Za drogo? Ustaw alerty cenowe na e-booki i kupuj taniej!

Oto, co czytałem w roku 2017 – moje książkowe podsumowanie

Zapraszam na piąte już moje podsumowanie czytelnicze ubiegłego roku. Poprzednie dotyczyły lat 201320142015, a także 2016.

Będzie znów kilka refleksji a także kompletna lista tego, co przeczytałem.

Jak zwykle muszę przypomnieć – nie jest moim celem jakieś chwalenie się, tym bardziej, że nie ma czym. Ja tu promuję książki elektroniczne, a nie piszę o literaturze i nie mam takich ambicji. :-)

Wystawiam jednocześnie na widok publiczny jakąś część moich zainteresowań. Inna sprawa, że jeśli miałbym się wstydzić tego, co czytam (i czego nie czytam), coś by wyraźnie było nie w porządku.

Lista książek

Pełna lista na stronie Google, można ją tez podejrzeć poniżej (nie zawsze działa i trzeba przewijać). Dodatkowo: link do XLS. W sąsiednich zakładkach książki z poprzednich lat.

Tym razem również nie pobiłem „benchmarku”, którym były w poprzednich latach „52 książki”, czyli zaledwie jedna tygodniowo.

35 pozycji to nie jest dużo. W roku 2016 sporo czasu zajął mi remont mieszkania, przeprowadzka i inne prywatne sprawy. W tym roku muszę przyznać, że szczególnie w drugiej połowie czytanie przegrywało czasami z grami. A doba niestety nie jest z gumy.

Wyszło też, że na czytanie muszę sobie zrobić więcej miejsca w życiu, w jakiś sposób je odgrodzić. Wcześniej bardzo dużo czytałem w podróży, czy podczas jazdy komunikacją miejską – to się nie zmieniło, ale pracując z domu jeżdżę teraz mniej. Częściej próbuję tego, co jakoś w poprzednich latach mi umykało, czyli czytania przed snem.  Czasami, gdy wyciszę się, łatwiej mi wejść w trudniejsze, bardziej wymagające lektury.

Permanentne niekończenie

W tym roku jeszcze bardziej niż w poprzednich zacząłem znacznie więcej pozycji niż skończyłem.

Czasami inne tytuły zabiorą moją uwagę, czasami się znudzę, czasami nie umiem wciągnąć się na tyle, aby sięgać regularnie po książkę. No, ale czytanie to nie sport i nie trzeba zaczętej lektury kończyć na siłę. W wielu książkach poradnikowych czy biznesowych stwierdzam, że warto przeczytać kilka rozdziałów, aby mieć esencję całości. A że autor chce dobić do 200-300 stron (w papierze) i opowiada przy okazji całą historię stworzenia świata, to jego sprawa.

Jest jedna pozycja, przez którą brnę już niemal przez dwa lata – mianowicie Głód. Rzecz bardzo dobra, otwierająca oczy, ale jednocześnie bardzo obciążająca psychicznie. Zostało mi jeszcze 20%, nie spieszę się i na pewno ją skończę.

Inna książka, którą zacząłem z entuzjazmem, a teraz przez nią brnę to Wiedźmin: Kły i szpony – czyli antologia opowiadań ze świata wiedźmina. Pierwsze dwa opowiadania – świetne. Ale potem już znacznie gorzej. Np. taka „Ironia losu” ma poziom takiego licealnego fanfika, którego autor cieszy się tym, że może opisać machanie mieczem. Odnoszę wrażenie, że przedrukowano po prostu opowiadania w postaci, w której zostały nadesłane. Bez jakiejś pracy z redaktorem, który wskaże na rozmaite błędy.

Uzupełnienie: Prawie rok temu podjąłem też pierwszą próbę zmierzenia się z Remigiuszem Mrozem. Wotum nieufności napisane jest błyskotliwie i świetne warsztatowo, ale nieprawdopodobieństwo fabuły uwierało. Może jeszcze skończę, tym bardziej że wyszedł już drugi tom. ;) Podobnie porażką zakończyła się lektura Opowieści podręcznej. Nuda straszliwa, wygrzebana po latach jako katalog obaw.

Powroty

Kolejny trend, który nasilił się u mnie w tym roku to powroty do książek już przeczytanych. Ułatwia to znakomicie dostęp do chmury na czytniku.

Ponieważ w polskiej polityce działo się w tym roku sporo, sięgnąłem po książki Roberta Krasowskiego, szczególnie trzytomowy cykl historii politycznej III RP. Nie czytałem już w całości, wracałem do ulubionych fragmentów, przeglądałem swoje podkreślenia i przypominałem sobie jaką rolę popularni dziś politycy spełniali np. 20 lat temu.

Przy okazji – bardzo mnie cieszy, że moje podkreślenia w książkach na Kindle „wędrują” ze mną między różnymi czytnikami, ale samo ich przeglądanie jest wciąż tragiczne.

Czytając biografię Bierut. Kiedy partia była bogiem Piotra Lipińskiego zapragnąłem przypomnieć sobie różne fakty na temat pierwszych lat PRL. Wystarczyło, że wpisałem „Bierut” w wyszukiwarce czytnika, a wyskoczyły mi różne książki, m.in. Historia Polski 1914-2015 Wojciecha Roszkowskiego, gdzie doczytałem parę rozdziałów. Pamiętałem również, że o Bierucie w swojej książce 13 pięter pisał Filip Springer. Parę kliknięć i już wiem, co pisał.

Dlatego też twierdzenie, że czytnik jest „podręczną biblioteczką” nie jest tylko zręcznym sloganem – w moim przypadku sprawdza się całkowicie.

Prasa

To kolejny „problem” w moim czytelnictwie, którego w podsumowaniu czytanych książek w ogóle nie widać.

Prenumeruję na Kindle dużo czasopism – np. sobotnie wydanie „Plus Minus”, codzienną Wyborczą (choć głównie dla wydania poniedziałkowego z Dużym Formatem i sobotniego magazynu), Politykę, W drodze, albo Książki. Magazyn do czytania. Czasami, gdy zainteresuje mnie jakoś temat dokupuję Puls Biznesu czy Parkiet.

No i jeślibym chciał to wszystko czytać, na pewno nie starczy czasu na regularne książki. Wyrzucam sobie, że tracę czas na „bieżączki”, zamiast poczytać jakąś poważniejsze ujęcie tematu. Może kompletne porzucenie prasy byłoby lepszym wyborem?

Powrót papieru

Od roku kupuję częściej książki papierowe. Nie oznacza to odwrócenia się od e-booków, bo to jednak na czytniku wciąż czytam najwięcej. Ale od kiedy mam wreszcie trochę miejsca na półkach, uzupełniam te zakupy, o których wcześniej sporo tylko myślałem. Obkupiłem się choćby w nowe wydania klasycznych komiksów z PRL – Christa, Chmielewski, Pawel. Część z nich przeczytałem w ramach nostalgicznych powrotów, no ale nie uwzględniałem ich na liście.

W paru przypadkach kupiłem sobie książki przeczytane wcześniej w e-booku, np. Nasza wojna, którą dorwałem na wyprzedaży w jakimś markecie za 14,90 (a może nawet 9,90 zł).

Zdarza się jednak, że papierowa lektura jest rozczarowaniem. Tak się przyzwyczaiłem już do wygody e-booka, że np. format wydawnictwa Czerwone i Czarne – klejona okładka – wielkie marginesy – uważam za straszliwie niewygodny.

Nie mówiąc o tym, że na Oasis 2 mieści się dokładnie tyle tekstu, co w papierze.

Na czym czytałem?

Jeśli miałbym podzielić procentowo urządzenia, z których w tym roku korzystałem, będzie to mniej więcej tak:

Oasis 1 był moim głównym czytnikiem, którego zabierałem wszędzie. Ceniłem sobie (jak opisywałem w teście) jego niewielkie gabaryty i wygodę trzymania. Voyage bywał czytnikiem „domowym” – a to przez okładkę Origami ze stojakiem, którą mogłem wygodnie ustawić na stole.

No, a od dwóch miesięcy mam Oasis 2 (tak, będzie druga część testu…) i teraz go wszędzie ze sobą noszę. Wyjątek dla „jedynki” jest gdy muszę czytnik włożyć do kieszeni kurtki i gdy czytam w łóżku – wygodniej się trzyma mniejsze urządzenie.

W tym roku mało korzystałem z Legimi, nie przeczytałem w aplikacji żadnej książki w całości, służyła raczej do zaczynania tych, których jeszcze nie kupiłem. Ale w większości przypadków książka i tak… lądowała na Kindle.

Kilka rekomendacji

Nie czytałem w tym roku tak wielu tytułów, aby dużo polecać. Zresztą „wystrzelałem” się z rekomendacji, np. przy okazji promocji Ebookpoint. Oto jednak kilka książek, o których rzadziej wspominałem lub wcale:

  • Rzeczy, których nie wyrzuciłem – chyba najciekawsza lektura ubiegłego roku. Marcin Wicha, podobnie jak wielu autorów podejmuje próbę oceny, jaką wartość mają dla nas różne przedmioty. Śmierć matki autora (i porządkowanie mieszkania po niej) daje ostateczną perspektywę. Książka pokazuje dobitnie, że bez wspomnień rzeczy są bezwartościowe. Również i książki. Sporo czytamy o zawartości biblioteczki, której… nikt nie chce wziąć – znajomi nie mają miejsca, antykwariaty twierdzą, że to makulatura. Rzecz bardzo osobista, ale chyba wielu z nas też się tam odnajdzie.
  • Polonia Restituta. Wspomnienia z dwudziestolecia międzywojennego – wieki temu przeczytałem „W imieniu Rzeczpospolitej” – wojenne wspomnienia Stefana Korbońskiego, teraz w wersji elektronicznej wyszły jego wspomnienia w czasów II RP. Mimo, że lektura nie dotyczy zazwyczaj bohaterskich wyczynów, czyta się świetnie, można zrozumieć kim byli ludzie, którzy w czasie wojny założyli państwo podziemne. Jak wyglądało życie ucznia, ochotnika wojny 1920, studenta, wreszcie prawnika i działacza opozycyjnego PSL. Nie ma patosu, jest dużo imprez i trafnych chyba socjologicznych spostrzeżeń. Rzecz dla mnie porównywalna (choć kompletnie inna) do „Boso ale w ostrogach” Grzesiuka.
  • Ostatni rozdział 1945. Zwycięstwo, odwet, wyzwolenie – David Stafford podąża tropami kilku bohaterów – żołnierzy alianckich na froncie zachodnim. To część historii mało nam znana i pokazana z ciekawej perspektywy. Książkę trochę ciężko się czytało przez częste przeskoki między kolejnymi relacjami. To jednak było konieczne do zbudowania łącznego obrazu. (Hm, czy ta pozycja nie jest wycofana ze sprzedaży? Tylko dwie księgarnie ją w tym momencie mają)
  • Sumienie – „dorosła” powieść Nienackiego z lat 60. o dylematach ławnika, który zagłosował podczas procesu za karą śmierci. Ciągnie się i ciągnie, ale czuć, że to moralizujący i niedzisiejszy (już wtedy) Nienacki. Główny bohater ma koło trzydziestki, co można wywnioskować z kontekstu, a zachowuje się jak starszy dystyngowany pan. Dla fanów „Pana Samochodzika” będzie taki smaczek, że powieść powstała w tym czasie co Wyspa Złoczyńców i…  w pewnym momencie dzieje się nawet w tym samym miejscu, czyli w Aleksandrowie Kujawskim.
  • Jaskiniowiec – jedyna na razie powieść Horsta jaką przeczytałem. Wątek fabularny (który rozwija się powolutku…) wydaje się najsłabszy, najbardziej uderza mnie śledztwo córki komisarza Wistinga, która próbuje się dowiedzieć, jak to jest, że ich sąsiad zmarł podczas oglądania telewizji i przez kilka miesięcy nikt się tym nie przejął?
  • Biblia Polonorum. Historia Biblii w języku polskim. T. 5: Biblia Tysiąclecia – tę książkę Rajmunda Pietkiewicza przeczytałem w papierze, bo tylko w tej postaci wyszła, ale jest to uzupełniona i poszerzona wersja pracy doktorskiej, którą znajdziemy w PDF. To jest dla mnie wzór publikacji naukowych – mnóstwo przypisów, wiele szczegółów na temat polskiej biblistyki w XX-wieku, a jednocześnie czyta się to bardzo dobrze, jako laik nie mam odczucia, że to coś hermetycznego. Czekam z niecierpliwością na kolejne tomy.
  • Północna granica – przez pierwszy tom cyklu Kresa (z pakietu BookRage) szło mi się bardzo dobrze, niemal tak dobrze jak przez Wegnera, który chyba do Kresa mocno nawiązywał. Ale mam tutaj problem. Po 9 miesiącach kompletnie nie pamiętam o czym była ta powieść! Czy więc powinienem dawać jej tak dobrą ocenę?
  • Zawód. Opowieść o pracy w Polsce. To o nas – błyskotliwa, ale i bardzo smutna opowieść o przygodach pokolenia 30-latków z pracą. Praca, która powinna nas rozwijać, a jednocześnie utrzymywać, jest nieraz źródłem udręk. Ja mam to szczęście, że od kilkunastu lat robię mniej więcej to co lubię, ale dobrze wiem, że nie każdemu się udaje.
  • Pokolenie ja – to zbiór felietonów portretujących dzisiejsze pokolenie 30-40-latków w wielkich miastach oraz to, jak przebiegają ich relacje z ludźmi. Rzecz powstała w Niemczech i z autorem nie zamierzam się utożsamiać, to muszę przyznać, że wiele uwag bardzo trafnych.

To tyle, tradycyjnie zapraszam do dzielenia się w komentarzach Waszymi zeszłorocznymi odkryciami.

PS. Zdjęcie otwierające artykuł wykonane na tzw. trójstyku czyli blisko szczytu Krzemieńca w Bieszczadach. Usiedliśmy odpocząć i poczytać, po paru minutach odwiedziła nas straż graniczna, pytając skąd i dokąd…  Chciałem zrobić konkurs, pytając kto zgadnie, gdzie to jest. Po czym sobie uświadomiłem, jak nazwałem zdjęcie… :D

Czytaj dalej:

Artykuł był przydatny? Jeśli tak, zobacz 6 sposobów, na jakie możesz wspomóc Świat Czytników. Dziękuję!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Książki na czytniki, Mój Kindle i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.
Hosting: Zenbox

115 odpowiedzi na „Oto, co czytałem w roku 2017 – moje książkowe podsumowanie

  1. Magdalaena pisze:

    A co z audiobookami? Nie słuchasz już podczas biegania?
    polecam wszystkim, których nudzą codzienne czynności i którzy „nie mają czasu” na czytanie.

    6
  2. Bociek pisze:

    Chwalimy się? ;-) https://tinyurl.com/ybqranmg
    Jak zachęcasz to dzielenia się odkryciami, to z gatunku „kryminał” odkryłem za sprawą poleceń czytelników tego bloga książki Wojciecha Chmielarza. Nexto zarobiło na mnie parę PLNów.
    Z kolei z fantastyki „odkryłem” twórczość Jarosława Grzędowicza, który znany jest doskonale fanom fantastyki, a ja jakimś cudem sięgnąłem do niego dopiero teraz.
    Reszta lektur to żadne odkrycia, bo Archer, Nesbo, Piekara, czy Pilipiuk są powszechnie znani.

    8
  3. Marek pisze:

    A jakie gry Cię pochłonęły ? Jestem mocno ciekawy.

    8
    • Storm pisze:

      Podejrzewam, że sama lista lektur stanowi tu pewną podpowiedź (WoT). ;)

      1
    • Robert Drózd pisze:

      Z artykułu widać, że w drugiej połowie czytałem o World of Tanks, no i sporo grałem. :-) Bardzo wciąga, a również z zawodowego punktu widzenia ciekawe jest to obserwować. Producent jest mistrzem w wyciąganiu kasy od graczy, chyba żadna z księgarni e-bookowych takiego poziomu nigdy nie osiągnie.

      Na początku roku kończyłem jeszcze znaki zapytania w Wiedźminie, potem miałem dośc intensywny epizod z This War of Mine – jestem przekonany że to powinna być obowiązkowa gra na lekcjach historii, gdzie o wojnach mówi się z punktu widzenia wojska i polityki, a losy cywilnych ofiar nieraz zostawia na jeden akapit.

      5
      • Storm pisze:

        Oj, muszę kiedyś wrócić do World of Tanks – zmarudziłem nad ta grą masę godzin, a od ponad 2 lat garaż zarasta pajęczyną. :) (Btw, pewnie sporo się zmieniło przez ten czas).

        1
        • crosser pisze:

          WoT ukradlo mi 2 lata. Ale wspominam z przyjemnoscia. Teraz tez od dwoch kolejnych sie kurzy, przegralo z Overwatch ;)
          Gdyby nie gry (MMO) to pewnie czytalbym wiecej niz te kilka ksiazek rocznie…

          0
      • Retorta pisze:

        Anime: Girls und Panzer. Lubiący czołgi powinni to zobaczyć. ;) Pokonywanie trudności, przyjaźń i krótkie spódniczki. Odpalamy silniki i… Panzer vor!

        1
  4. zenek73 pisze:

    W sumie z ubiegłego roku pamiętam głównie:
    „Całe życie” – Robert Seethaler – w sumei to już 2018 :) ale polecam
    „Hyperion” i „Upadek Hyperiona” – Dan Simmons – genialne S-F
    „Chmielarz” – też oczywiście :)

    Z pracy nadal (mimo wszystko) „Polityka”. Ostatnio widziałem że świetne ponoć jest „Pismo”.
    http://wyborcza.pl/7,75410,22846221,pismo-pod-tytulem-pismo-czyli-jak-udal-sie-polski-the-new.html?disableRedirects=true
    Ktoś? Coś? Warto?

    1
  5. RobertP pisze:

    jak już tyle o sobie zdradzasz, to zdziwiłem się, że na liście czasopism nie ma „Tygodnika Powszechnego”

    1
  6. Juanitos pisze:

    Smutny ten spis. W większości to literatura śmieciowa…

    8
    • Robert Drózd pisze:

      Czekałem na taki komentarz. Właśnie dlatego taką listę publikuję, bo nie zamierzam tutaj udawać blogera „literackiego”, który poniżej listy nominowanych do NIKE nie schodzi. Aha, pokażesz swoją listę z ubiegłego roku?

      39
      • Juanitos pisze:

        NIKE w Polsce to książki autorów z BCC, nie jest to pozytywne kryterium. Co czytam możesz zobaczyć na moim profilu. Agatę to ja czytałem w liceum, jakieś 55 lat temu…

        2
        • Walter19 pisze:

          70cio latek i taki aktywny :) Brawo! Ja też ostatnio przypomniałem sobie parę książek z serii Pana Samochodzika, czytałem Synowi, ale niestety już sam sobie czyta i nie mam pretekstu żeby sobie przez kolejne jeszcze raz przejść…. Chyba że cichaczem jak nikt nie bedzie widział ;)

          4
        • kjonca pisze:

          „Co czytam możesz zobaczyć na moim profilu.” że niby gdize?

          4
        • Su pisze:

          „literatura śmieciowa”, „Agatę to ja czytałem w liceum”
          1. To są komentarze niestety na poziomie gimbazy
          2. Kto niby ustala co jest literaturą śmieciową a co nią nie jest? Popularność? Przepraszam, ale dla mnie większość autorów wymienionych przez „Juanitos” to paździerz. Nie wzięłabym żadnej z ich książek nawet za dużą dopłatą.
          3. Rynek ebooków jest w tej chwili na tyle duży, że naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie, a co do kosztów, to jest odwrotnie ebooki nawet bez promocji są tańsze niż papierowy odpowiednik, a kupno książki w celu jej wąchania pozostawię bez komentarza …
          4. Każdy powinien czytać to co go interesuje, a nie to, co według niektórych „wypada” czytać. Według mnie nie ma czegoś takiego jak literatura „śmieciowa” czy „ambitna”.

          5
          • asymon pisze:

            Według mnie nie ma czegoś takiego jak literatura „śmieciowa” czy „ambitna”

            Tak właśnie mówią miłośnicy literatury śmieciowej!!!111oneoneone

            6
            • Su pisze:

              A tak właśnie komentuje gimbaza.

              7
            • maria pisze:

              Śmieciowy to kiepski przymiotnik w tym kontekście. Znacznie sensowniej przebiega dyskusja gdy pytamy o literaturę wartościową.
              Jak ktoś szuka rozrywki to w tym momencie i dla niego wartościowe nie tylko subiektywnie ale i obiektywnie będzie zupełnie coś innego niż dla kogoś kto szuka wiedzy historycznej czy też dla kogoś kto szuka innego punktu widzenia na pewne sprawy i czyta wspominki.

              0
    • baggio pisze:

      Smutne jest to że poniedziałek zaczynasz od dowalenia komuś tylko dla samego dowalenia !!!

      31
    • Robert H pisze:

      @Juanitos, aż bałbym się teraz napisać co ja czytuję. O zgrozo, często wracam do już przeczytanych i czytam ponownie…
      A wszystko przez to, że lubię czytać i dobrze się bawić/odpoczywać…

      13
      • Sylwia pisze:

        A myślałam, że jestem jedną z niewielu, które potrafi czytać po raz dwudziesty tę samą książkę :) Ale obawiam się, że to co czytam również zostałaby zaliczona do „śmieciowej”. Jak to mawia moja ciocia: „każdy czyta to co mu sprawia przyjemność”, a nie ma co się sugerować nagrodami literackimi itp.

        2
    • Walter19 pisze:

      Dlaczego smutne? Ktoś cierpi z tego powodu? Robert? Ty? Jeśli to sprawia Mu przyjemność, po co się katować czymś co „powinniśmy” czytać ale nam nie podchodzi? Każdy ma swoje potrzeby… Czasami coś amibtniejszego przeczytam, ale potem przeważnie 2-3 lżejsze pozycje dla relaksu… Chociaż wiadomo że Słowacki wielkim poetą był…

      7
      • Juanitos pisze:

        Doskonała odpowiedź. Dokładnie tak też myślę. Dowalanie komuś to mnie jakoś nie rajcuje, nie to pokolenie. Poza tym, to co obecnie wychodzi na czytniki, to nie można powiedzieć, że jest co czytać. A jak coś wyjdzie to ceny są zaporowe i ponieważ są w cenie książek papierowych, dobrze wydanych, to nie sądzę, że warto kupować e-booki… Pożyczyć też nie ma od kogo :-). Dużo lepiej jest na rynku audiobooków jeżeli chodzi o wartościowe pozycje.

        1
        • yacoob pisze:

          Nie mam być może tylu lat (więc i może – tylu doświadczeń), ale pozwolę sobie nie zgodzić się. Ani na to, że na czytniki wychodzi coś, co nie da się czytać. Ani na to, że ceny zaporowe (promocje, punkty, premium itd.). Ani na to, że Robert czyta tylko na czytniku (bo na liście klika pozycji papierowych też się pojawia).
          Czytajmy to, co lubimy – krytykowanie innych za gust lub chęć relaksowania się przy ksiażce to, zważywszy na średnia ilość przeczytanych ksiazek przypadajacych na statystycznego Polaka, smutniejsze jest niż każda lista.

          12
          • Juanitos pisze:

            Dzisiaj jest trudno co napisać, aby było jako tako zrozumiałe. Obowiązuje staropolska stylistyka: krowa to krowa, płot to płot. Napisałem , że na czytniki wychodzi coś, co nie da się czytać. No tak napisałem. Miałem na myśli, że czytać to można tylko po co ?. Jestem emerytem zatem dla mnie 40 PLN za plik to dużo i bez sensu, jeśli za to mogę posiąść książkę co 600 stron w twardej oprawie. Czytamy co lubimy, no niech ta. Ale piszemy co myślimy, chyba. Czy tylko co innym po myśli?

            2
            • Doman pisze:

              W sumie ciekawa perspektywa, a w zasadzie różnica perspektyw. Przez jakiś czas myślałem o książkach w kategorii obiektów kolekcjonerskich, ale w pewnym momencie sobie to wyperswadowałem. Teraz myślę sobie, że przede mną jeszcze potencjalnie założenie rodziny, ze 2 duże przeprowadzki i pewnie w takich momentach bym każde z moich 600 stron w twardej oprawie siarczyście przeklinał. A od patrzenia na ładne wydanie niczego mi nie przybywa (co nie znaczy, że nie jest przyjemne)

              3
              • Juanitos pisze:

                Stanowczo odradzam kupowania książek tradycyjnych w pięknych okładkach, drukowanych na pachnącym papierze. Moje zboczenie polega na starannym obwąchiwaniu nowej książki. Mam dwie spore biblioteki i wiosen 70+. Dzieci są mniej więcej na Twoim etapie. Mieszkanie stoi puste i te książki. Nikt ich nie chce i żal serce ściska. W obecnych czasach przy tak ogromnym metrażu mieszkań odziedziczenie biblioteki po przodkach to dodatkowe nieszczęście. Nic nie kupuj to nie będziesz płakał na jesieni życia. Pozdrawiam w nowych czasach :-(

                8
              • Shakuahi pisze:

                To nawet nie jest kwestia patrzenia na te książki, tylko bycia nimi otoczonym. Ja się wychowywałam w domu pełnym książek i innego sobie nie wyobrażam.
                Juanitos, co ja bym dała za odziedziczenie takiej biblioteczki… :)

                2
              • Robert Drózd pisze:

                O tych książkach, których nikt nie chce pisze właśnie Wicha. Generalnie kolekcje robimy dla samych siebie, chyba że akurat gustujemy np. w srebrnych monetach, które zawsze będą miały jakąś wartość rynkową…

                1
            • yacoob pisze:

              Dla mnie 40PLN za ksiażkę to też jest dużo i nie pamiętam już, kiedy coś w takiej cenie kupiłem.
              Inna sprawa, że niekoniecznie ilość (600 czy więcej) stron będzie wskazywać na jakość.
              Jeszcze inna sprawa, że treść dla mnie dużo ważniejsza jest niż forma (więc twarde okładki – niekoniecznie, ale to pewnie kwestia gustu i/lub przyzwyczajeń).
              A sam zapach papieru i ‚kartkowanie’ stron lubię, dlatego miksuję papier i elektronikę (z przewaga tego drugiego, bo trochę jeżdżę i nie uśmiecha mi się noszenie ksiażek ze soba; a i miejsce w domu trochę się skończyło na ksiażki, trzeba więc się jakoś dostosować).

              0
        • Katemeika pisze:

          Juanitos, a których to autorów tak bardzo Ci brakuje w wersji „na czytniki” żeby było „co poczytać”?

          PS. Dowalanie komuś w internecie nie ma nic wspólnego z pokoleniem. To mit, że tylko gimbaza się w to bawi.

          13
          • Juanitos pisze:

            Najbardziej brakuje mi tych: Erich Maria Remarque, Ernest Ernest Hemingway, William Faulkner, Tomasz Mann, Stefan Zweig, Stefanie Zweig, Wiktor Hugo, Emil Zola, Franz Kafka, David Irving, Alan Bullock, Gerhart Hauptmann, Günter Grass i wielu innych. Łatwiej napisać jakie rodzaje literatury :-) : biografie, wspomnienia, powieści obyczajowe, czyli takie z których można się czegoś nauczyć pomimo posiadania 70 wiosen…

            0
            • asymon pisze:

              David Irving

              E, serio? A tak było miło…

              6
              • Juanitos pisze:

                Nie ufaj „polskiej” propagandzie. Irving powraca do łask po zmanipulowanych wypowiedziach. Nie ma większego znawcy tematyki hitlerowskiej, co nie wszystkim nacjom się podoba :-)

                2
            • Katemeika pisze:

              Erich Maria Remarque – jest sporo ebooków, Franz Kafka jest.
              Ostatnio Muza wydała „Czarodziejską górę” Manna.
              Od siebie mogę dodać, że brakuje też Szymborskiej, Miłosza, Borgesa, Cortazara, Kundery, Hrabala w wersji ebookowej, ale w księgarni tradycyjnej też nie dostaniesz wszystkiego.
              Generalnie oferta ebooków jest coraz bardziej bogata i trochę niepotrzebnie generalizujesz.

              3
            • Piotrek pisze:

              No sorry, ale zarzut „śmieciowych” książek i jednocześnie bronienie Irwinga jakoś mi się nie klei.

              7
            • Shilton pisze:

              E.M.R. – jest 9 książek w wersji e-booka.
              Często bywały w promocjach 50%.

              1
              • Juanitos pisze:

                Ale ja nie znam nikogo kto je kupił :-)

                1
              • mjm pisze:

                Ja znam kilka osób, które kupiły ebooki EMR, ale z pewnością żadna z nich nie chciałaby mieć z tobą (Juanitos) do czynienia.

                21
              • Behemotek pisze:

                > Ja znam kilka osób, które kupiły
                > ebooki EMR, ale z pewnością żadna z 
                > nich nie chciałaby mieć z tobą
                > (Juanitos) do czynienia.

                Świetne podumowania tego zarozumialca !

                0
      • angela pisze:

        Uważaj bo z tym Słowackim to już nie aktualne że niby był niemałym poetą.
        Nowa władza uznała że trzeba go w programie nauczania ograniczać i ostatecznie wyrzucić z lektur.
        Wszystko przez to że się okazało że był, o zgrozo emigrantem, a co gorsza był permanentnym morfinistą i ponoć nie chodził do kościoła !
        Jednym słowem – niezły artysta.

        8
        • Kondrart pisze:

          Zastąpią go tym rozwiązłym emigrantem i sekciarzem Mickiewiczem? Przecież on nawet nie był z Polski tylko z Litwy! :)

          0
  7. łazęga pisze:

    Dla mnie rok 2017 był pierwszym, w którym udało się wreszcie zrealizować plan nie kupowania wszystkich książek, które były promocji i trzeba je kupić.. bo są w promocji. Dzięki Grzegorzowi z tego forum i chyba z bloga Czytamrecenzuje dotarło do mnie, że nie przeczytam w życiu wszystkiego, co po opisie wygląda ciekawie. I tak nawet gdybym przez 7-8 lat nic nie kupował miałbym co czytać. Na czytniku czeka ok. 300 książek. I tak wyrzuciłem już kilkadziesiąt pozycji, które kupiłem kilka lat temu na hura, a teraz już tematyka trochę mniej mnie interesuje.

    7
  8. Erisz pisze:

    W tym roku 45 pozycji, jednak porównując liczbę stron (17 162) było ich tylko o 100 więcej niż w roku poprzednim (39 książek), mimo że czytałem potężne kobyły „Conana Barbarzyńcę”, „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa”.

    Książki, które zrobiły na mnie szczególnie duże wrażenie:
    – „Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca” Karol Modzelewski
    – „Król” Szczepan Twardoch,
    – „Wywiad z władzą” Oriana Fallaci.

    Polecam również:
    – cykl „Z mgły zrodzony” Brandona Sandersona;
    – „Czarną” Wojciecha Kuczoka;
    – „Kompanię braci” S. Ambrose
    oraz wspomniane wyżej „Conana Barbarzyńcę”, „Księgę wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa” – w rozsądnych dawkach :)

    Z mniej znanych mogę polecić kryminały (prof.) Zbigniewa Białasa („Korzeniec”, „Puder i pył”) oraz „Koniec punku w Helsinkach” Jaroslava Rudiša.

    Oczywiście kupiłem więcej książek niż przeczytałem, ale to chyba zasługa pakietów bookrage.

    Limitu 9,99 zł na zakup książki nie podnoszę, chyba będzie już mało okazji do zakupów w takich cenach, więc mam nadzieję, że w tym roku moja lista wstydu zacznie się zmniejszać :)

    1
  9. Anna pisze:

    Dla mnie rok 2017 był czytelniczo najgorszym od 2013, ale doba ma tylko 24 h, a sporo czasu zabrało mi kino i seriale. Po części pewnie była to też wina niefortunnego doboru lektur – nie potrafię porzucać zaczętych książek, a przez niektóre naprawdę trudno było mi przebrnąć. Na przykład nie rozumiem zachwytów nad Chmielarzem, „Podpalacz” znudził mnie niemożebnie.
    Najlepiej jakościowo wypadła końcówka roku: „Centuria. Sto krótkich powieści rzek”, Wicha i „Mikrotyki” Pawła Sołtysa to zdecydowanie najważniejsze czytelnicze odkrycia. Z przyjemnością też przeczytałam „Kły i szpony”. Zgadzam się z Robertem, że poziom tekstów nierówny, ale żaden chyba nie spadł poniżej poziomu „Sezonu burz” ;)
    Powoli uczę się też słuchać audiobooków, ale ciężko mi to idzie. W 2017 roku są cztery na liście, ale nadal łapię się na tym, że przestaję słuchać.
    Niewątpliwym pozytywem było obniżenie wydatków na ebooki. To zasługa Nexto Premium, po prostu -40% już nie robi wrażenia, więc już prawie nie kupuję przypadkowych książek. Kupiłam za to kilka książek papierowych, które nie wyszły w e-wersjach, ale jednak czytanie z papieru to już nie to samo (i nie mówię tylko o tym, że co jakiś czas próbuję sprawdzić godzinę na górze strony).
    Teraz zabrałam się za „Córki Wawelu”, w wersji papierowej pewnie bym nie udźwignęła :)

    4
    • Erisz pisze:

      Odnośnie audiobooków – po wielkiej promocji Audioteki zakupiłem 3. Mimo że sporo biegam, nie udało mi się przesłuchać ani jednego :( Po prostu ten rodzaj „czytania” do mnie nie trafia.

      4
      • maria pisze:

        Na pierwszy raz warto wziąć coś co się dobrze zna np. Krzyżaków. To tak jak z czytaniem najpierw jest etap składania literek i wtedy treść często umyka później przychodzi etap czytania ze zrozumieniem. Ze słuchaniem jest podobnie – organizm musi się przyzwyczaić. Ja najpierw też się zniechęciłam, ale pomyślałam że szkoda czasu i  skoro nowych książek w ten sposób nie trawię to sobie przypomnę lektury z młodości. Przesłuchałam Sienkiewicza, Prusa i kilku innych klasyków znanych z lektur szkolnych i później o dziwo bez problemu mogłam słuchać innych książek. Jedynie ciężka literatura wymagająca skupienia jak „Ulisses” czy cykl Prousta ciągle jest poza zasięgiem moich uszu.

        2
        • Anna pisze:

          Poszłam tropem zaczynania od tego, co się zna i przesłuchałam „2001: odyseję kosmiczną”, a potem „Niezwyciężonego”. Krystyny Czubówny słucha się wyjątkowo przyjemnie :)

          2
      • zenek73 pisze:

        Dla mnie „Millennium” (oryginalna trylogia) to był audiobook życia. Nic tak mnie nie wkręciło jak ta historia. W sumie super też słuchało się „Pan Lodowego Ogrodu”. Dużo zależy od lektora. Ale inna sprawa czy audiobooki są dobre do słuchania podczas biegania. Chyba lepsze jednak podcasty bo książka wymaga większego skupienia. A podczas biegania to ja walczę o tlen, a treść książki schodzi na drugi plan :)

        2
    • borek5ab pisze:

      Jeżeli chodzi o audiobooki, to ja również zaczynałem około 5 razy i porzucałem…

      Zaskoczyło dopiero wtedy, kiedy natrafiłem na odpowiedniego lektora dla siebie i zabrałem się za kontynuację cyklu, który czytałem wcześniej (ci sami bohaterowie, nie bałem się o jakość książki, o wiele łatwiej było śledzić akcję). Od tego momentu dużo słucham, jednak raz na jakiś czas również mnie jakieś nagranie odrzuci – wtedy szukam czegoś innego i po problemie.

      Szczególnie polecam słuchanie audiobooków w czasie dłuższych podróży samochodowych – droga mija wtedy szybciej, niż bym jechał 200 km/h ;)

      1
      • riesling pisze:

        O, to, to. Ważniejsze, moim zdaniem, dla kogoś kto zaczyna dopiero obcować z audiobookami jest nie sama książka ale lektor. Tutaj mistrzami są dwaj panowie – K. Gosztyła (solo w Imieniu róży) lub w zespole (Trylogia husycka) oraz L. Teleszyński (np. A. Christie). Z panią Czubówną, o której wspominano powyżej jeszcze nie miałem przyjemności ale zapamiętam.
        ps. Uwagę co do słuchania w aucie mogę tylko potwierdzić:)

        1
    • nnd pisze:

      „o części pewnie była to też wina niefortunnego doboru lektur – nie potrafię porzucać zaczętych książek, a przez niektóre naprawdę trudno było mi przebrnąć.”

      Znam Twój ból, bo mam tak samo. W życiu porzuciłem ze 4 książki. W zeszłym roku takimi opóźniaczami były „The Quest. W poszukiwaniu energii” Daniela Yergina i „Pod Kopułą” Stephena Kinga. Żadnej nie nazwałbym złą, wręcz przeciwnie, ale pierwsza mnie trochę znużyła, a drugą musiałem przerywać dla zdrowia psychicznego (King potrafi się bawić nerwami czytelnika). A że dodatkowo obie to niezłe „cegły” to i każda zajęła mi tyle czasu co 5 innych.

      0
    • Anna pisze:

      Zapomniałam wspomnieć o rozczarowaniu roku – na to niechlubne miano zdecydowanie zasługuje „Artemis” Andy’ego Weira. „Marsjanina” naprawdę świetnie się czytało, teraz też oczekiwałam lekkiej i przyjemnej lektury, tymczasem tylko się niepotrzebnie umęczyłam. Główna bohaterka (i narratorka) przygłupia (choć rzekomo genialna) i dziecinna, humor wymuszony, a fabuła nie porywa. Jeśli ktoś nie musi, niech nie czyta.

      4
      • asymon pisze:

        „Marsjanina” naprawdę świetnie się czytało

        Spróbuj „7EW” Stephensona, moim zdaniem dużo lepiej napisane, a lepszy stosunek science do fiction.

        2
  10. mario pisze:

    czy ten Longterm ciekawy? na krótkich vlogach wydaje się chaotyczny i lekko cwaniakuje :) jak Pan ocenia ksiązkę?

    0
    • Robert Drózd pisze:

      No, miałem mieszane uczucia, bo:
      – na początku sporo lania wody i powtarzanych miliony razy anegdotek o Buffecie
      – sporo autopromocji i opisywania, jak to miał kiedyś rację na blogu
      – ale są fajne spostrzeżenia na temat polskiej giełdy i opisy przygód z różnymi spółkami + dość szczegółowe analizy kilku według jego szablonu. Muszę wypróbować podobnej analizy dla jakichś akcji, które chcę kupić.

      Ja to kupiłem głównie ze względu na GPW, no i w paru miejscach bardzo ciekawe, ale pewnie nie obowiązkowe. Tak do kupienia w promocji i poczytania paru rozdziałów.

      0
      • mario pisze:

        dzięki za krótką acz treściwą recenzję, ja mam ustawiony alert cenowy na Inteligentnego inewstora Grahama, podobno jedna z najlepszych pozycji dotycząca giełdy

        0
  11. BorQ pisze:

    Też się pochwalę, a co. 38 sztuk – mniej więcej poziom podobny do ubiegłych 3 lat. 1 papier, reszta ebook.

    Zaskoczenie roku – Trupia Farma. Sekrety legendarnego laboratorium sądowego, gdzie zmarli opowiadają swoje historie. Nie podejrzewałem, że niby biografia, a tak mnie wciągnie. Polecam fanom różnych kryminałów. Ostatnio bodaj było jakieś wznowienie, a nawet ebook.

    Z innych pozycji zdecydowanie polecam cykl o Jakubie Tyszkiewiczu Marcina Ciszewskiego oraz dwie pozycje Beara Gryllsa o Willu Jaegerze – coś w stylu Indiany Jonesa.

    W ubiegłym roku czytałem też kilka książek osadzonych w moim rodzinnym mieście. Z tej perspektywy fajnymi czytadłami okazały się cykle o Stanisławie Bergu Krzysztofa Beśki i o Jerzym Drwęckim Konrada T. Lewandowskiego. To retro-kryminały, choć nie porywające.

    0
  12. Shakuahi pisze:

    Tyle mam przemyśleń odnośnie tego wpisu, że chyba będę musiała sobie to wypunktować żeby o niczym nie zapomnieć.
    1. Zacznę od pytania – co w zasadzie jest w tych książkach o WoT? Godne polecenia dla gracza czy raczej taka ciekawostka? Mam bliskie osoby, które są zapalonymi graczami w WoT i pytam z myślą o nich.
    2. Raz w życiu notowałam ilość przeczytanych książek, bodaj w 2015 r., głównie celem sprawdzenia ile czytam właściwie rocznie, bo nie byłam w stanie tego ocenić. Wyszło mi 56 książek, ale też wiem, że nie jest to żadna norma – zdarzają mi się okresy, kiedy czytam książki niemalże hurtowo a także takie, gdy nie mogę się przemóc i powrócić do lektury. W tym roku po raz pierwszy stworzyłam sobie podobnego Excela, z tym, że nie prowadzę rozróżnienia na ebooki i książki papierowe i zamiast oceny spisuję swoje wrażenia tuż po przeczytaniu, mając nadzieję, że nawet jeśli zapomnę o czym książka była, to właśnie ta rubryka mi odświeży pamięć.
    3. W świecie ebooków jestem nowa, swojego pierwszego Paperwhite’a kupiłam w grudniu (tu muszę wspomnieć, że ten blog stanowił nieopisaną wręcz pomoc w wyborze modelu i nauce obsługi, bardzo możliwe, że gdyby nie światczytników to pewnie do dziś bym nie podjęła decyzji o zakupie) i wpadłam w szał zakupów. Dla kogoś, kto kupował książki papierowe po 30-40 zł nagle promocje rzędu 12 zł stanowiły nie lada gratkę. Chociaż starałam się selekcjonować produkty w ‚koszyku’ to i tak w nowy rok weszłam z pustym portfelem i ok. 30 książkami do przeczytania na Kindle. Zresztą, mój zakup czytnika opóźnił się głównie z tego powodu, że długo się zastanawiałam jak pogodzić zakup ebooków z miłością do książek papierowych i marzeniem o własnej biblioteczce (marzeniem, które mam od dziecka). Pomogło mi to, że od jakiegoś czasu co miesiąc przeglądam listę premier książkowych i zapisuję na kartce to, co chciałabym przeczytać. Gdybym kupiła wszystkie pozycje z mojej listy życzeń to na biblioteczkę potrzebowałabym jakiegoś małego hangaru. Ostatecznie doszłam do konkluzji, że w papierowej wersji będę kupować tylko najlepsze (moim zdaniem) pozycje.
    4. Jeśli chodzi o książki przeczytane w 2017 roku to niestety mam wrażenie, że był to rok przeciętny. Niby nie było żadnej książki, którą określiłabym mianem czytelniczej porażki, ale nie było też niczego, co by mnie wciągnęło tak, że nie byłabym w stanie oderwać oczu od lektury. Jest jedna książka, która moim zdaniem spodoba się każdemu – Pan raczy żartować, panie Feynman! Richarda Feynmana. Dawno nie czytałam czegoś tak zabawnego. Z tego co wiem książka jest tylko w formacie papierowym, ale zapewniam, że warto ją mieć na półce. Drugą książką, o której chciałabym wspomnieć jest Wzgórze Psów Żulczyka (która nawiasem mówiąc stała się pierwszą książką przeczytaną przeze mnie na czytniku ebooków). To jest chyba jedyna książka, o której tak bardzo nie wiem co myśleć. W wielu współczesnych polskich książkach nie podoba mi się to, że autorzy obrzydzają rzeczywistość w – wydawałoby się – jedyny znany im sposób, czyli stosując dużo wulgaryzmów. Tu też to jest, ale jakby bardziej naturalnie. Z jednej strony Żulczyk pisze ładnie, ma dużo trafnych spostrzeżeń, z drugiej nie mogłam się wyzbyć wrażenia, że jego sposobem na przejście z jednej sceny w drugą były retrospekcje i wewnętrzne monologi bohaterów. Z tym, że też nie do końca mi to przeszkadzało. Książkę w zasadzie skończyłam czytać w styczniu, ale traktuję ją jako odkrycie z 2017 roku i hmm myślę, że warto spróbować, ja nie wiem co o niej myśleć, ale nie żałuję lektury, bo to zawsze nowe doświadczenie. ;)
    5. No i klops, punkty punktami a ja i tam zapomniałam co chciałam jeszcze dopisać.
    6. Na 2018 nie stawiam sobie wielkich czytelniczych celów, chcę trochę ograniczyć zakup książek, żeby stos nieprzeczytanych się nieco zmniejszył i tyle.

    1
    • Robert Drózd pisze:

      ad 1. Ta polska („Prawda o WoT”) niekoniecznie. To takie narzekanie doświadczonego gracza, na to, że że producent delikatnie rzecz ujmując nie gra fair. Co dziwnym przy odrobinie doświadczenia nie jest. Ciekawsza jest ta angielska („Win and Survive on World of Tanks”) – tam sporo praktycznych podpowiedzi – np. na jakie czołgi z „derp gunami” uważać, choć najlepiej byłoby ją przeczytać na samym początku z grą. No i ma już prawie 2 lata, a w grze od tego czasu sporo się zmieniło, więc nie wiem czy ją polecać. Autor przy swoim zamiłowaniu do gry również narzeka na „sowieckie praktyki” producenta, który traktuje graczy, jak osadzonych w obozie na Syberii. :-)

      2
  13. maria pisze:

    U mnie bardzo słabo – tylko 29 pozycji (książki + audiobooki). Książek przeczytanych podobna liczba co w zeszłym roku. Spadła mi natomiast znacznie liczba przesłuchanych audiobooków. Skończyłam zakładanie ogródka i jakieś drobne remonty więc teraz mam mniej aktywności które pozwalają na jednoczesne słuchanie.

    Co do rekomendacji to najbardziej w ubiegłym roku w pamięci mi utkwił „Cień wiatru” Zafona. Polecam!
    Za to nie polecam Diuny. I nie dlatego że to gatunek którego nie lubię. Zachwycałam się i Lemem (ach! „Solaris”) i Sapkowskim. Niestety cykle Herberta nie ma tej dynamiki co Wiedźmin czy Władca Pierścieni ani tego klimatu niepewności co Lem. Ot takie monotonne opowiadanie. Dopóki dzieje się w zamkniętych komnatach Pałaców jakoś dało się to czytać, ale opisy potyczek i pojedynków wołają o pomstę do nieba. Zero dynamiki, zero dramatyzmu, nuda! Męczące są też ogromne braki konsekwencji i luki w tym uniwersum. Pytanie skąd Freemeni brali surowce do produkcji swoich skomplikowanych urządzeń? W paru miejscach pojawia się wzmianka o ukrytych fabrykach, ale skąd materiały? Drugie pytanie skoro przyprawa jest bardzo droga dlaczego robią z niej papier zamiast ją sprzedać i go po prostu kupić? Trzecia sprawa skoro przerzucenie wojsk Harkonenów i Imperatora na Diunę było najbardziej skomplikowaną i wymagającą najwięcej promów operacją kosmiczną w historii. To gdzie oni wszyscy się podziali gdy Freemeni z Atrydami odzyskali swą planetę? W książce pojawia się zdawkowy opis raptem jeden bitwy.
    Wiem, ze Herbert ma swoich wyznawców i nie było moim celem nikogo urazić. Po prostu musiał to odreagować bo jak patrzę wstecz to widzę że mogłam w tym czasie przeczytać coś bardziej wartościowego.

    3
    • Kondrart pisze:

      Gratuluję rzeczowej i sensownej recenzji jednej z literackich świętości. Sam kiedyś podobnie dziwiłem się zachwytom nad H. G. Wellsem i tym, że jeśli coś ma uznaną w literaturze markę, to nikt nie ma odwagi zauważyć oczywistych braków.

      1
      • maria pisze:

        Cóż, wiele książek jest uznanych tylko dlatego że kiedyś szokowały, więc aby być na czasie wypadało je znać. Dziś już nie szokują ale swoista inercja każe je czytać kolejnym pokoleniom. Przykłady? Proszę:
        – „Zwrotnik Raka” – Cóż tu mamy? Opis życia w biedzie ale za to z alkocholem i przypadkowo zapoznawanymi kobietami – Kiedyś to mogło szokować. Dziś wiele fragmentów tej książki niejeden student mógłby opowiedzieć jako własne historie nie kłamiąc przy tym zbytnio. Rzekomej obrazy Boga czyt Człowieka nie stwierdziłam.
        – „Lolita” – A tu co? Klasyczny „Film drogi” z wstawkami wypowiedzi pedofila. Całość napisana tak grzecznym językiem że aż bije sztucznością. Gdyby trochę uwspółcześnić (zwulgaryzować) język może jakiś czytelnik poczułby się urażony w obecnej sytuacji moze się co najwyżej zanudzić.
        – „Kompleks Portnoya” – Chyba jedyna pozycja na tej krótkiej liście która nadal ma jakąś wartość. Nie dlatego że szokuje. Nie, nawet ta pozycja już nie szokuje. Ktoś jeszcze pamięta pierwszą scenę „American Beauty”? Spłynęła po widzach jak kaczka. Ponadczasowa wartość „kompleksu Portnoya” polega na zobrazowaniu jak wychowanie w strachu przed karą (Matczyną lub Boską) wpływa na psychikę dziecka. Jak rodzice powodują że ich dziecko zamiast rozkwitać zamyka sięw sobie. DLatego warto przebrnąć przez tych kilka opisów scen samogwałtu by odkryć tę wartoścową treść.
        – „Ulysses” – Książka ciekawa, ale już nie szokuje. Ot kilka dosadnych i szczerych myśli na temat Boga czy bliźnich spisywanych bez autocenzury. Kiedyś szokowała szczerość, bo myśli nie są ani odkrywcze ani wyjątkowe, po prostu dawniej nikt nie przelewał ich na papier. Dziś książka nadal do przeczytania, ale bardziej jako techniczna ciekawostka przez swe liczne nawiązania, choć niektóre fragmenty strumienia świadomości które kiedyś szokowały i bawiły dziś już tylko nudzą. Na pewno dziś nie nazwałabym jej najważniejszą powieścią XX wieku.

        Jak już tyle się napisałam nie na temat to jeszcze coś dopiszęaby nie było tak jednostronnie kilka książek które wytrzymały próbś czasu:
        – „Grona gniewu” – Świetna narracja. Nawet jeśli temat już nieaktualny nadal dobrze się czyta.
        – „Przeminęło z wiatrem” – Jak wyżej – świetna narracja. Do tego ten swoisty klimat „a mogło być tak pięknie” ale bez zbytniego żalu za to ze zrozumieniem.
        – „Na wschód od Edenu” – Jak wyżej – świetna narracja do tego barwnie odwzorowane postacie, ich charaktery i rozterki moralne. Książka, która gdyby w niej zamienić ‚powóz’ na ‚samochód’, a ‚list’ na ’email’ mogłaby być napisana nawet dzisiaj.

        4
        • Kondrart pisze:

          „kiedyś szokowały, więc aby być na czasie wypadało je znać” – nie rozumiem motywacji. Równie dobrze można iść na mecz, bo zachowanie kibiców jest szokujące lub wybrać się na wycieczkę do ubojni drobiu, bo tamtejsze sceny szokują. Czyżby fakt zmniejszenia własnej wrażliwości przez kontakt z bodźcem przekraczającym granice miał być wartością? Taki swoisty „krem, który uczyni cię gruboskórnym”? Nie pojmuję.

          0
          • Katemeika pisze:

            Nie pojmuję
            I po to czyta się książki, aby coraz mniej nas rzeczy dziwiło, żebyśmy dostrzegli, że otaczająca nas rzeczywistość nie jest zero-jedynkowa, że motywacje różnych ludzi mogą być bardzo różne, a nasz punkt widzenia niekoniecznie musi być jedynym słusznym ;)

            1
          • asymon pisze:

            To trochę jak z lekturami szkolnymi: warto jest znać kontekst, wiedzieć dlaczego książka była ważna. Ja tak mam np. z „Obcym” Camusa, czy „Hańbą” Coetzee (jak go się odmienia?). Obie mi nie podeszły, ale choć obie nisko oceniam, to zdaję sobie sprawę z ich wagi. I choć przeczytałem bez zachwytu, to nie straciłem na nie czasu, tak myślę.

            0
  14. Tomek pisze:

    A ja nie będę pisał, co przeczytałem, lecz napiszę, że …. przetłumaczyłem na język rodzimy nieco zapomnianego pisarza austriackiego.
    https://ebooki.swiatczytnikow.pl/ebook/9788381049788,hugo-bettauer–morderca-kobiet.html
    Z tego powodu czytałem mniej…

    0
  15. Shilton pisze:

    Witam.

    Ja przeczytałem 37 książek (5 mniej niż poprzednim roku) – o „łącznym tonażu” – 16457 stron.
    5 książek było w papierze – reszta 32 w „kundelku”.
    Niektóre z nich to prawdziwe „biblie” (ok. 1000 stron itp.) – więc było trochę mniej.
    Sporo czasu straciłem w kinie – obejrzałem 147 filmów w jednym roku!!! – więcej niż przez całe życie :-))

    Pozdrawiam serdecznie – Shilton

    3
    • Anna pisze:

      Wyczuwam współofiarę pewnego abonamentu kinowego. Ja co prawda mam na liczniku „tylko” jakieś 110, ale łączę się w bólu ;)

      5
      • dzust pisze:

        Ha, przez takich kinomanów jak Wy, tacy kinomani jak ja muszą płacić za wspomniany abonament dwa czy cztery złote więcej niż na początku programu :)

        A tak zupełnie serio – muszę policzyć, na ilu filmach byłam, bo chyba nie jestem świadoma, jak dużo może to być :D

        1
  16. Stolec pisze:

    No tak.
    52 książki to dla osoby prowadzącej blog o …ebookach dość skromny wynik.
    By nie powiedzieć wstydliwy.
    Ale pan Robert sam się usprawiedliwił że wszystkiemu winne: „czynniki obiektywne”.
    Czyli Vina Tusca.
    Wobec tego my też rozgrzeszamy.
    ;-)

    4
    • Doman pisze:

      Biorąc pod uwagę profil bloga to jednak średnio. Polecanki czetelnicze to tylko pogranicza tematyki i niewielka część wpisów. Większość jest o ebookach z perspektywy ogólnej: trendy, księgarnie, urządzenia, wydarzenia, promocje. Nie oszukujmy się, ciężko to śledzić z nosem w czytniku.

      5
    • maria pisze:

      Wręcz przeciwnie. Kilkadziesiąt przeczytanych książek dla osoby prowadzącej blog _techniczny_ o _sprzęcie_ to zaskakująco dobry wynik! Oby inni sprzętowi blogerzy też takie mieli!

      Robert to wiele razy wyjaśniał – to nie jest blog o książkach. A że tu pojawiają się reklamy książek i promocji? Cóż z czegoś żyć trzeba :-)

      3
  17. yacoob pisze:

    Moje podsumowanie roku 2017:
    1. Ilościowo – 87, (sporo więcej niż 2016, gdzie było 74 i pewnie taki rezultat nie powtórzy się zbyt szybko; nie uważam z reszta, żeby ilość miała znaczenie). Niestety nie mam podsumowania ilości stron. Format – 57 ebooki, 30 papier.
    2. Z ogólnego opisu – coraz więcej fantastyki, sporo kryminałów, coraz mniej reportaży i (niestety) literatury ogólno-obyczajowej.
    3. Z największych wrażeń – James Ellroy (ten głównie w papierze), ‚Amerykańska sielanka’ Rotha, różne antologie SF (tu różnie bywało) oraz Robert Galbraith.
    4. W końcu też (czytając powoli przez cały rok) kobyła Kalickiego ‚Zdarzyło się’ (niegdyś poczytywane w Magazynie/Dużym Formacie)
    5. Audiobooki jakoś mnie nie przekonują, więc ani nie ma ich na liście, ani nie słucham. (może kiedyś).
    6. Plusy (punkt widzenia subiektywny):
    – promocje i programy typu Premium;
    – bardzo czytelniczy rok (pewnie nieprędko się tak powtórzy) i generalnie dużo fajnych czytelniczych wrażeń/wzruszeń/emocji;
    – większy powrót do papieru, biblioteki i książek przeczytanych daaaawno temu (powtórzony – przez kilka lat – cały John Irving, teraz powrót chronologicznie do Remarque’a)
    – (chyba największy) widok, jak 9-letnia Córka załapała bakcyla i nie rusza się nigdzie bez książki :)
    7. Minusy:
    – wciąż więcej książek kupowanych niż przeczytanych
    – wciąż nie mam czasu/chęci/motywacji do zarzadzania wszystkim z Calibre
    – za mało książek ogólno-obyczajowych
    – Córka czyta już sama, więc coraz rzadziej powroty do książek z dzieciństwa (a niektóre robią zupełnie inne wrażenie – np. wszystkie tomy Muminków, gdzie ‚Tatuś Muminka i morze’ czy ‚Dolina Muminków w listopadzie’ to ciężkie egzystencjalne książki są; ale może – utknąwszy czytając na głos na 5 tomie Pana Samochodzika, dalsze będę w ukryciu przypominał, jak to powyżej Walter19 proponuje ;) )

    2
  18. Runior pisze:

    W 2017 udało mi się przeczytać jedynie 42 książki. Wynik gorszy niż w poprzednich latach ze względu na mniejszą ilość audiobooków słuchanych w samochodzie i mniej czasu na czytanie podczas wyjazdu urlopowego.

    Najciekawsze książki jakie czytałem to:
    „Sekretne życie drzew” Peter Wohlleben – dowód na to, że można zarażać swoją pasją, autor jest niemieckim leśnikiem i nawet dla laika książka może być wciągająca;
    Cykl „Ostatnie imperium” Brandon Sanderson – bardzo dobrze napisana fantastyka, a na książki nie trzeba czekać 10 lat;
    „Fastlane Milionera” MJ DeMarco – odpowiedź na popularną literaturę motywacyjno-finansową . Trochę bolesnej prawdy na temat zarabiania pieniędzy. Brak „coachingowego bełkotu”.

    Zdecydowanie odradzam:
    „Zapisane w wodzie” – Paula Hawkins – pomieszanie z poplątaniem, nadmiar wątków i postaci nie jest w stanie zakryć niedomagań fabuły.
    „The Princess Diarist” Carrie Fisher – niestety, zmarła niedawno aktorka nie ma do powiedzenia zbyt wiele. Książka to przede wszystkim opis romansu z Harrisonem Fordem.

    0
    • yacoob pisze:

      „(…)A na ksiażki nie trzeba czekać 10 lat(…)”

      Nie wiem, czy do tego pijesz ;), ale też uważam że George R.R. przegina ;D

      1
  19. GregV5 pisze:

    Mój czytelniczy rok 2017 był rekordowy w stosunku do lat poprzednich i zapewne również następnych. Przeczytałem 53 książki (same ebooki, wyjątkowo w minionym roku nie kupiłem i nie przeczytałem ani jednej książki papierowej). Wysłuchałem też jednego audiobooka (pierwszy raz w życiu). To wszystko daje w sumie 54 pozycje. Dominująca tematyka wśród ubiegłorocznych tytułów to jak zwykle w moim przypadku literatura non-fiction. Korzystałem z dwóch czytników, do początku lutego z Kobo Mini, a potem już tylko z Kobo Glo HD. Oto najważniejsze pozycje z mojej listy:

    Po pierwsze trzy relecje osób którym udało się przeżyć piekło hitlerowskich obozów koncentracyjnych (nie będę wymieniał tytułów, ale osobiście uważam że należy je poznać). Poza tym:

    Ku Klux Klan. Tu mieszka miłość – Katarzyna Surmiak-Domańska
    Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie – Zofia Zaleska
    Detroit. Sekcja zwłok Ameryki – Charlie LeDuff
    Niemiec. Wszystkie ucieczki Zygfryda – Włodzimierz Nowak (oraz inne reportaże tego autora)
    Ganbare! Warsztaty umierania – Katarzyna Boni
    Dziennik z Prus Wschodnich – Hans von Lehndorff
    1945 Wojna i pokój – Magdalena Grzebałkowska

    1
  20. asymon pisze:

    2017 to audiobooki w Storytel, jak tak patrzę to przesłuchałem aż 22 (!), a kilkanaście napocząłem i podzękowałem. Specjalne wyróżnienie i nagroda „Stare a Dobre 2017” dla Autostopem przez Galaktykę, czyta Stephen Fry i Martin Freeman. Nagroda „Nowe a Dobre” idzie w ręce międzynarodowego trio Crummey-Alenowicz-Popczyński. Pierwszy pisze świetne książki, jak Dostatek drugi je tłumaczy i wydaje, a trzeci czyta. Polecam. Rzeka złodziei jest w wersji elektronicznej, jak ktoś jest nieaudiobookowy, polecam tym bardziej.

    Nagrodę „Ambiwalencja 2017” otrzymuje Jakub Małecki za świetny Dygot i  „Rdzę”, o której do dziś nie wiem co myśleć.

    Nagrodę „Rozczarowanie 2017” dostaje jednak Legimi, choć po długich debatach jury, ale myślę że zasłużenie, oczywiście za usługę Legimi na Kindle™. Limity i marną jakość ebooków jestem w stanie znieść, serio, ale boli mnie bardzo że nie bardzo mam co czytać. Oferta dla mnie zbyt uboga, miała się powiększać, ale jakość wolno to idzie.

    Do Storytel na pewno wrócę, do Legimi pod jednym warunkiem.

    4
  21. Anna pisze:

    Przeczytałam 53 książki w zeszłym roku. W tym już 5, co mnie zdziwiło, bo myślałam, że 3. O książce „Opowieści podręcznej” mam podobne zdanie. Miałam wrażenie, że autorka nie wiedziała co zrobić ze swoim pomysłem.

    0
  22. Marian pisze:

    Nie chcę się specjalnie chwalić, skoro jestem na emeryturze i czytanie stanowi moją główną rozrywkę – ub. rok to 55 książek na Kindle i 20 w papierze. Mniej więcej tyle samo co w ubiegłych latach; natomiast ich koszt jest zbyt wysoki jak na emeryta, więc kupuję tylko w promocjach, na ogół za 9,90 i 14,90 zł.
    Co do cen zaś to mam pewne spostrzeżenie: czasem bardziej warto kupić w Amazonie niż polskie tłumaczenie. Podam przykład. Lubię czytać powieści dziejące się w starożytnym Rzymie. Cykl Wespazjan (autor Robert Fabbri) w Polsce liczy 6 tomów. Na rynku brak tomu pierwszego w dowolnej postaci; inne części w ebooku kosztują średnio po ok. 30 zł. Tymczasem w Amazonie całe 7 tomów kosztowało mnie 49 USD; ostatnio zaś pojawił się tom 8. W efekcie taniej jest w Amazonie.

    Teraz uwaga do p. Roberta. Sprawdzałem książki Michela Bussi – w SW wyszły cen po ok. 20 zł a w ŚwiecieKsiążki kupiłem je po ok. 11 zł. Tak samo jest z książkami wydawnictwa Muza.

    Pozdrawiam ambitnych czytaczy Marian (emeryt, 79 lat)

    9
    • riesling pisze:

      Marianie, ze dwa miesiące temu kupiłem internetowo w Znaku ten 1. tom żeby zobaczyć co to w ogóle jest. Teraz niestety już go nie maja ale może by zapytać bezpośrednio w wydawnictwie?

      0
  23. Go pisze:

    U mnie 68 w 2017 vs 55 w 2016 – progres wywołany głównie przez abonament w Legimi. Jeden audiobook wysłuchany (Inne pieśni Jacka Dukaja czyta Krzysztof Gosztyła- bardzo tak) , drugiego nie mogłam zmęczyć (biografia Tony’ego Halika- raczej nie). W końcu po wielu latach udało mi się nadrobić Nieznośną lekkość bytu, a Ostatnia arystokratka była dużym rozczarowaniem. W stosunku do Kolei podziemnej chyba miałam zbyt duże oczekiwania. Reportaże z Czarnego jak zawsze trzymają poziom, a trylogia Krassowskiego pozwoliła mi nabrać fajnego dystansu do bieżących wydarzeń politycznych.
    2018 otworzyły u mnie Mikrotyki. Mocne otwarcie :)

    3
    • Behemotek pisze:

      > W końcu po wielu latach udało mi się nadrobić Nieznośną lekkość bytu,

      Czytałaś to w wersji elektronicznej ?
      Pytam z ciekawości, bo z tego co wiem to Milan Kundera nie zgadza się na publikowanie swoich książek w wersji elektronicznej, a bardzo mi zależało swego czasu na zdobyciu „Nieznośnej …” na kindla.

      Więc chyba w grę wchodzi tylko papier albo pirat. Ta druga wersja (abstrahując od kwestii moralnych) najczyściej zawiera błędy/literówki etc. co wg mnie absolutnie dyskredytuje taką „publikację”.

      0
  24. maria pisze:

    O liczbie książek już pisałam, teraz taka ciekawostka. Rok 2017 był pierwszym (od kiedy pamiętam) w którym nie kupiłam (dla siebie) ani jednej książki papierowej.

    W poprzednich latach (mimo likwidacji biblioteczki wiele lat temu i przejścia na eCzytanie) zawsze coś kupowałam. Np. w 2016 była to książka niedostępna w formie elektronicznej ani w bibliotekach (niskonakładowy self-publishing pewnego księdza) która mnie na tyle zainteresowała że po Mszy na której ten ksiądz miał kazanie poszłam do przykościelnej księgarni gdzie można ją było kupić. Cóż, tym większy wstyd że do dziś jej nie przeczytałam. Nie dlatego że straciłam zainteresowanie ale ta tradycyjna forma wymagająca siedzenia na kanapie i nic nie robienia zupełnie nie pasuje do aktywnego życia jakie aktualnie prowadzę. A książka leży na szafce w dużym pokoju jako swoisty wyrzut sumienia… a pood nią leży druga zaczęta trzy lata temu… a na nich leży czytnik…

    Cóż, papier już chyba zupełnie nie jest dla mnie. A gdy jedną ręką mieszam sos, w drugiej trzymając Kindle by uszknąć życiu jeszcze kilka akapitów to tak czasem sobie myślę, że posiadanie czytnika powinno być obowiązkowe – może wtedy skończyłyby si.ęwymówki „nie mam czasu”. Czasu każdy z nas ma dokłądnie tyle samo tylko niektórzy potrafią go mnożyć słuchając audiobooków podczas sprzątania, czytając podczas jazdy tramwajem itd.

    4
  25. Jakub pisze:

    W 2017 miałem kilka strzałów bliskich ideału: David Mitchell (Czasomierze, Slade House, Atlas Chmur), Dan Simmons (Hyperion i Upadek Hyperiona), Brandon Sanderson (Droga królów i Słowa światłości, Z mgły zrodzony zacznie słabszy, niestety). W kategorii non-fiction zdecydowanie Barbara Demick (Światu nie mamy czego zazdrościć). Z porażek czytelniczych wygrywa „Małe życie” (w zasadzie nawiązując do tematyki można by napisać „Małe rzycie”). Nie mogę wyjść z podziwu, że książka tak słabo napisana i miałka jest tak wysoko oceniana. Jedyny plus tej książki jest taki, że kupiłem ją w promocji za 9.99, więc chociaż straciłem czas, nie straciłem przynajmniej pieniędzy.

    0
  26. Padre pisze:

    Witam,
    W 2017 roku przeczytałem najmniejszą ilość całych książek w historii mojego czytelnictwa. Tylko 19. Było to 3659 stron, więc bardzo mało. Cieszę się, że przeczytałem pierwszy raz książki po angielsku (książki mojego życia, zaraz po Biblii – Opowieści z Narnii).
    Tak mała ilość jest spowodowana pisaniem pracy magisterskiej i ostatnią sesją. Łącznie tysiące stron przewertowanych w książkach skryptach. ( Nie ujmuje w podsumowaniu, gdyż nie jestem w stanie tego zebrać). Do tego trzeba dodać codzienny Brewiarz – ok. 7000 tysięcy stron, Miesięcznik – „Oremus” z czytaniami mszalnymi oraz kilka tysięcy w komentarzach do czytań. W tym roku też regularnie starałem się oglądać 2 vlogi: Początek Wieczności (Marcin i Monika Gomułkowie) oraz Niecodzienny Vlog na kanale Langusta na Palmie (o. Adam Szustak).
    Lp. Autor Tytuł Stron
    1 Święty Ignacy Loyola Opowieść pielgrzyma. Autobiografia 184
    2 Jacek Socha Nawracanie proboszcza.
    Od nawracania proboszcza do nawrócenia pastoralnego parafii. 200
    3 Carlos Ruiz Zafon Książe mgły (audiobook) 221
    4 Praca zbiorowa To się nigdy nie kliknie
    5 Howard Zinn Ludowa historia Stanów Zjednoczonych.
    Od roku 1492 do dziś 912
    6 Michael D. O’Brien Ojciec Eliasz. Dzień gniewu. 320
    7 M.L. Stedman Światło między oceanami. (audiobook). 432
    8 Clave Staples Lewis Problem cierpienia 184
    9 Franc Jalics SJ Droga kontemplacji 100
    10 Papież Franciszek Bóg jest Miłością 176
    11-17 Clave Staples Lewis Chronicles of Narnia (1-7) 750
    18 Andre Daigneault Droga niedoskonałości 180

    Ps.
    Jeszcze są książki, których nie skończyłem: Getting Things Done – Davida Allena (trzeba przyznać, że bardziej męczę się niż czytam); Na początku był Chrystus – wywiad przeprowadzony przez Janusza Poniewierskiego i Jakuba Drath z biskupami kościołów: rzymskokatolickiego, prawosławnego i luterańskiego: bp Grzegorzem Rysiem, bp Jerzym Pańkowskim oraz bp Marcinem Hintzem (polecam – przeczytałem już 80%) oraz Owocna posługa wśród młodzieży. Czyli jak towarzyszyć młodym? – Jim Burnsa).

    2
    • Kondrart pisze:

      Dziwne, że zaczynasz czytanie po angielsku od najdłuższych pozycji. Jakim językiem pisana jest „Narnia”? Czy to angielski przystępny dla początkującego? Bo może i ja bym sięgnął?

      0
      • Sylwia pisze:

        Jeżeli chodzi o Narnię, to powiem tak. Orłem językowym nigdy nie byłam, ale dostałam całą serię po angielsku jak miałam jakieś 13 lat i nie miałam większych problemów ze zrozumieniem, także język Narnii jest naprawdę przystępny.

        2
  27. Natalia pisze:

    Z góry przepraszam, że tu wrzucam swój komentarz, ale nie wiem, gdzie miałabym go umieścić :)
    Mam problem z Kindle Voyager – od jakiegoś czasu (czytnik mam już 2 lata, więc nie jest to kwestia wadliwego urządzenia od początku użytkowania) zauważyłam, że czasem po zamknięciu etui (nie jest oryginalne) przeskakują mi strony e-booka.
    Tzn po otwarciu widzę, że przeczytałam książkę w np. 27% , a wiem, że przed zamknięciem było ich np. 4%.
    Co może być powodem?
    Niestety nie znalazłam w sieci nic na ten temat.
    Może ktoś Was ma jakiś pomysł?
    Będę wdzięczna za jakieś podpowiedzi.
    Natalia

    0
    • Athame pisze:

      Ten typ tak ma. Wiąże się to z intencjonalnymi opóźnieniami po odświeżeniu, zmianie strony itp. Jeśli trafi na moment zamykania okładki, to system dostanie sygnał przewracania stron, a sam czytnik przejdzie w stan uśpienia po upłynięciu 10 minut.

      0
      • Natalia pisze:

        Athame, dzięki za info.
        Ale to nie dziwne, że nie miałam tak od początku, ale po 2 latach użytkowania? A zmieniło by coś gdybym nie używała etui a po prostu go wyłączała?

        0
        • Athame pisze:

          Jeśli wyłączysz przyciskiem przed zamknięciem etui, to strony nie będą „same się przekładać”.

          Problem pojawił się wraz z którąś aktualizacją (jak dobrze pamiętam to 5.8.11, ale może już w 5.7.2). Rozwiązałem to u siebie modyfikując soft, ale to nie jest opcja dla przeciętnego użytkownika (edycja binarna, nie żaden plik konfiguracyjny).

          0
          • Natalia pisze:

            Ooo super! :)
            Właśnie o takie proste rozwiązanie mi chodziło :)
            Sprawdzę Twoją podpowiedź. Dzięki serdeczne.
            Nom nie, sama grzebać w nim nie będę, za bardzo go lubię :)

            0
  28. Maciej pisze:

    „(…) Opowieści podręcznej. Nuda straszliwa, wygrzebana po latach jako katalog obaw.”
    Moja żona również nie przeszłą przez tę książkę. Jednak serial jej się bardzo podobał.

    0
  29. Katemeika pisze:

    „Opowieść Podręcznej” czytałem dawno temu. I to [wg mnie] dobra książka.
    Mam też kupionego niedawno ebooka. Jak przeczytam powtórnie to może zmienię zdanie ;)

    0
  30. sanrid pisze:

    Pytanie do Szanownego Gospodarza,

    nawiązując do cytatu: „tak, będzie druga część testu…”, kiedy panie Robercie? – bo wstrzymuje to moją decyzję o zamówieniu już kolejny miesiąc. Litości!

    0

Odpowiedz na „mariaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przed dodaniem komentarza zapoznaj się proszę z zasadami komentowania i polityką prywatności

Komentarze do tego artykułu można śledzić także w formacie RSS.