Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

7 największych mitów dotyczących e-booków i czytników

Mamy grudzień – czas, gdy wiele osób zostanie zapewne obdarowanych czytnikami. Liczba odwiedzin Świata Czytników zawsze w grudniu bije rekordy – to zwykle około 300 tysięcy.

Wracam więc do tematu podstawowego. Gdy będziecie rozmawiali o czytaniu z  rodziną i znajomymi, często zostaniecie „poczęstowani” różnymi argumentami „na nie”. O ile niektóre mogą mieć sens, to część wynika z niewiedzy, albo braku doświadczenia.

Oto 7 największych mitów dotyczących e-czytania.

1. Czytanie e-booków psuje wzrok!

Owszem – e-booki psują wzrok, jeśli będziesz je czytać na ekranach nieprzeznaczonych do czytania.

Ekrany tabletów i telefonów są niemal bez wyjątku błyszczące – a refleksy świetlne sprawiają, że rozpraszamy się, bo wciąż coś nad tym tekstem jest. Czytniki mają ekran z papierem elektronicznym, który… wygląda jak papier, no i nie ma efektu lustra.

W czytnikach z oświetleniem można regulować poziom oświetlenia, czyli widoczny kontrast, a w każdym czytniku – powiększać tekst i zmieniać czcionkę. A to oznacza, że w porównaniu do książek papierowych, książki elektroniczne są wręcz bardziej czytelne. To naprawdę ma znaczenie, że nie jestem skazany na wygląd tekstu, który zaplanował projektant książki.

Czy jednak lektura na czytniku nie może popsuć nam wzroku, albo sprawić, że będą piekły nas oczy? Ależ oczywiście, że może – tak samo jak lektura książek papierowych. Ja sobie popsułem wzrok w podstawówce czytając często do późnej nocy przy słabej lampce. To już jest szersza kwestia higieny wzroku i korzystanie z czytnika niczego tutaj nie zmienia.

2. Elektronika jest nieprzyjemna i rozprasza

Jeśli czytamy książkę papierową, obcujemy tylko z nią. A tak, musimy w ręku mieć zimne urządzenie, które co chwilę będzie nam przeszkadzało powiadomieniami.

I to owszem słuszny zarzut – ale jeśli czytamy na tablecie czy telefonie, gdzie zawsze może wyskoczyć alert z Allegro czy wiadomość z Messengera. Na czytniku książkę włączamy i… jedyne co może nam przeszkodzić to informacja o wyczerpującej się baterii, jeśli będziemy czytać naprawdę bardzo długo.

Nawet czytniki Kindle z reklamami (wokół charakteru których jest też sporo nieporozumień) nie przerywają nigdy czytania książki.

Niektóre czytniki mają opcję „wielozadaniowości”, np. na niektórych urządzeniach PocketBook czy inkBOOK możemy czytać książkę i jednocześnie słuchać muzyki z MP3. Jestem jednak zdania, że pod tym względem znacznie lepiej korzystać z telefonu. Czytnik jest do czytania i tyle.

Są jeszcze opinie o niebieskim świetle, które rzekomo ma przeszkadzać w zasypianiu. Opisywałem to już kiedyś szczegółowo, że dotychczasowe badania dotyczyły ekranów tabletów czy telefonów, natomiast czytniki oświetlane są inaczej – w skrócie: nie patrzymy w żarówkę.

Oczywiście jeśli mamy taką obawę, to producenci czytników przygotowali dwa rozwiązania:

  • Regulację barwy światła – dostępną np. w inkBOOK Calypso Plus, PocketBook Touch Lux 5 czy Kindle Paperwhite 5. Możemy sobie ustawić przyjemny ciepły motyw.
  • Tryb nocny – dostępny np. w inkBOOKach, oraz wodoodpornych Kindle (Paperwhite 4/5 i Oasis) – czyli odwrócenie kolorów tekstu i tła.

Ostatnio te funkcje omawiałem przy okazji testu Paperwhite 5. Rzeczywiście wieczorem ciepły ekran wygląda przyjemniej. Nie są to jednak według mnie rzeczy niezbędne – ale sceptyka może przekonają.

Aha, powinienem się też tutaj zmierzyć z nieśmiertelnym argumentem pt. „e-booki nie pachną”, no ale bądźmy poważni. O zapachu książek mówią zwykle ludzie, którym już inne argumenty się skończyły.

3. Ale ja nie lubię PDFów!

Wciąż wiele osób jako książkę elektroniczną rozumie po prostu plik PDF. I wie dobrze, że ten format przeznaczony do druku kiepsko się czyta na ekranie.

Użytkownicy czytników też nie lubią PDF. I nie muszą, bo książki na czytniki kupujemy (i czytamy) w formatach EPUB lub MOBI. Mają one to do siebie, że dostosowują się do każdego ekranu i możemy w dużym stopniu sterować ich wyglądem.

Jeśli książka dostępna jest w wersji elektronicznej – to w przeważającej większości przygotowano wersje na czytniki. Wyjątkami są tutaj publikacje bardziej niszowe – na przykład naukowe. Tu często wydawcom nie opłaca się przygotowywać EPUB/MOBI, a i odbiorcom może zależeć żeby mieć np. numery stron, co jest przydatne przy cytowaniu danej pozycji.

Trzeba przyznać, że trochę inaczej wygląda to w przypadku e-prasy. Tutaj kilkadziesiąt tytułów ma wersje na czytniki – w tym najważniejsze dzienniki czy tygodniki opinii. Jednak sporo prasy fachowej dostępne jest tylko w PDF.

Oczywiście jeśli chcemy czytać PDF – czytniki obsługują ten format i mają różne funkcje, które pozwalają poradzić sobie z tymi plikami na mniejszym ekranie. Ostatecznie rozwiązaniem może być też zakup po prostu czytnika z ekranem większym – już 10 cali pozwala na komfortowe czytanie większości PDF.

4. E-booki czyta się niewygodnie

Czytanie e-booków to najprostsza rzecz na świecie. Otwieramy książkę i po prostu zmieniamy strony aż do samego końca. :-)

Co w tym niewygodnego? Owszem, może być tak, że najpierw musimy e-booka kupić, potem wgrać go na czytnik, to jest pewna sekwencja czynności, których się trzeba nauczyć. Ale jeśli już opanujemy podstawy – wtedy od wejścia na stronę księgarni do rozpoczęcia lektury minie kilka minut. Wiele rzeczy staram się wyjaśnić tutaj na blogu, obszerne działy z pomocą mają też księgarnie – a i konsultanci nieraz doradzają osobiście.

Być może to przekonanie o braku wygody wynika właśnie z przyjęcia jako e-booka formatu PDF (o czym piszę wyżej).

5. Nie ma wielu e-booków po polsku

To przekonanie było prawdziwe tak z 10 lat temu. Przez pierwsze parę lat istnienia niniejszego bloga nie pisałem o e-bookach, bo… nie bardzo było o czym. Ale od 2012 roku książek po polsku jest coraz więcej. Dziś niemal wszystko, co widzimy na listach bestsellerów „papierowych” jest też w e-booku.

Wystarczy skorzystać z porównywarki. Popatrzmy również na coroczne nominacje do Książki Roku serwisu lubimyczytac.pl: w plebiscycie z lutego 2021 aż 89% książek dostępnych jest w wersji elektronicznej.

Więcej o kupowaniu e-booków: Przewodnik – jak kupować książki po polsku na czytniki?

6. E-booki są drogie

Faktycznie, jak wejdziemy na stronę dowolnej księgarni i wybierzemy losowego e-booka, cena może nas zaskoczyć, bo okaże się że papier kupimy niewiele drożej, albo i nawet i taniej. I to wcale nie jest tak, że oto zawsze książkę elektroniczną dostaniemy po taniości.

Wysokie ceny lubią podkreślać przygodni „analitycy”, mówiąc o tym, jak to polski rynek książki jeszcze do e-booków nie dorósł. Tylko jakoś nie sprawdzają np. cen e-booków w Amazonie, których wcale za symboliczną dychę nie kupimy.

Ale jeśli zaczniecie porównywać ceny, albo zaglądać do promocji dnia czy okazji cenowych – okaże się, że wiele e-booków można mieć po 10-20 złotych. A to już spora oszczędność.

Dla czytających bardzo dużo – szczególnie powieści – opcją są też abonamenty, gdzie za 20-40 zł miesięcznie mamy dostęp do sporego katalogu.

7. Najprościej ściągnąć e-booka pirackiego

Nadal wiele osób nie wyobraża sobie dzisiaj tego, aby e-booki kupować. Bo przecież to coś, co „się ściąga”. Wystarczy wejść na odpowiedni serwis z chomikiem w nazwie i wyszukać. W efekcie inwestycja w „e-czytanie” sprowadza się do zakupu czytnika. Tak jak wiele lat temu kupno komputera kończyło w zasadzie wydatki, bo Windows i gry kupowało się „na giełdzie”. A kto dziś korzysta z pirackiego Windowsa? No, na pewno są tacy, ale to z pewnością mniejszość.

Pominę kwestie moralne, które omówiłem dokładniej w poście o hipokryzji, albo o mitach piratów i branży wydawniczej. Dla mnie korzystanie z legalnych źródeł e-booków to przede wszystkim wygoda. Nie muszę poszukiwać właściwej wersji, konwertować z DOC, denerwować się „napuchniętymi” darmowymi fragmentami, męczyć z nędznymi plikami PDF przerobionymi automatycznie oprogramowaniem OCR. Choć oczywiście trzeba przyznać, że są „piraty” świetnej jakości – a niektórzy dzisiejsi wydawcy nie osiągają poziomu „releasów” grupy Scan-dal sprzed kilkunastu lat… Są też sytuacje, w których jakąś książkę z czasów PRL chciało się zdigitalizować piratowi, a nie chciało legalnemu wydawcy. Ale to też mniejszość.

Ja oczywiście rozumiem np. nastolatków, czy bezrobotnych, którzy po prostu nie mają żadnych wolnych środków. Ale dorosły, pracujący człowiek nie powinien mieć problemu z wysupłaniem kilkunastu złotych raz na jakiś czas.

Podsumowanie

Początki z książkami elektronicznymi są zwykle trudne, bo mamy na ich temat pewne przekonania czy wręcz uprzedzenia. Czy warto kupować czytnik, skoro e-booki można czytać na innych urządzeniach, czy warto kupować e-booki, skoro można papier?

Od 11 lat staram się na tym blogu wyjaśnić, że warto. Ale żeby daleko nie szukać, w końcu i ja w roku 2009 myliłem się uważając czytniki za chwilową modę. Jednak od dawna zakup pierwszego czytnika uważam za najlepszą decyzję czytelniczą, jaką podjąłem w życiu. Jednocześnie to nie jest decyzja „albo-albo”, ja wciąż kupuję książki papierowe, zdarza mi się czasami poczytać i na telefonie.

Tak więc, jeśli podczas rodzinnych spotkań spotkacie się z różnym argumentami przeciwko e-czytaniu – postarajcie się je wyjaśnić, najlepiej opierając się na własnym doświadczeniu. A jeśli jeszcze przy okazji odeślecie do Świata Czytników – będzie mi szczególnie miło. :-)

A jakie błędne przekonanie dotyczące czytników lub e-booków pamiętacie ze swojej czytelniczej historii? Co pozwoliło Wam ten mit obalić? Zapraszam do komentarzy.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki, Kupno Kindle, Mój Kindle, Rynek czytników i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

94 odpowiedzi na „7 największych mitów dotyczących e-booków i czytników

  1. tib pisze:

    Wszystko rzadziej lub częściej również wymieniam jako zalety e-booków (na wakacje od ładnych paru lat nie wziąłem żadnej papierowej książki). Ale rozmowy z książkowym konserwatystą/-ką kończą się często argumentem zamykającym dyskusję: „a ja tam wolę szelest kartek i zapach druku”. Przestałem walczyć z wiatrakami. Ktoś chce, to sam zapyta, nie chce, to nie.

    24
    • Katemeika pisze:

      Zawsze możesz odpowiedzieć: Nie wącham książek. Czytam je!

      20
      • yacoob pisze:

        Może niektórzy wąchają? Gusta są różne….

        Ale przekonywanie do czytników nie jest proste. Mam przykład Córki, która zdecydowanie woli papier.
        I trudno mi zrozumieć – dlaczego.
        Do całej komunikacji i informacji – komórka i laptop, a książki – bardziej papier. I nie chodzi tu o 'obrazki’, bo to już nie ten etap.
        I zrozum tu kolejne pokolenie….

        2
        • Grześ pisze:

          Może w tym rzecz – cały czas, chcą nie chcąc, egzystują w świecie ekranów, to chcą żeby książka pozwoliła im się wyrwać choć na chwilę z tego świata….
          Sam osobiście od przeszło 10 lat korzystam z czytników, ale papierową książkę też czasem wezmę z przyjemnością do ręki.

          5
    • Lukasz pisze:

      A ja zapach jednej z książek pamiętam do tej pory :) Nówka sztuka, ale farba śmierdziała tak, że się otwierać odechciewało. Musiała chwilę poleżeć i stracić „zapach nowości”, żeby się ją dało czytać.
      A do czytnika przekonałem się po tym, jak nosiłem w torbie przez jakiś czas „Stulecie detektywów” – ponad 800 stron, całkiem niezła waga, a do tego ciężko było w komunikacji miejskiej kartki przekręcać jednocześnie trzymając się poręczy.
      Ale fakt faktem – nadal niektóre pozycje kupuję w papierze.

      3
      • Ania pisze:

        Ja trzymam w domu jedną książkę ze względu na jej wspaniały zapach. Nigdy już do niej normalnie nie zajrzę, bo to zbiór zadań. Ale leży. Zapachy niesamowicie przywołują wspomnienia, wiec tak jak kiedyś po prostu mi się ten zapach podobał, tak teraz, gdybym powąchała, to pewnie wróciłabym do czasów sprzed ponad dekady, ówczesnych moich uczuć i wyobrażeń na temat przyszłości.

        2
    • Maria pisze:

      Nie ma co namawiać. Ci co czytają zwykle już dawno mają czytniki. Pozostali zwykle tylko mówią o czytaniu. Znam tylko jedną osobę która czyta książki i nie ma czytnika i jest to to moja mama emerytka. Ale po pierwsze odczuwa lęk przed nieznanym a po drugie czyta kilka książek rocznie, więc to nie problem.

      Jak ktoś czyta kilka książek miesięcznie to szybko przekonuje się, że czytnik to zbawienie. W domu nie przybywają kolejne regały, a lecąc na wakacje nie trzeba płacić za nadbagaż. A jak ktoś czyta w komunikacji to w ogóle nie ma o czym rozmawiać. Po prostu czyta niezależnie od pogody i pory dnia. W przypadku książki papierowej w deszczu i śniegu nie dało się czytać a wieczorami trzeba było szukać działającej latarni obok przystanku.

      Między książkami papierowymi a elektronicznymi jest przepaść. To jakby dyskutować o tym czy warto kupować samochód czy lepiej utrzymywać konia i jeździć wozem.

      15
  2. Marta pisze:

    Ja za najdziwniejsze uważam przekonanie, że „papier to papier” i czytnik nigdy nie będzie tym, czym jest papierowa książka. Oczywiście też lubię papierowe książki, zwłaszcza jeśli to pozycje, które mają dużo ilustracji, ale muszą być naprawdę dobrze wydane i w jakiś sposób dla mnie ważne. Przy wielu książkach na jeden wieczór, a nawet na tydzień, nie rozumiem sensu posiadania papieru.

    8
  3. Bq pisze:

    Psucie sie wzroku przy czytaniu przy slabych lampkach w nocy to jest mit. Mecza sie tylko miesnie obslugujace oko I tyle.

    5
  4. Robert pisze:

    Stary mit, że Amazon skasuje/podmieni Ci książkę. Najlepszy.

    5
    • Robert Drózd pisze:

      Och, jak mogłem o tym zapomnieć. :) Zły Jeff wyjdzie z czytnika i skasuje.

      3
    • Maciej pisze:

      Ale to się zdarzyło w 2009 :-)
      https://www.theguardian.com/technology/2009/jul/17/amazon-kindle-1984
      Inna sprawa, że już tego na pewno nie powtórzą.

      2
      • Robert Drózd pisze:

        Z tym że to był pojedynczy przypadek, a pamięta się o nim do dziś.

        Gdy podobne rzeczy robił Google, nikt na to nie zwracał uwagi :)
        https://swiatczytnikow.pl/powtorka-z-1984-tym-razem-w-wykonaniu-google-books/

        1
        • asymon pisze:

          Mi w październiku 2011 empik książkę Jacka Dukaja skasował, „Córkę Łupieżcy”. Książki autora znikły z oferty i z bibliotek klientów chyba. No ale wiadomo, Dukaj nie Orwell, pies z kulawą nogą się nie zainteresował.

          Miałem na szczęście backup, po takich akcjach zawsze już robię. Co ciekawe, książka wróciła na moją półkę wtedy, gdy książki Dukaja wróciły do sprzedaży w sklepie.

          A propos backupów, przypominam o Pottermore.

          1
        • Haw pisze:

          I chyba tylko dzięki temu że ludzie zapamiętali jest szansa że się więcej nie powtórzy. Gdyby ludzie przeszli nad tym do porządku dziennego to Amazon również przeszedłby nad tym do porządku dziennego. IMHO dobrze że ludzie podnoszą ten argument, dzięki temu jest szansa że nie zapomną czym jest własność prywatna.

          1
          • Robert Drózd pisze:

            No właśnie nie zapomnieli czym jest własność prywatna, bo wtedy ów wydawca sprzedawał pirata i usunięto książkę, której w ogóle nie powinien sprzedawać.

            Na szczęście Orwell (po angielsku) jest już w domenie publicznej i akurat ta sytuacja by się dzisiaj nie powtórzyła.

            3
    • Haw pisze:

      Przecież taka sytuacja miała miejsce…
      Owszem można się zabezpieczyć robiąc sobie kopię nie powiązana z kontem, ale nie oszukujmy się, nie jest to wygodne. Papier jednak trudniej ocenzurować chociaż i takie próby były podejmowane (Lem kiedyś opisywał jak mu wydawnictwo przysłało papierowe wycinki z instrukcją na których stronach encyklopedii ma je przykleić żeby ocenzurować hasła które się zdezaktualizowały). Argument jest szerszy niż się wydaje i ma związek z utrata kontroli nad zakupionym egzemplarzem, dotyka praw własności intelektualnej, możliwości odsprzedaży utraty etc.

      1
  5. Darth Artorius pisze:

    Jakoś mitów swoich nie pamiętam. Czytnik pierwszy kupiłem po lekturze ŚCz (Kindle Classic) i obejrzeniu czytnika kolegi (stary PocketBook). Lubię czytniki, książki papierowe nie mieszczą mi się już w domu.
    No i polecam usługi typu Legimi (najlepiej z jakiejś telefonii komórkowej, jest taniej). Wiele książek zasługuje na jednorazowe przeczytanie i …zapomnienie :)

    8
  6. Majka pisze:

    Nie walcze, nie nawracam. Co najwyzej pokazuje i mowie, co ja w czytniku cenie. Czyli np. mozliwosc zabrania setki ksiazek na wakacje, i nigdy wiecej dylematu pt „zostalo mi kilkanascie stron ksiazki do konca, zabrac czy zostawic? Zabiore, to skoncze szybko; zostawie, to zapomne, o co chodzilo”.

    8
  7. mjm pisze:

    Mój ulubiony to:
    Brak obsługi języka polskiego w kindlu nie ma żadnego znaczenia.

    5
    • Robert Drózd pisze:

      Jeśli dla kogoś ma znaczenie, to nie musi kupować Kindle. :)

      7
      • midway pisze:

        Nie musi, ale jest jeszcze jeden mit, że Kindle to jedyny czytnik nadający się do użytku.

        5
        • Robert Drózd pisze:

          To akurat racja – spotkałem się z postawą, że ktoś nie lubi Amazonu, więc nie kupi nigdy czytnika, bo jako czytnik rozumie Kindle.

          No i „skopiowana” z mediów anglojęzycznych niechęć do DRM, którego polskie książki nie mają.

          3
        • Maria pisze:

          Może nie jedyny nadający się ale jeśli Kindle kupujemy w promocjach (a te są na okrągło co kilka miesięcy) to w swojej cenie nie ma odpowiednika.

          Naprawdę nie widzę alternatywy dla podstawowego Kindle za 300zł, ani dla PW za 450.

          W tych cenach można kupić tylko znacznie słabsze urządzenia które w porównaniu do Kindle moim zdaniem usprawiedliwiają tezę że na nich nie da się czytać.

          2
          • mjm pisze:

            Dlaczego masz tak bardzo negatywne zdanie o czytnikach tolino: page 2, shine 3 czy vision 5?

            0
            • Maria pisze:

              Odpowiem pytaniami.

              Który z tych czytników umożliwia dwie rzeczy:
              1. Wchodzę na komputerze lub telefonie na stronę dowolnej polskiej księgarni klikam 'kup’ i w ciągu kilku sekund książka jest na moim czytniku.
              2. Włączam mój komputer wybieram plik książki lub dokument Word klikam i w ciągu kilku sekund książka lub dokument jest na moim czytniku.

              Tak po prostu bez podpinania kabelków. Niektóre czytniki innych firm już to potrafią, ale są droższe od Kindle, a te tańsze tego nie potrafią.

              Ja czytników używam do czytania nie do tego by ciągle nimi zarządzać i dbać o kolekcją moich książek. Chcę coś przeczytać klik i już jest na czytniku. Nie ma znaczenia czy to książka którą właśnie kupiłam, czy dokument który dostałam mailem.

              Drugie pytanie. Który z tych czytników może leżeć w trybie uśpienia z włączonym wifi miesiącami i nie rozładowywać baterii, a jednocześnie w każdej chwili być gotowym do działania (czas 'budzenia’ około 1s) ?

              Ja nie znam innego takiego czytnika niż Kindle niezależnie od ceny. Albo trzeba te czytniki wyłączać i później czekać kilkanaście-kilkadziesiąt sekund aż się włączą, albo usypiać i wtedy budzą się szybko ale bateria znika w ciągu tygodnia.

              P.S. Mój najstarszy czytnik to Kindle z 2011 roku. Ma już 10 lat. Bateria ciągle trzyma wystarczająco długo bym mogła go wziąć na dwa tygodnie na wakacje. Przeczytałam na nim setki książek. Drugie tyle mój mąż i dzieci bo przez większość czasu to był jedyny czytnik w naszym domu (teraz mamy już trzy). W tym samym czasie mój ojciec zużył dwa dwa konkurencyjne czytniki a mój brat z rodziną trzy. Tak wiem że Kindle też się psują ale statystycznie zdarza się to znacznie, znacznie rzadziej. Naprawdę rozumiałabym dylemat gdyby Kindle kosztował o 50% więcej od konkurencji ale on jet tańszy! A skoro tak to należałoby odwrócić pytanie i postawić je w ten sposób – dlaczego miałabym dopłacać do czytnika konkurencji?

              8
              • mjm pisze:

                Ciekawy sposób ubrania stwierdzenia „nie znam tych czytników” w tak wiele zdań.

                3
          • Solomon Kane pisze:

            Czasem to właśnie odstrasza naród… Trzeba zapłacić za urządzenie (taką „okładkę” do książek) kilkaset złotych. Można za to kupić powiedzmy kilka lub kilkanaście książek papierowych. I jeszcze nauczyć się obsługi, kupowania (lub piratowania) ebooków. Komórka jest obecnie konieczna do życia (niestety) a czytnik nie. Więc parcie na naukę obsługi jest mniejsze.

            2
    • Walter19 pisze:

      Pewnie jakieś ma :) ale moja mama, nie zna angielskiego, ma 84 lata i od 3 lata używa kindla, czyta i daje radę :)

      4
  8. Czytelnik pisze:

    Kupno pierwszego e-booka (notabene seria książek w 1 pliku) to było przeżycie, potem już poszło z górki :D Również dzięki temu blogowi^^

    Do kupna skłoniło mnie to, że żadne aktualne wydanie papierowe mi się nie podobało, jak również brak miejsca ;)

    Przed pierwszym zakupem czytałam darmowe książki.

    0
  9. red86 pisze:

    Czytanie ebooków psuje wzrok, hmmm…

    Ale siedzenie całymi dniami wgapionym w TV, komputer czy komórkę to już nie?. Generalnie jak patrzę ile osób w Warszawskim metrze jedzie pochylonych nad komórkami to chyba 3/4 narodu powinno być już ślepe xD

    10
  10. Totengott pisze:

    Mnie tylko smutno, że Vesper nadal broni się przed ebookami. A czytałbym jak szalony…

    7
    • Czytelniczka pisze:

      A propo Vespera – bardzo chciałam mieć e-booka Drakulę. Niedawno przypadkiem zauważyłam, że został wydany przez wyd. Świata Książki! Tak więc jak nie Vesper, to kto inny, łaski bez… ;-)

      6
  11. Jagum pisze:

    Przy okazji wspomnienia o Scan-dalu, próbowałem na Wykopie dowiedzieć się więcej o tej grupie – tutaj wpis, wciąż jednak szukam informacji. Jeśli ktoś był członkiem, miał bezpośrednio do czynienia z inicjatywą, prosiłbym o komentarz.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      O, dzięki za ten link. Sam kiedyś chciałem zrobić takie śledztwo, bo miałem pomysł, aby wziąć listę releasów i sprawdzić ile dziś jest dostępnych w oficjalnym e-booku.

      3
    • tim pisze:

      Z grupą miałem zatknięcie tylko przez niektóre książki, ale czy oni nie zaczynali od przepisywania książek ? Bo zetknąłem się kiedyś z jakąś pozycją, gdzie była informacja, że książkę tą przepisało ze 4 czy 5 osób( po podzieleniu na części) w MS Word. Natomiast czy by był to SCAN-DAL, to nie pamiętam. Ale jakby Ci się coś udało ustalić, to sam bym chętnie przeczytał.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Kojarzę że w późnych latach 90. byli ludzie (chyba związani z jakąś grupą usenetową), którzy przepisywali książki do plików tekstowych – miałem np. kopie różnych opowiadań z Muminkami.

        1
        • asymon pisze:

          Tam zaraz plików tekstowych… pliki jar na SE K300, to było życie! Ekran 1.6 cala!

          6
          • Ania pisze:

            Czytało się tak? Co za determinacja!

            0
          • mjm pisze:

            Kilka książek przeczytałem na Siemensie SL45i. Piękny bursztynowy kolor wyświetlacza – chyba już wtedy Niemcy wiedzieli, że coś jest na rzeczy z niebieskim światłem ;-)

            3
          • Czytelniczka pisze:

            Tez czytałam w jar, na Motoroli :D

            0
          • Anna pisze:

            Ja przeczytałam całą serię Wiedźmina na malutkim ekraniku komórki. Wersja bez polskich znaków, zamiast nich jakieś znaczki. Niedługo potem było mi głupio. To był ostatni raz z piracką książką. Być może kiedyś kupię, jak będę chciała przeczytać jeszcze raz.

            1
      • Jagum pisze:

        Robercie, usuń proszę mój poprzedni komentarz, gdzie rozjechało mi się formatowanie. Dzięki :).

        We wpisie, który linkuję wyżej na pierwszym screenie jest rada, aby w przypadku braku dostępu do skanera, książki można przepisywać, zyskując tym samym dostęp do istniejącej już bazy.

        Co do samych początków i założeń, gdy robiłem risercz trafiłem na artykuł Będzie bolało
        napisany przez prawnika z Helionu:

        Początek XXI wieku to początek działalności nielegalnej grupy, tzw. Scan-Dal, zrzeszających zwolenników taniej i wolnej książki w wersji elektronicznej. Grupa ta zbudowała strukturę osób wzajemnie wspierających się w „poznawaniu literatury światowej”, a ich działalność polegała na wymianie e-booków. Każdy aktywny użytkownik musiał dostarczać coraz to nowe pozycje (w formacie *.doc lub *.pdf), aby pobierać te już udostępnione. Po jakimś czasie grupa Scan-Dal założyła poczytny serwis bookwarez.pl. Po blisko dwuletniej działalności niektórzy polscy wydawcy zauważyli ten problem, grupa Scan-Dal została „rozbita”, jednak inicjatorzy i aktywni uczestnicy trafili do internetowego podziemia, gdzie nadal odbywa się produkcja i wymiana e-booków.

        Wcześniej w tym dokumencie możemy też przeczytać o Stowarzyszeniu KOPIPOL (wciąż istniejącym), które ścigało punkty ksero oferujące podręczniki w cenach tańszych, niż oryginały, właśnie dzięki zeskanowanym kopiom. Najciekawszy moim zdaniem fragment dotyczący historii:

        Pierwsze działania mające na celu rozpoznanie skali zjawiska zostały podjęte już na przełomie 1998 i 1999 roku. W okresie tym przeprowadzone zostały również pierwsze wizytacje punktów reprograficznych. Efektem tych działań było m. in. opracowanie wstępnych założeń strategii wykrywania oraz ścigania podmiotów parających się piractwem reprograficznym. Na ich podstawie podjęte zostały pierwsze działania wymierzone wprost w piratów. W 2000 roku wykryte zostały w Krakowie dwa punkty reprograficzne sprzedające gotowe, w całości skopiowane i oprawione (zbindowane) pozycje z zakresu nauk ekonomicznych i prawa

        Ogółem w sieci można znaleźć jeszcze trochę wspomnień o masowym skanowaniu książek na forach i w artykułach branżowych, mam je pozapisywane w zakładkach, tylko nie miałem okazji zebrać tego w jeden wpis.

        4
  12. Krzysztof pisze:

    PDF-y też by się dobrze czytało na czytniku, ale potrzeba odpowiednio dużego ekranu (min. 10 cali), a takie urządzenia są niestety mocno drogie. Coraz więcej książek naukowych wychodzi w formie PDF, nie mówiąc już o artykułach z czasopism. Nie widzę wygodniejszego rozwiązania niż czytanie ich na czytniku, ale – niestety – cena…

    3
  13. Milka pisze:

    Nie można porównać papieru do czytnika… Do pewnego momentu czytałam tylko papier, ale ok 3 lata temu namówiono mnie na czytnik. Stałam się szczęśliwym posiadaczem KP 3, pierwszy urlop bez dodatkowej torby książek był niezapomniany… Teraz dodatkowo mam jeszcze PB TL5 i nadal kupuję nawet w dwóch wersjach książki. Nie wyobrażam sobie że mam z czegoś zrezygnować.
    Podsumowując czytnik i książka uzupełniają się w zależności od sytuacji w jakiej mam czytać 😊🙂

    4
    • artur pisze:

      Dokładnie. Czytnik się doskonale sprawdza tam, gdzie treść jest liniowa (np. powieści). Tam gdzie zachodzi konieczność skakania w tekście (odnosimy się do wielu różnych miejsc w tekście) książka papierowa ma przewagę. Również wtedy, kiedy korzystamy na raz z kilku czy nawet kilkunastu różnych pozycji. Wtedy papier jest znacznie wygodniejszy.

      Skrajny przykład jaki znam to Joseph Harsh (Maryland Campaign). Tekst główny, aneksy (odwołania z tekstu głównego), przypisy, mapy, do tego Companion – jak chce się śledzić tok myśli autora (a warto, to jedna z najbardziej wartościowych pozycji dotyczących wojny secesyjnej) to najwygodniej i najlepiej jest kupić papier.

      6
  14. armax pisze:

    Powiem krótko, nie wyobrażam sobie życia bez czytnika e-booków, to już mój trzeci. Pozdrawiam.

    5
  15. hoek pisze:

    Jestem użytkownikiem czytników już od dawna ale artykuł przeczytałem z ciekawości. Warto było. Dowiedziałem się o Twojej porównywarce cen. Świetna robota, dziękuję!

    2
  16. Runior pisze:

    Kupuję ebooki i audiobooki bo nie mam gdzie trzymać papieru. Mityczny zapach i szelest papieru wiąże się z wymierną wagą i objętością.
    Swoją drogą uważam, że czytniki zdobyły już docelową pozycję na rynku i ich popularność nie będzie się znacząco zmieniać przynajmniej dopóki nie zwiększy się znacząco poziom czytelnictwa. Mam wielu znajomych, którzy posiadają czytniki, ale zbierają one kurz na półkach.

    1
  17. MMM2021 pisze:

    Kiedyś przeszedłem na „jasną stronę”, a było to tak…
    Uważałem, że jak książki, to tylko papier. Jego faktura, zapach, szelest, niepowtarzalny klimat biblioteki… Aż tu pewnego razu czytałem trylogię pewnego polskiego pisarza o inicjałach A. P. Pierwsza książka była już za mną, trzeci tom na biurku, a część druga niedostępna w księgarniach. Wydawało mi się, że moimi sprzymierzeńcami są biblioteki, ale i tu nie obyło się bez niespodzianek. W okolicznych książnicach albo rzeczonej pozycji nie posiadali, albo wszystkie woluminy były już wypożyczone. Przechodziłem prawdziwą czytelniczą mękę. Nie mogłem już dłużej czekać. Niedokończona fabuła, to jak zaległa składka dla ZUS. Ciągle o niej myślisz. Aż tu nagle na horyzoncie zabłysło światło. Mój brat, który dopiero co wrócił z USA przywiózł ze sobą nowiutkiego Kindle Keyboard. Okazało się, że choć poszukiwanej przeze mnie książki nie można było jeszcze wtedy kupić jako e-booka, to znalazłem jej wersję w pliku DOC. Szybko rozpocząłem lekturę na tym nowoczesnym ustrojstwie, a po jej zakończeniu byłem pewien jednego: też takie chcę! I tak oto porzuciłem „ciemną stronę” uprzedzeń. Niedługo później wydawca autora A. P. zaczął sprzedawać e-booki i od tej pory zawsze kupuję jego książki w przedsprzedaży. Szybko, łatwo, wygodnie. Obecnie polecam czytniki każdemu. Nawet namówiłem swoją 70 letnią Mamę na zmianę nawyków czytelniczych. Okazało się, że świetnie radzi sobie z Kindle Classic.

    1
    • Ania pisze:

      Często właśnie widzę takie historie, że ludzie twierdzili, że wolą papier, a po prostu nie mieli okazji przyjrzeć się czytnikowi na żywo. Też miałam z początku jakieś wątpliwości, ale nawet już nie pamiętam ich treści.

      2
  18. mitoman pisze:

    Najwiekszy mit: sluchanie audiobooka jest rownowazne czytaniu ksiazki.

    5
  19. tim pisze:

    Jeszcze kwestia zapamiętywania. Były jakieś badania, że jednak na czytniku gorzej się zapamiętuje treść podobno. Ale u siebie zaobserwowałem, że często pamiętam książki trójwymiarowo czyli , że była np. cienka w twardej okładce, za to rozmiarów prawie a4, okładka zaś była z dużą ilością fioletu. I potrafię sobie to przypomnieć po wielu latach. Tej pamięci niestety brak mi w ebookach, gdzie nawet okładki już tak nie pamiętam. I mimo iż czytnik uratował mnie przed zamianą domu w składnicę makulatury, to jednak tego mi brakuje.

    4
    • rudy102 pisze:

      Nie, nie było takich badań. Były pseudobadania pod tezę, w których porównywano czytelników papieru i czytelników, którzy dostali ipada z pdfem i w dodatku wcześniej nie mieli do czynienia z ebookami.
      Polecam nie ufać newsom typu 'badania dowodzą..’ czy 'amerykańscy uczeni odkryli..’.

      3
      • mjm pisze:

        Te same badania były później powtórzone na kindlach i dały zbliżone rezultaty.

        0
      • Robert Drózd pisze:

        Mi się wydaje, że to jest w dużej mierze kwestia indywidualna + zależy od rodzaju treści/zaangażowania.

        Bym się zgodził, że jeśli mamy papierowy podręcznik, który możemy kartkować, zakreślać różnymi kolorami, wstawiać karteczki – to zapamiętywanie wchodzi lepiej niż w przypadku e-booka. Ale poradnik, który czytamy linearnie i co najwyżej czasami coś podkreślimy?

        No, ale jak mówię to jest indywidualne, każdy może sprawdzić co mu się najbardziej sprawdza.

        2
    • Tomek pisze:

      Z tą teorią się nie zgodzę. To jak zapamiętujemy książkę zależy wg mnie od kilku czynników tj. jak czytamy książkę tzn. czy robimy to wolno i uważnie czy szybko i pobieżnie. Da się oczywiście czytać szybko i ze zrozumieniem ale to wymaga treningu szybkiego czytania. Druga kwestia to to jak często robimy przerwy w czytaniu danej książki i jak długie te przerwy są. Jak czytam książką i odstawię ją na kilka dni to wracając do niej często tracę nieco wątek. No i ostatnia kwestia – stopień ciekawości/zainteresowania książką. Czytanie z przymusu np. lektur, nie pomaga w ich zapamiętywaniu ;)

      0
  20. suonik pisze:

    Jeszcze jeden argument do punktu 7 i w sumie do 8 też – wiele bibliotek oferuje darmowe kody do Legimi, które można co miesiąc pobierać i w ten sposób cieszyć się darmowym dostępem do potężnej biblioteki, w tym nowości wydawniczych. Niestety ogranicza się to do czytników z obsługą Legimi, ale darowanemu koniowi…
    Najtańszy abonament Legimi z limitem 300 stron miesięcznie to jedyne 6,99 zł (mam taki, bo mało w Legimi czytam), a niewykorzystane strony przechodzą na następny miesiąc.

    2
    • asymon pisze:

      U mnie w biblio pani wysyłająca mi kod Legimi coś mówiła, że najprawdopodobniej z końcem roku zrezygnują. Podobno Legimi (znowu) sporo podniosło ceny. Ale rok temu też była debata, podejrzewam że czytelnicy zaprotestowali.

      0
  21. Marek pisze:

    Niestety, ale w Polsce nadal o wiele łatwiej (i czasami taniej) jest kupić książkę papierową (może nawet w ładnej okładce), niż znaleźć e-book. Podobnie, jak jest kłopot z kupnem mp3, a płytę CD można kupić bez problemów.

    0
  22. Gregrex pisze:

    Moje pierwsze podejście do czytnika zakończyło się potężnym falstartem: kupiłem Onyx Lynx z okładką za coś koło 800zł (na dzisiejsze to z 1200zł) ale mało z tego korzystałem – wgrałem na niego trochę ebooków (na dodatek w większości pirackich :((
    Na (nie)szczęście czytnik się zepsuł – a za naprawę firma Arta-tech zażyczyła sobie prawie tyle co za nowy….
    Załamka, co teraz – kolejny tysiak wyrzucić „w błoto” (bo to dopiero czytnik – „goła półka” a „książki” trzeba przecież dopiero dokupić).
    Na szczęście zamiast zrazić się do e-czytelnictwa kupiłem Paperwhite 3 – co dla urodzonego kontestatora było wyczynem nie lada – zawsze unikam „masówek” (np. zamiast Samsungów lub iPhone’ów – Nokie z Windowsem do końca żywota Lumii a teraz też dość niszowe Xperie – które też pewnie tak skończą) – tym niemniej to właśnie chmura Amazona sprawiła że z czytnika zacząłem korzystać regularnie:
    – wygoda subskrypcji gazet i czasopism wysyłanych automatycznie na czytnik sprawiła że zacząłem z tego korzystać na codzień (mimo tego że wersja mobi nie była tak kolorowa jak epub na iPadzie) – literki się zgadzały a w czytaniu per saldo to jest najważniejsze.
    To samo z ebookami: automatyczna wysyłka zakupionych ebooków (ewentualnie kliknięciem, a w ostateczności programikiem Sendtokindle – bez chrzanienia się kablami itp). No i mam je wszystkie zawsze pod ręką, czytam który akurat mi przyjdzie do głowy- kiedyś pochłaniałem książki od A do Z, dziś mam wiele rozpoczętych – bo nie ma czasu przeczytać od razu całej a później coś nowego ciekawego… Ale spokojnie – wracam do nich i kończę, nie zostają bo mnie zmęczyły, znużyły, po prostu wciąż tyle ciekawych rzeczy a czas nie jest z gumy :((

    Dziś widzę tylko jeden minus ebooków – gdybym te wszystkie ebooki które kupiłem w ciągu ostatnich 5 lat kupił w papierze miałbym kolejną piękną „ścianę” biblioteczki z kolejnymi kilkuset książkami… tyle że wtedy pewnie żona by mnie już wyrzuciła z domu więc może to nie minus… A i kurzu mniej.

    4
    • Czytelniczka pisze:

      Z tym czytaniem od A do Z to tak jak u mnie, kiedyś porządnie czytałam po kolei, a teraz jak mam ochotę w danym momencie zacząć coś nowego to po prostu to robię, czytnik to ułatwia bo wiadomo gdzie się skończyło i zawsze można mieć przy sobie te książki ktore się zaczęło i wrócić w każdym momencie :D

      3
  23. Czytelniczka pisze:

    Pytanie: jeżeli kupicie książkę, która Wam jednak nie podpasuje, to męczycie ją do końca czy odpuszczacie? To może być argument za papierowymi książkami, które zawsze można sprzedać (i to tez często podnoszą zwolennicy papieru).

    Mi się nie zdarzyło, żeby zupełnie mi się książka nie spodobała na tyle żeby porzucić czytanie, raczej były momenty kiedy czytanie szło opornie i wtedy najlepszym rozwiązaniem było odstawić na jakiś czas, a wtedy po powrocie czytało się znów z zainteresowaniem.

    1
    • mjm pisze:

      Nie potrafię porzucać książek, męczę się do końca. No i co do zasady nie czytam dwóch książek jednocześnie.

      1
      • Katemeika pisze:

        Ja też nie porzucam, ale dla odmiany czytam kilka jednocześnie. Może dzięki temu udało mi się przebrnąć przez niektóre tytuły ;)

        6
    • Tomek pisze:

      Po to są właśnie strony typu lubimyczytac aby nie kupować w ciemno no chyba, że ktoś jest uzależniony od okazji/promocji i kupuje „dla sportu”. Na to trzeba uważać i kierować się raczej rozsądkiem albo… przerzucić się na abonament i nie kupować książek tylko „wypożyczać” ;)

      3
      • Gregrex pisze:

        No niby tak tylko to że coś się podoba 1000 osób nie oznacza jednak że spodoba się i mi… Nie mówiąc o tym że sporo rewelacyjnych książek jest niszowych gdzie opinii jest niewiele i wtedy często się zdarza że są one sprzeczne.

        1
    • bq pisze:

      Porzucam. w wieku 43 lat doceniam czas. jesli autor sie nie wysilil na poczatku to nie sprzedal dziela. Chyba, ze recenzja wskazuje, ze warto sie przemeczyc…

      2
    • piotr pisze:

      Jak mi się nie podoba, nudzi mnie, to nie czytam. Nieważne czy to początek, środek czy też końcówka książki.

      0
  24. kandelbery pisze:

    Z jednym z głupszych mitów nt. ebooków z jakim się spotkałem, to problemy z kręgosłupem od używania czytnika. Serio.

    Jaki jest argument? Otóż ponoć czytając na czytniku skręcamy się tak, jak przy czytaniu na smartfonie a książkę czytamy wyprostowani. Chodzi o kręgi szyjne.

    Nie wiem, co zabrania czytać na czytniku w takiej pozycji jaką się przyjmuje czytając książkę, ale przeciwnicy ebooków uważają, że oni inaczej nie umieją czytać.

    2
    • Tomek pisze:

      Bzdura, bzdura i jeszcze raz bzdura. Nie ma znaczenia co kto czyta bo i tak zwykle czyta zawsze w ten sam sposób, nie widziałem jeszcze aby ktokolwiek trzymał książkę na wprost oczu siedząc wyprostowanym, to tak jakbyś trzymał poziomo wyciągnięte ręce w nich książki, po paru minutach nie wytrzymasz obciążenia. To samo w e-czytnikiem natomiast ten ostatni ma niezaprzeczalną zaletę i przewagę – nie musisz trzymać książki dłonią aby Ci się nie zamknęła podczas czytania gdy książka na czymś leży (chyba, że masz specjalny stojak do czytania książek), e-czytnik możesz zawsze o coś oprzeć, choćby o etui specjalnie wyprofilowane czy o cokolwiek innego i dotykać go tylko przy przewracaniu stron.

      2
      • MMM2021 pisze:

        Otóż to! Mam zalecenie od lekarza okulisty, aby czytać w taki sposób, coby środek tekstu (strony, ekranu etc.) znajdował się na wysokości wzroku. W pociągu, samolocie lub jakiejś poczekalni jest to zbyt trudne do wykonania, ale w domu mam specjalną podpórkę pod mojego Kindle, która pozwala mi wypełnić zalecenie medyka. Książki papierowe, które mają różne rozmiary, ważą czasem całkiem sporo trudno mi jest osadzić na podpórce. Nawet w domu czytam je pochylony. W moim przypadku czytnik pozwala zachować zdrową postawę przy czytaniu. Jak jeszcze wyleczę się z czytania podczas jedzenia i w łóżku, to będę tak zdrowy, że lekarze będą mi wystawiać zamiast recept i skierowań na badania, karki z gratulacjami :)

        2
  25. Tomek pisze:

    Najbardziej lubię argument „ebook nie pachnie jak książka”. Jak to słyszę to zawsze dodaję „i nie ma w nim tyle śliny z palców poprzednich czytelników, co?” ;))
    A tak w ogóle to lubię ebooki za to, że zawsze książka którą czytam waży tyle co mój e-czytnik jak też wszystkie książki na niego wgrane ważą łącznie tyle co on sam ;) Nie wyobrażam sobie czytania np. w tramwaju papierowego, powiedzmy Kena Folleta, on pisze niezłe „cegły” ;D Możliwość czytania w nocy, z podświetleniem, zmiana wielkości i kroju czcionki. Same plusy ;)

    0
  26. piotr pisze:

    Najbardziej błędne przekonanie to, że Kindle to najlepszy czytnik. A jak to przekonanie obaliłem? Zwyczajnie kupiłem Kobo, potem kupiłem Boox.

    1
  27. Darth Artorius pisze:

    Ja znowu długo byłem „skindlony” aż zauważyłem, że wady Kindle zaczynaja mnie denerwować. I zmieniłem na PB.
    Też ma wady ale tego co.mnie denerwowało w Kindle nie ma.

    2
  28. Spektator pisze:

    Co do specyfiki książki papierowej i jej porównania z wersją cyfrową to osobiście nie widzę powodu by przechylać szalę na którąkolwiek ze stron. Kupiłem czytnik z powodu braku miejsca w mieszkaniu i w moim przypadku świetnie się uzupełnia z papierem. Może niekoniecznie chodzi o zapach (ten zazwyczaj od nowości nie jest tym samym, który pamięta się i miło wspomina mając na myśli raczej książki mające swoje lata. Są wyjątki, np. Cień wiatru, który ładnie pachnie również nowy) ale ja zwracam uwagę na walory organoleptyczne przez co doceniam i sprawia mi przyjemność gdzieś tam to doświadczenie jakie niesie za sobą całość wydania fizycznego, wygląd okładki, faktura czy sam papier. Do tego dochodzi aspekt trwałości, myślę że w coraz mocniej zdigitalizowanym świecie dobrze byłoby aby gdzieniegdzie zachowały się takie wysepki w postaci prywatnych (i nie tylko) biblioteczek, również tych małych. Rzadko już teraz kupuję papier ale czytnik pozwolił mi również dokonywać selekcji i tak po skończeniu określam czy daną pozycję chcę mieć w przyszłości w papierze czy już na stałe zostanie u mnie w wersji cyfrowej.

    Podsumowując, chociaż piszę z punktu widzenia siebie i rozumiem argumenty obu stron, to nadal istnieje miejsce na wspólną koegzystencję papieru i cyfry. Miłośnik fizycznych wydań może korzystać w najlepsze z czytnika na codzień. Dobrze, że z biegiem czasu i rozwoju mamy większy wybór (a są jeszcze audiobooki) ;)

    2
  29. Piotr pisze:

    Heh,
    uwielbiam czytać książki. To moje podstawowe hobby obok biegania.
    Nad dobrym filmem, planszówka czy muzyką.
    Nigdy nie zastanawiałem się nad mitami. Po prostu chciałem i wiedziałem, że kupię sobie czytnik. Bo jest wygodny.

    Dziewczyna, dopiero po dwóch latach się przekonała. W międzyczasie dokupiliśmy kolejny regał na książki, sprzedaliśmy trochę, wystawiliśmy kilkadziesiąt na olx i rozdaliśmy.
    A kupiła, bo przed urlopem ja wrzuciłem kilka pozycji na Kindla a ona dumała jaką książkę (i ile) zabrać do podręcznego :D
    Teraz już sobie nie wyobraża życia bez niego.

    A papier dalej kupujemy, szczególnie stare pozycje biegowe z amazona, ale już zdecydowanie rzadziej.

    0
  30. Yager pisze:

    Pierwszy czytnik kupiłem, bo książki które chciałem przeczytać były albo niedostępne papierowo, albo w cenach poza moim zasięgiem.
    Teraz, po latach użytkowania kolejnego czytnika, osiągnąłem yin-yang czytelnika:
    – mam abonament w Legimi
    – chodzę do biblioteki
    – pożyczam książki od znajomych
    – mam też swoje papierowe
    Jednak zdecydowanie ze względu na wygodę, z przyjemnością i przede wszystkim komfortem dla oczu, czytam na czytniku

    1

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.