Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

The Ultimate E-reader – projekt czytnika z otwartym Androidem

ultimate-ereader

Czegoś takiego jeszcze nie było. Twórcy bloga The Good Ereader zbierają fundusze na stworzenie własnego e-czytnika!

Zbiórka ruszyła parę dni temu w serwisie Indiegogo, była też opisana na blogu.

The Ultimate e-reader ma kosztować 189 dolarów i będzie miał parametry techniczne porównywalne do Kindle Voyage, Kobo Glo HD oraz wydanego niedawno Nook Glow+. Co do będzie wyróżniać, to otwarty system Android, umożliwiający instalację dowolnych programów.

Inicjatorzy akcji chcą zebrać 220 tysięcy dolarów, co pozwoli im uruchomić produkcję po rozsądnych kosztach.

Szczegóły propozycji

Na poniższym obrazku widzimy porównanie parametrów nowego czytnika oraz trzech urządzeń od największych producentów.

ultimate-ereader1

Tak samo jak Kindle Voyage czy Kobo Glo HD nowy czytnik ma mieć ekran w technologii Carta o gęstości 300 ppi i rozdzielczości 1430 x 1080. Będzie oczywiście oświetlenie. Parametry techniczne są takie same – procesor 1Ghz oraz 512 MB RAM.

Przy okazji: Nie bardzo rozumiem, dlaczego w zestawieniu mamy Voyage, skoro równie dobrze by pasował Paperwhite III – ale pewnie cena Ultimate wygląda lepiej, gdy choć jeden z konkurentów jest droższy. 

Ultimate E-reader ma mieć więcej wewnętrznej pamięci: 8 GB oraz możliwość jej rozszerzenia o kartę SD. Obsługa – w całości dotykowa, nie będzie klawiszy fizycznych.

Producentem czytnika będzie firma Netronix, znana z innych czytników i współpracująca choćby z Kobo. Jeśli dobrze rozumiem – twórcy akcji zamówią po prostu odpowiednią liczbę czytników w Netronixie, według swojej specyfikacji i zlecą wgranie własnego oprogramowania.

Na pokładzie czytnika ma być początkowo Android 4.0.4, który dostanie jednak aktualizację do wersji 6 (Marshmallow). Na czytniku zostanie zainstalowany też własny sklep z aplikacjami, uruchomiony już w marcu 2015.

ultimate-appstore

Wspominałem o nim przy okazji testu inkBooka, bo na nim też działał bez problemu. Sklep wyróżnia aplikacje kompatybilne z e-inkiem.

Co mnie troszkę dziwi, to ilość pamięci porównywalna ze „zwykłymi” czytnikami. Jeśli robimy czytnik pod aplikacje androidowe, to więcej pamięci by się przydało – czy on ma zapewniać multitasking czy nie?

Czy warto warto zdecydować się na „Ultimate”?

Dlaczego ktoś miałby płacić za czytnik, który jeszcze nie istnieje, a podobny jest do już obecnych na rynku? Twórcy akcji argumentują to tak:

  • że będzie to jedyny tak dobry technologicznie czytnik niezwiązany z konkretną platformą; mając Androida będzie można zainstalować aplikacje Kindle i Kobo – i nadal mieć dostęp do książek z tamtych platform.
  • i że to będzie czytnik zaprojektowany w Kanadzie, przez ludzi korzystających na co dzień z czytników – a nie przez jakąś chińską firmę, która użytkowników nie rozumie.

I mam z tymi dwoma argumentami pewien problem.

Rok temu testowałem czytnik Onyx T68 Lynx, który ma i otwartego Androida (z Google Play) i ekran 1430 x 1080. Nadaje się nawet lepiej do aplikacji androidowych ze względu na nieco większy ekran.

Podobnie testowany przeze mnie niedawno inkBook Onyx – tam aplikacje Androida spisują się całkiem nieźle, jedyna różnica w stosunku do Ultimate E-readera to 212ppi, a nie 300 ppi.

Tak więc nie jest prawdą, że ktoś kto szuka uniwersalnego czytnika z Androidem, nie ma wyboru. Książki w appce Kindle czy Kobo działają też na inkBooku.

Argument doświadczenia w korzystaniu z czytników jest mocniejszy. Użytkownicy choćby Onyxów mogą dużo powiedzieć o wpadkach z oprogramowaniem. Ale ciężko mi uwierzyć, że nowy czytnik tworzony przez ludzi bez doświadczenia w projektowaniu oprogramowania będzie o wiele lepszy. Z tego co rozumiem, pomysłodawcy Ultimate zdecydują się na pełną wolność – tak więc jak na tabletach – instalujesz sobie aplikację do czytania, do przeglądania książek, do czegokolwiek – i radzisz sobie sam.

Trudno powiedzieć, czy będą tu ustawienia domyślne – jak choćby w Onyxach, albo inkBooku – gdzie korzystanie z bogactwa Androida nie jest konieczne, bo mamy kilka preinstalowanych aplikacji i mogą nam wystarczyć. Przy okazji – na stronie indiegogo widzimy zachętę dla developerów, którzy za jedyne $2200 mogą umieścić swoją aplikację na czytniku. No i wtedy – czy domyślny program do czytania to będzie np. bardzo dobre Cool Reader, albo AlReader – czy jakiś crapware od sponsora?

To akurat mniej istotne.

W zasadzie powodzenie tego projektu zależy od jednej rzeczy: czy jest odpowiednia liczba czytelników, którzy są w stanie zapłacić nieco więcej za otwartość i uniwersalność czytnika – i w zasadzie za nic więcej. Nie jest to wcale takie pewne. Projekt wsparły na razie 22 osoby, a na blogu, podobnie jak w wątku na MobileRead przeważają komentarze sceptyczne wobec całego pomysłu.

Niektórzy chcieliby większego ekranu, dodatkowych przycisków i wodoodporności – każda z tych opcji zwiększa oczywiście koszt projektu. Ale pojawiają się też opinie, że Android nie jest aż taki ważny, a czytnik to po prostu – urządzenie do czytania.

Czytnik będzie wysyłany na cały świat, koszt z wysyłką do Polski to $204, choć dodatkowe opłaty jak cło nie są oczywiście wykluczone. No, to mniejsze ryzyko w stosunku do niewydania tego czytnika w ogóle. Warto zwrócić uwagę, że w modelu zbiórki Flexible Funding, kasa trafia do pomysłodawców, nawet jeśli nie zostanie uzbierane docelowe 220 tysięcy dolarów.

Ja na razie Ultimate kupować (a tym bardziej w ten sposób) nie zamierzam. Ale ciekaw jestem co Wy sądzicie o tym projekcie.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

109 odpowiedzi na „The Ultimate E-reader – projekt czytnika z otwartym Androidem

  1. Sas pisze:

    Z calym szacunkiem do Ciebie Robercie,ale ja nie podniecam się Kindlem za jego zamkniety ekosystem. Android daje o wiele większe mozliwosci..pod jednym warunkiem – czytnik z tym systemem bedzie działał tak jak Kindle.: )

    0
    • jk pisze:

      Ale po co możliwości? Włączam Kindle, pokazuj się książka i czytam. To wszystkie możliwości jakich potrzebuję. Nie wyobrażam sobie po co miałbym mieć Androida na czytniku (zwłaszcza, że mam go już na telefonie i tablecie) i jakie to aplikacje są mi potrzebne? Chyba tylko po to, żeby przeszkadzać w czytaniu.

      0
      • Przemek pisze:

        Dokładnie, od czytnika wymagam przede wszystkim prostoty. Co do Kindle to wadą wolny procesor (Paperwhite w porównaniu ze Touch, to żółw, szczególnie gdy korzysta się ze słownika, masakra, niby podświetlenie na plus, ale ta poowoooooolność zabiła całą radość z nowszego modelu)

        0
      • Misiek pisze:

        Ja przykładowo Androida nie mam nigdzie i żyję. Tym bardziej nie potrzebuję go w czytniku. Jest wiele rzeczy, które zmieniłbym w oprogramowaniu Kindle, ale nie sądzę żeby potrzeba było do tego Androida.

        0
        • Athame pisze:

          Tez nie mam Androida – jakiegokolwiek. A jak czytnik go ma to dla mnie dyskwalifikująca wada – ot po prostu producent nie umie napisać dobrego softu to bierze system za darmo i „ściemnia” coś o możliwościach.

          0
          • Kaczus pisze:

            Biorąc pod uwagę, że w innym wypadku bierze linuksa, który tez jest darmowy – nie wiem, czy aż taka wielka różnica jest….

            0
            • Athame pisze:

              System tak, ale aplikacje już nie – przynajmniej ta w Kindle. W przypadku Androida całość jest brana z zewnętrznego źródła. Są też linuksy w czytnikach z portowanymi programami (najczęściej CoolReader i FBReader), ale działają wyraźnie gorzej niż przemyślane i do pewnego stopnia optymalizowane oprogramowanie Amazona.

              0
          • Misiek pisze:

            Dobrze powiedziane. Może zresztą nie tyle nie umie, co też i tnie po kosztach, lecąc na wszędobylskim Androidzie;)

            0
    • Marta pisze:

      I niestety dzięki tym wszystkim szmerom bajerom czytniki z Androidem nie wytrzymują na baterii tyle, co Kindle z zamkniętym systemem ;) Ale co kto woli. Ja wolę trzymającą kilka tygodni baterię, która krzyczy że już jest na wykończeniu tydzień przed ostatecznym padem, zamiast kilku programów do otwierania ebooków.

      0
      • R pisze:

        Ja nawet nie pamietam kiedy moj kindle wołał ostatnio o jedzenie

        0
        • Ar't pisze:

          no nie wiem, czy jest się czym chwalić, bo z tego wynika że praktycznie nie czytasz. A w takim niewykorzystaniu to prawie każdy da radę długo (o ile go wyłączysz, a nie uśpisz)

          0
          • Athame pisze:

            Czytam ok. 1,5-2 godziny dziennie przez ok 350 dni w roku. Na czytniku pilnuje by były tylko bieżące książki, czyli najczęściej jest to 10-15 pozycji. Po przeczytaniu usuwam z czytnika i wgrywam coś kolejnego. To jedyna okazja do podładowania akumulatorka. Też nigdy czytnik (Voyage) nie upomniał się o prąd, a używam go od premiery (w magazynach, nie sprzedaży!), która miała miejsce rok temu.

            0
            • Ar't pisze:

              czyli podsumowując, podładowujesz go po każdej książce – co kilka dni –
              faktycznie to się kwalifikuje do „nie pamiętam kiedy go ładowałem, bo ładowałem go na tyle często (choć krótko), by nie musiał wołać o prąd”
              Like it
              :D

              0
              • Athame pisze:

                Jeśli tak odbierasz 3-5 minut raz na 10 dni to rzeczywiście możesz pisać „po każdej książce”.

                Dokoła mnie są różne czytniki i Kindle wciąż po kilku latach działa najdłużej bez ładowania.

                Żeby było jasne: korzystam offline (zawsze tryb samolotowy), mam modyfikowane oprogramowanie, co minimalnie (lub bardziej) wpływa na akumulatorek. No i grzecznie używam wyłącznie formatów przeznaczonych do tego czytnika, czyli w skrócie wszelkiej maści MOBI (nie wrzucam hybrydowych – zawsze wybieram właściwą rewizję) i PDF, ale tylko w rozmiarach takich jak ekran w Kindle lub ewentualnie A6 czy B6. Inne (szczególnie PDF-y) tylko dla testów, ale wtedy czytnik podładowuj się dwa razy – przy wgrywaniu pliku i przy usuwaniu „śmieci” po nim (prościej podpiąć USB i użyć myszy niż uruchamiać konsolę na czytniku i usuwać z wiersza poleceń).

                0
              • Misiek pisze:

                @Athame: Nie wysyłasz niczego poprzez sieć?

                0
      • krzyszp pisze:

        A ja mam te bajery i kilka tygodni na baterii… I natywnie wspieranego e-pub’a… na czytniku za 150pln (Nook Simple Touch kupiony ze dwa lata temu w UK)…

        0
  2. KonradK pisze:

    Nie ma mieć ekranu 9.7 cala, czy większego, to nie ma czym wojować.
    To, co ma mieć, to za mało bym zaczął rozważać ryzyko utopienia pieniędzy.

    0
  3. asymon pisze:

    Ale czy marka Onyx jest w ogóle dostępna na Zachodzie, czy raczej Amazon i Kobo wycięły konkurencję?

    Czy amerykański klient będzie w ogóle zainteresowany czytnikiem bez sklepu? Skąd brać ebooki? Google Play?

    Artatech powinno wynająć paru studentów do szeptanego marketingu w komentarzach :-)

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Jest dostępna, forum na MR jest dość aktywne: http://www.mobileread.com/forums/forumdisplay.php?f=220 – zresztą argument o tym że jest np. T68 też się pojawia w komentarzach nt. Ultimate.

      Co do sklepu – no to właśnie pomysł dla tych, którym czytniki powiązane z platformami nie wystarczają.

      0
      • asymon pisze:

        Jasne, ale na Zachodzie kupuje się (chyba?) głównie książki z DRM, a ten czytnik nie ma w specyfikacji obsługi Adobe DRM.

        Prawdziwie „otwarte” pliki epub to głównie klasyka, chyba tylko Tor i Baen się nie zabezpieczają. To co, czytnik dla fanów contentu z torrentów?

        0
        • Jacek pisze:

          Nie wiem jak wyglądają statystyki, ale na przykład jak najbardziej zachodnie wydawnictwo O’Reilly nie używa DRM ani nawet znakowania.

          0
    • j4c0b pisze:

      Artatech sam się zachowuje jak studenci – zdaje się że studenci go założyli. Od czasu jak wynajęli agencję to reprezentowania w mediach to szerokim łukiem omijają wszelkie branżowe portale i fora.
      Za to jest wysyp recenzji wszędzie indziej. Czyli szukają osób co się mało znają i wciskają im swoje produkty. Nie zależy im na uświadomionym kliencie. idą na ilość.
      A gdy produkt jest dobry to sam się obroni – szczególnie ustami uświadomionych klientów którzy będą robić sami z siebie za szeptany marketing.

      0
  4. Czytelniczka pisze:

    Może z jednej strony fajnie, że będzie miał androida i „otwartość” ale z drugiej, zarówno Kindle i Kobo mają zoptymalizowane oprogramowanie na swoje czytniki. Poza tym na Kindla można wszystko wgrać, podobnie jak na Kobo (w rozumieniu, że nie tylko książki z tych sklepów). Nie znajduje sensu w tym czytniku, bo raz, że może ma większą pamięć wewnętrzną, która zostanie zjedzona przez aplikacje, a bo to aplikacja Kobo, Kindle, czy polskich księgarni, a dwa przez system. Poza tym wydaje mi się, że spóźnili się z tym czytnikiem tak ze trzy lata bo najnowszy Nook ma lepsze parametry i dodatkowo jest wodoodporny no i tańszy. Wydaje mi się, że pomysł jest nietrafiony i nie przyjmie się. Bardziej by się przydał czytnik, oparty o nowe procesory, lepszy wyświetlacz, większa rozdzielczość i ekran wielkości taki jak Kobo aura H2O no i wodoodporny bo wydaje mi się, że niedługo również Kindle się wzbogaci o tą opcję, jeśli nie chce zostać z tyłu za Nookiem i Kobo.

    0
  5. Krzysztof Kopeć pisze:

    Jak coś jest do wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego…
    Otwartym systemem jest chyba linux używany w Pocketbookach – skoro chcą mieć więcej funkcji, to czemu nie napiszą czegoś na jego modele?

    Zasadniczo – mają chyba za dużo wolnego czasu.

    0
    • bastard pisze:

      „Jak coś jest do wszystkiego, to znaczy, że jest do niczego…”
      To tylko wyświechtana bzdura osób, które mają mniejsze potrzeby lub zwyczajnie nie potrafią dostrzec możliwości, które dostrzegają inni.
      Poza opcja samego czytania ja bym chętnie widział w czytniku obsługę kilku niezależnych chmur Amazon, Dropbox, OneDrive, OwnCloud, FTP itd, jakiś prosty edytor tekstowy, w którym z poziomu czytnika mógłbym sobie poprawić lub zmienić style CSS ebooka, Pocket i podobnego typu narzędzia. I można tak wymieniać dalej.

      W którym miejscu jest niby otwarty system w Pocketbookach?
      Sam system jest tam tak samo zamknięty jak system w czytnikach Amazona.

      0
      • Krzysztof Kopeć pisze:

        Zapomniałeś o robieniu prania, wstawianiu kawy i parkowaniu samochodu :D .

        Moim zdaniem takie wymagania to zupełnie pomieszanie z poplątaniem.
        Do tego byłby potrzebny bluetooth, żeby podpiąć fizyczną klawiaturę, do tego sporo pamięci…
        Nie lepiej kupić tablet z windowsem i właśnie klawiaturą? Z tego co wiem jest to wydatek 500 złotych.

        Aha – urządzenie o którym mówisz tylko potwierdzało by powiedzenie o tym, że jak coś jest do wszystkiego…

        0
        • bastard pisze:

          Jeżeli stać cie tylko na sprowadzenie dyskusji do absurdu, to nie ma sensu ci odpowiadać.

          No chyba, że rzeczywiście jesteś tak ograniczony i nie zrozumiałeś moich słów.
          Ale w tym przypadku dalsza dyskusja również nie ma sensu.

          0
          • Krzysztof Kopeć pisze:

            Osobą, którą doprowadziła temat do absurdu jesteś ty sam. Bo w tym momencie twoje wymagania sprawiają, że urządzenie o którym piszesz nie jest czytnikiem – tylko komputerem albo tabletem. Z ekranem eink jeśli się nie mylę…

            Jeżeli urządzenie ma obsługiwać chmury, to znaczy że musi dysponować sprawnie działającą przeglądarką plików – żeby móc dokonywać na nich operacji.

            Do pocketa jest potrzebna jest szybki program do wyświetlania stron internetowych – a takie rzeczy mają swoje wymagania i nie są one małe…

            A edytowanie czegokolwiek bez fizycznej klawiatury i myszy to mordęga. Z resztą sama edycja oznacza konieczność dysponowania większymi zasobami niż samo odtwarzanie…

            Dlatego moim zdaniem to kompletna paranoja. Jest to wymaganie, aby urządzenie z ekranem mogło od razu robić wszystko. Sprawia to również, że na dzień dobry do piachu idą największe zalety czytników – czyli przede wszystkim energooszczędność. Inaczej niż żartu nie dało się twojego posta potraktować.

            0
            • bastard pisze:

              Widać, że nie bardzo masz pojęcie o czym piszesz. Do obsługi chmur wystarczy choćby jeden synchronizowany katalog. Zresztą to nic nadzwyczajnego bo obsługa np Dropboxa jest od lat w kilku czytnikach i działa całkiem dobrze. Brakuje tylko ręcznej konfiguracji do podpięcia innych zasobów sieciowych.

              „Do pocketa jest potrzebna jest szybki program do wyświetlania stron internetowych – a takie rzeczy mają swoje wymagania i nie są one małe…”
              Tu też wykazujesz się sporą niewiedzą. Narzędzia takie jak Pocket nie służą do wyświetlania stron internetowych na czytniku i innych urządzeniach, a na wyświetlaniu tekstu i kilku grafik w formie przypominającej zwykłe ebooki z utworzonych z tych stron. Są czytniki na których to sensownie działa. Ale tu tak samo brak możliwości podpięcia innych serwisów.

              „A edytowanie czegokolwiek bez fizycznej klawiatury i myszy to mordęga. Z resztą sama edycja oznacza konieczność dysponowania większymi zasobami niż samo odtwarzanie…”

              Gdybyś wiedział, że taka podstawowa edycja stylu CSS ebooka to w zasadzie zmiana kilku cyferek w jednym małym pliku tekstowym ze stylem, to byś takich głupot nie wypisywał.

              0
              • Krzysztof Kopeć pisze:

                „Widać, że nie bardzo masz pojęcie o czym piszesz. Do obsługi chmur wystarczy choćby jeden synchronizowany katalog. Zresztą to nic nadzwyczajnego bo obsługa np Dropboxa jest od lat w kilku czytnikach i działa całkiem dobrze. Brakuje tylko ręcznej konfiguracji do podpięcia innych zasobów sieciowych.”

                Korzystałem z Dropboxa na Pocketbooku i moim zdaniem nie było to najlepsze rozwiązanie. Z poziomu czytnika nie dawało się skasować pliku – kiedy to zrobiłem i nawiązałem połączenie z siecią, został on przywrócony. Dlatego moim zdaniem ta cała chmura jest mocno przereklamowana i wcale nie tak dobra jak to się mówi. O wiele przyjemniejsze jest wysyłanie książek na email.

                Ponadto mówimy o urządzeniu o bardzo ograniczonej funkcjonalności. Zabawa wirtualnymi dyskami w sytuacji, kiedy ilość rozpoznawalnych formatów jest bardzo ograniczona… Moim zdaniem jest bez sensu.

                „Tu też wykazujesz się sporą niewiedzą. Narzędzia takie jak Pocket nie służą do wyświetlania stron internetowych na czytniku i innych urządzeniach, a na wyświetlaniu tekstu i kilku grafik w formie przypominającej zwykłe ebooki z utworzonych z tych stron. Są czytniki na których to sensownie działa. Ale tu tak samo brak możliwości podpięcia innych serwisów.”

                Żeby to działało czytnik musi mieć uruchomioną sieć, a to pożera energię. Po za tym na tych urządzeniach strony internetowe są moim zdaniem mocno upośledzone…

                „Gdybyś wiedział, że taka podstawowa edycja stylu CSS ebooka to w zasadzie zmiana kilku cyferek w jednym małym pliku tekstowym ze stylem, to byś takich głupot nie wypisywał.

                Jeżeli na czytniku nie będzie programu do edycji epubów lub mobi, to nie będziesz miał do czynienia z „jednym małym plikiem tekstowym”, tylko z takim, który będzie miał od kilkuset kilobajtów, do kilku mega objętości…
                Bo takie są rozmiary plików z książkami.
                A nie jestem pewien czy wtedy będzie to łatwe i przyjemne.

                0
              • Joanna pisze:

                Krzysztof, różni ludzie mają różne potrzeby. Mnie np. zdarza się wysyłanie plików na czytnik mailem, ale ogólnie tej metody nie lubię – wolę spokojne wysłanie „po kabelku” przez Calibre, bo w ten sposób mam lepszą kontrolę nad zarządzaniem zawartością czytnika.

                Używam natomiast od kilku lat bardzo intensywnie Dropboxa, w ten sposób dostarczam pliki np. na tablet, i obsługa Dropboxa byłaby dla mnie bardzo przydatna, zwłaszcza w czytniku czytającym różne formaty plików.

                Do tego sporo używam Pocketa – i pewnie chętnie czytałabym go również na czytniku.

                Na chwilę obecną wystarcza ma Kindle, ale gdybym miała kupić inny czytnik, to istotne byłyby dla mnie:
                – Legimi
                – Calibre Companion
                – Dropbox
                – Pocket
                – możliwość zainstalowania osobnych słownikowych aplikacji i swoich aplikacji do czytania plików

                0
            • tzigi pisze:

              „urządzenie o którym piszesz nie jest czytnikiem – tylko komputerem albo tabletem. Z ekranem eink jeśli się nie mylę…”
              A pojęcie tego, że tablet z ekranem epapierowym to marzenie wielu osób, jest takie trudne?

              „Jeżeli urządzenie ma obsługiwać chmury, to znaczy że musi dysponować sprawnie działającą przeglądarką plików”
              Mój T68 ma zainstalowany ES File Explorer i jest to świetnie działająca przeglądarka plików.

              To, czego bym chciała od następnego urządzenia z epapierem to właśnie bebechy pozwalające na quasi-tabletowe użytkowanie przy zachowaniu tego cudownego wynalazku jakim jest epapier. Tabletów nienawidzę właśnie za to, że świecą i po kilku godzinach pada im bateria. Tablet z epapierem miałby dużo przyjemniejszy w obsłudze ekran i działałby pewnie co najmniej kilka dni, jak nie więcej. A do tego można by na nim po pracy czytać książki. Jak tak się przełoży akcenty, to nagle wymagania nie są takie głupie, co?

              0
              • Krzysztof Kopeć pisze:

                „A pojęcie tego, że tablet z ekranem epapierowym to marzenie wielu osób, jest takie trudne?”

                Taki tablet działałby moim zdaniem tak samo krótko jak zwykły. W przypadku epapieru energia jest oficjalnie pobierana w przypadku zmiany obrazu. Jeśli odpaliłabyś na takim urządzeniu filmik na youtuba, to w ciągu 5 minut zmieni się on 7500 razy.

                Takie urządzenie ładowałabyś codziennie :D .

                0
              • tzigi pisze:

                >Taki tablet działałby moim zdaniem tak samo krótko jak zwykły.
                W zależności od użycia.
                >W przypadku epapieru energia jest oficjalnie pobierana w przypadku zmiany obrazu. Jeśli odpaliłabyś na takim urządzeniu filmik na youtuba, to w ciągu 5 minut zmieni się on 7500 razy.
                Super, bez wątpienia każdy, kto chciałby mieć tablet z ekranem epapierowym marzy o oglądaniu na nim filmików z YT… Chyba mam dziwne potrzeby, skoro pragnę dobrej obsługi pdf-ów oraz porządnego edytora tekstu. I chyba żadne z tych zastosowań nie wywoła 7,5k odświeżeń ekranu w ciągu 5 minut.

                Tak samo znajoma, która jest lekarzem i chce mieć wygodny dostęp do różnych przydatnych materiałów czy możliwość zrobienia prostej notatki z palca też bez najmniejszej wątpliwości będzie oglądać filmiki na YT…

                Tak samo architekci/budowlańcy, którzy chcieliby móc obejrzeć sobie projekt i nie nosić przy sobie tony papierów. Oni też chcą oglądać YT.

                A serio to nawet jak pracuję na komputerze, obejrzę może 1 30-sekundowy filmik na tydzień i to tylko wtedy, kiedy ktoś z najbliższych znajomych wprost zasugeruje mi, że warto, żebym go obejrzała. I nie do tego chcę tabletu z epapierem.

                Zresztą nawet gdybym miała ładować codziennie taki tablet, to też by mi to nie przeszkadzało – nie długiego czasu na baterii tylko niemęczącego oczy ekranu szukam. W te 3,5 miesiąca, które spędzam poza światem wielu łatwodostępnych gniazdek elektrycznych, i tak najczęściej nie pracuję za wiele, tylko czytam beletrystykę (a przy tym ekran też się szczególnie nie namęczy)…

                0
              • Misiek pisze:

                @tzigi:

                To o czym piszesz w dalszym ciągu można by nazywać czytnikiem i każdy czytnik obecny na rynku mógłby „robić” to o czym piszesz, a nie tabletem. Urządzenie, które moglibyśmy nazywać tabletem powinno przecież działać tak jak tablety z „normalnym” ekranem, czyli m.in. odtwarzać wideo. Urządzenie, które posiada edytor tekstu i dobrą obsługę PDF to w dalszym ciągu czytnik.

                0
              • tzigi pisze:

                Pal licho jak się nazywa. Ma działać. Jak dla mnie może się nawet nazywać: „klapa od muszli sedesowej”, jeśli za cenę debilnej nazwy dostanę urządzenie dostosowane do moich potrzeb.

                A bronienie się przed nazwaniem tego czytnikiem to skutek reakcji na wypowiedzi w stylu: „po co mi na czytniku feature X czy Y? Ja chcę tylko czytać książki.”.

                0
              • Joanna pisze:

                Tzigi, też ucieszyłoby mnie takie urządzenie – i takich osób jest więcej. Mam nadzieję, że prędzej czy później znajdzie się producent, którego zainteresuje ta nisza, może nawet nie taka mała.

                0
            • Robert Drózd pisze:

              Akurat obsługę Pocketa ma wbudowaną Kobo (działa ładnie), zaś aplikację androidową obsługuje np. inkBook (też działa ładnie, no może z wyjątkiem przewijania – mniej płynne niż na tablecie)

              0
      • Ar't pisze:

        Na PB możesz napisać appkę robiącą co tam sobie wymarzysz (w ramach ograniczeń sprzętowych) bez potrzeby wytrychów, sdk jak i cała reszta zabawek programisty jest dostępna.

        W większości pozostałych zamkniętych nic nie możesz bez wytrychów, a i nawet jak zrootujesz to i tak to zwykle niewiele zmienia.

        0
        • Athame pisze:

          Ale czego Ci tak naprawdę brakuje, że musisz cobie coś marzyć? Do czytania wystarczy ustawienie fontów i ich parametrów wg własnego uznania i intuicyjna obsługa słownika, zaznaczeń, zakładek itp.

          0
          • Ar't pisze:

            Wiesz to nie takie proste.
            Mi brakuje wsparcia chmurek wszelkiej maści, a po za tym to raczej już nic.
            Ale ja, czy Ty – to nie inni i tu już pół-otwarcie vs całkowite zamknięcie może robić różnicę.

            Z drugiej strony brak konkurencji to zło, a na rynku USA masz ~ liczące się 2-3 czytniki i  pojawienie się jakieś dodatkowej konkurencji w tych warunkach zrobi raczej dobrze. By ugrać jakiś kawałeczek tortu to czymś trzeba się wybić, czasy komórek tylko do dzwonienia przemineły, czasy czytników tylko do czytania – chyba też już powolutku idą w tym kierunku, zresztą zawsze były chętki na coś więcej: tts, animacja i interakcja w epub3,rss, itd itd.

            oftopicznie: tu gdzieś czytałem, że o borze zieloniutki po co kolejny czytnik – i powiem że takiego podejścia kompletnie nie rozumiem – przy braku konkurencji kundelek zatrzymał by się najpewniej na gen3 , a mamy już nie wiem którą, a włajadża przecież by w takiej sytuacji nie było.

            0
            • Athame pisze:

              Tyle że właśnie K3 był niemal idealny. Brakowało mu trochę mocy (z dzisiejszej perspektywy) i światełka. Miał za to TTS, dobrą przeglądarkę obrazków, aplikacje (legalnie nie w Polsce), przyciski i fizyczną klawiaturę. Po odświeżeniu FW można zrobić czytnik taki w którym skopiujemy wygląd K3, dodamy oświetlenie i przywrócimy funkcje które były dla niego dostępne i mamy bardzo porządny czytnik. Jako „wisienka na torcie” mogłaby być obsługa ręcznych bazgrołów.

              0
              • Robert Drózd pisze:

                Zapomniałeś o dotyku, jednak bez dotyku parę rzeczy nie będzie tak optymalne – np. podkreślanie czy korzystanie ze słownika. Jednym z rozwiązań bliskich ideałowi były Onyxy AfterGlow/Lynx – klawisze zmiany stron i sprzętowy „Back”.

                0
            • Misiek pisze:

              Co kto lubi. Jedni wolą przeładowane sprzęty, drudzy sprzęty które robią dobrze głównie to ze względu na co są wybierane. Najpewniej nocnym marzeniem fanów „wszystkomających” sprzętów jest jeszcze fejsbuk na kindlu.

              0
              • bastard pisze:

                Gdyby Amazon wprowadził obsługę fejsbuka, to zaraz by się okazało w komentarzach, że to podstawowa funkcja czytnika bo Kindle to ma ;)
                A tak bardziej serio, nie każdemu wystarcza to co jest w Kindle.

                „drudzy sprzęty które robią dobrze głównie to ze względu na co są wybierane”
                Kogo obchodzi co Ty wybierasz? Inni dokonują zupełnie innego wyboru.
                Mi np brakuje porządnej obsługi RSS bo czytniki są wręcz idealnym narzędziem do przeglądania treści w takiej formie. W poprzednich komentarzach wymieniałem kilka innych ważny DLA MNIE rzeczy, które bym chętnie widział w czytniku.
                I nie miałem na myśli zaparzania kawy lub fejsbuka jak niektórym „głupiomądrym” się wydaje.

                0
              • asymon pisze:

                Przecież kindle ma obsługę facebooka, ograniczoną do wysyłania cytatów, ale jednak ma ;-)

                0
              • Misiek pisze:

                „Mi np brakuje porządnej obsługi RSS bo czytniki są wręcz idealnym narzędziem do przeglądania treści w takiej formie. ”

                To w Androdzie tego nie masz? Niemożliwe skoro tam wszystko można.

                0
  6. Igor pisze:

    Raczej zgodzę się z większością – otwarte oprogramowanie na czytniku służyć może… no właśnie?
    Przecież klasyczna książka to tylko zbiór kartek z tekstem, tam nie ma dodatkowych funkcji.
    A czytnik sam w sobie ma ich już mnóstwo, naprawdę nie wiem w czym miałoby pomóc możliwości instalacji różnego rodzaju oprogramowania.

    No chyba tylko to, żeby odpalić abonament typu Legimi, to może tak.
    Ale wydaje mi się, że za bardzo skupiamy się wolności i dostępności w każdej dziedzinie…

    Poza tym może i Kindle ma zamknięty ekosystem, ale taki system gwarancji / wymian jest tego wart :)

    0
  7. bastard pisze:

    Ja tu czegoś nie rozumiem. Jaki OpenAndroid? Ta nazwa i tabelka to gwałt na logice.
    Przecież Android to nic innego niż Linux (najbardziej „Open” wśród wszelkich systemów) + maszyna wirtualna Dalvik/Java i wszelkiej maści niezoptymalizowane crapware. Dlatego czytniki i telefony z tym systemem są tak mulące nawet na sprzęcie wydajniejszym niż kilkuletnie laptopy, na których normalnie pracowały pełne Windowsy i Linuksy i masa innych egzotycznych systemów operacyjnych.
    Czytniki Amazona działają na samym Linuksie bez zamulającej maszyny wirtualnej i innego syfu. Szybkość działania i praca na baterii w czytnikach Kindle wynika właśnie z dedykowanego, dopracowanego oprogramowania pisanego specjalnie na te konkretne czytniki, uruchamianego bezpośrednio na Linuksie. Problem w przypadku czytników Amazona jest taki, że jego oprogramowanie jest zablokowane przed ingerencją użytkownika.

    Moim zdaniem ta akcja miałaby sens tylko wtedy, gdyby użyty miał zostać przykładowo Linux z otwartym API, na który niezależni deweloperzy mogliby pisać dedykowane oprogramowanie lub portować istniejące z innych platform.

    Obecnie czytniki są niemal identyczne sprzętowo. Różnią się gównie oprogramowaniem, ale zawsze ono jest jego najsłabszą stroną.

    Tu przykład oprogramowania, które z najprymitywniejszych odtwarzaczy mp3 o mocy obliczeniowej liczydła robiło niemal PDA:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rockbox

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Masz oczywiście rację co do tego, że najlepsze byłoby dedykowane oprogramowanie na linuksie, z tym że tu rozbijamy się o niszowość czytników o takich funkcjach. Ilu byłoby developerów chcących przygotować odpowiednik Rockboxa dla czytników…?

      0
      • bastard pisze:

        No właśnie po to są takie zbiórki by sami zainteresowani współfinansowali pracę deweloperów, którzy by ewentualnie takie ich zachcianki spełnili. Wiele projektów tak powstało i działa. Jeżeli jest ich wystarczająca liczba i potrafią zebrać daną kwotę, to wtedy ma to sens. Jeżeli jest to tylko garstka pasjonatów to większe sensu wtedy nie ma.

        Natomiast finansowanie kolejnych chińskich klonów czytników z Androidem jest dla mnie głupotą. Można kupić wynalazek Onyxa i mieć te samo z dokładnie tymi samymi możliwościami i tymi samymi 76238 problemami.

        0
    • jaguarek pisze:

      Rockboxa mam na mp3 san disk. Jest suuper! Przyznaję oprogramowanie powinno być lepiej dopracowane w otwartych czytnikach, ale jak widać po wielu latach Onyxów ciągle było coś do poprawki. Dlatego uważam, że takie urządzenie musi – po swojej premierze dorosnąć. Pierwsze egzemplarze trafią do użytkowników i poczekamy na opinie… Osobiście nie jestem zainteresowany przez następne lata zmianą czytnika, ale taka konkurencja może zmusić wielkich graczy do walki.

      0
    • W. pisze:

      Nie wiem, czy tak jest nadal, ale kiedyś instalator Javy (JRE lub JDK) w czasie kopiowania plików chwalił się m.in. że Java jest w Kindle. Zawsze mi się wydawało, że ta widoczna część użytkowa na Kindle jest napisana właśnie w Javie, chociaż już nie pamiętam wszystkich ku temu przesłanek. Kindle Development Kit na pewno opierał się na Javie. Zresztą mulenie na Kindle nie jest czymś nietypowym, nie tylko w czasie indeksowania treści – oszczędzanie na ilości RAM przez producenta w połączeniu z GC w Javie wydaje się prawdopodobną przyczyną.

      0
      • Athame pisze:

        Owszem. Cały użytkowy kod w Kindle jest napisany w Javie. Niemniej jest dość dobrze zoptymalizowany, choć same pliki są uniwersalne i takie same np. na Voyage i PW2 oraz PW3, mimo różnic np w rozdzielczości – po prostu czytnik wybiera sobie fragmenty kodu, które go dotyczą.

        Widząc jak wygląda kod i jak działa czytnik to obstawiam, że Java ma tu jakieś wsparcie sprzętowe, a sama implementacja maszyny wirtualnej to dzieło prawdziwych hakerów, a nie byle programisty.

        0
      • Athame pisze:

        Jakie mulenie? Na którym Kindle? U siebie nie zauważyłem.

        0
        • W. pisze:

          PW2. To jest tylko czasami i po restarcie przechodzi jak ręką odjął, a zresztą czytnik jakby „wie” sam z siebie, że restart to lekarstwo i sobie je sam aplikuje. ;) Zasada zgrubna jest dość prosta dla Javy: to fajnie działa z GC, jak jest ze 3 razy więcej pamięci, niż program maksymalnie potrzebuje, no i obawiam się, że przy bardziej zróżnicowanym używaniu niż przewracanie stron do przodu ta zasada przestaje być spełniona. OK, to jest „good enough software”, ale szału nie ma.

          0
  8. tzigi pisze:

    Ech, szkoda, że to takie ni pies, ni wydra – w gruncie rzeczy trochę mniejszy i trochę gorszy (zaraz wyjaśnię poniżej) T68 od innej firmy. Czytnik z fabrycznie otwartym systemem i rozszerzalną pamięcią? To już jest. Oczywiście w T68 jest trochę rzeczy do poprawienia (dokładność ekranu dotykowego, indeksowanie w nowszych wersjach oprogramowania, wprowadzenie wreszcie instalowania aplikacji na karcie SD), ale nie wiem, czy w The Ultimate E-reader też ich (lub im podobnych) nie będzie. Za to nie ma przycisków zmiany stron i ekran mniejszy.
    Tyle o The Ultimate E-reader jako czytniku.

    A teraz o tym, czego naprawdę brakuje i czym szkoda, że nie jest ten produkt (ani T68): tablet z ekranem epapierowym. Czyli zachowujemy otwarty system, zostawiamy ekran (kwestia wielkości to już sprawa dyskusyjna – pewnie wiele osób skakałoby ze szczęścia myśląc o 10 calach, ale dla mnie 6 czy 7 to nie problem), podświetlenie, ale (w przeciwieństwie do The Ultimate E-reader a w zgodzie z T68) mamy chociażby bluetooth do komunikacji z klawiaturą czy innymi peryferiami. Do tego warto zadbać o lepszy procesor – czym w obecnych czasach dla Androida jest „1 GHz Single Core”, kiedy byle komórka ma czterordzeniowy procesor? Do tego oczywiście porządna karta wi-fi, jak najnowszy Android i rozsądne zarządzanie zasobami systemowymi. Zwłaszcza na to ostatnie należy położyć nacisk – zadbać o ubicie funkcji telefonu, wywalić wyrafinowane sterowanie ekranem, zmniejszać użycie procesora przy wyselekcjonowanych apkach do czytania. Bonusem mogłaby być np. akcelerometr do prostego sterowania ułożeniem ekranu, GPS i dedykowana porządna nawigacja ze wsparciem dla map offline czy możliwość włożenia własnej karty SIM. Niby banały, a takiego urządzenia nadal nie ma i to ono byłoby użyteczne, a nie okrojony T68.

    0
    • bastard pisze:

      „Do tego warto zadbać o lepszy procesor – czym w obecnych czasach dla Androida jest „1 GHz Single Core”, kiedy byle komórka ma czterordzeniowy procesor? Do tego oczywiście porządna karta wi-fi, jak najnowszy Android i rozsądne zarządzanie zasobami systemowymi.”

      Śmiać mi się chce gdy pomyślę, że mowa tu o urządzeniu, które ma wyświetlać statyczną czarno-białą stronę tekstu i raz na kilka minut ją odświeżyć :)

      I pomyśleć, że już kiedyś ludzie latali w kosmos bez czterordzeniowych procesorów ;)

      Od wielu lat problemem jest tylko oprogramowanie. Praca kompetentnego dewelopera jest kosztowna. A rynek i tak łyknie każde dziadostwo byle tylko zawinąć w sreberko i nie trzeba się przykładać. Dotyczy to całego rynku elektroniki.

      0
      • tzigi pisze:

        No właśnie nie… Omawiałam 2 podejścia:
        1. Jako czytnik – i wtedy obecny procesor powinien z naddatkiem wystarczyć.
        2. Jako tablet/minikomputer – i wtedy przyda się lepszy. Np. moim marzeniem jest urządzenie, które ma ekran epapierowy, wygodną obsługę pdf-ów (bo jakoś taki JSTOR czy mu podobne nie chcą dostarczać artykułów w mobi/epub) i możliwość pisania w wygodnym edytorze oraz kompilowania LaTeX-a. To już nie ” mowa tu o urządzeniu, które ma wyświetlać statyczną czarno-białą stronę tekstu i raz na kilka minut ją odświeżyć”. Teraz rozumiesz różnicę?

        0
        • bastard pisze:

          W drugi przypadku ekran e-ink zupełnie się nie będzie nadawał do takich zastosowań.
          Opóźnienia w reakcji i samego odświeżania wykluczają możliwość wygodnego pisania na czytnikach. Do jakichś korekt, poprawek w kodzie, krótkich komentarzy jeszcze ujdzie. Reszta odpada. I nie spodziewałbym się jakiegoś przełomu bo producent tych ekranów jest monopolistą i przesadnie wysilać się nie musi.

          0
          • kjonca pisze:

            Ale nie używałeś lynksa, prawda?
            Ja teraz na różnej maści zebrania używam lynksa + klawiatura BT, i rozwiązanie jest rewelacyjne.
            Oczywiście, możesz to zinterpretować, jako „korekty i krótkie komentarze” ale to jakby nie mój problem.

            Natomiast co do samego pomysłu, to MZ nie wypali. Ze względu na inny ekran, to przynajmniej część softu trzeba przygotować. (Głównie launcher)

            O wiele lepszym (MZ) pomysłem byłoby, gdyby się skupili na poprawkach do softu dla lynksa/universe czy innego czytnika z androidem.

            0
          • tzigi pisze:

            „Opóźnienia w reakcji i samego odświeżania wykluczają możliwość wygodnego pisania na czytnikach.”
            Ależ, ależ, jak mogłam tego od grudnia nie zauważyć? Jakim cudem dotąd pisałam mój doktorat na T68 i uważałam, że czas reakcji jest zupełnie spoko, a epapier rewelacyjnie odciąża oczy? Dzięki!

            Serio, widać, że nie próbowałeś używać czytnika do pisania z klawiaturą na bluetooth. Wtedy byś wiedział, że jedyne, czego brakuje to aplikacja na Androida z wygodnymi skrótami klawiszowymi.

            0
            • bastard pisze:

              Możliwe, że masz rację. Z drugiej strony „wygoda” to pojęcie bardzo subiektywne. Dla jednej osoby to może być wygodne, dla innej nie.

              0
      • patyczak pisze:

        „Śmiać mi się chce gdy pomyślę, że mowa tu o urządzeniu, które ma wyświetlać statyczną czarno-białą stronę tekstu i raz na kilka minut ją odświeżyć :) ”

        Powiedział człowiek, który chce na czytniku edytować style ebooków…

        0
        • bastard pisze:

          Łał, a wiesz, że o wiele bardziej zaawansowaną edycję tekstu umożliwiały urządzenia już 50 lat temu? Nie słyszałem by wtedy używali kilku rdzeniowych procesorów o częstotliwości podawanej w GHz.

          0
          • patyczak pisze:

            taa i 50 lat temu były okienka, myszki, usb, wifi, interfejsy dotykowe, rozdzielczości hd, czcionki wektorowe i cała masa innego śmiecia (frameworki, biblioteki, javy i inne) którym procesory muszą się zajmować…

            0
            • bastard pisze:

              Bo wszystko to powstało dzisiaj, 10 czy 20 lat temu nikt nie słyszał o USB, WiFi, myszkach i interfejsach dotykowych :)

              Niektórzy komentujący chyba totalnie odlecieli.
              Czytniki potrafią wyświetlić kilka tysięcy stron ebooka, a z wyświetleniem króciutkiego pliku tekstowego niby sobie nie poradzi bez kilkurdzeniowego procesora :)
              Edycja to zamiana kilku cyferek lub literek w kodzie. Więcej pisania jest np przy korzystaniu z funkcji szukaj w treści książki lub korzystaniu ze słownika.

              0
            • Kaczus pisze:

              Hmmm taki Pagestream powstał w 85 roku, pozwala złożyć tekst w bardzo zaawansowany sposób na komputerach z procesorami kilku MHz. A nie jest to pierwszy tego typu program. Obsługiwał okienka, myszkę, czcionki wektorowe (usb wtedy nie było :)

              0
          • jaguarek pisze:

            2015 – 50 = 1965 to trochę przesadziłeś. ZX Spectrum powstał w 1982 roku. To co się dzieje w czytniku, to nie jest zwykłe wyświetlanie znaków jak w kalkulatorze. To są czcionki wektorowe. A to że CSS jest zwykłym plikiem tekstowym nie oznacza, że jego interpretacja przez program to zwykłe dwa plus dwa. Oczywiście można zoptymalizować oprogramowanie, ale zauważ jak rozwijają się przeglądarki internetowe, które w zasadzie umożliwiają właśnie wyświetlanie ebooków i jak powoli wchodzi w nich obsługa CSS-3. Oczywiście pomnożenie MHz przez 100 daje możliwości, ale oprogramowanie nie powstanie z dnia na dzień. Dlaczego na Androida liczą się tylko jakieś 4 programy do epub’a, a reszta nie jest w stanie im dotrzymać kroku?
            EOT

            0
            • bastard pisze:

              O czym ty piszesz?
              Przecież plik z arkuszem CSS to najzwyklejszy malutki plik tekstowy bez żadnego formatowania i o jego edycji mowa.
              Samo wyświetlanie ebooka jest procesem o wiele bardziej wymagającym bo poza ogromną różnicą w objętości dochodzi odpowiednie renderowanie książki na podstawie CSS (tak jak i w obecnych przeglądarkach), odpowiednie formatowanie, dzielenie wyrazów, obsługa przypisów, notatek itd.

              Edycja takich zwykłych plików tekstowych to najbardziej prymitywna operacja dla urządzeń o wiele mniejszych możliwościach niż czytniki.

              0
              • jaguarek pisze:

                CSS- a to mogę sobie nawet na moim Nook Simple Touch obrobić. Gorzej, że epub jest w rzeczywistości archiwum kilku (nastu) plików spakowanym ZIP. Powstaje potrzeba uruchomienia programu w rodzaju np. Sigila i tutaj już mamy ciężar wyświetlenia podglądu. Bo nie każdemu wystarczy zmiana interlinii między akapitami.
                Jak dla mnie wystarczyłoby zebrać najlepsze funkcje z obecnych czytników do kupy. Taka kompilacja Kobo, Kindle, Pocketbook. Albo niech przywrócą programy dla Kindle i udostępnią je dla wszystkich krajów, to będą powstawać narzędzia typu notatnik, kalendarz, organizer, szachy, i inne…

                0
              • bastard pisze:

                Obsługa archiwów zip to taka błahostka, że nawet o niej nie wspominałem.
                Do kompleksowej edycji stylów nie jest potrzebny podgląd. Czasem jest wygodniejszy, ale często po prostu zbyteczny.

                Mało jest obecnie ebooków (epub), które by wymagały jakiejś drastycznej obróbki. Chyba, że ktoś ma swoje prywatne zachcianki, ale wtedy można to wygodniej zrobić z poziomu komputera.
                Na czytniku przydałaby się opcja edycji CSS w awaryjnych przypadkach. Źle ustawione marginesy, język, interlinia, justowanie, na sztywno ustawiona rozdzielczość 800x600px itp
                Takie zmiany dałoby się wygodnie przeprowadzić na czytniku.

                0
    • RA pisze:

      Są takie urządzenia tylko, że nie mają wszystkich funkcji: Meet Earl – GPS, Najnowsze czytniki dostaną czterordzeniowe procesory z trochę podniesionym taktowaniem, akcelerometr ma kilka czytników nie pamiętam nazw, a kartę SIM włożyć w Onyx Phona. To wszystko w jednym urządzeniu to koszt, a ludzie płacący powyżej 300USD za urządzenie to mniejszość.

      0
  9. Martin pisze:

    Mam obecnie dwa kindle paperwhite III.
    Obydwa zarejestrowałem na jedno konto, mają tylko różne nazwy.
    I tutaj moje pytanie, czy kindle będą działały całkowicie niezależnie (oprócz wspólnej chmury amazon cloud) tzn. czy będę miał swoje statystyki czytania, woje postępy, a moja żona swoje.
    Mam nadzieję, że ktoś zrozumie o co mi chodzi ;)
    Czy powyższy pomysł jest najsensowniejszy jeśli chce łatwo i szybko wgrywać pozycje na obydwa czytniki?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Postęp tych samych książek z chmury będzie synchronizowany, tak więc jednoczesne czytanie jednej książki może być troszkę uciążliwe (regularne komunikaty że na drugim czytniku to skończono w miejscu X – całe szczęście można to zignorować).

      Statystyki do TimeToRead są liczone osobno na każdym z czytników.

      0
      • Borygo pisze:

        Na koncie Amazona można wyłączyć opcję synchronizacji książek (i nawet to zalecają w przypadku używania dwóch czytników). Ja mam 3 sztuki i każdy działa tak jakby osobno. Każdy ma osobny adres email na który mogę wysyłać książki bezpośrednio. Wszystko obsługiwane z jednego konta Amazona.

        0
    • Elisek pisze:

      Lepiej załóż Żonie osobne konto, po co kombinować :)

      0
  10. Elisek pisze:

    Moim zdaniem zamknięte systemy w czytnikach na tą chwile sa najlepsze. Jedna prosta przyczyna —> wydajność. Android jest zasobożerny i na takich podzespołach po pół roku zacząłby mulić nieubłaganie.

    Czytniki mają póki co służyć czytaniu i kindle spełnia się świetnie w tym zakresie. Jedyne co android mógłby pozwolić na jakieś innowacje w zakresie czytania pdfów czy też komiksów.

    0
    • bastard pisze:

      Trochę poplątałeś. Czytniki Amazona i te z Androidem działają na tym samym otwartym systemie (Linuksie). Różnica jest taka, że w czytnikach Kindle jest dedykowane oprogramowanie Linux/ARM, a na androidowych oprogramowanie jest uruchamiane z poziomu maszyny wirtualnej Dalvika, co znacząco wpływa na wydajność i zużycie energii.
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Dalvik_%28maszyna_wirtualna%29

      Samo oprogramowanie czytników w obu przypadkach jest zamknięte. W przypadku Androida ma się dostęp tylko do warstwy powyżej maszyny wirtualnej, więc wszystkie wady takiego rozwiązania i tak pozostają na zawsze.

      0
      • Ędriu pisze:

        Chyba coś poplątałeś z Androidem. Jest dostępny pełen kod źródłowy, zamknięte są tylko programy/usługi google. Czystego Androida możesz sobie zmodyfikować jak chcesz i zainstalować na jakim chcesz urządzeniu.

        0
        • bastard pisze:

          Otwarte jest tylko jądro i trochę bibliotek systemowych (głównie to co zostało zaczerpnięte z Linuksa), więc formalnie Android jest otwarty. Ale w praktyce okazuje się, że ta otwartość Androida to tylko złudzenie. Znajdź chociaż jedno urządzenie ARM (oczywiście poza samymi płytkami deweloperskimi), na którym sobie zainstalujesz Androida bazując na tych źródłach :)
          Zamknięte nie są tylko usługi Google. Zamknięte są wszystkie elementy odpowiedzialne za obsługę sprzętu czyli sterowniki i inne komponenty odpowiedzialne za dotyk, czujniki ruchu, GPS, komunikację GSM, interfejs użytkownika, w przypadku czytników zamknięte jest całe firmware, czyli całe oprogramowanie producenta zainstalowane na urządzeniu.
          Stąd się bierze problem aktualizacji oprogramowania na sprzęcie z Androidem.

          Otwartość Androida na czytniku oznacza tylko możliwość instalacji prostych, zasobożernych programików uruchamianych na maszynie wirtualnej.

          0
          • Ędriu pisze:

            W takim razie nie wiedziałem, przecież są dostępne „czyste” androidy, bez usług google, które normalnie działają na tabletach, telefonach.

            0
            • bastard pisze:

              Gdyby tak było, dałoby się je instalować na innych urządzeniach.
              Producent np telewizora dostarcza daną wersję Androida ze sterownikami na jakiś jeden konkretny sprzęt/model. Nie udostępnia w formie otwartej sterowników i swojego dodatkowego oprogramowania. Nie możesz sobie pobrać Androida z oficjalnej strony i zainstalować na swoim tablecie lub telewizorze bo nie zadziała bez zamkniętych komponentów od producenta, których ten nie udostępnia. Musiałbyś sam sobie je napisać a bez dokumentacji (bo jej tez nie udostępniają producenci) jest to niemożliwe.
              Swoje oprogramowanie bazujące na Linuksie pisze Pocketbook, ale nie jest tak dopracowane jak oprogramowanie w czytnikach Amazona. Oczywiście w obu przypadkach jest to oprogramowanie zamknięte i cieżko tam coś modyfikować.

              0
  11. Martin pisze:

    jeśli założę osobne konto to jak będzie wyglądać kwestia wgrywania książęk poprzez send to kndle ? oraz korzystanie z chmury?
    zależy mi żeby wgrywać książki jak najszybciej na obydwa czytniki

    0
    • Athame pisze:

      Nie będzie wyglądać. Dwa konta to dwa adresy e-mail (te Kindle’owe), więc wysyłać musisz dwa razy. Nie zadziała tu też współdzielenie rodzinne, bo to dotyczy tylko kontentu z Kindle Store.

      0
  12. Rosa pisze:

    Jeśli ten czytnik będzie na podobnym poziomie co artykuły GoodEReader, to radziłbym trzymać się od tego sprzętu z daleka…

    0
  13. Helio pisze:

    Ma może ktoś niepotrzebny kod na Woblink?

    0
  14. kanis pisze:

    Nie wiem jaki jest sens robić kolejny 6 calowy czytnik. Malo tego na rynku? Widziałem po komentarzach, że część osób chciałaby aby był np. wodoodporny albo miał większy ekran – ja sam jestem zresztą zwolennikiem 7, 8 cali, no ale z tego co twierdzą chłopaki z Goodereader to raczej nie wchodzi w grę, ponieważ koszty byłyby zbyt duże. Poza tym przy większym ekranie musieliby zastosować starszą technologię e-ink pearl, a wg nich krok wstecz to niezbyt dobry pomysł. Nie wiem co z tego wyjdzie ale jeśli o mnie chodzi, to nie widzę w tym sensu – tworzyć kolejne już urządzenie jakich multum na rynku.

    0
  15. HappyBlack pisze:

    Jak długo jeszcze trzeba będzie czekać na coś, co z powodzeniem zastąpi wysłużonego DXa?

    0
  16. WrobelCwirek pisze:

    Obawiam się, że wyjdzie hybryda, która żadnej funkcji nie będzie dobrze spełniała (na czytnik będzie za szybko baterię zjadać, na „bajery” będzie za wolne/słabe). 512 RAM… litości. Toż to za zegarek będzie mogło robić ewentualnie.

    0
  17. Jakec pisze:

    A ja bym chciał czytnik, który nadawałby się również do… sauny. Tzn. ktoś mi powie, czy jakiś czytnik wodoodporny wytrzyma również wysoką temperaturę?

    0
    • Athame pisze:

      Powinien wytrzymać, a jak nie to nie jest wodoodporny. W saunie najgroźniejsze dla zwykłych czytników jest przenikanie pary wodnej do środka (czego te wodoodporne nie powinny tolerować z definicji) i skraplanie się jej już na elementach elektronicznych.

      0
  18. Kaczus pisze:

    Jak już tak kombinują to powinni raczej pomyśleć właśnie o czytniku z większym ekranem za podobną cenę. Byłoby to bardziej kuszące… Jednak jak uzywam czytnik 6″ i 6.8″ to to 0.8″ robi jednak różnicę…

    0
  19. Helio pisze:

    Dzięki Gamper, niestety wygasła ich ważność… Pechowo, bo mam upatrzoną jedną książkę, a z kuponem jest prawie o 40% tańsza :)

    0
  20. KonradK pisze:

    Z całkiem innej beczki:
    Widzę, że pojawiły się powiadomienia o nowym komentarzu z bezpośrednim odnośnikiem do niego.
    Jako że sam kiedyś to postulowałem, teraz dziękuję.

    0
  21. violino pisze:

    Abstrahując od samego czytnika.. mnie w tym najbardziej niepokoi informacja, że jeśli kasy jednak NIE zbiorą, to ją mimo wszystko zatrzymają.
    Czyli co? Wystarczy popłynąć na fali, wymyślić coś „nowego” (bo jak czytam, to średnia nowość to będzie), ale z cechami wątpliwymi, ustawić jakąś zaporową kwotę do zebrania i… cieszyć się, że się jej w całości nie zebrało?
    Bo jak kojarzę polski portal tego typu, to tam kasa zostaje zwrócona w przypadku, jeśli nie zostanie zebrana pełna kwota.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.