Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Prószyński: dlaczego właściwie e-booki mają być tańsze?

proszynski-ceny

W weekendowym wydaniu serwisu gazeta.pl znajdziemy wywiad z Mieczysławem Prószyńskim, jednym z najbardziej zasłużonych polskich wydawców. Cały tekst ukazał się wcześniej chyba w Magazynie Świątecznym GW. 

Wywiad bardzo długi i warto go przeczytać, ja zacytuję fragment na temat książek elektronicznych.

A jak ocenia pan na przykład e-booki? Miały zrewolucjonizować rynek książki.

– Cały czas w nie inwestujemy! I to dużo. Od kilku lat wszystkie nasze książki wychodzą równolegle w tej postaci, przy czym zwykle e-book ukazuje się trzy tygodnie po premierze wersji papierowej. W postaci e-booków nie wydajemy tylko tych książek zagranicznych, przy których nie dostaliśmy praw do takiej formy sprzedaży. W ofercie mamy dzisiaj 757 e-booków.

Ale czy jest na nie rynek? Są potwornie drogie.

– I nadal takie będą. Gdyby nie było ich papierowych odpowiedników, e-booki byłyby jeszcze droższe. Przygotowanie książki kosztuje, prawa autorskie też. To nie jest tak, że jak robimy e-book, to koszty tłumaczenia, redakcji i promocji idą w nakład papierowy, a e-book jest już za friko. Trzeba te koszty dzielić proporcjonalnie, najlepiej po równo na każdy sprzedany egzemplarz. W przypadku e-booków dochodzi jeszcze znacznie wyższy VAT. W cenie e-booka jest 23% podatku VAT, w cenie książki papierowej – 5%. To jest 18% różnicy. Cholernie dużo!

Jeśli popatrzy pani np. na ceny najnowszych bestsellerów Stephena Kinga w Amazonie, to e-booki wcale nie są dużo tańsze od papierowych wydań w twardej oprawie. Kosztują 75-80% ich ceny. I nie będą tańsze, bo honorarium autora i agenta jest wyliczane procentowo od ceny sprzedaży, podobnie jak wynagrodzenie pośredników – w tym sklepu. Nikt nie chce zrezygnować z zarobku. Jeśli kupujemy prawa autorskie do danej pozycji, to musimy zapłacić zaliczkę, która powinna nam się potem zwrócić. Jeżeli tłumaczymy książkę, to tłumacz nie zrobi tego na procent od sprzedaży, który dostanie po wielu miesiącach lub nawet po latach. Chce dostać wynagrodzenie w momencie oddania tłumaczenia, a nawet wcześniej, w postaci zaliczki. I to wydawca to wszystko finansuje, inwestując w produkcję książki. Przy e-bookach oszczędza się na papierze i druku, ale ten koszt w przypadku przeciętnej książki papierowej to kilka złotych. E-booki nowych tytułów nie będą tańsze! Sprzedaż jest na razie mała, ale nowe pokolenia czytelników dopiero dorastają. Jeśli zaś chodzi o książki papierowe, pozostaję optymistą – książki będą istnieć, dopóki nie wymrze moje pokolenie (śmiech). Z drugiej strony, niektóre rodzaje książek na naszych oczach znikają z obiegu papierowego. Na przykład słowniki.

Przez kilka lat pracowaliśmy nad naszą wersją słownika polsko-angielskiego, komplementarnego do naszego wielkiego „Słownika angielsko-polskiego Cambridge”, który wydaliśmy w 2003 roku. I zaniechaliśmy tych prac. Słownik jest gotowy, na półce mam płyty z wersją gotową do druku, ale go nie drukujemy. Google uruchomił swój słownik on-line i zabił ten segment rynku. Także pozycje techniczne, niektóre naukowe oraz instrukcje obsługi wszelkich urządzeń czyta się dzisiaj raczej na ekranie komputera lub czytnika.

I kilka moich komentarzy:

  1. To co dla nas jest podstawową wartością książki papierowej (w stosunku do e-booka) czyli jej forma fizyczna, dla wydawców jest tylko jednym z kosztów składowych. I te parę złotych nie decyduje o różnicy w cenie, którą zresztą zjada wyższy podatek VAT.
  2. Jeśli chodzi o stawkę VAT na e-booki – Komisja Europejska zamierza się zająć tym tematem w 2016, w ramach ogólnego przeglądu unijnego systemu VAT. Dla mnie to jest kolejny etap niekończącej się opowieści, więc nawet o tym nie było artykułu – czekamy na konkrety.
  3. Prószyński nie wspomina w wywiadzie o marżach pośredników, a te są istotnymi składnikami ostatecznej ceny książki, zarówno papierowej jak i elektronicznej. Wciąż niewielu wydawców myśli o tym, aby w większym stopniu e-booki sprzedawać samodzielnie i pośredników omijać.
  4. Trzy tygodnie czekania na e-booka od publikacji książki papierowej? I potem się dziwicie, drodzy wydawcy,  że ludzie tych e-booków nie kupują? Przecież zaletą książki elektronicznej jest to, że można się nią cieszyć w dniu premiery, od razu po północy, zanim otwarta zostanie pierwsza księgarnia z papierem. Niedawno jeden z czytelników napisał mi o odpowiedzi jaką dostał z wydawnictwa Latarnik – tam e-booki puszczają dopiero po pół roku, rzekomo ze względu na piractwo. Cóż za zbytek łaski! Może po roku, albo po dwóch, gdy już ostatni klient kupi papier?

Z drugiej strony – no co tu się dziwić.  Wrzucałem niedawno na nasz profil facebookowy następujący status Jakuba Żulczyka:

Wieszczom ebokoowej rewolucji chciałem oznajmić, że obie moje ostatnie pozycje wydawnicze ("Ślepnąc od świateł" i wznowione "Radio") sprzedały się na papierze w ilości 20 (słowem, dwadzieścia) razy większej niż w ebooku. I przypominam, że czytelników mam relatywnie młodych i nie będących na bakier z technologią.

Możemy się oburzać na rzeczywistość, ale e-booki, tak dla nas ważne, wciąż nie mają więcej niż 5% rynku. I wydawcom jest z tym dobrze. O tym pisałem we wrześniu 2014 – przedstawiciele branży twierdzą jasno, że wydawanie e-booków im się nie opłaca. Dlatego, choć cieszy mnie zaangażowanie wydawnictw takich jak Prószyński w publikację książek elektronicznych – wciąż mam wrażenie, że czasami pozostajemy klientami drugiej kategorii.

Jeszcze cytat z wywiadu z Mieczysławem Prószyńskim, nt. wydania „Starości aksolotla” Jacka Dukaja przez Allegro.

Jeśli taka spółka, jak Allegro, zaczyna być również wydawcą, nie ma w tym nic złego. Przecież to dzisiaj jedna z największych księgarni internetowych. Jacek Dukaj mógłby pewnie sam wydać „Starość aksolotla”, ale współpraca z Allegro w tym względzie zapewnia mu ogromną promocję. W tej chwili każdy taki pomysł jest wart analizy, bo zmienia się rynek – ci, którzy zrobią coś jako pierwsi, mogą wygrać, a jeśli nie, to przynajmniej zostaną zapamiętani jako ci, którzy zrobili ten pierwszy krok.

O to właśnie chodzi – ten, kto będzie potrafił w Polsce e-booki wypromować, może szybko zgarnąć większy kawałek rynku niż te obecne parę procent.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

86 odpowiedzi na „Prószyński: dlaczego właściwie e-booki mają być tańsze?

  1. Ambroży pisze:

    Jakby ebooki stanowiły więcej niż 5% rynku to może nie byłoby takich promocji jakie są :)

    0
    • Tofi pisze:

      Były by, tylko by miały inny charakter. Obecnie promocją walczy się by sprzedać cokolwiek. Gdyby udział w rynku był rzędu 50% wtedy promocje by promowały poszczególne książki. Dużo prościej jest podjąć decyzję na temat wirtualnego produktu niż jego fizycznego odpowiednika.

      0
  2. Kukurydza pisze:

    To jest jedna wielka spirala głupoty. Ludzie nie kupują ebooków, bo są drogie i różnica w cenie między papierem, a książką elektroniczną jest często niewielka. Wydawnictwa nie inwestują w rozwój rynku ebooków, bo mało na tym zarabiają. I koło się zamyka.
    Ludzie nie będą płacić za ebooka tyle samo co za książkę papierową, bo jest to kompletnie nieopłacalne. Jak kupię za 30 zł książkę papierową, chociażby Pana Żulczyka, to mogę ją przeczytać, a później odsprzedać za 20 – 25 zł. Czyli tak de facto ta książka będzie mnie kosztowała 5-10 zł.

    0
    • asymon pisze:

      Jeśli książka nie jest popularną nowością, to raczej sprzedasz za 5-10zł, czyli zapłacisz jakieś 20zł, czyli tyle co za ebooka w nawet słabej promocji. A co się na poczcie wystoisz, to twoje.

      Tak, przez jakiś czas tak robiłem, ostatnią książką którą tak sprzedałem byli „Niewidzialni akademicy” Pratchetta, chyba z tydzień po premierze, więc „zwrot z inwestycji” był niezły. Od tego czasu nie chce mi się. Mam więc karton niepotrzebnych książek, muszę w końcu spisać i oddać do biblioteki.

      0
      • Robert Drózd pisze:

        Prawda, sama prawda. Ja mam kilkadziesiąt książek które bym sprzedał, ale zrobiłem to tylko raz, w przypadku różnych anglojęzycznych z Amazonu, za które mogłem wziąć po 20-30 zł. Jeśli mam książkę odsprzedać za 5 zł, to w tym momencie bardziej cenię swój czas. Acz pewnie przy najbliższej przeprowadzce zrobię po prostu stosiki do rozdawania znajomym.

        0
        • Jan Wierzbicki pisze:

          Dlatego ja sprzedaję w zestawach – np po 3 książki z tej samej dziedziny. I wtedy chce mi się iść na pocztę :)

          A raz nawet sprzedałem jakiś staroć za 20zł! Ucieszyłem się, a potem okazało się, że kupujący poprosił mnie o wysyłkę na inny adres – jak się okazało, on sprzedał moją książkę komuś innemu za 40zł! I od razu chciał, żeby wysłać tamtej osobie :)

          Więc czasem i za staroć można wziąć niezły pieniądz.

          0
      • tzigi pisze:

        To bardzo zależy od książek i tego, gdzie się je sprzedaje. Jeśli kupię nowość w papierze za 30-40 zł, to w ciągu powiedzmy pierwszego miesiąca po premierze spokojnie ją sprzedam za ok 20-25 zł w antykwariacie w centrum Łodzi. I wiem, że w ciągu tygodnia ona zniknie z tego antykwariatu.

        Ale rzeczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że taka sytuacja nie występuje nawet we wszystkich miastach wojewódzkich w Polsce – mam wrażenie, że zależy to głównie od umiejętności właścicieli antykwariatu.

        0
      • Kukurydza pisze:

        Ja już nie mam gdzie stawiać książek, więc kupuję 4-5, czytam i od razu po przeczytaniu sprzedaję. Zostawiam sobie tylko serie wydawnicze albo pojedyncze książki co do których wiem, że będę chciał kiedyś do nich wrócić.
        Na pocztę idę zazwyczaj wcześnie rano więc wtedy tłumów nie ma, a coraz częściej wysyłam także przez paczkomaty.

        0
    • kanis pisze:

      Tak, ciekawe kto przy zdrowych zmysłach kupi za 25 zł używaną książkę i to jeszcze od autora, o którym mało kto słyszał.
      Ja próbowałem sprzedać na ebayu kilka kryminałów. Zasada zawsze jest jedna: nieistotne w jak doskonałym stanie jest książka. Jeżeli jest użuwana to oznacza połowę jej pierwotnej ceny. Książki musiałem wstawiać trzy razy, gdyż tak wielkie było nimi zainteresowanie. W końcu sprzedałem ale nie opłaciło mi się to ani trochę, gdyż doszły mi jeszcze koszty wysyłki.
      Obecnie na półce mam kilka książek, które mi tylko zalegają i zajmują miejsce. Plan jest taki: przeczytać i oddać charytatywnie do biblioteki. Wiem, że nikt mi ich nie kupi, a jeżeli już to za przysłowiowe psie grosze. Szkoda zatem mojej fatygi, niech przynajmniej inni mają możliwość przeczytania za darmo.

      0
  3. Grzegorz pisze:

    Akurat te trzy tygodnie czekania na wersję elektroniczną książki to moim zdaniem żaden problem, bo nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji, w której ktoś musi przeczytać konkretną pozycję z dnia na dzień (chyba, że do celów naukowych lub zawodowych, ale Prószyński raczej nie wydaje za dużo pozycji tego typu).

    I mam nadzieję, że uświadamianie ludziom tego, że ceny ebooków nie są sztucznie zawyżane będzie miało miejsce na szerszą skalę. Bo póki co dominują niestety postawy wybitnie roszczeniowe, jakby żywcem wyjęte z rozmów sprzed Biedronki. W moim odczuciu lepiej wydać więcej pieniędzy na jedną porządną książkę (nie czekając przy tym rok na obniżkę ceny do poziomu PKB Kiribati), która nas sponiewiera intelektualnie i nie da się po niej łatwo otrząsnąć niż brać hurtem beletrystyczne gnioty za dychę i de facto wydawać tyle samo pieniędzy na towar gorszej jakości.

    0
    • rudy102 pisze:

      Wyobraź sobie Grzesiu, że na wartościową literaturę też są promocje i można nie płacąc dużo mieć dobre rzeczy do czytania. Ostatnio po kilkanaście zł nakupiłem np. reportaży z WAB czy książek Steinbecka.
      A wydawcy sami do tego przyzwyczaili, że czeka się na promocję, poprzez ustalenie bardzo wysokich cen nominalnych i przecenianie z 30 zł na 10. :P

      0
      • Grzegorz pisze:

        30 złotych to nie jest bardzo wysoka cena nominalna.

        0
        • rudy102 pisze:

          Nie, wcale. Nie uruchamiaj mnie po raz kolejny…

          0
          • Grzegorz pisze:

            Bo nie jest. 30 złotych za książkę to niska cena.

            0
            • ppece pisze:

              Dla kogoś kto kupuje jedną książkę na kwartał lub półrocze te 30 zł nie będzie wysoką ceną. Jednak dla kogoś kto kupuje więcej to będzie problem w dłuższej perspektywie. Zwłascza dla 3/4 społeczeństwa mających inne ważniejsze niezbędne wydatki mniej lub bardziej codzienne 30 zł na ebooka to dużo. Dodajmy jeszcze, że literatura to nie jest jedyny obszar rozrywki, do którego wszyscy wokół zachęcają, bo inaczej będzie reprezentantem ciemnogrodu.

              Tak oto przeciętny człowiek powinien ze swojej przeciętnej (liczonej medianą, a nie średnią arytmetyczną) pensji kupić średnio co najmniej kilka książek, płyt muzycznych, filmów, 1 lub 2 razy/m-c wybrać się do kina, do teatru i na koncert. Oczywiście jeszcze powinien zwiedzać regularnie mały i wielki świat i to nie za pomocą pożal się autostopu, roweru czy pieszo, ale z biurami podróży. Podsumowując: chyba przemysł kulturalno-rozrywkowy najadł się szaleju, jeśli myśli, że ludzi na taki wydatek połączony stać. Zdołowany przeciętny Polak wybierze wtedy telewizję (kablową lub naziemną) oraz Internet. Za o wiele mniejszą kwotę dostanie platformę z codzienną rozrywką i to jeszcze taką, która go nie zmęczy po ciężkim dniu.

              To o czym piszesz, Grzegorzu, to trochę tak jakby ludziom wmawiać, że przeciętny nowy rower powinien kosztować tyle samo co przeciętne nowe auto. Oboma dojedziemy na miejscę. A że na rower potrzeba mniej materiału i nie jest tak skomplikowany? To nieistotny drobiazg.

              Prawda jest taka, że ceny produktów powinny dostosywać się do poziomu dostępnego dla większości społeczeństwa (lub grupy docelowej). Jeśli branży literackiej odpowiada obecna sytuacja, gdzie tylko mała część społeczeństwa korzysta z ich wytworów, to niech dalej utrzymują konserwatywne myślenie, tylko niech nie narzekają, że rynek zbytu jest taki mały i przez to oni biedują.

              0
              • ppece pisze:

                Dodajmy, że powinien te wszystkie produkty kultury nabywać po nominalnej cenie. Boże uchroń przed promocjami, promocje to zuo. Jakiekolwiek myśli o obniżeniu nominalnej ceny za nie są herezją i powinny być karane. Handel wtórny także zapewne wymyślił Belzebub i przeciwnik rozwoju kultury. Przynajmniej to chcą nam wmówić korporacje przemysłu kulturalno-rozrywkowego.

                Pozdrawiam myślących swobodnie ;)

                0
              • pani Eliza pisze:

                W punkt! :-)

                0
  4. wujo444 pisze:

    Chciałbym zobaczyć, w jakiej ilości książek wynagrodzenie autora jest wyższe od kosztu druku. Naprawdę. Zwykle wypowiedzi autorów w sieci podaje mniej niż 5 zł za egzemplarz…

    Większość kosztów książki papierowej to opłaty pośredników, hurtowni i księgarni. Jeśli wydawnictwa chciałyby zaoszczędzić w tym miejscu, sprzedając ebooki bezpośrednio, zarobiłoby i wydawnictwo i klient.

    0
    • jestę wydawcą pisze:

      nie zarobiłoby – większość klientów jest leniwa – woli mieć konto w jednej księgarni, niż w 20 wydawnictwach

      0
      • Jan Wierzbicki pisze:

        Bez przesady, aż tak leniwy to nie jestem, żeby nie mieć konta w kilku księgarniach, co to za problem? A parę zł się zaoszczędzi na następną książkę

        0
      • krzyszp pisze:

        Bzdura, leniwy klient ma konto na porównywarce a tam bezpośrednie linki do wszystkich wydawnictw/księgarni…

        0
      • Grzegorz pisze:

        Potwierdzam ;) Mam konto tylko w jednej księgarni z ebookami, a książki papierowe kupuję „na mieście”.

        0
      • asymon pisze:

        nie zarobiłoby – większość klientów jest leniwa – woli mieć konto w jednej księgarni, niż w 20 wydawnictwach

        Czy mogę prosić o źródło tych rewelacji? Czy jest to „oczywista oczywistość”?

        0
        • oshin pisze:

          BTW ciekawa jestem jak to jest naprawdę (w którejś z ankiet było chyba to pytanie, ale wydaje mi się, że te ankiety niestety badają wąski i bardzo aktywny fragment rynku) i czy jest jakaś różnica między klientami księgarni z ebookami, a tymi, którzy kupują tylko papier.

          0
      • leniwy klient pisze:

        To prawda. Dlatego też mamy takie bajery jak uwierzytelnianie rozproszone (przykładowo OpenID, Google OAuth2, MS LiveID, czy chociażby Facebook) – rejestracja polega najczęściej na jednym kliknięciu „Zaloguj za pomocą … „.

        0
  5. Przemek pisze:

    Eksiążki, audiobooki, filmy, muzyka dostępne cyfrowo online powinny być tańsze przede wszystkim dlatego, że jest to usługa i nie można tej „inwestycji” przekazać innej osobie (czy w spadku, czy sprzedać).
    Amazon ma ceny czasem droższe od papieru, ale dodaje dodatkowe treści (np. X-Ray, Word Wise, szybki dostęp do wikipedii). Swoją drogą jakby Dukaj chciał pokazać nową jakość książki, to powinien właśnie np. wykorzystać X-Ray, gdzie do książki dołączona jakby „encyklopedia” na tematy pojawiające się w książce.
    A generalnie książki nie są za drogie, weźmy pod uwagę na ile godzin starcza te kilkadziesiąt zł, a za tą samą kwotę ile czasu dostajemy w kinie, na basenie? (polecam buciki biegowe, wydatek 300zł, starcza na ponad 1000km, średnio 10km/godzinę, to daje nam 3zł za godzinę rozrywki :) )

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Pełnowartościowy X-Ray można dodać wyłącznie do książek sprzedawanych w Amazonie i dla debiutu w Allegro nie było to za bardzo możliwe.

      0
    • Jak najbardziej. Papierowa książka ma większą wartość, bo można ją komuś pożyczyć, odsprzedać itd. Ebook to tylko usługa dla jednej osoby. Tłumaczenie, że koszty… nie uwzględnia klienta. Co mnie jako klienta obchodzą koszty producenta, autorskie itd. – to problem wydawcy. Amazon sobie radzi i jak kiedyś wejdzie na polski rynek to będzie wielki płacz, że wygryza polskie księgarnie i wtedy nikt nie będzie pamiętał, że te księgarnie i wydawcy wcale nie dbali o swoich klientów

      0
      • asymon pisze:

        Co mnie jako klienta obchodzą koszty producenta, autorskie itd.

        Mnie jako klienta trochę obchodzą, a i ciebie chyba powinny.

        Wydawnictwo, jak każda firma, ma przynosić zyski, a nie tylko wydawać książki ku chwale kultury i dobru czytelników. Jak policzą w wydawnictwie, że dany tytuł się nie opłaca, to go po prostu nie wydadzą. Jak policzą, że dodatkowa opłata za licencję na ebooki nie ma szans się zwrócić, wydadzą tylko na papierze*.

        *) Dla jasności, mam podejrzenie, graniczące z pewnością, że wydawanie ebooków i tak się nie zwraca. Wydawnictwa nie chwalą się sprzedażą na sztuki, w komunikatach są raczej informacje o wzroście rzędu 200%. Ale tu i tam gdzieś coś się komuś wymknie, i zdaje się że bestsellery ebookowe to kilkaset sztuk sprzedanych, zwykle w promocji „za 10zł”.

        Przykładowo, ebook kosztujący 20zł, to netto 16,26, z tego połowa (?) idzie do sklepu, zostaje 8, no powiedzmy 10zł dla wydawcy. Jeśli koszt licencji na ebooka to 1000zł, to sam sobie policz, jak bardzo się to opłaca.

        Książka Jacka Dukaja jest wyjątkiem, bo po pierwsze reklama, po drugie tylko tak można ją kupić, po trzecie wydawca opłacił kogoś kto siedział i cierpliwie zgłaszał pliki pojawiające się na chomikuju.

        0
        • Cyber Killer pisze:

          Kluczowe tu jest to co napisałeś o książce Dukaja. Tzn że nie było w ogóle wersji papierowej. Uważam że to jest konieczne żeby rynek ebooków w końcu urósł – zaprzestać wypuszczać papier.

          0
          • Doman pisze:

            Wersja papierowa Aksolotla pewnie w końcu będzie w jakiejś antologii, ale na to jeszcze poczekamy.

            Co do Allegro to zastanawiam się ile wydali na reklamy, bo widziałem i w kinie i w prasie, a w internecie to już w ogóle za każdym rogiem (choć to może być osobisty efekt wyprofilowania adsense). A pamiętam wypowiedzi pani Kosik sprzed kilku lat, że dla wielu książek plakaty reklamowe na mieście to już cenowy overkill.

            0
            • asymon pisze:

              Allegro reklamowało nową platformę sprzedaży ebooków, a nie książkę.

              0
            • Robert Drózd pisze:

              No i słusznie powiedziała, bo akcja promująca SA promowała też platformę. Gdyby miało to dotyczyć wyłącznie SA, to policz sobie – 10tys sztuk x 10 zł – 100 tys. to za mało, aby sfinansować taką promocję, nie licząc już kosztów przygotowania książki (honorarium autora, ilustratora, skład itd.)

              0
    • sdf pisze:

      Książka na moim dysku to nie jest usługa i oczywiście mogę ją legalnie przekazać/pożyczyć/odsprzedać komu tylko mi się podoba.

      0
      • Dumeras pisze:

        Niestety dość daleko jesteś od prawdy. Jak poczytasz regulaminy księgarni, to wyczytasz między innymi, że Administrator, czyli właściciel tek księgarni, „sprzedaje” Ci, czyli tak naprawdę umożliwia Ci złożenie ZAMÓWIENIA na PUBLIKACJĘ ELEKTRONICZNĄ, zwaną potocznie w omawianym przez nas przykładzie ebookiem, która jest dokumentem elektronicznym, na który nabywasz LICENCJĘ na korzystanie.
        I teraz wszystko zależy od zapisów licencji. Na takich wolnychlekturach, dość swobodnie możesz korzystać z publikowanych tam tekstów, ale w przypadku kupowania nowości książkowych obostrzenia są znacznie większe i mogą się różnić w zależności od księgarni. W niektórych są zapisy o maksymalnej ilości urządzeń, na jakich można uruchomić publikację, ile razy, na pewno są zakazy rozpowszechniania przez sieci p2p, strony internetowe, itp.
        Żaden znany mi regulamin sklepu nie porusza wprost tego tematu, domyślnie brak takiej opcji, jak odsprzedanie publikacji. Żeby zrobić to oficjalnie i w zgodzie z prawem, pewnikiem sporo musiałbyś się namęczyć. Umowa sprzedaży, cesja praw, nie jestem pewien, na pewno pozbycie się wszelkich kopii, bo jakakolwiek kopia u Ciebie takiej sprzedanej publikacji, będzie kopią piracką.

        Dlatego dla mnie niższa cena ebooka powinna wynikać z tego, że mamy większe ograniczenia prawne w jej korzystaniu. Kolejnym czynnikiem, będą niższe koszty logistyki (transport, magazynowanie, eksponowanie, itp.). Inną sprawą jest, że przydałoby się, żeby ebooki na stronie wydawcy były tańsze, bo odpada kilku pośredników, którzy swoje chcą zarobić.

        0
        • dfs pisze:

          A co mnie obchodzą regulaminy księgarni? Mnie może obchodzić co najwyżej prawo autorskie i cywilne, które – co oczywiste – stoją nad jakimś głupim „regulaminem” napisanym przez jakiegoś prawniczego troglodytę.

          Te zapisy są niezgodne z prawem. Nie nabywam żadnej licencji. Nabywam jeden, konkretny egzemplarz utworu, którym mogę swobodnie dysponować (tak samo jak egzemplarzem papierowej książki).

          0
          • Damian pisze:

            Jeżeli tak Cię obchodzi prawo cywilne to zapoznaj się z art. 45 KC, a dowiesz się, że nie kupujesz konkretnego egzemplarza utworu, bo ebook nie jest rzeczą i nie może być „konkretnym egzemplarzem” tak jak książka papierowa.

            0
            • dfs pisze:

              No i co ten artykuł ma niby znaczyć? To według Ciebie Windows, Office też nie jest rzeczą i nie można mieć ich egzemplarza?

              Proponuję zapoznać się z art. 51 ust. 3 prawa autorskiego.

              0
              • Robert Drózd pisze:

                Nośnik czy kopię Windowsa można mieć, korzystanie z nich wymaga licencji.

                0
              • dfs pisze:

                Korzystanie z Windowsa nie wymaga żadnej licencji. Licencja to jest pisemna umowa zawierana między dwiema stronami.

                Licencja na oprogramowanie, to tak naprawdę nie jest licencja, a warunki użytkowania, które nie mogą być sprzeczne – a często są – z prawem (np. rzekomy zakaz przenoszenia oprogramowania OEM).

                I program i ebook jest egzemplarzem, którym – jeśli wszedłem legalnie w jego posiadanie – mogę dowolnie dysponować (w granicach prawa autorskiego).

                0
              • Damian pisze:

                Ten artykuł (art.45 KC) oznacza, że:
                1. nośnik materialny + treść = rzecz (płyta z Windows, płyta CD, płyta DVD, książka itp.)
                2. treść rozpowszechniana drogą cyfrową = to nie jest rzecz. Jest to usługa dostarczania treści np ebook, gra ze steam, muzyka ze spotify, mp3 z itunes itp.

                0
              • dfs pisze:

                Rzecz, nie rzecz – empetrójka, książka czy obraz ISO z Windows na moim dysku, to jest moja empetrójka, moja książka i moje ISO, a nie jakieś „licencje”. I tę moją empetrójkę, książkę czy ISO mogę legalnie sprzedać, jeśli mnie najdzie na to ochota.

                0
              • Damian pisze:

                Rzecz możesz odsprzedać, usługi nie. Możesz odsprzedać książkę papierową czy płytę CD, ale ebooka już odsprzedać nie możesz.

                0
              • sdf pisze:

                Bo co? Zabronisz mi? WSZYSTKO, co kupiłem, mogę sprzedać. To oczywiste dla każdego przedszkolaka.

                Oczywiście plik też mogę sprzedać (plik to nie usługa, jak próbują wmawiać kpiarze z korporacji).

                0
              • Paweł Szymczak pisze:

                Sprzedać możesz. Problem w tym, że osoba, która to kupi od Ciebie, nie może zgodnie z licencją korzystać.

                0
              • dfs pisze:

                Następny. Od kiedy to, żeby przeczytać zakupioną z drugiej ręki książkę, potrzeba mieć „licencję”? Podaj podstawę prawną. No i co mi grozi za czytanie książki bez „licencji”? Podaj podstawę prawną.

                0
  6. rudy102 pisze:

    Ciekawe, że słowem się nie zająknął o tym, że książkę papierową mogę sprzedać czy oddać do biblioteki. Mam nadzieję, że ktoś w końcu zapyta o to wydawców, bo wszyscy rżną głupa udając, że nie wiedzą o co chodzi i ględzą o druku jako jedynej różnicy.
    Ciekawe też dlaczego w ebookowych księgarniach wydawnictw jest drożej, niż w zwykłych, choć omijają w ten sposób pośredników.
    Co do Żulczyka – papier w twardej oprawie za 23,73, więc pewnie wielu użytkowników Kindli i tak kupiło formę tradycyjną, jeśli chcieli przeczytać, a akurat na ebooka nie było promocji…

    0
    • mm pisze:

      W księgarni firmowej/na stronie wydawnictwa jest drożej żeby inne księgarnie chciały z wydawnictwem współpracować. Jeżeli bezpośrednio od Wydawnictwa kupię taniej niż w księgarni to księgarnia wycofa się raczej ze współpracy z takim wydawnictwem bo nie jest w stanie konkurować. Coś jak salon firmowy np. sony i ogólny sklep z elektroniką. Taniej w większości przypadków będzie w ogólnym sklepie…

      0
  7. Dan pisze:

    Tak w sprawie Allegro i ich wydawnictwa. Czy planują coś jeszcze wydać? Ogólnie to nigdzie nie mogę znaleźć info o tym wydawnictwie.
    Wydali Dukaja (i jego opowiadania)
    Czy pójdą dalej?
    Zastanawiam się, jak by tak Allegro wydało tylko jako ebook jakiś taki hit na który wszyscy czekają…

    0
    • Dumeras pisze:

      Raczej skupią się na pośrednictwie, platformie dla innych wydawców, księgarni.
      Książka Dukaja była chwytem marketingowym i nie spodziewałbym się regularnych nowych pozycji pod szyldem tylko allegro.

      0
    • Robert Drózd pisze:

      Z tego co wiem, rozważają kolejne tego typu akcje, ale zgadza się, że raczej jako jednorazowe strzały, chyba na razie nie wchodzą na rynek jako regularny wydawca.

      0
  8. Borygo pisze:

    „Przy e-bookach oszczędza się na papierze i druku, ale ten koszt w przypadku przeciętnej książki papierowej to kilka złotych. ”
    No a jeszcze niedawno był znaczący. Czyli teraz robimy tak, że koszt druku to pikuś a zdecydowanie większym kosztem są koszta licencji, tłumaczeń, pozwoleń na emisję CO2 i kanapek dla sekretarki.
    Tłumacz zarabia stałą pensję (na pewno nie ma procentu od sprzedaży), więc im więcej się książek sprzeda tym lepiej dla Wydawnictwa (e-booka nie tłumaczy oddzielnie). Licencja – nie mam pojęcia – ale jeśli procentowo to w chwili negocjacji można wyliczyć, czy będzie to się opłacało wydawać. Jeśli kwotowo to patrz wyżej.
    Ja rozumiem, że tych kosztów nie można pominąć przy wycenianiu e-booka, ale nagle okazuje się, że stanowią one 99% ceny książki a reszta to zysk Wydawcy. A jeszcze niedawno papier był taki drogi, o magazynowaniu i transporcie nie wspominając.

    0
    • Monika pisze:

      Tak dla ścisłości – nie wiem, czy są jeszcze wydawnictwa, które zatrudniają tłumaczy na etacie i płacą im stałą pensję…

      0
  9. Ender pisze:

    Na Amazonie nowości są drogie (w ebooku), czasem droższe od książki papierowej. Ale można tą nowość kupić od razu w dniu premiery (tak kupiłem Danse with Dragons Martina), kosztowała coś koło 17 USD. Aktualnie wersja paperback niecałek 8USD, a ebook ponad 9 USD. Jak się ukazują rzeczy na które czekam latami to wybieram Amazon w dniu premiery. Pewnie następną książkę Martina kupię tak samo jak wyjdzie. Tylko dlatego, żeby nie czekać.
    Inne książki są przeceniane. Wiele ebookow w Amazon kupiłem po 1-2 USD (fantastyka). Regularna cena starych książek od 4 do 17 USD, ebooki po około 7-9 USD. A promocje 1-2 USD.
    Amazon ma wystarczającą liczbę klientów że im się opłaca.

    A w Polsce:
    – ebook kosztuje tyle co książka papierowa
    – są promocje (najczęściej coś kolo 10 PLN, ale często to jakieś 30-40 % co daje cenę powyżej 20 PLN) – jakby promocje były rzadsze ale odpowiadające tym amazonowym to książki powinny być po 1-3 PLN :P
    – ebooki ukazują się z opóźnieniem albo wogóle – to największy problem, dostępność.
    – niestety u nas czytelników jest mała (a kupujących ebooki jeszcze mniejsza) co powoduje, że ciężko jest zarobić na ebookach – nie wiem na ile się rynek rozwija – ale może jest ba to szansa w przyszłości.

    0
  10. Magdalaena pisze:

    Po raz kolejny przypomnę zagadkę związaną z kosztami tłumaczenia – dlaczego oryginał w Amazonie kosztuje powiedzmy $13, a ebook z tłumaczeniem można dostać w promocji za 13 zł?

    I od razu sobie odpowiem – bo cena książki nie jest pochodną kosztów tylko popytu i podaży.

    0
  11. Darth Artorius pisze:

    A ja względu na brak miejsca, jestem już skazany na ebooki. Niektóre książki oczywiście trzeba by kupić papierowe (z dużą ilością zdjęć i ilustracji) ale powieści…

    A książki papierowe dużo ludzi w „taniej książce” kupuje….

    0
  12. Robert pisze:

    e-booki w Polsce to mniej niż 5% rynku…
    w UK to 25-30% rynku, z tym że jeżeli mówimy o beletrystyce to już ta liczba wygląda „nieco” inaczej – ponad 50% sprzedaży to e-booki.
    w radiu czy w gazecie dowiedziałem się o nowości – wyciągam kindelka i kupuję (lub przynajmniej przeglądam) polecaną książkę
    Czekanie na e-booka kilka miesięcy? tylko po co? – przecież praca marketngowa nastawiona jest ja konkretną datę – datę premiery – potem tydzień, może dwa wciąż o książce jest głośnio i …. promujemy następną pozycję
    czyli co – robimy akcję, po kilku miesiącach ludzie już mówią o innych książkach i w tym momencie – BACH – wchodzi e-book … tylko że już nikt o tym nie wspomni, nie ma akcji w mediach … ja już zapomniałem że miałem sobie tę książkę kupić, i tak po kilku kolejnych miesiącach jak sobie przypomnę ( albo przy okazji innego zakupu sprawdzam czy już jest ta „nowość” w sklepie i ją sobie kupie … – albo i nie bo kilku mych znajomych przeczytało i powiedziało że „no fajne ale…” i para poszła w gwizdek …. ;-)
    czasem sobie myślę że po prostu dodatkowa wersja książki to już dla naszych wydawców za duża trudność, po co komu było wymyślać takie coś, nie łatwiej po staremu, jak Bóg przykazał na papierze, żeby pachniało i w ogóle ….. wymyślają …. ;-)

    0
  13. Ridewal pisze:

    Mam pytanie odnośnie pożyczania,wypożyczania ebooków ,jak ma to sie do ustaleń prawnych .Chodzi mi czy mogę „wypożyczyć” komuś ebooka ewentualnie wymienić sie z kimś tymże dobrem kultury.Z książka papierową chyba nie ma tego problemu ?

    0
    • smolny pisze:

      Kiedyś gdy kupowałem e-booka wyświetliła mi się „chmurka” z info, że zakupioną pozycję mogę legalnie uwspólnić z rodziną i bliskimi znajomymi, zaś nie mogę udostępniać obcym lub w sposób niekontrolowany. Nie wnikałem głębiej, i tak w otoczeniu mam mało osób chętnych na e-booka.

      0
      • Dumeras pisze:

        Amazon wprowadził jakiś czas temu nawet odpowiednią opcję „rodzinną”, można dodać czytniki rodziny i wymieniać się między nimi. Nook miał lub ma nadal coś podobnego.
        Ograniczeniem jest między innymi to, że wymieniać, udostępniać można tylko publikacje zakupione u producenta czytnika.

        0
    • Magdalaena pisze:

      Traktuję ebooki jak mp3 – daję kopie pliku rodzinie i bliskim znajomym.

      0
    • Dumeras pisze:

      Intuicyjnie myślę, że z udostępnianie rodzinie, bardzo bliskim znajomym, nie będzie problemu, ale pamiętać trzeba, że wszelka odpowiedzialność w pierwszej kolejności spadnie na ciebie. Udostępniasz plik przyjacielowi, bratu, ten z niewiedzy, złośliwości (różnie bywa) pożycza go komuś innemu. I tak z urządzenia na urządzenie plik trafia na stronę w stylu chomika, jakieś klienty p2p, jest publicznie dostępny. Jeśli po drodze nie zdjęto z niego zabezpieczeń jesteś pierwszy na liście podejrzanych. I teraz udowadniaj, że to nie ty.
      Z książką papierową nie ma takiego problemu. Jeden egzemplarz, nawet jak pójdzie w świat, to co najwyżej tylko ty stracisz. Plik elektroniczny zazwyczaj się multiplikuje. Obostrzenia prawne są ciut inne.

      0
  14. H pisze:

    Właśnie przez cenę ebooków w tym roku wróciłem do wersji papierowych. Papier jest tańszy i można go pożyczać i sprzedawać.

    0
  15. Akiko pisze:

    p. Prószyński jeśli czyta komentarze lub ktokolwiek z wydawnictwa – proszę. PROSZĘ wydajcie „Wiedzę i Życie” w formacie cyfrowym, pdf, dostępnym w prenumeracie! Tak jak Polityka cyfrowa, proszę!!! Natychmiast kupię i myślę że sporo osób również, dlaczego dostępne są jakieś „Nowiny Koziej Wólki” a WiŻ nie? Pdf i tak macie jak idzie do drukarni…

    0
  16. Cyber Killer pisze:

    A ja nie będę się dopraszać jako klient żeby ktoś wziął moje pieniądze. Nie chcą to nie, zarobi kto inny. Miesięcznie wydaję ze 100 zł na ebooki (papieru nie kupuję wcale), ponad 90% z tego w sklepach zagranicznych (i to nie zło-amazon), ponieważ tam mi się opłaca kupować ebooki. Ponieważ tam są tańsze (1-5$) i nie ma gadania bajek o wysokim VAT, ponieważ tam w ogóle są (a u nas wszystko zawsze się nie opłaca), ponieważ tam nikt nie opowiada jaką wielką łaskę mi jako klientowi robi, że weźmie ode mnie pieniądze.

    0
  17. Dan pisze:

    Zapytam tutaj, bo męczy mnie to ostatnio, a i tak jest na temat.

    Jak ebooka chroni znak wodny? Przed czym?
    Bo niby można ebooka udostępniać najbliższym, można go na użytek własny kopiować i chyba nawet po części drukować.
    Tylko jak wydawca wie, że ja swojego kupionego ebooka pożyczyłem mamie do przeczytania lub przesłałem kopię bratu i on sobie go czyta na swoim czytniku?

    Kogo tak naprawdę chroni Znak Wodny i przed czym?
    Bo chyba fizycznie nie są w stanie mi zaglądnąć na czytnik i sprawdzić, czy wszystkie ebooki są kupione przeze mnie czy przez moich bliskich.
    Druga sprawa to kwestia udostępniania, bo wiadomo, nie będę publikował gdzieś w internecie swoich zakupionych ebooków (chociaż trzymam je w chmurze w ramach archiwizacji i w razie czego).
    Jednak nie interesują mnie pirackie wersji. Nie będę ukrywał, kiedyś po nie sięgałem do czasu, aż uznałem, że wolę wydać kasę na porządnie wydanego ebooka i przeczytać go bez stresów, że tekst sie wylewa, że nie ma obrazka, że są błędy jednak ciągle przeglądam strony udostępniające takie treści, głównie jako sprawdzenie, co się teraz czyta i czy jest coś ciekawego by potem sprawdzić w księgarniach czy książką jest dostępna i za ile (takie poszukiwanie, poza goodreads jest dla mnie najlepsze, gdyż często trafiam na coś starszego, nie tylko nowości i bestsellery).
    Tylko czy ten Znak Wodny to chroni książkę kiedy? Polowanie jest na osoby udostępniające chyba, bo szczerze, niby czytnik mam podłączony przez wifi ale nikt chyba nie może mi w nim grzebać. Ciekawe czy Amazone mi tam zagląda, bo mam też prywatne dokumenty, których nie chciał bym, by ktoś czytał.

    No a druga sprawa. Jeśli wyślę komuś takiego ebooka (przyjaciel, kuzyn inny członek rodziny) to jak się ktoś o tym dowie? Pytam bo wiem, że kuzyn, który mieszka na drugim końcu kraju kupił sobie ebooka i też bym go chciał przeczytać. Zaproponował mi, że mi go wyśle, tylko nie wiem, czy to tak do końca jest legalne a nie chce mieć problemów.

    0
    • Cyber Killer pisze:

      Znak wodny jest niemożliwy do sprawdzenia zdalnie w jakikolwiek sposób. Jeśli ktoś dostanie plik do „rąk” to może zweryfikować z jakiego konta w jakiej księgarni był kupiony, ale poza tym nie.

      Jak to chroni – jeśli plik z watermarkiem wyślesz na warezy, to będzie łatwo znaleźć czyj to plik. Czy samodzielnie go się udostępniło, czy też został w jakiś sposób „ukradziony” tej osobie to już sprawa dla sądu, podejrzany jest od razu znaleziony.

      To powoduje że nie warto udostępniać takiego pliku poza grono ściśle zaufanych osób, którym możesz wierzyć że nie puszczą pliku dalej w obieg. Zwykle zamyka to się do rodziny i najbliższych przyjaciół. Z grubsza takie grono jakiemu mógłbyś realnie pożyczyć książkę fizyczną.

      Tak więc spokojnie możesz przeczytać książkę ze znakiem wodnym od kuzyna, a dla spokoju sumienia po przeczytaniu plik usuń („oddaj” pożyczoną książkę) i nikt się nie dowie.

      0
      • mm pisze:

        A po jakim czasie jest „przedawnienie”? Bo praktycznie każdy czyn zabroniony jeżeli w porę nie zostanie osądzony ulega przedawnieniu i już nie można za niego ścigać. A co z „piraceniem” ebooków? I czy bieg przedawnienia liczyć od daty zakupu czy od „udostępnienia” w sieci?

        0
        • Lidejo pisze:

          Ponieważ rozpowszechnianie bez zezwolenia zagrożone jest karą pozbawienia wolności do lat 3, okres przedawnienia wynosi 5 lat. Nie dotyczy to rozpowszechniania w celu osiągnięcia stałego źródła dochodu, gdzie wymiar kary podwyższony jest do 5 lat, w związku z czym czyn przedawnia się po latach dziesięciu.

          0
    • Robert Drózd pisze:

      Znak wodny to zabezpieczenie psychologiczne, ma zniechęcać do udostępniania e-booka. I faktycznie książek z księgarni e-bookowych jest mniej na różnych chomikach.

      Nie ma żadnego mechanizmu śledzenia co dzieje się z takim e-bookiem, przyjacielowi można wysłać, tylko z prośbą, aby go dalej nie udostępniał.

      0
  18. Tomek pisze:

    Jak sobie jakiś czas temu liczyłem, wydałem na ebooki w przeciągu roku około 600 złotych. Na pewno nie wydałbym tyle samo na książki papierowe, nawet gdyby wszystkie, które kupiłem jako ebooki, były w tych samych cenach w papierze.

    1
    • Crosser pisze:

      U mnie podobnie. Wydaje na ebooki znacznie wiecej niz kiedykolwiek wydalbym na wersje papierowe.
      Fakt, sporo tytulow, ktore kupilem, mialem na polce w postaci papierowej, i kupilem ebooki po to, zeby papier z polki zdjac i zrobic troche miejsca. A sam papier sprzedalem, oddalem, wyrzucicilem (niepotrzebne skreslic).
      Dla mnie zaleta e-booka w postaci zajmowania zerowej ilosci miejsca jest dla mnie kluczowa. Zasadniczo nie kupuje juz papierowych wydan a od czasu jak mam czytnik to na ksiazki wydaje znacznie wiecej pieniedzy.

      1
  19. iker pisze:

    Ten koszt druku to chyba tylko przy sprzedaży całego nakładu wynosi kilka zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty magazynowania, transportu (do sprzedawcy) i ewentualnych zwrotów… Prze e-booku nie ma raczej takich kosztów i moim zdaniem powinien być tańszy od papierowej książki.

    0
  20. Michal pisze:

    Naprawde nie moge sie powstrzymać :)

    Tyle żalów wylanych na to dlaczego ludzie nie kupują ebooków – że drogo, że późno, że za mały wybór… Prozaiczna prawda jest taka, że nie czytają ebooków bo nie lubią, bo nigdy nie spróbowali. I wiekszosc jeszcze długo nie spróbuje, więc nie polubi.

    0
    • ppece pisze:

      Dla wielu osób ebook = pdf, co jest kompletną pomyłką, a te pdf-y czytają na ekranach monitorów. Też mi wygoda, sam mam wstręt do czytania w ten sposób. Nie dziwię się, że ktoś może nie widzieć niczego specjalnego w e-bookach. Nawet jeśli już ktoś czyta na tablecie (czyli taki kompromis między monitorem a czytnikiem), to przy jakości ekranów tabletów, jakie ludzie często kupują (za 200-300 zł, Larki, Go Clervery i inne tanie badziewia), to także jest udręka. Nie trzeba czytać, żeby dostać mdłości od takiego ekranu.

      Te przytaczane 5% rynku, jaki e-booki zajmują, jest pomimo konserwatywnej postawy wydawców, pośredników, księgarni (w tym empików), a nie dzięki nim.

      0
  21. Athame pisze:

    „O to właśnie chodzi – ten, będzie potrafił w Polsce e-booki wypromować, może szybko zgarnąć większy kawałek rynku niż te obecne parę procent.”

    Czegoś w tym zdaniu brakuje…

    0
  22. Ewwwa pisze:

    Czegoś tu nie rozumiem. Owszem, zgadzam się z tym, że koszty takie jak prawa autorskie czy tłumaczenie powinny jednakowo obciążać użytkowników książki papierowej, jak i e-booka. Ale w przypadku e-booka odchodzą koszty papieru, druku, przy odpowiedniej organizacji również kosztu transportu (pobieranie e-booka ze strony wydawnictwa). A więc wydaje mi się, że jednak książki w wersji elektronicznej powinny być sporo tańsze. Czy się mylę?

    1
    • Lidejo pisze:

      Powinny. Ale nie będą. Bo po co wydawca ma sprzedawać taniej, skoro może drożej i od czasu do czasu rzucać ochłapy w promocji? Tym bardziej że cena nie ma większego znaczenia. Polacy dzielą się na tych, którzy kupią to co chcą niezależnie od ceny i na tych co spiracą (a jeśli się nie da, to nie kupią), czy cena wynosi 5 zł czy 30.

      0
    • asymon pisze:

      Ale od kiedy cena końcowa jest zależna wprost od kosztów wytworzenia? To sprzedawca ustala cenę, np. poszukaj w google jakie są marże na kawie w kawiarniach. Tyle że capuccino nie da się pobrać z chomika, więc mniej jest chętnych do regulacji rynku według własnego uważania ;-)

      0
  23. MAc pisze:

    Skoro wg wydawców wydanie papierowe wcale nie jest droższe od elektronicznego, to ja chętnie kupię DODATKOWY papierowy egzemplarz do mojej elektronicznej książki (skoro już zapłaciłem autorowi, tłumaczowi, edytorowi i korektorowi). Kupię za 5zł ;-) albo jeszcze lepiej dostanę w prezencie. Może zresztą być odwrotnie – dostanę elektroniczną usługę po zakupie papierowego egzemplarza. za 5zł ;-)
    Okazuje się jednak, że jak przychodzi czas na konkrety, to na ebooka mogę co najwyżej dostać drobną zniżkę…
    To jak to jest Panowie Wydawcy.
    ściemniacie?

    1

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.