Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Last Minute: Kindle Paperwhite III za ok. 520 zł, Kindle 8 za ok. 260 zł!

Otwarty Mandat – podpisz petycję w sprawie otwarcia danych naukowych

Otwarty mandat - link do strony

Rzadko kiedy namawiam tutaj do uczestnictwa w jakiejś akcji, ale to jest petycja zbyt ważna, by ją pominąć. Chodzi o inicjatywę „Otwarty Mandat”, dotyczącą uwolnienia prac naukowych finansowanych z pieniędzy publicznych. Cytując:

Wyniki badań finansowanych ze środków publicznych powinny być dostępne publicznie bez ograniczeń. Na całym świecie instytucje finansujące badania wprowadzają w ostatnich latach tzw. mandat otwarty – wymóg, aby publikacje prezentujące wyniki tych badań były bezpłatnie dostępne w sieci Internet.

Z tym nie sposób się nie zgodzić. Prace naukowe trafiają w Polsce do niskonakładowych czasopism, które znikają w czeluściach bibliotek i jeśli ktoś sam nie jest naukowcem, to w zasadzie nie ma szansy, aby się na te publikacje natknąć. Różne kraje mają modele udostępniania wiedzy naukowej w internecie, tak że każdy może z niej korzystać.

Na przykład twórcy Wikipedii (do których sam się zaliczam) często szukają właśnie publikacji naukowych, aby mieć porządne źródła do pisania artykułów. Dzięki temu, wiedzę naukową udostępniają szerszej publiczności.

Inicjatywa ma formę petycji, którą każdy może podpisać.

Sama jednak wynika z ekspertyzy „Otwarty dostęp do treści naukowych i edukacyjnych”, którą na zlecenie Ministerstwa Nauki przygotował warszawski ICM UW. Opisali między innymi, jakie modele „otwartego dostępu” przyjęły różne państwa i jakie są sposoby rozwiązań technicznych, np. centralnych baz publikacji naukowych.

Raport (ponad 200 stron) można pobrać ze strony ministerstwa. Niestety dostępny jest tylko format PDF, ale szczęśliwie na wolnej licencji – dlatego na szybko przygotowałem MOBI.

O tym jak przygotowałem ten plik (od razu zaznaczam, że nie idealnie – ale szybko) będzie następny wpis.

Zachęcam do podpisania petycji „Otwarty Mandat”. Od tego jak otwarta będzie wiedza naukowa, zależy jakość naszego państwa i edukacji w przyszłości.

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Ogłoszenia i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

31 odpowiedzi na „Otwarty Mandat – podpisz petycję w sprawie otwarcia danych naukowych

  1. duri pisze:

    Szczytna idea, ale na publicznych badaniach już ktoś zarabia (sic!) i dzielenie się ze społeczeństwem (internetowym) to ostatnia rzecz na jaką ma ochotę. Warto poczytać o RWA, bo to kolejna perełka obok SOPA, PIPA i ACTA:

    http://scienceblogs.com/pharyngula/2012/01/elsevier_evil.php

    Słyszałem co prawda buńczuczne zapowiedzi, o Polsce która ma być awangardą jeśli chodzi o e-rozwiązania wszelakie (pokłosie zadymy o ACTA). Nie bardzo w to wierzę, ale to byłoby coś!

    0
    • sdcasdc pisze:

      polska nie bedzie zadna awangarda e !
      tu sie bedzie mnozyc administracje z premiami bo to karny i dobry wyborca
      to o czym mowisz bedzie za 50lat malych wymuszonych wstydem krokow kolejnych ministrow i skandali na tle przetargow typu 2mld za zrobienie frontendu do bazy zus czy ktos jest ubezpieczony.

      0
      • mac pisze:

        Co Pan pierniczysz :)
        Wszyscy zostaną usunięci jeszcze w tym roku a dokładniej w najbliższe 4 miesiące :)

        0
  2. sdcasdc pisze:

    „Z tym nie sposób się nie zgodzić. ”

    nie rozumiem
    przeciez takie ujawnianie obligatoryjne to krotka pilka do pozbycia sie kolejki w patentowej wojnie

    a jesli jakas firma lozy lub doklada sie do badan to juz kompletnie nie rozumiem

    Juz nie pamietam bo to byly dawne czasy ale kiedys szanujacy sie naukowiec mial gdzies pisama naukowe bo ten model juz dawno wyszedl z zycia, poprostu nikla szansa na dostanie sie bo pism duzych jest malo i chca lapowki zeby wydrukowac. Naukowiec ktory sie nie wstydzil pracy [a trzeba wiedziec ze dzis robi sie taki lancuszek odtworczej nikomu nie potrzebnej roboty – no potrzebnej zeby dostac stopien ale nic nie wnoszacej] to najzwyczajniej publikowal prace w jednej z wielu stron www ktore archiwizuja i kataloguja ten stuff.

    oczywiscie fajnie by bylo miec jeden wielki katalog prac ale to by serwerow amazona nie wystarczylo na hosting naprawde te prace produkuje sie tasmowo

    0
    • Mczepcz pisze:

      No przecież wyraźnie napsiano, że chodzi o badania finansowane ze środków publicznych. Więc jeśli są to badania zlecone przez firmę to takiego obowiązku nie będzie. Co do patentów do domyślam się, że wszystko będzie zależało kiedy mają być publikowane wyniki. Zresztą przecież one i tak są publikowane! Ale właśnie tak jak zauważył Robert w często baaaardzo niszowych pismach. Co do tego, że szanujący się naukowiec ma gdzieś pisma naukowe to grubo się mylisz. Właśnie publikacje w pismach naukowych są punktowane przy ocenie pracy naukowcy (zasady tych punktacji to inna kwestia). Zupełnie inną kwestią jest jakoś tych prac.

      0
  3. sdcasdc pisze:

    o wiem potrzbna jest mega hurtownia danych bo tego sie nie da ladnie przeszukiwac i do wiki wstawiac wiele tematow ktore sa niepopularne a prawdziwie naukowe potrzebuja specow zeby je opisac gruntownie a do tego potrzeba chyba ludzi miejsce z ktorego zrobimy kopiuj wklej to tylko pomoc, pozatym po co komu bylaby wiki gdyby byla taka baza :P

    :) na dzis najchetniej widzialbym w kazdej bibliotece cos takiego http://www.diybookscanner.org/ i ladny frontend do zasysania mobi :) heheh

    0
  4. Justyna pisze:

    Bardzo często prace naukowe nie są publikowane w internecie, bo ich twórcy często nie wiedzą, że mają taką możliwość. Osoby, które znam, a które specjalizują się w inicjatywach takich, jak OA często nad tym ubolewają – przy okazji różnych konferencji zgłaszają się do nich fizycy, biochemicy i inni i są bardzo zaskoczeni, że mogą i to w prosty sposób. Może więc najpierw, zamiast petycji, przydałaby się edukacja, jak i gdzie publikować, aby każdy miał do treści naukowych dostęp. I w tym miejscu ogromną rolę powinni mieć bibliotekarze, zwłaszcza bibliotek naukowych i szkół wyższych.
    Robercie, mam też wrażenie, że wspominając na fanpage’u o czasopismach fachowych, miałeś na myśli naukowe, a to już inna sprawa. :)

    0
  5. Zurg pisze:

    Jestem przeciwny takim akcjom, sa glupie i marnuja ludzki potencjal. Zamiast takie akcje namawiania wladzy nalezy zrobic inna. Zmienic konstytucje i wpisac tam obowiazek przeprowadzenia referendum jesli zbierze sie odpowiednia ilosc podpisow. Do tego nalezy bezwzglednie glosowac w referendum kazde zwiekszenie podatkow.

    0
    • PK pisze:

      „Zmienic konstytucje i wpisac tam obowiazek przeprowadzenia referendum jesli zbierze sie odpowiednia ilosc podpisow.”

      Przeciez to juz jest. Zbierasz 500 000 podpisow i robisz referendum.

      „Do tego nalezy bezwzglednie glosowac w referendum kazde zwiekszenie podatkow.”

      A moze frytki do tego? Po to jest panstwo, zeby kiedy jest taka potrzeba zwiekszac podatki, wiek emerytalny itd. Bo dobrowolnie nikt swoich pieniedzy fiskusowi nie odda.

      0
      • sdcasdc pisze:

        kiedys byla 10cina
        dzis jak podlicze z vatem to 70-80% dochodu oddaje panstwu
        ktore je sprzeniewierza na nagrody i najdrozsze budowle pomimo ze sila robocza tania … pierdole takie panstwo

        0
      • Paweł pisze:

        „Przeciez to juz jest. Zbierasz 500 000 podpisow i robisz referendum.”

        Nieprawda. Zbierasz podpisy i parlament decyduje, czy będzie referendum. Uchwala albo nie. A jak nie chcą odrzucić wprost, to zamykają podpisy w szafie i głosowanie nad tą sprawą nie trafia w ogóle do porządku obrad.

        0
  6. mactajg pisze:

    Po pierwsze naukowcy właśnie są rozliczani z tego co i gdzie publikują, a właściwie najbardzej się liczy status czasopisma, w którym opublikowano artykuł. A czasopisma (zwłaszcza topowe) nie przyjmą artykułu, który został już wcześniej opublikowany. A co do patentów, to publikuje się wyniki po opatentowaniu by ew. konkurencja nie zrobiła tego szybciej na podstawie artykułu. A co do dostępności to szczerze, kto by to czytał? I przede wszystkim kto by to zrozumiał oprócz specjalistów? Jeżeli chodzi o wikipedię i inne takie, to wpisy na tematy naukowe powinni robić eksperci, a ci mają dostęp do źródeł (nawet jeśli nie do wszstkich to do wystarczającej ilości). Wpisy tworzone przez niespecjalistów będą albo będne, albo bardzo uproszczone. W każdym razie zwykłemu zjadaczowi chleba szczegółowe wywody np. nt. zaawansowanych technologii wytwarzania laserów kaskadowych nic nie powiedzą, a źródeł i wyników badań i tak nie zrozumie. Zatem dla kogo by to miało być? Po to by tylko było? I w dodatku w rzeczywistości utrudniło życie naukowcom (wg jakiego kryterium ich oceniać?). Artykuł w Science lub Nature mówi o jakości pracy autora, która by się tam dostać przeszła przez weryfikację recenzentów, którzy w dużej mierze znają się na rzeczy. A w domenie publicznej kto by miał się zająć po pierwsze oceną pracy, po drugie weryfikacją czy w ogóle nie ma tam zupełnych głupot i po trzecie kto by miał za to zapłacić?

    0
  7. mactajg pisze:

    [edit rd. – wcześniejszy wpis trafił do spamu, skąd go wyciągnąłem]

    Wcześniejszy wpis coś się nie opublikował ;), więc muszę napisać od nowa.
    Po pierwsze naukowcy są rozliczani z tego co i gdzie opublikowali. A dokładniej jaki jest status czasopisma, w którym ukazał się artykuł. Im wyższy, tym trudniej się tam dostać i tym bardziej znaczące musi być publikowane osiągnięcie (np. takie Nature lub Science). By artykuł się ukazał musi być pracą oryginalną i nigdy wcześniej niepublikowaną. Im lepsze pismo tym bardziej jest to pilnowane, a recenzenci dokładniej podchodzą do oceny wartości pracy.
    Po drugie czemu by miało służyć publikowanie w otwartej domenie? Bo wyniki publikacji są dostępne dla wszystkich, aczkolwiek płatnie. Po co zwykłemu zjadaczowi chleba wolny, bezpłatny dostęp do danych, których nie przeczyta, a jeśli nawet, to i tak nic nie zrozumie? Dla samej zasady by było?
    Po trzecie, kto za to zapłaci? I to nie jest łatwa sprawa, bo po pierwsze trzeba by było skompensować efekt braku oceny naukowców na podstawie publikowania w czasopismach. Ktoś będzie musiał przecież zapłacić za te serwery trzymające te dane (może też to ma iść z pieniędzy publicznych?). Za czasopisma się płaci, ale status pisma mówi o jakości pracy opublikowanej, a także o jego dostępności. Im lepsza praca w lepszym czasopiśmie tym jest lepiej dostępna dla szerszego grona (w końcu kupuje się to co jest popularne, ma renomę). Jednak status czasopisma też nie wziął się z niczego. Trzeba mieć porządnych redaktorów i dostęp do recenzentów-ekspertów. To też kosztuje. Jaka by miała być weryfikacja wartości i co ważniejsza w ogóle prawdziwości danych w domenie publicznej? Kto i za co by miał to robić?
    A jeżeli chodzi o Wikipedię i inne serwisy jej podobnych, to hasła nt. wyspecjalizowane powinni tworzyć i edytować eksperci, którzy i tak mają dostęp do znakomitej części literatury na dany temat (zwłaszcza tej najważniejszej) i wiedzą o czym piszą. Nie-ekspert może zrobić masę błędów lub opisać temat ogólnikowo. Niewielka garstka pasjonatów albo opisze sprawę nie w pełni, albo tak czy siak dokopie się jakoś do źródeł i się dokształci. Zwykły zjadacz chleba albo w ogóle nie dotrze do tego hasła, a jak już to w znakomitej większości przypadków i tak nic nie zrozumie, albo zrozumie po łebkach, a na pewno nie zauważy błędów lub niepełności informacji. A tym bardziej nie będzie w stanie zrozumieć oryginalnych prac zamieszczonych w bibliografii. Kto z rzeszy Polaków jest w stanie zrozumieć artykuł (najczęściej po angielsku) np. nt. splątanych fotonów z pojedynczej kropki kwantowej, rekombinacji promienistej biekscytonów, trionów, ekscytonów w studniach kwantowych czy też laserów kaskadowych typu DFB na InP?
    Zatem pytanie czy jest jakikolwiek sens by się o to burzyć i starać się przenosić coś do darmowej domeny publicznej, co tak naprawdę darmowe nie będzie i będzie droższe i mniej efektywne? Ja rozumiem, że sprawozdania roczne nt. działalności instytutów naukowych powinny być szeroko udostępniane na ich stronach wszystkim (bo informacje w nich zawarte zostały już jakoś opublikowane, uwiecznione, rozliczone czy też zabezpieczone), ale jaki to ma sens z wynikami badań publikowanych obecnie w czasopismach?

    0
    • sdcasdc pisze:

      ok i nagle wszyscy maja sie dosyac do science albo nature … przy milonach naukwocow i 100 stronach to juz widze jak nie ma przy tym przekretow :)

      a jak sobie jeszcze przypomne kawaly naukowcow ktorzy pisali arty specjalnie zle a one w science przechodzily to mi sie smiac chce :)

      Po drugie czemu by miało służyć publikowanie w otwartej domenie?

      Szybkiemu copy/past do marnych polskich mgr i wiki :)

      0
      • mactajg pisze:

        No ale poza Science czy Nature istnieje wiele innych renomowanych pism, poza tym jak ktoś chce to może próbować wypromować nowe pismo (jeżeli jego nazwisko ma taki potencjał). A robienie kawałów przez pisanie specjalnie wadliwych artykułów (pytanie w jakim sensie złych) świadczy z jednej strony o niepoważnym podejściu do spraw naukowych takich ludzi. Same zaś „kawały” w zakresie merytorycznym da się zrobić zwłaszcza na polu swojej specjalizacji. Jeżeli jesteś jednym z niewielu ekspertów na świecie od danego zagadnienia (a o to przy dzisiejszym zasobie wiedzy nietrudno) to nie jest łatwo znaleźć recenzenta, który byłby w stanie zgłębić całe zagadnienie pracy i nie dałoby się go w jakikolwiek sposób oszukać. I zatem pomyśl co by było w zakresie domeny publicznej? A jeżeli chodzi o copy/paste, to ja nie widzę przeszkód w dostępie do materiałuów dla obecnych studentów. Przecież studenci z komputerów wydziałowych mają dostęp do tej samej bazy artykułów, a nawet książek specjalistycznych, co naukowcy, z biblioteki też mogą korzystać, zatem dla ogromnej rzeszy ludzi potencjalnie zainteresowanych tematem wyników badań naukowych te wyniki są dostępne. A copy/paste też trzeba umieć, zwłaszcza kiedy to paste trzeba zrobić jeszcze translate.
        A tak odnośnie samego filmiku to pan reprezentuje ICM i sam by chciał się zająć stworzeniem infrastruktury pod to udostępnianie wyników naukowych, czy zatem to po prostu nie jest po to by miał co robić i pokazać, że robi coś wartościowego i jeszcze za to dostawać kasę?
        Poza wszystkim to bardzo mnie śmieszą „poważni” ludzie, którzy zasiadają przy pustym biurku z otwartym laptopem, a wystąpienie odczytują z wydruków na kartkach obok tego komputera. Jak tak dalej pójdzie to premier czy prezydent też będzie przemawiał do ludzi z otwartym laptopem przy sobie jako elementem wystroju wnętrza.

        0
    • Marek Niezgódka pisze:

      Nie ma sprzeczności między publikowaniem w tradycyjnych wydawnictwach a udostępnianiem treści w domenie publicznej. Na wielką skalę prekursorem były pod tym względem Narodowe Instytuty Zdrowia (NIH), największa na świecie instytucja finansująca badania, które na podstawie dekretu prezydenta Stanów Zjednoczonych już kilka lat temu wprowadziły obowiązkowy otwarty mandat publikacyjny dla wszystkich beneficjentów i pracowników. Również Komisja Europejska wprowadziła we wszystkich kontraktach badawczych specjalną klauzulę (Clause 39), zobowiązującą beneficjentów do umieszczania treści publikacji w domenie publicznej. Podobnie postąpiło wiele czołowych instytucji i organizacji finansujących badania naukowe (również prywatnych!!!). Problemem w Polsce jest brak świadomości tego, co zaczyna stawać się standardem w skali międzynarodowej, a podnoszone kwestie często podejmują problemy, które już uzyskały klarowne rozwiązania. Istnieje olbrzymi zbiór publikacji na ten temat, rodzajem przewodnika może być też ekspertyza wspomniana pod tekstem apelu.

      0
      • mactajg pisze:

        Obecnie nie mam czasu na czytanie 200 stronicowej ekspertyzy. Jeżeli chodzi Panu o udostępnianie wyników po publikacji w czasopismach to problemu dużego w samej idei nie ma. Problem jest w tym gdzie to by miało być robione, kto by miał nad tym kontrolę i przede wszystkim kto za to zapłaci? Jeżeli ktoś (tzw. pasjonat) by naprawdę był zainteresowany moją pracą, a nie miałby do niej łatwego dostępu, to bez problemu może mnie o moją publikację poprosić i ją mu prześlę. Akurat mechanizmy wyszukujące są ogólnodostępne i można dotrzeć do autora drogą elektroniczną. Ale ile takich osób na świecie się znajdzie? Czy to byłoby opłacalne z punktu widzenia gospodarki np. kraju? Może jestem zbytnio zafiksowany w tematyce nauk ścisłych i technicznych, ale w tym zakresie nie widzę sensu tworzenia przymusu dodatkowego upubliczniania w kolejnym systemie, za który trzeba zapłacić. A dla rozwoju społeczeństwa bardziej korzystne by było udostępnianie podręczników (które są baaaardzo drogie) z których by można było się uczyć, niż wyników badań do zrozumienia, których właśnie trzeba przebrnąć przez kilka semestrów różnych analiz, algebr, elektrodynamik, termodynamik, mechanik kwantowych itp., itd.

        0
  8. Mr Brooks pisze:

    Hmmmm….. ja się zastanawiam czemu tak wszystkim miałoby niby zależeć na dostępie do wyników badań naukowych? Przepraszam was bardzo, ale nie sądzę żeby pierwszemu lepszemu zjadaczowi chleba zależało na tym, czy ja udostępnię stos elektroforegramów, chromatogramów i kilka wykresików czy nie. A nawet jeśli to zrobię to i tak przeciętny Kowalski nie będzie wiedział o co w tym wszystkim chodzi. Nawet jeśli ubiorę te treści w
    słowa w miarę zrozumiałe to i tak nie będzie miał pojęcia czym się zajmuję w swojej pracy badawczej i po co to robię. A jedyne co zapamięta, jeśli się wysili, to to że zajmuję się ochroną środowiska (a nie biotechnologią środowiskową, bo przecież to to samo ;) ).
    Robert napisał ze wyniki trafiają do niszowych czasopism naukowych (branżowych)…. a do jakich czasopism mają trafiać? Do „działu Nauka” w Polityce, Newsweeku, Wprost? Z mojego punktu widzenia „do ogółu powinny trafiać treści bardziej ogólne” i tutaj wchodzą w grę pisma popularnonaukowe a nie naukowe (branżowe) np. Świat nauki, czy Wiedza i
    Życie.
    Poza tym trzeba się też zastanowić czy społeczeństwo oczekuje takich rozwiązań? Wg mnie – nie. A to dlatego, że jeśli ktoś ma potrzebę znalezienia jakiejś wiedzy, to tę wiedzę znajdzie i nie trzeba mu jej podawać na talerzu. Nie spotkałem się z przypadkiem (no dobra może kilka procent mnie olało), żeby któryś z autorów nie przesłał mi kopii (czy to
    elektronicznych, czy to reprintów) swoich prac kiedy o to poprosiłem. Dlatego uważam, że nie ma co ludzi na siłę uszczęśliwiać, bo jeśli wiedzą gdzie znaleźć informacje tzn. że są nimi zainteresowani, a jeśli nie wiedzą gdzie ich szukać tzn. że ich nie potrzebują – a
    więc do zaspokojenia ich oczekiwań wystarczą w zupełności pisma popularnonaukowe.
    Nakręcanie się, że zagraniczne pisma są złe bo trzeba płacić za dostęp do poszczególnych artykułów, dla mnie jest lekką przesadą. W instytucjach i ośrodkach badawczych, czyli miejscach, które docelowo są odbiorcami informacji tego typu, dostęp do publikacji pełnotekstowych jest i nie ma z tym większych problemów.
    Polska póki co niestety nie jest trendseterem w dziedzinie nauki i nawet wprowadzenie ogólnego dostępu do wyników badań naukowych tego nie zmieni.
    Z mojego punktu widzenia szkoda na to pieniędzy. A rozwój polskiej nauki powinno się stymulować w zupełnie inny sposób.

    0
  9. PK pisze:

    W pelni sie zgadzam z powyzszymi, krytycznymi glosami. Ludzie obecnie maja takie podejscie, ze wszystko chca miec na tacy a najlepiej za darmo. Jak darmocha na Kindle. Wiekszosc to jakies bzdurne ksiazki, a znam osoby, ktore maja tego nasciagane pol giga, bo moze kiedys sie przyda. Jak z ACTA. Najwieszy problem dla mlodych Polakow, to ze zamkneli serwisy do uploadowania seriali.

    Po co ogolowi spoleczenstwa specjalistyczna wiedza z farmacji czy fizyki? Jesli argumentem ma byc latwiejsze tworzenie hasel w wikipedii, to ja dziekuje. Wiki jest fajna, poki na jakis temat nic nie wiesz, albo wiesz malo. W tematach o ktorych wiem duzo (systemy partyjne, polityczne, wyborcze, ustroje panstw, ustroje terytorialne) jest tyle bledow, ze trzeba by wiekszosc hasel pisac od nowa. A to nie sa trudne rzeczy jak chemia czy biologia, kazdy moze to zrozumiec i dotrzec do publikacji na te tematy w kazdej bibliotece. A i tak sa bledy. Czyli stworzenie poprawnego hasla specjalistycznego na Wiki przez amatora, ktory nie zna sie na temacie, ograniczyloby sie do przekopiowania czyjesc pracy naukowej z domeny publicznej. Genialne. Jednak wypadaloby pomyslec o naukowcach, czy wola zeby ich dorobek naukowy pojawial sie w specjalistycznych pismach, czy w wikipedii. Jesli ktos chce na powaznie poczytac na jakis temat, to i tak nie bedzie czytal w Wikipedii. A nikt z nudow sobie nie czyta o molekulach, atomach czy pierwiastkach.

    0
  10. Joanna pisze:

    Gdyby iść tym tropem to podręczniki akademickie pisane przez profesorów pracujących na państwowych uczelniach powinny też być tak udostępniane… Bez szans i bez sensu. Poza tym w takim czasopiśmie naukowym(prenumeruję jedno 1500 sztuk nakładu) są redaktorzy, którzy sprawiają, że artykuły naukowe są strawne stylistycznie, mają przejrzysty układ etc. Nie wiem ile osób jest zainteresowanych zastosowanie BOF w diagnostyce subklinicznego ochwatu. Nie wspominając o wspomnianych wcześniej chromatogramach i innych biochemicznych atrakcjach etc.

    0
  11. Piotr Sapek pisze:

    Krótkowzroczność i brak wyobraźni części komentujących tu osób są zadziwiające. Czy Państwo zdajecie sobie sprawę z tego, że korzystanie z fizycznych księgozbiorów generuje zbędne koszta (zarówno w postaci finansowej, jak i czasu przeznaczonego na przeszukiwanie danych)? Dlaczego nie ułatwiać zdobywania _pewnych i konkretnych_, a czasami również unikatowych informacji nie tylko specjalistom, ale również pasjonatom danej dziedziny?

    0
    • mactajg pisze:

      A czy pasjonat mi zapłaci lub co zgoła zatrudni mnie jeżeli zostanę zwoniony z pracy, ponieważ zdobyłem za mało punktów i jestem na szarym końcu listy w instytucie, a to dlatego, że nie mam publikacji w poważnych czasopismach? Jest to trochę uproszczony obraz, ale przedstawia pewien problem, którego właśnie nie widzą osoby pokroju przedmówcy. To nie tylko sprawa publikowania danych, wyników w jakikolwiek sposób. Tutaj chodzi o to dlaczego właśnie się tak robi. Jeżeli będzie inny system to będzie, ale czy będzie lepszy? Czy będzie tańszy? Czy będzie sensowniejszy i bardziej rzetelny?

      0
      • Piotr Sapek pisze:

        „A czy pasjonat mi zapłaci…”

        Pasjonat zapłacił już za badanie. Czy to złe, że chciałby mieć ułatwiony dostęp do jego wyników?

        0
        • mactajg pisze:

          Właśnie nie. Pasjonat mi zapłacił za zrobienie badań i opublikowanie ich właśnie w renomowanych, uznanych pismach lub/i przedstawienie ich na konferencjach/warsztatach. Wpisując we wniosku grantowym, że wyniki udostępisz wszystkim bez recenzji i ukazania się artykułów w poważnych pismach wątpię byś taki grant otrzymał.

          0
          • Piotr Sapek pisze:

            Można zatem poszukać kompromisu, np. udostępnienie po recenzji i publikacji w czasopismach.

            0
            • mactajg pisze:

              Ależ oczywiście, że można. Tylko kto nad tym będzie sprawował pieczę? I najważniejsze kto to sfinansuje? I czy to się opłaca? Zainteresowanym, którzy się do mnie zgłoszą z prośbą o udostępnienie artykułu, bo nie mają innego niepłatnego sposobu, artykuł prześlę. A prawdziwi pasjonaci na pewno dotrą do mojego e-maila. Z drugiej strony wydawnictwa strzegą swoich praw do opublikowanych artykułów, więc użytkownicy powinni mieć świadomość skąd on jest i jak się z nim obchodzić w ew. cytowaniach. Trochę drążąc temat, na uczelniach okazuje się, że często studenci (czasem i naukowcy) bywają niedoinformowani nt. do czego mają dostęp. A uczelnie w ramach licencji akademickich lub licencji konsorcyjnych mają dostęp do naprawdę szerokiej gamy czasopism specjalistycznych (także spoza własnej dziedziny), a nawet wydawnictw książkowych, które można sobie ściągnąć. W przypadku książek jest to nieoceniona pomoc, bo można samemu się poduczyć, dowiedzieć i zrozumieć więcej (oczywiście jak się nie ma problemów z językiem angielskim, w którym to większość wychodzi). I na początek by można zacząć uświadamiać ludzi nt. co już jest a z czego nie korzystają.

              0
              • Piotr Sapek pisze:

                UW prowadzi już repozytorium typu Open Access (http://otwartanauka.pl). Wiadomo, że w skali kraju taki projekt wymagałby zapewne większego finansowania i zapewnienia stabilnej, wspartej efektywną wyszukiwarką, platformy. Jednak nie jest to niemożliwe do realizacji.
                Dostępność zdecentralizowanych publikacji w różnorakiej formie przede wszystkim utrudnia ich wyszukiwanie i odczyt (problemem mogą być chociażby zamknięte formaty plików, czy dostępność jedynie w formie papierowej).

                0
              • Piotr Sapek pisze:

                I jeszcze w ramach uzupełnienia: repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/630/1/Nowak.pdf

                0
            • Mr Brooks pisze:

              W zasadzie, to nawet publikując w wysoko notowanych pismach z Listy Filadelfijskiej można publikować w domenie otwartej – np. Springer ma coś takiego co się nazywa Springer Open Choice. Jest tylko jeden problem wydanie publikacji w tym trybie kosztuje autorów 2000 euro lub 3000$. Artykuł pojawia się wtedy jako Open Access i jest dostępny dla wszystkich z dowolnego komputera. Rodzi się tylko pytanko…. kto za to zapłaci?
              Poza tym skoro aktualnie ocena mojej pracy jest oparta na punktcji m. in. za publikacje wydane w czasopismach z IF, to sorry ale jakoś nie czuję potrzeby zabawy w publikowanie w domenie otwartej (zwłaszcza że przydatność tak szczegółowej wiedzy dla „statystycznego kowalskiego” jest, jak napisałem wcześniej, znikoma). Dodatkowo we wnioskach grantowych podaje się index Hirscha, który oparty jest właśnie na liczbie cytowań… Jak zatem wyobrażacie sobie przyznawanie grantów na bazie wyników prezentowanych w domenie publicznej?

              0
  12. Krak pisze:

    1) http://adswww.harvard.edu/
    2) http://arxiv.org/
    3) ewentualnie (bo jeszcze nie zrobiona dobrze) FBC.

    W czym rzecz? To już istnieje.

    0

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania. Jeśli chcesz mieć swój obrazek przy podpisie, zarejestruj swój adres mailowy na stronie gravatar.com.

Zapisz się także do newslettera Świata Czytników


Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.