Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Piractwo e-booków – największe mity czytelników i branży wydawniczej

Piractwo e-booków to taki temat, który zawsze budzi wielkie kontrowersje. 

Mamy tutaj sporo nieporozumień i to z obu stron. Autorzy, wydawcy i sprzedawcy książek patrzą na ten temat zupełnie inaczej niż czytelnicy. Samo określenie „piractwa” bywa kwestionowane, bo fakt – na gruncie polskiego prawa ściąganie e-booków nie jest nielegalne, zabronione jest tylko udostępnianie, poza dozwolonym użytkiem. Dlatego przez lata branża atakowała przede wszystkim pośredników, którzy ułatwiali takie udostępnianie. Pamiętamy choćby pozwy przeciwko serwisowi Chomikuj. Dziś odnoszę wrażenie, że „wymiana książek” przeniosła się na Facebooka, którego o dziwo nikt nie chce pozywać.

Problem wciąż pozostaje i choć pisałem o piractwie już tutaj wiele razy – sądzę, że warto zebrać w jednym artykule najważniejsze – ale błędne – argumenty zarówno branży, jak i piracących czytelników.

Mity branżowe

Zacznijmy od tego, co opowiada nieraz branża wydawnicza i dystrybucyjna.

Mit 1. „Tracimy setki milionów!”

To są te wszystkie ogromne liczby podawane przez branżę, ile to oni niby co roku tracą. Bierze się np. szacunek liczby ściągniętych e-booków, mnoży przez cenę okładkową i proszę bardzo. Już w 2013 komentowałem tutaj doniesienia, które głosiły że „wartość e-booków, które sprzedawałyby się rocznie, gdyby nie było piractwa, sięga 250 mln zł”.

Z kolei parę lat temu omawiałem raport renomowanej firmy Delloitte, której wyszło, że Polacy wydają co roku 144 mln złotych na… nielegalny dostęp do książek, a 153 mln – prasy. Pokazywałem absurdalność tych kwot – znacznie wyższych niż wielkość rzeczywistego rynku e-booków i e-prasy w Polsce.

Weterani pamiętają, że wciąż istnieje serwis stratakazika.pl, który nabija się z podobnych wyliczeń na rynku fonograficznym.

Nie ma tutaj zaskoczeń – im większa potencjalna strata, o tym większe profity branża może walczyć, szczególnie jeśli chodzi o regulacje prawne.

Co ciekawe, jeśli chodzi o wewnętrzną komunikację, czasami wygląda to inaczej. Np. w 2013 wyciekł list Springera do autorów, w którym wydawnictwo stwierdzało, że „piractwo e-booków oraz dzielenie się plikami” nie ma szkodliwych efektów.

Mit 2. „Czytanie nielegalne”

Przyznaję, że wkurzają mnie takie nazwy inicjatyw jak „Legalna kultura”. Czy w sytuacji spadającego poziomu czytelnictwa powinniśmy piętnować kogokolwiek za to, że książkę ściągnął, a nie kupił?

Z czytających ściągnięte e-booki nie robią się młodzi kryminaliści, a konsumenci kultury, którzy prędzej czy później zaczną za nią płacić. Bo na przykład będą mieli pieniądze. Ja po 30-ce kupiłem sporo płyt, które miałem wcześniej „z internetu”, albo przegrywałem je od znajomych. Wiele osób po latach kupuje kolekcjonerskie wydania, które stoją na półce, a w praktyce z nich nie korzystamy. To też jakaś forma wyrażenia wdzięczności ulubionym artystom.

Dlatego choć nie zgadzam się na relatywizowanie piractwa (o tym piszę dalej), rozumiem że niektórzy mogą nie mieć wyboru.

Mit 3. „Ograniczajmy dostęp, bo będą kraść”

To jest podstawa „kultury DRM”, która dominuje w wielu krajach i która bardzo przeszkadzała w zdobyciu popularności przez e-booki jeszcze 10 lat temu. Czytelnika traktuje się jak potencjalnego złodzieja i utrudnia mu życie w imię zabezpieczeń.

Trzeba rzecz jasna powiedzieć, że stoi za tym całkiem rozsądny (dla branży) argument – stosując DRM przywiązujemy klienta do konkretnej platformy. Ktoś kto kupił w Stanach Kindle jest uwiązany do systemu Amazonu i nie kupi książek ze sklepu Kobo. Podobnie na odwrót.  W Polsce na szczęście (dla czytelników) zdarzyło się tak, że mamy wielu graczy i DRM się nie przyjął. I dlatego mamy dziś możliwość zakupu e-booków w kilkudziesięciu księgarniach.

Inaczej wygląda sprawa w przypadku wypożyczeń czy abonamentów – tutaj DRM jest rzeczywiście sensownym rozwiązaniem, aby zapewnić dostęp do treści na jakiś czas. To, że wiąże się z różnymi ograniczeniami (np. konieczność regularnej synchronizacji czytnika w przypadku Legimi), jest niestety kosztem.

Mity czytelników

Nie bez winy są też czytelnicy, którzy ściągają nielegalnie udostępnione e-booki. Niektóre argumenty powtarzają się w każdej dyskusji.

Mit 1. „E-book nie może być taki drogi. Obniżcie ceny, a będziemy kupować”

E-booki w Polsce nie są drogie. Większość możemy kupić przy odrobinie cierpliwości za kilkanaście złotych, można śledzić promocje (choćby na naszym blogu), albo poczekać na alert.

Nominalne ceny e-booków są wysokie i to jest problem, ale pamiętajmy skąd się bierze. Jak pisałem – ha, już sześć lat temu – w artykule o cenie 9,90 zł – na takim konkurencyjnym rynku jak nasz działają mocno promocje cenowe. A żeby pokazać promocję, cena wyjściowa musi być wyższa. I były już eksperymenty, że obniżano ceny na stałe – nie powodowało to wzrostu sprzedaży.

Bilet do kina w dużym mieście może dziś kosztować nawet 30 zł, a w bonusie dostajemy na starcie 20 minut reklam. Mimo tego sale multipleksów są pełne, a przynajmniej takie bywały przed pandemią. Ale jak ktoś ma zapłacić 20 zł za książkę, która zapewni mu kilkanaście godzin rozrywki – to wymyśla argumenty o cenie.

„E-booka nie mogę odsprzedać”, więc musi być tańszy? Ten argument niezmiennie mnie bawi. Kiedy ostatnio próbowaliście sprzedawać swoje papierowe książki? Ja w ostatnich 10 latach raz: w większości były to tytuły „zawodowe” kupione w Amazonie po kilkadziesiąt dolarów. Wystawione na Allegro poszły średnio po 30-40 zł. Nie tak źle. Ale ile było roboty z kontaktem, wysyłką, sprawdzaniem przelewów. Jedyna zaleta była taka, że spotkałem się z paroma znajomymi, którzy zdecydowali się na zakup i odbiór osobisty – a których nie widziałem od paru lat.

Nie, poza białymi krukami czy książkami rzeczywiście ważnymi nie sprzedasz większości swoich książek w sensownej cenie.

Wypada mi tu jeszcze raz zacytować fragment świetnego Rzeczy, których nie wyrzuciłem Marcina Wichy:

Biblioteki są zapisami naszych czytelniczych porażek.
Jak mało w nich książek, które naprawdę nam się podobały. Jeszcze mniej takich, które podobają nam się przy kolejnej lekturze. Większość to pamiątki po ludziach, którymi chcieliśmy być. Których udawaliśmy. Których braliśmy za siebie.

Autor po śmierci matki próbuje się pozbyć książek. Nikt ich nie chce. Znajomi nie mają miejsca, antykwariaty twierdzą że to makulatura.

Tak, biblioteczka zbierana przez całe życie ma wartość tylko dla nas. Nie znaczy to, że nie należy kupować książek papierowych (sam to wciąż robię), ale nie łudźmy się, że książka papierowa jest bardziej wartościowa, bo ma formę materialną. Czasami będzie wręcz przeciwnie.

Mit 2. „Ściągając e-booka nikogo nie okradam”

Niektórzy dodają jeszcze, że ściągnięcie e-booka jest jak wypożyczenie książki z biblioteki – przecież autor na tym nie zarabia. Tutaj są akurat w błędzie, bo od paru lat autorzy mogą domagać się wynagrodzeń za wypożyczone książki i są to podobno całkiem przyjemne kwoty.

Nikogo nie okradasz, jeśli ściągniesz tego e-booka i leży na dysku, nic z nim nie zrobiłeś. Nikogo nie okradasz również, jeśli ściągnąłeś e-booka, którego nie można było kupić.

Ale jeśli miałeś możliwość kupna e-booka, ale tego nie zrobiłeś, tylko skorzystałeś z wersji udostępnionej nielegalnie – to dokonałeś wyboru: nie zapłaciłeś wydawcy, ani autorowi.

Tymczasem autorzy książek to nie są zespoły muzyczne, które dostają tantiemy z radia, sprzedają bilety na koncerty, na tych koncertach gadżety. Możesz więc piracić muzykę ulubionego zespołu, ale zapłacisz za koncert. A jeśli na przykład ściągniesz książkę Wojciecha Chmielarza, to przecież nie kupisz na jego koncercie koszulki z komisarzem Mortką. Trzeba sobie uświadomić, że nie mamy innego sposobu, aby wynagrodzić autorów, jak tylko przez kupowanie ich książek. Jeszcze gorsza jest sytuacja tłumaczy – ci są zależni od zleceń, a te będą, jeśli tłumaczone tytuły się sprzedały.

Również wsparcie dla wydawców się liczy, bo to oni wykonują wielką pracę, wybierając najpierw autorów, dbając o redakcję, skład, promocję – no i ponoszą też ryzyko, że po prostu na danym tytule stracą.

Mit 3. „Wszyscy piracą”

To jest taki klasyczny mechanizm projekcji. Jeśli ja i moi bliscy coś robimy, wydaje nam się, że wszyscy to robią. Otóż nie.

To jest tak jak z grami: owszem, kiedyś wszyscy piracili, bo nie było legalnej alternatywy, a jak była to droga. Też nabywałem gry „na stadionie”, przegrywałem od znajomych, regularnie odwiedzałem znaną słowacką (?) stronę Astalavista. No, ale dzisiaj moja biblioteczka legalnych gier na Steamie puchnie, większy problem mam ze znalezieniem czasu niż pieniędzy. Gry na PC dające nieraz setki godzin rozrywki kupimy po premierze za 200 zł, a parę lat później za kilkadziesiąt zł, a czasami taki Epic Games rozda je za darmo. Nie ma potrzeby piracenia.

No i tak się dzieje z e-bookami. Mamy coraz więcej możliwości taniego zdobywania e-booków, powiedziałbym że kilka kliknięć w ulubionych księgarniach jest w tym momencie prostsze niż przeszukiwanie Chomika.

Nie mylmy oczywiście piracenia z dozwolonym użytkiem. Prawo autorskie zezwala na kopiowanie utworu na własne potrzeby i udostępnianie go bliskim. Zakupionego e-booka możemy zatem czytać swobodnie w całej rodzinie, a także pożyczyć znajomemu. Ale nie róbmy kurtyzany z logiki i nie udawajmy, że oto naszymi znajomymi jest połowa świata, albo grupa „czytelnicza” z Facebooka.

Podsumowanie

W tych wszystkich argumentach i dyskusjach widzimy dwie rzeczy.

Po pierwsze: niezrozumienie z obu stron.

  • Branża może nie rozumieć, że kogoś na książkę po prostu nie stać i że tolerując piractwo wychowuje sobie być może przyszłego klienta.
  • Czytelnicy mogą nie rozumieć, że jeśli ich ulubiony autor nie sprzeda odpowiedniej liczby książek, to… następne mogą się nie ukazać.

Po drugie: hipokryzja – i to też po obu stronach:

  • Branża świadomie powiększa swoją wirtualną stratę, aby mieć lepszą pozycję negocjacyjną w walce o surowsze regulacje.
  • Czytelnicy szukają nieraz rozmaitych wymówek, aby za e-booki nie płacić. Ten temat poruszałem parę lat temu w artykule: Wszystkie nasze pirackie hipokryzje. Oj, wtedy się działo w komentarzach.

Kto tutaj błądzi bardziej?

Po niemal dziesięciu latach promowania na tym blogu książek na czytniki jestem jednak zdania, że bardziej błądzi część czytelników.

Bo jednak branża się uczy – od lat nie mamy już DRM, no a tolerancja wobec „piratów” nigdzie nie jest deklarowana, ale ma miejsce. Znaki wodne znajdziemy w niemal wszystkich e-bookach, a czy słyszeliście o pozwie wobec kogoś, kto książkę nielegalnie udostępnił?

Wielu czytelników nawróciło się na „legalne” e-booki i jeśli to możliwe – uzupełnia swoje biblioteczki. Większość sklepów donosi mi co roku, że sprzedaż im rośnie.

Jednak część miłośników literatury wciąż chyba nie rozumie, że razem z autorami i wydawcami jedziemy na jednym wózku. Coroczne badania Biblioteki Narodowej nie pozostawiają złudzeń. Czytanie jest w Polsce zajęciem elitarnym. Od nas wszystkich – i naszych portfeli – zależy, czy branża wydawnicza przetrwa. Te kilkanaście złotych wydanych na e-booka nam zapewni dobrze spędzony czas, zaś autorowi dołoży się do obiadu. Smacznego!

PS. Wrzuciłem link na Wykop, jeśli macie tam konto, poproszę o zagłosowanie. :-)

Zdjęcie: TheVisualsYouNeed/depositphotos

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

218 odpowiedzi na „Piractwo e-booków – największe mity czytelników i branży wydawniczej

  1. Dawid pisze:

    Szczytem absurdu nadal zostają jednak ludzie, którzy pobrali nielegalnego ebooka i atakują wszystkich (na czele wydawcę i autora) za jego jakość. :D

    33
  2. h. pisze:

    E-booki musza być tak drogie, bo jest wyższy VAT, a nie, czekaj… xD

    21
  3. konwicki pisze:

    Spoko artykuł. Po sobie i znajomych widzę prawidłowość: ci, co najwięcej „piratują”, też najwięcej kupują. Dotyczy to zresztą wszystkich rodzajów sztuki. Ci, co wolą wydać 15 zł na ośmiopak piwa w promocji nie będą tracić czasu, by szukać nielegalnych źródeł muzyki, filmu, czy książki. Im co innego jest do życia potrzebne.

    23
    • Maria pisze:

      Moje obserwacje są podobne. Poza drobnymi wyjątkami ludzi których rzeczywiście nie stać i ściągają zamiast chodzić do bibliotek.

      Należałoby sobie w takim razie zadać zasadnicze pytanie. Dlaczego skoro najwięcej ściągają ci którzy też najwięcej wydają oni mimo wszystko ściągają?

      Moja odpowiedź brzmi lepiej być „złodziejem” niż frajerem. Podam kilka przykładów (niekoniecznie z mojego osobistego życia więc nie biczujcie, ale napiszę w pierwszej osobie bo to lepiej oddaje myśli):
      1. Czułabym się jak frajerka płacąc za ebooka więcej niż za papier więc kupię papier (dla uspokojenia sumienia) a ściągnę i przeczytam ebooka.
      2. Czułabym się jak frajerka postępując jak wyżej wiedząc że papieru nigdy nie przeczytam. A dodatkowo jak hipokrytka – szkoda drzew! Więc nawet nie kupię papieru tylko ściągnę ebooka.
      3. Czułabym się jak frajerka musząc czekać na oficjalnego ebooka podczas gdy papier już wyszedł i inni czytają. Skoro wydawca nie chce moich pieniędzy to nie.
      4. Czułabym się jak frajerka tracąc godziny na odnalezienie wszystkich dzieł jakiegoś pisarza (albo jakiejś kolekcji) po kilku księgarniach a niektórych tytułów wcale, podczas gdy w pięć minut mogę ściągnąć komplet. Chętnie zapłacę ale nie wymagajcie ode mnie zakładania kont w kilku miejscach i klikania milion razy.
      5. Czułabym się jak frajerka płacąc za książkę, którą aby przeczytać musze przekonwertować i ręcznie poprawić tracąc mój czas.

      Ktoś powie że to samousprawiedliwianie się. Nie zgadzam się. Tym co mam najcenniejszego nie jest 20zł za książkę ale mój czas. Czasy się zmieniają nawet skostniałe allegro wprowadziło abonament na darmowe dostawy a teraz kupowanie jednym kliknięciem. I choć kupowanie czasem przez ten serwis jest droższe niż bezpośrednio na stronie u producenta albo w innym sklepie to wybieram allegro. Bez zakładania kont, potwierdzania maili, logowania do banku celem zatwierdzenia transakcji i tak dalej. Liczy się czas i wygoda. Myśl może tu zatoczyć koło bo Amazon też często nie jest najtańszy ale ludzie tam kupują ze względu na wygodę i jakość obsługi (zwroty, gwarancje).

      No i na koniec pozostaje ciągle nieuregulowana kwestia własności kupowanych ebooków. Dawniej sprawa była jasna płaciło się za usługę dostęp do treści. Coś jak dożywotni abonament na siłownię. Stąd dyskusje o niższym VAT były bezzasadne. W momencie śmierci usługobiorcy stosunek prawny przestawał istnieć. Nikt cyfrowej biblioteczki nie mógł odziedziczyć. Późnij w polskich księgarniach ze zdziwieniem odkryłam że te zapisy poznikały (nie wiem, czy wszędzie i czy wszędzie od początku były) i teraz w zasadzie nie wiadomo za co płacimy. Żadna księgarnia nie chce jednoznacznie odpowiedzieć na proste pytanie czy kupuję egzemplarz utworu w świetle prawa autorskiego. Jeśli by tak było to taki egzemplarz można dowolnie odsprzedawać, darować i dziedziczyć, ale księgarnie jak ognia boją się rynku „używanych” ebooków.

      Kiedyś w jednej z księgarni chciałam kupić dziecku lekturę szkolną. Przeczytałam że księgarnia nie sprzedaje mi książki ale osobistą niezbywalną licencję na jej czytanie i nie mam prawa jej nikomu innemu udostępniać. W tym momencie zrezygnowałam z zakupu bo mając więcej niż jedno dziecko nie będę kupowała kilku egzemplarzy ebooków.

      P.S. Do twórców. Załóżcie sobie konta na patronite lub podobnym serwisie. Wiele osób chętnie was wesprze jeśli tylko będą mogli zrobić to w sposób wygodny. Jaki to jest potencjał dobrze pokazuje radio nowy świat założone przez byłych dziennikarzy trójki.

      30
  4. mjm pisze:

    Mit 2. „Ściągając e-booka nikogo nie okradam”
    Już w kilku miejscach czytałem, że o ile w Polsce bardzo ciężko jest się utrzymać „z pisania książek”, to już da się żyć „z bycia pisarzem”. A clue tego stanowią spotkania autorskie organizowane przez biblioteki i ośrodki/domy kultury.

    8
  5. Magda pisze:

    A ja jestem z tych co chcą czytać ebooka, a wersje papierowa postawić sobie na półce. I jak z tego wybrnąć? Kupować i płacic dwa razy za jedną książkę? Marzy mi się ebook w pakiecie z wersja papierowa… Kupowałabym jak wariatka :)

    40
    • Bolek_and_Lolek pisze:

      To jest trend który faktycznie powinien się wykształcić. Oferty książka plus ebook gratis. Może Robert pollobowałby jakimiś artykułami na ten temat :)

      2
    • Magda pisze:

      O tak, to też moje marzenie :)

      0
    • Pingwin pisze:

      Chyba wydawnictwo SQN miało w ofercie promocję na papierową wersję ebooka, którego się kupowało. Ale wydaje mi się, że było to tymczasowe. Warto jednak szukać i się czaić :).

      0
    • masurrrro pisze:

      No to się dopiszę, że też tak mam. Papier zawsze kupię, ebooka spiracę. Ale jakby były jakieś pakiety, to z wygody kupowałbym obie wersje. Zakładając, że dopłacałabym nie więcej niż 20% do ceny papieru.

      0
        • Bolek_and_Lolek pisze:

          No i ta oferta dubletów dobitnie pokazuje jaki jest realny koszt ebooka…. 5 zł!
          Bo tyle doliczają do wspólnej oferty z ebookiem. Czyli upadają wszelkie niewiarygodne teorie o kosmicznych kosztach licencji i tantiem ebooka

          4
          • oshin pisze:

            Ciekawe, a może to papier kosztuje 15 zł? ;) Część kosztów jest wspólna, więc może być policzona raz. Jeśli kupujesz sam ebook albo sam papier, to musisz ponieść całość kosztów.
            Poza tym pakiet, to zawsze jakaś forma promocyjna.

            BTW były już takie pomysły, allegro bodaj wprowadzało taki sklep „papier+ebook”, upadł zanim zdążył dobrze zadziałać, bo wbrew pozorom z tej grupy chyba wcale nie ma tak dużo osób, które są chętne na pakiet.

            5
          • Dawid pisze:

            Ta oferta dubletów to jest w ogóle inny sposób wyliczania przychodu niż w przypadku oddzielnej sprzedaży. XD Jeśli ktoś twierdzi, że ebook jest realnie wart 5 zł, to nawet mi się nie chce z nim dyskutować, bo to najniższy możliwy poziom trollowania.

            6
            • Doman pisze:

              Mnie trochę dziwi, że po 30 latach kapitalizmu są dalej ludzie wierzący w jakąś obiektywną immanentną _wartość_ produktów.

              1
    • Magdalaena pisze:

      Niekiedy Bezdroża tak sprzedają swoje przewodniki – kupuję papierową książkę, a do tego ebook gratis. Często korzystam z takich promocji, bo turystyczne mapy czy zdjęcia czasami wygodniej obejrzeć w papierze. Jednocześnie dostaję plik, który mogę wrzucić na telefon, albo przeformatować w worda i edytować na własne potrzeby.

      1
      • anda pisze:

        Czytam mało selfow i vanity, ale kilka powyżej średniej dla danego gatunku literatury polskiej zdarzyło mi się poznać (z zapartym tchem dawno niczego nie czytalam). Przyklady:
        Romans prawie paranormalny: Dorota Ostrowska „Gdzie diabeł nie może”
        Science fiction: Bohdan Szymczak „Puste niebo”
        Czytadło: Małgorzata Thiele „Nietrwała ondulacja”
        Tylko, że większość sejfów jest rzeczywiście zla :(

        1
    • Annka pisze:

      @Magda – tylko po co? czy nie szkoda Ci pieniędzy, miejsca i czasu na odkurzanie tych książek? Może kupujesz książki papierowe tylko po to, żeby zadowolić swoje ego i pochwalić się przed znajomymi, że masz „bogatą” biblioteczke? Znam takich, któzy kupują złocone okładki z klasyką i stawiają w witrynie (jestem grzeczną dziewczynka, nie skomentuję, w sposób wiadomy ;) ) . Ja kiedyś kupowałam i gromadziłam książki papierowe na potęgę – czytałam i odstawiałam na półkę, a potem przy sprzątaniu klęłam jak głupia, bo sprzątanie kilku regałów z książkami zajmowało pół dnia…. Pozbyłam się więc książek drukowanych, korzystam z bibliotek, kupuję mniej książek drukowanych (najczęściej w internetowych dyskontach książkowych -można kupić za połowę ceny) i zazwyczaj po przeczytaniu albo puszczam w obieg, albo oddaję do biblioteki. Czasem zbieram paczkę i sprzedaję …no wiadomo gdzie, reklamować nie będę ;) . Mamy też umowę ze znajomymi, że nie powielamy kupowanych książek, tylko wymieniamy się – można poczekać z czytaniem, bo świat nie będzie inny, jeśli przeczytam nowość wydawniczą za miesiąc – wiadomo, że wydawnictwa nakręcają marketingową karuzelę dla zysku -więc obudźmy się!!! Pozbywając się papierowych książek zyskałam więcej przestrzeni w mieszkaniu i więcej …wolnego czasu. I jeszcze jedna rzecz, o której jest mowa w artykule – tak, trzeba sobie uświadomić, że książki które mają dla nas wartość, dla innych mogą być bezwartościowe. Dowiedziałam się o tym, kiedy oddałam kilka kartonów książek do biblioteki. Przemiłe Panie Bibliotekarki w sposób bardzo subtelny i dyplomatyczny uświadomiły mi, że część książek pójdzie na przemiał, bo są już nowe wydania (w przypadku książek zawodowych, naukowych), a na wiele książek, zwyczajnie nie ma zainteresowania… Mam kindla, kupuję na kindla książki, ale poluję tylko na promocje, albo jeśli coś naprawdę mnie zainteresuje.

      12
      • Sholay pisze:

        Ja kupuję papierowe takie do których być może wrócę. A czytam głównie literaturę faktu, więc półki pełne ;)

        0
    • Hekate pisze:

      Ja tak samo 😍
      Mąż by mnie tylko udusił, bo na tą chwilę na wersję papierową zabrakło już miejsca….

      0
    • tomek pisze:

      Fajnie jest to rozwiązane w przypadku serwisu bandcamp, za pośrednictwem którego zespoły mogą prezentować/sprzedawać swoją muzykę. Kupiłem sobie płytę CD zespołu Major Kong, do tego dostałem od razu dostęp do wersji cyfrowej materiału (można wybrać między mp3, ogg i ściągać ile razy się chce) i jednocześnie mogę bez limitu streamować ten album przez oficjalną aplikację bandcampa.
      Można? Można.

      1
    • Cthulhu pisze:

      Posiadając papierową wersję dominikańskiego śpiewnika „Niepojęta Trójco”, bezczelnie zapytałem wydawcę, czy nie udzieliłby mi zniżki na wersję cyfrową. Dostałem bez problemu.

      0
      • Hania pisze:

        O, a na czym używasz cyfrowej wersji? Ściągnęłam sobie próbkę na czytnik, ale efekt był na tyle fatalny (mam PW4 i ekran zbyt mały), że po prostu kupilam analogi. I teraz dźwigam :/ jaka jest Twoja metoda?

        0
  6. Maciej pisze:

    Czy są jakieś badania o wpływie piractwa na sprzedaż? Bo gdybać to sobie można w nieskończoność, a bez konkretów uzasadnić można w zasadzie wszystko. Na przykład to, że piractwo pozytywnie wpływa na sprzedaż – zdaje się, że branże muzyczna i gier komputerowych coś o tym wiedzą. Jeśli ktoś chce spiracić książkę, to pewnie i tak by jej nie kupił (strata = 0) – a im więcej ludzi przeczyta danego autora, tym większa staje się jego rozpoznawalność i popularność – i sprzedaż rośnie. Także czekam na jakieś badania, bo na razie to są mity w artykule o mitach. Pozdrawiam

    16
  7. Staszek pisze:

    I jeszcze jeden mit/pytanie/propozycja?
    Czy chętniej kupimy bezpośrednio od autora czy od wydawnictwa?
    A może tak jak w przypadku BookRage – przy zakupie ustalam ile dla wydawnictwa a ile dla autora?

    0
    • Marcin pisze:

      Selfpublishing zawsze w cenie. Wiedząc że prócz podatku, całość trafia bezpośrednio do autora, czuję się w momencie kupna znacznie lepiej niż w przypadku gdy wiem, że z 30zl wydanych na książkę autor widzi 3zl…

      3
      • Robert Drózd pisze:

        Z selfpublishingiem problem jest taki, że on działa ale tylko jeśli dobrze już znasz autora i masz do niego zaufanie. Jakby dzisiaj Mróz przeszedł na selfp, to mógłby zrobić niezły biznes, ale mniej znany autor już niekoniecznie.

        8
      • Tomek pisze:

        Jeżeli mam już piracić jakąś książkę to ten argument trafia do mnie najbardziej. Najwięcej z opłaty dostaną wydawca, pośrednicy i państwo, a autor jakieś grosze.

        1
        • asymon pisze:

          Ale z jakiegoś powodu autorzy wciąż wolą ten system biznesowy.

          4
          • asymon pisze:

            Jeszcze dopiszę, że paradoksalnie Bookrage się nie przyjął, pięć lat temu wyglądało to inaczej. Po pierwsze byli inni ludzie, którzy w pewnym momencie odpuścili, po drugie ksiązki były „brane” bezpośrednio od autorów lub spadkobierców (Zajdel, Podrzucki, Kres) i przygotowywane od zera (ze wszystkimi tego konsekwencjami).

            Dlaczego ci początkowi ludzie zakończyli działalność? Mogę tylko zgadywać, że się to po prostu nie opłacało.

            Obecny właściciel/szef Artrage idzie trochę inną drogą, bierze gotowe pliki od wydawców, rozwija też inne sposoby sprzedaży, rewers czy ostatnio nawet wydawanie książek sposobem crowdfounding.

            Więc prawda jest, że jedziemy na jednym wózku, bo fajnie jest kupić pięć ebooków za złotówkę, ale. Ale.

            7
            • Tomash pisze:

              Cześć, tutaj Tomasz, jeden z założycieli BookRage. Faktycznie oryginalnie działaliśmy w trochę szerszym składzie: ja, Michał, Paweł, niedługo potem jeszcze Kasia, z czego ostatnia dwójka zajmowała się składem, korektą i czasem też redakcją ebooków. Ten model się biznesowo sprawdzał różnie. Od dwóch lat ArtRage prowadzi już tylko Michał (ja z braku czasu już nie wyrabiałem i oddałem Michałowi wszystko, Michał do strony technicznej zaprosił Krzyśka, zresztą wieloletniego kolegę nas obu) który podjął biznesowo bardzo sensowne decyzje: ebooki bierze gotowe od wydawców, rozszerzył też działalność o papierowe Rewersy, od niedawna też o Biblioteczkę dla firm. To są same dobre decyzje, a dzięki temu ArtRage ma biznesowy sens i już nie jest pobocznym projektem robionym po godzinach, nastąpiła po prostu profesjonalizacja.

              5
              • asymon pisze:

                ja z braku czasu już nie wyrabiałem

                O to mi chodzi, przeznaczyłeś swoje roboczogodziny na bardziej opłacalne rzeczy. „Nie przyjął się” w sensie „nie pozwolił na utrzymanie się”.

                I najmocniej przepraszam Michała, jakoś nie skojarzyłem że to ta sama osoba. Z waszej trójki Paweł był najbardziej medialny, a na konto twojej firmy trafiały przelewy :-)

                0
            • Robert Drózd pisze:

              Ja dodam tylko że BookRage obecnie najbardziej skupia się na akcji Rewers czyli paczkach papierowych – w ostatniej paczce reportaży z Poznańskiego poszło dokładnie wszystko, 1000 sztuk. To niestety pokazuje wciąż różnicę potencjałów między papierem/e-bookiem.

              1
      • Magdalaena pisze:

        Dla mnie selfpublishing = grafomania. Jeśli widzę, że autor sam wydał swoje dzieło, zakładam, że żadne wydawnictwo nie było zainteresowane.
        Może są nieliczne wyjątki, ale dotyczą raczej poradników itp., a nie literatury.

        Jeśli ktoś się ze mną nie zgadza, proszę o tytuł powieści wydanej w selfpubie, którą przeczytał z zapartym tchem i poleca.

        7
        • Marian pisze:

          Mariusz Zielke – Dla niej wszystko. Polecam

          1
        • Darek- pisze:

          Ja mam takie dwie serie (acz pierwszy chyba miał jakąś brzydką przygodę z wydawcą najpierw):
          – seria o Leńczyku aka Misjonarze z Dywanowa Władysława Zdanowicza
          https://lubimyczytac.pl/ksiazka/69297/misjonarze-z-dywanowa-czyli-polski-szwejk-na-misji-w-iraku-cz-1—pinky-czyli-nowicjusz

          – seria o detektywie Jacksonie L.J. Sellers:
          https://ljsellers.com/detective-jackson-mysteries/

          Acz to zawsze jest kwestia osobistego gustu :)

          0
          • Dziad z lasu pisze:

            @Darek:
            Niestety, seria o Leńczyku jest tym wyjątkiem, który potwierdza regułę. Fabuła wręcz pasjonująca, która, niestety, bardzo traci na braku porządnej redakcji i korekty. A tej Zdanowicz sam sobie nie zrobi (jeśli ma ktoś możliwość, niech sobie porówna pierwsze wydanie „Hieny” z kolejnymi edycjami, udostępnionymi po czerwcu 2017 r.) – w sumie nikt sam nawet nie powinien próbować, swoich błędów najczęściej się nie widzi – bo to dość poważny wydatek (i nie, żadne automatyczne narzędzia nie wchodzą w grę). Tak samo nie zrobi sobie porządnej promocji. I kółko się zamyka.

            3
            • Darek- pisze:

              No, z tym nie polemizuję. Nie da się ukryć, że dobre wydawnictwa sporo do efektu końcowego wnoszą.

              0
        • P pisze:

          Na przykład książka „Era Wodnika” Aleksandra Sowy.

          0
        • asymon pisze:

          Trójka Szymona Adamusa to chyba jedyna książka s-p, którą dokończyłem i nawet mi się podobała. Tyle że wiem, że to nie jest jakaś specjalnie wybitna literatura, taki trochę fanfik do gry „Deus Ex”, nawet główny bohater nazywa się jakoś znajomo…

          Dopiero po fakcie okazało się, że kojarzę autora i nawet sporadycznie czytuję jego bloga. Ale tu właśnie wychodzi praktyka, nawet ktoś piszący bloga ma większe doświadczenie niż ktoś, kto postanawia napisać książkę i pisze, co mu w duszy gra.

          Z angielskich chyba tylko Wool Howeya mogę umiarkowanie polecić.

          3
        • Tomasz pisze:

          Hugo Bettauer „Morderca kobiet” i „Prawo pięści” – wydaje tłumacz. W opracowaniu „Bez skrupułów” tegoż autora.
          Kupisz książkę, e-booka (mobi, epub, pdf) podeślę gratis. Kto chętny?
          Tłumacz

          4
        • Memphis pisze:

          Może „Dziewczyna wilkolaka „? Ale tylko z komentarzem Analizatorów 😂😂😂
          https://niezatapialna-armada.blogspot.com/2017/04/331-chutliwe-wilkoaki-czyli-milenka.html?m=1
          Uprzedzam, to trudno „odzobaczyć”… Kwintesencja self-pub…

          2
        • Ola pisze:

          Naprawde myslisz, ze wydawnictwa wydaja te najlepiej napisane ksiazki? Ze nie licza sie znajomosci? Jesli tak, to 3 dziela pani Blanki Lipinskiej musza byc swietne, skoro wydawnictwo zdecydowala sie je wydac.

          1
          • Robert Drózd pisze:

            O wydaniu Blanki zdecydowały nie znajomości, a potencjał komercyjny. I nie mam z tym problemu. Sonia Draga mówiła kiedyś, że dzięki sukcesowi powieści o Greyu była w stanie wydać wiele ambitniejszych tytułów, które by się po prostu nie zwróciły.

            7
          • Magdalaena pisze:

            @Darek
            „Misjonarzy z Dywanowa” czytałam lata temu w papierze z biblioteki i śmiałam się jak norka. Nie wiedziałam, że jest kontynuacja.
            Z drugiej strony zastanawiam się, czy jestem gotowa zapłacić 30 zł za tom, skoro mam Legimi pełne książek za 20 zł miesięcznie.

            @asymon czytałam cały cykl Silo Howeya (kupiony w Amazonie) i uważam, że jest super, szczególnie pierwsza część.

            Pozostałych autorów nie znam, ale sprawdzę.

            @Ola
            „Naprawde myslisz, ze wydawnictwa wydaja te najlepiej napisane ksiazki?”

            A nie? naprawdę wyobrażasz sobie, że do wydawcy trafia debiutant z potencjalnym bestsellerem, a wydawca woli wydać dzieło zięcia kuzynki?

            Na początku subskrypcji Legimi ciągle trafiałam na słabe książki nieznanych autorów, aż wreszcie zorientowałam się, że są wydane w vanity i selfpubach. Odkąd starannie odsiewam takie pozycje, mam dużo mniej rozczarowań czytelniczych.

            4
            • Doman pisze:

              Dzieło „zięcia kuzynki” to pewnie nie, ale np. „żony znanej gęby z telewizji” to już czemu nie. Talent pisarski bez znaczenia, sprzeda się nazwiskiem.

              0
        • Cyber Killer pisze:

          Jedną powieść… ba dam Ci 4 serie powieści…
          Spinward Fringe (space opera), Taking on the Dead (zombie/romance), The Temple of the Blind (horror), SouthernWatch (urban fantasy/pulp). A to tylko wierzchołek góry lodowej. Selfpub jest pełne świetnych pozycji.

          Faktycznie trzeba poświecić niemało czasu aby te świetne pozycje odnaleźć w gąszczu bardzo kiepskich pozycji, ale są też inne zalety. Na przykład z wieloma autorami udało mi się nawiązać bezpośredni kontakt, porozmawiać o książce, poznać tych ludzi. Bo są ludźmi jak my, a nie celebrytami za szklanym ekranem. Więc coś za coś, nie ma preselekcji którą robi wydawca na mainstreamowym rynku, więc trzeba selekcję zrobić samodzielnie, ale w zamian można dostać niezliczoną ilość osobistych spotkań autorskich, mieć swój wkład np w kolejny tom cyklu w formie sugestii itp. No i ceny są ćwiartką cen mainstreamu (1-3$, z rzadka 5$).

          To wszystko oczywiście dotyczy zachodniego selfpub, u nas to jeszcze nie rozkwitło do tych rozmiarów. U nas wciąż jak ktoś chce napisać książkę to myśli przede wszystkim żeby mieć wydawcę, i dostać ten X tysięcy sztuk wydrukowane na papierze i prosić się w księgarniach żeby to łaskawie zechcieli sprzedawać.

          Jeszcze jedno – selfpub to jedna z niewielu możliwości dostępu do ebooków po angielsku. Praktycznie cały zachodni mainstream jest zaorany DRMami, a nawet jeśli chciałby się ktoś już na taki plik zdecydować to okazuje się że sklep ebookowy nie sprzedaje do Polski, bo nie i już (ograniczają np po billing address karty kredytowej).

          Będę więc bronić tego typu ebooków do ostatniego tchu. Nie chce Ci się przeglądnąć setki czy dwustu książek aby natrafić na jedną dobrą, to tego nie rób, ale nie rozsiewaj nieprawdziwych informacji że rzekomo selfpub to tylko słabizna, bo tak nie jest.

          3
          • Magdalaena pisze:

            Cyber Killer pisze: „Więc coś za coś, nie ma preselekcji którą robi wydawca na mainstreamowym rynku, więc trzeba selekcję zrobić samodzielnie, ale w zamian można dostać niezliczoną ilość osobistych spotkań autorskich, mieć swój wkład np w kolejny tom cyklu w formie sugestii itp.”

            Dla mnie spotkania autorskie nie są szczególną atrakcją. Byłam na jednym czy dwóch i okazywało się, że siedzi tam zwyczajny facet z długopisem, a ja prawdziwą głęboką relację mam nie z nim tylko z bohaterami jego książek ;-)

            Przez lata czytałam mnóstwo darmowych fanfików po polsku i po angielsku. Poruszały moje serduszko i bywały naprawdę dobre literacko. Dlatego bardzo się zdziwiłam, że co próbowałam czytać darmowy współczesny ebook na Amazonie, to trafiałam na chłam i badziewie. Od tego czasu patrzę na ILOŚĆ recenzji.

            „selfpub to jedna z niewielu możliwości dostępu do ebooków po angielsku.”

            Rozumiem, że Amazon nie jest dla Ciebie źródłem ebooków?

            0
        • Kaczus pisze:

          Czyli Cejrowski jest grafomanem. Bo w sumie założył wydawnictwo by wydawać swoje książki. W świecie muzyki masz podobnie – np wydawnictwo Kayah. Tu nie ma zasady. Ogólnie jeśli masz coś fajnego do wydania, to na wydawnictwie więcej zarobisz niż na samej książce. Tyle, że trudniej dotrzeć Ci do klienta. Ale jeśli tę barierę pokonasz – jesteś bardzo do przodu. To kosztuje też dużo pracy i konieczność zdobycia większej wiedzy niż jest konieczna tylko do napisania książki. No ale coś za coś. Część selfpubliszingów, to rzeczywiście grafomania, ale moim zdaniem, część wydanych książek przez duże wydawnictwa również. Więc nie oceniałbym tak jednostronnie.

          3
  8. Marcin pisze:

    Mam troszkę inne zdanie na ten temat.
    Oczywiście, w świetle polskiego prawa ściąganie ebooków na własny użytek to nie kradzież. I co z tegoż skoro moralnie to jest taka sama kradzież, jak kradzież czegokolwiek innego?
    Złodziej pozostanie złodziejem. Nie wybierajmy tego.
    Zrozumienie. Nie każdego stać, a często na podstawie tak zdobytych książek, niejeden stworzy wartość dla innych… Nierzadko na tym chcąc zarobić. Obłuda.
    Jednocześnie koncerny i wydawnictwa nie tracą milionów bo nie raz było już udowadnianie, że wyeliminowanie piractwa w jakiejś dziedzinie de facto obniża zyski w przyszłości. Piractwo mogą więc wydawnictwa potraktować jako marketing szeptany. Kto ma kupić i tak kupi, a kogo nie stać, choćby się dwoił i troił – nie kupi. Ale może ściągnąć i polecić znajomym, których stać…

    E-booki można teoretycznie sprzedawać tyle że w Polsce nikt z drugiej ręki tego rzeczywiście nie kupi.
    Cena wydrukowanej książki zawiera koszty druku, transportu, które stanowią nierzadko połowę ceny całości, a eBooki zazwyczaj nie są o połowę tańsze… Ale to się bierze m
    In z tego, że wydawcy nie ufają polskiemu czytelnikowi, m.in. dlatego że ciągle niejeden wybiela piracenie. Polska to taki kraj, gdzie chcąc walczyć z piractwem niska ceną, wystawisz książkę ebooka na sprzedaż za 1zl, po czym po kilku dniach będzie już setki kont na chomikuj z tysiącami ściągnięć tego ebooka…
    Ciężko się dziwić wydawnictwom ich polityki.

    Jak dla mnie zaklęte koło.

    1
    • Bolek_and_Lolek pisze:

      Sprzedaż ebooka kupionego w większości księgarń w Polsce jest nielegalna bo narusza zawartą umowę, zaakceptowane warunki sprzedaży w regulaminie. Także legalny handel ebookami to fikcja. Co jest kolejnym argumentem ze uczciwa regularna cena ebooka powinna wynosić ok. 10 zł

      2
  9. Cyber Killer pisze:

    Z tym ściągnięciem książki, której nie da się kupić… To mnie szczególnie boli, również z grami komputerowymi, bo jest wiele świetnych pozycji, które wydawcy umyślnie zdjęli ze sprzedaży, aby popchnąć ludzi do kupowania tych nowych, które akurat mniej się podobają. Albo coś było produktem powiązanym z czymś innym (np filmem) i skończyła się umowa licencyjna między jednymi i drugimi i też produkt został usunięty ze sklepów.

    Brakuje zapisów prawnych, regulujących tzw abandonware (abandonbooks?), niby nie ma komu za to ścigać, skoro nie jest sprzedawane, czasem wydawca nie istnieje od lat, ale w razie jakby się trafiło na kontrolę to będzie sprawa o piractwo.

    4
  10. rudy102 pisze:

    Jeszcze wam się ten temat nie przejadł? Ja tam nie mam kompletnie nic przeciwko piractwu a ebooków nie piracę bo legalny rynek jest w tym przypadku dużo wygodniejszy i bogatszy w treści. Nie lepiej coś poczytać zamiast znowu się przerzucać tymi samymi argumentami? I tak nikt nikogo do niczego nie przekona.

    7
  11. Franciszek pisze:

    A jeżeli ktoś robi tak jak ja czyli kupuje wersję papierowe, podziwia, odkłada na półkę a następnie pobiera z netu e-booka z tą pozycja i czyta sobie na kindlu?

    0
    • rudy102 pisze:

      To mniej więcej tak jak ja bym kupił ebooka a potem poszedł do empiku i wyniósł papier bo mi się należy.

      11
      • Xupi pisze:

        Kiepskie porównanie, szczególnie że dozwolone jest pobieranie np. elektronicznej kopii gry, gdy posiadamy ją w pudełku. Także ja jestem zdania że to jest ok.

        1
        • Krzysztof pisze:

          To tez jest kiepskie porownanie, bo teraz gry w pudelkach posiadaja tylko ksiazeczki i kod, wiec nie dostajesz wcale fizycznej kopii.

          Ma to poniekad sens, bo wiekszosc nowych komputerow nie posiada nawet napedow cd/dvd a gry „ważą” po 20+ GB, wiec i tak by sie na plycie nie zmiescily.

          0
          • Cyber Killer pisze:

            Większość gier na świecie sprzedaje się na konsole, a te mają normalne wersje na płytkach. Blu-ray pomieści nawet i ponad 50GB (gdzieś czytałem że jakieś nowe warianty nawet i 75GB potrafią).

            A pobranie wersji elektronicznej kiedy ma się kupione pudełko nie jest dozwolone. Licencja jest dość mocno powiązana albo z nośnikiem, albo platformą na której gra jest kupiona. Nie ma możliwości dowolnego jej przeniesienia z jednego na drugie.

            0
            • Michal pisze:

              „Większość gier na świecie sprzedaje się na konsole, a te mają normalne wersje na płytkach. Blu-ray pmieści nawet i ponad 50GB (gdzieś czytałem że jakieś nowe warianty nawet i 75GB potrafią).”
              Ale te konsolowe wersje z fizyczna kopia nie maja juz gratisowych kodow, czyz nie?
              I sporo graczy-kolekcjonerow niestety musi kupowac gry dwa razy – elektronicznie dla wygody i fizycznie na polke

              1
            • Sholay pisze:

              „A pobranie wersji elektronicznej kiedy ma się kupione pudełko nie jest dozwolone.”
              Różnie to bywa.
              Na przykłąd SW Battlefront 2 na PC ma płytę, a potem sobie ściąga z neta najnowszą wersję.

              Od niedawna GOG oferuje czasem ściąganie wersji PC dla posiadaczy konsolowych – vide Wiedźmin 3.

              &

              0
      • se pisze:

        Bardziej tak jak by kupić CD z ulubioną muzyką, ale chcieć jej słuchać także na telefonie – więc trzeba pobrać mp3 – czy to też kradzież?

        2
  12. Memphis pisze:

    No nie za bardzo mogę się zgodzić z argumentem „ebooki nie są drogie, bo można znaleźć w promocji”. Promocja promocją, ale dlaczego wersja ebook nadal kosztuje dokładnie tyle, co papierowa w sklepie? Może nie ma to znaczenia dla kogoś, kto kupuje jedną książkę na pół roku – tak, jak ja chodzę do kina raz na pól roku – ale przy kilku książkach miesięcznie robi to różnicę (na szczęście jest Legimi!) . I o ile w przypadku kina mogę sobie poczekać na premierę na platformie VOD, o tyle trudno czekać na ewentualną promocję ebooka, bo mogę się nie doczekać nigdy. Tak więc argument „a kino jest droższe” również niespecjalnie do mnie trafia (szczególnie, ze w przypadku moich lektur NIE jest – jakoś tak podobają mi się książki droższe niż 30zl…).

    8
    • Adrian pisze:

      „Może nie ma to znaczenia dla kogoś, kto kupuje jedną książkę na pół roku – tak, jak ja chodzę do kina raz na pól roku – ale przy kilku książkach miesięcznie robi to różnicę” Wtedy się kupuje Nexto Premium, Legimi itp

      3
      • Sholay pisze:

        Ja chcę MIEĆ książki, a nie płacić za dostęp do biblioteki on-line. Chociaż w sumie to mam abonament w Scribid, bo mają tam sporo książek, które są drogie, a których nie muszę mieć na półce.

        Po drugie – chcę mieć książki wtedy kiedy chcę, a nie czekać na alert aż będzie promocja. Ten model – bardzo widzę popularny wśród czytelników Świata Czytników – uważam za wielce irytujący i dziwaczny.

        &

        0
        • oshin pisze:

          Może masz bardzo konkretne zainteresowania albo jesteś bardzo wybredny?
          A może nie wiesz, że ten model jest, wbrew pozorom, bezproblemowy. Kiedyś _jak nie miałam_ nic fajnego do czytania wchodziłam do księgarni i kupowałam „na oko”. Wiadomo było też, że książki ulubionych autorów kupię zaraz po premierze, bo miałam więcej czasu niż książek na półce. A potem przeszłam na ebooki i świat promocyjny ;) I bardzo szybko stało się tak, że cały czas mam kolejkę fajnych rzeczy na czytniku, więc nie spieszę się z zakupem kolejnych. Mogłam sobie spokojnie poczekać z kupnem nowego Severskiego, bo i tak zanim do niego dotarłam, to się okazało, że już mnie aż tak nie interesują jego książki ;)
          Teraz książki mnie mniej kosztują jednostkowo, niż jak kupowałam papier (za to wydaję na nie więcej;).

          0
  13. Rafal pisze:

    Z Legimi można kożystać za darmo.
    Wiele bibliotek w Polsce udostępnia bezpłatnie kod do LEGIMI.
    Ja od ponad roku czytam książki w LEGIMI nic za to nie płacąc dzięki BIBLIOTECE W GLIWICACH. Konto mam aktywne do końca roku.
    Kod mogę dostać też w Bibliotece w KATOWICACH i KRAKOWIE. Trzeba zapytać w swojej bibliotece czy daje taką możliwość.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Można korzystać za darmo, ale tutaj biblioteka po prostu płaci Legimi za udostępnione kody, czyli de facto my utrzymując z podatków biblioteki płacimy. Co jest moim zdaniem jak najbardziej OK, pod warunkiem że biblioteki nie ograniczają w ten sposób zakupów „zwykłych” zbiorów.

      9
  14. Rafalala pisze:

    Z Legimi można kożystać za darmo.
    Wiele bibliotek w Polsce udostępnia bezpłatnie kod do LEGIMI.
    Ja od ponad roku czytam książki w LEGIMI nic za to nie płacąc dzięki BIBLIOTECE W GLIWICACH. Konto mam aktywne do końca roku.
    Kod mogę dostać też w Bibliotece w KATOWICACH i KRAKOWIE. Trzeba zapytać w swojej bibliotece czy daje taką możliwość.

    0
  15. Bolek_and_Lolek pisze:

    Sorry ale dla mnie jednak nie ma usprawiedliwienia dla tak wysokich cen ebooków. Dziś książki są wydawane w 2 wersjach, papierowej i elektronicznej. O ile koszt wydania i dystrybucji oraz sprzedaży książki z papieru jest faktycznie wysoki, o tyle koszt wygenerowania, dystrybucji i sprzedaży kopii ebooka jest bardzo niski. To jest skandal ze ebook kosztuje regularnie tyle samo albo ledwie kilka zł mniej! Także moim zdaniem to sami wydawcy ponoszą głównie odpowiedzialność i za piractwo i za spadki czytelnictwa… A nie czytelnicy.

    11
    • Bolek_and_Lolek pisze:

      Dodam jeszcze że tak jak piractwo filmów zabiłoby sprzedawanie w dobrej cenie filmów w formie w jakiej są piracone, czyli niezabezpieczonych żadnymi DRMami mkv itp. za powiedzmy 15-19 zl. Tak piractwo ebookow zabiloby sprzedawanie ich po rzeczywistych kosztach z uwzględnieniem marży, a to by pewnie dalo cene tak ok. 10 zł. Ja ebooki kupuje, głównie na promocjach, co jest dla mnie jednak żałosnym robieniem z czytelników w Polsce januszy-kobinatorow-cwaniakow przez wydawców i sprzedawców.

      9
      • Adrian pisze:

        W ogóle powinni za darmo oddawać!
        Piractwo jest i będzie i nic tego nie zmieni – zawsze się znajdzie ktoś, komu i 5zł będzie dużo, bo po co skoro można mieć za darmo

        5
      • asymon pisze:

        Ale po co płacić 15 zł jak można ściągnąć za 0 zł?

        3
        • Sholay pisze:

          Bo 15 złotych to uczciwa cena za ebooka, a 39,99 to za drogo. Nie podaję konkretnych tytułów, bo chodzi o zasadę – kupuję polskie ebooki tylko kiedy bez promocji są co najmniej 30% tańsze od papierowych.
          Zagraniczne kupuję, bo na Amazonie większość tego co kupuję jest niemal zawsze tańsze. A jak nie jest, to wysyłka papieru sprawiłaby, że by było. Zresztą jak do USA jadę, to przywożę pół walizki z AbeBooks ;)

          &

          1
    • Adrian pisze:

      „Także moim zdaniem to sami wydawcy ponoszą głównie odpowiedzialność i za piractwo i za spadki czytelnictwa… A nie czytelnicy.” Spadki czytelnictwa bo… ebooki są za drogie🤦‍♂️

      1
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        Tak Adrianie, różne badania pokazują że ludzie w ponad 80% uważają ze cena ebooka powinna być niższa od książki papierowej, jak też sporo wskazuje że ceny ebooków są za wysokie. To jest oczywisty czynnik zniechęcający do czytelnictwa ebookow ktore i tak jest bardzo niskie.
        Btw, innym zarzucasz tu złośliwość i czepianie się a popatrz na siebie co robisz tutaj, otóż pomogę: sam to tutaj robisz wobec innych najczęściej… Jest taka przypadłość, nazywa się hipokryzja

        1
    • asymon pisze:

      O ile koszt wydania i dystrybucji oraz sprzedaży książki z papieru jest faktycznie wysoki, o tyle koszt wygenerowania, dystrybucji i sprzedaży kopii ebooka jest bardzo niski.

      To zrób nam porównanie. Chyba że jesteś jednym z tych, którzy w koszty ebooka nie wliczają licencji, ew. tłumaczenia, korekty, bo przecież „to już jest uwzględnione w cenie papierowej ksiązki”.

      6
      • ZnawcaNiczego pisze:

        A to ebook wymaga dodatkowej korekty i dodatkowego tlumaczenia?

        Papier to wciaz podstawa dzialalnosci wydawnictw, a ebooki robi sie „przy okazji”.

        2
        • Robert Drózd pisze:

          Oczywiście że wymaga dodatkowej korekty w sytuacji gdy składa się go osobno, a nie razem z papierem: https://swiatczytnikow.pl/korektor-spi-czyli-o-jakosci-e-bookow/

          A jeśli jest tłumaczenie, to zwykle trzeba płacić dodatkowo za licencję na e-booka i dla zagranicznego agenta ona wcale nie jest tańsza niż na papier.

          2
        • Dawid pisze:

          @ZnawcaNiczego, no właśnie, skoro w ebooku jest DOKŁADNIE TEN SAM TEKST, który jest w wersji papierowej (tutaj warto zaznaczyć, że o ile w przypadku beletrystyki koszt konwersji to grosze, tak w przypadku bardziej skomplikowanych pozycji już jednak „trochę” rośnie), to dlaczego w ogóle wymagać, że ebook miałby być znacznie tańszy niż papier? Bo akurat licencja na ebooka swoje kosztuje (i często to horrendalne kwoty, biorąc pod uwagę wielkość polskiego rynku ebooków), także tantiemy dla autora są tutaj wyższe.

          2
          • Sholay pisze:

            Boszesz, do znudzenia:
            Bo koszt druku, magazynowania, dystrybucji (rozwożenia paczek po kraju – wyjaśniam, żeby uniknąć czepiania się) i ewentualnej obsługi niesprzedanych zwrotów są w przypadku ebooków nieco niższe niż wersji papierowych.

            &

            0
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        Opłaty licencyjne? Gdyby tego typu koszty ebookow uzasadnialy ich obecną łupieżcą cenę to upadłby model biznesowy abonamentowy. A skoro można sprzedawać kilkadziesiąt licencji i generować kopii w abonamencie za cene 1-2 ebooków, to raczej chyba trzeba złożyć co piszesz w dziale ‚bajki’

        2
        • mjm pisze:

          Chodzi Ci o Legimi? Przecież oni zarabiają dziękitemu, że na początku użytkownik rzuca się na czytnik i pochłania kilka książek w tygodniu, ale już po kilku miesiącach schodzi do pojedynczych ebooków na miesiąc.

          3
  16. sw222 pisze:

    Jest jeszcze jeden aspekt. Wiele osób ściąga e-booki jeśli ma książkę papierową.
    Chodzi o to by czytać (lub miec archiwum) w róznych miejscach, np. w domu papierową na wyjeździe w tramwaju elektroniczną . Czyli niejako doczytać to co się zaczęło w innym miejscu lub czytac ponownie już elektronicznie.
    Nie twierdzę, że to dobrze czy źle, po prostu taki trend widze. Takie działanie nie jest to oczywiste i rzadko ktoś o tym mówi.

    3
  17. lata temu kindlarz pisze:

    We mnie czytelnictwo e-booków niestety umiera. Nie jestem snajperem cenowym, nie mam na to czasu i nie taki jest mój model czytania. Mam ochotę na książkę Wegnera, teraz. Porównywarka na tej stronie pokazuje mi 30 zł, a Ceneo za papier z odbiorem osobistym 28 zł. Da się, pomimo ceny surowca, transportu, magazynowania, dłuższego łańcucha prowizji i kosztów utrzymania lokalu w dużym mieście. No i ostatecznie mam potem tę książkę w ręku, na półce, w tej wykpionej Bibliotece – „zapisie naszych czytelniczych porażek”. Autor chciałby odzyskać kasę za kupione książki, nie może, a na FB grupie mojego osiedla barter kwitnie. Może trzeba się dostosować do zmian.

    10
    • Adrian pisze:

      28 złotych z odbiorem osobistym – dolicz koszty dojazdu/transoprtu i wychodzi że ebook tańszy
      A skoro chcesz „na już” to ebook bezapelacyjnie wygrywa z papierem

      4
      • asymon pisze:

        Jak chcesz na już, a jeszcze nowość, to najczęściej papier w takim Świecie Książki jest taniej niż ebook, a zwykle dostarczą ci do „salonu” na następny dzień.

        W drugą stronę, z przyzwyczajenia buszuję w koszach z tanią książka w Carrefourach i naprawdę można znaleźć igła egzemplarze w cenie 10 zł, gdzie ebook nigdy tyle nie kosztował.

        Poza tym ceny ebooków dość gwałtownie wzrosły w 2020, nie wiem o co chodzi, pewnie przez niższy VAT.

        Tyle że ja naprawdę nie mam siły bujać się z tymi stertami makulatury, sprzedawanie na allegro fajnie brzmi w teorii, w praktyce stoisz w kolejce na poczcie i słuchasz pani w okienku dlaczego książki nie można już wysłać zwykłym listem poleconym.

        8
      • lata temu kindlarz pisze:

        Pracuje w centrum, na zakupy jeżdżę do centrum handlowego, mam multum okazji odebrać przy okazji. I dalej mam w ręku książkę, to ciągle coś znaczy.
        Akceptowalne „na już” to dla mnie w zasięgu kilku dni, a nie nie wiadomo kiedy, bo może promocja będzie na Gwiazdkę, Dzień Górnika, czy targi książki w Burkina Faso.

        To moje odczucia, a nie dysputa. Nie staję na jakimś froncie, tylko piszę dlaczego po latach entuzjazmu wróciłem do starych zachowań, przy czym proces zmian był stały, choć bardzo powolny. Jak mnie złapiesz za słówko, to nie sprawi, że sobie pomyślę „O kurcze, ale mnie Adrian zażył. Odsyłam tę paczkę książek i wymieniam na e-booki.”

        11
        • Adrian pisze:

          Łapanie za słówka? Stwierdziłeś, że nie lubisz czekać a po książkę pojedziesz do sklepu. Ja tylko napisałem że ebooka masz najszybciej bo po chwili od zakupu. Nie musisz od razu atakować

          2
  18. Tym pisze:

    Z chęcią kupował bym więcej ebooków… Jeżeli mam do wyboru papierową lub cyfrową wersję w tej samej cenie to zawsze wybiorę papierową, którą bez problemu (znak wodny na wersji cyfrowej prowadzi do pierwszego kupującego) mogę przekazać dalej. Pożyczanie ebook wiąże się z ryzykiem, że pożyczający udostępni nielegalną kopię z naszymi danymi… Ebook moim zdaniem powinien być od początku nieznacznie tańszy od papierowej wersji. Argumenty o promocji do mnie nie przemawiają ponieważ wiele dobrych książek wyrwałem za 1zł bo zalegały na magazynie, a ebook niezależnie od sprzedanych egzemplarzy zajmuje tyle samo miejsca na serwerze więc jest tańszy w przechowywaniu.

    3
  19. Robert Drózd pisze:

    PS. Wrzuciłem link na Wykop, jeśli macie tam konto, poproszę o zagłosowanie.
    https://www.wykop.pl/link/5578877/piractwo-e-bookow-najwieksze-mity-czytelnikow-i-branzy-wydawniczej/

    0
    • fthrth pisze:

      od kiedy nie da się założyć konta bez podania świadectwa szczepienia , numeru telefonu i buta praszczura w 3 pokoleniu po kądzieli nie mam tam konta

      2
      • Robert Drózd pisze:

        Serio tyle wymagają? Myślałem że login, hasło, email.

        1
        • Jagum pisze:

          Od kilku miesięcy zaczęli dodatkowo wymagać numeru telefonu przy rejestracji nowych kont jako zabezpieczenie przed tworzeniem ich na potęgę.

          1
        • ere pisze:

          no teraz swiadectwo szczepienia bedzie obowiązkowe by kupić zapałki w kiosku. A jak Szumi nakaże to i zapewne inne informacje dodadzą

          0
          • Artur pisze:

            Tylko czym innym jest polityka polegajaca na inwigilacji (poprzez zbieranie danych wszedzie, wiec jesli ktos nie podaje danych losowych i nie zmienia adresu mac przy kazdym polaczeniu z publicznie dostepna siecia, to w razie czego rzadowi maja o nim wszystko)

            Czym innym sa zarobki powiazanych z rzadami znajomych.

            Czym innym jest tez przynajmniej czesciowe trzymanie sie zalecen WHO i w tym temacie moze i lepiej, ze minister dmuchal na zimno. Zobaczymy na jesien, gdy znowu bedzie zimno. Moze sie okazac, ze bedziemy szczesliwi, ze nasze rodziny troche wiecej przezyly w komplecie. No i moze bedziemy marzyc o szczepionce, zeby moc chronic dobrych, madrych i ukochanych, ale starych lub schorowanych ludzi, ale bez szczepionki nie bedzie jak.

            Bez sensu to wszystko mieszac, bo akurat decyzje rzadu w sensie covidowym (oprocz wyjatkow typu proby separacji rodzin w czasie spacerow, zakazy przebywania w lesie, …) nie byly i nie sa zle.

            0
            • e4 pisze:

              wszystkie rzady w onz zobowiazaly sie ze bedzie dostepna szczepionka na ich terenie. nasz rzad chce by szczepionka byla obowiazkowa i po prostu wpisze je na liste obowiazkowych. Koszt szczepionki juz ustalono na 3200$ na osobę (jedna dawna nie wystarczy) razy 38 milionów.

              Czym innym jest możliwość niezalożenia konta na wykopie i nie wspomożenia swiataczytnikow reklamą a czym innym jest obowiązek noszenia kagańca i dowolnych zasłaniania otworów na rządanie władziuchny

              0
            • e4 pisze:

              wszystkie rzady w onz zobowiazaly sie ze bedzie dostepna szczepionka na ich terenie. nasz rzad chce by szczepionka byla obowiazkowa i po prostu wpisze je na liste obowiazkowych. Koszt szczepionki juz ustalono na 3200$ na osobę (jedna dawna nie wystarczy) razy 38 milionów.

              Czym innym jest możliwość nie zalożenia konta na wykopie i nie wspomożenia swiataczytnikow reklamą a czym innym jest obowiązek noszenia kagańca i dowolnych zasłaniania otworów na rządanie władziuchny

              0
  20. HerC pisze:

    * zawsze mnie śmieszyło dzielenie skóry na niedźwiedziu czyli ile to jest ktoś teoretycznie stratny – ile na tym by zarobił
    * w lepszym świecie pewnie wszyscy by jeździli autobusem z biletem i nie zamykali mieszkań bo nikt by nie wlazł kraść
    * ebook czy muzyka to nic namacalnego, więc łatwiej je sobie przywłaszczyć niż np. kiełbasę (choć zaraz odezwałby się głosy, że człowiek jeść musi)
    * więcej sam zarabiam (albo w ogóle), chętniej podzielę się z innymi
    * niektórzy gromadzą rzeczy w dużych ilościach bo „za darmo” – nigdy tego nie przeczytają, nie przesłuchają
    czyli… zgadzam się z panem Robertem….

    takie tam przemyślenia….

    5
  21. Darth Artorius pisze:

    Od dłuższego już czasu dzięki Robertowi i Jego konkurencji (UE) kupuję dużo ebooków w cenach promocyjnych. Przy okazji trzymam się zasady, że polskiemu pisarzowi płacę zawsze, z zagranicznych- staram się bardzo, jak promo złapię to super. I jest coraz lepiej z kupowaniem. Ale czasem w moich przypominajkach miesiącami wiszą ebooki za 36.90 zl. A tyle za ebooka nie dam. Wyjątkiem są papierowe Warhammery.

    4
  22. Jarek pisze:

    A ja się przyznam do piratowania e-booków. Tzn. e-booki kupuję normalnie w księgarniach internetowych ale swoje książki udostępniam, żonie, ojcu bratu i 2-3 znajomym, którzy nie wrzucą ich do sieci i sami udostępniają mi kupione przez siebie książki. Gdyby chodziło o normalne książki nie ma problemu jak kupię książkę to mogę ją pożyczyć komukolwiek i nic się nie dzieje. Jednak w przypadku e-boków to już jest piractwo. Jednak nie czuję się jak przestępca. Jako rozgrzeszenie przyjmuję również cenę e-booków. Różnica w cenie między e-bookiem a zwykłą książką jest minimalna więc nie widzę powodu aby te dwa nośniki traktować inaczej.
    Osobiście preferuję e-booki i papierowe książki kupuję tylko wtedy kiedy na jakimś tytule mi zależy a nie ma go w wersji elektronicznej.

    5
    • Solomon Kane pisze:

      To nie piractwo. Tym osobom możesz udostepnić.

      7
    • Robert Drózd pisze:

      To jest dozwolony użytek prywatny, o czym wspominam w artykule.

      5
      • Jarek pisze:

        Dzięki za info. A ja myślałem, że jestem piratem :)

        0
        • Fretka pisze:

          Dla twojej wiadomości – niektórym wydawcom wszelkich dóbr elektronicznych nawet dzielenie się z najbliższym wydaje się piractwem. I trafiłam na wywody, jakie to kokosy by zbijali, gdyby każdy w domu musiał kupić swój własny egzemplarz czegokolwiek. Więc narracje, jakoby ebook użyczony mężowi czy siostrze to Wielkie Naruszenie Licencji, są trochę próbą zmuszenia, by ludzie kupowali więcej. Także, spoko

          0
  23. strych pisze:

    Nie podzielam Robercie Twoich argumentów związanych z nieistotnością braku możliwości odsprzedaży książek elektronicznych. Ja książki papierowe regularnie sprzedaję. Fakt- jedne drożej, drugie taniej. Jedne szybciej drugie wolniej. A że trzeba zrobić czasem paczkę i ją wysłać? Pakowanie książek jest akurat najprostsze ze wszystkich towarów. Każda sprzedaż wiąże się z pewnymi procedurami i czynnościami. Przy sprzedaży/kupnie nieruchomości trzeba iść do notariusza i wnosić różne opłaty. A ten rynek kwitnie.
    W sytuacji, gdy ze sprzedaży książki papierowej można odzyskać 25 – 75% wartości (procenty podaję z własnego doświadczenia), a książki elektronicznej ZERO – przy zbliżonej cenie zakupu – pewien (sądzę że niepomijalny) odsetek czytelników poszuka ” alternatywnych” źródeł pozyskania.

    Myślę, że jest to ważny czynnik kształtujący rynek e-booków. Ale zapewne stopniowo się do tego przyzwyczaimy i w coraz mniejszym stopniu będzie to wpływało na decyzję konsumenckie: kupić czy „pozyskać”.

    7
    • Doman pisze:

      Wszystko rozbija się od stosunku pracochłonności do odzyskanych pieniędzy i wyceny własnego wolnego czasu. Mieszkanie kupujesz raczej nie częsciej niż raz na kilka lat, a przy 6-cyfrowych kwotach te godziny spędzone na biurokrację tak nie bolą. A jak z książki masz odzyskać na czysto 10 zł to z każdą minutą zaczynasz się zastanawiać czy to warto.
      No i jak ktoś odsprzedaje na prawdę dużo, to może i zaczyna działać efekt skali ułatwiający biznes a i odzyskana kasa staje się ważną pozycją w budżecie.

      0
  24. odbojnik pisze:

    Najwięcej krzyczą ci który najwięcej na tym zarabiają, czyli oficyny wydawnicze.
    Sapkowski kiedyś napisał, że za każdą książkę dostaje w granicach 15%, bo resztę „grabi” wydawca.

    3
    • rudy102 pisze:

      To niech wszystko ogarnie i wyda sam przy kolejnej książce jak mu nie pasuje.

      7
    • Prenumbra pisze:

      W każdym przypadku tak jest, w każdej firmie, urzędach, agencjach, wszędzie pełno pośredników-darmozjadów, zatrudnionych po znajomości , wymogiem prawa, albo dlatego, że bez nich państwo pozwoli prawdziwym złodziejom oskubac ciebie do zera, których utrzymuja ludzie, którzy rzeczywiście tworzą wartośc dodaną do gospodarki i życia ludzi… Covid obnażył tą chorą rzeczywistość…

      0
  25. Henia pisze:

    Gdyby piractwo nie było piętnowane, to w Polsce nikt nie kupowałby legalnie.
    Również uważam, że ebooki są za drogie. Ostatnio jak kupowałam książkę, to papierowa wersja była tańsza od ebooka.
    Dość często sprzedaję książki. Jeśli uznam, że nie będę do danego tytułu wracać przez najbliższe 5 lat, to pozbywam się książki. Czasem czytam daną książkę dwa razy pod rząd i sprzedaje, bo nie mam gdzie składować kolejnych tomów i dość często się przeprowadzam.
    Przy pierwszej przeprowadzce miałam duży problem z hurtowym pozbyciem się książek i teraz się pilnuję.
    Raz czy dwa razy przeczytaną książkę, która jest w idealnym stanie sprzedaję ok. 30-50% taniej niż kupiłam. Jeśli ebook kosztowałby 30% ceny książki, to kupowałabym ebooki i nie bawiłabym się w handel. Chociaż niektóre książki lepiej się czyta i ogląda w tradycyjnej formie.

    2
  26. Rudy Hes pisze:

    A powiecie mi może gdzie szukać „pirackich” ebooków, których nie ma oficjalnie wydanych w formie elektronicznej? Czy to jest nielegalne? Pamiętam, że było kiedyś forum peb i tam było mnóstwo najświeższych ebooków, co oczywiście było „kradziejstwem”, ale było też bardzo dużo przekonwertowanych książek papierowych (seria z Jamnikiem, z kluczykiem), których nie ma, i prawdopodobnie nie będzie, w oficjalnej dystrybucji (ani elektronicznej, ani podejrzewam papieru już nikt nie wznowi).

    1
  27. Shilton pisze:

    Książki kupuję już tylko w wersji elektronicznej. Mam e-booków na ok. 15-20 lat.
    Ale (to słowo, które Polacy lubią najbardziej)…jak się widzi e-booki w wersji elektronicznej za 90-95 zł – to chyba jakaś przesada (mówię tutaj o książkach historycznych)!!!
    E-Booki kupuję tylko w promocji – minimum 50%. Jeśli promocja jest mniejsza nawet nie przeglądam.

    9
    • Piotr pisze:

      Witaj w klubie
      no prawie, bo czasem papier mi się zdarzy – ALE wyjątkowo
      zapas ebooków mam na kilka lat także :)
      oj tak, wiele z historycznych książek (lubię biografie) ma wysokie ceny (cóż, życie)
      pozdrowienia

      0
  28. Włodek pisze:

    Dobrze , że wypożyczający( wersje papierowe) w dziesiątkach tysiący bibliotek szkolnych , uniwersyteckich nie mają podobnych dylematów. Piratami nie są aczkolwiek wydawcy i autorzy żadnych gratyfikacji finansowych nie otrzymują.

    0
    • mjm pisze:

      Jestem ciekaw czy masz świadomość, że swój komentarz zamieściłeś w odpowiedzi na wpis, w którym stoi:
      „Niektórzy dodają jeszcze, że ściągnięcie e-booka jest jak wypożyczenie książki z biblioteki – przecież autor na tym nie zarabia. Tutaj są akurat w błędzie, bo od paru lat autorzy mogą domagać się wynagrodzeń za wypożyczone książki i są to podobno całkiem przyjemne kwoty.”

      5
    • sol pisze:

      Oto piękny przykład na czym polega problem z czytelnictwem. Cytat z komentowanego tekstu:

      > Niektórzy dodają jeszcze, że ściągnięcie e-booka jest jak wypożyczenie książki z biblioteki – przecież autor na tym nie zarabia. Tutaj są akurat w błędzie, bo od paru lat autorzy mogą domagać się wynagrodzeń za wypożyczone książki i są to podobno całkiem przyjemne kwoty.

      3
  29. PB pisze:

    A ja kupiłem więcej e-booków niż przeczytałem. ;-)
    Oj daaaaaaaaaaaawno już nie ściągnąłem żadnego z chomika (będzie z 6 lat już).
    A z tych, co ściągnąłem, większości nie przeczytałem. ;-)

    Ale to nie tak, że mało czytam… No puchnie mi lista kupionych książek „do przeczytania kiedyś”. Proszę o artykuł, jak sobie poradzić z tym problemem. ;-)

    5
    • Grześ pisze:

      Dołączam się do prośby! Mam podobnie… :-D

      2
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        Bardzo proszę, rozwiązuję wasz problem bez konieczności artykułu. Kupujcie na potęgę zamiast ebooków audiobooki i puszczacie je jak wychodzicie z domu, żeby nużący głos wysportowanego aktora przepełniał wystrojne przestrzenie waszych wnętrz…

        2
        • ChuckB43 pisze:

          Audiobook to nie ksiazka!
          Ksiazke sie czyta. Nie slucha.
          Audiobook jest potrzebny w pewnych okolicznosciach i wtedy jest akceptowalny.

          1
          • Tomek Primke pisze:

            Ech… A jeśli przeczytam na głos książkę, nagram ją, a potem razem z żoną tego odsłuchamy, to jest czytanie książki? Dodam, że w czasie nagrywania faza księżyca jest zazwyczaj inna, niż w trakcie odsłuchiwania, ale za to zawsze okno jest zamknięte.

            1
      • Jagum pisze:

        Robert napisał już artykuł na ten temat, 5 lat temu ;) – https://swiatczytnikow.pl/jak-zajeci-ludzie-znajduja-czas-na-eczytanie/

        1
        • oshin pisze:

          Problemem nie jest czas na czytanie (w każdym razie u mnie nie całkiem o to chodzi) tylko nadmiar książek do przeczytania ;) Też niczego nie ściągam, mam 300 nieprzeczytanych… dałabym radę przez parę lat bez kupowania, tylko jak to zrobić, jak? ;)

          4
  30. ZłyCzłek pisze:

    Co do samych wyliczeń przychodów/strat rynku wydawniczego wrzuciłem bym jeszcze fakt, że wiele osób kupuje ebooki „na zapas”, bo promocja lub inna okazja, a potem nigdy nie czyta. Sam mam wiele takich pozycji (zwłaszcza z BookRage), po które pewnie nigdy nie sięgnę, bo zainteresuje mnie coś innego.

    6
  31. Bolek_and_Lolek pisze:

    Jest niezbity argument za piraceniem… Przeczytanie książki zabiera wiele godzin… Jest to niesamowite poświęcenie swojego wolnego czasu w imię krzewienia dziedzictwa kultury… W zwiazku z tym skoro wydawcy nie chcą płacić za czytanie książek tylko jeszcze wymagają żeby im płacić, to co najwyżej mogę uczestniczyć w tym za darmo… Bum chomik

    3
  32. Runior pisze:

    Zaraz po zakupie mojego pierwszego czytnika ściągnąłem z Internetu kilkadziesiąt ebooków. Dobrzy autorzy, znane tytuły, niewielkie pliki, nic, tylko zasysać. Do dzisiaj przeczytałem najwyżej kilka. Jednocześnie, w ciągu tych kilku lat kupiłem kilkaset legalnych e-booków (spora część nadal czeka na przeczytanie). Ze względu na brak czasu jestem dosyć wybredny i po prostu nie zamierzam czytać wszystkiego, co kiedyś ściągnąłem jak leci.
    Osobiście nie uważam piractwa książek za zjawisko o skali istotnej dla całego rynku. Ceny legalnych książek są na tyle niskie, że w zasadzie każdego na nie stać, istnieją oferty abonamentowe dla czytających dużo, a czas potrzebny na konsumpcję treści czyni czytanie jednym z tańszych hobby.
    Co ważne, piratami są potencjalni klienci. Jeśli ściągnięta książka im się spodoba, jest spora szansa, że następna pozycja tego autora zostanie kupiona.

    2
    • asymon pisze:

      Nie wiem, jak jeździłem komunikacją miejską, to mam wrażenie że 1/3, może nawet 1/2 tego co widziałem u ludzi na czytnikach, to była konwersja z pdf. Wiadomo jak to wygląda ;-)

      2
      • Shilton pisze:

        No to masz bardzo dobry wzrok kolego :-))
        Ja bym chyba nie poznał czy ktoś czyta kupioną legalnie czy z chomika :-))
        Nieraz jak jadę autobusem/tramwajem, to jestem chyba jedynym, który używa kundelka, ludzie czytają zazwyczaj w papierze.

        P.S.
        W PDF-ie mam ok. 30 kupionych książek, więc jak ktoś czyta pdf, to nie znaczy, że musi to być „pirat”.

        2
  33. Tom pisze:

    Sorry książki które miałem na półce w większości sprzedałem i dużo nie straciłem a na przewodnikach zarobiłem dwukrotnie. Słaby ten argument.

    2
  34. WMC pisze:

    A ja uważam, że piractwo ma swoje pozytywne strony, zwłaszcza w przypadku autorów nowych, jeszcze nieznanych i cykli. W tym przypadku jest to swoista „promocja”. Gdybym nie ściągnął pirackich wersji pierwszych tomów wielu cykli bądź książek niektórych autorów – nigdy nie kupiłbym następnych tomów czy książek danego autora. Jeśli książka mnie „wciągnęła”, nie czekam aż następne pojawią się gdzieś w sieci, tylko kupuję w księgarni. Per saldo i autor i wydawnictwo wychodzą na plus, bo chociaż jedną książkę spiratowałem, to następne kupiłem. Znam wielu ludzi, którzy mają takie „modus operandi”. W końcu nikt nie lubi wyrzucać pieniędzy w błoto.
    Do wyjątków należą takie promocje, jaką kiedyś zaproponował Ebookpoint w przypadku cyklu o Oxenie Jensa Henrika Jensena. Pierwszy tom w wydaniu elektronicznym był za darmo, a kto oprze się wzięciu czegoś, co dają ;). Ja się nie oparłem :). A następne tomy kupiłem. Szkoda, że to była akcja jednorazowa, być może taki model promocji pozyskałby więcej kupujących niż tradycyjne, czasowe obniżki cen.
    Narzekacie na ceny ebooków, że za wysokie. Ale jest jedna księgarnia, co prawda dla miłośników jednego gatunku literackiego, w której niemal wszystkie ebooki są w jednej, niskiej cenie – 9,99 zł. Mówię tu o esef.com.pl, księgarni z literaturą głównie s-f, chociaż nie tylko.

    1
  35. oktaryna pisze:

    Ja ostatnio kupiłam książki Znaku w papierze bo miały darmową wysyłkę i były za 13-14 zł podczas gdy Woblink nie schodzi z ceną poniżej 18. Jak są tak pazerni to ja się „pomęczę” z makulaturą. A dodam, że bardzo ładne wydania więc tylko na tym zyskałam. Woblink ma wyłączność i podbija ceny niemożliwie. I takie monopolowe ceny na pewno zabiją e-booki. Już nie wspomnę o wydawnictwie Vesper które boi się nie wiadomo czego i unika e-booków jak ognia. Szkoda gadać. Myślę, że są to przykłady gdzie wydawcy się zupełnie nie uczą i są całkowitym betonem a potem zdziwienie.

    5
  36. ikroopka pisze:

    Jest jeden, podstawowy powód, dla którego ściągam ebooki z chomika – bo tam są, a w ‚legalnych’ żródłach ich nie ma. I tylko wtedy.

    0
  37. XYZ pisze:

    Ja jednak drogi autorze mam wątpliwości co do ceny ebooków. Twierdzę że są zbyt drogie wobec ich papierowego odpowiednika. Nie będę tutaj przytaczał argumentów mówiących o możliwości odsprzedaży bo napisałeś jasno jak absurdalny jest to argument. Zwracam uwagę na to, że wydawca nie ponosi kosztów związanych z wydrukiem i sprzedażą fizycznej książki. Pojawia się pytanie, ile jest zatem warty papier na którym drukuje się książkę? Ceny ebooków potrafią się w ogóle nie różnić od ceny wydania papierowego, co sugerowałoby że papier nie kosztuje nic.
    Inną sprawą jest to, iż – oczywiście moim subiektywnym zdaniem – elektroniczne wydanie powinno być dołączane gratis lub za niewielką dopłatą do fizycznego egzemplarza. Póki co spotkałem się z takim rozwiązaniem raz, przy jakiejś książce językowej. W zamian za możliwość pobrania ebooka, wydanie było droższe o całe 5 zł – to jest dla mnie uczciwe podejście do tematu. Brakuje mi zaś tego w przypadku innych książek branżowych, których zwyczajnie nie mam czasu przeczytać w domu ale chętnie zerknąłbym na nie w drodze do pracy metrem. Koszt – 80 zł za elektroniczny odpowiednik fizycznej książki, która również kosztuje 80 zł.

    5
  38. Ewa pisze:

    Co do „nieodsprzedawalności” e-booków, że to nie miałoby sensu, bo książek też nikt nie sprzedaje – otóż zdarza mi się zarówno kupować książki w akcjach charytatywnych, jak i oddawałam je w takich celach. I zauważyłam, że jest to całkiem popularny trend – w szczytnym celu ostro wietrzy się bibliotekę.
    A z ebookami tego już nie zrobię :(

    4
  39. Artur pisze:

    Najwiekszym mitem jest nazywanie piractwa kradzieza, mimo ze tradycyjne piractwo jest kradzieza w sensie ludzkim (ktos traci zawartosc dobr plynacych na statku), a pobieranie plikow elektronicznych sprawia, ze ludzie nie daja pieniedzy, ale nie ma dobr wytworzonych: nic nie kosztuje ten plik, bo wydawca ani autor nie ponosza ani grosza za ten plik (nikt nie musi go odtwarzac). Ale przyzwyczajenie nas ludzi w sensie prawnym do poczucia sie zlodziejami jest w interesie najwiekszych rabusiow, czyli systemow panstwowych. Na niczym nie mozna zarabiac tak malym kosztem i tak latwo, jak na sprzedazy juz istniejacego projektu, bez potrzeby jego jednostkowej produkcji. A mimo wszystko kupujemy ogromna ilosc takich plikow, czesto tylko dlatego, zeby posiadac (natura zbieracko-lowiecka) lub zeby wesprzec autora, wydawce, handlarza, porownywarke cxy system panstwowy, bo jestesmy ludzmi i obywatelami. Czesto mimo braku ponoszonych kosztow za kopie pliku kupujemy mnostwo filmow, programow, ebookow, utworow muzycznych, ktorych uzywamy raz lub nigdy i nikt nie mialby z tego nic, gdybysmy pozyczyli papier od znajomego lub poprosili go o mozliwosc jednorazowego skorzystania. Mimo tej zbierackiej typowo ludzkiej natury „kulturalny cham” nazywa tak porzadnych ludzi zlodziejami, gdy cos sciagna.

    5
  40. Prenumbra pisze:

    Człowieku o czym ty tu piszesz… Przecież tak zawni artyści, celebryci, literaci to często sługusy polityków i korporacji, która ich przekupuje, żeby ze zwyczajnych ludzi, którzy cięzko pracują, wytwarzają realne dobra, które tworzą realne bogactwo, byli okradani, żeby pracowali za darmo, albo pół darmo. Wy chcecie w Polsce, żeby ludzie czytali ksiązki? Zeby chodzili do kina, teatru, restauracji, kafejek itd, a zarobki dla zwykłych ludzi są na poziomie Zimbabwe przy cenach europejskich? Przeciętny człowiek w Polsce walczy o przetrwanie, bo 3/4 jego zarobku to utrzymywanie darmozjadów- różnej maści pośredników, tj. urzędników, teamleaderów, managerów, kierowników, dyrektorów, prezesów, ich sekretarki, asysytentów, agentów, koordynatorów itd itp. Tych ludzi powinno być tylko minimalna ilośc i powinni zarabiac grosze a nie lepiej od tych co rzeczywiście pracują. Tymczasem lista darmozjadów, którzy jak pokazała sytuacja z Covid, zupełnie niepotrzebnych, którzy tylko żerują na systemie i ludziach, jest długa i szeroka. Dlatego ten człowiek na dole, który wykonuje tą realną prace, realne dobro, zarabia śmieci a pieniądze i to w majestacie prawa, którego uchwaleniu przyklaskują tacy artyści jak Krystyna Janda itd itp. Od 2004 r Polska jest w Unii, miliony ludzi musiało wyjechać z kraju, zostawić wszystko co znali, w swojej głupocie zamiast zapomnieć o tym kraju, który ich kopnąl w d… i pozbawił wszystkiego, wysyłali latami pieniądze, które potem szły na utrzymane tych pseudobiznesów w kraju zombie, bo inaczej to bezrobotni najpierw zjedliby bezdomnych a potem całą reszte, taka to była armia. Dzisiaj już nikt o tym nie pamięta co Milerek z Kwachem, Wałęsa, Tuskiem i Balcerowiczem zrobili z ludzmi, ktorzy pracowali w fabrykach, sklepach, restauracjach, barach, z dnia na dzień na bruku, albo pół roku pracy bez wypłaty, a jak była o można było płakać z rozpaczy itd itp a artyści i literaci mówili, o nich robole i chołota, bo politycy im płacili. Dlatego jak przyklaskiwali władzy i krwiopijcom co okradali z ludzi z ich zarobków, tak nie zarabiali nic od ludzi, którzy mogli być ich klientami, a że wielu ludzi, po cięzkiej pracy potrzebuje czasami tez rozrywki innej niż wrzaski psychola szefa, który pogania za miske ryżu, to ściągali, gry, ksiązki, filmy itd itp. To sami artyści, literaci i również profesorowie na wyższych uczelniach przyczynili się do biedy w Polsce, ze ludzie musieli kombinować ze ściaganiem, zamiast poprostu kupić za swoje zarobione pieniądze. To oni dostawali kase od polityków i korporacji, żeby przez lata ludziom „na dole” mówili, że im sie nic nie należy. Jak kupisz ksiązke jak masz opłat 1500zł a zarobek 1800? W 2005 to był wtedy dobry zarobek, no ale jeszcze krwiopijcom było za dużo, więc zaciskali sznury na 800 zł za miesiąc pracy… To i ludzie w końcu uciekali, i głupki utrzymywali ten kraj-zombie, zeby po latach słyszeć od dzieciaków, tych którzy ustawili sie przy politykach, że są zdrajcami… Po co ludzie mieliby sie wysilać, kombinować, zeby ściagnąc jakiś film, gre, ksiązke itd, jak zwyczajnie można to kupić w sklepie. Jak zarabiasz, idziesz i nie zastanawiasz sie, czy ci potem starczy na jedzenia, albo pójście do detysty, na opłacenie prądu itd. Idziesz do księgarni albo zamawiasz przez neta i kupujesz. Proste, bez kompinowania, bez strachu, że sobie jakiegoś trojana na kompa wrzucisz. W Polsce wciąz po 20 latach wyjazdów emigrantów za granice wciąz to luksus… a nie normalnośc… To jakaś paranoja, a artyści, literaci śmią wrzeszczeć, że sie ich z czegoś okrada? Przecież to oni sami w pierwszej kolejności (zapomniałam o roli mediów, telewizji polskiej, dziennikarzy tj Lis, też kupionych przez korporacje), do tego sie przyczynili bawiąc sie z politykami a zwykłych pracujących cięzko ludzi, którzy mogli być ich klientami, fanami, uważali za chołote… Ja w zeszłym tygodniu byłam w mojej lubionej księgarni Waterstones i wydałam tam 75 funtów, czyli 375zł w przeliczeniu na złotówki. I tak co 2 tygodnie sobie moge pozwolić wydac taką kwotę na ksiązki, ktore są pieknie wydane, pachnące nowością, a w Polsce pracując nie stać mnie było na jedzenie. Szłam głodna spać, byłam pracującym żebrakiem i ja mialam z burczącym z głodu brzuchem mysleć o kulturze wyższej? Jeżeli ktoś tak potrafi i to niech może zrobi eksperyment i przez kilka lat kladzie sie spać z pustym żoładkiem po cienkim obiadku i śniadaniu, a rano niech idzie do pracy, zobaczymy ile będzie miał siły, zeby mysleć o czytaniu książek… Przecież chyba wszyscy w Polsce uczyli sie o piramidzie Maslova, a mimo to wciąz i wciąz probuje sie ze zwykłych ludzi i ich rodzin zrobić jakieś roboty, które żyją powietrzem i myśli, że to oni nie są klientami, tylko jacyś przybysze z pieniędzmi z Marsa…

    4
    • mlotnaczerwonych pisze:

      Dowód anegdotyczny. Ja kupuję książki w Polsce i nie mam z tym problemu, gdybym zaczął pracować za granicą, to z powodu wyższych kosztów życia nie mógłbym sobie na to pozwolić. I co teraz? Czyja prawda jest mojsza?

      2
      • Prenumbra pisze:

        Ty akurat możesz sobie na to powolić, tj politycy i ich rodziny, urzędnicy i ich rodziny, dyrektorzy, kierownicy i ich rodziny, prezesi i ich rodziny itd Wielu ludzi może sobie na to pozwolić, to czemu w takim razie w Polsce wciąz jest piractwo? Bo Polacy mają takie widzimisie? Te całe kompinowanie z torrentami, zagrożenie że można z ebookiem trojana na kompa dostać, czekanie aż się ściagnie itd? Bo tak lubią? NIe łatwiej i szybciej iśc i kupić w sklepie? No popatrz, może Polacy lubią zakupy z trudnościami… Zwykłe kupno w sklepie to nuda… Ze tez nie wpadłam na to…

        1
        • Sholay pisze:

          Uważasz, że w Polsce tylko rodziny polityków mogą sobie zarabiają powyżej średniej krajowej?

          xD

          Tak chyba nie było nawet w latach ’90.

          &

          0
    • Robert Drózd pisze:

      Niech zgadnę, korporacje i politycy ukradli też przycisk Enter? Tego strumienia świadomości nie da się czytać.

      Co do ciężkich warunków w jakich musimy żyć, polecam „Głód” albo „Factfulness”. Polska niezależnie od wszystkiego jest w gronie najbogatszych krajów świata i nie w tym że jestesmy tacy biedni szukałbym tego że nie czytamy.

      7
      • Artur pisze:

        Ale to nie zmienia faktu, ze jestesmy bez szans na znacznie szybszy rozwoj od USA lub zachodnich krajow Europy przy obecnej dostepnosci oprogramowania i ksiazek dla przecietnych, zapracowanych ludzi, przy przecietnych stawkach. Inna sprawa sa filmy i muzyka, bo to jednak typowa rozrywka.

        Oczywiscie rozumiem Twoj caly wpis i ogolnie sie zgadzam, ze obie strony mysla czesto bezsensownie, ze sa strasznie poszkodowane. Zgadzam sie rowniez, ze jesli nas stac na zakup lub jesli korzystamy z tych ksiazek lub oprogramowania i dzieki nim zyjemy latwiej lub zarabiamy wiecej, to powinnismy wreszcie kupic, bo bez tych oplat nie bedzie nowych ksiazek i szkoda autorow. Ale musimy pamietac, ze malo zamozni ludzie moga siegnac do tych spiraconych ksiazek w wolnych chwilach (czego nie umozliwia chwilowe wypozyczenie z biblioteki) i rozwijaja sie dzieki temu. To daje szanse na ich pozniejsza wdziecznosc, bo jednak beda lepiej rozwinieci od ludzi, ktorzy nie czytaja.

        1
      • Tomek Primke pisze:

        Zaplusowałem za pierwszy akapit komentarza.
        Odnośnie reszty nie będę się wypowiadał, bo jak napisał RD, tego się po prostu nie da czytać… Po coś ludzie wymyślili jednak akapity.

        1
        • Prenumbra pisze:

          Zwyczajnie dzisiejsze pokolenia nie potrafią przeczytać tekstów dłuższych niż 3 linijki, więc o czym tu dyskutować… Powodzenia życze od września… Ciekawe czy będziecie mieli siły czytać ksiązki…
          Naród, który nie zna swojej historii, skazany jest na jej powtórzenie…

          1
          • Robert Drózd pisze:

            Zwraca się Tobie uwagę, że wypowiedź jest nieczytelna przez brak akapitów, a Ty się obruszasz. Czyli nie chcesz dyskutować, a wygłosić swoje zdanie i pójść dalej w poczuciu moralnej wyższości. Good luck.

            4
      • Prenumbra pisze:

        Najbogatszy kraj świata, którego rozwój jest oparty na pieniądzach zarobionych przez emigrantów i je wysyłają do swoich rodzin w Polsce. No, rzeczywiscie bogactwo. Jak we wrześniu zamkną znowu wam granice , bo znowu będzie kwarantanna i utrzyma sie to do kwietnia, to zobaczycie skąd pochodziło wasze bogactwo w Polsce i skąd polskie firmy miały zyski, bo na pewno nie ze swoic pracowników, których nie uważają jednoczesnie za swoich klientów i płacą im śmieci za prace a nie pieniądze…Jaką wy ludzie macie krótką pamięć, dlatego znowu będziecie mieli oficjalne bezrobocie 25% a nieoficjalne 40, tylko róznica taka, że już nie będzie gdzie uciekać za godnym zyciem… Ksiązek o głodzie nie musze czytać, bo sama go przezyłam… Gdy wyjeżdżałam z Polski ważyłam 51 kg przy wzroście 170… Więc daruj sobie gadki o bogactwie w Polsce…

        1
        • Artur pisze:

          OK, mialas pare kg niedowagi, gdzie wiekszosc ludzi ma powazna nadwage.

          Dodatkowo, nie zrzucasz tego na swoja sytuacje w rodzinie, gdy bylas dzieckiem.
          Wymieniasz tylko jako winnych politykow lub dziennikarzy i to tych, ktorzy sa nieprzychylni biezacej wladzy, jakby to oni byli przyczyna tego, ze w Polsce nie mamy spoleczenstwa z tradycjami, ogromnymi kapitalami i ukladami w swiecie, dajacymi nam szanse na stworzenie fabryk samochodow, elektroniki i innych pozadanych w swiecie dobr. Takich produktow, ktore beda konkurowac w swiecie i wygrywac z tymi, ktorzy maja najwieksze uklady. Z tymi, ktorzy wypromuja wszystko wsrod durni calego swiata, jako pozadane. To wina raczej braku wzorcow kapitalizmu. Przecietny, mlody czlowiek nie marzy inierobi wszystkiego co mozliwe, zeby zostac kims na miare Daimlera, Boscha, hrabiego Zeppelina, Maybacha itp.

          Ciezko marzyc, gdy ludzie mysla, ze wzorem jest ich prezydent, premier, jakis smieszny prezes lub jakikolwiek prezenter, a ulice sa nazywane kwiatami lub nazwiskami pisarzy, a nie tych, ktorzy rozwijaja swiat. W Niemczech jest inaczej i jest chec. Ale oprocz tego nie ma u nas kapitalu, a ludzie zawsze chca, zeby rzadzili nimi idioci, bo oni mowia im najladniej to, co „powinni”. Nie majmniejszych szans, zeby w takich warunkach rzadzil ktos szczery i madry. Nie dostalby nawet kilku procent poparcia. A nawet jeslijakims cudem wybrany zostalby nie przez tlum, to potem zostalby szybko zjedzony przrz tlum i cwaniakow.

          Czego wiec oczekujesz? Naglej checi do czytania, gdy kazdego stac podobno nie na ebooki, lecz tylko i az na telewizor oraz codzienna energie elektryczna, ktora on „zjada”, zeby na wlasny koszt zatruwac sie sieczka dezinformacji? Pieniedzy, ktorych nie mamy? Wyjscia z ukladu z zachodem, ktory daje nam jakis wzgledny dobrobyt? Mimo traktowania nas jako paczki ludzi z tania sila robocza, dobrym rynkiem konsumentow i pewna grupa dobrych specjalistow, ochrona terytorialna przed wschodem itp.

          1
  41. Grafzero pisze:

    Bardzo dobry tekst, ale przykład z Wichą akurat średnio trafiony. On chciał sprzedawać dziełka stare, spady po systemie słusznie minionym i książki, które mają już wiele wydań. W przypadku ebooków, w większości przypadków, mówimy o książkach nowych przy których dałoby się odzyskać część środków.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Tylko że to jest wtedy taki wyścig – kupuję najnowszego Mroza (np. za 25 zł), czytam i biegnę go sprzedać, póki jest w miarę nowy i ktoś mi za niego da 15 zł, bo za dwa lata książka „jak nowa” będzie do kupienia w Dedalusie czy innej „taniej książce” po 10 zł, a za używkę może ktoś 5 zł mi da.

      1
      • Artur pisze:

        Pomijajac kontrowersje odsprzedazy w pierwszych latach po wydaniu, na pewno nie powinno byc zadnych problemow przy dziedziczeniu. Ale to ogolnie temat bardzo trudny, bo jak moze dochodzic do takiego rabunkowego prawa, zeby za zwykle dobra kupione wraz z podatkiem, ktore zostaly po rodzicach, dzieci musialy placic nastepny podatek. Paranoja wyzysku.

        3
  42. Darth Artorius pisze:

    Dodam jeszcze coś. Kupiłem sporo książek SF w ebookach. Niestety można steierdzić , że poziom pisarstwa jest coraz niższy. U nas i na Zachodzie. Cała klasyka SF wyszła u nas za komuny. Teraz też są dobrzy pisarze ale sporo z tego co się ukazuje to chłam…. A przekonuję się o tym po przeczytaniu kilkunastu stron ebooka. Z reguły brnę dalej bo zapłaciłem. Z gryzoniem (ten z żarciem w policzkach) byłbym mniej stratny…
    No kiedy jeszcze dałem 10 zł to spoko ale 19 – 25 zł ? Straszne…

    0
    • Artur pisze:

      Na pewno jestes teraz przy czytaniu nowych ksiazek bardziej rozwiniety niz kiedys. Przede wszystkim jednak stare popularne filmy, ksiazki czy muzyka, to najlepsze produkty ze starych czasow, wiec ciezko „wybrancow” z polowy wieku porownywac z caloscia dzisiejsza z danego roku.

      4
    • rudy102 pisze:

      Ebooki mają darmowe fragmenty, może zacznij z nich korzystać.

      5
    • Tomek Primke pisze:

      To jest ogólny problem ze współczesną literaturą (poza SF widać to również w kryminałach, które lubi moja żona). Nie wnikając w kwestie światopoglądowe, cały Zachód jest obecnie chory – i widać to wyraźnie również w literaturze. Filmu to zjawisko zresztą również dotyka. Dlatego wolę czytać powieści starsze, niż najnowsze „bestsellery”. Zdarzają się książki ciekawe, ale jest ich mało.

      Co ciekawe – kiedyś bardziej ceniłem fantastykę rodzimą (Zajdel i inni), niż zachodnią. Dziś jest na odwrót. Może kwestia tego, że po angielsku pisze się więcej – to i statystycznie częściej trafi się coś interesującego?

      1
  43. trollo pisze:

    Czy wciąż nie można wydrukować na własny użytek zakupionego ebooka czy coś się zmieniło w tej kwestii?

    0
  44. Andrzej62 pisze:

    Twierdzisz, że e-booki nie są drogie, owszem nie są. Za to zarobki wielkiej grupy ludzi są za niskie by mogli pozwolić sobie na zakup kilku książek czy czasopism (nie popularnych a hobbystycznych). Jeśli kilka milionów ludzi zarabia minimalną krajową lub zbliżoną kwotę, to dla takich osób książka czy czasopismo (w moim wypadku np. Morze Statki i okręty, Historia wojsko i technika, Nowa Fantastyka). Jeśli dochodzi rodzina, dziecko, mieszkanie na kredyt, ogólne koszty utrzymania w naszym kraju, to ksiàżka jest dla wielu dobrem luksusowym. Nie dziwi więc, że kwitnie „wymiana” e-booków na różnych stronach. Ja sam część e-booków kupuję, jednak większość „wypożyczam”. Podobnie z czasopismami, choć tu jest już poprawa bo ostatnio zaczęły ukazywać się w formacie PDF do kupienia, choć nie wszyscy wydawcy poszli po rozum do głowy i publikują swoje czasopisma w formacie, który trzeba odczytywać w specjalnej aplikacji. I tu się cieszę bo te w pdf-ie kupuję te w innym formacie (Nowa Fantatyka) po prostu ściągam od życzliwych „wypożyczających”, którzy zadają sobie trud zrobienia pdf-ie i udostępnienia go.

    0
  45. Adam pisze:

    A co powiecie na kogoś kto:
    1) czasem kupuje książki i uważa, że są drogie, ale płaci, bo lubi pisarza
    2) czasem ściąga książki i nie płaci – seria 8 książek po 20 zł to już 160, więc przy 3 seriach zwraca się czytnik
    3) jest leniwy i nie chodzi do biblioteki
    4) nie kupuje papierowych, bo nie ma miejsca na półce.
    Lepiej czytać piraty, czy nie czytać?

    0
    • Adam pisze:

      z piratami to jest tak, że jak ludzi ściągają ebooki zamiast kupować ,to wydawca jest zmuszony anulować serię i później wszyscy narzekają że wydawca nie wydał całej serii tylko anulował.
      Jeżeli faktycznie nie ma kasy ,to trudno może lepiej jak ściągnie , ale pod warunkiem że jak będzie kasa ,albo po roku, czy dwóch będzie dobra promocja to kupi.
      Ja mam 150 zł na książki każdy miesiąc i tego się trzymam, a oszczędzam na innych wydatkach.

      3
    • oshin pisze:

      Lepiej powalczyć z lenistwem.

      2
    • Artur pisze:

      „2) czasem ściąga książki i nie płaci – seria 8 książek po 20 zł to już 160, więc przy 3 seriach zwraca się czytnik”
      To dla mnie nie jest argument. Rozumiem kazdego, jesli kocha czytac a nie ma za co kupic i nie ma jak korzystac z biblioteki, bo rozwija swoj umysl, wiec moze to byc dobre spolecznie, ale porownywanie do ceny czytnika jest w moich oczach bez sensu, nawet jesli 1 ksiazka kosztowalaby wiecej niz czytnik.

      „Lepiej czytać piraty, czy nie czytać?”
      Rozumiem, ze to taki moralny zarcik, ktory kogos na pewnym poziomie moze cieszyc :)

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Wielu ludzi dłubie w nosie, ale nie ma powodu, aby się tym chwalić.

      2
    • Magdalaena pisze:

      @ Adam
      a czemu nie korzysta z Legimi?

      0
  46. Adam pisze:

    Jedno co mogę powiedzieć to, to że ebooki są zbyt drogie w stosunku do papieru
    Cena okładkowa wersji papierowej obecnie oscyluje ok 40 zł, z tego :
    – 4 zł autor
    – 2-4 zł tłumacz
    – 6-10 zł koszta wydawnictwa +druk +VAT+ minimalny zysk
    – 20 zl hurtownia + księgarnia

    Oczywiście, aby książka się sprzedała, musi mieć na starcie min 30% promocję, patrząc na ebooki to takich promocji, nie mają, w większości można kupić książkę papierową taniej niż ebooka, mam tylko nadzieję, że większy zysk idzie do wydawcy, co pozwoli przy mniejszym nakładzie wydawać książki z zyskiem, a nie na kolejnego pośrednika.
    Oby wydawcy zrozumieli, że masowe wydawanie przynosi zysk, promocje to robi Amazon gdzie ebooki ( SF) są po 1-4$,a często pierwsze tomy serii są za 0$, albo cała seria jest po 1$ za tom.

    Co do piractwa to może i promuje czytelnictwo i jakiś nowy autor może wyrobić sobie rozpoznawalność ,ale ilość czytelników SF w Polsce jest tak mała, że każda nie kupiona książka prowadzi do anulowania serii, dlatego nie popieram „piracenia” książek.

    2
  47. AdamK pisze:

    Jedno co mogę powiedzieć to, to że ebooki są zbyt drogie w stosunku do papieru
    Cena okładkowa wersji papierowej obecnie oscyluje ok 40 zł, z tego :
    – 4 zł autor
    – 2-4 zł tłumacz
    – 6-10 zł koszta wydawnictwa +druk +VAT+ minimalny zysk
    – 20 zl hurtownia + księgarnia

    Oczywiście, aby książka się sprzedała, musi mieć na starcie min 30% promocję, patrząc na ebooki to takich promocji, nie mają, w większości można kupić książkę papierową taniej niż ebooka, mam tylko nadzieję, że większy zysk idzie do wydawcy, co pozwoli przy mniejszym nakładzie wydawać książki z zyskiem, a nie na kolejnego pośrednika.
    Oby wydawcy zrozumieli, że masowe wydawanie przynosi zysk, promocje to robi Amazon gdzie ebooki ( SF) są po 1-4$,a często pierwsze tomy serii są za 0$, albo cała seria jest po 1$ za tom.

    Co do piractwa to może i promuje czytelnictwo i jakiś nowy autor może wyrobić sobie rozpoznawalność ,ale ilość czytelników SF w Polsce jest tak mała, że każda nie kupiona książka prowadzi do anulowania serii, dlatego nie popieram „piracenia” książek.

    1
  48. Bolek_and_Lolek pisze:

    @Robert Drózd
    Skoro można legalnie wydrukować na swój użytek ebooka to i każdy kto posiada papierową książkę, może na swój użytek „załatwić” sobie jej cyfrową wersję… Bum, chomik

    0
    • Hania pisze:

      No to niech na własny użytek, strona po stronie, sobie skanuje do pdfa.

      1
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        @Hania
        Acha a z ebooka niech sobie gęsim piórem przepisze?
        To jest zwyczajna złośliwość. Widzę Haniu, że może jesteś żywcem wziętą bohaterką horrorów lubującą się w znęcaniu i dręczeniu innych… ;) Mając książkę mam prawo na swój użytek mieć jej wersje cyfrową, niestety

        0
        • Hania pisze:

          Bolku i Lolku,
          Ależ oczywiście! Dręczę ręcznie!

          Bardziej mnie zastanawia ta pewność, że „wersja cyfrowa sie należy, bo mam papier” . Powyżej jest niespełna 150 komentarzy, gdzie czytelnicy bloga wzajemnie przekonują do swoich racji i powyższy pogląd jest poddawany w wątpliwość na wiele sposobów. A tutaj, szanowni Bolku i Lolku, z pewnością absolutną stwierdzacie, że „bum”.

          Interesujące. Ludzie są interesujący. That’s all.

          3
  49. Bolek_and_Lolek pisze:

    Haniu kochana, już spieszę z nieokrutnym wyjaśnieniem, wynika to z instytucji dozwolonego użytku osobistego… art 23 ustawy i bogate orzecznictwo do niego. Na własny prywatny użytek masz prawo skopiować utwór (np zripowac plyte cd lub vinyl do pliku cyfrowego lub skorzystać juz z publicznie dostępnej wersji cyfrowej utworu) tak samo mając książkę mogę prywatnie zrobić jej kopię cyfrową lub wykorzystać jej publicznie dostępna kopię cyfrową. BUM

    To jest oczywiście inna sytuacja też tu dyskutowana niż kiedy simply KRADNIESZ. Czyli nie posiadasz w ogóle jakiegoś utworu (książki) ani praw licencji do niego, a sobie przywłaszczasz go jakkolwiek, inaczej niż otrzymując od rodziny lub przyjaciela posiadających bo legalnie, jako dozwolony użytek osobisty

    0
    • Hania pisze:

      Bolku i Lolku,

      Przepraszam, bo ja nie umiem w google books i w linki też nie umiem, stąd dam tutaj takiego potwora (jeśli pan Robert potrafi i ma czas, to proszę uprzejmie o odpotworowanie):

      https://books.google.pl/books?id=yq9SAwAAQBAJ&pg=PA183&lpg=PA183&dq=publicznie+dost%C4%99pna+kopia+cyfrowa&source=bl&ots=ftIlBfHl84&sig=ACfU3U1wjUulFZtThHuRwlgHbGD9jcbF1A&hl=pl&sa=X&ved=2ahUKEwjcvJ7_gK3qAhUulYsKHbxvDgAQ6AEwBXoECAYQAQ#v=onepage&q=publicznie%20dost%C4%99pna%20kopia%20cyfrowa&f=false

      Ot tak, zgooglowalam „publicznie dostępna kopia cyfrowa” i taki wynik mi wyszedł. Szczegolnie interesujące są strony 182-184 (łącznie z uwagami w przypisach!) ,bo z nich wynika, że nawet najtęższe prawnicze głowy mają problem z ustaleniem, czy kopia cyfrowa utworu jest tożsama z jej egzemplarzem materialnym z punktu widzenia prawa autorskiego.

      Bardzo,bardzo to wszystko interesujące.

      0
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        Haniu, prawnicy zarabiają pieniądze na reprezentowaniu klientów w sądach w różnych sprawach. W ich interesie nie jest wypowiadanie się jednoznacznie przy jakiejś wersji. A szczególnie w takim obszarze, gdzie najwięcej mogliby stracić na sprawach od klientów właścicieli praw autorskich. Więc nie spodziewaj się ze prawnicy będą interpretowali prawo na korzyść zwykłych userow, bo zarabiają głównie na reprezentowaniu branży i ochronie praw autorskich. Dlatego jedynie pojedynczy prawnicy piszą jak jest. A jest tak ze dozwolony użytek osobisty daje OGROMNE możliwości każdemu prywatnie

        2
        • Hania pisze:

          Szanowni B&L,

          Dziękuję za interesującą dyskusję!

          Czyli z jednej strony to, o czym decydują (lub nie potrafią/nie chcą zdecydować) prawnicy nie jest miarodajne, a z drugiej strony podpieracie się czysto prawniczym konceptem „dozwolonego użytku osobistego” czerpiącego z „publicznie dostępnych” kopii cyfrowych. To w końcu prawo i rozstrzygający je prawnicy mają decydujący wpływ na określenie słuszności omawianej tu kwestii czy nie mają? I-jeśli tak-to którzy mają rację?

          Nie wiem.

          Rozważając onegdaj ten dylemat wyszłam z innego założenia. Choćby 10 gr ceny ebooka (wynikających z czyjegoś kliknięcia „przekonwertuj do MOBI” lub porządkowania pulpitu komputera wydawnictwa zabalaganionego licznymi ebuczkami) jest odrębnym od papierowej książki kosztem wytworzenia ebuczka, to te 10 gr nie jest moje. I dopóki ich właściciel nie powie mi: „proszę, oddaję ci te10 gr, ebuczek jest twój” lub nie przekaże ebuczka na stronę http://www.darmoweebuczkidopobraniaprzezkazdego.pl-to ja do tych 10 gr nie mam prawa.

          To moja opinia. Nikogo nie naciskam, chętnie przyglądam się tej dyskusji i argumentom tu padającym.

          1
          • Bolek_and_Lolek pisze:

            Haniu, taki normatywny walor mają tu orzeczenia sądów w ostatnich instancjach. Anie artykuliki i publikacje mecenasów.

            Kopia cyfrowa nic nie kosztuje. Mogę ci wygenerować tysiace kopii jednym kliknięciem w kilka sekund.

            A nawet tokiem Twojego myślenia czym więcej kopii danego utworu wygeneruje świat, tym te 10gr bardziej zbliża się do zera…

            1
            • Hania pisze:

              Bolku i Lolku,

              Bardzo dziękuję za wczuwanie się w mój tok myślenia,jednak wg mnie:

              Z matematycznego punktu widzenia „dążenie do 0” traktujemy już jak 0. Z moralnego punktu widzenia między „dąży do 0” a samym „0” jest różnica. I o tę różnicę mi chodzi.

              Równocześnie uważam, że ceny ebooków (szczególnie, gdy posiada się papier) są zbyt wysokie. Ale wciąż – jeśli ktoś mi nie dał swojej własności, to nie jest ona moja. Nawet jeśli chodzi o różnicę między „prawie nic” a „nic”.

              Prawda jest taka, że marzy mi się sytuacja, że kupuje się papier, a na końcu jest dodany kod do pobrania ebooka z internetu. Kiedyś to nastąpi. I nikt nie będzie na tym stratny, a społeczeństwo po prostu zacznie czytać książki. I had a dream!…

              1
              • Bolek_and_Lolek pisze:

                Haniu, to niestety kwestia mentalna, rozumiem, że jak brat siostra mama przyjaciółka da ci płytę lub książkę to masz poczucie ze kradniesz, bo za nią nie zapłaciłaś? To jest dokładnie taka sama sytuacja jak mieć kupiona książkę drukowana i moralne poczucie że nie ma się prawa przeczytać jej na ekranie monitora z kopii cyfrowej…

                0
              • Hania pisze:

                Odnośnie prezentów od rodziny i przyjaciół-nie, nie mam takiego poczucia. Najpierw ktoś nabył prawa własności, potem postanowił przekazać je mnie.

                Co do prawa do przeczytania na monitorze-pewnie, że je mam. Jeśli mam książkę, to śmiało mogę ją zeskanować czy przepisać i będę mogła to czytać na monitorze.

                Jeśli mam jajka, mąkę, śmietanę i cukier nie oznacza to, że mogę iść do cukierni i wyjść z tortem. Pomiędzy półskładnikami a tortem jest różnica w postaci czyjegoś wkładu pracy lub środków. Tak jak z papierem i ebookiem. Prawdopodobnie jest to już wcześniej powiedziane „prawie nic”. Nie zmienia to jednak postaci rzeczy, że właściciel nie oddał mi tego,więc nie mam do tego prawa.

                0
              • Bolek_and_Lolek pisze:

                To jest zły przykład bo jajka są rzeczami policzalnymi i unikalnymi. Reprodukcja cyfrowa to jest nadanie utworowi formy nieskończenie powielalnego odwzorowania jego treści. Inaczej mówiąc posiadając książkę masz prawo przecież nie tyle do tej kupy papieru, bo nie o to w tym chodzi, ile do nieograniczonego zapoznawania się z treścią zapisaną na tym papierze. Dlatego możesz sobie ściągnąć legalnie wersję cyfrową w ramach użytku osobistego. Bo po prostu mając książkę masz prawo ją czytać, zapoznawać się z całą jej treścią… Pewnie masz też niezłego kaca moralnego czytając książkę z Bilioteki, której przecież też nikt ci nie dał i nie jest Twoja ;))

                0
      • Doman pisze:

        Fajnie się tutaj wyzłośliwiacie, ale mnie zainteresował fragment „lub skorzystać już z publicznie dostępnej wersji cyfrowej utworu”. Zarzuciłbyś jakąś sygnaturą akt czy czymś podobnym? Prawami autorskimi interesuję się hobbystycznie i chętnie bym poczytał więcej, bo jak by nie było dozwolony użytek to dość drażliwa i podatna na interpretacje kwestia.

        0
        • Hania pisze:

          Ojej, jeśli ktokolwiek odniósł wrażenie, że się wyzłośliwiam, to przepraszam- zupełnie nie miałam takiego zamiaru.

          0
  50. Tomasz pisze:

    1. Ebooki są zbyt drogie. Skandal, że cena porównywalna jest z wersją papierową. Promocje – dobrze, że są – to jednak nie jest argument za wysoką ceną ebooka poza promocją. Mam wrażenie, że jeśli ebooki byłyby tańsze kupowalibyśmy je chętniej (tak, pamiętam taki artykuł z ankietą – nie zgadzam się).
    2. Ebooki kupuję w różnych księgarniach. Podoba mi się Virtualo (ale często jest droższy!) – ze względu na wcześniej przelane pieniądze zakup jest szybki, a że kupuję dosyć często pieniądze nie leżą tam długo.
    3. Najbardziej bolą mnie błędy (ortografia, literówki) w kupionych książkach. Gdzie ta korekta? Za co zapłaciłem? Przydałaby się strona – moglibyśmy zgłaszać takie książki/wydawnictwa, bo nie wierzę, że tylko ja trafiam na takie książki. Może to stymulowałoby poprawę jakości ebooków? W dodatku w kupionych ebookach dosyć często tekst nie jest dobrze przygotowany – brak łamania tekstu, co w Calibre mogę zrobić od ręki, ale jeśli mam poprawiać literówki i łamać tekst (wtyczka: „dziel wyrazy”), to… za co ja płacę w takiej książce?

    3
    • Robert pisze:

      [Komentarz mniej związany z piractwem, a bardziej z błędami w e-bookach]
      Ad 3. Mam podobne odczucia. Nie jest ważne, czy kupię w promocji czy w cenie „okładkowej”. Ja widzę błędy – nie tylko literówki, urwane zdania, złe ostylowanie tekstu, błędna interpunkcja, ortografy(!!!) – w sporej części kupionych e-booków. I boli mnie to podwójnie – zapłaciłem i dostałem niepełnowartościowy produkt. Czasami idę do księgarni z czytnikiem i okazuje się, że często błędy są także w wersji papierowej :(
      Udostępnianie erraty jest niezmiernie rzadkie, a już w beletrystyce praktycznie nie istnieje. Zresztą w przypadku e-booków poprawienie błędów powinno być „w pakiecie”.
      Jestem jak najbardziej za stworzeniem platformy do zgłaszania błędów. Można dodać element grywalizacji. Tylko kto miałby za to zapłacić i jak przekonać wydawnictwa/podmioty konwertujące/księgarnie do wprowadzenia poprawek?

      6
      • kondrart pisze:

        Myślę, że powinien być tu system: „Zgłoś błąd – dostaniesz za każdego 1PLN na kolejne książki”. Ale skoro jest jak jest to powiem tak: „Bez jednego oka to ja mogę mieć pirata!”

        1
  51. asfd pisze:

    Zabrakło informacji o opłacie reprograficznej, która czyni tzw. piractwo w pełni usprawiedliwione, a nawet uzasadnione.

    3
    • Robert Drózd pisze:

      W ogóle do sprawdzenia czy ta planowana nowelizacja i objęcie opłatą nowych urządzeń, np. smartfonów, obejmowałaby też czytniki.

      1
      • Bolek_and_Lolek pisze:

        Ja czytam na tablecie, smartfonie i czytniku jak pewnie wielu, więc czuję się nią objęty. Czyli co, już nie muszę nic kupować, za nic płacić? Hurrrrra!

        2
  52. Isaak pisze:

    To i ja się wypowiem, czy piratuję? No jasne ze tak. Ale tylko wtedy kiedy nie mogę książki nigdzie znaleźć, bardzo dużo starych książek nie ma wersji cyfrowej i pewnie nigdy nie będzie miało. Z nowości to nie pamietam. Za dużo kupuje i nie nadążam czytać tak ze zadam inne pytanie czy książka która kupiłem i jej nie otworzyłem to czy za taka książkę wydawca nie powinien dostać pieniędzy ? Pytam o ebooka bo wiadomo w papierze sam papier przedstawia jakaś tam wartość.

    0
  53. kondrart pisze:

    Najbardziej dziwi mnie, dlaczego audiobooki piracone nie przeszkadzają wydawcom, a ebooki już tak. Taka jest polityka wobec znanego gryzonia i nie przestaje mnie to zadziwiać. Jeden i ten sam tytuł w wersji czytanej krąży po sieci swobodnie, a wersja pisania jest ścigana z wszystkich sil.
    Druga kwestia to sprawa definicji piractwa i praw autorskich. Jest zbrodnią spiracić i udostępnić najnowszą książkę ulubionego autora na 2 dni przed jej premierą. Ale uważam też za zbrodnię ściganie kogoś za przeczytanie książki sprzed 150 lat, przetłumaczonej 50 lat temu bez opłat. Gdyby prawa autorskie wygasały po 7 latach, to autorzy byliby zmotywowani, a nie stratni. A pisarzy należy motywować do twórczości, bo bez twardych metod Wojak Szwejk by nie powstał.
    Trzecia rzecz to ogromna nierównomierność praw autorskich w stosunku do innych. Jeśli zaprojektuję piękny most to nie mam do niego zadnych praw. Jeśli zaprojektuje sposob oświetlenia go, to chronia mnie przez wieki prawa autorskie. Lub jeśli nazwę go aranzacja artystyczną.
    Podobnie jeśli opracuję wzór na syntezę wodoru z wody przy użyciu soli kuchennej – nie mam praw, lub ew. mogę je próbować sobie kupić (patent). Jeśli opracuję dwuwiersz : „Ta Jagódka piekna młódka, Z nią wygoda jak wygódka” to prawo będzie ścigać powtarzających pół wieku po mojej śmierci.
    Ponadto w pogoni za zyskiem wydawcy zaprzepaścili możliwości jakie daje technologia cyfrowa. Można było na przykład uznać, że każdy utwór w jakości 64kb/s mono i niższej to wersja demo, a skupić się na kontroli reszty. Ale zaprzepaszczono szansę, teraz za późno.
    Podobnie należałoby dziś wprowadzić dostęp do literatury z płatnościami tylko za pozycje, których przeczytamy powyżej 30%. Ale zyski spodziewane z kupna „e-półkowników” to uniemożliwiły i powoli zaprzepaszczana jest szansa na kontrolę nad obrotem ebookami (przez skalę piractwa).
    PS A co do prawnego curiosum „oplaty reprograficznej” to należy ją rozszerzyć do długopisów (przepisywanie pirackie), farbek (spiracenie Mony Lisy), stali i drewna (rzeźby) oraz karać ludzi z dobrą pamięcią (ci z gorszą np. zapomną jak się książka kończy i kupią ja jeszcze raz).

    3
    • Artur pisze:

      „Najbardziej dziwi mnie, dlaczego audiobooki piracone nie przeszkadzają wydawcom, a ebooki już tak”
      Jesli tak rzeczywiscie jest, to zgaduje: EBOOKI MAJA ZNACZNIE MNIEJSZA „MASE”.
      Przynajmniej te audiobooki, ktore kupilem maja czesto kilkaset MiB, a odpowiednie ebooki tylko kilka, co sprawia, ze ludzie sciagaja ich setki razy wiecej.

      0
  54. kondrart pisze:

    Troszkę nie w temacie – do autora. Co do obalania mitu: „ebooki sa za drogie”. Tak, są za drogie i piractwo to nie jedyny sposób na walkę z cenami; Przykład:
    http://www.antykwariatpodkarpacki.pl/produkt?id=7854/Aldiss%20Brian%20W.%20Cieplarnia.
    https://esef.com.pl/pl/p/Cieplarnia/5780
    https://virtualo.pl/audiobook/cieplarnia-i304808/?gclid=EAIaIQobChMI58mL5sWu6gIVDAB7Ch1zCwhfEAQYAiABEgL-t_D_BwE
    Kupuję w tym czy innym antykwariacie za 2-10 PLN, czytam i odsprzedaję w antykwariacie za 0,5 – 1 PLN. Tak robiłem przez całe studia, kiedy o czytnikach jeszcze nikt nie słyszał. Za te legalnokulturowe 40 PLN przeczytam więc około 6 książek zamiast jednego ebooka. Chyba, ze ebooki też będą po 2-10PLN.

    3
    • Doman pisze:

      No to ci powiem, że frajerzyłeś po kilka zł na książce. Ja na studiach czytałem za darmo książki z biblioteki.

      0
      • kondrart pisze:

        No to ci powiem, że zawartość biblioteki wojewódzkiej w dziale SF to skończyłem w pierwszej liceum. I o dziwo oferta antykwariatu była większa.

        2
  55. macias pisze:

    „E-book nie może być taki drogi”

    Obalanie „mitu”, ktory ma pokrycie w danych rozklada mnie. Wystarczy porownac ceny ebookow i ksiazek, zeby zobaczyc, ze to ten sam pulap, a czesto widze, ze cena e-ksiazki jest wyzsza. Np. „Programming WebAssembly with Rust”, ebook $33.45, papier $33.55, kupujac sprzet za ~400zl oszczedzamy na ksiazce cale 10 centow :-D.

    Jesli ktos nie ma amnezji to raczej pamieta samych wydawcow, ktorzy X lat temu zachwalali towar „ceny ebookow sa tak niskie, bo przeciez odpada koszt transportu, druku, ludziska kupujcie e-czytniki, bedzie taniej”. Jak zwykle klamstwo.

    Poza tym, obecnie ksiazki sa skladane cyfrowo, obie wersje pisze ten sam autor, wiec gaza jest stala, to ksiazka mam dodatkowe kroki — wydruk, transport — i mam rozumiec, ze w sposob magiczny koszt tych dodatkowych krokow jest zerowy. Jasne.

    Dla jasnosci, nie bronie piractwa, podwazam ten wpis jako taki. Kindle’a co prawda mam, uzywam sporadycznie, bo nie mam dla niego zastosowania — kupno papierowej ksiazki po prostu jest bardziej oplacalne. Ksiazke moge tez pozniej bez problemu pozyczyc, sprzedac, itd.

    2
    • Bolek_and_Lolek pisze:

      Ebooka też możesz pożyczyć lub legalnie bliskiej osobie dac. Nie wie, ja jak teraz czytam z papieru to mam wrażenie że cofam się do początku XX w. Jakieś to dziwne jest, ciężkie, czcionki nie można powiększyć i pogrubić. Już pomijając kwestie ekologiczne które też są ważne, to książki zajmują miejsce w domu kurza się i w 90% juz sie do nich nie wraca… Nie no ebook to jest definitywnie dobry kierunek. Tylko racja cena 20 to jest absolutny max a powinna oscylować wokół 9.99 i 12.99
      Powtórzę raz jeszcze oskarżam księgarzy i wydawców handlujących ebookami o to że zabijaja czytelnictwo i popularyzację ebookow w tym kraju!!!

      3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.