Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Last Minute: Kindle Paperwhite III za ok. 520 zł, Kindle 8 za ok. 260 zł!

Prezes PIK o e-bookach i uldze podatkowej na książki… papierowe

We wczorajszej Rzeczpospolitej ukazał się wywiad z Włodzimierzem Albinem, prezesem Polskiej Izby Książki, czyli największej organizacji branżowej wydawców i księgarzy. 

Wywiad poświęcony był kondycji rynku książki. Jak zwykle, szukałem tematyki e-bookowej. I oto jest, całkiem sporo.

Z najnowszych danych z amerykańskiego rynku wynika, że szybciej rośnie tam dziś znowu sprzedaż papierowych książek niż e-booków. USA są zresztą jedynym państwem, w którym elektroniczne książki mają spory udział w rynku, być może z uwagi na popularność Kindle’a. U nas ten udział będzie się nadal utrzymywał na poziomie 2-3 proc., a przy takim jego poziomie nawet szybki wzrost tej części rynku szybko sytuacji nie zmieni. Ciekawe jest za to to, że firmy zajmujące się e-bookami, jak Legimi czy Audioteka, zaczęły ekspansję na rynkach międzynarodowych, np. na chińskim.

Nie wiedziałem, że Audioteka sprzedaje e-booki, ale zgaduję, że pod tym mianem niektórzy traktują wszelkie wersje elektroniczne.

Mamy standardową obawę dotyczącą niższych cen e-booków. Dziennikarka zauważa, że ceny nie są już zaporowe.

Oczywiście, że nie są i nawet nas to czasem martwi, bo jeśli to zjawisko się jeszcze pogłębi, zacznie nam niszczyć rynek książek papierowych.

No tak. To samo, o czym pisałem wiele miesięcy temu, analizując wypowiedź szefa PDW – czyli obawa, że e-booki zaczną wypierać papier.

I najciekawsze.

Problem z e-bookami jest chyba natury technologicznej – z jakiegoś powodu ludzie już przestali tak chętnie kupować wszelkie pady, które umożliwiają czytanie takich książek. E-booki oczywiście będą się jakoś się nadal sprzedawać, ale dopóki nie będzie jakiegoś wyraźnego przełomu technologicznego i nie będzie można ich czytać np. na poręcznym elektronicznym papierze, który można sobie zwinąć i schować do kieszeni, w najbliższych latach Polsce nie przekroczą więcej niż 5-10 proc. przychodów całego rynku.

Chyba przyjdzie mi zmienić nazwę bloga na Świat Padów…

Ja się w sumie tutaj zgadzam, że przyda się nam jakiś technologiczny przełom, choć wydaje mi się, że najbardziej liczy się przyjęcie pewnych założeń przez branżę wydawniczą. Że e-booki się nie opłacają, że kanibalizują sprzedaż papieru itd.

To wszystko prowadzi do wniosku, że lepiej książek elektronicznych nie promować, no a jeśli jacyś fanatycy się znajdą, to niech je kupią. Branża książkowa wciąż nie zauważa szansy, jaka wiąże się z e-bookami, że to jest medium, które może zachęcić do czytania tych, którzy na korzystanie z papieru zwyczajnie nie mają czasu.

Już może w tym roku uda się zrównać VAT na książki papierowe i e-booki, choć nie zdziwię się, że potrwa to dłużej, więc odejdzie już standardowy argument przeciwko e-bookom. Jaki będzie kolejny?

Z niektórymi fragmentami wywiadu zgadzam się w zupełności, np. na temat wymiany e-booków.

Jeśli na takich forach jest ograniczona liczba osób, które się znają, to prawie jak użytek prywatny i ja bym z tym nie walczył. Prawo autorskie jest tu jednoznaczne: jeśli do takiej wymiany dochodzi w kręgu rodziny, osób bliskich lub znajomych, to wszystko jest ok. Ludzie od zawsze wymieniali się książkami, to też promuje czytelnictwo. Wydawcom chodzi o to, by nie dochodziło do tzw. powtórnej publikacji, czyli do przekazywania takich zasobów dużej liczbie osób, łącznie z jakąś przyczepioną do tego reklamą.

Dobrze, że to ktoś mówi jasno – że skopiowanie e-booka koledze nie różni się od skopiowania płyty czy książki i że to wszystko jest dozwolonym użytkiem prywatnym. Nie uzasadnia to jednak tworzenia „biblioteczek”, w których liczba „znajomych” wyniesie setki.

Z innych spraw: temat ustawy o stałej cenie książki (było o niej wiele na tym blogu) w tym momencie jest w zawieszeniu; przypomnę, że do nowego Sejmu nie dostał się choćby jej pomysłodawca, czyli poseł Dębski.

Ciekawym pomysłem jest za to zapożyczona z Włoch ulga podatkowa na książki, która mogłaby wynosić 200-300 zł rocznie. No i oczywiście:

To musiałyby być książki kupowane w księgarniach tradycyjnych i papierowe.

To właściwie chodzi o rozwój czytelnictwa, czy lobbying na rzecz księgarni stacjonarnych? Odpowiedź jest jasna.

Cały wywiad znajdziecie na stronach Rzeczpospolitej.

Autor zdjęcia: generalising, CC BY-SA 2.0.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

71 odpowiedzi na „Prezes PIK o e-bookach i uldze podatkowej na książki… papierowe

  1. Monika pisze:

    Heh, niby człowiek z branży, a tak nie do końca ogarnia, co się dzieje. Piszę to znad czytnika, na którym czytam legalnie zakupioną nowość wydawniczą. O której jutro porozmawiam w pracy z koleżankami, które też mają czytniki. Pewnie zechcą pożyczyć.

    21
  2. strilinga pisze:

    Jestem fanatyczką z dwoma padami.

    17
  3. temp pisze:

    I tak wygląda rozmowa w XXI wieku z humanistą z wieku XIX. Dalej się nie wypowiadam — Może on się zna na wieku XXI, ale ja na XIX się nie znam.

    35
    • maria pisze:

      On się doskonale zna. W interesie jego instytucji (wydawców i księgarzy) jest aby książki elektroniczne były jak najmniej używane. Bo po pierwsze ksiegarze na nich nie zarabiają, a po drugie wydawcy mogą nie zarabiać, bo self-publishing w przypadku eBooka jest znacznie łatwiejszy i mniej ryzykowny niż w przypadku książki papierowej.

      Dlatego on celowo tak się wypowiada by tylko namieszać i ośmieszyć nową technologię. Tekst idzie do popularnej gazety i czytelnik ma wyciągnąć wniosek takie, że e-czytanie to była chwilowa moda, e-papieru ciągle nie ma a ludzie wracają do książek papierowych. Wtedy czytelnik takiego newsa dwa razy się zastanowi nim kupi czytnik nawet jeśli to wcześniej planował, bo uzna że technologia jest jeszcze niedojżała i lepiej poczekać.

      22
  4. See pisze:

    Niby człowiek wie że dzwoni, ale nie wie w którym kościele. Może należy mu wysłać czytnik z ebookami niech się zapozna…. ja powtarzam każdemu i przy każdej okazji że nie neguję papieru. Kiedyś czytałam mnóstwo i tylko papier. Później brakło miejsca za to pojawił się brak czasu i dzieci. Od blisko dwóch lat używam czytnika, na półkach tylko kilka sztuk klasyki, czytnik w użyciu non stop, wróciłam do nalogowego czytania i żałuję ze eczytanie odkryłam tak późno. Kilka osob juz przeczytałam min moja mamę która jadąc do mnie godzinę czyta na lekkim czytniku bo na książkę w torbie miejsca brak

    25
    • asymon pisze:

      No właśnie. Z ebookami jest trochę tak, zak pisał Mariusz Szczygieł w staaarym felietonie „Onanizm polski”*. One nie są „zamiast”, tylko „oprócz”… :-D

      *) do przeczytania w Duży Format nr 1000, dostępny w publio.

      13
  5. MonikaS pisze:

    Pady do czytania e-booków… Ja to padam jak coś takiego czytam. W pełnym wywiadzie ten pan stwierdza również, że 30-40PLNów za książkę papierową to dla przeciętnego Polaka to nie jest cena zaporowa…
    A pomysł z ulgą podatkową za kupowanie książek papierowych w księgarniach, ale nie w Tesco czy Biedronce…? Ciekawe czy Empik i Matras by się załapały. No i definiowanie książki na potrzeby ulgi w zależności od tego, gdzie się ją kupuje? No ludzie, witki opadają. To w końcu ma być promocja czytelnictwa czy wspieranie księgarń? Może niech nazwie rzeczy po imieniu…

    23
  6. Dark Passenger pisze:

    Myślę, że pan Prezes sam powinien się „zwinąć i schować do kieszeni”.

    21
  7. Kuba pisze:

    Zwykły ignorant. Ręce opadają jak się takiego czyta.

    9
  8. Niebieski pisze:

    Co oni z tym zwijaniem. Przechowywanie zwiniętego rulonika ma być niby wygodniejsze? Pod jakim względem? Optymalny jest właśnie prostopadłościan, a Kindle i tak jest lżejszy od większości książek, natomiast waga nowych urządzeń wciąż spada.

    16
    • Dumeras pisze:

      No bo przecież każdą książkę w sztywnej okładce możesz sobie zwinąć i schować do kieszeni. A takie Księgi Jakubowe to szanujący się czytelnik zawsze ma przy sobie i chowa w portfelu do przegródki z kartą kredytową, żeby w każdej chwili móc powąchać papier.
      ;-P

      32
  9. zipperblog pisze:

    Najważniejsze jest w tym to, że człowiek reprezentujący największe wydawnictwa wciąż postrzega e-booki jako wrogą konkurencję dla papieru i ogólnie zjawisko niepożądane.

    W ten sposób niestety nigdzie nie dojdziemy i nie ma co liczyć na nagły przełom.

    Z drugiej strony mnie jako czytelnikowi w tej niszy jest całkiem wygodnie.

    9
    • shaughnessy pisze:

      Najlepsze jest to, że to największe wydawnictwo udostępnia praktycznie wszystko drogą elektroniczną właśnie. Masa firm, uczelni i instytucji (biblioteki na przykład) korzysta z dostępu online wolters kluwer.

      2
    • Maq pisze:

      Mnie też jest bardzo wygodnie!

      2
  10. shaughnessy pisze:

    Hej, a jak tam idzie PIK-owi cena jednolita? Może jakiś kolejny wspaniały pomysł? Nie dziwi mnie spadające w kraju jeśli na czele przedstawicieli tej branży stoi taki znawca. Jeśli nawet jest wrogiem ebooków (a tak mozna wywnioskować z niektórych wypowiedzi), to wypadałoby chociaż żeby wiedział jakie są ich słabe i mocne strony. A tymczasem wygląda na to, że nie za bardzo odróżnia ebooka od audiobooka, tak jakby wszystko co nie jest na papierze nie było wcale książką. Co jest w sumie dziwne, bo jak się czyta wywiad z nim z 2005 umieszczony na wirtualnemedia, to człowiek odnosi wrazenie, że jest zainteresowany innowacyjnością. Ale widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

    8
  11. Monika pisze:

    Teraz, jak się zastanowiłam, to myślę, że po prostu pani z działu książki elektronicznej w PiK była na zwolnieniu lekarskim i nie przygotowała prezesowi wkładu merytorycznego do wywiadu. Starał się, jak mógł jakoś wybrnąć z tej luki informacyjnej, ale wiadomo, że z pustego i Salomon nie naleje.

    13
  12. Kuba pisze:

    Robercie od godz. 9.00 w Publio, co godzinę będzie sprzedawany inny ebook w promocyjnej cenie 12,- Czy masz może listę, co będzie? A może Wy drogie Publio udostępnicie

    2
  13. Robert Drózd pisze:

    Wiem, że niektóre te wypowiedzi były dość zaskakujące, ale mam prośbę: bez obrażania kogokolwiek. :)

    8
  14. asymon pisze:

    Panie prezesie, gdyby nie ebooki, wielu ludzi nie mogłoby własnym sumptem wydać książki i napisać co im w duszy gra. Dzięki ebookom jest to prostsze i tańsze, mamy większy wybór my, czytelnicy.

    http://www.plotek.pl/plotek/7,154063,21348075,isabel-wyslala-marcinkiewiczowi-list-pozegnalny-pisze-tez-o.html

    7
  15. Robsik pisze:

    Ulga podatkowa? Chyba niedoczekanie – ci będą dusić ile wlezie…

    1
  16. mbbm pisze:

    Wyrzucę czytnik za okno, jak pan prezes zwinie „Ludową historię Stanów Zjednoczonych” i schowa do kieszeni.

    19
  17. Katemeika pisze:

    „niewiedza nie jest czarująca” powtórzymy za Susan Sontag. Zresztą ten cytat przypomniała w swojej „Książce o czytaniu” pani Justyna Sobolewska, której wiedza na temat e-booków jest mniej więcej na poziomie pana prezesa. Ja nie twierdzę że każdy powinien być technologicznie w XXI wieku, ale jak ktoś się wypowiada, to powinien wcześniej jakiś research zrobić.

    12
  18. Crosser pisze:

    Kto dzisiaj kupuje DVD/BlueRay w dobie VoD?
    Kto dzisiaj kupuje plyty CD w dobie Spotify/Deezera/Tidal-a?
    Kto dzisiaj uzywa telefonu stacjonarnego w dobie smartfonow?
    To sie nazywa postep i nie da sie tego zatrzymac.
    Książki papierowe czeka ta sama przyszlosc. Nie znikna, ale stana sie niszowym, niemal luksusowym towarem.
    Ci co sie przed tym bronia – upadna, ci co sie dostosuja – przezyja a nawet moze i urosna. Kwestia czasu.

    5
    • Katemeika pisze:

      Trochę poszalałeś jednak ;)
      Ja kupuję płyty CD. Telefon stacjonarny też mam, choć nie wiem po co ;)
      Postępu rzeczywiście nikt nie zatrzyma, z tym, że książka tradycyjna się utrzyma, tak jak kina nie upadły mimo wynalazku TV.

      14
      • crosser pisze:

        Nie mowie, ze cokolwiek z tego co wymienilem zniknelo calkowicie. Nawet winyle ludzie wciaz kolekcjonuja. Ale przestaje to byc towarem masowym a staje sie kolekcjonerskim.

        Co do kina to one utrzymuja sie dzieki temu, ze filmy najpierw tam trafiaja, a pierwsze inne dystrybucje sa najwczesniej ze dwa miesiace pozniej. To raz. Po drugie traktowane jest jako wyjscie z domu, tak jak np. do restauracji. Na palcach jednej reki mozna policzyc osoby na seansie w kinie, ktore przyszly tam same.

        2
    • Robert Drózd pisze:

      Ale przecież e-booki to nie jest albo-albo, tylko możliwość wygodniejszego czytania. Ja wciąż kupuję i płyty CD i czasami papier: http://swiatczytnikow.pl/kiedy-wciaz-wybieram-papier/

      8
      • Robert pisze:

        Zgadzam się w 100% e-booki są rozwinięciem możliwości książek
        po pierwsze – dla tych którzy nie mają miejsca w domu na książki.
        po drugie – spory rynek dla osób starszych, niedowidzących, ostatnio rozmawiałem se starszą panią która czytała Rob Roya i z rozbrajającą wręcz szczerością stwierdziła że gdyby nie czytnik to nie byłaby w stanie nawet utrzymać tej książki w rękach.
        po trzecie – emigracja. (czyli coś o mnie) tylko milion Polaków na wyspach (a gdzie USA i reszta Europy). Osoby które stać bez problemu na czytnik. Osoby z dziećmi które właśnie zaczynają czytać i warto by również czytały polskie książki. W moim wypadku e-book jest doskonały –
        nie zajmuje miejsca, nie czekam 2 tygodni na przesyłkę i nie płacę za przesyłkę (co często jest droższe niż sama książka).
        To jest spory rynek i to rynek który będzie się rozwijał (dzieci zachęca się tutaj do czytania (i to skutecznie), a dorośli po zaaklimatyzowaniu się na nowym miejscu częściej myślą o książkach)
        No, ale o tym raczej Prezes nie ma ochoty myśleć…

        13
        • Tomek pisze:

          „A gdzie USA i reszta Europy”? Reszta świata!

          Ja mieszkam w Brazylii i czytnik mam od jakichś 6 czy 7 lat. To – obok gitary – była jedna z pierwszych rzeczy w jakie zainwestowałem (jeszcze wówczas prosiłem znajomych, żeby mi go przywieziono z USA, bo w Brazylii nie znano takich cudów techniki). Dziś nie wyobrażam sobie czekania miesiąc na książkę, gdy mogę ją mieć za 5 minut.

          8
      • crosser pisze:

        E-booki to jest nowy kanal dystrybucji, ale nie oszukujmy sie on ZASTEPUJE papierowe ksiazki. Nawet z twojego wpisu wynika, ze kupujesz papier z dwoch powodow, z ktorych jeden jest kolekcjonerski – czyli dokladnie ta droga, ktora wieszcze papierowym ksiazkom, a drugi wynika z niedoskonalosci e-bookow, ktora predzej czy pozniej zniknie.

        0
    • Dark Passenger pisze:

      Ja używam DVD i CD. Bo – podobnie jak są książki, które chcę mieć na półce – są też filmy i płyty, które też chcę mieć na półce.
      A co powiesz na renesans płyt winylowych? Ćwierć wieku temu miały zniknąć na zawsze.
      Negowanie wszystkiego, co stare nie jest dobrym pomysłem. Wspomniane przez Ciebie technologie jedynie uzupełniają czy ułatwiają odbiór.

      P.S.
      A co do smartfonów: kilka dni temu czytałem o dziewiętnastoletnim Argentyńczyku, który zgubił się na wyspie sobieszewskiej (tuż obok Gdańska). Miał ze sobą smartfona, a mimo to 6 godzin błąkał się po rezerwacie znajdującym się na tej wyspie. Bo nie wpadł na pomysł zadzwonienia na 112 czy uruchomienia wbudowanego w telefon GPS i użycia map.

      6
    • Romek pisze:

      Kto dzisiaj kupuje DVD/BlueRay w dobie VoD?
      Kto dzisiaj kupuje plyty CD w dobie Spotify/Deezera/Tidal-a?
      Kto dzisiaj uzywa telefonu stacjonarnego w dobie smartfonow?

      Na powyższe pytania odpowiadam 3 x ja. Nie korzystam z VoD ani Spotify/Deezera/Tidala. Nie widzę takiej potrzeby. Ponadto cenię sobie posiadanie fizycznych nośników a z serwisami internetowymi jest taki problem, że dziś są a jutro może ich nie być. Nie uda mi się obejrzeć filmu czy posłuchać muzyki w miejscu bez dostępu do Internetu. Prócz tego nie trawię kompresji stratnej w muzyce. Nie wszyscy interesujący mnie wykonawcy udostępnili swoje nagrania serwisom streamingowym. Oprócz telefonu komórkowego korzystam ze stacjonarnego – mam przyzwoity abonament i rozmowy są tańsze niż komórkowe.
      Zapraszam w okolice Chodcza na działkę – tam ani nie obejrzysz filmu z VoD ani nie posłuchasz muzyki ze streamingu ;)
      I nie jestem starym zacofanym ramolem (no może w średnim wieku ;) – od zawsze miałem hopla na punkcie nowych technologii i pracuję z nimi zawodowo.
      Postęp postępem ale na szczęście mamy możliwość wyboru.

      9
    • Monika pisze:

      CD kupują ludzie, którzy słuchają muzyki, w której jakość dźwięku ma znaczenie. Trochę to kłopotliwe, ale co zrobić. Jazzu nie posłuchasz w spłaszczonym formacie, bo tam liczy się nie tylko słyszalna z grubsza melodia.

      4
      • Adasss pisze:

        1) https://en.wikipedia.org/wiki/Comparison_of_on-demand_music_streaming_services
        są na rynku serwisy streamingowe, z Tidalem na czele, oferujące formaty lossless (jakość CD)
        2) nie jest problemem znaleźć w sieci sklepy oferujące hi-res audio (czyli w jakości lepszej od CD) w postaci plików do pobrania (np. HDtracks.com)

        A co do CD jako jakości referencyjnej … polecam obejrzenie tego materiału: https://www.youtube.com/watch?v=ydg-ajN1u9o
        Jako posiadacz paruset płyt CD, oraz parunastu płyt DVD-Audio i SACD, muszę potwierdzić, że tezy z tego felietonu są niestety bardzo prawdziwe (przynajmniej dla rocka i popu, o jazzie się nie wypowiem, bo akurat nie mam tak bogatego materiału porównawczego do dyspozycji).

        1
        • Romek pisze:

          ad 1)
          Ale nie ma np. Toola czy Petera Gabriela – to mi od razu wpadło do głowy. W przypadku braku internetu to sobie nie posłuchasz.

          ad 2)
          Jakość CD jest dla mnie wystarczająca. Nie sądzę aby w testach ABX ktoś odróżnił HDA od CDA.

          Loudness war to temat znany od dawna. Niestety rynek wymusił takie rozwiązania aby młodzież mogła na boomboxach słuchać muzyki.

          4
          • Adasss pisze:

            ad 1) To co znam i bardzo cenię, i tak, finalnie, prędzej czy później, kupię. Bardziej liczy się to, że wcześniej kupując płytę musiałem ją znać, albo opierać się na czyjejś renomie (wykonawcy) lub rekomendacji (recenzenta). Pewnym postępem była już możliwość odsłuchania krótkich fragmentów (w nieznanej i pewnie raczej niskiej jakości) udostępnianych na stronie sklepu internetowego.
            Ale obecnie moje podejście do tematu uległo znacznej zmianie. Przykładowo, jakiś czas temu wpadła w moje łapki płyta Heartlplay (Charlie Haden, Antonio Forcione) … i tak przypadła mi do gustu, że teraz po kolei przesłuchuję wszystkie płyty p. Hadena (bagatelka – jakieś 30 płyt). A to tylko jeden z wielu przykładów takich wycieczek w nowe rejony …

            Ad 2) ech … gdyby to było takie proste. Dla mnie, niestety, nie zawsze i nie wszędzie, ale potrafią różnić się … i, po różnych własnych eksperymentach, zaczynam podejrzewać, że często te różnice wynikają faktycznie nie z samych formatów, a z jakości masteringu wydania na CD i tego w lepszym formacie. Najprostsza różnica, mająca związek z rzeczonymi loudness wars, jest taka, że mam wydawnictwa składające się z dwóch płyt: CD i DVD-Audio. I płyta CD jest w nich nagrana po prostu ze znacząco większą głośnością. :-/ I niekoniecznie jest to muzyka „do słuchania na boomboxach”.

            0
    • Doman pisze:

      Z tym przeżyciem czy urośnięciem to nie jest sprawa oczywista. Weźmy takiego spotify: artyści narzekają, że marnie płaci, sama spółka rok w rok ma wynik na coraz większym minusie i wszyscy zachodzą w głowę dlaczego właściciele (w sporej części tradycyjne wytwórnie) do niego dokładają. Jako użytkownicy możemy się tylko cieszyć, ale nie ma się co dziwić, że tradycyjni potentaci podejrzliwie patrzą na internet – nie dość, że zyski tam trudniejsze to jeszcze potencjalna potężna konkurencja (google, apple, amazony itp.)

      1
    • Runior pisze:

      Zbyt daleko idące uogólnienie. Drukowana książka ma znacznie dłuższą historię i znacznie mocniejszą pozycję niż każdy z pozostałych wynalazków. To że Ty należysz do grupy „early adopters”, nie znaczy, że umiesz przewidywać przyszłość.

      Nie sądzę, aby ktokolwiek, nawet najzagorzalsi e-czytelnicy, uważał papierowe książki za zbędne. Czytniki osiągną pewien próg udziału w rynku i tam zostaną. Po prostu chcemy, żeby postęp w tej materii nie był powstrzymywany przez sztuczne bariery typu podwyższony VAT.

      0
  19. kowal pisze:

    Przypomniała mi się postawa pewnego monopolisty sat tv premium z lat 90-tych gdy zarzucano mu, że nie nadaje swoich programów w Polsce w stereo – „Nie nadajemy w stereo bo ludzie nie mają telewizorów stereofonicznych” :)

    5
  20. See pisze:

    Z tym zwijaniem też nieźle…. mój ebook mieści się do kieszeni kurtki a papierowe Male życie nijak zwinąć się nie chce, jakiś kiepski egzemplarz mam ;-)

    7
  21. Darth Artorius pisze:

    „Jeśli na takich forach jest ograniczona liczba osób, które się znają, to prawie jak użytek prywatny i ja bym z tym nie walczył. Prawo autorskie jest tu jednoznaczne: jeśli do takiej wymiany dochodzi w kręgu rodziny, osób bliskich lub znajomych, to wszystko jest ok. Ludzie od zawsze wymieniali się książkami, to też promuje czytelnictwo. .”

    „Profesor Miodek” na moje uszy, he,he… Czyli znaleźć grupę osób wśród znajomych (wirtualnych), kupujemy każdy po jednej książce SF i się wymieniamy.

    Natomiast ja też będę miał dwa „pady: ;). Oprócz Toucha kupiłem Pocketbook Mini. Co prawda nie sam, przez znajomego (mam nadzieję,że dobry będzie bo używka choć komplet z pudełkiem), będzie w sam raz do tramwaju a Kindelek do domu.

    Co by nie patrzeć, ebook jest wygodny. Mogę go kupić telefonem nawet. Wiadomo,że pewnych książek papierowych nie zastąpi ale beletrystyka, powieści. Tak,że „oprócz”, „obok” papierówek ;) , ebooki powinny się rozwijać a skostniali wydawcy przestawić się na nowoczesność.

    Zresztą są już nawet akcje promocyjne – Świat Książki sprzedawał PB Mini kiedyś dość tanio ostatnio zaś też chyba InkBooka Classic. W sam raz do rozpoczęcia przygody z ebookiem. Łatwiej kupić było niż Kindle, którego zakup wymaga jednak ciut wysiłku. A mogliby w księgarniach swoich proponować takie czytniki „klasyczne” (nie szajsy) dla ludzi starszych, mniej internetowych i ułatwiać im zakupy ebooków.

    3
  22. temp pisze:

    Jestem ciekawy, jak wyglądałaby dyskusja prezesa Polskiej Izby Książki z prezesem –nieistniejącej – Polskiej Izby Literatury. Albo z prezesem Stowarzyszenia Zwolenników Wygodnego Czytania w Dowolnym Miejscu.

    4
  23. Dawid pisze:

    Kiedyś na Facebooku zaproponowałem pewnemu wydawnictwu, by zaczęli wydawać w formie e-booków. Nie było w mojej propozycji żadnych obelg ani niecenzuralnych czy obraźliwych słów. Jedyną jednak reakcją wydawnictwa było usunięcie wpisu z tą propozycją.

    11
  24. Tomek pisze:

    A ja uważam, że u nas wiedza na temat czytników jest nadal niewiarygodnie mizerna (przykład wypowiedzi p. Albina – jeśli on nie ma pojęcia, to kto ma mieć?). Nikt czytników nie promuje np. w TV, radiu czy „mejnstrimowym” internecie (duże portale). Absolutna większość ludzi nie wie, co to jest czytnik. Jeśli już, to kojarzą to z tabletem, od którego bolą oczy.

    Niedawno na jakiejś stronie koleżka zapytał, czy ktoś zna sklepy, które sprzedają polskie książki w Brazylii, bo na obczyźnie tęskni za czytaniem. Odpowiedziałem mu, że o takich nie słyszałem i że ja ratuję się czytnikiem i e-bookami. Zareagował na to stwierdzeniem, że codziennie siedzi przed ekranem komputera kilka godzin i woli książkę papierową. Gdy mu powiedziałem, że czytnik to nie tablet czy komputer był autentycznie zdziwiony. Takie przykłady mogę mnożyć. Ale z kolei większość osób, którym pokazałem czytnik była nim zachwycona, niektórzy wręcz oczarowani wyglądem e-papieru. Mój wniosek jest taki, jak napisałem na wstępie – czytniki są słabo rozreklamowane.

    Inna sprawa to zapóźniona mentalność niektórych wydawców i strach przed „nowością” jakimi są czytnik i e-booki. Zresztą my nie jesteśmy narodem, który przeciera szlaki w jakiejkolwiek dziedzinie. Musimy się długo przekonywać do rzeczy, które na „Zachodzie” istnieją od dawna.

    3
    • Robert Drózd pisze:

      Zobacz co wyżęj napisała Maria: http://swiatczytnikow.pl/prezes-pik-o-e-bookach-i-uldze-podatkowej-na-ksiazki-papierowe/#comment-1280529 – nie oskarżajmy p. Albina o ignorancję, bo wiedzę o rynku on ma na pewno sporą. Mówienie o „jakichś padach” to zwyczajnie celowe lekceważenie jakichś tam 5% rynku i komunikat do dziennikarki – o co mnie pani pyta, porozmawiajmy o losie księgarzy.

      0
    • asymon pisze:

      Kiedyś w telewizji był program „Pokaż swoje książki” i tam niektórzy autorzy wspominali, że używają czytnika (Łukasz Orbitowski, Mariusz Szczygieł), albo że absolutnie nie.

      Nie oglądałem w czasie, gdy program był nadawany, dowiedziałem się niedawno, można znaleźć na YT szukając „sztuka czytania pokaż swoje książki” i dalej po sugerowanych.

      Programu już pewnie nie ma, bo nikt nie oglądał ;-)

      0
  25. Darth Artorius pisze:

    Jest ciut lepiej skoro jak już tu wspominałem gazety reklamują czytniki. To i Owo (z programem TV), Do Rzeczy. Muszę napisać do „Do Rzeczy”. Może zrobiłoby wywiad z Robertem o czytnikach ?

    0
  26. Adasss pisze:

    Odnośnie zdania „Z najnowszych danych z amerykańskiego rynku wynika, że szybciej rośnie tam dziś znowu sprzedaż papierowych książek niż e-booków.”
    Wygląda na to, że znalazłem wyjaśnienie …
    http://fortune.com/2015/09/24/ebook-sales/
    Autor odwołuje się do takowej informacji w „New York Times” … i wyjaśnia dlaczego może to być informacja z gatunku trzeciej prawdy Tischnera.

    3
  27. te pisze:

    Czy wie co mówi i celowo zniechęca do e-czytnika, czy jest totalnym ignorantem w kwestii nowoczesnych technologii? Jedno i drugie jest dla niego mało chwalebne, ale i też niczego nie zmieni. Kto ma czytnik nigdy na stałe nie wróci do ksiązki papierowej – takie jest moje zdanie i  moje osobiste doświadczenie (i nie jestem jakims technofreakiem). Oczywiscie nie mówię o albumach, wydawniach szczególnych, okolicznościowych itp, do tego faktycznie trzeba rozwoju technologii e-papieru. Do wszystkiego zwykłego najwygodniejszy jest zwykly czytnik.

    1
  28. gszczepa pisze:

    @”wydaje mi się, że najbardziej liczy się przyjęcie pewnych założeń przez branżę wydawniczą. Że e-booki się nie opłacają,”

    Ale zobacz, przekonałeś Michała Szafrańskiego do obniżenia ceny ebooka i on tego żałuje i ogólnie nie jest zachwycony sprzedażą ebooków jako takich. A to nie jest przecież przykład „nastawionego na nie” konserwatywnego prezesa.

    0
  29. Czytelnik pisze:

    Branża książkowa wciąż nie zauważa szansy, jaka wiąże się z e-bookami, że to jest medium, które może zachęcić do czytania tych, którzy na korzystanie z papieru zwyczajnie nie mają czasu.

    Ktoś może mi wytłumaczyć o co chodzi w tym zdaniu? Epapier sam się czyta, czy jak…??

    0
    • mjm pisze:

      Kompaktowe wymiary oraz niska waga czytnika (w porównaniu do większości papierowych książek) powodują, że dużo łatwiej i przyjemniej czyta się np. w komunikacji miejskiej czy generalnie w podróży.

      0
      • Lidka pisze:

        Oj tak. Mimo, że miałam Małe życie w wersji papierowej to i tak skusiłam się na ebooka właśnie ze względu na komfort czytania takiego tomiszcza.

        0
    • Robert pisze:

      z mojego doświadczenia mogę powiedzieć że czytam szybciej na czytniku niż wersję papierową.
      dlaczego się tak dzieje?
      to już mi raczej trudniej wyjaśnić. Może to kwestia szybkości i komfortu użytkowania czytnika – (przerzucanie stron jednym dotknięciem palca bez zmiany pozycji dłoni? mniejszy ciężar i mniejsze wymiary czytnika niż książki – co za tym idzie mniejsze zmęczenie ręki – po 1-2 godzinach czytania to naprawdę robi swoje…)

      i taki przykład z życia wzięte:
      Od kilku lat mam Wyspy Daviesa i bardzo je chcę przeczytać „od deski do deski” ale jak dotąd kilka podejść spaliło na panewce – samo trzymanie tego tomiszcza robi problem – za to Europa (podobne rozmiary) na czytniku bez problemu – przeczytane.

      0
      • Cyber Killer pisze:

        Główny powód szybszego czytania na czytniku to że nie trzeba wzroku przenosić w bok na sąsiednią, stronę, tylko ciągle zostaje się w obrębie tej samej kolumny tekstu. Dodatkowo lekkość, możliwość używania tylko 1 dłoni, pewność że przewróci się tylko 1 stronę, a nie kilka bo się kartki sczepią, że książka się nagle nie zamknie, że się nie ubrudzi/poniszczy, itd. Te wszystkie drobiazgi razem wzięte dają wymierny wpływ na szybkość czytania. Zamiast skupiać umysł na drobnostkach technicznych związanych z przestarzałym medium książki papierowej, można się w większym stopniu skupić na czytaniu.

        A panu prezesowi z powyższego wywiadu polecam jak najszybszą emeryturę, żeby przestał niszczyć świat swoją technologiczną ksenofobią i fetyszem na zapach papieru i tuszu.

        1
      • Adasss pisze:

        Ja akurat to „Europę” mam na papierze … i dokładnie ten sam problem. A np. taka „Druga wojna światowa” Beevora w ebooku, to przeleciała mi tak jakoś „raz dwa”. W efekcie przy promocjach ebooków Znaku już mnie palec mocno świerzbiał na widok „Europy” na liście ;-)
        A powrotu do czytania literatury obcojęzycznej na papierze, to już sobie zupełnie nie wyobrażam. Po komplet „Gry o Tron” w życiu bym chyba nie sięgnął w druku. A tak, porównując ostatnio darmowy fragment „Rycerza 7 królestw” po polsku i w oryginale, bez bólu stwierdziłem, że tu również daruję sobie „podziwianie” wysiłków tłumacza. Zwłaszcza, że powodowało to lekki „ból zębów” :-D

        0
  30. Tomm pisze:

    Problem jest taki ze na stanowisku tego typu powinna byc mloda osoba znajaca sie na technologiach, ale jako ze rynek wydawniczy to klika to sie nigdy nie stanie wiec lepiej trzymac lesnego dziadka. Tak ebook to zagrozenie, Kowalski zacznie publikowac i nie zarobi drukarnia / wydawca / empik wiec trzymajmy sie status quo.
    Nie liczylbym na rychly przelom w tej materii, tylko wymiana pokoleniowa moze tu pomoc.

    0
  31. Lester pisze:

    Jeśli na takich forach jest ograniczona liczba osób, które się znają, to prawie jak użytek prywatny i ja bym z tym nie walczył. Prawo autorskie jest tu jednoznaczne: jeśli do takiej wymiany dochodzi w kręgu rodziny, osób bliskich lub znajomych, to wszystko jest ok.
    A co ze znakiem wodnym lub, w mocniejszej wersji, z DRM? O ile ten pierwszy pozwala na swobodne użyczanie, to gdy ktoś z bliskiego kręgu nieodpowiedzialnie podzieli się z kimś innym itd, aż w końcu trafi do ogólnodostępnych zasobów internetu, odpowiedzialność spadnie na mnie. I co dalej, jak udowodnić swoją niewinność? Usunięcie tego znaku nie zajmuje więcej niż 5 minut, ale nie każdy to potrafi i nie mam 100% pewności, że wydawca nie wymyślił czegoś jeszcze.
    W drugim przypadku DRM ograniczy moje ustawowe prawa do użyczenia. I znowu, można to zdjąć ale już nadchodzi nowe, trudniejsze do usunięcia zabezpieczenie, poza tym zastanawiam się czy jest to w 100% legalne, gdyby przyszło do głębszego zbadania sprawy. I co by wtedy twierdził PIK wraz z panem prezesem. Na szczęście w Polsce go nie mamy, ale mając na górze takich ludzi jak pan W. A. spodziewać można się wszystkiego.
    Resztę bzdur przemilczę.

    0
    • Cyber Killer pisze:

      Watermark akurat jest tu pomocny, bo powoduje że skutecznie upewnisz się, że komukolwiek ebooka nie użyczyłeś to będzie zaufaną osobą, która rozumie że nie może tego wpakować na warezy. To akurat promuje zdrowe pojmowanie dozwolonego użytku (najbliższe zaufane osoby), zamiast rozsyłania na pół świata.

      Możesz rozsyłać na pół świata i jeszcze dalej tysiące ebooków, których autorzy udostępnili je samodzielnie za darmo i/lub na wolnych licencjach, albo z domeny publicznej, nawet będą się cieszyć jak to zrobisz.

      0
      • Lester pisze:

        Nie chodziło mi o to że ja rozsyłam. Miałem na myśli właśnie tych zaufanych znajomych/rodzinę, którzy takimi mogą się nie okazać. I co wtedy, bo dane wskazują na mnie, a jeśli rzeczywiście tych znajomych było kilku, albo kopia wypłynęła po kilku miesiącach to nie dojdę kto, za to do mnie jak po sznurku.

        0
  32. isaak pisze:

    Trochę jak z muzyką, sklepy płytowe praktycznie znikły, a kiedyś były na każdym rogu, co nie znaczy ze muzyki sprzedaje się mniej, czy płyta sprzedana cyfrowo kanibalizuje płytę sprzedana fizycznie? W żaden sposób bo kupuje się nie ścięte drzewo a treść.

    0
  33. tadek pisze:

    Wyraźny przełom technologiczny – to kolorowy e-papier, który prędzej czy później będzie standardem. A co za tym idzie wszelkiej maści magazyny-czytadła będą dostępne w formie cyfrowej na wygodnym czytniku. Wtedy to nastąpi prawdziwy boom na czytniki i wydawnictwa które nie myślą przyszłościowo i lub nie chcą się dostosować do dzisiejszych czasów, obudzą się z przysłowiową ręką w nocniku.

    Nie znaczy to oczywiście że papierowe książki powinny zniknąć kompletnie z rynku, tylko się przeobrazić w dobro luksusowe. Oferując poza samą treścią również kunszt wykonania.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.