Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

„Promocje to problem”, ale i jedyne skuteczne narzędzie – wywiad z szefem CDP.pl

Na blogu Jacka Gadzinowskiego pojawił się wywiad z Michałem Gembickim, dyrektorem zarządzającym CDP.pl.

Warto tam zajrzeć, tym bardziej, że jak podkreślałem na tym blogu wielokrotnie – wydawcy i dystrybutorzy książek powinni się uczyć od branży gier. Wydawców gier dotykają podobne problemy – piractwo, walka cenowa, przejście ze sklepów stacjonarnych na internet, wreszcie dystrybucja cyfrowa. I jakoś starają się z tym radzić.

O samej dostępności cyfrowej treści Gembicki mówi pozytywnie:

Pobieranie treści poprzez Internet jest naturalnym krokiem w ewolucji rynku multimediów i negowanie go lub nie dostrzeganie tego trendu jest krótkowzroczne. Online przywrócił też „ducha przedsiębiorczości” w skostniałym świadku dystrybutorów. Przeniósł rywalizację z poziomu pośredniego (sprzedaż do retailu) na poziom bezpośredni (sprzedaż do klienta końcowego). Nie każda firma dystrybucyjna ma kompetencję i potencjał, aby sprzedawać bezpośrednio. Nie wszyscy rozumieją, że era wielkich wyłącznych dystrybutorów dobiega końca. Dlatego patrząc na online z pkt. widzenia konsumenta treści multimedialnych (gry, ebooki, muzyka, filmy) uważam, że online to błogosławieństwo, bo znowu dostawcy o mnie zabiegają, kuszą promocjami, starają się zwabić reklamą, budują indywidualne oferty.

O tym że Polacy rzekomo nie płacą za cyfrową treść:

Polscy internauci nie różnią się jakoś szczególnie od innych internautów z mitycznego „zachodu”, czy z „ameryki”. Oczywiście są różnice w zarobkach, dostępności do kart kredytowych, ale co do zachowań i oczekiwań to tacy sami konsumenci jak w innych krajach. Odpowiedzią na pytanie, dlaczego nie kupują najczęściej jest zatem dlatego, że nikt im nie oferuje wystarczająco dobrej oferty, żeby ich do zakupu zachęcić. W sklepie internetowym nie wystarczy wyłożyć towaru, przypiąć cenę i uruchomić kasę. Trzeba się bardziej postarać, zbudować wartość dodaną naszego sklepu, dać elastyczne możliwości płatności, zbudować politykę cenową i dostosować ja do otoczenia konkurencyjnego nie tylko na rynku lokalnym, ale też często rynku globalnym – sprzedając w Internecie konkurujemy z całym światem!

Coś na temat klientów (pamiętajmy – chodzi o gry) :

Na dzisiaj zdecydowana większość to „dobrze wyszkoleni” hardcore’owcy. Ten typ klienta doskonale zna rynkowy rozkład cen, orientuje się w gąszczu promocji, ma sprecyzowany gust i niestety bardzo często mocno krytyczny stosunek do firm dostarczających produkty.

Druga grupą są klienci okazjonalni. To rosnąca grupa – dzisiaj przyjąłbym, że 20-30% użytkowników można by tak zaklasyfikować. Ten klient potrzebuje prostego w działu serwisu, przejrzystej mało skomplikowanej struktury interface’u, zwraca uwagę przede wszystkim na bezpieczeństwo, szerokość katalogu, a w zdecydowanie mniejszym stopniu kieruje się ceną i promocją.

A o promocjach – bez entuzjazmu:

Promocje to problem. Tak naprawdę w tej chwili sprzedaż online polega na ciągłym generowaniu niekończących się promocji, a klienci jak fala przelewają się od jednej do drugiej promocji. W międzyczasie niestety nie dzieję się najlepiej. Promocje to niestety takie błędne koło, w które wpadli i internauci i właściciele sklepów. Coraz więcej sklepów zaczyna przypominać – złote okazje, albo markafoni czy inne „elektroniczne dyskonty”. Niestety promocje nie sprzyjają też budowaniu lojalności, klienci za przysłowiowe 10 gr różnicy skaczą z serwisu na serwis i często w pogoni za okazją zapominają o innych walorach oferty danego sklepu.

Niestety na dzisiaj wszystko wskazuje, że promocja jest jedynym narzędziem jakim można skutecznie konkurować o klienta w Internecie. Pozostałe takie jak jakość serwisu, obsługa klienta, narzędzie społecznościowe to dodatek, z którego korzysta mały procent wszystkich klientów. W Internecie rządzi niepodzielnie cena i duża zniżka – 70-80%, żeby był efekt wow.

We wczorajszym artykule na temat planów regulacji rynku książki, zdziwienie niektórych z Was wzbudziło moje stwierdzenie, że z punktu widzenia całego rynku nie zawsze promocje są dobre. Ten temat podejmę jeszcze w osobnym artykule. Tutaj warto przeczytać opinię z innej branży – CD Projekt był zawsze po stronie klientów, sprzeciwiał się choćby DRM. Teraz nie zamierza iść do państwa z prośbą o zmianę reguł gry – ale stara się wyciągnąć z obecnej sytuacji jak najwięcej, nawet jeśli widzi wady „niekończących się promocji”.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

35 odpowiedzi na „„Promocje to problem”, ale i jedyne skuteczne narzędzie – wywiad z szefem CDP.pl

  1. Sebastian pisze:

    Na rynku gier strategie „promocji” wydawcy opanowali w czasach kiedy sprzedaż on-line jeszcze raczkowała. Dobra gra klasy AAA czy AA po premierze nie tanieje szybko wprost tylko jest wydawana w kolejnych seriach, Platynowa->Złota->Kolekcja czegoś tam->Kolekcja Klasyki->Tanie granie itd. Każda kolejna jest coraz tańsza a później trafia do czasopism.

    W wersji elektronicznej to oznacza wysoką cenę „katalogową” cały czas a coraz częstsze promocje i coraz większą obniżkę z upływem czasu. To nie jest psucie rynku bo za nowość trzeba płacić dużo a kiedy pojawia się atrakcyjna potencjalna konkurencja to witamy ją „promocjami” i przyciągamy niezdecydowanych. Klienci to dzieciaki, które chcą wszystko już teraz, natychmiast.

    Kupiłem ostatnio na cdp.pl 3 gry i 2 książki. Wszystko w promocji. Książki to nowości, chyba, 2 części serii Gamedeck. Za to gry to starocie, nie wziąłbym inaczej niż za małe pieniądze, już ceny na GOG byłby dla mnie za duże. Tutaj nie ma żadnych państwowych regulacji a sprzedawcy sobie krzywdy nie robią, no może oprócz okresu przed świętami.

    0
    • Adampe pisze:

      Dokładnie tak. Dobra polityka promocyjna pozwala wyssać z rynku maksimum. Osoby skąpe, mniej zamożne lub takie, które nie mają dużych ilości czasu na granie (w tym ja) nie kupią po oryginalnych cenach. Nie opłaca mi się wydawać 100zł na grę, w którą nie mam czasu zagrać, ale za 20/30 kupię, bo ‚może jednak znajdę chwilę niebawem’.

      0
    • Adampe pisze:

      Podobnie jest jak w Twoim przypadku ze starociami, za które aż żal zapłacić dużą sumkę. Przy okazji wielki plus dla goga za przygotowanie wielu dobrych oldschoolów.

      0
  2. zdyboo pisze:

    U nas nie sprawdza się model handlowy, w którym sklep może konkurować jakością obsługi, a nie tylko ceną. Nie jesteśmy społeczeństwem o zbyt zasobnych portfelach i nie rozumiem skąd to oburzenie, że klient kupuje, tam gdzie jest 10 groszy taniej. Ludzie, którzy zwracają uwagę na takie niuanse, jak jakość obsługi w tym posprzedażowa, to zbyt mała nisza, żeby decydowała o wyglądzie rynku. Kupowałem niedawną premierę i w jednym sklepie była kilka złotych tańsza niż w drugim, a też miała lepszą cenę. Przy braku kosztów wysyłki i jednakowym poziomie obsługi, kupiłem oczywiście tam gdzie było taniej.
    Poza tym uważam, że poziom obsługi w największych księgarniach internetowych jest właściwie taki sam. Kupuję, płace szybkim przelewem i ściągam/ wysyłam ksiązki. Na swoich półkach mam nadal dostęp do pozycji, które kupiłem, a których już nie ma w ofercie sklepu.
    Nie jesteśmy społeczeństwem tak zdyscyplinowanym jak na przykład Niemcy, którzy kupują produkt niemiecki tylko z tego powodu, ze dają zarobić rodakowi. Niestety lub stety ale tak jest.
    Minęło już 13 miesięcy odkąd mam czytnik i od tego czasu śledzę rozwój rynku e-booków w Polsce. Zmieniło się o tyle, że na początku tego okresu, kupowałem książki za 70-80% ceny wersji papierowej. W obecnej chwili jest to z reguły 40-50%, w odosobnionych wypadkach jest to owe 70-80%. Zatem z punktu widzenia klienta końcowego jest lepiej.
    Ciekaw jestem natomiast na co dalej będzie.

    0
    • Artur pisze:

      Zgadzam się z powyższym komentarzem. Ew. promocje zatrzymywałyby klientów gdyby były ciągłe. Tzn. jeżeli kupuję coś, to coś innego mam taniej, wtedy użytkownik pozostawałby w sklepie, gdyż z każdym zakupem oferta dla niego byłaby atrakcyjniejsza.

      0
    • Marcin pisze:

      Ale jak sklepy z ebookami ze sobą konkurują jakością obsługi? Jeśli upatrzę sobie książkę i znajdę ją w dwóch sklepach to:
      – w obu mogę pobrać fragment,
      – w obu mogę zapłacić przez internet w dowolny sposób,
      – z obu po dokonaniu płatności otrzymam ten sam plik (nie ma tak że w jednym sklepie epuby są wysokiej jakości a w drugiej marnej jakości, zawsze jest to ten sam plik przygotowany przez pewną osobę lub firmę).

      Sklepy z ebookami mogą więc konkurować ze sobą tylko przy użyciu ceny.

      Gdyby jednak jakiś sklep gwarantował mi wysoką jakość epuba, to na pewno wybierałbym go nawet jeśli cena byłaby trochę większa.

      0
      • asymon pisze:

        „- w obu mogę pobrać fragment”

        Spróbuj pobrać fragment książki z cyklu „Wiedźmin” na cdp.pl :-) Albo dowolnej książki w woblinku :-)

        Nie jest tak, że kupisz tu, czy tam, to ganz egal. Przykładowo w publio.pl nawet moje niewprawne oko zauważy sporo pracy włożone w testy użyteczności. Plus dobry pomysł z wirtualnymi półkami, pomaga ogarnąć coraz większą dzięki promocjom kolekcję. :-) Szkoda tylko, że półki takie małe, wchodzi 10 książek.

        0
        • Adam Łakomy pisze:

          Książki w ogromnej większości są konwertowane przez tę samą firmę dla wydawcy a później wydawca przekazuje je do księgarni.

          0
        • Gbursson pisze:

          Co najgorsze w cdp.pl – nie można kupić książek będąc poza Polską – a bawić się w proxy nie będę z zasady. Całkowity fail z ich strony.

          0
      • GMad pisze:

        Nie ma różnicy w jakości ebooków, bo często generowane są przez tą samą firmę.

        0
        • Roman pisze:

          To nie zawsze jest prawda. Sztandarowym przykładem jest tu biografia Jobsa, która istnieje w księgarniach w dwóch wersjach. Jedna przypomina połatany OCR (aktualnie ciut lepszy niż kiedyś, bo ktoś ją trochę poprawił), a druga jest w miarę „normalna”. Mam na to oczywiście dowody.

          0
      • anda pisze:

        Nie doceniasz znaczenia przyjazności interfejsu i magii zakupów impulsowych.
        „Upatrzenie książki” jest bardzo silnym założeniem implikującym sposób działania. Jak silnym – łatwo można zobaczyć porównując zachowania czytelników miejskich bibliotek ze swobodnym dostępem do półek i wypożyczalni z wyborem jedynie katalogowym. Bywalcy tych pierwszych zazwyczaj wypożyczają więcej książek na raz i przychodzą chętniej i częściej.
        Podobnie księgarnia internetowa: ta z przyjaznym interfejsem, niezłymi (co nie oznacza, że najniższymi) cenami i dobrą obsługą posprzedażową ( uprzejma i szybka reakcja się liczy – do takiej księgarni chętniej się wraca) ma większą szansę na przyciągnięcie stałych klientów.

        0
        • zdyboo pisze:

          Ja raczej jestem stały w uczuciach jeżeli chodzi o autorów. Ciężko mnie przekonać do nowych. Niemniej jednak dwie książki kupiłem pod wpływem impulsu. W obydwu przypadkach zaufałem opisowi na stronie księgarni. Raz było dobrze, choć dopiero od połowy książki, za drugim razem mogłem jednak inaczej wydać te pieniądze. W związku z czym lubię akcje w stylu FantastykaPolska.pl czy bookrage, gdzie za darmo lub za nieduże pieniądze mogę spróbować talentu innych autorów.
          Dlatego dla mnie interfejs ma drugorzędne znaczenie. Najważniejsza jest oferta, jeżeli mają więcej książek autora, którego szukam, to istnieje cień szansy, że kupię u nich hurtem wszystko, ale przy zerowych kosztach wysyłki, to też nie jest pewne. Jeżeli się okaże, że za różnicę w cenach mogę sobie kupić jeszcze jedną książkę, to te kilka minut klikania i zrobienie dwóch przelewów zamiast jednego przestaje robić różnicę.
          Nie ściągam fragmentów, nie interesuje mnie w zasadzie obsługa posprzedażowa. Jedyne co mnie interesuje, to obsługa sprzedaży, czyli w zasadzie możliwość szybkiego przelewu. Kupić mogę wtedy w niedzielę rano, a popołudniu już mieć lekturę za sobą. Szybkie przelewy mają w zasadzie wszystkie księgarnie z których korzystam. Reszta to mało istotne detale.

          Obsługa o jakiej napisałaś/ napisałeś, przynależy się jednak obiektom z żywymi ludkami. Z innej branży, mam ulubiony lab fotograficzny, do którego czasami zanoszę kolorowe filmy do wywołania (czerń i biel ogarniam we własnym zakresie) mimo, że do Rossmanna mam bliżej i wielokrotnie taniej, to wolę pogawędzić z właścicielem niż wrzucić kopertę z rolką filmu do skarbonki.
          Dlatego jak ktoś poda sensowne argumenty co do tej mitycznej jakości obsługi w księgarni internetowej, to chętnie podyskutuję. Dla mnie wszystkie księgarnie prezentują jednakowo wysoki poziom usług. Miałem swego czasu drobne problemy z płatnościami w jednej z nich. Kilka mejli wyjaśniło problemy.

          0
          • anda pisze:

            Fajnie, że masz ulubionych autorów, sporo ludzi jednak lubi spróbować czegoś nowego/nieznanego. Oglądają, próbują (publikowane fragmenty zazwyczaj się przydają, chociaż trafiają się wyjątki – dla mnie kuriozalne było ujawnienie we fragmencie jedynie okładki i stopki redakcyjnej), przeglądają – jak w zwyczajnej księgarni, czy bibliotece. Jeżeli znajdą coś interesującego w przyzwoitej cenie – często nie szukają dalej, tylko dodają do koszyka.
            Dla mnie interfejs nie jest drugorzędny. Staram się omijać z daleka portale działające koszmarnie wolno na słabszym sprzęcie ( np. bo strona jest naładowana fajerwerkami albo niedbale napisana), z niewygodnymi wyszukiwarkami, nieczytelnym układem katalogów – nie lubię się męczyć czy dostawać oczopląsu. Ponadto sam zwróciłeś uwagę na istotność czasu między zapłatą a możliwością pobrania pliku (przecież to też interfejs) – jeszcze niedawno jedna z księgarni umożliwiała pobranie pliku praktycznie dopiero następnego dnia roboczego…
            Z mojego doświadczenia wynika, że obsługę posprzedażową docenia się dopiero po zaistnieniu problemu :) – za to ci którzy sprawę szybko i uprzejmie załatwią mają na przyszłość większy kredyt zaufania. Dwa razy w różnych e-księgarniach przydarzyło mi się zdublowanie zamówienia (przypadki identyczne – dostawca internetu zafundował mi chwilowe przerwanie łączności w końcowej fazie finalizacji transakcji, po przywróceniu dostępu na karcie nie widać było blokady na kwoty zamówień, nie było książek na koncie księgarni, więc zamówiłam ponownie, a kilka godzin później przerwane transakcje się „dopieły”). Do obu sprzedawców napisałam maile z prośbą o wycofanie nadprogramowych zamówień. Jedna księgarnia odezwała się następnego dnia: nie ma sprawy, zaproponowali zwrot pieniędzy lub wymianę na inne pozycje. Druga – po kilku dniach (nie było świąt „po drodze”): w drodze wyjątku zwrócą mi pieniądze w ciągu tygodnia. W sumie obie załatwiły sprawę po mojej myśli – ale wolę korzystać z pierwszej… Inny przykład – dostałam kod rabatowy, skorzystałam z niego, wyszła jakaś drobna kwota do zapłaty – tyle, że system nie chciał przyjąć płatności na tak niską sumę. Sprawa nie jest jeszcze zamknięta, ale już sprzedawca ma plus za szybką reakcję i widoczne zaangażowanie. Pewnie odwiedzę ich ponownie. Za to tylko bardzo duże i szeroko reklamowane (bo standardowo na ich strony już nie zaglądam) przeceny mogą skłonić mnie do kolejnego zakupu w księgarni, która ma daleko gdzieś jakość sprzedawanych książek i z reklamacjami tego typu odsyła do wydawcy (zresztą bardzo nieuprzejmego i wszędzie wietrzącego skierowany w niego spisek ).
            Czy sądzisz, że wszystkie księgarnie wymienione przeze mnie prezentują jednakowo wysoki poziom usług?

            0
            • zdyboo pisze:

              W takim razie poproszę o przykłady tych księgarni co interfejs mają zły. Przyznaję, że korzystam z kilku największych i podejrzewam, że nie mam pojęcia jak mniejsi gracze radzą sobie na rynku.

              Oczywiście, że obsługę posprzedażową docenia się dopiero w przypadku problemów, chodzi jednak o to, żeby tych problemów nie było. Mam takiego providera internetowego, z którym kontakt ograniczam do tego, że on przysyła mi faktury, a ja wysyłam przelewy. W podobny sposób sobie życzę kontaktów w przypadku innych zakupów.
              Możliwość szybkiego przelewu i szybkiego ściągnięcia nie traktuje jako część interfejsu, bo nią nie jest. To funkcjonalność. Częścią interfejsu, związaną z opłatami, jest natomiast to czy muszę sam kopiować dane do przelewu, czy jednym kliknięciem przenoszę się na stronę banku. Choć nie robi mi to wielkiej różnicy i nie unikam zakupów tylko z tego powodu.

              Oczywiście, że tam gdzie reakcja jest szybka i rozpatrywana z korzyścią dla klienta, chętniej się wraca. Szkoda, że nadal wielu sprzedawców o tym zapomina. Niemniej jednak to wszystko co opisałaś nadal jest obsługą posprzedażową.

              Amazon, no cóż jak wejdzie, będę kontent, bo wierzę, że będzie na tyle silnym graczem aby reszta rynku wyrównała do niego. Jednakże to o czym kiedyś Robert pisał. Amazon spotka na naszym rynku wyjątkowo silną konkurencję, która oferuje wysoki poziom usług i jest doskonale zorganizowana. Oczywiście o ile wcześniej jej nie rozwalą ustawami rodem z minionej epoki.

              0
              • asymon pisze:

                Uff, to może ja wyleję żale. Bo lubię się czepiać, zwłaszcza jak mam powód :-)

                Virtualo:
                – nie ogarniam wyszukiwarki, działa jakoś zależnie od kontekstu i czasem bardzo się zawęża wyszukiwanie;
                – wersja demo tylko w epub;
                – słabo prezentowane nowości.

                Nexto:
                – przedziwna skonstruowana lista kupionych książek, w dodatku sprytnie ukryta wśród ustawień konta;
                – plus za dobrze rozwiązany problem czasopism. W bibliotece jest ostatni numer, a starsze dostępne osobno, nie zaśmiecają.

                Publio:
                – dla mnie najlepszy interfejs, ale mogliby lekko poprawić półki, wyświetla się tylko pierwsze dziesięć książek;
                – czasem bałagan z przypisaniem książek do serii wydawniczych.

                Woblink:
                – nie można pobrać wersji demo, nie zakładając konta;
                – nie ogarniam kolekcji, np. nie umiem usunąć książki z kolekcji;
                – brak koszyka był długo obiektem żartów na SC, ale na szczęście dodali tę, jakże unikatową funkcję;
                – okazyjnie trafia się Adobe DRM.

                cdp.pl:
                – większość rzeczy w pdf; OK, komiksy rozumiem, ale dlaczego Nowa Fantastyka? Nie, nie kupię pdf;
                – wersja demo książek niedopracowana, widzać że system zrobiony pod komiksy, często jest sama okładka.

                Ebookpoint:
                – w zasadzie poprawili najgorsze, czyli płatności i teraz nie trzeba czekać do poniedziałku na książkę kupioną w piątek po południu :-)
                – trochę brakuje mi półek…

                Plus awarie przy okazji promocji, ze szczególnymi pozdrowieniami dla woblinku i heliona.

                0
          • Stonek pisze:

            Zamknij oczy i… wyobraź sobie, że na nasz rynek wkracza… amazon.pl. :)

            No i… zauważasz różnicę w interfejsie, obsłudze sprzedaży i po sprzedaży…

            W dalszym ciągu jest Ci bez różnicy gdzie kupujesz?

            0
      • g pisze:

        Nie zgadzam sie, że konkurencja może być tylko cenowa.
        Liczy się interfejs, obsługa klienta, otwartość na potrzeby użytkowników.
        U mnie wygrywa Publio: ofertą, promocjami, fajnymi akcjami typu minibooki itp.
        I jeśli np. na Woblinku byłoby coś 2pln taniej, to i tak wybrałabym Publio.
        Oczywiście ta lojalność ma swe granice :), ale jednak jest to mój ulubiony serwis i nie ze wzg na ceny.

        0
  3. keiran pisze:

    Coz, ja sie zbytnio nie dziwie, ze klienci online czekaja na promocje. Dopiero na promocjach mozna dostac „uczciwa cene”. Skoro gra w pudelku, gdzie jest spory lancuch posrednikow kosztuje 120-150 złotych, to dlaczego wersja online ma kosztowac tyle samo czy nawet drozej? Z wersji pudelkowej taki cdp przeciez dostanie ile, 1/5 ceny?

    0
  4. Lizergamid pisze:

    „W sklepie internetowym nie wystarczy wyłożyć towaru, przypiąć cenę i uruchomić kasę. Trzeba się bardziej postarać, zbudować wartość dodaną naszego sklepu, dać elastyczne możliwości płatności, zbudować politykę cenową i dostosować ja do otoczenia konkurencyjnego nie tylko na rynku lokalnym, ale też często rynku globalnym – sprzedając w Internecie konkurujemy z całym światem!”

    Heh, te słowa akurat bardzo trafnie pasują do CDP, które wciąż mnie zaskakuje śmiesznymi promocjami na gry i w porównaniu do reszty rynku wypada blado jak albinos na plaży opalonych nudystów. Takie muve potrafiło rozwinąć skrzydła o wiele szybciej i jak akurat nie mają problemów technicznych (tak jak ostatnio), to ich oferta spokojnie zjada ofertę CDP. O zagranicznych sajtach nawet nie wspominam.

    A skoro promocje nie sprzyjają budowaniu lojalności, to ciekawe czemu w jednym sklepie ciągle kupuję a w innym nie? Otóż słowem kluczem jest – co za zaskoczenie – częste i rentowne dla mojego portfela promocje, najbardziej konkurencyjne na rynku. Ale najpierw trzeba mieć niezłe zaplecze i dobre układy handlowe, aby takie ceny zaoferować. I moje święte prawo jako klienta jest kupować tam gdzie taniej, nawet o 1 gr. Zresztą dla wielu osób, gdy mówimy o cyfrowych grach, nie ma znaczenia gdzie kupią klucz, skoro i tak przypisują go do Steama czy innego Origina a sklepy pełnią jedynie rolę hurtowników kluczami – kto ma taniej, ten wygrywa. To się nazywa wolny rynek, więc proszę bez pieprzenia bzdur w stylu: zapominamy o  innych walorach oferty. Jakież to są te inne walory?

    0
    • Doman pisze:

      Niestety rynek na którym konsumenci kierują się przede wszystkim ceną prowadzi do eksplozji przeciętno-bylejakości. Nie opłaca się robić produktu za dobrego, bo konkurencja zrobi trochę gorzej, ale za to trochę taniej i rozjedzie nas cenowo.

      0
      • Lizergamid pisze:

        Wydaje mi się, że nie zrozumieliśmy się do końca – nie mówimy tu o rynku spożywczym, gdzie bułka kajzerka za 19 gr (pomimo że lipna i wieczorem już się nie nadaje do jedzenia) z marketu sprzeda się w większej ilości niż dobra z małego sklepu (bo kosztuje 35 gr). Gra w wersji cyfrowej wszędzie jest taka sama – więc kto zaoferuje ją najtaniej, ten zarobi. Nie oznacza to jednakże, że nagle pojawi się wysyp kiepskich gier (te i tak zawsze się pojawiają) tylko dlatego, że spora ich część schodzi w czasie promocji. To wręcz nie ma ze sobą nic wspólnego. Gracze w zdecydowanej większości mają świadomość co warto kupić, co jest kiepskie, a co można kiedyś kupić, ale jak stanieje z premierowych 40 dolarów na 5. Obecnie gry w formie cyfrowej przejmują rynek, stron z grami i bundlami jest już masa, tak samo jak stron informacyjno-zakupowych – np. polskie Łowcy Gier.

        Wątpię, żeby też nagle pisarze zaczęli pisać gorzej, bo ich książki sprzedają się tylko podczas promocji – co jest słabe, pozostanie słabe, niezależnie od ceny, tylko trzeba mieć wiedzę o jakości towaru – a o to dziś naprawdę nietrudno.

        0
        • Doman pisze:

          Dystrybutorzy cyfrowi, jak zauważyłeś nie mogą konkurować towarem, bo ten jest wszędzie taki sam, ale jest też cała otoczka jak np. wspominana już wyżej wygoda obsługi albo niedoceniane, ale równie istotne bezpieczeństwo danych osobowych i płatniczych.

          A co do pisarzy to i owszem – znane są przypadki osób rezygnujących (albo ograniczających) ze względów finansowych z ambitniejszej literatury na rzecz poczytnych powieści, romansideł czy wręcz erotyki.
          Zapewne przy niedostatecznych zyskach ze sprzedaży część najzwyczajniej zrezygnuje w ogóle z pisania. W końcu powieść jest efektem niezliczonych godzin ślęczenia nad tekstem, które to godziny można przeznaczyć na jakieś bardziej lukratywne zajęcie albo po prostu na odpoczynek.

          0
  5. Jakub pisze:

    Bullshit – kolokwialnie mówiąc. Czemu amazon.co.uk potrafi mieć i fajne ceny i świetny customer support? Ta druga cecha sprawia że chętnie tam kupuję nawet jak jest parę złotych drożej, a na przesyłkę czekam dłużej niż z rodzimych sklepów.

    0
    • LPG pisze:

      Kupujesz drożej i dłużej czekasz zna przesyłkę – tak serio, uważasz, że robisz sobie „lepiej”? Dodam tylko, że jeśli dostaniesz wadliwy towar, będziesz musiał go odesłać i jeszcze dłużej czekać na kolejną paczkę. Dodajmy do tego przewalutowanie i wychodzi na to, że z dziwactwami konsumentów nie ma co dyskutować ;-P

      0
      • Doman pisze:

        Dodam tylko, że jeśli dostaniesz wadliwy towar, będziesz musiał go odesłać.

        A właśnie nie zawsze. Kupiłem kiedyś używane, 2-płytowe DVD na amazonowym marketplace i jak się okazało jedna płyta była pomylona, tzn dostałem 2 takie same. Po zgłoszeniu problemu dostałem informację że niezwłocznie doślą brakującą płytę, a nadmiarową mogę sobie zachować.

        0
      • yacoob pisze:

        To nie wiem, czy Kolega miał kiedyś przyjemność z Customer Support z Amazon.com czy Amazon.co.uk.
        Niestety miałem do czynienia z oboma. „Niestety” – bo powodem były albo wady Kindla (.com) albo jakieś problemy z zamówieniem (.co.uk).
        Obsługa w obu przypadkach była taka, że teraz za każdym razem chciałbym, by coś było ‚nie tak’, żeby tylko raz jeszcze na własne oczy zobaczyć, jak profesjonalnie może wyglądać wsparcie Klienta.

        0
    • asdfasdsdf pisze:

      Spróbujmy to rozpatrzec.

      Dlaczego maja fajne ceny – bo sa masowi a klienci w UK zarabiaja godnie i moga sobie pozwolic na kupowanie.

      świetny customer support – bo pracuja dla nich za grosze hindusi?

      Jezeli np w sortowni UK pracowalbys za najnizsza krajowa to nadal moglbys wynajac pokoj, zdrowo zjesc, kupic miesiac w miesiac kulutre i odlozyc kase. Teraz zatrudnik za 1200 osobe w polsce na stanowisko podobne, co ona moze? myslisz ze bedzie skakac z radosci i usmiechac sie caly miesiac do ludzi i swiata?

      Polska jest malym ryneczkiem nie da sie porownac amazona z jakas ksiegarenka polska i jej klientami

      0
  6. Heros pisze:

    Dokładnie – Promocja, promocja i wolny rynek. Lepszej opcji nie widzę… A nie jakieś regulacje itp…

    0
  7. asdfasdsdf pisze:

    „Wydawców gier dotykają podobne problemy”

    wydaje mi sie ze wydawca gry robi to tak ze sprzedaje nam prawo/licencje do gry ktorej nie mozemy odsprzedac a licencje na ebooka mozemy, do tego dochodzi taka sprawa ze malo jest juz gier single player, ostatnio nawet studio od gry metro zbankrutowalo bo gre mieli singlowo, normalnie sprzedaje i robi sie multi a tu krasci sie nie da zeby sobie pograc, wiec to dwa rozne rynki

    „klienci za przysłowiowe 10 gr różnicy skaczą z serwisu na serwis i często w pogoni za okazją zapominają o innych walorach oferty danego sklepu.”

    kiedys pisalem zeby wlasnie zrobic mega prosta ksiegarnie bez wsparcia jakiegokolwiek bo wiadomo ze polak pojdzie na koniec miasta po tansze skarpetki, no i wtedy sie ludzie oburzali a widac doskonale ze w polsce liczy sie tylko cena jakos jest wazna dla malego procenta i to tego ktory czyta SW.

    Dla mnie sprawa jest jasna, gre single player czy ebooka latwo ukrasc i na tym stoi polska, klient potencjalny ma swoje wyobrazenie na temat ceny i jak mu sie cos nie podoba to sobie swoja kradziez z chomika ladnie wytlumaczy setka czynnikow dlaczego ukradl ale jest rozgrzeszony. Gdyby bylo idealne zabezpieczenie to ebook bylby tak samo kupowny jak bulka, chcesz to kupujesz mrozone pieczywo z lidla nie chcesz to kupujesz chleb na zakwasie za 5 razy wiecej, nie stac Cie nie kupujesz zbierasz i kupis za kwartal.

    Nie mozna mowic o jakims rynku gdy kradziez czy to masowa na gb czy pojedyncza jest tak powszechna i akceptowalna, usprawiedliwiona na kazdym kroku no chyba ze dotyczny rzeczy materialnej wtedy jest dalej naganna i nikt by z ksiegarni ksiazki nie wyniosl niezaleznie czy to ksiazka za 5zl czy nowosc za 49,99pln.

    0
    • asdfga pisze:

      nawet szmatlawce o tym pisza :)

      http://natemat.pl/61951,no-przeciez-zaplacilem-polacy-chca-wszystkiego-za-poldarmo-a-gdzie-zwiazek-ceny-z-jakoscia

      „W Polsce jest to coś co każdego dnia można obserwować w wielu obszarach życia i biznesu. W branży „internetowej” (w której funkcjonuje moja firma) normą jest, że klienci w Polsce nie są świadomi dlaczego za coś mają zapłacić. Już nie dziwią mnie klienci, którzy pytają dlaczego mają płacić za coś, co komuś zajmie tylko godzinę lub dwie – „przecież to takie szybkie i małe do zrobienia”.

      Zawsze mi na myśl od razu przychodzi pytanie czy taka osoba zabiera również bułki ze sklepu – przecież są takie małe i zapewne piekarzowi to tak mało czasu zajęło zrobienie ich :)”

      Taki jest nasz kraj. DAj daj za darmo, a jak masz cos niematerialnego to ci ukradne.

      0
  8. geronimo pisze:

    A niby to JAKIE zalety ma ten żenujący sklepik zwany CDP.PL? Oferta strasznie marna. Ceny? W sklepach są lepsze ceny na pudełkowe gry niż u CeDePa. A co do tego że KTOŚ się ma uczyć od branży gier to ŚMIECH NA SALI.
    Warto przypomnieć aferkę sprzed kilku dni – Radek Zaleski i jego WYBITNE osiągnięcie PiJarowe szczególy na JS – http://jawnesny.pl/2013/04/jestes-tylko-narzedziem-pr-u-dziennikarzu/

    0
    • Robert Drózd pisze:

      A co wspólnego z sukcesem sklepu (lub jego brakiem) mają blogowe aferki i to związane z CDP jako wydawcą?

      Steam też nominalne ceny ma wyższe niż w pudełkach, a to nie przeszkodziło mu w zostaniu liderem rynku.

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.