Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Czytników Kindle z polskim menu jeszcze nie ma, ale w Amazon.pl jest już… polska pomoc dotycząca Kindle

Niewiele osób chyba zauważyło, że w polskim Amazonie znajdziemy też obszerny dział z pomocą dla czytników Kindle, a także innych urządzeń i usług.

Uruchomienie amazon.pl w marcu tego roku wzbudziło wśród fanów e-czytania mieszane reakcje. Jak wiadomo: nie mamy polskiej wersji czytnika Kindle, nie mamy polskiego Kindle Store, a książkami nadal zarządzamy przez nasze konto w Amazon.com.

Ale doszła jedna rzecz, która może polskim użytkownikom Kindle być w jakiś sposób przydatna, mianowicie pomoc dotycząca czytników i książek Kindle jest już po polsku.

W artykule znajdują się linki afiliacyjne do Amazonu.

Co konkretnie znajdziemy w pomocy?

Strony pomocy zostały podzielone na kilka działów, z których wybrałem najciekawsze linki.

Konfiguracja czytnika i codzienne korzystanie:

Wysyłka dokumentów osobistych na Kindle – to jest wszystko, o czym pisałem w FAQ nt. wysyłki bezprzewodowej:

Kupno książek w Kindle Store:

Porady są często dość zdawkowe, ale mogą naprowadzać na rozwiązanie.

Nie zdecydowano się jednak na przetłumaczenie pełnej instrukcji obsługi, która na stronach pomocy jest podlinkowana, ale tylko w wersji angielskiej.

Konto Kindle i większość rzeczy związanych z zarządzaniem czytnikiem nadal przypisane jest do amazon.com – i tam też linkują strony pomocy.

Jakość tłumaczenia

Tłumaczenie jest dość rzetelne i może pomóc w opanowaniu czytnika.

Zdarza się że brzmi dość sztucznie (popatrzmy na powtarzaną frazę „czytnik książek elektronicznych Kindle”), co jak sądzę wymusza firmowy „podręcznik stylu”.

Tam gdzie pomoc odnosi się do jakichś elementów menu podaje zwykle nazwę polską i angielską. Np.:

Sprawdź, czy Twoje urządzenie ma najnowszą wersję oprogramowania. Na ekranie głównym wybierz Wszystkie ustawienia (All Settings) > Ustawienia (Settings) > Informacje o urządzeniu (Device Info). Możesz też kliknąć opcję Aktualizuj swój Kindle (Update Your Kindle), jeśli jest dostępna.

Nie sądzę, aby oznaczało to rychłe przetłumaczenie czytnika – raczej wyjaśnienie, co dany element oznacza.

Znalazłem tylko jedną wpadkę:  w artykule o wysyłce mailowej mamy fragment:  Aby przekonwertować dokument na format Kindle, wpisz „Konwertuj” w wierszu tematu. Nie, wysłanie PDF z tematem „Konwertuj” nic nie da, trzeba nadal wpisywać „Convert”.

Trzeba pamiętać, że jest to tłumaczenie pomocy z innych Amazonów, podejrzewam że głównie amerykańskiego – dlatego znajdziemy tam rozwiązania problemów, które napotykają klienci firmy ze Stanów. Jeśli ktoś liczył na instrukcję konwersji czy sposób przesyłania książek po kablu żeby widzieć okładki, oczywiście takich rzeczy nie będzie.

Amazon.pl vs Amazon.de

Jak wiemy, Amazon.pl sprzedaje wyłącznie Kindle Paperwhite IV  i ma to konsekwencje dla pomocy, która została ograniczona do tego modelu. Wywołuje to czasami komiczne efekty.

Oto mamy stronę jak rozpoznać swój model czytnika. I znajdziemy tam… tylko jeden model – Paperwhite IV. Nie ma takiego miasta Londyn, jest Lądek Zdrój. Nie ma czterech generacji Paperwhite, według pomocy jest jedna…

Wystarczy zajrzeć na tę samą stronę na amazon.de – jest też po polsku – aby przekonać się, że ma ona znacznie bogatszą treść. Osoby decydujące o lokalizacji polskiej strony nie pomyślały, że przecież polscy klienci mają w domach wszystkie możliwe modele Kindle.

No, ale na stronie niemieckiej też nie zobaczymy Kindle 2 (czyli pierwszego modelu dostępnego w wersji międzynarodowej w latach 2009-2010) – bo ten oficjalnie w Niemczech nigdy sprzedawany nie był.

Sprawdzenie pomocy w Amazon.de pokazuje więcej różnic.

Najpopularniejszym tematem jest Usuwanie reklam z urządzenia, gdzie jednak znajdziemy tylko oficjalny sposób, o którym pisałem w pytaniach i odpowiedziach w punkcie 5. Nie ma jednak „nieoficjalnego” sposobu, z którego wielu z Was korzysta, a który też opisałem. 

Co dalej?

Czy przetłumaczenie pomocy dla Kindle można traktować jako zapowiedź dalszych działań, w tym polonizacji czytnika? Myślę, że to prędzej czy później nastąpi. Ale z faktu przetłumaczenia pomocy nie wyciągałbym żadnych wniosków. Firma chce zapewnić minimum wsparcia dla klienta w sytuacji, w której sprzedaje u nas swój czytnik. Odciąża to też w pewnym stopniu pracowników obsługi.

Bardzo mnie cieszy obecność takiej pomocy, bo jednak wiele osób w pierwszej kolejności będzie szukać odpowiedzi na swoje pytania na stronach Amazonu, a nie na blogach takich jak Świat Czytników, choć tutaj często przestawiam bardziej obszerne rozwiązania.

A posiadaczy Kindle zachęcam do przejrzenia działu z pomocą. Dajcie znać, czy znaleźliście coś, co Was zaskoczyło, albo co Wam się przydało.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

34 odpowiedzi na „Czytników Kindle z polskim menu jeszcze nie ma, ale w Amazon.pl jest już… polska pomoc dotycząca Kindle

  1. NONAME pisze:

    Sorry, ale dla mnie takie podejście pokazuje gdzie Amazon ma klientów. Po drugie to gigant, ich stać na jakość, to nie mały startup, który się rozwija. A po trzecie ich polityka, niepłacenie podatków lub płacenie ich w rajach podatkowych mnie odpycha.
    I z powodu podejścia firmy jestem w stanie zrezygnować z ich produktów.
    Dobrym przykładem jest tłumaczenie gier. Jedno to znajomość języka, ale to też podejście firmy. Angielski zna niby każdy ? A osoby 50+, które dzisiaj praktycznie, realnie nie mają potrzeby i motywacji nauki na poziomie do rozumienia gier, seriali ?
    Podam przykład w drugą stronę – czy seriale niemieckie, francuskie na Netflixie brytyjczycy lub amerykanie oglądają…po niemiecku ? Gwarantuje, że minimum z napisami po angielsku.

    Ogólna idea wpisu jest taka, że klienci mają prawo wymagać od firm maksymalnie dużo – bo to gra rynkowa, firmy chce sprzedać jak najwięcej i jak najdrożej. Więc konsumenci powinni oczekiwać tak dużo jak to tylko możliwe, tutaj nie ma miejsca na sentymenty.

    4
    • bq pisze:

      Z tymi podatkami to nie rozsmieszaj. To znaczy ja sie tez z tym nie zgadzam, zeby placili w luksemburgu, ale nie zamierzam przez to z nich rezygnowac. Podatkow nie placi tez w Polsce Google, Facebook, O ile pamietam Reserved placil na Cyprze i wiele, wiele innych. Piles kawe ze Starbunia??? Starbucks (w calej Europie) kupuje kawe nie od lokalnej hurtowni tylko od swojej zaleznej firmy w Luksemburgu po znacznie zawyzonych cenach tlumaczac to „standardem” tej kawy, ktorego rzekomo nikt na swienie nie potrafi dogonic. Skutkiem czego syfonuje wszystkie swoje zyski ze Starbucksow „narodowych” do raju podatkowego i po oplaceniu, czynszow i pracownikow jest goly jak swiety turecki. – i tutjak akurat mozesz isc do konkurencji – bo nie wszystkie siecowki tak moga. Konkurencja Amazonu robi dokladnie to samo co Amazon. WIec bojkotowanie go wspiera dokladnie ten sam model gdzie indziej…

      4
      • Robert Drózd pisze:

        No cóż, dodajmy że główny polski konkurent Amazonu czyli Allegro to spółka „Allegro.eu SA” zarejestrowana w Luksemburgu. Niestety większość korporacji korzysta z tego co jest możliwe, aby optymalizować podatki, a Unia, która lubi wszystko kontrolować, jakoś tego nie rusza. Don’t hate the player, hate the game.

        6
        • bq pisze:

          No dokladnie. Fuczenie i tupanie niestety nic nie zdziala. Trzeba glosowac na ludzi, ktorzy nie boja sie postawic amerykanskiemu kapitalowi i sa zdolni wprowadzic podatek korporacyjny, albo przynajmniej realnie zagrozic takim. (nie agituje tutaj za konkretna partia, nie mieszkam w Polsce i nie glosuje w Polsce.

          1
    • bq pisze:

      „czy seriale niemieckie, francuskie na Netflixie brytyjczycy lub amerykanie oglądają…po niemiecku ? Gwarantuje, że minimum z napisami po angielsku.”

      Twoja projekcja. Tych seriali w krajach anglosaskich nikt (prawie nikt) nie oglada, moze poza jakimis studentami kulturoznawstwa. W Sklepach z DVD mijaja je szerokim lukiem (wcisniete sa w kat z napisem „World Cinema” a na Netflixie algorytm nawet im tego nie wyswietla.
      Ciekawostka – w Europie – chyba w kazdym kraju ludzie w pewnym wieku znaja komedie z Louisem De Funes. – Za wyjatkiem Wielkiej Brytanii – nawet nie byly przetlumaczone. Jedyny przetlumaczony na angielski film za jego zycia to „Mad Andventures of Rabi Jacob” – tylko dlatego, ze dzial sie w Nowym Jorku. Oni nie maja pojecia kto to jest. Almodovar? Chyba tylko recenzenci filmowi wiedza kto to…

      5
      • Maria pisze:

        Louisa De Funes i Almadovara to jednego wora bym nie wrzucała :-)

        Anglicy mają dość własnych komedii by nie musieć oglądać cudzych. Ja np. żadnej niemieckiej komedii nie pamiętam i nie sądzę by Niemcy oglądali nasze.

        Almadovar to co innego. Jestem przekonana że w kinach studyjnych był normalnie dostępny – tak samo jak u nas.

        Anglicy nie są dobrym przykłądem bo oni mają dostęp do całej kultury amerykańskiej bez ograniczeń językowych. Ale mniejsze kraje często przyjmują prostą zasadę – wszystko w TV leci w oryginale z napisami. Dzięki temu ludzie ze sły6szenia znają kilka języków. W Polsce jakiś nieuk kiedyś wymyślił by zamiast napisów w TV używać lektora i mamy wtórny analfabetyzm językowy.

        A samo słuchanie języka od czasu do czasu sprawiałoby że się nie zapomina tego co się poznało w szkole.

        Dziś, gdy etos dziennikarski upadł, brak znajomości angielskiego jest bardziej dotkliwy niż kiedykolwiek. Ta część społeczeństwa która nie jest w stanie przeczytać materiałów źródłowych jest skazana na manipulacje pseudo-dziennikarzy.

        5
        • Malkontent pisze:

          Wlochy i Niemcy uzywaja dubbingu.

          2
        • Gregrex pisze:

          Niemieccy scenarzyści i reżyserzy nie znają takiego gatunku jak komedia ;-)

          1
          • Tomasz pisze:

            Oglądałem kiedy Winnetou po niemiecku. Padające często słowo „Jawohl” wystarczyło za niezłą komedię…

            0
          • asymon pisze:

            E tam, robią nawet komedie romantyczne, np. Das merkwürdige Verhalten geschlechtsreifer Großstädter zur Paarungszeit.

            0
            • John_Doe pisze:

              Moja kobita ogląda Górskiego Lekarza na Romance TV. Chciała żebym z nią oglądał ale mnie wszystko co niemieckie z Adolfem się kojarzy :)

              1
          • Tomasz pisze:

            Wspomnienie z okresu studiów, kiedy kasety VHS przeżywały swój najlepszy okres:
            Jeden z kolegów zamiast chodzić na wykłady, godzinami oglądał niemieckie filmy dla dorosłych.
            Inny z kolegów zapytał go, czy rozumie coś z tych filmów mimo, że nie zna niemieckiego.
            Na co padła odpowiedź: Wszystko, tam są tylko 3 słowa: ja, gut i schnell…

            1
          • artur pisze:

            Humor w filmach mają zwykle kloaczny, chociaż niektóre skecze są całkiem całkiem (np. But Manitou i żarty z francuszczyzny Winnetou), ale potrafią się śmiać, np takie coś:

            https://www.youtube.com/watch?v=kiXLgh5wAsU

            Wise Guys byli całkiem zabawni, albo Max Raabe, na youtube np. można znaleźć jego pełne autoironii wprowadzenie do Mein kleiner gruener Kaktus (po angielsku).

            0
    • Maria pisze:

      „Po drugie to gigant, ich stać na jakość, to nie mały startup, który się rozwija.”

      Ale o co Ci chodzi, o ten jeden błąd co go Robert znalazł? Czy że nie zrobili jeszcze polskiej wersji softu? Jeśli o to drugie to nie zrobili tak samo jak nie zrobili dziesiątek innych narodowych wersji. Wiele gier komputerowych wychodzi tylko w pięciu językach En, Fr, Es, De, It. Nawet niektóre bajki dla dzieci mają dubbing tylko w tych 5 językach a w pozostałych napisy.

      Wbrew pozorom to są realne koszty. Koszt tłumaczenia instrukcji to kilka tysięcy. Koszt tłumaczenia interfejsu użytkownika to kilkadziesiąt tysięcy zł. Więc jeśli taki kindle sprzedaje się w liczbie 10 tysięcy egzemplarzy rocznie to musiałby kosztować o 5zł więcej per egzemplarz by to się Amazonowi zwróciło.

      4
      • Rafał pisze:

        Tutaj się nie zgodzę. W każdym sensownie napisanym oprogramowaniu każde tumaczenie zdefiniowane jest we własnym, oddzielnym pliku. Wybierając wersję językową oprogramowanie zaczyna korzystać z innego pliku. Jedyny koszt jaki trzeba ponieść to wziąć plik z innej wersji (zapewne angielskiej), przetłumaczyć je i wkleić do nowego pliku. Kolejna rzecz to dodać wybór języka skojarzony z nowym plikiem, co nie powinno zająć więcej niż 5min. Biorąc pod uwagę, że menu kindla jest mocno ograniczone, cały koszt jest znikomy.

        1
        • Robert Drózd pisze:

          Są nawet amatorskie tłumaczenia Kindle (z jailbreakiem) więc technicznie jest to faktycznie dość łatwe. No, ale po przetłumaczeniu interfejsu trzeba też zrobić od nowa instrukcję, system pomocy, trochę roboty jest.

          0
        • Maria pisze:

          Oj widzę że bardzo teoretyzujesz.

          Wyjęcie tekstów to rzeczywiście nie problem bo dziś w zasadzie każdy programista trzyma je w osobnym pliku zasobów. Ale nie da się tego przetłumaczyć dając firmie sam plik z tekstami. To trzeba zrobić kontekstowo. Np. angielskie „first” może oznaczać zarówno „pierwszy”, „pierwsza” jak i „najpierw”. Tłumacz musi dokładnie wiedzieć w jakim kontekście to słowo jest użyte. I za takie tłumaczenie zażyczy sobie odpowiednio więcej no i trzeba mu dostarczyć zrzuty ekranów po angielsku z oznaczeniem który tekst gdzie występuje.

          Następnie trzeba to przetestować i to jest główny koszt. Jeśli w interfejsie użytkownika jest słowo „end” na jakimś guziczku to może się okazać że polskie „koniec” się tam nie zmieści. Tam gdzie było angielskie zdanie polskie o 25% dłuższe może się nie zmieścić i tak dalej. Trzeba przejrzeć całe oprogramowanie wywołując każdy możliwy widok.

          Na koniec zwykle okazuje się, że pewnych rzeczy nie da sięprzetłumaczyć nie zmieniając kodu programu. Np. jeśli w programie występuje w kilku miejscach „second” a w polskich w jednym miejscu trzeba to przetłumaczyć jako „drugi” a w innym jako „druga”. Albo następny/następna. Wtedy programista musi dołożyć nowy tekst do zasobów i zmienić swój kod tak aby uwzględnić te dwie możliwości.

          Po tym jak programista zrobi poprawkę znowu ktoś to musi przetestować – bo programista nie musi znać polskiego :-)

          Uczestniczyłam kiedyś przy tłumaczeniu UI prostego programu biurowego z interfejsem tekstowym. Przetłumaczenie wszystkich tekstów w nim występujących zajęło mi jeden dzień. Sprawdzenie tydzień, a uzgadnianie z programistami co musza zmienić aby te same angielskie teksty w polskiej wersji mogły mieć inne formy kolejne tygodnie. A na koniec okazało się że dla niektórych tekstów nie ma takiej możliwości by w języku polskim umożliwić dwie formy bo wymagałoby to zbyt dużych zmian w kodzie programu.

          5
          • Doman pisze:

            Aleczasem zdarza się, że ktoś kto myśli jak Rafał bierze się za tłumaczenie i dzięki temu mam bogaty zbiór zabawnych anegdot:
            – „wypoleruj” na liście języków w pewnej starej wersji Calibre
            – „rozpocznij ponownie o godzinie pierwszej” w menu kontekstowym listy numerowanej w Wordzie (coś około Office 2007)
            – Województwo aktywne i nieaktywne.
            – współczynnik formy pamięci w panelu sterowania któregoś windows server
            itd. itp.

            0
        • Athame pisze:

          …nie powinno zająć więcej niż 5min…
          Rafał

          …technicznie jest to faktycznie dość łatwe…
          Robert Drózd

          „Rzeczowe” komentarze osób, które nigdy się tym nie zajmowały… Dalszy komentarz zbędny.

          1
          • Robert Drózd pisze:

            Dość łatwe, skoro powstały amatorskie tłumaczenia np. Twojego autorstwa. A jeszcze łatwiejsze, jakby to Amazon zrobił sam, bo jeśli mamy stringi dla 12 języków, to dodanie 13 nie jest wyzwaniem. Oczywiście są kwestie związane z tym, że dane słowo w kontekście może co innego oznaczać, konieczność testowania itd, ale jeszcze raz – skoro zrobili 12 języków, na różne miny mogli już wpaść odpowiednio wcześniej.

            2
          • Rafał pisze:

            Athame… Niestety nie trafiłeś. Akurat pracuję 20lat jako developer.

            0
          • Rafał pisze:

            Ale w sumie mogę się nie znać. Skalowalne mikroserwisy z 40k aktywnych userów vs dodanie języka w bardzo prostej (ubogiej) aplikacji.

            0
            • A pisze:

              Otóż możesz się nie znać (nie mówię, że tak jest, tylko, że istnieje taka możliwość) bo możesz programować na backendzie i mieć wylane na frontend i ich problemy z tłumaczeniami, paginacją, wyświetlaniem list itp. więc lata doświadczenia nie robią na mnie wrażenia, a liczba aktywnych userów tym bardziej, bo powiedzmy sobie szczerze, developer kończy sprint, ktoś z zespołu mergeuje i idziecie do domu, wdrażaniem przejmuje się SysOps/DevOps, tak samo load balancerem gdy jest dużo userów, co najwyżej jeszcze architekt musi o tym pomyśleć na wczesnym etapie ale z pewnością nie programista. To takie moje wtrącenie.
              Natomiast zgodzę się, że tłumaczenie Kindla to nie jest duży koszt, szczególnie dla takiego giganta jak Amazon i nawet gdyby im się to nie kalkulowało pod względem liczby sprzedaży w PL to z pewnością opłacałoby im się to wizerunkowo.

              0
  2. asymon pisze:

    Jak wiemy, Amazon.pl sprzedaje wyłącznie Kindle Paperwhite IV i ma to konsekwencje dla pomocy, która została ograniczona do tego modelu. Wywołuje to czasami komiczne efekty.

    Oto mamy stronę jak rozpoznać swój model czytnika. I znajdziemy tam… tylko jeden model – Paperwhite IV. Nie ma takiego miasta Londyn, jest Lądek Zdrój. Nie ma czterech generacji Paperwhite, według pomocy jest jedna…

    Kolejny dowód na to, że korporacje robią to (i tylko to) do czego są zmuszone przepisami prawa.

    2
    • Robert Drózd pisze:

      Pytanie na ile to wymóg prawa, a na ile nacisk rzeczywistości, aby polska obsługa klienta (którą ludzie będą męczyli o wsparcie) mogła coś pomóc, trzeba było przetłumaczyć trochę dokumentacji.

      [Inna sprawa, że na stronie pomocy linkowane są też artykuły nt. Echo Dot oraz Alexy – te pozostały po angielsku]

      Bo czy sprzedaż czytnika z wysyłką do Polski przez luksemburską spółkę Amazonu różni się pod względem prawnym, gdy robi to amazon.pl w porównaniu do amazon.de?

      0
      • Gregrex pisze:

        Pewnie dobrze znacie działanie korporacji ale coś przeoczyliście: Korporacje zazwyczaj dzielą temat na projekty, dywizje itd.
        Sklep-projekt Amazon.pl nie sprzedawał PW2 czy PW3 a zatem – przynajmniej formalnie – nie ma kasy na serwisowanie tych urządzeń (w tym infolinia czy tłumaczenia, instrukcje). Oczywiście „duży” Amazon mógł im zlecić dodatkowe zadania pt. zadbajcie o tych którzy kupowali w amazon.us amazon.de itd ale… po co? Klienci ci doskonale sobie radzili na tamtych stronach, wystarczyła im „taka” strona (amazon.de po polskiemu). Poza tym np. realizacja napraw gwarancyjnych itp odbywa się tam gdzie kupiłeś urządzenie czyli np amazon.it – po co zatem tworzyć na amazon.pl opisy i instrukcje do starych nigdy tutaj nie sprzedawanych urządzeń?
        Poza tym dla Amazona liczą się główne rynki i nawet to że można tutaj zarobić nie zawsze jest impulsem: bo OK, powiedzmy że można tu zarobić 20% ale co z tego jak w innym kraju mogą zarobić 30%. Albo niechby i było to 20 czy 30% czy 40% ale jeśłi to 0,5% przychodów to nikt się nad tym specjalnie nie skupia bo nawet przyrost przychodów o 100% na takim rynku dla globalnie wzrost o 0,5% przychodów – fakt, grosz do grosza ale na wykresie w Excelu nie wygląda to nadmiernie ekscytująco.

        3
  3. Koszyczek pisze:

    Dziwne trochę, że miłośników kindli, którzy raczej dominują jako czytelnicy bloga Roberta, tak elektryzują i pobudzają do oburzenia słowa „amazon” i „beza” ;-)
    Ale nawiązując do tematu, ja znacznie bardziej bym się ucieszył gdyby w słownikach Kindla pojawił się PL-EN/EN-PL niż z tej instrukcji obsługi… po co to komu to nie wiem(?)

    2
    • Robert Drózd pisze:

      O tak, bardzo bym chciał, aby Amazon dogadał się z PWN i zapewnił nam słownik EN-PL i PL-PL od tego wydawcy. :-)

      3
      • Wojtek pisze:

        A to PWN ma jeszcze dział słownikowy?

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Nawet jeśli nie ma, to treści ma, które może sprzedać. Zresztą od dawna jest znany sposób na przerobienie ich słowników na CD do wersji na czytniki: https://swiatczytnikow.pl/jak-przygotowac-slownik-jezyka-polskiego-dla-kindle/

          0
          • Wojtek pisze:

            Serio? To chałupnicza metoda. Same słowa są, nie ma na przykład odmian. Amatorsko można było użyć innej bazy z internetu, a przy profesjonalnym przygotowaniu, takie coś nie ma zastosowania. Nawet lista haseł się nie pokrywa. Do wykonania jest mnóstwo pracy w obrębie haseł, której bez reaktywacji działu słownikowego nikt się nie podejmie. Techniczne zakodowanie to najmniejszy problem.

            0

Pozostaw odpowiedź Gregrex Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.