Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Czytnik jako ideał „antybiblioteki Umberto Eco”?

Czy macie tak jak ja, że na Waszych czytnikach straszą setki nieprzeczytanych e-booków? Możliwe, że to wcale nie jest złe podejście.

Wiemy o tym dobrze. Wpada nowa promocja, ceny są w porządku, na naszych półkach ląduje czasami kilka, czasami kilkanaście tytułów. W przypadku książek elektronicznych nie trzeba szukać miejsca na półce, ale sumienie gryzie. Czy słusznie?

Na początku książki „Czarny łabędź” Taleba przeczytać można o „Antybibliotece Umberto Eco”.

Pisarz Umber­to Eco na­le­ży do nie­licz­nej kla­sy uczo­nych po­sia­da­ją­cych en­cy­klo­pe­dycz­ną wie­dzę, do­cie­kli­wy umysł i coś in­te­re­su­ją­ce­go do po­wie­dze­nia. Jest wła­ści­cie­lem bo­ga­tej bi­blio­te­ki (za­wie­ra­ją­cej trzy­dzie­ści ty­się­cy ksią­żek), a swo­ich go­ści dzie­li na dwie ka­te­go­rie: tych, któ­rzy na jej wi­dok re­agu­ją okrzy­kiem: „Wow! Si­gno­re pro­fes­so­re dot­to­re Eco, jaka wspa­nia­ła bi­blio­te­ka! Ile z tych ksią­żek już pan prze­czy­tał?”, i po­zo­sta­łych – bar­dzo nie­wiel­ką mniej­szość – któ­rzy ro­zu­mie­ją, że pry­wat­na bi­blio­te­ka nie ma łech­tać próż­no­ści wła­ści­cie­la, lecz sta­no­wi na­rzę­dzie ba­daw­cze. Książ­ki prze­czy­ta­ne są znacz­nie mniej war­to­ścio­we od ksią­żek nie­prze­czy­ta­nych. W ta­kiej bi­blio­te­ce po­win­no się znaj­do­wać tyle wie­dzy, któ­rej jesz­cze nie po­sia­da­cie, ile tyl­ko po­zwa­la wam jej tam umie­ścić wa­sza kon­dy­cja fi­nan­so­wa, opro­cen­to­wa­nie kre­dy­tów hi­po­tecz­nych i trud­na obec­nie sy­tu­acja na ryn­ku nie­ru­cho­mo­ści. Z wie­kiem gro­ma­dzić bę­dziesz co­raz wię­cej wie­dzy i wię­cej ksią­żek, a ro­sną­ca licz­ba nie­prze­czy­ta­nych po­zy­cji na pół­kach bę­dzie dla was jak wy­rzut su­mie­nia. Wła­śnie tak to dzia­ła, im wię­cej wie­cie, tym wię­cej rzę­dów nie­prze­czy­ta­nych ksią­żek ma­cie w bi­blio­te­ce. Nazwijmy tę kolekcję nieprzeczytanych książek antybiblioteką.

Zacytuję jeszcze artykuł z Booklips:

Eco traktował bibliotekę nie jako wizualne odzwierciedlenie zdobytej wiedzy albo coś służącego do podbudowania ego, lecz jako narzędzie badawcze, dlatego jego osobista biblioteka miała przypominać bibliotekę publiczną czy uniwersytecką. Z tą różnicą, że właściciel mógł z niej „wypożyczać” dowolną ilość książek na nieokreślony czas.

Gdy poczytałem o tym u Taleba, pomyślałem, że mój komputerowy folder z e-bookami, no i pamięć czytnika pełnią rolę takiej właśnie antybiblioteki.

Bo przecież nie łudzę się, że przeczytam wszystko co kupuję, nawet nie opowiadam, że gdybym tylko miał czas… Jak w poniższym obrazku z New Yorkera.

Wiele tytułów kupuję wprost z założeniem, że na pewno ich nie przeczytam, ale mają czekać na to, aż będą przydatne.

Oczywiście jest tutaj parę rzeczy do wyjaśnienia.

Po pierwsze: świadomość istnienia danej książki.

Jeśli książkę papierową mamy na półce, to zwykle będziemy pamiętali o tym, że ją mamy – oczywiście do czasu, gdy zaczniemy przechowywać książki w dwóch rzędach i część wyniesiemy do piwnicy. Niemniej fizyczna forma książki przy wszystkich swoich wadach (zajmowanie miejsca) sprawia, że trudniej o niej zapomnieć.

Tymczasem na czytniku wciąż odnajduję e-booki zakupione w „mega promocji” 6 lat temu, z których istnienia nie zdawałem sobie sprawy. Przy kupowaniu „na zapas” jest to jeszcze bardziej możliwe, bo do e-booka możemy nawet nie zajrzeć, tylko powiedzieć sobie „aha, kiedyś mi się przyda”. Więc nawet go nie zapamiętamy.

Oczywiście w przypadku książek papierowych, nawet jeśli mamy na nie miejsce, w pewnym momencie traci się tę przewagę. Przy trzydziestu tysiącach – jak u Eco – samo znalezienie książki może być wyzwaniem, a jestem przekonany, że o fakcie posiadania wielu można zapomnieć. Mając bibliotekę o pewnej wielkości musielibyśmy prowadzić indeks, aby cokolwiek móc odnaleźć.

No i właśnie. W wersji elektronicznej liczy się też możliwość znalezienia książki.

Dwa lata temu pisałem o niezwykle przydatnym programie Everything, dzięki któremu w ciągu sekundy mogę przeszukać cały dysk na komputerze. Mogę zatem w ciągu chwili uzyskać dostęp do konkretnego e-booka czy innego pliku.

Same e-booki też można przeszukiwać. Czytniki Kindle mają jedną wyróżniającą zaletę, ogromną dla posiadacza dużej biblioteki – otóż indeksują wszystkie książki i pozwalają przeszukiwać pełnotekstowo całą pamięć czytnika.

Podawałem tu kiedyś przykład podczas swojego testu Oasis. Czytałem książkę Bierut. Kiedy partia była bogiem Piotra Lipińskiego i chciałem sprawdzić, w których jeszcze książkach na czytniku pojawia się postać Bolesława Bieruta.

Wpisuję „Bierut” w wyszukiwarkę i oto wyniki wśród książek na czytniku, uszeregowane wg liczby trafień.

Taka funkcja uświadamia mi, że mam sporo tytułów, w których wspomina się Bieruta, nawet takie, których dotąd nie zacząłem czytać, jak Komunizm po polsku, albo Historia pewnej nadziei. Mogę szybko przejrzeć, co na dany temat mieli do powiedzenia różni autorzy. Mogę też zajrzeć do 13 pięter Springera, gdzie postać przyszłego pierwszego sekretarza pojawia się w dość nietypowym kontekście działacza spółdzielczego.

Albo słucham sobie na Spotify wydanej rok temu płyty z koncertami Beethovena w wykonaniu Krystiana Zimermana. Z ciekawości wpisuję na czytniku „Beethoven Zimerman” – i widzę, że poza recenzją w Ruchu Muzycznym, o której pamiętałem, była też recenzja w Polityce, o której nie pamiętałem.

I co z tego, że mogłem tej recenzji nie czytać w swoim czasie? Teraz do niej dotrę.

Od lipca 2022 możliwość przeszukiwania pełnotekstowego naszej bazy e-booków oferuje popularny program Calibre – i to jest dla mnie argument, aby traktować go jako podstawę naszej cyfrowej biblioteczki. Wszystkie zakupione e-booki staram się teraz ładować do Calibre.

Ktoś może zapytać, czy jednak w tym przypadku nie wygra Google. I tak i nie. Bo nie wszystko jest dostępne w otwartej sieci. I na przykład serwis Google Books zindeksował skany milionów książek, ale… dostępne podglądy dotyczą tylko części stron.

Korzystanie z Google oznacza też męczenie się ze stronami zrobionymi pod reklamy, czy mało wiarygodnymi. Jeśli przeszukujemy książki i czasopisma, które sami kupiliśmy – no, to wybierając tytuły czy wydawców dokonaliśmy już pewnej filtracji.

Trochę na podobnej zasadzie działają usługi subskrypcyjne O’Reilly i Packt, albo różne bazy naukowe. Mając abonament możemy przeszukiwać jednocześnie wszystkie podręczniki. Tyle, że wybitni naukowcy mając do dyspozycji największe biblioteki świata wcale nie rezygnują z osobistych – bo liczy się czas dostępu, znajomość tego co mamy pod ręką, nic nie zastąpi wiedzy o tym gdzie czegoś szukać.

Czy koncepcja „antybiblioteki” dotyczy wyłącznie książek, które można wykorzystać zawodowo? Eco, jako erudyta mógł zawsze mieć potrzebę powołania się na jakiegoś autora, bez szukania go w bibliotekach. Tak samo jeśli dzisiaj chcę poczytać o Putinie, to zaglądam na czytnik, a nie zastanawiam się, gdzie akurat kupić biografię na którą skończyła się licencja.

A co z beletrystyką? Jakie mamy korzyści z posiadania w biblioteczce powieści, których nigdy nie zaczęliśmy, albo całych cykli, z których przeczytaliśmy pierwszą część?

No, tu jest oczywiście pewność, że nikt nam jej nie zabierze, jeśli za dwa lata wydawca zechce ją wycofać. I jeśli chcemy wreszcie przejść do lektury, zrobimy to w każdym momencie, niezależnie od bieżącej ceny książki.

Niemniej kupowanie na zapas literatury pięknej (o ile nie piszemy o niej prac naukowych) jest już troszkę mniej wytłumaczalne. Choć czy to nas powstrzymuje? :-)

Ciekaw jestem jakie jest Wasze podejście do kupowania i trzymania dużej liczby książek na czytniku. Czy też budujecie swoją biblioteczkę, czy raczej traktujecie to jako szkodliwy nawyk do wykorzenienia?

PS. Jeśli ktoś z Was czytał esej „O bibliotece” autorstwa Eco, tam również występuje pojęcie „antybiblioteki”, ma jednak inne znaczenie – chodzi o wyobrażenie biblioteki absurdalnie nieprzyjaznej dla użytkownika.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle, Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

39 odpowiedzi na „Czytnik jako ideał „antybiblioteki Umberto Eco”?

  1. buszujacy pisze:

    Sprawa się komplikuje, gdy zamiast „Bierut” chcesz wyszukać na Kindle’u „łabędź”. ;)

    9
    • asymon pisze:

      Na szczęście w Calibre można.

      Tylko że okazało się, że 6-gigabajtowy plik z indeksami do wyszukiwania pełnotekstowego jest języczkiem u wagi i „wywala” mi chmurę w której trzymam ebooki. Na razie indeksy wywaliłem, ale muszę się poważnie zastanowić co zrobić ze swoim życiem ;-)

      Wyszukiwanie przydaje się przy okazji różnych inb internetowych, ostatnio szukałem cytatu wklejanego (głównie cyrylicą) pod zwiastunem The Rings of Power, bo „olaboga cziornyje elfy” i „co z tradycyjnymi wartościami”? Albo cytat jakoby z „Listów starego diabła do młodego” a propos izolacji i maseczek, też podejrzewam że wyprodukowany gdzieś na wschodzie.

      Niestety celuloza nie ma Ctrl+F, coraz częściej chciałoby się mieć książkę w dwóch formach, tylko pieniążki na to skąd?

      1
  2. bq pisze:

    Mieszkam niedaleko Haworth, niewielkiej miejscowosci, w ktorej zyla Emily Bronte. Zwiedzilem ten maly gotycki domek, w ktorym mieszkala, spojrzalem na te tomiszcza w sklepiku i doszedlem do wniosku, ze skoro mam 46 lat to po prostu nie mam szans przeczytac wielu rzeczy, na ktore mialbym ochote ale mi nie sa niezbedne do zycia. Wiec nie przeczytam i Dostojewskiego i Manna i wiele innych rzeczy. Nie mialbym czasu dla bliskich dla sportu, dla pracy. Wiec mam w glowie polke „ksiazki, ktorych nigdy nie przeczytam”. Przejrzalem tez swoja papierowa biblioteke i pozbylem sie rzeczy, ktore mam 5 lub wiecej lat i do ktorych nie zajrzalem. Kupuje tylko wtedy, kiedy przeczytam kupiona wczesniej ksiazke, wiec jesli mam chec na nowosc mobilizuje sie do szybszego przeczytania tego co mam. No i legimi mam.

    14
  3. Zeratul pisze:

    Ja mam już nawet excela w chmurze z listą e-booków które kupiłem (i gdzie)
    To się też przydaje myśli chciałbym kiedyś pobrać inny format (domyślnie trzymam lokalnie kopie .mobi)

    I tylko raz udało mi się kupić coś dwa razy ;D

    4
    • Smile pisze:

      Też mam takiego Excela w chmurze… w e-bookami i zwykłymi książkami. :)

      1
    • Magdalaena pisze:

      Ja też mam taki arkusz. Chociaż ważniejszy jest ten, w którym notuję, co czytałam i który autor mi zupełnie nie podszedł.

      Próbowałam przesiąść się na jakiś serwis, ale jakoś mi nie wychodzi, brakuje funkcji i własny arkusz ciągle wygrywa.

      3
    • kjonca pisze:

      Ja wszystko ładuję do calibre. Dodałem własną kolumnę „księgarnia”, i przy każdym ebooku mam źródlo (a przynajmniej pierwsze źródło – bo trochę jednak udało mi się kupić 2 razy)
      To pozwala mi ograniczyć dublety.

      Co do kupowania na zapas … niestety boleśnie się przekonuję, że „nie wszystko jest w internecie” więc, wbrew pozorom, nie musi to być glupia strategia.

      4
  4. Langus pisze:

    Ja, nauczony własnym doświadczeniem ale z grami komputerowymi, nie kupuje na zapas i nie tworzę książkowej „kupki wstydu”. Nawet nie zaglądam na promocje.
    Mam listę książek do przeczytania, i jak jedna skończę, dopiero kolejną kupuję.

    8
  5. ChuckB43 pisze:

    Widzę duże podobieństwo do Panskiej strategii przy zakupie i lokowaniu książek na trzech posiadanych czytnikach.
    Znajdują się na nich duże(?) ilości nieprzeczytanych książek, byłoby ich zapewne o wiele więcej gdybym nie przeprowadzał wstępnej selekcji. Wszystkie trafiają na osobny twardy dysk i tam w porządku alfabetycznym (wg autora) spoczywają. Jedyną obawa to awaria dysku.
    Z papierową biblioteką też mogą być problemy. Mimo że moja biblioteka jest tak mniej więcej dziesięciokrotnie mniejsza niż Umberto. Drugi dzień szukam „Demokracji peryferii” kupionej w 2004 lub 2005, na razie bezskutecznie. E-booka nie ma?

    1
  6. Magdalaena pisze:

    Staram się nie kupować książek na zapas, chyba że jest jakaś niesamowita okazja (np. 3 tomy Diumy za 10 zł). Ale zawsze pobieram darmowe pozycje oferowane incydentalnie przez różne księgarnie np. przewodniki z Bezdroży. A nuż się kiedyś przydadzą?

    1
  7. Bartosz pisze:

    Jakiś czas temu się ogarnąłem i przestałem kupować na zapas. Jak się zorientowałem że kupka wstydu (kupione w promocji) ma kilkadziesiąt pozycji i poszło na nią pareset zł. W międzyczasie zmieniły mi się zainteresowania, wyszły inne ciekawsze książki.

    Kupione w promocji, a w praktyce taniej by wyszło kupować po pełnej cenie- ale tylko to co rzeczywiście przeczytam.

    Od tego czasu kupuję mniej i w miarę redukcji listy nieprzeczytanych pozycji- a nie tylko dlatego że ciekawe i jest promocja.

    Dużo wiedzy (np programistycznej) traci ważność i staje się bezwartościowa. Co mi dziś po narzędziach na nieużywane już komputery, systemy operacyjne, przestarzałe wersje sprzed lat?

    13
  8. Gregrex pisze:

    Hmmm, książek papierowych mam ok. 400-500sztuk z czego część niestety w drugim rzędzie a garść nawet w piwnicy (zbrodnia)…
    Papier kupuje bardzo sporadycznie, zwykle jakieś pozycje naukowe niszowe które nie spodziewam się ze wyjdą w ebooku.
    Reszta to ebooki bo wygodniejsze i nie zajmują miejsca którego już nie mam więcej.
    Czy próbuje walczyć ze zbieractwem antybibliotek? No wiecie, skoro na ebooki wydałem około 8000zł a przeczytałem z tego może z 20% to chyba to nie jest nieszkodliwe?
    Z drugiej strony wygaśnięcie licencji jest zabójcze (dla mojego portfela) – np. ebooki Richarda Pipesa kupiłbym i po 200PLN sztuka bo to prawdziwa sztuka i uwielbiam obcować z Autorem, jego erudycją i wiedzą (licencje Magnum wygasły ale aktualnie nowe wydania wyd. Bellona – mam nadzieję że wyda również „Żyłem”, polecam). Przypadek z R. Pipesem spowodował że niestety zdarza mi się kupować „na zapas” – wolę wydać te kilkanaście (-dziesiąt) złotych niż później szukać białego kruka (co zdarzało mi się już wielokrotnie w erze papierowej i było irytujące – głównie z racji dość kosmicznych cen pojedynczych papierowych egz.). W przypadku ebooków i mniej popularnych pozycji nie ma szans na ich późniejsze znalezienie – ani w oficjalnym obiegu, ani nawet nielegalnych kopii – pozostaje kupno ebooka na zapas póki (gdy) jest możliwość.
    Co do lit. pięknej zwłaszcza popularniejszych pozycji można sobie darować kupno na zapas choć rozumiem że niektóre ebooki ktoś może chcieć również mieć „pod ręką” mimo że realistycznie oceniając wie że nie ma czasu na ich czytanie.

    3
  9. alexunder pisze:

    Kurcze, nie wpadłem wcześniej na to, że wyszukiwarka w Kindle’u jest „case sensitive”. Gdy wpisuję „bierut” pojawia się tylko jedna pozycja, a nie piętnaście jak przy „Bierut”. A niech to, że się tak wyrażę! Dzięki dobry człowieku :)

    3
    • pj pisze:

      Co gorsza, wyszukiwarka jest zupełnie niefleksyjna, dlatego szukając słowa „Bierut” nie odnajdziesz „Bieruta”, „Bierutem” czy „Bierutowi”. Ten defekt sprawia, że wszelkie zachwyty nad zaindeksowanym wyszukiwaniem w kindle’u wydaję mi się całkowicie nieuzasadnione w odniesieniu do języków fleksyjnych, jak np. polski.

      3
  10. Asia pisze:

    Niestety zakupy kompulsywne mnie dotyczą. Potem okazuje się, że coś z tego jest na Storytell albo Empik go jako audio i poszło tak. Teraz już nie biorę plików od znajomych literatury, która nie jest z mojego obszaru zainteresowań. Wolno zaczynam limitować zakupy, ale badał mam nieprzeczytane książki sprzed kilku lat.

    0
  11. Bociek pisze:

    Od jakichś trzech lat mocno ograniczyłem zakup ebooków z powodu stale rosnącej „kupki wstydu”. Po, często kompulsywnych, zakupach we wcześniejszych latach mam ogromny zapas książek, po które planuję kiedyś sięgnąć, a kupuję tylko te, które zamierzam czytać od razu. No i portfel odetchnął :)

    Fakt, zbiór ebooków mam spory, ale ja naprawdę chcę je kiedyś wszystkie przeczytać i traktuję jako swój skarb

    9
    • pj pisze:

      Ale dlaczego nazywać to „kupką wstydu”? To przecież finansowe wspieranie szeroko pojętej kultury, gdy kupujemy ebooki, mimo że w głębi duszy wiemy, że nigdy ich nie przeczytamy. Czujmy się z tym jak mecenasi sztuki, a nie jak jacyś nieudacznicy, co kupili wątpliwej jakości garnki w jakiejś pseudopromocji :P

      6
  12. pasożyt społeczny pisze:

    Offtopic. Kindle zniknęły z oferty w amazon.pl. Przejściowe braki, czy zapowiedź zmiany oferty? Jeżeli to pierwsze, to dziwne, że wyczerpały się oba kolory równocześnie.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      To co piszesz dotyczy Kindle 10 – i faktycznie, coś może być na rzeczy, nie ma w PL, DE czy UK. Ale w Stanach jest dostępny, więc przypuszczam, że to chwilowe braki.

      0
  13. marmez pisze:

    Zdecydowanie nie kupuję na zapas. Jak mam ochotę coś przeczytać, to najpierw szukam w uslugach do których mam dostęp (EmpikGo i Legimi), jeśli tam nie ma, to wtedy dopiero kupuję.

    Nie prowadzę spisów kupionych (mało tego – mam folder) ani przeczytanych – jesli pamiętam, to znaczy, że była warta pamiętania, jeśli nie, to nie była warta.

    Jedyny spis, jaki prowadzę, to co mi ktoś poleca do przeczytania. Zwykła notakta w chmurze z podziałem na osoby polecające i ewentualnie kometarz jeśli taki dają.

    2
  14. qwr24r23w pisze:

    mam zakładkę wypełniacz gdzie lądują nieprzeczytane DARMOWE książki
    nie kupuję książki jeśli nie mam przeczytanej kupionej książki

    proste i działa

    0
  15. tim pisze:

    Lista książek nieprzeczytanych i zakupionych, jest u mnie bardzo długa. W którymś momencie zorientowałem się, że kupiłem trzecią część serii książkę w dniu premiery z jakąś niedużą promocją, a nie przeczytałem jeszcze pierwszej części sprzed 2 lat. Nieco ostrożniej więc podchodzę obecnie do zakupów, aczkolwiek korzystam często z promocji książek fachowych, bo już mi się zdarzyło, ze nie kupiłem w promocji , a po kilku miesiącach były potrzebne i wtedy musiałem płacić dużo więcej.
    Ale nadal od czasu do czasu gromadzę jakieś książki do przeczytania w wolnym czasie, bo kiedyś mnie to interesowało np dzieje Inków i Azteków (:-)

    1
  16. Czytelniczka pisze:

    Mam na tyle nowych nieprzeczytanych książek, że zawsze mam wybór, ale nie na tyle, aby czuć wyrzuty sumienia. Kupuję świadomie, przed zakupem czytam recenzje i opinie, nie raz tez zdarzyło mi się pytać o zdanie użytkowników ŚCz :) Jak użytkownicy powyżej, też mam spis książek posiadanych i przeczytanych, świadomość ile przeczytałam a ile nie z zakupionych książek też pomaga w rozsądnych zakupach :)

    1
  17. Dulce34 pisze:

    Ja usunęłam całkiem subskrybcję legimi, ponieważ miałam tak dużo ebooków (ponad 90), że już przestałam ogarniać, czy na serio je chcę przeczytać, czy to zachłyśnięcie się nieograniczoną możliwością posiadania książek. Dowiedziałam się też, że czytanie elektroniczne nie wpływa w żaden sposób na mózg, to tak jakbyś w ogóle nie czytał. Mózg rejestruje ebooki, ale nie ma z nich pożytku, Człowiek potrafi wykorzystywać pozytywne działanie na swoją osobę i umysł tylko poprzez czytanie formy książki papierowej; tylko w ten sposób ćwiczysz swój mózg. Wróciłam do czytania papierowych książek i czuję, że odżyłam. Sama świadomość poczucia trzymania książki, jej ciężaru, przewracania kartek papieru…po prostu odczuwasz całym sobą, że czytasz, że masz w rękach książkę i wtedy twoje ciało się odpręża, a twój mózg ćwiczy. Sądzę że jest duży hype na ebooki ale nikt nie powie prawdy, że to nie równa się książka papierowa. Owszem rozumiem ekologia, dla niektórych wygoda, ale czytania człowiek nauczył się niedawno i tylko przez książki i zanim mózg wyewoluuje tak, że zacznie korzystać z ebooków tak jak z papierowych książek potrzeba duuużo czasu.

    3
    • Czytelniczka pisze:

      Zainteresowało mnie to co piszesz – domyślam się, że są jakieś badania na ten temat, mogłabym prosić źródło?

      Mimo wszystko, ja odczuwam odprężenie nieważne w jakiej formie czytam. Bo po prostu sama czynność czytania to dla mnie relaks i rozrywka. A mój czytnik wprost uwielbiam, i gdy czuję go w łapkach, czuję że czytam ;)

      A z „papieru” nadal tak czy tak korzystam.

      8
    • Robert Drózd pisze:

      Oczywiście nie mogę podważać Twojego odczucia co do preferencji książek papierowych. Sam wciąż również kupuję papier i uważam że w wielu przypadkach korzysta się wygodniej niż z e-booków, szczególnie jeśli to książka której nie czytam liniowo, a np. podręcznik. Ale chętnie się dowiem skąd masz informacje że „czytanie elektroniczne nie wpływa w żaden sposób na mózg”.

      6
    • rudy102 pisze:

      Ja czytam tylko papirusy, bo wtedy to człowiek czuje że czyta jak sobie rozwija zwój, a nie jakieś przerzucanie kartek. Przy książkach mózg w ogóle nie pracuje.
      Powtarzasz jakieś kompletne, niczym niepoparte bzdury.

      14
    • Ania pisze:

      Dołączam się do próśb o źródła rewelacji dot. różnic między formą papierową a elektroniczną.

      1
  18. Jadzia pisze:

    Ja usunęłam całkiem subskrybcję legimi, ponieważ miałam tak dużo ebooków (ponad 90), że już przestałam ogarniać, czy na serio je chcę przeczytać, czy to zachłyśnięcie się nieograniczoną możliwością posiadania książek. Dowiedziałam się też, że czytanie elektroniczne nie wpływa w żaden sposób na mózg, to tak jakbyś w ogóle nie czytał. Mózg rejestruje ebooki, ale nie ma z nich pożytku, Człowiek potrafi wykorzystywać pozytywne działanie na swoją osobę i umysł tylko poprzez czytanie formy książki papierowej; tylko w ten sposób ćwiczysz swój mózg. Wróciłam do czytania papierowych książek i czuję, że odżyłam. Sama świadomość poczucia trzymania książki, jej ciężaru, przewracania kartek papieru…po prostu odczuwasz całym sobą, że czytasz, że masz w rękach książkę i wtedy twoje ciało się odpręża, a twój mózg ćwiczy. Sądzę że jest duży hype na ebooki ale nikt nie powie prawdy, że to nie równa się książka papierowa. Owszem rozumiem ekologia, dla niektórych wygoda, ale czytania człowiek nauczył się niedawno i tylko przez książki i zanim mózg wyewoluuje tak, że zacznie korzystać z ebooków tak jak z papierowych książek potrzeba duuużo czasu.

    0
  19. Al pisze:

    Programy promocyjno-czytelnicze jakie daje Nexto czy Legimi sprawiły, że najczęściej nie ma sensu „kupować na zapas, bo promo”. Od lat kupuję tylko to, co w najbliższym czasie przeczytam. Wcześniej „kupka wstydu” rosła w zastraszający tempie.

    1
  20. Agnieszka pisze:

    Nie wiem kiedy, ale moja liczba książek nieprzeczytanych urosła z dwu na trzycyfrową.
    To mnie otrzeźwiło, staram się kupować rozsądniej. Kiedyś codziennie zaglądałam tutaj, teraz raz na jakiś czas…

    1
  21. Maria pisze:

    Jeśli chodzi o czytanie dla przyjemności to moje zdanie jest niezmienne od lat. Nie kupuję na zapas, a pozycje leżące na półkach to makulatura, a nie książki.

    Aby książka była książką ktoś musi ją czytać. Inaczej to tylko bibelot jak porcelanowa figurka, albo zdjęcie w ramce. Więc jeśli książka ma piękną okładkę i cieszy oczy to tak – nawet nieczytana spełnia jakąś funkcję użytkową. W przeciwnym razie przestaje być książką.

    Na czytniku mam tylko kilka książek na najbliższe 1-2 miesiące. Nie kupuję na zapas ani na promocjach. Kupuję to co chcę przeczytać wtedy gdy tego potrzebuję.

    Myślę, że ważniejszym zagadnieniem niż to czy kupować na zapas jak leci na promocjach czy dopiero wtedy, gdy coś się chce przeczytać, jest odpowiedź na pytanie po co w ogóle warto sięgać.

    W życiu przeczytałam kilkaset książek i pewnie do końca swych dni przeczytam kolejnych kilkaset. Tylko kilkaset! Każda błędnie wybrana książka do czytania sprawia, że tracę okazję do przeczytania innej, która by mi się bardziej spodobała. Warto to sobie uświadomić jak najszybciej i zamiast kupować i czytać to, co akurat jest na promocji, by oszczędzić kilka zł, wybrać coś lepszego za kilka zł więcej.

    4
  22. rudy102 pisze:

    Mam z tysiąc książek w Calibre i dobrze mi z tym. Większość tego co chcę przeczytać już kupiłem, dorzucam jakieś nowości jak są w promocjach. Przeczytałem z tego z 15%, jeśli nie umrę przedwcześnie to przeczytam większość. Nawet jeśli to będzie 80-90% to nadal się opłacało bo:
    a) wyjdzie to dużo taniej niż kupowanie na bieżąco
    b) części już nie ma w księgarniach i pewnie tam nie wrócą
    c) mam cały czas duży wybór bez patrzenia na cenę

    6
  23. kondrart pisze:

    Taką tzw. Antyblibliotekę mam na dysku. W Calibre mam może ze 20% antybliblioteki, a na czytnik mam wysłane 20% tego z Calibre. Większość przeczytanych i to, czego nie warto było czytać – usuwam z czytnika. Komputer (przynajmniej dla mojego pokolenia przedkomórkowego) jest najlepszym formatem dla wiedzy, którą czasem trzeba przeszukać. Niestety papier tu „wymięka”. Spora część tego, co jest potrzebne, nie jest obsługiwana przez czytnik (djvu), spora część nie jest dostępna legalnie :( (na papierze też). Google nie jest żadnym rozwiązaniem – czego nie skopiujesz, to zniknie. Materiały grup dyskusyjnych, strony specjalistów bardzo wąskich tematów (np. agrafek, form szachowych bierek) – to wszystko znika błyskawicznie albo wędruje na faciobuka i znika chwile później (i nie koniecznie ktoś ma dość samozaparcia, by kopać się z molochem tłumacząc, że „przyszłe zagrożenie pozycji białych” to w szachach nie jest rasizm).

    2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.