
    • Przemek pisze:

      A swoją drogą, skoro ebooki to nie książki, tylko usługa z licencjami itp., to czy wydawnictwa mają prawo żądać skasowania takiego fan-ebooka?
      Skoro nie mają licencji na ebooka, to nie powinni mieć prawa (podobnie z innymi książkami, które nie mają wersji elektronicznej).

      0
      • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

        Usunięcia może żądać osoba mająca do tego tytuł prawny i której interes jest naruszany.
        Wydawnictwo pewnie kupiło od Sapkowskiego prawa do wersji elektronicznej (albo samo prawo albo licencję wyłączną) i na tej podstawie może się tego domagać. A jak nie ono, to Sapek i/lub jego pełnomocnik.

        0
        • Akacaku pisze:

          Jako osoba mająca związek z wydawnictwami mogę powiedzieć, że normą jest udzielanie licencji na wiele pól eksploatacji – w tym na ebooki. Czyli jako autor daję wydawnictwu licencję na wydanie papierowe i na wymienione pola eksploatacji, przy czym wydawca zobowiązuje się jedynie do wydania formy papierowej – inne formy (ebook, audiobook) zależą wyłącznie od jego decyzji/kaprysu/widzimisie i (jeśli mówimy o standardowej umowie) autor nie może się ich domagać.

          0
          • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

            Tak, ale pytanie czy jest to licencja wyłączna, czy nie. Ta druga nie daje takiego prawa.
            Poza tym to pole eksploatacji musi być zaznaczone (ale jak piszesz, pewnie od kilku lat jest standardowo, prewencyjnie dodawane).

            0
    • bidji pisze:

      Przecież jest oczywista.

      Nie czytasz = nie bierzesz udziału w ankiecie.

      0
    • Sophia pisze:

      Hehe :D No mnie akurat Sapkowski też średnio interesuje, natomiast cała dyskusja na temat nieoficjalnych e-booków wobec braku oficjalnych jest bardzo ciekawa. Myślę, że wydawcy nie do końca rozumieją ile tracą przez to że nie wydają e-booków. Oczywiście nie są to miliardy dolarów, które traci co roku przemysł fonograficzny (LOL), ale na pewno wiele osób, które „radzą sobie” nieoficjalnymi e-bookami z chęcią kupiłoby oficjalne wydanie.

      0
  40. asdas pisze:

    Swoją drgą rzeczywiście bardzo ładnie złożony ten nieoficjalny ebook. Cóż… Ich strata. Zabieram się do czytania.

    0
  41. Wojciech W. pisze:

    Książkę kupię w wersji tradycyjnej, bo… uwielbiam książki w postaci materialnej. Ale również uważam, że e-book powinien być. Bo każdy powinien mieć wybór. Podejście wydawnictwa sprawia, że po prostu straci zyski i poszerzy rozwój piractwa. Tyle w temacie.

    0
  42. Rafał pisze:

    A ja zakupiłem książkę papierową z przedsprzedaży i faktycznie była przed listopadem… ;-) A i teraz mogę z czystym sumieniem ściągnąć piratowanego mobi dla wersji Kindlowej… :-)

    0
  43. LeHack pisze:

    Proste: pobrać teraz wersję nieoficjalną i przeczytać, a jak pojawi się oficjalna to kupić, co by mieć spokojne sumienie, bo w końcu przecież się należy (ale za papier nie zamierzam płacić).
    Chociaż najchętniej wysłałbym pieniądze prosto na konto autora, bez pośredników.

    0
    • Akacaku pisze:

      Ale wydawnictwo nie bierze pieniędzy jedynie za „papier”, ale też za korektę, redakcję, skład, itd. – czyli za obróbkę tekstu, za którą są odpowiedzialni (i którym należy zapłacić) też inni ludzie. Poza tym autor nie zajmuje się reklamą, dystrubucją, itd.

      0
    • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

      Widzę fana legalności z odroczonym terminem płatności.

      0
  44. Alabama pisze:

    Sapkowski powinien zrobić to co Hugh Howey (selfpublisher). Jego elektroniczne książki można kupić na Amazonie, ale ma też stronę internetową gdzie jest zakładka:
    Already downloaded it? No problem! Pay for it here.
    (czyli – już pobrałeś/ściągnąłeś książke? Nie mam problemu. Zapłać za nią tutaj.
    Autor wierzy w uczciwość czytelników. A wielu z nich także chciałoby mieć możliwość zapłacenia za książkę.
    … hughhowey.com/

    0
    • Sophia pisze:

      Hmmm, całkiem sprytne :) I bardzo adekwatne w kontekście toczącej się dyskusji :)

      0
    • Griszek pisze:

      Pomysł niezły i godny polecenia, ale z wrodzonej „złośliwości” muszę w takim przypadku podnieść kwestię wkładu pracy „wydawców” wersji nieoficjalnej ;)

      0
    • kollekk pisze:

      O tym samym pomyslalem. Tylko jest pytanie kto nie chcial ebooka, autor czy wydawnictwo? Jesli autor, moglby odeslac pieniadze… ;)

      0
    • Akacaku pisze:

      Nie może, chyba że byłby selfpublisherem. Wydawnictwu daje się licencję na obróbkę treści i rozpowszechnianie jej. Pobierając pieniądze POZA wydawnictwem, złamałby prawo.

      Chyba, że fani przesyłaliby mu „upominki” ;)

      0
    • wojtekm pisze:

      A może by tak jakiś mały happening? Niech ci wszyscy co piszą, że kupili by ebooka wpłacą 3 dyszki na jakieś konto wydawnictwa. (może ktoś zna) .
      Może wtedy dotarło by do nich ile tracą.
      Albo wybierzmy jakąś fundację i niech ona dostanie pieniądze z tytulem : „za to, że pobrałem wiedźmina”

      Ciekaw jestem ilu naprawdę by zapłaciło a ilu by było szkoda tych 3 dych

      0
      • Akacaku pisze:

        3 dychy za ebooka to strasznie dużo.

        0
      • asymon pisze:

        Nie musisz tak kombinować, ebooki Andrzeja Sapkowskiego możesz kupić bez kombinowania tu. Trochę drogo, ale chcemy przecież pokazać wydawnictwu SuperNOWA, że warto wejść w ebooki. Jedyny argument, który sprawdza się w kapitaliźmie – tzw. pieniążki.

        Tylko proszę, nie pisz że masz już sagę w wydaniu papierowym. Przecież papier jest demode, zajmuje miejsce i jest nietrwały. I śmierdzi.

        0
  45. Akacaku pisze:

    Odpowiedź dla Kooverta (nie wiem, czemu nie wyświetlało się pole „odpowiedz”)

    Ale przecież tu chodzi o sytuację, gdy się właśnie nie kupuje produktu. Jak nie kupuję gry tylko ściągam spiraconą wersję na emulator, to czemu usprawiedliwiać to tekstami – a bo wydawca nie wydał tak, jak mi by się podobało. Nie wiem, czemu usprawiedliwiasz takie działania.

    0
    • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

      Myślałem, że chodzi Ci o sytuację, gdy legalnie zakupioną grę odpalasz na innej platformie. Albo mając oryginalny egzemplarz ściągasz nieautoryzowaną kopię. Dla mnie nie ma wtedy znaczenia, czy robisz to, bo nie ma na odpowiedniej platformie, irytują Cię zabezpieczenia, czy masz jakiś inny powód.

      0
  46. marcinq82 pisze:

    Witam , panowie i panie , nie czytałem żadnej książki ze świata Wiedźmina , możecie mi napisać w jakiej kolejnośći powinienem zacząć tą lekturę czy nie ma to znaczenia i czy wszyskie wydane do tej pory są w wersji na kundelka ?

    0
  47. Pan Zupa pisze:

    Wersje papierową mam już od tygodnia. Szczerze mówią odrzuca mnie już papier. Pewnie sciągnę z CZYSTYM SUMIENIEM pirata i przeczytam na Kindlu. Wilk syty i owca cała? Szkoda , że w taki sposób :-)

    Gdyby była wersja elektroniczna nigdy bym nie kupił papieru, pomimo tego, że posiadam wszystkie poprzednie części sagi w tej postaci.

    0
  48. Tomek pisze:

    Ja tam nie widzę sensu na już zaraz ściągać wersji nielegalnej. Chyba każdy zaglądający na tę stronę ma masę nieprzeczytanych książek kupionych na wielu promocjach. Do czasu ich przeczytania pewnie Wiesiek nie raz trafi na promocję.

    0
  49. Baraban pisze:

    Tak czytam, czytam i czegoś nie rozumiem? Przecież to jest tylko i wyłącznie sprawa wydawnictwa. Myślicie, że by nie wydano tego tytułu gdyby było to opłacalne? Proste jest to marginalna sprawa dla wydawnictwa i podjęli taką decyzję. Żałosne jest wasze usprawiedliwianie piractwa. Rozumiem oburzenie autora tego bloga, wszak dużo kasy ucieknie za przekierowania do księgarń. Na boga szanujmy się, tak bym poprosił autora tego bloga za poczyszczenie wątku tak jak to robi w przypadków linków do księgarń:) Miał bym też prośbę, do pana Roberta, żeby zaczął za darmo robić testy czytników:) Wszak chodzi tylko o czytelnictwo w narodzie i taki zapłacony test jest bardzo obiektywny:)

    0
    • Vim88 pisze:

      A teraz pokaż za który z testów Robert dostał pieniądze…….

      0
    • Lizergamid pisze:

      Aż szkoda to komentować, odpuszczę sobie, żal klawiatury.
      Ja też chciałem kupić e-booka, ale jak nie ma, to wygrał pebowy sklepik. Life is brutal.

      0
    • Sophia pisze:

      Żałosne to jest obrażanie autora tego bloga.

      Aczkolwiek oczywiście zgodzę się, że to jest sprawa wydawnictwa, tylko że skoro to jest taki marginalny rynek to czemu ciągle wszyscy w branży biadolą o tym jak to piractwo strasznie obniża im zyski i ciągle z tym piractwem walczą? Raczej nie chodzi o piracenie papierowych książek, prawda? Myślę, że wydawnictwo wyszło z mylnego założenia, że jak nie wydadzą e-booka to wszyscy polecą po papier, a bynajmniej tak nie będzie, więc mogą się trochę przeliczyć.

      0
      • Baraban pisze:

        Tak oczywiście obraziłem :) Łykacie wszystko jak pelikany co napisze. Boże wystarczy znać środowisko wydawnicze. Tu wszyscy jedziecie po wydawnictwie jak po burej kobyle. Jeśli kłamię nie szanowny autor się ustosunkuje. 3 tys zł kosztuje test ebooka na tym portalu. Zadowoleni:)
        Co miesiąc autor tego bloga wystawia faktury księgarniom. Nie pisał bym tego, ale uważam że przegiął tym postem i dlatego pokazuje wam drugą stronę medalu. Traci kasę i stąd to larum. Proste jak budowa cepa.

        0
        • andrew pisze:

          Twoim zdaniem za wykonaną pracę nie powinno się otrzymywać wynagrodzenia?

          0
        • Sophia pisze:

          A mnie akurat średnio interesuje czy i ile autor tego bloga zarabia na tym co robi. Jak zarabia to super, bo odwala kawał dobrej roboty i nie wiem dlaczego niby nie miałby dostać za to pieniędzy. A obrażasz go raczej kpiącym tonem wypowiedzi i sugerowaniem, że jedyny powód, dla którego obchodzi go niewydanie e-booka to jego potencjalny zysk. A każdy kto przeczytał więcej niż jeden artykuł na tym blogu wie, że tak nie jest.

          0
        • Robert Drózd pisze:

          To już wiem z którą firmą pod żadnym pozorem nie należy współpracować. Bo doskonale pamiętam, komu i kiedy podawałem taką kwotę. I którego czytnika dotyczyła.

          Na temat udziału w programach partnerskich księgarni nigdy nie robiłem na blogu tajemnicy: http://swiatczytnikow.pl/6-sposobow-na-ktore-mozesz-wspomoc-swiat-czytnikow/

          Reszta argumentów cudownie bzdurna, nie wiem czy wiesz, ale księgarnie „papierowe” też mają programy partnerskie. Mogłem linkować do Matrasa czy Selkara, a jakoś tego nie zrobiłem.

          0
          • Marcin pisze:

            Czy brak współpracy dotyczy jedynie firmy, czy oznacza to również, że czytnik pewnego producenta nigdy nie będzie recenzowany na swiatczytnikow.pl?

            0
          • Iboy pisze:

            To, że ten blog na początku był niewinnym hobby, a teraz (przypuszczam po ilości użytkowników) dobrze zarabia tylko dobrze świadczy o zapełnieniu niszy informacyjnej w polskim internecie przez Pana Roberta. Poza tym jest to jeden z nielicznych blogów, gdzie autor swoją osobą nie przyćmiewa głównej tematyki bloga ( patrz Kominek). To, że testy czytników nie są za darmo to tylko konsekwencja rozwoju bloga, a nie jego wartości merytorycznej. Tyle w temacie. Chętnie kupię Wiedźmiński miecz na trolle.

            0
        • KonradK pisze:

          Nikt nie jest zmuszony do robienia dobrych interesów. Wydawca nie chce zarobić na wydawaniu ebooka, to nie zarobi.
          A jeżeli autor tego bloga otrzymuje tysiące złotych jako prowizje od zakupów, dokonanych za pośrednictwem linków na blogu, to znaczy, że dzięki temu księgarnie mają zysk wielokrotnie wyższy.
          Inaczej zrezygnowałyby z programu partnerskiego, który nie jest obowiązkowy.
          Pytanie, czy gdyby autor bloga nie miał jakiejkolwiek prowizji z umieszczenia odnośnika do „Sezonu burz”, wydawnictwo nie zarobiłoby na publikacji tego ebooka tak, czy inaczej?

          0
    • Młot na Upierdów pisze:

      „Żałosne jest wasze usprawiedliwianie piractwa. Rozumiem oburzenie autora tego bloga, wszak dużo kasy ucieknie za przekierowania do księgarń.”

      Paszła Kargula na pole, paszła.

      0
  50. 7oker pisze:

    Teraz mają mocno obniżone koszty, wprowadzenia ebooka bo mogę sprzedawać wersje która krąży po sieci.

    0
  51. Annathea pisze:

    Żeby jeszcze to wydanie papierowe było zgodne z jakąkolwiek oprawą graficzną Wiedźmina i możnaby je postawić na półce jako dopełnienie kolekcji…. Ale nie jest. Oglądałam książkę wczoraj i jest brzydka- kiepski papier, cienka okładka. Regularna cena jak za twardą okładkę (w księgarni książka kosztowała 45zł).
    Święte prawo wydawcy, żeby nie robić wersji elektronicznej. Tylko w tym momencie usiłuje mi sprzedać kiepski produkt (mówię o wyglądzie, nie treści), nie dając żadnej alternatywy. Odwołując się do przykładu z pieczywem, albo wezmę ten chleb opakowany w folię, albo nie dostanę go wcale (chociaż próbki chleba mogłam dostać, tak jak lubię, w papierowej torebce).
    No to się obejdę bez chleba.

    0
    • MirZa pisze:

      O to to właśnie! E-booka nie wydamy, wydanie klasyczne nędznej jakości (za takową uważam cienką okładkę, papier gazetowy i klejone kartki, jeśli ktoś ma wątpliwości) – jeśli tak nie jest, to proszę mnie wyprowadzić z błędu, bo do księgarni się nie fatygowałem. Papier zakupię jak się wydawnictwo postara i wyda na papierze kredowym, w twardej okładce itd itp, zgodną graficznie z pewnym wydaniem zbiorczym całości Wiedźmina (to z podpisem autora na grzbietach okładek). Za takie wydanie mogę dać i 60zł (a co wybredny jestem – skoro w zbliżonej cenie i jakości, jaka mi odpowiada, taki na przykład Rebis wydaje książki z uniwersum Diuny, to znaczy że można), a tak na razie figę mogą zobaczyć, a nie moją ciężko zarobioną krwawicę…

      0
  52. Papkin pisze:

    Moim zdaniem ebook powinien kosztować 5 zł. Wówczas wydawnictwo sprzedało by min. kilkaset tys. egzemplarzy i zysk byłby godziwy. Pomijając kwestie etyczne to najzwyczajniej w świecie większości osób nie chciałoby się szukać tzw. „pirata” przy takiej cenie. Etyczniej, łatwiej, prościej i przyjemniej jest zakupić ebooka wspierając przy tym autora i zachęcając do dalszej twórczości. Tym sposobem można zmarginalizować „piractwo”. Większość ludzi rozumie konieczność płacenia za produkt. Jeśli tego nie robią to z powodu albo zaporowej ceny albo utrudnionego dostępu.

    0
    • pioterg666 pisze:

      „Wówczas wydawnictwo sprzedało by min. kilkaset tys. egzemplarzy i zysk byłby godziwy.”
      Bardzo mocno będę starał się nie być złośliwy.. ;) Zrobiłeś jakieś badania rynkowe, czy te kilkaset tysięcy sprzedaży oszacowałeś w ciągu ostatnich 20 sekund? Robiłeś jakieś badania, że jak coś kosztuje 5PLN a jest też dostępna wersja „za free” to każdy by wolał wydać tego piątaka niż ściągnąć tą za free? Pewnie nie, więc to są co najwyżej zwykłe bajki.

      0
      • Papkin pisze:

        Oczywiście nie robiłem żadnych badań. Napisałem tak z dwóch powodów. Po pierwsze na podstawie własnych doświadczeń – zawsze staram się kupować oryginał książki, programu, systemu operacyjnego, itd. itp. jeśli cena jest dla mnie akceptowalna, a jeszcze lepiej jak jest atrakcyjna np. te 5 zł/ebook i nie ma żadnego znaczenia że posiadam już wersję „legalną inaczej”. Po drugie z doświadczeń ogólnych np. kilka lat temu obniżono akcyzę na alkohol i co się stało? Wpływy z akcyzy wzrosły, a nie spadły. Ostatnio słyszałem w wiadomościach, że po podniesieniu akcyzy na papierosy wpływy spadły o 20% – czy oznacza to że 20% ludzi rzuciło palenie? A może przeszło do szarej strefy? Niskie ceny powodują, że ludzie kupują towary i usługi w oficjalnej dystrybucji ponieważ tak jest wygodniej i bezpieczniej, a ludzie są wygodni. Jeśli nie muszą to nie kombinują.

        0
        • pioterg666 pisze:

          No ale nie można oceniać swoją miarą. Ja np. mógłbym podać, że dla mnie taka kwota to 10 PLN, dla innego będzie to 2 PLN. Sophia poniżej podała dobry przykład, ja też znam takich, co kopiowali pełne wersje gier dołączanych do czasopism… Dla niektórych nieważne jest że coś kosztuje 10-5-3 PLN. Można mieć za darmo, to mają za darmo. A z tym kilkaset tysięcy to zwyczajnie przesadziłeś, biorąc pod uwagę, że nawet darmowe ebooki (mówię o prezentach od księgarni) ściągają się w liczbie kilka tysięcy sztuk. No i właśnie to co podałeś jako przykłady – idąc za ciosem, pytanie czy wydawnictwo zwiększyło by pięciokrotnie zyski, gdyby cenę ebooka obniżyć z 5 do 1 PLN? Czy zwiększyło by zyski 500x gdyby obniżyli cenę do 1 grosza? Nie – no właśnie. Więc te 5 PLN które podałeś również zysków by nie zwiększyło, bo to jest pewnie coś w granicach wyjścia na zero, albo straty.

          0
          • Papkin pisze:

            Gdzieś obiła mi się o uszy teoria, że graniczną ceną jest 1zł dlatego dla pewności podałem 5. Gracze nie są dobrym przykładem to nie czytelnicy. Darmowe ebooki nie są pobierane ponieważ część ludzi zwyczajnie o nich nie wie, a część uważa, że jak za darmo to nic nie warte :-), albo zawsze zdąży sobie pobrać później. Jeśli przy cenie 5 zł mieliby chociaż taki sam przychód to uważam, że warto.

            0
            • kollekk pisze:

              Albo mi sie wydaje albo odkrywacie na nowo ameryke. Czy to nie model biznesowy Amazonu, niska cena duza sprzedaz?

              0
            • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

              Ech, ech, po trzykroć ech.
              Zacznę pyszałkowato, bo już późno i mi się nie chce. Jak nie robiles badań, to przynajmniej sprawdź, czy ktoś ich nie zrobił. Odsyłam do linkowanego już przeze mnie dziś mojego licencjata, wiszącego na serwerze dzięki uprzejmości Roberta. Ja sugestii połowy ceny papieru nie biorę z kosmosu.
              Odnośnie niskiej ceny, odsyłam do książki „za darmo” Chrisa Andersona. Jeżeli za cokolwiek trzeba zapłacić chociażby grosz, włącza się w mózgu mechanizm podobny do bólu i jest kolosalna różnica pomiędzy tymi cenami. Poza tym dochodzą koszty transakcyjne, sam proces płacenia itp. Różnica 0-1 jest znacie większa niż 5-15.
              A do określenia ceny nie bierze się wartości z kosmosu. Znajdź sobie gdzieś wytłumaczone zadania z e ekonomi o ustaleniu ceny za parking czy biletu na koncert czy do kina. Prawie nigdy nie opłaca się sprzedać wszystkich miejsc. Chodzi o przykłady z zerowym kosztem zmiennym, a dużym stałym. Mniej więcej to samo, po uproszczeniu, jest z książkami. Nie wgłębiam się w dyskryminację cenową, bo widzę, że trzeba zacząć od podstaw.
              Dla tej ceny 1zł podasz jakieś źródło, czy pisze u Ciebie na suficie?

              0
    • Sophia pisze:

      No tak, ale cena produktu musi pozwalać na to, żeby zwróciły się nakłady finansowe poniesione na wyrób tegoż produktu. 5zł to super cena i pewnie że bym chciała, żeby e-booki tyle kosztowały, ale czy taka cena może przynieść jakiś sensowny zysk osobom, które przyczyniły się do powstania tego e-booka? Wydawcy jakoś to sobie wszystko obliczają na podstawie dostępnych danych i ustalają takie ceny jakie uznają za odpowiednie. Oczywiście ceny te często są wyższe niż byśmy chcieli, ale też są pewne granice jak daleko można z ceną zejść.

      0
      • Papkin pisze:

        Przychód z książki to iloczyn cena * ilość sprzedanych egzemplarzy. Przy niskiej cenie i odpowiedniej ilości sprzedanych egzemplarzy można osiągnąć taki sam lub nawet większy przychód co w przypadku wysokiej ceny i niskiej sprzedaży. Koszty sprzedaży 50tys. ebooków i 500tys. ebooków są praktycznie takie same (potrzebne ewentualnie wydajniejsze serwery i łącza).
        Myślę, że w obecnej sytuacji ciekawym eksperymentem (a jednocześnie gestem dobrej woli w stosunku do mocno zawiedzionych czytelników) byłoby szybkie wydanie Sapkowskiego w formie ebooka i w cenie właśnie 5zł. Jestem przekonany, że większość czytelników, którzy ściągnęli „pirata” zakupiło by oryginalną wersję. Bo cóż to jest 5zł za Sapkowskiego? Ja bym na pewno kupił. Po kilku miesiącach wydawnictwo mogłoby podać statystyki. Sam jestem ciekaw kto miałby racje.

        0
        • YuukiSaya pisze:

          Ale dalsze lekcje ekonomii wspominają o progach rentowności, kosztach stałych i zmiennych, itp. itd., popycie, podaży i innych trudnych wyrazach, których definicje, często i gęsto okraszane wykresikami. I pewne zjawiska są okrutne – poniżej pewnej ceny przyrost sprzedaży jest zbyt wolny, by pokryć koszty. 500 tysięcy sprzedaży po 5 zł brzmi pięknie, ale nierealnie, bo taka ilość osób zazwyczaj nie będzie nawet zainteresowana. Nie ma POTRZEBY w nich na dany tytuł. I niska cena tej potrzeby nie wywoła. Impulsywne zakupy „za dychę” to jednak tytuły które jakoś pasują do gustu czytelnika i mają szansę posłużyć za lekturę. Czy cena 2x niższa wywoła taki wzrost sprzedaży? Marne szanse, bo grono kupujących (czyli rynek) jest ograniczone. Podaż środków finansowych jest ograniczona. Wszystko podlega ograniczeniom.

          Cena ebooka, który kupiłam, to wypadkowa wielu czynników – mojej potrzeby, którą ten ebook zaspokoi, moich możliwości finansowych, możliwości finansowych innych kupujących, kosztów wydawnictwa, kosztów księgarni, marże, oczekiwana sprzedaż (np. 1300 sztuk i będziemy na zero), faktyczna (ok, wyszliśmy na zero, teraz zarabiamy na serio, można walnąć promocyjkę). A to dopiero pierwsza „warstwa”.

          Mam nadzieję, że kolega Papkin żadnych zadań administracyjno-rządowych nie wykonuje, bo miałabym obawy (większe, niż normalnie) o przyszły stan tego kraju…

          0
          • Papkin pisze:

            Nie jestem z branży administracyjno rządowej możesz być spokojna :-) aczkolwiek jak słucham lub czytam wiadomości z kraju to odnoszę wrażenie, że gorszych rządzących ciężko byłoby znaleźć. Osobiście coraz bardziej skłaniam się ku poglądom JKM z jego wizją roli Państwa w życiu obywateli (niezbędne minimum) i wizja systemu gospodarczego, a co za tym idzie systemu podatkowego, który obecnie mocno wpływa na cenę np. ebooków.

            0
    • seb pisze:

      „Moim zdaniem ebook powinien kosztować 5 zł. Wówczas wydawnictwo sprzedało by min. kilkaset tys. egzemplarzy i zysk byłby godziwy.”
      Krótka historyjka: przyszedł kiedyś znajomy znajomego, żeby mu poszukać na necie gierki (w sensie pirata) bo „on się nie zna i nie umie, a jego dziecko płacze mu o grę od x miesięcy”. W pierwszej kolejności sprawdziłem znany_portal_aukcyjny: cena 9,5 zł z przesyłką. OIDP nie kupił. Tyle w temacie 5 zł i setek tysięcy sprzedanych egzemplarzy.

      E-book jak najbardziej powinien być. Tyle, że tańszy od wydania papierowego, bo koszty wytworzenia i dystrybucji są mniejsze – czyli w tym wypadku w promocji 20-30 zł (zależnie od promocji).

      0
      • Papkin pisze:

        Wyjątek potwierdzający regułę :-)
        Napisałem, że większość ludzi rozumie dlaczego warto kupować, a nie że wszyscy. Jak to mówią kto się „taboretem urodził, kanarkiem nie umrze”. Poza tym jeśli chodzi o ebooki albo ogólnie książki to wydaje się, że są to jednak ludzie na jakimś poziomie. Pierwszy lepszy nie czyta książek. Na tym opieram swoje przekonanie, że ebook za 5PLN mógłby okazać się strzałem w dzisiątkę dla wydawnictwa i autora.

        0
        • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

          cd.
          Jak się nad czymś nie zastanowiłeś, nie przeliczyłeś, nie szukałeś informacji, to nie chwal się swoją ignorancją, pisząc „oczywiście, że nie robiłem badań”
          A sam przed chwilą, że ludzie kupujący książki są na jakimś poziomie i zachowują się racjonalnie.
          ad podatków. Poczytaj o krzywej Laffera. To nie jest reguła, że obniżka oznacza większe wpływy.
          Policz sobie
          500os*50zl
          1000os*25zl
          1500os*12,5zl
          2000os*6,25zl

          Opłaca się schodzić do 1zl? (dane z kosmosu)

          Gdzieś tam masz rację, się przesadzasz w drugą stronę.

          0
        • seb pisze:

          Zasada jest prosta:
          Maniacy kupią za każdą cenę – oczywiście w granicach rozsądku (jeśli już się upieramy przy kwotach to rzucę 100 zł). Fani kupią płacą jak za nowość/hit (do 50 zł). Cała rzesza, która lubi, ale jest w stanie zaczekać zaczeka na promocję (i tu IMHO dobrą ceną jest już ~20 zł). Są też tacy (jak ktoś pisał wyżej), którzy nie kupią nawet za 5 zł, bo wolą sobie „ukraść”. Trzeba też uważać, żeby nie wpaść w pułapkę „za tanio”, bo „to na pewno badziew jest” ;)

          Żeby nie było nieporozumień – osobiście wolałbym kupować swoje ulubione e-booki po 5 zł/szt. ;)

          0
  53. Bzyk pisze:

    Sytuacja z Sapkowskim przypomina zidiocenie Lucasa, który tworząc „The Force Unleashed” zapowiedział, że gry nie będzie na PC, bo pecetowcy kradną. A jednak poszedł po rozum do głowy i się złamał. Gra wyszła na PC – obie części zakupiłem legalnie. Albo inny przykład – moja matka zapłaciła za bilet kolejowy, weszła do toalety w pociągu, a tam nie ma papieru. Napisała skargę. W odpowiedzi od PKP przeczytała, że koleje nie będą dawać papieru, bo go ludzie kradną. No ja pi****lę. Jeśli wydawnictwo uważa, że na e-booku Sapkowskiego by straciło, to polecam analizę wpływów z akcji typu Humble Bundle. I wszystko na temat. Ja już zapowiedziałem – dla mnie Sapkowski to taki Harlequin fantasy. Zwykłe czytadło do sracza. Nie mam zamiaru czytać nowej książki, ergo ani nie kupię e-booka, gdy wyjdzie, ani nie ściągnę pirata. Ale gdyby w dniu premiery pojawił się e-book, jest szansa, że skusiłbym się na zakup. Skoro jednak, jako użytkownik Kindle’a, jestem pomawiany o złodziejstwo i piractwo, odpowiadam Sapowskiemu i wydawnictwu – wsadźcie sobie w jelito grube tę książkę i wszystkie następne.

    Poza tym to powrót do dzielenia ludzi na normalnych i hołotę z III świata. Ja dostaję piany na ustach, gdy okazuje się, że dany film, grę czy książkę mogą kupić wszyscy – od Amerykanów po Chińczyków – tylko nie Polacy, bo polaczki to III świat. Tak było z filmem Proyasa „Dark City”. Wszędzie był dostępny – poza Polską. Ściągnąłem więc pirata. Kiedy po chyba dekadzie ktoś ten film wydał w końcu Polsce, kupiłem oryginał. I podobnie jest z e-bookami – są ludzie – tysiące ludzi! – którzy nie chcą już niszczyć drzew albo po prostu nie mają już na półkach miejsca na książki (moje stać już muszą w piwnicy, a do tego u matki, u ojca i jeszcze w paru miejscach). Ci ludzie zainwestowali w czytniki, które nie są wcale urządzeniami pirackimi, tylko legalnymi platformami. I nagle okazuje się, że traktowani są jak hołota z III świata – wszyscy mogą kupić książkę, ale na czytnik już nie. Słowem, dyskryminacja.

    0
  54. Łukasz pisze:

    Dzięki za info. Ja jestem infoanarchistą. Szukam wersji nieoficjalnej. :P

    0
  55. KonradK pisze:

    „Poczekam z lekturą na legalnego e-booka”

    Ktoś, kto zamierza kupić w przyszłości legalnie wydanego ebooka, niekoniecznie musi wstrzymywać się z lekturą do momentu tego ewentualnego zakupu.

    0
  56. Quetz pisze:

    Swoją drogą ciekawy byłby taki eksperyment… Ustalić cenę za ebooka, pobrać ebooka i… dokonać przelewu na konto wydawnictwa w ustalonej kwocie z ustalonym tytułem przelewu nie budzącym wątpliwości. Ciekawe, czy takie „głosowanie” by zadziałało…

    0
    • Mateusz "Koovert" Wołczyk pisze:

      Z muzyką tak robił Radiohead przy poprzednim albumie, albo np polscy Revlovers. Ci pierwsi wyszło na tym nieźle.

      0
  57. LLime pisze:

    Dajcie nr konta bankowego Sapkowskiego to wyślę mu 15zł (chyba kilka razy więcej niż dostaje za każdą książkę) i na spokojnie ściągnę sobie ebooka z neta.

    0
    • Annathea pisze:

      Ale Sapek, jak wynika z ostatniego wywiadu na Interii, nie ma nic przeciwko ebookom :). Więc chyba wydawcy trzebaby tę kasę wysyłać.

      0
  58. Kontestator pisze:

    W ankiecie brakuje opcji „Nie przeczytam”.

    0
  59. ketyow pisze:

    Robercie, napisałem długą odpowiedź do dyskusji, ale z rozpędu nie uzupełniłem pola email. Dostałem info „BŁĄD: Proszę wypełnić wymagane pola (podpis, e-mail).” Niestety ani nie przekierowało mnie do mojej wiadomości, ani nie pozostał po niej ślad po kliknięciu „cofnij” w przeglądarce. Dałoby radę to poprawić? Ja w tym momencie wypadłem z dyskusji, bo nie chce mi się już drugi raz pisać.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      To chyba standardowe zachowanie WordPressa… Poszukam jakiejś wtyczki, która waliduje maila przed wysłaniem komentarza. Na razie mogę tylko przeprosić. za kłopot.

      0
  60. tzigi pisze:

    „Sezon burz” kupiłam na pierwszej aukcji przedpremierowej. Lekturę mam już za sobą. Teraz czytają go moi krewni i znajomi (pewnie łącznie wyjdzie kilkanaście osób, którym pożyczę mój papierowy egzemplarz). A ja mam ochotę wrócić do książki. Mogę:
    a. po tym jak ktoś mi odda książkę przeczytać ją jeszcze raz
    b. przepisać sobie najciekawsze fragmenty (a może nawet całość)
    c. zeskanować książkę i ją wydrukować lub iść do punktu xero
    d. ściągnąć ebooka i wgrać go na czytnik

    Zgadnijcie co zrobię?

    PS. Dla malkontentów, którzy powiedzą, że mogę kupić następny egzemplarz – na to już mi żal pieniędzy. Zapłaciłam Sapkowskiemu, zapłaciłam wydawnictwu, zapłaciłam Liderii, zapłaciłam allegro (i pewnie nawet trochę Paczkomatom – choć przesyłka teoretycznie za darmo była). I nie widzę potrzeby, żeby płacić raz jeszcze – nikt z nich dodatkowej pracy nie wykonał, żebym dostała tego ebooka.

    PS 2. Naprawdę zdarzyło mi się realizować każdy z zaproponowanych punktów – włącznie z przepisywaniem książki. ODRĘCZNYM. Do tej pory mam w domu zeszycik zapisany moimi fatalnymi kulfonami ucznia podstawówki z mniej więcej połową „Spotkania na Mimban”. Zbierałam wszystkie książki z uniwersum Gwiezdnych Wojen i tej jednej mi brakowało. Wypożyczałam ją z biblioteki osiedlowej i przepisywałam. Nie skończyłam, bo rodzina kupiła mi egzemplarz tej samej powieści w antykwariacie. I powiedzcie mi, proszę, drodzy obrońcy skrzywdzonych wydawców: czy to było piractwo? I czym się to różni od ściągnięcia ebooka książki, którą kupiłam i wgrania go na czytnik? Poza tym, że „Sezon Burz” kupiłam od legalnego dystrybutora, a „Spotkanie na Mimban” wypożyczałam z biblioteki i kupiłam w antykwariacie (więc wydawca nie dostał nigdy ode mnie za to pieniędzy). No i przy wgrywaniu „Sezonu Burz” na czytnik nie będzie mnie boleć ręka od przepisywania.

    0
    • KonradK pisze:

      Poza tym, że „Sezon Burz” kupiłam od legalnego dystrybutora, a „Spotkanie na Mimban” wypożyczałam z biblioteki i kupiłam w antykwariacie (więc wydawca nie dostał nigdy ode mnie za to pieniędzy).

      No, ale wydawca dostał pieniądze od tego, kto później sprzedał książkę antykwariuszowi. A sprzedając zrezygnował z jej posiadania.

      0
  61. SiopeR pisze:

    Kurczę, właśnie zamówiłem swój pierwszy czytnik w życiu (PW2) i chciałem go rozdziewiczyć Wieśkiem, a tu taki numer -,-

    0
  62. Majkel pisze:

    Właśnie kupiłem papierową wersję, i kolejny dąb upada. Ostatnio papier kupiłem jakieś 2 lata temu, i generalnie wcale nie tęsknie za jego zapachem. Wołałbym książkę przeczytać na czytniku. Gdzie tu sens, gdzie logika…Może faktycznie A..S. nie pisał nowego wiedźmaka dla kasy skoro, jego wydawnictwo w głębokim poważaniu ma e-czytelników.

    0
  63. Hokan pisze:

    Tak czytam sobie całą już dosyć długą dyskusję i mam wrażenie, że do większości przedpiśców nie dociera jedna rzecz, Andrzej Sapkowski czy marketingowcy z SN naprawdę nie są debilami i nie trzeba im tłumaczyć, że stracili pieniądze przez brak edycji na czytniki, bo to jest oczywiste.

    W pełni rozumiem rozczarowanie potencjalnych czytelników, ale na szczęście nikt nam możliwości przeczytania książki nie zabiera, więc od każdego z nas zależy czy kupimy edycję papierową/poczekamy na e-booka czy też ściągniemy z popularnych serwisów szukając mniej lub bardziej mętnych usprawiedliwień.

    A.Sapkowski zdecydował, że póki co e-booka nie będzie i ma do tego święte prawo, od nas samych zależy czy to uszanujemy i docenimy jego pracę płacąc za nią w formie jakiej jest dostępna, czy też walniemy focha a la „Nie ma wersji na czytnik, więc mam Cię gdzieś Andy!” i z „czystym” sumieniem podziękujemy mu za nowe przygody Geralta.

    Ja kupiłem wersję papierową, połknąłem w  dwa wieczory i nie żałuję ani złotówki, wersji na czytnik nie kupię bo na forsie nie śpię.

    Kilka miesięcy temu Stephen King zdecydował, że jego wtedy najnowsza książka „Joyland” nie zostanie wydana w wersji na czytniki, bo jak sam powiedział z powodów sentymentalnych chce by była tylko na papierze, jak to drzewiej bywało.
    Wie, że stracił na tym sporo kasy? Pewnie wie, zważywszy, że wszystkie jego książki zostały wydane w obu wersjach.

    Jesteśmy rozczarowani, że nie ma e-booka nowego Wiedźmina? Jak najbardziej i to zrozumiałe, ale nie wybielajmy się szukając absurdalnych wytłumaczeń jak to z biblioteką. Idą tym tropem, każdy może „pożyczyć” sobie Wasz nowy samochód z parkingu (serwis hostingowy) bo przecież dealer (biblioteka) też oferuje na niego jazdę testową.

    0
    • Eczytacz pisze:

      Co do Kinga, to przedmówca się chyba nieco zagalopował: „Joyland” (przedostatnia książka Kinga jest w wersji elektronicznej. Nie ma jej natomiast w przypadku najnowszej powieści Kinga ” Doktor Sen”, ale Prószyński odpisał mi , że będzie miesiąc po papierowej, czyli lada moment.

      0
      • Hokan pisze:

        Nie do końca się zagolopowałem, ale dziękuję za ciekawą uwagę. Ciekawą dlatego, że wydanie z Prószyńskiego jest chyba jedynym na czytniki.
        Do dzisiaj nie ma elektronicznej wersji tej książki w oryginale (tak przeważnie czytam, więc przyznaję, że do głowy mi nie przyszło żeby sprawdzić czy jest wydany w Polsce), więc ciekawe w jaki sposób Prószyński dostał na to zgodę (tego się pewnie nie dowiemy :)).

        Pozdrawiam

        0
      • asymon pisze:

        Hokan ma rację. Chodzi o oryginalną, angielską wersję „Joyland”. Ebooka nie ma i nie będzie, chyba że jacyś, ekhm, „fani” zrobili wydanie dla innych „fanów” brzydzących się dotykać celulozę.

        Ale życie pokazało, że embargo nie obejmuje egzotycznych języków środkowoeuropejskich ;-)

        0
      • Alabama pisze:

        „Doctor Sleep” „Doktor Sen” Stevena Kinga znalazłam w wersji elektronicznej na Amazonie. 7 dolców z kawałkiem. Po angielsku.

        0
    • tzigi pisze:

      Zrozum, że przykład z samochodem jest tak nietrafiony, że ciężko o gorszy. Kiedy zabierzesz samochód z parkingu, jedziesz nim ty (i ewentualnie do 4 osób – jeśli to osobowy). Kiedy ściągasz ebooka, posiadasz go ty i potencjalnie nieskończona ilość osób. Nikomu nie zabierasz dostępu do książki. To jest tak jakbyś podszedł do parkingu i magicznie zdublował samochód – jeden zostaje, drugim jedziesz (podobną historię znajdziesz w takiej znanej książce o tytule „Książki” [Biblia] – taki jeden Żyd żyjący w prowincji Palestyna wziął kilka bochenków chleba i magicznie zrobił z nich dużo więcej bochenków chleba).

      A druga sprawa jest taka: nie zrozumiałeś treści artykułu. Tu nie chodziło o: „Ci w Supernowej są głupi, piratujcie śmiało” tylko o: „Teraz nie wydają na czytniki. Gdyby zdecydowali się wydać ebooka po trochę niższej cenie niż papier (co prawie nie podnosi im kosztów – kwestia eksportu z InDesigne’a – jak to zrobili z pierwszym rozdziałem – oraz trochę lepszego serwera, żeby kupowanie dobrze przebiegało), to bardzo prawdopodobne jest, że kupiłaby go rekordowa liczba ludzi. Nie zrobili tego, więc hipoteza jest niesprawdzalna. Za to, jeśli za x czasu wydadzą ebooka to będzie już on musztardą po obiedzie – zginie urok nowości itd. Wtedy będą narzekać jak to ebooków wydawać nie warto, bo ich nikt nie kupuje i piractwo zabija rynek.”

      0
      • Hokan pisze:

        Zapewniam Cię, że zrozumiałem treść artykułu i jakbyś nie zauważył, to nie odnosiłem się do przemyśleń Roberta, tylko do niektórych argumentów użytych TYLKO w komentarzach, więc naprawdę nie musisz mi wyjaśniać jaki był przekaz artykułu.

        Co do przykładu z samochodem również odnosiłem się do tych przedmówców, którzy stawiają znak równości pomiędzy „znanym serwisem hostingowym” i biblioteką.
        Fajnie się mówi o czymś co nie jest moje, a jak widać jeszcze fajniej się tym rozporządza. Więc pytam raz jeszcze, jaka byłaby reakcja tych, od których, ktoś by sobie „pożyczył” ich samochód twierdząc, że przecież parking przed blokiem = jazda testowa u dealera? Chodzi li tylko o sam fakt takowej „pożyczki”, ba, przyjmuję założenie, że samochód po przejechaniu klikudziesięciu kilometrów wraca w nienaruszonym stanie na parking.

        PS. Sarkazm z Biblią zupełnie niepotrzebny, jeśli wydawało ci się, że błysnąłeś, to masz rację, wydawało ci się…

        0
        • tzigi pisze:

          Przecież ty w ogóle nie rozumiesz. Nawet z twojej odpowiedzi widać, że po prostu nie pojmujesz. Z Biblią to nie był sarkazm tylko logiczny przykład – w przeciwieństwie do sugerowania, że ściągnięcie ebooka równa się jakościowo korzystaniu z cudzego samochodu. Wytłumaczę zatem prościej:
          – samochód jest jeden
          – albo skorzysta z niego właściciel (+max 4 osoby), albo skorzysta z niego „pirat” (+max 4 osoby)
          – zatem to, że „pirat” korzysta z samochodu uniemożliwia właścicielowi korzystanie z samochodu

          – ebooków jest potencjalnie nieskończenie dużo
          – korzystać z nich może (w znaczeniu „jest zdolnym do”, a nie „wolno mu” czy „ma prawo moralne”) potencjalnie nieskończona liczba osób
          – potencjalnie cała ludzkość może czytać jednocześnie jednego ebooka – i to, że osoba X czyta tego ebooka nie przeszkadza osobie Y w czytaniu tego samego ebooka

          a w przykładzie biblijnym:
          – chlebów na początku jest (załóżmy) 5
          – 5 chlebów może zjeść (załóżmy) 10 0sób
          – te 10 osób poprzez akt zjadania chlebów uniemożliwia korzystanie z tych chlebów reszcie ludzkości
          – po rozmnożeniu chleba potencjalnie cała ludzkość może jednocześnie jeść ten sam chleb i to, że ktoś „zjadł do sytości” tego chleba nie uniemożliwia jakiejkolwiek innej osobie zjedzenia również do sytości

          Widzisz teraz dlaczego przykład biblijny jest właściwą paralelą do ebooków, a przykład samochodowy jest zupełnie chybiony?

          0
          • Hokan pisze:

            Dlatego napisałem o samym fakcie pożyczki, a nie jej technikaliach, ale jak widać nie dotarło i ciągle koncentrujesz się na ilościach itp. Dużymi literami więc…

            Jest sobie Pan Jan Kowalski szczęśliwy posiadacz czytnika e-booków i nowego Peugeota 308 stojącego na parkingu obok jego bloku. Czyta sobie jeszcze ciepły artykuł Roberta na „Świecie Czytników” i oburza się na A.Sapkowskiego i Supernovę, po czym postanawia w ramach focha „pożyczyć” sobie tę książkę z popularnego serwisu hostingowego związanego z gryzoniami, a w ramach wytłumaczenia porównuje tenże serwis do biblioteki.
            W międzyczasie Pan Adam Nowak, sąsiad Pana Janka, z zazdrością zerka na nowiutkiego Peugeota 308 zastanawiając się jak też on się sprawuje. Zamiast jechać przez pół miasta do dealera Peugeota i skorzystać z jazdy próbnej postanawia również „pożyczyć” sobie autko Pana Janka tłumacząc swój postępek faktem, że przecież u dealera też pożyczają.
            Tak też czyni i udaje się na przejażdżkę autem Pana Janka.

            Pan Janek zatopiony w lekturze nowej książki A.Sapkowskiego zauważa, że zabrakło mu ciasteczek, które lubi przegryzać podczas lektury. Postanawia więc udać się do sklepu i uzupełnić zapas. Po dotarciu na parking widzi powracającego Pana Nowaka w swoim samochodzie.
            Pan Nowak tłumaczy się, że przecież nic się takiego nie stało, bo autko jest fajne i w związku z tym pewnie je kupi tak szybko jak tylko będzie mógł.

            Jak zareaguje Pan Kowalski? Wiadomo jak, w najlepszym przypadku Pan Nowak zostanie zrugany (delikatnie rzecz ujmując) przy wszystkich, w najgorszym trafi na oddział intensywnej terapii a potem do prokuratury.

            Mój przykład z samochodem nie miał na celu liczenia dóbr, tylko pokazanie faktu, o którym wspomniałem wcześniej czyli tego iż fajnie nam się rozporządza czymś co nie jest nasze szukając różnych pokrętnych tłumaczeń.
            Jeśli nie daj Bóg ktoś zrobi samowolkę i nas potraktuje w ten sposób reakcja jest zupełnie inna.

            Czasem warto się zastanowić jak byśmy się zachowali gdyby ktoś bez naszej wiedzy i przyzwolenia pożyczył sobie coś, co do nas należy bez względu na to, czy jest to książka, telefon, samochód najnowszy numer Playboya.

            Mam nadzieję, że dotarło, jak nie, to z mojej strony EoT bo nie ma sensu tego ciągnąć.

            PS. Pisząc o sarkazmie w przykładzie z Biblią miałem na myśli ten fragment „podobną historię znajdziesz w takiej znanej książce o tytule”.
            Zapewniam Cię, że wiem co to Biblia, choć stosunek mam do niej podobny jak Adam Darski.

            0
            • pioterg666 pisze:

              no ale przecież przykład z samochodem jest tak nietrafiony, że to aż brak słów żeby tłumaczyć… ale spróbuję: samochód, nawet pożyczony podczas gdy właściciel go nie używa, to rzecz, która się zużywa. Wiesz, rośnie mu przebieg, zużywa się paliwo, opony, wycieraczki, klocki hamulcowe i takie tam. Ba, nawet siedzenie się wyciera. Więc nie porównuj tego do skopiowania czegoś, bo to jednak inna bajka. I nie, nie jestem ani trochę zwolennikiem piractwa, ale jestem zwolennikiem rozsądku, którego w Twoich przykładach najzwyczajniej brakuje. Pozdr.

              0
          • asymon pisze:

            @tzigi:
            Jest takie powiedzenie, niestety lepiej brzmiące po angielsku, „Just because you can, doesn’t mean you should” :-)

            0
            • tzigi pisze:

              Autocytat: ” korzystać z nich może (w znaczeniu „jest zdolnym do”, a nie „wolno mu” czy „ma prawo moralne”)”

              0
  64. LPG pisze:

    a ten piracki ebook to ma jakieś znaki wodne? Może się wydawca zreflektuje i wyda po prostu tego pirata – co im szkodzi? ;-) Zamiast pisać protesty niech im ktoś podeśle epuba i po sprawie.

    0
  65. adrael pisze:

    Ale niektórzy biadolą, rili. „Jakby było to bym kupił, a tak to piracę”. Wszyscy są tacy ultra-turbo-nowocześni, że czytają tylko-i-wyłącznie-ebooki. Tak bardzo technologia. Nie twierdzę, że droga jaką obrało wydawnictwo jest słuszna, wręcz przeciwnie, ale nie zmienia to faktu, że książkę dało się zamówić, kupić, dostać legalnie i bez problemów. W przedpremierze dostawa w dniu premiery, 0 dni zwłoki. Nie było mowy, w 99% przypadków o wydłużonym czasie oczekiwania na książkę itp. Jedyna różnica to papier zamiast elektroniki i jedyny argument „za”. Owszem, dla niektórych (choć myślę, że dla większości nie) jest to jakiś argument, ale bardziej jednak wymówka.

    0
    • kjonca pisze:

      „Owszem, dla niektórych (choć myślę, że dla większości nie) jest to jakiś argument, ale bardziej jednak wymówka.”

      Zdefiniuj proszę „jakiś argument” oraz „wymówkę” i czym się różni jedno od drugiego.
      I czy masz jakieś badania nt. tego ile osób ma „argument” a ile „wymówkę” czy też tak sobie pobredzasz?

      A jeśli chodzi o argument „właściciel może wszystko, a motłoch niech spada na drzewo” to zwracam uwagę, że
      a) nie jest tak różowo (daleko nie szukając: specustawa drogowa, tudzież _konieczność_ dostarczenia parunastu książek z każdego wydania do pewnych instytucji , czy wreszcie „jeśli ktoś ma sklep, to nie może odmówić sprzedaży” )
      b) jest to kwestia uregulowań prawnych. Które można zmienić. Ot, niech mi ktoś wytłumaczy dlaczego przyjęto, że po 75 latach książka trafia do domeny publicznej? Można zmienić na 25 lat? Można można zmienić na 125lat? też można. Z tego co wiem, są jakieś prace w EU nad „utworami osieroconymi” Więc _wcale_ nie wykluczałbym tego, że dożyjemy czasów, w których powstanie prawo „jeśli właściciel praw nie pozwala korzystać z jakiegoś pola eksploatacji, to można to zrobić samemu” Ciekawy jestem co wtedy będą mówić ci, którzy teraz tak gardłują o kradzieży, i okradaniu Twórców.

      0
    • Tomek K pisze:

      Wyjedź za granicę to pogadamy o zero dniach zwłoki

      0
  66. Tomek pisze:

    Jestem miłośnikiem książek, nic nie może równać się z faktem” posiadania” jak i zapachem „papierowej” książki. Ale niestety świat idzie do przodu, pojawiają się nowe technologie a w domu zaczyna brakować miejsca na nowe książki. I właśnie ten brak miejsca spowodował, że zmieniłem zdanie. Jestem świeżym posiadaczem czytnika e-book. I co zapewne wiele osób zdziwi, od dwóch tygodni kiedy otrzymałem swojego Kindelka kupuję legalnie książki elektroniczne. Staram się korzystać zwłaszcza z promocji. Jestem w stanie wydać za jedną książkę maksymalnie 15-20 zł. Jak się trafi ciekawa pozycja za 9,90 zł to naprawdę okazja. Co zauważyłem, książki elektroniczne praktycznie kosztują tyle samo, co w wersji papierowej. Gdzie sens i logika pytam? Książkę papierową kupię, przeczytam i sprzedam lub oddam znajomym. Książki elektronicznej już nie sprzedam. Ponieważ zawierają znak wodny i mogę być potem oskarżony o nielegalną dystrybucję. Inferno Dana Browna w wersji ebook kosztuje tyle samo co książka papierowa. Kiedy słyszę, ze jestem głupi bo przecież istnieje „chomik” to ręce opadają. Pazerność wydawnictw i pośredników jest po prostu irytująca. Skoro można sprzedać część kolekcji Wilbura Smitha za niecałe 10 zł za ebook tzn, że i tak się to księgarniom opłaca. Wystarczy ustalić cenę ebook od 9-15 zł i spokojnie pożegnamy „chomika”. Ale widocznie jestem niepoprawnym marzycielem…

    0
    • YuukiSaya pisze:

      1. Nikt tu się nie dziwi, że kupujesz ebooki. To jest takich dużo, zaczynając od autora bloga.

      2. Kwestia ile jestesmy gotowi dać za ebooka była wałkowana i w efekcie większość zgadza się, że dycha do dobra cena a 15 zł to przyzwoita.

      3. Sytuacje, gdy ebook kosztuje dokładnie tyle, co papier, to już na szczęście coraz rzadsza sytuacja. Ponadto ebooki częściej są w promocjach, są różne programy lojalnościowe, więc jakoś idzie zbić cenę. Co do samego źródła zbyt małej różnicy między ceną analoga i ebooka – to było wałkowane to znudzenia.

      4. Kwestia odsprzedaży książek elektronicznych jest wciąż mocno nieuregulowana na mój gust, więc powinno to mieć odbicie w cenie ebooka.

      0
  67. Thor-Is pisze:

    Liczyłem po cichu, że czeka nas niespodzianka i wraz z oficjalną dostępnością papierowej wersji, książka pojawi się na e-papierze. Szkoda, bo mógł to być ebookowy bestseller.

    0
    • Piotr pisze:

      Też liczyłem na wydanie elektroniczne. Na pewno bym wtedy skorzystał. Nie mam zbytnio czasu na czytanie w domu więc czytam po „ebookowej” kartce w komunikacji miejskiej. Tak forma jest po prostu dla mnie dużo wygodniejsza.

      0
  68. Czytnik z krwi i kosci pisze:

    Gdyby był legalny e-book, to już dawno bym go kupił i pewnie do dzisiaj przeczytał.
    Ponieważ go nie ma, a wydanie papierowe nie dość, że kiepskiej jakości to jeszcze wycenione… może zostawię tutaj wielokropek, a każdy sam sobie dopowie.
    Wiec stanęło na tym, że teraz przeczytam nielegalnego e-booka, a może za rok doczekamy sie ładniejszego wydania w rozsądnej cenie, wtedy taka książka dołączy do reszty sagi.
    Jest jeszcze coś, po kupnie w dniu premiery i przeczytaniu gniota jakim jest Żmija, wole się najpierw przekonać, czy był on tylko wypadkiem przy pracy, czy może autor na dłużej spuścił z tonu i tylko odcina kupony od sławy jaka dały mu wcześniejsze, bardzo dobre książki.

    0
  69. Jakub pisze:

    Na razie powoli czytam sobie Lux Perpetua, jak skończę i nie będzie legalnego e-booka to też ściągnę pewnie pirata, sorry. Gdyby był legalny ebook to w cenie do 20pln byłbym w stanie za niego dać. Papierowej książki już pewnie nie kupię jeśli chodzi o beletrystykę. Za to moja Kasia jest książkożercą i mimo że używała kiedyś mojego kindla to woli papier i już, raz na 2-3 miesiące kupuje 10+ książek.

    0
  70. Jan Kowalski pisze:

    Strzał wydawnictwa w kolano. Teoretycznie rozumiem założenia: wydać papier, zebrać śmietankę, po jakimś czasie wydać e-booka i spić resztę zysków. Niestety, tak już to nie działa, bo powstaje dziura, która nie jest naturalnym stanem rzeczy i zostanie błyskawicznie wypełniona.
    Rzuciłem okiem na to co zostało przetworzone i udostępnione – jakość zadziwiająco dobra, rozdziały, formatowanie – bez zarzutu… Być może kupię wersję papierową, ale chyba tylko po to, żeby uiścić tantiemy dla autora. Większość książek kupuję w wersji elektronicznej, bo z papierem nie mam już co robić (gdzie magazynować). Czyli – kupię i sprzedam jako nówkę funkiel. Jedyny pożytek i różnica w stosunku do wersji elektronicznej, to możliwość zbycia…

    0
  71. wiedzminka pisze:

    Nie gadajcie glupot!
    Prawda jest taka ze malo kto w Polsce kupuje ebooki!
    Wszyscy kradna bo tak jest najtaniej – wiec gadanie o tym jakby to bylo gdyby byl ebook jest idiotyczne!
    Oczywiscie ze kazdy woli sobie sciagnac pdfa z chomika za darmo

    tylko prawdziwi fani kupia papierowa ksiazke
    ja zawsze lubie miec papierowe wydanie

    pdf to sobie kradne na zajecia na uniwersytecie

    i nie ma co tu zwalac winy na wydawce.

    0
    • chemik pisze:

      – > wiedzminka – ja wolę kupować ebooki w księgarniach internetowych więc Twoja teza o tym że każdy woli ściągać z chomika nadaje się tylko do kosza

      0
    • seb pisze:

      A propos głupot: przeczytaj co napisałaś.

      Potem przeczytaj komentarze skąd dowiesz się jakie są zalety ebooków.

      Na koniec proszę, żebyś nie mierzyła wszystkich swoją miarą – lubisz sobie coś ukraść, twoja sprawa.

      0
    • Piotrek pisze:

      Zobacz ile jest księgarni z ebookami i teraz pomyśl czy byłoby ich tyle, gdyby wszyscy kradli…

      0
  72. Izopropanol pisze:

    Hmm, zyje i mieszkam za granica, dzisiaj tu jutro tam, nie jestem w stanie wozic ze soba kilkudziesieciu kilogramow papierowej literatury. A dwa czytniki Kindla i owszem :) Jestem stalym klientem paru netowych ksiegarni, miesiecznie kupuje kilkanascie ksiazek.
    Czemu nie bylo problemu z wydaniem Pomnika cesarzowej Achai , Pana lodowego ogrodu ,czy wampira z MO , rownoczesnie z wydaniem papierowym albo nawet i wczesniej? Tylko sie pokazaly, kupilem, zaplacilem,przeczytalem. Ot, po prostu szacunek autora dla klientow i fanow.
    A tutaj, przykra sprawa ale olanie sporej grupy czytelnikow, co zabawne wlasnie tych ktorzy by chetnie zaplacili bo maja fundusze.

    0
  73. 8 o'clock pisze:

    Fanką autora nie jestem. Książki w księgarni nie widziałam, piszę czysto teoretycznie: strasznie mnie wkurzają niechlujne wydania papierowe. Nie zbieram wydań bibliofilskich (w ogóle nie zbieram), ale moim zdaniem są jakieś granice wydania „taniej” (ale bardzo drogiej) książki i braku szacunku dla czytelnika.

    Dziwna decyzja o niewydaniu ebooka. Natura nie znosi próżni, cóż…

    0
  74. Czytelnik pisze:

    SoperNowa to niestety banda idiotów nie ogarniająca technologii i oczekiwań rynku, co pokazują za każdym razem gdy nadchodzi premiera Wiedźmina, a ci idioci NADAL NIE PRZETŁUMACZYLI SAGI NA ANGIELSKI.

    0
  75. Robal_pl pisze:

    Crap. Właśnie zamówiłem ebooka. A po informacji o wydaniu nowej książki Sapkowskiego szukałem jej po sklepach z ebookami i chciałem kupić. I wywaliłem mnóstwo kasy na wydanie papierowe, które leży w domu bo nie chce mi się cegły wozić w delegację.
    Szkoda, że nie znalazłem wcześniej informacji o elektronicznym wydaniu „nieoficjalnym” bo zamiast zamawiać ebooka ściągnąłbym sobie plik. Skoro już kupiłem papierowa książkę to autor zarobił… A tak płacę dwa razy za ten sam towar !
    Szlag by ich trafił z taką polityką. Nie mogą sprzedawać RAZEM wydania papierowego i elektronicznego ? Np. pendrive w okładce ? Idealny przykład na to jak te zasr@%!%#@ prawa autorskie działają na szkodę konsumenta !

    0
  76. Tomek K pisze:

    CDP.pl ogłosiło właśnie, że sprzedają e-booka z Sezonem Burz. Niestety, czytelnicy spoza Polski mogą trafić na niemiłą niespodziankę. Właśnie próbowałem złożyć zamówienie, kiedy wyskoczył mi komunikat:

    „Woof! Ja tu pilnuję!

    Spoza Polski gier nikt nie kupuje.”

    Jak dla mnie to juz drugi EPIC FAIL przy wydawaniu książki Sapkowskiego. Mieszkam 800 km od granicy Polski, właśnie dlatego chciałem kupić ebooka, jak tylko została wydana książka. Niestety najpierw wogóle ebooka nie znalazłem, a teraz nie mogę go kupić BO MIESZKAM ZA GRANICĄ!

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.