Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

10 lat czytników z e-papierem: taki był pierwszy Sony LIBRIé

W kwietniu 2004, czyli równo 10 lat temu, do sprzedaży trafił pierwszy w historii czytnik oparty na technologii e-papieru. Stworzyły go wspólnie firmy Sony, Philips, Toppan printing oraz E Ink Corporation.

Sony LIBRIé (EBR-1000EP) był modelem na rynek japoński. Z dzisiejszej perspektywy wygląda trochę jak kokpit odrzutowca. Klawiatura QWERTY z dodatkowymi japońskimi znaczkami, sporo innych klawiszy.

Niektóre parametry czytnik miał zbliżone do tego, co znamy dzisiaj:

  • Ekran 6″ i rozdzielczość 800×600
  • E-papier o 4 odcieniach szarości (taki miał jeszcze polski eClicto w roku 2009)
  • Waga 190 g (chyba bez baterii)
  • Rozmiary 126mm x 190mm x 13mm.

Z miejscem na książki było gorzej – tylko 10 MB wewnętrznej pamięci i możliwość użycia karty Memory Stick o maksymalnej pojemności 512 MB.

Zasilanie z dzisiejszej perspektywy było nietypowe – 4 paluszki AAA. Czytnik miał gniazdo słuchawkowe i głośnik mono. LIBRIé nie miał łączy sieciowych, zresztą kto 10 lat temu używał WIFI, książki wgrywało się przez USB.

Razem z pierwszym czytnikiem Sony uruchomiło księgarnię. Jej bardzo nietypową cechą był restrykcyjny DRM. Mianowicie, po nabyciu książki, czytelnik miał 60 dni na jej przeczytanie – po tym czasie plik był usuwany z czytnika. Można tu więc raczej mówić o wypożyczalni, niż sklepie.

Czytnik był dostępny od kwietnia 2004 tylko w Japonii, niemniej wielu entuzjastów ze świata sprowadzało go sobie i wgrywało anglojęzyczne oprogramowanie. Początkowa cena czytnika wynosiła ¥41,790 (220 funtów na tamte czasy, albo 1250 zł dzisiaj).

Niestety, LIBRIé nie okazał się sukcesem. Krytykowano jego szybkość działania, słabą jakość ekranu, a także drakoński DRM. Dopiero dwa lata później Sony wypuściło model PRS-500, który zdobył sporą i zasłużoną popularność na całym świecie.

Jak wspominałem już w artykule o wycofaniu się Sony ze Stanów, pierwsze czytniki tej firmy używały zamkniętego formatu LRF, który dziś już jest prawie zapomniany, ale w swoim czasie było wiele narzędzi do jego przygotowania, również popularne Calibre powstało najpierw jako konwerter na format Sony. Dopiero w latach 2008-2009 Sony zdecydowało się na obsługę formatu EPUB oraz zabezpieczeń DRM od Adobe.

Nie sądzę, aby wśród Was był jakikolwiek posiadacz tego weterana, choć użytkownicy kolejnych generacji sprzętu Sony się zdarzali. :-)

A pamiętacie może, kiedy i skąd dowiedzieliście się o e-inku? Zapraszam do komentowania.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

34 odpowiedzi na „10 lat czytników z e-papierem: taki był pierwszy Sony LIBRIé

  1. R pisze:

    Ja o takim wynalazku usłyszałem półtora rok temu od kumpla, i przed 18 urodzinami uznałem że kupie sobie prezent :D przeczytałem cały ŚC i wtedy dowiedziałem się o wszystkim, tak nawiasem mój czytnik jest w moich rączkach już roczek. Zaznaczę że nie widziałem wcześniej nigdy e-papieru, i chciałem urządzenie które pomoże mi w nauce ale nie będzie kusiło grami itp. W tym roku dokupiłem smartphone który doskonale się uzupełnia z czytnikiem.
    A sama akcja zakupienia mojego kindla wiąże się z miesięcznym szukaniem ofert na allegro a potem zakupieniu czytnika o 6 rano po zmianie strefy czasowej na letnią, ale było warto Kindle Touch 3G z oryginalną okładką z lampką za jedyne 365 złotych z przesyłką.

    0
  2. KonradK pisze:

    A pamiętacie może, kiedy i skąd dowiedzieliście się o e-inku? Zapraszam do komentowania.

    W samą porę, czyli wtedy, gdy pojawił się biały Kindle DX – coś, co pozwoliło mi czytać te wszystkie PDFy, nagromadzone na dysku.
    Kilka miesięcy później, krótko po pojawieniu sie wersji International, sprawiłem ją sobie.

    0
  3. civette pisze:

    Pierwszy raz usłyszałam o czytniku jakieś 3 lata temu, całkiem przez przypadek, gdy namiętnie czytając książki na komórce (już od ładnych kilku lat) ktoś rzucił hasłem „czytnik”. Na początku nie zgłębiałam tematu, a potem zaczęłam czytać. Rozpoczął się dłuuuugi, bo trwający ponad 2 lata proces dumania nad tym, jaki czytnik bym chciała. Nie zakładałam kupna jakiegoś tam czytnika z myślą, że za rok go wymienię. Jak już kupię, to będę używać tak długo, aż padnie, więc chciałam, żeby to był czytnik, który w pełni mnie zadowoli. Miał być dotykowy i miał to być Kindle (ot, taka fanaberia). O dotykowym czytałam różne opinie, więc wciąż się wahałam. Jeśli jakiś produkt nie krzyczy do mnie: „bierz mnie” to go nie kupuję, bo wiem, że nie będę tak do końca zadowolona. Znajomy zachwalał czytnik, ale „absolutnie nie dotykowy, musi być na przycisk”, bo on lubi czytać w łóżku z jedną ręką pod głową, więc mu nie pasuje, żeby ciągle tą rękę spod głowy wyciągać i przewijać strony ;p No to ja się dalej zastanawiałam. Dumałam tak długo, aż w końcu wyszedł Paperwhite II. Od lutego jestem szczęśliwą posiadaczką, mam fioła na jego punkcie i nie zamieniłabym go na inny model ani też nie pożałowałam nawet przez minutę, że go mam. Co więcej, na czytnik zaczęłam kupować książki, a nie szukać gdzieś tam w necie i mam jakieś opory, żeby załadować go „lewizną” ;p Żaden z moich znajomych czy rodziny nie rozumie miłości do czytnika. Nie widzą powodów do zachwytu i „wolą papier” :) No ich sprawa, ale to ja ostatnio przeczytałam opasłą „Annę Kareninę” nie zawracając sobie głowy jej grubością, kiedy to koleżanka patrząc na te tomy stwierdziła, że jej się nie chce takiej grubej książki czytać ;) Noszę go wszędzie, zawsze mam tam jakieś nowe pozycje i nigdy nie martwię się o to, że skończę czytać książkę, a nie mam przy sobie następnej lub o to, że mi się do torebki nie zmieści ;p

    0
  4. jakubd pisze:

    Zaskoczę wielu – tak, mam Sony Librie do dzisiaj (potem przeskoczyłem na iReX iLiad – kolejna firma, której szkoda). Sprowadzałem go z dość bliska – z Anglii, ale używanego. Skrypty do ręcznej konwersji ciągle mam gdzieś na dysku i sporo książek tak przerobiłem – czytało mi się super i wiedziałem, że to jest to, choć oczywiście nie z tymi problemami z konwersją i hakowaniem urządzenia (choć dla mnie to nie był problem). Aktywnie uczestniczyłem w forum Librie na yahoo groups.
    Format książek w tym czytniku to formalnie BBeB (BroadBand electronic Book), LRF to tylko rozszerzenie pliku.
    W Warszawie mogę pokazać jak to urządzenie wyglądało w praktyce :)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Jakub, no to jestem pod wielkim wrażeniem. ;-) Odezwę się jak będę w maju w W-wie, chętnie bym zrobił mu sesję fotograficzną.

      IRexa faktycznie szkoda, to były w swoim czasie najlepsze czytniki świata, no ale i najdroższe, to chyba zdecydowało o tym, że sukcesu nie odniosły.

      0
  5. Tomasz pisze:

    Pierwszy raz usłyszałem w październiku 2012 roku od kolegi, który dostał Kindla na urodziny. Wcześniej należałem do grona ludzi, którzy potępiali e-czytanie (szelest papieru, zapach książki i te sprawy były dla mnie niezwykle istotne). Przeczytałem jednak kilka stron u kolegi, zobaczyłem brak refleksów świetlnych i jeszcze dodatkowo żadnej różnicy między czytaniem na Kindle’u i w swojej książce, co więcej (byłem akurat w trakcie czytania „Lodu” Dukaja) ten przyjemny brak ciężaru. Dodatkowym atutem była masa darmowych książek z Wolnych Lektur oraz niskie ceny na e-książki w księgarniach. Postanowiłem sobie coś takiego kupić na swoje 18 urodziny. Jednak nie miałem o czytnikach zielonego pojęcia. Poszukałem w Internecie i odkryłem tę stronę (naprawdę, wielkie dzięki). Tu było (i nadal jest) wszystko na ten temat. Uporządkowane, przygotowane jakby dla człowieka niezorientowanego w temacie…
    Jak jest teraz… Fajnie. Książki papierowe jakie teraz kupuję sprowadzają się właściwie do tych naukowych. Nie powiem, nadal przyjemnie jest mieć książkę w rękach, jednak liczba atutów przemawiających za e-czytaniem powoduje, że polecam to każdemu.

    1
  6. KecajN pisze:

    O e-inku kiedyś usłyszałem przy okazji wprowadzenia pierwszego czytnika przez Amazon ale puściłem to mimo uszu, bo uznałem, że w naszych warunkach to bez sensu. Z jakiegoś powodu przypomniało mi się o tym w końcu 2009 r. i zrobiłem mały research. Teoretycznie wyglądało to ciekawie ale nie miałem gdzie sprawdzić w praktyce, więc poprosiłem znajomego w USA o obejrzenie „w moim imieniu”. Jego opinia:
    „Czyta sie przyjemnie. Prawie calkiem czarny druk na intensywnie ale jasno szarym tle. Pod kazdym katem wyglada jak kartka szarego papieru z drukiem.”
    zdecydowała, że zacząłem przymierzać się do zakupu. Zdecydowałem się na startujący wówczas eClicto – skorzystałem z promocji z okazji majowych Warszawskich Targów Książki (2010). eClicto, mimo wszystkich swoich wad, przekonał mnie, że czytnik e-ink to strzał w 10-tkę. Problem tylko w tym, że nie było za bardzo co na nim czytać. Księgarnia Kolportera zawierała co prawda sporo pozycji ale dla mnie nic ciekawego, pozostawała tylko ogólnie dostępna klasyka (nb. dołączony zestaw bezpłatnych książek mógł liczyć kilka pozycji, bo np. każdy wiersz Norwida to był oddzielny ebook ;-) Poza tym w owym czasie moim celem były przede wszystkim PDFy (dokumentacja informatyczna, podręczniki, itp.) a przekonałem się, że ekran 6″ się zupełnie do tego nie nadaje. Dlatego rozpocząłem poszukiwania czytnika 10″.
    iRex wyglądał bardzo interesująco i może nawet bym się na niego zrujnował, gdyby nie to, że firma go produkująca właśnie zbankrutowała. Ostatecznie kupiłem nową wersję Kindle DX (drogi ale i tak ponad 2x tańszy od iRexa) ale z oprogramowaniem męczyłem się dość długo. Dopiero po wgraniu firmware 3.2.1 zaczął być użyteczny a niedawno zainstalowany Kindle PDF Viewer sprawił, że jestem z niego zadowolony.
    Czas na czytanie „rozrywkowe” mam głównie w komunikacji miejskiej, gdzie wielki i ciężki czytnik 10″ jest mało wygodny, więc postanowiłem zainwestować w mniejszy (eClicto pozbyłem się wcześniej). Było to jeszcze w okresie „walki” z oryginalnym firmware Amazona, więc chciałem spróbować czegoś innego – wybór padł na Onyx’a X61S. Ten czytnik, mimo znacznie bogatszej funkcjonalności, okazał się być zupełną porażką (fatalny firmware, choć jego niska stabilność okazała się być w końcu spowodowana przez problemy sprzętowe), więc z dużą ulgą przesiadłem się na Kindle Classic. Szkoda tylko, że nie ma podświetlenia… (PaperWhite zdyskwalifikowałem za ekran dotykowy – mam wstręt do mazania palcami po wszelkich ekranach).

    0
  7. Wojciech pisze:

    Lepszy kokpit odrzutowca niż ekran dotykowy

    0
  8. Thrackan pisze:

    O elektronicznym papierze dowiedziałem się dość wcześnie, bo na przełomie 2002 i 2003 roku z notatki prasowej. Napisano w niej, że coś takiego wynaleziono, pokazano schemat działania na przykładzie pojedynczej „kulki” i zapowiedziano optymistycznie, że w ciągu 2-3 lat ma to się znaleźć w urządzeniach dla szarego śmiertelnika. Nie uwierzyłem. No bo przecież jak długo byliśmy zwodzeni wizją np. samochodów na wodór, czy innymi cudownymi zapowiedziami? Ponownie zetknąłem się z tematem w 2011 roku, gdy kolega z forum wspomniał, że ma Nooka 1 Classic, przesiada się na Kindla 3G i zaproponował mi pożyczenie z opcją sprzedaży. Gdy zacząłem czytać na tej hybrydzie z dwoma wyświetlaczami (duży EInk i mały LCD), od razu wiedziałem, że już się z nim nie rozstanę. Nie dość, że był poręczniejszy, od przeciętnej książki, to wiatr nie był w stanie przewracać mi stron! Wreszcie wygodnie czytałem poza domem. Na początku 2014 roku Nook niefortunnie upadł mi na podłogę w otwartym futerale i epapier pękł 1cm od jednego z rogów. Jako że sprzęt jest zrootowany, da się na nim czytać ustawiając sztucznie marginesy tak, by akurat pokrywały się z uszkodzonym obszarem. Mam już namierzonych kilku dostawców pasujących wyświetlaczy i planuję zmierzyć się z samodzielną naprawą. Ale i tak właśnie jedzie do mnie Nook ST Glowlight. Zostaję w rodzince B&N. I w większej, ogólnoczytnikowej. Wsiąkłem. Na dobre. :-)

    0
  9. Marek pisze:

    Będąc dzisiaj w sklepie wpadł mi w ręce czytniki Kiano Booky Light. Według specyfikacji ma 6” wyświetlacz e-ink 800×600 (e-ink to raczej jest), ma podświetlany ekran i Androida. Bateria była nie naładowana, więc się nie pobawiłem, ale cena czytnika jest bardzo kusząca: niecałe 300zł. Chętnie bym przeczytał recenzję tego cudeńka. :)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Nic niestety nie wiem na temat tego czytnika, nawet kto jest jego prawdziwym producentem, to prawdopodobnie chińszczyzna przebrandowana pod polskiego dystrybutora. Co do większości komentarzy w sieci sądze, że nie pochodzą od rzeczywistych użytkowników.

      0
      • Dilexio pisze:

        Może Robercie zdobędziesz egzemplarz testowy od Kiano i spłodzisz jakąś recenzję? Podejrzewam, że wiele osób szuka jakiegoś taniego czytnika z podświetleniem, sam sprawił bym swojej rodzicielce, a takiego nie może znaleźć/nie ma o nich żadnych informacji.

        0
        • ola pisze:

          Używam kiano booky light i muszę powiedzieć, że jak na swoją cena która była przystępna, jest świetny
          . A co do producenta i „chińszczyzny” kiano to polska firma ;)

          0
  10. Frett pisze:

    Ja swoją przygodę z e-papierem rozpocząłem dokładnie 6 lat temu gdy to w 2008 nabyłem Sony PRS-505. Szukałem czegoś co pozwoliłoby mi czytać zbiory zgromadzone w postaci elektronicznej. Po przerobieniu okresu prywatnej drukarni i introligatorni zacząłem szukać alternatywy no i trafiłem na e-inka. Tak mi przypadła do gustu technika e-papieru, że przeszedłem zupełnie na czytanie z niej. W 2010r. nabyłem kolejny czytnik Sony (PRS-650) a wysłużoną 505 podarowałem żonie. Obecnie oboje nie potrafimy obejść się bez elektronicznej książeczki, którą można wziąć wszędzie.

    0
  11. PanGoladkin pisze:

    Ja poznałem tę technologie w teorii jeszcze w 2006-7 roku na studiach (Informacja Naukowa i Bibliotekoznawstwo), chociaż wiedziałem że jest to świetna rzecz nie byłem nią zainteresowany aż do grudnia 2013, kiedy kupiłem czytnik.

    Swoją drogą dzisiaj mija równo 5 miesięcy rzucania gier, a nadal jest ciężko… Czytnik kupiłem właśnie po to – czytać zamiast grać. Jestem fanem nowych technologii i liczyłem, że taki bajer przyciągnie mnie do czytania i nie pomyliłem się. Przez pierwsze najtrudniejsze 2 miesiące byłem w czytniku „zakochany”. Potem już spowszedniał, ale dalej trzymam się i walczę, chociaż mój mózg chyba się zmienił bardzo po 17 latach gry (czytałem artykuł naukowy o tym – u osób grających nałogowo występują nieodwracalne (podobno – ja nie wierzę w nieodwracalność) zmiany w funkcjonowaniu mózgu: moja koncentracja i zrozumienie tekstu byy początkowo bardzo słabe, bardzo wolno rozkręciłem mój mózg – teraz jest już dużo lepiej, ale czytanie dalej mnie męczy, a gry kuszą.

    p.s.

    ten blog też mi pomaga, bo czytam komentarze i widzę że ludzie naprawdę czytają i im się to podoba, nawet kupują książki na zapas, to pozwala mi wierzyć, że w końcu w trakcie czytania myśli typu – „jak super byłoby teraz godzinkę pograć, nie męczyć się, mieć prawdziwą przyjemność…” kiedyś przejdą.

    p.s.2

    sprawdzają się więc w moim przypadku słowa Jezusa z „Poematu Boga-Człowieka”, że „…każda przyjemność ma w sobie truciznę” – a trzeba się jej w końcu pozbyć, albo teraz albo w czyśćcu.

    0
  12. YuukiSaya pisze:

    O rany, o E-Inku to czytałam jeszcze na etapie szkiców „jak to działa” w Focusie albo Świecie Wiedzy, na pewno było to jakieś popularnonaukowe pismo. Strasznie się zainteresowałam, bo od małego pochłaniałam książki w ilościach przekraczających pojęcie wszystkich bibliotekarek w okolicy („ale na pewno przeczytałaś to w jeden dzień?”), a wizja czytnika, wtedy jeszcze bardzo niejasna i oparta na domysłach, bardzo pobudzała mój umysł. Lata mijały, jakieś strzępy informacji do mnie docierały, nawet fotki urządzeń widziałam, cudo, nawet moja mama podłapała bakcyla („No dla ciebie to idealne urządzenie, wreszcie przestałabyś zagracać mieszkanie książkami”).

    Potem dostałam iPada i próbowałam sił w czytaniu na tablecie, ale to nie było to. Wtedy akurat czytniki zaczęły zdobywać rozgłos na targach elektroniki, w internecie było o nich coraz więcej, obserwowałam skrupulatnie, równolegle doszkalając się z obróbki epubów – interpretacja kodu html w Stanzy na iPadzie to była zagadka równa zaginięciu Bursztynowej Komnaty. I tak chodziłam wokół czytników, znosząc marudzenie rodzicielki („z tabletu nie możesz czytać?”), w końcu trafiłam na promocję Pocketbooka w empiku i od tej pory jest to moje ulubione urządzenie i nawet mama sobie takowy sprawiła z zazdrości.

    Pokochałam dostęp do literatury w angielskim, możliwość skompilowania własnej „składanki” z tekstów wyszperanych na internetach, mobilność i te niższe ceny niż na papier. Tylko jakoś te niższe ceny dziwnym trafem przekładają się na większe kwoty wydane na literaturę, może mi to ktoś wyjaśnić? Za to posiadanie całej biblioteki w torebce – rozkosz, szczególnie na wyjazdach.

    0
  13. Marcos pisze:

    O e-inku czytałem zapewne kilkanaście lat temu. Nie pamiętam już dokładnie, ale był to chyba PC World Computer, potem pewnie jeszcze na łamach Komputer Świata.
    Z kindle jako takim styczność miałem po raz pierwszy ze dwa-trzy lata temu. Znajomy nabył go wówczas (wersja classic, chyba 3) w chyba poprzez allegro. Pierwsze wrażenie – wow, to zupełnie inny rodzaj wyświetlacza :) Sam sporo czytam, ale cena póki co stanowiła barierę.
    Potem drugi znajomy zakupił na grouponie bodajże kindle toucha.
    Rok temu myślałem o zakupie, jednakże niczego sensownego nie znalazłem. Jedyną alternatywę wobec kindle’a stanowiły czytniki np z eclicto lub empiku, jednakże słabe oceny im wystawiane i dużo niepochlebnych komentarzy sprawiły, że odpuściłem ten zakup.
    W tym roku miejsca na półkach zaczęło brakować. Przypadkowa wizyta w komputroniku sprawiła, ze zobaczyłem kinla 5 w cenie 279 zł. Jak dla mnie cena porównywalna z całą chińszczyzną. Ostatecznie nabyłem czytnik w x-komie za 255 złotych. To jak dla mnie rozsądna cena za dość dobry towar. Dość dobry, gdyż póki co posiłkuję się głównie opiniami z tego bloga oraz opiniami znajomych. Sam mam mojego kindla 5 dopiero drugi dzień, także jeszcze stanowczo za wcześnie na wnioski.
    I jestem miło zaskoczony tym blogiem. Słowa uznania dla prowadzącego za chęć, za to, że w sposób czytelny i jasny przedstawia zagadnienia związane z czytnikami, za poprawną polszczyznę wpisów :), za to, że chce mu się szukać tych wszystkich promocji. Jak mawia młodzież – SZACUN :)

    0
  14. Eczytacz pisze:

    Ja zobaczyłem kiedyś gościa w tramwaju, który gapi się w jakiś dziwny kalkulator późną jesienią 2011 r. Potem gdzieś doczytałem o E Inku, pamiętam, że pierwszym czytnikiem jaki miałem w rękach był Iriver Story HD.

    0
  15. bastard pisze:

    Teraz widać jak wolno rozwijają się czytniki w porównaniu do pozostałej elektroniki. Właściwie to niemal drepczą w miejscu. Monopol (E Ink Corporation) robi swoje.

    0
  16. isaak pisze:

    Czytnik Sony to pierwsze info o e-ink, później blog świat kindle :) pierwszy kontakt z czytnikami to nieszczęsny OYO a zakupiłem ostatecznie czytnik Prestigio. Zakochałem się w ekranie e-ink choć w tym czytniku był straszny ghosting i był koszmarnie wolny to o dziwo ekran był jaśniejszy i bardziej kontrastowy od kindla, mimo wszystko dość szybko nabyłem Kindla z którym byłem przez 3generacje :) a teraz zmieniłem trochę markę na Kobo z którego jestem strasznie zadowolony.

    0
  17. tzigi pisze:

    O e-papierze jako takim przeczytałam po raz pierwszy gdzieś w 2003-04 roku w czasopiśmie Kawaii (to kiedyś było największe czasopismo o mandze i anime w Polsce) w dziale newsów. Była to ledwie kilkuzdaniowa wzmianka i wydała mi się kolejną kosmiczną technologią, która w Polsce może pojawi się jak już na całym świecie będzie przestarzała.

    A pierwsze „spotkanie” z czytnikami e-inkowymi miałam w mailu od mojego wtedy chłopaka (dzisiaj męża). W dniu 16 marca 2010 napisał:
    „Dziś widziałem niezłą zabawkę: Boox 60
    (http://onyx-ereader.pl/produkty/boox-60). Na pierwszy rzut oka to taki
    palmtop z dużym czarno-białym ekranem i różnymi bajerami. Ale dopiero po
    chwili się zorientowałem, że nie ma ekranu LCD, tylko e-papier. I już
    wiem, czemu materiał ten jest tak właśnie nazywany. Naprawdę, czyta się
    bardzo wygodnie, nie męczy wzroku, i wygląda jak papier. Do tego żre
    mało prądu. I można oglądać na tym książki, skany, rysunki. Fajne,
    fajne, tylko drogie (póki co) – ale pewnie cena spadnie za jakiś czas. :)”

    0
  18. Doman pisze:

    Pierwszy raz o e-papierze przeczytałem jeszcze w późnych talach 90, chyba w Świecie Nauki. Opisywane były jeszcze laboratoryjne prototypy, nie pamiętam czy koncepcja kapsułkowa z e-inka również. Co ciekawe czytanie książek wale nie było tam wymieniane jako główne potencjalne zastosowanie, raczej gazety czy aktualności giełdowe. Może jak będę u rodziców odkopie karton ze starymi numerami i poszukam.
    Potem informacje o e-papierze zaczęły przeciekać do rubryk z nowinkami bardziej popularnych gazet i portali. Ale pamiętam, że gdy czytałem o polskim eClicto, głównie w kontekście problemów z DRM, ale też o kontraście, czasach reakcji itp. to myślałem sobie – ta technologia jeszcze nie dojrzała na masowy rynek konsumencki.
    Zdanie zacząłem zmieniać dopiero w 2012, gdy z różnych stron pojawiało się coraz więcej wzmianek o czytnikach. Długo czytałem, porównywałem, analizowałem, aż w końcu pod koniec 2012 kupiłem swój pierwszy czytnik.

    0
  19. Qiuqiao pisze:

    Pierwszy czytnik kupiłam w 2010 roku. Pracowałam wówczas przy imprezie, na której wystawiał się dystrybutor czytników. Był to Onyx Boox 60, który choć „porzucony” na rzecz Kindla służy do dziś innej osobie. Pamiętam jak znajomi pukali się w czoło, bo legalnych ebooków było jeszcze naprawdę mało, poza tym cena! 1500 złotych. Ale instynkt podpowiadał, że to będzie to! Dziś czytam więcej ebooków niż książek papierowych.

    0
  20. fredoslaw pisze:

    O czytnikach słyszałem lata temu, ale kiedy niedawno się okazało że robotnicy remontujący mi mieszkanie mają czytniki, wiedziałem że co się dzieje :) Zwracali szczególną uwagę że to epapier a nie wyświetlacz.

    Sam bym kupił, ale zawsze jakoś budżet się nie dopina, jednak biblioteki są tańsze.

    0
  21. szarografit pisze:

    Ja mam dwa czytniki Sony. Choć firmy nie lubię to akurat czytniki bardzo mi pasują. Jako czytnik „wyjściowy” (czyli taki do wychodzenia z nim w nieznane ;) PRS-300 z metalową obudową, bardzo wytrzymały i nieduży. Kiedyś kupiłem taki lekko uszkodzony na aukcji internetowej aby sprawdzić jak się spisuje e-papier i technologia mi się spodobała. Ale niechcący go dobiłem siadając kiedyś nieuważnie na jego najczulszym miejscu – ekranie. Więc kupiłem sobie podobny, z którego korzystam do tej pory. A uzupełniony jest on innym „wyjściowym” czytnikiem, z którego jestem bardzo zadowolony, i który mam zawsze przy sobie – K4 firmy Vedia (tak, nie dość że nie chodzi o Kindle 4 to jeszcze na dodatek sprzęt wyposażony w ekran LCD!). Ten czytnik Vedii jest moim pierwszym czytnikiem, kupionym dość dawno temu i ciągle z niego korzystam – do czytania w ciemnościach (jasność mam ustawioną stale na minimum), wideo, muzyki. A kupiłem go jak uświadomiłem sobie, że bardzo rzadko mam czas aby w spokoju usiąść z książką w dłoni, a jednak chcąc się rozwijać z czytania nie mogę zrezygnować. Jednym z powodów za czytnikiem był fakt, że Helion wydaje również ebooki, które codziennie w promocji sprzedaje po 10zł a nie za 70% zwyczajowej ceny jak w przypadku papieru :-)
    Drugim moim czytnikiem Sony jest PRS-T1 – świetny sprzęt :-) . Kolega kupił sobie Kindla – na mnie jego urok (kindla, nie kolegi… choć kolegi w sumie też) nie działa ;-)

    0
  22. cez pisze:

    O czytnikach książek usłyszałem jak pojawił się pierwszy czytnik Sony, czyli pewnie coś około 10 lat temu. Od razu byłem tym urządzeniem bardzo zainteresowany. Wiedziałem, że chcę coś takiego mieć. Okazja nadarzyła się kilka lat później, kiedy znajomy wyjechał na kilka dni do USA. I tak to w marcu 2008 zaopatrzyłem się w Sony PRS-505. Pamiętam jeszcze te czasy, kiedy kombinowało się z oprogramowaniem, żeby mieć polskie czcionki. :-)
    Jak pokazywałem znajomym czytnik, zupełnie nie rozumieli co w tym takiego rewelacyjnego. 6 lat temu mało kto w Polsce wiedział, że są takie czytniki, a spotkać kogoś z takim urządzeniem było prawie niemożliwe. Dopiero Kindle Amazona spopularyzował czytniki w Polsce.
    PRS-505 używałem jeszcze w 2013 roku. Ale w końcu akumulator padł i zaopatrzyłem się Kindle PW2. Jest spora róźnica w szybkości działania, podoba mi się dotyk w PW2. Nie miałem z tym problemu bo używam na co dzień iPada. Natomiast trzeba przyznać, że jakiejś wielkiej różnicy w jakości ekranu nie ma. Jeśli wyłączy się podświetlanie w PW2, to ekran w PRS-505 nie różni się jakoś szczególnie. Różnica jest ale rzeczywiście jeśli porównać do innych urządzeń elektronicznych, to niestety w ekranach czytników postęp jest niewielki.

    0
  23. martyna pisze:

    Na wiadomości o czytnikach (i e-papierze) zaczęłam zwracać uwagę dwa lata temu. Wydawało mi się wtedy, że chciałabym mieć taką zabawkę, ale odstraszała mnie dosyć wysoka cena. Nie widziałam też żadnego czytnika na żywo – dopiero kiedy dostałam na urodziny Kindle Touch, miałam okazję nauczyć się, czym właściwie jest czytnik i jak działa. Tego, co wiem, dowiedziałam się właściwie tylko ze Świata Czytników.

    Potem zaraziłam czytnikiem mamę, chłopaka, mama koleżankę i ciotkę… Świetne jest to, że można kupić coraz więcej czytników różnych firm i coraz więcej osób czytniki ma – dzięki temu można znacznie więcej czytać, zwłaszcza biorąc pod uwagę ceny ebooków.

    0
  24. Simplex pisze:

    Kiedy usłyszałem o e-inku to kompletnie nie pamiętam, ale pamiętam gdy zdecydowałem się na zakup Kindle. Kolega pokazał mi swojego Keyboarda i po kilku minutach używania wiedziałem, że muszę go mieć. To był ten magiczny czas kiedy Amazon zwracał VAT i cło przy zakupie, więc to też był dodatkowy motywator. Teraz tego Keyboarda używa brat, a ja mam PW2.
    Korzystając z okazji pozdrawiam serdecznie kolegę dzięki któremu przekonałem się do idei czytnika ebooków :)

    0
  25. ALek pisze:

    A ja zacząłem zabawę z czytnikami bodajze w 2009 roku od czytnika SONY PRS-505. Wyjezdzalem za granice Polski,a miałem potrzebe uczenia się do egzaminu, perspektywa 20 kg ksiązek – głównie ustaw mnie zniechęcała,ale w czytnik wrzuciłem co się da. Wówczas za granicą JA na plazy z czytnikiem wzbudzałem sensacje, i zamiast czytac odpowiadalem, co to jest.
    Jakosc wykonania wzorowa (metal), jakosc ekranu gorsza (słaba biel) niz dzisiaj (mam obecnie KOBO AURA HD), problem z ładowaniem bo tylko przez USB lub ładowarkę „na bolec” od przenosnego PSXa. Ale na 2 tygodnie jedno ładowanie wystarczało. Cena czytnika 1200 zl, po pół roku sprzedalem za podobną cenę. I tu ciekawostka – kupujący nie naładowal dobrze baterii i czytnik rzekomo mu się zawiesił tj. wyswietlał ostatnia strone ksiazki… Po prostu bateria była wyczerpana i został na ekranie ostatni obraz. Gdy mu wyjasniłem ze ma podłączyć czytnik pod zasilanie na parę godzin – zrozumiał w praktyce idee e-ink…

    0
  26. para pisze:

    Hohoho, w tamtych czasach nie miałem pojęcia o istnieniu czegoś takiego jak E-papier. Do mobilnego czytania wykorzystywałem wtedy Palma M105 z zielonym podświetleniem.
    Fajne urządzenie z jedną uciążliwą wadą. Należało bardzo szybko zmieniać baterie (2xAAA) bo po kilku sekundach pamięć (8MB) była resetowana do stanu fabrycznego i wszystko trzeba było wgrywać od nowa. Po kilku próbach doszedłem do takiej wprawy że obywało się bez resetu.
    W 2007 przesiadłem się z czytaniem na telefon i poznałem format MOBI (Mobipocket Reader na SE W950i) i jakoś wtedy usłyszałem o czytnikach. Ale że telefon wystarczał (również do audiobooków) a czytniki były w Polsce raczej niedostępne, temat umarł śmiercią naturalną. Pozornie, bo im dłużej czytałem na telefonie, tym bardziej zaczynał mi przeszkadzać mały ekran.
    Ok. 2010 odkryłem Świat Kindle ;) i w następnym roku stałem się szczęśliwym użytkownikiem Kindle’a 3. I tak już zostało. Chociaż czasem brakuje podświetlenia to nie mam zamiaru go zmieniać.

    0
  27. Pan Dzikus pisze:

    O elektronicznym papierze dowiedziałem się w okolicach roku 1995 z artykułu w Wiedzy i Życiu. Potem czekałem bardzo długo na pierwszy czytnik i gdy w końcu wyszedł Sony LIBRIé okazało się, że jest cholernie drogi. No i znowu czekałem bardzo długo aż czytniki stanieją. Postanowiłem, że kupię wtedy gdy 10-calowy czytnik będzie kosztował 300 zł. Nie zapowiadało się jednak, bym się tego doczekał więc zrezygnowałem z 10 cali i w końcu kupiłem Kindle bez klawiatury dwa lata temu.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.