Nowość: Włącz alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Papierowe sentymenty Marcina Mellera

Marcin Meller, historyk, dziennikarz, prezenter telewizyjny, podróżnik, felietonista Newsweeka, były reporter Polityki i naczelny Playboya, postanowił podzielić się ze swoimi czytelnikami przemyśleniami na temat książek elektronicznych.

Które, jak wiemy, nie pachną.

A jak Kindle – najpopularniejszy czytnik e-booków na świecie, produkt Bezosa – pachnie po deszczu? W ogóle nie pachnie, bo go pewnie szlag trafił, a on z kolei – na cmentarzysko anonimowych czytników, którym padły podzespoły.

Mogłoby się wydawać, że książka papierowa po deszczu pachnie głównie zgnilizną, ale nic to, ma przecież inne zalety:

Jak Bezosowi pójdzie żarówka, a drabiny żadnej pod ręką nie będzie, krzesło okaże się za niskie, to przecież nie zadzwoni do swojej hurtowni, żeby mu kartonów Kindli nawieźli. Ułoży kopczyk książek, najlepiej takich szytych, w twardych okładkach, większego formatu, i delikatnie balansując ciałem, wespnie się na stos mądrości i żarówkę spróbuje zmienić.

Mając książkę papierową można obsypać ją piaskiem.

Czuć jego szorstkość na papierze, a kartki odbijają się spłowiałą mocno pomarańczą, bo wchodziłem w mroczny świat francuskiego pisarza na pustyni w Somalii lata temu, miętosząc, wyginając, pastwiąc się nad egzemplarzem, jak to mam w zwyczaju. Kawałek tego świata, otoczenia został w „Podróży” na zawsze. Co zostanie w Kindlu? Pardon my French, ale gówno zostanie.

W artykule znajdziemy więcej takich porównań – tekst ma dwie strony, czego można na pierwszy rzut oka nie zauważyć. Przytoczę pierwszy komentarz spod artykułu autorstwa takiego:

Kiedyś, kiedy pierwsze samochody zaczęły hałasować i smrodzić na naszych ulicach podobnie mawiano o koniach, że to żywe zwierzę, nie jakiś mechaniczny, bezduszny potwór. Że można pogadać, że się do człowieka przywiązuje, itp. Zapewne p. Meller do pracy jeździ konno, w domu nie ma żarówek, jeno świecami pali (bo to i nastrojowo pachnie i przytulnie mruga), a ubrania idzie prać do pobliskiej rzeki, coby ubrania świeżością strumyka pachły… Mnie ten tekst niestety pachnie ckliwością i trochę na wymus udowadnianiem, że książka ma swoje zalety. Niestety, oprócz sentymentalnych, nie znalazłem ani w tekście, ani w ciągu własnego doświadczenia, żadnego praktycznego powodu, dla którego warto przedłożyć papierową książkę ponad czytnik.

Artykuł zilustrowany został zaczerpniętym z Amazonu zdjęciem pierwszej, białej wersji czytnika Kindle DX z roku 2009, co jest równie dobrym komentarzem do całego tematu.

Kilka miesięcy temu uśmiechnąłem się tutaj nad poglądami Kazika, który najpewniej nie miał nawet okazji poczytać przez godzinę na czytniku. Niechcący wyszedł mi wtedy najpopularniejszy artykuł czerwca. Tu na taki efekt nie liczę, mam natomiast pytanie:

Kto bardziej odleciał?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Mój Kindle. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

106 odpowiedzi na „Papierowe sentymenty Marcina Mellera

  1. Dada pisze:

    Obaj sobie radośnie fruwają na tym samym – równie niskim – poziomie. Na dodatek w oparach absurdu.

    0
  2. Tomasz Domański pisze:

    Wypowiedź Mellera jest nieco przerysowana, ale częściowo muszę mu przyznać rację. Ja kupiłem czytnik wyłącznie z jednego powodu – skończyło mi się w mieszkaniu miejsce na książki. No, może jeszcze dlatego że czytam trochę kryminałów do których już raczej później nie wracam i stawianie ich na półce jest trochę bez sensu. Książki papierowe mają swój nieodparty urok – zresztą z tego co można przeczytać na forum wynika, że jest trochę osób kupujących wydanie papierowe i elektroniczne tego samego tytułu. E-book dla wygody, papier na półkę – jakbym miał dość miejsca, ograniczyłbym się pewnie do papieru… A z zapachem książki też Meller ma rację. Chociaż odleciał.

    0
    • adamba pisze:

      Ale jak wymieniasz żarówkę, to książki podkładasz?

      0
    • Iskariota pisze:

      Dzisiaj jak ktoś ma kasę, to też nie żadko konia w stajni trzyma. Z różnych względów ale głównie dla prestiżu. Nie potępiam.

      0
    • Jasiu pisze:

      Szanowny Panie Tomaszu.
      1. Każdy z nas kupił czytnik z jakiegoś praktycznego powodu i pewnością nie chodziło np. o zapach plastikowej obudowy. To co w jednych sytuacjach może być (idiotyczną) zaletą książek drukowanych (tu możliwość użycia ich jako drabiny) współcześnie częściej jest ich wadą (konieczność posiadania miejsca na bibliotekę). Podobnie jak kiedyś wadą książek pisanych ręcznie była ich niedostępność i cena stąd Gutenberga pamiętamy do dziś.
      2. Nikt z nas nie pozostaje obojętnym na urok papierowej książki. Podobnie z sentymentem sięgamy do schowanych gdzieś w zakamarkach szuflad, starych listów pisanych atramentem na wymyślnych papeteriach, ale sprawy załatwiamy elektronicznie (nawet miłość wyznajemy czy się rozstajemy). Do konia i dziś możemy się przytulić, a do pracy i tak jedziemy autem.
      3. Nie widzę nic zdrożnego w pisaniu po marginesach książek (to ich nie niszczy), za to chodzenie po nich jest dowodem że tak naprawdę autor tekstu ich nie w ogóle szanuje (chyba że podnieca go zapach gumowych klapek, który pozostawia na okładce), no ale kto bogatemu zabroni. Niektórzy odpalają papierosa od studolarówki.

      Wszystko się zmienia. Czas płynie. Nie wszystkie nowe wynalazki znajdują swoje stałe miejsce w życiu kolejnych pokoleń. Czytnik to miejsce już znalazł. Trochę mnie Meller rozczarował, bo bardzo go lubię. Próbuje go jednak zrozumieć bo nie zawsze zdąży się na czas z przemyślanym tekstem. Redakcja nie będzie czekać, a szkoda stracić wierszówkę. Pecunia non olet:)

      0
      • Tomasz Domański pisze:

        Czytnik jest genialnym urządzeniem. Kropka. Szkoda że nie miałem czegoś takiego, kiedy 25 lat temu tłukłem się autobusami do szkoły i na studia – teraz spełnia swoje zadanie podczas wakacji (rewelacja, zwłaszcza jak się już przeczyta wszystko i trzeba dokupić) oraz, jak już pisałem, jako interfejs do książek, do których raczej się już nie wróci.
        Co nie zmienia faktu, że tylko w odniesieniu do wydań papierowych ma się od czasu do czasu poczucie kontaktu z małym dziełem sztuki.

        0
  3. Przemek pisze:

    Ebooki to prawnie usługa i wszelkie wynikające z tego konsekwencje.
    Pal licho wyższy podatek, ale nie można legalnie przekazać komuś ebooka, czy też zapisać kolekcji w testamencie. Po śmierci ebooki legalnie znikają.
    Nie wiem, czy na dzień dzisiejszy nie byłoby obejście w ten sposób, że eksięgarnie sprzedawałyby ebooki na nośniku (np. raz w roku zamawiałoby się naszą kolekcję) i w ten sposób by może można było legalnie przekazać, zapisać w testamencie.

    0
    • YuukiSaya pisze:

      A gdybym sobie sama wypaliła płytę z kolekcją książek? Płyta taka, jako moja własność, wchodzi w skład masy spadkowej, a informacja na niej już nie?

      0
    • adamba pisze:

      Usługa, ale tylko dla Urzędu Skarbowego, z punktu widzenia prawa autorskiego jest to kopia utworu i jako taka może zostać legalnie komuś przekazana (analogia do książki papierowej i pliku komputerowego – można legalnie wykonywać kopie i przekazywać w ramach użytku dozwolonego).

      0
    • Piotr Jachowicz pisze:

      To jeden z powodów, dlaczego ważne książki kupuję na papierze: można je pożyczyć, sprzedać, podarować a w końcu ktoś je odziedziczy. No i zawsze będzie dało się je czytać niezależnie ile przeobrażeń przejdzie format ebooka. Amazon zrobił niedawno przyjemną niespodziankę ogłaszając że będzie sprzedawał tanio (max 3 dolary) ebooki do kupionych książek papierowych.

      0
    • Magdalaena pisze:

      No właśnie mnie też to gryzie. Bo jeśli kupuję papierową książkę, czytam i podoba mi się, to moim pierwszym odruchem jest pożyczyć ją mamie i przyjaciółkom. Na zasadzie – co ma się marnować. Im lepsza książka, tym chcę ją polecić większemu gronu ludzi.
      A w przypadku ebooków – ZONK.

      Czy ktoś już się przegryzł przez te wszystkie regulaminy księgarni i skonfrontował je z polskim prawem autorskim? Jak w praktyce wygląda możliwość sprzedawania, pożyczania, zapisywania w spadku ebooków?

      0
  4. Jajcek pisze:

    Znałem kiedyś osoby, które lansowały się na fakt że nie używają telefonu komórkowego. Zapewne są tacy, którzy piszą na maszynie do pisania bo komputer jest taki bezduszny. Pewnie coś podobnego zachodzi także w tym przypadku. Im coś bardziej popularne tym większe grono, które chce podkreślić swoją unikalność przez świadome wyrzeczenie się tej nowoczesności.

    0
  5. KniazMyszkin pisze:

    Nigdy gościa nie lubiłem, ale nie spodziewałem się, że jest takim kretynem.

    0
  6. YuukiSaya pisze:

    Z wrażenia pobiegłam czytać drugą stronę, bo jej nie zauważyłam przy pierwszym podejściu.

    W efekcie stwierdzam, że p. Meller stanowczo powinien:
    – wyrzucić pralkę i trzeć na tarze – wzmacnia mięśnie i uczy dbania o czystość ubrania
    – wymontować kuchenkę gazową/elektryczną i postawić prawdziwą kuchnię na opał – podobno potrawy o wiele lepiej smakowały, niestety zbyt małym dziecięciem byłam gdy się załapałam
    – wyrzucić komórkę i wszystko załatwiać listownie (och, co za sentyment!) lub telegramem, gdy musi być szybko
    – itd. itp.

    Ja wiem, że niektórych stać również na płacenie za nadbagaż na lotnisku (dodatkowa waliza z czytadłami) lub jeżdżą wyłącznie samochodem (dźwiganie wyłącznie na trasie dom-samochód), poza tym sprowadzenie książki w jezyku innym niż polski to też dla nich nie problem.

    Ale może rozdzielmy pewną praktyczną część czytania, którą czytnik wykonuje znakomicie, od tej sentymentalnej, kiedy książka ma swoją historię, tak jak pierwsze dorosłe pantofle lub motocykl, na które zbierało się pracując w wakacje.

    *sarkazm mode on* Ale zapachu książki of kors nic nie zastąpi! *sarkazm mode off*

    0
  7. bogunio pisze:

    Gdyby Pan Meller był purytaninem konsekwentnym można by go z uwagą wysłuchać. A, że jest, używając eufemizmu, raczej nowoczesny stąd… chrzani głupoty, że aż boli.

    0
  8. Tomek pisze:

    Ogladanie kobiet w Playboy’u, ktore sa takie sliskie w dotyku I nie pachna… Nawet zarowki nie wkreca :)

    0
  9. Myślę, że Pan Meller po prostu cierpi na internetową przypadłość, którą wszyscy znamy. No, wiecie jaką. ;)

    A co do argumentacji użytej w tekście jest strasznie słaba. Np. ta o somalijskim piasku. Ja swojego Kindla miałem w RPA, okładka przytarła mi się tu i tam. Więc argument nietrafiony. Kindle też zyskuje na charakterze.

    0
    • Timothy pisze:

      Jak dla mnie to pan Meller napisał artykuł w stylu ‚gotcha journalism’. Kindle popularny – to sprowokujmy. Przecież ten tekst to stek najpopularniejszych stereotypów i postaw książka/czytelnik. Gdyby nie to, że wiem że nie jest hipsterem – to po tym tekście bym go za takiego mógł zacząć uważać.
      Anty-mainstream i zliczamy wejścia na stronę.

      0
    • eRajwa pisze:

      Ból dupy?

      Są na to maści.

      0
  10. KeaKaella pisze:

    Mnie się zdaje, że jednak Kazik bardziej pojechał po bandzie. Meller jest sentymentalny i ckliwy i ma do tego prawo, bo kto mu zabroni mieć własne zdanie? Ale przynajmniej nie nie narzuca go innym za pomocą wyrywania Kindla i wyrzucania go przez okno, żeby ludzie czytali „w jedyny słuszny sposób”. Choć nie rozumiem, co panu Mellerowi przeszkadza mieć i czytnik, i książki na półce? Jedno i drugie ma swoje zalety. Jak wyjeżdżam na trzy tygodnie, to chrzanię sentymentalność i ładuję do torby Kindla, a nie osiem książek… A zimą siedzę przy kominku i czytam książkę papierową, bo jest bardziej nastrojowo… No ale to tylko moje zdanie i gdzieżbym śmiała narzucać je takiemu autorytetowi *no, sarkazm ze mnie jednak wylazł*

    0
    • Art pisze:

      /Meller jest sentymentalny i ckliwy/

      Z sentymentem i ckliwością posyłał dziewczyny na photoshopowe rozkładówki Playboya. Z sentymentem i ckliwością do dziewczyn z krwi i kości – rzecz jasna.

      Który bardziej odleciał ?
      Obawiam się, że na ten temat mogą się wiarygodnie wypowiedzieć ci, co już kryzys wieku średniego mają za sobą ;)

      0
      • KeaKaella pisze:

        Ustosunkowałam się jedynie do jego wypowiedzi odnośnie książek/czytników, poglądy na inne tematy mnie nie interesują, bo zwyczajnie nie wydaje mi się on postacią na tyle ciekawą, żebym miała ochotę je znać.

        0
    • MariuszR pisze:

      Kazik zawsze był bezpośredni i mówił to co myśli. Temat czytników wyszedł nie od niego a od przeprowadzającego wywiad. Kazik coś odpowiedzieć musiał i palnął co mu ślina na język przyniosła, aby tylko utrzymać się w klimacie utrzymywania dystansu do nowoczesnych technologii. Ale jak kiedyś zmieni zdanie to bez problemu sam powie że głupi był jak mówił to co mówił. Po Mellerze spodziewał bym się trochę innego podejścia do tematu.

      0
  11. Kuba pisze:

    Jego zdanie. Jeśli tak to widzi, niech tkwi w tym przekonaniu. Ja wolę zapach kobiet :)

    0
  12. Pola pisze:

    Cóż – problem tych wszystkich hejtujących czytniki, e-booki, e-czytelnictwo polega na tym, że dla nich to jest opozycja – książka papierowa vs e-book. Świat jest bardziej skomplikowany. To że mam czytnik, nie znaczy że nie czytam papierowych książek. I odwrotnie. Korzystanie z czytnika nie oznacza odwrócenie się od papieru. Wszystko ma swoje plusy i minusy i warto o tym pamiętać :)
    Jestem szczęśliwą posiadaczką Kindle’a i czytam zarówno książki elektroniczne, jak i te na papierze. Dla mnie absolutnie nie jest to jakimś problemem czy wyzwaniem. Jak widać – niektórym trudno to zrozumieć :)

    0
    • domio pisze:

      Zgadzam się w 100%. Zawsze w obliczu hejtu pytam, dlaczego ktoś jest tak ograniczony, ze postrzega świat tylko w kategoriach czarne-białe.
      Pozdrowienia dla wszystkich, którzy czytają tak, jak im w danym momencie wygodnie.

      0
  13. Tom pisze:

    Już zastanawiam się ilu komentarzy dorobi się ten artykuł. Mellerowi nie podoba się Kindle WOW! Temat na pierwszą stronę gazet. Od razu podnosi się raban podobny do tego, gdy na forach internetowych zadać pytanie „lepszy PC czy konsola?”
    Meller odważył się mieć odmienny pogląd niż użytkownik Kindle – Krzyżujmy Mellera!
    Facet ma prawo do swojego zdania. Nie musimy się z nim zgadzać. Nie ma sensu bić piany, robić ankiety kto bardziej odleciał, określać kretynem… Czytajmy (nie ważne jak i na czym) i dajmy czytać innym, w sposób jaki im najbardziej odpowiada.

    0
    • Timothy pisze:

      Tom – trollujesz Waćpan? Tutejsi komentatorzy nie mają pretensji o bycie przeciwnikiem Kindle’i. Mają uwagi co do jakości argumentacji.
      Książka ma swą wartość, bo można jej użyć jako podstawki do czegoś? Książka ma wartość, bo przyniosłem w niej piasek z podróży? Książka ma wartość, bo jak zmokła to ją suszyłem? etc
      Zechciej to rozróżnić.

      0
    • Jasiu pisze:

      Temat na pierwszą stronę gazet? Póki co ten fajny blog nie jest na tyle popularny… Przeceniasz.
      I kolego zluzuj szorty . Sensację robisz ty. Ta strona jest stroną o czytnikach i każda wzmianka w tym temacie nas interesuje. Nikt tu Mellera z pociągu nie wyrzuca (co adwersarze chętnie czasem – jak może wiesz – by nam zrobili). Ja go lubię i bym się z nim wódki napił, choć nie podzielam jego nielogicznych poglądów papier vs czytnik.

      0
  14. Marek pisze:

    Akurat imć pan Meller przytoczył – w swoim mniemaniu – bardzo ważki argument przemawiający za papierowymi książkami, czyli te ziarnka piasku na papierze. Otóż chciałem w tym miejscu napisać, że jest to JEDNA Z NAJBARDZIEJ IRYTUJĄCYCH sytuacji jakie znam w przypadku połączenia piasek + książka. Te pojedyncze ziarnka piasku, które włażą wszędzie, siedzą pomiędzy stronami tuż przy grzbiecie, w miejscu sklejenia/zszycia danej książki i nie dają się żadnym sposobem usunąć… brrr… a potem, po przewróceniu stron i trzymaniu książki w ręce słychać jak trzeszczą gdzieś tam ukryte. Jak lubię papierowe książki, doceniam ich zapach i niezależność od prądu, tak nie cierpię ich wagi i objętości, zawilgoconych stron, piachu między kartkami itp. To wszystko wręcz przemawia ZA czytnikami a nie przeciwko im.

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Hmm, ziarnka piasku z wakacji 2012 wciąż pozostają w moim Kindle Keyboard i bynajmniej nie czuję nostalgii z tego powodu. ;-)

      0
  15. wyzbyty pisze:

    A pod tekstem sonda:
    Czy korzystasz z czytnika e-booków?
    Tak – 86%
    Nie – 14%

    0
  16. winter pisze:

    Dla równowagi psychicznej polecam artykuł we wtorkowej Gazecie Wyborczej „E-książki. Bać się czy nie?” (str. 14). Nawet polecają swiatczytnikow.pl jako źródło informacji:)

    0
  17. wujo444 pisze:

    „A jak Kindle – najpopularniejszy czytnik e-booków na świecie, produkt Bezosa – pachnie po deszczu?”
    Brrr, moczyć książki, heretyk!
    „Ułoży kopczyk książek”
    Brrr! a jak się gdzieś zegnie, wegnie, zniszczy? Żadnego łażenia po moich książkach, mowy nie ma!
    „miętosząc, wyginając, pastwiąc się nad egzemplarzem, jak to mam w zwyczaju.”
    Temu panu książki czy to fizycznej czy to elektronicznej nigdy nie pożyczę. Jedna i druga ma dla mnie zbyt duże znaczenie by tak beztrosko je niszczyć.

    0
  18. Zielak pisze:

    A moim zdaniem artykuł pisany po prostu na zamówienie – nie wiem czy czytaliście jak łatwo „uwalono” zmiany w ustawie akumulatorowej.

    Wydawnictwom bardzo zależy na tym, by oczernić e-czytniki (zwłaszcza ze względu na e-podręczniki), bardzo boją się też tego, że twórcy zaczną wydawać na niezależnych platformach.

    0
    • Michal pisze:

      Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale fakt, że tego typu wypociny pojawiają się w momencie gdy temat e-podręczników wrócił na tapete daje do myślenia.

      Przypadek?

      Nie sądzę…

      ;-)

      0
    • Jasiu pisze:

      O tym nie pomyślałem…. ale nie ukrywam teoria brzmi przekonywująco…

      0
    • Robert Drózd pisze:

      A mi się wydaje, że to jednak przypadek. :) Przecież sam Meller wydał ebookowe „Gaumardżos!” i nawet kiedyś w promocji po 9,90 było…

      0
  19. Nottinghill pisze:

    Po przeczytaniu wypowiedzi p.Mellera da się go nadal lubić, nie da się natomiast lubić p.Staszewskiego. Od tego drugiego lepiej się z daleka trzymać, bo wyrywać by chciał i wyrzucać. A nuż zacznie to realizować.
    Jak ktoś lubi dotyk starego papieru, niech sobie jedną kartkę za okładkę Kindle’a włoży i wącha i dotyka, jak mu ochota przyjdzie. Zresztą następny Kindle będzie miał to już wbudowane …

    0
  20. slawek pisze:

    Najbardzej odleciał koleś rechocący na dyżurny temat „bo książki pachną”.

    0
  21. mikeyoski pisze:

    Sam nie wiem co p. Meller chciał osiągnąć. Pewnie brakuje mu popularności i chciał przypomnieć światu o swoim istnieniu na zasadzie „nieważne co mówią, wązne, żeby mówili”. Niestety świat nie mieni się jedynie na czarno i biało. Przecież można mieć i czytnik i książki. Jedno nie wyklucza drugiego. Jak dla mnie to dobra komplementarne i kropka. Każdy ma swoje wady i zalety. W jednych sytuacjach lepiej sprawdza się tradycyjna książka, w innych czytnik.

    0
  22. Iwona pisze:

    Jest jakiś lęk przed czytnikami ale u osób które nie miały ich w ręce. Też gadają o tych zapachach. Też wącham książki, ale jakoś nie czuję wielkiego braku, bo i tak mam w domu masę książek i mogę sobie wąchać do woli. Bo w sumie czytniki i tak kupują ludzie którzy maja masę książek, a dla mnie to lepsze inwestycja niż kolejny regał z Ikei „Billy”, który co prawda jest bardzo ładny w swym minimalizmie ale nie ma go gdzie już wstawić, bo nie będzie gdzie trzymać rowerów. Mimo wszystko czytnik to jest pokaźny wydatek i kupują go ludzie, którzy mają książki w domu. Więc mogą sobie stawiać stosiki i wkręcać żarówki (swoją drogą co za absurdalny pomysł, nie znam nikogo kto by stawiał stos książek, zeby gdzieś dosięgnąć).

    Być może z czasem drukowane książki znikną i nasze wnuki będą przychodzić do nas i mówić „babciu dziadku pokaz książkę” albo staną się cennymi antykami jak obrazy dawnych mistrzów, a biblioteki zostaną sprowadzone do funkcji skansenów, w których będzie się je czytać obok prania na tarze, ale czy to szybko nastąpi?

    Jedyny kłopot może być jak ludzkości prądu zabraknie, co teoretycznie może się wydarzyć. Ale przynajmniej ocaleją drzewa.

    Elektronicznych książek przynajmniej nie można palić na stosach.

    Myślę, że po prostu ludziom wydaje się, że czytnik to taki mały ekran komputera, a na komputerze nie czyta się dobrze.

    W każdym razie odkąd mam czytnik i demonstruję go znajomym słyszę „ojej, to jest faktycznie super, ja też chcę, a jaki kupić?” Odsyłam ich do „Świata czytników” (Panie Robercie dziękuje za tę stronę, pomoc jest nieoceniona!!!!) i cieszę się, że się będziemy mogli wymieniać książkami, bo póki co to jest taki kłopot, że często ktoś chce jakąś książkę pożyczyć, a ja mówię, „wiesz, ale mam to na czytniku”…

    Pozdrawiam, e-czytaczy!

    Iwona

    0
  23. wyzbyty pisze:

    Amazon powinien wypożyczać czytniki na tydzień dwa, a potem… odbierać.

    0
  24. Magdalena pisze:

    Każdy czyta jak lubi. Ja lubię na czytniku, ale Marcin Meller może woli papierowe książki. Artykuł jest napisany zabawnie i ironicznie, nie rozumiem oburzenia :)

    0
  25. mdonotek pisze:

    Meller już powiedział. Teraz jeszcze Hołownia. Mój absolutnie ulubiony, jedynie prawdziwy, Polak i intelekutalista. Wtedy będę wiedział co myśleć o tych czytnikach. No bo teraz niby używam bez przerwy ale nie wiem. Czy to jest dobre?

    0
  26. Attrax pisze:

    Womitować mi się chce od tych ckliwych opowieści o zapachu, dotyku i pewnie jeszcze, w przypadku ekstermalistów, smaku książek. Nie wiem jak oni, ale ja czytam książkę dla treści. Jeśli zaś jako argument za papierowymi wydaniami, wciąż i w kółko różni tam powtarzają te swoje dyrdymały, to zaczynam podejrzewać, że posiadają oni jedną książkę, której to wcale nie czytają, jeno ją dotykają, wąchają i miętoszą. Nomen omen, to coś na podobę idei zamieszczania zdjęć wielce atrakcyjnych kobiet w Playboyu, do użytku domowego…
    Howgh!!!

    0
  27. koniczynka pisze:

    A ja jednej rzeczy nie rozumiem – dlaczego posiadanie czytnika wyklucza kupowanie ksiazek papierowych? Przeciez moge kupowac i papierowe i ebooki… Ja sama jestem juz od oku szczesliwa posiadaczka Kindla PW, ale mam tez polka pelne papierowych wydan I nie oznacza to ze musze je teraz wyrzucic! Kazdy kupuje tak mu odpwiada. Takie czarno-biale myslenie jest tylko irytujace.
    A pan Meller, zeby zmienic zarowke to powinien ulozyc sobe kopczyk z Playboyow… ciekawe, czy sie uda? ;)
    Przepraszam za brak polskich czcionek.

    0
    • Kuba pisze:

      Lubię pana Marcina, czytam jego felietony w Newsweeku i z ciekawością oglądam „drugie śniadanie mistrzów” a tu nagle nóż w serce. Zostawię to bez komentarza tym bardziej, że Kultu słucham od ponad 20 lat i Kazik też mi numer wyciął

      Poza tym w Wyborczej pojawiły się dwa artykuły o czytnikach i a szczególnie jednym Panie Robercie trzeba się pochwalić

      http://wyborcza.pl/1,75400,14573907,E_ksiazki__czyli_sposob_na_to__zeby_czytac_wiecej.html
      „Doskonałą skarbnicą wszelkiej wiedzy o elektronicznych książkach jest serwis Swiatczytnikow.pl. Tam można znaleźć zarówno zupełne podstawy, jak i zaawansowane porady techniczne. Jest też codziennie aktualizowana informacja o promocjach na e-booki. To szczególnie ciekawe, bo śledzenie takich zniżek pozwala dostać świetne tytuły w cenach nieprzekraczających często 10 zł.”

      A drugi http://wyborcza.pl/1,75400,14573904,Jak_wybrac_czytnik_e_bookow.html

      Pozdrawiam wszystkich czytaczy ;)

      0
    • zagrze pisze:

      O to to – Każdy kupuje co mu odpowiada. W Polsce mamy niestety tendencje do polityki „nakazowo – rozdzielczej” na każdym kroku.
      Z tym podkładaniem Playboyami do zarówki to ryzykowne, bo okładki śliskie (znaczy błyszczące) i pan Meller wywinie orła jak talala.
      Nie rozumiem też dlaczego książka pana Mellera i jego żony występuje w formacie elektronicznym. Myśle że powinien zakazać takiej publikacji – toż to profanacja !!!!

      0
  28. ketyow pisze:

    Miętolić książki? Włazić na książki? Moczyć książki?! HEREZJA!

    0
  29. AS pisze:

    Nie bardzo rozumiem, skąd w ludziach taka potrzeba dezawuowania jednej z możliwych opcji na rzecz drugiej. Przecież korzystanie z książek papierowych i z czytnika nie wykluczają się. Można czerpać przyjemność z jednego i drugiego.

    Dla mnie popisana, czy wysuszona książka jest bezużyteczna. Nie mogę czegoś takiego wziąć do ręki. Z drugiej strony samo urządzenie do czytania ebooków kosztuje, ale moja decyzja o zakupie Kundle Touch jest jedną z najbardziej trafionych w życiu, a żyję już dość długo.

    Informacje o spadającej sprzedaży czytników ebooków jakoś mnie nie dziwią. Zgadzam się z tezą, że jest to spowodowane modą na tablety, ale nie tylko. Zakup czytnika to decyzja na przynajmniej kilka lat. Większość użytkowników nie będzie co roku zmieniać czytnika. Inaczej sprawa wygląda z tabletami. Tam wiele rzeczy wymaga myślenia o zmianie sprzętu, szczególnie jeśli ktoś lubi grać. Ja nie lubię. Tablet mam już dwa lata i nie myślę o zmianie. Podobnie jest z kundelkiem.

    Zresztą kundelek u mnie wygrywa. Na tablecie czasami poserfuję w internecie i przeczytam książkę informatyczną w PDF. Do innych książek tylko Kindle. Do poważnego korzystania z internetu przewagę ma jednak komputer. Tutaj szybko wyklikam, co chcę, na tablecie niekoniecznie.

    Na koniec jeszcze jedno. Pokazałem swój czytnik kilku znajomym. Wszystkim się spodobał.

    0
  30. MCh pisze:

    A mnie zawsze zastanawia, dlaczego coś musi być lepsze od innego, ustawione w rankingu, wyróżnione lub potępione. Dlaczego musimy papierową książkę porównywać do czytnika? Czy ktokolwiek szereguje czy lepsza jest ręcznie pisana księga z XII wieku od współcześnie wydanej wersji papierowej? A jeśli lepsza to do czego? Podziwiania w gablocie (i przeliczania zmiany wartości aukcyjnej) czy wielokrotnego wracania i czytania ulubionych fragmentów? Do podparcia stołu czy namówienia tuzina znajomych do jej przeczytania?
    Jeśli ktoś chce wąchać księgę – czemu nie. Ale czy zależy mu na wąchaniu wszystkich dotychczas przeglądanych książek, łącznie z rocznikami GUSu czy tylko tych najukochańszych?
    Czy to, że mam Kindla zabrania mi trzymania pięknych wydań klasyków literatury? Dlaczego mam wybierać co lepsze?
    Choć chyba wiem dlaczego: wybierając pokazuję, że mam zdanie na jakiś temat. Jestem zdecydowany, stanowczy, warto mnie słuchać… Czy aby na pewno?
    No to ja się nie zgadzam. Odmawiam wyboru. O!

    0
  31. Doman pisze:

    Ja tu widzę pierwsze oznaki trendu, że książki papierowe powoli podążają śladem winyli i zaczynają służyć (m. in.) do snobowania:

    Pacz pan w jakim ja lofcie mieszkam, że z krzesła żarówki nie sięgnę muszę na książki wchodzić. Koniecznie, uważaj pan, w twardej oprawie. A tu zobacz pan, za okładeczką piasek z Etiopii. W tej książce – źdźbło trawy z Argentyny, a tamta plama to po indyjskiej świętej krowie.

    0
  32. Michał pisze:

    To całe wąchanie książek, dotykanie kartek, słuchanie ich szelestu jest chyba bardziej dla fetyszystów (ciekawe czy ma już swoją nazwę).

    Ja je po prostu czytam i cieszę się z każdego udogodnienia w tej kwestii. W PW przede wszystkim światło – wieczorem w słabo oświetlonym autobusie. Waga – wyjazdy wakacyjne, o ile jest czas na czytanie. Wielkość – mieści się praktycznie we wszystkim co jest większe od kieszeni w spodniach. Obsługa jedną ręką włącznie z trzymaniem czytnika. Ważne w komunikacji w godzinach szczytu, gdzie jak już się przyjmie jakąś pozycję, to najczęściej nie można się ruszyć żeby drugą ręką kartkę przerzucić.

    Już niedobrze mi się robi od słuchania o zapachu książek. Wszyscy zapominają o ich podstawowej funkcji i na pewno nie jest to podstawka pod kiwający się stół – u p. Mellere, nie wykluczone i takie zastosowanie.

    ps. jak tak wszyscy prą na zapach, nie wykluczone, że przemysł perfumeryjny coś na to poradzi. Jak ze wszystkim, będzie popyt pojawi się i podaż :-).

    0
    • faure pisze:

      Fetyszyzm jak nic. Niewiele mający wspolnego z samym czytaniem.

      0
    • mikeyoski pisze:

      Ten cały fetysz jest jak dla mnie nieodłącznym elementem związanym z czytaniem książek. Faktura papieru, zapach farby drukarskiej, to coś pięknego i nic na to nie poradzę. Od małego mnie to w książkach pociągało (oprócz samej treści) i tak już zostało. Tego na czytniku nie doświadczysz, przez to czytanie na czytniku jest nieco „ułomne”. Tak czy inaczej najczęściej czytam na kundlu, ale bardzo chętnie wracam do normalnych książek

      0
  33. Jakub pisze:

    Heh. Czytając fragment o podbieraniu drabiny książkami spojrzałem w dół mojego monitora. Stoi on właśnie na 7 książkach ustawionych jedna na drugiej. Trudno więc Panu Mellerowi nie przyznać racji. Książki papierowe przydają się do różnych rzeczy. Problem polega na tym, że ja coraz częściej wykorzystuję papierowe książki jako podstawki, ładne ozdoby na półce, prezenty. Na co dzień zaś czytam, albo na komputerze albo na Kindlu i z rzadka na komórce. Niestety podstawowy powód kupowania książki papierowej zanika, a trudno ją kupować tylko ze względu na to, że może służyć jako podstawka.

    0
  34. mamałyga pisze:

    Wiedziałem że w komentarzach pojawi się rozjuszony tłum wieśniaków z widłami ;) A powszechnie się uważa że czytający to bardziej inteligentni i tolerancyjni są na inne inne poglądy, a już szczególnie na czyjeś preferencje co do gadżetów, uprawiania hobby etc.

    0
  35. Piotr pisze:

    Wydaje mi się, że Pan Meller i Kazik (nie piszę przy Kaziku Pan ponieważ jestem fanem Kultu i KNŻ …) piszą głupio a przez to spłycają dyskusję o e-bookach v. książkach papierowych. A zagłosowałem na Pana Mellera …

    Teraz w sprawie czytania książek na czytnikach:
    Po 2 latach używania czytnika i kolekcjonowania ebooków zdarzają mi się coraz częściej sytuacje kiedy brakuje mi fizycznej pułki z książkami w sytuacji kiedy, potrzebuję przejrzeć swoje zbiory i przypomnieć sobie „gdzie O TYM czytałem …”
    Z drugiej strony, tak jak już ktoś w tej dyskusji napisał, jako czytelnik kryminałów doceniam fakt, że nie muszę ich ustawiać na półce.

    0
  36. KonradK pisze:

    Ale to prawda. Ebookom brakuje fizycznych atrybutów papierowych książek. Sam zauważam ten brak ciężaru i kubatury i to jeden z powodów, dla których kupiłem czytnik (drugi był taki, że wcześniej miałem, i mam, sporo PDFów, które mogłem czytać na ekranie komputera, lub wydrukować na drukarce bez funkcji zszywania).

    Zagłosuję na Kazika, któremu przeszkadza sam fakt, że do czytnika można załadować 1000 ebooków. Tak jakby to, że można, oznaczało, że trzeba a później jeszcze trzeba przeczytać (bo skoro można…).

    0
  37. riven pisze:

    pan meller jak zwykle zablysnal. nie ma juz o czym pisac, a trzeba czyms zapelnic …papier.

    0
  38. debt pisze:

    Celulozowy fetyszysta? Papierowy bojownik?

    0
  39. iBoy pisze:

    Argument nie do przecenienia, zwłaszcza dla podróżujących. Może nieco ostudzi gorącą dyskusję. Czym zastąpić walizkę pełną książek ? https://vimeo.com/74188803

    0
  40. L23 pisze:

    A ja sobie właśnie czytam pierwszy elektroniczny numer Fantasy&Science Fiction na moim Kundelku a w rogu pokoju stoi mokry koń oklejony papeterią i śmieje się ze mnie :(

    0
  41. L23 pisze:

    „Książki nie ocenia się po okładce”, to treść ma wartość nie przedmiot jakim jest książka.
    Jak pomyśle ile drzew ścięto na książki, których treści nawet nie można nazwać literaturą, to smutno mi się robi… Te doznania organoleptyczne o których mowa to jak zabijanie zwierząt na skóry, wynika tylko i wyłącznie z egoistycznej postawy człowieka. Sam osobiście mam skórzaną torbę i kolekcję ukochanych książek, czasem trudno się powstrzymać, ale ile razy widzieliśmy pisma i książki przy śmietniku? Ile razy sami się zastanawialiśmy co zrobić z książkami, których się nie da czytać? To wszystko to drzewa, które zostały ścięte dla naszego widzimisię, nie mam obowiązku się z tym godzić, to że kość słoniowa jest fajna w dotyku nie znaczy, że mamy przyzwolenie na zabijanie słoni. Zamiast snuć filozoficzne dyrdymały niech Pan Meller skupi się na treści książek a nie snobistycznej potrzebie złotych okładek. Szkoda papieru na jego artykuł…

    0
    • Magdalaena pisze:

      @L23 – mnie poraża ilość papieru, na którym drukuje się gazetki reklamowe. Sama je przeglądam, ale głównie w wersji elektronicznej i jak sobie pomyślę, że to jest papier do jednokrotnego przerzucenia … podobne odczucia miałam, jak kupowałam jeszcze papierowe gazety i dostawałam dwa razy grubszy dodatek z reklamami.

      0
    • Grześ pisze:

      Książki papierowe i elektroniczne mają różne wady i zalety. Ale jak słyszę argumenty o drzewach wycinanych na książki – to twierdzę, że są to jakieś pseudoeokologiczne brednie.
      1. Jaki procent zużywanego papieru używany jest do druku książek, w porównaniu z papierem zużywanym do druku czasopism, reklam (j.w.) oraz w biurach czy do produkcji opakowań itd.
      2. Papier jest akurat surowcem dość łatwym do przerobienia i powtórnego użycia
      3. Jaki procent masy drzewnej faktycznie wykorzystywany jest do produkcji papieru (w porównaniu np. do budownictwa, produkcji mebli itd.)
      4. Drzew na drewno nie wycina się w dziewiczych puszczach (może w krajach tzw. Trzeciego Świata) ale w lasach, które są faktycznie gospodarstwami leśnymi. Inaczej – nikt by tych drzew nie posadził, gdyby nie miały być w przyszłości wycięte. Czyli – paradoksalnie – bez drwali nie byłoby lasów (albo przynajmniej byłoby ich o wiele mniej).
      5. Jeśli już podnosimy argumenty ekologiczne… Szkody poczynione przez samą wycinkę drzew są (jak mniemam) o wiele mniej uciążliwe dla środowiska niż cały proces produkcji papieru, druku, transportu itd. (zużyta energia, odpady ze spalania, odpady chemiczne przy produkcji papieru, farb itd.)

      0
      • Jasiu pisze:

        Podaj jakieś źródła tych rewelacji o Złotousty.

        0
        • L23 pisze:

          Nie jestem zwariowanym ekologiem, szkoda tylko czasem papieru na pewne publikacje. Ksiazka, kiedys, w raz z szacunkiem do pracy wlozonej w to by mogla powstac byla wyrazem pewnej idei. Jednak czasy sie zmienily, wydanie ksiazki nie kosztuje juz tyle czasu co kiedys, poziom jest coraz nizszy, rozklejajace sie kartki, bledy jezykowe itp. W dzisiejszych czasach szybko i duzo tyczy sie rowniez ksiazek -smutna prawda. Trudno juz mowic o wydaniach, ktore sa dzielami sztuki i wlozono serce w ich powstanie. Wole wersje na czytnik, wbrew pozorom posluza mi dluzej… Argument o tym, ze drzewa sa wycinane tez z innych wzgledow jest, imho, idiotyczny. Jezeli jest mozliwosc zrezygnowania z czegos (np. marna literatura, wydana w niskiej jakosci) to warto sie zastanowic czy nie lepiej te drzewka oszczedzic. Ulotki, pisma itp. to zazwyczaj tresci, ktore czytamy raz i wywalamy. Jest w tym sens? Ja go nie widze. Wystarczy pomyslec ile czssu drzewo potrzebuje na wyrosniecie i ile czasu my potzrebujemy na sciecie go oraz przerob…
          Wystarczy pomyslec ile czasu drzewo potrzebuje na wyrosniecie i ile czasu my potrzebujemy na sciecie oraz przerob…

          0
  42. adaś pisze:

    ciekawe czy Melller podobnie wypowiada się o wyższości kliszy nad cyfrakiem, albo czarnej płyty nad CDkiem.

    Celebrysio który chce błyszczeć oryginalnością. Jak mu zapłacą to napisze coś odwrotnego.

    Szkoda prądu na gościa

    0
  43. Roq pisze:

    Nie bardzo rozumiem Kazika. Jestem od niego starszy (mam 55 lat) i raczej nie zaliczam się do gadżeciarzy. Nie szaleję za najnowszym, napakowanym smartfonem, nie przekonują mnie tablety, ale czytnik e-booków ujął mnie błyskawicznie. Ma tyle zalet, że dla kogoś, kto lubi książki jest niesamowicie genialnym rozwiązaniem. Od roku czytam książki wyłącznie w formacie mobi, i nie czuję się „zdrajcą” prawdziwej sztuki.
    Myślę, że postawy obu panów to bardziej chęć zabłyśnięcia dziwnie pojętą oryginalnością i chęcią płynięcia pod prąd za wszelką cenę.
    Ciekaw tylko jestem, czy są konsekwentni w swoim dążeniu do utrwalania „starych wartości” i nadal wrzucają do skrzynki pocztowej listy „analogowe”, czy korzystają z e-maila… :)
    Pozdrawiam
    Mariusz

    0
  44. Bolek pisze:

    Po zmianie naczelnego Playboy zawitał na tabletach. Czyżby p. Meller również do tych urządzeń miał uraz?

    0
  45. PuszkaPandora pisze:

    Niestety mam wrażenie, że tego typu wypowiedzi są z jednej strony zwykłym klepaniem głupot na jakiś temat bo trzeba się wypowiedzieć czy jesteś za czy przeciw bo to teraz modne. Nie zastanawiając się dlaczego mi się to podoba lub nie, taki medialny lans: jakiż ja jestem opiniotwórczy. Z drugiej strony takie wypowiedzi bazujące na jakichś mglistych sentymentach, braku konkretnych uzasadnień albo obiegowych sloganach mogą być działaniami sponsorowanymi. A czemu nie? Problem w tym, że to oznacza albo działanie na naszą szkodę (czytelników) albo kompletny brak szacunku. A szkodzi i lobbystom i czytelnikom. Takie klepanie po łebkach tematu niczego nie zmienia i nie rozwiązuje żadnych problemów. Wydawnictwa i drukarnie (i cały związany z tym przemysł) boją się tak zwanego kanibalizowania książek papierowych przez ebooki. Wygoda, szybkość, cena, niska waga – same wady… Zrównoważenie oferty jak na razie polega na braku oferty. Zignorujmy problem to sam zniknie albo postawa TuMiWisi o tych potwornych piratach nie wspominając. Niestety większość książek z polskiego rynku jest niedostępna w wersji elektronicznej. Stare wydania, książki specjalistyczne, naukowe, szkolne, wydawnictwa archiwalne i niskonakładowe, tłumaczenia książek zagranicznych. Nowe pozycje się łatwiej cyfryzują ale całe bogactwo tytułów jest hermetycznie zamknięte. Rynek wydawniczy zamiast otwierać się i ewoluować ciągle sięga po inkwizycyjne metody i argumentację typu zapach książki i inne. To bzdura! Z całego procesu czytania najważniejsza jest treść i „okoliczności” czytania. To rodzi sentyment, wspomnienia… Czy przeszkadzało wam kiedyś na czym czytacie swoją wytęsknioną, długo wyczekiwaną książkę. Miało znaczenie gazeta z fragmentem powieści, miękka okładka, papier makulatorowy, czy kredowy? Nie, czym innym była wygoda takiego czytania ale główny powód to była treść. Jakoś nikt nie chce zauważyć, że jak ktoś czyta książki to czyta w każdej formie. Ugnie się do okoliczności a swoje zrobi. Ja jako posiadacz czytnika, kupuje i książki elektroniczne i papierowe i jeszcze chodzę do biblioteki. To znaczy że jestem potrójnym profanem czy jak? Powinienem zrezygnować z przyjemności czytania bo robię to niewłaściwie? Co mam powiedzieć o swoim synu 9 latku, jak zacznie coś czytać można go pokroić i jakoś go nie obchodzi na czym czyta czy na czytniku czy tradycyjną książkę… Nikt ze strony wydawnictw czy jakichś autorytetów nie zwraca uwagi, że ebook to i usługa i przedmiot i narzędzie. Wciąż czekamy na możliwość kupowania razem papieru i ebooka, żeby móc skorzystać z wygody takiego rozwiązania. Przy pozycjach specjalistycznych, zawodowych, naukowych jest to nieoceniona pomoc. Niektóre wydawnictwa informatyczne zdają sobie z tego sprawę, że to nie tylko wygoda ale powoli też i standard, nowy sposób pracy. Jeżeli chcą znaleźć swoje miejsce na rynku muszą pójść za klientem. A reszta? Podręczniki elektroniczne – ponoć trudniej się z nich uczyć bez tych kolorowych obrazków, stałego układu strony zwłaszcza osoby używające głównie pamięci wzrokowej są pokrzywdzone. Ale dlaczego dzieciaki muszą dźwigać te wszystkie książki, kto zabronił wydawnictwom wyjść do klienta z ofertą w domu podręcznik drukowany do nauki a w szkole wersja elektroniczna na czytniku? Ile stron podręcznika jest przerabiane dziennie w szkole na lekcji? Ale u nas się tak nie da.. Czy wiecie, że Amazon pozwala na wypożyczanie swoich książek? Tak, jest taka możliwość, książka jest wtedy blokowana na jakiś czas na twoim końcie amazon i wysyłana na konto pożyczającego po czym tam jest kasowana i odblokowana u ciebie. Można tak było chyba zrobić raz dla każdego tytułu. Nie wspominając o możliwości wypożyczania w bibliotekach w USA. U nas nikt się nad tym nie zastanawiał – nie można i koniec. Inne media winyle, cd, dvd przeszły bolesną przemianę i co zniknęły? Chyba nie, po prostu trochę się zmieniły, zmienił się też sposób podejścia do klienta. Kiedyś były popularnym nośnikiem, wystarczyło byle jak byle szybko i dużo. Dzisiaj dalej jest wybór tylko podany w bardziej przemyślany sposób wersje nisko budżetowe i edycje kolekcjonerskie, rozszerzone, często wykraczające poza jeden typ treści: dołączane muzyka, teledysk, zdjęcia, wywiady, ebooki, gadżety, wersje limitowane, bilet na skok bungee ;) Tylko, że to wymaga zaangażowania, inwestycji, pomysłu a papierową książkę da się dzisiaj sprzedać jak pietruszkę: pół kilo Szekspira poproszę. Należy się stówka. Następny!!! Ot smutna prawda…
    Ja po prostu nie chcę ciągać wszędzie ze sobą tego kominka, fotela i wąchać książek za każdym razem jak mam ochotę poczytać… Wolałbym usłyszeć, że ktoś ma mi coś nowego do zaoferowania, albo chociaż uczciwie się nad tym zastanowił co mówi niż arbitralne bzdurne zakazy.
    PS.: Proponuję Robercie zrobić ankietę ile książek przeczytałeś w idealnych warunkach – wynik podaj procentowo. I jej wynik wysyłać jako odpowiedź wszystkim „utwardzonym” zwolennikom tylko jedynie prawdziwych książek papierowych dla których rytuał czytania jest ważniejszy od samego czytania… pozdrawiam
    PuszkaPandora

    0
  46. Dumeras pisze:

    W sobotniej wyborczej jest felieton, to chyba jest, albo ma być cały cykl, gdzie autorytety są pytane o najważniejszą książkę w swoim życiu. I w teraz jest „autorytet”, który też pisze o książkach papierowych i elektronicznych. I znowu zaletą książki papierowej jest możliwość ustawienia ją w kupkę, żeby sięgnąć do najwyższej półki lub podłożenie dziecku pod t…, na krzesło, żeby do zupy na stole sięgało.
    No normalnie ciągle słyszę merytoryczne argumenty.
    Zostaje tylko poklepać życzliwie po pleckach „Tak, tak, powąchaj sobie…”

    0
  47. Ber pisze:

    W najnowszym Newsweeku pan Meller bardzo się oburza w nowym felietonie, że nie wzięto jego poprzedniego felietonu z radosnym przymrużeniem oka i nie doceniono jego dowcipu, tylko Wyznawcy Świętego Czytnika zaatakowali go perfidnie i sklęli na czym świat stoi.
    Polecam felieton :) Może doczeka się kolejnego posta w „Świecie Czytników” w ramach odpowiedzi? ;)
    Pierwsza wolna myśl na temat, jaka do mnie przyszła: przecież i post w ŚCz i znakomita większość komentarzy jest właśnie taka! Biorąca treść felietonu za żart! To, że sporo komentatorów uznało ten żart za ciut niesmaczny, to już wosk populi a wiadomo, wosk populi, wosk dei. ;)
    Druga wolna myśl na temat: a co to za felietonista z gazety o milionowym nakładzie, który aż tak się lęka bloga, którego czyta raptem parę tysięcy osób? Którego bulwersuje może dwadzieścia, może dwadzieścia pięć niepochlebnych komentarzy?

    0
  48. Majka pisze:

    ja w ogóle nie rozumiem dlaczego nie pojawi się w Polsce (odnośnie tak niskiego czytelnictwa) jakaś wielka kampania, i to nie organizowana przez producentów/dystrybutorów czytników tylko przez „rząd”, pokazująca o co w ogóle chodzi z tym urządzeniem , jakie korzyści przynosi itp. zachęcaja.
    Ja rozumiem, ze nie wszyscy musza chciec czytac w elektornicznej wersji, ale przeciez tyle osob nie jest jeszcze w ogole swiadomych o co chodzi. i wiem,ze jest tez duzo osob, ktorych tylko nowoczesna wersja moze zachecic do czytania w ogole…

    0
    • Robert Drózd pisze:

      Tylko to trochę jak z e-podręcznikami. Wszyscy gadają jakie to dobre albo złe, a nikt nie wie co to będzie. Ja też. :-)

      0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.