Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Z Kindle DX w tropikach

Tym razem gościnny artykuł napisał Swojak, który ostatnio trafił ze swoim Kindle DX do Puerto Rico.

Słońce na plaży świeciło tak intensywne, że sprawdzenie czegokolwiek na ekranie komórki było ogromnym wyzwaniem. Frustrujące doświadczenie bliskie chyba każdemu posiadaczowi ciekłokrystalicznych gadżetów. Pozostało mi robienie zdjęć, ledwo widząc kontury na komórkowym wyświetlaczu.

Mapnik

W słońcu przewaga ekranu Kindla jest ogromna. Zresztą na plaży czytnik był mi bardziej potrzebny, niż komórka. Mógłbym sobie poradzić bez pamiątkowych zdjęć z odludnej plaży, na puertorykańskiej wyspie Vieques. Lecz bez mapy ciężko by mi było trafić do najbliższej osady. Kindle okazał się rewelacyjnym narzędziem szukania drogi na tropikalnym pustkowiu. Mając darmowe połączenie z internetem spokojnie patrzyłem jak Kindle ściąga kolejne zdjęcie satelitarne z Google Maps, a sieciowy licznik pokazuje 1MB transmisji przy każdej klatce. Wolę nie myśleć ile kosztowałby roaming przy takiej transmisji danych.

Kolejne naciśnięcie „Zoom” i już widziałem miejsce, w którym stałem. Chwila przewijania i miałem pojęcie, że najbliższa ścieżka to suche koryto strumienia, które wiedzie w chaszcze. Natomiast kilkaset metrów dalej będzie ścieżka rozjeżdżona przez Jeepy i tamtędy dotrę do asfaltu.

Byłem zdeterminowany brnąć do cywilizowanej drogi, bo parę godzin wędrówki wzdłuż oceanu dało mi w kość. Szczególnie wspinaczka po mokrych głazach w skalistej części wybrzeża zniechęciła mnie do powrotu znanym szlakiem.

Uważne studiowanie mapy popłaciło. Wkrótce znalazłem się na szosie wiodącej do kurortu Esperanza. Tam znalazłem kierowcę „carros publicos”, czyli wiekowego busika, który zawiózł mnie do przystani promu.

Wracałem tego samego dnia z Vieques na Puerto Rico. Nazajutrz czekała mnie wyprawa na sąsiednią wyspę Culebra. Tam chciałem popływać wokół rafy koralowej i nacieszyć się widokiem pięknych ryb.

Przewodnik

Lata podróży służbowych nauczyły mnie, że w pamięci pozostaje żarcie i weekendy. To odróżnia Malezję od Puerto Rico i Chiny od RPA. Bowiem pokoje hotelowe, lotniska, biura, projekty i ulice miast, zlewają się w mojej głowie w jeden szablon wyjazdu w delegację. Ostrość obrazu wraca dopiero, jak sięgam po wspomnienia tego, czym pieściłem podniebienie i jak spędziłem weekend.

Staram się dobrze przygotować do weekendów. Szperam w sieci szukając informacji o tym, co i jak warto zrobić w miejscu, gdzie rzuciła mnie korporacyjna fortuna. Zwykle w moim weekendowym plecaku była masa wydruków z internetowych przewodników turystycznych. Tuż po wycieczce, te sterty papieru lądowały w koszu. Ostatnio już niczego nie drukuję. Także po Puerto Rico włóczę się bez kartek. Ich rolę przejął Kindle. W piątek przeczesałem Google w poszukiwaniu rozkładu promów z portu Fajardo; na stronie NY Times trafiłem na relację z weekendowego wyjazdu na Vieques; na witrynie promującej wyspę zobaczyłem opis jej kilkunastu plaż; a na „Puerto Rico Day Trips” dowiedziałem się jak dotrzeć do ustronnej plaży z rafą koralową na wyspie Culebra. Po rzuceniu okiem na każdą z tych stron, kliknąłem w ikonkę „Send to Kindle” w przeglądarce Chrom. Po kilku minutach elektroniczne „wydruki” były w moim archiwum „Personal Documents” na Amazonie. Stamtąd „Actions…” i „Deliver to my Kindle DX”.

Teczka

Tutaj jestem Wam winien kilka słów komentarza, na temat mojego sposobu wysłania stron www na czytnik. Mam Kindle DX, który działa tylko przez 3G, bo nie ma karty wifi. Formalnie Amazon proponuje w takim przypadku włączenie trybu automatycznego pobierania pieniędzy z karty kredytowej, gdy prywatne dokumenty trafią na czytnik poprzez Whispernet. Szkoda mi pieniędzy na taki luksus. Natomiast okryłem, że dokumenty, które wysyłam na moje konto @kindle.com są archiwizowane na koncie Amazona. Zaś z archiwum mogę pojedynczo słać dokumenty na czytnik zupełnie za darmo. Trudno powiedzieć, czy to zamierzona polityka Amazona, czy jakaś luka w ich architekturze. Ważne, iż działa i ułatwia mi życie. W wersjach Kindle z wifi „Send to Kindle” od razu pakuje dokumenty na czytnik, bez potrzeby opisanej powyżej ekwilibrystyki. (Oczywiście pod warunkiem dostępności darmowego hot spota, co w podróży bywa wyzwaniem.)


Książka

Dla ścisłości relacji dodam, że Kindle kupiłem głównie, by czytać książki. Czytać lubię, więc w moim biznesowym bagażu latało kilka kilogramów literatury. Ze dwie książki brałem z domu. Potem coś dokupywałem w napotkanych księgarniach i wracałem z delegacji z dodatkowymi kilogramami bagażu. Teraz mam kilkaset gramów Kindla, którego masa odpowiada jednej książce. Jest to dla mnie ważne, bo mam z liczeniem kilogramów bagażu podobnie, jak niektóre koleżanki i koledzy z liczeniem kalorii podczas posiłków. Czyli zastanawiam się ile jeszcze mogę dołożyć, przed przekroczeniem limitu. Moje słowiańskie „jakoś to przejdzie”, ostudziły doświadczenia na amerykańskich lotniskach, gdzie zdarzyło mi się stać nad koszem na śmieci i wyrzucać drobiazgi, które były mniej warte, niż opłata za nadbagaż.

Wiem, że większość z czytających te słowa używa małego, lekkiego Kindle Keyboard i być może zadaje sobie pytanie, dlaczego zdecydowałem się latać z dość przestarzałą cegłą o nazwie Kindle DX. Dla mnie ważny jest rozmiar, czyli możliwość czytania pełnostronicowych dokumentów. O ile z plikami w Wordzie jakoś sobie radziłem na Kindle Keyboard, to praca z PDFami mnie irytowała. Wołałem wydrukować dokument zamiast działać z nim na malutkim ekranie.

Do czytania amazonowej książki w zatłoczonej kolejce dojazdowej zdecydowanie wybiorę Kindle Keyboard. Lecz widzę, że do pracy nad obszernymi dokumentami PDF rozmiaru A4 bardzo dobrze służy mi Kindle DX.

Tak też było na Puerto Rico. Oczekując na prom, oraz potem przez godzinę na jego pokładzie, czytałem publikację naukową mojego znajomego. Gdy spotkaliśmy się w Polsce, przed wyjazdem do tropików, dał mi plik PDF z ponad dwustoma stronami tekstu ilustrowanego schematami. Na marginesie powiem, że moim odkryciem promowego czytania było to, jak dobrze Kindle DX obsługuje pliki w poziomie.

W drodze powrotnej z wyspy wolałem lżejszą lekturę. Zatem przejrzałem najnowsze wpisy w Google Reader, a nawet skomentowałem wpis na jednym z blogów, korzystając z dość topornej klawiatury DXa. Rzuciłem też okiem na e-maile i wpisy na Facebooku.

Reasumując, Kindle przede wszystkim zastępuje mi w podróżach papierowe książki i dokumenty. Uważam, że do tego nadaje się najbardziej. Z mojej opowieści widać, że dodatkowe funkcje pozwalają sympatycznie zaprząc czytnik do roboty „po godzinach”. Cieszę się, że na Kindlu mam mapę, przeglądarkę internetową czy e-maile, lecz traktuję je jako niekiedy przydatne substytuty pełnowartościowych usług sieciowych.

Czytaj dalej:

Informacje o Swojak

Kiedyś w Szwajcarii, teraz w Polsce; a tak w ogóle to sporo w podróżach.

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle, Mój Kindle i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

17 odpowiedzi na „Z Kindle DX w tropikach

  1. Robert Drózd pisze:

    Odnośnie tego wysyłania na Kindle DX:

    Natomiast okryłem, że dokumenty, które wysyłam na moje konto @kindle.com są archiwizowane na koncie Amazona. Zaś z archiwum mogę pojedynczo słać dokumenty na czytnik zupełnie za darmo. Trudno powiedzieć, czy to zamierzona polityka Amazona, czy jakaś luka w ich architekturze.

    Tak jest od początków października, gdy wprowadzono przechowywanie wysłanych mailem dokumentów w chmurze – gdy taki trafi do chmury jest już traktowany podobnie jak rzeczy kupione, z tym że w „Archived Items” pojawia się tylko w Kindle Keyboard (z oprogramowaniem 3.3) oraz Kindle 4.

    Mam jednak pytanie – wysyłasz te pliki na adres @kindle.com powiązany z DX (przy czym masz wyłączoną płatność za przesyłkę) i mimo to trafiają one do chmury – czy też wysyłasz na drugi czytnik i dopiero potem wchodzisz na konto i wysyłasz do DX?

    0
  2. Michał pisze:

    Na takich pustkowiach był zasięg sieci komórkowej?

    0
    • Swojak pisze:

      Tak, to się działo kilka kilometrów od miejscowości Esperanza, która jest popularna wśród turystów. Pewno stąd zasięg.

      0
  3. Starseeker pisze:

    Piszesz ze: „Kindle okazał się rewelacyjnym narzędziem szukania drogi na tropikalnym pustkowiu. Mając darmowe połączenie z internetem spokojnie patrzyłem jak Kindle ściąga kolejne zdjęcie satelitarne z Google Maps, a sieciowy licznik pokazuje 1MB transmisji przy każdej klatce. Wolę nie myśleć ile kosztowałby roaming przy takiej transmisji danych.”

    Wszystko pieknie ladnie tylko jak sciagales przez 3g to Cie Amazon pewnie policzy 0,99 za kazdy MB wiec nie jestem pewien czy to tak do konca darmowo.

    0
    • Swojak pisze:

      Moim zdaniem nie policzy, bo nie ma takich uprawnień. Na moim profilu opcja płacenia za transmisję w 3G jest wyłączona.

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Nie. Amazon pobiera opłatę za 3G tylko w dwóch sytuacjach:
      – wysyłka na email @kindle.com, gdy mamy ustawioną zgodę na płatność na koncie
      – wysyłka czasopism dla użytkowników z USA, którzy przebywają poza Stanami (i nie mają wliczonej w cenę opłaty za Whispernet).

      Nigdy i nigdzie Amazon nie pobiera opłaty przy korzystaniu z przeglądarki.

      0
  4. Robert Drózd pisze:

    PS. jeśli zastanawiacie się, czemu te palmy tak się odbijaja od ekranu – to jest właśnie folia, której najczęściej nie warto naklejać, choć w przypadku targania ze sobą czytnika po świecie może to być uzasadnione. :-)

    0
    • Swojak pisze:

      Co prawda to prawda. Świadom konsekwencji naklejałem folię OtterBox , którą dostałem z okładką. Odbijanie światła ma dla mnie mniejsze znaczenie, niż ewentualne zniszczenie ekranu drobiazgami, które przez nieuwagę wrzucę do torby z czytnikiem. Taki sposób ochrony dla swojego DX wybrałem. Przy okazji powiem, że jestem zadowolony z OtterBox. Przyjemniej mi naciskać gumową okładkę, niż dość nieporęczne przyciski DX. Oczywiście to co jest dobre dla mnie, niekoniecznie musi być rekomendowane dla innych. Czytałem np. recenzję, gdzie ktoś miał dokładnie przeciwne zdanie i narzekał na te gumowane przyciski. Pewno co użytkownik to inne potrzeby.

      0
  5. bsdbsdf pisze:

    wszystko nice ale jakos nie widze chodzenia po miescie z przewodnikiem na DX :) poprostu nie widze tego a juz kompletnie w ameryce poludniowej czy rpa :

    Robert, juz kupiles zaplaciles to nie musisz szukac potwierdzenia dobrze wydanej kasy :)

    0
    • Swojak pisze:

      @bsdbsdf: w RPA to ja nawet z kartką nie chodziłem; 500 metrów między hotelem, a biurem byłem wożony samochodem; choć znam dziewczynę, która w małej grupie przemierzyła RPA rowerem…

      0
  6. Pan Zupa pisze:

    @Swojak. Fajny artykuł. Jedyne co mnie ciekawi to to czy Ty jesteś dużo bardziej cierpliwy niż ja, czy Twój DXG jest jakiś sprawniejszy od mojego.

    Na wakacjach jak próbowałem onet i wikipedie przejrzeć to mi sie przeglądarka wieszała w DXG, wiec trochę się dziwie jak czytam ile Ty po necie surfujesz na tym urządzeniu.

    Z ciekawość sobie wejdę na google maps z mojego egzemplarza i zobaczę jak to działa.

    0
    • Swojak pisze:

      @Pan Zupa: mapy Googli ładowałem przez kindlemap.net i jak na moje wymagania to działało dobrze; w sumie było tak dobrze, że wybierałem opcję Hyb, gdzie ładowały się zdjęcia satelitarne; teraz, aby Ci odpisać zrobiłem test już z Polski i załadowałem mapkę (ok. 400 kB) co zajęło pół minuty. Myślę, że porównywalny czas miałem na wyspie.
      Przeczytanie korespondencji na Gmail oraz załadowanie mobilnej wersji Google Readera też było dla mnie akceptowalne.
      A cierpliwość, do pewnego etapu, faktycznie mi dopisuje :-)

      0
  7. czekam_na_kindle pisze:

    Czy jest jakis patent ma mapy gdy nie mamy czytnika z 3G? czy jest jakis soft (na kindle touch) ktory pobiera z google mapy danego terenu i potem offline to dziala? albo jakis calkiem zewnetrzny soft z mapami?

    0
    • Swojak pisze:

      @czekam_na_kindle: Widziałem stronę gościa, który sprzedaje mapy w formacie Kindle ( http://www.kindle-maps.com/ ). Lecz moim jedynym pomysłem jak sobie wrzucić własną mapę na czytnik jest JPG lub PDF. Może odezwie się ktoś kto ma coś wygodnego do wrzucania map na Kindle?

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.