Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Jeszcze więcej Chopina? Trzy książki o Konkursach Chopinowskich, które warto przeczytać

Jeśli wciąż jesteście pod wrażeniem tegorocznego 18. Konkursu Chopinowskiego, oto trzy książki, które pozwolą dowiedzieć się znacznie więcej o poprzednich edycjach.

Na początku przyznam się, że przez ostatnie kilka tygodni śledziłem na YouTube przebieg  Konkursu, który doczekał się wspaniałej realizacji. Możemy obejrzeć każdy występ, od eliminacji do finału, a w komentarzach – zaskoczenie – dużo merytorycznych uwag, niewiele hejtu. Prawie jak na naszym blogu. :-)

Nie czuję się kompetentny, aby oceniać uczestników. Konkurs traktowałem jako okazję do posłuchania dobrych wykonań dobrej muzyki. Ale po finałowym koncercie e-moll w wykonaniu Bruce’a Liu byłem przekonany, że wygra, chyba że podzieli się wygraną z Kyohei Soritą, którego występ finałowy też był bardzo dobry, a już w pierwszym etapie zauroczył mnie Scherzem nr 2.

Z kolei równoległe drugie miejsce dla Aleksandra Gadijewa było dla mnie zaskoczeniem, choć pamiętałem jak wyróżniała się jego Ballada nr 4 z niesamowitą kodą.

Dlatego nie mam wielkich zastrzeżeń do decyzji jury, które miało naprawdę ciężkie dylematy, biorąc pod uwagę, że poziom uczestników był bardzo wyśrubowany. Ludzie narzekają na niskie miejsce dla Aimi Kobayashi. Fakt, w jej przypadku zachwyciły mnie Preludia, no ale to już dojrzała artystka, która w tym roku z tymi samymi preludiami wypuściła płytę. Na pewno sobie poradzi bez medalu.

Kontrowersji związanych z wynikami było przez lata sporo – łącznie z największym skandalem dotyczącym odrzucenia Ivo Pogorelicia w 1980. Trzeba powiedzieć, że wokół Konkursu panowała zawsze specyficzna atmosfera – z jednej strony święta muzyki, z drugiej – no jednak zawodów. Ludzie mieli swoich faworytów, wiele osób kibicowało Polakom, a winni byli zawsze na końcu ci, którzy podejmowali decyzje.

Jeszcze przed tegorocznym Konkursem przeczytałem trzy książki poruszające temat poprzednich edycji i myślę, że to dobra okazja, aby się nimi podzielić.

Trzy książki o Konkursach Chopinowskich

Linki prowadzą do naszej porównywarki cen e-booków. Jeśli nie odpowiadają nam bieżące ceny, można ustawić alerty cenowe.

Chopinowskie igrzysko – Paweł Majewski, Ada Arendt, Marcin Bogucki, Kornelia Sobczak

To ewidentnie najciekawsza pozycja ostatnio wydana i chyba słabo zauważona, może dlatego, że to de facto praca naukowa, napisana przez cztery osoby z Instytutu Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Autorzy postanowili przyjrzeć się nie tylko samej imprezie, ale temu, co działo się wokół niej, jak wyglądała organizacja, jak przebiegał odbiór wśród krytyków i miłośników muzyki, jak konkursy wyglądały na tle ówczesnej historii Polski. Ze wstępu:

Głównym celem naszej pracy jest zatem szczegółowe zrelacjonowanie dyskusji i kontrowersji toczących się wokół kolejnych edycji Konkursu Chopinowskiego oraz innych jego niemuzycznych aspektów na podstawie zarówno publikacji prasowych, jak i zachowanych dokumentów archiwalnych, do tej pory w większości nieprzebadanych. […]

Czytelnik, który chciałby dowiedzieć się, w którym Konkursie grano Chopina najlepiej, będzie tą książką rozczarowany. Jest to bowiem książka między innymi o tym, jak spierano się w Polsce o to, co znaczy „grać Chopina najlepiej”, o tym, że
nigdy nie osiągnięto w tej sprawie zgody ani nawet trwałego kompromisu.

Adam Suprynowicz zauważa w 20 numerze Ruchu Muzycznego:

Już w latach trzydziestych stało się jasne, że Konkurs nie będzie świątynią jedynie słusznego, narodowego stylu Chopinowskiego. Sztuka, a może szczególnie niewerbalny język muzyki, jest materią zbyt niekonkretną. Czytając Chopinowskie igrzysko, możemy śledzić (co zauważa w podsumowaniu Paweł Majewski), jak Chopin „wymyka się” Polakom, a oni „próbują go zatrzymać lub odzyskać”.

(recenzja jest już online)

Książka jest pełna zaskakujących anegdot, jak opisy poszukiwań fortepianów w zrujnowanej powojennej Warszawie, albo tego, jak w 1955 roku każdy z uczestników i członków jury dostał przydział 25 papierosów na osobę. Pyszne są tez opisy tego, jak powszechna w Warszawie grypa zmieniła termin konkursu z wiosennego na jesienny.

Dowiemy się też, jak zmieniały się koncepcje ocen w konkursie. Podczas jednej z edycji członkowie jury siedzieli za zasłoną, żeby nie widzieć uczestników i się nie sugerować. Przez lata działał dość ułomny system liczenia średniej z ocen jurorów, tak więc powszechne były narzekania (m.in. Waldorffa), że o zwycięzcy decyduje komputer. W ostatnich latach zostało to znacząco zmienione, a w samym jury obok pedagogów siedzi coraz więcej wybitnych pianistów, często laureatów poprzednich edycji.

Książka dostępna jest również w wersji anglojęzycznej jako The Chopin Games.

 

Wielka gra. Rzecz o Konkursach Chopinowskich – Jerzy Waldorff

To było przez lata doskonałe źródło anegdot o kolejnych konkursach, bo pan Waldorff miał i cięte pióro i zdolność ujmowania rzeczy w punkt. Dzisiaj gdy mamy „Chopinowskie Igrzysko” powiedziałbym, że siła oddziaływania tej książki będzie mniejsza. Choć niewątpliwą zaletą „Wielkiej gry” jest to, że jej autor osobiście uczestniczył w większości opisanych konkursów. Znajdziemy tu na przykład zapis dyskusji na temat sposobu oceniania, która wybuchła po konkursie w roku 1970. Sporo wciąż aktualnych spostrzeżeń.

Warto po książkę sięgnąć w najnowszym wydaniu Znaku, nawet jeśli na półce mamy wydanie z lat 80. Po pierwsze – esej biograficzny o Chopinie został uzupełniony przypisami, bo na podstawie najnowszych badań wiemy trochę więcej o życiu kompozytora. Po drugie – doszły rozdziały z uzupełnieniami na temat konkursów 1985-2015 przygotowane przez Jacka Hawryluka. Dowiemy się z nich że sam Waldorff nie oglądał wystąpień w 1990, bo… redakcji „Polityki” w nowej rzeczywistości rynkowej nie było stać na wykupienie karnetu.

W ogóle, z dwóch książek wynika, że w latach 90. Konkurs przechodził dość mocny kryzys (dwukrotnie nie przyznano pierwszej nagrody), a odżył po 2005, szczególnie, gdy transmisje są dostępne na całym świecie. Dzisiaj gdy na YouTube widzę setki tysięcy odsłon i wpisy zachwyconych ludzi na czacie, że muszą przyjechać do Warszawy i obejrzeć Filharmonię Narodową na żywo, to widzę, że Konkurs ma dziś być może najwyższą rangę w historii.

 

Nieboski Chopin – Piotr Wierzbicki

O ile dwa poprzednie tytuły mówiły dużo o tym, co się dzieje wokół konkursów – ten skupia się przede wszystkim na muzyce. To bardzo osobisty i subiektywny esej o kilkudziesięcioletniej przygodzie Wierzbickiego z twórczością Chopina. Erudycyjny, ale pisany z pozycji słuchacza, a nie muzykologa.

Autor próbuje pokazać na czym polegała ewolucja muzyki Chopina, na czym polega i czym właściwie jest styl chopinowski i jak się tego kompozytora powinno grać. Słusznie zauważa pewien bezsens poszukiwania ludzi, którzy grają dokładnie jak Chopin.

Żeby grać tak jak Chopin, trzeba by – zamiast ćwiczyć dzień w dzień godzinami – samemu współtworzyć tę muzykę, być improwizatorem, poetą. Chopin nie ćwiczył godzinami, nikt wtedy nie ćwiczył godzinami, tamte standardy na to bez problemów pozwalały, zawód „pianista” jeszcze się nie wyodrębnił, nie oddzielił od profesji kompozytorskiej, twórczej, nikt nie trawił życia na morderczym bębnieniu w klawiaturę.

O tak – gdy oglądałem tegoroczny Konkurs, szczególnie eliminacje i I etap – było mi straszne żal uczestników, którzy po tysiącach godzin ćwiczeń są technicznie perfekcyjni, ale… przegrają z jeszcze lepszymi, do tego wyłanianymi według nieostrych kryteriów.

Konkretnie na temat konkursu przeczytamy dopiero w dodatku – jest to kronika zachwytów i rozczarowań, bo Wierzbicki nieraz krytykował decyzje jury. I chyba moja ulubiona historia o jednym z odrzuconych uczestników.

Marek Drewnowski zabłysnął w etiudach, potem w finale Sonaty b-moll, nie wszedł wszakże do finału. Nastąpiło kilka ciężkich lat. W tamtych czasach niepowodzenie na konkursie chopinowskim oznaczało dla polskiego pianisty gehennę: tułaczka po podrzędnych salkach za psie pieniądze albo nawet koniec kariery. Jednak Marek Drewnowski się podniósł. Nagrał doskonałą płytę z sonatami Scarlattiego. Któregoś dnia puścili kawałek – bez zapowiedzi, jako przerywnik – w jakimś zagranicznym radiu. Gdzieś daleko słuchał właśnie tej stacji wielki dyrygent Leonard Bernstein. Gdy usłyszał Scarlattiego, wpadł w zachwyt, kazał odszukać wykonawcę, po czym zaprosił go do siebie i już wkrótce na estradzie festiwalu w Tanglewood mój faworyt z warszawskiego konkursu szedł z duszą na ramieniu do fortepianu, by z towarzyszeniem Bostońskiej Orkiestry Symfonicznej pod dyrekcją Leonarda Bernsteina wykonać Koncert fortepianowy d-moll Jana Brahmsa.

Nie wszystko może nam w „Nieboskim Chopinie” odpowiadać, bo skrajny subiektywizm Wierzbickiego często sprowadza się do niepodważalnych sądów. Często też wnioskiem będzie, że „kiedyś było lepiej” – autor darzy wielkim szacunkiem dawnych mistrzów fortepianu. Ale jeśli mam szukać przykładu pisania o muzyce i nie ugrzęźnięcia w szczegółach zrozumiałych dla absolwentów szkół muzycznych – to będzie świetna lektura.

Aha, w przypadku „Nieboskiego Chopina” można rozważyć zakup wersji papierowej. Bo do papieru dołączona jest płyta z wybranymi przez Wierzbickiego wybitnymi historycznymi wykonaniami Chopina – m.in. Józefa Hoffmana. Inna sprawa, że to wszystko znajdziemy dziś na Spotify lub YT.

Uwaga: plik ma jednak dwa wydania. Część e-booków np. w Ebookpoint czy Nexto przedstawiana jest jako „multimedialny ebook w formacie ePub3”, który miałby tę płytę zawierać. I faktycznie, po kupnie w Nexto dostałem plik o rozmiarach 152 MB, po jego rozpakowaniu w folderze „Sound” znajdziemy pliki MP3 z kodekiem 320kbps.

porównywarce rozpoznamy tę wersję jako wyłącznie EPUB – brak pliku MOBI.

Bonus: coś więcej o Chopinie (i po angielsku)

Trzy poniższe książki z Kindle Store (linki afiliacyjne) polecam chętnym do dowiedzenia się czegoś więcej o muzyce i osobie Chopina:

  • Chasing Chopin: A Musical Journey Across Three Centuries, Four Countries, and a Half-Dozen Revolutions – Annik LaFarge – to jest troszkę rzecz w stylu Wierzbickiego. Opis przygody autorki z muzyką Chopina i próba zrozumienia, jak mogło powstać coś tak genialnego jak II Sonata z Marszem żałobnym. Troszkę dla nas będzie to powtórka z historii Polski, no ale bez tego nie da się wyjaśnić istoty Chopina zachodniemu czytelnikowi. Książce towarzyszy obszerna strona WhyChopin.com z muzycznymi przykładami cytowanymi w książce.
  • Chopin – Adam Zamoyski – to z kolei biografia skupiająca się głównie na życiu osobistym Chopina. Niewiele znajdziemy w niej o muzyce, za to będą takie szczegóły jak to, jak pachniał jego pierwszy nauczyciel oraz kiedy Chopin i George Sand skonsumowali swój związek. Poza tymi ciekawostkami jest mnóstwo solidnej wiedzy popartej badaniami, autor burzy też wiele przekłamań i mitów wokół osoby Chopina. Książka ma polskie tłumaczenie, niestety e-booka brak.
  • Fryderyk Chopin: A Life and Times – Alan Walker – nieprzetłumaczona dotąd na polski obszerna biografia o życiu i czasach Chopina. Również nie skupia się na muzyce. W Amazonie mnóstwo dobrych ocen. Dopiero się do niej przymierzam, więc nie mogę powiedzieć więcej.

Z książek dostępnych po polsku tylko w papierze warto poza Zamoyskim sięgnąć po literacką biografię Chopina autorstwa Jarosława Iwaszkiewicza – od dawna nie wznawiana, ale używkę znajdziemy za parę złotych.

Jeśli tak jak i ja śledziliście Konkursy Chopinowskie, dajcie znać, czy macie jeszcze ochotę o nich czytać, no i którą z omówionych wyżej książek polecacie (lub nie). A może jakąś inną?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

27 odpowiedzi na „Jeszcze więcej Chopina? Trzy książki o Konkursach Chopinowskich, które warto przeczytać

  1. Darth Artorius pisze:

    Nie słucham klasyki ale zawsze mnie zastanawiało jak grał Chopin ? Przecież nie ma nagrań. Są zapisy nutowe jego utworów ale przecież teraz wykonawcy INTERPRETUJĄ tą muzykę choć partytura ta sama.
    Pewnie sam Frycek (czy Fryderyk) tego konkursu by nie wygrał :-) skoro nie ćwiczył tylko „marnował” czas na komponowanie, zarabianie na życie, podróże, miłość, choroby.
    Na dodatek On był za życia „gwiazdą pop” (jak Mozart).
    To że ludzie tamtych czasów pisali , że znakomicie gra, niczego nie dowodzi bo teraz patrzy się i słucha tej muzyki inaczej. Więc nie jest to miarodajne.

    Na szczęście zostawił po sobie zapisy nutowe. Z nich wiadomo, że kompozytorem był Wielkim.Stworzył coś co ludzie do dzisiaj kochają i męczą się nad tym cały czas.

    1
  2. Czytelniczka pisze:

    Dzięki za to zestawienie, również śledziłam konkurs, i aż miałam ochotę coś przeczytać ;) Ja ze swojej strony polecam powieść „Pszczoły i grom z oddali”, której akcja to po prostu… konkurs pianistyczny, aczkolwiek przede wszystkich jest to powieść o ludziach w nim uczestniczących. I tak jak zwykle bywa, kiedy jedni się zachwycają, drudzy zastanawiają się skąd te zachwyty… Ja należę do tych pierwszych ;)

    5
  3. Krzysiek pisze:

    A ja właśnie czytam biografię „Chopin. Miłość i pasja” autorstwa Iwony Kienzler. Na razie przeczytałem czterdzieści parę stron, ale fajnie się czyta :-)

    5
  4. hehu pisze:

    Ok Boomer.

    Muzyka klasyczna to taka nisza jak kasety VHS. Do zaorania.

    6
    • Darth Artorius pisze:

      Sądzę, że nie. Jest wielu odbiorców klasyki. W pewnych kręgach „tak wypada”. Sale koncertowe przy ciekawym repertuarze i dobrych wykonawcach są pełne. Klasyka przestała być muzyką pop jak kiedyś. Jest określana jako „poważna”.
      Z mojego podwórka – wielu twórców muzyki elektronicznej jak Jarre, Klaus Schulze, Tangerine Dream opierało się na klasyce,grało ją na elektronicznym instrumentarium.

      Niektóre kawałki jak Bolero, W Grocie Króla Gór, 4 pory roku są znane chyba każdemu.

      1
    • asymon pisze:

      Zawsze w takich przypadkach przypominam, że Radiohead nagrali cover Chopina ;-)

      3
    • Robert Drózd pisze:

      No właśnie że nie. 20 lat temu tak się mogło wydawać, że konkursu słuchają już tylko boomerzy w PR2, ale wejście internetu zmieniło wszystko.

      Popatrz sobie np. na Hayato Sumino (dotarł do III etapu), gość jest youtuberem z ponad 800k subów. Tak naprawdę to on bardziej promuje dziś taki konkurs niż konkurs jego. Albo kanał TwoSet Violin – tam jest 3 mln śledzących.

      Oczywiście „branża muzyczna” żyje sobie czasami we własnym sosie, w ostatnim Ruchu Muzycznym był temat numeru o popularyzacji muzyki i padła uwaga o niektórych kompozytorach współczesnych, którym zależy głównie na otrzymaniu grantu, a publiczność jest już niekonieczna.

      6
    • mjm pisze:

      To tak jak czytanie ebooków w Polsce, nisza w niszy.

      1
      • Robert Drózd pisze:

        Czyli pasuje do tematu bloga. :)

        5
      • Darth Artorius pisze:

        „Czytnicy” są niszą bo w PL ceny czytników są wysokie (to podobnie jak dobre słuchawki – większość nosi plasticzaki z MM). Ceny ebooków też a nie każdy jest taki sprytny by codziennie odwiedzać stronę SCz. Ja jestem „techniczny” więc od razu złapałem bakcyla epapieru. Moja Żona już nie, Mama też z trudem.

        To co dla mnie jest proste – zakup telefonem, przerzucenie na PB przez DropBox czy Send2PB , dla innych może być trudne. Podłączenie pod kompa jest prostsze ale wymaga posiadania laptopa. A książka leży w księgarni. Choć jeśli ktoś ogarnia Allegro to kupowanie ebooków powinien też załapać.

        5
        • jo pisze:

          mam swoje lata ale ebooki załapałam od razu . mój czytnik ściągałam z amerykańskiego Amazona. najbardziej podoba mi się to że w każdej chwili i miejscu mogę ściągnąć nowa książkę . mam zasadę nie kupuje drożej niż za 15 zł. głównie z promocji z SC.pozdrawiam

          4
    • kjonca pisze:

      W latach na przełomie tysiącleci o uniksach (w tym linuksie) mówili to samo. :)

      1
  5. kjonca pisze:

    „rozpakowaniu w folderze „Sound” znajdziemy pliki MP3 z kodekiem 320kbps.”
    Należy też dodać, że „czytnik” dostarczany z calibre potrafi odegrać te pliki (osadzone w epub)

    0
  6. NieMogePrzezToSpac pisze:

    „Ale po finałowym koncercie e-moll w wykonaniu Bruce’a Liu…”

    Dlaczego przy wejsciu podal reke tylko jednej osobie, w dodatku kobiecie?

    0
    • pauliene pisze:

      …bo jest dobrymi zwyczajem solisty występującego z orkiestrą przywitanie się przez podanie ręki z koncertmistrzem, tj. z muzykiem przy pierwszym pulpicie grupy I skrzypiec, który symbolicznie reprezentuje całą orkiestrę. W wypadku składu orkiestry FN, który towarzyszył Bruce’owi Liu była to akurat pani Maria Machowska.

      7
  7. rudy102 pisze:

    Dlaczego oni nie komponują swojej muzyki tylko tłuką kilkanaście lat w kółko te same starocie?

    1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.