Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

„Polska książka potrzebuje ratunku!” – list otwarty autorów i wydawców. Czy mają rację?

list-ustawa-o-ksiazce

Trwa lobbying środowisk literackich i wydawniczych w sprawie wprowadzenia tzw. ustawy o książce.

Polska Izba Książki poinformowała o liście otwartym do premier Kopacz oraz parlamentarzystów. Zacytuję go w całości, pogrubienia od twórców listu:

Polska książka potrzebuje ratunku. Literaci, wydawcy i księgarze nie mają siły politycznej porównywalnej z górnikami. Zapewne dlatego apele ludzi tworzących książki pozostają bez echa od lat. Nie prosimy o dotacje z budżetu państwa, nie prosimy o umorzenie długów w ZUS, czy w Urzędach Skarbowych. Prosimy jedynie o uchwalenie przyjaznych dla książki przepisów, podobnych do tych obowiązujących w wielu krajach Europy od roku 1981.

Czy takie przepisy rozwiążą wszystkie problemy? Nie, ale doświadczenia Francji, Niemiec, Włoch, czy Holandii wskazują, że mogą być bardzo ważnym narzędziem pozwalającym spowalniać negatywne zjawiska niszczące piśmiennictwo i czytelnictwo. Naszą wspólną intencją jest powstrzymanie stałego spadku sprzedaży i czytelnictwa książek w Polsce. Nowa regulacja ma zapewnić czytelnikom możliwość dostępu do szerokiej listy tytułów, bez filtrów narzucanych przez politykę zakupową globalnych dystrybutorów książek.

Przygotowując propozycję projektu ustawy o jednolitej cenie książki, skorzystaliśmy z doświadczeń europejskich. Proponowane rozwiązania stanowią próbę pogodzenia różnych interesów wszystkich stron zaangażowanych w proces powstawania, produkcji i dystrybucji książek na polskim rynku. Projekt nakłada na wydawców i importerów obowiązek ustalenia — na okres 12 miesięcy — jednolitej ceny książki przed wprowadzeniem jej do obrotu. Wzorem regulacji europejskich przewidziano możliwość odstępstwa od ustalonej ceny jednolitej oraz rabaty dla bibliotek, instytucji kultury i placówek oświatowych. Przy zakupach na targach przewidziano stosowanie upustów. Szczegółowe rozwiązania powinny stać się wynikiem prac Parlamentu. Ale projekt wstępny jest już gotowy. Prace można zacząć choćby jutro.

Apelujemy do Pani Premier i Parlamentarzystów — do końca kadencji tego Parlamentu pozostało nieco ponad rok. To bardzo dużo czasu. Każdy kolejny miesiąc bez postulowanej przez nas ustawy oznacza dalszą destrukcję polskiego rynku książki. Ze stratą dla nas wszystkich. Języki we współczesnym świecie trwają dzięki słowu pisanemu. Książka jest nadal jego głównym nośnikiem. A czytanie — najważniejszą kulturową kompetencją współczesnego człowieka. Dlatego apelujemy — podejmijcie niezwłocznie prace nad ustawą o jednolitej cenie książki, uchwalcie ją jak najszybciej.

List podpisali m.in. tacy autorzy jak Marek Bieńczyk, Sylwia Chutnik, Małgorzata Gutowska-Adamczyk, Sławomir Koper, Zygmunt Miłoszewski, Szczepan Twardoch – a także dziennikarze, m.in. Piotr Bratkowski, Roman Kurkiewicz albo Sylwester Latkowski. Dopisać do niego się może każdy.

Na temat ustawy o książce było już tutaj kilka artykułów:

Omawiałem w nich m.in. projekt ustawy, argumenty z punktu widzenia wydawców i możliwe efekty jej wprowadzenia.

Zacytuję też w całości bardzo ciekawą wypowiedź Zygmunta Miłoszewskiego na Facebooku. Pogrubienia moje.

Ktoś z Państwa skomentował, że wyjściowa cena „Gniewu” (44,90) jest absurdalna i poczułem się wywołany do tablicy.

Tak, jest absurdalna. Długo kłóciłem się z wydawcą o jej obniżenie, ponieważ moim zdaniem nieprzekraczalną barierą dla powieści w miękkiej oprawie jest 40 złotych. Jak widać bezskutecznie się kłóciłem. I choć ciągle ubolewam, że cena jest tak wysoka, to chciałbym przedstawić argumenty wydawcy, które częściowo do mnie trafiają.

Otóż wydawca argumentuje, że rynek oszalał i nikt już nie chce kupować książki, jeśli nie jest ona sprzedawana w takiej, czy innej promocji. Dlatego ceny wydrukowane na okładce przestały być cenami książki, stały się nierzeczywistymi bytami, które służą jedynie do przekreślania i pisania obok nowej ceny. Dlatego te nieszczęsne 44,90 służy jedynie temu, żeby móc „Gniew” sprzedawać w normalnej dla takich książek cenie, czyli między 30 a 40 złotych.

I faktycznie myślę, że ciężko będzie Państwu kupić książkę w tej cenie. W empikach kosztuje teraz 35 zł, co już brzmi bardzo przyzwoicie. W księgarniach internetowych można „Gniew” znaleźć za niecałe 36. Może się zdarzyć, że w księgarni za rogiem (są jeszcze takie?) ktoś postanowi to sprzedawać po 45 złotych, ale mocno wątpię.

Tak czy owak zależy mi, żeby Państwo nie myśleli, że wyjściowa cena 45 złotych wynika z tego, że autor stał się szalonym chciwusem. To jakaś korporacyjno-biznesowa zagrywka, nad którą ubolewam, bo niezależnie od tego, za ile Państwo książkę kupicie, w świat idzie informacja, że Miłoszewski napisał najdroższego paperbacka na rynku.

Bardzo bym chciał, i nie tylko ja, żeby w Polsce wprowadzono rozwiązanie znane i sprawdzone m.in. we Francji, Niemczech, czy Włoszech. Tam wprowadzono ustawę o książce, wedle której przez określony czas (18-24 miesiące) po premierze książkę można sprzedawać TYLKO w cenie wydrukowanej na okładce. Rozwiązanie jest cudowne, bo po pierwsze sprawia, że ceny książki spadają – nie trzeba w nich od razu uwzględniać rabatów i promocji – a po drugie ratuje od zagłady małe księgarnie. W warunkach polskich są one skazane na niechybną śmierć, ponieważ nie mają szans konkurować cenowo ze sklepami internetowymi, lub sieciami jak empik czy matras.

Ten zabieg nie wymaga żadnych pieniędzy z podatków, jedynie woli politycznej, czyli że możemy o tym zapomnieć, ekipa ćwierćinteligentów od kopania piłki niegdy się nie pochyli nad czytelnictwem. Jeszcze by, Boże uchowaj, sprowadzili sobie przez to na głowę myślących obywateli, cóż to by była za tragedia.

Jeśli patrzymy na to z perspektywy autora, który widzi co się dzieje wokół ceny jego książki – to już to wygląda trochę inaczej.

Nie zgodzę się tylko z panem Zygmuntem, że jego powieść jest przeceniana wszędzie. Lubię zachodzić w Olsztynie do ogromnej dwupiętrowej księgarni Książnicy Polskiej. Tyle, że tam prawie nie ma promocji. Jeśli bym chciał coś kupić – to płacę cenę okładkową. Co w ybiorę? Zamówienie w którymś z internetowych dyskontów – nawet z dostawą wyjdzie taniej. Ktoś powie, no, Książnica też powinna mieć rabaty jak np. Empik. Ale to, że detalista daje rabat, zależy od tego co jest w stanie wynegocjować od dystrybutorów, a ci od wydawców. Więksi mają większe przebicie. I efekt jest taki, że w Olsztynie niedługo zostaną może same Empiki, gdzie i tak książka spychana jest na boczny tor, bo firmie bardziej opłaca się sprzedawać kategorię „art&pap” czyli mydło i powidło.

Przyznaję, że przyglądając się całej sytuacji przez ostatni rok zmieniłem trochę zdanie. Oczywiście – wciąż mam uzasadnione obawy, że taka próba regulacji może być po prostu skokiem na kasę ze strony całej branży – bo jako czytelnicy nie mamy żadnej gwarancji, że po wprowadzeniu ustawy ceny okładkowe spadną. To są tylko deklaracje.

(Do myślenia daje fakt, że najwięksi gracze w dystrybucji książki należą również do PIK i również popierają ustawę).

Sądzę również, że ustawa w przypadku książek papierowych będzie łatwo obchodzona – choćby przez to, że z książki nowej bardzo łatwo zrobić wybrakowaną (wyrwijmy ostatnią pustą stronę, albo przyłóżmy pieczątkę) i wtedy sprzedać ją taniej.

Ale widzę absurdy polegające na walce o każdą złotówkę w cenie książki. Może i dobrze byłoby nowości wyłączyć z tego wyścigu i zacząć rozmawiać o tym, co czytać, a nie o tym, że coś jest o złotówkę tańsze.

Co jest najważniejsze dla nas to jakie konsekwencje  ustawa o książce miałaby dla rynku e-booków?

Załóżmy dwa warianty.

1. Stała cena obejmie tylko książki papierowe. E-booki młodsze niż rok będą dalej przeceniane. Kilka możliwych konsekwencji:

  • Lawinowy wzrost zainteresowania e-bookami, bo promocje nowości przeniosą się na wersje elektroniczne, może wreszcie zaczną je promować także wydawnictwa, otwierając się na ludzi, którym zależy na cenie.
  • Wzrost ceny nowości e-bookowych – bo ceną referencyjną nie będzie już cena wydania papierowego na Allegro, a stała cena okładkowa.
  • Z tym, że jeśli uwierzymy wydawcom i temu że obniżą ceny okładkowe – wtedy wzrost cen e-booków nie będzie wysoki, podejrzewam że cena promocyjna wersji elektronicznej wyniesie 60-70% stałej ceny papieru.

2. Stała cena obejmie również książki elektroniczne, np. z ustawowym rabatem 15%. Wszystkie e-booki po 25-35 złotych. I wtedy po roku… pojawią się lawinowe promocje, gdy ceny przestaną być regulowane. To już raczej zła informacja dla rynku e-booków. Niestety, niższa cena e-booka wciąż jest jednym z najważniejszych argumentów za tym aby się przesiąść na czytnik. W  końcu zakup urządzenia ma się zwrócić w niższych cenach książek – z tym w praktyce różnie bywa, bo jako e-czytelnicy kupujemy więcej.

Do podpisywania listu otwartego ani nie zachęcam, ale i nie zniechęcam. Niech każdy sam oceni, czy tę inicjatywę chce wesprzeć.

Co sądzisz o  liście otwartym "Polska książka potrzebuje ratunku"?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

209 odpowiedzi na „„Polska książka potrzebuje ratunku!” – list otwarty autorów i wydawców. Czy mają rację?

  1. lazega pisze:

    Ostatnio bardzo czekałem/czekam na nową książkę Tokarczuk, Christensena, Catton oraz Twardocha. I co widzę: cena papieru okładkowa 60-70 zł. Ebook 30-40 zł. Ludzie, przecież to jest granda. Ja rozumiem, że to wielkie tomiska w twardej oprawie ale jeszcze kilka lat temu nowości tych gabarytów kosztowały 40 zł. Nie wiem jak np. w Warszawie czy Krakowie ale na prowincji np. u mnie w Bydgoszczy muszę pracować kilka godzin, żeby móc sobie pozwolić na książkę a nie jest to towar pierwszej potrzeby. Przy obecnych cenach oraz jeżeli jeszcze ceny będą zamrożone to ludzie czytać będą chyba program telewizyjny a nie książki.

    0
    • Łukasz pisze:

      Przecież to popyt konsumentów wywindował ceny tak w góry, a nie jakieś czary mary. Jeśli ceny są tak wysokie, to tylko dlatego, że ludzie są gotowi tyle płacić.

      0
      • tom pisze:

        prędzej mało jest chętnych i lepiej sprzedać 50 książek po 120zł niż 100 po 40. W myśl „jak ktoś ma kupić to i tak kupi”

        0
        • Łukasz pisze:

          Gdyby zasada „jak ktoś ma kupić to i tak kupi” była taka prosta, jak zdajesz się sugerować, to można byłoby sprzedawać książki za 10 000 zł sztuka (albo dodaj sobie nawet więcej zer) – w końcu jak ktoś ma kupić, to i tak kupi. ;) Im wyższa cena, tym mniej osób kupi. Jeśli coś jest wyceniane na 40zł, to właśnie przy tej konkretnej cenie wydawca ma nadzieję osiągnąć największy zysk. Jeśli produkt się nie sprzedaje, to musi zrewidować oczekiwania i cenę obniżyć (albo, jeśli popyt przekracza jego oczekiwania, to logicznym następstwem jest podniesienie ceny). W każdym razie cena rynkowa zawsze dąży do oczyszczenia rynku z towaru przy konkretnej jego podaży, a regulacja cen zniekształca ten proces. Nie da się tego obejść.

          0
          • zipper pisze:

            Sprowadzanie działających zasad do absurdu ma się nijak do rzeczywistości, która jest taka:

            – przy spadku ceny popyt na książki nie rośnie proporcjonalnie

            więc lepiej sprzedać drożej mniej książek i liczyć na zysk z każdej sztuki niż obniżać cenę, co i tak nie przełoży się na wyższy przychód.

            0
          • Krzysiek pisze:

            „Gdyby zasada „jak ktoś ma kupić to i tak kupi” była taka prosta, jak zdajesz się sugerować, to można byłoby sprzedawać książki za 10 000 zł sztuka (albo dodaj sobie nawet więcej zer) – w końcu jak ktoś ma kupić, to i tak kupi. ;) ”
            Nic nie jest zero-jedynkowe jak zdajesz się sugerować. Możliwe, że to 10 tyś da większy zysk – trzeba by sprawdzić. Rozkład normalny i takie takie. Poczytaj zanim coś lapniesz.

            „Jeśli coś jest wyceniane na 40zł, to właśnie przy tej konkretnej cenie wydawca ma nadzieję osiągnąć największy zysk.”
            Tak, bo zakłada sprzedaż na poziomie x sztuk. I wracamy do punktu z którego wyszliśmy – 10 tyś może mieć sens jak i 1 zł – tylko kto to sprawdzi? :) Na rynku aplikacji mobilnych to działa (patrz np sukces Rovio), z książkami rynek już nie jest tak wielki więc nie musi się to przekładać 1:1.

            0
            • Łukasz pisze:

              Eee, ok, ale widzę, gdzie coś „lapnąłem” – tak, ceną mogłoby być 10 000 gdyby… popyt był większy. Ale nie jest, dlatego ta cena to 40zł. Czyli wychodzi na to, co napisałem: na cenę ma wpływ popyt. Jeśli książka kosztuje 40zł to Tobie może wydawać się to niezwykle wysoko, ale obiektywnie patrząc jest to cena najlepsza z możliwych.
              Z aplikacjami podobnie. A sensowność ceny sprawdza sprawdza producent/wydawca „manipulując” nią – jeśli towar schodzi gorzej niż oczekiwał, to zmniejsza, jeśli lepiej – zwiększa.
              I tak, zawsze wydawca bierze pod uwagę sprzedaż na poziomie x sztuk, to jego podaż. I, co przecież powszechnie wiadomo, to właśnie podaż i popyt determinują cenę, nic więcej.

              0
          • tia pisze:

            Niestety albo i stety odpowiem Ci wprost: opowiadasz głupoty. Każda ingerencja w wolny rynek jest zła. Każda. A tu chodzi tylko i wyłącznie o kasę i windowanie cen już dziś dla szarego Kowalskiego zaporowych. A wysokie ceny książek wynikają nie mniej i nie więcej tylko z jednej ze strategii rynkowych: sprzedaj mniej ale po wyższej cenie, bo kupiec się prędzej czy później znajdzie i tak: kolekcjoner / fan / coś na prezent / ktoś niecierpliwy, kto nie chce czekać na to aż dana książka będzie dostępna w jego bibliotece.

            0
          • Krakau pisze:

            „to można byłoby sprzedawać książki za 10 000 zł sztuka” No i taka praktyka istnieje w Stanach Zjednoczonych, żerując na bibliotekach uniwersyteckich. Wrzuca się nowe badania w jakiejś dziedzinie, daje cenę w paru tysiącach dolców na okładkę i potem Harvard i Princeton kupują zgrzytając zębami, żeby nie być w tyle.

            0
      • Tofi pisze:

        Problem w tym, że ustawa zablokuje prawa rynku. Jeżeli cena jest wydrukowana na okładce przed wprowadzeniem na rynek, to ciężko mówić o popycie, czy tez podaży, a w dniu wprowadzenia na rynek jakoś nie wydaje mi się że ktoś będzie załączał errate: tylna okładka ostatni wers jest „cena 70 zł” powinno być „cena 30 zł”. W tym momencie cena 70zł pozostanie przez rok. Raczej skłaniał bym się ku rozwiązaniu, że to jedynie wydawca może zmienić cenę książki przez pierwszy rok. W takim przypadku cena może być dostosowana do rynku a wydawca może zapobiegać dumpingowi.

        0
    • Teresa pisze:

      To jasne jak słońce, że autorom tego projektu ustawy chodzi o to, aby ceny książek były jak najwyższe i nikt nie mógł sprzedać ich taniej. To tak jak na targowisku z warzywami i owocami, gdzie każdy sprzedaje to samo, więc handlarze umawiają się, że będą stosować jednakowe ceny, a jeśli któryś trochę ją obniży, to obok tego straganu przejeżdżać będzie „przypadkowo” jakaś ciężarówka i „przypadkowo” o niego zawadzi. Podobne praktyki stosować teraz chcą tzw. „ludzie kultury”. Jakie kary będą obowiązywać, gdy któraś księgarnia obniży ceny książek? Jeśli ustawa ma obowiązywać, to muszą być nakładane sankcje. Wybijanie szyb w księgarni, która ośmieli się obniżyć cenę książki? Czy grzywna stanowiąca 1500000000 dziennych stawek średniego wynagrodzenia?

      0
  2. Jakim pisze:

    Problem w tym, że zabieg z ustaloną jedną ceną może być dla wszystkich zgubny. Książka to nie jest mleko, chleb czy masło. Nikt nam nie każe tego kupować. A zapewnienia, że po wprowadzeniu takiej ustawy ceny książek spadną to mrzonki. Nagle kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy Polaków nie zacznie regularnie czytać książki, bo ich cena spadnie o 5 zł. A przecież wzrost liczby czytelników jest warunkiem sine qua non obniżenia ceny. Hajs się zawsze musi zgadzać.
    To, że jakieś rozwiązanie działa we Francji czy Niemczech nie jest żadnym wyznacznikiem, bo tu jest POLSKA. My nie zarabiamy średnio po kilka tysięcy euro, tylko złotych. Skończy się pewnie tym, że maksymalnie rozwinie się drugi obieg, tzn. będzie mała grupa osób, która kupi daną książkę, przeczyta, a później będzie odsprzedawać. Bo nie wydaje mi się, żeby ustawowe limity obowiązywały też osoby prywatne. Nie mówiąc już o tym, że piractwo w sieci będzie kwitło w najlepsze i nawet zamykanie niektórych serwisów nie pomoże. Wprowadzenie takiej ustawy sprawi, że po prostu będziemy czytali jeszcze mniej.

    0
  3. Łukasz pisze:

    Przecież ta ustawa to absurd. Narzucanie cen minimalnych (powyżej rynkowych) ma zawsze takie same skutki, niezależnie czy to rynek książek, bułek, odrzutowców czy zderzaczy hadronów – są to niesprzedane nadwyżki. Co z tego, że małe księgarnie nie mogą przebić ofert wielkich księgarni? Jeśli nie mogą tego zrobić, to znaczy, że nie ma sensu, żeby dalej funkcjonowały. I tyle, nie ma nad czym płakać. Widocznie inny model biznesowy lepiej spełnia się w tej roli. Jeśli na coś nie ma zapotrzebowania, a sztucznie utrzymuje się to przy życiu (bez różnicy czy przy użyciu bezpośrednich subwencji, grantów monopolistycznych czy absurdalnych regulacji), to po prostu marnuje się zasoby.

    0
    • szczyp_ior pisze:

      Idąc Twoim tokiem rozumowania, zamknijmy wszystkie sklepy i sklepiki spożywcze osiedlowe, skoro w marketach jesteś w stanie kupić taniej. Zamknijmy małe księgarnie, skoro nie są w stanie zaproponować rabatów wielkich sieciówek. To samo się tyczy sklepów odzieżowych, obuwniczych, salonów fryzjerskich, kosmetycznych itp. Pozamykaj wszystkie małe firmy, które jeszcze trzymają nasze państwo w miarę na nogach.

      0
      • Kerhold pisze:

        No tak, ale nikt nie wymusza na tych małych sklepikach cen. U mnie w sklepiku osiedlowym ceny są wyższe niż w hipermarkecie, ale i tak bardzo wiele osób kupuje, w tym i ja. Wyższa cena, ale blisko. Zdarzyło się jednak, że inne sklepy nie wytrzymały konkurencji, bo albo słaby asortyment albo słabi sprzedawcy. Prawa rynku dobrze działają.

        0
      • Łukasz pisze:

        LOL. W ogóle nie rozumiesz. Ja nie chcę nic zamykać. Zamykać ma właściciel jeśli stwierdzi, że coś mu się nie opłaca. I tak, jeśli sklepom osiedlowym nie opłaca się konkurować z dyskontami, to nie ma sensu, żeby istniały. Fakt, że istnieją dowodzi jednak tego, że jest na nie zapotrzebowanie – przyciągają ludzi czymś innym niż cena, np. bliskością, być może jakością, ładnym uśmiechem ekspedientki czy czymkolwiek innym, nie jest to ważne.

        0
      • Krzysiek pisze:

        Gościu albo jesteś niekumaty albo niekumaty :)
        Te sklepiki funkcjonują tylko dlatego, że właścicielowi – prywatnej pani/panu przynoszą zysk. I o żadne ustawy jak górnicy, księgarze i inni wyzyskiwacze oni nie proszą – oni odnaleźli się w mechanizmach rynkowych.

        0
      • szczyp_ior pisze:

        Pora się pokajać, proszę o wybaczenie, wylałem tu trochę swojej frustracji. Nadinterpretowałem post kolegi :/
        Prowadziłem swego czasu księgranie i wiem ile trzeba z siebie dać żeby dorównać różnym dużym sieciówkom, które ceny książek czy podręczników miały niemal w takiej cenie jak ja brałem w hurcie.

        0
    • silk pisze:

      Miałem kiedyś ciekawą sytuację idąc kupić książkę. Wyszedłem z pracy i stwierdziłem: „a, ostatnio płakali w gazecie, że taka a taka księgarnia nie wytrzymuje konkurencji z empikiem, jest źle, czynsz wysoki, etc” to pomyślałem „a co mi tam, kupię od nich”.

      Podchodzę do drzwi, godzina 18:15 a tam co? „Zamknięte, czynne do 18:00”. No to poszedłem 100 metrów dalej do „dużej sieci”, która była otwarta.

      Wnioski sobie można wyciągnąć samemu :)

      0
  4. momus pisze:

    Nie dla stałej ceny.
    Za ebooka jestem w stanie dać 15-20zł (w zależności od autora i treści jaką sobą prezentuje), no może 25 (chyba że to Ziemiomorze, albo Tolkien, to i dam więcej). Nie poluje na magiczne 9.90zł. Wiem, że każdy chce zarobić, autor, wydawca, sklep. Jeśli książka jest tego warta, płacę więcej, jeśli nie czekam do wspomnianych widełek cenowych.

    Na chwilę obecną, jeśli nie ma promocji, to zdarza się iż cena ebooka jest w cenie papieru albo i drożej (długo czekałem na „Na skraju jutra” w cenie niższej niż papier i to z wysyłką). Mając do wyboru papier czy ebook, albo nie kupię nic (beletrystyka) albo wybiorę papier (naukowe).

    Jeśli stała cena ebooków będzie w zakresie jaki podałem wyżej, to dla mnie bez różnicy czy utrzyma się rok. Wątpię jednak by w naszym kraju tak to funkcjonowało. Ustalona zostanie stała cena papieru, z niej na sztywno wyliczony zostanie procent 5-10% i tyle (ciekawe czy za cenę bazową wezmą cenę z VAT czy bez).

    Jak chcą niech wprowadzają, zdziwią się jak im czytelnictwo skończy. Ja mam zapas książek na rok, także spokojnie poczekam na „nowości”.

    Jeszcze jedno spostrzeżenie. Moim zdaniem to nie poprawi kondycji małych księgarni. Jeśli cena będzie wszędzie taka sama, to czy pójdę do Empiku w galerii, czy do księgarni „Na rogu” nie gra różnicy, zawsze zapłacę tyle samo. Znając lenistwo ludzi i tak pójdą do Empiku/Matrasa czy innego kolosa, który jest w galerii handlowej w której akurat kupują parówki, buty, spodnie i garsonkę. Nawet jeśli do „Na rogu” mają bliżej. Książka to nie dobro pierwszej potrzeby, żeby zawsze szukać najbliższego sklepu i kupować od razu. Kupi się przy okazji, metodą: „jak się nawinie”.

    Kultura, to coś na czym oszczędza się najpierw i leży najniżej w hierarchii zakupów.

    0
  5. Kuba pisze:

    TL:DR.

    Przeczytałem fragmencik, i jedyne co mogę powiedzieć, to:
    http://www.hughhowey.com
    Koleś pisze super książki, sprzedaje je po kilka dolców (nawet na polskie warunki 6 USD to ile to jest? 20 zł?) i zarabia na tym gruby hajs. Pewnie wielu go zna. Polecam przeczytać jego wypowiedzi na temat rynku książki w USA.

    0
    • airborell pisze:

      Rynek książki w USA jest kompletnie nieporównywalny do rynku książki w Polsce – jest przede wszystkim o rząd wielkości większy.

      0
      • Tofi pisze:

        Trafne spostrzerzenie. Dotyczy to nie tylko konsumentów, ale i producentów – nie można chcieć na polskim rynku zarabiać o rząd wielkości więcej.

        0
  6. Bartek pisze:

    O ile dobrze zrozumiałem, w Europie rozwiązania o minimalnej cenie nowej książki wprowadzono na początku lat 80 ubiegłego wieku. Nie było Internetu, sprzedaż wysyłkowa była dla ludzi bardzo ambitnych i wytrwałych. Wówczas taka regulacja miała sens i ratowała małe księgarnie.
    Dziś wprowadzenie takiej ustawy nie uratuje tych księgarni, bo to może uczynić tylko likwidacja internetu. A na to się nie zanosi. Co zatem będzie efektem takiej ustawy? Wyższe ceny książek nowych (bo niby dlaczego miałyby być niższe – wydawca w przeważającej większości to przedsiębiorca, a ten chce maksymalizować zysk). Spadek czytelnictwa nowości (czyli jeszcze większa zapaść intelektualna i rosnący analfabetyzm wtórny społeczeństwa), a tym samym być może mniejsza ilość nowości na rynku (skoro się nie sprzedają, to po co pisać i wydawać …). Być może wzrost czytelnictwa książek starszych (powrót do klasyki? książki z domeny publicznej?).

    Jeśli autorom, dziennikarzom i wydawcom tak zależy na większej sprzedaży książek, niech powalczą o zerowy VAT na książki bez względu na nośnik ich treści. Wówczas i oni będą zadowoleni, i czytelnicy też się ucieszą. A czytelnictwo wzrośnie. Smutny będzie tylko minister finansów ;-)

    0
    • Karodziejka pisze:

      Czy czytać można tylko nowości?

      0
      • mbiela pisze:

        wyobraź sobie sytuację, że przez rok po wyjściu książki nikt jej nie kupuje, bo „nie czytamy nowości”, tylko wszyscy czekają na obniżki :)
        A skoro w ustawie jest, że nie wolno sprzedawać taniej, to nie wolno.. (no chyba, że będziemy mieli całoroczne „targi książki”)

        0
        • Doman pisze:

          Przez pierwszy rok kupią największy pasjonaci i niecierpliwcy, ci liczący każdy grosz poczekają na obniżkę. Z resztą w krajach, gdzie nie ma regulacji też to często tak działa poprzez podwójne wydania – najpierw drogi hardcover, a po kilku miesiącach dużo tańszy paperback, na gorszym papierze, w mniejszym formacie itd.

          0
  7. Artur pisze:

    Przyznam, że zakupu czytnika nigdy nie traktowałem jako inwestycji mającej się zwrócić niższą ceną książek. Podstawowy bodziec to szybki dostęp do tego co chcę czytać.

    0
  8. iskariota pisze:

    Świat się zmienia. Po prostu. Moim zdaniem dobrze, że swojego czasu miłośnicy koni nie wprowadzili regulacji chroniących pojazdów zaprzęgowych. Pewnie dla niektórych współczesnych była to strata, mogę sobie wyobrazić ich ból. Ból przemijania. Świat się zmienia i po prostu nie ma już miejsca na małe księgarnie. Kafejek internetowych też jakby mniej ostatnio i co? Może jakaś ustawa ograniczająca dostęp do internetu dla użytkowników indywidualnych? Przecież niejeden z nas wspomina kafejki internetowe jak magiczne miejsca, czyż nie warto byłoby powalczyć o ich istnienie?

    0
    • HuFu pisze:

      Małe osiedlowe warzywniaki też nie są w stanie konkurować z supermarketami. Uchwalmy ustawę o stałej cenie ziemniaków.

      0
      • Krzysztof pisze:

        Warzywniaki, czy małe sklepy są w stanie konkurować z sieciówkami, bo też na swoim przykładzie podam Ci, że wolę kupić sobie pomidora ze sklepu po 6zł za kg, niż rzekomo wspaniałego pomidora z „owadziej sieciówki” za 2-3 zł/kg. Jest taka granica, gdzie patrzenie wyłącznie ekonomiczne jest tylko iluzją – jeśli ktoś uważa inaczej to jest cynikiem.

        0
      • asymon pisze:

        @Krzysztof: w najnowszej Polityce jest ciekawy i smutny artykuł o Biedronce, wynika z niego, że twoja postawa jest nieistotna statystycznie :-( Polacy kupują tam, gdzie taniej. Inna sprawa, że według autora winne są głównie samorządy pozwalające mnożyć się biedronkom bez żadnej kontroli.

        Co ciekawe także pokazane są przykłady rozwiązań stosowanych w krajach europejskich.

        0
        • Teresa pisze:

          Tak, Polacy kupują tam gdzie taniej. Jednak zauważ, że sklepikarze i straganiarze również nie kupują u siebie nawzajem. Oni też kupują w marketach i w internecie. Tacy, co protestują przeciw owadzim marketom, sami idą kupować do Tesco albo do Kauflandu. Widziałam na własne oczy. Biedronki są dla biednych emerytów, którzy nie posiadają samochodów, ani siły na to, aby jeździć na peryferia miast w celu zrobienia tanich zakupów, bo ich na inne nie stać. Sklepikarze zaś zazwyczaj są zmotoryzowani i to oni robią zakupy w peryferyjnych hipermarketach, niekiedy sprzedają to potem w swoich sklepikach. Zakłamanie i tyle.

          0
        • zipper pisze:

          Akurat z tym jednym się zgodzę. W takim Grudziądzu nic nie ma. Syf, kiła i mogiła.

          Ale każdą możliwą działkę miasto wydzierżawiło/sprzedało pod supermarkety.

          W europejskich miastach nie widuję supermarketów i centrów handlowych w ścisłym centrum, a u nas Biedronka na każdej starówce.

          0
    • RobertP pisze:

      ” Moim zdaniem dobrze, że swojego czasu miłośnicy koni nie wprowadzili regulacji chroniących pojazdów zaprzęgowych.”

      Mylisz się, wprowadzili http://pl.wikipedia.org/wiki/Ustawa_o_czerwonej_fladze

      0
  9. rufi pisze:

    ja to chyba nie nadaje się na te czasy :)
    wychodzi z tego, ze teraz drukuje się cenę 45 zł na okładce książki żeby ją przekreślić i sprzedawać po 35 zł, a ustawa ma być po to żeby na okładce była cena 35 zł i książka była sprzedawana po 35 zł
    zaiste czekają nas wielkie zmiany :)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Chyba najlepsze podsumowanie założeń do ustawy :)

      0
    • HuFu pisze:

      A może lepiej przestać drukować ceny okładkowe i niech każdy sprzedaje po ile chce.

      0
    • quiris pisze:

      Ja z kolei myślę i pewnie każdy z was też ma takie odczucie, że ustawa ta jest po to, żeby wydrukować cenę 45 zł i po niej właśnie tę książkę sprzedać…

      0
      • Teresa pisze:

        I w ten sposób zabić czytelnictwo wśród NABYWCÓW książek. Kultura to nie jest dobro pierwszej potrzeby, choć zamożne pięknoduchy pewnie się z tym nie zgodzą… Odkąd posiadam czytnik, nabywam tyle książek, jak nigdy do tej pory, również papierowe, takie, które nigdy nie wyjdą jako ebook. Jeśli ceny będą zaporowe to przestanę. Po prostu. Są jeszcze biblioteki. Jak najbardziej zgadzam się z tym, co napisał Quiris.

        0
      • asymon pisze:

        Tak będzie, dlaczego miało by być inaczej? Absurd z cenami okładkowymi wymuszają platformy dystrybucyjne, żądając kosmicznych rabatów od wydawcy. A ustawa chyba nic nie mówi o ograniczeniu ich działalności.

        Chociaż nie, podobno nma być tak, że w księgarni zamówimy dowolną książkę, nie tylko taką, którą ma w ofercie dystrybutor dostarczający książki do księgarni.

        Polecam debatę radiową „Ile kosztuje pół kilo książki”, można sobie wyszukać.

        0
        • Teresa pisze:

          I co, to teraz zacznie się wybijanie szyb tym księgarniom, które zastosują niższe ceny, aby cokolwiek sprzedać, gdy klienci przestaną kupować beletrystykę?

          0
    • PuszkaPandora pisze:

      Niestety typowo polska mentalność biznesowa.
      Klienta należy porządnie oszukać:
      1. Podając nieprawdziwe, zawyżone ceny i „dając” upust, promocję, zniżkę. Coś jak sklepowe zaklejanie niższej ceny wyższą albo podniesienie przed sezonem ceny i obniżenie do takiej samej nominalnej jako promocji. Zero przejrzystości, uczciwości i historii ceny na produkcie.

      2. Wszystkie produkty i usługi należy sprzedawać jako dobra luksusowe, czyli bardzo drogo. Nie ważne czy to papier toaletowy, książka czy wykałaczki. Jesteśmy tego warci!!!! A poza tym wszytko jest takie drogie i dalej drożeje to za te moje skarby też muszę dostać więcej. Logika rządzących jak będę podnosić podatki do nieskończoności to wpływy będą rosnąć do nieskończoności.

      3. Za wszelką cenę należy unikać nowości technicznych, nowych technologi i wynalazków. Zostawmy to piratom i desperatom, którzy samodzielnie chałupniczo będę wprowadzać i tworzyć technologie przyszłości. Potem będziemy płakać, że nie spełniają one naszych oczekiwań i nie zabezpieczają naszych interesów.

      4. Klient jest kompletnym idiotą i należy go zmusić za wszelką cenę do robienia tego co my chcemy. Najlepiej na szczeblu ministerstwa, konstytucji i służb patrolowo prewencyjnych. Inkwizycja też jest do przyjęcia.

      5. Nie należy promować czytelnictwa! Nie należy promować przejawów zdrowego nacjonalizmu – kupię polską książkę od polskiego wydawcy i z polskiej drukarni. Z pozornej troski o te biedne małe księgarnie nie wprowadza się rozwiązań stosowanych na całym świecie, że małe podmioty kiedy się zrzeszą razem mogą mieć równie silną pozycję co więksi monopoliści.

      6. Nie należy szukać nowych form biznesu, może ta mała księgarnie nie da się utrzymać tylko z tego. Może trzeba zrobić z tego małe centrum kultury, miejsce spotkań, wymieszać różne technologie, multimedia plus tradycyjne formy. Może sala do audibooków tak żeby się włos na głowie jeżył.

      7. Niższe ceny, nie będziemy oszukiwać, to w trosce o dobro klienta – „Nikt wam tyle nie da ile ja wam mogę obiecać…”, „No przecież wszystko wam już obiecaliśmy to czego jeszcze chcecie?”. Wystarczy spojrzeć na rynek podręczników gdzie niedopracowana ustawa zakłada dobrą wolę wydawców i pozwala im bezkarnie niszczyć swoją pazernością ludzi.

      To tyle na szybko.
      Pozdrawiam

      0
      • kjonca pisze:

        „Niestety typowo polska mentalność biznesowa.”

        Dlaczego „polska” ? Marketingowiec w DOWOLNYM kraju na świecie powie Ci o takich zagrywkach z ceną.
        KJ

        0
        • zipper pisze:

          Ale okazuje się, że to właśnie w Polsce sprzedaje się mniej za wyższą cenę (przypadek ciasteczek z Lidla, na przykład – gdzie za mniej ciastek (puste miejsca w opakowaniu) płacimy więcej nawet w bezpośrednim przeliczeniu niż Niemiec).

          0
        • PuszkaPandora pisze:

          Napisałem „typowo polska” dlatego, że nasi marketingowcy mają szczególne upodobanie do tych negatywnych technik marketingowych. Jako konsument, zwykły kupujący uważam wszystkie techniki sprzedażowe oparte na manipulacji klientem za zjawisko niepożądane i niechciane w biznesie. To taka metoda na wnuczka tylko bardziej zawoalowana. Czy gdyby ktoś chciał cię oszukać to byłbyś zadowolony czy wzywał policję i groził sądem? A w biznesie wszyscy starają się wmówić klientom, że to normalna sprawa a tak nie jest. Organizacje konsumenckie na zachodzie są na tyle rozwinięte (świadomość klientów jak się bronić też), że wywierają realny wpływ na firmy. Wystarczy zrobić kampanię przeciwko danej firmie gdzie konsumenci wysyłają uprzejmy list, w którym informują iż nie będą kupować w tej firmie bo nimi manipuluje i oszukuje a potem przez jakiś czas nic od nich nie biorą. Aż firma zmięknie, przeprosi i zrezygnuje z takich metod.

          0
    • KonradK pisze:

      Jeśli klient ma taki kaprys, że kupi chętnie coś za 30 zł, pod warunkiem, że będzie przekreślona cena 45 zł, to ja bym na miejscu sprzedawcy to uszanował.

      0
      • PuszkaPandora pisze:

        To tak nie działa… niestety. Ludzka psychika reaguje w taki dziwny sposób na samo hasło promocja, obniżka, okazja nawet jak cena nie została faktycznie obniżona. Poza tym wszyscy jak usłyszą słowo obniżka, promocja myślą, że coś było normalnie sprzedawane w konkretnej ustalonej cenie i sklep zmniejszył swoją marżę albo producent obniżył cenę. Tak było do tej pory i mamy w sobie niemal instynktownie wpisaną taką definicję. A teraz wiedząc o tym zjawisku jakiś oszust postanawia zarobić robiąc klientów w wała: cena nominalna albo wydrukowana na okładce jest ceną ustaloną z góry jako zawyżona aby wywołać efekt „promocji” u kupującego. Nigdy nie była używana, obowiązująca – nie było w rzeczywistości obniżki ceny. Podniesienie ceny przed planowaną promocją i obniżenie do takiej samej lub wyższej – nie było w rzeczywistości obniżki ceny. W sklepach w USA ze względu na negatywne reakcje klientów na takie praktyki (negatywne z punktu widzenia sprzedającego, który dostał za to w d…e) cały czas na metkach jest widoczna historia ceny. Nikt nie zasłania oryginalnej, początkowej wartości. Nowa cena jest metkowana obok i obie są widoczne. Czasami jest ich kilka a jak zabraknie miejsca są dokładane nowe metki. Jak się zmienia sklep – łach idzie do tańszego cena oryginalna i późniejsze zmiany są zachowane a kolejny sklep stosuje taką samą technikę. Na zachodzie jest inna kultura wyprzedaży i obniżania cen. Co 3 miesiące jest obniżka a jak po roku rzecz nie zniknie ze sklepu idzie do tańszego albo do oddania. Stąd wszyscy patrzą na ceny i pilnują kiedy będzie ich na daną rzecz stać albo ile zostało towaru w sklepie i czy warto jeszcze zaczekać na obniżkę czy kupować na gwałt. Jak ktoś zostanie złapany na oszukiwaniu może od razu zamykać interes.

        0
        • KonradK pisze:

          Możliwe. Ale:

          Raz.
          Sprzedawanie od początku poniżej ceny nominalnej nie jest oszustwem, jak długo sprzedawca nie nazywa tego przeceną. Nominalną ustala wydawca, nie sprzedawca.
          Mogą działać w porozumieniu, ale kto nie może?
          Zwłaszcza, że to nie są naturalni konkurenci.

          Dwas.
          Sam podałeś (podałaś) przykład na to, jak klienci poradzili sobie z przemawianiem do ich skłonności do okazyjnych zakupów. Nie wyczytałem, żeby była to interwencja ustawodawcy.

          Trzys.
          (odnosi się też do Raz) Znajomy, pracujący w Obi wspominiał o krótkotrwałej obniżce cen na narzędzia firmy Makita. Ceny zostały przywrócone do oryginalnych podobno po protestach Makity, lub jej dystrybutora (firma, widać, nie chce być kojarzona z niską ceną).
          Istnieją więc mechanizmy uzgodnienia sztywnej ceny pomiędzy sprzedawcą a producentem, bez zmuszania reszty rynku do stosowania takich praktyk.
          Uczciwie muszę zauważyć, że obie firmy są międzynarodowe (dystrybutor w Polsce niekoniecznie), więc istnieją, ale niekoniecznie w polskim prawie.

          0
          • PuszkaPandora pisze:

            Witam, odebrałem twoją wypowiedź jako nieco krytyczną to sobie pozwolę trochę podyskutować.

            Co do punktu pierwszego:
            Jeżeli cena wydrukowana na okładce nie została nigdy użyta i od razu wstawiono do sklepu książkę taniej to powinna zostać zakryta i zastąpiona aktualną ceną zanim zobaczą to klienci. W przeciwnym razie ktoś wykorzystuje „efekt” promocji tylko w zawoalowanej formie. Oszustwo jest subtelniejsze ale jest. Choćby poprzez efekt promujący sklep.

            Dwa: Nigdzie nie pisałem, że zostało to uregulowane ustawowo, raczej na zasadzie kampanii społecznych i procesów sądowych wytoczonych przez organizacje konsumenckie. Na zachodzie mają ten komfort finansowy, który pozwala im bardziej skutecznie wywierać presję na firmy ponieważ mogą sobie pozwolić na kupowanie nieco droższych produktów lub usług od kogoś innego.
            W Polsce będzie to wyglądało bardziej dramatycznie – nie mam na naprawdę ważne i podstawowe produkty/potrzeby to spiracę albo zrezygnuję całkowicie.

            Punkt trzeci: Firma może wyznaczać cenę na poziomie jaki chce jeżeli będzie ten produkt w tej cenie sprzedawać i jeszcze znajdzie na to kupca. Naganne jest manipulowanie klientem, wywieranie na niego wpływu, stosowanie praktyk socjotechnicznych. Każdy z nas chciałby aby firmy walczyły o naszą kasę i uwagę jakością towarów i usług, uprzejmą i fachową obsługą, miłą atmosferą. A nie stosując mniej lub bardziej wyrafinowane formy oszustwa.

            Tak samo monopole są złe ponieważ ich skutkiem jest wyniszczenie konkurencji i wydrenowanie kasy klienta. Z punktu widzenia biznesowego monopolisty, może to wyglądać fajnie ale ogólne skutki dla społeczeństw i gospodarki są katastrofalne. Dlatego walka z monopolami powinna być regulowana ustawowo.
            W tym konkretnym przypadku jest to ewidentna próba zrobienia dobrze dużym dystrybutorom/sieciom.
            Proponowana ustawa nie zakłada żadnych gwarancji jednakowych rabatów dla wszystkich dystrybutorów czyli np.: Empik, mała osiedlowa księgarenka i sklep internetowy dostanie tę samą książkę za 15 zł (cena okładkowa 45zł). Obecnie jest tak że Empik dostaje większy rabat bo ma większą siłę dystrybucji, negocjacji albo nacisku (15 zł) a mała księgarnia płaci 35 zł. Po wprowadzeniu sztywnej ceny wysokość rabatów pozostanie taka sama tylko więksi zarobią jeszcze więcej a mali staną się jeszcze bardziej niekonkurencyjni.

            Nie proponuje się też regulacji promocji dodatkowych, które w innej formie (bez zmiany ceny nominalnej) będą mocną stroną dużych dystrybutorów: np druga książka z naszej oferty „nie usztywnionej” gratis, jakieś punty lojalnościowe, kup pan nowość patelnie dostaniesz gratis, darmowa pizza do każdego bestselleru itp.

            Nikt nie mówi głośno o oddolnych działaniach mogących poprawić stan małych księgarni i sklepików internetowych. Mogą się łączyć w sieci i jako jeden zamawiający zgarnąć taki sam rabat za większe zamówienie. Służyć sobie nawzajem jako punkty odbioru osobistego i wzajemne rozliczenia przeprowadzać jako niewidoczne i nie przeszkadzające klientom – user friendly. Razem tworzyć systemy lojalnościowe oraz budować wizerunek marki lub swojego punktu jako centrum kultury, rozrywki, itp.
            Dzieci z przedszkoli i szkół są prowadzone na wycieczki do bibliotek a do księgarni w obecnym ich stanie raczej nie. Wiele z nich to miejsca po prostu handlu i nie ma znaczenia czy asortymentem są barchanowe gacie czy proza Lema o mękach rodziców zmuszonych do kupowania horrendalnie drogich podręczników nie wspominając. To im nie pomaga a sztywna cena książki ich kompletnie zdewastuje.

            Zarobki autorów nie zależą od ceny okładkowej więc wszyscy ci autorzy podpisujący się pod tym projektem nie wiedzą co czynią. Autor dostaje ściśle określoną kwotę od sztuki i jest to zależne od jego siły negocjacji, poczytności i innych takich ale tylko i wyłącznie w stosunku do wydawnictwa. Nie dostaje procentowego udziału od ceny książki. Na tym polega ryzyko wydawnictwa jak przeszacuje wartość autora albo pierwszego nakładu to na tym traci. Autor dostaje swoją dolę (np 5zł x 20 000 sztuk), ewentualnie ma ustalone widełki w umowie jakby się lepiej sprzedawało 7zł x 25 000szt, 10 zł x 100 000szt.

            Co do wydawców, ze względu na czynnik ryzyka kilka nietrafionych pozycji albo za dużych nakładów może wykończyć świetną firmę. W tej sytuacji bardzo silna pozycja dystrybutorów, którzy nie partycypują w amortyzacji tych obciążeń albo wręcz wykorzystują swoją pozycję żeby zmaksymalizować swój zysk nie zostawiając wydawcy wystarczających środków. Doprowadza do upadku wydawców albo przejęcia ich przez dużego dystrybutora, który po raz kolejny chcąc zwiększać swój zysk z poddańczego wydawnictwa sprzedaje książki na wyłączność w swojej sieci. Ogranicza to dostęp małym podmiotom i oznacza wzrost siły oraz możliwości dalszych”podbojów” agresora.

            Nikt nie stara się promować self-publishingu i e-booków jako bezpieczniejszej formy debiutów wydawniczych. Gdzie nigdzie nie będzie zalegał niesprzedany nakład a przygotowane do druku składy komputerowe będą mogły czekać na wydruk w dowolnej jakości od wersji na papierze makulaturowym do kolekcjonerskiej w twardej oprawie. Tak samo wynagrodzenie autora mogłoby być stopniowane płynnie co dało by stosowny margines bezpieczeństwa wydawcy i szansę komuś nieznanemu.

            0
            • KonradK pisze:

              Mój poprzedni komentarz nie miał być krytyczny wobec Twojego. Szukałem jedynie jakiegoś odniesienia do proponowanej ustawy.

              Żeby nie pisać książki, skomentuję tylko pierwsze.
              Fakty są takie, że cenę nominalną, albo sugerowaną detaliczną ustala producent, nie sprzedawca. I jeśli ustawa wejdzie w życie a sprzedawca wprowadzi do asortymentu jakąś pozycję po okresie ochronnym, to sprawa będzie wyglądać tak samo (wcześniej będzie mógł sprzedawać co najwyżej drożej).
              Sprzedawca nie może odpowiadać za to, czego nie powiedział klientowi a ten to sobie uroił.

              0
    • mikeyoski pisze:

      Ustawa jest po to, żeby książkę sprzedawać po 45 zł albo i więcej

      0
  10. tzigi pisze:

    No to przestanę kupować nową beletrystykę (naukowe i tak tylko i wyłącznie piratuję). Po prostu premiery książek przesuną się u mnie o rok.

    A może wtedy warto będzie założyć „bibliotekę”, która będzie kupowała książki po cenie bibliotecznej i będzie miała stały „kiermasz książek” z pieczątką na specjalnej łatwo wyrywalnej stronie?

    0
  11. zipper pisze:

    Byłem ostatnio w małej księgarni. Zobaczyłem tam książkę, która ma ponad 3 lata.
    Zapytałem sprzedawcę, czy sprzedaje ją po cenie okładkowej.
    Odburknął mi, że „a po jakiej mam sprzedawać, ja też kupuje po okładkowych!” (sic!)

    Prychnąłem i wyszedłem.

    0
    • Rafał pisze:

      A to książka się jakoś przeterminowuje? Trzyletnia jest gorsza od rocznej, a lepsza od dziesięciolatki?

      0
      • Cyber Killer pisze:

        Pomijając kontekst tego commenta to poniekąd książki się przeterminowują. Zależnie od gatunku, najbardziej na to narażone są non fiction, w szczególności dokumentalne i techniczne, one tracą na wartości z upływem czasu, często bardzo szybko (np książki o programowaniu pod konkretną wersję danej biblioteki). Beletrystyka ma lżej, ale też nie do końca – np science fiction sprzed 50 lat to już mało fajnie się czyta, raczej jako ciekawostkę, bo pomysły tam zawarte na „przyszłość” kompletnie odbiegają od naszych realiów. Inne gatunki książek potrafią tracić ze względu na zmiany kulturowe np kiedyś niewolnictwo czarnoskórych amerykanów było czymś typowym dla ludzi tam żyjących i nie raziło w oczy traktowanie gorzej tych ludzi, a dzisiaj jest kompletnie inaczej i książki z tamtych czasów są widziane jako zawierające rasistowskie przekazy, inny przykład byłby odnośnie roli kobiet, co by miało wpływ na jakieś np romansidła, itd… Kolejną kwestią są zmiany w samym języku – stare książki potrafią by trudniejsze do czytania ze względu na archaiczne słownictwo. Chociaż to wszystko nie są sprawy, które się zmieniają po 1 czy 3 latach :-).

        0
      • asymon pisze:

        Zdaje się, że wydawca może sprzedawać książki do księgarń tylko przez czas, gdy ma prawa autorskie (było coś ostatnio a propos wydawnictwa Ars Machina). Gdy prawa mu się kończą, musi się pozbyć reszty za grosze, zwykle sprzedać do „taniej książki”. Więc tak, książka może się „przeterminować” ;-)

        Oczywiście właściciel księgarni już kupioną książkę trzymać dłużej, ile chce, póki mu jej myszy nie zjedzą.

        0
  12. Aimee pisze:

    Nie wierzę w spadek cen, jeżeli zostanie ogłoszona ochrona ceny okładkowej. Po prostu nie wierzę, nie w tym kraju. Wierzę natomiast w to, że ceny okładkowe pozostaną takie same jak są teraz [lub wzrosną]. Dziwnym trafem ceny w tym kraju potrafią skoczyć o niewiarygodny procent w górę, a w dół spadają dosłownie po kilka groszy.No i skoro część czytelników kupowała po takiej cenie, to pozostali też się przyzwyczają – tym bardziej jeśli nie będą mieli wyboru. Czysty zysk. Tak samo jak nie wierzę w to, że to w magiczny sposób ochroni małe księgarnie itd. W moim mieście odbiło się ostatnio echem zamknięcie dwóch, działających od wielu lat i niemal historycznych księgarni. Wszyscy załamywali ręce, jak tak można. Mnie to nie dziwiło, bo skoro regularnie od wielu lat tam wchodziłam i wychodziłam z niczym, bo na każde moje pytanie odpowiedź brzmiała ‚Nie ma/Nie będzie/Nie mogę zamówić.’ – to co tu się dziwić? Małe księgarnie w dzisiejszym świecie nie powinny konkurować tylko i wyłącznie cenę, ale także asortymentem, usługami i podejściem do klienta.

    0
    • Krzysztof pisze:

      Oczywiście że nie będzie spadku cen, bo np. koszty prowadzenia działalności, surowca nie stoją w miejscu. W zamyśle ma być łagodniejszy wzrost cen.
      Ktoś wierzy, że w najbliższym czasie VAT nie wzrośnie? ;)

      Ja już komentowałem sprawę, bo Robert regularnie wraca do niej, więc być może się powtórzę. Niektórzy za bardzo demonizują ten projekt. To tylko jedno z wielu działań, które miałby poprawić sytuacje na rynku książki. Jeśli innych nie będzie (nowoczesna sieć bibliotek, promocja czytelnictwa, „tytuły eksportowe”), to i na niewiele ta ustawa pomoże.

      Ktoś mi poda branże, gdzie nowości (nowe produkty) są natychmiast przeceniane?

      0
      • quiris pisze:

        Nowości nie są przeceniane. Ot po prostu cena startowa książek jest ustalana na poziomie, na którym miałaby być ustalona, tyle, że drukuje się na okładce już fikcyjną cenę. Szczerze mówiąc, mnie guzik obchodzi wydrukowana cena na okładce… Ba nawet będąc czytelnikiem ebooków ja tej „okładkowej” ceny nie widzę ;)

        0
        • Krzysztof pisze:

          Tutaj się różnimy, bo ja jako czytelnik nie chce brać udziału w tym co sobie zafundowała branża księgarsko-wydawnicza. Mnie jednak zależy, żeby było wydawane mniej a lepiej, niż dużo a rzekomo bardziej różnorodnie.

          Mnie ciężko przywołać jakiś przykład, gdzie nowość jest z góry przeceniana, „rabatowana”, czy jakby to nie nazwać.

          0
          • Olo pisze:

            Zapewniam Cię, że są takie branże… np. w informatyce sprzedaż macierzy dyskowych… upusty producenta są zawsze rzędu 70-90%… i jakoś z tego powodu świat się nie zawalił.

            0
            • Krzysztof pisze:

              I konsument, „zwykły Kowalski” kupuje macierze dyskowe? :) Tu akurat dostaniesz upust, ale musisz ich kupić odpowiednią ilość.

              0
              • Jasio pisze:

                A to ten „zwykły Kowalski” kupuje książki? Taki to raczej jest ekspertem od bibliotek (tradycjonalista) i różnych gryzoni (komputerowiec).

                0
            • Krzysiek pisze:

              No i daleko nie trzeba szukać. Zwykłemu śmiertelnikowi zdarza się budować dom/kupować mieszkanie – a to zawsze bądź czasem wiąże się z remontem. Pierwszy z brzegu przykład idź do jakiegoś przedstawiciela producenta okien i poproś o wycenę – od rabatów głowa Cię zaboli :) (cena bez rabatu zapewne da Ci do myślenia kto po tej cenie kupuje)

              0
      • RA pisze:

        Produkty które są szybko przeceniane: pewne układy elektroniczne (2-3 tygodnie od wprowadzenia na rynek), żywność łatwo psująca się w sklepach (od 6-48 godzin) i ciuchy (2-3 tygodnie). W Polsce tego nie widać, ale będąc w UK, Niemczech czy USA to było normalne. Owoce taniały nawet w Hiszpanii pod koniec dnia. U nas jest afera jak piekarz rozdaje chleb za darmo (opodatkować a produkt na śmietnik). Sklep spożywczy (market) robi tak, że data na produkcie za 3 dni się kończy (usuwamy starą nabijamy nową – niby prokuratura a tak robią), fabryki w Polsce w których pracowałem (soki w kartonach jadą do fabryki są ponownie zlewane do kadzi dodaje się trochę nowego koncentratu i ponownie podaje sterylizacji a potem pakuje, czekolada podobnie), o soli odpadowej dodawanej do jedzenia z procesów chemicznych nie mówiąc. Więc książka też może być droższa jak się ktoś postara.

        0
      • para pisze:

        gry komputerowe, porównaj sobie ceny w dniu premiery w sieciach typu MediaMarkt czy duże spożywki (gazetki), do tych sugerowanych przez dostawcę (przyszłotygodniowa premiera Sid Meier’s Beyond Earth 129 w sklepach przy SRP 169 PLN)

        0
  13. niepco pisze:

    Powiedzmy sobie szczerze: kogo dziś obchodzą małe księgarnie? Mała tzn. z małym wyborem.
    Wygodniej jest kliknąć i kupić w sieci, to oczywiste i żadna ustawa tego nie zmieni.

    0
    • R pisze:

      Małe księgarnie obchodzą rodziców na początku roku szkolnego. A potem to musi być połączenie sklepu papierniczego z księgarnią aby miała jakieś prawo bytu.

      0
    • zipper pisze:

      Czasami można tam znaleźć pojedyncze egzemplarze książek, których nakład jest wyprzedany.

      Czasem chodzę na łowy do małych księgarni w takim celu właśnie. Ale coraz rzadziej.

      A na Allegro nie kupuję.

      0
    • Karodziejka pisze:

      To nie zawsze jest prawdą – osobiście to w empiku czy matrasie mam problemy z kupowaniem niektórych tytułów od ręki, bez zamawienia, a w małych księgarniach to się udaje. Empik zresztą w ogóle nie kojarzy mi się już z książkami…

      Inna rzecz, że jednak najczęściej jeżeli już książkę kupuję to kupuję ją przez internet.

      0
  14. rudy102 pisze:

    Czerwony idiotyzm, który trzeba wyśmiewać a nie poważnie nad nim dyskutować, bo taka dyskusja daje temu poronionemu pomysłowi większą siłę przebicia..

    0
  15. quiris pisze:

    To może my, obywatele tego kraju, też musimy napisać do Prezydenta, do Premier, do Sejmu i Senatu, że dosyć mamy drenażu naszych kieszeni, czy to w postaci ciągle zwiększających się obciążeń podatkowych (zamrożone progi, kwota wolna), czy poprzez tworzenie monopolistycznych praktyk w postaci sztywnych cen na książki? Sądząc po wynikach ankiety takie są odczucia większości z nas…

    0
    • Krzysztof pisze:

      Już teraz masz monopol. Dwie, trzy duże sieci, kilka wiodących księgarni internetowych ze zbliżonymi rabatami (zależnymi od wielkości obrotu).

      Przełóżmy w końcu też trochę wektor dyskusji z ekonomii na aspekt merytoryczno-wydawniczy (jakości wydawanych książek i ebooków).

      0
      • quiris pisze:

        To jest raczej oligopol, ale mimo wszystko wolę taki stan, niżbym miał widzieć wszędzie po równo… Z równaniem oczywiście w górę zamiast w dół!

        0
      • zipper pisze:

        A jakby ceny były wszędzie równe, to czemu miałbym kupować gdzie indziej niż w empiku czy matrasie gdzie dostawa do salonu jest zawsze za darmo a często i gdzie indziej (np. do kiosku ruchu)?

        Następny krok to zakaz darmowej wysyłki?

        A potem nakaz kupowania książek w sklepie na rogu?

        0
  16. asymon pisze:

    Sprawdźcie sobie listę członków Polskiej Izby Książki. To nie są „małe, lokalne księgarenki” tylko wielkie sieci, które stać na finansowanie takiego lobbyingu.

    Stała cena wykosi księgarnie internetowe, które mie muszą płacić za wynajem coraz droższych lokali w centrach miast.

    0
    • zipper pisze:

      Dokładnie. To nie jest ustawa celująca w ratowanie małych księgarni, tylko na wywalenie internetowych z rynku.

      Przecież empik i matras przez większość roku sprzedają książki po cenach okładkowych.

      0
      • Krzysztof pisze:

        @zipper

        Kwestia obrotu, jakby Empik miał x razy większą sprzedaż niż wszystkie księgarnie internetowe razem wzięte, to też by miał „całoroczny rabat” :D

        Sam pamiętasz, że był taki czas – bodajże na moment przed podwyższeniem VAT na książki – że Matras sprzedawał wszystko z rabatem 25%.

        0
      • Olala pisze:

        Przez większość roku ceny okładkowe? No nie zgadzam się. Jestem osobą oszczędną, więc porównuję ceny i Empik praktycznie ciągle ma jakieś promocje, oczywiście nie na wszystkie tytuły jednocześnie zazwyczaj, ale często można znaleźć pozycje po cenie niższej niż okładkowa albo kupić 3 książki w cenie 2, co też jest opłacalne, szczególnie przy grubszych tomiskach czy nowościach ;)
        Dla mnie stałe ceny to zaprzeczenie wolnego rynku i kropka. Czemu do bibliotek nie ma kolejek, mimo że książki są za darmo? To na pewno czytelnictwu nie pomoże.

        0
    • Spriggana pisze:

      Dokładnie. Na dodatek ustawa zabrania tylko rabatów w cenach detalicznych, o ograniczaniu rabatów dla księgarni czy opłat za promocję (bez których książka w ogóle w Empiku nie będzie widoczna) jakoś niczego nie znalazłam.

      0
  17. Kris pisze:

    Jak tak dalej będą kombinować, to młodzi Polacy w ogóle przestaną kupować nie tylko książki, ale również e-booki. W zeszłym roku kupiłem komplet „Song of Ice and Fire” na Amazonie za 14$. Jak do tej pory nie znalazłem podobnej oferty na G.R.R. Martina u polskich dystrybutorów. Polska średnia cena za jeden tom wynosi w przeliczeniu prawie 10$. Biorąc pod uwagę coraz lepszą znajomość angielskiego wśród Polaków (http://wyborcza.pl/1,140601,16817645,Mlodzi_Polacy__Yes__they_can.html#TRwknd) należy się zastanowić kto będzie chciał przepłacać, aby sprostać oczekiwaniom finansowym sygnatariuszy ww listu.
    Dzisiejszy przykład z Johnem Tolandem też daje do myślenia. Kupiłem ebooka na Amazonie za 2,43$, ale nie ma takiej siły, która skłoniłaby mnie do kupna polskiego tłumaczenia za 65 zł na Woblinku (z kodem rabatowym).
    Skoro zachodni dystrybutorzy stosują promocje -89%, to sygnatariuszom listu, którzy chcą „powstrzymać spadek czytelnictwa” powinno zależeć poszerzaniu kręgu czytelników dzięki stosowaniu przystępnych cen. Co mi po książce choćby i najciekawszej, promowanej w TV, prasie, radiu i w Internecie, skoro nie będzie dla mnie dostępna, bo po prostu nie będzie mnie stać na nią? A po roku prawdopodobnie już zapomnę, że chciałem ją kiedyś przeczytać.
    Cytując klasyka: Sygnatariusze! Nie idźcie tą drogą!

    0
    • Krzysztof pisze:

      A za co mają młodzi Polacy kupować? Nawet jakby chcieli, to część z nich pracuje w centrum logistycznym Amazona, wiesz jakie tam są zarobki? To wspaniale, że ONI kombinują, a ty jesteś zaradny i kupujesz w Amazonie. Nie piszę tego złośliwie, tylko trochę z sarkazmem. Szanuję firmę Amazon, ale popatrzmy na nią z właściwej perspektywy.

      0
      • R pisze:

        O ile mam dobre informacje płacą 13 zł/h (co daje 1800 netto) przy średniej w regionie wynoszącej 10 zł/h. Przez co jest obecnie zapotrzebowanie na niewykwalifikowanych pracowników bo Amazon ma najlepszą ofertę w swoich obozach pracy.
        Amazon do tego dorzuca darmowy dojazd, obiad za 1 zł i ubezpieczenie, a i umowę o pracę.
        Do tego mają plany zatrudnić docelowo 3000 ludzi o niskich klasyfikacjach.
        Moim zdaniem jest to świetna oferta dla osób bez wykształcenia :D, szczególnie porównując do innych polskich firm.
        Nie piszę tego złośliwie, tylko trochę z sarkazmem.

        0
        • Krzysztof pisze:

          I uważasz, że 3-zmianowana praca w aglomeracji wrocławskiej lub poznańskiej za taką kwotę jest świetną ofertą? Informacje masz dobre (choć ta średnia w regionie nie jest już nieprawidłowa), bo przy braku chętnych podnieśli te stawki (!). Ja nie mówię tego, że lepiej żeby ich nie było, tylko mnie mierzi sytuacja wywyższania Amazona względem reszty na rynku („bo jak nasi wydawcy są źli to sobie w Amazonie będę kupować”). Skoro jest tak świetna praca dla tych niewykształconych, dlaczego w fabryce LG, która leży niedaleko centrum Amazona brakuje chętnych (był czas, że sprowadzali Koreańczyków do pracy)?

          0
          • Krzysiek pisze:

            „Informacje masz dobre (choć ta średnia w regionie nie jest już nieprawidłowa), bo przy braku chętnych podnieśli te stawki (!).”
            O i to jest przykład dlaczego lobbowana ustawa nie ma sensu i to jest kierunek działań dla uzdrowienia rynku. Jeśli mała sprzedaż obniżamy cenę, jeśli dalej to nie spowoduje wzrostu tzn., że mieliśmy poprzednio dobrą cenę – wolny rynek. Kto sobie nie radzi niech ginie.
            A wracając do Amazona – na czymś muszą oszczędzić.
            Czy kupując produkt „Made in China” myślisz o biednych Chińczykach? Czy szukasz Polskiego odpowiednika?

            0
            • bolek pisze:

              Przykład ubrań pokazuje, że szyte w Polsce i Chinach mogą kosztować tyle samo. Dlatego czasem warto poszukać polskiego odpowiednika.

              0
        • Doman pisze:

          Przypuszczam, że Empik na kasie płaci mniej,

          0
          • YuukiSaya pisze:

            Nie musisz przypuszczać, płaci mniej. I zazwyczaj (około 90% załogi) zatrudnia na 3/4 etatu. Na studiach może to i niezła fucha, ale na utrzymanie się to już zapomnij.

            0
            • Doman pisze:

              Z drugiej strony Empik zatrudnia ponad 6000 pracowników (wygrzebałem dane z 2012), a Amazonowi do obsługi centrum na sporą część Europy wystarczy 3000 i to jest główny problem ze sprzedażą wysyłkową.

              0
    • RobertP pisze:

      Popieram, jak wprowadzą ten przepis to podciągam angielski i zarobi Amazon.
      Teraz w ang. czytam książki niedostępne po polsku (czytam dużo wolniej i wymaga to większej koncentracji, nie dam rady np. na przystanku), ale jak mnie wydawcy zmuszą to po jakimś czasie będę czytał płynnie.

      0
    • Teresa pisze:

      36,90 zł kosztuje obecnie książka Tolanda „Hitler.Reportaż biograficzny”. Skusiłam się za tę cenę, bo książka zacna. Za 65 zł (po użyciu kodu woblinkowego) też nie kupiłabym, bo to dla mnie cena za wysoka. Woblink stosuje obecnie zasadę blokowania możliwości użycia kodów przy niektórych książkach, bo „promocje” polegają na obniżeniu ceny o 90 gr. Przykład: http://woblink.com/e-book,katalog-piata-fala-bezkresne-morze-rick-yancey,15590 cena regularna 27,90 zł, cena w „promocji” 27,00 zł. To bardzo zniechęca do przeszukiwania książek w promocji w tej księgarni, gdy ogłasza, że obniża ceny na weekend np. do 45%, bo tylko traci się czas, gdy w takiej promocji jest np. 300 – 500 książek. „Piąta fala. Bezkresne morze” w cenie 27,00 zł jest objęta właśnie TĄ promocją: promocja:”Hity na weekend” – 300 książek. Kody stają się nieprzydatne, bo tak naprawdę nie można z nich skorzystać, gdy posiada się lub przeczytało wcześniejsze, interesujące mnie pozycje.

      0
  18. Ar't pisze:

    Robert. Nie wiem czemu zakładasz w punkcie 2 jakiś rabat? Przecież u nas nowostanowione prawo, prawie zawsze stosuje technikę wylania dziecka z kąpielą. Czyli cena „okładkowa” pewnie była by taka sama dla e-booków.

    Przy opcji nr 2 będzie jeszcze gorzej, bo e-książki nie da się wybrakować, więc wszelkie promocje „powystawowe”, które pojawią się w księgarniach zwykłych, nie będą miały prawa bytu w e-księgarniach. No cóż ci niecierpliwi którym się nie będzie chciało czekać aż ceny spadną, dużo szybciej poszukają alternatyw. Trudno.

    0
    • Krzysiek pisze:

      „bo e-książki nie da się wybrakować”
      Jak to się nie da? zmienisz nazwę pliku na losowy i już jest wybrakowane – że o kasowaniu np pustych stron nie wspomnę (a tak na serio serio – można usuwać czcionkę wydawcy z książki bo ona taka super i lepiej się czyta a bez niej to kiepska czytnikowa :) )

      0
  19. simile pisze:

    Rozumiem dlaczego niektórzy autorzy podpisują się pod tym listem. Rozumiem, że to jakoś może pomóc niewielkim księgarniom itd. Ale kompletnie nie rozumiem jak to ma pomóc czytelnictwu i spadkowi sprzedaży. Ludzie zaczną czytać i kupować książki w małych księgarniach, bo cena jest jednolita? Tzn. może coś źle zrozumiałem, bo chodzi mi o to, że ja czytelnictwo utożsamiam z tym, że ktoś chce czytać, a nie że kogoś stać/ktoś chce kupić książkę. Dlatego, dla mnie, te nawoływania autorów i gadanie o tym jak to „wszystkie strony” wyjdą na tym dobrze, jest jakimś chamskim i mimowolnym przeciąganiem nas (czytelników) na stronę postulujących. Już nie wspominając o tym, że po prostu taka zagrywka się kupy nie trzyma…

    0
  20. Karodziejka pisze:

    Ceny książek czytelnictwa raczej nie zabiją, jedynie przeniosą je do podziemia i czytania zachomikowanych wcześniej zapasów zamiast nowości.

    Większym zagrożeniem dla czytelnictwa są inne sprawy – internet, zmiany w funkcjonowaniu mózgu (multitask zamiast skupienia się na jednej czynności), edukacja itd.

    Można sobie mocno spekulować, jak to się wszystko potoczy, ale jakoś nie sądzę, żeby ta ustawa miała wpłynąć na faktyczne czytelnictwo, a jedynie na branżę wydawniczo-księgarską.

    0
  21. wujo444 pisze:

    Bzdura bzdura bzdura.

    To najbardziej konstruktywna opinia na jaką mnie stać po usunięciu słów nieparlamentarnych.

    0
  22. Mal pisze:

    Kolejny pomysł obnażający brak zrozumienia dla świata, który nigdy już nie będzie taki jak kiedyś. Kiedyś ryzyko ponosił wydawca: muzyki, filmu, książki itp. i to jego chroniło prawo, autor dostawał niewspółmiernie mniej. Dziś każdy utwór może mieć tysiące odbiorców bez udziału wydawcy, a jedynym beneficjentem może być autor. Lecz prawo uparcie ma chronić nadal pośrednika, którego postęp przesuwa z głównego nurtu w niszę. Płacz o niechybnej śmierci książek jest żałosny. Książki będą tak długo, jak długo ktoś będzie chciał je czytać, tylko tyle i aż tyle, wg mnie do końca świata i jeszcze dłużej.

    0
    • Usher pisze:

      Masz rację, że prawo nie powinno nadmiernie chronić pośredników, ale błędnie ich identyfikujesz.
      Wydawca czy producent ściśle rzecz biorąc nie są pośrednikami i nie znikną, bo nie każdy może, nie każdy chce i nie wszystko da się zrobić własnoręcznie i samodzielnie sprzedać bądź dostarczyć bezpośrednio do sprzedawcy. Sprzedawca też nie zawsze może i chce pełnić rolę wydawcy czy producenta.
      Pośrednicy to dystrybutorzy, hurtownie i robiące hurtowe zakupy sieci sklepów (księgarń), organizacje zarządzające prawami autorskimi, agenci twórców, itd. Niestety, w wielu przypadkach pośrednicy i producenci mają wspólny interes (np. utrzymanie wyłączności na wszystkie pola eksploatacji dzieła i maksymalizację wpływów z majątkowych praw autorskich), a nawet tego samego właściciela (multimedialne koncerny).
      Jak widać, problemem nie jest tylko organizacja handlu, ale też prawo autorskie.

      0
  23. Radosław pisze:

    Ciężko mi się wypowiedzieć w kwestii czy taka ustawa powinna wejść w życie czy nie. Wiem jedno, że ceny książek są niejednokrotnie zbyt wygórowane. Rozumiem, że zarobić musi każdy (to oczywiste), ale książka powinna być traktowana jako dobro, na które pozwolić sobie powinien każdy obywatel. Obecne ceny niejednokrotnie zmuszają mnie do wyczekiwania promocji albo zaniechania zakupu. A czytać lubię i chciałbym mieć możliwość robić to częściej.

    0
  24. Mar pisze:

    IMHO to właśnie Internet może uratować małe sklepy, przynajmniej niektóre. Dzisiaj często mając kupić książkę wchodzę na porównywarkę cen czy inny portal aukcyjny (gdzie większość ofert to rzeczy nowe sprzedawane przez sklepy po ustalonej cenie) i patrzę ile coś kosztuje, potem strona empiku i okazuje się często, że w wielkim Empiku jest drożej albo towar jest niedostępny. I tak oto kupuję w małej księgarni (może nie takiej małej ale jednak nie w wielkiej sieciówce). Gdy ceny będą takie same wszędzie to przy okazji zakupów w markecie wejdę do Empiku i sobie kupię (o ile oczywiście tytuł będzie dostępny). Przecież w innej księgarni musiałbym zapłacić za przesyłkę albo specjalnie do niej jechać (dodatkowo np. kłopoty z parkowaniem jeżeli chodzi o księgarnie w centrum miasta a w mojej bliskiej okolicy księgarni nie ma).

    0
  25. Miro pisze:

    Napiszę szczerze, że mam mieszane uczucia co do tego projektu. Jeszcze parę miesięcy temu byłem zajadłym przeciwnikiem, ale po przyjrzeniu się problemowi to już tak czarno-biało nie wygląda.
    A poza tym chyba się ze mną zgodzicie, że rynek książki w tym kraju to trup. A skoro to trup to nie da się go dorżnąć, obojętnie jaką ustawą. Gorzej już być nie może… . A nóż, widelec… ;-)

    0
    • kanis pisze:

      Jak mawiał mój dziadek – nigdy nie jest tak źle aby nie mogło być gorzej.
      Ta ustawa to kpiny. Teraz nową książkę można kupić raz taniej raz drożej, w zależności od księgarni. Gdyby ta ustawa weszła w życie to książka z ceną 45 zł kosztowałaby wszędzie tyle samo.
      A ebooki? Skoro cena byłaby stała to sądzę, że rynek ebooków również byłby nią objęty (nie wyobrażam sobie dlaczego mieliby inaczej potraktować książki elektroniczne). A więc żegnajcie promocje, zniżki i kody rabatowe.
      I co? Rynek ebooków na pewno skurczyłby się. Teraz w ramach konkurencji obniża się cenę książki, a skoro ceny nie można by obniżyć, to i konkurencji by nie było. Co za tym idzie wiele mniejszych księgarń (sprzedających ebooki również) upadłoby.
      Dla mnie ta ustawa jest totalnie bez sensu.

      0
  26. Jak dla mnie to się na tym przejadą AUTORZY.

    Książkę trzeba jakoś wypromować co darmowe nie jest, ludzie się nakręcają przez określony czas, jak jest efekt promocji / dobrej ceny etc. to więcej ludzi nakręconych przy premierze ją kupi. Po roku nikt maszyny marketingowej nie będzie ponownie rozkręcał, a efekt świeżości zginie. Obecne cięcia cenowe to w większości jednak zjazdy z marży sklepów + dobre ceny uzyskane na wydawcy z tytułu dużych zamówień. To drugie będzie tak czy tak, bo zawsze się takie negocjacje przeprowadzać będzie i Empik po prostu więcej z końcowej ceny urwie dla siebie niż mała księgarnia. Zresztą to zrozumiałe, obsługa dużego zamówienia to mniejszy wydatek na jedną książkę niż obsługa maluczkich. IMHO stała cena na okładce poskutkuje mniejszymi nakładami, co się odbije najbardziej na autorach właśnie.

    Osobiście mi to lata i powiewa, bo książek na premierę nie kupuję i się nie nakręcam tym kompletnie. Nigdy nie miałem szczególnego parcia na zdobywanie czegoś co wyszło dopiero co, mam za dużo zaległości i za mało czasu. Ale w grach video często się łapałem na „hype” około-premierowy i po prostu inaczej się wtedy tytuł odbierało, było z kim o nim pogadać, uczestniczyło się w swoistym małym „święcie”, za rok już dany tytuł praktycznie nikogo nie obchodził. Często jak zostawiałem coś „na kiedyś”, bo szkoda było kasy na premierę, to po prostu w to już nie zagrałem. Co za tym idzie rozumiem o co chodzi tym którzy się nakręcają i czytają nowości.

    Zresztą komentując to o tej porze, też już się na hype nie złapię, bo mało kto jeszcze tu wejdzie przejrzeć komentarze, to jest właśnie efekt nowości. Wpis żyje sobie max te 24h, a mocniej przez kilka pierwszych godzin, potem praktycznie umiera. Nie dotyczy wpisów czysto poradnikowych, bo one sobie potem jeszcze nieźle żyją, ale dyskusje w komentarzach i tak się już praktycznie nie wyklują.

    0
  27. bolek pisze:

    Ceny papieru w górę, ceny e-booków w górę, poziom piractwa w górę, poziom czytelnictwa w dół.

    Teraz strony takie jak Świat Czytników powinny rozpocząć akcję „Tych pisarzy nie czytamy” i rozpowszechniać listę osób, które ten idiotyzm popierają.

    0
  28. Cyber Killer pisze:

    Chciałem tu napisać komentarz, ale to co miałem do powiedzenia podsumowali już wcześniejszy komentujący. Ogółem wszystko to skok na kasę i wszyscy na tym wyjdziemy źle, my tzn czytelnicy, autorzy i detaliści. Zyskają wydawcy (chociaż pewnie będzie to złudny zysk).

    W zasadzie powinno mi to być obojętne, bo po angielsku czytam prawie lepiej niż po polsku i kupuję książki z zagranicznych sklepów (Smashwords roxuje), ale smutno będzie jak czytelnictwo na około mnie jeszcze bardziej upadnie.

    0
  29. PM pisze:

    Skoro chodzi o dobro czytelnictwa, wzrost liczby kupujących i czytających, to może wprowadzić odgórną jednolitą cenę na wszystkie książki.
    Uwzględnić trzeba płacę minimalną, średnią, do tego siłę nabywczą tego co zostaje po opłaceniu kosztów życia. Można to porównać z krajami Europy Zachodniej, na którą to się tak chętnie niektórzy powołują i dostosować procentowo do naszych realiów.
    Po ile wtedy musiałaby być książka w cenie okladkowej ? Po 5zl, moze po 10…
    Dlaczego nikt nie zaproponował takiej ustawy? Może powinni to zrobić czytelnicy? Zaczynamy zbierać podpisy, zdaje się, że wystarczy nam 100tys?

    0
    • Krzysiek Palka pisze:

      Wow, to jest tak śmieszne i głupie, że aż odpowiada poziomowi argumentów w liście przytoczonym w artykule. :)

      0
    • Dumeras pisze:

      „Pomysłodawcy” bardzo często powołują się na Francję. Pomijam fakt, że ustawa przeszła dopiero za rządów Francuskiej Partii Socjalistycznej, gdy rządzili z Francuską Partią Komunistyczną.
      Nie znam dokładnie rynku francuskiego, ale po szybkim sprawdzeniu u wujka google, płaca minimalna we Francji ok. 1350 euro a w Polsce po przeliczeniu ok. 350 euro. Polska cena nowości książkowej, jakieś trzydzieści parę złotych, francuskiej 1/4 tego, poniżej 10 euro.
      Nie będę płakać, jeśli po wprowadzeniu sztucznej i stałem przez rok cenie minimalnej będzie ona wynosiła ok 1/10 płacy minimalnej w Polsce.
      Jeśli tak chętnie powołują się na Francję, niech zachowają proporcję również w wysokości tej ceny okładkowej.
      Nie da rady tak tanio książek w Polsce wydawać? Ale przecież nowa ustawa ma obniżyć cenę książki, ma wyeliminować ceny „z kapelusza”, które są po to, żeby je przekreślać i dawać niższe.
      Jak dla mnie prawdziwy cel tej ustawy nie jest podawany do wiadomości publicznej, bo żaden z argumentów „pomysłodawców” do mnie nie przemawia. Obiecanki cacanki jak na razie tylko są.

      0
  30. Eczytacz pisze:

    W postawie środowisk wydawniczo-księgarskich widać pewne rozdwojenie. Z jednej strony gwałtowny sprzeciw wobec projektu „darowego podręcznika”, jako skandalicznej ingerencji w rynek, z drugiej skamlanie wprowadzenie stałej ceny na nowości z przywoływaniem tak wyświechtanych argumentów, że książka to dobro kultury, nie towar itp.

    Niezależnie od tego po namyśle uważam, że propozycja 12-miesięcznego obowiązywania ceny okładkowej jest umiarkowanym rozwiązaniem. Obecna sytuacja prowadzi do premiowania dużych sieci dystrybucji, które monopolizują rynek i dzięki swojej pozycji są w stanie wymusić na wydawcach duże rabaty.

    Uważam, że z przepisów ustawy powinien być zwolniony rynek ebooków. Skoro fiskalnie nie jest traktowany na równi z książką, to również nie ma uzasadnienia wprowadzania tu stałej ceny okładkowej.

    0
    • Cyber Killer pisze:

      Bo wydawnictwa podręcznikowe to osobny byt, kompletnie odcięty od świata beletrystyki. Z resztą, jak by nie było to jednym i drugim chodzi o to samo – więcej kasy.

      0
    • Dumeras pisze:

      Tylko kłopocik jest taki, że mowa o sztywnej cenie książki dla Kowalskiego, nie dla dystrybutora. A wszystkie patologie wynikają z tego, że duzi gracze dyktują warunki i mają taką kontrolę na rynku, że nikt inny nie podskoczy.
      Ale graczom w stylu empik mogą podskoczyć małe księgarnie internetowe, które nie mają takich dużych kosztów własnych i to chyba w sprzedaż internetową jest wymierzona ta ustawa.
      Ustawa w żaden sposób nie wyeliminuje z rynku zagrań w stylu: „empik do wydawcy, chcesz u nasz sprzedawać książkę? ma kosztować 40zł? ok, nam sprzedaj po 10” i „mała księgarnia do wydawcy, chcę sprzedać waszą książkę. ma kosztować 40zł? mam za nią zapłacić 35?” z kim wydawca się dogada? empik sprzeda 100tys. egzemplarzy, mała księgarnia 10.

      0
    • zipper pisze:

      „Niezależnie od tego po namyśle uważam, że propozycja 12-miesięcznego obowiązywania ceny okładkowej jest umiarkowanym rozwiązaniem. Obecna sytuacja prowadzi do premiowania dużych sieci dystrybucji, które monopolizują rynek i dzięki swojej pozycji są w stanie wymusić na wydawcach duże rabaty.”

      I twoim zdaniem w jaki sposób to się zmieni po wprowadzeniu tej ustawy?

      W żaden. Jedyna zmiana będzie taka, że Empik będzie więcej zarabiać. Bo rabat ten sam, ale cena na półce już sztywna.

      Nikt na tej ustawie poza Empikiem i Matrasem nie zyska.

      0
  31. R pisze:

    Chce się upewnić czy ja dobrze rozumiem.
    Ustawa chce wprowadzić sztywna cenę dla książek, tak? A więc usługa w postaci ebooka nie będzie objęta ustawą? A jeśli będzie to z 23% czy 5% podatkiem :D

    0
    • rudy102 pisze:

      Ale na razie nie ma żadnej ustawy, jest projekt, do którego można dopisać co się tylko chce przed głosowaniem. Nie ma żadnego problemu z dopisaniem tam tej usługi czy nawet zdefiniowaniem książki na potrzeby tej ustawy tak, żeby definicja obejmowała też ebooki. :P
      Do projektu właśnie zajrzałem i to jest totalna żenada już od pierwszego artykułu, który zamiast norm prawnych zawiera propagandowy bełkot wydawców. :D

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Pisałem o tym w maju – http://swiatczytnikow.pl/ustawa-o-stalej-cenie-na-ksiazki-za-kilka-lat-obejmie-takze-e-booki/ – na razie ustawa mialaby dotyczyc tylko papieru, ale przedstawiciele PIK nie ukrywaja, ze obejmie pozniej rowniez ebooki.

      W założeniach do ustawy wspomniane jest, ze rynek ebookow jako dopiero rosnący jest wyłączony, no ale zaraz ktoś może powiedzieć, że dostatecznie urósł :)

      0
  32. Ropuch pisze:

    Skończy się na tym że księgarnie będą wyrywać po jednej pustej kartce (wakat, kontrtytuł) i sprzedawać tak jak dotychczas w obniżonej cenie jako produkt uszkodzony.

    0
  33. Pan Goladkin pisze:

    Nie wchodzac w dywagacje – jesli ceny ebookow bede wahaly sie w okolicy ok. 30 zl to zaczne sciagac nielegalne wersje.

    Jesli wydawcy – proszac rzewnymi łzami pania premier – chca nachapac sie to ja im tego nie umozliwie moim kosztem.

    Zrobie tak: do kazdego autora, ktorego ksiazke sciagne napisze maila – ile dostaje za 1 sprzedany egzemplarz, pomnoze x2-4 i jesli bedzie chcial przeleje na jego konto. Okradac panom wydawcom sie nie dam – chociaz nie wykluczam ze moze ceny jednak nie bede z kosmosu. Zakladam w tej chwili najgorszy mozliwy scenariusz.

    0
    • Dawid pisze:

      Z tym piraceniem to zauważyłem pewną zależność. Kupując czytnik myślałem, że wiele książek zdobędę w Internecie za darmo. I tak się dzieje dzięki ulubionemu gryzoniowi. Z drugiej strony kupuje też zdecydowanie więcej książek.

      0
      • Krzysiek pisze:

        Widzisz tylko wydawca, autor (inni ynteligent popierający ustawę) nie rozumie tego mechanizmu.

        0
      • Jakub pisze:

        Zauważyłem u siebie dokładnie tę samą zależność: trochę ściągam z gryzonia, ale in summa kupuję więcej pozycji, w porównaniu do czasów pre-czytnikowych.

        0
      • Mortuum Defecatum pisze:

        Ja to już w ogóle jestem zaskoczony skalą moich zakupów, w trakcie 3 miesięcy zakupiłem w promocjach i na Book Rage przeszło 50 pozycji, średnio daje to 10 zł za ebooka czyli 500 zł, książek papierowych nie kupuję w roku więcej niż 10, średnio 30 zł czyli 300 zł. To pytam się na czym więcej wydawcy zarobili???
        ps. wiem, że to więcej niż jestem w stanie przeczytać, ale kupuję książki niejako na zapas, bo są to pozycje, które przeczytać chcę a że są akurat w promocji…

        0
  34. Mimo pisze:

    Czy tylko mi się wydaje czy taka zmiana jedynie zadziała na korzyść wielkich sieci handlowych z książkami?

    Obowiązek sprzedawania książki po cenie okładkowej – super pomysł, taki empik będzie sprzedawał książkę po cenie z okładki ALE nadal będzie negocjował dla siebie cene zakupu (przecież nie będzie kupował po cenie sprzedaży bo to bez sensu) więc kupi po tej samej cenie co teraz i sprzeda bez promocji w cenie z okładki – czysty zysk. Jeśli wydawcy się nie spodoba cena oferowana przez dużą sieć – po prostu nie pojawi się na półkach tej sieci i sprzedaży nie ma, proste prawda? Tak przynajmniej ja to widzę…

    Poza tym w dzisiejszych czasach internetu zaraz najdzie się wydawca z innego kraju „okolicznego” który zwącha biznes i będzie wydawał książki w języku polskim w swoim kraju i wysyłka przez internet – jeśli ktoś to dobrze rozegra to on zarobi a nasi genialni pomysłodawcy znów stracą ;)

    Po co robić coś, skoro i tak POLAK potrafi i zawsze wyjście znajdzie ;)

    0
    • jestę wydawcą pisze:

      dokladnie tak. Narzekanie na wydawców jest wszędzie. Tylko jakos nikt nie zauwaza, ze wydawca jesli chce sie pojawic w sieciach ogolnopolskich jest narazony na zlodziejskie warunki – marza 50% i 120-180 dni platnosci

      0
  35. bosa pisze:

    Może napiszę jak to wygląda w Japonii. Ceny książek są stałe, nie tylko przez określony czas, ale cały czas. Sytem ten zaczął obowiązywać krótko po wojnie, ale zdaje się, że częściowo wprowadzili coś takiego już w roku 1919.
    Na ogół książki, te które mają większe szanse na sporą sprzedaż wychodzą w wersji porządniejszej (większy format, twarda okładka), a po kilku latach od premiery wychodzi tańsze wydanie kieszonkowe.
    Stała jest nie tylko cena detaliczna, ale i hurtowa. I, uwaga punkt kluczowy, po jakimś czasie (nie wiem czy jest to z góry ustalane, czy zależy od wyników sprzedaży, raczej chyba to drugie) wydawnictwo ma obowiązek odkupić od księgarni niesprzedane egzemplarze po tej samej cenie po której jej sprzedał (księgarnia nie traci ani jena).
    Nie wiem, czy to dobry system. Na pewno plusem jest to, że nawet w bardzo małych miejscowościach są dobrze zaopatrzone księgarnie, na pewno można też wydawać publikacje w niewielkich nakładach i dzięki takiemu systemowi można to w miarę dobrze rozprowadzić po całym kraju.
    Ceny książek są bardzo zróżnicowane, bardzo realnie nastawione na podaż. Amazonowi udało się wyłamać i swoje wersje kindle sprzedaje po niższych cenach, ale papier grzecznie po cenach ustalonych. Inne księgarnie ebookowe, których jest zresztą bardzo niewiele sprzedają wersje elektroniczne w tej samej cenie co papierowe, w wersji tylko na „swój” czytnik, albo „swoją” aplikację. Książki, które da się czytać na Kindle sprzedaje, z tego co mi wiadomo, tylko Amazon.

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Tylko dowcip jest taki, że Japonia ma mocno rozwinięty drugi obieg (nie tylko książek, płyty, nietrafione prezenty czy nawet gadżety fanowskie), także można dostać dany tytuł taniej. Poza tym ceny książek są w lepszej proporcji do wypłaty – zakładając 200.000 jenów miesięcznie jako podstawowe wynagrodzenie, to beletrystyka waha się w okolicach 0.25-0.5% wypłaty, gdzie u nas zakładając 1500 zł na rękę jest to od 2% w górę. Droższe są podręczniki (wyłączając szkolne, które uczniom przysługują za darmo) i literatura fachowa, ale to żadna nowość. Także stała cena może być, bo jak zarabiam to i tak mnie stać na kolejny tom, który na 90% i tak odsprzedam do antykwariatu bo nie ma miejsca na składowanie w domu.

      0
      • asymon pisze:

        Offtopowo: czytałem ostatnio i przypomniały mi się perypetie Marcina Bruczkowskiego ;-)

        http://podroze.onet.pl/aktualnosci/nakagin-capsule-tower-w-tokio-moze-zostac-rozebrana/recd7

        0
      • bosa pisze:

        Drugi obieg jest bardzo rozwinięty, zgadza się. Ale kupowanie nowości w drugim obiegu to raczej niewielki odsetek. W znakomitej większošci dotyczy jednak starszych książek. Wystarczy odwiedzić jakieś targ używanych książek, na który przychodzi dużo przeciętnych czytaczy, albo jakikolwiek antykwariat żeby się o tym przekonać. Co do cen, to też myślę że książki w Japonii są relatywnie tańsze, ale tu też zależy jakie. I mimo wszystko, przeciętna nowość to jednak wydatek 0,75-1% pensji, nowości z beletrystyki rzadko schodzą poniżej 1500 jenów, chyba że są to od razu wydania kieszonkowe. Specjalistyczne książki mogą osiągać cenę 1000 $ i więcej. Jest to spory wydatek, nawet dla Japończyka. A raczej wydatek, na który Japończyk ze średnią krajową sobie nie pozwoli. Po prostu ceny są bardziej zróżnicowane niż w Polsce, w stopniu niewyobrażalnym w Polsce powiedziałabym, zapewne w ten sposób wydawnictwa odbijają sobie straty na tańszych książkach albo przygotowywanie niskich nakładów. Nie twierdzę, że japoński system jest lepszy, ale pomysł z odkupowaniem od księgarni niesprzedanych egzemplarzy jest jakąś alternatywą. Nawet jeśli wziąć pod uwagę, że rynek japoński jest większy od polskiego, to i tak wydaje mi się że bardzo rzadko słyszy się w Japonii głosy o zaniku czytelnictwa i problemach wydawnictw, więc chyba to jakoś działa. Może działa tylko w Japonii. Na pewno taki system łatwiej jest utrzymać dzięki stosunkowo bogatym uniwersytetom, które często zakupują te najdroższe pozycje, jeśli wydawnictwa miałyby liczyć tylko na osoby prywatne, to pewnie by się to jednak nie sprzedało.

        0
  36. jestę wydawcą pisze:

    Jestę wydawcą ;)
    i zgadzam się w 100 z tym
    http://booklips.pl/newsy/prezes-wydawnictwa-albatros-ustawa-o-stalej-cenie-ksiazki-jest-nam-potrzebna-tak-jak-lodowki-na-antarktydzie/

    Odkąd się dowiedziałem, że Polska Izba Książki to:
    Azymut
    Empik
    (brak jeszcze olesiejuka)
    To juz wiem, kto bedzie największym beneficjentem.
    Jeśli hurtownie oczekują min 50% rabatu od ceny okladkowej.
    To po takiej ustawie nie zmieni się nic dla wydawców, ale hurtownicy zarobią już nie kilka procent tylko dokładnie tę wielkosc marży.

    0
  37. kunaka pisze:

    W kontekście zdania: „Proponowane rozwiązania stanowią próbę pogodzenia różnych interesów wszystkich stron zaangażowanych w proces powstawania, produkcji i dystrybucji książek na polskim rynku.” cała dyskusja jawi mi się jak zadumanie krów nad najnowszym projektem automatyzacji dojenia… Zresztą może i projekt świetny, a perspektywy zarobku doskonałe, tylko jakby udoić więcej się być może nie da.

    0
  38. temp pisze:

    Patrzę na pierwsze nazwiska podpisanych. Osoby które szanuję, w moich oczach ratuje tylko przypuszczenie, że podpisali się pod tytułem listu, a nie pod tym, czego dotyczą powyższe komentarze.

    0
  39. duri pisze:

    Promocje takie złe, a ja powiem tylko tyle, że w cenie 9,90 kupiłem bardzo dużo e-książek na które normalnie raczej nie zwróciłbym uwagi. Mam jeszcze sporo papieru w poczekalni, więc na brak lektur nie narzekam. Zostają jeszcze znajomi i ich biblioteczki. A owe promocyjne e-booki „kurzą się” teraz na czytniku. 9,90 to pewnie niewielki zarobek, ale chyba lepszy od zera?

    Wraz z rosnącą popularnością czytników, sztywna cena i brak promocji, spowoduje moim zdaniem jedną rzecz – wzrost piractwa.

    0
  40. Quetz pisze:

    Prosty przykład mała miejscowość, jak moja, księgarni brak. Teraz przy cenie okładkowej książki 40zł kupuję wysyłkowo książkę za 25-30zł plus wysyłka (pewnie 10zł), teraz będzie wybór: kupno za cenę okładkową w księgarni stacjonarnej (wyjazd do większego miasta), albo zakup za cenę okładkową plus wysyłka (pewnie 10zł) w księgarni internetowej. Sztuczną machinacją i lobbingiem zabije się konkurencyjność księgarni internetowych/wysyłkowych. A ja będę sobie kupował książki nie wiem gdzie wtedy.
    Jednym słowem gońcie się tacy promotorzy kultury od siedmiu boleści.

    0
    • asymon pisze:

      Nie rozumiesz. Według pomysłodawców ustawa sprawi, że będziesz miał dwie księgarnie w swojej miejscowości z pięknymi, młodymi dziewczynami za ladą. Dodajmy zatrudnionymi na etacie, z pełnym pakietem socjalnym (fitness, basen itp.), dzięki czemu będą jeszcze piękniejsze.

      No i co, nie chcesz takiej ustawy? Nie chcesz?

      0
  41. kjbr pisze:

    proponuję ustanowić stałą cenę chleba, najlepiej na poziomie 5 zł…

    0
  42. Mar pisze:

    A gdyby takie prawo obowiązywało to co ze sprzedażą zagraniczną? Np. Amazon w Europie sprzedaje z Luksemburga a jedynie strony sklepów są w domenach narodowych i oczywiście magazyny w krajach innych, ale ja zawsze dostawałem faktury z Luksemburga. Czy taką ustawą można wpłynąć by zagraniczna firma prowadząca działalność za granicą nie sprzedawała plików (czyli ebooków) dla osób przebywających na terytorium Polski? Mi się nie wydaje. Amazon to oczywiście gigant i pewnie z powodu takiej ustawy nie dodadzą specjalnie obsługi języka polskiego. Ale polskie firmy to kto wie… Np. polska firma ma portal gog.com, który sprzedaje z Cypru dzięki czemu płaci mniejsze podatki i ma mniejsze koszty. Czy to samo się stanie z księgarniami?

    0
  43. Marta pisze:

    A ja poszukałam odpowiedzi na pytania:
    Jak taka zmiana naprawdę wpłynie na sprzedaż i czytelnictwo?
    Jak wielkie sieci będą mogły omijać problem, korzystając z sytuacji?
    Czy autorzy skorzystają?
    Czy propozycja wydawców pomoże przetrwać małym księgarniom?
    A najciekawsze, że znalazłam dodatkowe rozwiązanie. Wygląda, że wystarczyłaby „drobna” zmiana, żeby i księgarnie miały szansę przetrwać i sprzedaż by się poprawiła.
    http://kor.blox.pl/2014/10/Czemu-zadania-wydawcow-nie-maja-sensu.html

    0
  44. Krzysiek pisze:

    Jeśli w projekcie ustawy ktoś od razu umieszcza różne furtki i boczne ścieżki, to w trakcie prac legislacyjnych pojawią się następne, a zatem w ten sposób jedni będą uprzywilejowani, drudzy oszukani, a trzeci zaczną kombinować, w którą furtkę się zmieścić. To nie ma nic wspólnego z państwem prawa, więc taki projekt na dzień dobry powinien wylądować w koszu.

    0
  45. Hoko pisze:

    Tu ciekawa analiza przyczyn „wojen rabatowych”. Ustawa zablokuje może same wojny, ale przyczyn nie zlikwiduje, więc problemy znajdą pewnie ujście gdzie indziej.

    http://wirtualnywydawca.pl/2014/10/wojny-rabatowe-czy-mozna-je-zakonczyc-v-forum-pik/

    0
    • asymon pisze:

      Dzięki, przynajmniej we własnym gronie piszą jasno, że cała ta ustawa to nic innego jak zmowa cenowa. I bardzo pouczająca lektura poza tym.

      0
  46. Adam pisze:

    ta ustawa z zasady powinna wylądować w koszu, jedynie do czego doprowadzi to do wzrostu cen, zmniejszenia czytelnictwa i zwiększenia piractwa (ściągnie, przeczyta a za rok może kupi ).

    Ale co by były gdyby :
    -nie było ceny w ogóle wydrukowanej na książce ( księgarnie walczyły by ceną )
    -zakaz zwrotów z księgarń do wydawcy lub zakaz upustu u wydawcy ( mały miałby większe szanse)

    0
  47. kuchciol pisze:

    Odgórne ustalanie cen już przerabialiśmy przez prawie pół wieku i nawet dziś widać jego skutki na każdym kroku – to po pierwsze.
    Po drugie – wg autorów listu pomoc potrzebna jest ‚polskiej książce.’ Czy na pewno jej? Czy raczej części jej sprzedawców, którzy nie dają sobie rady w ‚odnowionej, demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej?’

    0
  48. Oto co znajduje się w raporcie PIK-u na temat naszego rynku:

    „Natomiast sprzedaż w cenach bieżących wykazuje tendencję wzrostową; ta diagnoza jest słuszna do roku 2010, ponieważ tak jak od tego roku spadała produkcja, zaczęła spadać sprzedaż. Jest to tym bardziej niepokojące, że – jak widać na poniższym rysunku – od 2010 roku wzrosły ceny zbytu i ceny detaliczne. Może więc przynajmniej częściowo spadek sprzedaży wynika ze wzrostu cen detalicznych?”

    „Najpierw o braku wydawałoby się oczywistych korelacji. Jeżeli za główne zło na rynku wydawniczym odpowiada wprowadzenie 5 proc. stawki VAT – 30 proc. wskazań, to dlaczego tylko 1,75 proc. wskazań zaleca PIK walczyć z tą sytuacją. Podobnie jest z ustawą o książce, jeżeli tylko 2 proc. respondentów wskazuje jej brak jako przyczynę kryzysu, to dlaczego 21,05 proc. wskazuje jako główne zadanie dla PIK – nie szkoda wysiłku?”

    http://zolapikietuje.2jdreams.com — jeśli Wam zależy, zabierzcie głos, gdyż jutro PIK rozpoczyna lobbing w mediach!

    0
  49. Ogre2000 pisze:

    Polska książka nie potrzebuje ratunku.
    Ratunku szukają księgarnie. Jeżeli już, Polska książka potrzebuje czytelników. I to nie ceną można walczyć o czytelnika, a o wzbudzenie w nim chęci czytania. Tego, nie przełoży się na żadne pieniądze.

    0
  50. Konlin pisze:

    A propos słów Miłoszewskiego: „I faktycznie myślę, że ciężko będzie Państwu kupić książkę w tej cenie. W empikach kosztuje teraz 35 zł, co już brzmi bardzo przyzwoicie. ”

    Empik, Wrocław Rynek, „Gniew” wystawiony na całym stole przy samym wejściu, cena 44,99. Może w Warszawie są jakieś Empiki równoległe które sprzedają nowości z 20% rabatem, ja we Wrocławiu tego nie zauważyłem.

    0
  51. h. pisze:

    Mnie bardzo ciekawi, jak sobie chcą poradzić sami wydawcy w momencie, kiedy przez rok nie będą im się sprzedawały nowości…

    0
  52. dc pisze:

    Mieliśmy już płyty jako dodatki do wydawnictw papierowych, będziemy mieli teraz wariację na ten temat.

    0
  53. art off pisze:

    Ja na ten temat patrze racjonalnie. Jest jakaś grupa interesów, w tym wypadku reprezentująca wydawców, głównych dystrybutorów i księgarzy. Walczy o swój interes , czyli regulowaną cenę premier wydawniczych. Dlaczego ? Nie dlatego , że to obniży ceny detaliczne nowości książkowych ( wszelkie badania z krajów gdzie obowiązuje cena regulowana mówią co innego). Nie dlatego, że walczą o interes czytelnika. Walczą o przejęcie tej części rynku, która obecnie należy do sieci marketów spożywczych i sklepów internetowych. A jest to łącznie połowa rynku książki w Polsce. Żeby było śmieszniej członkowie tej grupy interesów mają sprzeczne interesy. Ale w końcu to ich prawo, tak jak oni o swoje interesy walczą w Polsce różne grupy o d rolników, po górników, lekarzy , czy inne korporacje zawodowe. Przecież to normalne w krajach nie tylko demokratycznych.
    Jak to się może skończyć „dobrze”, zwłaszcza dla wydawców pokazuje lobbing producentów cukru i buraków cukrowych, którzy wylobbowali cenę minimalną w okolicy 5zł/kg. Dzisiaj za 1 zeta cukier można kupić bez problemu.

    0
  54. mruk pisze:

    No dobrze, twierdzicie, że ustawa zła, bo może doprowadzić do wzrostu cen książek. Ale jakie macie pomysły, żeby księgarnie nie upadały w małych miejscowościach? A tak się dzieje, jest to fakt. I jest to smutne.
    Niestety księgarnie internetowe tego braku nie zastąpią. Sam głównie kupuję w internecie (w dużej części e-booki), ale przecież wielu ludzi myśli i działa inaczej: muszą mieć stacjonarny sklep, żeby jakiś produkt (tu: książkę) w ogóle zauważyć, a nastęnie być może kupić. Jeśli nie będzie księgarń w mniejszych miejsowościach, czytelnictwo będzie spadać. Jako społeczeństwo będziemy na coraz niższym poziomie kultury. A jakie macie pomysły na to, żeby księgarnie nie plajtowały? Tylko proszę nie używać ogólnikowego hasła o wolnym rynku – czegoś takiego zresztą nie ma w przyrodzie. Ale mniejsza o to. W tej ustawie grupa wydawców chce jednej ceny na książki. Czy chcą na tym zarobić? Zapewne? Wielcy gracze chcą to wykorzystać do wzmocnienia monopolu? Zapewne. Czy na pewno doprowadzi to podniesienia cen książek? Być może, ale niekoniecznie. Czy dzięki tej ustawie małe księgarnie się odrodzą? Kto wie, ale może być to pomocne. I tu jest pies pogrzebany. Potrzebne są też inne działania, to wiadomo. W każdym razie nie byłbym taki pochopny w potępianiu tej ustawy z góry na dół. Księgarnie upadają, a wielu ludziom są potrzebne.

    0
    • Konlin pisze:

      A w jaki sposób ustawa (i prawdopodobny jej skutek w postaci wzrostu cen książek) miałaby powstrzymać upadek tych małych księgarń? Bo schemat „wyższa cena -> [taka sama/wyższa sprzedaż] -> wyższy zysk małej księgarni” wydaje się mało prawdopodobny. Tym bardziej że jak miejscowość mniejsza to i zarobki niższe a więc przy wzroście ceny spadek sprzedaży może być głębszy niż proporcjonalnie.

      0
      • mruk pisze:

        Jeśli cena będzie wszędzie jednakowa, to mała księgarnia w małym mieście będzie miała rację bytu. Taka księgarania będzie mogła wtedy konkurować np. z Empikiem w dużym mieście i sklepami internetowymi. Dla mnie to jest zrozumiałe. Więc jeśli taki miałby być efekt tej ustawy, to wydaje się to sensowny pomysł.

        0
        • KonradK pisze:

          Pewnie. Będą konkurować. I to ceną. Bo wreszcie po doliczeniu kosztów wysyłki, czy dojazdu, w Empiku, lub w księgarniach internetowych będzie drożej. Dla miejscowych.

          0
          • mruk pisze:

            Cena będzie jednakowa dla wszystkich – i to będzie sprawiedliwe. Teraz mieszkańcy małych miejscowości są w pewnym sensie dyskryminowani. Bo mogą sobie kupić książkę tylko przez internet, plus 10 zł przesyłka, co czasami już zbliża zakup do ceny okładkowej w Empiku.

            Czy po wejściu tej ustawy (jeśli wejdzie) ceny będą wyższe niż teraz? To zależy od czego wyższe. Jeśli będą nieco wyższe niż teraz w księgarniach internetowych, to będzie okej, ja przeboleję, mimo że będę płacił więcej niż teraz o te powiedzmy 5-7 złotych, gdy kupuję w księgarni internetowej z osobistym odbiorem (zerowy koszt dostawy). Jeśli z kolei ceny książek będą wyższe niż są teraz na cenach okładkowych, w co nie wierzę, to będzie gorzej, a i popyt spadnie.

            A tak, jeśli ustawa pomoże małym księgarniom, ludzie z małych miasteczek będą mieli jakiś wybór: zakup w księgarni lub w Internecie (ew. w dużym mieście). Teraz mają tylko to drugie: internet. Z tym że właśnie internet jako droga zakupu książki dla wielu nie istnieje: tacy ludzie potrzebują księgarni, muszą (wolą) obejrzeć książkę, zapłacić od razu i z nią wyjść. A jak w ich księgarni książka będzie 5 czy nawet 10 złotych drożej niż w internecie, to ich to do zakupu nie zniechęci.

            0
            • kunaka pisze:

              Książka nie jest artykułem pierwszej potrzeby. Książki najwyraźniej kupują nieliczni. Skąd pomysł, że akurat w mniejszych miasteczkach jest tyle ludzi, żeby kupując książki (i pewnie jeszcze w urozmaiconej ofercie) zdołali utrzymać księgarnię? Bo nie wierzę w ten mityczny spadek cen, a tak naprawdę to 30-40 zł dla większości ludzi w tym kraju nie jest kwotą „na waciki”.

              0
              • mruk pisze:

                Księgarnie istaniały przez tyle lat w małych miasteczkach, i to po dwie, trzy. Także po 89 roku. Więc był popyt. I na pewno on w ostatnich latach magicznie nie zniknął i pojawienie się internetu wszystkiego tu nie wyjaśnia. Zniknęły za to księgarnie, bo rynek stał się dysfunkcjonalny i trzeba mu pomóc.

                0
            • martyna pisze:

              „Mówiąc wprost: ludzie nie kupują książek także dlatego, że nie ma księgarń.”

              Sorry, ale to jest argument kompletnie od czapy. Po pierwsze, internet, który nie jest brakiem wyboru, tylko wręcz przeciwnie, większym wyborem.

              Po drugie, równie dobrze można by twierdzić, że ludzie z małych miejscowości nie kupują chociażby telewizorów, ponieważ nie mają w okolicy sklepu elektronicznego. A jednak z powodzeniem udaje się tym ludziom kupić wiele artykułów niebędących pod ręką. Biorąc pod uwagę fakt, że na wsiach czy w miasteczkach często są głównie sklepy spożywcze, argument o braku dostępności księgarń robi się tym bardziej absurdalny.

              Poza tym szczerze mówiąc, zawsze zadziwia mnie dążenie do ochrony tych „małych księgarń”, „małych sklepików” itp. Mówiąc brutalnie, nie każdy biznes wypali. W obecnych czasach utopią jest zakładać mały biznes bez większego pomysłu i liczyć, że wypali. Dlaczego mamy „pomagać” ustawą małej grupie ludzi, sprawiając w ten sposób, że znacznie większa grupa – wszyscy inni – będą, chcąc kupić książkę, zmuszeni płacić więcej albo przynajmniej nie będą mieli takich możliwości jak dzisiaj, żeby płacić mniej?

              Klasyfikowanie „ludzi z małych miasteczek” jako tych, którzy „muszą obejrzeć książkę” jest już w ogóle oparte na jakimś tajemniczym kryterium.

              Jeszcze a propos „sprawiedliwości”: trzeba albo być sympatykiem pewnych idei, albo naprawdę pełnym jakiejś idealistycznej wiary, ewentualnie chyba bardzo młodym, żeby wierzyć, że ustawy sterujące centralnie gospodarką zapewnią „sprawiedliwość”. To samo dotyczy wiary, że wszyscy muszą mieć tak samo („mieszkańcy małych miasteczek są dyskryminowani”). Zimno mi, kiedy czytam takie rzeczy.

              0
              • mruk pisze:

                Takie gadanie z pozycji wyższości, ludzi z dużych miast, mających dostęp do min. kilkunastu księgarni, kupujących co drugi dzień przez interent. Lekceważące wypowiadanie się o sprawiedliwości – bo przecież to już było za komuny – i innej sprawiedliwości niż ta wyznaczana przez rynek nie ma i nie może być. Do tego nieznajomość roli państwa w gospodarce. (Balcerowicz zrobił swoje). Ale przede wszystkim ta wyższość, przez którą trudno się przebić z jakimkolwiek arumentem. Bo przecież ludzie z małych miasteczek mają wybór: bo mają internet, a księgarnie im są niepotrzebne. I w dodatku jest Amazon! Ludzie, którzy podpisali się pod tym apelem, widocznie są ślepi, na szczęście mądrzy internauci z dużych miast otworzyli im oczy! Pokazali im gdzie jest miejsce centralnego sterowania gospodarką. He!

                0
            • KonradK pisze:

              Zawsze komuś można pogorszyć tak, aby reszta poczuła się równie dobrze jak on.

              A może lepiej zająć się sportem? Tam szukać warunków na równe współzawodnictwo?

              A gospodarka niech zaspokaja potrzeby uczestników wymiany a nie ambicje rywalizowania tych, którzy ani ceną, ani lokalizacją, ani czymkolwiek innym nie są w stanie trafić do tylu klientów, by przynajmniej utrzymać swój biznes.

              0
              • mruk pisze:

                Cwaniakujesz i tyle. Twoje regułki z podręcznika ekonomii dla pierwszego roku nie są zbyt wartościowe, mówiąc oględnie. Nie ujmują rzeczywistości gospodarczej w całej jej złożoności – tak bym to ujął delikatnie. I komplenty brak empatii, tak jak u komentatorki powyżej.

                0
              • kunaka pisze:

                To że księgarnie w małych miasteczkach istniały także po 89ym roku się zgadza. Ale jak długo istniały? Czy to były księgarnie prywatne? Mieszkam w dużym mieście, a każdy wyjazd poza był okazją do odwiedzania księgarń. Z centralnego rozdzielnika trafiały tam książki dokładnie takie same jak do księgarń dużych miast. Zdarzyło się, że pytałam ekspedientki, ile egzemplarzy dostała takiego, czy innego tytułu, a 3-4 sztuki np… i były do kupienia, chociaż w mieście rozeszła się setka w ciągu godziny. W podstawówce nasza klasa dostawała najfajniejsze nagrody książkowe. Dlaczego? Bo wychowawczyni mieszkała za miastem i książki na nagrody kupowała właśnie w lokalnej księgarence.
                To że istniały księgarnie na każdej wsi nie dowodzi, że był tam popyt na książki :(
                Śmiem twierdzić, że nie ma powrotu do rozwiązań sprzed 30 lat. Rzeczywistość nam się dość mocno zmieniła.

                0
            • martyna pisze:

              No ale panie kolego, kto się wypowiada z pozycji wyższości? Ja „z wielkiego miasta, ojezuszbrodniaikara”, czy pan kolega mruk, który zakłada, że bez odgórnej pomocy mieszkańcy tych oto małych miejscowości nie są w stanie zakupić książki oraz najwyraźniej nie wykształcili umiejętności korzystania z internetu? Kolega doskonale wie, co jest dla nich najlepsze, szafuje ironią, która nic nie wnosi, rzuci Balcerowiczem, bo to ach, tak merytoryczne, i właściwie tylko tyle.

              Na pewno z kolei ludzie podpisujący się pod apelem kierują się sprawiedliwością społeczną, a cała zła, niewykształcona reszta, nie dostrzega w proponowanych zmianach panaceum na problemy rynku książki. Naprawdę, jednakowa cena=sprawiedliwość to jest spojrzenie, które nie pachnie znajomością jakichkolwiek mechanizmów rządzących gospodarką.

              0
              • mruk pisze:

                Jeśli w dyskusji o rynku księgarskim kogoś „mrozi” słowo „dyskryminacja” (brr, jakie brzydkie słowo, jak tak można imputować rynkowi takie straszne rzeczy!), i zrzyma się na „sprawiedliwość” (bo przecież nie ma miejsca na takie pojęcia w dyskusji, powiedzmy, gospodaraczej – przecież to każdy głupi wie, na uczelni i w TVN by cię wyśmiali za takie gadanie!), to wiem, że komuś wolnorynkowa ideologia wyrządziła spore szkody w myśleniu i wrażliwości. Nie tobie jednej, jak wiesz, a wiesz, bo przecież z każdego twojego zdania przemawia wyższość kogoś, kto czuje, że należy do podobnie myślącej wiekszości (przynajmniej tak jest w naszym kraju). Pozdrawiam i życzę dobrego samopoczucia – żebyś nadal nie widziała tego, czego nie chesz widzieć.

                0
              • KonradK pisze:

                Skończyło się na komentarzu wyżej dopuszczalne zagłębienie odpowiedzi.

                Nie zżymam się na słowo „sprawiedliwość”. Jedynie nie widzę, co sprawiedliwego jest w zakazie obniżania ceny, albo w trosce o księgarnię, ponoć potrzebną, ale omijaną przez klientów którzy wolą kupować gdzie taniej, albo nie kupować w ogóle.
                Nie zżymam się na „dyskryminację”. I jak długo nie jest uprawiana przez instytucje publiczne, wcale mi nie przeszkadza. Niech ktoś sobie prowadzi kluby i sklepy tylko dla pań, tylko dla panów, dla gejów, dla nie-gejów. Nie chce mieć do czynienia z jakąś większością/mniejszością/połową – jego sprawa. Ja to szanuję.

                Tylko, że tu akurat nie widzę dyskryminacji. Nie widzę, żeby księgarnie internetowe inaczej kasowały za wysyłkę, czy produkt, mieszkańców takich miejscowości a inaczej mieszkańców innych, żeby w pozostałych księgarniach sprawdzano, skąd klient przyjechał, albo przyszedł.

                Przewoźnicy, którzy dowożą mieszkańców małych miejscowości do dużych, z Empikiem, nijak mogą skasować miejscowych, którzy Empik mają na miejscu, więc nie korzystają z ich usług. Może o taką dyskryminację chodzi?

                0
              • martyna pisze:

                Bu, byłam ciekawa odpowiedzi, a dostałam parafrazę poprzedniego komentarza + TVN. Smuteczek :(

                0
              • mruk pisze:

                do martyno: nudzi mnie ta twoja ciągła ironia, bo właściwie nie wiadomo, z jakich twoich przewag miałaby wynikać – przewag w tej konkretnej dyskusji, w której nie przedstawiłaś nic sensownego oprócz podważenia czyjegoś zdania. A podważyłaś je dlatego, że ci się nie spodobało, bo były w nim słowa przez ciebie nielubiane (jak dyskryminacja). Twoje zapewnienia o tym, że ludzie z małych miasteczek umieją korzystać z internetu, są naprawdę cenne. Nigdy bym nie pomyślał, że tak jest! Kurcze, skoro tak, to właściwie po co im księgarnie?!

                0
              • martyna pisze:

                Dokładnie, po co księgarnie sztucznie wspierane ustawą? A dlaczego nie sklepy muzyczne czy elektroniczne? To jest właśnie to pytanie, na które, jako zwolennik dyskutowanego projektu ustawy, nie udzieliłeś mruku odpowiedzi. Właściwie czemu akurat książki? No chyba, oczywiście, że na książkach się nie kończy, ale tego nie wiem i nie dopowiadam sobie z Twoich wypowiedzi.

                Domyślam się, że podważanie Twojego zdania nie podoba Ci się, zatem niewątpliwie „nie jest sensowne”. Tylko skoro ono kończy się na „tak będzie sprawiedliwe”, to nie do końca pozostawia miejsce na dalsze argumenty, bo nawet nie do końca jest co podważać, obawiam się.

                0
    • Cyber Killer pisze:

      Skoro upadają to jednak nie są potrzebne, nie mają klientów to niechaj upadają, w ich miejsce wejdzie coś lepszego. Ten mechanizm działa jak najbardziej prawidłowo. W ten sam sposób małe miasta mają coraz mniej firm, możliwości zatrudnienia, rozrywek, ludzie uciekają do dużych miast, a te małe są skazane na wymarcie. Nie ma w tym nic złego, ot naturalny porządek świata.

      Co do commenta gdzieś tu obok o tym, że regulacja wolnego rynku jest zła, to też się nie zgodzę. Nieregulowany wolny rynek prowadzi do monopoli, na czym tracą konsumenci. Więc właściwa metoda to regulować wolny rynek ale tylko w stopniu, który przeciwdziała tworzeniu się monopoli i podobnych sytuacji (np zmów cenowych) niekorzystnych dla konsumentów.

      0
      • mruk pisze:

        Nie zgodzę się z tym wnioskiem, że skoro upadają, to są niepotrzebne. Upadać mogą z wielu innych powodów, np. nieuczciwej konkurencji. Są potrzebne, a upadają. I to jest ten problem.

        0
      • KonradK pisze:

        Nie zgodzę się co do monopoli.
        Ktoś jako pierwszy wkracza na rynek z jakąś usługą, czy towarem – jest monopolistą. Czyjś ostatni konkurent wycofuje się z branży – ten ktoś staje się monopolistą.
        Czynienie mu z tego powodu zarzutu, to obarczanie winą za bierność, czy nieudolność jego (niedoszłych/byłych) konkurentów.

        0
        • mruk pisze:

          Ło Jezu, jakie to proste, Nobel z ekonomii dla KonradaK. murowany.

          0
          • KonradK pisze:

            Robi się skomplikowane, kiedy ktoś zaczyna pomagać rynkowi, który bez tej pomocy ma sobie, podobno, nie poradzić.

            0
            • mruk pisze:

              Trudno się dyskutuje z kimś, kto już wszystko wie. Pod tym wzglęgem jesteś uczniem Balcerowicza, on też już wszystko wie o funkcjonowaniu gospodarki, teraz pozostaje tylko wdrażać te koncepcje w życie. A z tym, jak widać nie jest dobrze. Ciągle jakieś tam państwo się miesza do rynku, który sam się przecież zawsze ureguluje.
              Taki dogmatyzm wolnorynkowy jest czymś naprawdę przygnębiającym. Nie ma tu myślenia, jest sztywna regułka. Nie ma też żadnej dyskusji. Równie dobrze ateista może dyskutować z katolikiem o nieistnieniu Boga, o niepokalanym poczęciu itd. Dogmat to dogmat.

              0
        • Cyber Killer pisze:

          Jest dość szczegółowo opisane kiedy/czym są monopole i nie da się tego podsumować w 2 zdania, więc odsyłam do Wikipedii czy specjalistycznej literatury. Wielu świeżo upieczonych ekonomistów uważa, że monopol to coś dobrego, bo w ich odczuciu to tryumf najlepszego przedsiębiorcy i jemu „się należy” dominująca pozycja, bo był lepszy od innych itp. Jak bardzo błędne i krótkowzroczne myślenie to jest, raczej nie trzeba tłumaczyć.

          0
          • KonradK pisze:

            I nakładane są przez urzędy antymonopolowe kary na tych, co korzystając z braku konkurenta, sprzedawali zbyt drogo (choć nie tak drogo, by nie było chętnych na zakup). Albo dzielone są zbyt duże firmy, jak AT&T.

            Dlaczego urawniłowka jest lepsza niż monopol, też nie trzeba tłumaczyć.

            0
            • mruk pisze:

              Urawniłowka jako przeciwieństwo monopolu. Manipulujesz wypowiedziami opoentów prawie tak samo sprawnie jak wspomniany już tutaj ojciec polskiej transforamcji. Jak ktoś jest przeciwko jego pomysłom, to znaczy natychmiast, że nawołuje do powrotu do komunizmu. Do tego dorzuca parę inwektyw pod aresem oponentów (np. oszołomstwo, populizm itp.) i już mamy cały wywód.

              0
              • KonradK pisze:

                X jest lepsze niż Y
                nie oznacza
                X jest przeciwieństwem Y

                Skończyły mi się pomysły, więc teraz podpieram się znajomością prawideł logiki na poziomie elementarnym.

                0
              • mruk pisze:

                Znów manipulacja, widocznie inaczej nie potrafisz.
                Skoro uważasz, że urawniłowka jest zdecydowanie gorsza niż (naturalny, bo rynkowy) monopol, to te pojęcia przeciwstawiasz – nawet jeśli nie jest to przeciwieństwo znaczeniowe, antonim. Twoja poprzednia manipulacja zaś polega na tym, że przypisujesz innym – ze złą wolą – co innego, niż oni mówią. Nikt nie proponuje urawniłowki w miejsce monopolu, tylko rynek bardziej konkurencyjny. Ale ty musisz oczywiście wyjechać z „urawniłowką”. Taki rodzaj banalnego chwytu erystycznego: sprowadzenie do absurdu. W tym jesteś niezły.

                0
              • KonradK pisze:

                Pisałem o działaniach organizacji antymonopolowych, które nie są przeciwieństwem monopolu. Jeśli są takie, które nie sprowadzają się do sankcji wobec monopolisty, to nie wiadomo mi o nich.

                Bo nie ma pojęcia przeciwstawnego do monopolu, tak samo jak nie ma do pojęć „firma”, czy „umowa”. Jeśli pewne zjawiska nie zachodzą, w ich miejsce może zaistnieć wiele różnych, nie będących ich przeciwieństwem.

                Niska frekwencja na spotkaniu też nie cieszy tego, kto je zwołał, ale ja nie winiłbym za nią tego jednego, który na nie przyszedł, albo tego jednego, co ze spotkania nie wyszedł.

                Niektóre rzeczy sprowadzają się do absurdu, jak dwa plus dwa do czterech. Można o tym mówić, albo nie mówić.

                P.S. Nie zarzucam Ci manipulacji (skąd wziąłeś zarzucanie „oszołomstwa” i „populizmu”, nie wiem). Po prostu nie zgadzam, się z tym, co piszesz i wyjaśniam dlaczego.

                0
      • Ot tego powołuje się specjalne instytucje, aby chronić rynek przed nadużyciami (inna sprawa, jak funkcjonują, ale nie o tym mowa). Z resztą wypowiedzi się zgadzam:)

        PS (do reszty wpisów tutaj) Jeśli chcecie innych rozwiązań, to proponujcie, dałem Wam taką możliwość, jeśli teraz się nie zaczniecie wypowiadać, wtedy branża uzna, że większość jest za ustawą w obecnej formie. Wszystko zależy od nas, ponieważ to czytelnicy najbardziej ucierpią. Księgarz obecnie jest po prostu przedsiębiorcą, czemu miałby być specjalnie traktowany? Nie rozumiem tego… Po prostu to nieopłacalny biznes, czy ktoś płacze za XYZ? Zakładasz biznes, musisz się liczyć z tym, a jeśli tego nie rozumiesz… nie powinieneś prowadzić biznesu. Przykro mi, czemu ta branża nie chce słuchać nabywców? A księgarze zamiast lamentować, powinni się doszkalać, jak funkcjonować w obecnych czasach — jest wiele możliwości, aby (nawet w małych miasteczkach) dać się zauważyć klientom, trzeba tylko z czymś do nich wyjść, a nie tylko z książką, którą mogą kupić gdziekolwiek (a kupią tam, gdzie mają najtaniej i najwygodniej, tym jest wolność wyboru w kapitalizmie). A książki trzeba promować tam, gdzie są ludzie, a ludzie są w supermarketach, pociągach, autobusach, tam trzeba promować czytelnictwo, jak wiele osób to robi, gdy zabiera ze sobą książkę lub czytnik. Dobra, nie nadużywam gościnności Roberta, niebawem napiszę u siebie, jak branża sobie poradziła w XIX wieku, bo wbrew powszechnej wiedzy, ludzie wtedy też nie kupowali książek.

        0
        • mruk pisze:

          Zolu, tyle branży, zawodów jest wspieranych, oficjalnie lub nieoficjalnie („pod stołem” – jak mówił min. Sienkiewicz), nie wiesz o tym? Teraz się obudziłaś, przy książkach? I akurat wspieranie rynku księgarskiego wywołuje u ciebie takie oburzenie? Naprawdę dziwne. A może jesteś z konkurencji i bardzo ci te zmiany nie leżą? Co?

          0
          • kunaka pisze:

            To ja zapytam o co innego: dlaczego ja jako czytelnik i NABYWCA książek mam wspierać ideę stałej ceny i zakaz jej obniżania? Przecież to uderza w mój portfel. Uderza też w portfel mieszkańców małych miast, miesteczek i wsi, bardziej niż w portfel mieszkańców dużych aglomeracji. Dlaczego? A bo płace tam są niższe niż w Warszawie, np. Więc dlaczego mieszkaniec Wólki Pańskiej, żyjący za minimalną krajową (albo poniżej), ma zapłacić za książkę tyle samo, co pracownik korporacji w Wawce? Mówimy o sprawiedliwości i wyrównaniu szans? Naprawdę?

            0
  55. Przemek pisze:

    Obłuda i cynizm Polskiej Izby Książki. Jak mówią o Ustawie o książce, to wtedy regulacje są potrzebne, a jak jest mowa o jednolitym rynku cyfrowym w UE, to są przeciwni zniesieniu ograniczeń licencyjnych na poszczególne kraje i że powinien decydować czynnik ekonomiczny (jedynie opowiadają się za jednolitym VATem).

    http://www.pik.org.pl/komunikaty/477/stanowisko-pik-ws-jednolitego-rynku-cyfrowego

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.