Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Wolne Lektury zaciemnione i szukają wsparcia: „Stoi przed nami realna groźba zamknięcia”

Z dramatycznym apelem do czytelników zwracają się twórcy serwisu Wolne Lektury.

Gdy wejdziemy na stronę główną serwisu, widzimy że jest on zaciemniony, mamy też taki komunikat:

Od 12 lat Wolne Lektury udostępniają książki nieodpłatnie i bez reklam
Jesteśmy najpopularniejszą biblioteką w Polsce: ponad 5 milionów unikalnych użytkowników, ponad 16 milionów wizyt. Wszyscy zasługujemy na bibliotekę, która gwarantuje dostęp do najwyższej jakości wydań cyfrowych.

Stoi przed nami realna groźba zamknięcia
Środki, które udaje nam się pozyskiwać ze źródeł publicznych, są niewystarczające, żeby serwis mógł dalej funkcjonować.

Wolne Lektury to zespół tworzących je ludzi
Chcemy dalej utrzymywać i rozwijać dla Was tę niezwykłą bibliotekę, ale nie uda się to bez Waszego wsparcia. Wystarczy tylko 1000 osób wpłacających po 10 złotych miesięcznie, żeby zabezpieczyć podstawowe potrzeby Wolnych Lektur.

O Wolnych Lekturach pisałem tutaj wielokrotnie, szczególnie ciesząc się gdy wprowadzili już ładnych parę lat temu wersje EPUB i MOBI. Z serwisu korzysta ok. 5 milionów osób rocznie, sądzę, że ktokolwiek szuka lektur w e-booku, prędzej czy później tam trafia.

Serwis prowadzony jest przez Fundację Nowoczesna Polska, organizację non-profit, która żyje od grantu do grantu, zbiera też środki z 1%, ale – jak twierdzą – to nie wystarcza.

To, że organizacja jest non-profit, nie oznacza że nie zatrudnia pracowników.  Opracowanie książek z domeny publicznej, które same w sobie są bezpłatne swoje kosztuje, o czym był tutaj dokładny artykuł gościnny. Kosztują serwery, utrzymanie aplikacji mobilnej, wynajem biura itd.

W informacji prasowej czytamy:

Wolne Lektury słyną z bardzo wysokiej jakości opracowania swoich tekstów, dlatego najpopularniejsze są w szkołach. „Wolne Lektury wspierają codzienną pracę polonistów i polonistek, bo dzięki nim książka jest zawsze pod ręką. Czasy, kiedy dzieci musiały zawsze biegać do biblioteki, już minęły. Wolne Lektury działają na komórkach i komputerach. Uczniowie mogą pracować z tekstem literackim gdziekolwiek są” – mówi Małgorzata Bazan, polonistka z renomowanego IX LO im. Hoffmanowej w Warszawie.

Dlatego serwis prosi o wsparcie, w miarę możliwości regularne. Wspierając WL co miesiąc dołączymy do Towarzystwa Przyjaciół Wolnych Lektur i będziemy mieli np. wcześniejszy dostęp do nowych publikacji.

A dlaczego mnie ta sytuacja wkurza?

Dwa lata temu ruszył serwis lektury.gov.pl – czyli rządowa platforma z lekturami szkolnymi. Promowana była szeroko, czas na filmik znalazł nawet ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki.

Zajrzałem tam teraz. Na stronie głównej mamy wygodne zestawienie lektur dla poszczególnych klas.

Ale gdy wejdę w dowolną kategorię, co widzę?

Charakterystyczne okładki. Chyba 100% książek w tym serwisie to pozycje wzięte z Wolnych Lektur.

Tak więc dwa ministerstwa (Cyfryzacji oraz Inwestycji i Rozwoju) wspomagane przez NASK po prostu wzięły treści przygotowane przez WL i opublikowały je ponownie. Co się chwali, bo po co powtarzać tę samą pracę. Ale dlaczego tylko tyle?

Państwo, które opowiada frazesy o ułatwieniu dostępu do kultury, nie zajmuje się tym, do czego środki ma niewspółmiernie większe niż pozarządowa fundacja. Jeśli ministerstwa nie mogą się tym zająć same, powinni zlecać opracowywanie kolejnych e-booków i fundacja prowadząca WL powinna mieć pełne ręce roboty. A jednak okazuje się, że muszą prosić o wsparcie.

Tak niewielu i tak wiele

I na koniec uwaga natury ogólnej. To jest tak, że wiele serwisów, bez których nie wyobrażamy sobie świata stoi na bardzo kruchych podstawach. Jeśli WL nie zdobędzie finansowania, to zniknie – ktoś powie, że te książki nie znikną, bo są swobodnie kopiowane gdzie indziej. Tak, ale zniknie platforma ich dystrybucji, no i nie będą pojawiały się nowe.

Podobnie jest z serwisami opartymi niemal w całości na wolontariacie:

  • W październiku tego roku odwiedziłem Źródłosłów – zlot redaktorów polskich Wikiźródeł, czyli przypomnę – projektu, który ma już 500 tysięcy stron. Tam aktywni użytkownicy to zaledwie kilkanaście osób.
  • Z kolei w polskiej Wikipedii, na którą lubimy narzekać, ale z której wszyscy korzystamy, aktywnych redaktorów jest ledwie około tysiąca. Na milion trzysta tysięcy artykułów!

Można tę sytuację określić parafrazą znanego zdania Churchilla, że w cyfrowej rzeczywistości tak wiele osób zawdzięcza tak wiele tak nielicznym. Dlatego warto pomyśleć, czy jesteśmy w stanie te projekty w jakiś sposób wspomóc swoją pracą. A jeśli nawet nie, to czasami możemy po prostu sięgnąć po portfel.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

123 odpowiedzi na „Wolne Lektury zaciemnione i szukają wsparcia: „Stoi przed nami realna groźba zamknięcia”

  1. Czytelnik pisze:

    Dzieki Robercie za informacje. Dokonalbym przelewu, ale na dole ich strony widze patronat dwoch ministerstw: Edukacji Narodowej oraz Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na czym wiec polega ten patronat, moglby ktos to wyjasnic albo zapytac publicznie Wolne Lektury?

    Pamietam, ze raz wyslalem do nich emaila w sprawie jednej ksiazki. Odpowiedzieli po 3 miesiacach, kiedy ja juz nawet nie pamietalem problemu, liczylem na blyskawiczna odpowiedz nastepnego dnia.

    9
    • karpiu pisze:

      podejrzewam że rząd szuka kasy na wszystkie plusy przez co słabo marketingowo rzeczy tracą wsparcie

      6
    • Robert Drózd pisze:

      Chodzi zapewne o to, że realizują pewne granty z tych ministerstw. Nie są przez nich finansowani na stałe.

      Ale faktycznie brakuje mi dokładnego wyjaśnienia na co pójdzie zebrana kasa i jak wygląda obecnie struktura finansowania. Szczegóły są być może na stronie fundacji: https://nowoczesnapolska.org.pl/ ale ta mi się teraz bardzo wolno otwiera.

      3
      • Wacek Rumburak pisze:

        W sprawozdaniu za 2018 r. jest napisane ze Biblioteka internetowa Wolne Lektury finansowana była min. ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Czas realizacji 01.07.2017-31.12.2019 (II rok realizacji projektu wieloletniego). Kwota dotacji w 2018 r. 230 000,00 zł

        Co oczywiście nie oznacza że nie warto wspierać takich inicjatyw. Szkoda tylko że nie ma jakiś „nowoczesnych” metod płatności typu blik

        0
      • Wolne Lektury pisze:

        Wolne Lektury otrzymały patronat honorowy z MEN i MKiDN. MEN nigdy nie finansował Wolnych Lektur. MKiDN finansował Wolne Lektury poprzez granty w zasadzie bez przerwy od 10 lat, ale w niektórych latach były to bardzo niewielkie kwoty nie wystarczające na pokrycie kosztów. Obecnie kończy się trzyletni grant przyznany na lata 2017-2019, i od 1 stycznia 2020 Wolne Lektury pozostają bez jakiegokolwiek finansowania. Stąd też nasza akcja.

        11
        • Zdzisiek pisze:

          To trzeba uderzyć z grubej rury tzn. gdzieś w mediach. Dlaczego taka inicjatywa jak WL nie jest finansowana z państwowych pieniędzy? Czy naszemu „kochanemu” rządowi nie zależy na kształceniu własnego społeczeństwa? A jeśli zerżnięto wszystko z WL (jak wspominał Robert) to czemu nikt z tym nic nie robi?

          2
          • Ksenia pisze:

            „Trzeba uderzyć”, „czemu nikt z tym nic nie robi” – Wolne Lektury właśnie robią, nagłaśniają jak się da korzystając z tego co mają, czyli profili w mediach społecznościowych i strony biblioteki. Przykryli całą na czarno, więc już chyba bardziej się nie da… Jeśli znasz jakichś dziennikarzy, to spróbuj zainteresować ich tematem.

            0
          • Robert Drózd pisze:

            Każdy robi co może. A że poza niszowymi mediami informacja się nie ukazała to pokazuje, czym interesują się media.

            4
    • Maciek pisze:

      Patronat honorowy nie pociąga za sobą żadnych pieniędzy. Jest to wyraźnie sformułowane na stronie ministerstwa kultury:
      „Udzielenie przedsięwzięciu honorowego patronatu nie jest równoznaczne z udzieleniem wsparcia finansowego.”
      https://www.gov.pl/web/kultura/patronaty-honorowe

      Na stronie innego ministerstwa jest krótkie wyjaśnienie jak działają tego typu patronaty:
      „Patronat Ministra Zdrowia może podnieść rangę oraz zasięg twojego wydarzenia. Będziesz mógł wykorzystać w materiałach promocyjnych logo ministerstwa.”
      https://www.gov.pl/web/zdrowie/uzyskaj-patronat-honorowy

      W kwestii tego na co pójdzie kasa, to widzę że fundacja publikuje co roku sprawozdania finansowe, ale z jakiegoś powodu nie działają:
      https://wolnelektury.pl/info/dane-fnp-i-sprawozdania-finansowe/

      2
  2. Czytelnik2 pisze:

    Zawsze powtarzam, ze panstwo (rzad) powinno inwestowac w ksiazki, a nie filmy. Zapewne nie zdajecie sobie sprawy z kosztow wspolczesnej produkcji filmowej. 100tys zlotych to obecnie koszt zwiezlej studenckiej ediuty, ktora obejrzy tylko garstka znajomych przy kolacji. A pelne filmy zaczynaja sie od miliona. I niestety wiele filmow dostaje potezne dotacje, a efekt i tak idzie w piach i po tygodniu nikt o nich nie pamieta. „Hiszpanka” moze? A nawet jak film ma wziecie w kinach, to po tygodniu zostaje i tak tylko wygnieciony kinowy fotel. Ksiazka sluzy ludziom przez dziesieciolecia.

    Gdyby ministerstwa inwestowaly te filmowe pieniadze w ksiazki, mielibysmy dzis najlepsza bublioteke cyfrowa w Europie.

    10
    • karpiu pisze:

      z tego co słyszałem ostatnio to rządowych dotacji na produkcje filmu nie trzeba zwracać jeśli film nie zarobi odpowiednio, skutkuje to właśnie produkcją gniotów, po co się starać skoro tanim kosztem można zrobić byle co a kasę dostać z dotacji

      3
      • Czytelnik2 pisze:

        A pozniej na taki dotowany film i tak trzeba kupic bilet w pelnej cenie.

        Panstwowe srodki powinny byc wydawane na projekty, ktore sluzyc beda ludziom przez dziesieciolecia ORAZ bez zadnych dodatkowych kosztow (typu bilety, abonamenty, itp). Wszelkie platne uslugi kulturalne powinny powstawac za pieniadze prywatne i byc traktowane jako biznes.

        5
        • asymon pisze:

          Z drugiej strony masz serwisy typu VOD.TVP czy Ninateka, gdzie po jakimś czasie trafia część takich produkcji, np. w Ninatece jest wspomniana Hiszpanka, aż sobie obejrzę.

          Dla mnie osobiście uczciwy jest układ, że produkcja dotowana przez państwo przez jakiś czas zarabia na siebie a potem jest ogólnodostępna, po powiedzmy roku/dwóch. Sorry, ale według mnie artysta nie powinien zajmować się zbieraniem, proszeniem się u sponsorów, a z drugiej strony urzędnik przecież filmu nie nakręci, a pieniędzmi „na kulturę” dysponuje. Np. w przypadku książek selfpublishing średnio się sprawdza, jakoś autorzy wolą te pijawki-wydawców.

          Inna sprawa, że z Ninateki znikają treści, np. świetny „Solaris” Lema w interpretacji Piotra Fronczewskiego. Było i nie ma.

          2
          • lenka pisze:

            W vod tvp takie produkcje czesto sa dodatkowo platne, nawet jak sie ma abonament.

            0
            • Zdzisiek pisze:

              Dlatego ja olewam abonament rtv bo uważam, że wszelkie archiwalne materiały telewizji publicznej, powinny być powszechnie dostępne w internecie dla osób które taki abonament płacą, wtedy to miałoby sens i warto byłoby za coś takiego płacić.

              0
          • Czytelnik2 pisze:

            @asymon

            Nikt nie zostal artysta z przymusu czy nakazu. Malarze nie zebraja o dotacje, graficy, rzezbiarze czy poeci rowniez nie. Jak ktos ma kaprys bawienia sie w filmy, to niech sie wczesniej zastanowi skad na to wezmie kase.

            Hiszpanka kosztowala 26 mln jesli dobrze pamietam. Czyli za te pieniadze mozna by utrzymac serwis wolne lektury przez 100 lat. Smacznego!

            0
            • kuba pisze:

              „Malarze holenderscy malowali ludzi starych i pokurczonych. Nie ukrywali brzydoty swoich modeli, ale pokazywali ich piękno, bo mieli dystans do swego tworzywa. W naszej piramidzie jesteśmy zarazem tworzywem i twórcami. Otóż gdyby ktoś był niedoskonały fizycznie nie wiedziałby gdzie kończy się i gdzie zaczyna się jego brzydota. I nie sposób żeby miał właściwy dystans do samego siebie. To jest powód, dla którego sądzę, że osobiście, nie mogę już dłużej brać udziału w tej gimnastyce. Nie umiem znaleźć dystansu”

              3
      • Doman pisze:

        Jak by kasę z dofinansowania trzeba było zwracać (ciekawe z czego) to dostawalibyśmy wyłącznie pewniaki, czyli lektury na które pójdą szkoły :D

        2
        • Czytelnik2 pisze:

          I bardzo dobrze. Prywatne projekty powinny byc finansowane z prywatnych srodkow. Zrozumcie w koncu ludzie, ze krecenie filmow to jest jak HOBBY. Nikt nikogo nie zmusza, ludzie chca to robic z wlasnej woli, wiec niech sie z wlasnej woli staraja takze o finansowanie. A nie mysla w stylu „nalezy mi sie, bo tak”.

          Ja mam inne HOBBY: puszczanie latawcow. Czy mam sie ubiegac o panstwowe dotacje, tylko dlatego, ze takie HOBBY sobie ubzduralem?

          0
          • Doman pisze:

            Jeżeli to hobby byłoby jakoś pożyteczne społecznie, to czemu nie. Np. jak byś w amach tego dofinansowania zrealizował jakiś festiwal z warsztatami dla dzieciaków…

            Już i tak tyle kasy wywalamy na hobbystyczne odbijanie piłki różnymi częściami ciała, czy też jeżdżenie samochodem, że latawce byłyby miłą odmianą.

            0
    • Dumeras pisze:

      O patrz, a czy przypadkiem „Półwieku poezji później” nie miało budżetu w wysokości wspomnianych 100 tys.? A ja tydzień po obejrzeniu nie mogę wyjść z podziwu, że z takim budżetem można zrobić film na tak wysokim poziomie :-)

      W weekend w radiu słyszałem zapowiedź jakiegoś konkursu / warsztatów dla pisarzy. Narzucona tematyka i forma spotu i od razu skojarzenie, że znowu marnują pieniądze.

      0
      • Czytelnik pisze:

        @Dumeras

        Tak czy inaczej ten film nie bedzie sluzyl ludziom przez dziesieciolecia, prawda? Wiec czy warto bylo wydawac panstwowe pieniadze, nawet jesli to „tylko” 100 tys.? Jak ktos ma kaprys krecenia ruchomych obrazkow, to niech to robi za swoje pieniadze, nie za panstwowe.

        Czy to nie brzmi rozsadnie?

        1
      • asymon pisze:

        A ja tydzień po obejrzeniu nie mogę wyjść z podziwu, że z takim budżetem można zrobić film na tak wysokim poziomie :-)

        A ja się cieszę że dodałeś tę emotkę na końcu, bo pomyślałby kto, że piszesz poważnie. Obejrzałem niecałe pół godziny, mniej niż „Smoleńska” dałem radę.

        1
        • Dumeras pisze:

          W sumie to zależy na co się nastawiałeś, ja nisko postawiłem poprzeczkę. I pozytywnie mnie zaskoczyli. Ba, na telefonie miałem odpaloną gierkę, bo obawiałem się, że nie dam rady oglądać ;-)

          Fajna muzyka, kostiumy i lokalizacje.
          Scenariusz, momentami zgrzytał, ale ostatecznie poziom przyzwoitego scenariusza na sesję RPG, scena po napisach daje nadzieję (pewnikiem złudną) na kampanię ;-)
          Dialogi – momentami drętwe, trochę smaczków dla fanów nie tylko Wiedźmina. Niektóre spektakle teatru telewizji wypadają pod tym względem gorzej.
          Gra aktorska – tutaj chyba najbardziej nierówno. Niektóre postacie są fajnie zagrane, inne kompletnie mi się nie podobają. Pod tym względem jest chyba najbardziej nierówno.
          Oczy bolały mnie w sumie tylko od charakteryzacji – słabo, już lepiej wyglądały efekty generowane komputerowo, przy tym budżecie znośne.

          Podsumowując, jak na fanowską produkcję z niskim budżetem nie jest źle. Co prawda lata świetlne za Lobo: Paramilitarne święta specjalne, ale spoko, chciałbym, żeby więcej tego typu pozycji powstawało, nie tylko z podwórka fantasy.

          0
        • Czytelnik2 pisze:

          @asymon

          Wiec dlaczego nikt masowo nie protestuje, ze takimi lekkimi rekoma wydaje sie setki tysiecy oraz miliony zlotych publicznych pieniedzy na te filmowe projekty, ktore ostatecznie zadawalaja wylacznie autora oraz jego filmowa ekipe?

          Ciekaw jestem Pana wrazen po obejrzeniu Hiszpanki. Przypomne, ze za budzet tego filmu mozna by utrzymac serwis Wolne Lektury przez jakies 70 lat.

          1
    • rtyyt pisze:

      panstwo nie powinno dotowac zadnej kultury co najwyzej archiwum i zabytki jesli dotyczylo króla lub absolutnie nie ma wlascicieli
      (ale lepiej by oddali zabytki wlascicielom, od lat wlasciciele Łazienek prosza o oddanie ruchomosci, sztućców po dziadku czy krzeseł i co. i guzik! władza komunistyczna zabrala i tak ma zostac o oddaniu nieruchomosci w ogole nikt nie mówi)

      0
  3. c pisze:

    To ja jeszcze wbiję „Wolnym Lekturom” nóż w plecy i podzielę się nowiną: Ossolineum udostępnia za darmo wybrane ebooki z serii BN, m.in. „Lalkę” Prusa. Oferta ograniczona czasowo.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      A to pobieranie im wreszcie działa? Bo w listopadzie nie dało się przejść przez formularz zamówienia, napisałem wtedy do nich, że jak naprawią, to na blogu opiszę, obiecali się odezwać, ale cisza.

      A teraz ich strona (wydawnictwo.ossolineum.pl) mi się nawet nie wczytuje: 503.

      EDIT: No, teraz działa i wciąż ten komunikat: „Przed wysłaniem formularza wypełnij wszystkie wymagane pola.” Niesamowite, że nie umieli tego przez miesiąc poprawić.

      2
      • c pisze:

        Z pięciu ebooków udało mi się pobrać trzy.

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Ale udało Ci się dojść w ogóle do strony pobierania? Bo mnie po prostu nie przepuszcza formularz zamówienia.

          0
          • c pisze:

            Zamówić udaje mi się, natomiast pliki z „Lalką” i „Konradem Wallenrodem” są błędne. Mam u nich konto założone – wcześniej kupowałem coś na papierze, może to pomogło?
            Jeżeli uda mi się ściągnąć „Lalkę”, będzie to najlepsza promocja ebookowa w tym miesiącu.

            0
      • mjm pisze:

        Nie wiem czy tak trzeba, ale podałem numer telefonu, kliknąłem przycisk „Zapisz adres” (czy jakoś tak) i poszło.

        5 ebooków dało się pobrać:
        Lalka
        Konrad Wallenrod
        Treny
        Nie-Boska komedia
        Leśmian – Poezje wybrane

        1
        • Paweł pisze:

          Mi też. Wczoraj założyłem konto. System cały czas był przeciążony. „Lalka” (mobi) daje się odczytać na Kindle.

          0
        • Robert Drózd pisze:

          O faktycznie, „Zapisz adres” pomogło i pobrałem. Potestuję i opiszę. We wcześniej kupionych e-bookach od nich (np. Panu Tadeuszu) bywały błędy OCR.

          0
    • asymon pisze:

      Z czystej ciekawości zapytam, skąd się dowiedziałeś/łaś o „promocji”, bo faktycznie nie dało się nic na stronie zrobić, ale potem pobrałem, i pliki są OK. Warto je pobrać, bo wtępu Marii Janion czy Stefana Chwina w domenie publicznej nie są, a przeczytać warto. Choć szczerze mówiąc nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze będę czytał „Nie-Boską komedię” ;-) Jakiś facebook BN, czy coś?

      Pobrałem pięć tytułów które niżej podał mjm, wszystko gra.

      0
  4. juu_ichi pisze:

    Może jakimś rozwiązaniem byłoby stworzenie przez WL kategorii: „produkcje super-ultra-hiper polskie” i zmiana w bibliotekę audio-wizualną. W dziale, o którym wspomniałem można by znaleźć teksty piosenek najbardziej polskiego gatunku muzyki tanecznej i podkłady do karaoke. Wsparcie ministerstw gwarantowane!

    A tak na serio – ręce opadają, gdy widzi się takie informacje.

    3
  5. Cyber Killer pisze:

    Miesięcznie – nie ma mowy, żadnych więcej przeklętych abonamentów! Jakby prosili o jednorazową dotację to może coś bym wygrzebał z wątłego grudniowego budżetu (zwiększone podatki na koniec roku + obkupienie prezentami wszystkich na około + bilety na wyjazdy = kiepskie finanse).

    Mogę dać im 1% podatku, jeśli w tej formie przyjmują też dotacje.

    1
    • mrownik pisze:

      Przyjmują również wsparcie jednorazowe.
      https://wolnelektury.pl/towarzystwo/
      1% z podatku także:
      https://nowoczesnapolska.org.pl/pomoz-nam/1-procent/

      3
    • Robert Drózd pisze:

      Ja wpłaciłem jednorazowo i można jednorazowo. Chcą miesięcznych wpłat, aby nie walczyć regularnie o finansowanie, a mieć jakieś podstawy. To akurat rozumiem, zresztą w ten sposób środki zbiera też wielu blogerów np. przez Patronite.

      2
    • Wolne Lektury pisze:

      Bardzo dziękujemy za opinię. Kampanie jednorazowego wspierania publikacji konkretnych książek realizowaliśmy przez kilka lat, ale to się nie sprawdziło. Jednorazowe wsparcie dużej wysokości można wygenerować wyłącznie jeśli ma się wsparcie dużych mediów i/lub celebrytów. Serwis taki jak nasz zbierał w ten sposób najwyżej kilka tysięcy złotych, a wysiłek potrzebny do promowania zbiórki był znaczny.
      Tymczasem nasze realne potrzeby to obecnie ok. 10 000 złotych miesięcznie. Całkowity budżet biblioteki to ok. 400 000 rocznie, ale Ministerstwo Kultury finansuje najwyżej 80% kosztów, w niektórych konkursach to jest 50%, resztę trzeba dozbierać. Dlaczego aż tyle? To jest koszt publikacji książek (redaktorzy, korektorzy), utrzymania serwisu (czyli także wynagrodzenia programistów), wreszcie koordynacja, biuro i księgowość to także konkretne koszty. Zarobki w fundacji są niewysokie, poniżej średniej warszawskiej; pracuje u nas na stałe 6 osób (ale niektóre tylko na kawałek etatu).
      W naszej opinii tylko stałe wpłaty mogą nam dać stabilność i umożliwić skupienie na pracy merytorycznej. Nawet niewielka wpłata regularna daje nam pewność, że pieniądze wpłyną także za miesiąc i za dwa.

      10
      • Alo pisze:

        400 tysi to dużo. Nie wierze ze to praca na cały etat. Wymyśliliście sobie sposób na życie i trochę tak jak pasożyt – każecie sobie płacić za coś o co nikt nie prosił.
        6 osób – jaka jest najwyższa pensja w tym towarzystwie i za co? Ile godzin dziennie pracujecie?

        0
        • Wolne Lektury pisze:

          To JEST praca na cały etat, zapraszamy do naszego biura na wizytę kontrolną, codziennie od 9 do co najmniej 17 (ale nigdy nie zdarza się, żeby ktoś nie siedział dłużej :-). Bardzo polecam lekturę naszych sprawozdań, żeby zobaczyć jaką pracę wykonujemy i ile osób jest w to zaangażowanych: https://nowoczesnapolska.org.pl/dokumenty/

          Co do tego, czy jesteśmy potrzebni: biblioteka ma blisko 6 milionów użytkowników rocznie. Sądzimy, że jednak komuś nasze publikacje się przydają.

          Co do wynagrodzeń: najwyższe wynagrodzenie u nas to 4200 „na rękę” za cały etat, czyli ok. 7100 złotych brutto. Najniższe wynagrodzenie to 3500 na rękę za cały etat. Są to, jak na warunki warszawskie, pensje przyzwoite, ale niespecjalnie wysokie. Nie mamy ambicji głodzenia pracowników, i nie chcemy płacić ludziom o bardzo wysokich kwalifikacjach mniej, niż płaci się na kasie w Biedronce.

          Wystarczy teraz dodać te kwoty do siebie, żeby zobaczyć, że 400.000 rocznie to nie są wcale jakieś bardzo duże pieniądze…

          11
          • Krzysztof pisze:

            3500 na rękę to więcej niż wynagrodzenie nauczyciela z najwyższym stopniem awansu zawodowego z doliczonym maksymalnym dodatkiem za wysługę lat, uśrednioną trzynastką i skromnym dodatkiem motywacyjnym. Jak żyć pracując w fundacji, jak żyć!?

            1
            • Ksenia pisze:

              To oznacza tylko tyle, że nauczyciele zarabiają skandalicznie mało. Bo przecież te 3500 to nie są jakieś niewiadomo jakie kokosy. Zwłaszcza w Warszawie, gdzie najbardziej szmatława kawalerka na peryferiach to jest 2000 m-c.

              6
            • mmmm pisze:

              Dlatego od lat do zawodu nauczyciela jest rekrutacja negatywna. Oczywiście są wspaniałe wyjątki ale to trzeba chyba kochać uczyć by w Polsce zostać nauczycielem. Przydałby się też jakiś sponsor w rodzinie…

              0
        • asymon pisze:

          Wpis stary, ale może coś rozjaśni tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć:

          https://swiatczytnikow.pl/ile-kosztuje-digitalizacja-e-booka-wyjasnienia-z-wolnych-lektur/

          0
  6. Krathor pisze:

    Wszystko ładnie, pięknie ale z całego tego gadania wychodzi jedynie narzekanie i świetne pomysły. Ale z tego WL się nie utrzymają. Narzekanie na rząd i ministerstwa też nic nie dadzą bo ministerstwo nie ma obowiązku wspierać żadnych organizacji. Rząd realizuje swoją politykę a my możemy głosować w wyborach i w następnych wybrać tych lub innych. Taki czy inny rząd nie usprawiedliwia naszej pomocy lub jej braku. Inna sprawa że wina zazwyczaj nie leży po jednej stronie. Wydaje mi się że gdyby się postarali to kasę można aby było dostać. A czemu się tak nie dzieje… Może WL warunki ministerstwa nie odpowiadają? A każda ze stron ma prawo swoje stawiać… Szczególnie ta co daje kasę. :-)
    Ja to widzę tak że korzystałem w przeszłości z WL i uważam że ich działalność jest potrzebna. Wpłaciłem pewną kwotę, bo poczuwam się do pomocy skoro korzystałem. Pomijając że fajnie że taki serwis jest. Jestem zaskoczony że nie są w stanie utrzymać się, ale nie moja w to sprawa.

    2
    • Wolne Lektury pisze:

      Bardzo dziękujemy za opinię. Jak już pisaliśmy wyżej: Ministerstwo Kultury finansuje najwyżej 80% kosztów, w niektórych konkursach to jest 50%, resztę trzeba dozbierać. W tym roku złożyliśmy 7 wniosków do różnych konkursów, ale NAWET jeśli uda się pozyskać finansowanie z ministerstwa, to nadal potrzebne są pieniądze na „wkład własny”. Proszę zwrócić uwagę na ten haczyk: im więcej rzeczy chcemy zrobić, tym więcej musimy mieć własnych pieniędzy. Dodatkowym, ale bardzo ważnym problemem, jest tryb przyznawania dotacji. Wnioski o dofinansowanie składa się w listopadzie, ale decyzja o przyznaniu dotacji zapada w lutym bądź marcu, a wypłata środków w kwietniu lub jeszcze później. Pieniądze przyznawane są do końca roku kalendarzowego. W praktyce oznacza to, że w okresie styczeń-marzec ministerstwo działań po prostu nie finansuje (poza projektami wieloletnimi, ale te są rzadkością).

      4
  7. Doman pisze:

    „Można tę sytuację określić parafrazą znanego zdania Churchilla, że w cyfrowej rzeczywistości tak wiele osób zawdzięcza tak wiele tak nielicznym. ”

    Tak umiera web 2.0
    Z partycypacji zostają nam tylko polityczne przepychanki w komentarzach…

    7
  8. smarjan pisze:

    A może kontakt np. z Michałem z JakOszczedzacPieniadze? Facet po pierwsze ma pojęcie jak oszczędzać, a po drugie jak szukać finansowania.

    0
  9. Poldek pisze:

    A może wprowadzenie abonamentu rocznego w symbolicznej kwocie 10 zł dla tych, którzy zarejestrują się na Wole Lektury i chcą korzystać ze zbiorów, biorąc pod uwagę ilość odwiedzających rocznie … po kłopocie ! Nawet dotacja tych chyba-ministerstw (nie będzie potrzebna) …

    4
    • Łukasz pisze:

      Czekaj czekaj, to by było troszkę nieetyczne pobierać opłaty za udostępnianie ebooków z domeny publicznej.
      Już nie mówię o tym, że to jest chyba clou WOLNYCH Lektur.

      1
      • mrownik pisze:

        1. Półki w księgarniach uginają się od książek Mickiewicza, Sienkiewicza, Prusa, Żeromskiego… Których księgarnie jakoś nie rozdają za darmo… Ich *tekst* jest w domenie publicznej — tekst jako pewien abstrakt, ciąg znaków — ale to nie oznacza, że nieetyczne jest pobieranie pieniędzy za szeroko rozumiane opracowanie i przygotowanie takiego tekstu w celu rozpowszechnienia. Na przykład przygotowanie składu do druku, zeskanowania tekstu utworu z jakiejś drukowanej książki i przygotowania składu e-booka itp. To wszystko wymaga wykonania pewnej *pracy*, nawet jeśli niekoniecznie twórczej. Ponadto e-booki Wolnych Lektur oprócz samych tekstów źródłowych w większości zawierają wykonane przez redaktorów przypisy i motywy. One nie są w domenie publicznej.

        2. Tak, Wolne Lektury z założenia udostępniają utwory za darmo, bez reklam ani innych wymogów, w rodzaju zakładania konta. Schowanie tej biblioteki za pay-wallem wywraca całą koncepcję.

        4
  10. Marmez pisze:

    A propos lektur. Polonista syna dyskryminuje uczniów, którzy korzystają z czytników. Gdy przerabiają lekturę, to dzieciaki na lekcji szukają na wyścigi danych fragmentów w książce. Osoba z czytnikiem nie ma szans, przez co syn wrócił raz do domu załamany. Bo inni dostali dobre oceny, a on nic nie mógł znaleźć pierwszy.

    0
    • lenka pisze:

      A ja dzieki mozliwosci wyszukiwania w tekscie na czytniku trenuje prowadzacych na szkoleniach ze znajomosci ustaw, kiedy kit wciskaja.

      1
      • Marmez pisze:

        To musisz mieć szybki czytnik. Kindle? Syn ma Pocketbooks TL3, żeby m.in. Legimi z biblioteki działało, a on to bardzo wolny jest, a wpisywanie czegokolwiek na nim, to tortury.

        1
        • Robert Drózd pisze:

          No, tutaj się zgodzę. Czytnik to jest super rzecz do czytania, ale szybkie przekartowanie i znalezienie jakiegoś fragmentu jest trudniejsze. Na Kindle to działa troszkę lepiej niż na PB, ale szału nie ma.

          1
  11. KecajN pisze:

    Trochę klasyki z Wolnych Lektur ściągnąłem ale bardziej, żeby „mieć” niż „czytać”, dzieci w wieku szkolnym zainteresowanych lekturami też nie mam. Ale nie wyobrażam sobie, żeby Wolne Lektury miały zaprzestać działalności z powodu braku środków, więc dokładam swoją mini-cegiełkę ustawiając comiesięczny przelew.

    3
  12. Marek pisze:

    Wpłaciłem. Nie rozumiem jednak dlaczego po prostu nie wprowadzić reklam w serwisie?

    2
    • Maria pisze:

      Bo z reklam nieinwazyjnych nie da się utrzymać.

      Jest jednak inny sposób – znany od setek lat mecenat. Gdyby strona całkowicie odcięła się od ministerstw i dała jasny przekaz że jest niezależna wtedy jestem pewna znalazłyby się firmy chcące ją sponsorować. Czasem chodzę do ZOO i często na klatkach są informację że jakiegoś zwierzaka sponsoruje jakaś firma. Nie wierzę że nie znalazłyby się firmy chcące sponsorować książki. Ale warunkiem jest odcięcie się od władzy. Bo naprawdę mało która prywatna firma chce być kojarzona z obecną ekipą.

      Sama mam moralny dylemat. Z jednej strony serce karze wspierać z drugiej rozum podpowiada że za chwilę jakiś knur będzie to uważał za swoją zasługę, a ciemny lud to kupi. A ja naprawdę nie mam na to ochoty. Pewnie serce wygra, ale osobiście też wolałabym aby sprawa była jasno powiedziana – żadnych honorowych patronatów, żadnych publicznych pieniędzy i licencja zakazująca republikacji na stronach rządowych.

      0
      • Doman pisze:

        Ale przecież ZOO nie odcina się od władzy i właściwie nie może, bo prawie wszystkie ogrody są własnością miast czy innych jednostek budżetowych :D A jednak sponsorzy się znajdują. Nie popadajmy w paranoję niezależności, są dziedziny w których to jest skórka za wyprawkę.

        5
      • Ksenia pisze:

        Z mojego doświadczenia wynika, że jest dokładnie odwrotnie: to bliskie związki z władzą przekładają się na dobre kontakty z biznesem, a nie ostentacyjne odcinanie się od władzy. Biznes nie sponsoruje, bo lubi. Biznes sponsoruje, kiedy może coś ugrać – na przykład przychylność władzy. Im gorsza władza, tym bardziej ten efekt widać. Dlatego dzisiaj wszystkie niezależne organizacje pozarządowe tak żebrzą o darowizny – biznes się od nich odwrócił po dojściu PiS do władzy.

        1
    • Robert Drózd pisze:

      Tak jak pisze Maria, z reklam nie da się utrzymać, nawet jeśli je dodadzą w książkach. Chyba że pójdą śladem portali i np. nie pozwolą na przeglądanie całej książki na jednej stronie, a podzielą je na rozdziały. Ale to by było mocno niezgodne z edukacyjnym celem serwisu. Tak samo reklam nie ma na Wikipedii.

      1
      • mmm pisze:

        Robert sam najlepiej wiesz ile dostaje się za reklamę. Ale jeżeli mają kłopoty finansowe to może reklamy nie pokryłyby wszystkich kosztów ale pozwoliły się utrzymać po dodaniu dochodu z reklam do tego co już mają z innych źródeł.
        W przypadku Wikipedii to jest bardziej ideologia o braku reklam. Jesteśmy niezależni bo nie mamy reklam i żaden koncern nie może na nas wpływać. Za to żebrzemy o pieniądze na utrzymanie. Pieniądze od firm na reklamę złe ale pieniądze od firm na utrzymanie serwisu dobre.

        0
    • Wolne Lektury pisze:

      Dziękujemy za komentarz. Ta decyzja ma charakter „ideologiczny”. Jesteśmy serwisem przede wszystkim edukacyjnym, naszymi najważniejszymi odbiorcami są młodzież i dzieci. Reklamę skierowaną do dzieci – a taka właśnie musiałaby u nas się pojawiać – uważamy jednak za nieetyczną. Tak, wiemy że wszyscy to i tak robią, ale mówiąc górnolotnie, nie chcemy powiększać sumy zła na świecie.

      4
      • mmm pisze:

        Problem jest inny. Czy jeżeli dla idei nie będzie u Was reklam to zdołacie przetrwać? Jeżeli tak to nie ma problemu. Jeżeli jednak nie to czy świat byłby lepszy z reklamami u Was czy całkiem bez Was?

        1
        • Wolne Lektury pisze:

          Odpowiedź na to pytanie nie jest dla nas dzisiaj tak oczywista. Głównym celem jest obniżanie barier dostępu do wiedzy. Nie sądzę, że powinniśmy iść śladem GAFA i przejść na model „płacenia prywatnością” – a do tego sprowadza się dzisiaj reklama w internecie.

          Być może większą wartością będzie zamknięcie działalności i pozostawienie strony w sieci w obecnej formie. Sam koszt serwerów nie jest duży. Oczywiście, z czasem strona bez regularnego serwisu zacznie się degradować, a postęp technologiczny (nowe formaty itd) będzie sprawiać, że jej użyteczność będzie spadać.

          Ewidentnie jest to problem. Na dziś zakładamy, że model crowdfundigowy po prostu się uda.

          6
          • mmm pisze:

            Nigdy nie zrozumiem jak można wykonać super robotę a później wstydzić się wziąć za to pieniądze od klienta (np. w formie reklamy) i zdecydować się zamknąć serwis.

            0
      • Dobrodziej pisze:

        @WL

        Skoro dzialacie dla dobra dzieci i mlodziezy, to czy jestescie jakos obecni w szkolach? Czy rodzic przecietnego ucznia wie, ze moze z Waszych stron sciagnac darmowe lektury? Moze powinniscie jakos trafic do tego rodzica i przekonac go, ze warto na Was wydac te 10 zlotych rocznie?

        A uczniow sa tysiace…

        0
        • Wolne Lektury pisze:

          Doskonale znają nas uczniowie i nauczyciele. Rodzice rzadziej. Nie bardzo mamy jak docierać do rodziców, bo oni sami nie czytają….

          2
          • Dobrodziej pisze:

            Ale w szkolach sa rozmaite akcje i uczniowie potrafia sie zorganizowac. Na przyklad zbieranie grosikow na nie pamietam juz jaki cel – bylo to kilka lat temu. Cala moja szeroka rodzina byla w to zaangazowana.

            Jakos nie wierze, ze przecietny rodzic odmowilby dziecku 10zl zlotych rocznie za nieograniczony dostep do lektur. To jest tylko kwestia przebicia sie i ladnego marketingowego opakowania. Moze polonisci by tutaj pomogli? Przeciez rodzice chyba nadal chodza do szkoly na zebrania? A moze juz nie…

            0
  13. mmm pisze:

    Z komentarzy wynika, że WL potrzebują dodatkowo 120 000 PLN/rok a mają 6 000 000 klientów (czy wejść)/rok więc potrzebują sprzedać reklam za 2 gr/klienta. Więc nie wiem gdzie jest problem. Znaczy problem jest mentalny/decyzyjny a nie finansowy….
    Nie zamierzam nikomu zaglądać do portfela, ale zakładam, że blog który czytamy nie jest tylko kosztownym hobby autora ale jakieś profity z tego autor ma (oby jak największe). Zupełnie nie rozumiem czemu WL nie mogą pójść podobną drogą i mieć jakieś wsparcie z reklam.
    W zasadzie niezależność w poglądach daje niezależność finansowa bo inaczej zawsze może się znaleźć ktoś kto powie, że da dotacje jak czegoś u Was nie będzie albo czymś się nie zajmiecie lub jak dodacie jakieś książki, które aktualna władza (czy inny sposnor) będzie chciała promować…

    0
    • mrownik pisze:

      Rzeczywiście: mentalny, jako żywo. Sam na przykład mam serdecznie po oczy i uszy reklam. Rzy… pardon, womituję reklamami. Które są wszędzie, wszędzie, gdzie się obrócić. I chwalę sobie, że przez wiele lat żyłem w Polsce, w której w ogóle nie było reklam. Żadnych. Ani w telewizji, ani w radiu, ani w prasie, ani na miejskich autobusach, ani na budynkach, ani w skrzynkach pocztowych.

      Dlatego wdzięczny jestem za wszystkie te miejsca publiczne w internecie, gdzie reklam nie ma.

      „Nie zamierzam nikomu zaglądać do portfela, ale zakładam, że blog który czytamy nie jest tylko kosztownym hobby autora ale jakieś profity z tego autor ma (oby jak największe)”

      Jest to założenie z gruntu błędne. Istnieje wiele blogów i innych prywatnych stron w internecie, których autorzy nie czerpią z nich żadnych materialnych profitów.

      6
      • mmm pisze:

        Też pamiętam czasy, gdy w Polsce nie było żadnych reklam. Pamiętam też z tamtych czasów jakim przedmiotem pożądania były foldery reklamowe samochodów z zachodu czy katalog sklepu wysyłkowego Quelle z Niemiec itp. :)
        Ja też nie lubię reklam, najchętniej bym ich nie oglądał, nie widział, nie słuchał. Ale trzeba być też realistą, z czegoś WL muszą się utrzymać. Na razie mają problem bo im zabraknie na utrzymanie. Próbują zebrać pieniądze. Życzę im, żeby się udało. Ale co dalej? Co będzie za miesiąc czy za rok? Kolejna akcja? Robią bardzo dobrą robotę ale wybrali sobie bardzo „niemedialny” temat. Ludzie w Polsce nie interesują się masowo książkami. A jeszcze jakimiś starociami albo poezją? Co prawda nie mam żadnych danych co jest najczęściej pobierane z serwisu ale mogę się założyć o 5gr, że w top100 najwięcej pozycji zajmują lektury szkolne. I to uczniowie są najczęstszymi klientami serwisu. A oni z pieniędzmi raczej krucho.
        Dla tych co nie chcą reklam można wprowadzić możliwość logowania się do płatnych kont.
        Wikipedia nie chce reklam ale wiadomo to jest inna skala. A oni też mają problem z utrzymaniem się i są zmuszani organizować akcje zbierania datków. Tyle, że z Wikipedii korzysta „pół świata” a z WL może max. ok 30 mln bo więcej nie zna polskiego…
        Możesz podać przykład jakiegoś sensownego regularnie ukazującego się bloga z wpisami co najmniej raz na tydzień, od co najmniej 3 lat który nie ma reklam, sponsorów itp.? Pewnie coś takiego istnieje, ale nie widziałem jak dotąd..

        0
        • mrownik pisze:

          1. Dla kogo zachodnie foldery reklamowe były w PRL przedmiotem pożądania, dla tego były. Nie każdy był gimbazą, jak się to dziś nazywa.

          2. Wolne Lektury SĄ realistami. Kto składa broń PRZED bitwą, ten już przegrał.

          3. „Możesz podać przykład jakiegoś sensownego regularnie ukazującego się bloga z wpisami co najmniej raz na tydzień, od co najmniej 3 lat który nie ma reklam, sponsorów itp.? Pewnie coś takiego istnieje, ale nie widziałem jak dotąd..”

          Współczuję miejsc, w których się obracasz. I nie bardzo rozumiem, dlaczego akurat raz na tydzień, a nie dwa razy na tydzień lub raz na dwa tygodnie? Treść się od tego robi gorsza, że autor nie cierpi na bieżączkę, żeby co chwilę wyrzucać z siebie nowe teksty, bo?… Bo co? Doprawdy nie wszystko warte przeczytania to bieżąca polityka, wydarzenia z nagłówków albo kursy walut. Przeciwnie wręcz.

          0
          • mmm pisze:

            „I nie bardzo rozumiem, dlaczego akurat raz na tydzień, a nie dwa razy na tydzień lub raz na dwa tygodnie? Treść się od tego robi gorsza, że autor nie cierpi na bieżączkę, żeby co chwilę wyrzucać z siebie nowe teksty, bo?… Bo co? Doprawdy nie wszystko warte przeczytania to bieżąca polityka, wydarzenia z nagłówków albo kursy walut. Przeciwnie wręcz.”

            Chodzi o to, że każdy może sobie coś popisać raz na pół roku jako hobby i nie dbać o to czy ma z tego jakieś zyski czy nie bo i tak będą to nieistotne grosze. Ale nie znam sytuacji, że ktoś robi to często, w miarę regularnie i na dobrym poziomie a do tego nie dba o jakikolwiek przychód z tego (czy się udaje to inna sprawa). Twierdzisz, że są tacy blogerzy to proszę o konkretny przykład bo chętnie bym poznał. Temat może być dowolny. Żeby pozostać w tematyce mógłby to by być blog na którym autor(ka) raz na tydzień opisuje swoje wrażenia o przeczytanej właśnie książce z WL. Bieżące wydarzenia nie są potrzebne :)

            0
  14. mmm pisze:

    WolneLektury to także audiobooki. Tak na szybko nie byłem w stanie znaleźć ich na YT. Wrzucenie takich audiobooków na YT nie powinno wymagać dużo pracy a jakieś pieniądze też potrafi wygenerować. Każdy rozdział jako osobny plik i do tego playlista żeby wszystko szło ładnie w odpowiedniej kolejności. Nie każdy chce pobierać plik dźwiękowy na telefon.
    Do tego chyba na serwisach streamujących muzykę też są audiobooki (nie korzystam, ale tak piszą w Internecie o Spotify) więc coś też się na tym da zarobić.

    0
    • asymon pisze:

      Nie każdy chce pobierać plik dźwiękowy na telefon.

      Serio?? Przerabiałem sobie audiobooki z Ninateki w drugą stronę, tzn. wrzucałem na telefon pliki audio zrobione z flmików osadzonych na stronie. Jak słuchać w ogóle słuchać w telefonie audiobooka z YT odpalonego non stop, bo zdaje się że nie można w tle? Ile audiobooków z Youtube przesłuchałeś w ten sposób?

      Do tego chyba na serwisach streamujących muzykę też są audiobooki (nie korzystam, ale tak piszą w Internecie o Spotify) więc coś też się na tym da zarobić.

      Były parę lat temu audiobooki wydawnictwa Storybox, ale już nie ma. Podejrzewam że jednak nie dało się na tym zarobić ;-) Został ślad po albumach, ale słuchać się nie da.
      https://open.spotify.com/album/2C9JUaSR1fBrFRlX8iGbNp
      https://open.spotify.com/album/68uE6q5Q4pYWGYulMLTnui

      0
      • Mmmm pisze:

        Audiobooki, które słuchałem mają na yt po ok. 100 000 odtworzeń. Przygotowanie tego co mają już w formacie mp3 do yt powinno być proste. A chyba coś już się z tego zarobi.
        Sam tak nie słucham na telefonie. Wolę pliki na telefonie. Ale pracuję z wieloma młodymi ludźmi. Oni tak robią.

        0
        • Doman pisze:

          Mnie by szlag trafił przy drugiej przerwie na reklamę. Ale może młodzież tak „czyta”, że w tle gdzieś książka brzdąka, a na froncie kolejna partyjka majnkrafta.

          2
  15. kjonca pisze:

    No cóż, nie chwaląc się, już jakiś czas temu ustawilem comiesięczny przelew …

    5
    • ere4 pisze:

      bos głupi, poszukaj ile kosztuje utrzymanie serwera
      i zobacz ile wpłaciłeś

      0
      • kjonca pisze:

        Dyskusja pt. „To trzy linijki kodu, a skaner do książek można zrobić samemu” też się tu toczyła, proszę Waszej Przemądrzałości.
        RTFA

        1
        • eer pisze:

          dyskusja może i się toczyła, ale koszt serwisu rocznie to 1.1 mln.
          za te pieniądze to nawet comarch by się postarał
          a 3 razy wiecej wzieli sobie do kieszeni
          do poczytania na ich wlasnych stronach pt. rozliczenia
          jesli uwazasz, ze to nie jest rozrzutność to nie mam pytań.

          a stwierdzenie ‚boś …’ działa w takim razie podwójnie.

          0
      • kjonca pisze:

        „bos głupi, ”
        Ale właściwie czemu?
        Czy Ci którzy wpłacają na caritas/owsiaka są głupi?
        Ci którzy wpłacają na rak’n’roll?
        Kolega z tych co to nie uznają, że ktoś może CHCIEĆ wspierać akcje społeczne?

        I nie rozumiem co ma do tego koszt serwera. O ile wiem, to największym kosztem jest czas ludzi poświęcony na opracowanie tekstów.

        0
  16. ertger pisze:

    Bez przesady, postawienie serwera to kilkasetzłotych rocznie
    i to koszt pradu.

    ale nie kazdy chce chmure, infrastrukture. Gdzie te czasy gdy sie robilo to samemu. niech sie nie biora za robote jak nie umieja

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Aha, pewnie to samo myśleli ludzie, którzy stawiali serwery Ossolineum. Wystarczyło wrzucić darmową „Lalkę” i wszystko padło. Jeśli z WL korzysta parę milionów osób rocznie to żeby wszystko działało, nie wystarczy serwer za kilkaset złotych.

      5
      • rere pisze:

        Mialem serwer w domu, 3000 odwiedzin dziennie. 15 lat temu. Koszt prądu i kupno serwera.

        wiesz ile wydaja na serwery? 1.1 mln.
        Policz koszty na heroku , shift czy jakieś polskie serwerownie i nie opowiadaj bzdur,
        (Przy okazji za robocizne i do kieszenie wzieli 2.7 mln dodatkowo)

        0
  17. Mariusz pisze:

    A może WL skorzysta z patronite?
    Wiele stron, kanałów na youtube, jakiś inicjatyw korzsyta z patronite i uzyskują wsparcie.
    Na pewno zasięg będzie większy.

    0
    • kjonca pisze:

      O ile wiem patronite zabiera 8%, a w ich przypadku, nie ma (chyba), żadnej wartości dodanej.

      0
      • Mariusz pisze:

        Jest olbrzymia wartość dodana – dużo większy dostęp do potencjalnych darczyńców

        0
        • Wolne Lektury pisze:

          Analizowaliśmy to, ale nic takiego nie wynikało, czy coś przeoczyliśmy? Jak ten dostęp do darczyńców się realizuje w praktyce? Z tego co my zrozumieliśmy, promocję zbiórki i tak musimy zrobić sami.

          0
        • kjonca pisze:

          No właśnie nie. To co Patronite „daje” blogerom, to (jak rozumiem) obsługa finansowo-skarbowa (tak, pamiętajcie o podatkach). O ile w przypadku pojedynczej osoby która nie chce się zastanawiać jak podatkowo rozliczyć zbiórki, może to mieć sens, o tyle w przypadku fundacji która i tak obsługę księgową ma sens widze niewielki.

          Chyba że się mylę. Może patronite daje coś więcej?

          0
          • Robert Drózd pisze:

            Hmm, jako bloger kiedyś nawet rozważałem odpalenie Patronite, ale z tego co widziałem na ich stronie, np. tutaj, kwestie podatkowe oni pozostawiają tak naprawdę użytkownikom. Ciężko tu mówić o jakiejś obsłudze.

            0
            • kjonca pisze:

              OIDP to bardziej chodziło o to, że „łatwiej” jest rozliczyć wpłaty z Patronite niż bezpośrednio. Ale zastrzegam, że moja wiedza jest powierzchowna i „dawna”. Jeśli jest tak jak piszesz to tym bardziej Patronite jest WL niepotrzebny.

              0
  18. Mariusz pisze:

    @Wolne Lektury
    Jak dla mnie w całej tej akcji zbierania funduszy brakuje informacji takich jak:
    – Ile potrzebujecie miesięcznie/rocznie na działalność serwisu?
    – Ile z tej kwoty zostało już zebrane?
    Na patronite są ustawione cele, ile potrzeba miesięcznie i to jest przejrzyste dla osób wspierających. Wy nie podajecie ile jeszcze potrzebujecie.

    Kiedyś podobna sytuacja była z wikipedią. Ale pamiętam, że Oni wprost podali ile kasy potrzebują zebrać, aby utrzymać serwis przez kolejne X czasu. Był pasek postępu i ludzie wpłacali. A tutaj tych informacji nie ma, co jak dla mnie nie zachęca do wpłaty.
    Osobiście wpłaciłem drobną kwotę, ale nie wiem czy za miesiąc też będziecie potrzebować pieniędzy

    0
    • kjonca pisze:

      Za https://nowoczesnapolska.org.pl/2019/12/16/przed-wolnymi-lekturami-stoi-realna-grozba-zamkniecia/

      „Potrzebujemy 1000 osób, które zdecydują się wpłacać po 10 złotych miesięcznie.”

      Widać też, że za miesiąc też kasy będą potrzebować.

      Informacji ‚ile już zostało zebrane” nie widziałem.

      0
      • Mariusz pisze:

        @kjonca Właśnie nie widać czy za miesiąc też będą potrzebować, bo być może teraz kasę wpłaciło 3000 osób, każda po 20 zł i mają zapewnione pół roku działalności. Tego nie wiesz.

        Co do informacji ile potrzebują, to jest to na stronie fundacji, ale nie ma na stronie wolnelektury.pl, a to tam była główną informacja o wsparcie o ile dobrze pamiętam

        0
        • kjonca pisze:

          ” może teraz kasę wpłaciło 3000 osób, każda po 20 z”
          1. naprawdę w to wierzysz? :)
          2. nawet jeśli, to raczej kontynuowałbym zbiórkę, żeby mieć finansowanie na dłużej.

          „jest to na stronie fundacji, ” – no tu byłbym się w stanie zgodzić, że link, to tego powinien być na tej czarnej płachcie.

          0
          • Wolne Lektury pisze:

            Bardzo dziękujemy za wiadomości. Pełne statystyki przygotujemy na początek lutego, kiedy będzie już zamknięty cały jeden miesiąc rozliczeniowy, ale trochę możemy powiedzieć już dziś. Od rozpoczęcia kampanii w połowie grudnia do dziś otrzymaliśmy 24.343 PLN z darowizn. Z tego tylko 2768 PLN to wpłaty cykliczne, comiesięczne (a więc takie, które powtórzą się także w styczniu i kolejnych miesiącach).

            Nasz cel na rok 2020 to zbieranie ok. 10.000 miesięcznie we wpłatach cyklicznych. Dlaczego taka suma?

            Zacznijmy od potrzeb. Obecnie w Wolnych Lekturach pracuje na stałe 6 osób (chociaż nie wszystkie na cały etat) oraz kilkanaście osób na umowy o dzieło (np. korektorzy, redaktorzy), dodatkowo mamy koszty biura, księgowości itd. Ograniczenie tych kosztów do pewnego stopnia było możliwe, ale tak czy siak bez redaktorki, koordynatorki, księgowej czy programisty cały projekt bardzo szybko się posypie: nie będziemy w stanie ani dodawać kolejnych tytułów, ani rozwijać serwisu.

            Oczywiście 10.000 złotych miesięcznie nie wystarczy na wszystkie te koszty, ale z powodzeniem wystarczy na pokrycie tzw. wkładu własnego do finansowania Ministerstwa Kultury. Dla niewtajemniczonych: Ministerstwo nigdy nie pokrywa całości kosztów projektu, tylko część – w zależności od programu ministra to bywa różnie, ale nie więcej niż 80%, a czasami tylko 50%. To oznacza, że trzeba mieć własne pieniądze, aby dostać pieniądze od ministerstwa. Dlatego ta zbiórka i te wpłaty są dla nas niezbędne.

            Można na to spojrzeć i w ten sposób, że wpłacając 20 złotych, tak naprawdę umożliwiasz nam otrzymanie kolejnych 80 ze środków publicznych.

            Docelowo marzy nam się możliwość całkowitego zrezygnowania ze środków publicznych, ale do tego jest jeszcze daleka droga…

            2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.