Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Test czytnika inkBOOK Explore – osiem cali z Androidem

Zapraszam do lektury pierwszego chyba w polskim internecie testu InkBOOK Explore. To ośmiocalowy czytnik produkowany przez polską firmę Arta Tech. 

W grudniu 2018 testowałem czytnik inkBOOK Lumos. Ponieważ oba urządzenia mają bardzo podobne oprogramowanie, większość uwag dotyczących obsługi Lumosa będzie aktualna przy Explore – nie będę więc wszystkiego powtarzał. Jeśli chcecie mieć pełny obraz, warto poczytać oba artykuły.

Przyjrzę się m.in. działaniom aplikacji Kindle, Storytel i Legimi. A ponieważ wielu z Was może zastanawiać się nad wyborem ośmiocalowego czytnika, będzie też trochę porównań z testowanym już tutaj PocketBook InkPad 3.

Artykuł został przygotowany przeze mnie we współpracy z firmą Arta Tech, której dziękuję za udostępnienie czytnika do testów. Opinie zawarte w artykule są wyłącznie moje.

Jak kupić inkBOOK Explore?

Jeszcze niedawno czytnik był do kupienia w sklepie producenta. Obecnie jest oznaczony jako niedostępny. [Aktualizacja: wrócił za 899 zł. W pakiecie dostajemy też 60 dni Legimi gratis].

Według Ceneo czytnik kupimy m.in. w Electro, Media Markt czy Redcoon za 999 zł.

Co warto wiedzieć o inkBOOK Explore?

Czytnik był zapowiedziany w kwietniu 2018, a jego przedsprzedaż ruszyła w lecie 2018. Były pewne opóźnienia w dostawie, pierwsi klienci otrzymali go wrześniu.

Na początku krótki przegląd specyfikacji:

  • Ekran 7,8″ w technologii eINK Carta o rozdzielczości 1872 x 1404 (300 ppi).
  • Oświetlenie z regulacją barwy.
  • Łącza Bluetooth i WIFI
  • Obsługa dźwięku (słuchawki podłączane przez Bluetooth)
  • Procesor i.MX6SL; 1 Ghz, jednordzeniowy
  • Pamięć RAM: 1 GB
  • Pamięć wewnętrzna: 8 GB. Około 5,8 GB na pliki użytkownika.
  • Gniazdo karty SD: do 32 GB
  • System: Android 4.4.2
  • Rozmiary: 192 x 140 x 9 mm
  • Waga: 242 g

Procesor jest chyba taki sam jak w Kindle Paperwhite IV, choć Amazon nie podaje specyfikacji.

Wygląd i trzymanie

InkBOOK Explore ma klasyczny wygląd, do którego producent nas przyzwyczaja w większości swoich czytników.

Ekran jest płaski z dość wąską ramką, pod ekranem znajdziemy klawisz ciśnieniowy. Jego funkcją jest powrót do poprzedniej funkcji, a ostatecznie do ekranu głównego.

Przycisk włączania – podobnie jak w Lumosie jest z tyłu urządzenia, co sprawia, że wymaga ono (tak jak np. Kindle Voyage) specjalnej okładki z dziurką. Niestety na razie takiej okładki producent nie oferuje.

Plusem są klasyczne klawisze z boku ekranu, moim zdaniem znacznie wygodniejsze niż te pod ekranem w PocketBooku.

Czytnik waży 242 g – nieco więcej od InkPada – ale trzyma się go wygodnie, jest dobrze wyważony. Tył czytnika jest matowy, co sprawia, że urządzenie nie wyślizgnie się z dłoni.

Podobnie jak w innych czytnikach z płaską ramką (np. Paperwhite IV czy Oasis) – palcuje się ona strasznie, choć akurat na ekranie odciski widoczne nie są.

Ekran i oświetlenie

Porównajmy ekran z InkPadem 3, który wydaje się być naturalnym konkurentem. Explore po lewej, InkPad po prawej. Ustawiłem taką samą czcionkę Roboto.

Nie ma wielkich różnic jeśli chodzi o kontrast ekranu czy nasycenie czerni. Barwa ekranu jaką widzicie różni się, ale to zależy od ustawień oświetlenia.

Oba czytniki mają jak wiadomo, regulację barwy. Zobaczmy jak to wygląda w ciemności.

Tutaj najbardziej wygodny, lekko ciepły poziom barwy.

Widzimy, że oświetlenie ekranu w Explore jest bardzo równomierne. Delikatne cienie mogą się zdarzyć na dole. Tu na zdjęciu mamy lekki wyciek światła z różnokolorowych diod – ale w praktyce nie jest to zauważalne (wybrałem dość wysoki poziom oświetlenia).

Warto jeszcze zauważyć, że zarówno jasność, jak i temperatura mają 11 „kafelków”, niemniej da się ustawić każdy kafelek w połowie – przez co możliwa jest dość dokładna regulacja.

Tutaj oba ekrany w najchłodniejszym ustawieniu.

Najzimniejsza barwa na Explore jest niemal fioletowa. Dobra do czytania rozważań postnych.

I najcieplej.

Możliwość regulacji barwy oświetlenia jest znacznie większa niż w Lumosie, tak więc kolor jest faktycznie ciepły – nie ma z kolei przesadzonej „pomarańczy” jak w InkPadzie 3.

Podsumowując – ekran inkBOOK Explore jest rewelacyjny i trudno się czegokolwiek przyczepić. Chciałbym, aby taka regulacja barwy była w Kindle Oasis.

Nawigacja i biblioteka

Ekran startowy jest jednym z najładniejszych, jakie znam w czytnikach e-booków. Zawartość standardowa: 3 ostatnio czytane książki i 5 ostatnio dodanych. W tle mamy tapetę.

Na dole skróty do Biblioteki, Aplikacji i trzech programów, które możemy zmienić w ustawieniach.

Czytniki inkBOOK, podobnie jak PocketBook – a w przeciwieństwie do Kindle – nie mają problemów z wyświetlaniem okładek książek w formatach EPUB i PDF.

Aplikacja biblioteki wygląda i działa podobnie jak na Lumosie, jednak co najważniejsze – tu jest więcej miejsca, bo na ekranie w trybie okładkowym mieści się 9 książek.

Uwaga: ukośne przełamanie na zrzutach ekranowych (widoczne w prawym dolnym rogu) wynika z błędu aplikacji, której do tego używam. 

Wygląda na to, że działanie aplikacji było projektowane właśnie pod 8 cali – na czytniku mniejszym jest ona mniej wygodna.

Jeśli mamy więcej e-booków i są one zorganizowane w foldery, możemy do nich dotrzeć po prostu przez aplikację „Pliki”

Jest to zresztą jedyna możliwość, aby odtworzyć muzykę.

Odczytywanie plików EPUB

Czytanie e-booków to najważniejsza funkcja czytnika, ale tu mogę powtórzyć większość tego o czym pisałem w teście Lumosa.

Mamy do wyboru sześć wielkości tekstu, kilka fontów z możliwością dodania swojego, a także po ustawienia interlinii i marginesów. Jest też tryb nocny.

Jeszcze mocniej niż przy Lumosie widać, że sześć rozmiarów czcionki to jest za mało, może być tak, że nie wybierzemy komfortowej wielkości. Poniżej najmniejsza możliwa czcionka w książce „Jacek” z czcionką Roboto.

Jestem pewien, że dla wielu osób będzie wciąż za duża.

A jak wygląda szybkość zmiany stron? Porównajmy ją z InkPadem.

Explore po lewej, PocketBook InkPad 3 po prawej.

Jest nieco wolniej, szczególnie na stronach, gdzie są ilustracje, ale poprawnie.

Ghostingu (czyli pozostawania drobinek atramentu) podczas czytania nie zauważyłem.

Wprawdzie czytnik obsługuje dźwięk, jednak w aplikacji inkReader nie mamy opcji „czytania na głos”, czy TTS, znanej choćby z PocketBooków.

Odczytywanie plików PDF

Na niemal ośmiu calach czytanie plików PDF jest znacznie wygodniejsze niż na sześciu.

Tu muszę jednak powtórzyć swoje uwagi dotyczące Lumosa – brakuje mi różnych opcji przycinania marginesów, trybu kolumnowego czy też dopasowania PDF do szerokości. Widzimy po prostu cały plik. Pamiętając choćby czytniki inkBOOK Obsidian czy Onyx – spodziewałbym się większej liczby możliwości.

No i jest jeszcze kwestia wydajności. W filmie poniżej macie przykład „trudnego” pliku PDF, który też testowałem przy Touch Lux 4.

Najpierw wyszukuję go przez bibliotekę, potem otwieram i zmieniam kilkanaście stron.

Pierwsze otwarcie zajmuje kilkanaście sekund (późniejsze są krótsze), zmiana stron – jak widzimy – trochę trzeba poczekać. Nie jest to dyskwalifikujące – większym problemem będzie brak możliwości obcinania marginesów, przez co plik jest czytelny, ale mogłoby być znacznie lepiej.

Brak obsługi plików DJVU

Testując czytniki o dużych rozmiarach ekranu sprawdzam też zawsze format DJVU – to niemal zawsze są skany, z których ciężko wyciągnąć tekst, tak więc dopiero duży ekran daje komfort czytania.

Tymczasem Explore nie obsługuje formatu DJVU i nie jest on widoczny w Bibliotece.

Formatu tego nie ma też w specyfikacji, więc to nie powinno być zaskoczeniem, ale to trochę dziwna sytuacja, skoro firma głosi, że:

Nie musisz się martwić formatem książki – inkBOOK wspiera wszystkie popularne formaty. Te mniej popularne także.

A tymczasem według mnie, DJVU jest czwartym po EPUB/MOBI oraz PDF formatem, który warto uwzględnić, bo korzystają z niego choćby biblioteki cyfrowe.

Można oczywiście – tak jak robiłem kiedyś na Kindle DX – przekonwertować DJVU do PDF, np. drukując go do PDF. Nie będzie straty jakości, jednak zazwyczaj taki plik będzie miał większe rozmiary.

Aplikacje androidowe

Podobnie jak na Lumosie, w pamięci czytnika nie mamy fabrycznie prawie nic. Instalację popularnych aplikacji umożliwia narzędzie inkBOOK Apps. Wśród rekomendowanych znajdziemy m.in. Amazon Kindle, słownik czy Legimi.

Poza tym możemy zainstalować m.in. Cool Readera czy Helion Reader, Facebook Lite, Instagram.

Niestety w stosunku do Lumosa mamy jeden brak – nie ma opcji „Zmień funkcję przycisków” – przez co nie da się ustawić, aby przyciski zmiany stron „imitowały” również przyciski głośności – a to jest warunkiem ich działania w wielu aplikacjach androidowych.

Aplikacja Amazon Kindle

Instalowanie aplikacji sztandarowego konkurenta może robić nieco perwersyjne wrażenie – jednak to jest istotne, gdy mamy swoją biblioteczkę książek w chmurze Kindle i chcemy się przenieść na inkBOOKa.

Tekst z książek Kindle wygląda fantastycznie. Znacznie lepiej niż np. na tabletach Fire HD czy iPadzie. Ba, powiedziałbym, że lepiej niż w aplikacji inkReader. Fakt, że tekst jest nieco cienki (i nie ma możliwości jego pogrubienia), ale na ekranie 300 ppi to nie przeszkadza.

Tak wygląda otwieranie książki i zmiana stron.

Niestety w wielu miejscach nie da się ukryć, że jest to aplikacja tabletowa, niedostosowana do e-inku. Mowa choćby o animacjach przy zmianie stron, których nie da się wyłączyć. Również logowanie i synchronizacja (szczególnie po dłuższej przerwie) jest dość powolne. Dlatego ciężko by było mi traktować Kindle jako jedyną aplikację do czytania.

Aplikacja Storytel

Explore był pierwszym czytnikiem, na którym zadziałała mi aplikacja Storytel z abonamentem na audiobooki. Zainstalowałem ją przez inkBOOK Apps, po czym sparowałem słuchawki Bluetooth, zalogowałem się na konto i… działa!

 

Storytel, jak na każdym tablecie z Androidem może działać w tle – tutaj nie jest to wyjątkiem.

Pamiętajmy jednak, że ilość pamięci sprawia, że ciężko o komfortowe korzystanie z innego programu w trakcie słuchania.

Aplikacja Legimi

Aplikacja Legimi działa podobnie jak na wszystkich czytnikach z Androidem. Wprawdzie na początku niemiłe zaskoczenie.

Ale po przełączeniu na Polskę – wszystko bez problemu, zalogowałem się, ściągnąłem książki i zacząłem czytać.

 

Jedno pytanie, które nasuwa się po teście Storytel – czy działają audiobooki? Niestety, Legimi w wersji e-inkowej obsługuje tylko e-booki. Należałoby poszukać wersji „tabletowej” i ją przetestować.

Ciekawostka: gdy zainstalujemy Legimi, możemy używać tego programu jako przeglądarki również do plików EPUB znajdujących się na czytniku.

Po pierwszym uruchomieniu plik zostanie dodany do naszej biblioteczki. Jeśli obsługa aplikacji Legimi nam odpowiada, można więc nią zastąpić domyślną.

Odtwarzanie muzyki

Rzut oka na aplikacje pokazuje, że chyba o czymś zapomniano, bo… nie widać programu do obsługi muzyki. Jednak jeśli klikniemy w plik .mp3 przez Pliki – uruchomi się prosty odtwarzacz.

Jeśli więc chcemy (i pamięć czytnika pozwoli) można podczas czytania słuchać muzyki.

Stabilność i szybkość

Podczas paru tygodni korzystania z inkBOOK Explore odniosłem wrażenie, że jest to czytnik, na którym może zawiesić się wszystko, łącznie z listą książek.

Albo z aplikacją do czytania.

Robiąc wczoraj filmy chciałem nakręcić uruchamianie aplikacji Kindle, co trwa jak widać kilkadziesiąt sekund. Jednak po uruchomieniu zaczyna ona synchronizację z serwerami, a następnie… zawiesza się.

Dopiero przy ponownym uruchomieniu wszystko było już OK.

Dlaczego tak się dzieje?

Rzut oka na specyfikację mówi wszystko. Jednordzeniowy procesor 1 Ghz oraz 1 GB pamięci RAM to o wiele za mało, aby komfortowo obsługiwać współczesne aplikacje androidowe. Nie liczmy na stabilność i szybkość znaną z tabletów. Tu potrzeba po prostu mocniejszej specyfikacji.

Czy taki czytnik byłby znacznie droższy? Dla porównania: niedostępny jak na razie w Polsce Likebook Mars z firmy Boyue w Niemczech kosztuje około 1000 zł, czyli niewiele więcej. a ma procesor ośmiordzeniowy o taktowaniu 1,5 Ghz…

Jeśli czytnik zaczyna nam zwalniać, warto kliknąć w ikonę managera aplikacji (trzecia od lewej) i zamknąć niepotrzebne.

Jeśli będziemy trzymali się zasady – jedna aplikacja w jednym momencie, nie powinno być tak źle.

Bateria i ładowanie

Jak zwykle przy czytnikach z Androidem nie ma tutaj cudów. Niemniej przez około tydzień bateria powinna potrzymać.

Explore jest pierwszym czytnikiem, który testuję, w którym zastosowano port USB-C. To jest standard przyszłości, więc nie dziwię się, że tutaj trafił. Choć oznacza to kłopoty jeśli mamy ładowarki na stary standard micro USB.

W zestawie mamy oczywiście kabelek USB – USB-C, który pozwoli nam podłączyć czytnik do komputera.

Podsumowanie

Jeśli szukamy czytnika z dużym ekranem, na którym wygodnie będziemy czytali epuby – tak, inkBOOK Explore się do tego nada. Jeśli chcemy korzystać z aplikacji androidowych – niektóre będą działały, z uwagami jak wyżej.

Natomiast ciężko liczyć na to, że Explore stanie się tabletem z e-inkiem, bo to wciąż czytnik – za wolny i za mało stabilny. O ile przy kosztującym 400 zł Lumosie mogłem przymykać oczy na pewne braki, tutaj trzeba być bardziej wymagającym. Szczególnie wkurzać może słabsza obsługa PDF niż w poprzednich modelach.

Wielka szkoda, bo ekran Explore jest bardzo dobry , również parę rzeczy w interfejsie (na które zwracałem uwagę przy Lumosie) wskazuje na to, że firma przebudowuje obsługę czytnika, tak aby była wygodniejsza i nie odstraszała początkujących. Niestety aby wszystko działało prawidłowo potrzeba przede wszystkim większej mocy, no i dopracowania niektórych funkcji.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

49 odpowiedzi na „Test czytnika inkBOOK Explore – osiem cali z Androidem

  1. thomeksch pisze:

    Dzięki :D

    Wreszcie się doczekałem… i ciągle nie mam odpowiedzi na pytanie Explore czy InkPad ;) no cóż sam sobie chyba będę musiał poradzić ;)

    I jeszcze pytanie: Czy może testowałeś Moon+ Readera – ostatnio zainstalowałem na moim Inkbooku Onyxie i jestem bardzo zadowolony.

    1
  2. Mx. pisze:

    Robercie,
    Dzięki za potwierdzenie moich opinii na temat stabilności Explore. Zgoda, ekran znakomity, ale wydajność i stabilność nędzna. Dlatego ostatecznie wybrałem Marsa, o którym piszesz. Można kupić legalnie z wysyłką do Polski na ereder.store, można u chińczyka, jak ktoś się nie boi, z okładką. Działają płynnie aplikacje andoidowe, łącznie z legimi/audio, Kindle itp.
    Co ciekawe – otwierając pudełko z Marsem miałem wrażenie, że wyszedł dokładnie z tej samej fabryki, co Explore, nawet folia i pudełko bardzo podobne (ok, w Explore trochę ładniejsze).

    1
    • thomeksch pisze:

      Tak patrząc przed chwilą na filmik o Marsie wydawało mi się, że oglądam jakiegoś inkbook (podobny wygląd ekranu, ikonek aplikacji itp.) – czy tylko mi się tak wydaje?

      Jak układa się wasza współpraca – czy jeszcze za wcześnie żeby powiedzieć?

      Jaki jest język menu (ewentualnie jakie są dostępne)?

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Producentem Marsa jest firma Boyue, ta sama która produkowała starsze inkBOOKi – ale przypuszczam, że nowsze też. :)

      2
  3. Piotr Pachowicz pisze:

    Mam InkPad 3 od trzech tygodni. Rzadko coś na nim się zacina – ostatnio parę razy Biblia ekumeniczna, ale plik jest pokaźnych rozmiarów. Czytając powyższy test i mając w pamięci narzekania innych osób na różne modele iniBooka, cieszę się ze swojego wyboru.

    0
    • KecajN pisze:

      Ja mam Inkpad’a 3 od ponad pół roku i za jego największą wadę uważam brak możliwości powiększania obrazków w ePUBach, duży ekran niewiele tu zmienia. A jak jest z tym w inkBook’u?

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Tak samo. Obrazków w epubach nie da się powiększyć. Jak przytrzymam dłużej, włącza mi się tryb podkreślania.

        0
  4. Zz pisze:

    Czy jest jakiś czytnik, na którym działałaby aplikacja Scribd?

    0
  5. Anaxa pisze:

    Rzeczywiście wszystkie się sprzedały, ale przyszła chyba nowa dostawa bo znowu są dostępne na https://inkbooks.eu/czytniki-ebookow/inkbook-explore
    Widziałam jeszcze w mediamarkcie je, ale u nich na stronie jest taniej.

    1
  6. Tomasz Dzierkowski pisze:

    Potwierdzam absolutnie wszystkie zarzuty pod adresem Explore. Kupiłem dwa miesiące temu i dopiero od stycznia Legimi działa. Wcześniej trzeba było piracka wersje instalować.

    Procesor i szybkość obsługi to żenujący poziom. Wstyd. Po szumnych zapowiedziach wyszedł paździerz. Ekran bardzo ładny ale szybkość odświeżania zwala z nóg. Tak jest powolna.

    2
  7. Sebastian pisze:

    Jakby ktos chcial aplikacje do czytania pod androida to polecam Librera Reader.

    0
  8. Magda pisze:

    @Robert Drózd:

    System: Android 4.4.2 czy 4.2.2?

    0
  9. Eczytanie pisze:

    Odnoszę wrażenie, że ekran w InkBOOKach ma lepsze właściwości optyczne niż w przypadku czytników PocketBook. Wejscie USB typu C było już w niektórych czytnikach Onyxa, min. w Boox Note.

    Na profilu facebookowym InkBooka, nieco wybiórczo-prowokacyjny cytat:

    ,,Podsumowując – ekran inkBOOK Explore jest rewelacyjny i trudno się czegokolwiek przyczepić..” Świat Czytników o nas!

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Dobry clickbait. :)

      Co do USB-C, racja, dopisałem, że to pierwszy, który testuję. Onyxa Note nie miałem w rękach jak dotąd.

      0
      • Eczytanie pisze:

        Na początku nie doczytałem, że to tylko o ekran chodzi:).

        Największa zaleta złącz typu C jest najmniej dostrzegalna – obojętnie którą stroną się wpina, wtyczka wejdzie. Zwróciłem na to uwagę, dopiero jak dzisiaj o tym przeczytałem.

        0
  10. debros pisze:

    „czytnik produkowany przez polską firmę Arta Tech” – tak z czystej ciekawości, gdzie mają swój zakład produkcyjny?

    4
    • Robert Drózd pisze:

      Mniej więcej tam gdzie amerykańskie firmy Amazon i Apple.

      4
      • Piotr pisze:

        Byłbym ostrożny w stawianiu ArtaTech’u w jednym rzędzie z Applem i innymi „prawdziwymi” producentami.
        Moim skromnym zdaniem/wydaje mi się/mogę się mylić, ale :) ArtaTech kupuje gotowe czytniki zaprojektowane i wyprodukowane przez (chyba) Boyue.
        Wkład ArtaTech to projekt własnego logo i modyfikacje oprogramowania (plus mnóstwo błędów wprowadzanych przy tej okazji).
        To tak oczywiście „moim skromnym zdaniem/wydaje mi się/mogę się mylić, ale”… :)
        Mnie wystarczyło kilka miesięcy spędzonych z jednym z poprzednich modeli tego „producenta”, by wyleczyć się z produktów firmy która „rzuciła rękawicę Amazonowi”. :)
        Z recenzji wnoszę, że wiele się nie tam nie zmieniło…

        8
        • Robert Drózd pisze:

          Tak było w przypadku pierwszych inkbooków – modele Onyx i Obsidian miały swoje odpowiedniki w ofercie Bouye.

          Te nowsze odpowiedników nie mają, choćby przez to, że wygląd jest zaprojektowany przez firmę ID Design, za co nawet dostali nagrodę: https://swiatczytnikow.pl/czytniki-inkbook-z-nagroda-red-dot-design-2017/

          Oczywiście to nie jest tak, że wszystko jest zaprojektowane od zera, a jeśli nawet jest (jak w przypadku czytnika PDF) nie zawsze można to uznać za zaletę.

          Co do PR-owych opowieści, każdy stara się wyróżnić na rynku :)

          0
          • debros pisze:

            Tak, wiem, czepiam się, ale trudno tu wobec tego mówić o produkcji. PR też powinien mieć swoje granice. Niezorientowani klienci mogą nabierać błędnego przeświadczenia, że mamy tu do czynienia z prawdziwym producentem, a nie tylko dystrybutorem a w zasadzie dostawcą na rynek polski. Nie lubię takiego podejścia. Później wszystkie media powielają tę samą informację: „Arta Tech: nowy polski producent elektroniki”. Uhm, jasne. Dla mnie to forma nadużycia.

            7
            • Cyfranek pisze:

              Wcale się nie czepiasz. To tak działa od dawna. Nawet model, który „polskie” miał chyba tylko logo dystrybutora, reklamowany był jako „stworzony z pasją w Polsce”. Ale wielu ludziom to jakoś nie przeszkadza.

              2
              • debros pisze:

                W przeciwieństwie do kilku innych modeli tworzonych dla pasjonatów lub doprowadzających do pasji ;-) Ech, chyba się starzeję bo marudny jestem :-D

                1
        • Mx. pisze:

          Nie znam modelu Boyue z wyłącznikiem z tyłu obudowy, zaś USB-C, pojawia się chyba dopiero w większych modelach 10″. Więc nie jest to prosty OEM, jest w tym jakiś design, autorski software itd.
          Czuję pewien podziw dla kolegów z Wrocławia, że im się chce robić „polskie” czytniki. Szkoda że efekty są czasem takie sobie i sprowadzają się do spolszczenia, przestawienia paru okienek i dodania obsługi Legimi.
          Jakby zrobili np dedykowany model dla osób starszych, z uproszczonym softem, łatwym zakupem ebooków, może zdalną pomocą w abonamencie, to byłoby to może coś oryginalnego i do sprzedania na całym świecie.

          2
          • asymon pisze:

            „Autorski design”, a w środku słaby, jednordzeniowy procesor.

            Dlaczego dla osób starszych? Bo podzespoły można dać słabsze? Może lepiej zrobić normalny czytnik, dla ludzi, i dodać software’owy tryb wyższej czytelności.

            Dobra integracja ze sklepem to podstawa i moim zdaniem brakujące ogniwo w tajemnicy małej popularności ebooków w Polsce. Ale z jakiegoś powodu nikomu w Polsce się to dotąd nie udało, próby były, mam Pocketbooka z logo empiku na pleckach.

            4
            • Mx. pisze:

              To były uwagi ogólnie do strategii produktowej (bezsensowne modyfikacje zamiast kreowania nowego rynku) a nie konkretnie do modelu Explore. Oczywiście czytnik dla osób starszych, powinien być jak najszybszy i niezawodny, a przede wszystkim przewidywalny w swoim zachowaniu – jak ja coś nacisnę a czytnik nie zareaguje prawidłowo, to wiem, że muszę nacisnąć jeszcze raz albo zrobić to inaczej, zaś człowiek starszy może uznać, że coś źle zrobił albo zepsuł.
              Oczywiście może być to tryb dodatkowy dla normalnego czytnika, ale może też iść za tym dedykowany design, bo np uznamy, że taki klient oczekuje większego ekranu ale niekoniecznie większej rozdzielczości, skoro będzie czytał tekst powiększony, że np trzeba kilka dać kilka dużych przycisków a nie ekran dotykowy itp.

              3
              • Robert Drózd pisze:

                Pierwszą rzeczą jaką bym zablokował w takiej sytuacji byłyby wszystkie funkcje Androida. Jeden soft do czytania, działający. Zresztą takie Kobo też chodzi na Androidzie, a producent ani myśli, by oblokować instalację aplikacji (choć jest to chyba możliwe po zrootowaniu).

                2
            • j4c0b pisze:

              bo mózgi osób starszych pracują wolniej i jest szansa że nie zauważa że to się wlecze jak krew z nosa.

              1
            • debros pisze:

              @asymon
              „słaby, jednordzeniowy procesor”.
              To akurat łatwo jest uzasadnić. Firma NPX w procesorze i.MX 6SoloLite oferuje wszystko w jednym (w tym zintegrowany kontroler eink), co upraszcza projektowanie i rozwój. Więcej informacji tutaj:
              https://www.nxp.com/products/processors-and-microcontrollers/arm-based-processors-and-mcus/i.mx-applications-processors/i.mx-6-processors/i.mx-6sololite-evaluation-kit:IMX6SLEVK

              0
              • asymon pisze:

                Dwurdzeniowy i.MX 7 też ma obsługę e-ink, jest montowany w 7-calowym Oasis.
                Fragment specyfikacji:

                The features of the i.MX 7Dual family of processors include the following:
                • Electronic Paper Display Controller (EPDC)—The processor integrates an EPD controller that supports E Ink color and monochrome panels with up to 2048 x 1536 resolution at 106 Hz refresh, 4096 x 4096 resolution at 20 Hz refresh, and 5-bit grayscale (32-levels per color channel).

                Ale nie wiem, czy Amazon nie ma jakiejś wyłączności, na blogu goodereader.com autor pisze, że „jego źródła” mówią o braku zainteresowania producentów, ale gość czasem różne rzeczy pisze :-) Może po prostu inni producenci wolą wkładać ośmiordzeniowce do większych ekranów.

                https://goodereader.com/blog/e-paper/do-not-expect-nxpfreescale-i-mx7-on-e-readers-anytime-soon

                1
              • Mx. pisze:

                Ta dyskusja jest bardzo ciekawa z punktu widzenia rozwoju technologii e-ink, ale z punktu widzenia użytkownika liczy się tylko, czy czytnik będący wynikiem tego projektowania i rozwoju spełnia swoją rolę czy też nie (bo np jest zbyt wolny, lub zawiesza się).
                Można to osiągnąć np używając mocniejszego procesora (co podnosi koszty), można optymalizować soft (co też kosztuje). Nie wiem, jaką drogą poszedł Inkbook, ale chyba żadną.

                1
    • j4c0b pisze:

      we wrocławskim parku technologicznym:) gdzie przepakowują bouye w swoje obudowy. czy już się stamtąd wynieśli za zaniżanie poziomu

      0
  11. j4c0b pisze:

    hola hola ten mars ma andka 6.0 czyzby w końcu eink wydał sterowniki do nowszych androidów? skoro bouye produkuje to i artatech te z mógłby:) przeciez elektronika z tej samej fabryki:)

    0
    • debros pisze:

      @j4c0b, nie tylko Bouye ale też Onyx (ONYX BOOX MAX 2) ma Androida 6. YotaPhone 3 nawet 7.1.1 (planowana aktualizacja do 8.1). Problemem jest to, że E Ink nie udostępnia publicznie niezbędnych informacji. Można je uzyskać wyłącznie w ramach umowy o zachowaniu poufności. No i zapewne za odpowiednią opłatą, biorąc pod uwagę ile patentów ma E Ink.

      0
  12. j4c0b pisze:

    Dziwię się firmie Artatech że oni ciągle jakoś nie mogą zawojować naszego rynku, tłuką kolejne inkbooki ale nie ma tutaj „PASJI”. Jakby nie chcieli stworzyć czegoś naprawdę wyjątkowego. Zawsze jest jakieś ale. No super fajny duży ekran to wsadźmy jakieś pasztetowe 1 rdzeniowe cpu co ledwo daje rade z interfejsem gui. A ile już obietnic było ze do starych modeli do firmwareu dołożą funkcje z nowych modeli.
    no przepraszam ale skoro do jedno rdzeniowego cpu dają takie nakładki systemowe i launchery że stary wysłużony inkbook ONYX by to bez mrugnięcia oka przyjął. ale nie nie wydamy niech klient kupi nowe urządzenie, z gorszym cpu i niech go dalej krew zalewa. z takim podejściem jak oni nadal sa na rynku ?

    4
  13. Artur pisze:

    Ja z tego czytnika jestem bardzo zadowolony. Dla mnie swoją funkcję spełnia bardzo dobrze, otwiera praktycznie wszystkie rodzaje książek, wysoka rozdzielczość i polskie menu (dla mnie baaaardzo ważne – niestety z językami jestem na bakier :P). Bateria nie trzyma długo, ale na androidzie cięzko tego oczekiwać

    0
    • Cyfranek pisze:

      Bateria nie trzyma długo, ale na androidzie cięzko tego oczekiwać – ależ można tego oczekiwać, tylko musi być ten system porządnie zoptymalizowany, dopracowany. Przykładem są czytniki Sony oraz Tolino.

      3
      • Robert Drózd pisze:

        A to na Sony i Tolino ten Android jest otwarty i można tam instalować wszystko co chcemy? Bo chyba o to się właśnie rozchodzi. Otwarcie Androida = problemy z baterią.

        0
        • asymon pisze:

          Nie rozumiem skąd to parcie na powolnego i zasobożernego Androida? Jest sprawdzony Linux, z bogatą biblioteką oprogramowania na architekturę ARM, można dać opcję instalacji własnych aplikacji z repozytorium Debiana, jak na Raspberry Pi, oczywiście na własną odpowiedzialność.

          Kindle i Pocketbooki śmigają na Lunuksie, ale nie, zróbmy czytnik na dziadowskim Androidzie 4.x i napiszmy że klient może sobie instalować dowolne oprogramowanie (tak naprawdę to nie). Nie wiem o co chodzi, o Angry Birds?

          1
          • debros pisze:

            @asymon – zapewne dlatego, że jest to ukłon w stronę klienta i jego przyzwyczajeń ze smartfona czy tabletu. Jak powiesz przeciętnemu użytkownikowi, że ma zainstalować na Androidzie taką a nie inną aplikację – żaden problem (z reguły). Ale wspomnij o Linuxie, repozytoriach, instalacji pakietów itp. „Paaanie, ja nie jestem programistą czy innym hakierem”.

            1
            • Artur pisze:

              W stu procentach się zgadzam! Jakby nie było, android jest bardziej intuicyjny dla ludzi, którzy obcują głownie z nim, a nie oszukujmy się, raczej mało jest osób ogarniających linuxa. Firma postawiła na androida bo to zwyczajnie dla użytkowników wygodniejsze, ot co! Dlatego uważam że wygodniej i lepiej jest sięgnąc po taki czytnik. Nie wiem jak wam – mi aż tak bardzo nie przeszkadza troche krótszy okres na baterii. Na poprzednim czytniku nie mogłem otwierać komiksów – tutaj mogę, plusik od mojego dziecka, zapalonego fana komiksów leci do arta tech :P

              0
          • Mx. pisze:

            Zagrałem właśnie w Angry Birds na Likebook Mars, żaden problem.
            A na Androidzie klient może chcieć np aplikacji Legimi, Kobo czy Kindle, lub każdej innej która udostępnia książki w abonamencie lub z DRM.
            Przy okazji – może to nie tylko kwestia Androida, tylko większego ekranu i rozdzielczości? Osiem cali wobec sześciu to jakies 80% więcej pixeli do przemalowania, więcej LEDs do podświetlania itd?

            0
            • Pav. pisze:

              Czy Likebook Mars umożliwia instalację czytników księgarnianych np. Woblinka, Virtualo, Publio, nie mówiąc o Legimi? A jak z ew. spolszczeniem interfejsu?

              0
              • Mx. pisze:

                Nie korzystam z czytników Woblinka i Virtualo, ale Legimi regularnie, z Publio czytam tylko jakąś prenumeratę i nie ma problemów. Zainstalowałem przed chwilą Woblinka – również płynnie. Wszystkie instalują się z Google Play i działają, traktując Marsa jako smartfon z Androidem, Legimi nawet audiobooki odtwarza.
                Po ostatnim updacie pojawiła się na Likebooku cała strona ustawień jasności, kontrastu, odświeżania, opóźnienia animacji (???), szybkiego trybu A2, dla każdej aplikacji oddzielnie.
                Polskiego interfejsu brak, ale można pisać pewnie do producenta, może zrobią. Ostanio pojawił się niemiecki, ale jakość tłumaczenia była podobno słaba.

                Namówmy razem Roberta, żeby zrobił porządny test Likebooka (Marsa, a od kilku dni wchodzi na rynek 10″ Mimas z tymi samymi bebechami), to będziemy mieli obiektywną opinię i porównanie.

                2
        • debros pisze:

          „Otwarcie Androida = problemy z baterią” – niekoniecznie. Jak najbardziej poprę tutaj Cyfranka i narcystycznie zacytuję samego siebie z forum eksiazki: „orientacyjny całkowity czas działania czytnika od 100 do 5% baterii (przy 5% urządzenie się wyłącza) wyniósł ok. 552 godziny (10 dni nieużywany ze względu na wakacje zimowe), w tym czas pracy na włączonym ekranie SoT (screen on time) trochę ponad 22 godziny. Przeliczając to na „czas Amazonu” (1/2 godziny czytania dziennie z wyłączonym WiFi – u mnie tryb samolotowy) daje to odpowiednio 44 dni / 6 tygodni. Czytnik nigdy nie wyłączany, zawsze usypiany”. Mowa o czytniku Tolino Shine, który zadebiutował na rynku w 2013 roku. Urządzenie zrootowane, nakładka systemowa ADWLauncher 1 oraz temat Minimalist_Black. Z rzeczy Googlowych to sklep Play (mało funkcjonalny bo Android 2.3.4 nie ma już oficjalnego wsparcia, alternatywą jest Aptoide) oraz Gmail do przesyłania książek. Od momentu zrootowania minęły już 2 lata, nie stwierdziłem problemów z baterią. Inna rzecz, że nie „żongluję” aplikacjami. Raz zainstalowany ulubiony pakiet nie wymaga grzebania.

          2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Zapisz się na newsletter (wysyłany średnio raz w miesiącu)

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.