Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Jak zajęci ludzie znajdują czas na (e)czytanie?

1024px-Goulds_Book_Arcade_BookStack

Mało kto z nas nie narzeka na to, że brakuje mu czasu na czytanie. Oto 11 sposobów na to, aby przeczytać więcej.

Inspiracją dla tego wpisu jest artykuł Evy Lantsought 11 Ways Busy People Make Time To Read opublikowany prawie rok temu w serwisie Lifehack. Autorka zastanawiała się, jak to jest, że przez poprzedni rok jeździła po świecie, występowała na konferencjach, kończyła doktorat, a jednocześnie w Goodreads zarejestrowała aż 69 książek.

Dla mnie brzmi to trochę jak rozszerzenie zasady „chcesz coś załatwić, daj to człowiekowi zajętemu”. Jakoś tak się składa, że większość aktywnych czytelników nie jest leniami w innej sferze życia i nasze czytanie nie odbywa się kosztem innych zajęć, no co najwyżej snu…

Zobaczmy zatem, jakie pomysły miała pani Latsought.

Autor zdjęcia: Toby Hudson, CC BY-SA 3.0

1. Miej ze sobą więcej książek niż możesz przeczytać

W oryginale autorka radzi tym, którzy czytają w papierze, aby wypożyczali po prostu więcej książek niż planują przeczytać. Może tak się zdarzyć, że jakaś książka nie podejdzie, więc od razu mamy inną.

Jeśli czytamy elektronicznie – sprawa jest prosta, wypełniamy czytnik zbiorem książek.

Na Kindle dobrym narzędziem do tego są kolekcje – tutaj np. pozycje które zamierzam czytać w styczniu 2015.

kolekcja-styczen2015

Nie wszystkie przeczytam, nie wszystkie kiedykolwiek skończę, z reguły jest też tak, że beletrystyka wpada niezależnie i okazuje się, że nagle zamiast czytać coś co jest zaplanowane, czytam Agathę Christie. ;-)

Co do beletrystyki – mam osobną kolekcję „Literatura Someday/Maybe” z tytułami, które mam zamiar kiedyś zacząć (lub do nich wrócić), ale bez jakiegoś planu.

kolekcja-literatura

2. Czytaj kilka książek jednocześnie

Niektórzy na to strasznie się oburzają, jak to można zdradzać swoją aktualną lekturę.

Albo, że jeśli chce ci się przeskoczyć do czegoś innego, to znaczy że bieżąca książka jest mało ciekawa. Faktycznie, są pozycje, których nie porzucimy kosztem snu i jedzenia. Ale jeśli czytamy rzeczy zróżnicowane tematycznie – tu można się między nimi przełączać.

Ja to bardzo lubiłem w czasach licealnych, gdy regularnie brałem z biblioteki po 5-6 książek i oczywiście zaczynałem je wszystkie naraz. Gorzej, gdy stwierdzałem że nie mogę żyć bez kilku – i wtedy nosiłem ze sobą zawsze dwie czy trzy. Teraz na czytniku to znacznie łatwiejsze.

3. Ustal sobie cel dla sesji czytelniczej

„Jeszcze tylko 5 minut do końca rozdziału” – to niby niewiele, ale pozwoli nam przeczytać więcej. A jeśli się gdzieś spóźnimy, no cóż, 5 minut każdy Polak wybaczy.

Na Kindle straszliwie lubię z tego powodu funkcję „Time To Read”, która mi mówi o tym ile jeszcze zostało czasu do końca książki czy rozdziału.

k7-time-to-read

Podobną funkcję mają niektóre aplikacje dla Androida, np. Legimi na Onyksie.

Wiedza, że czas do końca jest jakoś określony – więc już za chwilę będziemy mieli jakąś część książki za sobą, pozwala się zmobilizować.

Wiem, że niektórzy tego nie lubią i wolą mieć „czystą kartę”, no ale to też da się wyłączyć.

4. Zignoruj to co „powinieneś” czytać

Czytamy przede wszystkim dla siebie – dla własnej przyjemności i rozwoju. Dlatego nie ma sensu się zmuszać do tego, co tylko nam się wydaje, że jest dobre – bo ktoś to polecił, bo ma wysokie recenzje, zdobyło nagrody. Już nie jesteśmy w szkole, gdzie nakazują nam kochać wieszcza.

Z tą poradą nie do końca się zgodzę – mam tak, że wiele książek wchodzi mi bardzo opornie i na początku trzeba się trochę zmuszać, żeby po pół godzinie czytania chwyciło. No, ale zmuszać się do przeczytania całości? Oj, dzisiaj bym już chyba nie przebrnął ponownie przez „Czarodziejską górę”. :-)

Dotyczy to również szeroko pojętej klasyki – jeśli dana pozycja wielu ludziom się spodobała – zresztą, spodobała to mało – zmieniła ich życie, to może warto spróbować.

5. Praktykuj szybkie czytanie

Sprawa jasna, jeśli opanujemy techniki szybkiego czytania możemy czytać więcej, choć pamiętajmy, że nie jest to obowiązkowe, szczególnie w przypadku poezji… Mając jednak taką umiejętność możemy sami decydować kiedy przyspieszyć, kiedy zwolnić.

Jeśli więc nadal sylabizujesz i czytasz sobie pod nosem, może warto poszukać jakiegoś kursu.

6. Czytaj cyfrowo na różnych urządzeniach

To jest rada, do której się nie stosuję, bo prawie wszędzie noszę ze sobą czytnik. Ale jeśli np. zdarza nam się stać w kolejce i wyciągać telefon – to może warto mieć na nim tę samą książkę i ją otworzyć, zamiast po raz kolejny męczyć Angry Birds czy 2048…

Pamiętajmy, że np. aplikacja Kindle dla Androida/iOS daje możliwość synchronizacji książek wysłanych mailem. No, ale nawet jeśli takiej synchronizacji nie mamy, to znalezienie odpowiedniego miejsca w książce nie powinno być bardzo trudne.

7. Czytaj przed pójściem spać

Pół godziny przed snem wyciszy nas po całym dniu aktywności, a jednocześnie pozwoli posunąć się do przodu z akcją. Ja to od jakiegoś czasu praktykuję – i dodam, że regularne czytanie sprawia, że zapadam w głębszy sen i więcej mi się śni. Może tylko należy przed snem ograniczać Kinga czy Mastertona…

No i przypomnę – nie wierzmy do końca wynikom badań, które robiono na… iPadzie.

8. Poszukaj znajomych

Warto dołączyć do jakiejś grupy czytającej to samo co my, nie ma nic lepszego jak wspólna motywacja. Kluby książkowe czy chociażby ludzie interesujący się tą samą tematyką – to wszytko da się znaleźć w sieci, ale może i w najbliższej bibliotece.

W latach 2009-2012 prowadziłem w Warszawie tzw. UX Book Club – klub czytelniczy (będący częścią ogólnoświatowej inicjatywy), w ramach którego spotykaliśmy się raz na kilka miesięcy i czytaliśmy jakąś książkę o projektowaniu czy badaniach.

UX Book Club Warsaw 10. (2011-03-09)

Archiwum relacji i zapowiedzi jest na moim blogu firmowym. Zasada była taka, że każdy musi przeczytać omawiany tytuł i musi też się na jego temat wypowiedzieć, nie było biernych uczestników. Takie wymogi sprawiały, że na spotkanie przychodziło maksymalnie kilkanaście osób, ale było o czym dyskutować. No i motywowały do czytania. :-)

9. Śledź swoje postępy online

Autorka zaleca korzystanie z Goodreads, albo podobnego serwisu – w Polsce to choćby Lubimy Czytać, Biblionetka albo Booklikes – o serwisach społecznościowych niedawno pisałem.

Jednym to pomaga, innym nie, ale może warto spróbować. Zaletą są dodatkowe inspiracje czytelnicze, które dzięki tym serwisom zyskamy.

10. Porzuć czytanie przypadkowych newsów w sieci

To może być jedna z ważniejszych porad. Nie mamy czasu na książki, za to mamy czas na siedzenie na fejsie i klikanie w linki o tym, co powiedział jakiś polityk. Potem jeszcze się angażujemy w komentowanie, dzielenie…

Fajnym pomysłem jest odroczone czytanie, co zapewniają takie serwisy jak Instapaper czy Readability. Jeśli stwierdzam, że przeczytanie artykułu zajmie mi więcej niż 2 minuty – wtedy go wysyłam do Instapaper, a w każdy piątek rano dostaję gazetkę z artykułami na mój czytnik. O tym serwisie było u nas kilka artykułów.

Można też wysyłać artykuły od razu na czytnik (np. wtyczka Amazonu – Send To Kindle) – przyjdzie ich czas, to je przeczytamy.

Eva Lantsoght zwraca jeszcze uwagę na to, że w przypadku poważniejszej tematyki zamiast serii artykułów warto poszukać głębszych opracowań – a te znajdziemy nierzadko w formie książkowej.

11. Podejmij zobowiązanie czytelnicze

Parę lat temu dość popularna stała się inicjatywa 52 książki – założenie jest proste – przeczytaj co tydzień książkę i podziel się ze znajomymi listą.

Książki nie są sobie równe, a czytanie to nie zawody sportowe – owszem. Ale choćby spisywanie tego co przeczytaliśmy powinno nam dać dodatkowego motywacyjnego kopa. W niedawno dzieliłem się tym, co czytałem w roku 2014 – i stworzenie arkusza z listą mi bardzo pomogło.

Ale warto uważać, żeby nie przesadzić. Śmieszą mnie trochę te rozbudowane „wyzwania czytelnicze”, popularne ostatnio na blogach książkowych i oparte o jakieś, zwykle zewnętrzne cechy książki.

challengebrhor2

Oto przykład paru z tych wyzwań, znaleziony na jakimś blogu.

Książka licząca więcej niż 500 stron
Typowy romans
Książka, na podstawie której powstał film
Książka w numerem w tytule
Książka napisana przez autora przez 30-tką
Książka z antonimami w tytule
Książka, której akcja rozgrywa się tam, gdzie chciałabyś pojechać
Książka, która została wydana w roku, w którym się urodziłaś
Książka ze złymi recenzjami
Trylogia
Książka z dzieciństwa
Książka, w której znajduje się trójkąt miłosny
Książka, której akcja rozgrywa się w przyszłości
Książka, której akcja rozgrywa się w liceum
Książka z kolorem w tytule
Książka autora o takich samych inicjałach jak twoje

A co, jeśli nie lubimy romansów? Po co się męczyć książką, która ma złe recenzje? Czy jest głupszy pomysł na wybór lektury niż obecność koloru w tytule?  Choć oczywiście dzięki temu możemy czasami odkryć dla siebie perełki, albo spróbować gatunku, którego bez „wyzwania” byśmy nie dotknęli.

Inna sprawa, że dzięki wielu promocjom i rekomendacjom mamy i tak wystarczająco długą listę do przeczytania – i nie musimy jej „nabijać” dzięki wyzwaniom…

A jakie są Twoje sposoby na to, by czytać więcej? Podziel się w komentarzach. :-)

PS. Dodałem wpis na Wykopie – kto ma konto – poproszę o dodanie plusa. 

Hej Wykopowicze :) Rzućcie też okiem na przewodnik nt. e-booków po polsku.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

107 odpowiedzi na „Jak zajęci ludzie znajdują czas na (e)czytanie?

  1. arve pisze:

    Przede wszystkim – mieć przy sobie ZAWSZE kindla. Tramwaj się spóźnił o minutę? Czytam. Program się zawiesił? Czytam. Makron się gotuje? Czytam. Idę z przystanku do domu? Czytam. Nie mogę zasnąć? Czytam (najlepszy sposób, żeby wyglądać jak zombie). Jadę windą? Czytam. Czasami mi się marzy, żeby móc przyczepić kindla do kierownicy roweru. Ale może dobrze, że jeszcze nie wymyśliłam sposobu… :)

    0
    • pamk22 pisze:

      Czytanie w chwilach wolnego czasu? To nie dla mnie. Jeśli już czytam to muszę mieć do tego warunki: cisza, spokój i nieograniczony czas. Przyznaję, rzadko mam takie warunki (szkoła, nauka, znajomi, obowiązki), więc najczęściej czytam w… nocy. 2.00-4.00, gdy wszyscy śpią, za oknem brak żywej duszy, nikt nie zadzwoni… warunki idealne :)
      PS. To mój pierwszy komentarz na tym blogu, ale czytam go od dawna :) Witam!

      0
    • Michal Michalak pisze:

      Dorzucę stoję w kolejce do kasy – czytam,!

      0
      • Aggie pisze:

        To ja jeszcze dodam – karmię miesięczną córeczkę – czytam :-)
        Przy pierwszej córce przeczytałam w ten sposób masę książek, a Kindle był przy tym niezastąpiony.

        0
    • R pisze:

      Jest pokrowiec rowerowy na komórki i GPS na pewno znajdzie się większy model na kindle, ale mdlę się aby nigdy nie wpaść w posiadanie takiego czegoś. Szczególnie teraz w zimie, bo akcja może być zawrotna :D

      0
    • asymon pisze:

      Podejrzewam że na czytnik nada się coś, co nazywa się „mapnik rowerowy”, tylko w przypadku dotykowego ekranu lepiej przetestować przed kupnem, czy zadziała.

      Nie ma za co }:-)

      0
    • Piotr pisze:

      Cóż, oryginalna okładka do keyboarda idealnie daje się zamocować na kierownicy wózka, z kolei PW2 pasuje idealnie do deski rozdzielczej mojego samochodu (oczywiście do stosowania jedynie w korkach – ale zawsze to kilkanaście minut dziennie ;-))

      0
    • masurro pisze:

      W lecie lubię spacerowaać i czytać. W prawej ręcę czytnik, lewa lekko wyciagnięta (wiem, że wyglądam jak debil), ale to pomaga na słupy i latarnie.
      Na rowerze ciężko się czyta, bo jednak trzeba bardziej uważać. Szkoda…

      0
    • civette pisze:

      Jak u arve + czytanie w pracy: drukarka drukuje – czytam, pismo gotowe – czytam, chwilowo nie mam co robić (czasem warto skończyć coś szybciej i mieć chwilę wolnego) – czytam, siedzę z dzieckiem w przychodni – czytam. Bez Kindla prawie nie wychodzę z domu i nawet u mamy na kawie zdarza mi się podczytywać…

      0
    • Robert pisze:

      Ale da się doczepić Kindla do rowerka treningowego :-) Sprawdziłem!

      0
    • Kruczysko pisze:

      na rowerze przesiadam się na audiobooki :) wiem, że to nie to samo, ale czas spędzony z lekturą i na świeżym powietrzu dobrze robi.

      0
      • Maq pisze:

        Dlaczego nie to samo? Przecież to też książka! Ja właśnie tak czytam idąc codziennie do pracy na piechotę oraz całkiem sporo spacerując dla zdrowia. No i na dobranoc nie ma to jak audiobook!

        0
  2. Hania pisze:

    Ja przede wszystkim trzymam różne książki w różnych miejscach. Inną przy łóżku, inną przy komputerze, inną… w toalecie ;), a do tego oczywiście Kindle w torbie, którą zabieram ze sobą zawsze, z kilkoma ebookami do przeczytania „na teraz”.
    Jedną książkę mam też w ulubionej kawiarni i ilekroć wpadam tam wypić filiżankę herbaty czy duże latte, czytam parę stron.

    0
  3. raaistlin pisze:

    No dobra, skoro o szybkim czytaniu, to może kilka słów na temat tego, jak zacząć, z czego się uczyć itp? Myślę, że to interesujący temat.

    Sam pobrałem z Amazon AppStore jakąś aplikację (płatną) i całkiem nieźle się sprawuje i zachęca do kontynuowania kursu. Zauważyłem już wzrost czytania, jednak chciałbym poznać jakieś alternatywne metody, żeby to jeszcze bardziej uskutecznić. A wnioskuję, że skoro o tym wspominasz, to sam przez to przechodziłeś ;)

    0
    • Era pisze:

      Hej.
      Wszystko o szybkim czytaniu znajdziesz w necie – problem w tym, że ciężko samemu zmobilizować się do czegoś takiego. W moim przypadku bardzo dobrą opcją był kurs – aczkolwiek i przed kursem czytałem dość szybko (około 300-400 słów na minutę – zależało od tego jak książka była ciekawa) – kurs trwał jakiś miesiąc czy 2, kosztował 700PLN – połączony był z nauką zapamiętywania i szybkiego wyszukiwania informacji) Po kursie na egzaminie wyszło jakieś 3000 słów – przy zrozumieniu +- 90% – co było lekką przesadą, ale fakt, że w tej chwili standardowo czytam w okolicach 900 słów na minutę.
      Na kursie bardzo dokładnie było omawiane i dopasowywane jak szybko czytać – bo sposobów jest sporo – więc jeśli zależny Ci na czasie, to polecam kurs :)
      W tej chwili z uwagi na to, że jednak większość czasu poruszam się autem, to nie mam za dużo czasu na czytanie – i czytam najczęściej w wannie.
      Najczęściej zanim woda zrobi się zimna, to książka jest już przeczytana…
      Co ciekawe – dużo szybciej idzie mi czytanie książki papierowej niż z kindla… prawdopodobnie przez to, że kindle wyświetla mniej wyrazów niż jest na stronie książki.
      A

      0
      • Archi pisze:

        W książce pt. „Superczytanie. Jak uczyć się trzy razy szybciej” – Zbigniewa W. Brześkiewicza, autor stwierdza, że prędkość czytania powyżej 800 słów na minutę powoduje, iż oczy zaczynają czytać wybiórczo i jest to swoista „granica wzroku”. Nie oznacza to oczywiście, że nie można czytać jeszcze szybciej, ale traci się na rozumieniu przeczytanego tekstu.

        Czy jesteś w stanie utrzymać prędkość czytania również w szeroko pojętej beletrystyce czy masz swój gatunek literacki, w którym osiągasz taką prędkość np. literatura branżowa? Czytasz przy użyciu wskaźnika oraz jak poradziłeś sobie z wyeliminowaniem fonetyzacji?
        Możesz polecić jakieś książki do samodzielnej nauki szybszego czytania i czy masz jakieś porady dla osób chcących przyspieszyć czytanie?

        Wybacz, że zadaje Tobie tyle pytań, ale temat jest dla mnie bardzo interesujący.

        0
        • Era pisze:

          Fantastyka/fantasy/sensacja – w przypadku literatury technicznej oczywiście o wiele wolniej.
          I oczywiście, że traci się część treści – nawet jak czytasz wolno, mogą Ci umknąć szczegóły.
          Na początku faktycznie wspomagałem się wskaźnikiem (pałeczką od szaszłyka) ale teraz z lenistwa albo przyzwyczajenia już tego nie robię. W przypadku, kiedy chciałbym coś szybciej czytać, pewnie bym do tego wrócił.
          Tu jeszcze jedna ciekawa uwaga – szybkie czytanie jest genialnym narzędziem do nauki – wyszukiwanie informacji w grubej książce jest naprawdę wygodne. W ten sposób końcówka studiów była czystą przyjemnością – znaleźć coś w grubej książce to było 15 minut (do tego mapa myśli – żeby zapamiętać informacje – genialne – ale niestety w tej chwili już tego nie używam – za dużo czasu zajmuje a za mało rzeczy muszę mieć „na pamięć”)
          fajnym narzędziem do testu szybkiego czytania – a własciwie sprawdzenia na ile Twój mózg radzi sobie z natłokiem informacji jest dodatek ze strony http://squirt.io/ – możesz tak czytać strony internetowe :)
          Fonetyzacja – to chyba miałem wyeliminowane dużo wcześniej, czytając w szkole podstawowej 15 książek miesięcznie (miałem i mam problemy z ortografią – w moich czasach nie było dysgrafii itp – a maturę zdałem bez błędu mając większy zasób słów – własnie z książek)
          Niestety książek do tego Ci nie mogę polecić – tylko i wyłącznie skończyłem kurs.
          Jedno tylko napiszę – był ze mną starszy człowiek, po 50 który zaczynał z poziomu 100 słów – i opornie szło, subwokalizował itp – ale pod koniec osiągnął 300 – więc jak widać – ćwiczyć ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć – znaczy czytać :)

          0
    • Robert Drózd pisze:

      Co do szybkiego czytania – nie robiłem nigdy żadnego kursu i tych jakichś technik pozwalających objąć całą stronę naraz nie znam.

      Ale kilkanaście lat temu czytałem dwie książki o szybkim czytaniu – coś Tony’ego Buzana i „Superczytanie” Brześkiewicza – no i robiłem ćwiczenia, coś mi to dało, ale nie pamięam już co. :-)

      Inna sprawa, że nigdy nie sylabizowałem i nie wokalizowałem, bo nauczyłem się czytać od razu całe wyrazy (pisałem o tym tutaj: http://vroobelek.iq.pl/2009/agatha-miala-racje-nasze-szkoly-racji-nie-maja/).

      0
      • Era pisze:

        bo w przypadku, kiedy i tak już tyle czytasz, to masz już swoje własne wyrobione sposoby na czytanie więcej niż jednego słowa :)

        0
    • wjabol pisze:

      szybkie czytanie?
      jeśli czytasz dla przyjemności, to po to by ona trwała. To tak jak chodzenie po górach jak najszybciej by przejść a pkt A do B, nie zwracając uwagi na widoki. Niby można, ale po co wtedy jechać w góry.

      0
  4. pawel_z_wrocka pisze:

    Zacznij jeździć autobusem, zamiast smochodem.

    Najwięcej czasu na czytanie mam właśnie w komunikacji miejskiej.

    0
    • momus pisze:

      Nie zawsze to działa, ja do pracy mam 10-15 minut za pomocą MPK. Nawet nie opłaca mi się plecaka ściągać z pleców. Chyba że jadę do domu, wtedy godzinka mija bardzo szybko (a potem, tego mcdonalda tu nie było kiedyś jak wyjrzałem za okno :D).

      Pomijam już, że nie każdy jest w stanie czytać w trzęsącym i bujającym się, tyrkoczącym tramwaju. Ostatnio jednak widziałem faceta, który rozwiązywał krzyżówki w autobusie. Nawet przejazd przez torowisko mu nie przeszkodził.

      0
      • pawel_z_wrocka pisze:

        Mnie tam 10-15 minut spokojnie starcza. Raz, zazwyczaj czytam już na przystanku, wsiadam z Kindlem w dłoni. Dwa, jeśli nie, to Kindle’a mam w specjalnej zewnętrznej kieszeni torby dla łatwego wyjęcia.

        0
        • Michal Michalak pisze:

          JA odkąd mam kindla przy zakupie kurtki zwracam uwagę na posiadanie jakieś dużej kieszeni zewnętrznej w którym kindel się bezpiecznie zmieści i będzi sobie mógł przebywać

          0
        • Robert Drózd pisze:

          Jak mam 10 minut w autobusie to wyciągam książkę z krótkimi rozdziałami, np. ta ostatnia Wałkuskiego o Ameryce się nadaje. :)

          0
          • asymon pisze:

            Inne sprawdzone do komunikacji:

            – gość z Top Gear, jest parę książek, śmiesznie, czasem pisze ciekawie, czasem taki chłopek-roztropek, 50/50;
            – krótkie reportaże, np. idealne jest 1000 wydanie Dużego Formatu, czy książki JHB, Mariusza Szczygła; z nowych „Zdarzyło się” Kalickiego (krótsze), czy „Antologia 100/XX” (dłuższe)
            Mrożek, czy Topor (nie ma ebooków); przewrotnie właśnie tu dodam śmieszny zbiorek „Hasło niepoprawne”, autor chyba tu zagląda, niech ma ;-)
            – trochę dłuższe rzeczy to np. opowiadania Gaimana, czy Kelly Link (po angielsku za darmo na feedbooks).

            Próbowałem z „Niewidzialnymi miastami” Calvino, ale to jednak inny poziom abstrakcji i książka czeka na lepsze czasy…

            0
            • YuukiSaya pisze:

              „Zdarzyło się” też jest dobrą pozycją, rozdziały są krótkie i w 10 minut spokojnie można przeczytać 1-2

              0
            • mikeyoski pisze:

              Nie będę czytał Clarksona w komunikacji miejskiej, ani w żadnym publicznym miejscu. Ciężko jest dusić śmiech, a czasem wręcz łzy wywołane śmiechem ;)

              0
      • Jakec pisze:

        Przeprowadziłem się niedawno i mam teraz do pracy 15 minut piechotą (przedtem 2 minuty)… Czytać po ciemku idąc chodnikiem – niezbyt bezpiecznie (w dzień mi się zdarza). Co robić przez ten czas? Wydawało mi się, że audiobooki nie dla mnie – ale jednak spróbowałem i od kilku tygodni w dni robocze prawie 30 minut słuchania – nawet mi się to podoba.
        A prawdziwe czytanie? Każda kolejka, każdy dojazd, prawie każdy papieros – no i przed snem…

        0
    • R pisze:

      I to jest jedyny powód dlaczego bym jeździł autobusem, ale mimo wszystko codzienna (zimą też) jazda rowerem do szkoły i z powrotem jest ważniejsza dla mojego zdrowia fizycznego i psychicznego.

      0
    • Mickey. pisze:

      No panie, żeby jeszcze dla czytania ludzie mieli rezygnować z samochodu?! Z prestiżu, statusu i lansu i z biedotą jeździć?! ;)

      PW2 mam już 15 miesięcy i zauważyłem, że czasami jest dla mnie ważniejszy niż smartfon. Staram się mieć go zawsze przy sobie i czytać często (niestety ostatnio mam dużo artykułów, Crofflr i pdf do mgr przesyłane mailem). Poza tym miewam też nawroty choroby lokomocyjnej i po kilku minutach muszę odstawić Kundla. :D

      0
    • Dawid Miarka pisze:

      Ja tam nie jestem w stanie ani czytać, ani grać na przenośnych konsolach etc. w komunikacji. Próbowałem wielokrotnie uskuteczniać na studiach, zawsze bóle głowy i mdłości. Jedynie audiobooki wchodzą w grę.

      0
  5. momus pisze:

    Czytanie przed snem oraz w autobusie. Czytam zatem praktycznie codziennie, staram się by było to około godziny, ale jak jest ciekawsza pozycja to wychodzi i 2h (syndrom „jeszcze jednego rozdziału”). Owszem zdarza się, że daruje sobie czytanie jeśli mam wstać wczesnym rankiem (np. na pociąg, w którym nadrobię stratę), bądź też zwyczajnie po całym dniu pracy mam dość i chce iść spać (lub wyrabiam nadgodziny po nocach, czytam literaturę fachową, przygotowuje się do pracy na następny dzień).

    Nie ma zmuszania się, na Kindlu zawsze zapas, kończę jedną zaczynam następną. Nie za dużo jednak, max 30-40 pozycji, z ciągłą rotacją po 4-6 przeczytanych. Żeby się do niczego nie zmuszać. Przeplatam nowe pozycje ze starymi. Przydaje się tu Calibre.

    Czytam tylko na Kindlu (bądź papierze książki techniczne, dokumentacje na komputerze). Telefon jest od sprawdzania poczty, SMS, rozmów, a jak bateria pozwoli 2048 :D.

    0
  6. Teresa pisze:

    Praktykowałam również w fitnessclubie na rowerku i na orbitreku – wybierałam takie, na których można wstawić czytnik przed sobą. Im dłużej, tym więcej można przeczytać. ;-)

    0
  7. Jacek pisze:

    Hmm… Rzeczywiście dziwne te wyzwania czytelnicze z fikuśnymi wymaganiami. Chociaż i 52 książki to dla wielu musi być chyba raczej metoda hamująca niż zwiększająca czytelnictwo.

    Dziwi mnie też popularność „wyrywania” kawałków czasu czy szybkiego czytania w tego rodzaju zestawach porad. Minuta, dwie, pięć; w windzie, w kolejce itp. Wyrwać choć stronę… Sam czasem tak próbuję, również audiobooki gdzieś na mieście, ale nie potrafię w ten sposób przyswajać nic ponad jakąś książkową pulpę, rozwlekłe kryminały itp. Lektura uważna, z zatopieniem się w świat czy z pełnym rozumieniem omawianych tematów powinna chyba jednak wyglądać inaczej i trwać nieco dłużej. (Inaczej modelem zachowania zaczyna przypominać takie poszarpane obcowanie z treściami w sieci.)

    Swoją drogą podobnie jest chyba z produktywnością: dziś jest masa systemów, różni Coveye i Alleny, a kiedyś po prostu człowiek brał się do roboty i robił, bez dorabiania teorii. Jak dla mnie podobnie jest z czytaniem :) (uprzedzam potencjalne głosy – żyję „normalnie”, praca, rodzina itd. i jakoś bez problemu czytam)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Oj z oceną Coveyów i Allenów się nie zgodzę.

      Kiedyś też była robota do wykonania, ale nie było stu maili dziennie, z których musisz wyłowić to co jest do zrobienia, a odcedzić te, gdzie Cię dodano w CC. Kiedyś nie było możliwości, żeby pracodawca czy klient mógł Cię dorwać telefonicznie w każdym momencie, nie było też formatu PDF, w którym 100-stronnicowy raport (do przeczytania na jutro) generuje się szybciej niż jego wydruk.

      Generalnie – życie przyspieszyło – i systemy w rodzaju GTD mają to pomóc opanować, no i przy okazji zrobić to co trzeba.

      0
      • Jacek pisze:

        Oczywiście upraszczamy.

        Kiedyś nie było maili, to prawda. Ale też wiele (większość?) maili to śmieci, grzeczności, zawracania gitary czy rzeczy, którym się nie chce zrobić innym (a segregację i odcedzanie załatwia dobra konfiguracja filtrów). Tym samym dodam: kiedyś nie było też facebooka i telewizji. Innymi słowy nie było rozpraszaczy, które odciągały od roboty. (Podobnie nie daję sobie wejść na głowę i staram się, by mieć określony czas dla ludzi, a nie dawać sobie wchodzić na głowę przez całą dobę, gdy komu w duszy zagra. Taki wzajemny szacunek.) Kiedyś czytało się książkę w sposób bardziej „sycący”, dziś wiele osób po paru stronach nie może się skupić, bo odczuwa potrzebę sprawdzenia czegoś na komórce – maila, facebooka itp.

        Znam wielu entuzjastów tych produktywnościowych tematów, ale żaden nie korzysta z jakiegoś systemu tak, jak go twórca stworzył, czy to GTD, czy cokolwiek innego. Każdy prędzej czy później adaptuje jakąś metodologię do swoich potrzeb, bo tego wymaga specyfika jego działalności. I obstawiam, że kiedyś też każdy wypracowywał sobie jakiś system, w którym czuł się najlepiej – różnica taka, że działo się to naturalnie, nikt tego nie spisywał czy nie dorabiał ideologii. Dziś jest na to tzw. hype, ale widziałem też drugą stronę – managerowie forsujący jakieś GTD w firmie, bo uważali, że to super. Dochodziło wręcz do zwolnień, bo ludzie nie chcieli pracować w jakimś wymuszonym, niewygodnym dla nich systemie.

        Osobiście wolę rady typu „odbieraj maile raz dziennie” ;) (chyba coś takiego u Babauty było) Zdumiewające, ile problemów rozwiązuje się samo, gdy się na nie błyskawicznie nie zareaguje.

        I, swoją drogą, wydzielanie odcinków czasowych na konkretne czynności jest dość prostym, ale chyba relatywnie skutecznym sposobem na zapanowanie nad rozpraszaczami. Tak samo dotyczy to czytania. „Teraz będę czytał przez godzinę” i koniec. Można się w pełni oddać lekturze, zatopić w niej. Stanie się coś, jeśli maile sprawdzę później? 99,9% szans, że nie. Grunt to chyba wyplenić wewnętrzne potrzeby zajmowania się zbędnymi rzeczami (sam zrezygnowałem z wielu społecznościówek, odinstalowałem większość aplikacji w telefonie i zadowolenie z życia wyraźnie mi wzrosło :))

        0
        • Grzegorz pisze:

          Jak mało kiedy zgadzam się z przedmówcą. Brak serwisów społecznościowych, sprawdzanie maila dwa razy dziennie, wyłączenie internetu w telefonie i czytniku. To podstawy do zachowania normalności.

          0
      • tvmaniak pisze:

        Zauważyłem pewną ciekawostkę. Wiele tekstów w sieci dotyczących braku czasu we dzisiejszym świecie dotyczy głównie ludzi zajmujących się korpo pracą typu biurowego albo samozatrudnieniem podobnego rodzaju. Większość takich autorów i Ty Robercie też piszą z perspektywy własnej. Nie wspominacie jednak o tym, że jest wiele zawodów w których ludzie po pracy trwającej około 8-10h mają czas i nie muszą odpowiadać na maile i telefony, co prawda mogą go trwonić w inny sposób (poprzez trwonienie rozumiem czynności bezproduktywne i typowe zapchajdziury np angry birds, facebook albo gapienie się w tv). Pomijam rodzinę i obowiązki domowe. Czas da się ogarnąć i znaleźć chwilę na wszystko. Niestety dzisiaj brak czasu nie jest problemem tylko zbyt duża ilość bodźców które namawiają do wykonywania niby to cool czynności. Ludzie chcieliby to wszystko zrobić i koniec końców wydaje im się, że nie mają czasu… Co za dużo to nie zdrowo. Rozwaga, zastanowienie, przemyślenie, wybranie tego co dla nas najlepsze i przyniesie nam najwięcej korzyści, unikanie pustych mało wartościowych rzeczy to podstawa w dzisiejszym świecie. Kto się nie opamięta zawsze „nie będzie miał czasu”. Czytanie jest jedną z najbardziej wartościowych czynności jakie istnieją na tym świecie, na drugim końcu jest facebook ;)

        0
  8. KonradK pisze:

    Jakoś tak się składa, że większość aktywnych czytelników nie jest leniami w innej sferze życia i nasze czytanie nie odbywa się kosztem innych zajęć, no co najwyżej snu…

    Może dlatego, że mają więcej energii w ogóle.
    Znajomy nie mógł się nadziwić, jak to przez pewien czas po urodzeniu mu się dziecka znajdował czas na wszystko a później już tak nie było.
    Może organizm przestał produkować hormony, żeby go nie zajechać do reszty.

    0
    • Marcin pisze:

      Zawsze mnie dziwi, jak ludzie myślą, że po urodzeniu dziecka rodzic ma mniej czasu a potem ilość wolnego czasu rośnie. Jest zupełnie odwrotnie, w szczególności w przypadku ojców. Na początku ojciec nie ma wiele roboty, nie karmi piersią, co najwyżej usypia dziecko. Dopiero później są zabawy, czytanie, piłka, rowerek, itd.

      0
      • Matty pisze:

        „Jest zupełnie odwrotnie, w szczególności w przypadku ojców.”
        Raczej tylko w przypadku ojców ;-)

        0
      • KonradK pisze:

        Nie wiem, jak on myślał.
        Mógł myśleć podobnie jak Ty, ale coś w psychice może rozpoznać sytuację jako stresową (co się wcale nie wyklucza z radosną) i organizm reaguje tak a nie inaczej.

        0
  9. R pisze:

    Chciałbym zacząć swoją historię z dokumentami bo jakoś nigdy mnie nie ciągnęło a chce sprawdzić co to za gatunek mógłby mi ktoś coś polecić tylko nie historyczne.

    0
  10. Magdalaena pisze:

    Trochę mnie zastanawia sens stawiania sobie celów w zakresie czytania i mam wrażenie, że jeśli ktoś mało czyta to widać niezbyt to lubi / nie trafia na fajne dla siebie książki.
    W tym stylu trochę mnie zdziwił portal Goodreads, który na początku roku wysłał mi maila „chcesz czytać więcej?”. Oczywiście pomyślałam „tak” i kliknęłam na link, bo może mają dla mnie fajną promocję na książki anglojęzyczne. A tam był … pomysł ustawienia sobie celu, ile mam przeczytać.

    Generalnie ostatnio jestem w sytuacji, kiedy czasu na czytanie mam całkiem sporo (przed snem, przy jedzeniu, w ramach relaksu, w kolejce do lekarza, audiobooki przy gotowaniu), ale brakuje mi książek, które byłyby naprawdę super, od których nie mogłabym się oderwać i które oceniłabym na 4 – 5 gwiazdek.

    0
    • xxx pisze:

      Dokładnie. Czytanie dla samego czytania jest chyba jakimś zaburzeniem. Ja mogę czekać tydzień i dłużej, żeby kontynuować lekturę i nie narzekam w międzyczasie na brak zajęć. Również bez sensu jest dla mnie wyciąganie czytnika na minutę bo akurat czerwone się zapaliło. Pogrążając się w lekturze tracę kontakt ze światem zewnętrznym, a to bardzo niedobrze, zwłaszcza gdy wokół jest wielu ludzi.

      0
    • asymon pisze:

      A mnie właśnie bawią te wyzwania, chociaż zwalczam podejście „jeśli brakuje ci książek, żeby wyrobić normę 52, wybieraj cienkie lektury”.

      Chyba zabiorę się za to wyzwanie z wpisu, ładna grafika jest tu, ale że jestem leniwy, zmodyfikuję tak, żeby po pierwsze czytać i tak to co planowałem, a po drugie „zaliczyć” wyzwanie minimalną ilością książek. Np. „2001: A Space Odyssey” spełnia warunki:

      Książka, na podstawie której powstał film
      Książka w numerem w tytule
      Książka, której akcja rozgrywa się tam, gdzie chciałabyś pojechać
      Książka ze złymi recenzjami
      Książka z dzieciństwa
      Książka, której akcja rozgrywa się w przyszłości
      Książka napisana w innym języku

      A główne wyzwanie na 2015, to wyczyścić półkę „Teraz czytam” na LC, mam tam 13 książek, a kilka dni temu zacząłęm „Annihilation” Vandermeera, bo była w promocji na amazonie, to czemu nie?

      0
  11. asymon pisze:

    Świetny wpis. Akurat czytałem do poduszki, ale myślę „zajrzę co tam na Świecie Czytników”… i musiałem lecieć po laptopa, bo z kindle słabo się komentuje.

    0
  12. xxl pisze:

    Jak dla mnie część tych pomysłów jest bez sensu. Czytanie po 1-2 strony? Tracę ciągłość akcji, to jak z jedzeniem – wolę pełen posiłek niż tu baton, tam łyk herbaty.
    Strony społecznościowe – brrr, mało jest ekshibicjonizmu w sieci?
    Za to spodobały mi się te „wyzwania”. Co prawda, 52 książki na rok to bezsensownie mało, ale te „absurdalne” warunki typu kolor w tytule – fajne!
    Dzięki temu kupiłem w promocji „Białe” I. Wiśniewskiej, dobry pretekst :p
    Przy czym uważam, aby nie „załatwiać” kilku punktów jedną książką, szkoda byłoby w lutym wszystko odfajkować ;)
    Ale fakt: czytam i zawsze czytałem dużo i szybko, nie mam dzieci, a do pracy muszę jeździć komunikacją miejską i to z 40 min będzie w jedną stronę :)

    0
  13. deszczowy pisze:

    Bilans poprzedniego roku: dwa przypalone śniadania, dwa spalone obiady, cztery razy
    przejechany przystanek, jeden raz, trwający kilkadziesiąt sekund powrót do rzeczywistości
    na końcowym przystanku metra. To ta gorsza strona czytania ” aby przeczytać wjęcej”

    0
    • Kriz pisze:

      Ja tez pewnie nie raz przejechalbym przystanek ale na szczescie do pracy mam daleko i jade od poczatku do konca petli tramwajowej :-)

      0
  14. jo anna pisze:

    Lubię czytać w łóżku. Ewentualnie w wannie. Czytanie po pół strony w międzyczasie czegoś tam innego mnie nie kręci. Ostatnio próbowałam w kolejce do lekarza, ale mnie współpacjent zagadał i nie wyszło :-)

    Na marginesie, też czytam po kilka książek jednocześnie, ale mam wrażenie, że to przez przyzwyczajenie do internetu i takie jakby przeformatowanie uwagi, po prostu łatwiej się przełączać między książkami niż skupic się na jednej. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. Może po prostu inaczej niż dawniej.

    0
  15. Darth Artorius pisze:

    Przyznam że, że dzięki Kindle zacząłem czytać w tramwaju. Daje się też poczytać na dyżurze w pracy. Nawet taki system można mieć – pół strony, kontrola, pół strony. To nie elektrownia nuklearna , więc nic nie ucierpi. Lepsze to niż przeglądanie pudełka czy stron z polityką.

    0
  16. Joly_fh pisze:

    Eh te ciagle porady, jak robić więcej, szybciej, wyznaczać sobie cele, etc. Zamiast czytania tego, co wartościowe albo tego, co naprawdę chce przeczytać, czytaj, bo książka akurat pasuje do wyzwania. Z hobby robimy obowiązek, rozliczamy się, tlumaczymy. Absurd.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Wyznaczenie sobie celu nie jest bezsensowne nawet dla hobby, bo nadaje kierunek temu co robimy. Jeśli hobby jest łażenie po górach, to też musi konkretny wyjazd sobie postawić jako cel, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie. Spisywanie tego co czytam traktuję tak samo jak liczenie ile przebiegłem – niby nikt mnie z tego nie rozlicza, a potencjał do chwalenia się niewielki, ale mogę przed sobą powiedzieć – aha, mam dowód, że nie siedziałem przez cały rok na FB tylko jednak czasami brałem czytnik do ręki.

      0
    • crusia pisze:

      Czekałam na komentarz w tym duchu! I jeszcze to polecanie książek w czambuł, bo przecież skoro czytamy na czytnikach elektronicznych to tyle nas łączy i na pewno wszystkich nas interesuje to samo. Albo – wybieranie książki, bo ma kolor w tytule jest absurdalne, ale już dobieranie sobie takiej, co ma krótkie rozdziały – rozsądne :D

      Znowu ilość ponad jakość. Rozumiem trochę się motywować do tego, by jednak znaleźć trochę czasu na lekturę, ale większość z proponowanych tu porad moim zdaniem wypacza ideę czytania.

      0
  17. olmeca pisze:

    Zawsze, czytam w drodze do pracy w autobusie i kolejce, nieraz jak spotkam znajomego podczas dojazdu to jak zaczniemy rozmawiać uznaje ten czas za stracony – przecież mogłem czytać kolejny rozdział :)
    Ostatnio też wróciłem do czytania przed snem, tylko czasami sie przebudzę i sprawdzam czy czytnik nadal leży koło mnie, a nie gdzieś na podłodze.

    0
  18. Darth Artorius pisze:

    Zawsze czytam to co lubię i chcę…

    Tak się zastanowiłem, po lekturze jednej książki (ebook), która okazała się nieciekawa (a zapowiadana była jako super) i którą niestety kupiłem. W tym przypadku o wiele lepsza jest instytucja biblioteki. Nie wydajesz kasy (ewentualnie abonament), czytasz 5 książek na miesiąc… No ale w dobie elektroniki kto założy taką bibliotekę z plikami ? Legimi ? Ale tu potrzeba czytnika innego niż Kindle, aplikacji… Szkoda,że nie mozna wypożyczyć na Kindla 5 plików mobi , które po miesiacu stają się niemożliwe do odczytania. Aby „przedłuzyć”książkę , trzeba by się zalogować i pobrać na nowo „miesięczny” plik…

    0
    • HerC pisze:

      Również czekam na pojawienie się e-książek do wypożyczenia z biblioteki na określony czas – bez potrzeby pobierania czytnika oczywiście.

      0
      • asymon pisze:

        Raczej nic z tego – ma to amazon, ale nie dla wszystkich tytułów. Nie jest i raczej nie będzie dostępne dla Europejczyków, podejrzewam wysokie koszty licencji.

        Paradoksalnie sami się pozbyliśmy możliwości wypożyczania. Pozwala na to system DRM od Adobe, było to kiedyś np. w Virtualo. No ale wszyscy kupowali kindle… i już nikt nie sprzedaje plików niekompatybilnych z kindle.

        A poza tym podejrzewam, że zdjęcie DRM z pliku wypożyczonego jest równie łatwe jak z kupionego.

        0
  19. Teresa pisze:

    Ja też lubię czytać przed snem, parę razy czytnik wypadł z ręki, więc pilnuję, aby ręka nie była nad podłogą.

    0
  20. aga pisze:

    Książki traktuję raczej jak pokarm niż jak przyjaciół, bo czytanie jednej książki na raz byłoby dla mnie jak jedzenie przez cały dzień chleba, który kupiłam rano (przy całym uwielbieniu dla chrupiącej skórki) ;). Staram się czytać to, na co mam apetyt (poza tym co trzeba do pracy czy na egzamin).
    Odkąd czytam na telefonie (czytnik jest w drodze), pochłaniam więcej i … mam większy apetyt, im więcej czytam, tym więcej jest do przeczytania. Dziś rano myślałam nawet o tym, że w ten sposób nie da się nasycić. Zastanawiam się nad własnym wyzwaniem czytelniczym, jeszcze nie wiem, jak je nazwę: „czytam głębiej”, „czytam uważniej”, ale mam już motto:

    „Nie obfitość wiedzy, ale wewnętrzne odczuwanie i smakowanie rzeczy zadawala i nasyca duszę.” (św. Ignacy Loyola)

    PS Blog bardzo pomógł mi w wybraniu czytnika, dziękuję :)

    0
  21. Jacek pisze:

    Robert, koniecznie przeczytaj tę „Dietę bez pszenicy”. Ja schudłem dzięki niej ze 20 kg. Nie mówiąć o tym, że BAAAARDZO pomaga przy … bieganiu. Rośnie wytrzymałość i siła.
    Pozdrawiam.
    Jacek.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Jacek, dzięki! Niezależnie od tej książki pozbyłem się już dawno mąki pszennej i białego chleba, ze względu na ich wysoki indeks glikemiczny. Po lekturze mniej więcej połowy (wziąłem ją sobie w styczniowym Book Boksie) stwierdzam jednak że jest dość tendencyjna, np. autor pisze o tym jak zła jest dzisiejsza przetworzona pszenica, ale mimochodem radzi zrezygnować ze wszystkich zbóż i nie pisze za dużo o tym, co złego w pełnoziarnistej mące żytniej…

      0
  22. Krzysiek pisze:

    Do p. 9. chciałbym tylko dodać, że ja od 2012 r. używam aplikacji na smartfona, w której odnotowuję kolejne przeczytane książki – wystarczy tylko wpisać ISBN, a z papieru zeskanować, a potem jeszcze tylko wpisać datę przeczytania i władować na odpowiednią półkę (ja mam półki 2012, 2013, 2014 i 2015). Metoda świetna do śledzenia postępów.

    No i by zwiększyć ilość przeczytanych książek należy kupić czytnik – na mnie zadziałało niesamowicie. Chyba dlatego, że kiedyś nie lubiłem czytać kilku książek jednocześnie, a teraz przełączam książki w zależności o nastroju, pogody, chęci czy co tam jeszcze.

    0
  23. Sebastian pisze:

    Sprawdza się też próbowanie nowych rzeczy. U siebie największą ilość pochłoniętych książek naliczyłem w momencie kiedy zacząłem sięgać zamiast po książki techniczne, po beletrystyka. Raz, że techniczne książki są wymagające, często samo czytanie to za mało, trzeba jeszcze angażować się aktywnie w ćwiczenia, to są też paskudnie niewdzięczne i często nieprzyjemne w odbiorze (tragicznie sztywny język, nuda, od której mózg aż drętwieje) co tylko potęguję irytację wywołaną przez brak kultury np. współtowarzyszy podróży. A dobra powieść czy jakieś smakowite sci-fi i człowiek odpływa i wraca z chęcią po więcej, niezależnie od tego czy jakiś przypał drze się do słuchawki bo akurat tramwaj jedzie po odcinku remontowanym jeszcze za Niemców.

    Od siebie dorzucę: czytać zamiast siedzieć na portalach społecznościowych.

    Ilość czasu i warunki w komunikacji miejskiej, w kolejce, itd. to nic w porównaniu z tym co codziennie marnuję na FB (a inni pewnie na odpowiedniki, czyli między innymi TV). I warunki dużo lepsze, psychika zdrowsza, życie bogatsze o te kilka książek, które w miażdżącej większości będą dużo bardziej wartościowe niż lektura postów znajomych.

    Niestety po przesiadce z KM na własne auto średnia ilość książek miesięcznie spadła. I nie chodzi nawet o te ukończone, ale nawet te napoczęte. I czas najwyższy wyrugować FB z życia na rzecz książek i hobby.

    0
    • Agnes pisze:

      Bez złośliwości, ale nie mogę zmilczeć, bo włos mi się jeży, jak to słyszę/czytam… nie ma czegoś takiego jak „ilość książek” – książki z natury swej są policzalne, a więc – „liczba książek”. „Ilość książek miesięcznie” – znaczyłoby, że przeczytałeś ich tyle, że żaden system na ziemi tego nie ogarnie liczebnie – raczej niewykonalne :) – choć szkoda ;)

      0
      • Sebastian pisze:

        Taniego kosztu też nie ma.

        Przykro mi, że pisząc komentarze nie zwracam należytej uwagi na sformułowania jakie stosuję oraz nie uważam komentarza za coś co zasługuję na coś więcej niż stosuję codziennie (czyli posługuję się językiem potocznym). Niestety, dla Ciebie błąd, dla mnie coś z czym się tak często spotykam, że wydaje się poprawne, i utarte do tego stopnia, że stosuję w swoich wypowiedziach.

        Postaram się zapamiętać, choć zapewniam Cię, że na pewno jeszcze nie raz się spotkasz z jakąś gafą językową z mojej strony. :P

        Mam nadzieję, że emotki Cię nie rażą, w końcu to też element folkloru internetowego.

        0
        • Agnes pisze:

          To nie było nic osobistego, takie bardziej wołanie w kosmos :) określenie „ilość książek” często się tu pojawia. A między nami czytaczami – kto ma dbać o ten język, jak nie my? :)

          0
          • Sebastian pisze:

            No jasne, że my, i nawet nie ograniczałbym się do „między nami czytaczami”, tym bardziej, że sam czytając ledwo kilkanaście pozycji rocznie nawet nie śmiem siebie zaliczać do tej grupy. :)

            Staram się, jednak, z niektórymi niuansami językowymi nigdy nie mogłem się zaprzyjaźnić. Nie będę ukrywał, że nie jest to moje hobby, czasami mi się nie chce, a czasami choć się staram jak diabli i tak wychodzi jak wychodzi. :)

            0
            • Agnes pisze:

              Biblioteka Narodowa nazywa osobę, która przeczytała w roku siedem książek, „czytelnikiem intensywnym”, więc nie ma powodu do skromności – wg tej terminologii jesteś pewno czytelnikiem intensywnym do kwadratu:-)

              0
  24. Kuba pisze:

    A w toalecie? Czasami akcja w książce się tak rozwinie, aż nie chce się z stamtąd wyjść ;)

    0
  25. Czytam zawsze w drodze do i z pracy. W domu raczej tylko przed snem. Ale zauważyłem, że choć całkiem sporo czytam, to jednak książek w tym mało. Wszystko przez prenumeratę POLITYKI. Jestem pewien, że gdybym z niej zrezygnował, to bym duuużo więcej książek czytał. Bo cóż innego by mi pozostało? ;) Ale jakoś nie potrafię pozbawić się przyjemności lektury tego czasopisma. W dużej mierze dlatego, że POLITYKA to właściwie jedyny mój kontakt z tym, co się w kraju dzieje. :)

    0
  26. mmena pisze:

    Przeczytałam więcej książek niż w przykładach. Pracuję, zajmuję się domem, dbam o rodzinę i znajduję czas by czytać. Nie wiem jak. Nie mam sposobu. Nie dbam o to by mieć. Nie zależy mi na tym by czytać więcej, zależy mi na tym by czytać. Nie interesują mnie rywalizacje, wyzwania, cele, postępy itp. Czytam szybko, dlatego,że czytam szybko, a nie dlatego by przeczytać więcej, nie umiem inaczej i nigdy nie umiałam.

    0
  27. Ania pisze:

    Właśnie po raz pierwszy w życiu postanowiłam podjąć wyzwanie czytelnicze, i wybrałam akurat to cytowane przez Ciebie, przy czym założyłam sobie, że dzięki tym kategoriom wysprzątam półki z nieprzeczytanych książek i okazało się, że posiadam 2/3 z wymaganych tytułów. Nie mam problemu z tym, że czegoś noe lubię, w tym przypadku nawet komiks znalazłam dla siebie odpowiedni. A wymówka, że ktoś ma mało czasu na czytanie to faktycznie bzdura. Fejs nie rozwija, a ludzie marnują pół życia udostępniając i postując bzdury, a na książkę im szkoda pół godziny dziennie poświęcić.

    0
  28. YuukiSaya pisze:

    Ciekawa lista porad, aczkolwiek część nazwałabym raczej motywującymi niż faktycznie wpływającymi na liczbę przeczytanych lektur – a z motywacją nie mam żadnego problemu ;)

    Po wstępnej analizie mogę podać moje własne zestawienie:
    1. Internet to fajne miejsce, ale ograniczenie odwiedzanych stron zwiększa dostępną pulę czasu. Odetnij się od serwisów, które odwiedzasz raczej z rutyny, tam gdzie można dodaj stronę do RSS i czytaj to, co cię naprawdę zainteresuje. 10 lat temu nie siedziało się na fejsie i ludzie żyli, ty też przeżyjesz bez nieustannych powiadomień odnośnie swoich znajomych. I tak dalej ;)

    2. Czytanie kilku pozycji jednocześnie można rozwiązać w sposób strategiczny. W moim przypadku zazwyczaj są to 3-4 pozycje – jedno ‚personal must read’, koń pociągowy czytania, gdzie narzucam sobie, że codziennie przeczytam określoną ilość rozdziałów (zazwyczaj jakiś cykl), jedna pozycja na krótsze okresy czytania, gdzie rozdział spokojnie da się przeczytać w kilka minut, oraz jeden czy dwa ‚fillery’ – lżejsze jednotomówki które czytam wedle kaprysu.

    3. Podróżowanie transportem publicznym aż prosi się o wyciągnięcie lektury. 15 minut w jedną stronę to mało na wtopienie się głęboko w tekst, dlatego tu dobre są pozycje z krótkimi rozdziałami. W moim przypadku jest to tylko w jedną stronę, bo w drugą uskuteczniam słuchanie lekcji języka, akurat około 15 minut zajmują. Dłuższe wojaże to już bezdyskusyjnie królestwo książki – „O, już minęły 4 godziny? Jeju, łapię torbę i wysiadam!”

    4. Wyrzuć telewizor. I tak w nim nic nie ma, niepotrzebnie tylko podniesiesz sobie ciśnienie.

    5. Czytnik zawsze przy sobie. Z wielu powodów, ale z nim najłatwiej mieć zawsze przy sobie coś do czytania ;)

    W praktyce większość newsów czytam w pracy ucinając źródła do 3 serwisów, w domu „brzęczy” mi muzyka, a na czytanie znajduję czas zaraz po nauce japońskiego. I jeszcze zostają wolne moce przerobowe na rodzinę, przyjaciół i oglądanie filmów czy seriali – uwielbiam japońskie ;)

    0
    • Suchywilk pisze:

      @YuukiSaya

      Podaj, proszę, jakie oglądasz seriale japońskie. Z góry dziękuję.

      0
      • YuukiSaya pisze:

        Różne, najchętniej kryminalno-detektywistyczne – z tego gatunku polecam Galileo i Strawberry Night. Galileo jest bardziej naukowe, bo sprawy rozwiązywane są przy pomocy pewnego utalentowanego fizyka, podczas gdy Strawberry Night to mocny kryminał.

        0
    • Agnes pisze:

      Ad. 1 – ale jak to zrobić, żeby nie zaglądać wciąż na TĘ stronę?:-) ile książek człowiek by przeczytał, gdyby nie siedział w tym czasie na Świecie Czytników…;-)))

      0
  29. Mario pisze:

    Kiedyś nie lubiłem czytać książek, ale w ostatnim czasie czytam przynajmniej po 30 minut dziennie. Przed snem itd., albo w  chwilach nudy. Zamiast TV siadam wygodnie i czytam. Muszę spróbować któregoś z tych wyzwań :)

    0
  30. kayo pisze:

    Ja niestety mam problem z doborem lektur… Kiedyś – kilkanaście lat temu – pochłaniałem książki jak ciastka. Teraz niestety mam problem przeczytam z trzy – cztery strony i przysypiam. Niezależnie od tytułu pozycji. Może kiedyś się to zmieni.

    0
  31. hipciu pisze:

    Używam Instapaper od momentu, gdy pojawił się w Sieci. Niestety, coraz częściej jest tak, że służy mi jako miejsce z linkami do artykułów, których czytanie na Kindlu nie ma sensu. Instapaper nie pobiera większości grafik, pomija niektóre elementy jak np. cytaty czy przypisy, nie radzi sobie z artykułami dzielonymi na strony.
    Instapaper, jako urządzenie to czytania dłuższych artykułów później – jak najbardziej tak, ale nie na czytniku.

    0
  32. maciunio pisze:

    fajną sprawą jest też uzupełnianie czytanego tekstu audiobookiem, tam gdzie nie możemy pozwolić sobie akurat na czytanie

    0
  33. mikeyoski pisze:

    Nie mam zamiaru zostać „nołlajfem” czytelniczym, bo tak się składa, że na książkach świat ani się nie kończy ani nie zaczyna. Owszem lubię czytać, ale bez przesady :) Stawianie sobie celu w postaci przeczytania iluś tam książek w roku? Bezsens – jak dla mnie przyjemność przekuwa się w obowiązek i tyle. Czytam głównie w komunikacji miejskiej, bo w domu nie mam na to właściwie czasu. Dwójka dzieciaków potrafi skutecznie wypełnić czas. Alternatyw spędzania wolnego czasu jest od groma i staram się z tego korzystać, a książka jest tylko jedną z nich. Cieszę się bardzo, że moją prawie 8-latkę musze wieczorem zaganiać do spania, bo nie może skończyć czytać :)

    0
  34. makak pisze:

    Pytanie czy więcej „warty” jest czytelnik który przeczyta rocznie 70 powieści kryminalnych, romansideł i fantasy od tego, który przeczyta w tym czasie tylko „Ulissesa”, „Biesy” i „Idiotę”?

    0
    • YuukiSaya pisze:

      Chciałabym tylko zwrócić uwagę, że wśród wyżej wymienionych gatunków mamy takie klasyki i arcydzieła jak „Mistrz i Małgorzata”, „Przygody Guliwera”, „Wichrowe wzgórza”, „Rozważna i romantyczna”, całego Sherlocka Holmesa…

      0
    • Agnes pisze:

      Współczesna powieść kryminalna z dobrze zarysowanym tłem społecznym i analizą psychologiczna postaci może być literaturą lepszej jakości niż niektóre książki z tzw. wyższej półki, nagradzane prestiżowymi nagrodami. A pisarz kryminałów może wykorzystywać ten gatunek do podjęcia tematów, z którymi inne gatunki nie dają sobie rady. Wielu pisarzy kryminałów jest literatami najwyższej próby. Klasyczny przykład to Mankell czy Ian Rankin. Tu chodzi o coś więcej niż rozrywkę. Nesbo też roi coś więcej niż tylko sprawnie włada piórem. Nie sadzę, żebym była gorszym czytelnikiem dlatego, że poświeciłam czas na przeczytanie ich powieści niż ktoś, kto w tym czasie czytał np.tylko polską prozę nominowaną do Nike. Ja zresztą też ją czytałam i czasem byłam po prostu zażenowana słabością tych książek.

      0
  35. Grzegorz pisze:

    Włos się jeży na głowie, jak czytam komentarze mówiące o zwiększeniu szybkości czytania i przeczytania jak największej liczby pozycji. Dla mnie zawsze czytanie było formą relaksu i wielokrotnie żałowałem, że książka się kończy (czyli czytam za szybko), a więc zwiększenie szybkości czytania nie dla mnie. Również nie rozumiem wyzwań typu czytaj coś z kolorem w tytule. Czytać aby zaliczyć następną pozycję i co pochwalić się tym?
    Po co wymóg 52 przeczytanych książek?
    Czemu mam wybierać pozycje z krótkimi rozdziałami?
    Wybierajmy i czytajmy to co nam sprawi przyjemność. Jednemu opasły King drugiemu fraszki. W czym jest lepszy ten co czyta więcej książek od tego co delektuje się literaturą?
    Widzę że powoli tworzy się nowa moda ilościowa……….

    0
    • asymon pisze:

      Po co wymóg 52 przeczytanych książek?

      To nie wymóg, tylko zabawa, przynajmniej dla mnie. Poza tym sprawdzam czy przeczytałem więcej, czy mniej niż rok wcześniej

      Czemu mam wybierać pozycje z krótkimi rozdziałami?

      Napiszę o sobie. W autobusie czasem mam 40 minut na nieprzerwaną lekturę, a czasem jadę z przesiadkami, mam coś do załatwienia „na mieście”, list do na poczcie, itp. Chodzi o to, że te „urwane” 5-10 minut można poświęcić na czytanie czegoś podanego w małych dawkach (przykłady podałem wyżej), albo na fejsika, albo na Angry Birds. A z tych minut po miesiącu robi się książka, którą chciałeś przeczytać, ale nie miałeś czasu. Tu przydaje się czytnik, bo możesz wozić ze sobą 50 książek i czytać to, na co akurat masz ochotę.

      Piszę to ja, posiadający ponad 200 tytułów na półce „Chcę przeczytać” w serwisie Lubimy Czytać, więc nie rozumiem zwrotu „czytać za szybko”.

      wielokrotnie żałowałem, że książka się kończy

      A to zwykły kac książkowy. Leczy się go łatwo, jak zwykłego kaca, klinem. ;-)

      0
      • mikeyoski pisze:

        Co to znaczy „sprawdzam czy przeczytałem więcej, czy mniej niż rok wcześniej” Książka książce nierówna, bo niby jak porównać „Lód” Dukaja z np. „Oskarem i panią Różą” Schmitta? Jak porównać „Boską komedię” Dantego do jakiegoś czytadła Dana Browna? Dlatego ta zabawa w liczenie przeczytanie książek jest zwyczajnie bezsensowna. No chyba, że ktoś odczuwa przyjemność w chwaleniu się na portalach społecznościowych.

        0
        • asymon pisze:

          A jednak… Czytam kilkadziesiąt książek rocznie, z tego kilka grubych, kilka cienkich, kilka łatwych, kilka poważniejszych, zwykle 1-2 bardzo złe, kto mi zabroni? I jakoś to się uśrednia. Nie robię półek 2014, 2015… w styczniu sobie podsumowuję.

          W sumie arkusz Roberta jest tu lepszy, bo można dodać kolumnę z liczbą stron i mieć czarno na białym procentową zmianę, jak ktoś chce dokładnie, ja nie.

          PS. Brownowi trzeba przyznać jedno, jego książki bardzo szybko się czyta. Choć po „Aniołach i demonach” mam na razie dość.

          0
          • mikeyoski pisze:

            Liczba stron jest tak samo bez sensu :) Pewnie najbardziej miarodajne byłoby określenie liczby znaków, chociaż i to byłoby bez sensu, bo niektóre rzeczy się czyta dobrze, a inne niekoniecznie.
            Jestem zwolennikiem robienia listy książek przeczytanych, czy też książek do przeczytania, w celach porządkowych. Sam coś takiego robię. Jestem jednakże zdecydowanie przeciwko czytaniu „na akord”, bo z tym mi się kojarzy te cel ilościowego przeczytania książek w jakimś założonym okresie czasu.

            0
      • YuukiSaya pisze:

        Też nie rozumiem zwrotu „czytać za szybko”, tak samo jak „czytać za dużo” i „mieć za dużo książek”. To po chińsku czy węgiersku?

        A zabawa w 52 książki w rok może motywować do wykończenia listy „chcę przeczytać”. Na swojej mam 192 pozycje i świadomość, że nie wszystko tam dorzuciłam, ale nie chcę się przytłaczać ;)

        A że lektura lekturze nierówna? Tak samo jest z filmami, serialami czy muzyką. Za to pomija się pewien element, który uważam za niezbędny – emocje. Dobra książka to nie tylko mądre słowa, to też odczucia. Ale to temat na inny komentarz ;)

        0
  36. Sebastian pisze:

    Bardzo lubię czytać ! To jedna z niewielu rzeczy które tak bardzo mogą mnie wciągnąć. Jakiś czas temu byłem przeciwnym tak zwanym ebook-om ale widzę że ma to coraz więcej plusów ;) Łatwość w przenoszeniu i dużo może się na nim zmieścić wiele książek. Chyba zainwestuje w takie cacko ;) Pozdrawiam serdecznie :)

    0
  37. Jacek pisze:

    Plus audiobooki podczas wykonywania niektorych czynnosci, jak trening (w domu), spacer czy przygotowywanie posilkow.

    0
  38. smolny pisze:

    Patrzcie Państwo, już cztery dni komentowania, a „mojego” sposobu (na wykorzystanie czasu na czytanie) jakoś nie widzę :)
    Pojawiły się co prawda audiobooki (do słuchania w czasie innych, nie wymagających za bardzo intelektu, czynności), jednak to jest coś co trzeba dodatkowo zdobyć (np w bibliotece :)
    A przecież sporo programów do czytania audiobooków oferuje text-to-speech?
    Więc jak już muszę rano zwlec się z łóżka [i wykonuję rutynowe czynności nie wymagające myślenia], włączam tą opcję w „komórce” i FBReader czyta mi głosem Maji (ciut monotonnie, ale b. wyraźnie) ciąg dalszy książki.
    No ale ja profan zapomniałem zapytać „na wstępie”, czy Kindle oferuje takie dobrodziejstwo? Nie dorobiłem się jeszcze czytnika :) nie mam jak sprawdzić…

    0
  39. Dana pisze:

    Przeczytałam i okazało się, że sama tak robię od jakiegoś czasu i faktycznie więcej czytam. Ostatnio złapałam się, że utknęłam przy jednej książce i nie mogłam przez nią przebrnąć. Czytnik chyba stał z 2 dni nieużywany. Toż to szok u mnie. Zaczęłam czytać cos innego i już mam ochotę powrócić do tej pierwszej książki. A za kilka dni zacznę polowanie tzn hurtowy zakup książek, bo mi się pokończyły.
    Nie podobają mi się dwa punkty – z celem (w końcu czytam dla przyjemności, czas przeznaczony na czytanie nie uważam za zmarnowany i nie zamierzam go limitować) i z wyzwaniami (czytam dla siebie i to co mnie interesuje, nie mam ochoty robić tego co inni, a do tego nie obchodzi mnie ilość ale jakość).
    Pozdrawiam i dzięki za wpis. Przekazałam ten artykuł siostrze, która twierdziła, że nie ma czasu na czytanie. Tylko co ja miałam powiedzieć (jej tryb życia jest bardziej uporządkowany). Ostatnio mi podrzuca tytuły do czytania.

    0
  40. ladysherlockian pisze:

    Czytanie w krótkich przerwach od pracy, w poczekalniach u lekarza, podczas sprzątania, gotowania itd. Dobrze, ale czy to ma rzeczywiście sens? Nie mam Kindla, ale korzystam z wersji do Androida, i jak jeszcze studiowałam, na każdej przerwie między zajęciami, jak wykładowca się spóźniał, czytałam na smartfonie.Oczywiście jak się pojawił, trzeba było przerwać ;) jak też w sytuacjach typu poczekalnia u lekarza, dłuższe podróże. W tym okresie skończyłam mnóstwo książek, i co z tego, kiedy po paru latach z większości z nich prawie nic nie pamiętam? A zatem, sytuacja jest prawie taka sama, jakbym w ogóle ich nie przeczytała. Doszłam do wniosku, że takie czytanie z doskoku typu 5 minut przed wykładem itp. nie zdaje egzaminu i nie ma większego sensu, bo kiedy szybko musimy przerwać lekturę, łatwo „wybić się” z akcji książki i pewnie dlatego tak niewiele zapamiętałam z tych lektur. Czytanie z doskoku, kilka minut tu, kilka minut tam, aby nabić sobie ileś „przeczytanych” w danym roku, IMHO nie ma większego sensu. Do czytania potrzebna jest jednak koncentracja, a czytanie dla samego wodzenia oczami po literach, aby potem natychmiast to zapomnieć, to bezcelowe zajęcie. Można zająć się obowiązkami typu prace domowe, zamiast w czasie ich wykonywania zerkać na pięć sekund do książki, zrobić je szybciej i mieć czas na spokojną lekturę :) Po prostu sama tak do niedawna robiłam, a teraz doszłam do wniosku, że takie postępowanie niewiele daje, a przy okazji odbiera radość z czytania. Może dla kogoś to działa, wtedy wszystko jest OK, ale czytać tylko po to, aby dodać do „przeczytanych,” a potem nic z danej publikacji nie pamiętać? jeśli o mnie chodzi, już za to podziękuję ;)

    0
    • YuukiSaya pisze:

      To też pewnie zależy, bo ja akurat jestem uzależniona od wodzenia oczami po literkach – za dawnych czasów, kiedy nie było mocy udźwigowych na najmniejszą nawet książkę w podróży, w akcie desperacji czytałam regulamin PKP. Dość regularnie… Wiecie ile razy można go przeczytać w czasie 4-godzinnej jazdy pociągiem?

      Nie uskuteczniam „5-minutówek” bo mnie wybijają z rytmu, ale jak widzę, że mam wolne 10 minut to nie ma przebacz.

      A że po kilku latach nie pamięta się wszystkich przeczytanych książek? Nie pamiętam też wszystkich filmów i wielu innych rzeczy, ludzki mózg jest narzędziem do zapominania. Część dzieł jest dobrą rozrywką na tu i teraz, a zapamiętuje się to, co najważniejsze, co wywarło na nas największe wrażenie. Umiem z tym żyć. Z faktem, że nie pamiętam fabuły „Porwania w Tiutiurlistanie” też ;)

      0
      • Agnes pisze:

        Bo najważniejsze w czytaniu wcale nie jest pamiętanie tych wszystkich książek, ale osad, który zostaje w nas, to co podczas lektury w głowie przerobimy na „swoje”.
        A co do domowych prac porządkowych, to strasznie mnie frustrowały – że to taka praca syzyfowa i czas mi ucieka a przecież mogłabym czytać;-) dopóki nie zaczęłam słuchać w ich trakcie audiobooków:-)

        0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.