Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Z okazji Światowego Dnia Książki: Kindle Paperwhite i Voyage o 30 euro taniej!

Prace nad ustawą o książce ponownie odłożone, obrady podkomisji „zerwane”

kot-ksiazki

Na dzisiejszym posiedzeniu sejmowej podkomisji Kultury (czy właściwie zamiast niego) wybuchła, zdaje się, niezła awantura. 

Przypomnę, że zwolennicy ustawy na poprzednim posiedzeniu (8 września) próbowali szybko zatwierdzić ustawę, co zostało powstrzymane przez sporo uwag merytorycznych, które zgłosiło Biuro Analiz Sejmowych.

Próbowano ją poprawić na samym posiedzeniu, ponadto wnioskodawcy mieli dwa tygodnie na dalsze poprawki – i dzisiaj, 22 września miało się odbyć kolejne spotkanie.

Miało – bo nie doszło do niego. Jeden z członków podkomisji (co ciekawe, jeśli dobrze pamiętam, dokooptowany do niej w ostatniej chwili), Andrzej Dąbrowski z klubu Zjednoczonej Prawicy złożył wniosek o odłożenie prac.

Tym razem nie znalazłem niestety transmisji. A szkoda. 

Jest transmisja (18 minut)

Relacje ze spotkania się rozjeżdżają, np. generalnie przyjazny ustawie portal wyborcza.biz cytuje posła PSL, Artura Dębskiego:

To gra różnych środowisk, która jest zła dla polskiego rynku książki. Niektóre środowiska chcą celowo zablokować projekt ustawy, podczas gdy 10 mln Polaków nie ma ani jednej książki w domu. To przerażające – mówi poseł PSL Artur Dębski. I dodaje: – Komuś zależało, żeby zerwać tę komisję.

Zerwać? Nie wiedziałem, że w podkomisjach sejmowych działa liberum veto i że komisję można zerwać, jak to w dawnych czasach sejmiki się zrywało.

[I tak, 10 milionów Polaków czeka na stałe ceny książki, wtedy wreszcie ruszą na zakupy.]

Na szczęście artykuł money.pl wspomina o tym, że wniosek Dąbrowskiego komisja przegłosowała – czyli wychodzi, że nie tylko on go poparł. Jeśli mamy w Polsce demokrację, to już nie szlachecką.

Dąbrowski tak tłumaczył swój wniosek:

– Nie możemy pracować w takim chaosie. To jest zbyt ważna ustawa, żeby w taki sposób ją procedować. Uczestniczyłem w ostatnim posiedzeniu podkomisji i byłem przekonany, że przegłosowaliśmy i zmieniliśmy tytuł na „ustawa o jednolitej cenie książki”, godzinę temu w formie mailowej dostaję informację z poprawkami, z której wynika, że niczego nie zmieniliśmy na ostatnim posiedzeniu. Naprawdę, uporządkujmy to, niech strony zapoznają się z propozycjami poprawek. Powinniśmy mieć czas, aby się z tymi poprawkami zapoznać, czas na skonsultowanie się z prawnikami – tak powinna przebiegać praca. Nie chcę, żeby z naszej pracy wyszedł jakiś bubel prawny.

Charakterystyczna była uwaga przedstawiciela Izby Gospodarki Elektronicznej, który stwierdził, że nie ma nawet dostępnego projektu z poprawkami, a w ogóle okazało się, że te głosowania na poprzednim posiedzeniu nie miały żadnej wagi.

Kolejne posiedzenie podkomisji miałoby się odbyć dopiero 7 października (chyba że posłowie dogadają się wcześniej), ale szanse na przepuszczenie ustawy przez Sejm są bliskie zera, tym bardziej że dużo ważniejsze ustawy, jak np. kodeks budowlany też utknęły.

Pozostaje się z tego cieszyć. Odnosiłem wrażenie, że zwolennicy ustawy próbowali ją przepchnąć za każdą cenę, niezależnie od poważnych wątpliwości.

PS. Artykuł ilustruje zdjęcie typowego księgarnianego kota, autor: Ben Sam, CC BY-SA 2.0. Mam podpowiedź dla posła Dębskiego: niech wspomina o tych tysiącach kotów, które mieszkają w małych księgarniach i które udałoby się rzekomo uratować dzięki ustawie. Kot wnosi spokój. Kot ociepla każdy temat, nawet kłótni w podkomisji.

PS2. Jak wynika z facebookowego wpisu Klubu Jagiellońskiego, z ośmiu posłów uczestniczących w podkomisji, na spotkaniu były tylko trzy osoby…

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki i oznaczony tagami , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

34 odpowiedzi na „Prace nad ustawą o książce ponownie odłożone, obrady podkomisji „zerwane”

  1. Robert pisze:

    I cóż…. Z tego wszystkiego ten kot najlepszy…. ;)

    0
  2. Marcin pisze:

    Fajne zdjecie

    0
  3. Grzegorz pisze:

    Kot podobny do mojego. Ale na zdjęciu nie wygląda jak ten psychopata, który nie miauczy, ale za to uczy się otwierać okna…

    0
  4. asymon pisze:

    Kurczę, tak czytam ankietę posła Dębskiego i nie widzę żeby był jakoś specjalnie zainteresowany edukacją i kulturą. Raczej bizznesmen, który wszedł do sejmu z list ruchu Janusza Palikota a potem przeskoczył do PSLu. Skąd to nagłe zainteresowanie ustawą?

    http://web.archive.org/web/20120107053128/http://www.mamprawowiedziec.pl/k2011-kandydat/3435

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Dzięki, dodałem. Niesamowicie się to ogląda. Rety, co za amatorka. Nie wiadomo nad czym się pracuje, co się głosuje. 14:19 – mistrzostwo.

      0
      • Sebastian pisze:

        Dokładnie i do tego grubiańskie uwagi przewodniczącej i posła… to jakiś skandal. Jeśli w takim trybie pracują komisje to nic dziwnego, że mamy tyle bubli prawnych, to jest jawna kpina.

        0
    • ihor pisze:

      Rety – straszne nagranie. Szanowni posłowie zachowują się jak dzieci w ostatnim tygodniu przed wakacjami; być na lekcji trzeba, ale nikt już nie ma głowy do nauki, najchętniej poszliby ‚na dwór’

      0
    • Borygo pisze:

      Nie oglądajcie tego, bo się nóż w kieszeni otwiera. Były głosowania? – a pies je j..ł zrobimy że nie było. Dostarczyć tekst by móc się wcześniej zapoznać? – a po co. Lepiej by nie mogli się zapoznać, bo jeszcze odkryją co chcemy przepchać. Zgłoszenie, że ktoś sobie leci w człona i chce, by nie wszyscy wiedzieli o czym mają debatować? – próba uwalenia ustawy na którą czeka 10 milionów ludzi.
      Żądam przywrócenia kary śmierci!!! Ta banda powinna siedzieć w więzieniu.

      0
  5. golem14 pisze:

    „podczas gdy 10 mln Polaków nie ma ani jednej książki w domu”
    Wątpię.
    Biblia, książeczka do I Komunii (czy inny modlitewnik), książka kucharska, podręczniki dzieci do szkoły, poradnik majsterkowicza… zawsze się coś znajdzie.
    A jeśli nawet ktoś nie chce mieć żadnej książki w domu, to ma do tego suwerenne prawo. Jeśli zaś ktoś upatruje w tym jakiś problem, to równie dobrze możemy wrócić do czasów gdy obowiązkowo trzeba było mieć w domu Manifest Komunistyczny, jakieś dzieło Lenina czy innego Mich(*)a.

    0
  6. hipciu pisze:

    Koty to są w antykwariatach… :)

    0
  7. YuukiSaya pisze:

    Koty uwielbiają książki. We wszelkiej formie – nieważne, czy siądziesz z papierem czy czytnikiem, sierściuch przyjdzie i zacznie ocierać pyszczek, usiłując przejąć zawartość przez osmozę. Moja zaczynała od podręcznika do historii, teraz jest perfekcyjnie obcykana ze starożytności, gender i fantastyki. Tylko podręcznik do japońskiego nie znajduje u niej łaski.

    A ustawa niech padnie, ale postawienie jej w świetle, jakby 10 milionów Polaków czekało wyłącznie na nią, by nareszcie móc zakupić jakiś egzemplarz to nawet erystyka nie jest, to dno i pięć metrów mułu.

    Gdzie te piękne wypowiedzi zgodne z zasadami retoryki z czasów republiki rzymskiej? Ech, tabloidyzacja i celebrytyzacja polityki to, jak historia pokazuje, nie najlepszy kierunek, ale historia uczy nas tego, że niczego się z niej nie nauczyliśmy.

    0
  8. Hubert Lary pisze:

    Boże, ale idioci. Sztywna cena to powrót do komuny. Sprzeczna z konstytucją o wolności gospodarczej. Nadto, to zabójstwo dla małych księgarni. Mając wszędzie tę samą cenę będę raczej szedł do dużej księgarni, gdzie mam większy wybór różnych tytułów. Za tę samą cenę posiedzę w Empiku, napiję się kawki, poczytam gazety. A w małej księgarni tego mi nie dadzą. Dlatego Polacy wybierają duże supermarkety (czyściej, więcej światła, coś do przekąszenia, kawka, ciastka). A jeszcze jak ceny będą te same to będzie śmierć dla małych osiedlowych księgarni.

    0
    • Miras pisze:

      Myślisz jak typowy bywalec marketu, projekt ustawy ponoć jest po to, aby ratować kulturę w naszym kraju tak jak to zrobiły kraje cywilizowane, ceny książek są wyśrubowane aby dać duże rabaty księgarniom sieciowym co jest warunkiem współpracy z nimi. Niezależne księgarnie są potrzebne w każdym miejscu kraju, aby Tobie podobni zobaczyli że są w naszym kraju książki inne niż „Trylogia Greya” lub podobna papka dla mózgu oferowana przez EMPiKi.
      Małe księgarnie nie są w stanie konkurować z wielkim kapitałem, i mimo iż ustawa ma je chronić, to nikt z rządzących nie konsultował tego projektu z ich przedstawicielami, ponieważ jest PIK, która reprezentuje jedynie interesy wielkich wydawnictw.
      Proponuję abyś spróbował tej działalności, chętnie odsprzedam Ci za 1/2 wartości towaru swoją księgarnię (monitoring, klimatyzacja, instalacja alarmowa, meble i urządzenia sklepowe itp. gratis), położoną w bardzo dobrym punkcie Warszawy 5 km. od ścisłego centrum, z 25-cio letnią tradycją. Zobaczysz wtedy że książki do księgarni kupujesz drożej niż pojawiają się w internecie, a klienci przychodzą po tanie lektury, których brak w EMPiKu, Biedronce, Rosmanie lub innej renomowanej księgarni. Tradycyjnie też co roku przed Świętami Bożego Narodzenia, pojawią nowe książki np. Kena Folletta, Pratchetta i inne hity do nabycia wyłącznie w zadłużonych u wydawców EMPiK-ach, Ty będziesz mógł zaopatrzyć księgarnię po dwóch miesiącach, jak powrócą ochłapy z pańskiego stołu, nie licz na to że UOKiK dopatrzy się w tym jakiejś zmowy lub nieprawidłowości.
      Moja oferta jest aktualna, więc może zainwestujesz trochę kasy, a będziesz mógł doświadczyć na własnej skórze wolności gospodarczej, częstować swoich klientów kawą, ciasteczkami lub czym tam będziesz chciał ( nie zapomnij o zapłaceniu podatku VAT od gratisów).
      Przekonasz się wtedy co to znaczy, być gościem we własnym kraju.

      0
      • Jasiu pisze:

        Bardzo ciekawy wpis, który jest jednak jedynie diagnozą obecnego stanu. Mam pytanie: co w ustawie należałoby uregulować (i jak), aby sytuacja księgarni takiej jak Twoja poprawiła się? Ale to nie najważniejsze pytanie. To podstawowe brzmi tak: jak lepsza sytuacja Twojej księgarni wpłynie na wzrost czytelnictwa u Polaków? To ostatnie miało być głównym powodem podjęcia prac nad ustawą.
        Ja jestem tylko czytelnikiem, stąd moja wiedza o mechanizmach wydawania, dystrybucji, promocji książek nie jest zbyt obszerna. Na dzień dzisiejszy nie widzę żadnych racjonalnych powodów, żeby rynek książki specjalnie regulować. Fakt, iż książka będzie droższa nie spowoduje wzrostu czytelnictwa. Dziś 40 % ludzi nie rozumie tego co czyta w gazecie. To jest prawdziwy problem.
        I na koniec: obawiam się, że ustawa ma poprawić byt księgarń – nie czytelnictwo. Jestem prawnikiem. Pracuję w małej firmie. Nigdy, przenigdy nie będę mógł konkurować z dużymi firmami prawniczymi, czego skutkiem jest to, że zarabiam mniej. Konkurencja stosuje ceny dumpingowe (to tylko kilka z wielu moich żalów). Czy to znaczy, że rynek prawniczy powinno się uregulować w podobny sposób? W czym on jest inny od sprzedaży książek? (Ty nie przedstawiłeś argumentów: w jakim zakresie zmiana przepisów wpłynie na poprawę czytelnictwa w Polsce).

        0
        • Miras pisze:

          Dziękuję za zainteresowanie, naszym problemem.
          Mój wpis chociaż pisany pod wpływem rozgoryczenia, tego co dzieje się z naszym rynkiem nie obrazuje do końca tragicznej sytuacji księgarń niezrzeszonych.
          Złości mnie podejście czytelników, którzy postrzegają nas jako cwaniaków i oszustów. Co gorsze tak przedstawiają nas media, nikt w telewizji nie powie że kupuje książki w osiedlowej księgarni, lub małe polskie firmy handlowe nazywane są w mediach „kupcami” co kojarzy się z zacofaniem.
          Natomiast ludzie pracujący nad w/w ustawą, która po dwóch posiedzeniach komisji jeszcze nie ma tytułu, według mojej oceny też do końca nie wiedzą jak sobie poradzić z problemem .
          Trzeba wyjaśnić społeczeństwu że wprowadzenie stałej ceny książki, doprowadzi do obniżenia cen detalicznych, tak jak to się stało np. we Włoszech ( ok. 20 %), nasz rynek księgarski to patologia wolnego rynku, odgórne uregulowanie systemu rabatowania doprowadzi do większych spadków cen.
          Ustawy o ochronie małych księgarń funkcjonują we Francji, Czechach, Niemczech i Włoszech prawdopodobnie też innych krajach Europy. Tam trudno by było wytłumaczyć dlaczego książka do dystrybucji w księgarni trafia po cenie wyższej, niż sprzedaje ją sieciowy sklep spożywczy, który ma przeznaczone na stoisko 1,5 m2. Księgarnie jak i inne sklepy specjalistyczne, nie powinny dostawać takie same lub lepsze warunki handlowe.
          W ustawie powinny znaleźć się zapisy chroniące wydawcę przed, kruczkami handlowymi sieci książkowych. Przykład usłyszany od jednego z handlowców dużego wydawnictwa: wydawca ustala cenę detaliczną na 59,90, w promocji jednej z sieci książka ma kosztować 39,90 cena sprzedaż do sieci ok.20 zł. termin płatności 180 dni, pełne prawo zwrotu niesprzedanych egzemplarzy, do tego wydawca ma zapłacić za promowanie tytułu od 15-tu do 50-ciu tysięcy zł. Efekt sprzedaży: 100 egz. sprzedanych wydawca ma dopłacić sieci do jednej książki 180 zł. !!! Stała cena książki przez rok od wydania też nie do końca rozwiąże problemu księgarzy, może warto by było zaprosić małą grupkę księgarzy do pracy nad ustawą, zamiast konsultować jej zapisy z EMPiK-iem lum Matrasem (to tak jakby zaprosić przestępców do pracy nad kodeksem karnym).
          Moja dzielnica liczy ok. 140 000 mieszkańców, znajdują się tu cztery małe księgarnie, jedna utrzymuje się głownie z dystrybucji kalendarzy, druga ma tylko podręczniki szkolne i zabawki, trzecia jest połączeniem księgarni i kiosku, największy wybór beletrystyki jest u mnie. Wszystkie w/w księgarnie łącznie z moją utrzymywały się ze sprzedaży podręczników szkolnych, literatura piękna to raczej pasja niż biznes. Jak wiadomo rynek książki szkolnej zniknie, upadną hurtownie i księgarnie.
          Wkrótce poza sieciówkami i internetem nie będzie można nabyć książki. Rynek jaki znamy już się nie podniesie.

          0
          • YuukiSaya pisze:

            My to wszystko rozumiemy, ale zapisy z projektu ustawy są wbrew wszelkiemu zdrowemu rozsądkowi. Zakładać, że obniży to cenę książek, zwiększy różnorodność tytułów i zwiększy czytelnictwo przy tych założeniach jest myśleniem życzeniowym. Wielokrotnie wskazywano, że lepiej by ustawa sięgała innych obszarów – na przykład regulacja ceny hurtowej, ale problem sam w sobie jest złożony. Zgadzam się, opieranie się na Empiku i Matrasie to kiepski pomysł, za to nie mogę zrozumieć jak autorzy, ludzie teoretycznie inteligentni, dali sobie wmówić, że dzięki tym zapisom będzie lepiej. Miłoszewski pobił szczyty myślenia życzeniowego swoim komentarzem na fejsie i momentalnie stracił w moich oczach, bo takiej demagogii nie widziałam dawno.

            0
          • Jasiu pisze:

            Dziękuję za odpowiedź. Problemów związanych z tą sferą działalności gospodarczej jest pewnie dużo, ale ja jako czytelnik nadal nie wiem co ta ustawa ma poprawić i przy pomocy jakich mechanizmów ma się to stać.
            Co jest problemem, który ma ta ustawa rozwiązać:
            – narzucanie przez duże sieci własnych zasad sprzedaży wydawnictwom,
            – nie respektowanie zasady równego traktowania małych i dużych sprzedawców przez wydawnictwa,
            – niskie czytelnictwo,
            – wysokie ceny książek?
            A może aktualnym problemem jest to, że w trakcie procesu legislacyjnego głosy małych księgarni nie były brane pod uwagę?

            Tak na marginesie: ciekaw jestem jak przedstawia się czytelnictwo wśród posłów. Ile książek w tym roku przeczytał każdy z nich. Obawiam się, że wyniki mogą być przerażające, a wnioski płynące z faktu, że to oni zajmują się tworzeniem tej ustawy – jednoznaczne.

            Myślę też, że powoływanie się na przykłady ustawodawstw, szczególnie państw zachodnich, jest nie trafione. Tam demokracja, zasady dobrej legislacji i doświadczenia gospodarcze są znacznie bogatsze. Gdy się widzi posiedzenie podkomisji, która proceduje w sprawie ustawy, oczy wychodzą z orbit. Przynajmniej ja miałem wrażenie, że nie wiedzą o czym mówią.

            Moim zdaniem będzie tak: albo nowy parlament przygotuje dobry projekt, przekona do niego opinię publiczną, a ta zobaczy pozytywne efekty tych regulacji, albo dostaniemy chłam, z którym się nie będziemy zgadzać i zaleją nas nowe mioty gryzoni, z którymi już sobie nie poradzimy.

            0
  9. Piotrek pisze:

    Normalnie wrażenia jak z Barei.

    0
  10. PM pisze:

    Po co czytać książki? Lepiej oglądać takie transmisje z posiedzeń p?osłów. Rozrywka gwarantowana.

    0
  11. Mól Książkowy pisze:

    „10 mln Polaków nie ma ani jednej książki w domu” – to mi przypomina jak „za komuny” w podstawówce trafiłem na „czarna listę” za niewypożyczenie ani jednej książki z biblioteki w semestrze. Na środku holu, wielkimi literami. Nikomu nie przyszło do głowy, że rodzice mają biblioteczkę która wówczas zaspokajała moje (niemałe) czytelnicze wymagania.

    0
  12. Wiewioor pisze:

    Ja tam tylko z tego wszystkiego zrozumiałem, że ktoś kogoś ma „szybko przelecieć” :)

    0
  13. Jasiu pisze:

    Myślę, że gdyby Bareja taki scenariusz napisał (jak to widać na posiedzeniu podkomisji), uznany zostałby za niewiarygodny i nieśmieszny – przecież takie rzeczy nie mogły się zdarzyć.

    0
  14. toja pisze:

    Jeśli ta ustawa zostanie przyjęta doprowadzi do jeszcze większego zaniku czytelnictwa spowodowanego przez rosnące ceny. Dodatkowo te regulacje faworyzują duże, sieciowe księgarnie typu Empik. O ile nie mamy nic przeciwko dużym księgarniom, to jednak żadne przedsiębiorstwa nie powinny być faworyzowane na drodze prawnej, bez różnicy czy ta faworyzacja jest zamierzona czy też nie.

    0
  15. zipper pisze:

    No, i po ustawie (jak na razie). Bardzo spoko.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.