Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Słownik języka polskiego z SJP.pl – dwie (!) nowe wersje

sjp-obok-siebie

Parę miesięcy temu z radością i zaskoczeniem napisałem o powstaniu pierwszego darmowego słownika języka polskiego dla Kindle na podstawie bazy SJP.pl. Teraz mamy aż dwa.

Ucieszyłem się wtedy bardzo, bo taki słownik bywa szalenie przydatny. Im więcej czytamy, tym więcej możemy znajdować słów, które niekoniecznie są dla nas oczywiste. Owszem, sporo wyłapuje się z kontekstu – ale jeśli możemy takie słowo sprawdzić, czemu z tego nie skorzystać?

Mamy teraz dwie edycje:

  1. Autor pierwszego słownika, San Zamoyski, przygotował niedawno jego nową wersję. Na blogu linkuje też do starszej, oraz wersji w formacie stardict, przeznaczonej np. dla czytników Onyx.
  2. Parę tygodni temu swoją wersję opublikował też znany z naszych komentarzy Athame.

Obaj te wersje oraz proces ich powstania opisują dokładnie na swoich blogach. A ich podgląd w Kindle Previewer widzicie na obrazku powyżej – po lewej wersja Sana, po prawej Athame.

Aktualizacja z 6 czerwca 2016: jest już kolejna wersja słownika Sana – tym razem łącząca bazy SJP.pl i Wikisłownika.

Ale po co właściwie nowa edycja?

Athame i San wymieniają takie wady pierwszego słownika:

  • za duży rozmiar (nowe mają po ok. 7 MB – bez problemy wyślemy je mailowo)
  • puste definicje niektórych słów
  • niepotrzebne tagi HTML i inne znaki w definicjach
  • nie zawsze radził sobie z odmianami
  • problemy ze słowami zawierającymi polskie znaki, np. po zaznaczeniu „leków” – Kindle pokaże nam definicję dla „lęk”, a nie „lek”.

Niektóre są spowodowane niestety tym, jak działa Kindle i trudno im zapobiec.

Na forum eksiazki.org trwa dyskusja nad wyeliminowaniem błędów, zaś Athame na swoim blogu pokazał działanie słownika dla różnych trudniejszych przypadków. Nie jest więc idealnie, ale liczę że wymiana doświadczeń zaowocuje kolejnymi wersjami.

Który słownik wybrać?

Jak możecie zobaczyć na powyższym obrazku – pod względem zawartości oba słowniki się za bardzo nie różnią. Oba powstały przecież na podstawie tego samego źródła czyli serwisu sjp.pl. Definicje będą więc niemal takie same.

Nie przeprowadzałem dokładnych testów obu tych słowników, tylko jeden drobny przykład.

Gdy testowałem SJP w grudniu 2015, uczepiłem się słowa „pularda”, którego znaczenie niekoniecznie musimy znać. Wtedy słownik pokazywał znaczenie słowa w formie podstawowej, ale gdy zaznaczyłem „pulardę” – nie pokazywał nic. Teraz oba słowniki sobie z tym radzą.

Po lewej wersja Sana Zamojskiego, po prawej Athame.

sjp-sansjp-athame

Różnica to właściwie tylko formatowanie.

San u siebie opisuje też pomysł na poszerzenie bazy słownika o inne dostępne bezpłatnie – z tym że będzie to wymagało poszerzenia bazy odmian. Organizuje też zbiórkę na generator słownika – kto chce, może wspomóc.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Korzystanie z Kindle i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

80 odpowiedzi na „Słownik języka polskiego z SJP.pl – dwie (!) nowe wersje

  1. nitjsefni pisze:

    Pobrałem wersję od Athame [bo cenię go za komentarze :) ] i chętnie potestuję. Dzięki! :)

    7
  2. Bociek pisze:

    Cieszę się bardzo, bo czasami korzystam ze słownika. Mimo, że polski to język ojczysty, to jednak zdarza mi się, że dokładnej definicji jakiegoś słowa, zwłaszcza regionalizmu, zwyczajnie nie znam.

    0
  3. alek pisze:

    Moze jakis maly artykulik jak dostosowac slowniki do innych ereader-ów niz KINDLE?
    Onyx, Kobo, PocketBook?

    3
    • dawid pisze:

      Da się przekonwertować słownik z formatu stardict na kobo poprzez skrypt penelope. Niestety nie jest to łatwa sprawa dla kogoś nietechnicznego.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        O instalacji słowników na Kobo pisał Cyfranek:
        http://cyfranek.booklikes.com/post/1365398/jak-zainstalowac-wlasny-slownik-w-czytniku-kobo-poradnik

        Trochę to skomplikowane, ale możliwe.

        1
        • dawid pisze:

          Sama instalacja jest stosunkowo prosta (przynajmniej dla mnie). Magią jest jednak konwertowanie słownika przy pomocy skryptu penelope. Mi wyskakiwał jakiś błąd pythona i nie byłem sobie w stanie z tym poradzić. Dla mnie brak polskiego słownika to największa bolączka czytnika kobo.

          0
          • Athame pisze:

            Masz plik TAB zgodny ze standardem StarDict’a lub skompilowany plik SD? Jeśli zdobędziesz taką bazę to dalsza konwersja jest kwestią paru minut.

            Niestety TAB dla Kindle wygląda inaczej niż TAB dla StarDict’a, a to jest punkt wyjścia.

            1
            • dawid pisze:

              Na stronie Sana Zamoyskiego jest wersja StarDicta. Niestety z 2015r. Jak widać jakoś się to da skonwertować.

              0
              • Athame pisze:

                Konkretnie: StarDict nie pozwala na występowanie dwóch takich samych haseł, z różnymi definicjami. Kindle nie ma takich ograniczeń i pozwala na rozdzielenie np. słowa „kot” oznaczającego zwierzę i tego samego słowa oznaczającego żołnierza najmłodszego rocznika.

                Tego typu konfliktów na sjp.pl jest kilkaset.

                Oczywiście da się to zrobić, z tym że sjp.pl jest niezbyt konsekwentne w swoich definicjach, co utrudnia (lub uniemożliwia) automatyczne wydobycie haseł bez przekłamań.

                1
              • Athame pisze:

                „Jak widać jakoś się to da skonwertować.”
                Niestety tylko z błędami – przynajmniej w tamtej wersji.

                1
              • dawid pisze:

                Wielka szkoda. Nie spodziewałem się że przy słownikach mogą występować takie problemy. No cóż, chyba będę musiał się obejść bez polskiego słownika.
                Dzięki w sumie za wyjaśnienie.

                0
              • dawid pisze:

                Znalazłem pewną stronę ze słownikami, gdzie między innymi jest słownik języka polskiego. Nie jestem w stanie zweryfikować czy informacje zawarte na tej stronie są w 100% prawdziwe, dlatego w razie wątpliwości proszę Roberta o skasowanie linka. Słowniki są niby na licencji GPL. Athame, byłbyś w stanie przerobić nasz słownik na format Kobo?
                http://download.huzheng.org/misc/

                0
              • Robert Drózd pisze:

                @dawid – na oficjalnym (ponoć) koncie Onyx Boox na chomiku jest sporo słowników stardict: http://chomikuj.pl/Onyx_BOOX/S*c5*82owniki/StarDict – acz miałbym wątpliwości co do legalności niektórych.

                0
              • Athame pisze:

                Zerknę na to jutro (w sumie już dziś). Napisz, który cię interesuje. Ewentualnie postaram się też zrobić SJP dla Kobo, ale w tym celu muszę troszkę (bardzo) zmienić skrypt. Potem mógłbyś go solidnie przetestować, z tym że na ten moment nie mam „pod ręką” żadnego Kobo i nie wiem jak tam wygląda mechanizm odmian.

                1
              • dawid pisze:

                @Robert dzięki. Sprawdzę te słowniki.
                @Athame interesowałby mnie słownik oznaczony jako myspell_Polish_grammar. I jeśli byś go przygotował z wielką chęcią przetestuję go na Kobo.
                Jeśli potrzebujesz testera dla Kobo to jestem do dyspozycji.

                0
              • Athame pisze:

                Obadaj to:
                http://www16.wyslij-plik.pl/pokaz/815641—dltl.html

                Praca w ciemno (zaufałem penelope), bo nie wiem jak wygląda konwencja zapisu, jak i format dla Kobo.

                1
              • Athame pisze:

                I jeszcze to: http://www38.wyslij-plik.pl/pokaz/815979—g3nd.html

                Tym razem wykastrowałem swój słownik z tego co nie podobało się StarDict’owi. Mimo to jeśli zadziała to będzie dobry punkt wyjścia do dopieszczania.

                1
              • dawid pisze:

                Athame, oba słowniki działają. Słownik nazwany myspell_Polish_grammar zdaje się zawierać tylko odmianę wyrazów, bez definicji. SJP natomiast działa całkiem przyzwoicie. W linku poniżej zrobiłem małe zestawienie jak to wygląda na kobo.

                http://pokazywarka.pl/sowniki/
                (na dole nie przegap przycisku pokaż całość)
                Widzę, że jesteś zarejestrowany na forum eksiażki dlatego myślę, że dalszą dyskusję możemy prowadzić już na forum.

                0
    • San Zamoyski pisze:

      Bardzo chętnie przygotuję odpowiednie skrypty, które generują z bazy gotowe słowniki/pliki źródłowe do utworzenia słowników na inne czytniki.

      Jak pisałem na swojej stronie, na zabałaganionymmiejscu, mam tylko kindla i to już leciwego i nie mam możliwości testowania ew. wygenerowanych słowników. Jeśli ktoś wie jak to zrobić i ma możliwość testowania, to zapraszam do współpracy ;)

      0
  4. Dan pisze:

    Jest już gdzieś ta Nowa Fantastyka?
    Podobno ma nie być już wydania specjalnego w epub/mobi :(

    0
    • Dumeras pisze:

      A szukasz Wydania Specjalnego, czy tego „regularnego?
      Bodajże wczoraj wrzucili info, że czerwcowy numer jest w wersji elektronicznej.
      Link odsyłał do ich księgarni, gdzie dla nowego numeru jeszcze nie ma plików do kupienia, tylko papier.

      Bardziej niepokojąca jest informacja w komentarzach, że ze względu na małe zainteresowanie rezygnują z elektronicznych Wydań Specjalnych.

      Chyba trzeba będzie się nastawiać, że ta forma dystrybucji dość szybko umrze :-(

      0
      • Dan pisze:

        No właśnie się na FB rozczytałem i po prostu masakra.
        Nie rozumiem tego podejścia. Wydanie specjalne to same opowiadanie. Zrobienie z tego epub/mobi to nie jest przecież kosztowana sprawa ba darmowe periodyki nawet w takim formacie wydają a wydanie specjalne to tylko 4 numery w ciągu roku.

        Nic pozostaje czekać na nową fantastykę aż w końu pojawi się do kupienia w mobi/epub.
        I chyba wrócę do kupowania amerykańskich magazynów na czytnik a fantastykę sobie odpuszczę całkowicie. Do papieru nie wracam na pewno. Jak nie chcę moich pieniędzy to ich sprawa.

        1
  5. sharent pisze:

    Super, dzięki za wpis (i twórcom za słownik).
    Poprzednią wersję miałem, korzystałem, ale średnio co drugie słowo było puste, co strasznie irytowało. Zobaczymy tym razem.

    0
  6. Kondrart pisze:

    Czekam na słownik polsko-rosyjski. Ciągle.

    0
    • Athame pisze:

      Jesteś w stanie wskazać jakieś dobre darmowe źródło? Póki co mam namiary na mało pojemną wersję, w dodatku bez odmian (to dałoby się wygenerować jakimś skryptem, który zbudowałby wszystkie formy, nawet niepoprawne).

      0
    • Athame pisze:

      Czekasz na polsko-rosyjski czy rosyjsko-polski? Z tym pierwszym będzie ciężko, ten drugi łatwiej zrobić.

      0
  7. mech pisze:

    …jak to wgrać na kindla…może jakis link? nie mam pojecia co zrobić?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Tak jak każdą inną książkę. Ściągasz plik ze słownikiem ze strony jednego lub drugiego autora i przegrywasz do katalogu „documents” albo wysyłasz mailowo. Słownik zainstaluje się od razu i będzie działał w każdej książce po polsku.

      0
      • mech pisze:

        ….działa…:))) Kocham Pana, Panie Sułku..:)))

        1
      • Nobody pisze:

        A u mnie mimo, że wysłałem za pomocą Send To Kindle nie działa (nie mam informacji, że mam słownik). Ktoś wie jak sobie z takim problemem poradzić?

        0
        • Athame pisze:

          Którą wersję? Co masz w kolekcji Dictionaries?

          0
          • Nobody pisze:

            Wersja z Twojego bloga. Ściągnąłem – przesłałem Send To Kindle, potem mailem, teraz pobrałem ponownie i wrzuciłem po kabelku. Za każdym razem trafia do kolekcji Dictionares, ale niestety nie ma w Settings -> Device Options -> Language and Dictionaries -> Dictionaries. Mam tu tylko English a w nim Oxford Dictionary of English i The New Oxford American Dictionary, mimo, że w kolekcji Dictionaries prócz wymienionych mam Twój Słownik Języka Polskiego, Merriam Webster’s Advanced… i English-Polish Dictionary BuMato. Więc to raczej problem kundelka a nie pliku.
            Robiłem restart, ale nic nie pomogło.

            0
            • Robert Drózd pisze:

              A który Kindle i czy nowa wersja oprogramowania? Ja na Voyage (po wysłaniu mailem) mam w „Polish Dictionaries” aż cztery pozycje.

              0
            • Athame pisze:

              Spróbuj jeszcze ręcznie przenieś ten plik do katalogu „dictionaries” na dysku Kindle.

              0
              • Nobody pisze:

                Dziękuję. To pomogło!
                Zrobiłem też tak z dwoma innymi słownikami i już wszystkie są widoczne.

                0
  8. Athame pisze:

    Do rana uaktualnię pliki na blogu. Zmieniło się kilka definicji, kilka doszło oraz pojawiły się nowe odmiany. Nadal nierozwiązany pozostaje problem z błędnym rozpoznawaniem odmian z polskimi „ogonkami” – tu wymagane są zmiany w FW czytnika.

    0
  9. Mateo pisze:

    Próbowałem pobrać ale linki nie działają – aktualizacja?

    0
  10. isaak pisze:

    Fantastycznie, od dłuższego czasu szukałem słownika języka polskiego

    0
  11. beni pisze:

    Orientuje się ktoś czy istnieje słownik czesko-polski na czytniki?

    0
    • Athame pisze:

      Nie wydaje mi się, ale istnieje możliwość zrobienia go tak samo jak tego z opisu. Zauważyłem jedno darmowe źródło, ale jeszcze nie wiem czy solidne. Sprawdziłem losowo kilka słów – działało, więc myślę że dałoby się coś sensownego z tego zrobić.

      Bardziej konkretne podejście mogłoby być dwuetapowe:
      1) czeski – angielski
      2) angielski – polski
      Tu jednak można trafić na niespodzianki (błędy podwójnego tłumaczenia) przy bardziej skomplikowanych słowach.

      Napisz jak tak wygląda gramatyka – czy są odmiany i jeśli tak to jakimi sposobami budowane. Wygląda na bardzo prosty do zrobienia.

      0
      • fringel pisze:

        A czy możliwe byłoby utworzenie kindlowego słownika esperanto-polski, np na podstawie http://eduinf.waw.pl/esp/util/vortaro/index.php albo jakiegoś innego dostępnego na Androida albo Symbiana? Wszystkie są udostępniane bezpłatnie. Podobno Anglicy próbowali się wziąć za esperanto-angielski dla Kindla, ale jakoś cisza. A przydałby się… A moja wiedza komputerowa jest trochę za mała :(

        1
        • Athame pisze:

          Na temat Esperanto. Możliwe i wydaje mi się że banalne. W tej chwili mam sporo pracy więc nie zajmę się tym dziś czy jutro, ale na początku przyszłego tygodnia coś udostępnię.

          Czeski też możliwe że zrobię, z tym, że przydałaby mi się baza odmian, bo generowanie wszystkich możliwych wraz z niepoprawnymi „rozdmucha” nieakceptowalnie rozmiar słownika. Jak nie znajdą się takowe to trudno – najwyżej będzie słownik z rozmiarem nieadekwatnym do zasobu słów.

          1
          • Sih pisze:

            Podpisuję się pod słownikiem esperanckim! Ten się w mig rozprzestrzeni :) Jak będzie można się dowiedzieć o takowym?

            0
            • Athame pisze:

              Czy wikisłownik jako źródło się nadaje? 12 192 hasła, większość z odmianami i wymową. Dla porównania vortaro to 30 098 haseł, brak odmian, ponad połowa z prostą definicją. Oba równie uciążliwe do zbudowania – muszę dobrze zbudować skrypt, a tu czeka trochę pułapek, ale wszystko wydaje się do opanowania.

              Oba źródła pobrałem już lokalnie do dalszej obróbki (wyodrębnienia haseł i definicji/tłumaczeń), skupię się jednak tylko na jednym wybranym.

              0
        • Athame pisze:

          Proszę o udostępnienie jakiegoś reprezentatywnego tekstu w języku esperanto w celu przetestowania słownika. Najlepiej jako plik txt zawierający ok 2 strony (na ekranie czytnika 6″) lub przynajmniej jedną. Może też być to fragment zapisany bezpośrednio w komentarzu.

          0
          • Athame pisze:

            Słownik eo-pl gotowy, ale nie upublicznię go przed testami. Do ich przeprowadzenia potrzebuje odpowiedniej próbki tekstu. Sam nie czuję się na siłach by takową przygotować, więc zaczekam na odzew osób zainteresowanych.

            0
            • fringel pisze:

              Przesyłam fragment książki (kryminału). Myślę, że o to chodziło. Podziwiam szybkość działania. Jeśli są pytania, wątpliwości, to można również mailować: malpan [at] .o2.pl

              — CIACH —
              Stefano rigardis la tegmentojn, sorĉata de la beleco de l’ loko. ‘Simfonio el tegoloj’, li pensis admire. De tie supre, oni vidis la tutan urbeton, juvelon savitan el la tempo, kiam la homoj sciis harmonie konstrui.
                 Kvankam, verdire, la monto ne estis tre alta, ĝi ebligis plaĉan birdvidon al la tuta regiono. Stefano okule laŭiris la fluon de Mikva, de ties elmonta apero ĝis la kunfluejo kun Tjazo, kaj li sentis kvazaŭ dankan korvarmon al la prauloj kiuj sukcesis tiel arte ĝin ornami per juvelaj ŝtonpontoj.
                 Rigardante de supre, oni komprenis la obstinan reziston de la malnovaj loĝantoj al la projekto krei laŭ la rivero larĝan ŝoseon por la aŭta trafiko. Realigi ĝin estus blasfemi kontraŭ multjarcenta disvolviĝo, en kiun miloj da homoj metis nekalkuleblan kvanton da ama laboro, arda kaj arta.
                 Stefano turnis la rigardon dekstren. Trans Tjazo nun staris ampleksa nova kvartalo, al kies domkuboj personeco mankis. ‘Povus esti ie ajn’, li murmuris al si, kaj gratulis sian sorton ke li trovis ĉambron en la malnova parto de la urbo. Malpli luma, certe, iom malpli komforta, eble, sed tiom pli homa!
                 La modernan loĝkubaron disduigis larĝa vojo, kondukanta foren al la Minejo. Ekde kiam — antaŭ eble dek kvin jaroj — oni malkovris ercon, la vivo de la regiono ŝanĝiĝis. Por eltiri la minaĵon, oni venigis laboristojn el ekstere, ĉefe siciliajn kaj albanajn, kiuj nuancis la urbon per sia speciala, propra etoso. Neniu precize sciis de kie venas tiuj albanoj, sed Stefano duonkomprenis ke ili fuĝis el la komunista reĝimo Greklandon, de kie ili dungiĝis por la ĉi-tiea minejo.
                 La okuloj de la junulo revenis al la riverbordo, iom sekvis la arĝentan rubandon de Tjazo, haltis sekundeton ĉe la malnova preĝejo Sankta-Valtero, kaj laŭiris la vojon kiu kondukas al Monto Baruna. Li provis vidi la garaĝon kie li laboras, sed ne sukcesis, kvankam la fakto ke tiu konstruaĵo staras iom izolite, ekster la urbo mem, devus faciligi ĝian trovon. Tamen, je tia distanco, ne estis mirige ĝin maltrafi.
                 “Kia fabela vidaĵo!” juna virina voĉo eksonis apude. Stefano turnis sin. Kvinopo da turistoj, spiregantaj pro la kruta vojo, alvenis kun videbla intenco ekstaziĝi. La junulo respondis ridete al ilia rideto, kaj cedis al ili la lokon. Bruaj voĉoj ĝenas ĝuan kontempladon, kaj li cetere jam satigis sian deziron admiri. Li ekpaŝis malsupren.
                 ‘Plaĉa urbeto, Valmu’, li al si flustris desuprante laŭ malglata vojeto. Kaj la voĉo de Leŭtenanto Remon resonis en lia memoro: ‘Valmu plaĉos al vi, estas urbo laŭ homa mezuro.’ Tiklis lian memestimon la konfidenca komisio kiu lin venigis tien ĉi. Li jam kelkfoje helpis sian onklon, polican detektivon Janon Karal, en tiu aŭ alia enketo, sed neniam oficiale. Ĉi-foje la leŭtenanto mem lin petis kunlabori.
                 “Ni bezonas iun, kiun neniu suspektos pri polica kontakto,” Remon tiun tagon diris, “kaj via onklo klarigis al mi ke vi ŝatus labori en garaĝo dum la ferioj. Mi povas havigi al vi meĥanikistan laboron en garaĝo kiu situas strategie por enketo, se vi konsentos diskrete kolekti por ni informojn. Temas pri anonimaj leteroj sendataj al fama loka arkitekto. La mastro de tiu garaĝo estas amiko de li…”
                 Fierige, ĉu ne? Sed se facile estas paroli, konkrete kolekti informojn montriĝas malpli glata afero. Ĝis nun Stefano eksciis eĉ ne unu menciindan fakton. Jes ja, li multon aŭdis pri la urbetaj konfliktoj, la politika rolo de la arkitekto, kelkaj liaj malamikoj. Sed ĉu ion tian deziras la leŭtenanto? La junulo antaŭtimis la tagon, kiam li devos raporti.
                 La suroj doloris dum li fine haltis por iom spiri piede de la monto. Refreŝiga trinko sentiĝis nepre havinda. Li iris al Granda Placo, kie pluraj trotuaraj kafejoj konkure invitis al plaĉa sensoifigo.
                 Svarmis turistoj, sed ne tiuj interesis Stefanon. Li plezure rimarkis tablon ĉirkaŭitan de rondo el malnovaj Valmuanoj fordonitaj al seriozkapa diskutado. Li eksidis apude.
                 Ju pli li rigardis, des pli lin frapis la streĉiteco de l’ vizaĝoj. Ne tiel aspektas kutime aro da urbetanoj dum suna dimanĉa posttagmezo. La Valmuanoj estas famaj pro sia gajeco, kaj similaj tragikaj esprimoj en grandplaca kafejo nepre signis ion nenormalan. Stefano streĉis la atenton.
                 “Mi konas plurajn kiuj ĝojos pri ĝi”, unu estis diranta.
                 “Tiuj el Vinstrato?” demandis alia.
                 “Tiuj kaj aliaj. La popolo ne ŝatas lian projekton. Ĝi tute fuŝus la urban etoson”, la unua respondis.
                 “Sed la projekto plu ekzistas, eĉ se li mortis”, intervenis tria.
                 “Mi dubas ĉu liaj partianoj kuraĝos daŭrigi. Necesis lia forta personeco por konvinki kaj por ĉion organizi”, diris la unue parolinta.
                 Stefano aŭskultis pli kaj pli streĉe. Ĉiu sinsekva komento alportis novajn detalojn. Fine, el tiu konversacio nur unu konkludo eblis: ke ĵus mortis Aleksandro Jendrik, la arkitekto respondeca pri la projekto konstrui larĝan aŭtoŝoseon laŭ Mikva. Ĝuste pri tiu sama gravulo Leŭtenanto Remon petis Stefanon enketi…
                 Sed la sekvo tremigis la junulon. Li estis proksimiginta sian seĝon kaj nun ĉion bone aŭdis. La disaj frazoj trafis lin kiel puzleroj, kiujn lia menso klasis interrilatige. Tiel li eksciis ke Jendrik mortis pro aŭtoakcidento montvoja la antaŭan nokton. Lia veturilo ial forlasis la vojon, falis de alte kaj komplete brulis.
                 Per si mem tio estis jam impresa. Sed por Stefano la afero des pli seriozis ke la fama arkitekto ĵus lasis la aŭton en lia garaĝo por ordinara prizorgado! Kaj ĉiuj konis lin kiel bonegan stiranton, perfekte konantan ĉiujn vojojn de la regiono. Kiel tia homo povis devojiĝi per aŭto ĵus kontrolita garaĝe? Ĉu okazis io fuŝa? Io rilata kun la anonimaj minacoj?
              2

                 “Jen kiel mi rekunmetis la okazaĵojn”, polica detektivo Jano Karal klarigis al Leŭtenanto Remon — ili sidis en la Centra Policejo de la regiona ĉefurbo, Valĉefa, 37 kilometrojn for de Valmu — “laŭ la detaloj havigitaj al mi de mia nevo Stefano kaj kompletigitaj de la loka polico. Parenteze, mi ne menciis al ĉi-lasta Stefanon kaj la anonimaĵojn. Jendrik ja rekte venis al vi ĉar li ne ŝatis ke la valmua polico sciu pri tiuj, ĉu ne? Vi do…”
                 “Tion ni vidos poste,” interrompis Remon, “unue rakontu pri la akcidento”.
                 “Kiel vi volas. Nu, sabaton matene. Aleksandro Jendrik kondukis sian aŭton al Ejga-Garaĝo por regulaj kontrolo kaj prizorgado. Estis aranĝite ke li venos vespere repreni ĝin. Li menciis ke li bezonos ĝin por nokta rendevuo en unu el la lignodometoj supre de Monto Baruna.”
                 “Nokta rendevuo tie supre? Stranga afero”, ekmiris la leŭtenanto.
                 “Efektive”, Karal respondis, “ĉiuj surpriziĝis pri lia senemocia diro tiurilate, sed neniu aŭdacis fari demandojn. La laboro do efektiviĝis, senprobleme.”
                 “Ĉu ili faris ian specialan riparon?”
                 “Tute ne. Ĉio estis en ordo. La laborejestro provis mem la aŭton kelkminute veturante, kiel li ĉiufoje faras en tia servado. Vespere je la naŭa proksimume Jendrik venis kaj oni redonis al li la veturilon. Li estis kun la edzino. Ili ambaŭ foriris en ĝi. La garaĝo situas ekster Valmu, preskaŭ komence de la almonta vojo, kaj tiun vojon ili iris.”
                 “Kie okazis la akcidento?”
                 “Inter Eta kaj Granda Barunaj. Ĉu vi memoras kie okazis tiu ŝton- kaj terfalo antaŭ unu monato? Nu, post tio estas ankoraŭ eble ses aŭ sep harpinglaj ĝirejoj, kaj tiam la vojo plonĝas malsupren laŭ forta deklivo, formante komence relative longan rektan linion. Tio estas la parto kiam oni desupras de Eta Baruna antaŭ ol komenci la grimpadon sur Granda Baruna. Nu, la ĝirejon fine de tiu rekta linio la veturilo misis kaj ĝi falis frakasiĝe.”
                 “Ĉu iu vidis la akcidenton?”
                 “Ne, malmultaj tie veturas nokte. Sed la spuroj ebligis kompreni kio okazis.”
                 “Kiam oni eksciis pri la katastrofo?”
                 “Dimanĉon matene. Grupo da junuloj, ekskursante supren laŭ la piedvojetoj, ekvidis renversitan aŭton, komplete karbigitan, kiu ankoraŭ odoraĉis je brulo. Ili alproksimiĝis kaj vidis ke ĝi enhavas mortintojn. Ili iris al la ŝoseo, aŭton haltigis kaj petis venigi policon. Komenca enketo rivelis ke la aŭto apartenas al Aleksandro Jendrik. Identigo jam estas farita dank’ al rapidega kunlaboro de lia dentisto, kiu konfirmis, komparante la dentaron kun siaj slipoj, ke nedubende temas pri la arkitekto kaj ties edzino.”
                 “Ĉu li estis drinkinta?”
                 “Preskaŭ certe ne. La nekropsio verŝajne konfirmos. La aŭtohorloĝo rompiĝis je la 9-a kaj 33 minutoj. Nu, oni bezonas proksimume duonhoron por iri de Ejga-Garaĝo al la akcidentloko. Krome, la garaĝo estas la lasta konstruaĵo tiudirekte: post la du kruciĝoj kun la vojoj al Gorna kaj al Larĝamur, la vojo tuj komencas grimpi tra arbaro. La meĥanikisto kiu redonis la aŭton diras ke Jendrik estis tute klarmensa. Li ne havis okazon trinki alkoholaĵon intertempe.”
                 “Kia aŭtisto li estis?”
                 “Bonega, longasperta. Kaj li parkere konis ĉiujn zigzagojn de la valmua montaro.”
                 “Kiom li aĝis?”
                 “Kvindek tri jarojn. Ĉu vi pensas pri sanproblemo?”
                 “Jes. Korkrizo, cerbovaskula rompo, komato diabeta… estas multaj eblecoj.”
                 “Efektive. Mi ne scias precize kiom nekropsio ebligas malkovri ĉe korpo tiel bruligita, sed ĉiuj tiuj kompreneble estos esplorataj, ankaŭ per rilato kun la kuracisto de s-ro Jendrik.”
                 “Ĉu povus esti malzorgo de la garaĝa meĥanikisto? Ĉu eblus ke li ion fuŝis?”
                 “Mi ege dubas. Des pli ĉar la laborejestro mem kontrolis la veturilon stirante.”
                 “Se ne agis ia malsana stato, ni necese alvenos al konkludoj pli nigraĉaj.”
                 “Kongruaj kun la leteroj, ĉu ne?”
                 “Jes. Ĉu povas esti hazardo ke la ricevanto de anonimaj leteroj mortis en tiel strangaj cirkonstancoj, survoje al tiel stranga rendevuo?”
                 “Stefano pensas simile, kaj ankaŭ mi. Pro tiuj leteroj krimo aperas pli verŝajna. Sed kiumetoda?”
                 “Meĥanika intenca fuŝo estas plej probabla. Kion alian oni povus elekti? Ĉu toksadon per produkto kiu post difinita tempo kaŭzas senkonsciiĝon aŭ paralizon? Tio ŝajnas…”
                 Telefontintado interrompis la leŭtenanton. Kiam, post mallonga fraz-interŝanĝo, li remetis la aŭskultilon, lia vizaĝo plej severis.
                 “Krimo”, li basvoĉis. “Jen oni informas min ke la aŭtorestaĵo eksplodis dumnokte. Ne povis okazi nature. Iu intence dissplitis la jam fajrotorditan veturilon por malhelpi fakulajn konkludojn. La loka polico sentas sin iom kulpa ke ĝi ne gardis la aŭton, sed tion oni ne povus postuli de ĝi, ĉu? Ili estas malmultaj en Valmu, kaj la afero tamen ege similis al ordinara akcidento.”
                 “Des pli ĉar ili ne sciis pri la anonimaĵoj”, Karal aldonis.
                 “Prave. Kiel dubi nun ke temas pri meĥanika sabotado? Vi iros tien, Jano. Kaj ankaŭ la aŭtofakulo, kiun oni ne povis kontakti hieraŭ ĉar estis dimanĉo kaj li ne troviĝis hejme.”
              3

                 La loka policisto direktis al Karal paron da tre bluaj okuloj. Li ŝajnis apenaŭ dekokjara, sed probable aĝis almenaŭ dek jarojn pli. Io tre freŝa en la roza haŭto, la mallongaj blondaj haroj, la rekta, memcerta sinteno de viro konscia pri siaj alta kresko kaj larĝaj ŝultroj kvazaŭ disradiis la mesaĝon: ‘jen mi estas: prava, ĉampiono, kaj kun aŭtoritato’.
                 “Aleksandro Jendrik estis amata kaj malamata”, li diris enigme.
                 “De kiuj?” Jano Karal demandis.
                 “Amata de unu duonurbo, malamata de la alia duono. Valmu dividiĝas en du politikajn opiniojn. Duono de la loĝantaro estas konservativa, duono socialista. La rezultojn de l’ voĉdonoj fakte decidas kelkaj hezitemaj elektantoj.”
                 “Kaj kie situis Jendrik?”
                 “Ne diru simple: Jendrik. Estas du fratoj. Aleksandro estas konservativa kaj volas nenion konservi. Jankarlo estas kontraŭkonservativulo kaj volas ĉion konservi. La sloganoj de Aleksandro estas: futuro, progreso, modernigi. Li estis elektita en la Urban Estraron. Jankarlo, male, estas socialisto kiu batalas por ke Valmu konservu ĉiun el siaj malnovaj ŝtonoj, en kiuj, laŭ li, kuŝas ĝia ĉarmo. Ankaŭ li estas arkitekto. Li sidas en la Komunuma Konsilantaro, sed ne en la Estraro.”
                 “Ili do rivalas?”
                 “Akre. Aleksandron Jendrik subtenas la homoj kaj firmaoj kun kapitalo, grandparte personoj venintaj de aliloke. Jankarlon favoras la neriĉuloj, homoj kiuj sentas sin “aŭtentaj valmuanoj”, tre korligitaj al la kadro ĉi-urba. Ĉu vi jam vidis jenan afiŝon?”
                 Li prenis el tirkesto paperon sur kiu legiĝis grandlitere: Vinstrato ne volas morti. Jano streĉiĝis. Li ekmemoris la anonimajn leterojn senditajn al Aleksandro Jendrik. Unu tekstis: “Vinstrato ne volas morti”, alia: “Vinstrato ne mortos”, tria: “Vi mortos pli frue ol ĝi”.
                 “Kio estas Vinstrato?” Karal scivolis.
                 “Strato laŭlonge de Mikva. Laŭ projekto de Aleksandro Jendrik, oni detruus tutan flankon de la strato por fari larĝan ŝoseon. Tio indignigis la stratanojn, kaj ili organizis kampanjon kontraŭ la projekto, kun la helpo de Jankarlo. Ili sentas — pardonu, sentis — al Aleksandro teruran malamon, kvazaŭ tiu volus ruinigi ilian vivon, detrui ilian animon, atenci ion sanktan.”
                 “Ĉu la fratoj ege malamis sin reciproke?”
                 “Ne. Ili fakte bone rilatis. Mi pensas ke ili estimis unu la alian. La rivaleco estis politika kaj profesia, tute ne persona.”
                 “Kaj la virinoj?”
                 “La edzinoj estis longatempe bonegaj amikinoj. Oni tre ofte vidis ilin kune. Ekzemple, ili kune sekvis kurson pri meĥaniko organizitan de la Klubo Aŭtomobila. Ili eĉ provis aranĝi tian kurson speciale por virinoj, laŭ la principo: ‘virinoj multe uzas aŭtojn nun, ili devas scii pli pri meĥaniko’, sed ili ne sukcesis varbi sufiĉe da inaj amatoroj. Tamen, jam eble unu jaron la du edzinoj ne plu multe interrilatas, kvazaŭ iu streĉo intervenis inter ili. Mi ne scias kial.”
                 “Kaj ĉu vi havas ideon pri la ama vivo de tiuj du paroj?”
                 “Neniun. Laŭaspekte, ĉiu formas fidelan paron. Sed kompreneble tiaj homoj, se ili devojiĝas de la rekta edzeca linio, tion faras plej diskrete.”
                 “Nun pri la katastrofo mem, kion vi povas diri al mi?”
                 “Pri la eksplodo bedaŭrinde nenion. Ni enketis vane. Neniu spuro. Neniu vidinto. Plasta eksplodaĵo lokita en la regiono de la bremsa regsistemo, laŭ niaj deduktoj. Domaĝe ke ni ne venigis aŭtofakulon antaŭe, aŭ ne gardostaris. La fakulo nun ne plu trovos ion ajn gravan.”
                 “Kaj pri la akcidento?”
                 “Tiu akcidento estas tre stranga. Ne pro la loko. Ni policistoj jam plurfoje atentigis la aŭtoritatojn ke tiu loko estas danĝera. La kurbo tro akutas post tiel forta rekta deklivo. Tamen ĝis nun nenio serioza okazis, ĉar estas malmulte da trafiko. Okazis malgravaj devojiĝoj. Junulo foje vundiĝis kolizie kun arbo. Sed por fali abismen kiel Aleksandro Jendrik, necesis pli ol devojiĝo, necesis veturi kelkajn metrojn plu en la veprejo sen povi haltigi la aŭton.”
                 “Kio impresas vin kiel plej stranga en ĉi tiu afero?”
                 “Nu, estis bonega stiranto. Li ne drinkis. Li estis, kiom ni scias, sana. Li perfekte konis tiujn vojojn. Kaj la aŭto ĵus estis kontrolita en la garaĝo kiu servis lin dum jaroj kaj jaroj, kaj ĉiam kontentigis lin.”
                 “Kia estas la reputacio de tiu garaĝo?”
                 “Senmakula. Kompetentaj laboristoj, bona organizo, taŭga kontrolo de ĉio necesa.”
                 “Kio estas la opinio de viaj kolegoj kaj de vi pri la katastrofo?”
                 “Fakte, se oni konsideras ĉiujn elementojn, restas nur unu ebleco: iu sabotis la bremsojn. Ne eblas ĝuste ĝiri tie sen forte bremsi fine de l’ deklivo. Kun nefunkciantaj bremsoj li povis nur forflugi elvoje.”
                 “Sed ĉu li povis atingi tiun lokon ne bremsinte eĉ unu fojon?”
                 “Ne, antaŭ ol atingi la montovojon, li dufoje trairis pli gravajn vojojn, kaj ĉe ambaŭ interkruciĝoj estas ‘halt’-signalo, kie li nepre devis bremsi. Sed poste la vojo konstante serpentas supren sufiĉe deklive, kaj eĉ ĉe harpinglaj ĝirejoj sufiĉas malakceli.”
                 “Interese… Nu, mia enketo videble devas komenciĝi en la garaĝo. Mi tien iros. Dankon pro la multaj informoj.”
                 Kaj Karal eliris el la policejo.

              — CIACH —

              0
            • fringel pisze:

              Ogromne dzięki za słownik. Niewiarygodny efekt – aż trudno uwierzyć, że powstał bez znajomości języka.
              Ale mam też uwagi. Na PW2 żony działa bezproblemowo. Po wejściu do książki i pierwszym podświetleniu słowa mogę zmienić w okienku na odpowiedni słownik. Gorzej na K4 NT. Plik słownika nie jest widoczny. Próbowałem zmienić w Calibre metadane słownika z hiszpański na esperanto – nie zadziałało. Podobnie zmieniałem w metadanych książki z esperanto na hiszpański – też nie pomogło. Pewnie coś trzeba zrobić inaczej…
              Fizycznie plik jest obecny, bo mogę przeglądać zawartość pod Duokanem, ale tylko przeglądać.
              Ogólnie – rewelacja!!! Wkrótce pod słownikiem wpiszę kilka drobnych uwag, w jaki sposób można by jeszcze bardziej udoskonalić od strony językowej. Ale to marzenia, do których trzeba dążyć, jeśli się da.

              0
              • Athame pisze:

                Ten hiszpański zaplątał się przez pomyłkę. Teraz jest już zaktualizowany plik, w którym jako język ogólny zapisałem polski, język źródłowy tłumaczenia esperanto (przez Kindle traktowany jako Unknown) i język docelowy – znowu polski.

                Ponieważ Kindle nie wspiera nijak języka esperanto, to jedyne rozwiązanie polega na tym, by fałszywie zadeklarować jako źródłowy któryś ze wspieranych (może to być np. polski lub hiszpański) i ten sam zapisywać w metadanych e-book’a. W takiej sytuacji powinno działać.

                0
              • Athame pisze:

                Calibre nie potrafi zmienić tych metadanych. To co tam jest jako język nie dotyczy informacji translacyjnych w słownikach. Udostępnię Ci wersję dla K4NT, która będzie widoczna jako PL-PL (i książki także powinny mieć w metadanych PL).

                Przypomnij mi czy K4NT wyświetla okładki, bo jeśli nie to daruję sobie te kilka kb.

                0
              • Athame pisze:

                Sprawdź ten plik: http://www15.wyslij-plik.pl/pokaz/822364—xygc.html

                Pamiętaj by książką w metadanych miała PL.

                0
              • fringel pisze:

                Po zmianie metadanych książek na PL słownik na K4NT hula aż miło! :) Podobnie jak na PW. O to chodziło !

                0
      • beni pisze:

        Gramatyka w języku czeskim podobna jest do gramatyki polskiej. Wyrazy odmieniają się podobnie jak w języku polskim ( odmiana przez przypadki oraz koniugacja – dodawanie końcówek fleksyjnych)

        0
    • Athame pisze:

      Coś nie wyszło w poprzednim wpisie: chodzi mi o to, czy odmiany rządzą się jakimiś logicznymi regułami, czy też tworzone są zupełnie „od czapy”.

      0
    • Cyfranek pisze:

      Na jaki czytnik?

      0
  12. Athame pisze:

    Przygotowałem wersje dla czytników Kobo i PocketBook. Szczegóły na http://eczytniki.blogspot.com/2016/06/sjp-dla-kobo-i-pocketbook.html.

    1
  13. beni pisze:

    Athame
    W sprawie słownika czesko-polskiego, założyłem osobny temat na innym forum (na którym zresztą mi odpisałeś – dzięki wielkie).
    Kwestie gramatyki i wszelkie inne, żeby nie robić tutaj bałaganu, będę tam właśnie kontynuować. Jeżeli tylko będziesz potrzebować, jakichkolwiek informacji odnośnie j.czeskiego, to w miarę swoich skromnych możliwości postaram się tam udzielić.
    Bardzo dziękuję Ci za zainteresowanie się tematem!

    0
    • Athame pisze:

      Jeśli chodzi o czeski to jest spory problem. Brakuje mi pliku z odmianami, a bez tego Kindle leży. Dziwna ułomność, bo np. Kobo nie przeszkadza to że ma tylko podstawową wersję.

      Generowanie wszystkich potencjalnych odmian z pliku 8 MB robi plik 200 MB. Niestety nie jestem w stanie skryptem odróżnić co jest rzeczownikiem, a co czasownikiem, więc robię odmiany zgodnie z zasadami budowy dla jednego i drugiego. To sprawia, że dla każdego słowa jest po 50 odmian, z czego 80-90% niepoprawnych. W tej sytuacji nie mam niczego wartego upublicznienia. 200 MB przy moim uploadzie to pół doby wgrywania, więc ćwiwerćproduktami nie zapcham łącza.

      Kluczem jest znalezienie dobrego pliku z odmianami, co wydaje mi się realne.

      0
  14. Athame pisze:

    Postanowiłem zrobić nowy słownik na bazie, tym razem, stron PWN. Ze względu na ograniczenia licencyjne nie udostępnię gotowego pliku, ale jest szansa, że napiszę szczegółową instrukcję, tak by każdy mógł sobie zrobić wersję, na własny użytek.

    2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.