Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

„Era post-PC”, czyli prognozy w świecie elektroniki użytkowej

czytanie-na-trawie

W serwisie Tabletowo ukazał się dziś tekst Marka Pakońskiego: Era „psot”-pc i quo vadis tablecie?

Wprawdzie o czytnikach nie ma tam ani słowa, jest za to analiza tego, jak eksperci medialni prognozują upadek tradycyjnych pecetów i laptopów. Nastaje era „post-PC”, gdy komputer z klawiaturą przyda się wyłącznie do pracy i w domu nie będzie już koniecznym urządzeniem. Zwykłemu człowiekowi wystarczyć ma wyłącznie tablet.

Ale z biegiem lat sprzedaż zarówno komputerów nie spada tak mocno jak prognozowano, a sprzedaż tabletów już tak mocno nie rośnie. Jak to wyjaśnić?

Przejdę od razu do konkluzji:

Wygląda na to, że era post-pc to typowy technobabble, popularny w serwisach technologicznych, bo przynoszący sporo komentarzy, a na dodatek niewiele mający wspólnego z rzeczywistością. Kto wie, czy rok po wydaniu Windows 10 sprzedaż pecetów nagle nie wzrośnie na tyle znacząco, że któryś z blogów technologicznych nie obwieści ery post-mobile. W jednym z polskich blogów technologicznych czytałem niedawno o erze post post pc, czyli o upadku tabletów. Upadku – bo sprzedaż wzrośnie w 2014 roku prawdopodobnie o kilka procent, a nie kilkadziesiąt. Hmm..

Podobne prognozy oparte na sprzedaży pojawiają się często odnośnie czytników. Wspominałem kiedyś o takim tekście z Antywebu. Każdego roku czytamy, że sprzedaż wyhamowała, teraz to już e-papier upadnie ostatecznie, bo tablety są jeszcze lepsze i jeszcze tańsze.

Wszystko to pomimo faktu, że przecież czytniki realizują potrzebę, której tablety wciąż realizować nie umieją.

Jeśli kiedyś pojawią się tablety z naprawdę pasywnym ekranem, odpornym na refleksy i czytelnym na świetle słonecznym, to faktycznie, czytniki staną się dość szybko niszą. Ale na to się nie zanosi – a e-papier widzimy w nowych kategoriach urządzeń (patrz: artykuł o Yotaphone 2).

Dlaczego więc trendy sprzedaży uznaje się za podstawę wieszczenia o przyszłości?

Producenci elektroniki wszelkiego rodzaju chcieliby, abyśmy zmieniali nasze gadżety co roku. Korzystać dzisiaj z telefonu, tabletu, albo czytnika wyprodukowanego w 2011? Co za strata dla branży. Sposobem na to jest oszczędzanie na jakości produkcji i planowane postarzanie urządzeń, tak że za trzy lata telefon zamuli się pewnie na amen (albo padnie mu niewymienna bateria) i będziemy musieli kupić nowy.

No, ale jak stwierdza Marek w artykule – dzisiaj na pececie z 2010 roku dalej bez problemu uruchomi się Firefox czy Chrome, a ludzie preferują Windows 7, zamiast eksperymentów z interfejsem w ósemce. Przez to nowych komputerów nie kupują… i z tego faktu wyciąga się niewłaściwe wnioski, że spadło zainteresowanie nimi.

Dla czytników to zjawisko jeszcze bardziej zauważalne. W zasadzie jedyną innowacją, która każe dzisiaj odłożyć swój stary czytnik i kupić nowy jest oświetlenie. Poza tym posiadacze Kindle Keyboard z 2010 mogą mieć dziś nadal pełną radość korzystania z czytnika, o ile ten im się nie popsuł. Nowsze są owszem, szybsze, mają lepsze ekrany, więcej funkcji w oprogramowaniu, ale podstawowa funkcja aż tak się nie zmienia.

Poza nielicznymi przypadkami nie ma też sytuacji, w której nowy e-book nie uruchomi się na starszym czytniku. Tu trzeba jednak powiedzieć, że do czytników nie dotarła jeszcze rewolucja formatu EPUB3, który daje potencjalnie znacznie lepszy wygląd tekstu niż jesteśmy do niego przyzwyczajeni. Taki Amazon owszem ma od trzech lat format KF8 – ale nie wyklucza posiadaczy starszych czytników – ich narzędzie KindleGen generuje pliki złożone ze starej i nowej wersji MOBI.

Czy to oznacza, że nie powinniśmy kupować nowych czytników? Niekoniecznie – bo to, że model X nie ma fundamentalnej zmiany nie oznacza, że drobne zmiany nie ułatwią nam życia na tyle, że warto było wydać te pieniądze. Z drugiej strony trzeba uważać – i to nie tylko w okresie przedświątecznym – z tendencją do racjonalizowania naszych zachcianek. :-) Poruszę to niedługo w artykule – czy posiadacze klawiszowego Kindle Classic powinni już kupować nowy model.

Wróćmy do tematu.

To się wszystko tak ładnie toczy w świecie elektroniki użytkowej – mamy co roku nowe urządzenia, portale i czasopisma zajmują się tylko nimi (jak często spotkaliście się z artykułami „iPad 2 z perspektywy trzech lat?”) – klient ma odnieść wrażenie, że odstaje, że musi mieć to nowe urządzenie. Media udają, że są obiektywne, nie powiedzą Ci po prostu np. „kup Kindle” (jak ja) albo „kup iPada” (jak np. blogi nastawione na urządzenia Apple) – będą Cię męczyli setkami testów, porównań, zestawień. Bo skoro Samsung wypuścił 20 modeli telefonów, to każdy trzeba opisać, choćby z tego powodu, że robi to konkurencja. Ktoś powie – no taka przecież rola mediów, informować. Ale nadmiar informacji też szkodzi. Poza tym, w tym momencie, to producenci decydują o czym piszą media – bo tworzą wciąż setki faktów na potrzeby wspominania o ich produktach.

W to wpisują się prognozy. Analitycy nie powiedzą ci, czego warto dziś używać – i jak tym się najbardziej cieszyć. Powiedzą ci, że to czego dzisiaj używasz, za rok lub dwa będzie niemodne, najlepiej już teraz kup sobie coś nowego. Mamy więc kreowanie trendów, które nie muszą się wcale sprawdzić, ale wprowadzają jeszcze większe zamieszanie.

Co mnie, jako czytelnika obchodzi dziś, na czym będę czytał za dwa lata? Wiem tyle, że będą istniały jakieś urządzenia, które otworzą moje obecne i przyszłe książki, pamiętam o tym że muszę mieć kopie zapasowe i warto kupować multiformat. Oczywiście, muszę pamiętać, aby w odpowiednim momencie przekonwertować swoje pliki na format przyszłości i nie postawić się w sytuacji użytkowników edytora TAG, którzy mają dziś niejakie problemy z otwarciem plików zapisanych dwie dekady temu. No, ale chyba mało takich, którzy nie zauważyli zmiany standardu, do tego nie trzeba czytać prasy komputerowej. Dlatego też ta cała karuzela prognoz i ogłaszania „nowych er” jest nam kompletnie niepotrzebna. Czytajmy po prostu dalej.

Autor zdjęcia: Stephen Rees, CC BY-NC-ND 2.0. Nie, zdjęcie nie ma specjalnego związku z artykułem. Marzy mi się po prostu czytanie na trawie. 

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

75 odpowiedzi na „„Era post-PC”, czyli prognozy w świecie elektroniki użytkowej

  1. RobertP pisze:

    Jest jedna kategoria amatorów, która musi mocno przebierać nogami, żeby stać w miejscu. Gracze.
    A ja bardzo starego Acera ożywiłem Xubuntu i teraz robi za wyjazdowe kino, którego nie szkoda zalać piwem czy zamartwiać się, że ukradną spod namiotu. Czas pracy bez baterii to sekundy, ale VLC z najnowszymi kodekami działa i każdy film da się obejrzeć.

    0
  2. YuukiSaya pisze:

    Urocze jak wyhamowanie tendencji wzrostowych automatycznie staje się końcem pewnej ery, ukazując jak bezrefleksyjnie tacy pseudoanalitycy podchodzą do sprawy. Tablety nie zastąpiły komputerów w takim stopniu, jak niektórzy sobie wyobrażali, tak samo pecetów nie wymiotło z domów. Marketingowcy mogą konsumentów uważać za jeleni i lemingi, ale gdzieś jednak zdrowy rozsądek przebija i nie leci się co rusz po nowy gadżet. Czy przeciętny Kowalski obserwuje te wszystkie nowinki, żeby kupić coś ekstra modnego? Nie, raczej mu to zwisa, dopiero po czasie kapnie się, że wszyscy mają, no to kupi, a co. A jak kupi, to nie zorientuje się zbyt szybko, że za rok są „fajniejsze” konstrukcje, bo przecież rynku nie śledzi. W przypadku smartfonów jest jeszcze śmieszniej, bo Kowalski nowy telefon nabędzie z nową umową, czyli przeciętnie raz na 2-3 lata. Na krótsze rzadko dokładają telefon za złotówkę. A czytnik to jeszcze inna kategoria, ale też będzie grupa takich, co wymienią na nowość i takich, którzy nie zobaczą w tym sensu, bo różnice są niewielkie – nie każdemu potrzebne światełko, na ekranie nie-HD też dobrze widać tekst.

    Jeśli miałabym odtrąbić cokolwiek, to chyba jedynie erę post-empetrójek – od 4 lat jak obserwuję rynek, to praktycznie nic się tam nie dzieje. Wszyscy słuchają muzyki ze smartfonów i nic nie zapowiada zmian.

    0
    • RobertP pisze:

      „post-empetrójek – od 4 lat jak obserwuję rynek, to praktycznie nic się tam nie dzieje. Wszyscy słuchają muzyki ze smartfonów i nic nie zapowiada zmian.”

      To racja, do tego aparaty kompaktowe powoli przegrywają z komórkami, a zwykłe (nie specjalistyczne) GPS’y też z komórkami.

      0
      • tployager pisze:

        Tu sie tez nie zgodze. Era MP3 raczej nie przemnela. Sam uzywam i MP3 i smartfona. Wyjezdzam czesto na dlugie trasy i nie mam jak w samolocie podladowac komorki, wiec uzywam MP3 do sluchania muzyki. Glupio by bylo wysiasc na drugim koncu swiata i nie moc sie dodzwonic gdziekolwiek. Poza tym w mojej MP3 bateria spokojnie wystarcza na 20 h sluchania. Zona rowniez uzywa obu urzadzen jak i wielu innych naszych znajomych. Moze to , ze w odtwarzaczach MP3 wymyslono juz praktycznie wszystko, a stare jakos nie chca sie zepsuc, nie napedza rynku.

        0
        • Piotrek pisze:

          No niestety, chyba jednak przeminęła. Sam też używam telefonu i mp3 (cowon j3),i tak jakiś czas przeglądam sobie sobie strony z czystej ciekawości czym mógłbym zastąpić obecny odtwarzacz i rynek wygląda jakoś ubogo w porównaniu do tego sprzed kilku lat. Wybór znikomy, Cowon i iRivier mało aktywne, obie ratują się odtwarzaczami premium dla bardzo wymagających słuchaczy.

          0
          • Lizergamid pisze:

            Przeminęła tylko pozornie, tak samo jak miała przeminąć era PC właśnie. Jest na rynku solidny wybór dobrych i świetnych mp3, trzeba tylko się szerzej rozeznać w temacie. Masz nową Sansę, trzy playery od uznanej firmy FiiO, znakomite DACi od iBasso i sporo innego stuffu. Rynek poszedł w stronę jakości odtwarzanego dźwięku, urządzenia mają lepsze chipy, sporo pamięci i odtwarzają masę formatów poza mp3, w tym także bezstratnych. Także może nie widzicie nowych mp3, bo szukacie do 200-300 zł, a dziś najczęściej trzeba wydać więcej i naprawdę warto, jeżeli ktoś kocha muzykę.

            Owszem, pojawiły się smartfony z także niezłymi chipami, ale dla mnie to wciąż mało wygodne rozwiązanie. Ja z telefonu nie korzystam w taki sposób, bo słucham sporo muzyki i szkoda mi baterii, jakość też nie ta jednak. No i rozmiar, przy 5-calowym smartfonie małe playerki mp3 to jak wybawienie.

            0
        • Cyber Killer pisze:

          Ja tak samo, nawet odgrzebałem niedawno mojego discmana co gra mp3 z płytki CD. Komórka się nadaje jak chce się posłuchać 1 kawałek, zrobić 1 zdjęcie, czy sprawdzić gdzie w najbliższej okolicy jest jakiś sklep. Do poważniejszych/dłuższych spraw mimo wszystko potrzeba dedykowany sprzęt. Chwała aparatom kompaktowym, plyerkom muzyki, zegarkom na rękę, budzikom i GPSom. Komórki i ich godne pożałowania kiepskiej pojemności aku po prostu nie dają rady.

          0
        • YuukiSaya pisze:

          Nie wątpię, że większość osób, które widzę ze słuchawkami, ma w posiadaniu empetrójkę, ale 90% muzyki słucha ze smartfona. W mieście to wystarczy na spokojnie, aż tak szybko to akumulatory nie wysiadają. Za to przegląd obecnie proponowanych modeli – w sumie to samo to 4 lata temu. Ani większej pojemności, ani noise cancelingu, no zwyczajnie bieda. Ten rynek naprawdę stanął w miejscu.

          0
          • Cyber Killer pisze:

            Nowinkami wśród playerków muzyki są możliwości odtwarzania kodeków vorbis i flac, które dają znacząco lepszą jakość dźwięku niż mp3. Większa pojemność – widziałem wiele modeli, które zamiast wbudowanej pamięci mają slot na kartę SD, więc można samemu wybrać sobie jak dużo miejsca się chce.

            Noise cancelling to funkcja słuchawek, a nie playerka i słuchawki z takim feature kosztują więcej niż większość playerków dostępnych na rynku. Również są szkodliwe dla zdrowia (w sensie ludzie w takich nie słyszą tramwaju czy pociągu i potem marnie kończą), więc nie używałbym ich raczej poza domem.

            0
            • mikeyoski pisze:

              FLAC w playerkach to żadna nowinka, chociaż dla mnie to coś co jest totalnie zbyteczne, bo tej mitycznej jakości na ulicy choćbym nie wiem jakbym się starał, to nie usłyszę, a FLAC zajmuje sporo miejsca. Mam wiekowego już sanse clip+ z wgranym rockboxem. Żadna komórka nie zapewni mi takiego komfortu słuchania jaki zapewnia mi to maleństwo

              0
              • Lizergamid pisze:

                Jak nie słyszysz różnicy pomiędzy FLAC a mp3, to radzę zmienić w końcu playera na coś nowego i użyć naprawdę dobrych słuchawek. Też kiedyś nie słyszałem.

                0
              • faure pisze:

                Lizergamid, na ulicy nie słyszy sie róznicy miedzy flac a mp3. Chyba ze to uliczka na cmentarzu.

                0
          • Lizergamid pisze:

            Pokaż mi świeży przegląd mp3 i przegląd sprzed 4 lat, zobaczymy czy naprawdę to jest to samo.

            0
        • pioterg666 pisze:

          Nie wiem ile prądu zjada Twój telefon na samo odtwarzanie mp3, w trybie offline (zwanym też samolotowym) ale to powinno być kilkadziesiąt godzin działania. Nie wiem w sumie jak daleko latasz, ale dłużej chyba nie? ;) Polecam tzw. powerbank – za 30-50 PLN można kupić urządzenie z którego doładujesz 2x słabego smartfona. Przy okazji jest to urządzenie uniwersalne, w razie czego doładujesz też aparat foto. Sprzętu wieziesz tyle samo, ale jedno z tych urządzeń jest uniwersalne :)
          PS: u mnie urządzenie mp3 odpada – poza iPodami, rzadko które oferuje możliwość scrobblowania do serwisu lastfm. Przy słuchaniu z telefonu takiego problemu nie ma.

          0
      • faure pisze:

        mp3 player nie przegra ze smartfonem, bo smartfon nigdy nie będzie miał wielkosci pudelka od zapałek

        0
        • Lizergamid pisze:

          Z tym, że mp3 też teraz stają się często większe :) A na ulicy jak najbardziej usłyszysz różnicę pomiędzy mp3 i flac, wystarczy dobry player i dobre słuchawki, które nieźle tłumią. Ja do pracy jeździłem wiedeńskim metrem i słuchając muzyki, nie słyszałem żadnych odgłosów z zewnątrz, tak samo na ulicy. Jak człowiek chce, to można.

          0
          • mikeyoski pisze:

            Ja nie usłyszę. Próbowałem i dałem sobie spokój. A całkowicie izolować się na ulicy od otoczenia nie zamierzam, stąd nie widzę potrzeby inwestowania w lepsze słuchawki, a nausznych poza domem nie mam zamiaru użytkować. Poza tym przesadna izolacja jest bez sensu. Nie chciałbym się np. wpierdzielić pod karetkę, bo jej nie usłyszałem. Albo nie mam zamiaru być rozjechanym przez wszędolbylskich rowerzystów chodnikowych. Nikt i nic mnie nie przekona do słuchania flac-a na ulicy. Zdecydowanie to przerost formy nad treścią :)

            0
        • Tofi pisze:

          Już ma wielkość pudełka od zapałek i nosi się go na ręce jako zegarek, żeby nie zgubić.

          0
    • Magdalaena pisze:

      Nigdy nie miałam empetrójki jako osobnego urządzenia, nie miałam nawet discmana.

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Co do ery post-mp3, zrobiłem zakupy w niedawnej promocji urodzinowej Audioteki i okazało się, że już… nie udostępniają pojedynczych MP3 z całą książką przeznaczonych na iPoda. Na maila o to jak mam najlepiej słuchać audiobooków na ipodzie shuffle nie dostałem odpowiedzi. Zalecana forma słuchania to ich aplikacja, albo trzeba sobie samemu łączyć ściągnięte pliki.

      0
      • Cyber Killer pisze:

        Proste:
        ffmpeg -i „concat:plik1.mp3|plik2.mp3|plik3.mp3” -c copy pliksklejony.mp3
        :-)

        A playerek, który nie ma innej opcji niż tylko słuchanie w kolejności losowej… takiego potwora mogło tylko crApple wymyślić.

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Ależ shuffle ma możliwość słuchania w określonej kolejności, spokojnie :) ale rzecz w tym, ze jak zrobie sobie przerwe np. w odcinku 20 (i posłucham muzyki z innej playlisty), to potem musze pamietac zeby do niego wrocic, a nie do 19, bo odtwarzacz nie ma pamięci co było ostatnie na playliście. Przez to właśnie nie skończyłem Steve’a Jobsa, bo kompletnie pogubiłem się w latach 80.

          0
          • RobertP pisze:

            Dlatego słucham audioboków w komórce, na Androida MortPlayer i mogę słuchać kilku książek jednocześnie. Ni pogubi się, pamięta gdzie każdą skończyłem. Można robić też zakładki.

            No i nie mogę jeździć z MP3, bo mam podpięty telefon gdy prowadzę. Sam się przełączy z audiobooka lub muzyki na rozmowę a potem wróci.

            0
          • h. pisze:

            hahahaha a to przewrotnosc losu. niedokonczona biografia Jobsa z powodu oprogramowania urzadzenia zaprojektowanego przez Jobsa :)))

            0
  3. Magdalaena pisze:

    Bardzo sensowne przemyślenia.
    W styczniu 2013 kupiłam w T-mobile SGS3 z abonamentem i teraz ze zdziwieniem stwierdziłam, że firma Samsung nie ma mi do zaoferowania nic wyraźnie lepszego, a i oferta abonamentowa jest gorsza (po co mi nieograniczona ilość połączeń, jeśli mieszczę się w dotychczasowym limicie?).

    0
    • Robert Drózd pisze:

      No właśnie – ja mam od jakiegoś czasu S4Mini, który specyfikacją odpowiada mniej więcej SGS3 i jestem bardzo zadowolony (zresztą o wyborze telefonu pisałem kiedyś na blogu prywatnym http://vroobelek.iq.pl/2014/jak-kupowalem-nowy-telefon/) – teraz zaglądam na blogi technologiczne, które podniecają się Androidem 5 i tymi trzema telefonami na których już działa… No, ale po co? :)

      0
      • tzigi pisze:

        Podpisuję się obiema rękami. W 2012 kupiłam SGS2. Niedługo kończy mi się kolejny abonament i nadal nie widzę niczego, na co naprawdę chciałabym wymienić mój telefon. Już jego ekran jest dla mnie za duży (wcześniej miałam Wave’a i to była idealna wielkość – gdyby tylko nie ta Bada z jej zatrzymanym rozwojem…), a – jeśli tylko nie chcę gorszych parametrów – nie znajdę niczego mniejszego… Rozważam co najwyżej Yotaphone – ekran einkowy to naprawdę może być przydatna sprawa, ale pewnie poczekam na Yotaphone 3 i zobaczę, czy wtedy recenzje będą na tyle obiecujące, że warto będzie wydać te 2,5k, żeby go kupić. Recenzje „dwójki” nie są złe, ale też nie przekonały mnie do wyłożenia tej kwoty.

        0
          • tzigi pisze:

            Dziękuję za troskę, ale:
            – Android (czysty) to podstawa – iRzeczy nie trawię, kafelkowość do mnie nie trafia, a Blackberry to krok w ogóle nie w tę stronę, w którą chcę iść
            – Ace i Xcover nie spełniają kryterium „nie chcę gorszych parametrów” – każdy z nich to krok (mały bo mały, ale jednak) wstecz w stosunku do SGS2
            Nie istnieje telefon o parametrach równych lub lepszych niż seria Galaxy S, ale z ekranem mieszczącym się w kobiecej dłoni. A może się mylę i ktoś znajdzie coś takiego?

            0
            • Cyber Killer pisze:

              Proszę bardzo: http://jolla.com/jolla – tylko nie patrz na sam hardware bo system na tym cudeńku (Sailfish) ma dużo niższe wymagania od Androida i po prostu śmiga przepięknie na takim sprzęcie jaki ma. Wady: cena (chociaż 1,5k zł to nie dla wszystkich cena zaporowa).

              0
            • asymon pisze:

              Samsung Galaxy S4 mini? Oczywiście o czystym androidzie zapomnij, działa szybko, można wgrać custom rom, ale tracisz gwarancję. Ja na S3 mini wgrałem cyanogenmod, ale to dopiero po wymianie rozbitego szkła na ekranie ;-)

              0
              • tzigi pisze:

                To owszem, jest jakieś rozwiązanie, ale po co skoro mam w miarę dobrze działającego SGS2? Właśnie o tym pisałam: telefon zmienię dopiero, jak pojawi się model:
                – oferujący coś zupełnie nowego albo
                – oferujący (out of the box) co najmniej takie same „bebechy” z wartością dodaną wygodnej, poręcznej wielkości i najchętniej fizycznych klawiszy odbierania i odrzucania połączenia

                Marzenie ściętej głowy.

                0
              • Cyber Killer pisze:

                @tzigi: jakie coś zupełnie nowego oczekujesz? W commencie obok odrzuciłaś moją rekomendację Jolli, a to właśnie jest coś kompletnie nowego. Nie rozumiem Twojej logiki.

                0
              • tzigi pisze:

                Coś zupełnie nowego, co będzie fajne i użyteczne, a nie system, na którym rzekomo mają działać wszystkie aplikacje Androidowe, a w praktyce, jak poczytałam o tym, wiele nie działa albo działa z problemami. Do Jolli zniechęciło mnie już pierwszych kilka minut lektury psioczenia na nią jak to żadna porządna nawigacja nie działa. A dla mnie to dyskwalifikuje smartfon.

                0
              • Cyber Killer pisze:

                @tzigi: Bo obsługa appek androidowych to nie główny feature Jolli, a dodatek. Wszystkie appki napisane na Jollę działają prawidłowo. To tak samo jakbyś dyskwalifikowała GNU/Linuxa bo źle działa jakiś program z Windowsa na nim w Wine. To że jest opcja emulacji to dodatkowy feature, główne zalety są inne.

                0
              • tzigi pisze:

                Gdybym hołdowała tej zasadzie, to wróciłabym do Wave’a – też dobrze obsługuje aplikacje napisane na niego, a w dodatku ma najbardziej mi odpowiadający pomysł na kształt i sposób użytkowania smartfonu (malutki jak na obecne standardy i z fizycznymi klawiszami odbioru połączenia).
                Co z tego jak aplikacji jest piekielnie mało?

                Największym moim zdumieniem po przejściu na Androida było właśnie to, że do byle głupoty jest kilka(naście) aplikacji. Natomiast w kwestii: „To tak samo jakbyś dyskwalifikowała GNU/Linuxa bo źle działa jakiś program z Windowsa na nim w Wine.”
                Szczerze mówiąc jest to jedyna rzecz, której nienawidzę w Linuksie – właśnie mała ilość przyjaznych casualowemu użytkownikowi programów użytkowych (cóż za masło maślane). Tylko z tego powodu mam osobno postawiony cały Windows – żeby używać tych programów, które fatalnie działają w Wine’ie. Tylko ideą komórki jest to, że nie noszę dwóch, trzech, czterech urządzeń, a jedno – i dostępność mnóstwa aplikacji to podstawowa sprawa. Już raz się przejechałam na systemie, który miał się rozwinąć i stanął w miejscu (bada). Nie wierzę w to, żeby Sailfish dał mi tę samą wolność wyboru aplikacji, co Android.
                Poszukuję po prostu małego, ale silnego telefonu z co najmniej wszystkimi tymi funkcjonalnościami, które ma Android. I tego nadal nie znalazłam :)

                0
        • Magdalaena pisze:

          Dla mnie SGS3 po 2 latach jest odrobinę za mały, zwłaszcza że korzystam raczej z internetu, androidowego kindla, odtwarzacza muzyki itp.
          Ale zgadzam się z tym, że SGS5 rozczarowuje – może ma mocniejsze szkło, ale nadal słabsze niż ekrany w starych telefonach. Nie ma wyraźnie mocniejszej baterii, nie ma dziurki na smycz. I chyba nic z konkurencji nie jest lepsze.

          0
          • pioterg666 pisze:

            Sony Z3, zwłaszcza wersja Compact. Ze względu na baterię, brak TouchWiza, za brak plastikowości, za możliwość obsługi w rękawiczkach i jeszcze kilka innych rzeczy (np. dziurkę na smrycz) :-)

            0
            • Magdalaena pisze:

              @pioterg666 – Zerknęłam nadane i dam mu szansę – wyświetlacz jest akurat, a bateria mocniejsza niż w Samsungu.
              Codo smyczy – ile ja się namęczyłam z SGS3 zanim znalazłam do niego okładkę z dziurką …

              0
            • mikeyoski pisze:

              a klawisze ekranowe, które zmniejszają ekran. A android w wykonaniu sony jest zwyczajnie słaby

              0
              • pioterg666 pisze:

                No cóż, to Twoje zdanie, masz takie prawo. Ja po 3 latach używania różnych Samsungów, powiedziałbym że ten w Sony jest nieporównywalnie lepszy…

                0
  4. Cyber Killer pisze:

    Zawsze śmiech mnie bierze jak widzę tego typu ‚prognozy’. Koniec komputerów, bo ludzie przestali kupować – buahaha. Ludzie przestali kupować, bo od 5 lat nie ma żadnego znaczącego postępu w technologii. Nawet i 10 letni procesor daje dzisiaj radę w większości zastosowań (nie, najnowsze mainstream gry komputerowe nie są większością, są niszą), a kupując nowy sprzęt w ogóle nie czuć wzrostu wydajności (o ile nie wyłoży się pieniędzy na SSD). Między moim Athlonem X2 4200 w domu, a Core i7 w pracy nie odczuwam absolutnie żadnej różnicy, więc po co kupować nowe?

    Do tego dochodzi fakt, że efektywnie każdy kto chce/potrzebuje komputer, już go kupił i obecny wystarcza. Komputery też można rozbudowywać, więc jak ktoś zachował rozsądek i kupił stacjonarkę to w ogóle sklep go za nowym kompem przez dekadę może nie zobaczyć.

    0
  5. Książkowy Żółtodziób pisze:

    Do tej pory tablety, hybrydy itp. nie nadawały się do pracy. Jednak coraz częściej widać hybrydy z Windows 8 i dość mocnym procesorem, co powoli może zmieniać rynek. Myślę, że mimo tego desktopy jeszcze na długo nie zejdą z rynku, gdyż wiele branż zwyczajnie potrzebuje potężnych dwuprocesorowych workstation z układami tesla itp.

    0
    • Amadeuszx pisze:

      Myślę, że w firmach też desktopy będą królować – niższa cena zakupu względem laptopów przy wyższej wydajności, duże/dowolnej wielkości monitory, obudowy mini/mikro, w razie awarii bezproblemowa wymiana poszczególnych podzespołów.

      0
      • pioterg666 pisze:

        Nie wiem czy to tendencja ogólna, ale w sporych korporacjach w których pracowałem, jednak inwestuje się w laptopy. Mobilność w tym przypadku wygrywa – idąc na spotkanie, wyjeżdżając w delegacje, bierze się laptopa w rękę, podpina do projektora, omawia co trzeba i wraca do biurka. Przy biurku tzw. stacja dokująca, więc i dowolnej wielkości monitor, klawiatura + myszka, w razie czego dostępny rozszerzony pulpit na drugim ekranie itp. Cenowo nie jest to wcale wielka różnica, z serwisem również nie ma problemu. Ja akurat stacjonarnego komputera nie widziałem już dość dawno, chociaż ostatnio sam rozważam zakup jakiegoś.

        0
      • Michał pisze:

        W firmach, a przynajmniej dużych korporacjach królują laptopy – na co dzień na biurku wpięte do stacji dokującej, podłączone do dużego monitora, dodatkowej myszki i klawiatury udają desktopa. A gdy trzeba gdzieś pojechać lub co częstsze przejść do innej sali brane są pod pachę. Niektórzy nawet na spacery do domów ze sobą je zabierają, osobiście sam nie wiem po co ;-p
        Jak potrzeba zrobić jakieś symulacje, czy inne bardziej czasochłonne obliczenia z wykorzystaniem droższego oprogramowania to dopiero wtedy wykorzystuje się coś innego niż laptopy – ale rzadko to są zwykłe desktopy, częściej maszyny typu serwerowego, na których i tak pracuje się na nich zdalnie, z laptopa na biurku.

        0
      • Doman pisze:

        Część korporacji stosuje nawet gorące biurka, czyli miejsc do siedzenia mniej niż pracowników, część siedzi u klientów, część ma jeden dzień w tygodniu pracę zdalną itd. Wtedy człowiek siada z laptopem tam gdzie ma akurat wolne miejsce.

        0
  6. Darth Artorius pisze:

    Co do odtwarzaczy mp3/flac to stają się one domeną prawdziwych fanów audio i muzyki. Takie (nietanie) modele jak iBasso DX50 czy DX90, Fiio X1,X5, modowane stare iPody Classic czy znacznie droższe IRiver AK100, 120, Cowon Plenue P1 są o lata świetlne przed telefonami i długo to się chyba nie zmieni.

    Z telefonów znośny pod względem audio jest LG G3 i HTC M8. Ale jak dla mnie nie są tk dobre jak stary iPod 5G z RockBoxem.

    0
  7. mikeyoski pisze:

    Ładnych parę lat temu skok technologiczny był bardzo szybki. Kupując kompa człowiek wiedział, że kupuje już przestarzały sprzęt. Po roku nowe procki biły te starsze na głowę i to się po prostu czuło. A teraz? Przyrosty mocy nowych procków to kilka procent, walczy się głównie z prądożernością. Jeśli ktoś nie potrzebuje kompa do grania w najnowsze produkcje w najwyższej jakości to kilkuletni komputer daje radę bez najmniejszych problemów.

    Rynek stacjonarnych komputerów dostał z pewnością po tyłku. Kiedyś nie było żadnej alternatywy. Jak ktoś chciał kompa to szedł do jednego z wielu sklepów, gdzie chłopaki w zaciszu składali te komputery do kupy, albo człek samemu niczym Adam Słodowy to robił. Teraz wybór jest znacznie większy. Posiadam w domu i stacjonarny (który się kurzy), laptopa (kurzy się nieco mniej). Najczęściej korzystam z tabletu. Do wielu rzeczy jest znacznie wygodniejszy niż komputer.

    0
  8. Grześ pisze:

    A pro po urządzeń z e-ink – widzieliście już to: http://hemingwrite.com/ ??
    :-)

    0
  9. skaposzczet pisze:

    Co do komputerów, to sam jestem zaskoczony. Mam około ośmioletniego PC w domu i żony paronastoletniego laptopa z celeronem. Do laptopa dokupiłem za grosze ramu na allegro, wgrałem xubuntu i okazuje się, że nie mam po co odpalać komputera stacjonarnego, bo laptop bez problemu daję radę do przeglądania internetu, oglądaniu filmów i pracy w programach biurowych. Coś co parę lat temu wydawało się niewyobrażalne.

    0
    • Lizergamid pisze:

      Mówisz mi, że parę lat temu na laptopie nie można było przejrzeć internetu, obejrzeć filmu i odpalić programów biurowych?

      0
      • Cyber Killer pisze:

        Parę lat temu na laptopie sprzed ponad 10 lat było to niemożliwe – zatkałby się nawet na filmie zakodowanym w xvid. Co najmniej 300MHz proca potrzeba na to :-D.

        Dzisiaj lapek sprzed ponad 10 lat ma z 500-1000MHz cpu i obsłuży z 1-2GB ramu, nawet więcej jesli był mocny, 5 wcześniej taki stary lapek miałby w porywach ze 100MHz i poniżej ćwierć GB ramu, co nie wystarczyłoby na prawie żaden ‚full featured’ system operacyjny. To był ten okres najszybszego rozwoju (między 10-15 a 15-20 lat temu), więc różnica jest dość kolosalna.

        0
        • Krzysiek Palka pisze:

          Wyrażenie „dość kolosalny” ma swój urok. :) Nie chcę wyjść na czepliwego, ale ostatnio staram się eliminować łagodzące przysłówki przy ostrych przymiotnikach z moich wypocin (zauważyłem, że ich ilość jest „dosyć gigantyczna”) i jakoś rzuciło mi się to w oczy. :)

          0
        • Robert Drózd pisze:

          Mam wciąż laptopa z 2004, uzupełniłem mu w swoim czasie RAM do 1 czy 2 GB (nie pamiętam), płacąc jak za zboże, bo to już nietypowe moduły były, no i dzisiaj on się nadaje tylko do podstawowych zadań, każda strona na Firefoksie muli straszliwie.

          0
          • asymon pisze:

            Firefox to od kilku lat bardzo „ciężka” przeglądarka, nawet Chrome będzie lepszy.

            Jak się nie boisz, to lekki linux np. Lubuntu z przeglądarką typu Midori. Przeglądarka robiona na silnku WebKit, zdaje się że Kindle mają też coś w ten deseń :-) Oczywiście nie wszystkie strony działają w 100%, ale jest „good enough”, za to kosmicznie szybko. Reanimowałem tak kiedyś desktopa z P4 na pokładzie.

            EDIT: Jest jeszcze Dillo, ale to tak dla sportu, nie obsługuje javascript.

            0
          • Cyber Killer pisze:

            Zainstaluj OpenSUSE, z desktopem xfce lub lxde. Przy 2GB ramu Firefox na takim desktopie poleci dość dobrze, a jak nie to doinstaluj Midori lub Qupzilla, one są dużo lżejsze.

            0
  10. KonradK pisze:

    Skoro komentarze skręciły w kierunku odtwarzaczy audio, to o coś zapytam.
    Czy Rockbox, albo jakiś zaawansowany przenośny odtwarzacz ma coś takiego jak osobna pauza dla każdego albumu, albo zakładki w ramach albumów?
    Chodzi mi o naprzemienne odsłuchiwanie audiobooków.

    0
    • Qfwfq pisze:

      Wniosę niewiele: wydaje mi się, że rockbox nie ma takiej funkcji jak w kindlu, że można czytać kilka książek – niestety. Na moim iriverze można wznowić tylko jedno nagranie/słuchowisko. Ale ja mam starego rockboxa; rad bym się dowiedzieć czy coś zmienili…

      0
  11. Przemss pisze:

    Panie Robercie czy przymierza się Pan do recenzji Onyxa After Glow 2?

    0
  12. Paweł pisze:

    Cóż, od dawna przecież żyjemy w erze post-Brain.

    0
  13. WujekMarcel pisze:

    Warto dodać, że wszelkie prognozy w świecie elektroniki sprzed 10 czy 20 lat szlag jasny trafił i zdecydowana większość z nich się nie sprawdziła.

    0
    • mikeyoski pisze:

      Lubię SF i jak dotąd nie spotkałem się z tym, żeby którykolowiek ze starszych autorów przewidział telefon komórkowy :)

      0
    • Qfwfq pisze:

      A jakie to prognozy się nie sprawdziły, konkretnie? Wehikuł czasu? Ano, nie wymyślili, ale i tak każdy sobie podróżuje w przyszłość choćby nie chciał – codziennie. Ale poważnie: samochód bez kierowcy? Jest u Lema (Śledztwo). Nano-roboty? Też u Lema (Nieśmiertelny). Elektroniczna książka jest u Stephensona (Diamentowy wiek), A.C. Clark wspominał o ipadzie (Odyseja), gry wirtualne to znowu Clark (miasto i gwiazdy), ale też O.S. Card (Gra Endera) – u niego też radio (ensamble – nie wiem jak było w naszej polsiej mowie), Bradbury w opowiadaniu o dzieciakach, które w pokoju miały dżunglę (nie pamietam tytułu) też miały grę wirtualną lub telewizor 3D; Bradbury też wymyslił słuchawki douszne w 451 Fahrenheita. Nowoczena technologia, jak czołgi, (już 1903 u H.G. Wellsa), radar i samolot, łódź podwodna – wszystkie juz są. Nawet drzwi automatyczne, schody, ruchome chodniki Wells, Verne). Owszem sporo nie ma jeszcze, ale nawet statki kosmiczne są. Do lektury, kolego, do lektury!

      0
      • asymon pisze:

        Co prawda czytałem wieki temu, ale jestem pewien że Ilustrowany Lekcyonarz Młodej Damy z „Diamentowego wieku” to znacznie więcej niż ebook.

        Dorzucę internet i pocztę elektroniczną z książki Paula Theroux „Wielki bazar kolejowy”, przemyślenia chyba z Singapuru. Oczywista była też dla niego inwigilacja tej poczty przez rząd…

        0
    • Qfwfq pisze:

      Acha, zapomniałem: telefon jako pierwszy pojawił się w Star Treku; przy okazji dorzucę: internet – u Marka Twaina w 1898 jako system telefonów połączonych w globalną sieć umożliwiający dzielenie sie informacją. Co do telewizora/komputera, to raczej Heinlein (Obcy w obcym kraju) na 10 lat przed pierwszym PCtem, i to 3D, bo Card i Stephenson to wtedy gdy juz te wynalzki były powszechne. Przy okazji też heninlein wymyślił wygaszacz ekranu. Sztuczni / mechaniczni ludzie? Ejże, byli jeszcze przed Čapkiem 1920, bo w „Piaskunie” Hoffmana… i tak dalej.

      0
  14. edmun pisze:

    Dużo prawdy w artykule. Co ciekawe ten komentarz piszę na laptopie Dell Vostro 1000 który dostałem za darmo. Dla zainteresowanych laptop ten ma proces AMD Sempron czyli pamięta stare dobre czasy Windowsa XP i Visty która miała zniszczyć jeden z najpopularniejszych systemów. Hmm… Obok mam 2x Kindle Keyboard.. Działają sprawnie i spełniają swoją funkcję. Jak czytnik pada i nie chce już wstać, za 100 zł kupuję następnego Kindle Keyboard z uszkodzonym ekranem i ekran z mojego niedziałającego przekładam. Pliki przenoszę i wszystko było tak jak zawsze. Obok na stoliczku leży HTC One S. Uwaga… stary HTC One… tak… te pierwsze modele. I nie wymieniłem na nowszy… Nie musiałem, bo wgrałem sobie najnowsze oficjalne oprogramowanie Kitkat 4.4.1 (nie chciałem nieoficjalnej 5-tki). Dla rynku elektronicznego jestem wcieleniem zła i szatanem w jednej osobie. Przeze mnie firmy splajtują a rynek nie zarabia. Podejrzewam że na upartego gdyby Amazon się uparł, to za pomocą wygodnego marketingu by mi udowodnił, że nowszy format książek jest lepszy i wprowadziłby książki w takim formacie, który mój Kindle Keyboard by nie obsługiwał. Po jakimś czasie księgarnie również zaczęłyby udostępniać książki tylko w nowszym formacie. Obecne najnowsze czytniki Amazona dostałyby aktualizacje oprogramowania, ale nie stare Keyboard i Classic. Po kilku latach i tak byłbym zmuszony do wymiany czytnika, w imię technologii, bo na rynku nie byłoby nowości które mógłbym czytać. Ale przecież to normalne i każdego dnia mamy właśnie to samo. Wystarczy spojrzeć na lustrzanki cyfrowe. Sam posiadam 2x Canon EOS 40D. Półprofesjonalny sprzęt który działa i sprawuje się świetnie. Wartość na rynku to około 500-800 zł. Obok w sklepie mogę znaleźć najnowszego Canona za 5000 zł. Podobna półka i podobne funkcje. Co śmieszne gdybym miał wymienić, pewnie poczułbym się, że przesiadłem się z Opla Vectry z 2011 r z 2.0 turbodoładowanym silnikiem, do najnowszej Insignii 1.6 eco dynamic. Jeździ się podobnie, może nie ma tej frajdy, ale jest eko i nowocześnie. Ale do Insignii muszę dopłacić pewnie z 10000 zł. Rynek tak kształtuje poglądy, żeby konsument ciągle myślał że musi mieć najnowsze. Inaczej rynek nie miałby racji bytu

    0
  15. PanGoladkin pisze:

    Pc-ty i laptopy nie zginą. Przemysł growy jest bardzo silny. Obecnie od roku to gra komputerowa (gta V) piastuje pierwsze miejsce na podium najbardziej dochodowej produkcji wszechczasow (przebiła Avatara), przemysł growy to obecnie miliardy dolarow i rosnie.

    Wcale sie z tego nie ciesze – gry to narkotyk, dopiero od miesiaca ciesze sie wolnoscia od nich, ponad rok oduzalezniania, dopiero Nowenna Pompejańska mnie z tego nałogu uwolniła.

    Nie da sie ukryć że rozkosz gry na wielkim ekranie jest nieporownanie wieksza niz na nawet 13 calowym tablecie.

    Musialem sie tez leczyc z gadżeciarstwa – pomogła mi jedna z encyklik papieża JPII, w której świetnie pisze, że istnieje takie niebezpieczeństwo uzależnienia od dóbr materialnych, ze przy istnieniu w większej czesci świata nędzy materialnej, niewielka czesc ludzkosci jest zarażona chorobą konsumowania coraz to nowych osiągnieć tachniki, pomimo tego ze to, co posiadaja jest w pełni funkcjonalne.

    Warto dawać jałmużne, żeby usłyszeć na bliskim dla każdego z ludzi sądzie – „Pójdź błogosławiony Ojca Mojego! Obejmij w posiadanie Królestwo przygotowane dla ciebie od założenia świata!”

    Biada tym, którzy nie okazują miłosierdzia materialnego, choć mogą to czynić! Jakżeby mogli nie usłyszeć od Pana, który cierpi męki w większej części ludzkosci dotkniętej nędzą: „Idź precz przeklęty! W ogień wieczny przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny…” Spróbujcie pościc chociaż jeden dzień o chlebie i wodzie a zrozumiecia jak wielka odpowiedzialnosc spoczywa na nas, którzy posiadamy! Jak bardzo trzeba byc wdziecznym Bogu za wlasny dostatek, jak madrze rozporzadzac dobrami materialnymi! To stopien umartwienia decyduje o skali naszego człowieczenstwa. Jak bardzo potrafie zmiazdzyc swoja ludzka nature, zeby zyc dla innych!?

    Amen Bracia i Siostry :)

    Wesolych Swiat!

    Wracam na Diunę.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.