Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Kundelki gryzą, czytelnicy czytają dalej – odpowiadam na kolejny felieton Marcina Mellera

Marcin Meller, nad którego sentymentem do papieru znęcaliśmy się w zeszłym tygodniu, postanowił odpowiedzieć w kolejnym felietonie na łamach Newsweeka.

W wersji online nosi on tytuł: Nie doceniłem wyznawców Czytnika.

Poza poleceniem serwisu Świata Czytników (dziękuję!), znalazły się tam również co smakowitsze cytaty z Waszych komentarzy i stwierdzenie, że nie znamy się na ironii.

I tak się zastanawiam, czy może nie dałoby się w felietonach wprowadzić takich oznaczeń jak w restauracjach: zielony listek znaczy wege, a trzy papryczki, że ostre jak cholera i pali dwa razy. W mym wypadku, specjalnie dla wzmożonych godnościowo czytelników, nieważne z jakiej branży – patriotycznej, elektronicznej czy frutariańskiej – akapit zakreślony na kremowo: ironia. Żółty: kpina. Pomarańczowy: sarkazm. Niebieski: parodia. A na samej górze wołami: „To jest felieton!” i cytat za Wikipedią, żeby nie było za bardzo skomplikowane: „specyficzny rodzaj publicystyki, krótki utwór dziennikarski utrzymany w osobistym tonie, lekki w formie, wyrażający – często skrajnie złośliwie – osobisty punkt widzenia autora”. I od razu wyjaśniam, że z tymi oznaczeniami to żart. A może nie? Które to pytanie ociera się o kpinę.

Na początek mam dobrą wiadomość.

Panie Marcinie! Gdy polski Newsweek, wzorem swojego amerykańskiego imiennika zrezygnuje już z formy papierowej i przejdzie w całości do sieci, będzie można wreszcie w felietonie użyć klasycznego, netowego uśmieszka, do którego wszyscy się przyzwyczailiśmy i bez którego ironii nie poznamy, nawet jak wyjdzie z krzaków i kopnie nas w kundelka! Oczywiście najlepiej, żeby uśmieszek znalazł się po każdym akapicie, bo czytający na tabletach i monitorach szybko się rozpraszają, nie można oczekiwać od nich, że doczytają do końca.

Wydaje mi się, że chyba większość z nas odebrała gatunek felietonu właściwie. Ale jeśli podejrzewamy, że ktoś zrozumiał na opak, to patrzmy też na drugą stronę. Choćby i na takie wypowiedzi:

Z Facebooka: A ja podzielam pogląd pana Marcina, że nie ma to jak książka papierowa. Z książką można się położyć do lóżka, można zaginać rogi, pisać notatki. Kontakt z książką to jak kontakt z żywym człowiekiem. Notebook tego nie zastąpi.

Czy zacytowana tu zwolenniczka papieru, która najwyraźniej e-inka w życiu nie widziała, faktycznie rozumie sarkazm felietonu?

Przecież dzisiaj nikt poza sfrustrowanymi wydawcami nie będzie pisał wprost, że e-book to samo zło, bo psuje wzrok i można go kopiować – a w domyśle burzy nasz monopol na dystrybucję treści. Jak dowalić, to tylko ironicznie.

Czemu właściwie Wyznawcy Czytnika pochylają się nad takimi felietonami? Odpowiedź będzie prosta. Świadomość na temat e-booków jest wciąż bardzo niska. Ludzie podchodzą do tematu z niepewnością – i każdy taki artykuł ich odpowiednio nastawia. Z ironią czy bez.

Swoją drogą: Polityka, Wprost, Do Rzeczy – czołowe tygodniki opinii w Polsce – mają już od dawna edycje na czytniki. Polityka chwaliła się rok temu liczbą 3300 prenumeratorów wersji Kindle, więcej niż na iPada; poszli zresztą za ciosem i sami teraz sprzedają wersje cyfrowe. Newsweek nadal dostępny jest wyłącznie jako PDF. Dlaczego?

Wasze wypowiedzi

Można oczywiście temat sprowadzić do zbliżonej stylistyki. Może zamiast Świata Czytników zarejestrujemy kościół Świętego Czytnika? Związki wyznaniowe w Polsce mają różne zwolnienia podatkowe, więc może i Kindle da się taniej sprowadzać, VAT za książki nie płacić…

Ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby banalny temat wykorzystać do poważnej dyskusji. I tu oddaję głos czytnikowcom – pozwalam sobie przekleić kilka ciekawszych komentarzy spod tamtego wpisu. Od ironicznych do konkretnych.

YuukiSaya:

Z wrażenia pobiegłam czytać drugą stronę, bo jej nie zauważyłam przy pierwszym podejściu.

W efekcie stwierdzam, że p. Meller stanowczo powinien:
– wyrzucić pralkę i trzeć na tarze – wzmacnia mięśnie i uczy dbania o czystość ubrania
– wymontować kuchenkę gazową/elektryczną i postawić prawdziwą kuchnię na opał – podobno potrawy o wiele lepiej smakowały, niestety zbyt małym dziecięciem byłam gdy się załapałam
– wyrzucić komórkę i wszystko załatwiać listownie (och, co za sentyment!) lub telegramem, gdy musi być szybko
– itd. itp.

Ja wiem, że niektórych stać również na płacenie za nadbagaż na lotnisku (dodatkowa waliza z czytadłami) lub jeżdżą wyłącznie samochodem (dźwiganie wyłącznie na trasie dom-samochód), poza tym sprowadzenie książki w jezyku innym niż polski to też dla nich nie problem.

Ale może rozdzielmy pewną praktyczną część czytania, którą czytnik wykonuje znakomicie, od tej sentymentalnej, kiedy książka ma swoją historię, tak jak pierwsze dorosłe pantofle lub motocykl, na które zbierało się pracując w wakacje.

*sarkazm mode on* Ale zapachu książki of kors nic nie zastąpi! *sarkazm mode off*

Doman:

Ja tu widzę pierwsze oznaki trendu, że książki papierowe powoli podążają śladem winyli i zaczynają służyć (m. in.) do snobowania: Pacz pan w jakim ja lofcie mieszkam, że z krzesła żarówki nie sięgnę muszę na książki wchodzić. Koniecznie, uważaj pan, w twardej oprawie. A tu zobacz pan, za okładeczką piasek z Etiopii. W tej książce – źdźbło trawy z Argentyny, a tamta plama to po indyjskiej świętej krowie

MCh:

A mnie zawsze zastanawia, dlaczego coś musi być lepsze od innego, ustawione w rankingu, wyróżnione lub potępione. Dlaczego musimy papierową książkę porównywać do czytnika? Czy ktokolwiek szereguje czy lepsza jest ręcznie pisana księga z XII wieku od współcześnie wydanej wersji papierowej? A jeśli lepsza to do czego? Podziwiania w gablocie (i przeliczania zmiany wartości aukcyjnej) czy wielokrotnego wracania i czytania ulubionych fragmentów? Do podparcia stołu czy namówienia tuzina znajomych do jej przeczytania?

Jeśli ktoś chce wąchać księgę – czemu nie. Ale czy zależy mu na wąchaniu wszystkich dotychczas przeglądanych książek, łącznie z rocznikami GUSu czy tylko tych najukochańszych?

Czy to, że mam Kindla zabrania mi trzymania pięknych wydań klasyków literatury? Dlaczego mam wybierać co lepsze?

Choć chyba wiem dlaczego: wybierając pokazuję, że mam zdanie na jakiś temat. Jestem zdecydowany, stanowczy, warto mnie słuchać… Czy aby na pewno?

No to ja się nie zgadzam. Odmawiam wyboru. O!

Iwona:

Jest jakiś lęk przed czytnikami ale u osób które nie miały ich w ręce. Też gadają o tych zapachach. Też wącham książki, ale jakoś nie czuję wielkiego braku, bo i tak mam w domu masę książek i mogę sobie wąchać do woli. Bo w sumie czytniki i tak kupują ludzie którzy maja masę książek, a dla mnie to lepsze inwestycja niż kolejny regał z Ikei „Billy”, który co prawda jest bardzo ładny w swym minimalizmie ale nie ma go gdzie już wstawić, bo nie będzie gdzie trzymać rowerów. Mimo wszystko czytnik to jest pokaźny wydatek i kupują go ludzie, którzy mają książki w domu. Więc mogą sobie stawiać stosiki i wkręcać żarówki (swoją drogą co za absurdalny pomysł, nie znam nikogo kto by stawiał stos książek, zeby gdzieś dosięgnąć).

Być może z czasem drukowane książki znikną i nasze wnuki będą przychodzić do nas i mówić „babciu dziadku pokaz książkę” albo staną się cennymi antykami jak obrazy dawnych mistrzów, a biblioteki zostaną sprowadzone do funkcji skansenów, w których będzie się je czytać obok prania na tarze, ale czy to szybko nastąpi?

Jedyny kłopot może być jak ludzkości prądu zabraknie, co teoretycznie może się wydarzyć. Ale przynajmniej ocaleją drzewa.

Elektronicznych książek przynajmniej nie można palić na stosach.

AS:

Nie bardzo rozumiem, skąd w ludziach taka potrzeba dezawuowania jednej z możliwych opcji na rzecz drugiej. Przecież korzystanie z książek papierowych i z czytnika nie wykluczają się. Można czerpać przyjemność z jednego i drugiego.

Dla mnie popisana, czy wysuszona książka jest bezużyteczna. Nie mogę czegoś takiego wziąć do ręki. Z drugiej strony samo urządzenie do czytania ebooków kosztuje, ale moja decyzja o zakupie Kundle Touch jest jedną z najbardziej trafionych w życiu, a żyję już dość długo.

Informacje o spadającej sprzedaży czytników ebooków jakoś mnie nie dziwią. Zgadzam się z tezą, że jest to spowodowane modą na tablety, ale nie tylko. Zakup czytnika to decyzja na przynajmniej kilka lat. Większość użytkowników nie będzie co roku zmieniać czytnika. Inaczej sprawa wygląda z tabletami. Tam wiele rzeczy wymaga myślenia o zmianie sprzętu, szczególnie jeśli ktoś lubi grać. Ja nie lubię. Tablet mam już dwa lata i nie myślę o zmianie. Podobnie jest z kundelkiem.

Jakub:

Heh. Czytając fragment o podbieraniu drabiny książkami spojrzałem w dół mojego monitora. Stoi on właśnie na 7 książkach ustawionych jedna na drugiej. Trudno więc Panu Mellerowi nie przyznać racji. Książki papierowe przydają się do różnych rzeczy. Problem polega na tym, że ja coraz częściej wykorzystuję papierowe książki jako podstawki, ładne ozdoby na półce, prezenty. Na co dzień zaś czytam, albo na komputerze albo na Kindlu i z rzadka na komórce. Niestety podstawowy powód kupowania książki papierowej zanika, a trudno ją kupować tylko ze względu na to, że może służyć jako podstawka.

Puszka Pandora:

Ja jako posiadacz czytnika, kupuje i książki elektroniczne i papierowe i jeszcze chodzę do biblioteki. To znaczy że jestem potrójnym profanem czy jak? Powinienem zrezygnować z przyjemności czytania bo robię to niewłaściwie? Co mam powiedzieć o swoim synu 9 latku, jak zacznie coś czytać można go pokroić i jakoś go nie obchodzi na czym czyta czy na czytniku czy tradycyjną książkę… Nikt ze strony wydawnictw czy jakichś autorytetów nie zwraca uwagi, że ebook to i usługa i przedmiot i narzędzie. Wciąż czekamy na możliwość kupowania razem papieru i ebooka, żeby móc skorzystać z wygody takiego rozwiązania. Przy pozycjach specjalistycznych, zawodowych, naukowych jest to nieoceniona pomoc. Niektóre wydawnictwa informatyczne zdają sobie z tego sprawę, że to nie tylko wygoda ale powoli też i standard, nowy sposób pracy. Jeżeli chcą znaleźć swoje miejsce na rynku muszą pójść za klientem. […]

Proponuję Robercie zrobić ankietę ile książek przeczytałeś w idealnych warunkach – wynik podaj procentowo. I jej wynik wysyłać jako odpowiedź wszystkim „utwardzonym” zwolennikom tylko jedynie prawdziwych książek papierowych dla których rytuał czytania jest ważniejszy od samego czytania…

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mój Kindle. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

64 odpowiedzi na „Kundelki gryzą, czytelnicy czytają dalej – odpowiadam na kolejny felieton Marcina Mellera

  1. piotr pisze:

    Robercie, nie karm trolla.

    0
    • tez ja pisze:

      Dokładnie o to chodzi.
      Im więcej zainteresowania tym lepiej dla autora żenującego felietonu.

      Powiedzmy sobie wprost: albo Pan Meller jest upośledzony albo celowo z braku poważnego tematu wymyślił cokolwiek żeby zgarnąć kilka złotych…

      0
    • Robert Drózd pisze:

      A ja myślę, że czasami trzeba spróbować także i popcornu. ;-)

      0
  2. Tomek pisze:

    Czy widzieliście już reklamę papieru toaletowego. Papier ma jednak przyszłość.

    0
  3. Mateusz pisze:

    Bardzo ciekawe jest to, że Pan Marcin oczekuje, że ironię czy humor w jego felietonie dostrzeżemy wszyscy a sam jej tu nie dostrzega. Czyżby oznaki hipokryzji? Ach, przepraszam, to może zostać uznane ze obelgę, Pan Marcin może poczuć się urażony. Cofam więc. To nie hipokryzja, to zwykła próba wykpienia się z tego się walnęło głupotę.

    0
  4. qui pisze:

    Pan Meller spostrzegł się, że palnął głupotę, to teraz się kryguje.

    0
  5. Tomasz pisze:

    Newsweek ma wersje elektroniczną na Androida – z powodzeniem korzystam.
    Przy okazji dzięki za interesujący portal
    Tomek

    0
  6. asymon pisze:

    To ja lecę po popcorn.

    A propos: http://www.youtube.com/watch?v=t4zYlOU7Fpk

    0
  7. qasx pisze:

    Sam wpis błahy i niekoniecznie potrzebny, ale tytułem rozłożyłeś mnie na łopatki.

    0
  8. Tomek pisze:

    Hmmm a dla mnie najlepszym wyjściem jest sprzedaż łączona, kupujesz książke papierową – do tego gratis ebook. Ew. kupujesz samego ebooka (bo taniej). Typowe książki do przeczytania, dużo wygodniej czyta się na czytniku, natomiast techniczne książki czy inne poradniki wygodniejsze są w papierze. Dlaczego? ano dlatego, że jeśli już troche książke się pozna można dużo szybciej i wygodniej przekartkować do szukanego miejsca. Fakt w czytniku mamy „>ctrl+f<".. ale to nie to samo i lepsze jest tylko wtedy, jeśli nie znamy książki, a książki się ma po to, żeby je poznawać, a nie żeby leżały i czekały na wyszukanie dwóch słów przez szukajke czytnikową.
    No cóż, czytniki też dążą do tego, by być bardziej podobne i w tym aspekcie. Może jeszcze nie spotkałem żadnego czytnika, aplikacji czy innego ustrojstwa, które pozwalało by na przeglądnięcie całej książki z płynnością odtwarzania animacji na grzbecie książki (tej papierowej) jednak z kindla na kindla sytuacja się poprawia.

    0
    • Natalie pisze:

      W pełni się zgadzam, a szczególnie z tym, że na czytniku czyta się wygodniej. Od sierpnia czytałam wyłącznie na moim Angel Glow, a teraz czytam lekturę szkolną (nie ma wersji elektronicznej, książka nazywa się „Momo” M. Ende, jak ktoś wie, gdzie jest elektroniczna, proszę napisać). niewygodnie się trzyma, jest ciężka i, no cóż, ale nienawidzę przekręcać kartek. Nie mogę zatopić się w lekturze i od czasu do czasu kliknąć, tylko sprawdzać, czy nie przekręciłam za dużo. Brrr!

      0
  9. Rodost pisze:

    Pierwszy felieton Mellera był ironiczny i jakiekolwiek poważne na niego odpowiadanie jest bez sensu. Baloniki powinny spuścić z siebie powietrze, bo się jeszcze rozpękną :P

    0
  10. mo pisze:

    :) :) :) Podoba mi się :) I co będzie dalej? ;)

    0
  11. Przemek Skoczyński pisze:

    Skoro ironia została powszechnie niezrozumiana, to znaczy że słaba była.

    0
  12. Roddy pisze:

    Ja osobiście uważam się za człowieka średnio szanującego książki, ale przez myśl by mi nie przeszło, żeby układać je w stos, aby użyć jako podwyższenia.
    No bo ile tych książek trzeba ustawić, żeby uzyskać taką wysokość jak przeciętny taboret / krzesło, czyli pół metra? Który to taboret nie wykopyrtnie się tak łatwo, gdy żarówka zakleszczy się w oprawie i trzeba się z nią będzie trochę posiłować?
    Ja to w ogóle jestem na wypasie, onegdaj dostałem na urodziny liroja drabinkę z amelinium :) Mogę się zatem podwyższyć o ćwierć metra, pół metra albo trzy czwarte w zależności, jak wysoko mi zwisa… lampa oczywiście.

    0
  13. Tores- pisze:

    Świetny wybór cytatów, a takie dwa krótkie, które moim zdaniem idealnie wyjaśniają, o co chodzi: ” czytniki i tak kupują ludzie którzy maja masę książek” i „Ja jako posiadacz czytnika, kupuje i książki elektroniczne i papierowe i jeszcze chodzę do biblioteki. To znaczy że jestem potrójnym profanem czy jak?” Czyli po prostu – czytanie jest ważne, niezależnie od nośnika. I tego się trzymajmy :)

    0
  14. Art pisze:

    @ Marcin Meller

    „A na samej górze wołami: „To jest felieton!” i cytat za Wikipedią, żeby nie było za bardzo skomplikowane:…”

    Żeby nie było za bardzo skomplikowane… cytowanie „za czymś” lub „za kimś” – to cytat cytatu.
    Proponuję zatem jeszcze kolor różowy: brak rozumienia własnych słów.

    I od razu wyjaśniam, z tym brakiem rozumienia to żart. A może nie? Które to pytanie ociera się o kpinę.

    0
  15. Arcturus pisze:

    Ja od miesiąca jestem żarliwym użytkownikiem i wyznawcą Kindla, przeczytałem też pierwszy felieton Mellera i moje odczucia są takie: nie bardzo rozumiem, jak można nie widzieć, że ten jego felieton jest żartobliwy. Ludzie, trochę dystansu. Czy w tym kraju każdy kawałek żart, ironii itp. musi od razu wywoływać pospolite ruszenie w jakiejś „grupie”, która czuje się od razu postponowana? Wiem że to nasza specjalność narodowa, ale ludzie czytający książki powinni chyba właśnie mieć szersze horyzonty i mieć więcej dystansu do rzeczywistości.
    PS. Powinienem się wcześniej przywitać, bo to mój pierwszy tutaj post, choć od miesiąca jestem stałym gościem :)

    0
    • LPG pisze:

      Nawet jeśli felieton był żartobliwy, to zestawiony z wywiadem Kazika, żartobliwy być przestał.

      0
      • Arcturus pisze:

        Ale też nie można oceniać tekstu MM przez pryzmat Kazikowego i vice versa, bądźmy uczciwi. Zresztą Kazka tez lubię i szanuję, póki nie zacznie w rzeczywistości czytników przez okna wyrzucać to luzik… Co kto lubi.
        Ja jako pasjonat fotografii kontestowałem 10 lat temu aparaty cyfrowe, twierdząc że zabijają fotografię, co okazało się kompletną bzdurą. Pewnie czytniki przejdą podobną drogę w ludzkiej świadomości. A prawdziwa książka dostarcza bodźców których czytnik nie da, i to jest fakt bezdyskusyjny. I jedno i drugie ma swoje miejsce, nie zawsze pokrywające się.

        0
        • Dumeras pisze:

          Gorzej, jeśli ten „żartobliwy felieton”, jest później powtarzany przez innych całkiem serio, jako moja opinia poparta „opiniami ekspertów”. I może lepiej, że są komentarze do niego, w sumie kulturalne, na tle komentarzy innych portali, bo może taka persona przeczyta ciut więcej i jest cień szansy, że spojrzy na to z innej strony.
          Osobiście już mam kilka przypadków dyskusji z osobami, co na pierwszym miejscu stawiają „zapach książki” (mnie on nie rajcuje za dużo czytałem książek pożyczonych), argumenty nic nie robiły, dopiero własna praktyka, przeczytanie co nie co na czytniku (i bardzo często nie był to kindle) sprawiało, że rozmowy były bardziej merytoryczne. W sumie często kończyły się zakupem swojego własnego czytnika ;-)

          0
        • su pisze:

          A ja nie wiem jak mogłam funkcjonować bez Kindla.

          „prawdziwa książka dostarcza bodźców których czytnik nie da, i to jest fakt bezdyskusyjny” A jakie to bodźce? Bo ja mam odwrotne zdanie:
          1. siedzę sobie w domu zimą w bamboszach i widzę w internecie ciekawą książkę którą kupuję w parę minut i nie tracę czasu na łażenie po księgarniach ani nie czekam tydzień czasu aż mi je listonosz przyniesie
          2. Nie potrzebuję dodatkowych półek na kolejne książki
          3. Za te pieniądze, które wydałam na ebooki na pewno kupiłabym mniej książek papierowych, na które nie ma takich promocji, jak na ebooki
          4. Nie wyobrażam sobie czytania obcojęzycznej książki z jednoczesnym kartkowaniem słownika w poszukiwaniu tłumaczenia
          5. Jak wyłączą prąd – czytam na PW, a książkę? Przy latarce? przy świecy? To ma być ten bodziec?
          6. Czytanie np. Powstania 44 Normana Daviesa w wersji papierowej? Dużo waży i raczej w drodze do pracy nikt nie będzie czytał
          7. Zdarzyło mi się kiedyś kupić drugi egzemplarz tej samej książki, bo w poprzednim już kartki fruwały – przy Kindlu nie musiałabym
          8. Zapach książki? Do wąchania są perfumy.

          A poza tym, każdy, kto oglądał „Imię róży”, wie, że czytanie książek papierowych nie zawsze jest bezpieczne :)

          0
          • wojak89 pisze:

            Nie tylko kto oglądał ,,Imię Róży” ale też kto czytał :)

            To co mi się podoba, to właśnie konkretne argumenty,
            które przemawiają na korzyść czytnika.
            Osobiście nie mam nic do zwolenników tradycyjnych książek (sam się na nich wychowałem), ale jak ktoś mi argumentuję, że książki są lepsze bo: można je macać, wąchać, zaginać, bazgrać po nich. To dla mnie osobiście to są żadne argumenty. Nie kupuję książki po to, żeby móc jej dotknąć, powąchać, pozaginać strony czy też pisać po niej bo wtedy wystarczyłby mi jeden egzemplarz. Książki są dla treści. Jeśli ktoś już chcę argumentować to niech podaję sensowane (moim zdaniem) argumenty typu: szybsze wyszukiwanie i wracanie do tego co nas interesuję (np. podręczniki), lepsze odwzorowanie rysunków i malunków (albumy, reprodukcje, zdjęcia), książek fizycznych nie trzeba konwertować na jakiś zgodny z naszym czytnikem format, nadają się na prezent (trudno mi sobie wyobrazić, że bliskiej osobie daję płytkę z ebookiem).

            To są moim zdaniem właściwe argumenty dla zwolenników książek. Osobiście jest mi obojetne czy czytam na czytniku czy też fizycznej książce, jeśli coś jest tego wartę to mógłbym czytać nawet na lodówcę bo i tak po chwili zapomniałbym o tym zatapiając sie w treści.

            0
  16. Ickam pisze:

    Czy Wy aby trochę nie przesadzacie? Większość z 20 komentarzy w mniej lub bardziej subtelny sposób wyśmiewa Mellera lub go atakuje. To jest właśnie to „polactwo”, o którym on pisał na początku drugiego felietonu. Otóż oświadczam Wam, że Marcin Meller ma takie samo prawo jak każdy z Was do wyrażenia swojej opinii na tematy różnorakie. A Was boli, że jemu płacą za wyrażenie opinii, która tak się składa, że jest inna od Waszej. Mnie nie boli, mimo że sam mam Kindle’a i sobie go chwalę.
    Zwróćcie tylko uwagę, że przez wytykanie mu jego „wsteczności” nagłaśniacie sprawę i przysparzacie mu i jego poglądom popularności. Dzięki temu stwarzacie szansę, że będą ludzie, którzy będą anty-czytnikowi tak jak Kazik, mimo że nie do końca wiedzą dlaczego

    0
    • kjonca pisze:

      „Czy Wy aby trochę nie przesadzacie?”
      Nie.

      „Otóż oświadczam Wam, że Marcin Meller ma takie samo prawo jak każdy z Was do wyrażenia swojej opinii na tematy różnorakie.”
      Oczywiście, ale jeśli coś publicznie robi, również publicznie zostanie wyśmiany.
      Po drugie, jako piszący dla gazety ma większy wpływ na tzw. odbiorców. I stąd JEGO teksty będą BARDZIEJ (wręcz powinnych być bardziej) krytykowane w przypadku pisania bzdur, niż teksty takiego kjoncy.

      0
    • Michał pisze:

      Skoro każdy z nas ma prawo do wyrażania opinii na tematy różnorakie to w czym problem, że wyrażamy opinię nt opinii wyrażonej przez Marcina Mellera?

      0
  17. q--ku pisze:

    alle macie problemy;-)
    czytanie to czytanie – na czytniku, papierze

    byle książka była dobra

    0
  18. Kuba pisze:

    Panie Meller, ahahaha ha ha hhaaaa, genialna ironia! Tak trzymaj. Twój fan!

    0
  19. Kuba pisze:

    Ta cała afera trochę z winy ownera SC. Za niedługo nie będzie można napisać czytnik z małej litery bo zostaniemy zrugani. Najwięcej do stracenia miałby owner, gdyby nagle czytniki wymarły, może dlatego żyłka taka napięta i każdy tekst o czytnikach, że te nie powinny istnieć jest odbierany negatywnie i doprowadza ownera do frustracji. Robercie, trochę luzu, czytniki nie zdechną.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Dwie dobre rady z artykułu, który mnie uczył pisania dla sieci – find good friends + find good enemies. Trochę antagonizmów dodaje życiu smaku.

      Szkoda tylko, że niektórzy od razu chcieliby spalić kukłę p. Marcina pod siedzibą wydawcy Newsweeka. :-)

      0
      • Kuba pisze:

        Dlatego Ty jesteś właścicielem tego popularnego blogu, ja tylko komentuję. Pozazdrościć wiedzy socjotechnicznej. Pozdrawiam.

        0
    • kjonca pisze:

      „Najwięcej do stracenia miałby owner, gdyby nagle czytniki wymarły,”
      Tzn co miałby do stracenia? Że zyskałby trochę wolnego czasu?

      0
    • mmena pisze:

      O matko kochana!
      Owner? O matko kochana, po raz drugi!

      Daj pan spokoj, panie Meller. Chcesz to czytaj, nie chcesz nie czytaj. (Chociaz moze lepiej poczytaj, na czytniku, czas jakis – bedziesz wiedzial o czym piszesz.)

      0
    • wright pisze:

      Wiesz, że istnieje w języku polskim wyraz „właściciel”?

      0
  20. Alabama pisze:

    Dla mnie książki nigdy nie przedstawiały większej wartości, bo nie zaglądałam do nich więcej niż raz. W czasach pre-wikipedycznych owszem – częściej sięgało się po encyklopedię. W mojej uczelni, na korytarzu przy na ścianie stała gablota, a w niej kilkadziesiąt tomów Encyklopedii Britannica. Studenci oczywiście nie mieli do nich dostępu – miały BYĆ w gablocie jako symbol … „mania” encyklopedii. To samo z resztą ludzie mają w domach.
    Ale do rzeczy – jestem uzależniona od czytania, ale w domu książek mam kilka, zawadzają na dolnej półce – żal wyrzucić. Do niedawna zasilałam się w bibliotece – zazwyczaj nie było tego co się chciało przeczytać, więc brało się co jest. Teraz mam czytnik i nieograniczone możliwości. Wool, Shift i Dust Howey’a jeszcze nie pokazały się w Polsce i pewnie długo nie pokażą w polskim przekładzie. Dzięki czytnikowi mogłam się do nich dobrać, przetrawić, wymiąć i wyssać do dna. Posiadanie czytnika w Polsce pozwala otworzyć sobie okno na cały świat i czytać nie tylko to co polskim wydawcom wydało się warte zredagowania i przełożenia na polski.
    A Meller niech se wącha stary papier.

    0
    • eRajwa pisze:

      Niemcy przetłumaczyli, a My nie damy rady?!?!?!

      Czy Meller nie brzmi germańsko?! Czy autor felietonu nie maczał palców przy agencie (i to niejednym)?! Czy nie śmiał onże młodzieży i mężczyzn Polskich zdjęciami nagich pań psuć?!

      0
  21. wyzbyty pisze:

    Źartobliwy felieton? Aaa… Ha ha ha… Aha!

    0
  22. cvx pisze:

    W sumie od początku najazd na Mellera wydawał mi się przesadzony. Tekst może nie stał na zbyt wysokim poziomie, nie był jakoś wielce śmieszny, ale przecież widać było, że pan Meller ironizuje.

    Więc po co to oburzenie, tak jakby ktoś Polskę obrażał, naród od antysemitów i nierobów wyzywał? Przecież czytniki bronić się mogą same, już Amazon i reszta dbają o właściwy marketing i nie ma co heroicznie w obronie Kindle stawać.

    Swoją drogą rację ma Meller, że czytniki mają swoich wyznawców. To jest zresztą element strategii Amazonu – stworzyć bazę wiernych użytkowników, jak u Apple, którzy będą przekonywać resztę populacji o wyższości Kindle lepiej niż najdroższe reklamy.

    I nic w tym złego nie ma, sam bardzo swojego Kindle’a lubię, ale bez przesady :)

    0
  23. Gecko pisze:

    Problemem nie jest to czy ktoś woli książkę papierową, czy elektroniczną, to nie jest ważne. Problem w dyskusjach nad wyższością jednego nad drugim, w tym wypadku, jest głównie taki, że większość osób piszących o wyższości książki papierowej nigdy nie korzystało z czytnika wyposażonego w ekran e-papierowy. Mają mylne wyobrażenie ebooka jako PDF’a czytanego na ekranie laptopa z rozjechanymi rozdziałami itd. W tym jest cały kłopot. Przynajmniej tak wynika z mojego doświadczenia w przekonywaniu fanów tradycyjnej książki do Kindla.

    0
  24. adamba pisze:

    A teraz będziecie musieli pokolorować wszystkie komentarze, żeby Pan Meller wiedział czy z niego kpicie. A może nie. :)

    0
  25. Zeratul pisze:

    I tak jednym małym linkiem do nowego felietonu w tekście powyżej, Szanowny Owner SC wypaczył Newsweekowi wyniki „Sondy” ;D
    (wychodzi na to, że niecałe 30% czytelników SC nie dorobiło się jeszcze czytnika ;) )

    0
  26. Kuba pisze:

    Nie wiem dlaczego, ale przypomniał mi się pewien film
    „I tutaj wydaje mi się, że panowie po prostu mylnie interpretują. On po prostu śpiewa żartobliwie, ironicznie, ze stosunkiem jakimś takim żartobliwym do tematu i do samego siebie, że on w ten sposób śpiewa. I w związku z tym twierdzę, że nie jest to piosenka smutna, pesymistyczna, że jak pan mówi, że chwyta, ale że taki jest łzawy, to nie jest łzawa piosenka tylko ja twierdzę, że jest to piosenka optymistyczna, żartobliwa, wesoła z akcentami humorystycznymi. W sumie uważam, że potrzeba nam jest zdrowych, wesołych, optymistycznych piosenek właśnie takich… Nawet czasami żartobliwie-ironicznych. No i ja bym się z nią raczej… I w ten sposób bym ją interpretował panowie. Raczej.”
    Pozdrawiam

    0
  27. Marcin pisze:

    Dyskusja jest o tyle bezprzedmiotowa iż pytanie jest raczej nie czy wydanie elektroniczne zastąpi papier ale kiedy to nastąpi. Podobnie jak było z aparatami fotograficznymi, kasetami VHS a teraz z płytami CD czy DVD. Tradycyjne nośniki umierają i jest to kwestia tylko czasu. Natomiast każda rewolucja (a w takowej żyjemy) spotykała sie zawsze z sprzeciwem części społeczeństwa że wspomnieć robotników niszczących maszyny parowe na początku XX wieku lub tez nakaz ktory zmuszał (chyba w USA) aby przed każdym samochodem szedł człek z latarnią oliwną (bezpieczniej).

    0
  28. KonradK pisze:

    Jeśli tekst „Na marginesie o czytnikach e-booków” miał być żartobliwy, to ma jego autor humor dosyć ciężki. Ktoś żartu nie zrozumiał i odnióśł się do tekstu na poważnie?
    A nie przychodzi panu Mellerowi na myśl, że to też może działać w drugą stronę? Że może wcale nikt się nie odnosi do jego tekstu, jak do wypowiedzi redaktora znanego pisma, tylko jak do gaworzenia popaprańca?

    A może komentujący na tym blogu powinni stosować oznaczenia, aby pan Meller był w stanie rozróżnić święte oburzenie od np. kpiny?

    0
    • piterk pisze:

      „gaworzenie popaprańca” – Panie Melleru proszę sobie to wydrukować i nad łóżkiem przyczepić, na macie. Zanim Pan coś napiszesz, spójrz Pan z łaski swojej na ten napisik, przyda się na mur beton.

      0
  29. piterk pisze:

    Panie Melleru – wstyd i poruta.
    Pan Meller nasmarował artykuł, słabo wyszło bo nie miał niestety nic do powiedzenia na temat czytników. Teraz idzie w zaparte pozując na intelektualistę, że niby ironia, sarkazm itp. Niestety jak się wypisuje głupoty to efekty są marne. Panie Melleru – wstyd i poruta, jak pragnę zdrowia. Znakiem tego troszku nie wyszło. Nie powiedział panu Mellerowi nikt, że jak się nie ma nic do powiedzenia to sie buzi nie otwiera? Po co jeden z drugim zabiera głos? Już lepiej jak ludzie (nieczytający książek) mówią, że czytnik to bezsensowne urzadzenie. To prawda, że jak się nie czyta to czytnik jest beznadziejny – bo niby do czego ma się przydać? Proste i genialne w swej prostocie.

    0
  30. PuszkaPandora pisze:

    Hej widły w dłoń!!!! Dlaczego? Bo zostaliśmy bezczelnie wykorzystani… I to jak haniebnie. Był kiedyś pewien żart rysunkowy, rozmowa dwóch kolegów:
    – I have absolutely nothing to say…
    – You should blog about that!
    I zgodnie z tą zasadą pan FelieTROLLista palnął jakieś głupoty, żeby wywołać efektowne komentarze. Ok udało się, tylko mając do dyspozycji tyle materiału, wypowiedzi różnych osób, różne opinie jedyne na czym się skupił to, że ktoś się z nim nie zgadza i nie rozumie głębi jego talentu. I jeszcze o tym napisał! Cały artykuł! W prasie ogólnopolskiej! Szkoda papieru, może zrzucimy się na SC na misia dla autora jako zadośćuczynienie.
    Rozumiem dziennikarską prowokację, działania zaczepne, zbieranie materiału, z którego powstanie poważny reportaż. W tym jednak przypadku szkoda słów. Odrobina redaktorskiej uczciwości pozwoliłaby na proste stwierdzenie: osobiście ebooków nie lubię, nie pasują/smakują mi ale jesteśmy świadkami światowej rewolucji: powszechny znak wodny zamiast DRM, od zera wciągu 2 lat do pełnoprawnych księgarni ebookowych, od PDF-ów do multiformatu, rewolucja w czytnikach (światełka i inne bajery), promocje na atrakcyjne tytuły powodują pady serwerów, w dużych miastach prawie w każdym tramwaju, autobusie, kolejce można spotkać średnio 1-3 osoby z czytnikiem… Nie! Najważniejsze było, mocno parafrazując, że ktoś nazwał go małpą i go nie lubi. Chyba nie chcę wiedzieć na jakie jeszcze tematy może się wypowiedzieć autor.

    0
  31. DobryJan pisze:

    Ależ eskalacja. Zaczynają powstawać już analizy „konfliktu na linii Drózd-Meller” ze współudziałem komentujących ;)
    (Mimo wszystko nie życzyłbym tematowi, by na jego podstawie pisali potem np. licencjaty czy magisterki – choć nie z takich zagadnień powstawały i większe prace.)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Szczerze mówiąc to nie wiem czy mi się to podoba. :>

      0
      • DobryJan pisze:

        Nie dziwię się i rozumiem mieszane uczucia. Choć równie miło, co zaskakująco, było mi być zacytowanym razem z Tobą w jednym tekście ;)
        W każdym razie dużo bardziej ważkim problemem wydaje mi się co ludzie czytają, a nie na czym.

        0
  32. su pisze:

    No i jeszcze jedna przewaga czytnika nad książką papierową – my clippings.
    Mam tam wszystkie śmieszne fragmenty przeczytanych książek – bezcenne.
    Amator książek papierowych musiałby zapewne założyć zeszyt …

    0
  33. Sholay pisze:

    Przeczytałem poprzedni wpis o pierwszym felietonie Mellera – kiepski zresztą – i niesamowicie zaskoczyła mnie ilość jadu i pomyj jaką na niego wywaliliście.

    Nic dziwnego, że uznał Was za typy kompletnie pozbawione poczucia humory i jakiegokolwiek dystansu do swojej pasji/manii/upodobania/preferencji (sam nie wiem jak czytanie na czytniku określić).

    Mam Kindla i mam na nim mnóstwo książek. Papierowych mam jednak więcej i wolę właśnie je. Ale nie mogę pojąć nagromadzenia sekciarskiej zaciekłości wobec osób mających o formacie książek zdanie inne niż Wasze.

    A fuj!

    &

    0
    • KonradK pisze:

      Ktoś na stronie swojego pracobiorcy (płacodawcy) napisał, co lubi w książkach papierowych, kończąc swój żartobliwy wywód stwierdzeniem, że w Kindle gówno zostanie.
      Nie wiem, co to znaczy po francusku. Możliwe, że jedni fracuski znają i mają poczucie humoru; inni nie znają i też nie znają się na żartach. Tym pierwszym jakoś udaje się zakwalifikować tych drugich do odpowiedniej kategorii (wyznawcy Świętego Czytnika); ci drudzy uciekają się do insynuacji, przypisując pierwszym wstecznictwo, dziwiąc się, dlaczego pierwsi używają samochodu a nie dorożki.
      Drugim (a nie pierwszym) potrzebne są ideogramy, wyrażające stan emocjonalny autora, bo nie dorośli do interpretownia tego na podstawie samego tekstu.
      Krótko mówiąc: zderzenie dobrego smaku z sekciarskim zacietrzewieniem.

      0
      • su pisze:

        Posiadacze czytników przytaczają konkretne, rzeczowe argumenty, przemawiające za ich posiadaniem. Zwolennicy książek natomiast przetaczają argumenty bardzo subiektywne i „od czapy” – zapach książki po deszczu, piasek między kartkami. Potem się dziwią, że inni patrzą na nich ze zdziwieniem. Ja uważam, że są to ludzie nie posiadający czytnika, nie znający kindla ale z góry go negujący. Rozumiem, że ktoś jednocześnie czyta książki papierowe i elektroniczne w kindlu. Ale nie uwierzę w to, że kindla posiada i woli książki papierowe.

        0
  34. sz-g pisze:

    Zgadzam się z Sholay (powyżej). Dodatkowo myślę, że jakby zrobić statystyki, to okazałoby się, iż w pluciu jadem w kierunku Mellera użytkownicy Kindla przeważają nad właścicielami innych czytników. Dlaczego tak się dzieje?

    0
  35. Max pisze:

    Mam czytnik, mimo to nadal czytam sporo papierowych książek. Nie jest prawdą że nie ma różnic, bo odmienne wrażenia są imo ewidentne, ale dlaczego jedno musi wykluczać drugie? Czy odkąd mam samochód nie powinienem już jeździć rowerem? Co jest lepsze a co gorsze?

    0
  36. heyahero pisze:

    Heh, czyżby dobrze skrojona prowokacja w wydaniu Mellera?
    http://www.publio.pl/miedzy-wariatami-marcin-meller,p90391.html

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.