Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Test Kobo Glo HD – jak wypada największy konkurent Kindle Paperwhite III?

kobo-ekran-glowny2

Przed Wami obszerny test Kobo Glo HD. Od razu uprzedzę, jaki będzie werdykt. To jeden z najlepszych czytników, jakie miałem w ręku.

Kanadyjska firma Kobo, będąca własnością koncernu Rakuten, to w zasadzie jedyny globalny konkurent Amazona. Był jeszcze Barnes & Noble z Nookiem – ale zalicza kolejne straty i wycofuje się z kolejnych rynków. Kobo natomiast zyskuje popularność. Kto jest na drugim miejscu, ten musi się bardziej starać. I to w opisywanym tutaj czytniku będzie widać bardzo wyraźnie.

Czytnik Kobo Glo HD (obecnie 109,99 EUR w amazon.de) został zaprezentowany wiosną 2015 roku i był pierwszym sześciocalowym modelem Kobo z ekranem wysokiej rozdzielczości. Jest to bezpośredni konkurent dla linii Kindle Paperwhite, a w szczególności dla Paperwhite III, który ma taki sam ekran.

Kobo nie kupimy oficjalnie w Polsce, ale pod koniec marca odkryłem, że ten model można kupić w niemieckim Amazonie i to z darmową dostawą do Polski. Postanowiłem zaryzykować i zamówiłem. Teraz postaram się ocenić, czy Kobo Glo HD to dobry zakup.

Co warto wiedzieć o Kobo Glo HD

W największym skrócie – porządny czytnik średniej klasy z oświetleniem.

Oto najważniejsze parametry czytnika:

  • Ekran o wielkości 6 cali i rozdzielczości 1448 x 1072 (300 ppi) – tak samo jak w Kindle Paperwhite III, Voyage, albo Oasis.
  • Podobnie jak Paperwhite – Kobo Glo HD nie ma żadnych klawiszy i obsługa jest w całości dotykowa.
  • Kobo obsługuje sporą liczbę formatów: EPUB (również z Adobe DRM), PDF, MOBI (stara wersja), TXT, HTML, RTF, CBZ, CBR. Skupiam się w tej recenzji na epubach.
  • Pamięć na pliki to około 3 GB, w przeciwieństwie do starszych urządzeń tej firmy, Kobo Glo HD nie ma gniazda karty microSD.
  • Czytnik ma wymiary 15,7 x 11,5 x 0,92 cm i waży 180 g.
  • Pod spodem działa system Android – ale nie ma możliwości instalacji zewnętrznych aplikacji.

Kobo Glo HD to jeden z trzech obecnych modeli Kobo i „środkowy” jeśli chodzi o cenę i możliwości. Dwa pozostałe:

  • Budżetowy Kobo Touch 2.0 (89,99 EUR) jest takim odpowiednikiem Kindle 7 – niższa rozdzielczość (800 x 600) i brak oświetlenia.
  • Droższy model Kobo Aura H2O (179 EUR) ma ekran 6,8″ o rozdzielczości 1448 x 1072 i jest wodoodporny, pisałem o nim przy okazji premiery we wrześniu 2014.

Pozostałe modele Kobo zamówimy również w niemieckim Amazonie z darmową wysyłką do Polski. Ich obsługa i oprogramowanie są bardzo podobne do Glo HD.

O czym warto wiedzieć przed lekturą i zakupem czytnika

Zacznę od paru uwag i założeń:

  • Artykuł piszę z punktu widzenia użytkownika Kindle – i choć nie jest to bezpośrednie porównanie, to w wielu miejscach zwracam uwagę na podobieństwa i różnice. Pamiętajmy też, że Kindle używam od 6 lat, Kobo od paru tygodni. Tak więc – nie, nie mogę być obiektywny, nawet jakbym chciał.
  • Firma Kobo nie jest obecna w Polsce. Nie zrealizujemy tu gwarancji producenta. Oczywiście ew. reklamacje można kierować do sprzedawcy. Przy kupnie w niemieckim Amazonie, obecna cena rzędu 500 zł jest dość konkurencyjna wobec Paperwhite, ale pamiętajmy, że gwarancja nie jest taka sama.
  • Jeden z naszych czytelników dodał pod niedawnym artykułem dość pokrzepiający komentarz – okazuje się, że Amazon bez problemu wymienił źle działający czytnik. Czyli w zasadzie tak jak przy Kindle.
  • Nie jest to pierwszy test Kobo na tym blogu. Dwa lata temu opisałem Kobo Mini – wtedy jego cena stała się na tyle atrakcyjna, że warto było kupić czytnik bez gwarancji. Tutaj też musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy ewentualne problemy z gwarancją są warte zakupu.
  • Przede mną Kobo Glo HD testował Cyfranek i warto również poczytać jego artykuł, bo zwracamy uwagę na różne aspekty.

Pierwsze wrażenia

W pudełku dostajemy to co zwykle przy każdym czytniku.

kobo-pudelko2

Kolejny kabelek USB służący do ładowania i przenoszenia plików z komputera, kilka ulotek, jest m.in. instrukcja resetowania czytnika przez włożenie igły do dziurki obok gniazda USB. Nie przydała się, bo Kobo ani razu mi się nie zawiesił.

Po krótkiej konfiguracji czytnik jest gotowy do pracy.

Wybieramy język (jest angielski, nie ma polskiego). Łączymy się z WIFI, logujemy na konto w sklepie Kobo (możemy je bez problemu założyć i kupować tam książki będąc w Polsce) i synchronizujemy nasze ewentualne zakupy. WIFI przyda się nawet jeśli nie kupujemy w księgarni producenta, bo czytnik ma przeglądarkę internetową i szczególnie ciekawą – integrację z serwisem Pocket.

Tak prezentuje się czytnik Kobo obok Paperwhite.

kobo-vs-paperwhite

Ekrany wyglądają na pierwszy rzut oka niemal identycznie.

Kobo Glo HD jest mniejszy i lżejszy niż Paperwhite – ale gdy się go trzyma, wydaje się dość masywny – to chyba przez dość grube pudełko obudowy – pod którą niewiele się kryje, bo jeśli zapukamy, usłyszymy głuchy odgłos. To wrażenie podobne jak przy teście Kindle 7.

Tylna część obudowy jest z perforowanego, gumowanego materiału, co ułatwia trzymanie.

kobo-tyl

Zbiera też straszliwie odciski palców, ale do tego przyzwyczailiśmy się w przypadku większości czytników.

Ramka wokół ekranu jest dość cienka, ale wystarczająca, aby trzymać czytnik nawet w dużych dłoniach.

Ekran jest osadzony dość głęboko, a dotyk działa na zasadzie podczerwieni, podobnie jak w Kindle 7. To oznacza, że ekranu można dotknąć czymkolwiek – a z czytnika możemy korzystać np. w rękawiczkach. Efektem ubocznym tej technologii jest błyszczący pasek sensora podczerwieni wokół ekranu – na słońcu trochę odbija światło.

Ekran

Tu nie mam wątpliwości – to najlepszy ekran e-czytnika, jaki kiedykolwiek widziałem, porównywalny jedynie z trzema czytnikami Kindle: Paperwhite, Voyage i Oasis. Czcionka – żyleta.

Ghosting (czyli powidoki atramentu, spotykane na każdym czytniku) jest raczej niezauważalny, pojawia się co najwyżej na obrazkach.

kobo-ghosting

W porównaniu do Paperwhite III oświetlenie jest mocniejsze – ale jego skala jest płynna i bez problemu da się ustawić satysfakcjonującą nas wartość. Barwa nieco zimniejsza niż w PW3, zbliżona do tej z Voyage.

Tu po lewej Glo HD, po prawej PW3.

kobo-vs-paperwhite-swiatlo

Kobo Glo HD ma pięć diod LED w porównaniu do czterech w Paperwhite III. Równomierność oświetlenia jest bardzo podobna, kto będzie się czepiał, znajdzie delikatne cienie na dole, ale nie ma co się nad tym rozwodzić.

Ekran główny

Na ekranie startowym czytnika zobaczymy kafelki, które odpowiadają temu, z czego ostatnio korzystaliśmy. W górnym lewym rogu znajduje się zawsze ostatnio czytana książka. Ale są też inne otwierane niedawno pozycje (wraz z informacją ile zostało do końca), kolekcje które otwieraliśmy, albo artykuły z Pocketa.

Oto dwa przykłady z tego samego dnia, a całkowicie odmienne.

screen_085_ekran_glowny_browser screen_055_glowna_jeszcze_raz

Ta zdolność dostosowania się ekranu głównego jest bardzo przydatna, choć może wprowadzić pewien chaos.

Jeśli chcę np. otworzyć listę książek – najlepiej skorzystać z menu: Library – Books, choć oczywiście mam bezpośredni link „Library” na ekranie – ale za każdym razem w innym miejscu.

Jednocześnie twórcy nie zapomnieli, że czytnik ma być końcówką mobilną sklepu Kobo Books – stąd okazjonalne rekomendacje – i przede wszystkim: wielkie pole wyszukiwania na górze, domyślnie przeszukujące księgarnię Kobo.

Można jednak przeszukać także zawartość czytnika. Podczas wpisywania mamy podpowiedzi – to tytuły książek oraz artykułów z Pocketa.

screen_111_wyszukiwanie_biblioteka

W przeciwieństwie do Kindle, Kobo nie potrafi przeszukiwać treści wszystkich książek na czytniku – a tylko aktualnie czytanej.

screen_113_wyszukiwanie_ksiazka

I co jest chyba błędem – wyszukiwanie byłem w stanie tylko uruchomić będąc już w książce – mimo tego, że na ekranie głównym można wybrać ostatnio czytany tytuł – nic nie zostanie znalezione.

Wróciwszy do ekranu głównego – propozycja Kobo podoba mi się znacznie bardziej niż to, co wprowadził Amazon przy aktualizacji 5.7.2. Widać, że starano się przygotować coś praktycznego. Inna sprawa, że ekran startowy Kindle można w ustawieniach wyłączyć i zamienić na zwykłą listę książek – ekranu Kobo wyłączyć się nie da.

Lista książek

Spośród wszystkich znanych mi czytników, Kobo ma najbardziej elegancką listę książek. Aż chce się ją przeglądać.

W widoku listy (List view) mamy po 5 pozycji – okładka, tytuł, autora, wielkość i typ pliku oraz postęp lektury.

screen_115_lista_ksiazek

W widoku okładek (Cover view) jest po 12 pozycji – i nie ma sytuacji powszechnej na Kindle, że jakaś okładka się nie wyświetla. Jeśli w pliku EPUB okładka jest, Kobo ją zawsze pokaże. Nie ma też najczęściej problemów z PDF.

screen_116_lista_ksiazek_okladki

Są standardowe opcje sortowania (tytuł, autor, typ pliku) i filtrowania (tylko przeczytane, tylko nieprzeczytane, tylko w trakcie czytania).

Organizacja e-booków

Kobo Glo HD zostawia nam do dyspozycji około 3 GB pamięci. W tym modelu zrezygnowano z gniazda na kartę SD – choć podobno sama pamięć czytnika znajduje się właśnie na karcie SD. Jeśli go rozbierzemy, byłaby możliwość podmiany na większą, oczywiście po sklonowaniu karty oryginalnej. Nie próbowałem i nie zalecam.

Kobo, podobnie jak Kindle, ignoruje foldery do których dodamy książki. Możemy je natomiast organizować w kolekcje.

Tworzenie i dodawanie książek do kolekcji przebiega podobnie jak na Kindle. Nadajemy nazwę, a potem z listy książek wybieramy tytuły do dodania.

screen_089_kolekcja_nowa screen_090_kolekcja_dodawanie

[Przy okazji – klawiatura nie obsługuje polskich liter].

A oto lista kolekcji i zawartość jednej z nich.

screen_091_lista_kolekcjiscreen_029_kolekcje_polityka

Kolekcje nie pałętają się razem z książkami – mają osobny widok: Library – My collections.

Kobo nie ma chmury takiej jak Kindle czy inkBOOK – czyli możliwości jakiegokolwiek przechowywania e-booków w sieci. Oczywiście książki zakupione w księgarni Kobo możemy usuwać z czytnika i pobierać ponownie. Będą się one też synchronizowały z aplikacjami Kobo, które możemy zainstalować na tabletach, telefonach – czy też… czytnikach inkBOOK.

Czytanie: format EPUB

Na początku przerzuciłem na czytnik kilkanaście książek z biblioteczki Calibre.

Pierwsze wrażenie: no, wreszcie to jakoś wygląda. Testując dotąd pliki EPUB na innych czytnikach liczyłem się z dużą losowością działania. Jeden mógł wyglądać fajnie, drugi źle. Jeszcze była kwestia wyboru aplikacji – coś, co wyglądało dobrze w FB Readerze, gorzej wypadało w Adobe Readerze – choć fakt, że w nowych inkBookach nie było już dużo powodów do narzekania.

Większość książek otwarta po raz pierwszy w Kobo wygląda co najmniej przyzwoicie. Oto przykład dla Futbol i cała reszta, z niedawnego QuickRage.

screen_043_futbol_epub

Do tego mamy potężny panel ustawień tekstu, który pojawi się po dotknięciu ekranu i wybraniu ikonki „Aa”.

screen_069_ustawienia_tekst  screen_021_fonty

Wybrać w nim możemy jeden z kilku krojów fontów (mój ulubiony to Georgia, jest też Caecilia znana z Kindle). Są też opcje zmiany marginesów, interlinii, wyrównania tekstu.

Funkcja, która zadowoli wszystkich estetów to możliwość dostosowania wyglądu każdej czcionki, dostępna pod linkiem „Advanced”. Wyregulujemy nie tylko rozmiar, ale i grubość. Zawsze jest podgląd i porównanie z aktualnymi ustawieniami.

screen_070_tekst_zaawansowany

Koniec narzekania, że tekst jest zbyt cienki. Wszystko da się ustawić.

Ważne są ustawienia marginesów bocznych – przy minimalnej wartości tekst rozlewany będzie od lewej do prawej krawędzi ekranu, przez co wykorzystuje się największą możliwą powierzchnię ekranu.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o zalety. Niestety, w książkach EPUB „prosto z księgarni”, ustawienia tekstu często nie działają. Po prostu.

Jak się przekonałem – może nie działać cokolwiek, poza rozmiarem czcionki. Nie można np. zmienić kroju czcionki, interlinii i marginesu. Czasami nie działa jedna opcja, czasami kilka jednocześnie.

Przykładowo – tutaj próbuję zmienić interlinię – niestety niezależnie od wartości, jest tak samo.

screen_045_line_spacing_duza  screen_046_line_spacing_mala

Najczęściej dotyczy to książek z osadzonymi fontami. Wygląda na to, że Kobo nie umie wtedy nadpisać stylów związanych z wyglądem tekstu.

I w ten oto sposób Kobo sprowadził mnie brutalnie na ziemię i przypomniał o tych samych problemach, jakie miałem przez lata, korzystając choćby z Onyxa. Nie jest to wina samego czytnika, a raczej konstrukcji plików EPUB – no, ale liczy się ostateczny efekt. Całe szczęście będzie można temu zapobiec – o tym dalej. Pojawiały się też sporadyczne problemy z polskimi znakami przy wyborze niektórych krojów.

Było też coś, co mnie zaskoczyło jeszcze bardziej i z czym podczas testów Kobo Mini się nie spotkałem: spowolnienia przy zmianie strony. To zależy mocno od książki. W niektórych zmiana strony następuje natychmiast – w innych po dotknięciu ekranu poczekać trzeba może z sekundę. Nie na tyle, aby to bardzo przeszkadzało – na tyle, aby zwrócić na to uwagę. Zauważyłem, że bardziej na spowolnienia podatne są książki z dodanymi podziałami wyrazów.

Kobo EPUB na kłopoty

Jaki jest sposób na problemy z EPUB? KEPUB! Czyli format „Kobo ePub” stworzony przez producenta na potrzeby tego czytnika.

Nowy format możemy wygenerować przy pomocy programu Calibre, do którego zainteresowani wgrają wtyczkę KePub Output. Alternatywnie można też korzystać z wtyczki Kobo Touch Extended Driver, która tę konwersję robi automatycznie na etapie wysyłki do czytnika.

Konwersja wygląda tak samo jak z EPUB do MOBI, tylko że jako format docelowy wybieramy KEPUB. Mamy do wyboru różne opcje, jak np. włączenie podziału wyrazów i podział dużych plików HTML wewnątrz epubów na mniejsze – to ma chyba spory wpływ na wydajność.

kepub-konwersja

I rzeczywiście – plik skonwertowany do KEPUB nie tylko otwiera się szybciej, szybciej zmieniają się też strony. Nowy format daje też dodatkowe możliwości, takie same jakie są w książkach kupionych w sklepie Kobo.

Przede wszystkim zaczynają działać wszystkie ustawienia tekstu. W przykładowym „Futbol i cała reszta” w formacie EPUB niezmienna pozostawała interlinia – po konwersji do KEPUB nie ma już z tym kłopotu.

Z nowych funkcji wyróżniają się obszerne statystyki książki. Ile czasu zajmie nam lektura książki, ile obecny rozdział, ile następny rozdział!

screen_044_kepub_statystyki

Są też podsumowania – ile czasu spędziliśmy w książce i całej biblioteczce.

screen_087_statystyki

To wymarzona rzecz dla kogoś, kto chce się motywować ilościowo, tym bardziej że za przeczytane książki Kobo będzie dawało nam nagrody! Tę funkcję opiszę kiedyś osobno (jak parę tych nagród uzbieram), bo jest naprawdę unikatowa.

Pliki KEPUB mają też informację pokazującą postęp w książce, odpowiednik kindlowego Time To Read – widzimy ją zawsze na dole ekranu.

screen_042_futbol_kepub

Domyślnie widzimy liczbę stron do końca bieżącego rozdziału – można to jednak w ustawieniach (Reading settings / Reading Progress) zmienić na liczbę minut, do końca rozdziału lub całej książki.

screen_066_reading-settings1

Szkoda tylko, że ta informacja zajmuje aż tak dużo cennego miejsca na dole ekranu. Aż chciałoby się powiedzieć – zróbcie tak jak na Kindle czy w aplikacji Legimi, gdzie ta liczba znajduje się po prostu na dole w rogu.

Nagłówka (z tytułem książki) i stopki (z informacjami o postępie) można się pozbyć, edytując plik .kobo/Kobo/Kobo eReader.conf na czytniku i dodając linijkę:

[FeatureSettings]
FullScreenReading=true

Zmiana ta sprawi, że w „Reading Settings” pojawi się opcja „Show header and footer” – czyli możliwość wyłączenia nagłówka i stopki.

screen_120_ustaweinia_czytanie_header

Pozbywamy się jednocześnie informacji o liczbie stron oraz czasie do końca (w plikach KEPUB). Ale coś za coś.

Pamiętajmy jednak, że do tego wszystkiego potrzebujemy formatu KEPUB.

Okazuje się więc, że chcąc uzyskać optymalne efekty – podobnie jak przy Kindle – nie obejdziemy się bez konwersji. Burzy to pewien mit, w który sporo osób chce wierzyć – że format EPUB przez swoją otwartość jest „lepszy”.

Nawigacja i słownik

Spis treści otwiera się w okienku – i co istotne przy bardziej skomplikowanych książkach, ma on jeden poziom. Ewentualne niższe poziomy zostają spłaszczone. Efektem tego jest długość spisu treści – np. tutaj niedawna premiera z Ebookpoint – Sztuka rozpoczynania 2.0 – spis treści liczy sobie 18 stron…

screen_023_spis_tresci screen_072_spis_tresci16stron

W każdej książce mamy do dyspozycji możliwość szybkiego przejścia do kolejnego rozdziału czy dowolnego miejsca w książce. Troszkę jak Page Flip na Kindle, chociaż bez podglądu stron.

W książkach anglojęzycznych działa bez problemu słownik angielsko-angielski.

screen_094_slownik

Słownika angielsko-polskiego bezpośrednio nie wgramy. Jest metoda opisana przez Cyfranka, aby podmienić jeden ze słowników systemowych, tak, że angielsko-polski będzie udawał np. angielsko-portugalski. Nie testowałem jej

Bardzo sprawnie działa sprawdzanie definicji w Wikipedii, choć w przeciwieństwie do Kindle – Kobo zawsze korzysta z Wikipedii angielskiej i nie zauważa, że książka jest po polsku.

screen_097_wikipedia screen_098_wikipedia_okno

Na polską Wikipedię możemy jednak się przełączyć, znów korzystając z ustawień w pliku ereader.conf – zmieniamy tam CurrentLocale=en_US na CurrentLocale=pl_PL – po czym restartujemy czytnik.

Nie jest też tak, że zaciągnięty zostaje fragment definicji – otwiera się po prostu okno z mobilną wersją Wikipedii.

Czytanie: format PDF

Kobo otwiera pliki PDF, działają one dość szybko, ale obsługa PDF jest bardzo podstawowa. Przy otwarciu nie są przycinane marginesy – mamy ot, taką miniaturkę, do czytania z lupą.

screen_101_pdf_zwykly

Można ją próbować powiększyć.

screen_104_pdf_opcje-powiekszenia screen_102_pdf_proba-powiekszenia

Mamy możliwość dopasowania pliku do wysokości czy szerokości, a także przekręcenie (tryb landscape).

screen_105_pdf-landscape

Działa to natomiast dość kiepsko – w paru testowanych PDF-ach nie byłem w stanie ustawić sobie takiej szerokości pliku, aby wypełniał cały ekran.

Brakuje trybu kolumnowego, obecnego w Kindle, PocketBooku czy inkBooku, nie mówiąc o obcinaniu marginesów czy reflow. Nie działają też słowniki, ani możliwość podkreślania.

Podsumowując – czytanie PDF-ów, które nie są doskonale widoczne na 6-calowym ekranie będzie dość męczące.

Czytanie: format MOBI [uzupełnienie]

Poproszono mnie jeszcze o podanie, jak działa format MOBI – skoro czytnik obsługuje tyle formatów, może da się przesiąść na Kobo z Kindle bez konwersji?

No i niestety nie. W MOBI nie zauważyłem wprawdzie problemów z ustawianiem czcionek takich jak EPUB, ale same książki są często błędnie wyświetlane, ot np. mamy cały rozdział pogrubioną kursywą…

screen_123_kobo_mobi

Nie działa też spis treści. Parę książek, np. z O’Reilly w ogóle się nie otworzyło.

Dlatego jeśli mamy zamiar przesiadać się z Kindle – raczej nie ominie nas konwersja wszystkiego do formatu KEPUB.

Przypadek MOBI potwierdza to, co pisałem już kiedyś przy testach innych czytników. Obsługa wielu formatów jest często iluzją, stworzoną na potrzeby marketingu, bo jest bardzo trudno, aby czytnik radził sobie tak samo dobrze z każdym.

Pocket

Krótkie wyjaśnienie – Pocket to popularne narzędzie do czytania odroczonego. Znajdziemy w internecie artykuł, który chcemy przeczytać, ale nie mamy na to czasu. Dodajemy go do aplikacji Pocket (a odpowiedni przycisk jest od niedawna fabrycznie np. Firefoksie) i wracamy w wolnej chwili. Kobo pozwala na czytanie artykułów z Pocketa bezpośrednio na czytniku.

Po zalogowaniu widzimy listę naszych artykułów – w dwóch układach – lista tekstowa, albo z obrazkami.

screen_026_pocket_lista  screen_056_pocket_okladki

Zwróćmy uwagę, że na liście tekstowej jest też estymowany czas czytania. W sam raz na krótką przerwę w pracy, albo dwa przystanki w autobusie.

Wybieramy artykuł i… czytamy. :-) Każdy artykuł wygląda jak książka – widzimy nawet liczbę stron.

screen_025_pocket_artykul

Po zakończeniu czytania możemy zdecydować, co będzie dalej z artykułem – zapiszemy do ulubionych, zarchiwizujemy, albo usuniemy całkiem.

screen_064_pocket_koniec

Oczywiście są alternatywy dla Pocketa na innych czytnikach:

  • Na czytnikach z Androidem (Onyx, inkBook) możemy również odpalić aplikacje Pocket czy Instapaper, choć nie działają tak sprawnie jak natywna aplikacja Kobo.
  • Na Kindle można skorzystać z serwisów p2k.co, albo crofflr, które artykuły z Pocketa wysyłają na kindlowego maila. Ja od wielu lat używam Instapaper i w każdy piątek rano dostaję gazetkę z nowymi artykułami dodanymi w ciągu tygodnia.

Ale łatwość korzystania z Pocketa na Kobo jest tak dobra, że przewyższa konkurentów. Co ważne – Pocket działa również offline – wtedy po prostu nie synchronizuje się z serwerem i nie pobiera nowych artykułów.

Przeglądarka internetowa

Kobo Glo HD ma wbudowaną przeglądarkę internetową, ale próżno jej szukać w głównym menu czytnika. Otworzymy ją dopiero przez wejście do ustawień (Settings) i wybranie „Beta Features”. Widać wyraźnie, że producent nie chce się nią chwalić.

Przeglądarka działa dość sprawnie, choć wolno. Irytuje ciągłe miganie ekranu do czasu pełnego załadowania strony. Jednak Google czy strony mobilne powinny wczytywać się prawidłowo. Mniej więcej tak.

screen_079_google  screen_080_swiat_strona

Bardzo mi się spodobała możliwość ustawienia wielkości tekstu dostępna w dolnym menu. Niby oczywiste, ale na Kindle jej nie ma, z kolei na inkBOOKu jest głęboko schowana w ustawieniach.

Jeszcze ważniejsza jest funkcja dodania aktualnie czytanej strony tekstu do Pocketa. Daje to nie tylko możliwość przeczytania artykułu później, ale i w lepszym formatowaniu.

Tu przykładowo – artykuł z naszej strony z testem Kobo Mini najpierw w przeglądarce, a chwilę później w aplikacji Pocket.

screen_082_opcje_kobo_mini_2  screen_083_kobo_mini_pocket

Takie współdziałanie jest dla mnie dowodem, że projektanci czytnika Kobo myślą całościowo, tworzą system, którego elementy są dopasowane do siebie i współpracują ze sobą.

Sklep Kobo

O sklepie Kobo Books nie będę się rozwodził za dużo – bo z niego nie korzystałem. Wiem, że ceny są zbliżone do Amazona, choć bywają często promocje rabatowe. Użytkownicy Mobileread wymieniają się często kodami rabatowymi, a wątek z tymi kodami liczy – bagatela – 1045 stron.

Oczywiście książki można kupować bezpośrednio na czytniku – o ile mamy kartę podpiętą pod nasze konto. Z pobieżnego przeglądu widzę, że integracja poszła bardzo dobrze. Oto jak wygląda strona główna.

screen_088_sklep

A tak wyglądają rekomendacje – wyświetlane są w formie karuzeli z krótkim opisem książki.

screen_033_rekomendacje2 screen_031_rekomendacje1

Prezentuje się to bardziej przekonująco niż Kindle Store na czytnikach z Amazonu. Powtórzę – kto jest na drugim miejscu, ten się musi bardziej starać…

Wygaszacz ekranu

I na końcu rzecz, która mi się zawsze bardzo podobała w innych czytnikach – a którą ma też Kobo. Po uśpieniu czytnika, zobaczymy okładkę aktualnej książki, albo – jak w poniższym przypadku – artykułu z Pocketa.

screen_007_zrzut_ekranowy

To drobiazg, ale doskonale przypomina o tym, co akurat czytamy.

Bateria [Uzupełnienie]

Zapomniałem wspomnieć o baterii – ale trzyma na tyle długo, że nawet o niej nie pomyślałem. :-) Czytnik w pełni ładowałem dotąd chyba raz, poza tym doładowywał się po podłączeniu do komputera.

Przy regularnym używaniu bateria powinna wytrzymać parę tygodni, podobnie jak w przypadku Kindle. Jeśli nie korzystamy z Pocketa i nie sprawdzamy definicji w Wikipedii, można spokojnie wyłączyć WIFI.

Podsumowanie

Po paru tygodniach korzystania z Kobo Glo HD mogę powiedzieć bez wątpliwości – to jeden z najlepszych czytników na świecie. Bardzo ceniony przeze mnie niemiecki portal Allesebook.de dał w swoim teście wysoką ocenę 1,3 (w skali 1-5) – taką samą jak Paperwhite III. Rzeczywiście, czytniki są porównywalne.

Da się podczas korzystania z Kobo zauważyć liczne podobieństwa do Kindle. W filozofii obsługi, w skupieniu na czytelniku – aby temu było jak najwygodniej. Chociaż nieraz chciałbym, aby w danej sytuacji Kindle działał właśnie tak jak Kobo. Układ ekranu głównego, wygląd listy książek, formatowanie tekstu, eksponowanie kolekcji – to wygląda tu bardzo dobrze.

Nie przesiądę się z Kindle, bo Kobo nie ma bezprzewodowej wysyłki, również nie bardzo mi się podoba działanie EPUB bez przerabiania. O ile na Kindle tworzę własne MOBI aby uzyskać pożądany wygląd – to na Kobo konwersja do KEPUB może być konieczna, bo inaczej książki działają zbyt wolno.

Dla kogo jest zatem Kobo Glo HD?

  • Dla osoby, która chce czytać wyłącznie książki w formacie EPUB, ale dla najlepszego efektu gotowa jest tworzyć sobie KEPUB.
  • Dla zaangażowanych użytkowników Pocketa.
  • Dla kupujących regularnie e-booki w sklepie Kobo Store.

Jeśli macie jakieś wątpliwości czy pytania, zapraszam do komentarzy. A może kupiliście ten czytnik, np. w promocji niemieckiego Amazonu? Jak go oceniacie?

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Rynek czytników i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

90 odpowiedzi na „Test Kobo Glo HD – jak wypada największy konkurent Kindle Paperwhite III?

  1. ihor_999 pisze:

    dzięki za tekst – od jakiegoś czasu myślę o przesiadce z classica na coś nowszego. Do tej pory myślałem o PW3, teraz Kobo dopisuję do listy. I dalej myślę :D

    1
  2. karroryfer pisze:

    może biorąc pod uwagę standardową cene Kindla PW3 to jest faktycznie alternatywa – ale biorąc pod uwagę że Amazon robi jednak promocje na PW3 to już raczej mało sensowny wybór.
    Swoją drogą to dziwi mnie że nie ba sensownych czytników na Androidzie – z pełną obłsugą google play itp. Faktycznie może większość z aplikacji nie jest do epapieru dostosowana ale też może to jednak właściciel mógłby decydować co jest dla niego akceptowalne.

    PS. Na marginesie ewentualnych problemów serwisowych – to własnie ( po 11 miesiącach ) padł mi InkBook z Legimi. Ekran nie reaguje tak jakby czytnik się nie właczała.
    Są też na nim pionowe i poziome smugi – podobno wyglądają jak po pęknięciu ( tak powiedziął serwis po wysłaniu fotki ) tyle że czytnik był cały czas w etui i nie był uderzony Był po prostu jak często w plecaku i po prostu pewnego razu po wyjęciu przestał działać Zresztą też nie ma żadnych innych śladów mechanicznego uszkodznia.
    Zgłosiłem do Legimi – był kurier i zabrał ale na razie brak info.
    Czy macie jakieś doświadczenia tego typu – jak sprawuje się serwis Legimi. Czy będą mi wmawiać mechaniczne aby uniknąć naprawy gwarancyjnej czy wręcz przeciwnie. ?
    Piszę o tym tutaj bo – podobno – z Kindle nie ma tego problemów natomiast z testowanym Kobo trudno orzec na podstawie jednostkowych przypadków.
    Ale dowiedziałme się że ekrany ebooków są generalnie o wiele wrażliwsze niż nawet najtańszych tabletów więc sprawa realizacji gwarancji jest ważniejsza.

    0
    • Athame pisze:

      Android jest zasobożerny. To bariera dla największych firm. E-ink to nie LCD, a 99,99% aplikacji dla Androida jest tworzona pod ekrany LCD. Poważne firmy o tym wiedzą, chińczyki cośtam wypuszczają.

      Ten Android w Kobo czy Tolino nie ma nic wspólnego (no dobra – też Linux) z Androidem smartfonowym. Nawet libc jest w innej implementacji (różniącej się instrukcjami).

      3
      • karroryfer pisze:

        No własnie o tym piszę że brak jest normalnego androida.
        Nie zgodzę się że 99.995. Przecież kalendarz czy klienty poczty / RSS itp spokojnie mógłby działać na E-ink.
        A na Inkbooku android wcale nie był taki różny – sporo aplikacji można było zainstalować z sklepu amazonu – więc po co ograniczenia ze sklepem Google ???

        PS. Nowe androidy zwłaszcza 6 coraz lepiej sobie radzą z oszczędzaniem energi.

        0
        • Athame pisze:

          Nawet kalendarze mają różne animacje, bo dla LCD to nie problem.

          Na InkBooku jest Android smartfonowy i ma wszystkie wady takiego połączenia. Inne firmy jak Kobo czy Tolino mają „pod spodem” linuksa, miejscami podpisanego jako Android, a niekoniecznie nim będącym.

          0
        • omszały głaz pisze:

          Witam wszystkich.
          Sklep Google, Drive itp nie działają na inkBook-u bo nie można utworzyć na nim konta Google. Mnie zależało na chmurze Drive – rozwiązałem to w ten sposób, że ścignąłem na komp Firefoxa dla Andka, przekopiowałem do Obsidiana i zainstalowałem. Z Firefoxa już spokojnie się zalogowałem na Drive – działa. Drive jest szybki i świetnie się nadaje na współdzieloną z przyjaciółmi bibliotekę ;)

          0
    • Robert Drózd pisze:

      Wydaje mi się, że akurat cena nie powinna być kryterium wyboru między dwoma modelami które jednak się różnią i to różnica większa niż np. 20 euro. :-)

      Co do inkBooka – tam serwis robi wciąż ArtaTech, ale Legimi zdaje się że próbuje wszystkiego, aby klient był zadowolony.

      1
    • rudy102 pisze:

      Ostatnio czytałem historię użytkownika inkBooka, któremu wylał się ekran. Janusze z Arta Tech oczywiście próbowali go oszukać wmawiając, że sam popsuł i mogą mu wymienić ekran za kilkaset złotych. Napisał wkurzony do Legimi a ci mu przysłali nowy czytnik. Także na twoim miejscu bym się nie bał.
      Ja mam inkBooka kupionego poza Legimi i wiedząc jak bardzo polskie podejście do klienta ma Arta Tech bardzo się boję awarii..

      0
  3. Athame pisze:

    Z mojej perspektywy wygląda to tak: sprzętowo Kobo > Kindle. Software: lipna obsługa słownika (oczywiście innego niż standardowe). Obsługa PDF w porównaniu do Kindle to ponury żart. Z wszystkich obsługiwanych formatów jedynym sensownym jest mocno niestandardowy KEPUB. Po zapoznaniu się z formatem KFX i nowym PageFlip nie wyobrażam sobie braku takiej funkcji w czytniku (semi)premium.

    Kobo u mnie ma dyskwalifikację, że względu na PDF-y i konieczność konwertowania wszystkiego (chyba że zadowala nas bylejakość). Jeśli dla kogoś to nieistotne to Glo HD może być silnym konkurentem dla PW3.

    No i uwaga związana z artykułem: w MOBI (KF8 i KFX także) okładka o ile jest, to wyświetla się zawsze. To że różni „artyści” nie potrafią przygotować pliku tak, by przy wysyłce mailowej nie utrącało okładki, świadczy wyłącznie o kompetencjach takich twórców.

    3
    • quiris pisze:

      Mógłbym prosić o ten magiczny/niemagiczny przepis, jak uzyskać miniatury okładek dla plików w KF8 pobieranych z amazonowej chmury?

      Wg mnie, raczej tych miniatur „zawsze” nie będzie.

      5
      • Athame pisze:

        A to niby czemu. Wystarczy mieć obrazek JPG lub PNG (bez przezroczystości) w rozmiarze zgodnym z APG (ok. 2K). Kompilacja kindlkegen-em i okładka jest. Najczęściej brakuje tego pierwszego.

        1
        • quiris pisze:

          Tak się zastanawiam, czy ty korzystałeś kiedyś z Send to Kindle i widziałeś jak to się wyświetla po pobraniu na czytnik? Bo mam wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach…

          Gdyby to było takie proste jak piszesz, to niepotrzebne byłoby to: https://github.com/quiris11/ExtractCoverThumbs

          0
          • Athame pisze:

            Korzystałem, głównie do testów, bo wolę jednak po kablu. W wolnej chwili przygotuje jakiś KF8 do zweryfikowania, ale to za parę dni.

            0
        • quiris pisze:

          No chyba, że czegoś nie wiem, to w takim razie poproszę o sampla z tą magiczną okładką, żebym mógł sprawdzić, że po wysłaniu Send to Kindle na mój czytnik zobaczę okładkę.

          0
  4. norko pisze:

    Posiadam Kobo z promocji Amazona przez Roberta opisywanej. Jak dla mnie czytnik idealny. Rozumiem przez to spełnianie funkcji głównej czytanie książek w sposób płynny i pozwalający skupić sie na lekturze a nie obsłudze urządzenia. Nawet wygląd strony z większą stopką i nagłówkiem przypomina „tradycyjną” stronicę. Co do słowników wspominałem na forum w innym wątku o skutecznym sposobie instalacji tu opisanym : Zobacz wątek – Kobo glo hd • eKsiążki http://forum.eksiazki.org/kobo-f185/kobo-glo-hd-t15853-15.html .
    Nadto Kobo obsługuje polską Wikipedię i domyślnie wyświetla jej hasła po drobnej zmianie w pliku ereader.conf wpisu CurrentLocale=en_US na CurrentLocale=pl_PL. Zmiana ta wyświetla też datę po polsku i zegar w formacie 24h. Sposób znaleziony dzięki mądrzejszym ode mnie użytkownikom forum eksiazki a także Cyfrankowi :).
    Co do bezprzewodowego wgrywania plików jest jeden sposób dla „wytrwałych” przy użyciu darmowych „chmur” i przeglądarki Kobo.
    Powtórzę raz jeszcze – osobiście cieszę się moim Kobo jako nośnikiem treści pisanej i mam nadzieję na długoletni związek .
    Dzięki Robercie za recenzję!

    3
    • Robert Drózd pisze:

      Co do CurrentLocale=pl_PL, wiedziałem o tym sposobie – ale testowałem u siebie i nic się nie zmieniło. :( Ale jeszcze spróbuję.

      0
      • Cyfranek pisze:

        Co do CurrentLocale=pl_PL, wiedziałem o tym sposobie – ale testowałem u siebie nic się nie zmieniło. :( – u mnie po zmianie kraju automatycznie zaczęła się otwierać polska Wikipedia. To działa dopiero po restarcie.

        0
    • Mietek pisze:

      Popieram Twoją wypowiedź całkowicie.
      Kobo jest dobrym czytnikiem dla osób, które nie są zainteresowane grzebaniem w bebechach. Ale jeśli ktoś jest chętny poświęcić dwie godzinki na wgranie patchów, słowników i wykonanie kilku innych zmian konfiguracyjnych, to staje się naprawdę super urządzeniem, w którym wiele rzeczy można ustawić sobie dowolnie. Polecam forum mobileread.com

      1
  5. Cyfranek pisze:

    Do kultury pracy z Kobo należy zaliczyć „na plus” jeszcze regulację poziomu oświetlenia przy pomocy gestu wzdłuż lewej krawędzi ekranu – góra/dół. Bardzo wygodne, gdy co jakiś czas trzeba rozjaśnić czy przyciemnić np. podczas jazdy autobusem.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      A to jest ciekawe, bo ten gest przestał mi działać ostatnio, może dlatego że mam włączone robienie zrzutów ekranowych?

      0
  6. alek pisze:

    Uzywam KOBO AURA HD i właściwie odczucia co do uzytkowania KOBO mam podobne jak autor w opisie do Glo HD (oprócz ekranu bo Aura HD jest troche wiekszy, ale i technologia troszke gorsza). Tak naprawde to do czytania niezbedne sa trzy formaty: EPUB,MOBI i PDF, reszte moga producenci odpuscic.
    Ale przyznaje ze przy PDF w Kindle mozna bylo ładnie strone podzielic na ekranie, co w Kobo jest niemozliwe, natomiast sam wyglad zalezy od pliku PDF: sa idealnie przygotowane, a te ktore nie sa osobiscie przycinam specjalnym programem.

    Czekam teraz na cos nowego zblizonego do 8 cali z rozdzielczoscia min. 1600 x 1200 aby lepiej pasowala do pdf

    0
  7. hipciu pisze:

    A jak wygląda konwersja MOBI to KEPUB? Działa to jako tako?

    Przy okazji, na stronie producenta znalazłem, że MOBI również jest obsługiwane. Prawda to?

    0
    • hipciu pisze:

      Oj, nie doczytałem w tekście, że MOBI działa. Niedopatrzenie moje!

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Padło już pytanie na FB, więc dopisałem krótki opis działania MOBI. Działa tak sobie.

      MOBI->KEPUB nie konwertowałem, ale generalnie konwersja MOBI->EPUB przebiega bez problemu, więc i z wariantem dla Kobo powinno być OK.

      1
  8. Qfwfq pisze:

    Świetny artykuł. Ale jak długo trzyma bateria?

    0
  9. Queven pisze:

    Ja do kobo się zawiodłem przy czytaniu dużych książek z przypisami problem występował u mnie przy królach przeklętych (wydanie 3 tomowe z konwertowane do kepub), kliknięcie przypisu powodowało zawieszenie się czytnika w najgorszym wypadku w najlepszym wyświetlenie informacji i błędzie i wyjściu z książki. Może to problem dotyczył mojego modelu a może nie jak ktoś może niech sprawdzi :).

    0
  10. jan pisze:

    „Podobno jak Paperwhite” Podobno? ;)

    0
  11. suonik pisze:

    Fajny test. Czy przewidujesz, Robercie, jakieś testy urządzeń Tolino w niedalekiej przyszłości?

    1
    • Robert Drózd pisze:

      W tym momencie nie. Tolino jeszcze bardziej niż Kobo jest zamknięte na inne rynki. Ale Cyfranek u siebie na blogu testował modele Shine i Vision.

      1
  12. Marcin pisze:

    Czekam na coś klasy PW3 ale z obsługą abonamentu Legimi.

    5
    • Krzysztof pisze:

      Tolino ? ;)

      Niestety trzeba trochę pogrzebać, żeby Legimi dało się uruchomić – ale działa bez (zauważalnych ? ;) problemów.
      Problemem jest za to oberżnięty interfejs Androida na Tolino- trzeba zainstalować emulację przycisków na ekranie – doskwiera głównie brak „Home”.
      Btw: sam czytnik sprzętowo bardzo przypomina Kobo (można znaleźć zdjęcia gdzie leżą obok siebie – nawet układ komponentów na płycie głównej bardzo podobny).

      0
  13. mariano pisze:

    Dla mnie np. sporym minusem jest brak wyszukiwania słowa we wszystkich pozycjach na czytniku (mimo ograniczeń językowych dla ogonków pl), rozbudowane statystyki czy formatowanie tekstu są oczywiście fajne, ale nie na tyle żeby w wypadku padu PWIII rozważać…

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Niestety tu Kindle chyba jest jedynym czytnikiem, który indeksuje całą zawartość pamięci.

      0
      • Athame pisze:

        Niestety tylko Kindle jest czytnikiem, który spodoba się moderowi/hackerowi, normalnej osobie średniotechnicznej i osobom starszym / nietechnicznym jednocześnie. Domyślne ustawienia są przyzwoite. System stabilny z bardzo dobrą obsługą wszystkich wspieranych formatów (sytuacja niespotykana u konkurencji).

        1
        • Robert Drózd pisze:

          Jak patrzę na Mobileread, potencjał hakowania Kobo też jest spory, np. da się tam odpalić KoReader do PDF.

          0
        • W. pisze:

          Z dobrą obsługą formatów z wyjątkiem periodyków, szczególnie wydajnościowo jak się trzyma z kilkadziesiąt numerów na czytniku. Zresztą przy kilku numerach też jest to słabe, bo typografia została w tyle i nic z tym chyba nie robią.

          0
  14. Tomm pisze:

    Porzadny sprzet, ale mimo wszystko wole Kindle z cala masa jego zalet i kilkoma wadami. Wysylka bezprzewodowa, send to kindle z poziomu telefonu czy przegladarki to obecnie dla mnie must have i dopoki nie pojawi sie czytnik obslugujacy sprawnie pdf sie nie przesiade.

    0
  15. Pl8419 pisze:

    Mały drobiazg, ale wymiary w tekście chyba zawierają nieścisłość (11.5/9/15.7 cm) – grubość?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Racja, efekt zbyt szybkiego przeklejania :)

      Powinno być: 15,7 x 11,5 x 0,92 cm (długość, szerokość, grubość).

      0
  16. isaak pisze:

    Mając Kobo Aura HD i Kindle Pawerwhite 3 bez wachania wybieram Kobo, ma fantastyczny interfejs a do tego obsługuje .epub który moim zdaniem wygląda lepiej niż .mobi, jednak w dużej mierze korzystam z KP3 bo nie chce mi się podłączać czytnika do komputera więc siłą rzeczy wygrywa wygoda.

    0
  17. Su pisze:

    Mam Kobo Aura H2O i Kobo Glo HD. Kindla używam jeszcze tylko z jednego powodu – My clippings. Niestety w Kobo zaznaczenia są tylko w książce – jeśli książkę skasujemy – znikają zaznaczenia.
    Jeżeli chodzi o pdf, to w Kobo Aura H2O działają bez zarzutu.
    Chmura w Amazonie jest niestety przereklamowana – w pewnym momencie zauważyłam, że większość plików przesłanych przez chmurę (zarówno przerabianych przez calibre jak i nieprzerabianych) wygląda inaczej niż przed przesłaniem, np. gubią justowanie albo czcionkę wydawcy. Od tego czasu wszystkie mobi w Kindlu wgrywam przez kabel.
    Wygląd książek w Kobo jak dla mnie bije Kindla na głowę. W Kobo używam tylko formatu kepub. Przyzwyczaiłam się do stopki i nagłówka, do widoku numerów stron w ramach rozdziałów.
    Także jeśli Kobo wprowadzi „My clippings”, to Kindla używać nie będę.

    1
    • Athame pisze:

      Amazon przerabia wysłane MOBI tylko kiedy są niezgodne z APG. Po kablu przechodzą nawet style CSS, które teoretycznie nie są obsługiwane, a w praktyce działają bez problemu. Przy wysyłce mailowej poucina je. To jest drobny problem (większość CSS-a jest wspierana, a braki dotyczą mechanizmów niszowych) w formacie KF8, ale przy KFX już nie, bo tu cały ebook tłumaczony jest na kod JSON, a ten format jest w Kindle wspierany w 101% (całą specyfikacja + parę instrukcji dodatkowych).

      0
      • quiris pisze:

        Bzdura. Możesz zrobić w 100% plik zgodny z wytycznymi Amazonu, a oni i tak ci wytną osadzone fonty. Dlaczego? Bo np. nie zdefiniowałeś głównego fontu w CSS dla znacznika body. A co jest głównym fontem wg Amazonu. Jest to ten font, w którym będzie wyświetlane ponad 50% tekstu. A czy masz to zapisane w tym „osławionym” APG? Oczywiście, że nie. Taką informację udało mi się wydobyć po wielu tygodniach upierdliwego dopominania się o wyjaśnienia i odbijania się od kompletnie odmóźdżonych frontmenów na czacie Amazonu, którzy nie potrafią wyjść ponad swoje schematy.

        0
        • Athame pisze:

          Niezdefiniowanie fontu dla body jest złamaniem wytycznych Amazonu, więc nie dziwne że wycinają. Listę wytycznych łatwo wygooglać (ja znalazłem dopiero na darknecie, ale reddit już wydobył to do cywilnej części sieci).

          0
          • quiris pisze:

            Najpierw piszesz, że „listę wytycznych łatwo wygooglać”, potem piszesz, że jednak nie jest tak łatwo, bo trzeba było szukać w „darknecie” i dopiero w reddit wydobył to na światło dzienne. Czy nie masz wrażenia, że coś w tym twoim wywodzie nie jest do końca „halo”?

            Mnie się wydawało, że wytyczne dla wydawców, nie są „tajne”. Można je pobrać z serwera Amazonu: https://kindlegen.s3.amazonaws.com/AmazonKindlePublishingGuidelines.pdf

            I zapewniam cię, że w tym dokumencie nie ma definicji fontu głównego, jako tego fontu, za pomocą którego wyświetlać ma się ponad 50% tekstu, bo inaczej podczas wysyłki serwery Amazonu wytną wszystkie fonty z książki w pień.

            3
            • Athame pisze:

              Dobra. Przyznaję pewną niekonsekwencję w moich wypowiedziach. Samo APG nie wyczerpuje tematu, ale stanowi dobrą podstawę. Jeśli coś tam jest opisane jako rekomendowane, ale niewymagane, to należy odbierać jako jednak wymagane.

              Jeśli kindlegen zgłosi warning to e-book może sprawiać problemy, mimo że przy wgrywaniu po kablu działa bezbłędnie.

              Jak już mamy nakreślony problem to wystarczy przepisać w wyszukiwarkę i znajdziemy rozwiązanie (często wskazówkę by coś zmienić lub z czegoś zrezygnować).

              Linków nie mam, bo zwyczajnie to mało istotne. Zapamiętałem po prostu, że okładka musi mieć pewien wymagany rozmiar i format, a fonty wydawcy muszą być albo zdefiniowane dla wszystkich fragmentów, albo wcale. Dodatkowo tylko TTF, bo inaczej będzie problem. Innych wymagań nie spotkałem.

              To wystarcza do KF8. Przy KFX jest zupełnie inna lista wytycznych (różna i bardziej restrykcyjna), póki co niekompletna, ale i tak tego formatu luzem nie prześlemy, a na własne potrzeby można robić sobie symulację w Kindle Previewer 3.

              0
              • quiris pisze:

                To masz te informacje z reddita, czy nie? Mnie interesują każde szczegóły, nawet te najmniejsze, które mogłyby mi usprawnić życie w kinlowym świecie…

                PS. Przypominam się z tym samplem z „magiczną” okładką…

                3
              • asymon pisze:

                Athame, też jestem ciekawy, dej no linka, bo jak na razie robisz jak mój jeden ziomeczek, który odsyła mnie do google/wiki gdy brakuje mu argumentów w kłótni ;-)

                Twierdzisz że można przygotować kindlegenem plik, który po wysłaniu będzie miał na czytniku wyświetlaną okładkę w trybie Grid View?

                4
              • Athame pisze:

                Jutro coś przygotuję. Linków nie mam, bo to nie jest nic ważnego i godnego zachowania. Takie informacje krążą już w wielu miejscach (blogi, fora).

                0
              • Athame pisze:

                No i niestety lipa. Amazon wycina teraz wszystko równo z korzeniami. Powalczę z tym w wolnej chwili, bo dostałem info, że jednak jest na to sposób, ale bez szczegółów. Dziś próbowałem robić to tak samo jak jakieś 1,5 roku temu, kiedy to testowałem. Niestety nie działa tak samo.

                Jak coś wykombinuję to jeszcze uzupełnię ten wątek.

                2
          • Robert Drózd pisze:

            Skoro reddit wydobył, to podziel się linkiem.

            0
    • Robert Drózd pisze:

      „jeśli Kobo wprowadzi „My clippings”, to Kindla używać nie będę. ”

      Poczytaj o Kobo Notes – aczkolwiek to nie jest tak samo jak z My Clippings, bo do zewnętrznego serwisu musisz wysłać więcej danych i nie każdemu to odpowiada. http://the-digital-reader.com/2016/07/15/kobonotes-com-extracts-notes-and-highlights-from-your-kobo-ereader/

      Z drugiej strony skoro te notatki są przechowywane w bazie sqllite (tak samo jak słowa z vocabulary builder na Kindle), to mało zdolny programista jest w stanie odczytać to w parę minut.

      0
      • michał pisze:

        Kobo ma identyczną funkcję trzeba tylko w pliku konfiguracyjnym w katalogu kobo
        w pliku Kobo eReader.conf
        dodać w notatniku taki wiersz
        [FeatureSettings]
        ExportHighlights=true

        wówczas w menu w liście książek pojawia się tzn po przytrzymaniu na książce tam gdzie jest delete itp pojawia się opcja export Higlights po kliknięciu podajesz nazwę pliku np abc i czytnik tworzy w w głonym katalogu plik o nazwie abc.txt – uwaga – na windowsie odczytuje go normalnie natomiast czytnik sam sobie go zindeksuje jako nową ksiązk ę i wyświetla z krzakami zamiast polskich znaków

        z ciekawostek dodam iż
        wpisując dodatkowo wiersz
        [FeatureSettings]
        FullScreenReading=true

        można wyłączyć znienawidzoną stopke z nr stony i tytuł u góry ekranu w menu reading setting pod postacią footer i heather
        czasem trzeba operację powtórzyć aby załapało tzn ponownie dopisać ale jak już raz złapie samo z siebie się nie wyłaczy i działa cały czas

        1
        • Robert Drózd pisze:

          O dzięki za tę podpowiedź dot. eksportu. Przetestuję.

          Co do FullScreenReading, wspomniałem o tym w artykule.

          0
  18. Una pisze:

    Mam co prawda Kobo Aura HD, ale przypuszczam że Kobo Glo pod wzgledem oprogramowania niewiele się różni. To wszystko prawda, jak już niektóre wydawnictwa wbudują parametry w epub Kobo sobie z tym nie poradzi, trzeba przyrzucac przez Calibre.
    Natomiast możliwość dogrywania własnych fontów jest niezmiernie przyjemną sprawą, regulacja oświetlenia paluchem, przerzucanie stron delikatnym gestem z kazdego miejca na ekranie w przód/w tył, także.
    Kobo ma równie dobre czytniki jak Kindle. Filozofia obsługi ta sama, różnice są w szczegółach i na to narzekac mogą osoby przesiadajace się z jednego na drugi, ale to kwestia przywyczajenia, nie jakości czytnika. Mówię tu o takich pierdołach jak sposób wgrywania książek do urządznia, czy wyszukiwanie/organizacja pozycji. Tak samo dobre są: żywotność urządzenia, bateria, odświeżanie, pancerność ;), prostota, ogólnie to, że czytnik ma w czytaniu nie przeszkadzać.
    I do czego w ogóle zmierzam. Jesli ktoś od zawsze korzysta z Kundelka, to mu nie ma co Kobo wciskać. Natomiast jesli ktoś dotąd miał albo czytniki budżetowe i chce coś lepszego, albo zawiódł się na innych markach czytając o tym jaki to Kindle jest super i niezawodny, a zgromadził obszerną biblioteke w epubach, to Kobo jest dla niego idealnym rozwiązaniem.

    2
    • Paweł pisze:

      Ja zacząłem moja przygodę z czytnikami od Kobo Aura H2O. W obsłudze niemal to samo, co Glo HD. Zależało mi przede wszystkim na czytniku otwartym, który czyta najpopularniejsze w Polsce pliki epub. Efekt – mam już 2 takie czytniki i kilku moich znajomych zakupiła je na swoje potrzeby. Nie znam i nie chcę deprecjonować Kindla, ale w przypadku Kobo nie czuję najmniejszej potrzeby, żeby eksperymentować z innymi czytnikami. I o chyba jest najlepsza rekomendacja :-).

      2
  19. Simplex pisze:

    „Oczywiście są alternatywy dla Pocketa na innych czytnikach:
    Na czytnikach z Androidem (Onyx, inkBook) możemy również odpalić aplikacje Pocket czy Instapaper, choć nie działają tak sprawnie jak natywna aplikacja Kobo. Na Kindle można skorzystać z serwisów p2k.co, albo crofflr, które artykuły z Pocketa wysyłają na kindlowego maila. Ja od wielu lat używam Instapaper i w każdy piątek rano dostaję gazetkę z nowymi artykułami dodanymi w ciągu tygodnia.
    Ale łatwość korzystania z Pocketa na Kobo jest tak dobra, że przewyższa konkurentów.”
    A konkretnie pod jakimi względami przewyższa?
    Ja wysyłam sobie bardzo dużo artykułów na kindle prosto z przeglądarki, kilka-kilkanaście tygodniowo. Robię to na dwa sposoby:
    Przy pomocy usługi Push to kindle: http://fivefilters.org/kindle-it/ – jest skryptozakładka, dodatek do chrome/ff oraz aplikacja mobilna (płatna, ale bardzo przydatna). Widzę ciekawy artykuł, otwieram go, klikam przycisk dodatku Push to kindle, otwiera mi się podgląd przekonwertowanego artykułu, klikam „Send” i za chwilę mam artykuł w czytniku. Czasem ta usługa nie radzi sobie dobrze ze zinterpretowaniem co z treści strony ma być zachowane i ucina za dużo, albo np. zostawia komentarze pod artykułem. Można wtedy przekleić tekst ręcznie na tej stronie: http://pastepad.fivefilters.org/ – ale to mniej wygodne.
    Można też skorzystać oficjalnego dodatku Amazona, czyli Send to Kindle: https://www.amazon.com/gp/sendtokindle
    Działa na podobnej zasadzie co push to kindle. Czasem lepiej sobie radzi z parsowaniem strony, a jeżeli nie, to jest fajna opcja „wyślij zaznaczony tekst” – nazwa mówi sama za siebie.
    Od lat wysyłam sobie w ten sposób artykuły z sieci i działa to bardzo dobrze – czy Pocket oferuje coś lepszego? (wiem że instapaper może wysyłać zbiorczo wiele artykułów w jednym czasopiśmie, ale nie jest mi to potrzebne).

    Jedyny problem pojawia się przy artykułach podzielonych na kilka części, gdzie nie ma do wyboru wersji do druku (albo wersji mobilnej na jednej stronie). Ale nie przypuszczam by Pocket sobie z tym radził jakoś dużo lepiej.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      No, ale nie musisz wyjaśniać mi na czym polegają zalety dodatków kindlowych. :-) Sam od 4 lat używam Instapaper i sporadycznie Send To Kindle, o czym tu zresztą pisałem parę razy.

      Pocket na Kobo ma kilka przewag:
      – artykuł w aplikacji na czytniku masz natychmiast, odświeżasz ją tylko i jest, to szybsze niż czekanie na Kindle, nawet jeśli trwa tylko minutę
      – artykuły masz w aplikacji, nie mieszają Ci się z pozostałymi książkami – ja wciąż w chmurze Kindle znajduję kompletnie niepotrzebne artykuły wysłane dawno temu, no i regularnie czyszczę pamięć z gazetek Instapaper, w końcu rocznie ich 52 są.
      – artykułami możesz zarządzać – usuwać/archiwizować przeczytane, gwiazdkować te do których wrócisz.

      Nie są to rzeczy dla których bym porzucił Kindle na rzecz Kobo, ale skoro Kobo leży teraz w domu, to będę po niego sięgał właśnie żeby poczytać teksty z Pocketa.

      1
      • Radek pisze:

        Robercie,
        a ile artykułów pobiera/synchronizuje lokalnie Kobo z Pocketa?

        Pytam, bo mam w Pockecie kolejkę kilku tysięcy i zastanawiam się czy to nie zamuli Kobo albo nie zużyje większości jego wolnej pamięci?

        0
        • Robert Drózd pisze:

          Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie, bo mam tylko kilkadziesiąt artykułów, a nie kilkaset. Podejrzewam, że zachowuje się tak jak aplikacje mobilne, czyli nie zaciąga wszystkiego, ale np. tylko ostatnie x artykułów… Inna sprawa, że nie wydaje mi się, aby same artykuły z niewieloma ilustracjami jakoś dużo zajmowały – bardziej kwestia wydajności aplikacji.

          Co do zajętości pamięci – Kobo w ustawieniach podaje ile zajmują artykułly z Pocketa i pozwala wyczyścić tylko pamięć artykułów.

          0
  20. marta pisze:

    od ponad roku mam Kobo touch i jestem z niego zadowolona. Co prawda nie mam porownania z innymi czytnikami bo to moj pierwszy czytnik ebookow ale na moje potrzeby jak na razie byl wystarczajacy.

    0
  21. Misiek pisze:

    A może warto by wspomnieć o opcji obsługi podświetlania przesuwaniem palcem po krawędzi ekranu ? Dla mnie świetne rozwiązanie.*

    *chyba że to nie ten czytnik.

    0
  22. karroryfer pisze:

    Niestety Legimi mnie zlało:

    „Otrzymaliśmy reklamowany czytnik – niestety ekran czytnika jest pęknięty, został on uszkodzony w sposób mechaniczny.
    takie uszkodzenie nie kwalifikuje się do wymiany w ramach gwarancji.
    Czytnik zostanie do Pana odesłany.”

    Choć jak pisałem ja tam nawet pod lupą peknięcia nie widziałem. ( wiem jednak że czytniki są wrażliwe.) W zwiazku z tym pytanie czy ktoś przerabiał temat wymiany ekranu (ostanio – ad 2016 ) Czy warto – a jesli nie to jaki czytnik kupić pod abonament Legimi ( niestety z Kindlem nie działa :(

    0
    • Krzysztof pisze:

      Pisałem w komentarzu wyżej – ja się zdecydowałem na Tolino Shine 2 HD. Od innych czytników dostępnych w Polsce odstraszyły mnie negatywne komentarze. Marzył mi się Nook GlowLight Plus, ale w Europie nie udało mi się go znaleźć, a na przywiezienie z USA przez znajomych musiałbym czekać – bezpośrednia przesyłka i podatki trochę psuły opłacalność zakupu. Jest jeszcze jakiś hiszpański czytnik z Androidem, ale wziąłem Tolino bo można było zamówić do odbioru w sklepie przy stacji metra :D. Drugim argumentem było zdjęcie płyty głównej obok płyty Kobo – a o Kobo z kolei słyszałem same pozytywne komentarze :).
      Odnośnie Legimi – trzeba się nagimnastykować (root + zmiana identyfkacji czytnika), potem sama działa bez zarzutu. Problemem jest blokada paska powiadomień w Tolino i brak przycisku Home. Obydwie niedogodności można obejść aplikacjami. Brakuje też łatwej regulacji podświetlenia – aplikacja do czytania od Tolino reaguje na przycisk podświetlenia i  wyświetla okienko regulacji, natomiast inne aplikacje mogą tylko włączyć/wyłączyć światełko.

      2
      • Athame pisze:

        „root+ zmiana ID….”

        Już widzę radosną reakcję na takie drobne szczegóły.

        Prawda jest taka, że Legimi działa dość dobrze tylko na kilku czytnikach, z których wszystkie są w ogólnym ujęciu równie dobre (słabe) – różnic praktycznych pomiędzy nimi nie ma.

        0
        • Krzysztof pisze:

          Niestety Legimi woli dmuchać na zimne i nie dopuszcza niesprawdzonych czytników – stąd konieczność tej „gimnastyki”. Mogliby wypuścić wersję z ostrzeżeniem „nie pisz, nie dzwoń, etc”, ale otwartą na cokolwiek, co ma Androida z e-inkiem.
          Swoją drogą wersja aplikacji na telefony działała całkiem dobrze (może twórcy trochę przesadzili z animacjami) i gdyby mnie nie podkusiło, żeby sprawdzić jak działa wersja dedykowana dla e-inku to bym nie wiedział tego co wiem teraz :)

          3
          • MateuszLegimi pisze:

            To fakt, wolimy dmuchać na zimne i nie udostępniamy apka aplikacji na każdy dostępny czytnik z Androidem. To nie tylko kwestia poprawnego działania aplikacji po stronie czytelnika, ale również odpowiedniej komunikacji z naszymi serwerami.

            Na pewno cieszą nas próbny odpalenia na innych modelach, w razie czego zawsze służymy pomocą, na tyle ile możemy.

            Cały czas pracujemy nad powiększaniem listy urządzeń certyfikowanych. Także szykują się zmiany ;)

            3
            • Jacek pisze:

              Bardzo byłbym ciekaw, na czym polega owa tajemnicza kwestia „odpowiedniej komunikacji z serwerami” i dlaczego jest z nią jakiś problem akurat w urządzeniach z ekranem e-ink.

              4
    • MateuszLegimi pisze:

      Nie olaliśmy sprawy. W ramach naszych możliwości sprawdziliśmy co i jak, niestety stan czytnika wskazywał na niezbyt ostrożne obchodzenie się z nim. Nie prowadzimy serwisu technicznego sprzętu, dlatego też nie możemy proponować wymiany ekranu.

      Każde zgłoszenie traktujemy indywidualnie. W tym przypadku niestety nie widzimy podstaw do tego, aby uszkodzony czytnik wymienić.

      2
      • j4c0b pisze:

        Wadą obsydiana jest tak zachwalane przez „producenta” flat screen solution:) w poprzedniku inkbooku onyxie ekran dzięki ramce jest poniżej dzięki temu jest lepiej chroniony – nie ma styku z etui. uderzenie w ekran chroniony etui powoduje że etui ma gdzie się ugiąć a w obsydianie przylega od razu do ekranu i całe uderzenie przenosi się na ekran. etui nie ma się jak odkształcić by zaabsorbować energię uderzenia.

        0
  23. Robert pisze:

    Używam czytników Kobo i Kindle. Jeszcze rok temu bardziej mi się podobał software w czytniku Kobo. Po ostatnich 2 aktualizacjach Amazonu teraz Kindle bardziej mi odpowiada. Do Kobo wgrałem czcionkę Bookerly bo jest doskonała i nawet bardziej mi się podoba niż mój poprzedni faworyt czcionka Kobo Nickel.

    0
  24. Petra pisze:

    Dziękuję za ten tekst! Interesuje mnie ten czytnik, chociaż zupełnie niedawno sprawiłam sobie Kindle’a – mój pierwszy! Jednym z argumentów przemawiających za zakupem takiego urządzenia było – będę mogła kupować książki elektroniczne we Francji! Co, oczywiście byłoby korzystne finansowo. Niestety, księgarnia francuska FNAC nie chce zaakceptować zakupu ebook’ów. Podejrzewam, że chodzi o coś takiego, o czym informują niektóre polskie księgarnie: „Od 01 stycznia 2015 r., ze względu na nowe przepisy VAT, sprzedajemy ebooki wyłącznie osobom, które w danych rejestracyjnych konta swój kraj określają jako Polska.”
    Jeżeli dobrze myślę, to zarazem przyznaję, że zupełnie tego nie rozumiem! Ktoś mi doradził, bym zmieniła adres mailowy, bez wskazówki w domenie „pl”; ale jeszcze tego nie próbowałam. Nie rozumiem tej zasady tym bardziej, że mogę kupować na Amazon, także pozycje francuskie! Niestety oferta Amazon francuskich pozycji nie do końca mnie satysfakcjonuje. Stąd pomysł kupić na FNAC czytnik Kobo, bo ten właśnie oferują! I stąd moje pytanie – czy faktycznie tak może być, czy zakup tego czytnika „otworzy” przede mną ofertę tej księgarni? Oczywiście jeżeli coś w ogóle na ten temat wiesz?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Nie sądzę, aby zakup Kobo umożliwił zakup e-booków we FNAC. To chyba nawet nie jest kwestia podatkowa, tylko licencyjna – księgarnia może mieć możliwość sprzedawania e-booków tylko klientom z danego kraju.

      Ale sprawdź też czy poszukiwane przez Ciebie pozycje są (i za ile) w http://kobobooks.com/ – tam można kupować nawet jeśli nie masz Kobo, z tym że jest zabezpieczenie Adobe DRM, z czym trzeba sobie radzić.

      0
      • Petra pisze:

        Widzę, że zapomniałam wspomnieć, iż czytając ten tekst zajrzałam na stronę tej księgarni! Niestety, moje zainteresowania są po prostu inne; już bliższe jest mi Amazon.
        A tak na marginesie, czy nie można by z taką zasadą – że ebooki tylko w dany kraju; zacząć walczyć! To, że mogę kupić papierowe wydanie bez problemu, a nie mogę kupić elektronicznego jest dla mnie, jak wspominałam, bardzo, bardzo dziwne!!! Po prostu tego nie rozumiem…

        0
    • Cyfranek pisze:

      Ja przy teście Kobo kupiłem książkę bez problemu w kobobooks.com (płatność w USD). A nawet bez problemu dostałem za nią zwrot pieniędzy (bo felerna była). Sporo mają pozycji po francusku. Można wyszukane pozycje filtrować według języka (po lewej stronie ekranu).
      Przed chwilą spróbowałem zamówienia e-booka we FNACu i mi nie przepuściło. Adres poczty elektronicznej mam w domenie .com a rozliczeniowy karty – w Polsce. Chyba nie wszystkie książki (o ile w ogóle) można z FNACa zamawiać.

      0
      • Petra pisze:

        Zajrzałam do kobobooks.com tylko raz, ale zauważyłam, że oferują raczej literaturę piękną (szeroko rozumianą). Oczywiście mogę zajrzeć raz jeszcze, bardziej na spokojnie… We FNAC kupuję od paru lat wydania papierowe i nie ma problemów; przesyłka kurierem – tak, że najczęściej po 24 godzinach książkę mam w domu! I fajnie! Tylko, że elektroniczne są często tańsze od wydań papierowych, a pewne pozycje są wręcz za darmo (jak np. dialogi Platona), i nie płaci się za przesyłkę!

        0
        • Cyfranek pisze:

          Jeśli we FNACu jest coś, czego nie ma w Kobo a nie będą chcieli Ci sprzedać, to może podaj (jako swój) adres np. jakiegoś francuskiego hotelu czy paczkomatu? Mnie tak kiedyś niemiecka księgarnia zaakceptowała :)

          0
          • Petra pisze:

            Już mi tak radzono – np. adres francuskiego banku, który działa w Polsce! W każdym razie mają mój adres zamieszkania! Zobaczymy!

            0
  25. Brronka pisze:

    nie za bardzo rozumiem „Kobo nie kupimy oficjalnie w Polsce …” przecież, można go kupić w pl sklepie

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.