Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

National Emergency Library: autorzy protestują przeciwko piractwu. Jak naciągnięto koncepcję „kontrolowanego wypożyczenia”?

Parę dni temu pisałem o niesamowitej rzeczy, jaką zrobił serwis Internet Archive.

Na czas epidemii koronawirusa otworzyli dla każdego swoją bibliotekę 1,4 mln skanów z amerykańskich bibliotek jako National Emergency Library. Ucieszył się z tego cały świat, bo może nie ma tam najnowszych bestsellerów, ale przede wszystkim są materiały, których można używać w edukacji. Wiem, że kilku redaktorów z Wikipedii znalazło już tam teksty, które mogą posłużyć jako źródła dla tworzonych haseł.

Ale zauważyli to też autorzy i nie wszyscy są zadowoleni.

Bo ktoś napisał książkę, wciąż na niej zarabia, a tu nagle pojawia się serwis, który w imię walki z epidemią pozwala ściągnąć efekt jego pracy. Wprawdzie dostęp do skanu jest tylko online, a pobranie pliku zabezpiecza Adobe DRM, ale jak kohler powiedział w komentarzach: „ten DRM jest zabytkowy jak zamek w Malborku i ma podobną wartość militarną/obronną…”

Niektóre wpisy wkurzonych autorów na Twitterze cytuje serwis The Digital Reader. Oto Chuck Wendig, znany u nas z serii Star Wars tak zareagował na wpis amerykańskiego radia, które opisało akcję.

Ostre oświadczenie w tej sprawie wydało The Authors Guild, czyli największe amerykańskie stowarzyszenie pisarzy, które wprost określa takie działania jako piractwo.

IA has no rights whatsoever to these books, much less to give them away indiscriminately without consent of the publisher or author. We are shocked that the Internet Archive would use the Covid-19 epidemic as an excuse to push copyright law further out to the edges, and in doing so, harm authors, many of whom are already struggling. […]

IA is using a global crisis to advance a copyright ideology that violates current federal law and hurts most authors. It has misrepresented the nature and legality of the project through a deceptive publicity campaign. Despite giving off the impression that it is expanding access to older and public domain books, a large proportion of the books on Open Library are in fact recent in-copyright books that publishers and authors rely on for critical revenue. Acting as a piracy site—of which there already are too many—the Internet Archive tramples on authors’ rights by giving away their books to the world.

Aby zrozumieć kto tu ma rację, trzeba przyjrzeć się, na jakiej podstawie Internet Archive w ogóle udostępnia książki objęte prawem autorskim.

Kontrolowane wypożyczenie

Stworzona przez nich Open Library korzysta z koncepcji zwanej Controlled Digitally Lending, czyli kontrolowanego wypożyczenia. Głosi ona, że jeśli w archiwum są skany z bibliotek „papierowych”, można je udostępnić online w takiej liczbie, ile książek papierowych do wypożyczenia ma biblioteka „papierowa”.

Powiedzmy że w bibliotekach mamy sześć egzemplarzy jakiejś powieści. No to skany tych powieści mogą być jednocześnie wypożyczone online przez sześć osób.

Internet Archive stworzyło tu mechanizm kolejki (waitlist) – ktoś kto chciał dotąd wypożyczyć skan, musiał poczekać, aż stanie się on dla niego dostępny – i wtedy miał dostęp na dwa tygodnie.

Oparte to było na pewnej interpretacji prawa autorskiego, że przecież wciąż z danego egzemplarza korzysta jedna osoba, co z tego, że online. Liczyło się też ścisłe powiązanie liczby kopii w papierze i online.

To, co Internet Archive zrobiło przy okazji National Emergency Library to wyłączenie mechanizmu kolejki. Każda książka jest więc dostępna dla każdego.

W przygotowanym niedawno FAQ wyjaśniają to tak:

This library is being mobilized in response to a global pandemic and US national emergency. It shares aspects of controlled digital lending by controlling the physical book that was scanned and the redistribution of files through digital rights management software, but differs by having no waitlists for users borrowing books.  Once the US national emergency is over and waitlists are back to their normal capacity, the service will return to full controlled digital lending.

Po raz kolejny tłumaczą się zatem sytuacją wyjątkową.

Kto tu ma rację?

Czy twórcy Internet Archive mają rację? Moim zdaniem tak, bo w momencie gdy zamknięto biblioteki publiczne, a podobnie jak u nas, edukacja ma być kontynuowana zdalnie – każda pomoc jest konieczna. Twórcy serwisu uznali, że nie ma sensu czekać na jakiekolwiek rozwiązania prawne.

Tyle, że samo kolejkowanie i „Controlled Digitally Lending” to były tylko pewne interpretacje, które nie mają szerokich podstaw. W cytowanym wyżej oświadczeniu członkowie The Authors Guild podkreślają, że się z tym pomysłem (nawet w kontrolowanej wersji) nie zgadzają i uznają ją za nielegalną. Jest na ten temat oświadczenie jeszcze ze stycznia 2018.

Nie dziwię się autorom, bo przecież mimo apokalipsy ich e-booki można wciąż kupić, a część amerykańskich bibliotek ma też (legalne) wypożyczanie e-booków.

Czy będą wobec tego stratni? Nikt tego nie wie. Przeglądanie książek online nie jest jednak aż tak wygodne, aby zastępować legalny zakup, z kolei zabezpieczenia, choć archaiczne, są wystarczające dla większości Amerykanów. Ale w sytuacji, gdy sprzedaż książek na pewno spadnie i nie będzie też dodatkowych przychodów np. ze spotkań autorskich – udostępnienie skanów może zostać potraktowane jako kolejny cios.

Internet Archive na razie odpowiedziało w ten sposób, że w FAQ dają autorom możliwość „wypisania się” z tego rozdawnictwa. Ciekawi mnie, czy po zakończeniu epidemii wydawcy i autorzy nie zdecydują się na akcje prawne i czy to wszystko nie będzie miało poważnych konsekwencji. Choć pamiętajmy też, że trudne czasy tworzą nowe rozwiązania i może taki dość bezczelny ruch zostanie nowym standardem?

A jaki z tego wniosek dla nas? W Polsce nikt nie próbował dotąd koncepcji „kontrolowanych wypożyczeń online” wdrażać. Biblioteki trzymają się ściśle prawa autorskiego i nie sądzę, aby próbowały je w ten sposób naciągać. Tym bardziej nie ma co się spodziewać, że np. Polona się otworzy, choćby epidemia trwała i rok.

Ale póki National Emergency Library jest otwarta, warto z niej korzystać, pamiętajmy też, że to samo i w ładniejszej oprawie jest w Open Library.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

91 odpowiedzi na „National Emergency Library: autorzy protestują przeciwko piractwu. Jak naciągnięto koncepcję „kontrolowanego wypożyczenia”?

  1. ChlopskiLogik pisze:

    Proponuje tym autorzynom i autorzynkom brac kije w rece i ruszac na kopiarki!

    Dobry autor/autorka bedzie sie cieszyl/a, ze zyskuje na popularnosci i czytelnicy do niego powroca.

    3
    • Robert Drózd pisze:

      Ale wiesz, że w cenie kopiarki (i różnych innych urządzeń/materiałów) jest haracz na rzecz organizacji reprezentujących autorów? :-)

      3
      • ChlopskiLogik pisze:

        Wiec im wiecej sprzedanych kopiarek, tym wiecej pieniedzy z podatku. Powinni zabrac po dwa kije ;-)

        2
  2. Captain pisze:

    Jak ktoś chce pobrać pirata to pobierze pirata, wystarczy wejść w odpowiedni dział na Reddicie i będzie naprawdę sporo stron. Więc ich walka nie ma sensu bo paradoksalnie piraci to ci którzy kupują sporo treści. Po prostu część produktów jest za drogich, albo szczególnie w Polsce dzielenie ksiązek na 2 tomy… Przez to przerzuciłem się na czytanie oryginałów które na wyprzedażach np. w amazonie są za ułamek ceny jednego tomu w Polsce.

    7
    • ChlopskiLogik pisze:

      Mimo wszystko wysoka cena nie jest usprawiedliwieniem piractwa czy zlodziejstwa.

      Jak sasiad zaparkuje swoja ferrari pod moim familiokiem, to przeciez nie moge jej sobie pozyczyc na krotka przejazdzke, „bo mnie nie stac”. Reguly gry, to reguly gry. Jak kogos nie stac to niech slini jezyk, ale niech nie dotyka. Albo niech dziala w ramach prawa w kierunku zmiany sytuacji, mozliwosci jest wiele (od lepszej pracy poczynajac, na roznych publicznych eventach konczac).

      9
      • YKW pisze:

        Ale wiesz chyba, że samochód jest towarem niekopiowalnym, tzn. zabranie go tobie spowoduje, że nie możesz go używać, a ebook jest w pełni kopiowalny – jak zrobię kopię, to nie stracisz swojego, więc ta analogia jest słaba.

        10
        • ChlopskiLogik pisze:

          Wiec moge zabrac na godzine samochod sasiada gdy on spi?

          Podaj mi prosze swoja mocna odpowiedz.

          4
          • sadf pisze:

            Czego nie rozumiesz? Jak zabierzesz samochód na godzinę, to go trochę zużyjesz, co przekłada się na koszty. Jak skopiuję plik albo nauczę się na pamięć „Pana Tadeusza”, to kto i co straci?

            8
            • ChlopskiLogik pisze:

              A jak przez godzine bede tylko siedzial w aucie sasiada, bez zuzycia. Moge tak?

              6
            • M. pisze:

              Czego nie rozumiesz?
              Czy jak ktoś Cię wynajmie do kopania dołu przez 8 godzin a potem nie zapłaci, to powiesz, że ok, przecież nic nie straciłeś?
              Autor napiszał książkę, a wydawca ją wydał w ebooku nie dla Twojej przyjemności, tylko dlatego, że chciał za to dostać zapłatę od, powiedzmy, 1000 osób, które ją przeczytają. Ty go tej zapłaty pozbawiłeś, dostaną kasę tylko za 999 egzemplarzy. Autor i wydawca stracili potencjalne korzyści za ukradziny egzemplarz, proste?

              9
              • asdf pisze:

                Ale ja tej ściągniętej książki i tak bym nie kupił, to gdzie tu strata? A autor ma zysk, bo ktoś może przeczytał jego dzieło, a potem doceni i poleci komuś innemu. No chyba że autorowi nie zależy na sławie.

                Książek nie muszę ściągać nie wiadomo skąd. Jest mnóstwo nieprzeczytanych przeze mnie pozycji w tzw. wolnej domenie (z przeczytanych polecam „Karierę Nikodema Dyzmy”).

                Poza tym, skąd ściągający ma wiedzieć, że ściągana książka jest z legalnego czy nielegalnego źródła?

                10
              • kapitalista pisze:

                A ja nigdy nie zapłaciłbym żadnemu zawszonemu robolowi za wykopanie rowu, bo w końcu po to żyje żeby służyć lepszym. Więc kiedy takiemu śmieciowi po 8 gogdzinach machania łopatą pokaże drzwi, to niczego złego nie robię. Przecież i tak bym nie zapłacił. I nikogo nie okradam. Przecież nikomu nic fizycznie nie zabrałem. Co najwyżej jakiś robol na mnie nie zarobił, świnia jedna. Ale jakby tego rowu nie kopał, to i tak bym mu nie zapłacił, więc nic nie stracił.

                6
              • Retorta pisze:

                Ściągnąłeś, przeczytałeś więc nasz zysk. A jak jest zysk jest i strata.

                2
              • mjm pisze:

                @kapitalista
                Zapomniałeś dodać, że ewentualnie polecisz takiego robola komuś innemu i może ten ktoś mu zapłaci. A nawet jak nie, to przynajmniej będzie sławny.

                5
            • Karol pisze:

              Warto zajrzeć do art. 289 k.k.

              0
      • rudy102 pisze:

        Reguły są takie że możesz pobierać legalnie pirackie ebooki więc sam się zaorałeś swoją niewolniczą argumentacją.

        5
        • ChlopskiLogik pisze:

          Nie wiem czy to do mnie, ale reguly zaleza od kraju zamieszkania. A jak chcesz ze swoja rodzina uchodzic za narod cyfrowych zlodziei, to Twoja sprawa. Ja nie kradne i moze dlatego w Polsce nie mieszkam.

          Fajnie sie zaoralem, prawda? A teraz ide KUPIC kilka ksiazek!

          3
          • rudy102 pisze:

            No zaorałeś się bo nie masz żadnych argumentów i tylko potrafisz wyzywać od złodziei kogoś o kim nie masz pojęcia. W ostatnich latach spiraciłem aż jednego ebooka, w celu przetestowania. Spodobał się i na drugi dzień kupiłem papier za grube pieniądze bo to książka specjalistyczna. W tym czasie kupiłem jakieś 300 ebooków. Nijak to nie wpływa na moją argumentację.
            Co do narodu to ja się członkiem żadnego nie czuję, to sztuczny wymysł dla takich mentalnych niewolników jak ty.

            7
            • ChlopskiLogik pisze:

              Niewolniczo zaoram sie jeszcze raz:

              Ja nie promuje piractwa tekstami „Reguły są takie że możesz pobierać legalnie pirackie ebooki”.

              Ja mowie innym, ze „nie mozesz”, jezeli chcesz uchodzic z cywilizowanego czlowieka.

              7
              • rudy102 pisze:

                Wywyższanie się ponad innych i uważanie za bardziej cywilizowanego człowieka z powodu poglądów na pobieranie plików z internetu jest komiczne.

                10
              • violino pisze:

                Rudy, pierdolisz jak potłuczony. ChłopskiLofik ma rację, a Twój argument jest zwykłym tłumaczeniem się złodzieja. Wziąłem, bo leżało. Wziąłem, bo nikt nie patrzył. Ściągnąłem za darmo, bo było udostępnione (przez kogoś, kto nie miał prawa tego w ten sposób udostępnić).

                3
              • asymon pisze:

                @violino, ale jednak z całym szacunkiem, osoba udostępniająca czy pobierająca treści nie jest złodziejem. To jest jednak rzecz niematerialna i dostępna w dowolnej liczbie egzemplarzy i właściciel po „kradzieży” wciąż ma swój egzemplarz. Jest to użycie niezgodne z licencją.

                Jest to oczywiście niemoralne i (częściowo) nielegalne, ale nie jest to kradzież.

                Niestety nie ma dyskusji na ten temat, obie strony okopały się na swoich pozycjach… Z jednej strony wydawcy uważają, że ebooka nie wolno skopiować dla mamy czy brata, plik można udostępnić wyłącznie z czytnikiem, albo Disneya ścigającego przedszkolaki za przedstawienie o Kubusiu Puchatku. Z drugiej część klientów mówi „lol, robię co chcę”. I tak się żyje powoli, bo obie strony mają swoje racje.

                Dla mnie osobiście piratowanie jest najbliższe mentalnie jeździe na gapę autobusem czy podpisaniem się „na lewo” do kablówki. Żadna z tych rzeczy (chyba) prawnie nie jest kradzieżą, zaborem mienia, czy jak to się oficjalnie nazywa.

                2
          • Sholay pisze:

            A gdzież to mieszkasz?
            Bo z tego co piszesz, to jakiś magiczny kraj bez złodziei?
            Napiszesz, czy nas tak zostawisz w zawieszeniu, z wiedzą że raj istnieje ale bez informacji gdzie?

            &

            1
            • ChlopskiLogik pisze:

              Mieszkam w kraju, gdzie moi znajomi zostawiaja iPhony na plazy, po czym ruszaja na godzinne plywanie w morzu :-)

              1
              • mjm pisze:

                Wyjątkowo głupia nazwa kraju.

                7
              • asymon pisze:

                Do kraju tego, gdzie ajfon na plaży
                Zostawić można i iść na pływanie,
                Bo nikt nie weźmie,
                Tęskno mi, Panie.

                13
              • ChlopskiLogik pisze:

                @asymon

                A mnie nie teskno, naprawde. Dziecinstwo w post PRL-u nauczylo mnie, by na plazy wykopac metrowy dol, w nim schowac telefon ukryty w bucie, po czym wszystko zakopac i na wierzchu postawic kubel na smieci. Do tego do morza nie wchodze dalej niz na 5 metrow i dwa razy na minute ogladam sie, czy kubel stoi. Bo i tak wiem, ze moga podp****lic podkopem.

                A moi znajomi wracaja zdyszani po godzinie plywania za horyzontem i sprawdzaja nowe wiadomosci bez zajakniecia. Ich iPhony sa jednak lekko zgrzane od slonca, a moj nie.

                0
              • Doman pisze:

                Coś w tym Post PRL-u jest. Jak byłem mały w PRL-u, to pod co drugą wycieraczką można było znaleźć klucz do mieszkania. Fakt, że mała miejscowość, w zasadzie wieś. A teraz to mi czasem sąsiadka trzaśnie drzwiami od bloku przed nosem – pewnie nie kojarzy z widzenia, a co ma się jakiś podejrzany typ po klatce kręcić.

                Mimo wszystko nie powiem, żebym jakoś za latami 80 tęsknił przesadnie :D

                2
              • asymon pisze:

                @ChłopskiLogik pan raczył błędnie określić kraj, do którego tęskni podmiot liryczny.

                Może napisałem niejasno, niestety żaden ze mnie wieszcz.

                0
              • mjm pisze:

                @asymon
                To raczej ChlopskiLogik na wygnaniu z ojczyzny stopniowo traci zdolność rozumienia tekstów w języku polskim.

                1
              • ChlopskiLogik pisze:

                @asymon

                nic blednie nie zrozumialem, chcialem tylko napisac cos pseudo-smiesznego i mi sie udalo.

                @mjm – nic nie traci, psia mac!

                0
              • mjm pisze:

                @ChlopskiLogik
                Jak nie traci, jak traci. Na pytanie o nazwę kraju pisze przypowieści o plaży i ajfonie.

                1
              • ChlopskiLogik pisze:

                @mjm

                bialoglowa???

                0
              • mjm pisze:

                @ChlopskiLogik

                A co? Myślisz, że lecę na dewizy?

                0
              • ChlopskiLogik pisze:

                @mjm

                (moj kometarz trafil do moderacji, a Pan Robert byc moze celowo go nie przepuscil. A brzmial on jak ponizej)

                Nooo… mam nadzieje, ze nie w pierwszej kolejnosci!!

                1
      • Captain pisze:

        To co powiesz jeśli 5 osób kupi jednego ebooka? Tzn. się złoży. To już piractwo czy nie? W końcu na jeden samochód niech bedzie twoje ferrari moze sie złożyć 5 osób i nim jeździć :D
        Tak jak powiedziałem, walka z piractwem nie ma sensu, niepotrzebnie generuje koszty zabezpieczeń które przeszkadzają legalnym użytkownikom bo pirat i tak sobie poradzi, a cena końcowego produktu będzie wyższa. Dobre tytuły obronią się same.
        A co do ceny zobacz na przykład Spotify jest tak tanie że nie opłaca się piracić muzyki i obecnie dzieki temu cena płyt też poszła w dół.

        2
        • ChlopskiLogik pisze:

          Czytaj Pan uwazniej! Przeciez ja nie mowie o walce z piractwem, tylko o zasadach moralnych! Nawet gdyby ktos polozyl Panu na wycieraczce tysiac najlepszych spiraconych ebookow, to nie powinien ich Pan tknac.

          I jedynym hamulcem powinno byc Pana sumienie!

          5
          • Tomasz pisze:

            Bardzo nie lubię wypowiadać się w internecie, ale chcę, żeby się to pojawiło: nie o sumienie tu chodzi, tylko o prawo i jego przestrzeganie i być może o cywilizację/bycie cywilizowanym.
            Jak zaczynałem swoją, powiedzmy, przygodę, z muzyką, to Wojciech Mann w soboty od 20.00 (po LP3 Niedźwieckiego) do 22.00 puszczał (dziś: udostępniał publicznie) płyty w całości i bez „zagadywania”, żeby każdy, kto ma taki kaprys, mógł (legalnie?) sobie je nagrać. Byli Floydzi, Straitsi… dziś nie do pomyślenia.
            Potem były pirackie kasety i legalne z „Taktu”, które potem też były już pirackie i tak dalej. Nie zmieniało się sumienie, ale prawo.
            Kiedyś skręt w prawo na zielonej strzałce był legalny, dziś (bez zatrzymania), to piractwo. Jazda „po spożyciu” jest penalizowana chyba dopiero od lat 50.
            Kiedyś np. legalnie (chyba do lat 90.) nie płaciliśmy VATu!
            Do niedawna legalnie przekraczaliśmy granice, ale teraz dla wspólnego dobra uznaliśmy, że to nielegalne.
            Kiedyś nielegalne było śledzenie ludzi przez ich telefony…
            Przestrzegajmy prawa, kropka. Jeśli prawo nie przystaje, to je trzeba zmienić, ale nie wolno nam go łamać.

            4
            • mjm pisze:

              Ależ my tu mamy jeszcze z większą hipokryzją i zakłamaniem. Ludzie tutaj pobierają pirackie ebooki mając świadomość, że osoba udostępniająca łamie prawo, podczas gdy pobieranie przez nich tych plików jest legalne. To im pozwala twierdzić, że cały ten proceder jest ok i nie ma się do czego przyczepić.

              6
              • Tomasz pisze:

                Absolutnie nie popieram przyzwolenia na ściąganie na zasadzie „bo jemu i tak nie ubędzie, jemu ten plik zostaje przecież”.
                Nie twierdzę, że proceder jest ok, bo jest tak naprawdę pozbawianiem kogoś zarobku, do którego zgodnie z przepisami ma prawo (a to zrobiła wyżej wspomniana biblioteka zmieniając zasady udostępniania zbiorów).
                Twierdzę, że nie powinniśmy do „piracenia” mieszać moralności.
                Twierdzę, że przepisy powinny być jasne.
                Jak znajdę na wycieraczce 20.000 tys. złotych (i wiem, że to nie moje) to przepis jest jasny – oddać na Policji, jak znajdę komórkę – oddać, nawet to nieszczęsne ferrari trzeba by sąsiadowi oddać ;)
                Wydaje mi się, że swoiste przyzwolenie na piracenie pojawia się właśnie w momencie, kiedy zaczynamy używać pojęcia moralności czyli twierdzić, że coś jest dobre lub złe. Wtedy pojawia się to całe nasze marudzenie, że drogo, że jestem usprawiedliwiony, że to nie aż takie złe, poza tym pójdę do spowiedzi i już więcej tego nie zrobię.

                0
        • asymon pisze:

          Ziomeczku, to jest naprawdę bardzo proste i mówi o tym Ustawa o prawie autorskim, konkretnie Art. 23. (dozwolony użytek). Możesz pożyczać znajomym i rodzinie, nie możesz wrzucać do sieci dla wszystkich.

          Jeśli zrzucasz się ze znajomymi którym ufasz, to nie widzę przeszkód. Ale ja nie jestem prawnikiem :-P

          3
    • Adrian pisze:

      „Jak ktoś chce pobrać pirata to pobierze pirata, wystarczy wejść w odpowiedni dział na Reddicie i będzie naprawdę sporo stron.” Tu się zgadzam
      „Więc ich walka nie ma sensu bo paradoksalnie piraci to ci którzy kupują sporo treści.” Wait, what? Jakoś nie wierzę, masz jakieś dane nt?
      „Po prostu część produktów jest za drogich, albo szczególnie w Polsce dzielenie ksiązek na 2 tomy… Przez to przerzuciłem się na czytanie oryginałów które na wyprzedażach np. w amazonie są za ułamek ceny jednego tomu w Polsce.”
      akurat ebooki nie są jakoś drogie w Polsce, albo to tylko ja czytam tanie książki :D

      3
      • Tom pisze:

        @Adrian
        „Więc ich walka nie ma sensu bo paradoksalnie piraci to ci którzy kupują sporo treści.” Wait, what? Jakoś nie wierzę, masz jakieś dane nt?

        Od lat wałkowany temat, i wszystko wskazuje na to, że to prawdziwe twierdzenie.
        Dużo wyników w googlach, sprawdź.

        1
        • Doman pisze:

          Temat wałkowany od dawna, ale czy to nie jest wałkowanie odnoszące się cały czas do tych samych dwóch, czy trzech badań na krzyż sprzed wielu lat?
          Mo je osobiste doświadczenie (oczywiście bardzo anegdotyczne) mówi, że to… skomplikowane. Inaczej jest dla książek, inaczej dla muzyki, czy filmów, jeszcze inaczej dla gier.

          0
  3. Nazwa pisze:

    @ChlopskiLogik
    Zgodziłbym się o prawo własności powinno mieć pierwszeństwo. Tylko co zrobić jeśli ciągle idziemy w kierunku gdzie wydłużasz się okres ochrony praw ? Ktoś powie, że to dobrze.
    Tylko z drugiej strony czy nie spowoduje to zderzenia się z murem gdzie rozwój stoi w miejscu bo już nawet wiekowa technologia robi się za stara ? Postęp ?
    Pamiętajmy, że jako jednostki mamy mały wpływ na prawo, ale już duże firmy, ich zrzeszenia, korporacje wielkości Google, IBM, Intela, Samsung, Apple, Cisco itp. mają ogromną siłę przebicia.
    A organizacje właśnie artystów, muzyków, filmowców, pisarzy – tutaj chodzi wyłącznie o kasę biznes.
    I to nie jest równa walka, a przecież w Polsce mamy ukryty podatek, opłatę za kopiowanie więc o tym też trzeba pamiętać bo 99% tego nie wie.
    Jeśli firma wobec konsumenta działa nie fair to trzeba dużo wysiłku, ale za to kiedy były śmieszne procesy o udostępnianie muzyki gdzie taka osoba nic nie zarabiała to kary w USA szły w dziesiątki, a nawet setki tysięcy.
    I co się stało ? Firmy tak się broniły przed erą cyfrową, że dzisiaj jest Youtube, Spotify, Dezzer, Tidal. Zamiast same opracować dokładnie takie same serwisy, własne wersje YT dla swoich muzyków to skończyło się tak, a nie inaczej.
    Książki ? Przecież ebooki są cholernie drogie. Spora liczba autorów, których czytałem/czytam nie miała/nie ma wznowień. Pojawiły się ebooki i w promocji to np. 15zł, poza nią 25+ spokojnie 30zł. Przecież to jest cena fizycznej książki. Druk, papier, praca ludzi, kurierzy itd. Jak ebook może kosztować tyle samo co fizyczna książka ?! Skoro w cenie książki są wszystkie jej składowe to co jest w cenie ebooka ? A gdyby nie miejsce i mobilność, rzeczy jak zmiana miejsca zamieszkania to używane książki są w cenie ebooków na promocji. A czy to wydanie sprzed kilku, kilkunastu lat ?
    No i fizyczną kopie mogę sprzedać jeszcze raz, więc dalej nie rozumiem ceny cyfrowej muzyki, książek i gier. Po prostu ludzie stracili tutaj swoją własność, a raczej prawo do dysponowania kopią. Więc ja na lamenty i płacze autorów, branży, firm patrzę bardzo trzeźwo.

    10
    • M. pisze:

      @Nazwa
      Związek między ceną produkcji czy dystrybucji towaru (kosztami) a jego ceną jest, niestety, dawno już nieprawdziwym złudzeniem.

      Każda rzecz kosztuje dziś tyle, ile ustali sprzedawca na podstawie sobie znanych kryteriów i nie ma to nic wspólnego z jego kosztami, oprócz tego, że zazwyczaj jest od nich wyższa. Dwie osoby lecą tym samym samolotem, jedna w klasie ekonomicznej, druga w biznesowej. Pierwsza kupiła bilet trzy miesiące wcześniej za 250 zł, druga wczoraj za 2500. Czy sądzisz, że szerszy fotel i lepszy obiad tyle kosztują linie lotnicze? Nie, po prostu tak skalkulowano wygodę i prestiż. Bo wiedzą, że jeśli ktoś zapłaci, to znaczy że go na to stać.

      Nowe Porsche kosztuje milion a VW 100 tys. Czy sądzisz, że fabryka zużyła na Porsche 10 razy więcej stali czy lakieru? Nie, to cena wygody i prestiżu. Nie stać Cię – kupujesz VW, lub Skodę, tego samego koncernu zresztą. To tzw segmentacja rynku. Każdy kupuje to, na co go stać.
      W tej chwili książka papierowa jest klasą ekonomiczną, volkswagenem, a ebook – prestiżem, za którą wydawcy liczą relatywnie drożej. Bo mogą, bo np chcą sobie wyrównać słabe marże na sprzedaży książki papierowej. Za kilka lat może być na odwrót i za przyjemność poczytania papieru będziesz musiał zapłacić 2x więcej.

      Dlaczego odsprzedaż ebooków jest zabroniona? Bo zbyt prosto jest je sprzedać i jednocześnie zatrzymać sobie kopię, z książką papierową przynajmniej musisz pomęczyć się ze skanerem lub kopiarką. Czy to obniża ich użyteczność i powinno mieć odbicie w niższej cenie? Zapewne. Ale cenę i warunki ustala sprzedawca, patrz punkt pierwszy, jeśli nam to nie odpowiada, możemy nie kupować ebooków, szukać takiego wydawcy, który zezwoli na odsprzedaż lub polityków, którzy zmienią ustawy.

      8
      • Sholay pisze:

        Ponieważ ta dyskusja przewala się tu parę razy do roku i niczego nowego nie wnosi to i ja napiszę to co parę razy już pisałem.

        Otóż cyfrowa dystrybucja oznacza w praktyce, że sporo książek (i nie tylko) mogę mieć za darmo skądś albo za pieniądze ze sklepu.

        Ode mnie zależy decyzja.

        Nie obchodzą mnie talmudyczne dywagacje na temat jak to ceny ebooków równe fizycznym książkom są uzasadnione. Nie interesują mnie rózne tam upolujebooka czy permanentne i absurdalne „promocjowyprzedaże”.
        Jeżeli ebook kosztuje więcej niż 15-20 złotych to albo kupię używkę na Allegro albo ściągnę za darmo. W obu scenariuszach wydawca i autor nie zarabiają.

        &
        PS
        A propos prawa i moralności – widuję, zwłaszcza na angielskich książkach, informację że nie można ich odsprzedawać. Czy jak kupuję coś takiego na Abebooks to też jestem piratem i złodziejem?

        0
    • ChlopskiLogik pisze:

      Proste: nie kupuj piwa, kup ksiazke. Nie idz do kina, kup ksiazke. Nie kupuj kawusi, kup ksiazke. Nie plac Netfliksowi, kup ksiazke.

      Moglbym tak godzinami. Rocznie kupuje ok 100 wybrednie wyselekcjonowanych ebookow i srednia cena wynosi ok 15zl.

      1
  4. mjm pisze:

    Dalczego ludzie mają mieć prawo do korzystania z czyjejś pracy bez zapłacenia mu za to? Tylko dlatego, że nie mamy możliwości technicznych, żeby to uniemożliwić?

    8
    • ChlopskiLogik pisze:

      Bo tak naprawde nie o represje ani techniczne blokady tu chodzi, ale o edukacje i eliminacje genu zlodziejskiego w spoleczenstwie. A da sie, bo chyba kazdy slyszal o tym, jak na bezdrozach Australii czy Nowej Zelandii kupuje sie owoce i warzywa.

      2
      • Sholay pisze:

        nationmaster.com/country-info/stats/Crime/Burglaries

        Dużo roboty mają w Australii z eliminacją tego „genu złodziejskiego w społeczeństwie”. No, chyba że to wstrętni imigranci tam kradną.

        &

        1
  5. Łukasz pisze:

    Robercie, niby wszyscy powinni znać obce języki, jednak ja najlepiej znam polski. I wchodząc na polski „Świat czytników” liczę, że będzie on do mnie mówił po polsku. Te cytaty z amerykanskich stron są dla mnie niezrozumiale i nie widzę powodów dla których muszą być wiernie cytowane, wszak to nie poezja. Wystarczy krótkie streszczenie i ewentualne podlinkowanie do oryginału.

    7
    • Robert Drózd pisze:

      Dziękuję za konstruktywną krytykę :) właściwie to cały cytat streściłem w artykule, nie widziałem powodu, aby tłumaczyć całość, choć może faktycznie powinienem.

      2
  6. Hania pisze:

    Ojej, co ta kwarantanna z nami robi!.. Mimo odmiennych opinii (wszak jest nas tu bardzo dużo) zawsze mogłam tutaj liczyć na miłą lub nawet wesołą dyskusję. A teraz widzę, że to na noże iść zaczyna! Ojoj. Trzymajmy się :)

    Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie! :)

    5
    • ChlopskiLogik pisze:

      Prosze Pani, tu jest bardzo wesolo. A niektorzy w szale tej rudej radosci, piraca naokolo!

      1
      • Hania pisze:

        Nie mówię o zamykaniu oczu i udawaniu, że problem znika. O wszystkim można (i trzeba) rozmawiać. Nie trzeba wyciągać noży. Jeszcze można kogoś niepotrzebnie pokaleczyć. A w sytuacji wzmożonego stresu częściej wyciągamy te noże. To chyba nie jest dobrze?…

        1
        • ChlopskiLogik pisze:

          Ale te noze sa pirackie, skopiowane. Wiec nikt nie poniesie zadnej szkody! Tak slyszalem…

          1
        • mjm pisze:

          Kwarantanna nie ma tu nic do rzeczy. Tego typu duskusje, a nawet ostrzejsze, pojawiają się na tym blogu może nie często, ale regularnie.
          A na koniec jak w dowcipie – przychodzi gajowy (Robert) i wyrzuca wszystkich z lasu (kasuje agresywne i chamskie posty).

          6
    • Robert Drózd pisze:

      Tak tutaj jest pod każdym wpisem, w którym pojawi się temat piractwa. :-)

      0
      • ChlopskiLogik pisze:

        Co jest chyba dobre, bo piractwo to siara, a siara nadaje sie tylko do spalenia!

        2
      • asymon pisze:

        Po prostu jakaś część społeczeństwa jest przekonana, że jej „się należy”.

        Pobierać można, jeśli autor udostępni, na przykład niedawno Anna Brzezińska.

        Na zarazę podobno dobrzy „Ryfterzy” Petera Wattsa, też za darmo, ale jego czytać po angielsku nie jest łatwo.

        1
        • debros pisze:

          Ryfterów nie przebrnąłem nawet po polsku (szkoda, bo koncept ciekawy), więc coś jest na rzeczy. No ale może tylko ja tak mam…

          0
        • Doman pisze:

          Mam trylogię Ryfterów po polsku i legalnie, choć jednak nie za darmo (aczkolwiek po 9,90 to prawie darmo: https://swiatczytnikow.pl/promocje-dnia-28-11-2013-otwarte-45-audioteka-po-15-zl-fantastyka-pwn-mt-biznes-apokalipsa-z-historia-pilch/ ).
          Porządne twarde SF, ale czy dobre na zarazę? To taka literatura, która sprawia, że cieszysz się, że nie masz dzieci, które mogłyby dożyć opisywanej tam nieodległej przyszłości. (porównanie nie moje, ale bardzo trafne)

          0
        • nrxt pisze:

          Dzięki! Nie wiedziałem, że autor udostępnia swoje dzieła za darmo.

          „Ryfterów” czytałem po polsku, w sumie to kupiłem właśnie dzięki „Światowi czytników”, również w najlepszej cenie czyli po 9,90 ;-), „na zapas” kiedy kończyła się licencja.

          Okazało się to świetną lekturą. Jeżeli komuś się podobało polecam również „Czarne oceany” Dukaja.

          1
          • asymon pisze:

            Gdybyś chciał przeczytać, książki Wattsa są też na feedbooks. Lepiej sformatowane, ale tylko epub, trzeba sobie przekonwertować. Z dobrych rzeczy s-f za darmo jest tam jeszcze jego „Blindsight”, czyli „Ślepowidzenie”, ewentualnie Accelerando Charlesa Strossa – obie książki wydano u nas w Uczcie Wyobraźni.

            W ogóle na feedbooks jest sporo rzeczy z domeny publicznej i na licencji Creative Commons, ładnie pogrupowane w listy. Tylko od jakiegoś czasu nie udostępniają plików mobi.

            PS. Jeśli podeszły ci też „Inne pieśni” Dukaja, spróbuj książki „Peanatema” Neala Stephensona, jest po polsku.

            0
            • nxrt pisze:

              Dziękuję za sugestie. „Ślepowidzenie” było już na mojej liście do przeczytania.

              Sprawdzę „Peanatema”. Jeżeli jest to tak wykręcone jak „Inne pieśni” (najlepsza książka Dukaja wg mnie), to wybiorę polskie tłumaczenie ;-)

              0
      • Doman pisze:

        Mi się przypominają zawsze płomienne dyskusje o piractwie w „listach od czytelników” w różnych czasopismach o grach komputerowych lat 90. Tam to dopiero się działo.

        2
  7. Hania pisze:

    Ojej!.. To ja chyba trafiałam zawsze na te już „przygotowane” dyskusje!….

    0
  8. Marek pisze:

    Z innej beczki.
    Wydawnictwo Literackie:
    UWAGA! Proces watermarkowania produktów wirtualnych może potrwać nawet kilkanaście minut.
    Plik jeszcze nie dostarczony na serwer. Proszę odświeżyć stronę za moment.

    I tak już od kilku godzin. Padła im infrastruktura?

    0
    • asymon pisze:

      Też mi się od wczoraj w Nexto audiobooki generują. Pewnie całe IT zostało w domu i nie ma komu dać z buta serwerowi.

      BTW, mają (WL) promocję na Gombrowicza.

      0
  9. Wojtek pisze:

    ChlopskiLogik ma po prostu gen niewolniczy i leczy swoje kompleksy wyzywając innych od złodziei.

    6
    • ChlopskiLogik pisze:

      Ale dlaczego akurat mam gen niewolniczy? Dlatego, ze na swoim laptopie nie mam ani jednego nielegalnego pliku? Tylko kto/co mnie tutaj niewoli? I jakie kompleksy lecze?

      Poprosze o wyjasnienia, kogokolwiek. Czy niechec do kradzenia jest teraz odbierana w Polsce jako niewolnictwo? Dawno nie bylem, to nie wiem.

      11
  10. Jola pisze:

    „A jaki z tego wniosek dla nas? W Polsce nikt nie próbował dotąd koncepcji „kontrolowanych wypożyczeń online” wdrażać.”

    W Polsce taki system, od dłuższego czasu, działa już w niektórych bibliotekach publicznych, o czym już tu pisałam. Można pobrać, blokując innym możliwość pobierania na 30 dni, e-booka w formacie mobi lub epub. Bez DRM.

    2
  11. Solomon Kane pisze:

    Wszystko rozbija się o cenę. Zaakceptowałem już ostatnio ceny typu 17 zl a nawet w paru wypadkach 20 zl.
    Informacje o cenach czerpię dzięki Robertowi oraz Marcinowi

    Ceny 30-40 zl za zwykłą beletrystykę, powieści SF uważam za grubo przesadzone. Czy to w ebooku czy w papierze.

    A nawet dla bywalców chomika czy innych „bibliotek” proponuję zasadę – „Naszych kupujemy”. Popierajmy polskich pisarzy, autorów. A już dobrych to szczególnie.

    2
    • mjm pisze:

      A tłumacze niech umierają z głodu, czy jak?

      2
      • Solomon Kane pisze:

        Mają i tak sporo pracy.
        Każda nacja wspiera swoich pisarzy, autorów. Może kiedyś książki Polaków będą na listach bestsellerów w innych krajach. Nie tylko Lem..
        Dobrze jest dać im szansę.

        3
        • mjm pisze:

          Jak się odetniemy od literatury obcej, bo nikt nie będzie chciał jej tłumaczyć, to na pewno nasza kultura lepiej się rozwinie.

          2
    • M. pisze:

      A ta.. no.. Tokarczuk to swoja czy obca według tej poronionej ideologii? Bo słyszałem różne opinie…Nazwisko ukraińskie, poglądy podobno niemieckie, finansowana przez szwedzkiego króla?

      1
  12. sylwek-torun pisze:

    Od zawsze beka z tych autorów. Według nich jak ściągniesz ich książkę kosztującą 30 PLN dziesięć razy, to liczą, że okradłeś ich na 300 PLN.

    Mogę iść do biblioteki i za darmo wypożyczyć książkę? Nie ma problemu. Książkę takową ściągnę sobie na dysk? O, ty chamie, złodzieju, zabrałeś mi chleb.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      Ale wiesz o tym, że za książki z bibliotek autorzy dostają wynagrodzenie? Nawet w Polsce, zresztą całkiem niezłe.

      3
      • asymon pisze:

        Jeśli książka jest popularna, to biblioteka zamówi drugi, trzeci egzemplarz. Bo jeden egzemplarz przeczyta w ciągu roku jakieś 25-30 osób, przy pilnowaniu wypożyczeń na 2 tygodnie.

        A jak ebooka ściągnie nawet pińcet osób, to autor ma z tego ciągle zero.

        3
  13. fema pisze:

    (Może) wsadzę kij w mrowisko…
    Zastanawiam się, czy kupuję treść (książka, muzyka) czy nośnik – płytę CD, książkę papierową, plik? I jak do odpowiedzi na to pytanie mają się ograniczenia (np. kopiowania czy odsprzedaży)?
    I jeszcze jedno, czy:
    a) jest moralne?
    b) jest zgodne z prawem?
    przerobienie/ściągnięcie pirackiego pliku, żeby wrzucić go na Kindla, skoro książkę legalnie mogę przeczytać (nieco męcząc się na Pocketbooku) wypożyczając ją z biblioteki (na postawie umowy – kodu z Legimi). Oczywiści po pzeczytaniu (wygaśnięciu kodu) z kindla usunę.

    0
    • mjm pisze:

      Jeśli przeczytasz książkę na Pocketbooku, to wydawca książki dostanie za to pieniądze i zapewne podzieli się nimi z autorem. Jeśli ściągniesz pirata i przeczytasz na kindlu, to wydawca i autor nie dostaną niczego z tego tytułu.

      0
    • asymon pisze:

      Możesz posiadana książkę zeskanować, przerobić na tekst programem OCR, zrobić korektę, wygenerować ebooka i przeczytać, pewnie nawet udostępnić znajomym i rodzinie, ale już nie na chomiku.

      Z pobieraniem nielicencjonowanych tresci jest trochę (grzebię w mrowisku) jak z prostytucją. Skoro są klienci, pobierający pliki, więc ktoś to wrzuci w sieć, łamiąc prawo, ktoś udostępni stronę na której te pliki są, i na tym zarobi.

      Tak swoją drogą, jest prosty sposób na skanowanie i ocr bez skanera i programu ocr. Robimy zdjęcie smartfonem na androidzie i wrzucamy na dysk Google. Potem, już na komputerze otwieramy obrazek jako dokument (opcja w menu przy pliku). Magicznie w tle robi się ocr, poprawność rozpoznawania zależy oczywiście od jakości zdjęcia, ale jest całkiem nieźle. Da się tak zrobić chyba tylko tekst.

      0
    • Doman pisze:

      Jeżeli kupujesz egzemplarz, to kupujesz trochę papieru, winylu, PVC, czy co tam akurat jest używane do produkcji. Przy czym z tym egzemplarzem jest związana w dość specyficzny sposób niewyłączna licencja na korzystanie (z pewnymi ograniczeniami). Tyle od strony prawnej.
      Kupując coś w 100% cyfrowo dostajesz tylko licencję, często bardziej ograniczoną niż ta wynikająca z posiadania egzemplarza, choć oczywiście to już dowolność umowy, reguaminu sklepu itd.

      0
  14. A.Mason pisze:

    W Polsce wszystko zależy od tego, jak by to rozwiązano. Autorzy mają prawo do otrzymania tantiem za wypożyczenia ich książek z biblioteki, więc w przypadku starszych pozycji, które nie są już dostępne w sprzedaży, można przyjąć, że nie byliby pokrzywdzeni o ile byłoby to uczciwie rozliczane. Gorzej z nowymi pozycjami albo jeśli autor po prostu nie chce udostępniać swoich dzieł :)

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.