Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Test czytnika inkBOOK Lumos – podstawowy czytnik dla zaawansowanych

Zapraszam do obszernego testu czytnika inkBOOK Lumos.

Lumos to najtańszy dostępny czytnik z ekranem dotykowym, oświetleniem i regulacją barwy światła. O jego premierze pisałem w sierpniu 2018.

Te same funkcje ma np. PocketBook Touch HD3, który kosztuje niemal 300 zł więcej. Oczywiście coś za coś. Lumos ma ekran o rozdzielczości 800 x 600 (167 ppi). Czy zaoszczędzono na czymś jeszcze? O tym się przekonamy.

W artykule przyjrzę się najważniejszym funkcjom czytnika i opowiem, jak się z nich korzysta. Ponieważ jest to pierwsza od dwóch lat recenzja urządzenia tej firmy, będzie też trochę porównań do innych platform.

Artykuł został przygotowany przeze mnie we współpracy z firmą Arta Tech, której dziękuję za udostępnienie czytnika do testów. Opinie zawarte w artykule są wyłącznie moje.

Jak kupić inkBOOK Lumos?

Lumosa kupimy w sklepie producenta – inkbooks.eu: sam czytnik kosztuje 399 zł.

W tym momencie znajdziemy też kilka zestawów np. czytnik z okładką Yoga Ferrari Red (429 zł). Najciekawszy wydaje się zestaw świąteczny z okładką, 30 dniami Legimi, a także… kubkiem i herbatą (459 zł).

Oczywiście możemy wybrać też swój ulubiony market elektroniczny, choć chyba tylko u producenta mamy trzy (a nie dwa) lata gwarancji.

Czytnik jest też dostępny „za złotówkę” z abonamentem Legimi. Przy zobowiązaniu na 24 miesiące, abonament kosztuje od 49,99 zł. 

Co warto wiedzieć o inkBOOK Lumos?

InkBOOK Lumos to podstawowy czytnik produkowany przez polską firmę Arta Tech z Wrocławia. Jego premiera miała miejsce w lipcu 2018.

Oto szybki przegląd parametrów czytnika:

  • Ekran w technologii eInk Carta, o rozdzielczości 800 x 600 (167 ppi)
  • Procesor dwurdzeniowy 1 Ghz oraz 512 MB RAM.
  • Obsługa: ekran dotykowy + klawisze boczne.
  • 4 GB pamięci wewnętrznej [ale patrz dalej] + wejście karty SD.
  • Rozmiary: 159 x 114 x 9 mm.
  • Waga: 165 g
  • Bateria 2000 mAh (wg producenta ma trzymać do 3 tygodni).
  • System: inkBOOK OS (oparty na Androidzie 4.2.2).

Jeśli chodzi o pamięć, na czytniku mam inną informację niż w specyfikacji.

A zatem:

  • Lumos ma 1,8 GB jest dostępne dla użytkownika. W porównaniu z wieloma nowymi czytnikami to niewiele, ale biorąc pod uwagę 3 MB jako średnią wielkość książki (patrz artykuł: ile książek zmieści się na czytniku) – zmieści się ich wciąż kilkaset.
  • Aplikacje instalowane są do pamięci wewnętrznej o wielkości 1 GB. Nie poszalejemy z dużą ilością, ale nie sądzę, abyśmy potrzebowali wiele.

Ekran

Ekran o rozdzielczości 800 x 600 i gęstości 167 pikseli na cal to absolutne minimum wśród czytników. Tyle miały czytniki 10 lat temu – a dziś mają tyle modele podstawowe: takie jak Kindle 8 czy PocketBook Basic 2.

Owszem, przez kilka lat na takiej rozdzielczości czytałem, ale 167 ppi jest jednak zauważalne. Po przesiadce z czytników, które miały 212 lub 300 ppi tekst wydaje się momentami rozmyty. Oczywiście to jest kwestia wyboru czcionki i jej parametrów.

Niższą rozdzielczość widać też w elementach interfejsu – trochę przypomina mi to niektóre tańsze telefony z Androidem, które miały np. 320 x 240 przy czterocalowym ekranie. Wszystko działało może i ładnie, ale się nieco rozmywało.

Ciężko mi nazwać to wadą – to jest po prostu cecha urządzenia, które dzięki temu jest wyraźnie tańsze.

Jeśli chcemy mieć 212 ppi i niemal identyczne funkcje – kupmy InkBOOK Prime HD – który jednak jest wyraźnie droższy.

Ghosting (czyli pozostawanie drobinek tuszu na kolejnych stronach) jest zauważalny szczególnie w czytelności liter. Widzimy, że pojedyncze piksele stają się po prostu jaśniejsze i tekst zaczyna wyglądać jak ser szwajcarski.

Jeśli to nam przeszkadza – w ustawieniach możemy sobie wybrać, co ile stron nastąpi odświeżanie ekranu – domyślnie jest co 10.

Jednocześnie odnoszę wrażenie, że drobinki tuszu pozostają cały czas na ekranie, przez co jest lekko „przydymiony” – podobne wrażenia miałem parę lat temu testując czytnik inkBOOK Obsidian.

Oświetlenie

Po kliknięciu ikonki słoneczka na górze ekranu widzimy dwa suwaki: jasność i temperatura barwna:

Czytnik ma zatem możliwość regulacji barwy – co czyni go najtańszym urządzeniem z e-papierem na świecie, posiadającym taką funkcję. Przypomnę, że regulację mają wybrane czytniki PocketBook i Kobo – a do tej pory nie dorobił się jej Kindle.

Stopień regulacji barwy jest jednak dość wąski.

Na poniższych zdjęciach obok siebie widzimy: Kindle Paperwhite IV, inkBOOK Lumos oraz testowany niedawno PocketBook Touch Lux 4.

Najniższa wartość oznacza dość zimne światło, które w kompletnej ciemności przechodzi w fiolet. Nie wyobrażam sobie, że ktoś chciałby tak czytać.

Tak wygląda połowa skali – tu jest bardziej neutralnie.

Natomiast najwyższa to delikatne ciepło.

Nie ma tu zatem wartości aż „przepalonych” jak np. w testowanym InkPadzie. Osobiście najbardziej odpowiadała mi najwyższa i tę zostawiam na stałe.

Za równomierność oświetlenia muszę Lumosa pochwalić. Nawet przy maksymalnym oświetleniu ciężko zauważyć cienie. Diody doświetlające, których jest chyba kilkanaście (w dwóch kolorach) są zauważalne, ale znacznie słabiej niż np. na testowanym ostatnio Touch Lux 4.

W tym porównaniu zostawiłem suwaczki ustawienia oświetlenia. Można zauważyć dwie dodatkowe rzeczy:

  • Minimalne oświetlenie Lumosa jest wciąż dość mocne – porównywalne z połową skali w PocketBooku i 2/3 w Kindle.
  • Gdy barwa światła jest ustawiona na neutralną (pośrodku), wtedy oświetlenie w Lumosie jest jeszcze mocniejsze.

Obie te rzeczy utrudnić mogą czytanie w ciemności, gdyż czytnik będzie po prostu świecił za jasno. Rekomendowałbym więc włączenie dodatkowego źródła światła, aby czytnik nas nie oślepiał. Rozwiązaniem może być też skorzystanie z trybu nocnego, o czym dalej.

Przy okazji: widzimy sporą różnicę w barwie ekranu Paperwhite IV (po lewej) oraz Touch Lux 4 (po prawej).

Strona główna i biblioteka

Na ekranie startowym czytnika mamy trzy ostatnio czytane książki, pięć ostatnio dodanych, a także skróty do najważniejszych funkcji.

InkBOOK Lumos daje nam dwie możliwości dotarcia do poszukiwanej książki, obie dostępne z ekranu głównego. Pierwsza to aplikacja „Biblioteka”, druga – „Pliki”.

W Bibliotece mamy dwa główne widoki – okładki oraz tekst i okładki.

Zauważyliście problem? W obu widokach mamy zaledwie cztery książki na ekranie. Trzeba to uznać za marnotrawstwo miejsca. Jeśli mamy dużą bibliotekę, przejście przez wszystkie książki zajmie sporo czasu.

Bibliotekę możemy sortować według daty, tytułu i autora – a także odfiltrować pozycje ulubione (oznaczone serduszkiem).

W odróżnieniu od PocketBooka, w aplikacji Biblioteki nie widzimy poszczególnych folderów. Te znajdziemy w drugiej aplikacji Pliki dostępnej z głównego menu.

Tu na ekranie mieści się znacznie więcej książek, choć nie widzimy już żadnych metadanych – po prostu nazwa.epub, nazwa.pdf itd.

Jest jeszcze jedna różnica: jeśli klikniemy książkę w Bibliotece – otworzy nam się w standardowej aplikacji do czytania, czyli inkReader.

Jeśli klikniemy książkę w Plikach, a mamy kilka aplikacji do czytania (o tym dalej) – wtedy widzimy standardowy dialog androidowy z wyborem.

Oczywiście po ustawieniu aplikacji domyślnej nie trzeba już niczego potwierdzać.

Obsługa czytnika

Czytnik ma dwie pary przycisków po lewej i prawej stronie. To klasyczne rozwiązanie znane z czytników od wielu lat, choć obecnie coraz rzadziej spotykane, a szkoda.

Dodatkowy przycisk poniżej ekranu pełni funkcję przyciska „wróć” w systemie Android – z tym że wracamy do poprzedniego widoku, aplikacji itd – aż do ekranu głównego. Jest to przydatne, bo możemy szybko wrócić np. z jakiejś opcji w ustawieniach.

Tył czytnika jest wyprofilowany na wzór otwartej książki, z wyraźnie wyczuwalną linią pośrodku.

Po raz pierwszy takie wzornictwo producent zastosował w listopadzie 2016 podczas premiery modeli Classic 2 i Prime – chwalili się wtedy, że zaprojektowała je firma id design. W kolejnym roku czytniki te dostały nagrodę Red Dot Design 2017.

Podobnie jak w Kindle Voyage czytniki mają przycisk włączania z tyłu obudowy. Warto o tym pamiętać wybierając okładkę – oryginalne mają wycięcia z tyłu na przycisk.

Czytanie EPUB

Format EPUB jest podstawowym typem pliku, jakie będziemy czytać na inkBOOKu. Wprawdzie producent podaje dużą listę obsługiwanych formatów – ale tak samo jak wspominałem przy recenzji PocketBooka – księgarnie sprzedają EPUB.

Pierwsze otwarcie książki trwa kilka do 10 sekund, potem jest szybsze.

Zmiana stron jest bardzo szybka – widać, że dwurdzeniowy procesor i spora pamięć nie mają z tym problemów, ponadto pamiętajmy – niska rozdzielczość jeszcze przyspiesza czytnik, co pokazywałem kiedyś na przykładzie Kindle 8.

Korzystając rok temu z czytnika InkBOOK Prime doszedłem do wniosku, że dla twórców oprogramowania pewną inspiracją był chyba Amazon. Bo zmiana ustawień tekstu wyglądała tam tak:

Są tu zakładki „Czcionka” i „Strona” – podobnie jak na Kindle. Tak samo wyglądało to na Lumosie w poprzedniej wersji oprogramowania.

InkBOOK Lumos w najnowszej wersji ma to zrobione inaczej – na dole ekranu jest menu kontekstowe z dostępem do ustawień tekstu, a także spisu treści, zakładek i innych funkcji.

Wielkość czcionki możemy też zmieniać gestem – wtedy otwiera się menu z rozmiarami:

Zauważyć można obecną również w PocketBookach tendencję do upraszczania interfejsu i pozostawiania tylko funkcji faktycznie używanych.

Patrząc na ustawienia wielkości tekstu, zastanawiam się czy uproszczenie nie poszło za daleko – bo do wyboru mamy jedynie sześć wielkości. W zależności od czcionki bazowej książki najmniejsza może wyglądać tak:

Albo tak:

W tym drugim przypadku mogą być osoby, dla których tekst będzie wciąż za duży, choć pamiętajmy, że przy rozdzielczości czytnika będzie ciężko czytać miniaturowe literki.

Do wyboru – jak widzieliśmy wyżej – jest pięć krojów czcionki: Lato, Hammersmith One, Roboto, Merriweather Sans, a także Open Dyslexic (przeznaczona dla dyslektyków), a także czcionkę wydawcy.

Tu uwaga podobna jak przy PocketBooku – nie ma fontów dostosowanych do eInku, co na ekranie 800×600 byłoby bardzo potrzebne. Słusznie wybrano jednak cztery fonty bezszeryfowe, bo szeryfowe wyglądałyby gorzej.

Niższa rozdzielczość sprawia, że czcionki przygotowane przez wydawcę wyglądają dość słabo, choć zdarzają się pozytywne przykłady – np. w książce „Jacek” zastosowano opisywaną tu kiedyś czcionkę Apolonia i można bez problemu na niej czytać, choć lepiej rozmiar powiększyć.

Można jednak wgrać fonty własne, choćby znaną z Kobo i Kindle Caecilię.

Bardzo ciekawą rzeczą jest link „Wybierz swoją czcionkę” – widzimy krótki instruktaż, co trzeba zrobić: wgrać czcionki do folderu „fonts”, co możemy zrobić też z poziomu czytnika, jeśli mamy konkretną aplikację.

To jedyny czytnik, na którym znajdziemy taką podpowiedź. W przypadku PocketBooka trzeba śledzić fora dyskusyjne, a w przypadku Kindle instrukcja znajduje się w… pliku readme.txt na samym czytniku – którego z poziomu czytnika nie przeczytamy.

Bardzo dobre są ustawienia marginesów – przy minimalnych tekst mieści się niemal na całym ekranie.

Trzy ustawienia ma interlinia – tu skoki są zbyt duże, od bardzo wąskiej, po bardzo szeroką. Przydałyby się wartości pośrednie.

Co było dla mnie zaskoczeniem – wbudowana aplikacja do czytania nie umożliwia włączenia podziału wyrazów. Książki, które podziały mają wbudowane, będą jednak wyświetlane. Możemy więc sobie taką książkę przygotować sami w Calibre, podobnie jak na Kindle.

Zauważyłem, że jednak nie zawsze to działa – możliwe, że to efekt zablokowania podziału wyrazów przez wydawcę w stylach.

Zaskoczeniem tym razem na plus jest to, że tak tani czytnik ma tryb nocny. Nie jest on schowany gdzieś głęboko w menu jak na Kindle, a dostępny z menu kontekstowego przy lekturze książki jako „Kontrast”.

Aby uniknąć ghostingu, ekran w trybie nocnym odświeżany jest co stronę – czyli na chwilę robi się cały biały. Co oznacza, że na ułamek sekundy w pokoju robi się jaśniej, tak więc nie do końca bym rekomendował go do czytania w kompletnej ciemności.

Warto tez zauważyć, że w przeciwieństwie do Kindle, w tym trybie nie ulega odwróceniu cały interfejs czytnika, a jedynie tło i czcionki tekstu. Jest to bardziej naturalne.

Czytanie PDF

Plik PDF otwarty w domyślnej aplikacji czytnika jest powiększony na cały ekran. Od razu zauważymy problem z rozdzielczością – że jednak te literki są zbyt mało czytelne.

Jakie mamy tutaj opcje czytania, aby zmaksymalizować dostępną przestrzeń? Otóż niewiele. InkBOOK Lumos, co było dla mnie sporym rozczarowaniem, nie ma ani dopasowania do szerokości, ani trybu kolumnowego, ani funkcji obcinania marginesów. 

Możemy stronę powiększyć i dostosować do rozmiarów ekranu, ale… nie jesteśmy w stanie zamknąć okienka z powiększeniem całości.

Ekran można przekręcić, ale strona nie dopasuje się do szerokości.

Gdy sami ją dopasujemy, to… nadal mamy rzeczone okienko.

Z przykrością zauważam, że działa to znacznie gorzej niż na Kindle, którego zwykle uznaje się za mało przyjaznego dla PDF.

Szkoda, bo strony w PDF zmieniane są z reguły bardzo szybko, podobnie jak EPUB. Sprawdziłem też „trudny plik”, który testowałem przy okazji PocketBooka – działał nieco wolniej niż w Touch Lux 4, ale akceptowalnie.

Pocieszeniem jest tryb reflow (rozpływu), który ukryty został w menu kontekstowym książki jako „Paginacja”. Działanie jest nieco szybsze niż na PocketBooku, ale efekty podobne. Czasami bardzo dobrze.

A czasami tak sobie.

Po włączeniu trybu reflow możemy oczywiście ustawić czcionkę, interlinię i marginesy. Działa tez tryb nocny.

Podsumowując – część plików PDF da się czytać, szczególnie tych, w których zadziała reflow, ale czytnikowi brakuje funkcji dotyczących czytania PDF.

Obsługa formatu PDF to ewidentny regres w stosunku do starszych czytników tej firmy. Uruchomiłem swojego starego Obsidiana i sprawdziłem, że było tam i obcinanie marginesów i dopasowanie szerokości, a także pogrubianie czcionki…

[Uzupełnienie] Słownik i podkreślanie

Na prośbę z komentarzy sprawdziłem jeszcze aplikację słownika.

Sama aplikacja, z tego co rozumiem, służy jedynie do ściągania dostępnych słowników.

 

I tu jest problem, bo u eczytacza, który testował starszą wersję oprogramowania słownik działał. U mnie działać nie chce.

Owszem, mogę podkreślać słowa (w plikach epub i pdf, również w reflow), pokazuje się menu z opcjami podkreślania, wyszukiwania w Google. Ale słownika nie widzę.

Z kolei w kilku plikach anglojęzycznych podkreślanie mi nie działa.

Pewnie będzie to poprawione, ale w tym momencie można powiedzieć, że czytnik słownika nie ma.

Samouczek

Jak zacząć korzystać z czytnika? InkBOOK Lumos ma tutaj bardzo przydatną funkcję samouczka dostępną w Ustawieniach: Ogólne – Instrukcja użytkownika.

Nie jest to klasyczna instrukcja (w formie książki), jak na PocketBooku czy Kindle, a wizualny przegląd najważniejszych funkcji.

W samouczku podstawowym mamy omówione najważniejsze funkcje – jak dotrzeć do menu, obsługiwać ekran dotykowy i bibliotekę.

W samouczku zaawansowanym mamy m.in. zaznaczanie i wyszukiwanie.

 

Taki przegląd wydaje mi się lepszym rozwiązaniem niż klasyczny podręcznik.

Zgaduję, że podobnie jak na Kindle, samouczek będzie uruchamiany przy pierwszej konfiguracji urządzenia, w wersji oprogramowania, która dostałem, jeszcze nie był.

Aplikacje

Na ekranie głównym czytnika mamy pięć skrótów:

  • Biblioteka i Pliki – czyli dwa sposoby na dotarcie do naszych książek (o czym wspomniałem wcześniej).
  • Aplikacje
  • Freebooks
  • Internet

Skróty te – z wyjątkiem Biblioteki i Aplikacji – możemy zmieniać w ustawieniach.

Aplikacje to lista aplikacji na czytniku. Domyślnie jest ich jedynie osiem (SnapPea zainstalowałem, aby robić zrzuty ekranowe na komputerze).

Warto zauważyć, że aplikacji jest mniej niż na testowanym trzy lata temu Obsidianie. Nie ma już czytnika RSS, notatnika albo galerii. No i dobrze, jeśli czytelnik chce, to sobie doinstaluje.

Dysk – to dostęp do chmurowej usługi Arta Techu zwanej kiedyś Midiapolis. Jedna z księgarni (Virtualo) wdrożyła dwa lata temu usługę wysyłki bezprzewodowej na ten dysk, niestety nie poszły za nią kolejne, a sam dysk chyba trafił na boczny tor. Szkoda, bo przesyłka książek na czytnik bardzo się przydaje na Kindle czy PocketBooku.

Freebooks to katalog darmowych e-booków z różnych źródeł. Na początku dodajemy źródło. W przypadku polskich książek są tu Wolne Lektury.

A potem możemy je przeszukiwać i ściągać książki na czytnik.

Po pobraniu możemy natychmiast książkę otworzyć.

Internet – to prosta przeglądarka internetowa, która jak w każdym czytniku pełni wyłącznie rolę uzupełniającą. Strony otwierają się zazwyczaj w wersji desktopowej, nie mobilnej.

inkBOOK Apps

Na InkBOOKach nie zainstalujemy sklepu Google Play – wynika to z ograniczeń stawianych przez samego Google. Jeśli dobrze rozumiem wyjaśnienia Arta Techu chyba żaden czytnik z e-papierem nie spełnia wygórowanych wymagań, jakie są stawiane zwykle tabletom czy telefonom.

InkBOOK Apps to manager aplikacji specjalnie dla czytników InkBOOK.

Uważam to za dobry pomysł, bo zakładam, że są tutaj aplikacje, które będą na czytniku działać. Zwalnia to nas z mozolnego szukania plików APK, instalowania i sprawdzania.

Starsi czytelnicy Świata Czytników pamiętają zapewne, że gdy kiedyś testowałem np. Onyxa After Glow, albo inkBOOK Onyx – wymieniałem, co działa, co nie. Teraz producent wykonał tę pracę za nas.

W pierwszej zakładce mamy pięć aplikacji rekomendowanych.

Wśród nich Legimi i słownik (o nim wyżej), ale też… Kindle – to jest sposób, aby książki zakupione w Amazonie (lub wrzucone do chmury Kindle) czytać na InkBooku.

A oto lista wszystkich aplikacji:

Mamy tutaj takie aplikacje do czytania jak CoolReader, Moon+Reader, Helicon Reader. Z księgarni jest Kobo, Tolino, a także polskie Nexto. Możemy też doinstalować managera APKPure. Jest też Pocket – umożliwiający czytanie „odroczone”.

Mam zamiar przyjrzeć się tym aplikacjom w osobnym artykule i ocenić czy nadają się na czytniki.

Aha – działanie Legimi nie różni się od tego, które testowałem choćby przy Obsidianie. Mamy tu „tabletową” aplikację, która została dostosowana do e-papieru. Z jej poziomu wybieramy i czytamy książki, a także dokonujemy synchronizacji półki.

CoolReader

Wspomniane wyżej ograniczenia natywnej aplikacji do czytania plików epub mogą skłaniać do szukania zamienników.

Dla przykładu zainstalowałem CoolReadera. Aplikacja działa bardzo szybko, tekst wygląda bardzo ładnie, tyle że… mamy paskudnie wyglądające na e-czytniku animacje 3D i tapety.

 

Niemal wszystko to można wyłączyć w ustawieniach.

 

Dzięki temu jesteśmy w stanie usunąć elementy pogarszające czytelność.

Poważniejszym problemem wydaje się fakt, że w aplikacji nie działają klawisze zmiany stron.

To jednak da się poprawić w ustawieniach czytnika – mianowicie wybranym klawiszom da się przypisać funkcje regulacji głośności. Czytnik nie obsługuje wprawdzie dźwięku, ale aplikacje wymagają takich klawiszy.

Co najważniejsze, po takim ustawieniu będzie nadal działała zmiana stron w domyślnym czytniku (inkReader).

Na tym przykładzie widzimy, że jeśli aplikacja nie jest dostosowana do e-papieru (a mało która poza Legimi jest), doprowadzenie do tego, aby działała optymalnie może nam zająć trochę czasu i nie będzie sprawą oczywistą.

Oprogramowanie i jego stabilność

Przyznaję, że podchodziłem z pewnymi obawami do testów Lumosa, bo pojawiały się już recenzje mieszane, w których krytykowano stabilność oprogramowania. Czytnik, który dostałem do testów miał oprogramowanie 1.4.2, ale o najnowszej kompilacji (z 11 grudnia), w której upodobnił się do modelu Explore.

Być może z racji tych poprawek nie spotkałem się z dużymi problemami – wyjątkiem jest opisany wyżej słownik.

Fakt, że czytnik raz zawiesił mi się na twardo (pomogło jak na Kindle długie przytrzymanie przycisku włączania), zdarzyło się kilka razy, że zawiesiła się aplikacja do czytania – choć tu wystarczyło kliknąć „Czekaj” i poszło.

Co jak co, ale przy głównej aplikacji czytnika nie powinno się to zdarzać.

Mając czytnik z Androidem i otwarte oprogramowanie, warto mieć świadomość, że taka konstrukcja nigdy nie będzie tak stabilna jak urządzenia oparte na Linuksie. Każda aplikacja którą dodamy może wnosić jakąś niestabilność. Niemniej na razie nie trafiłem na takie, które by codzienne korzystanie z czytnika uniemożliwiały.

Warto dodać dwie rzeczy:

  • Aktualizacja oprogramowania jest możliwa z poziomu czytnika – choć da się też wgrać plik pobrany ze strony producenta.
  • Na temat czasu działania na baterii nic nie jestem teraz w stanie powiedzieć, ale czytnik ma kilka opcji oszczędzania – np. automatyczne wyłączanie WIFI lub wybór między usypianiem i wyłączaniem.

Podsumowanie

Widzimy w konstrukcji tego czytnika dwie tendencje: z jednej strony upraszczanie pewnych rzeczy – samouczki, mniej ustawień tekstu, podpowiedzi, katalog aplikacji. Z drugiej – pozostawianie funkcji, które czytelnikom umożliwią wyciągnięcie sporo z tego czytnika, jak choćby możliwość instalacji zewnętrznych aplikacji do czytania.

Wspomniane uproszczenie trochę przeszkadza przy czytaniu EPUB, natomiast znacznie przeszkadza przy PDF, liczę że zostanie to poprawione.

Kupując Lumosa warto liczyć się z jego ograniczeniami wynikającymi z cech sprzętu (przede wszystkim rozdzielczości), ale wiedzieć, że mamy wciąż sporo możliwości.

Producent ma też tego świadomość, bo na stronie czytnika czytamy: „Zaprojektowany jako urządzenie dla doświadczonego czytelnika” – i rzeczywiście, czytelnik zaawansowany na pewno wykorzysta różne funkcje.

Komu więc poleciłbym inkBOOK Lumos? Komuś kto poniżej 400 złotych chce mieć czytnik z oświetleniem, regulacją barwy i możliwością instalowania aplikacji Androida – jednocześnie jest gotowy na pewne kompromisy.

Jeśli macie jakieś pytania, lub chcielibyście, abym coś sprawdził, dajcie znać w komentarzach.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

46 odpowiedzi na „Test czytnika inkBOOK Lumos – podstawowy czytnik dla zaawansowanych

  1. miklo pisze:

    Konkurencją dla tego czytnika nie jest PocketBook Touch HD, tylko raczej PocketBook Touch Lux 4. Kosztuje niecałe 500zł i ma dużo lepszy ekran.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Dlatego też na zdjęciach porównuję go do TL4. Ale to zależy. Cenowo to najbardziej zbliżony jest Basic Lux. Jednak regulację barwy ma tylko HD3 za prawie 700 zł.

      1
      • bq pisze:

        No a kindle sie jej – regulacji – nie dorobily. Mnie sie wydaje, ze Amazon wieszczy zastoj w technologii i oszczedza sobie upgrade do nastepnego sezonu albo jeszcze pozniejszego. Naprawde wiocha.

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Zgadza się, tutaj Amazon pokpił sprawę, a liczba narzekań na barwę Paperwhite jest tutaj najlepszym dowodem.

          1
      • Piotrek pisze:

        PB Touch HD2 też ma regulację barwy podświetlenia.

        0
  2. Mada pisze:

    Android 4.4.2 czy też Android 4.2.2 ?

    0
  3. Magda pisze:

    Jak działa słownik?

    0
  4. Wojtek pisze:

    Przeczytałem połowę, a tam m.in. „u proszczenie”. Do tego kilka literówek polegających na niedociągnięciu „ogonka”. Popraw to sobie. Zwykły edytor ze sprawdzaniem pisowni wskaże te błędy (może nie wszystkie, ale kilka na pewno).

    2
  5. Reader pisze:

    1.Obecnie posiadam obsidiana i właśnie z powodu nadmiernej minimalnej jasności w nocy, wolnego androidowego działania oraz braku regulacji temp. barwowej przesiadam się na hd3.
    2. Samo proste porównanie ceny lumosa do hd3 jest mylące ponieważ hd3 dodatkowo ma obsługę audio oraz wodoodporność.

    1
  6. szac pisze:

    Ktory lepszy do legimi? Touch Lux czy ten?

    1
  7. Dumers pisze:

    Na spidersweb bloger opublikował wpis, w którym stwierdził, że między innymi omawiany czytnik, jest tak zły, że aż odmówił jego recenzji.
    Czy rzeczywiście są tak złe, że lepiej unikać? Kindle wzorcem z Sevres?
    Coś w tym musi być, jeśli już podczas Twojego, krótkiego testu, doszło do zawieszeń. Co będzie po roku użytkowania? Wychodzi, że lepiej nie ryzykować i regulacja barwy oświetlenia to za mało, żeby warto było brać ten czytnik.

    5
    • Wojtek pisze:

      Robert napisał:
      Artykuł został przygotowany przeze mnie we współpracy z firmą Arta Tech, której dziękuję za udostępnienie czytnika do testów.

      To automatycznie wyklucza jednoznaczne punktowanie wad produktu. Bo inaczej to mógłby być ostatni czytnik omawiany we współpracy z firmą Arta Tech.

      Android i lagi jest tak oczywistym połączeniem, jak Windows i wirusy. Na tle androidowej konkurencji czytnik wypada średnio, na pewno nie najgorzej.
      Ale prosta logika podpowiada, że jak połączy się niską cenę z zaawansowanymi opcjami (regulacja barwy) to gdzieś na czymś się przyoszczędzi – i jestem przekonany, że nie tylko na ekranie (swoją drogą, czemu tak słaby – 212 ppi to też już leżaki magazynowe).
      Produkt wygląda na przygotowany bez pomysłu…

      Robercie, jak działają słowniki? Już wyżej @Magda pytała o to, ale chyba przeoczyłeś ;-)

      2
    • asymon pisze:

      Coś w tym może być, na Youtube użytkownik Goodereader recenzję Lumosa zatytułował… a zresztą, sami sobie sprawdźcie.

      Zresztą nazwa Lumos też kojarzy mi się jednoznacznie (i mało oryginalnie).

      2
    • Gordek pisze:

      Robert na początku tekstu wspomniał o negatywnych recenzjach, jednakże myślę, że bardzo krzywdzące jest stwierdzenie, że jeśli urządzenie jest dostarczone przez producenta, to recenzja musi być dobra. Jakbyś wątpił w rzetelność Roberta.

      Akurat autor na spidersweb napisał laurkę dla Kindla mając bardzo nikłą wiedzę na temat czytników i dopasowując wszystkie argumenty pod swoją wydumaną hipotezę.
      Jego artykuł pełny jest błędów, chociażby porównanie średniopólkowego Pocketbook Touch Lux 4, do Papperwhite 3, gdzie jego odpowiednikiem jest Touch HD 2 lub 3.

      Dlatego jeśli chodzi o czytniki, to wolę znać opinie profesjonalistów w tej dziedzinie, właśnie m.in. Roberta, czy Cyfranka.

      2
    • wikson pisze:

      ,,tak zły, że aż odmówił jego recenzji”? Trochę przeginka se strony autorów ze spidersweba. W każdej recenzji tego czytnika znajdują się też jego plusy, nie można lumosowi odmówić dobrych stron

      1
  8. ciekawy pisze:

    Zainteresowała mnie aplikacja „Freebooks”, pozwalająca przeglądać darmowe katalogi książek z wielu źródeł. Nie będę oczywiście kupował dla niej nowego czytnika :) Jestem jednak w posiadaniu modelu Classic 2. Według informacji na oficjalnej stronie producenta najnowsze oprogramowanie dla tego modelu ma ten sam numer wersji co Lumos: 1.4.2. Wie ktoś może czy Classic 2 z tą wersją otrzymał też aplikację „Freebooks” ? Mam niemiłe doświadczenia ze zmianą wersji 1.0.0 na 1.0.2 więc od tamtej pory unikam uaktualnień, ale dla wygodnego dostępu do tylu katalogów podjąłbym ryzyko.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Mam (starszego) Prime z 1.4.2 i ta appka tam jest, więc pewnie będzie też na Classicu.

      Pytanie czy na pewno tego potrzebujesz? Książki można pobrać sobie na komputer i wgrać na czytnik, źródło po polsku jest jedno, po angielsku kilka i to raczej znanych.

      0
      • ciekawy pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Zrobiłem uaktualnienie i faktycznie Freebooks jest. Niestety większość źródeł nie działa, dostaję tylko komunikaty o przekroczeniu czasu oczekiwania, albo nieprawidłowym adresie ODP (czy jakoś tak). Z katalogów angielskojęzycznych działa tylko Feedbooks. Pomysł na wygodny dostęp do tylu źródeł jest świetny, wykonanie niestety marne.

        0
        • asymon pisze:

          Zobacz czy da się zainstalować appkę FBReader, zwykłą, androiową. Jest tam „Biblioteka sieciowa”, która łączy się z kilkoma podobnymi bazami.

          Ale zdajesz sobie sprawę, że to w większości książki z domeny publicznej, tj. starsze rzeczy?

          0
  9. thomeksch pisze:

    Robert może jakiś komentarz do tego:

    https://www.spidersweb.pl/2018/12/czytniki-e-bookow-to-zart.html/amp

    Wiem, będzie ciężko ale liczę na Ciebie 😉

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Mam już napisany, ale zastanawiam się czy publikować.

      1
      • bq pisze:

        Publikuj. Ludzie chca kupic prezenty daj im wiedze.

        3
      • asymon pisze:

        Ale co chcesz komentować? Nieprawdę napisał? :-D

        Ja wiem, że ludzie chcą być oryginalni, broń Boże nie podążać jak owce za stadem, żadnego piwa koncernowego, smakuje jedynie fioletowa IPA z kraftowego browaru Koczkodan, otwarte tylko w drugą środę miesiąca, godziny pojawią się na Instagramie, kupisz dwie butelki na głowę.

        Jakk nie chcą Kindle tylko inkbooka, czy Kiano, to niech oni sobie tego „polskiego” inkbooka kupią, niech ściągają Kobo od wujka z Kanady. Niech się potem bawią w reklamacje, co cię to?

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Toteż jak ktoś się decyduje na inkbooka czy pocketbooka z różnych bzdurnych powodów, że np. Amazon to zło, albo epub to dobro, ciężko mi to komentować. Niemniej zakładam, że każdy czytnik ma jakąś grupę odbiorców, a z Androida da się sporo wyciągnąć, choć instalowanie apek to jest zabawa dla każdego.

          0
    • Kera pisze:

      Pozlecam pooglądać starsze odcinki Kuby Klawitera 😈
      Zgadnijmy kto „zasponsorował” ten artykuł xd bo, jak zwykle, nie napisali 💩
      https://www.facebook.com/czytamantywebdlabeki/

      1
      • asymon pisze:

        Ja wiem że serwisy mają takie obco brzmiące nazwy, że człowiek nieprzywykły, ale żeby mylić Anty Web że Spider’s Web, to tego, no…

        0
        • Kera pisze:

          A zajrzałeś chociaż? Oj, chyba nie…

          0
          • asymon pisze:

            Zajrzałem i żałuję. Nie mam konta na FB, czy pomysł na tę stronę to jednozdaniowe komentarze do zrzutów ekranów z blogów o technice? Czy dla zarejestrowanych jest coś jeszcze?

            Czy powinienem wiedzieć, kim jest Kuba Klawiter, bo szczerze mówiąc pierwsze słyszę? Nie, to nie jest pocisk z cyklu „nie znam gościa”, po prostu chciałbym dowiedzieć się, co takiego skłoniło cię do polecenia tej stronki.

            0
            • asymon pisze:

              OK, mogłem sprawdzić przed nasmarowaniem komentarza, to youtuber. Rozumiem że profil „dla beki” jest jakimś sposobem walki z konkurencją, skutecznym czy nie, nie wiem.

              0
  10. Jerzy pisze:

    Robert, jak piszesz „mamy tu „tabletową” aplikację, która została dostosowana do e-papieru”.
    Mam pytanie czy rejestrując inkBOOK Lumos czy Explore z takową aplikacją do konta Legimi bez limitu urządzenie takie lokuje się na tym koncie jako tablet, smartfon czy może jednak jako czytnik?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Jako czytnik. Zresztą w takich przypadkach warto mieć abonament „z limitem”, bo wtedy można podpiąć pod konto 3 czytniki.

      Ale jeśli znajdziesz w sieci prawdziwe „tabletowe” APK z aplikacją Legimi i zainstalujesz na czytniku z Androidem – powinno być liczone jako tablet.

      0
      • Jerzy pisze:

        Dziękuję za odpowiedź. Pytałem bo coś mnie podkorciło i kupiłem za pośrednictwem pewnego dużego chińskiego serwisu internetowego czytnik Boyue T63, który po zainstalowaniu Legimi z pliku apk jest traktowany jako smartfon. Sam czytnik za te pieniądze nawet jest do zaakceptowania. Mam niejakie punkty odniesienia bo używam czytników od 5 lat; ostatnio Kindle Paperwhite III oraz od kilku miesięcy PB InkPad 3. Niestety egzemplarz, który dostałem ma katastrofalną baterię (nie wiem czy to przypadkiem nie reguła) i czeka mnie trochę korespondencji ze sprzedawcą by jakoś się od niego uwolnić :-).
        A wracając do wątku głównego to czy ten sprzęt pozwala na instalację aplikacji z plików *.apk?

        0
  11. Jerzy pisze:

    Tak dla porządku odpowiem sobie sam :-).
    Odpowiedź na moje pytanie znalazłem w recenzji powyżej jeden dzień później po przeczytaniu do końca recenzji …

    Co do moich bojów ze sprzedawcą z A..exp…. to skończyły się powodzeniem. Dostanę zwrot ceny; cały eksperyment kosztuje mnie koszty przesyłki do CN. Nauki kosztują… A nauczka podstawowa jest jedna – nie dotykać się czytników z androidowym systemem operacyjnym.
    Co do zaspokojenia potrzeb związanych z Legimi; podjąłem decyzję o zakupie drugiego czytnika PocketBook (InkPad 3 i Touch Lux 4 na jednym koncie „ebooki 1500”).

    0
  12. Dominika Stryszowska pisze:

    Mam wielki problem, przynajmniej dla mnie. Dostałam do recenzji książkę w formacie mobi, potem w pdf. Co zrobić żeby otworzyć ją na inkbooku? Próbowałam pobrać plik z poczty prosto na czytnik, niestety nie chce go otworzyć. Pdfa w ogóle nie chce pobrać. Co robię źle?
    Pozdrawiam

    0
  13. Majaczek pisze:

    Bardzo fajny czytnik, porównując z tymi na rynku to zdecydowanie zajmuje u mnie miejsce w czołówce. Mam go od jakiegoś czasu i wiem, że był. to dobry zakup. Daje wiele możliwość, ale dla mnie ważne jest, że ma przede wszystkim dużo większą pamięć od mojego starego no i sama jakoś ekranu również zachwyca. Spersonalizowałam sobie go pod siebie i to chyba jego największa zaleta!

    0
  14. Beata pisze:

    A co jeśli jednak pojawia się komunikat że aplikacja inkreader przestała działać i nie mogę otworzyć żadnej książki A reklamacja sprzętu została odrzucona bo podobno nic nie stwierdzono ??? Czytnik szedł mi 1 tydzień i tyle :(

    1
  15. Martynka pisze:

    Super! Uwielbiam ten czytnik

    0
  16. Arek pisze:

    Świetny wielofuncyjny czytnik, z fizycznym porzuciem przerwacania stron, polecam

    0
  17. Aleksandra pisze:

    Witam serdecznie, kupilam czytnik inkBOOK Lumos z abonamentem w Legimi ale oprócz czytanie zależy mi na słuchaniu (np kiedy spaceruje z wozkiem). Mam pytanie czy na tym czytniku mogę odsłuchiwać audiobooki ściągnięte np. ze storytel?

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności


Zapisz się na newsletter (wysyłany średnio raz w miesiącu)


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.